Wir arktyczny kontratakuje

Wir arktyczny kontratakuje

W ostatnich godzinach w mediach pojawia się szalenie dużo informacji na temat ataku zimy, jaki ma obecnie miejsce na znacznym obszarze Stanów Zjednoczonych, a także Kanady. Informacje te są przy tym, delikatnie mówiąc, nierzetelne. Oto w serwisie natemat.pl czytamy:

Najzimniej będzie na środkowym zachodzie. W Chicago w Iliinois temperatura może spaść minus 45, a w Minneapolis w Minnesocie – minus 51 stopni. Będzie więc tam zimniej niż na biegunie Północnym.

W rzeczywistości nic takiego nie ma mieć miejsca. Podane temperatury nie są w istocie mierzonymi temperaturami rzeczywistymi, ale wyliczonymi “temperaturami odczuwalnymi”, skorygowanymi o tzw. czynnik chłodzący wiatru. W Chicago rzeczywiście jest bardzo mroźno, ale temperatury są zdecydowanie wyższe, dziś odnotowano tam -30.6°C. Pojawiają się także informacje o tym, jakoby obserwowany atak zimy był najsilniejszy w tym regionie od co najmniej 20 lat. To być może prawda, należy jednak pamiętać, że tego typu “najsilniejsze ataki zimy od 20 lat” notowane są gdzieś na świecie w zasadzie co roku. Na przykład w zeszłym roku wyjątkowo niskie temperatury notowaliśmy w Polsce na przełomie lutego i marca. Kiedy jednak tego typu zjawiska pojawią się na mniej zamieszkałych terytoriach, są mniej medialne. Podobnie, jak 100 ofiar tajfunu gdzieś na Pacyfiku wywołuje mniejszy szum medialny, niż 100 ofiar huraganu w dowolnym miejscu USA.

Tymczasem już w piątek mróz w Chicago znacznie zelżeje, a w poniedziałek temperatura może wzrosnąć do… +12°C. Wg dalszych prognoz pod koniec przyszłego tygodnia może zrobić się ponownie mroźno, jednak nie aż tak, jak obecnie.

Powyżej: prognoza ECMWF dla Chicago, źródło: yr.no.

 

Nie jest też prawdą, że poszczególne modele klimatyczne nie pokazują możliwości występowania aż tak zimnych epizodów w ocieplającym się klimacie. Poniżej mamy wynik model GFDL-ESM2M dla stycznia 2019.

Jak widać model ten dawał możliwość pojawienia się bardzo chłodnego stycznia np. w Europie i w Kanadzie. W istocie (prawdopodobnie dzięki prognozowanej przez GFDL La Nini) obecny styczeń będzie (w skali globalnej) cieplejszy, niż prognozowany w ww. modelu klimatycznym. Należy też pamiętać, że modele klimatyczne nie służą do prognozowania rozkładu anomalii w konkretnym miesiącu. Modele te jednak często przewidują chłodne zimy nawet w znacznie cieplejszym klimacie, o czym możecie się przekonać tutaj.

Należy też zwrócić uwagę na fakt, że tak zwany “atak wiru polarnego” jest w rzeczywistości efektem jego rozpadu – obecnie najprawdopodobniej związanym z nagłym ociepleniem stratosfery o którym głośno było na przełomie grudnia i stycznia. I jak najbardziej o tym fakcie wspominaliśmy – tym razem trafiło w USA.

 

Nie ma to za to nic wspólnego z wieszczonym w związku z tym “globalnym ochłodzeniem”. Całe zjawisko będzie trwało zaledwie kilka dni i zniknie tak szybko, jak się pojawiło.

 

Warto też pokazać fale chłodów w USA z ostatnich lat na tle historycznym. Obecna fala chłodów również może przynieść parę dni spełniających poniższe kryterium:

Powyżej: liczba dni z anomalią Tmax niższą o 25°C od normy w USA (poza Alaską). Autor: Robert Rohde.

Można łatwo zauważyć, że to, co obecnie jest “największą falą chłodu od 20 lat”, dawniej zdarzało się kilka razy w dziesięcioleciu.

Print Friendly, PDF & Email

103 Replies to “Wir arktyczny kontratakuje”

  1. Dziękuję Państwu za bardzo szybką reakcję. Cieszę się, że w końcu mogę zaczerpnąć rzetelnych informacji.

    1. Przyłączam się do podziękowań. Wszedłem na stronę aby poprosić o wyjaśnienie sytuacji pogodowej w N. Am. a odpowiedź już czekała… :-) Pani Admin czyta nam w Myślach … ;-)
      Tadek

  2. I za to między innymi cenie tą stronę, że prostują ten informacyjny fekał, jaki wylewa się z portali dla mas :) Szkoda, że niewiele osób ma dostęp do rzetelnej wiedzy i styka się na co dzień z takimi tandetnymi newsami…

  3. A czy ta spora ujemna anomalia w W/C Syberii też może mieć związek z SSW? (rozpadem wiru?) Czy raczej niekoniecznie?
    https://meteomodel.pl/klimat/gfsanom_glb.png

    Dodajmy, że ciepło jakie do nas napłynie w weekend – przed zatoką niżową – “ociepli” także Europę E. Natomiast przyszłotygodniowe ochłodzenie będzie skutkiem rozwoju wyżu od W/N – gdzie będzie przeważnie chłodniej względem normy.

  4. A Donald Trump napisał na Twitterze podobno taki tekst:

    “Na pięknym środkowym zachodzie temperatury odczuwalne spadające do minus 50 stopni są najniższe jakie kiedykolwiek odnotowano. W najbliższych dniach spodziewać się trzeba jeszcze większego mrozu. Ludzie nie mogą przebywać na zewnątrz nawet przez kilka minut. Co do cholery dzieje się z globalnym ociepleniem? Proszę, wracaj szybko, potrzebujemy cię! – napisał z przekorą Donald Trump, prezydent USA.”

    1. To ten sam poziom wiedzy o klimacie co Korwin. I podobnie niewyparzony język. Tyle, że zasięg wypowiedzi (a przy okazji władzy) nieporównywalnie większy.

    2. @Lukasz160391

      Gdybyśmy nie mówili o idiocie o umyśle kilkuletniego dziecka to należałoby mu wytłumaczyć, że w tej chwili w części zachodnich stanów USA i… wschodniej części Kanady anomalie dodatnie są prawie tak duże duże jak we wschodniej ujemne. A cała półkula północna ma anomalię temperatury ok. +0.4 C w stosunku do okresu bazowego 1971-2000.

      1. Może i ma umysł kilkuletniego dziecka, ale Trump jest prezydentem dlatego, że Amerykanie po prostu wybrali mniejsze zło.

        1. @Lukasz160391

          Masz prawo tak uważać, ale zgodzić się z tym nie sposób z wielu powodów. Ale pierwszy jest taki, że Donald dostał mniej głosów niż Hilary. Sprawdź to sobie sam (jest to absolutną prawdą) ale nie uprawiaj tu polityki.

          Natomiast stwierdzenie, że czyjeś stwierdzenie o klimacie jest idiotyzmem nie jest uprawianiem polityki, ale moim obowiązkiem jako profesora w tej dziedzinie.

          1. “Sprawdź to sobie sam (jest to absolutną prawdą) ale nie uprawiaj tu polityki.”

            Ok, sprawdzę – ale tematu już nie będę dłużej ciągnąć, bo tak jak sam powiedziałeś, nie ma sensu tutaj gadać o polityce.

          2. “Natomiast stwierdzenie, że czyjeś stwierdzenie o klimacie jest idiotyzmem nie jest uprawianiem polityki, ale moim obowiązkiem jako profesora w tej dziedzinie.”

            A jak “politycznie poprawnie” sie mówi, że czyjeś stwierdzenie jest idiotyzmem?

          3. “Idiotyzm jest idiotyzmem. Przynajmniej w świecie nauki. Tu nie ma tak, ze zwolennicy poglądu, ze 2+2=5 mają równe prawa.”

            Czyżby? A gdyby doktorant mówił że 2+2=4, a dr hab. że 2+2=5, to kogo będą słuchać?

          4. @Oskar

            Naprawdę nie rozumiesz jak działa nauka? To nie jest ani dyktatura autorytetów ani demokracja poglądów. Wygrywają te poglądy, które się sprawdzają. Z nieprawdziwych hipotez płyną fałszywe wnioski. W pewnym sensie jest to merytokracja, chociaż nie lobię tej nazwy.

          5. Ano działa tak, że często licza sie pozycja i granty. I decyzja czy przeważy pogląd “2+2=4” , czy “2+2=5” zależy od tych pozamerytorycznych czynników.

            Oczywiście nie chodzi tu o widoczne na wierzchu 2+2=4, czy 2+2=5. Często chodzi o dużo bardziej ukryte, specjalistyczne kwestie, ktore często dla wtajemniczonych są równie oczywiste jak to czy 2+2=4, czy 2+2=5. Tylko że wyżej postawieni opowiadają sie za 2+2=5.

            “Z nieprawdziwych hipotez płyną fałszywe wnioski.”

            Nieprawda, z nieprawdziwych hipotez jak najbardziej moga płynąć prawdziwe wnioski. Co wielokrotnie miało miejsce w historii nauki.

            W każdym razie, czy jako doktorant, odważyłbyś się np. otwarcie nazwać ewidentnie idiotyczny pogląd swojego promotora, idiotyzmem?

            Można tu, i słusznie, wyzywać Trumpa od idiotów, ale co zrobi szef jakiejś amerykańskiej agencji badawczej, który musi iść do niego po pieniądze?

          6. Nie zrozumiałeś. Ja znam zasady logiki. Pisząc tym, że “Z nieprawdziwych hipotez płyną fałszywe wnioski.” miałem na myśli że zgodnie z prawami logiki z prawdziwych nie mogą. Czyli prędzej czy później okaże się, że dany pogląd był nieprawdziwy jeśli płynące z niego wnioski będą się konsekwentnie rozmijać z obserwacjami (pojedynczy przypadek nie wystarczy bo w prawdziwej nauce obserwacyjnej zdarzają się jednak błędne pomiary).

            Jeśli ktoś się nie zgadza z tym, ze istnieje prawda obiektywna i że powinno się do niej dążyć metodami naukowymi (testowanie hipotez itp.) to nie powinien zajmować się działalnością naukową bo… właściwie po co?

            A co do tych “wyżej postawionych” to nie bardzo rozumiem o co Ci chodziło w tej części wypowiedzi. Bo nie ma znaczenie czy ktoś jest rektorem ale ile wie. Prawdziwy naukowiec to widzi. Doskonale wiemy kto jest prawdziwym fachowcem, a kto jedynie napuszonym głupcem, niezależnie od stopni i tytułów (chociaż np. student ma prawo mieć problemy z tego typu rozróżnieniem). To w tym sensie nauka jest merytokracją, przy czym nie chodzi o dyplomy i certyfikaty ale opinię tych, którzy są w stanie zrozumieć i ocenić (tych “peers” z określenia “peer review”).

          7. Cieszę się, że rozumiemy się teraz lepiej.

            Co do “prawdy obiektywnej”, to lepiej nie wchodzić w temat, bo to schodzi na filozofię nauki, a myślę że filozofowie nauki bardzo szybko wybiliby Tobie pewność “prawdy obiektywnej” z głowy! Zresztą wcale nie o nią w nauce chodzi.

            “Czyli prędzej czy później okaże się, że dany pogląd był nieprawdziwy jeśli płynące z niego wnioski będą się konsekwentnie rozmijać z obserwacjami (pojedynczy przypadek nie wystarczy bo w prawdziwej nauce obserwacyjnej zdarzają się jednak błędne pomiary).”

            To też jest w gruncie rzeczy pogląd naiwny, a przynajmniej zbyt idealistyczny. Rozmijanie się (istotne) obserwacji z przewidywaniami jest w nauce nagminne, bo gdyby tak nie było to wiedzielibyśmy co do zasad wszystko.

            Z drugiej strony, wiemy np. że mechanika kwatnowa i OTW są ze sobą niezgodne, bo ich połaczenie może w pewnych sytuacjach nagminnie prowadzić do absurdalnych nierealnych wyników. I co? I nic, nie ma ani jednej obserwacji, która jawnie podważyłaby którąś z tych obu fundamentalnych obecnie teorii fizyki. Tak samo nie wiemy dlaczego Model Standardowy, czy kosmologia \lmabda-CDM mają takie a nie inne parametry, a jednak doskonale one działają, nie zaobserwowaliśmy odstępstwa od nich.

            “A co do tych “wyżej postawionych” to nie bardzo rozumiem o co Ci chodziło w tej części wypowiedzi. Bo nie ma znaczenie czy ktoś jest rektorem ale ile wie. Prawdziwy naukowiec to widzi. Doskonale wiemy kto jest prawdziwym fachowcem, a kto jedynie napuszonym głupcem, niezależnie od stopni i tytułów (chociaż np. student ma prawo mieć problemy z tego typu rozróżnieniem). To w tym sensie nauka jest merytokracją, przy czym nie chodzi o dyplomy i certyfikaty ale opinię tych, którzy są w stanie zrozumieć i ocenić (tych “peers” z określenia “peer review”). ”

            Ci “wyżej postawieni” często moga być kompletnymi idiotami (nieraz miałem z takimi do czynienia!), ale często to oni rozdają tytuły, granty, pozycje, recenzują papiery (tak, są recenzenci idioci, z podstawowymi brakami w w swej specjalności!) są właścicielami danych, na których człowiek robi pracę naukową, itp.

            Stary dowcip:

            Co powinien wiedzieć student?
            – Student powinien wiedzieć wszystko.
            Co powinien wiedzieć magister?
            – Magister powinien wiedzieć wszystko ze swojej dziedziny.
            Co powinien wiedzieć doktor?
            – Doktor powinien wiedzieć wszystko ze swojej specjalizacji.
            Co powinien wiedzieć dr hab?
            – Dr hab powinien wiedzieć, w której książce, co się znajduje.
            Co powinien wiedzieć docent?
            – Docent powinien wiedzieć, gdzie jest biblioteka.
            Co powinien wiedzieć profesor?
            – Profesor powinien wiedzieć, gdzie są docenci.

            często jest nazbyt prawdziwy.

          8. @Oskar

            Błędnie zakładasz, że ja się nie interesowałem filozofią nauki. Za młodu czytałem o tym wiele. Wystarczająco dużo aby zrozumieć, ze filozofowie nauki najczęściej nie rozumieli jak się powiększa wiedzę ludzka (Popper nawet we własnych badaniach nie stosował swojej “metody naukowej”). Jednak wyfiltrowałem z tego podstawę sensu istnienia nauki, która wyrażę parafrazując filmowego Samwise’a Gamgee:

            “Istnieje prawda, panie Ostarze i warto próbować ją odkryć”.

            Bo powtórzę jeszcze raz, jeśli ktoś w to nie wierzy to nie ma dla niego miejsca w Nauce. I piszę to w pełni świadom głębokich patologii jakie gnębiły polską naukę (i jeszcze gdzieniegdzie istnieją). Tego najwspanialszego i najbardziej udanego projektu naszego gatunku, jakim jest Nauka nie należy mylić z tym co robią “pracownicy naukowi” w ośrodkach, które zajmują się nauką tylko wtedy gdy przelewają z pustego w próżne na “zeszytach naukowych” swojej uczelni. Powiększanie wiedzy jaką posiada ludzkość to Nauka, natomiast to co robią tego rodzaju osobnicy rzadko ma z nią cokolwiek wspólnego.

            A dowcip znam doskonale. Sam go wielokrotnie powtarzałem w czasie gdy jako młody naukowiec byłem sfrustrowany tym, że niektórzy z moich szefów ewidentnie nie czytają nawet literatury swojej dziedziny nauki. I pewnie gdzieniegdzie tak jest nadal ale tu gdzie pracuję bywa teraz odwrotnie, co jest także niepokojące. Mianowicie mamy wrażenie, ze część doktorantów nie czyta w ogóle niczego. No cóż, pokolenie YouTube’a.

          9. Zostawmy kwestię istnienia, lub nie, Prawdy Absolutnej, filozofom. Nam, jako naukowcom, nie jest to tak naprawdę potrzebne, my raczej powinniśmy opisywać Przyrodę w sposób, jaki sie nam wydaje najbardziej prawdziwy.

            A patologie nie tycza sie wcale tylko niezbyt słusznie pogardzanej nauki polskiej, tylko są raczej powszechne w nauce światowej. To nie jest bynajmniej tylko polska specyfika. Z reguły im “większa” nauka, tym większa patologia.

            Na czym polega robienie doktoratu dzisiaj? Ano musisz odwalić 1-2 prace naukowe (po angielsku oczywiście, ale to nie problem) w odpowiednich międzynarodowych czasopismach (które są dośc kosmopolityczne powiedziałbym), napisac pracę doktorską, i się wybronić. Później załapać się na postodca, i funkcjonować w tym, coraz bardziej korporacyjnym systemie (ze wszystkimi jego patologiami). W takim systemie nie ma miejsca na innowacyjność, czy nowe pomysły. W system się nie wpisujesz -wylatujesz.

            Jakie prace naukowe musisz odwalić? Ano po prostu zrobić to samo, co zrobili w jakims papierze sprzed ~10 lat, tylko że na nowych danych. Prezentując analogiczne wyniki, może przesunięte systematycznie w tę lub inna stronę, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami. Nic czego nie domyślano by się wcześniej. Nie musisz w ogóle kreatywnie myśleć, że można by to zrobić inaczej -wręcz wystrzegaj się tego, bo to będzie penalizowane! Co jak twój promotor nie zrozumie twojej koncepcji? Przeciez i tak nie ma czasu sie w to wgłębiac, zastanawiać się co mu tak naprawdę prezentujesz. Ma ważniejsze sprawy na głowie, kierowanie zespołem, wyciąganie grantów, podlizywanie się swoim peers. Ty jako doktorant, masz nie myślec, masz robić! Masz użerać sie z idiotycznymi, nie działającymi jak należy programami, skryptami, kodami, bazami danych, idiotycznymi, niespójnymi instrukcjami do nich (twój promotor w życiu się nie znizy do tego żeby pokazac co i jak, bo jeszcze wyjdzie na jaw, że sam nie rozumie jak to działa). Pokazac określony wynik, napisac papier i iść dalej. Wiadomo ze to nie promuje kreatywnych i inteligentnych, raczej cierpliwych konformistycznych i potulnych, którzy w końcu to zrobią -nie koniecznie rozumiac CO zrobili.

            A co do literatury, i nieczytających doktorantów -to co obserwuje, sugeruje że tak naprawdę po prostu system ich zniechęca do czytania -rzeczywistego, nie udawanego czytania. Pewna znana mi osoba, zresztą całkiem inteligentna, zrobiła niedawno doktorat. W pracy doktorskiej mając 533 referencje (na co zwrócił uwage recenzent, osoba równiez mi znana). Czy je wszystkie przeczytała -oczywiście że nie, jak przyznała w rozmowie ze mną! W przeważającej większosci tylko abstrakty i konkluzje. A dlaczego wpakowała tyle literatury? Bo jej wmówiono, że do każdego zdania ma pakowac odnośnik, więc siedziała, przeglądała abstrakty i pakowała jak coś pasowało. Ona jeszcze zrobila to w miarę uczciwie (i ta farsa jakoś przeszła -ale widziałem niejedną obronę doktorską i coraz bardziej widac że to wszystko coraz większa farsą i teatrzykiem się staje), ale co z innymi? Ile ja w papierach znalazłem fałszywych referencji, prowadzących do nikąd?

            Czytanie na serio, dla poszerzenia wiedzy? Skądże, przeciez nie mam na to czasu, mam tyle rzeczy do zrobienia! -to jest powszechna postawa, gdy się próbuje podsunąć komuś książkę czy papier. Chcesz robić karierę naukową -nie czytaj! Odwal co masz do zrobienia, podlizuj się, nie wychodź poza schemat, zrób wedle template’a (czyli z angielska szablonu), opublikuj rezultaty w międzynarodowym czasopismie.

            Tak to dzisiaj wygląda. Analizowanie, zadawanie pytań “co, gdzie, jak, dlaczego”? Badanie przyrody taką jaka jest? Rzeczowa argumentacja i jej uzasadnianie. Licza sie tylko fakty, a nie pozycja? Przecież to romantyczna wizja nauki (nie moje słowa, ktoś mi tak powiedział). I bynajmniej nie nazywaj idiotyzmów wyżej postawionych idiotyzmem.

            Arctic, zostaw literki przed nazwiskiem i idź na jakiś publiczny występ kogoś utytułowanego jako zwykły człowiek. I wytknij wprost temu komuś jakiś ewidentny idiotyzm. Z pewnością ludzie odniosa sie do Ciebie jako do bezczelnego chama! Tak już niestety jest. A często jesteśmy uzależnieni od idiotów, którzy mają pozycję i władzę. A władza i pozycja korumpują.

          10. Co to wszystko ma wspólnego z tematem wątku, który rozpoczął się od tego, że profesor ma obowiązek tępić antynaukowy idiotyzm? Bo ewidentnie ma. Te “literki przed nazwiskiem” zobowiązują do czegoś.

            Ty najwyraźniej uważasz, że wszystko jest względne, nie ma prawdy naukowej, a doktoraty są coraz gorsze. Ja zgodzę się najwyżej z tym ostatnim. I to też jest coś co należy piętnować.

          11. Te “literki przed nazwiskiem” często decydują o tym, co jest idiotyzmem, a co nie. A nie obiektywne racje. Można mieć “obiektywną racje” (już darujmy sobie rozważania nad tym czym jest prawda naukowa), co z tego, jak się ona nie przebije. I można mieć “literki” ale nie miec obiektywnej racji. Ale za to mieć władzę.
            A często działa równanie:

            wykazanie racji = wykazanie ze ktoś inny jest w błędzie =zawiść

            A że doktoraty coraz gorsze? Czy to doktoranci coraz głupsi, promotorzy coraz gorsi, czy może system jest nastawiony nie na badanie przyrody, tylko na produkcję masową zawodowych specjalistów od analizowania danych? Pozostawiam to pytanie otwarte.

          12. Jedyny ciekawy wątek w tym to twierdzenie, ze nie ma prawdy. Dość mnie zaszokowałeś.

            Ponieważ jeśli nie ma obiektywnej prawdy, nauka nie ma sensu, co do jej istnienia zgadzają się zasadniczo wszyscy rozsądni ludzie, niezależnie od poglądów religijnych czy filozoficznych. Wystarczy wspomnieć, że Jan Paweł II, który napisał o tym zasadniczo całą encyklikę [1] zgadza się tu z “papieżem” ateistów, Richardem Dawkinsem [2].

            [1] https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

            [2] https://www.irishtimes.com/life-and-style/people/richard-dawkins-there-are-people-for-whom-truth-doesn-t-matter-1.2425941

          13. Nie zgadzam się z tym, że JEŚLI nie ma prawdy obiektywnej, nauka nie ma sensu, ale to kwestia drugorzędna. Klasyczną pozycją w tym temacie jest “Struktura Rewolucji Naukowych” Thomasa Kuhna, dla zainteresowanych:

            http://sady.up.krakow.pl/filnauk.kuhn.struktura.htm

            https://projektintegracija.pravo.hr/_download/repository/Kuhn_Structure_of_Scientific_Revolutions.pdf

            Ważne, że przedstawianie naukowców jako rycerzy na białych koniach poszukujących Prawdy Absolutnej o Przyrodzie niczym Świętego Graala, oraz rycersko pojedynkujacych się na merytoryczne argumenty, nie zważających na kwestie takie jak pozycja czy tytuły osób wypowiadających swoje zdanie, jest po prostu niezwykle naiwna.

            Rzeczywistość jest brutalnie inna, tylko że tego zwykle sie nie przedstawia popularyzując naukę.

          14. @Oskar
            Wystarczy jeden przykład, który spełni kryteria prawdy obiektywnej, aby argument o jej braku odszedł w niebyt.
            Czy istnieje (geometrycznie w przybliżeniu) kula helu i gazu oraz domieszki innych pierwiastków w odległości ca. 150 mln km od Ziemi?

          15. @MichałN

            Dajmy spokój. Twierdzenie, ze nie ma prawdy obiektywnej podważa całą fizykę, zarówno sens jej istnienia jak i wszystkie osiągnięte wyniki (a wiele rzeczy wyliczono teoretycznie i zmierzono z dokładnością do pięciu miejsc znaczących!). Jaki jest sens badania np. masy elektronu skoro nie wiadomo czy on w ogóle istnieje? Albo widma nadsubtelnego jakiegoś izotopu skoro nie wiadomo czy w ogóle istnieją pierwiastki. Naukowiec nie powinien takich rzeczy publicznie głosić. Tzn. ma prawo ale niech się nie spodziewa, ze będzie brany po czymś takim poważnie.

          16. Kuhn był fizykiem :P

            Zresztą, jakby uważnie czytać (a nie wyrywać z kontekstu!), ja wcale nie twierdzę że Prawdy obiektywnej nie ma. Twierdze tylko, że w praktyce, wcale o nią w nauce nie chodzi.

            Masy elektronów itp. to określone twierdzenia, wynikłe z interpretacji określonych wyników eksperymentów i podpięcia je pod określone konstrukty teoretyczne. Czy poprawnie opisuja niepodważalną Prawdę Absolutną o istnieniu i właściwościach elektronów -to już inna sprawa. Pozanaukowa.

            Ważne jest to, że gdy się uprawia samemu naukę, a nie czyta o niej w popularnych publikacjach, to wcale nie ma sie gwarancji, że za wykazanie że coś, co głosi “wyżej postawiony” , jest ewidentnym idiotyzmem (i nie chodzi tu o Prawdę Absolutną, tylko o postepowanie wedle przyjętych w nauce reguł i dobrych obyczajów metodologi naukowej, opierających sie o tradycję prowadzenia badań), nie oberwie sie po głowie.

          17. @Oskar

            Kuhn zrobił doktorat z fizyki ale tuż przedtem doznał “objawienia”, ze świat jest niepoznawalny i…porzucił fizykę zostając filozofem. Moim zdaniem bardzo dobrze zrobił. Tu jest niezły artykuł o nim, w tym właśnie kontekście:
            https://blogs.scientificamerican.com/cross-check/what-thomas-kuhn-really-thought-about-scientific-truth/

            Dla równowagi zacytuję Stevena Weinberga, prawdziwego fizyka, który dostał Nobla z jego “Four golden lessons”, rad dla doktorantów jakie opublikował w Nature w 2003 roku:

            Finally, learn something about the history of science, or at a minimum the history of your own branch of science. The least important reason for this is that the history may actually be of some use to you in your own scientific work. For instance, now and then scientists are hampered by believing one of the over simplified models of science that have been proposed by philosophers from Francis Bacon to Thomas Kuhn and Karl Popper. The best antidote to the philosophy of science is a knowledge of the history of science.

            Bezcenne 😁 A Weinberg nie pogardza filozofami nauki nie znając ich prac, o czym z kolei wspomina w swojej książce “Dreams of a final theory” :

            It is only fair to admit my limitations and biases in making this judgment. After a few years’ infatuation with philosophy as an undergraduate I became disenchanted. The insights of the philosophers I studied seemed murky and inconsequential compared with the dazzling successes of physics and mathematics. From time to time since then I have tried to read current work on the philosophy of science. Some of it I found to be written in a jargon so impenetrable that I can only think that it aimed at impressing those who confound obscurity with profundity. Some of it was good reading and even witty, like the writings of Wittgenstein and Paul Feyerabend. But only rarely did it seem to me to have anything to do with the work of science as I knew it. According to Feyerabend, the notion of scientific explanation developed by some philosophers of science is so narrow that it is impossible to speak of one theory being explained by another, a view that would leave my generation of particle physicists with nothing to do.

            Amen.

          18. Zacytuję jeszcze dwa akapity z książki Weinberga:

            Philosophical relativism stems in part from the discovery by philosophers and historians of science that there is a large subjective element in the process by which scientific ideas become accepted. We have seen here the role that aesthetic judgments play in the acceptance of new physical theories. This much is an old story to scientists (though philosophers and historians sometimes write as if we were utterly naive about this). In his celebrated book The Structure of Scientific Revolutions Thomas Kuhn went a step further and argued that in scientific revolutions the standards (or “paradigms”) by which scientists judge theories change, so that the new theories simply cannot be judged by the prerevolutionary standards. There is much in Kuhn’s book that fits my own experience in science. But in the last chapter Kuhn tentatively attacked the view that science makes progress toward objective truths: “We may, to be more precise, have to relinquish the notion, explicit or implicit, that changes of paradigm carry scientists and those who learn from them closer and closer to the truth.” Kuhn’s book lately seems to have become read (or at least quoted) as a manifesto for a general attack on the presumed objectivity of science.

            […]

            It is simply a logical fallacy to go from the observation that science is a social process to the conclusion that the final product, our scientific theories, is what it is because of the social and historical forces acting in this process. A party of mountain climbers may argue over the best path to the peak, and these arguments may be conditioned by the history and social structure of the expedition, but in the end either they find a good path to the peak or they do not, and when they get there they know it. (No one would give a book about mountain climbing the title Constructing Everest.) I cannot prove that science is like this, but everything in my experience as a scientist convinces me that it is. The “negotiations” over changes in scientific theory go on and on, with scientists changing their minds again and again in response to calculations and experiments, until finally one view or another bears an unmistakable mark of objective success. It certainly feels to me that we are discovering something real in physics, something that is what it is without any regard to the social or historical conditions that allowed us to discover it.

          19. “The best antidote to the philosophy of science is a knowledge of the history of science.” -no właśnie, i jak się zna co nieco historię nauki, to zdecydowanie pryska bańka naukowców jako niezłomnych rycerzy, zainteresowanych tylko prawdą o Przyrodzie i obiektywnymi argumentami. A już zdecydowanie to, jak w dużej mierze wygląda współczesna korporacyjna Nauka, rozmija się z tym jak wyglądała nauka Kopernika, Galileusza, Newtona, Halleya, Edisona, Einsteina, Hubble’a itd.

            Znam bzdury jakie powtarzają niektórzy tzw. filozofowie nauki (którzy z samą nauką nigdy nie mieli naprawdę do czynienia). Ich naiwność jest równa chyba tylko naiwności niektórych fizyków, wierzących w swą mesjanistyczną misję :P Weinberg ma swoje poglądy, Kuhn miał swoje, inni mają jeszcze inne swoje. A to, kto dostał Nobla, a kto nie, nie ma tu znaczenia, to tylko demagogia, bo Nobla się dostaje za coś innego niż filozoficzne poglądy.

            Pogląd, że nauka zbliża nas do Prawdy Absolutnej, jest równie uzasadniony jak pogląd przeciwny, że wcale nie zbliża, albo wręcz że Prawdy Absolutnej w ogóle nie ma. Pozytywistyczna wizja, że nauka prowadzi nas do ostatecznego poznania Prawdy, zdechła 100 lat temu, ale nadal do dziś pokutuje.

            Tylko jakie to ma znaczenie dla nauki? Ano żadne, to są po prostu filozoficzne rozważania. A nauka robi swoje. Nawet jeśli rzeczywiście Prawdy Absolutnej nie ma, nie znaczy to że np. uprawianie fizyki traci sens. Po prostu trzeba do tego dorobić inny sens, niż niektórym się dotychczas wydawało. Np. sens efektywnych modeli opisujących przyrodę jaką poznajemy z obserwacji (też obciążonych różnymi biasami).

            Natomiast co w praktyce istotne, nie wystarczy mieć pomysły i solidne uzasadnienie dla swojej naukowej hipotezy. Zwłaszcza dziś.
            Czy zgodzisz się z tym że za jawne wykazanie idiotyzmu komuś wyżej w hierarchii położonemu, można po prostu oberwać?

          20. @Oskar

            Różnica między fizykami, a filozofami jest ogromna. Jeśli używasz telefonu komórkowego to nawet nie zdajesz sobie sprawę z osiągnięć ilu działów fizyki korzystasz: nie tylko elektromagnetyzm (sam telefon), czy optyka (aparat fotograficzny), fizyka chemiczna (bateria), teoria kwantowa (podstawa elektroniki) ale nawet szczególna i ogólna teoria względności (niezbędne aby GPS pokazywał poprawnie pozycję). I to wszystko działa! A co osiągnęli filozofowie? Jeśli powiem, że nic to zasadniczo wcale nie przesadzę.

            Zacytuję jeszcze jednego naukowca (i w przeciwieństwie do mnie ateistę), chemika Petera Atkinsa, z jego artykułu “Science as truth” z 1965 roku:

            I consider it to be a defensible proposition that no philosopher has helped to elucidate nature; philosophy is but the refinement of hindrance. However, I shall confine my argument to a narrower domain, and argue that no commentators on the practice of science have contributed to the elucidation of nature. I include as a subset of commentators, the measurers, investigators and thinkers who comprise the social scientists.

            Mocne słowa ale moim zdaniem prawdziwe. Dlatego nie rozumiem, dlaczego Ty niby się zgadzasz, że filozofowie nauki gadają bzdury, ale i tak je bezmyślnie powtarzasz.

        2. @ AH
          Powiedz o lubianym przez innych polityku, że mówi nieprawdę naukową a dowiesz się, że nie ma prawdy, nauka często się myli a wynik operacji dodawania to opinia. Erystyka stosowana.

          1. @zaciekawiony

            Dokładnie tak! Ale jak zwykle ja się czegoś nauczyłem (w tym wypadku jak Kuhn doszedł do najgłupszej części swoich poglądów), a mój rozmówca? Dobre pytanie…

          2. “Dokładnie tak! Ale jak zwykle ja się czegoś nauczyłem (w tym wypadku jak Kuhn doszedł do najgłupszej części swoich poglądów), a mój rozmówca? Dobre pytanie…”

            To było niegrzeczne :P Erystyka stosowana, ale cóż -ja nie jestem zawistny.

            Kuhna interpretowano na wiele sposobów, z którymi często on sam się nie zgadzał -zarówno po to, by podważać sens nauki, dostosowywać pod własne poglądy, jak i po to, by wykrzywiając jego poglądy robić z niego idiotę, bo obnażał mit nauki, jako nieomylnej drogi do Prawdy. A po części dlatego, że facet pisał w taki sposób, że ciężko czasami dociec, o co mu naprawdę chodziło.

            A że telefon komórkowy działa? I co z tego? Teoria geocentryczna też działała -do czasu. Za jej pomocą Krzysztof Kolumb przewidział zaćmienie Księżyca, by móc postraszyć i zmusić do współpracy Indian. Co to ma do Prawdy Absolutnej o Przyrodzie? Ano nic. Współczesne poglądy na przyrodę, jakkolwiek użyteczne, mogą się kiedyś rozwiać jako iluzje, jak kryształowe sfery w poglądach dawnych astronomów.

            Weinberg w przytoczonym cytacie twierdzi że w większości zgadza się z Kuhnem, tylko mu się nie podoba że Kuhn podważa twierdzenie, ze nauka dąży do Prawdy Absolutnej. I że ma odczucie, że nauka jednak dąży do poznania czegoś realnego, ale przecież to tylko jego subiektywne odczucie! I podaje analogie do alpinistów zdążających na szczyt, choć sam przyznaje, że nie jest pewny czy to sensowna analogia (“I cannot prove that science is like this”). Tyle że wcale nie wiemy czy ów szczyt Prawdy Absolutnej istnieje, czy to tylko fatamorgana. I czy w ogóle na ten szczyt da się wejść, czy może jest to niemożliwe (jak w pewnym odcinku nowych “Kaczych Opowieści, gdzie góra jest objęta klątwą: https://www.youtube.com/watch?v=7gbsl1DrCgo). Ale być może wcale nie o to chodzi by na ten szczyt koniecznie wejść.

            Jak dla mnie Weinberg sie mocno wije, by uzasadnić swój pogląd że to co robił przez całe życie, jest poznawaniem Prawdy o rzeczywistości. Ale jakoś nie pokazał jak sensownie się pozbyć rozbieżności w kolejnych rzędach rachunku perturbacyjnego stosowanego w fizyce cząstek, czy jak połączyć to z geometrią czasoprzestrzeni z OTW. Od rzeczywistości jesteśmy raczej coraz dalej, niż bliżej. Moje subiektywne odczucie jest takie, że zachowuje się jak szczur, który w wyścigu szczurów wysunął się na czoło, i teraz chce uzasadniać sens całego tego wyścigu szczurów. Kuhn od fizyki z takich czy innych powodów wylądował w historii i filozofii nauki. Ty z takich czy innych powodów wylądowałeś w fizyce atmosfery i klimatologii, i zakładam że jest Tobie tam dobrze.

            Spróbuj wyjść poza swoje dotychczasowe poglądy, i założyć ze jednak fizyka czy ogólnie nauka, nie prowadzą do poznania Prawdy Absolutnej o Przyrodzie. Jak zmienia to Twoje podejście do nauki? Czy potrafisz nadać jej jakiś nowy, inny sens?

          3. @Oskar

            To było szczere. Bo jestem poważnie zaniepokojony jak ktoś kto zajmuje się kosmologią może sądzić, że nie ma prawdy naukowej. Dla mnie to dyskwalifikuje Cię jako naukowca. Całkiem poważnie. I mocno podejrzewam, że pójdziesz drogą Kuhna, z tym że nie wiem czy po doktoracie, czy już przed.

          4. No widzę, że pewne rzeczy rzeczywiście tylko naukowiec dostrzec potrafi, Panie [….] :P

            Nie wiem po co znęcać się nad owym biednym Kuhnem.

            Co rozumiemy pod pojęciem “prawdy naukowej”? Jako naukowcy po prostu badamy Przyrodę w ramach konkretnej dyscypliny, konkretnych narzędzi badawczych, dochodzimy do konkretnych wniosków wyrażonych w jakimś języku i terminologii naukowej, publikujemy wyniki. I możemy je dyskutować, w ramach tej całej terminologii oraz praktyki naukowej, czy są dobrze uzasadnione, czy nie, czy w całym rozumowaniu nie ma błędów, czy jest prowadzone zgodnie z regułami sztuki (które to reguły nie są tak naprawdę jednoznacznie określone).

            A co to konkretnie jest “prawda naukowa” -to już kwestia dla filozofów (których nie należy deprecjonować tylko za to, że są filozofami -raczej za to, że wielu z nich, TYLKO po filozofii, nigdy się tak naprawdę z nauką nie stykało i nie mają o niej pojęcia). Poglądy może mieć każdy inne, ale to kwestia już pozanaukowa.

            A to że w nauce nie ma egalitaryzmu, również jeżeli chodzi o czysto “naukowe” wyniki i podejście do problemu (wbrew temu co się gada) -to jest ewidentne. Zresztą i tak, nawet na tym forum, muszę się pilnować, bo wszak masz władzę nade mną. Możesz zrobić ze mną co chcesz, jeśli tylko zechcesz.

          5. @Oskar

            No dobrze. Chciałem Cie oszczędzić ale sam się podkładasz. Widzę jaki masz dorobek i ile lat jesteś po studiach (umiem używać Google’a), a ocena takich rzeczy należy do moich obowiązków zawodowych. Widzę co widzę i stąd mój sceptycyzm czy wytrwasz w czymś czego już najwyraźniej nie lubisz choćby do doktoratu.

          6. “No dobrze. Chciałem Cie oszczędzić ale sam się podkładasz. Widzę jaki masz dorobek i ile lat jesteś po studiach (umiem używać Google’a), a ocena takich rzeczy należy do moich obowiązków zawodowych. Widzę co widzę i stąd mój sceptycyzm czy wytrwasz w czymś czego już najwyraźniej nie lubisz choćby do doktoratu.”

            Jeśli chcesz prywatnie pogadać, to prywatnie, e-mail mój znasz, bo szkoda się przedrzeźniać na publicznym forum.

  5. Przykład USA i Kanady pokazuje jednak że pomimo ocieplenia klimatu wciąż potencjalnie są jeszcze możliwe spadki temperatur do blisko rekordowo niskich w strefie umiarkowanej w tym Polsce. Nie da się też nie zauważyć że ten region Ameryki Północnej jest atakowany bardzo mroźnym powietrzem w zimie kolejny rok z rzędu. O ile się nie mylę taka sytuacja trwa tam od 2014 roku. Oczywiście jeśli chodzi o ocieplenie klimatu to trzeba patrzeć na całą ziemię a tu wnioski są jednoznaczne. Ocieplenie klimatu ziemi nie oznacza że gdzieś lokalnie klimat może się ochłodzić ( coś takiego jest zresztą obserwowane w N części Atlantyku na zachód od Islandii i na wschód od Grenlandii) już nie mówiąc o okresowym ochłodzeniu w danym regionie.

  6. “Jest tak zimno, że aż uszy odmarzają”- powiedział w wywiadzie dla telewizji pewien Amerykanin. A na głowie miał … dżokejkę.😂

  7. Chicago, szerokość geograficzna Rzymu, aktualnie -26 stopni. Wyobraża ktoś sobie takie temperatury w Wiecznym Mieście? Całe szczęście, że Europa ma od zachodu Atlantyk…

    1. Łagodzenie klimatu w Europie to nie tyle efekt Atlantyku, co Golfsztromu, który po nim płynie. Zachodnie rejonu Am. PN. mają w sąsiedztwie jeszcze większe obszaru oceanu, ale nie obserwujemy tam czegoś tak niezwykłego, jak w Europie. Całe USA i Kanada to generalnie klimat wybitnie kontynentalny, morski jest tylko przy brzegach. Jednak miesiące letnie w S Kanadzie są cieplejsze nisz w Polsce, a szerokość ta sama.

      1. @Z Mazur

        Północny Atlantyk nie wpływa na kontynent północnoamerykański z tego prostego powodu, że cyrkulacja w naszych szerokościach jest zachodnia. A czemu nie wpływa na USA Ocean Spokojny (Pacyfik)? Ano dlatego, ze są po drodze wysokie góry: najpierw High Sierra, a potem Rockies (Góry Skaliste). Pacyfik wpływa praktycznie tylko na zachodnie (wybrzeżowe) części stanów Waszyngton, Oregon i Kalifornia. I te mają dość morski klimat (zasadniczo 3/4 roku pada w wyjątkiem południowej Kalifornii, która już jest na granicy obszarów podzwrotnikowych (wschodnia cyrkulacja).

    2. Obecnie -26 st. a za 5 dni +12 st. a za kolejne 3 dni -14 st.. U nas w Polsce też mamy region z tak zmiennymi warunkami pogodowymi, są to pogórza, kotliny i góry, przykład Jelenia Góra w styczniu 1993 czy okolice Krakowa w grudniu 1961.

  8. Nie ma co ukrywać, Stany Zjednoczone mają klimat bardziej nieprzyjazny niż generalnie Europa i mało ludzi o tym wie. Takie Chicago znajduje się na przykład na wysokości N Hiszpanii. A kto sobie wyobrazi dzisiaj -30 w tym kraju? Jednak taka temperatura nawet w Chicago do poważna sprawa. Na stronie WWIS jest podane, że średnia dobowa minimalna dla stycznia to -8,6, a więc 21, 4 poniżej normy. Chociaż takie odchylenie dla Suwałk to -28. Ta fala mrozów w USA ma więc takie natężenie jak ta, która nas nawiedziła w 2012 roku. Wtedy na naszej Syberii było najwięcej -29. Nie jest aż tak strasznie.

  9. dokładnie tak jest. Chwilowa zima. Sprawdzałem dane i praktycznie do połowy stycznia temperatury w Chicago były zdecydowanie powyżej normy (częste przekroczenia 10 ‘C), a należy pamiętać że zima w tym mieście jest mroźniejsza niż w Polsce.
    Co mi osobiście się podoba – w większości przypadków po chwilowych mrozach od razu następuje odwilż rzędu niejednokrotnie nawet 15 ‘C na plusie.
    W naszym kraju jak np. mamy na Górnym Śląsku w okolicach Rybnika/Raciborza śnieg leży non stop od….. 2 stycznia. W Chicago tak dlugi jeden ciąg ze śniegiem nie przetrwałby. (w ekstremalnych warunkach tak). A u zima niby w normie lub nawet powyżej a nie odczuwa się tego.
    Ja osobiście w zimie lubię okresy z co najmniej tygodniową odwilża i utratą całkowitą śniegu. Po tym okresie może wrócić ponownie zima na ok dwa tygodnie ale potem ponowna odwilż i odpoczynek od mrozów na zregenerowanie organizmu.
    Czekam na tą zapowiadaną odwilż silniejszą z utęsknieniem.

  10. “W Chicago rzeczywiście jest bardzo mroźno, ale temperatury są zdecydowanie wyższe, dziś odnotowano tam -30.6°C”

    A jaka była najniższa temperatura w całych Stanach w przeciągu kilku ostatnich dni? Spadła gdzieś poniżej minus 40 stopni?

  11. Ja tą zimę zapamiętam jeszcze z jednej z najniższych w ostatnich latach anomalii w Arktyce – na obszarze 66+N przez zdecydowaną jej część w widełkach -2/+2K (ref. 1981-2010), co jak na tamtejsze realia zimą jest niską wartością.

    Teraz w samej Arktyce anomalia jest już (nieco) wyższa, za to mocno ujemna na wielu obszarach umiarkowanych szerokości Ameryki N i Eurazji. Przy czym o Ameryce N (zwłaszcza N USA) mówi się w mediach bardzo dużo, w odróżnieniu od W Syberii, gdzie anomalie są jednak jeszcze niższe (miejscami blisko -20K).

    Z kolei niezmiennie ciepło (także w sensie anomalii) jest nadal na wielu obszarach strefy (pod)zwrotnikowej i równikowej. I to ciepło tam dominuje przez zdecydowaną część zimy.

  12. Prognoza AccuWeather na marzec i kwiecień przeraża. Zapowiada się powtórka sprzed roku. Widocznie miesiące w normie lub poniżej będą już tylko w sezonie zimowym.

    1. I to mnie martwi, że zimą będą dalej się zdarzać miesiące poniżej normy, podczas gdy to one powinny się najbardziej ocieplić, aby w tym kraju było normalnie. Za to letnie mogłyby już pozostać na dotychczasowym poziomie, jeśli ocieplenie klimatu miałoby zostać utrzymane w miarę bezpiecznych dla planety granicach.

      1. zgadzam się w 100%, z tym że okres wiosenno-jesienny będzie powtórką z zeszłego roku:) myślę że większość Polaków nie narzekała by już na zimny polski klimat.

    2. @Editor
      A co widzisz “przerażającego” w prognozie accuweather na marzec i kwiecień dla Rzeszowa? Patrzę na prognozowane temperatury w marcu dla Rzeszowa według accuweather to widzę temperatury w normie lub poniżej normy tylko, że będzie w końcu więcej słońca. Czy dla Ciebie “normą” w marcu jest jest jeszcze całodobowy mróz? Co do kwietnia to całkiem przyzwoity – temperatury kilkanaście stopni na plusie to norma w kwietniu – pamiętaj o tym, a 15-20 stopni to tylko lekko powyżej normy, ale w kwietniu zdarza się co roku. I oczywiście w kwietniu w prognozach accuweather dla Rzeszowa widać dużo słońca. Czy “przerażające” jest to, że będzie dużo słońca. Nie “naładowałeś swoich akumulatorów” ulubioną pochmurną i mokrą pogodą (niskimi chmurami i opadami) jaka panowała przez cały grudzień i większość część stycznia?

      1. Minęło tyle miesięcy, było tyle dyskusji, tyle wymian zdań, tyle zwrotów akcji w pogodzie… a Editor nadal jest wierny prognozom AccuWeather.

      2. Połowa listopada, grudzień i styczeń to trochę mało na naładowanie akumulatorów przed kolejnymi 7-8 miesiącami lampy i gorąca.

        1. Już wiesz jak będzie w tym roku? Gleba na pewno nie będzie tak wysuszona jak rok temu, więc prawdopodobieństwo takiego lata jest bardzo małe. A bardzo ciepła i słoneczna wiosna (niekoniecznie taka jak 2018, bo to była przesada), to same korzyści i przyjemności. Oby tylko nie brakowało opadów.
          Poza tym o jakich 7-8 miesiącach lampy i gorąca piszesz? Zakładając że zaczęła się 8 kwietnia, musiałaby się skończyć w połowie listopada… A końcówka czerwca, duża część lipca i III dekada września to nie była gorąca lampa. O październiku nawet nie mówię, to było wspaniałe babie lato z temperaturami niemal idealne dla komfortu termicznego człowieka. A słońce na takiej wysokości jak w październiku to już tylko poprawiacz nastroju :)

          1. Jaka przesada, była właśnie idealna jeśli chodzi o kwiecień i maj, które miały śr. t. rodem z północnej Serbii. Razem z marcem wyszła na poziomie najwyżej północnych Węgier. Ogólnie parametry lata i wiosny z wyłączeniem marca były wymarzone, jedynie więcej równomiernych i regularnych opadów by się przydało.

          2. @Fan klimatów podzwrotnikowych
            Maj to jeszcze, jeszcze. Przyniósł dużo letnich, ale i normalnie późnowiosennych dni, dominowały temperatury jakie w maju nie robią już takiego wrażenia, przy bardzo dużej ilości słońca. Dla mnie to najlepszy maj jaki pamiętam, lepszy od najcieplejszego w Nowym Sączu maja 2002 z bardzo parną i wilgotną końcówką. Jeszcze lepszy od 2018 mógł być u mnie jedynie maj 2000, ale słabo go pamiętam.
            Natomiast kwiecień? W Płocku ten miesiąc był faktycznie rewelacyjny, jakby wyrzucić 1,2 i 30 kwietnia to wręcz wymarzony. W Nowym Sączu jednak to było regularne lato, a nie środek wiosny. Zbombardował wszystkie rekordy, miał więcej dni gorących i przekroczeń 20 stopni niż ogromna większość majów i wiele czerwców, a przebicie kwietni z 2000 i 2009 roku było wręcz niesamowite, nie wiedziałbym że coś takiego jest możliwe. Wszystko działo się za szybko i zbyt gwałtownie. 21 marca całodobowy mróz i fura śniegu, paskudna Niedziela Wielkanocna, zgniłoszara trawa i nagle przychodzi fala gorąca jak w lecie. Najbardziej wrył mi się w pamięć 12 kwietnia – prawie 27 stopni, bezchmurne niebo, a dookoła trawa dopiero zaczyna się zielenić, a drzewa wciąż są łyse. Na 30 kwietnia/1 maja wszystko wyglądało już jak na koniec maja, nawet dęby. Oglądałem niedawno zdjęcia z maja 2016 roku – wtedy przez większość miesiąca dominowała charakterystyczna dla tego miesiąca “świeża” zieleń. A w 2018 roku wiosna tak szybko ustąpiła latu, pod każdym względem. Moim zdaniem zbyt szybko i nadal uważam za lepszy kwiecień 2009,który miał piękne temperatury maksymalne (średnia 19,5), usłonecznienie które byłoby ekstremalnie wysokie nawet w maju, ale jednak był wyraźnie wiosenny. Może i miał chłodne noce, ale w sumie to czego oczekiwać po kwietniu?
            PS. Zachęcam Cię do obejrzenia mojej kilkuczęściowej galerii zdjęć z tego wyjątkowego miesiąca, link do niej znajdziesz w wątku “Prognozy na Święta” i komentarzu z 23 grudnia godziny 19:12. Możesz się rozmarzyć :)

          3. za to w 2009 był naprawdę paskudny marzec. Ani razu nie było 15 stopni, większość dni była z paskudną pluchą przy lekko dodatniej temperaturze. Tak złego marca od tamtej pory nie było, nawet 2016 nie ma do niego startu a też go bardzo nie lubiłem.

          4. Dlaczego deprecjonujesz 30 kwietnia? Uważam, że t. maks., t. śr. i t. min. tego dnia doskonale zaakcentowała rozpoczynającą się następnego dnia późną wiosnę.

          5. 28 stopni w kwietniu to już jednak nie to. Mogło być parę stooni chłodniej, a i tak byłby to fajny wstęp do późnej wiosny. Dla mnie był to jedyny oprócz 1 i 6 kwietnia nieprzyjemny dzień.

          6. @piotrNS
            Tak z 10 stopni chłodniej, więcej słońca (u mnie dzień raczej pochmurny i bardzo duszny) i faktycznie byłby wymarzony wstęp do późnej wiosny. Taka drobna zmiana parametrów hehe.
            W majowce 2018 znalazł się dzień chyba idealny dla mnie jak na początek maja, był to 4.05. Tak majówka mogła by co roku wyglądać jak w tym dniu. 5 i 6 maja były tez bardzo przyjemne.

            + do wszystkich:
            Po co karmicie trolla?

        2. @Editor
          Nie wiadomo jeszcze czy luty marzec i kwiecień będą ciepłe i słoneczne z lampą, więc nie histeryzuj.

          1. Jaki jest sens tworzenia prognoz na 3 miesiące do przodu i czytania ich, skoro wiadomo, że już 16-dniówka to totalne fusy?

    3. O cholera, już mnie przeraziłeś. Myślałem, że piszesz tutaj o powtórce marca i kwietnia z 2013 roku, a tutaj po prostu według prognozy marzec i kwiecień mają być LEKKO ciepłe ;]

  13. Dlatego uważam, że obecny okres referencyjny jest już nie aktualny nie tylko na świecie ale i Polsce. Będą jeszcze miesiące zimne ale to będą rodzynki on 3 miesiące w roku tam uważam.

  14. A jak z tymi upałami w Australii – rzeczywiście takie nadzwyczajne, czy też niekoniecznie ?
    Jak sprawdziłem, średnią temp. dobową w styczniu 2019 dla Sydney: https://www.weatheronline.pl/weather/maps/current?LANG=pl&CONT=aupa&LAND=AU&REGION=0029&CEL=C&SI=kph

    to mi wyszło, że owszem od 1982 r. tegoroczny styczeń był najcieplejszy (ale nie mają danych za lata 1996-1997) z temp. średnią 25.9c, ale 2 lata temu było 25.7c, więc to nie jest porażająca różnica.

    1. Patrząc na przykład na średnie Tmax w Cobar Airport, to 2019.01 miał średnią 41.4:
      http://www.bom.gov.au/climate/dwo/201901/html/IDCJDW2169.201901.shtml
      A max od 1994 to 39.0 (2013)
      http://www.bom.gov.au/jsp/ncc/cdio/weatherData/av?p_nccObsCode=36&p_display_type=dataFile&p_startYear=&p_c=&p_stn_num=048237

      Jeszcze ciekawiej jest z tmin. Średnie to 27.1, a max to 24.1 w 2006:
      http://www.bom.gov.au/jsp/ncc/cdio/weatherData/av?p_nccObsCode=38&p_display_type=dataFile&p_startYear=&p_c=&p_stn_num=048237

      Mi wychodzi, że w latach 1994-2018 najwyższa średnia miesięczna to 30.9, a w 2019 34.3. Warto jednak poczekać na oficjalne podsumowania.

      1. Bardzo dziękuję, sprawdzałem Sydney i Adelajdę i nic dziwnego, że mi nie wyszło nic niezwykłego w ostatniej fali upałów. Niemniej chyba w dużym obszarze SE Australii tegoroczny styczeń mógł wyjść rekordowo gorący. Ciekawe jak to duży obszar pod względem powierzchni się okaże. Niby nie jest to taki wielki % obszar Australii, ale jednak to jest ogromny kraj i nic dziwnego, że niektóre obszary mogą mieć anomalie lekko poniżej normy w tym samym czasie.

  15. Do Damiano – nie wiem jak prognozuje model ale wiele – zaznaczam – amatorskich portali wrozy w lutym zdecydowana wiosne z ew 2-3dniowym powrotem zimy ok 20 lutego. Czyli co pogoda podobna do lutych 1989, 95, 98, 02, 08, 14, 16.

  16. My tu gadu gadu, a tymczasem u mnie Krośnie stacja IMGW zanotowała o 12 utc +14,5 C – to już blisko absolutnego rekordu dla tej stacji za luty (+15,3 C, 25.02.1990, jeżeli moje dane są prawidłowe).

    1. @Arek

      Mimo, że SSW ma w nazwie “ocieplenie” ze względów historycznych, obecnie uważa się, że istotnym parametrem jest prędkość cyrkulacji strefowej od 60 N do bieguna. Ale i w tym parametrze od góry idzie “naprawa”:

      Z tej prognozy (na prawo od pionowej kreski) wynika, że główny efekt SSW jest właśnie w tej chwili i wiemy skądinąd, ze jest to rozbicie wiru polarnego z atakiem zimnego powietrza na wschodnie USA (a także Syberię). I to chyba wszystko co ten SSW zdziała tu na dole.

      1. @Artic Haze
        To skutki SSW w postaci silnych mrozów są odczuwalne w Ameryce Północnej (Kanadzie, USA), a także na Syberii, tak? A czy coś podobnego grozi Europie?

        1. “A czy coś podobnego grozi Europie?”

          ->>> Przynajmniej w związku z tym SSW już (niemalże) na pewno nie. Co miało się w tym względzie stać dzieje się teraz, za kilka dni nie będzie już po tym śladu.
          Oczywiście nie musi to implikować od razu np. wczesnej wiosny w Europie. Tak może być, ale i nie musi. Jednak nawet w przypadku jeszcze jakiegoś większego ochłodzenia (o ile by nastąpiło) u nas, nie będzie to miało związku już z tym SSW.

        2. @Zbigniew

          Zgadzam się z Lucasem wawa, że to co miało się stać w wyniku SSW już się zasadniczo zdarzyło. Prognozy dla Polski w zakresie realistycznym (5-6 dni), a nawet w zakresie “fusów” (reszta aż do końca prognozy) są bardzo ciepłe. Nie oznacza to koniecznie, że w drugiej połowie lutego nie będzie jeszcze mrozów ale nic przerażającego nie pojawia się nam na horyzoncie.

  17. W Sanoku dzisiaj godzinowo było aż 17.2*C. Lokalnie (Kraków/Rzeszów) na SE temperatura jednak z trudem przekracza 6-7*C, a zapowiadano tam około 12*C. Za to w Bieszczadach jest nawet o kilka stopni cieplej niż zapowiadano.

    1. Ale tego Pan Donald (ten amerykański, of course…) już zapewne nie skomentuje – bo niby jakby się to miało mieć do jego denializmu klimatycznego?

      1. @Lucas wawa

        Oczywiście, ze nie skomentuje. Gorzej, że nasze media też o tym nie wspomną zostawiając ludziom wrażenie, że w USA była długa i straszna zima, a nie jedynie bardzo zimny ale krótki epizod na wschodzie kraju.

        1. Amerykanie musieli się kilka dni mocno przemęczyć z mrozem. U nas mroźny syf z białym nalotem bardzo rzadko ma tak silne natężenie, ale za to skutecznie potrafi zatruwać życie przez 3 miesiące. Na pewno nie zrobiłoby na mnie wrażenia, gdyby ktoś użył silnej fali mrozów z końca stycznia jako argumentu, że polskie zimy są lepsze od tych w środkowej części USA.

          Na szczęście weekend przyniósł na wschodzie miłą odmianę od tego, co się działo w styczniu. W Lublinie było nawet 10 stopni w niedzielę.

          1. @pyton1990

            Zobacz sobie szerokość geograficzną Chicago czy NY i porównaj z Europą. Chicago ma szerokość geograficzną praktycznie identyczną jak Barcelona, a New York City jak Neapol. To tłumaczy czemu jest tam tak ciepło między atakami kontynentalnego polarnego powietrza.

          2. Kiedyś rozmawiałem z Amerykaninem mieszkającym w Helsinkach, a pochodzącym z Milwaukee. Mówiąc o swoich wrażeniach z życia w Finlandii określił zimy jako “nie tak ostre jak w Wisconsin”. Średnie temperatury zimowe są tam jak w Moskwie, albo niższe. Im zima też potrafi uprzykrzać życie przez 3 miesiące.

  18. W Zamościu podobnie jak w Rzeszowie już nie ma białego nalotu na szczęście. W końcu jest sprawiedliwość dziejowa. Za to śniegu nie brakuje na SNW i w Centrum. W Lublinie jeszcze są jakieś resztki. Mam nadzieję że już trwałej pokrywy przez dłuższy czas u nas na południu już nie będzie w tym sezonie. W sobotę i wczoraj była już wiosna. Rower zaliczony.

    1. W Lublinie jeszcze całkiem sporo tych “resztek”. Ten śnieg jest wyjątkowo zajadły, nawet przy 10 stopniach wolno się topił, a teraz prawie wcale.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com