Wichura nad Polską – skutki i jakość prognoz

Wichura nad Polską – skutki i jakość prognoz

Głęboki niż z ciśnieniem w centrum spadającym poniżej 986hPa, który przyniósł wczoraj wichury na znacznym obszarze naszego kraju, opuścił już granice Polski i znajduje się obecnie we wschodniej części Białorusi. Przyniósł on nie tylko problemy z dostawą energii elektrycznej, ale i – niestety – co najmniej dwie ofiary śmiertelne. Na szczęście maksymalne notowane porywy wiatru były nieco niższe, niż prognozowane przez większość modeli numerycznych.

Najsilniejsze porywy notowane na stacjach pomiarowych osiągały 31 m/s (112 km/h) – tyle notowano m.in. w Kaliszu i Lesznie. W Lesznie dodatkowo notowano wyjątkowo wysoką średnią prędkość wiatru: 20 m/s (72 km/h), co oznacza że wiało tak średnio przynajmniej przez 10 minut. Tak wysoka średnia prędkość wiatru zdarza się na nizinach stosunkowo rzadko.

Największe zniszczenia wiatr poczynił w województwie lubuskim. Co ciekawe, na stacjach położonych na Ziemi Lubuskiej nie notowano porywów najsilniejszych. Trzeba jednak zaznaczyć, że są one położone bardzo rzadko i nie można wykluczyć, że miejscami wiało znacznie silniej – prawdopodobnie do 120 km/h, tyle bowiem zmierzono niedługo wcześniej na terytorium Niemiec. Oceniono, że bez prądu było 270 tys mieszkańców województwa – ok. 25% całkowitej ich liczby. O 22:49 w Gazecie Lubuskiej opublikowano komunikat Enei o następującej treści:

Nad obszarem obsługiwanym przez Eneę Operator przeszedł orkan Ksawery. W wyniku szalejącego wiatru, który osiągał prędkość ponad 150 km/h występują liczne awarie energetyczne.

Na terenie obsługiwanym przez spółkę bez napięcia jest 48 linii 110 kV oraz 796 linii średniego napięcia. Wyłączonych jest ponad 14 800 stacji średniego napięcia na niskie, a awarie występują w ponad 3 800 miejscowościach.

Najtrudniejsza sytuacja jest w województwie lubuskim. Tam problemy z zasilaniem występują w ponad 1 500 miejscowościach. W Wielkopolsce awarie występują w prawie 2 000 miejscowości, głównie na południu regionu, w okolicach Leszna, a także Opalenicy, Szamotuł i Wrześni. W województwie zachodniopomorskim problemy z dostawami energii elektrycznej występują w 278 miejscowościach, szczególnie w okolicach Szczecina i Stargardu.

Mapa aktualnych awarii pokazuje, że w dalszym ciągu występują tam liczne problemy:

Nad ranem Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ogłosiło, że w skali całego kraju bez prądu pozostaje 714 tysięcy odbiorców.

Utrudnienia wystąpiły również w ruchu kolejowym. Niektóre pociągi miały ponad 10 godzin opóźnienia – pociąg relacji Zielona Góra – Gorzów ma 832 minuty opóźnienia (co biorąc pod uwagę krótki odcinek trasy najprawdopodobniej oznacza, że w ogóle nie odjechał). Mniej szczęścia mieli zapewne pasażerowie pociągu relacji Wrocław – Szczecin, który utknął w woj. lubuskim i miał ponad 700 minut opóźnienia. Deutsche Bahn przed godziną 18:00 wstrzymało kursowanie pociągów na przejściu Frankfurt/0 – Rzepin. O 23:10 dyżurny lubuskiej straży poinformował, że otrzymano 1106 zgłoszeń, najwięcej z Zielonej Góry, gdzie było ich 200.

 

Nie obyło się niestety bez ofiar śmiertelnych. W Ośnie Lubuskim 67-letniego mężczyznę wiatr zrzucił z dachu. W Wielkopolsce drzewo przygniotło kobietę.

Patrząc na skalę zniszczeń i utrudnień, dość ciężko uwierzyć, że porywy osiągnęły “zaledwie” 112 km/h, przy czym nawet nie tam, gdzie pojawiły się później największe utrudnienia. Przyczyny tego stanu rzeczy mogą być trzy. Po pierwsze wiatr miejscami mógł być silniejszy (i tak prawdopodobnie było na Ziemi Lubuskiej), niż zostało to zarejestrowane przez zbyt rzadką sieć pomiarową. Przemawia za tym na przykład pomiar dokonany przez sieć GDDKiA w Miłosławiu, gdzie zmierzono 35.8 m/s (129 km/h). Pomiar ten nie może być jednak uznany z uwagi na nieznaną jakość przyrządów, a tym samym jakość samego pomiaru.

Drugą przyczyną może być fakt, że wczorajsza wichura pojawiła się bardzo wcześnie, jak na polskie warunki, bo już na początku października. Dzięki temu większość drzew w dalszym ciągu miała liście, co znacznie zwiększało opór powietrza. Takie drzewa, zachowując się jak żagle, były znacznie bardziej narażone na przewrócenie, czy połamanie, niż w wypadku gdyby tych liści nie miały. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby identyczna wichura przeszła na początku listopada, zniszczenia byłyby mniejsze (choć z drugiej strony z uwagi na mniejszą szorstkość terenu zmierzone porywy mogłyby być większe). Ostatnią możliwą przyczyną jest wysoka średnia prędkość wiatru, która sięgała 20 m/s (72 km/h). Utrzymywanie się bardzo wysokiej prędkości wiatru przez długi czas mogło powodować “zmęczenie materiału” i dodatkowe szkody.

Groźba takiej sytuacji, jaka miała miejsce wczoraj, była widoczna w prognozach modeli numerycznych już od paru dni. Zdecydowana większość z nich całkiem dobrze przewidziała zarówno głębokość, jak i trasę niżu. Najgorzej poradził sobie z tym GFS, który początkowo niżu w ogóle nie prognozował, a dodatkowo w wczorajszej prognozie z 6UTC z nieznanych do końca przyczyn podwyższył prognozowane w jego centrum ciśnienie, dzięki czemu było ono zawyżone w stosunku do rzeczywistości o około 4hPa. Przełożyło się to na niedoszacowanie maksymalnych porywów wiatru o około 3-4 m/s.

Poniżej prognozowane położenie niżu w odniesieniu do wartości rzeczywistych (wetteronline.de)

Pozostałe modele poradziły sobie znacznie lepiej, jeśli chodzi o położenie układu niskiego ciśnienia i ciśnienia w nim panującego. Gorzej już było z prognozami maksymalnej prędkości wiatru w porywie. Nasz model UEMS 15.99.8 zawyżył porywy wiatru. W prognozie z 00UTC sugerował maksymalne porywy rzędu 37 m/s – ale w wąskim pasie przygranicznym. Dalsze odsłony zredukowały prognozowane wartości do 33-34 m/s i takie były też prawdopodobnie rzeczywiste absolutne porywy na terenie kraju (z przyczyn podanych wyżej nie możemy uznać 36 m/s z Miłosławia). Lepiej za to oszacowana została średnia prędkość wiatru – model dawał wartości rzędu 20 m/s i tyle w rzeczywistości notowano w Lesznie.

Gorzej było w przypadku modelu UMPL (ICM), który z odsłony na odsłonę regularnie prognozował porywy sięgające 35-37 m/s na obszarze całych województw, a lokalnie do 39-40 m/s. Średnie prędkości wiatru były prognozowane poprawnie, a ciśnienie w centrum niżu było zaniżone o około 2 hPa.

Bardzo źle zachował się za to model KNMI-HIRLAM, który przez dłuższy czas prognozował centrum niżu położone o około 150-200 km na południe od położenia rzeczywistego. Na nieco ponad dobę przed nadejściem wichury sugerował on, że jego centrum znajdzie się nad Wrocławiem:

Takie położenie ośrodka niżowego skutkowałoby tym, że wichury właściwie nad Polską by nie było. Nie można tego uznać w żadnym razie za prognozę udaną, niepokoi również to, że tak duży błąd w oszacowaniu położenia ośrodka niżowego pojawił się na tak krótki czas przed jego nadejściem. Inne modele w tym czasie również prognozowały nieco bardziej południową trasę niżu, jednak błędy nie były tu duże i możliwe do zaakceptowania.

Poniżej: prognoza położenia niżu wg UEMS 15.99.8 na 17:00 czasu lokalnego dnia wczorajszego. Prognoza wydana 4 października rano. Niżej stan rzeczywisty.

Jak widać na powyższym przykładzie, 39 godzin przed terminem nasz UEMS 15.99.8 prawidłowo oceniał wartość ciśnienia (pojawia się punktowa izobara 986 hPa), jednak fakt że jest on inicjowany warunkami brzegowymi z modelu GFS spowodował, że centrum niżu było położone ok 80 km za bardzo na wschód (co oznacza po prostu, że niż był prognozowany szybciej).

Zdecydowanie najlepiej wypadł model ECMWF, który zarówno poprawnie przewidział położenie niżu, jak i wartości w porywie. Model ten prognozował przeważnie punktowe wartości porywów wiatru rzędu 115-120 km/h, co najprawdopodobniej niemal dokładnie odpowiada warunkom rzeczywistym. Poniżej prognoza z 4 października rano, sugerująca dla okolic Kalisza poryw rzędu 113 km/h. W rzeczywistości odnotowano 112 km/h.

Naszym zdaniem prognoza ECMWF okazała się być prognozą niemalże idealną – i to już na 39 godzin przed nadejściem niżu.

Print Friendly, PDF & Email

109 Replies to “Wichura nad Polską – skutki i jakość prognoz”

  1. Model GFS chyba po ostatniej aktualizacji gorzej wypada w prognozowaniu ekstremalnej pogody – Trudno mi ocenić bo zazwyczaj sprawdzam pogodę na najbliższe 10 godz i jedynie od okazji do okazji dłuższa prognozę ale takie mam wrażenie że cześciej pojawiają się większe błedy

  2. “Zdecydowanie najlepiej wypadł model ECMWF, który zarówno poprawnie przewidział położenie niżu, jak i wartości w porywie.”

    A ja dalej przekonuję IMGW o korzyściach przystąpienia do ECMWF.
    Niestety, to jak rozmowa z bankomatem.

    1. @kslawin

      IMGW może i jest przekonane ale nie zgodziło się Ministerstwo Środowiska. Wiem to od prof. Grabowskiego z NCAR, który specjalnie przyjechał do Polski na parę miesięcy z misją nawracania do przystąpienia do ECMWF. Nie udało mu się niestety.

      Nie wiem czy jest to złośliwość czy nie ale parafrazując to co napisał w wywiadzie dla Wyborczej, IMGW straciła szansę wejścia w XXI wiek.

      1. @arctic_haze
        > IMGW może i jest przekonane ale nie zgodziło się Ministerstwo Środowiska.

        A wiadomo dlaczego? Nie wierzę by chodziło o kwestie finansowe, skoro roczna składka członkowska wynosiłaby mniej niż MŚ chciało dać na portal o Puszczy Białowieskiej…

  3. Dlaczego synoptyk z ICM pisze że nie można nazwać to Orkanem tylko wir niżowy ?
    teraz już nie wiem Na PŁB napisali też że nie był bo nie było spełnione kryterium max porywu wiatru powyżej 120 km/h ?

      1. Chyba że względu na rodzaj i obszar zniszczeń oraz długotrwałość zjawiska -Ale niestety takiej definicji nie znalazłem a chyba była by lepsza niż szukanie czy akurat był ten poryw powyżej 120 km/h

        1. Według mnie nie ma jakiejś autorytatywnej definicji orkanu w polskiej literaturze. Potocznie to bardzo silny wiatr, dawniej synonim huraganu (bo etymologicznie to po prostu huragan w wymowie francuskiej – naprawdę!). Ale ponieważ huragan to coraz bardziej tropikalny cyklon, zatem orkan powinien być bardzo silnym wiatrem w naszych szerokościach. Jak silnym? Tu już można dyskutować.

          Mam wrażenie, że niektórzy u nas są (jak zwykle w meteorologii) pod wpływem definicji niemieckiej:

          Als Orkan werden im weiteren Sinn Winde mit Geschwindigkeiten von mindestens 64 kn (117,7 km/h = 32,7 m/s) bezeichnet. Auf der Beaufortskala werden Orkane mit der Stärke 12 klassifiziert. Im engeren Sinn werden darunter außertropische Tiefdruckgebiete verstanden, in denen Winde mit Orkanstärke auftreten.

          Czyli orkan u Niemców (jak zwykle precyzyjnych w definicjach) to wiatr wiejący 12 w skali Beauforta. Możemy to przyjąć albo nie ale dobrze byłoby aby wszyscy używali takiej samej definicji.

          1. I jeszcze jedno przemawia za nazwaniem tego zjawiska pogodowego orkanem -Jak orkan ma być takim “europejskom huraganem” to ten niż powstał z dawnego huraganu i jakieś cechy podobne miał (choćby wirowość) – i właśnie ciekawe czy bez tych cech “odziedziczonych” mogłbo by powstać tak silne zjawisko

          2. Zapytałem o to właśnie Jana Oldenborgha, współautora tego ciekawego artykułu:

            Haarsma, R. J., W. Hazeleger, C. Severijns, H. de Vries, A. Sterl, R. Bintanja, G. J. van Oldenborgh, and H. W. van den Brink (2013), More hurricanes to hit western Europe due to global warming, Geophys. Res. Lett., 40, 1783-1788, https://doi.org/10.1002/grl.50360

            Jeśli popatrzeć ze zrozumieniem na wykresy w tym artykule to re-intensyfikowanie się byłych huraganów przy wybrzeżach Europy jako symetrycznych (tzn. bezfrontowych) niżów z ciepłym rdzeniem, jest jak najbardziej oczekiwanym zdarzeniem w nieco cieplejszym świecie (zresztą to się już zdarzało, patrz huragan Lili, o którym dziś pisałem). Może jeden taki już naz odwiedził po reintensyfikacji nad Morzem Północnym.

      2. To dlaczego wszystkie media media i portale nazywają wczorajszą wichurę orkanem .Zarówno polskie jak i niemieckie? Przykład https://www.wetteronline.de/ Oczywiście wczorajsze określenie redaktora TVN ,,potężny huragan ,, to grube nadużycie ,ale według mnie to był jednak orkan.

        1. Niemieckie nazywają to orkanem bo u nich wystąpiło 12 w skali Beauforta. Moim zdaniem upoważnia nas do używania tej nazwy, chyba, ze chcemy być większymi pedantami niż Niemcy i mówić o “byłym orkanie” (że niby w Niemczech to jeszcze był orkan, ale u nas już nie). Moim zdaniem byłoby to jednak śmieszne.

    1. Z drugiej strony synoptyk z ICM chwali tamtejsze modele (gł. UM) za trafne prognozy. Gdyby jednak były one aż takie dobre to (paradoksalnie) mielibyśmy podstawy, aby ten wir niżowy traktować jako orkan – bo porywy na nizinach/wyżynach przekroczyłyby 120 km/h i to na oficjalnych stacjach.
      Tak więc oceny te – przy arbitralności przyjmowanych poziomów i nazewnictwa – są kwestią względną (a zrozumiałe, że synoptyk ten będzie raczej dbał o reputację modeli ICM…).

  4. Prognozy były udane, media powiem słabo na nie zareagowały.
    Wypatrując wczorajsze wieczorne fakty, wiadomości, panoramy itp – była zbyt duża cisza. My wiedzieliśmy że dziś zrobi się głośno – czemu wczoraj media tak nie czuły? Jest w tej dziedzinie dużo do zrobienia (większa wiarygodność prognostyków? )
    IMGW robi jakieś kroczki do przodu ale zmieniając ludzi, mentalność, zakres współpracy choćby z amatorami może zrobić kroki siedmiomilowe..
    Odnośnie nazewnictwa Orkan czy też niż wirowy -zostawmy te problemiki na swoim poletku, ja jestem za niżem wirowym. Orkan kojarzy mi się z wichurą w jeszcze większej skali (np niż 940 hpa ze skutkami huraganowego wiatru w promieniu powiedzmy 1000 km)

    1. Może czas pocieszyć ludów że od przyszłego weekendu rosną szanse na babie lato. Jak słusznie napisał Kslawin GFS to model globalny , a jak się od kilkunastu lat w niego wpatruję to i po kościach to czuję że za tydzień będzie głęboki niż gdzieś w rejonie Islandii i oby tylko grzbiet wyżu był od nas ciut na wschód.

      1. A co to w ogóle jest “wir niżowy”?

        Nie lubię tworzenia terminologii niezgodnej z międzynarodową (w praktyce angielskojęzyczną). Nie widzę odpowiednika tej nazwy w języku angielskim.

        Nie jest to mezocyklon (za mały) https://en.wikipedia.org/wiki/Mesocyclone
        ani wir cykloniczny (bo to stratosfera), chociaż nazwa najbardziej podobna https://en.wikipedia.org/wiki/Cyclonic_vortex.

        W dodatku praktyka w Polsce jest dwojaka: jedni tak nazywają mały niż, a drudzy uważają to za synonim niżu. Przykłady obu użyć łatwo znaleźć Googlem.

        Myślę, że Maciej Ostrowski chciał wyrazić przekonanie, ze to nie był normalny niż (które podzielam, podobnie jak niechęć do używania niemieckich nazw niżów i wyżów). Ale używanie nazwy, która nie ma zasadniczo żadnej definicji to nie najlepsza praktyka.

          1. Tzn. jaką? Przynajmniej ja nie użyłem nigdzie terminu “wir niżowy” (chyba, że do czyjeś innej wypowiedzi nawiązywałem).

          2. @Lucas wawa

            Dwa dni temu pisałeś tak:

            Z kolei na sat24 dla Europy widać już na N Atlantyku ten wir niżowy (na zafalowaniu frontu) jaki ma pogłębić się bliżej Danii, Niemiec i Polski. Jego prędkość przemieszczania się wynosząca ponad 100 km/h robi wrażenie…

            Podkreślenie moje.

          3. To pewnie przez oswajanie się z terminologią używaną przez innych, a może przez wygląd szybko wirującego ośrodka niżowego (?) – tego już nie pamiętam. Użyłem tego terminu raczej podświadomie, niż świadomie. Jako zwykły amator na pewno nie jestem w tej kwestii zatwardziały i nie idę w zaparte:-)

        1. PS. Przeszukanie Googlem przypadków użycia terminu “wir niżowy” wskazuje, że pan Maciej Ostrowski używa go od dawna jako synonim niżu. Chociażby tu:
          http://new.meteo.pl/komentarze/index1.php?date=2009-11-26
          albo tu
          http://new.meteo.pl/komentarze/index1.php?date=2009-11-24

          OK, chociaż to nie jest dobra praktyka bo wprowadza zamieszanie.

          Ale chyba jeszcze wcześniej używał go pewien “alternatywny badacz” od UFO i teorii spiskowych (nazwiska nie podaję aby go tu nie ściągnąć):
          http://energia.sl.pl/katrina_pl.htm
          http://totalizm2007.pasozyci.cba.pl/tornado_pl.htm

          Oba te teksty są z 2005 roku i oba są lepsze od większości kabaretów, oczywiście jako rozrywka.

          1. Już wiem skąd się wziął ten “wir niżowy”. To po prostu strasznie stara terminologia. Gdzieś do roku 1950 po angielsku pisano “atmospheric vortices” o wyżach i niżach (ale bardziej o tych drugich). Czasem dodawano w przypadku niżów “cyclonic” i stąd w końcu ukuła się na nie nazwa “cyclones”.

            Tu jest przykład takiego zastosowania, już w abstrakcie (Kuo, 1950):
            http://journals.ametsoc.org/doi/abs/10.1175/1520-0469%281950%29007%3C0247%3ATMOAVA%3E2.0.CO%3B2

            Nawiasem mówiac powyższy artykuł jest całkiem ciekawy. Autor pokazuje skąd się bierze to o co dziś bierzemy za oczywiste, że niże wędrują w stronę biegunów (przyciąga je większa wirowość). Zresztą Kuo buduje tu na tym co dwa lata wcześniej Rossby (1948) wcześniej opublikował na ten temat. Niestety chyba nie ma go online bo Journal of Marine Research jest zeskanowany wstecz tylko do 1983 roku.

  5. Nie lepiej byłoby, zamiast przez kolejne x miesięcy zastanawiać się, czy nazwanie to orkanem jest poprawne, mówić po prostu w podobnych sytuacjach o głębokim niżu? Nie byłoby żadnych “kontrowersji”, z medialnością tego określenia też nie najgorzej (co prawda “sprzedawałoby się” gorzej niż “orkan”, ale tragedii też nie ma), więc sądzę, że taki kompromis byłby akceptowalny zarówno dla meteorologów, jak i dla dziennikarzy. W ogóle dziennikarze też skądś wzięli ten “orkan”, prawda? Chyba że to po prostu nieudolna kalka językowa z niemieckich mediów/służb meteorologicznych.

    1. Z drugiej strony, dałbym sobie obciąć rękę obciąć, że gdzieś, jeden jedyny raz, widziałem słowo “orkan” w odniesieniu do podobnego niżu użyte przez synoptyka IMGW. Prawdopodobnie w którymś z opracowań dotyczących zjawisk z przeszłości (albo nawet w komentarzu synoptyka? Nie pamiętam), jednak, niestety, nie jestem w stanie podać konkretnego linka czy skanu. I mam wrażenie, choć w tym przypadku już ręki obciąć bym sobie za to nie dał, że wtedy też nie było porywów 33 m/s ani tym bardziej więcej, oczywiście poza Śnieżką i Kasprowym Wierchem.

  6. Czyli z babiego lata i pięknej jesieni znowu nici, zamiast tego będzie to samo paskudztwo co we wrześniu. Prognozy na najbliższy tydzień dają cały czas wiatry, niże, opady i chmury przy coraz niższej temperaturze. Jedyne pocieszenie to to, że nie będzie AŻ tak zimno jak w ubiegłym roku, kiedy miałem nawet poniżej 5 stopni za dnia (napływ PA przy chmurach i deszczu). Norma październikowego opadu lokalnie już wyrobiona a jeszcze się nawet pierwszy tydzień miesiąca nie skończył. Może w II połowie miesiąca będzie ładniej, choć wtedy to już raczej z nocnym mrozem w całym kraju (chyba że napłynie ciepła masa z południa)

    1. Ja jakoś widzę, że w prognozach GFS widać babie lato, i to akurat na weekend w dniach 13-15 października. Lokalnie może być 22-23 stopnie.

      1. Mam także nadzieję, że 1 listopada pogoda mnie mocno zaskoczy (oczywiście pozytywnie) i temperatura wzrośnie prawie do 20 stopni. Jest to realne o tej porze, musi być akurat sprzyjająca sytuacja baryczna akurat na ten dzień.

  7. Tak na marginesie dyskusji. Dzisiaj rano w relacjach stacji TV rozemocjonowany pan opowiadał, jak to wczoraj z przerażonym dzieckiem spacerował wśród padających drzew . Gdzieś z Dolnego Śląska – Bolesławiec chyba. Ciągle system ostrzegania nie dociera do ludzi tak jak powinien.

  8. A tyle ludzi pisało wczoraj rano i przedwczoraj, że te ostrzeżenia to bzdury, że to “zwykły, jesienny niż, trochę powieje i przejdzie”. To nie tylko jest problem, że system ostrzeżenia i popularne media nawalają, ale też wciąż w ludziach jest mentalność, że: “ja wiem najlepiej, a meteorolodzy straszą i im się jak zwykle nie sprawdzi”.

    1. W Gliwicach największy poryw podczas Ksawerego (104km/h) był tylko o kilka km/h mniejszy niż największy poryw Cyryla (105 – 110 km/h). Co mnie to trochę dziwi, bo dla mnie Cyryl był co najmniej ze dwa razy potężniejszy…

  9. Orkany w okresie jesienno -zimowym, silne burze w okresie letnin , pożary w czasie suszy, nowe choroby i okres rozwoju szkodników drzew – Chyba nie ma już naprawdę sensu zaliczania do ujemnej emisji zalesienia bo przy tak nasilajacych sie warunkach niesprzyjajacych dla drzew w niedługim czasie trudno może być zachować bilans CO2 przynajmniej na 0 z obszarów leśnych

  10. Nawiasem mówiąc Holendrzy od przyszłych huraganów atakujących Europę mi odpowiedzieli, ale wiele się nie dowiedziałem. Coś w stylu “tak to możliwe ale trzeba by policzyć metodami z artykułu” (co i tak wiem).

    Gdybym nie miał co robić to bym to policzył ale nie jest oczywiste z czego. W końcu GFS najlepiej nie przewidywał tego “wiru”, więc czy można wierzyć w parametry jakie policzył? To pytanie raczej retoryczne. Oni używali reanalizy MERRA, już nie kontynuowanej. Na szczęście istnieje MERRA-2 i to w dodatku za darmo (bo to NASA). Czyli OK, można użyc tego i mieć nadzieję, że dobrze wymodelował nas “wir”. Ale i tak napisanie skryptu liczącego diagramy Harta (Hart, 2003, http://journals.ametsoc.org/doi/abs/10.1175/1520-0493(2003)131%3C0585:ACPSDF%3E2.0.CO;2) nie jest proste. Już samo automatyczne śledzenie niżu i nie jest trywialną sprawą.

    Ale dostałem namiary na dwa przydatne artykuły z podobnymi analizami (jeden metodą diagramów Harta, a drugi z potencjalnej wirowości):
    Deller i inni, 2017, Climate Dynamics, https://link.springer.com/article/10.1007/s00382-017-3619-8
    Baatsen inni, 2015, Climate Dynamics, https://link.springer.com/article/10.1007/s00382-014-2329-8

    Wiem, ze powyższe piszę głównie do siebie, ale gdyby ktoś był chętny to chętnie sprzedam ten pomysł na artykuł 😏 Właściwie wszystko jest jak na tacy (metody i dane), ale trzeba popracować nieco nad programikiem do liczenia tego. I może to być przydatne ćwiczenie dla kogoś kto chce pracować na danych z reanaliz.

      1. Ironizuj sobie do woli. jednak prawda jest taka, że:

        a) wysłowienie tego co się myśli pozwala na uporządkowanie poglądów, a czasem nawet od razu pokazuje rozwiązanie problemu,
        b) ten blog jest niezłym miejscem na robienie czegoś w rodzaju notatek naukowych: łatwo to potem znaleźć, a i innym a nuż się do czegoś przyda.

        Na przykład z tą kwestią re-intensyfikacji “Ksawiera” być może z ciepłym rdzeniem pewnie bym się nie dogrzebał do przydatnej literatury gdyby nie dyskusja tutaj (mimo, że stanowiłem jej 75%). Spróbuje namówić jednego z naszych doktorantów, entuzjastę meteorologii, aby się tym zajął. Z tym, że chyba jest za blisko ukończenia pracy aby miał na to czas w najbliższych miesiącach.

        1. masz rację, podziwiam, Meteo to taka właśnie dziedzina nauki ! Na pograniczu fizyki, matematyki , geografii wróżbictwa ? Jestem wszystkimi kończynami za by poszła właśnie w kierunku fizyki.

          1. I całe szczęście, że piszą tu także osoby poprawiający wizerunek serwisu/bloga i zarazem, od których można się czegoś bardziej specjalistycznego dowiedzieć (nawet, jak nie “siedzi się” bardzo w tej dziedzinie).

  11. Pozostaje jeszcze uzbroić się w cierpliwość, bo piątkowy wieczorny ECMWF nie podziela “zdania” GFS co do ocieplenia na weekend 14-15.10. A wręcz przeciwnie, zamiast “pompowania” ciepła z SW/S widzi “spływ” chłodu z NW/N…
    Trzeba przy tym dodać, że do tego czasu pozostało jeszcze 7-9 dni, a wieczorne scenariusze obu modeli reprezentują skrajnie ciepłe lub chłodne opcje (wiązki).

    1. Szykuje się 3 z rzędu bardzo brzydki październik, w dodatku będzie on najprawdopodobniej znowu poniżej normy, co jest już naprawdę niesamowite…

    2. sprawa prosta aczkolwiek dla Nas decydująca jest gdzie ułoży się grzbiet klina wyżu z południa.. Niemcy mają pewne ciepełko za tydzień my ciągle nie.

      1. Pozostaje jeszcze kwestia, czy nad Skandynawią za tydzień utworzy się nowy ośrodek wyżowy (czy nie)? Bo to też może dużo zmienić…

        Ja już nie nastawiam się w tym roku na Tmax około i powyżej 20°C. Jak będzie okresowo jeszcze chociaż 15/18°C (co i tak jak na październik jest wartością wysoką) i to przy pogodniejszej aurze, to i tak będę usatysfakcjonowany. Zwłaszcza, że ostatnie tygodnie (z wyjątkiem może jednego) mamy jakie mamy…

        1. Prawie w każdym październiku mamy temperatury osiągające lub przekraczające 20 stopni. W XXI wieku jedynie w październikach 2002, 2003 oraz 2010 nie było 20 stopni – mam tutaj na myśli moje miejsce zamieszkania, czyli Górny Śląsk.
          Jeśli faktycznie w obecnym paździerzu nie będzie choć raz 20 stopni, to będzie to jednak mała anomalia.

          1. A jednak w tym zimnym październiku 2003 r. było raz 20 stopni 2 dnia miesiąca! Co prawda w zaokrągleniu (19,9 stopnia), ale jednak było.

          2. Mała. Bo w Twoim miejscu zamieszkania nie notowano 20 stopni… we wrześniu 1912. Październik jakoś więc nas nie dziwi.

          3. A np. w Białymstoku jest szansa na październik bez plus 15 stopni. Ostatni taki był w 2010 (maks. 14,8 stopni). W tym roku jak na razie maks. 13,3 stopni, w prognozach więcej nie widać, czyli może jest szansa na historyczny październik z najniższą temperaturą maksymalną?

          4. @Lukasz160391

            Takie teksty się pisze jedynie jeśli uważa się za normę Tmax osiągany na obszarze 312 tys. km^2 rzadziej niż co roku, a w danym miejscu raz na kilka lat.

        2. 15/18 st. w I dekadzie października to jest norma :p Ale masz racje, ja też już nie liczę na >20 st., na N od Łodzi trzeba będzie na nie poczekać do maja albo i czerwca…

        3. Uściślę, że pisząc o Tmax 15/18°C chodziło mi o połowę października, bo co do tego okresu rozważamy to ewentualne (na razie niepewne) ocieplenie.
          I jeszcze jedno: to, że ciepłe miesiące dominują, wcale nie oznacza, że te chłodniejsze od ‘normy’ (i to już nawet lekko, zwłaszcza względem 3-4 ostatnich dekad) należy traktować jako anomalię w dosłownym tego słowa znaczeniu (czyli coś nienormalnego, “patologicznego”).
          Oczywiście jak wypadnie docelowo tegoroczny październik jeszcze zupełnie nie wiadomo – choć na dzisiaj najmniej prawdopodobne wydaje się, że może okazać się jakimś szczególnie ciepłym, jak i szczególnie chłodnym miesiącem.

  12. Ktoś śledzi te niemieckie nazwy uwielbiane przez nasze media? Właśnie słyszę, ze atakuje nas niż Wolfgang (nazwany i opłacony przez Wolfganga Krokera), ale przcież on jest w alfabecie przed Xaverem (ale może wcześniej go “odkryli”).

    Prawda to? Czy też może zbliża się niż Yap , nazwany i opłacony przez Erika Schmidta z firmy http://www.onlinebroker.net (nie omieszkał dodać linku do niej)?

    Mam nadzieję, że czujecie sarkazm mojej wypowiedzi. Ktoś w Niemczech zarabia pieniądze na przerabianiu niżów (i wyżów)na bannery reklamowe, a “przydatni idioci” (jak to nazywał Lenin) propagują te nazwy nawet w Polsce.

    PS. Ktoś może powiedzieć, że ja też reklamuję te niże i nawet propaguję link do jakiejś firmy. Ale jest chyba oczywiste, że robię to tylko dla pokazania bezsensu używania tych nazw. Aha, tu jest link do strony aktualnych niemieckich nazw niżów i wyżów: http://www.met.fu-berlin.de/wetterpate/

      1. Kosztuje koło 1000 zł (236,81 €) więc życzę powodzenia. Szczególnie, ze nie sądzę aby ktoś uznał, ze to ośmieszające. W 2018 roku niże mają w Niemczech żeńskie imiona więc proponuję nie marnować pieniędzy na męskie (kto wie jak w Niemczech nazywają się wyże?). I radzę celować w początek roku albo drugą połowę bo kogo obchodzi nazwa niżu w maju. Musi to być prawdziwe imię ludzkie, dające się zapisać niemieckim alfabetem. Poza tym musisz znaleźć puste miejsce z daną literą, a niektóre zajmowane są od razu (na 2018 zaczęli sprzedawać dwa tygodnie temu i już niektóre litery zajęte na cały rok).

        1. Szkoda że musi być ludzkie -Trafić na niż który bedzie orkanem i nazwać “Yetti” i te tytuły ” Yetti atakuje Niemcy” itd. :)

          1. To się pisze Yeti, przez jedno “t” i nie ma problemu. To żeńskie imię z Indii. Wpisz na Facebooku Yeti, a zobaczysz tłum Hindusek, Pakistanek itp.

            Może nawet niezły pomysł, bo “Y” schodzi jako jedno z ostatnich.

  13. A ten kolejny niż (jak go zwał, tak zwał – nieważne…) wygląda już na bardziej klasyczny, zmierzający torem N, pogłębiający się nad Bałtykiem, do którego nad Litwą/Łotwą/Białorusią dołączy potem niż pochodzenia czarnomorskiego.
    Różnica będzie taka, że powieje umiarkowanie i tylko przejściowo nieco silniej – nie aż tak bardzo jak 36-48h temu na W/S/C kraju, ale za to już nad zdecydowaną częścią Polski. Także zmiany ciśnienia będą mniej dynamiczne. Nie będzie też stref/obszarów z jakimiś sporymi sumami opadów. Z drugiej strony ten niż będzie oddziaływał na pogodę w Polsce dłużej.
    W ogóle na razie (w zakresie wiarygodnych prognoz) czeka nas kontynuacja aury umiarkowanie chłodnej, wilgotnej i pochmurnej. A przy tym, dzisiejsze prognozy wyraźnie tonują ze skalą ocieplenia ok. 14-15.10…

    1. Czyli kolejny z rzędu zimny i ponury październik. To już chyba czwarty z rzędu rok bez klasycznej złotej polskiej jesieni. W tym roku jest jeszcze gorzej, bo już we wrześniu zrobiło się szaro. Dzieje się ostatnio coś bardzo złego i niepokojącego z klimatem. Jeszcze nigdy nie było tak pochmurno jak teraz, prawie w ogóle nie ma ostatnio słońca, a nawet w pogodne dni na niebie pełno jest jakichś dziwnych smug i zanieczyszczeń, jakby mleko. W ogóle przestały występować długie okresy słonecznej aury z błękitnym niebem. W tym roku już w 3 dekadzie sierpnia pojawiły się pierwsze stratusy. Kiedyś tego nie było. Może to przez topnienie lodu w Arktyce w powietrzu jest tyle wilgoci i chmur? A może to przez małą aktywność słońca? Lato na biegunie też było nadzwyczaj pochmurne, co o zgrozo uratowało lód.

      1. Temperatura to też masakra, bo żeby ostatnie przekroczenie 20 stopni notować w połowie września??? To już jest totalne nieporozumienie! Niby na papierze tego nie widać, ale odczuwalnie jest chłodno i lato też było beznadziejne. Sezon grzewczy ruszył już w połowie września zamiast tradycyjnie w połowie października. Naprawdę ciepły miesiąc z tego co pamiętam to był sierpień 2015, od tamtego czasu coś zaczęło się chrzanić z pogodą w Polsce i przede wszystkim słońca jest mało.

      2. Ostatnio mamy częściej do czynienia z niżami jak z wyżami – stąd tyle chmur. Jak się pojawił wyż znad Rosji w końcówce września to udało się uzyskać około tygodnia dobrej i słonecznej pogody. W lato takiego wyżu nie było, a szkoda.

        1. @Morze

          Na mapie synoptycznej będziesz miał zawsze mniej więcej tyle samo niżów i wyżów. Bo po czym poznać gdzie kończy się niż jeśli nie graniczy z wyżami?

          Jednak masz rację: przez Bałtyk przechodzić ma teraz niż za niżem. Ale i to jest normalne, szczególnie przy dodatnim NAO. To jest po prostu trasa niżów Atlantyckich, albo jak kto woli typowy rejon położenia prądu strumieniowego, z którym są one związane.

          1. Ostatnio te niże atakują nas niemalże okrągły rok. Nawet w lipcu. W tym roku prawie wszystkie miesiące są niżowe oprócz stycznia i części maja.

          2. @Bianka

            Trochę zaczynam się obawiać, że mogą mieć rację Ci, którzy mówią że ocieplenie Arktyki psuje pogodę na kontynentach półkuli północnej. Nie do końca wyszło im z zimą (patrz np. Cohen), ale jest osobna szkoła twierdząca, że letnie pogody ekstremalne (czyli zasadniczo niże) też zawdzięczamy Arktyce. Na przykład ci:

            Mann M.E. i inni, 2017, Influence of Anthropogenic Climate Change on Planetary Wave Resonance and Extreme Weather Events, Sci. Reports, https://doi.org/10.1038/srep45242

            Nie mówię, że oni mają rację. Za wcześnie na to. Ale nie wykluczam takiej możliwości.

  14. W zatoce meksykańskiej otworzył sie kolejny huragan (tym razem słabszy) .Co ciekawe powstał chyba dobe temu a już ww wtorek jako depresja tropikalna bedzie nad Kanada – Czyżby kolejna pozostałość po huraganie miała dotrzeć do Europy? (Narazie troche za odległe prognozy )

    1. Kolejny huragan u wybrzeży USA? Tym razem bardziej klasyczny, z Zatoki Meksykańskiej. Taki musi trafić albo w USA albo w Meksyk. Ich natomiast normalnie rzadziej trafiają te ze wschodniego Atlantyku (ale w tym roku Harvey i Irma nieźle trafił USA, a uwzględniając Puerto Rico także i Maria dotarła do brzeów USA).

      I jeśli rok obecny zdezaktualizował jakieś wyniki badań to chyba te:

      Wang, C., H. Liu, S.-K. Lee, and R. Atlas (2011), Impact of the Atlantic warm pool on United States landfalling hurricanes, Geophys. Res. Lett., 38, L19702, https://doi.org/10.1029/2011GL049265.

      Ten artykuł argumentował, na podstawie doświadczeń sezonu 2010, że ocieplenie wschodniego Atlantyku spowoduje oddalenie tras powstałych tam huraganów od wybrzeży USA. W tym sezonie ta hipoteza dość boleśnie zawiodła (boleśnie nie tylko dla USA ale jeszcze bardziej dla Karaibów).

  15. Warto zauważyć, że GFS zaczyna widzieć kolejny niż idący b. podobną drogą co Xavery już za 4 dni. Wg prognozy z 6UTC prędkość wiatru w porywie miałaby sięgać 23-24 m/s, przy średniej prędkości do 14-15 m/s. Jeżeli pojawi się on również w wieczornej prognozie można zacząć brać go już bardziej na poważnie.

    1. A po przejściu tego niżu zacznie się robić wyżowo – jest szansa, że weekend (ten za tydzień) będzie ładny, a w następny poniedziałek (16.10) widać nawet około 20 stopni :)

    2. Prognoza wieczorna 12z jest już całkiem optymistyczna – widać w niej babie lato właściwie do końca miesiąca (począwszy od przyszłego czwartku – 12.10).

      1. babie lato też prognozy widziały na początku ocieplenia/poprawy pogody koło 24 września…miało być pogodnie i sucho do 16 października, a jak jest…każdy widzi…chociaż nie mogę narzekać, bo przynajmniej trochę słońca było w piątek i dzisiaj, a we wrześniu czegoś takiego nie mieliśmy tylko ciągle lało i było pochmurno…

  16. Coraz bardziej zaczynam akceptować to, że pora chłodna w zasadzie nadeszła i do kwietnia przyjdzie się teraz zmagać z pogodą która zdecydowanie nie zachęca do opuszczania domu. Może z jakimś przerywnikiem zimą w postaci zimy… przynajmniej dla mnie to poprawa bo ja zimę lubię (byle nie -30 stopni). Najgorsze co moze być to kilka miesięcy takiej ponurej słoty. Wrzesień już straciliśmy, październik wcale się nie zaczął lepiej (też prawie codziennie leje, u mnie już nalało 70% miesięcznej normy), słońca w październiku było dopiero 28 godzin, w tym 20 w pierwsze dwa jeszcze wyżowe dni. Bo w niżowe tego słońca nie ma prawie w ogóle.

    Listopad jak to listopad, zbyt wiele po nim już nie oczekuję, podobnie jak po grudniu, styczniu i lutym. Od marca jest wyraźna poprawa pod względem ilości słońca, jednak wciąż jest zimno. Dopiero kwiecień jest dla mnie realnym końcem pory chłodnej. W 2017 roku zresztą nawet on był do kitu poza pierwszą dekadą.

    1. Według prognoz CFS, listopad ma być ciepły z opadami i usłonecznieniem w normie, a marzec jeszcze bardziej ciepły, a nawet suchy i słoneczny. W międzyczasie zima także będzie ciepła, ale niestety ponura i deszczowa (zwłaszcza w styczniu) Czy tak będzie – czas pokaże.

    2. Mi taka pogoda wydaje się normalną. Z tego być może wynika, że wpływ sztormów jesiennych sięga teraz dalej na południe. Inaczej mówiąc niże idą nieco bardziej południową trasą albo są bardziej rozległe (gdy patrzę ostatnio na mapy synoptyczne to mam wrażenie, że przychodzą znad Atlantyku bardzo duże sztuki).

    3. Jakby niże atlantyckie (ale wkraczające nad Bałtyk, Europę C, a nawet Europę E) dominowały w pogodzie w kolejnych miesiącach to aurę podobną do ostatniej możemy mieć właściwie aż do kwietnia, a nawet początku maja (zimą byłoby ciut chłodniej, ale przeważnie na jednocyfrowym plusie).
      Mam jednak nadzieję, że wyże będą okresowo modyfikowały trajektoria niżów tak, że aura nie będzie do końca aż tak bardzo “irlandzka” – a tym samym każda pora roku będzie (jak dla mnie) bardziej urokliwa:-)

      1. @Lucas wawa

        W praktyce napędu (Atlantyckiego ciepła) starcza tym niżom gdzieś do końca lutego. Pamiętam jak w okresie najbardziej dodatniego NAO, na początku lat 1990-ch sanki mego dziecka wyciągało się z piwnicy dopiero w drugiej połowie lutego. Przed lutym nad morzem nie bywało wtedy w ogóle śniegu.

        Możliwe ze reszta Polski musi się stopniowo przystosowywać do podobnego klimatu 😉

    4. Pora chłodna i ponura niestety. I tak jeszcze przez pół roku… Zimno można jeszcze jakoś znieść, ale co poradzić na brak słońca?

      1. Punkt widzenia zależy od punkty siedzenia – a człowiek czesto ten punkt siedzenia może sam zmienić – Ja się chyba wybiorę na grzyby bo warunki sa idealne( nie wiem czy coś zbiore bo słabo sie znam na szukaniu ale spacer zawsze pozwala odpoczac
        -wiec grzyby sa dobra wymówką) zamiast narzekać jaka okropna pogode mamy
        Ps Nie wiem czy to jest jakaś moda na narzekanie ale może postawmy sie na miejscu naszych pradziadków kiedy nie było pradu a i domy w jeszcze dawno nie były przytulnie ciepłe -przecież jak by oni mieli wtedy narzejać to chyba pół życia by znarnowali wiec- może warto cieszyć sie choćby spokojnym dzisiejszym dniem?

      2. może tak nie będzie ;) liczę na porządną zimę w tym roku, a nie badziewie, w końcu ile może być szaro, deszczowo i ponuro jak jest praktycznie non stop w tym roku?

        1. Teraz sytuację “ratuje” jeszcze po części zielony, po części już jesienny koloryt liści. Jednak od II połowy listopada podczas takiej aury robi się jak dla mnie zbyt depresyjnie. Natomiast, gdy przeważa pogodne niebo (za dnia jest słonecznie) to przyjemniej jest zarówno przy aurze zimowej, jak i nie-zimowej.

        2. Dodam jeszcze, że ja ostatnimi czasy bardzo dużo sadzę roślin/krzewów zimozielonych – a mamy coraz to więcej odmian mrozoodpornych i o ładnej kolorystyce również (zimową) zimą.

          1. Ja sadzę nawet rośliny kwitnące zimą np. ciemierniki, tylko żeby zakwitły one w miesiącach zimowych muszą być one ciepłe.

  17. Jeśli mowa o zimowej zimie, to dla mnie optymalna byłaby powtórka zimy ostatniej (dotyczy tylko miesięcy zimowych, nie mam na myśli przeciągających się chłodów w kwietniu). Było bowiem bardzo słonecznie (szczególnie w grudniu i styczniu), chłodno, przez co pokrywa śnieżna powstała 29 grudnia utrzymywała się do połowy lutego i nie było błota, ale obyło się bez przeszywających fal mrozu (tylko 3 dni między 6-8 stycznia). Dodatkowo prawie w ogóle nie było wiatru.
    Najgorszy typ zimy to np. zima 2012/13. Poza grudniem było wtedy bardzo pochmurno i praktycznie od Nowego Roku aż do marca nie było słońca, co w połączeniu z przedłużającym się chłodem stwarzało nieco depresyjny nastrój.

    1. Wszystko fajnie, tylko powtórka takiej wyżowej, bezwietrznej pogody oznacza kolejne kłopoty ze smogiem. Najlepszy typ pogody zimą to wyż azorski, który by zaciągał do Polski ciepłe i suche powietrze z SW oraz niż islandzki, ale tak by fronty z nim związane sunęły przez Skandynawię nie sięgając Polski. No i brak ruskiego wyżu. Czyli w skrócie +10 za dnia i non stop lampa na niebie. I tak by mogło być przez cały grudzień, styczeń i luty. Taką zimę to bym nawet polubił, choć w sensie termicznym to nawet nie byłaby zima.

      1. To dla mnie drugi najlepszy scenariusz na zimę. Jednak, zważywszy na to, że tak może być u nas przez sporą część jesieni i wiosny (przynajmniej w sensie termicznym), zimą osobiście mimo wszystko wolę śnieżno-mroźną odmianę (oczywiście w “rozsądnych” granicach i z usłonecznieniem przynajmniej 30+%).

      2. Najlepszy układ to wał wyżowy od Florydy przez Azory, Morze Śródziemne i Bałkany, wtedy mamy pas transmisyjny ciepła z Atlantyku od południowego zachodu. Oczywiście ważna jest ciągła wędrówka niżów przez Wyspy Brytyjskie, Morze Północne i dalej nad Środkową Skandynawię. Niestety każda przerwa w niżach, skutkuje napływem zimnego powietrza i rozbudową wyżu, a jeśli następuje dłuższa przerwa, to mamy zimę.

        1. Czyli sytuacja jaka przeważała przez większą część grudnia 2015 r. Bo nie dość, że było ciepło, do i zarazem (jak na zimę) dość pogodnie i bez wichur. To z całą pewnością najlepsza opcja na naprawdę “łagodną”, nieuciążliwą i w sumie przyjemną najchłodniejszą porę roku:-)

  18. Będę kontynuował analizy synoptyczne oparte o dynamikę górnej troposfery (prąd strumieniowe) i trajektorie wsteczne. Wysokości geopotencjału i fronty są oczywiście też ważne, ale to robią wszyscy. W dodatku nie dają one całego obrazu. Są to narzedzia, na podstawie których stworzono Model Norweski niżu, po prostu dlatego, że koło roku 1920 nic innego nie było dostępnego (wiatry inne niż powierzchniowe oceniano wtedy na postawie…ruchu chmur). Koło roku 1950 wyższą troposferę sondowano na tyle często, ze można na było pomyśleć o nowych teoriach. I tak powstało przybliżenie kwazi-geostroficzne i model niżu oparty o fale planetarne i wirowość, rzeczy ciągle chyba u nas za mało znane.

    Teraz też jest ciekawa sytuacja. Prąd strumieniowy się porwał na kawałki:

    Dlaczego to ma znaczenie? W meteorologii ciągle się liczy wiatry geostroficzne, wynikające z równowagi sił powodowanych przez gradienty ciśnień i siłę Coriolisa. To tłumaczy pięknie jak się kręci niż czy wyż. Jednak nie może wytłumaczyć jak niż się zaczyna i jak się kończy bo w ujęciu geostroficznym wirowość jest zachowana. Potrzebne są do tego wiatry “ageostroficzne”, spowodowane innymi siłami, jak tarciem o powierzchnię czy łamaniem fal planetarnych. No właśnie, tu dochodzimy do przerw w prądzie strumieniowym. To właśnie na otwartych końcach fragmentów prądu strumieniowego wirowość rośnie lub maleje w wyniku przepływów ageostroficznych. Niże związane z prądem strumieniowym (“zwanym dawniej frontem polarnym”, jak to napisano w jakimś artykule, który niedawno czytałem) powstają ad oceanem właśnie dzięki zmianom wirowości spowodowanym łamaniem się fal planetarnych (Rossby’ego).

    Przez to rozerwanie prądu strumieniowego (frontu polarnego) trudno w ogóle mówić o tym czy powietrze jest “polarne” czy “zwrotnikowe”, jak je nazywała szkoła norweska, bo dochodzi do zmieszania obu. To jeszcze jeden gwóźdź do trumny tych kategoryzacji.

    Dlatego też trajektorie wsteczne pokazują (jak zwykle w takich sytuacjach) mieszne źródła pochodzenia:

    Przy powierzchni (500 m) wieje powietrze z Północnego Atlantyku, z okolic Islandii, na wysokości 1500 m wręcz z Arktyki, a jeszcze wyżej powietrze które ewidentnie było częścią prądu strumieniowego (opadło do 3000 m prawie wysokości tropopauzy).

    1. W sumie to położenie i trajektoria, a także jego wirowość (jeżeli czegoś nie mylę…?) prądu strumieniowego w największym stopniu decyduje o pogodzie w naszych umiarkowanych szerokościach geograficznych.
      W ostatnim czasie jest on dość dobrze wyrażony nad N Atlantykiem i Europą, zapewnia dość wyraźny przepływ z W, z nieco częstszą składową N (niż S) – co przedkłada się na umiarkowanie chłodną, dość wilgotną i okresowo wietrzną pogodę.
      Zobaczymy co przyniesie nam dość prawdopodobna zmiana w tym względzie około przyszłego weekendu? Przede wszystkim, na ile będziemy mogli cieszyć się urokami “złotej” jesieni w wersji bardziej suchej i chociaż (przez pewien czas) nieco cieplejszej, niż ostatnio?

      1. No właśnie. Śpieszyłem się i nie zdążyłem napisać konkluzji. A jest ona taka, ze przy tak porąbanym prądzie strumieniowym, z jednoczesną silną cyrkulacją strefową (to brzmi jak oksymoron ale w tej chwili tak jest), możemy się spodziewać dominacji głębokich niżów przez jakiś czas. Drugie zapewnia ich przybycie, a pierwsze intensywność.

        A cyrkulacja jest strefowa bo zarówno NAO jak i AO są dodatnie i prognozy mają także dodatnie.

        Popatrzcie jeszcze na prognozy wirowości potencjalnej, bo to niezły odjazd (prawie jak z obrazów van Gogha):

        http://wxmaps.org/pix/euro.vort.html

        1. Z tym, że to jest trochę taka fałszywa strefówka, gdyż od 2 dni (i przez kolejne 3) niżem sterującym pogodą nad Europą centralną oraz wschodnią będą samodzielne niże znad Bałtyku/Zatoki Ryskiej ściągające zimne powietrze z NW/N. Niż islandzki nie będzie miał dla nas większego znaczenia.

  19. Sugestia do Moderatorów o jakiś nowy wątek otwarty – albo jakiś inny tematyczny, ale nie związany już z ostatnimi wichurami:-)

  20. Jakie są warunki do częstego występowania frontów zokludowanych? – tak pytam, bo spoglądałem na mapę synoptyczną IMGW z października 2016- który był chłodny, pochmurny i mokry i dość często było na nich widać front okluzji. Który rodzaj okluzji wstępuje częściej – ciepła czy chłodna?

  21. Zbliżający się okres ciepły (babie lato) praktycznie gwarantuje nam, że październik również zakończy się jako miesiąc powyżej normy.

    1. No prognozy bardzo sympatyczne, właściwie od środy juz coraz cieplej – zwłaszcza na zachodzie i poludniu, weekend z temperaturkami do 20 st., potem tez nie najgorzej, bo sporo wyzowych klimatów ma być.

      Ogólnie jest na co czekać.

    2. Tak, prognozy pozwalają już nie tylko mieć nadzieję, ale i coraz większe przekonanie, że przynajmniej część 2. dekady października wypadnie cieplej (nawet w wartościach bezwzględnych) i pogodniej (nawet, jeżeli okresowo za panowania wyżu będą stratusy), niż dość chłodna, wilgotna i okresowo wietrzna 1. dekada miesiąca.

      Z tym, że po 9-10 dniach miesiąca anomalia będzie pewnie rzędu -1,1/-1,2K (ref. 1981-2010), więc jakiegoś wyraźnie dodatniego bilansu termicznego za 7-10 też bym się nie spodziewał. Poza tym, 3. dekada jest jeszcze całkowitą niewiadomą – a np. rok 2012 pokazuje, że nawet po okresie z aurą noszącą znamiona babiego lata, kilka dni później może nadejść już zimowy epizod. Oby tak się nie stało, ale z ocenami dot. całego miesiąca warto się jeszcze powstrzymać.

      Jednak za około tydzień rosną szanse na jeszcze przyjemne (jak na październik) ciepło i pogodne niebo – sprzyjające podziwianiu uroków “złotej” jesieni. I oby w tym względzie nic się nie zmieniło, a wręcz, aby taki okres trwał dłużej niż 2-3 dni:-)

  22. Z tymi gwarancjami byłbym bardziej ostrożny, październik to też 3 dekada a wtedy przy małym gradiencie ciśnienia, pogodzie “wyżowej” przy “zestratusiałej” pogodzie średnie dobowe mogą być niższe niż 6 C

    1. Ale i normy dla III dekady niskie. Jeżeli będziemy mieć z 5-6 dni babiego lata to tyle wystarczy, by przy nawet lekko chłodnej III dekadzie wyrobić miesiąc na plus.

  23. Prognozy na dalszy termin fajne ale obecna pogoda no cóż, fajna zdecydowanie nie jest. W nocy było ok. 3 stopnie (Tmin dopiero gdzieś po 7 rano), potem zrobiło się pochmurno i temperatura prawie wcale nie rośnie – jest po 10:00 a na dworze wciąż ledwo 7 stopni. Wczoraj znowu sporo padało, norma deszczu już wyrobiona w ok. 90%, kto wie czy nie 100% jak podsumują dobę opadową. A jutro znowu ma padać prawie cały dzień przy T ok. 10*C.

    Na nic dobrego już się nie nastawiam, jak przyjdzie jakieś babie lato to fajnie ale po tak paskudnym wrześniu i niewiele lepszej I dekadzie października jesień jest już trudna do uratowania. Tym bardziej że bardzo szybko zbliżamy się do tej brzydszej części jesieni, w III dekadzie października norma wieloletnia to ledwo 6-7 stopni średniej dobowej.

    1. Alojsiu, marudzicie. Co prawda jesień jak na razie pozostawia sporo do życzenia, jednak nie jest powiedziane, że druga jej połówka nie pokaże swego jasnego oblicza. Kibicuję za to (tak po cichu, no wiecie) zanikowi wiatrów wszelakich tudzież ograniczeniu ich prędkości.
      Cheeeeers z Milicza!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com