Wątek otwarty #47

Wątek otwarty #47

Poniżej: 37. miesięczna średnia ruchoma anomalia temperatury w Polsce (centrowana). Czerwony kolor: dane po kwietniu 2018.

Ochłodzenie spóźnione, czy nieudane?

Print Friendly, PDF & Email

724 Replies to “Wątek otwarty #47”

  1. Sytuacja podobna jak na początku lat 90. Lato 1992 było wyjątkowo gorące, stąd zaburzenie cyklu związanego z NAO i miesiącami zimowymi.
    Chyba że teraz zaczęło na nas działać dodatkowe zjawisko, które te minima wypłyca (jeszcze większy trend ocieplenia, zmiany trybu cyrkulacji)

  2. Ten „czerwony” skok rzeczywiście wydaje się niepokojący, bo patrząc jak ten wykres wyglądał wcześniej , to w takiej sytuacji powinien nastąpić spadek. Zresztą chyba prawie wszyscy się tego spodziewaliśmy jeszcze w marcu.

    Ja myśle, ze to załamanie trendu w 2018 roku można w dużej mierze przypisać wyschniętej glebie. Jak to pisał Arctic, „w kalendarzowe lato weszliśmy ze skrajnie suchą glebą”. Odnoszę wrażenie, że w tym roku temperatura była często znacznie wyższa niż zazwyczaj przy podobnej sytuacji barycznej.
    Dlatego moje główne życzenie teraz to wilgotna wiosna. Wilgotna jak w 2014 jak już pisałem, kwietnia 2017 czy maja 2010 zdecydowanie nie chcę! Chociaż z dwojga złego… Jeśli nie będzie problemu suszy, to może ten okres zimniejszy na 2-3 lata się w końcu pojawi.

    1. Niekoniecznie musi nastąpić spadek, bo może to być podwójny pik i ten drugi może być mocniejszy jak np. 20 czy 60 lat temu i dopiero po nim należałoby oczekiwać spadku.

      1. NAO to miesiące DJFM, w ubiegłym sezonie anomalia tego okresu jest niewiele ponad zero (ale ponad zero i tak). To była najzimniejsza zima + marzec od 2012/3. A wypracowała to… Jedna fala silnych mrozów trwająca ok 9 dni plus drugie sporo krótsze ochlodzenie w połowie marca.

        Wykres wygląda jakbyśmy coś popsuli. Oby się nie okazało że 2017 będzie minimum a następna odbitka w górę pójdzie hen wysoko do +2. Ciekawe czy rocznik chłodniejszy od 2010 się jeszcze w ogóle zdarzy. Bo jest to obecnie mało realne, wymaga to mroźnej zimy po obu końcach. 1996 i 2010 miały lodowaty i początek i koniec. Najzimniejszy możliwy rocznik obecnie lezy gdzieś pomiędzy nimi.

        1. @alewis27

          Na NAO nakłada się trend ocieplenia, a i samo NAO wydaje się skorelowane z globalną temperaturą. Dlatego wszystko się komplikuje. Np. zanik tego 7-8 letniego cyklu znanego z XX wieku może być skutkiem właśnie tego, że NAO już prawie nigdy nie jest naprawdę ujemne (ostatnia taka zima to 2010).

          1. Moim zdaniem trzeba jeszcze poczekać z ocenami, czy będziemy mieli zanik tych oscylacji. Jeden rok to zdecydowanie za krótko, aby traktować go jako jakiś nowy “wzorzec”.
            Poza tym, NAO ponownie coraz częściej przechodzi na minusy (nie wspominając o AO). Obecnie daleko mu do skrajności zarówno takich jak ok. roku 2010, ale i też coraz częściej oddala się od przypadków, kiedy było wyraźnie dodatnie przez większą część sezonu zimowego.
            Większą klarowność ocen będziemy mieli dopiero w przyszłej dekadzie, jeżeli nie jeszcze później.

          2. @A.H.
            Nie wiem, czy można to wiązać tylko/głównie/bezpośrednio z NAO. Wspominałeś też coś o Prądzie Zatokowym, choć to prądy wodne, a nie cyrkulacje…
            Ja cały czas przeczuwam, że te ok. 8-letnie cykle termiczne ot tak szybko nie zanikną (np. w tej dekadzie, czy przyszłej). Mogą jedynie na ich tle pojawiać się jakieś zaburzenia (w różnych kierunkach), mogą też zmieniać się nieco interwały czasowe (np. raz ok. 6-8 lat, a innym razem ok. 9-12 lat). A to już trudniej przewidzieć.
            Nie zawsze będzie jednak tak, że czynniki bardziej lokalne będą tylko wzmacniały trend związany bezpośrednio z AGW (a uściślając emisją gazów cieplarnianych), bo okresowo nadal przecież mogą i go osłabiać.
            Wykres ten zresztą dobrze pokazuje co jest z grusza trendem ocieplenia, a co dodatkowymi oscylacjami na jego tle.
            Moim zdaniem dopiero będziemy zmierzali do kolejnego minimum lokalnego (a takim nie był już rok 2017) – ale pewności oczywiście nie mam.
            Co do samego NAO – myślę jednak, że tu też jesteśmy na trendzie spadkowym w ramach tych oscylacji ok. 7-10 letnich (które nie wykluczają też pewnych odstępstw), choć nie mam pojęcia na ile kolejne zniżkowanie zdoła się zbliżyć do tego z okolic 2010 r. Także i w tym przypadku więcej jednoznaczności będziemy mieli w przyszłej dekadzie.

          3. @Lucas wawa

            Pisałem, ze ośmioletni cykl NAO ma źródło prawdopodobnie w oscylacjach Prądu Zatokowego. To jednak nie znaczy, ze globalne ocieplenie nie zakłóciło i tego. Temperatury Północnego Atlantyku powinny teraz maleć gdyby sterował nimi tylko cykl rzędu 65 lat (AMO). A zamiast tego rosną (globalne ocieplenie). I trudno powiedzieć jak to wpływa na oceaniczne fale Rossby’ego (bo je podejrzewam o powodowanie tej zmienności 8-letniej biorąc pod uwagę, ze szerokość oceanu jest taka że te fale przekraczają go w około 4 lata, czyli połowę cyku 8-letniego).

          4. Tak wygląda analiza falkowa (wavelets) zimowego NAO (DJFM) od 1950 roku z serii NOAA:

            https://meteomodel.pl/BLOG/wp-content/uploads/2019/01/Winter_NAO_wavelets.png

            Jest to typ analizy, która pokazuje w których częściach serii czasowej (oś pozioma) dominują jakie cykle (ich okresy to oś pionowa).

            Kolorem oznaczono obszary z istotnością statystyczną p<0.10. Widać, że prawie nic nie jest istotne statystycznie. Widać też że raczej słaba cykliczność rzędu 5-10 lat, istotna statystycznie jedynie w okolicy lat 1960-ch, rozpływa się w okolicach 1990, będąc zastępowana coraz krótszą cyklicznością, która w ostatnich latach osiąga wysoką istotność statystyczną w okolicach okresy 3 lata. Wygląda to jakby wpływ Atlantyku (8 lat) został zastąpiony wpływem ENSO z Pacyfiku (cykliczność rzędu 3-6 lat). No chyba, ze to wszystko jest zupełnie przypadkowe (p<0.10 to nie jest mocne kryterium).

          5. PS. Cykl rzędu 65 lat też widać na tym wykresie. I widać, ze ostatnio też osłabł. A to jest praktycznie na pewno efekt globalnego ocieplenia, które go zamaskowało.

  3. Trudno jeszcze coś jednoznacznie powiedzieć (ochłodzenie spóźnione, czy nieudane?) bo w roku 2018 mieliśmy po raz pierwszy aż taką dużą nadwyżkę (wręcz “odlotową”) ciepła akurat w porze ciepłej. Natomiast cykle NAO dotyczą głównie zimy i marca.

    Zauważmy jeszcze, że np. w latach 90′ XX wieku też mieliśmy niejednoznaczność, bo uśredniony cykl spadku temperatury się przedłużył, a pośrodku było pewne zwyżkowanie. Teraz też możemy mieć jakieś dodatkowe odstępstwo – a co lepiej będziemy wiedzieć już po 2020 r. Z opcji zadanych w pytaniu osobiście bardziej obstawiam opóźnienie, ale pewności oczywiście nie mam.

  4. popatrzyłem sobie na różne parametry pogody w Toruniu w tym roku – moje okolice – i niemal pewniakiem jest, że będzie to rok z rekordowo niską sumą godzin trwania mgły… godziny burz też słabo, w ogóle to co zauważyłem, że w latach 70-80 było dużo więcej godzin czy z burzą, czy z mgłą, taka ciekawostka, taki traf czy może ma to związek z ociepleniem klimatu?

    1. Rzeczywiście mgieł jest coraz mniej, gdzieś chyba kiedyś czytałem na ten temat, być może to efekt mniejszego zanieczyszczenia powietrza?
      Jeżeli chodzi o burze, to w jednych miastach jest ich więcej niż kiedyś, w innych mniej. Nie ma ogólnej tendencji wzrostowej czy spadkowej, jedynie lokalna.

      1. @mottus

        Liczba mgieł spadła w Środkowej Europie po roku 1990 i sądzi się, że to skutki mniejszego zadymienia atmosfery (filtry na kominach elektrowni plus upadek ciężkiego przemysłu w RWPG).

  5. @Arctic Haze Ile będzie trwało zbliżające się ochłodzenie? Bo z tym GFS i ECMWF idzie zwariować, GFS podaje że zaraz po 7 Stycznia ocieplenie a ECMWF końca mrozów nie widać… Tak w ogóle to czemu zawsze ECMWF podaje co innego niż GFS? Który model jest lepszy?

    1. To jeszcze zależy co rozumieć przez termin ochłodzenie? Względem 3. dekady grudnia (+ 01.01.2019) zdecydowana część 1. dekady stycznia będzie chłodniejsza, w praktyce bardziej zimowa – zarówno w aspekcie mrozu, jak i dominującego typu opadów (od dzisiaj głównie śniegu). Jednak na tle tego ogólnego trendu będziemy mieli wahania – w dni chłodniejsze przeważnie wokół -5°C, a w cieplejsze wokół 0°C. W chłodniejszych dniach/regionach przy rozpogodzeniach możliwe spadki Tmin do ok. -10°C (a nawet nieco niżej).

      Nie zapominajmy, że w terminie powyżej 5-7 dni prognozy mogą się jeszcze zmieniać, nawet co do trendu. Lepszą sprawdzalność ma ECMWF (niż GFS), choć i on poza tym terminem może zaliczać “wpadki”. Jak na zmienności zapowiedzi jakie możemy mieć zwłaszcza o tej porze roku i tak te obecne są względnie stabilne (na razie na 1. dekadę stycznia).

    2. @Damiano

      Znowu Polska ma być pod wpływem innych mas powietrza na wschodzie i zachodzie. A to powoduje trudność prognozowania bo wszystko zależy od dokładnego położenia frontu. Ale ogólnie w żadnej z tych prognoz na zachodzie Polski nie widać zimy. Na wschodzie jak widać, różnie…

    3. Co wszystko nie zmienia faktu, że 1. dekada stycznia przyniesie znacznie więcej zimowych warunków pogodowych w Polsce, niż 3. dekada grudnia (oceniając sytuację w szerszych ramach czasowo-przestrzennych).

  6. Jeszcze jest kwestia zasięgu występowania anomalnie i ekstremalnie zimnych miesięcy. Szansa na takowe obecnie istnieje zasadniczo tylko w miesiącach, gdzie głównym czynnikiem jest AO i NAO. Mamy przypadki bardzo zimnych styczni, lutych, marcow oraz grudni z tego wieku, nawet z tej dekady. Jeszcze się 2 październiki trafiły ale to w sumie koniec jeśli chodzi o ostatnie 20 lat.

    Ostatni bardzo zimny kwiecień 1997. Maj 1991. Czerwiec 2001. Lipiec 1996. Sierpień to nawet nie wiem, chyba dopiero 1987 się nadaje. Wrzesień 1996. Listopad 1998.

    Tych miesięcy w bardzo zimnej formie nie zna całe pokolenie osób. Najstarsi z nich kończą studia. Ja też nie pamiętam za dobrze czegoś co miało miejsce jak miałem 6 czy 8 lat. Dla mnie już taki czerwiec 2009 był do dupy, podobnie z lipcem 2011 czy sierpniem 2014. A gdzie im tam do sezonów z lat 70 i 80.

  7. Uwaga, świeci u mnie słońce na NE. Cóż za pozytywne zaskoczenie. Śniegiem też sypnęło, rano była taka śnieżyca że nic nie było kompletnie widać.

  8. Wrzuciłem na swoją stronkę moje własne podsumowanie grudnia 2018. Dane wpisywałem do Excela, ale nie tylko. Dałem też wykresy z pomiarów z mojej stacji pogodowej.

    http://www.lukedirt.com.pl/viewtopic.php?t=203

    Mam nadzieję, że administracji nie przeszkadza to, że podałem link? Bo chciałem pokazać, jak wyglądają moje własne podsumowania, które oczywiście nie są jakieś profesjonalne :)

      1. Ok, głupotę palnąłem trochę ;) W nocy z 23/24 na pewno było powyżej 0, ale już za dnia się to zmieniło, przed pasterką było około -2, może własnie t.min miało wynieść -2?

  9. Usłonecznienie w grudniu (w moim rankingu najpaskudniejszy miesiąc od wielu lat /deszcz, wiatr, chmury/ – pocieszam się tym, że już gorszej pogody być nie może więc będzie już tylko lepiej). Podejrzewam, że w wielu miastach usłonecznienie nie osiągnęło nawet 30% normy:

    Kasprowy Wierch: 51,2 godz.
    Hel: 25,2 godz.
    Wrocław: 24,8 godz.
    Śnieżka 21,8 godz.
    Łódź: 21,2 godz.
    Poznań: 15,5 godz.
    Warszawa: 14,8 godz.
    Zielona Góra: 13,8 godz.
    Szczecin: 13,5 godz.
    Suwałki: 8,6 godz.

    1. z tego co pamiętam w rejonie Gdańska 24 h to średnia wieloletnia, więc ten rok taki średniawy, przynajmniej tu, na wybrzeżu.

      1. Do tej pory było tak, że ciepły grudzień zwykle był pogodny, a zimny – pochmurny. W latach 2006, 2013, 2015 mieliśmy bardzo mało lub żadnej zimy w grudniu ale za to było sporo “październikowych” dni z temperaturą 10-15 stopni i duża ilością słońca. W grudniu 2013 było aż 13 dni z co najmniej 50% usłonecznienia + 6 takich z co najmniej 2,5 godz. W latach 2005, 2007, 2009, 2010 i 2012 słońca w grudniu za wiele nie było ale było sporo zimy, dni ze sporą pokrywą śnieżną przeważały nad tymi odwilżowymi, w przypadku 2010 śnieg leżał przez cały miesiąc.

        Pierwszą odmianą od tego trendu był grudzień 2017 – ciepły ale pochmurny, tylko 35h słońca i bardzo mało zimy. Grudzień 2018 to taki 2017 na sterydach – słońca jeszcze mniej (od 9.12 zasadniczo żadnego słońca nie było), zimy podobnie mało co w 2017 a na dokładkę bardzo dużo opadów deszczu (2017 był dość suchy, nie było dużo typowej wilgotnej słoty). Niektórzy wspomną jeszcze grudzień 2014, ten akurat u mnie był dość pogodny, kilka mroźnych i słonecznych dni pod koniec wyrobiło normę i nawet ją lekko przekroczyło.

        Po prostu ten miesiąc połączył brak śniegu z brakiem słońca, najciemniejszy i najsmętniejszy typ pogody jaki jest możliwy w naszym klimacie. W grudniu 2013 czy 2015 raczej nikt nie płakał z powodu braku zimy jak miał za oknem +12 i bezchmurne niebo ale w tym roku wygląda to zgoła inaczej. Ciepły miesiac a nawet porządnego ocieplenia nie było, maks temperatura osiągnęła tylko 8 stopni.

    1. Byłem niedawno na Westerplatte, fale robią wrażenie. Pewnie w okolicach Sobieszewa są jeszcze wyższe. Poza tym poziom wody w Martwej Wiśle był bardzo wysoki, na oko brakowało 0,5 m aby woda się przelała na tereny portu.
      A to przecież nie jest żaden sztorm stulecia…

    2. Cofka była też na początku listopada 2006, co świadczy o tym, że musiała być wtedy podobna sytuacja baryczna co obecnie.

    1. Nie przesadzają trochę?
      Media jak zwykle wszystko wyolbrzymiają. Zwłaszcza te dzisiejsze teksty: “to nie żarty. Zima uderzy w Polskę”
      No tak, bo kilka centymetrów śniegu w styczniu to normalnie jakiś armagedon. Niech sobie przypomną styczeń 2010 czy luty 2009.

  10. Tak sobie patrzę na radar z ostatnich 12 godzin i mam pytanie do ekspertów – czy w rejonie Pomorza Gdańskiego nie mamy właśnie efektu jeziora?

    1. @Ash

      Efekt Wielkich Jezior?

      Ale tej nazwy używa się mówiąc o śniegu, a tutaj pada deszcz. Chodzi o to, ze przy silnym mrozie niezamarznięte jeziora powodują bardzo dużą jak na mróz zawartość pary wodnej zamieniającej się w śnieg i stąd obfite opady na brzegu.

      Teraz nie mamy silnego mrozu. A widać dość typowe zintensyfikowanie się konwekcji nad lądem. Efekt raczej letni niż zimowy mimo niskiej temperatury.

      1. Na Meteo Pomorze twierdzą, że to efekt morza. No i na Kaszubach spadło miejscami co najmniej 20 cm śniegu. A ja się nie znam, dlatego pytam.

        1. Tak, mamy efekt ciepłego morza, które o tej porze ma 3-6 st. C, podczas kiedy ląd od jutra będzie miał poniżej zera. W takiej sytuacji, w tylnej części niżu, po przejściu frontu chłodnego, przy silnej adwekcji chłodu rozwija się… konwekcja. Powietrze pochodzenia arktycznego łapie wilgoć nad ciepłym Bałtykiem, tworzą się cumulusy, które wg definicji z “Atlasu Chmur” są tak naprawdę CB – osiągają izotermę -20, a więc wierzchołki mają zlodzone. Sypie z nich śniegiem niemiłosiernie, by po 15 minutach widzialność poprawiła się do >50 km. Dodatkowo w okresie chłodnym na Wybrzeżu burze nie są niczym nadzwyczajnym. Efekt wpływu morza sięga do linii najwyższych wzgórz na Pomorzu, w Dol. Wisły trochę dalej – gdzieś w okolice Swiecia, sporadycznie dalej.

        2. @Ash

          Wygląda na to, ze na tym efekcie i oni się nie znają. Te ilości opadu nie są szczególnie wysokie i nie wymagają jakichś szczególnych mechanizmów. A nad samym morzem mieliśmy cały dzień deszcz. Dopiero po zmroku spadło trochę śniegu.

          1. Arctic Haze – proponuję prześledzić diagramy termodynamiczne z Łeby w takich sytuacjach. A jak masz czas i chęci – liczbę obserwacji z burzami w okresie grudzień – marzec z ostatnich 10-20 lat z polskich stacji synoptycznych. Zakład, ze wygra Koszalin? Piszesz o “porządnym mrozie” – oczywiście. Z moich obserwacji wynika, że najsilniejszy efekt występuje, gdy izoterma -20 st jest poniżej 3200 m.

          2. Liczba dni z burzą w Koszalinie nie jest znacząco różna od liczby dni zburzą w Gorzowie w okresie grudzień-marzec. W latach 1966-2018 (do listopada) było ich więcej w Gorzowie:

            Gorzów: 30
            Koszalin: 28

            A już w ogole to w Katowicach na przykład (78). W związku z powyższym mam radę: nie zakładaj się nigdy.

          3. @ Adminie,
            nie wiem, skąd masz te dane, ale pisałem kiedyś pracę na ten temat w czasach, kiedy przeglądało się dzienniki obserwacji, a nie klikało w necie. Wyniki były zupełnie inne, niż podajesz. Skąd masz te dane i czy jesteś pewien, że Twoje źródło uwzględnia zjawiska 17 i 29 z SYNOPa?

          4. Dane pochodzą z Centralnej Bazy Danych Historycznych IMGW. Dokładniej są to dni, w których obserwator kodował czas trwania burzy > 0 m.

      2. Ta zawartość pary wodnej zaczerpnięta z niezamarzniętej części akwenu ma moim zdaniem mniejsze znaczenie niż impuls do konwekcji
        To tak jak “przegrzanie gruntu” u nas w porze letniej najważniejsza jest gotowość – stratyfikacja pionowa atmosfery. Mamy powyżej 0C przy wodzie , jak zamarznie jest prawie tyle co na 2 m nad lądem. Same ilości udziału wody wyparowanej ze zbiornika biorącego udział w “Efekt Wielkich Jezior” do ilości ekwiwalentu wodnego w pokrywie śnieżnej w pasie tego efektu są grubo poniżej 50 proc. Ale to tylko moje przemyślenia i wyczucie , może są jakieś badania na ten temat?

        1. @Tytus

          W warunkach takich jak teraz to rzeczywiście bez znaczenia. Przy -20 C, nad niezamarzniętą wodą to ma fundamentalne znaczenie. Dlatego sądzę, że mylisz się co do tych 50%. To jest raczej 99,9%. Śnieg się tam produkuje na bieżąco tuż nad lustrem wody [1]. Dlatego właśnie nie zgadzam się, że można tu stosować nazwę “efekt jeziora”, bez tej produkcji śniegu nad wodą.

          [1] Jest to wynikiem silnego przesycenia parą wodna powietrza nad lustrem wody. Z kolei zamarzanie tej pary wodnej (fachowo resublimacja) tworzy “miejsce” dla parowania. Jest to bardzo efektywny proces produkcji śniegu, stąd te zaspy pięciometrowe na południe od Wielkich Jezior.

          1. A weźmy wygooglujmy “parowanie z powierzchni lustra wody ”
            weźmy Wielkie Jeziora , ich wymiar, warunki i czas przepływu nad nimi w okresie powiedzmy doby a potem ilości śniegu spadłe w 24 godz . Tylko z grubsza szacując… Coś tu nie teges z bilansem masy wody.

          2. @Tytus

            Co do parowania z powierzchni wody to chyba wiesz, ze jest ono proporcjonalne do prędkości wiatru i różnicy 100%-rh nad powierzchnią wody. Dlatego silny wiatr i te “rolki” osuwające parę wodną znad wody i zamieniające je w śnieg to idealna maszyna do produkcji tegoż. Strumienie ciepła (łącznie wyczuwalnego i utajonego) z wody do atmosfery może osiągać 1000 W/m2 (znowu cytuję encyklopedię). Niestety nie podają jak to się dzieli na oba, bo z tego byśmy mieli wielkość parowania.

          3. PS. Czytam hasło “Lake-Effect Storms” w Encyclopedia of Atmospheric Sciences – 2nd Edition (Elsevier, 2015). Ta produkcja śniegu odbywa się w komórkach konwekcyjnych w kształcie rolki (cylindra), o głównej osi wzdłuż kierunku wiatru. Komórki te mają szerokość 2-5 km i wysokość 0,5-2 km, a długość nawet 200 km. Ilość śniegu produkowanego jest proporcjonalna do tego jak długo taka rolka jest nad wodą (słyszysz, Tytusie?).

            I jeszcze jedna ważna informacja. Do powstania takich struktur potrzeba co najmniej 8 K różnicy temperatury między wodą a powietrzem (zimny wiatr nad ciepłą wodą). A ten warunek nie był wczoraj na pewno spełniony nad Bałtykiem.

          4. słyszę, słyszę :-) właśnie miałem pytać o wysokość komórek
            po to jesteśmy by się edukować

          5. na sat24 teraz widać głębokość konwekcji ( po jasności chmur )
            Bałtyku i Morza Północnego. ni tu ni tam nie widać cudu w postaci podręcznikowego lake-effect

    1. przepraszam, artykułu nie zrobię (to raczej będzie wyglądało na subiektywne stwierdzenia/opinie), ale można dostrzec, że ten człowiek opiera swój poglądy co do pogody w PL w tym roku na skrajnościach (nie jestem pewien, jak będzie wyglądał styczeń i luty w Polsce, ale wizja tych 2 miesięcy jest przerażająca- w okresie ocieplenia śnieżyce? 0 prawdziwej odwilży? nawet na początku 2006 czy na początku 2010 coś się działo pod koniec lutego i znalazło się chociaż parę dni z temp. maks. przez 0 C w międzyczasie i u mnie, w Krakowie na szczęście na krótko pokrywy przekraczały wtedy 30 cm, przeważnie to był poziom 10-20 cm)- na pewno co do marca z tymi +20 C to ściema- takie marce jak np. 2017 są anomalnie/ekstremalnie ciepłe i nie liczę na powtórkę w tym roku (poza tym to byłby straszny syf, jeśli taki marzec miałby być po skrajnie zimowym styczniu czy lutym- w takich warunkach już wolałbym piździcę z temp. maks. +10 C- zwłaszcza, że marzec jest miesiącem przejściowym z zimy do wiosny, to nie powinien być “ładny”, tu pałeczka raczej powinna przypaść na kwiecień i maj)- tak samo nie chce mi się wierzyć, że po nim w kwietniu przyjdzie epizod zimowy- co by to oznaczało? marzec cieplejszy od kwietnia? to raczej mało możliwy scenariusz (sytuacja podobna do tej w 2017 r.- tylko, że u mnie styczeń i luty były łagodne co do śniegu (w styczniu maks. 10 cm, w lutym przeważnie 0, góra 2-3 cm w pierwszych dniach)+ styczeń 2017 zimny, ale luty 2017 już ciepły)+co rzuca mi się w oczy, to skrajne i nieprzyjemne lato- fale ciepła w lipcu na poziomie 40 C- widać na pierwszy rzut oka, że coś tu nie gra i w dodatku pełno opadów- jakby ich naprawdę wszędzie tak mało było (rok 2018 niby przyniósł suszę (wierzę, że tak było na zachodzie kraju), a w reszcie Polski z opadami było prawie w granicach normy- można co najwyżej mówić o mniejszych/większych niedoborach); ta osoba przeanalizowała sobie statystyki najbardziej parszywych miesięcy w historii (poza marcem i wrześniem)- pewnie wybrała sobie fuzję zimowych i letnich miesięcy 2006/2010 i na ich podstawie stworzyła sobie koncepcję takiego roku- jak dla mnie tragedia, no ale taki już klimat Polski jest- raz fajny, łagodny, przyjemny co do ciepła, a raz badziewny i opierający się na skrajnościach temperaturowych+opadowych, jak obecna prognoza p. M. Rabczewskiej- że w czerwcu mogłoby wystąpić zagrożenie powodziami (co do temperatur, jak dla mnie co innego 25-28 C w kwietniu, a co innego 40 C w lipcu- oczywiście 2 przypadki są skrajne, ale w pierwszym z nich jest przynajmniej przyjemne ciepło, przeważnie dużo słońca (ryzyko burzą wtedy może jest, ale na pewno nie aż takie jak przy >=+30 C) i taka temp. zachęca do wyjścia z domu i uprawiania sportów (myślę, że większość osób było zadowolonych z obecnej wiosny- poza oczywiście rolnikami, bo brakowało opadów), a drugi to koszmar- trzeba korzystać z wiatraków, nosić przewiewne ubrania- zmieniać długie spodnie na szorty, choć to i tak niewiele pomaga (jak się ubrać w niedzielę do kościoła?), kąpiele też nie pomagają, bo pot wydziela się cały czas- obłęd); na razie liczę na to, że styczeń i luty nie przyniosą wielkich zasp śnieżnych odcinających od świata, bo 10-15 cm mogę jeszcze “na luzie” jako Krakus przyjąć i że oprócz większych mrozów znajdzie się miejsce na temp. dodatnie- wiem, że jestem parszywym ciepłolubem, ale nie lubię “mocnych” zim, a pewnie taka będzie- straciłem nadzieję na jakikolwiek ruch “Atlantyku” w naszą stronę :'(

  11. Ja jeszcze pod kątem podsumowania roku 2018.Patrząc na moje dane,można śmiało wyciągnąć wnioski z większością tez o postępującym ociepleniu się klimatu w Polsce.U mnie co prawda nie był to najcieplejszy rok,bo najcieplejszym był 2014 ze średnią 9,7 st,ale średnia 2018 (9,1 st),plasuje go na 2gim miejscu.Ale oprócz temp.ten rok zapisał się u mnie z najmniejszą liczbą opadów 688 mm.Średnia u mnie to 850 mm.Jak i z największą liczbą słonecznych godz.1925 h,co mogło by wskazywać że klimat przesuwa się w stronę południa kontynentu.Rekordowy miesiąc był to kwiecień.nie było rekordowej temp.max.31 st.zanotowana 10 sierpnia,a najniższa,co ciekawe -22,8 st.2 go marca.Padł jeszcze jeden rekord max.temp listopada 20,8 st .Jednak patrząc od strony ogrodniczo-rolniczej tam gdzie nie było zbyt sucho zbiory owoców i warzyw były bardzo udane,a jakość np.winogron z którego zrobiłem wino wręcz jak z południa Europy,podobnie innych owoców miękkich.Jaki będzie obecny rok zobaczymy oby tylko nie okazał się jeszcze bardziej suchy od 2018,bo przy wyższych temp.mogą być problemy,z niedoborem wody,co według mnie będzie największym problemem w przyszłości jeżeli klimat nadal będzie się ocieplał.

  12. Czy portal,, zmiany na ziemi”jest wiarygodny? Jeśli tak-polecam artykuł na temat nagłego ocieplenia stratosfery, i proszę admina, by sam też coś napisał, o ile jest w stanie.
    W każdym bądź razie polecam stronę:
    https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/nagle-ocieplenie-stratosfery-wywolalo-przesuniecie–wiru-polarnego-w-kierunku-europy
    Mowa w artykule o tym, że pogodowe szaleństwo zaczyna już docierać do troposfery(niektórzy nie wierzyli, że może to być tak szybko-pytanie więc czy portal,, zmiany na ziemi”jest wiarygodny?).
    Mówi się w nim o tym, że w ciągu najbliższych 3 tygodni Europa znajdzie się pod wpływem znacznie chłodniejszych mas powietrza.
    Na końcu zaś mowa o tym, że eksperci obawiają się, że w takich warunkach jak obecnie(chyba chodzi o to, że przy takim SSW jak obecne-przesunięcie wiru polarnego) istnieje duże prawdopodobieństwo blokowania się układów niskiego ciśnienia, co może skutkować pozostawaniem mrozu, na danym obszarze, w bardzo długim okresie czasu.
    Mam nadzieję, że kogoś zainteresuje wypowiedź niedoskonałego, prostego człowieka. Pozdrawiam serdecznie, i życzę wszystkim powodzenia, w Nowym 2019 Roku.

    1. Nie. Zmiany na ziemi to raczej “Omamy na ziemi”. Bardzo lubią newsy o katastrofalnym czymś, zimie stulecia, upałach stulecia itp. i zwykle nie sprawdzają swoich źródeł.
      Zejście efektów SSW do warstw przyziemnych to kwestia 4-5 tygodni. To co obserwujemy teraz to po prostu zima, mały wyż nad Europą.
      ZnZ już wcześniej się popisywało, na przykład w połowie października pisali o tym, że miesiąc będzie rekordowo ciepły, co się nie sprawdziło:
      https://meteomodel.pl/BLOG/pazdziernik-nie-bedzie-rekordowo-cieply/

      W dodatku mam wrażenie “prosty człowieku” że Arctic Haze ci dwa razy o tym pisał, bo już tu o to pytałeś. Skoro dwa razy ZnZ źle napisali o tym samym, to czemu mają dobrze napisać za trzecim razem?

    2. Tu też o tym wspominają:
      https://dobrapogoda24.pl/artykul/zima-styczen-prognoza-ocieplenie-stratosferyczne
      Jednak, jeżeli już, to kwestia samej końcówki stycznia i głównie lutego.
      Poza tym, choć ZWIĘKSZA to (nieco) PRAWDOPODOBIEŃSTWO wyraźniejszej zimy w dalszej jej części, to i zarazem NIE MUSI mieć to jednoznacznego przełożenia na pogodę w Europie. To się dopiero okaże.

      Na razie z grubsza ‘normalna’ zima, z temperaturami przeważnie -10/+5°C – z dość klasycznym podziałem na cieplejszy W (i wybrzeże) oraz chłodniejszy E (i tereny bliżej gór). Okresowo rozpogodzenia, okresowo opady śniegu – choć im bardziej na W/NW tym częściej także deszczu (np. w sobotę). Czyli nie będzie już tak mało zimowo jak np. w ostatnich dniach grudnia, ale i zarazem (jeszcze) bez skrajności w kierunku śnieżno-mroźnym – no może z wyjątkiem gór, gdzie śniegu w wielu miejscach już więcej niż “po pas”.

      Dodajmy jeszcze, że przyczyną zmian jest ponowne spowolnienie cyrkulacji strefowej (z W) oraz meandrowanie prądu strumieniowego, z niżami coraz częściej typu “nurkującego” (z NW/N na SE/S) oraz tworzącymi się między nimi układami/klinami wyżowymi – które o tej porze roku nad lądem wiadomo, że sprzyjają schładzaniu się powietrza (nawet jak tworzą się nad obszarem europejskim).

  13. Prognozy nawet nawet na tą 1 dekadę stycznia. W sobotę jakaś słaba odwilż ale nie wiadomo czy ona się w ogóle uda bo na UM widze że ma być zero i naprawdę duży opad śniegu. A na trzech kroli solidny mróz -7 za dnia. Czy tam na poniedziałek, nieistotne. W każdym razie zima się ma umacniać a nie wycofywać. Choć nadal bardzo mało słońca, na pogodny dzień szans nie ma, dobrze będzie jak choć na 2-3 godziny się te chmurska rozerwą.

    1. Już lepiej przeżyć tę zimę teraz niż w marcu, naprawdę ;) u mnie sypie śnieg od kilkunastu godzin, ale jest wywiewany przez wiatr przez co tak naprawdę nie ma go dużo, bo w niektórych miejscach widać prześwitującą trawę… co do temperatury to dzisiaj o poranku -5, a jeszcze dwie doby temu było +5.

  14. A ja mam marzenie(życzenie) na 2019 rok następujące. Zima w styczniu i lutym, w marcu początek wiosny, od kwietnia do listopada powtórka z roku 2018 za wyjątkiem może tych Indochin z lipca. Tak klimat biorę w ciemno.

  15. Wreszcie przyszła normalna zima, przynajmniej tam gdzie mieszkam. Jest to pogoda, którą pamiętam że bardzo lubi RadomirW zimą. Czyli zimny front atmosferyczny z intensywnymi opadami śniegu (najpierw w postaci granulek, a potem płatków), za którym napływa arktyczne powietrze z rozpogodzeniami (których jest więcej niż przy aktywnej strefówce) spowodowanymi rozbudową wyżu brytyjskiego w naszą stronę. W ciągu dnia ma być dziś -1 stopnia mrozu, przy czym śnieg upiększa krajobrazy, więc to jest zdecydowanie moja ulubiona wersja zimy, bez silnych mrozów czy zazwyczaj ponurych odwilży.

    1. To prawda. Bardzo lubię ten typ pogody i rozkład baryczny w środku zimy. Wczoraj efekt opadowy zepsuł jedynie zbyt silny wiatr, który sprawił że zamiast jednolitej, ułożonej warstwy śniegu u mnie w Otwocku są miejsca w których śniegu nie ma zbyt dużo a obok takie gdzie leży w formie lekko zaspowej. I póki co nie leży tego śniegu też zbyt wiele – jednak liczyłem na uformowanie się wyższej pokrywy śnieżnej. Zapowiada się jednak, że w nocy z piątku na sobotę ten defekt zostanie poprawiony. Mam nadzieję, że ten rodzaj cyrkulacji i zimowej aury potrwa co najmniej 2-3 tygodnie, ale liczę później też na zimę. Już dawno nie mieliśmy zimy trwającej w sumie 2-3 miesiące kalendarzowe a biorąc pod uwagę średnie normy zalegania pokrywy śnieżnej na nizinach (nawet z uwzględnieniem ocieplania się klimatu) to po ostatnich bardzo skąpych śniegowo latach, teraz kilka powinno być z śniegiem zalegającym sporo powyżej normy. I oby tak było w tym roku.

  16. Warszawa jedynie przycukrzona, a miejscami wręcz zupełnie bez śniegu. Póki co opady były nieznaczne i jeszcze przeważnie na lekkim plusie, przy dodatniej temperaturze także gruntu oraz silniejszym wietrze. W takich okolicznościach jak ostatnio położenie w Kotlinie Warszawskiej oraz wpływ MWC nie jest bez znaczenia. Dopiero w nocy chwycił wyraźniejszy mróz, ale za to przestało padać. Im dalej poza aglomerację warszawską tym pokrywa coraz większa – właściwie we wszystkich kierunkach, zwłaszcza na E i S.

    Natomiast pozostałości po opadach deszczu i topiącego się śniegu “zmroziło”, a przy tym czwartkowy poranek jest tu zupełnie pogodny. Tak dużo pogodnego nieba nie mieliśmy tu w żadnym z ostatnich cieplejszych dni. Częściowo pogodnie będzie zarówno dzisiaj, jak i jutro – w “towarzystwie” ponownie całodobowego mrozu, który po raz ostatni mieliśmy dnia 20.12.

    A z piątku na sobotę (04/05.01) spodziewana kolejna strefa opadowa, która powinna już i tu przynieść pokrywę śnieżną. W ogóle śniegu dosypie w wielu miejscach Polski S/C/E, za to na najcieplejszym W/NW – gdzie najbardziej zaznaczy się odwilż – będzie padał już głównie deszcz. A potem ponowne ochłodzenie utrwalające pokrywę śnieżną lub “mrożące” wodę po opadach deszczu lub topiącego się śniegu (w zależności od regionu).

    Póki co w zakresie wiarygodnych prognoz nie widać ani “syberyjskich” klimatów, ani głębokiej i trwalszej odwilży – jak np. między Świętami BN a Nowym Rokiem. To co najbardziej imponuje to bardzo duża ilość śniegu w górach, nie tylko tych najwyższych. Jak widać potrzeba naprawdę głębokich i trwalszych odwilży, zwłaszcza z efektem fenowym, abyśmy zimą nie było śniegu także w górach (lub było go mało). A tych, pomimo cieplejszego grudnia, od II połowy listopada tak naprawdę nie mieliśmy.

    Różnice między różnymi regionami pokazują jak często o jednoznaczną ocenę warunków pogodowych w skali całego kraju – zwłaszcza w naszym przejściowym klimacie. Mimo wszystko teraz częściej to aura późnojesienna będzie wyjątkiem, a zimowa regułą (inaczej niż w 3. dekadzie grudnia).

    1. To prawda tak bezchmurnego nieba w Warszawie nie widziałem od początku grudnia. Zobaczymy czy cały dzień taki będzie. Dla mnie jednak słońce jest podstawą a nie temperatura o każdej porze roku nawet jak jest 0-5 stopni. Co prawda słoneczny dzień przy zimowej aurze jest jeszcze fajniejszy niemniej sam fakt słonecznego dnia już znacznie poprawia nastrój. Gdybym miał się przeprowadzać do wg mnie krajów/regionów z najgorszym klimatem ( oprócz oczywiście niezamieszkanej poza stacjami badawczymi Antarktydy) Islandii, Wysp Owczych a nawet Irlandii z Polski to trudno było się dostosować. Najgorszy klimat mają na Wyspach Owczych tam po prostu nie ma właściwie lata ani zimy, przez 3/4 roku jest pochmurno i mokro a do tego wieje. Zakres temperatur waha się między 0 zimą w dzień a 15 stopni. Całodobowy mróz jest tam wyjątkiem podobnie jak temperatury powyżej 20 stopni. Na Islandii jest niewiele lepiej, ale tam chociaż zdarza się prawdziwa zima z mrozami nawet poniżej -15 stopni w nocy i ok -10 w dzień choć wyjątkowo rzadko, ale jednak. Lata tam też oczywiście za bardzo tam nie ma. Na 3-cim miejscu bym postawił Irlandię tam zima w prawdziwym wydaniu występuje skrajnie rzadko a lato z prawdziwego zdarzenia też niewiele częściej wstępuje ale oczywiście temperatury są wyższe niż na Islandii czy w Irlandii. Oba 2 kraje oraz Wyspy Owcze mają dodatkowo bardzo podobny klimat na całym terytorium. Zawsze jak mamy pochmurne dni szczególnie między listopadem a lutym to tak można się pocieszać

  17. Zmieniając trochę temat: Przeglądałem sobie historyczne dane z różnych miejscowości w Polsce i uważam za wręcz kompromitujące dla IMGW że w takim dużym i ważnym mieście jak Gdańsk nie ma stacji która by monitorowała parametry pogodowe ciągle od 1951 roku jak większość dużych miast. Jest chociażby Koszalin które ma ciągłe dane też duże miasto na północy Polski ale z mniejszą rangą niż Gdańsk. Taką stacją mógłby być Gdańsk-Rębiechowo ale tam dane są przerywane.

      1. Gdzie jak gdzie ale tak duże miasto jak Gdańsk powinno mieć stację synoptyczną I rzędu. Jest to tak naprawdę jedyne wielkie miasto które nie ma takiej stacji. Ale nie chcę się już bardzo czepiać bo to jest wyjątek

        1. Ale po co??? Nie wiem, na jakiej podstawie twierdzisz, że brak stacji w Gdańsku (co jest nieprawdą – nawet nie zajrzałeś w podany link) to “kompromitacja”. Do zadań realizowanych przez IMGW-PIB nie jest ona potrzebna.

        2. I jeszcze jedno: “to tak naprawdę jedyne wielkie miasto które nie ma takiej stacji” – jedynym takim miastem jest Łódź. Gdańsk ma i zawsze miał, aczkolwiek co najmniej w 4 różnych lokalizacjach. Obecnie jest to Świbno, stacja 12155. Ostatnie przeniesienie z Portu Północnego (12140) było niezależne od IMGW.

          1. W Łodzi mam dane historyczne dot. np. temperatur https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=351190465&par=tm&max_empty=2&NVQLfyFwhsUz=nfSQqxMzls83&D-RiyvbWYxGKJ=VK5mfcA0u.ly8&SvbfpkdITyPlOrtJ=AhRPXrE0%5BiLtNJ6y&gaQFyBvwTfeUXIV=S8Uy_%5DC0iIxFE%5Bc&NVQLfyFwhsUz=nfSQqxMzls83&D-RiyvbWYxGKJ=VK5mfcA0u.ly8&SvbfpkdITyPlOrtJ=AhRPXrE0%5BiLtNJ6y&gaQFyBvwTfeUXIV=S8Uy_%5DC0iIxFE%5Bc a z Gdańska takich danych nie ma. Co z tego że są dane z 5 różnych stacji skoro nie są dane ciągłe. Nie mieszkam w Gdańsku, ale uważam że powinna zostać tam wybrana chociaż jedna reprezentatywna lokalizacja z danymi od 1951 roku, reszta opcjonalnie jak w innych większych miastach

          2. @Anonimie – to, że na ogimet są tylko synopy z terminów głównych z Gdańska, to z pewnością wina i kompromitacja IMGW!!! No niech tak będzie. Za to mogę Cię zapewnić że NIGDZIE nie znajdziesz synopów z Łodzi, bo tam nie ma stacji meteorologicznej, a dane, które widzisz w tabeli, pochodzą z posterunku klimatycznego, podobnie jak dane kilkuset innych lokalizacji na tej stronie. Stacji jest tylko 63.
            http://old.imgw.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=48&Itemid=368

    1. Rębiechowo nie jest zbyt reprezentatywne dla Gdańska. De facto ma klimat Kaszub, a nie miejscowości nadmorskiej.

    2. @anonim

      Jest to gorzej niż skandal, zważywszy, ze Gdańsk to miasto Fahrenheita i zepsuto potencjalnie jedną z najdłuższych serii pomiarowych. A Rębiechowo się do niczego nie nadaje, jak już pisał @Janek. Ta stacja, położona chyba 140 m nad poziomem morza, jest ona cieplejsza o stopień ze względu na pionowy gradient i w zależności od pory roku cieplejsza lub chłodniejsza o parę stopni niż okolice brzegu morza ze względu na brak wpływu tegoż (latem cieplejsza, zimą zimniejsza). W sumie inny świat niż miejsca gdzie mierzono w Gdańsku temperatury przez kilkaset lat.

      EDIT: Poprawiłem wymieniając Heweliusza na Fahrenheita. Gdańsk jest miastem obu ale od temperatury to bardziej Fahrenheit (chociaż i Heweliusz chyba prowadził jej pomiary).

      1. “Setki lat”?? – Napiszesz coś bliżej? A przy okazji Fahrenheita – od kiedy w meteorologii używa się stopni K? To tak w kwestii innych Twoich wpisów.

        1. @Arek

          Takie mam wrażenie, że piszesz w stylu “Złapałem profesora na nieprawdzie!”. A figę. Jeśli ja coś piszę to zwykle wiem co piszę.

          Po pierwsze dr Filipiak i prof. Miętus z UG od dawna uważają, że da się zrobić homogeniczną serię danych dla Gdańska od 1739 roku:
          https://link.springer.com/chapter/10.1007%2F978-90-481-3167-9_12

          Czyli byłaby to jedna z najdłuższych serii pomiarowych, w rejonie Bałtyku chyba tylko Uppsala jest dłuższa.

          Po drugie kelwiny (K) są oficjalną jednostka temperatury i powinny być używane gdzie tylko się da (jest to norma ISO 80000 obowiązująca także w Polsce). A w meteorologii da się w nich podawać wszystkie różnice i anomalie temperatur, gdyż liczbowo są one identyczne z różnicami i anomaliami podawanymi w stopniach Celsjusza. Co to w ogóle za argument “od kiedy w meteorologii używa się” czegoś co jest normą w nauce od 50 lat?

          Zobaczmy sobie co WMO (Światowa Organizacja nomen omen Meteorologiczna) pisze o jednostkach temperatury:

          2.1.2 Units and scales
          The thermodynamic temperature (T), with units of kelvin (K), (also defined as “kelvin temperature”), is the basic temperature. The kelvin is the fraction 1/273.16 of the thermodynamic temperature of the triple point of water. The temperature (t), in degrees Celsius (or “Celsius temperature”) defined by equation 2.1, is used for most meteorological purposes (from the ice-point secondary reference in Table 2 in the annex):
          t/°C = T/K – 273.15 (2.1)
          A temperature difference of one degree Celsius (°C) unit is equal to one kelvin (K) unit. Note that the unit K is used without the degree symbol.

          Czyli stopnie Celsjusza można używać ale oficjalną jednostką fizyczną jest K. I różnice w obu jednostkach są identyczne (o czym już pisałem).

          I jak to WMO definiuje jednostki temperatur we własnych bazach danych:
          https://www.wmo-sat.info/oscar/variables

          Tak tak, tylko i wyłącznie K. Jak się ściąga dane np. z reanaliz to też są w K i trzeba odejmować wyżej wspomniane 273,15 aby uzyskać tak umiłowaną przez meteorologów nieoficjalną jednostkę.

          Nasz @Admin tez używa K do anomalii ale niekonsekwentnie – częściej do anomalii globalnych niż krajowych co też pokazuje że zaściankowość w tej kwestii jest większa u nas niż międzynarodowej nauce.

          Przykład:
          https://meteomodel.pl/BLOG/marzec-i-co-dalej-anomalie-globalne/
          (anomalie globalne i prognozy NINO3.4 w K, a reszta w °C).

          Ogólnie częściej używamy K w tekstach naukowych niż popularnych ale i tu czasem warto, choćby dla przypomnienia co jest właściwie prawdziwą jednostką fizyczną!

          1. Dodam jeszcze, ze w dalszej części tego rozdziału manuału WMO o pomiarach temperatury widać świetnie zasadę, o której pisałem: gdzie można używać K, należy używać K.

            Np. zakresy stosowalności różnych typów termometrów podają w °C, np. -30 do 40. Ale już dokładność tego samego przyrządu podana jest jako 0.2 K 😀

          2. Admin trochę zrezygnował z K, bo miał dość odpowiadania na pytania dlaczego K ;)
            Co do rekonstrukcji gdańskiej – nie wiesz może jakie są postępy? Bo czekam już dość długo ;)

          3. @Admin

            Miętus za każdym razem mówi, że pracują nad tym. Nic więcej nie wiem 🤔

            A Ty zdecyduj czy @Arek już dojrzał do skasowania komentarza bo ja mogę być stronniczy.

          4. “Jeśli ja coś piszę to zwykle wiem co piszę” – mam poważne wątpliwości. Zasypywanie linkami i przytaczanie definicji na mnie nie działa, jeśli nie jest odpowiedzią na pytanie! O ile umiem czytać, to informacje pod linkiem odnośnie pomiarów w Gdańsku dotyczą ciśnienia, nie temperatury (o czym pisałeś) ani nie mówią o tym, że pomiary wykonywano w jednym miejscu. Ani nie zauważyłem żadnej informacji o “ciągłości przez setki lat”. Co do Kelvina – definicja definicją, ale pytanie było jasne i konkretne, fakt, z gatunku retorycznych – bo nikt nie używa, tak jak w lotnictwie mało kto używa metrów do określania podstawy chmur, a ruch jest wręcz w kierunku przeciwnym do ustaleń i definicji (m.in. Polska). I co z tego, że jednostka taka sama – kogoś, kto ma do czynienia z meteorologią, widok “K” po prostu razi.

          5. Głupoty gadasz – Filipiak istotnie próbuje zrekonstruować gdańską serię od 1739, wiem to z pierwszej ręki. Po drugie, nikt tu nie pisze temperatury w Kelwinach pisząc: dziś we Wrocławiu było +273K. Kelwinów używamy raczej do opisywania anomalii i jest to jak najbardziej poprawne. Jeżeli kogoś to razi, to może powinien przestać mieć do czynienia z meteorologią.

            Co do pomiarów w Gdańsku:
            https://www.geo.uj.edu.pl/publikacje.php?pdf=000114_39&notka=SmFudXN6IEZpbGlwaWFrIDIwMDcgT2JzZXJ3YWNqZSBpIHBvbWlhcnkgb3BhZG99dyBhdG1vc2Zlcnljem55Y2ggdyBHZGFufXNrdSB3IFhWSUlJIHdpZWt1

          6. Widać niestety, ze jest to ktoś kto ma poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem.

            PS. Dowód wprost? Proszę bardzo. W konkluzjach artykułu, który rzekomo nie potwierdza tego, iż “dr Filipiak i prof. Miętus z UG od dawna uważają, że da się zrobić homogeniczną serię danych dla Gdańska od 1739 roku” napisane jest jak byk:

            “It seems to be possible to reconstruct climatic series of Gdańsk since 1739.”

            A autorami tego artykułu sprzed 10 lat są… Filipiak i Miętus 🤣

          7. @ Adminie – daj szansę przeczytać Arctic Haze ostatnie moje wpisy, a później lepiej skasuj, bo rzeczywiście to niewiele wnosi, nie przekonamy się wzajemnie i tylko będziemy zaśmiecać wątek.

          8. @Arctic Haze – “I sądzę, że juz co najmniej jedno Twoje konto zabanowałem i ten jad jest skutkiem tego” – pudło. Nawet nie wiedziałem, że masz taką możliwość. Ale jeśli masz – usuń tę niepotrzebną dyskusję. To nie żaden “jad”, tylko czepiłem się faktów i może sformułowań. Przejrzałem link załączony przez Admina i nie znalazłem tam informacji o “kilkusetletniej ciągłości”, ale jedynie o pomiarach w XVIII w. Nieistotne, jak dla mnie temat zamknięty, bo chyba nie o to chodziło Anonimowi, kiedy zadawał pytanie.

          9. No to oblałeś egzamin z czytania ze zrozumieniem, bo specjalnie napisałem bardzo ostrożne zdanie w 100% mające potwierdzenie w ich konkluzjach (tak jakbym zrobił cytując ich w prawdziwym artykule naukowym). Ja jakoś to znalazłem.

            Przy okazji, możesz tego nie widzieć ale homogeniczność jest warunkiem koniecznym aby seria była “klimatyczna”.

          10. Przejrzałem link załączony przez Admina i nie znalazłem tam informacji o “kilkusetletniej ciągłości”

            “Znalezione w archiwach BG PG trzy tomy rękopisów Hanowa prezentują natomiast kompletny materiał z okresu 1739-1772 (…) Wyniki pomiarów z lat 1752-1789 zawiera pisany łaciną manuskrypt J.E. Reinicka (…) Omówione zbiory stanowią tylko
            część zidentyfikowanych w trakcie badań materiałów, dających podstawę do rekonstrukcji unikatowych w tej części Europy serii elementów meteorologicznych.”

            Filipiak i Miętus pracują nad homogenizacją całej serii od 1739 do chwili obecnej. W tej chwili dysponujemy serią od 1850 r.

          11. I żeby nie być gołosłownym, zrzut z wykładu prof. Miętusa, gdzie ową serię już ma, tyle że homogeniczną od 1811.

        2. Z tego co ja znalazłem wynika, że pewna seria pomiarów jest ale poprzerywana. Gdańscy przyrodnicy Gottfried Reyger i Christian Hanov prowadzili obserwacje meteorologiczne od lat 20. XVIII wieku, potem w połowie tegoż wieku w obserwacje włączyło się towarzystwo przyrodnicze i publikowało wyniki do lat 70.. W 1804 zaczęto regularne, codzienne obserwacje i ta seria była już stale kontynuowana.
          http://www.academia.edu/17751224/Obserwacje_meteorologiczne_Gottfrieda_Reygera_w_Gda%C5%84sku_w_latach_1722_1769_i_ich_przydatno%C5%9B%C4%87_do_bada%C5%84_zmian_klimatu_Meteorological_observations_of_Gottfried_Reyger_in_Gda%C5%84sk_from_1722_to_1769_and_their_applicability_to_climate_change
          W dziurze między tymi latami temperatury mierzyło z przerwami kilku obserwatorów – Laurentius Eichhorn, Gottfried Minior, Raphael Skurke, Georg Fuellbach i Eilhard Reinick (którego zapiski zaginęły).
          https://www.gedanopedia.pl/?title=OBSERWACJE_METEOROLOGICZNE_I_STACJE_OBSERWACYJNE

  18. Nie do wiary. Dzisiaj po długim pochmurnym okresie wyjrzało wreście słońce i pojawiło się sporo rozpogodzeń. Na niebie są rozbudowane cumulusy i cumulonimbusy. Przy tych chmurach jest dynamiczna pogoda bo przynoszą opady pochodzenia konwekcyjnego a pomiędzy tymi opadami pojawiają się rozpogodzenia i przejaśnienia.
    Zimą przy stratusach i stratocumulusach przy bezwietrznej pogodzie jest znacznie mniejsza szansa na przejaśnienia niż przy chmurach kłębiastych.

  19. We Wrocławiu mamy (w mojej ocenie) najładniejszy dzień od 8 grudnia – w końcu spadł śnieg i nawet co jakiś czas zza chmur wychodzi słońce. Coś wspaniałego! Jasno i “bajkowo”. Mogłoby tak być do marca. Niestety w nocy pt/so wraca jesień…

  20. Grudziądz konkretnie zasypany, według danych pogodynki dzisiaj rano w mieście aż 24 centymetry śniegu ale na moje oko miejscami jest jeszcze więcej, co ciekawe w Toruniu, Bydgoszczy czy Olsztynie śniegu jest nawet dziesięć razy mniej. Tym samym najprawdopodobniej moje miasto jest w tej chwili jednym z najbardziej zaśnieżonych na nizinach polskich W nocy obserwowałem radary i widziałem wyraźnie że strefa opadów nasuwała się z nad morza wzdłuż doliny Wisły docierała do miasta a później opady się jakby rozmywały i dalej na południe już nie docierały co też sprawiło prawdopodobnie że w położonym dalej na południe Toruniu śniegu jest tak mało Czyżby to efekt jeziora ? Może bardziej doświadczeni tutaj forumowicze wypowiedzieliby się na ten temat

      1. Ja czekam aż Słońce zacznie grzać, bo na zewnątrz w ogóle nie czuć jego obecności nad horyzontem.

        1. Swoją drogą jak patrze na II połowę lutego 1990 a zwłaszcza na dni 21 i 25 lutego to nie mogę wyjść z podziwu, ciekawe kiedy się to powtórzy?

          1. Ostatnio przeglądałem także zimy z lat 1973-1975 (wujostwo na święta opowiadało mi jakie to mieli mroźne zimy za dzieciństwa to chciałem podkreślić, ze tak samo jak teraz bywało RÓŻNIE) i muszę przyznać ze także luty 1974 i styczeń 1975 zachwycają. A przynajmniej pewne okresy w nich (druga dekada w obu miesiącach) Ogółem okres dla mnie bardzo spoko bo zimy ciepłe a reszta roku blisko norm okresu 1981-2010. Do tego super usłonecznienie.
            Ale tam ja wybredny nie jestem i mi do pełni szczęścia wystarczy taka pogoda jak dokładnie przed rokiem (ogółem pierwszy tydzień 2018go) Bez przesady, nie musi być to tydzień lampy i codziennego 10+, w końcu mamy zimę…

          2. @kmroz
            Oczywiście ja też słyszałem nie raz takie opowieści. Co innego jak słyszę wspomnienia niesamowitych mrozów i śniegów od Babci, która pamięta zimę 1939/1940, a luty 1956 czy zima 1963 to już w ogóle czasy kiedy pracowała i wychowywała dzieci. Śmieszne jest jednak jak ludzie w wieku 30-50 lat rozpływają się nad zimami z dawnych lat powtarzając jak mantrę wspomnienia 30-stopniowych mrozów i mówią że np. moje pokolenie nie wie co to prawdziwa zima. A rzeczywistość jest taka, że jeśli taki ktoś nie urodził się w latach 60 czy wcześniej, to nie przeżył ani dużo większego mrozu ani dużo większej pokrywy śnieżnej niż ja.

          3. to prawda, na myśl mi przychodzą dwie zimy które nasi rodzice mogą tak żywnie wspominać:

            -zima 1978/9 – pełny artykuł na tym blogu dokładnie opisuje co się wtedy działo i faktycznie trudno znaleść podobny przykład po 2000 roku
            -zima 1986/7 – bardzo długa fala mrozów w styczniu 1987, jeden z najzimniejszych miesięcy w polskiej meteorologii. Podobny termicznie do stycznia 1940 czy 1963. Też nie było czegoś podobnego po 2000 roku, najbliższe wydarzenie tego typu to fala mrozów w styczniu i lutym 2012 roku. Miejscami więcej ponad 20-stopniowych mrozów niż w 1987.

          4. Mój region to ten najmniej poszkodowany przez zimę 1979 roku. Maksymalna grubość pokrywy śnieżnej wyniosła 29 cm i ten stan nie trwał długo. Dokładnie tyle samo śniegu było w marcu 2013, a niewiele mniej – w marcu 2018. Wielkich mrozów też nie było – styczeń 1979 był cieplejszy od swojego odpowiednika z 2017, a luty od odpowiednika z 2018 roku. Najbardziej niezwykła w tej zimie była długość utrzymania się pokrywy śnieżnej – od początku stycznia do początku marca.
            Co do stycznia 1987, to oczywiście niesamowity miesiąc, aczkolwiek nawet wtedy nie było u mnie tak potężnej fali ciągłych mrozów jak w lutym 2012.

    1. Jak dla mnie natomiast Warszawa i okolice cały czas są “poszkodowane” względem wielu regionów kraju jeżeli chodzi o śnieg. Cierpliwie czekam na najbardziej lubianą przeze mnie zimą opcję: “Słońce+mróz+śnieg” (dwie ostatnie w umiarkowanych ilościach).

      A mając na względzie nasze normy, jak i proces AGW, stopniowym “ciepełkiem” zaczynam się rozkoszować od wiosny:-)

      1. wczoraj i dziś przez mój rejon przeszły kilkugodzinne śnieżyce, dziś padało tak mocno że prawie nic nie było widać.

  21. (Na żywo) Śnieżne szaleństwo w Nowym Sączu!
    Od rana co kilkadziesiąt minut przechodziły fale opadów śniegu przeplatane słońcem, ale teraz nadszedł taki atak śniegu z wiatrem i zamiecią, że świata nie widać. Ostatnio taka sytuacja zdarzyła się 24 lutego ubiegłego roku, a wcześniej… dopiero w marcu 2013…
    To co w tej chwili widzę jest naprawdę niezwykłe

    1. @PiotrNS
      Dzisiaj mamy bardzo dynamiczną pogodę ze zjawiskami konwekcyjnymi przy lekkim kilkustopniowym mrozie. W wielu miejscach w Polsce właśnie jest ta konwekcja czyli powstają cumulonimbusy lub wypiętrzone cumulusy, które przynoszą przelotne i dość intensywne opady śniegu na zmianę z rozpogodzeniami i słońcem.
      U mnie też było na zmianę przelotne opady śniegu i rozpogodzenia ze słońcem przy dość silnym wietrze.

  22. Dziś na Górnym Śląsku mija bardzo przyjemny dzień. W końcu nie było szarówki – momentami były nawet rozpogodzenia. No i pokrywa śnieżna też powoduje, że optycznie jest nieco jaśniej.

    1. Tak samo to odebrałem, po tych tygodniach szarugi dzisiaj przy śniegu wszystko wydawało się tak nienaturalnie jasne.

  23. Grożą nam ponoć braki w zaopatrzeniu przez ten ostatni sztorm 😏

    Kontenerowiec płynący do Gdańska zgubił na Morzu Północnym 270 kontenerów, w większości wiezionymi do Polski, między innymi z towarami firm Jysk, Ikea, Samsung i LG.

    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,24329042,statek-towarowy-plynacy-do-gdanska-zgubil-ok-270-kontenerow.html?disableRedirects=true

    a jak ktoś ma problem z ich paywallem to proponuję tę wersję:

    https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/other/wielki-statek-w-drodze-do-polski-zgubi%C5%82-270-kontener%C3%B3w-zawarto%C5%9B%C4%87-wyp%C5%82ywa-na-pla%C5%BCach-holandii/ar-BBRLdsU

    1. Osobiście podejrzewam, ze ten kontenerowiec spotkał się z falą potworną (albo monstrualną). Po angielsku dawniej nazywano to freak wave a teraz częściej rogue wave. Czasami interferencja “normalnych” fal tworzy na chwilę takiego potwora. Kapitanowie od dawna opowiadali o 30-metrowych falach ale nikt im nie wierzył. Az taka trafiła w Boże Narodzenie 1995 norweską platformę na Morzu Północnym, która miała laserowy miernik wysokości fal. I już trzeba było uwierzyć ale sądzono, ze są one bardzo rzadkie. Kolejne prace (nie wspominając o np. wypadkach statków wycieczkowych z takimi falami) pokazują że są one częstsze niż sądzono, także na Morzu Północnym. Na przykład ta (dałem popularny artykuł bo ponoć cytowania artykułów źle niektórym służą):

      https://www.theinertia.com/mountain/jacob-westers-profound-perspective-powder-isnt-the-endgame/
      URL jest chyba odziedziczony po jakimś innym tekście, a jeśli ktoś chce jednak prawdziwy artykuł naukowy to jest on tu:
      https://www.nature.com/articles/srep44124

      A jak wygląda fala potworna? Nikt jej niestety nie sfilmował. Ale ta fala (0:29), też z Morza Północnego daje już jakąś namiastkę. I naprawdę podziwiam tego Szkota ze ścieżki dźwiękowej bo ja żeglowałem po morzu i wiem co taka fala znaczy:

      https://www.youtube.com/watch?v=gPy2DHHnlqQ

      1. PS. I nie chodzi o rozkołysanie tak olbrzymiego statku ale o siłę uderzenia. Takie fale wybijały wzmacniane okna 30 m nad powierzchnią wody [1]. Żadne mocowanie kontenerów nie wytrzyma gdy uderzy w nie pionowa ściana wody o masie tysięcy ton. Spotkań z takimi falami statki zanotowały naprawdę wiele [2] i co ciekawe duży statek ma nie tylko większą szanse na spotkanie takowej (biorąc pod uwagę ich małą rozciągłość przestrzenną i czasową) ale też obrywa mocniej niż mały statek bo nie unosi się na takiej fali.

        [1] Tak się zdarzyło z szybami na mostkach dwóch statków wycieczkowych na Południowym Atlantyku (Bremen i Caledonia Star) w przeciągu kilku dni w marcu 2001:
        https://www.bbc.co.uk/science/horizon/2002/freakwave.shtml

        [2] Historia takich spotkań opisana jest np. w tym dokumencie: http://geofizika-journal.gfz.hr/vol_24/No1/liu.pdf

      2. Z terminem “rogue wave” spotykałem się na określenie fal uderzających z brzeg, mających większy zasięg niż zwykłe, zwykle to wynik odpowiedniego nałożenia się rytmu nowej fali i cofającej wody po poprzedniej. Czasem taka fala porywa spacerowiczów z plaż.
        Natomiast “fala wyjątkowa” (z taką nazwą się spotykam) to wynik nieliniowych procesów interferencji swobodnych fal.

        1. @zaciekawiony

          Terminologia jest tu nie najlepsza. Nie wiem czemu w angielskim zmienili nazwę tych rzadkich, wysokich fal z freak na rogue, bo rogue to termin którym można nazwać w przenośni każdą wyjątkowo nietypową lub upierdliwą rzecz. Pochodzi to z tego znaczenia:

          rogue n. an elephant or other large wild animal living apart from the herd and having savage or destructive tendencies.

          No więc ujdzie ale po co zmieniać istniejącą nazwę?

          Natomiast po polsku to zupełna masakra bo każdy używa innej nazwy. Dla mnie są to “fale potworne” bo to pierwsza nazwa jaką poznałem, z książki “Żeglowanie w warunkach sztormowych” (K. Adlard Coles, Wydawnictwo Morskie, 1986). Był tam cały rozdział o nazwie “Fale potworne”, który zaczynał się, o ile pamiętam od zdania: “Żaden jacht ani mały statek nie przeżyje spotkania z falą potworną”. Robiło to wrażenie, szczególnie jak się to czytało na jachcie na Morzu Północnym 😀

          Nawiasem mówiąc teraz sądzę, że to zdanie nie mówi prawdy. Jacht najwyżej straci maszt jeśli ta fala go wywróci, a i wywrotka nie wystąpi koniecznie. Natomiast wielkie statki czy platformy dostają taką falą o prawie pionowej przedniej “ścianie” poziomo z boku i mogą nie wytrzymać konstrukcyjnie. Zdjęcie kontenerów zerwanych w paru miejscach z kontenerowca wygląda dokładnie na działanie takiej fali. Na przykład to jest przykład kontenerowca Svendborg Maerst, który stracił 500 kontenerów w Zatoce Biskajskiej (wyjątkowo podły akwen jeśli chodzi o sztormy):

          https://cdn.cnn.com/cnnnext/dam/assets/140222145638-04-svendborg-horizontal-large-gallery.jpg
          (zdjęcie z tego tekstu: https://edition.cnn.com/2014/02/21/world/container-ship-loses-containers/index.html)

          A na tym filmie jest wchodzący do portu Sea Land Eagle, po ciężkiej przeprawie na Atlantyku (film zatytułowany jest “Wave damage to containers on ship”):

          https://www.youtube.com/watch?v=GHBfiOOQEIY

  24. Nie przez sztorm, tylko przez ludzki błąd. Na morzu północnym max porywy były do 35 kt rano i poniżej 30 kt po południu, średnia mniej. Stan morza max 5B, raczej 4B, co widać na załączonym obrazku.

    1. @Arek

      Naprawdę odjeżdżasz. To był ten sam sztorm, który przyczynił się do wypadku pociągu na moście przez Wielki Bełt w Danii [1], a dzień później spowodował “cofkę” na naszym wybrzeżu. Nie przypadkiem każdy tekst o tych 270 kontenerach wini “heavy seas”. Tylko ty wiesz lepiej.

      Drugie i ostatnie ostrzeżenie.

      [1] Np. tu świetnie widać rozwalone przez wiatr kontenery pociągu towarowego (inne niż te ze statku!), które spowodowały katastrofę kolejową: https://www.bbc.com/news/world-europe-46734728

          1. Nie wiatr zrzuca kontenery tylko fala. Co Ci zresztą pisałem.

            Niniejszym kończysz swoją radosną przygodę na tym blogu. Żegnam bo muszę się przygotować do wywiadu jaki mam zaraz udzielić… o tym właśnie sztormie.

      1. @ Arctic Haze
        Ale to naprawdę można sprawdzić. Wypadek w Bełcie wydarzył się we wtorek, a kontenery ze statku spadły w środę, kiedy wiało na Bałtyku i u nas, a na M. Północnym tam wiatr był już wspomnieniem. Prędkość wiatru była taka, jak napisałem. I na załączonym zdjęciu nie widzę pofalowanego morza. Wiem, teraz to już ban jak nic, ale później jednak sprawdź.

        1. @Arek

          Naprawdę nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Kontenery ze statku zgubiono w nocy z wtorku na środę (1/2 stycznia), jeszcze przed północą.

          The ship, MSC ZOE, was in German waters when it lost the containers in heavy seas between Vlieland, Netherlands and the German Bight in the southeastern North Sea on New Year’s Day.

          I nikt Ci nie mówił inaczej, a na pewno nie ja.

          Zresztą widać wyraźnie na zdjęciach, ze to nie problem z mocowaniem, bo wypadły w kilku miejsc, między którymi się trzymały. Ewidentnie statek dostał “freak wave” prosto w burtę.

  25. U mnie też najładniejszy dzień od dawna. Najmniej pochmurny od 8 grudnia, do tego mroźny i śnieżny – taką zimę to ja lubię najbardziej. Oby jak najwięcej zimy w zimie. I żaden kataklizm to nie jest, ot trochę przybielona droga i trzeba trochę zwolnić. Ruch samochodowy wydaje mi się płynniejszy niż bez śniegu. Nikt nikogo nie pogania i nikomu nie siedzi 3 cm za zderzakiem bo jedzie 50 po mieście zamiast 80.

    A że przy mrozach jakiś tam pijaczyna zamarznie? Jejku, co mnie to obchodzi. Czemu każdy wymaga ode mnie przejmowania się całym światem, czemu zwykłe cieszenie sie z pogody którą lubię i zawsze lubiłem jest postrzegane jako coś złego?! I tak nie mam na to żadnego wpływu. W Polsce zawsze była zima i temperatury rzędu -5 czy -10 stopni nikogo nie powinny przerażać, to przecież nie jest -40. Już bardziej się boję latem +40 bo nie mamy infrastruktury żeby przeżyć takie upały trzymające więcej niż parę dni.

    Tak, cieszę się że miałem pierwszy od 25!!!! dni z większymi rozpogodzeniami i jednocześnie przybielonym krajobrazem jako bonus. 5x jaśniej niż te paskudztwo z III dekady grudnia.

    1. Miejmy nadzieję, że taka pogoda utrzyma się jak najdłużej. W sobotę ma być niewielkie ocieplenie – oby spadło więcej śniegu niż deszczu.

    2. Taa, płynniejszy. Tak bardzo płynny, że jechałem dziś komunikacją miejską 20 min dłużej niż zwykle. Mowa o okolicach Tychów. Nie próbuj na siłę usprawiedliwiać mroźnej zimy.

      1. To raczej słabo świadczy o komunikacji i organizacji ruchu jeżeli -4 i kilka cm śniegu powoduje takie opóźnienie. 21 grudnia mój bus był opóźniony o ponad pół godziny a pogoda była wtedy zupełnie niezimowa.

        Przyczyny korków szukałbym w absurdalnie wysokiej liczbie samochodów na 1000 mieszkańców w polskich miastach. W Warszawie 690, w Sopocie 750 aut na 1000 osób. To jest jakiś dramat, w Kopenhadze jest to 250, w Berlinie 240, w Nowym Jorku 270. U nas każdy musi mieć swoje auto, w godzinach szczytu 95% aut ma w środku samego kierowcę, infrastruktura rowerowa się sensownie rozwija dopiero od ok. 2012 roku (i wywołuje srogi ból odbytu u smrodziarzy). I te 750 aut na 1000 osób jeszcze by chciało mieć dość miejsca do parkowania wszędzie, najlepiej przerobić wszystkie trawniki na parkingi bo podejście 200m pieszo to już dla królewicza za wiele.

        Ja rozumiem na prowincji, tam bez auta się nie da wytrzymać bo komunikacji nie ma, rowerem tez nie bardzo chyba że chcesz jechać 20 km w jedną stronę po ulicy o dużym ruchu. Tam auto trzeba mieć. Ale we Wrocławiu, w Warszawie, w Sopocie??? Naprawdę jest tego aż tyle potrzebne?!

        Przepraszam że mało w tym poście informacji o klimacie.

        1. Dodałbym jeszcze, że przynajmniej w Warszawie 60-70% zanieczyszczeń (smogu) ma pochodzenie komunikacyjne, a nie grzewcze.

        2. Jak się zwija państwo i nie buduje infrastruktury, to potem każdy musi mieć samochód. Obserwuję to od lat w prowincjonalnych dzielnicach Gdańska.

    1. Właśnie miałem o to zapytać. Chyba nie jest to pomyłka ?. Widocznie były warunki.Wyładowania zimą zdarzają się, swego czasu byłem tego świadkiem dokładnie w Wigilię Bożego Narodzenia. Oczywiście miało “źle wróżyć”.

  26. Potym co się działo dzisiaj rano na drogach Wrocławia zastanawiam się czy służby zajmujące się odśnieżaniem dróg zaczną śledzić prognozy pogody albo pojawi się jakiś rodzaj współpracy z służbami meteorogicznymi? Obecnie każdy może sprawdzać intensywność opadów oraz trajektorię przemieszczania się z i dość dużą dokładności okreslić czas wystąpienia opadów. Już przed 6 rano patrząć na zapis radarowy wiedziałem że przed godziną 7 zacznie padać śnieg. Koło godziny 9 drogi w centrum miasta dalej byly białe i do tego pokryte lodem. Co roku to samo, styczeń i wielkie zaskoczenie że spadło 3 cm śniegu. Dramat.

    1. W Warszawie dla odmiany na niektórych traktach pełno granulek soli- pomimo, że było sucho i przez sporą część dnia pogodnie. Tylko z rzadka przymarznięte niezbyt duże kałuże – zdecydowana większość chodników i dróg była “czarna” i sucha, a mimo wszystko nadgorliwość w posypywaniu solą spora. Przynajmniej z “moich” terenów raczej mam spostrzeżenia odwrotne.

  27. Niektórzy tak tu wychwalają dzisiejszy dzień, ze najładniejszy od wielu tygodni… z tego co widziałem w okolicy mojego domu było pięknie cały dzień, niestety tam gdzie dzień spędzałem (centrum wwy) około 12:00 przyszły chmury. No ale dobra. 4-5 h spokojnego słońca to i tak najładniejszy dzień od nawet 5.12.
    Tylko… co z tego? Wiał mocny wiatr z NW o charakterze lodowatym. W połączeniu z mrozem, dawał naprawdę fatalną temperaturę odczuwalną. Za dnia jak słońce grzało to jeszcze dało się znieść, ale po zachodzie słońca przebywanie dłużej niż minutę na dworze było koszmarem. Co z tego ze ledwo -4 jak przy takim wietrze to było odczuwalnie z -15? Już nie mowie o bezdomnych nawet, oni to dzisiaj niestety pewnie nie wszyscy przeżyją noc, ale nawet ludzie, którzy- tak jak ja- mieli pewną odległość do pokonania pieszo nie przeżywali zbyt fajnej przygody.
    Jak porównuje to do ostatniej soboty (29.12). Dzień skrajnie ponury (chyba najbardziej z całej trzeciej dekady grudnia, ciemno jak w d**** bez przerwy, zero jakichś chociażby przedarć w chmurach). Ale na tym jego wady się kończą. Nie padało, nie wiało (to chyba najcenniejsze), i było około 5 stopni (co ważne cała dobe, bo nie było głupich przejaśnień nocą i radiacji!).
    I wiecie co? Wole te wersje z 29.12 od dzisiejszej. Mimo, ze nie znoszę takiej totalnej ciemnicy. Ale doba to nie tylko 8 godzin, ale tez 16 godzinna noc (która tak czy siak jest ciemna…).
    Ogółem ta zima mało przynosi takich prawdziwie przyjemnych dni. Dla mnie super były 2 i 5.12 (prawie 5 stopni za dnia i kupa słońca), bardzo udane tez 8.12 i 28.12 (słońca mniej, ale mnóstwo rozpogodzeń i jeszcze cieplej!). I jak na razie od początku grudnia do dziś, to wlasnie te dni oceniam jako najbardziej udane. W zeszłym roku w analogicznym okresie podobnie super dni było z kilkanaście…. życie. A 3.01 to już wgl był dzień marzeń.
    A i dodam ze u mnie dziś nie było śniegu (brak pokrywy) za to pełno czystych ślizgawek, które dla mnie też swój urok mają. Ale o wiele bardziej je wole w takich dniach jak 20-21.02 b.r. – mało wiatru, słońce dużo mocniejsze (wszak to już koniec lutego) i temperatury za dnia nieco powyżej zera. Dzisiaj to nawet za dnia było nie za ciekawie na dworze.

    1. W nocy też jest teraz dużo jaśniej przez śnieg. U mnie super to wygląda, wszystko przysypane na biało i rozjaśnione latarniami, a samo niebo ciemne bez chmur. A nie taki silent hill cały dzień, w dzień szary w nocy to już czarny.

      Zima i tak jest chyba najgorszą porą roku, przynajmniej jeżeli mówimy o głównych 4 porach roku bo jak dołożymy przejściowe to dla mnie najgorsze jest przedzimie. Czyli to co było praktycznie pół listopada i większość grudnia. Przedwiośnie już nastraja optymistycznie, o ile nie zaczyna się 25 stycznia i ciągnie 2 miesiące jak w 2016.

      Gdzieś w odmetach chomikuj pl natrafiłem na pracę nt klimatu Gorzowa Wlkp i tam zdecydowanie największy udział ma pora dupiata czyli tercet przedzimie zima oraz przedwiośnie. Zajął on aż 38% dni w roku. Lato ma 26% wiosna i jesień jakoś po 15. Sama zima trwa tam tylko 14% roku i obejmuje okres mniej więcej od nowego roku do III dekady lutego.

      Lepiej jak w styczniu mrozi niż w marcu. Ty nie lubisz 28 stopni we wrześniu, ja nie lubię plus 10 w styczniu.

      1. @alewis27
        Ja wiem, że Górny Śląsk jest szary, pochmurny i śnieg na chwilę łagodzi Twój ból, ale naprawdę nie musisz współczuć mieszkańcom zachodniej Polski z powodu długiego przedwiośnia i przedzimia tylko dlatego, że Ty lubisz mróz i śnieg. Nie wszędzie plusowa zima wygląda tak samo. Na wschodzie i południu może kojarzyć się z ciapą. Na zachodzie niekoniecznie, Arctic Haze już to trafnie tłumaczył Lucasowi. Nikt ze Szczecina czy Gorzowa nie pisze tutaj z takim obłędem na temat szarzyzny, błota itp. jak Ty. W Szczecinie trawniki są zielone i raczej nie ma wielkiej depresji (przynajmniej dla mnie). Może nie ma wielkiego usłonecznienia, ale chmury bywają porozrywane z większymi lub mniejszymi przejaśnieniami. Takie przedwiośnie/ przedzimie może dla mnie trwać do marca. Niestety teraz się ochłodziło, ale nikt normalny nie będzie robił z tego dramatu.

        Generalnie to strasznie współczuje wszystkim ludziom którzy swój nastrój uzależniają od tego czy świeci słońce czy nie świeci, czy pada czy nie pada ( z wyłączeniem rolników), czy jest śnieg czy nie ma. Tragedia. Musicie być szalenie niestabilni emocjonalnie skoro od takich błahostek pogodowych zależy Wasze samopoczucie. Przy największych mrozach/upałach nie marudzę tak jak kilka osób tutaj z powodu chmur czy braku śniegu, słońca. Strasznie to dziecinne.

        Na pogodę można marudzić wtedy kiedy szkodzi produkcji żywności. To jedyne usprawiedliwienie. Nie żal mi nawet tych wczasowiczów nad Bałtykiem jak bywa, że mokną. Bo i tak w skali kraju właśnie na wybrzeżu jest najwięcej słońca w porze cieplej. Jak chcą 100% lampę i 35c to proszę wybrać inny kierunek.

        Studiowałem kiedyś na UMK w Toruniu jak i w Szczecinie. Toruń to piękne miasto o wiele ładniejsze od Szczecina, ale klimat w zimę to dla mnie porażka. O wiele lepiej zimą czuje się na zachodzie Polski. Prawdę mówiąc nawet latem lubię gdy jest bardziej pochmurno, ale za to ciepło 23-24c. Temperatura jest bardziej wyrównana w ciągu doby. Jest przyjemniej po prostu bez punktowej spiekoty. Takie “domowe” warunki. Jak jest słońce to oczywiście nie dramatyzuje jak Editor czy Dorka, ale nie jest to dla mnie warunek konieczny aby obudzić się do życia.

        A jeszcze odnośnie “ukochanego” słoneczka. Usłonecznienie roczne Katowic jest porównywalne z usłonecznieniem Londynu ( a w okresie 1971-2000 Londyn był bardziej słoneczny). To tak na zapas gdyby ktoś pisał znowu o ponurej Anglii i słonecznej Polsce.

        1. Przynajmniej ja (podobnie jak i @RadomirW, czy chyba także @kmroz) nie uważam, że mamy zdecydowanie za małe usłonecznienie w skali całego roku. Tylko, że jest zbyt duża dysproporcja między porą ciepłą a porą chłodną (licząc w wartościach względnych np. w odniesieniu do 1h za dnia).
          A co do zimy – to najbardziej kontrowersyjna i najtrudniejsza pora roku. Oceny sprowadzają się często do wyboru mniejszego zła. Ale… potrafi mieć to “coś” co stanowi o jej wyjątkowości. A przynajmniej dla niektórych jest ona po prostu ciekawsza, niż długa 4-6 miesięczna tak czy inaczej zimna nijakość.

          1. Jakieś 5-10 lat temu to pewnie bym przyznał rację, że najgorszą porą roku jest zima. Ale w kilku ostatnich sezonach to jednak lato ją przebiło w kategoriach uciążliwości życiowych, niestety. Zdecydowaną palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o pory roku dzierżą wiosna i jesień oczywiście wtedy, gdy nie pojawi się w nich zbyt wiele czysto letnich akcentów, ale trzymają się swoich tradycyjnych ram.

          2. ale z czym lato przebiło? Że jest więcej gorących dni? No prośba, to że jest 30 stopni w cieniu przez średnio 20 dni w roku nie znaczy że ma to jakąś dużą uciążliwość dla życia i straty z tym związane.

            Ostatnie lata na przykład miały dość mało dni…burzowych. Burza z 11.08.2017 to jedyna większa burza jaka mi na myśl przychodzi. No, jeszcze 17.06.2016 coś się tam działo. A tak to był spokój w pogodzie, upały się kończyły suchą burzą gdzie coś tam pierdło w chmurach 2 razy i tyle.

            Dobrze za to pamiętam roczniki 2007, 2008 i 2009 kiedy silna burza goniła silną burzę. Zwłaszcza lipiec 2009, takiej burzy jak w połowie tego miesiąca to już nigdy więcej u siebie nie widziałem. A druga niewiele słabsza nawiedziła Polskę tydzień później (derecho). W maju 2007 i sierpniu 2008 też się działo.

            Zimą potencjał na straty jest dużo większy, skoro już -3 i kilka cm śniegu wywołuje taką panikę w kraju i takie opóźnienia w komunikacji. To co będzie jak się powtórzy zima 1978? Artykuł mówi wprost że może się taka powtórzyć.

          3. @alewis27
            Burza którą masz na myśli to nawałnica z 18 lipca 2009? Pamiętam ją dokładnie, wtedy zaczynałem interesować się gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi i była to pierwsza burza, którą obserwowałem od pierwszej chmury, a wcześniej jeszcze na radarach :) To była sobota wieczór, po 2 godzinach od zauważalnego pociemnienia nieba, około 20:00 zrobiło się wręcz czarno, przyszły żółte błyskawice i zaczął wiać silny wiatr. Chmura miała kształt odwróconego stożka, błyskało się aż do 1-2 w nocy.
            Sezon 2009 był mocarny jak chodzi o burze, przeżyłem wtedy najbardziej przerażającą i zarazem najpiękniejszą burzę w swoim życiu, ale to nie ta z 18 lipca, tylko wcześniejsza. Napiszę o niej w 10-tą rocznicę :)

          4. @PiotrNS
            Za to w sierpniu 2009 już nie było burz, przynajmniej tych bardzo silnych. U mnie w Gliwicach była tylko jedna słaba burza.

          5. @Lukasz160391
            To prawda, sierpień był pod tym względem bardzo spokojny, ale maj, czerwiec i lipiec się porządnie wyszalały. Ta niesamowita burza o której napisałem wyżej była w maju :)
            Żeby znaleźć mocniejsze sezony burzowe od 2009 w moim mieście, trzeba się cofnąć do 2001 i 2002 roku, kiedy nawałnic było chyba najwięcej (szczególnie dramatyczny lipiec 2001, kiedy burze z silnymi ulewami przechodziły okresowo niemal codziennie).

        2. Lato z temperaturą 23-24 stopnie i zachmurzeniem całkiem by mi odpowiadało, ale pod warunkiem, że w nocy byłoby ok. 20 stopni – warunki zbliżone do panujących w domu.

          Pogoda niestety ma duży wpływ na samopoczucie, zwłaszcza w kraju o tak wybrakowanym klimacie. Bardzo teraz zazdroszczę zimy, jaką mają mieszkańcy Szczecina. Obecna pogoda w Lublinie to mieszanka depresji i beznadziei.

          1. To jest nierealne. Temperatura minimalna na poziomie 20 stopni występuje tylko przy największych upałach, rzędu 33-36 stopni. A przy temperaturze maksymalnej 23-24 stopnie, nocami jest zazwyczaj 10-15 stopni (w zależności od zachmurzenia).

          2. To nie jest prawda, u mnie były t. min. 20 st. przy t.maks. 23-25 st. w lipcach 2011, 2016.

          3. Przecież w pochmurne dni (takie serio pochmurne, jak w 2 dekadzie lipcow 2018,2016, czy 1 dekadzie lipca 2011), amplitudy wynoszą około 5 stopni. To w tym roku miałem tak przez kilka dni w lipcu ze było około 20-23 w dzień i 15-18 w nocy.

        3. Zimą 2015/16 były takie piękne, irlandzkie zielone trawniki do ok. 3 I, potem przyszedł mróz i po jego ustąpieniu było guano zamiast trawnika do początku kwietnia. Wniosek z tego jest taki, że gdyby nie mróz i śnieg trawinki byłyby intensywnie zielone przez całą zimę, nie byłoby aż takiej szarzyzny.

    2. Po prostu zima nie ukazała nam jeszcze na C Mazowszu opcji jednocześnie ze śniegiem i Słońcem, przy niezbyt dużym mrozie (za to dni pogodnych, mroźnych i wietrznych lub mroźnych i pochmurnych trochę już było). Mi tego na razie tak bardzo brakuje jak umiarkowanej wiosny wiosną’2018. Natomiast wariant z ciepłem rzędu 0/+10°C przy aurze pochmurnej (nierzadko mokrej) potrafi się bardzo dłużyć – dla mnie podczas cieplejszych zim do znudzenia…

    3. mimo ze napisałeś tysiąc słów o niczym (bo nic nie wynika z twojej wypowiedzi no może prócz tego czy gdzieś świeciło słońce czy nie) to zwróciłem uwagę na ciekawe sformułowania:
      „mocny wiatr z NW o charakterze lodowatym”
      „zbyt fajnej przygody”
      „głupich przejaśnień ”
      jestem ciekaw kiedy występują te „mądre” przejaśnienia?( może w dzień nie w nocy)

      1. Widzę ze niektórych hobby to czepianie się…
        Ale ok już tłumacze:
        1. 3.01 był najpogodniejszym dniem u mnie od 5.12. I głównie o to mi chodziło, a ze się rozpisałem… czasem tak mam.
        2. Mocny, lodowaty wiatr z NW- nie wiem co tłumaczyć. Po prostu czasem wiatr jest ciepły, czasem zimny. Wczoraj wieczorem był bardzo zimny i mocno obniżał odczuwalną temperaturę.
        3. „Zbyt fajnej przygody”- po prostu przebywanie na dworze było bardzo nieprzyjemne. Hulał lodowaty wiatr i było sporo poniżej zera.
        4. „Głupie przejaśnienia”- przekleństwem miesiecy zimowych jest dość częste pojawianie się w okresie zimowym przejaśnień po zachodzie słońca. Skutkiem tego jest brak jasnych promieni, za to mocniejszy spadek temperatury. Jak dzień jest pochmurny, a noc pogodna, to chyba najgorsza opcja.
        Odnosząc się do wczorajszej wypowiedzi, dodam jeszcze ze dzisiejszy dzień (jako doba, a nie okres między 8 a 16) podoba mi się dużo bardziej. Zamiast -5 i wiatru mam wieczorem -1 i spokojną aurę. Do tego sypie śnieg co poprawia nastrój. Wczoraj ciężko było przejść z przystanku do domu kilka minut po 18:00. Dzisiaj spokojnie można było się przejść na przyjemny wieczorny spacer.
        Słońca za dnia było mniej, ale to chyba jedyna strata dzisiejszego dnia do wczorajszego. Gdyby słońce świeciło mocniej, a dzień był dłuższy miałoby to dużo większe znaczenie. Niestety mamy styczeń a nie koniec lutego.
        Na koniec, żeby znowu nie było jakiegoś czepiania (niektórzy to po prostu kochają czepiać się dla samego czepiania xd) to mowa oczywiście o okolicach wwy, a dokładniej powiat pruszkowski.

        1. ogólnie rozumiem Cię i to o co Ci chodzi ale znowu używasz sformułowania na które zwróciłem uwagę tym razem jest to “jasnych promieni” a widziałeś ciemne promienie że je rozróżniasz? chodzi tylko o stylistykę Twoich wypowiedzi
          P.S Wiatr może się czymś charakteryzowac, ale nie posiada charakteru.

  28. Ależ zimowo zrobiło się w górach… Dzisiaj rano na Kasprowym Wierchu pokrywa śnieżna wynosiła 192 cm, a na Śnieżce 132 cm (oficjalnie). Na tym pierwszym notujemy przy tym temperaturę -18°C. W ogóle, nawet w niższych partiach gór, leży przeważnie +/- 50 cm śniegu. Wartości są więc już imponujące, a na tym nie koniec opadów stałych…

    Tymczasem C Mazowsze “łyse”, choć mroźne – o poranku na stacji Okęcie odnotowano ok. -6°C. Przed nami jednak w Polsce E/S/C kolejne opady śniegu – tak, że do jutra cała ta część kraju będzie już bardziej jednolicie biała. Inaczej w Polsce N/W, gdzie dotrze przejściowa odwilż. Jednak z soboty na niedzielę 05/06.01 ponownie w (prawie) całym kraju zrobi się mroźniej.

    I jak wynika z prognoz w kolejnych dniach stycznia czeka nas przeplatanka między całodobowym, choć niezbyt silnym mrozem (głównie na E) a temperaturami “przez zero” (głównie na W). Niże atlantyckie nie będą całkowicie zablokowane, ale i zarazem częściej będą “nurkowały” nad Europę S/SE lub zmierzały nad Arktykę – wobec wałów wyżowych rozwijających się w różnych konfiguracjach między Wyspami Brytyjskimi a Rosją/Kazachstanem. A to jak widać wystarczy, aby na naszych termometrach przeważały wartości ujemne.

    Przy okazji warto zwrócić kiedy i gdzie najbardziej pada. Otóż w sytuacjach, gdy:
    – fronty ciepłe/chłodne dość szybko się “gonią” (co ma miejsce przy silniejszym prądzie strumieniowym),
    – fronty ciepłe/chłodne falują, przy zwiększającym się kontraście termicznym po obu ich stronach,
    – na froncie okluzji po N/W stronie niżu (często przy osłabieniu/blokadzie strfówki).

    Natomiast przy adwekcji chłodu z NW/N/NE wokół niżu odsuwającego się na E i mało wyraźnych frontach mamy często to co wczoraj, czyli opady przelotne, okresowo silne (z konwekcją), ale i dość nierównomierne.

    Przy czym, przy niżach “nurkujących” i tworzącej się w ten sposób tzw. dolinie nad Europą – a o czym wspomina synoptyk w dzisiejszej prognozie ICM:
    http://www.meteo.pl/komentarze/index1.php
    … ciepłe wycinki niżów stają się dość wąskie, co zimą przedkłada się na częstsze opady stałe, nawet jak nie mamy całkowitej blokady, a niże nie mają pochodzenia “genueńskiego” (jak teraz w 1. dekadzie stycznia).

    1. Mamy i będziemy mieć w najbliższych dniach to co w II dekadzie grudnia czyli bardzo lekka zima na wschodzie a na zachodzie przedzimie na chwilę ma przyjść nieco większe ocieplenie. Wciąż nie mamy ani konkretnej zimy ani konkretnego ocieplenia i temperatury wciąż są jałowe. Mamy kontynuacje z grudnia. W najbliższej perspektywie wielkich zmian nie widać. Wczoraj prawie cały dzień był słoneczny ale grudzień też tak zaczynał zobaczymy co będzie dalej. Ogólnie nic ciekawego się nie dzieje mamy nudę pogodową ale w gorszym wydaniu. Gdybym miał czas to najchętniej wybrałbym się w góry bo tylko tam jest stała biała zima.

      1. Rozumiem, ze twoje narzekanie wynika z braku śniegu w okolicy Warszawy? Bo jeśli chodzi o temperatury to jest już tak mroźno, ze największe zimnoluby nie powinny narzekać….

        1. Z tym tak mroźno to bym nie przesadzał w Warszawie w nocy -5/-6 a w dzień -2/-1 stopni i to tak naprawdę dzisiaj taki dzień jest tutaj w tym roku. Mamy styczeń najzimniejszy miesiąc w roku a nawet listopadzie 2018 jak notowano takie temperatury to też nie było coś niebywałego. Kmroz masz tendencje do przesadzania i to dużego jeśli chodzi temperatury ujemne. Do tego żeby stwierdzić że jest już tak mroźno że największe zimnoluby nie powinny narzekać to bardzo daleka droga. Niedawno był artykuł o mrozach -20 w dzień jest to oczywiście skrajność ale pokazuje jak baardzo daleko jest do tego potencjału

      2. I znow zawęzona perspektywa. Po co ta generalizacja? Po pierwsze, wypadałoby podac miejscowosc, z ktorej wypisuje się, sorry za kolokwializm- tego typu dyrdymały. Po drugie- nuda w pogodzie, powiadasz? Śnieżyce i zawieje na poludniu Polski (brat wczoraj podeslal filmiki z mojej rodzinnej miejscowosci, na ktorych widac spore zaspy, a i nie lada problemy komunikacyjne).Kolejny czynnik- silny i porywisty wiatr, cofka nad morzem, no i oczywisty- znaczacy spadek temperatury. Lucas tez wspominał o tym, co dzieje sie w górach. Doprawdy stawianie tezy i takie uogolnianie, ze zima ma bardzo lekki wymiar i w dodatku jest nudna, zakrawa o trolling, bo jestem przekonany, ze wielu mieszkancow naszego kraju jest odmiennego zdania. Nudzi Ci sie? Za chwile kolejne zmiany w pogodzie, krototrwala odwilz poprzedzona opadami sniegu i jesli przebywasz na Mazowszu, to mozesz byc pewny, ze jutro rano wygladajac przez okno, ujrzysz juz zupelnie inny krajobraz… A co dalej? Jestem pewny, ze pogoda nie da nam sie nudzic :)

        1. Wieje nudą termicznie o czym napisałem: brak konkretnej zimy i brak dużego ciepła jak na tą porę. Amplitudy temperatur są bardzo małe jak na możliwości tej pory roku i to nie tylko u mnie na Mazowszu ale w całym kraju. Może rzeczywiście trochę źle to ująłem bo zamiast nudy pogodowej powinienem napisać termiczną i tą związaną z usłonecznieniem. Oczywiście poza tym się dzieje opady śniegu w górach, silny wiatr na Bałtyku. Ale z tą odwilżą to też bym nie przesadzałbym bo ponownie z lekkich minusów za dnia przejdziemy na lekkie plusy ( ale też prawdopodobnie wszędzie)

          1. Akurat zarówno za konkretną zimą jak i za dużym ciepłem nie tęsknię i jestem bardzo zadowolony z obecnej pogody, szczególnie że wychodzi na to że śnieg trochę dłużej się utrzyma. Szczególnie gdy będziemy mieć więcej przejść między plusami i minusami oraz od czasu do czasu konkretniejszy mróz, bo wtedy z każdą kolejną odwilżą trudniej będzie stopić to co leży. Jest według mnie dużo ciekawiej niż w grudniu bo wreszcie konkretniej zaczęło śnieżyć.

        2. @RadomirW. U mnie czyli w Warszawie śnieg zaczął prószyć, ale ponieważ jutro temperatura przejdzie na + więc śniegu za wiele nie będzie albo w ogóle się jutro roztopi 6.01 i 7.01 ma wrócić mróz a od 8.01 do 10.01 ma być znowu odwilż ( dalej to już fusy), więc pogoda specjalnie nie różni się od tego co było w grudniu. Owszem gdybyśmy weszli w detale to różnice są np. częściej lekka odwilż ma być przeplatana z lekkim mrozem niż w grudniu no i ma być nieco zimniej w dzień niż w grudniu, ale pamiętajmy że to styczeń który ma niższe normy niż grudzień. Ja nie jestem zadowolony z tej pogody i napiszę czego ja bym oczekiwał. A więc albo mróz od -5 ( w dzień) w dół przez przynajmniej tydzień z jakąś pokrywą śnieżną, ewentualnie jeśli będzie -1 a śnieg nie będzie się roztapiał to powiedzmy że jeszcze nie najgorzej ( ale najlepiej ze słonecznymi dniami). Druga opcja to bardzo duże ocieplenie z temperaturami 10 stopni i więcej przy bezopadowej pogodzie. A jeśli i to jest za dużo to temperatury 0-5 stopni ale tylko przy słonecznej pogodzie tj wczorajszy dzień. Ale każdy ma swój gust, a pogoda to nie koncert życzeń więc można sobie co najwyżej ponarzekać. Ogólnie pogoda między marcem a listopadem mnie zadowalała ( poza np. mokrym okresem w lipcu i jakimiś pojedynczymi dniami w innych miesiącach), ale teraz mamy takie temperatury i taką pogodę jakiej najbardziej nie lubię ( przy czym apogeum do tej pory dla mnie to była III dekada grudnia)

          1. Jak napada faktycznie tak jak w zapowiedziach 5-10 cm (a najsilniejszy śnieg ma sypać w drugiej połowie nocy) to nie sądzę by kilkugodzinna odwilż na poziomie 1-2 stopni była w stanie roztopić ten śnieg. Potem przez dwa dni ma być w dzień ok. -5 więc raczej powinieneś być zadowolony. Ale zobaczymy jak będzie w realu. Mnie klimaty w stylu dwucyfrowego mrozu w dzień nie interesują bo wtedy nawet jak jest śnieg za bardzo nie da się wyjść na długi spacer a to mnie głównie interesuje zimą a nie podniecanie się jak jest zimno.

      3. @ anonim
        Przedwiośnie, przedzimie. Jak ja nie lubię tych określeń. Na zachodzie Polski mamy po prostu łagodną zimę z wegetacją bez śniegu i mrozu. Jeżeli już miałbym posługiwać się tymi terminami to w ogrodzie u siebie widzę raczej przedwiośnie. Pojawiają się bazie, kiełkują pierwsze kwiaty a trawa jest zielona.

        1. Bazie to na wierzbie iwie wystają spod okryw już w sierpniu-wrześniu jak są jeszcze zielone liście.

        2. @Marcin D

          Kiedyś już rozbawiło mnie gdy przeczytałem w jakimś artykule o termicznych porach roku w Poznaniu, że raz przedwiośnie rozpoczęło się tam 21 grudnia. Przyjrzałem się temu i okazało się, że po prostu był tam tok bez termicznej zimy (pewnie za mało dni poniżej zera na kryterium jakie przyjęto). Czyli przedzimie spotkało się z przedwiośniem, a ponieważ są one termicznie identyczne to autorzy musieli przyjąć jakąś arbitralną ich granicę i wybrali (moim zdaniem niezbyt szczęśliwie) początek kalendarzowej zimy. Chyba już lepszy byłby początek roku ale ogólnie pokazuje to bezsens tego rodzaju klasyfikacji, szczególnie ze można ją robić jedynie po fakcie (definicje wymagają znajomości przyszłości bo klasyfikacja danego dnia zależy od dalszego przebiegu temperatur).

          1. PS. Dodam, ze cała ta zabawa w termiczne pory roku jest z punktu widzenia współczesnej klimatologii jedyni stratą czasu. Już choćby dlatego, że jest to lokalna zabawa na podstawie definicji uzywanych w jednym kraju i to w dodatku… licznych. Zacytuję z wstępu do jednej z prac na ten temat:

            Wielu autorów skupia uwagę na zagadnieniu pór roku wyróżnianych na podstawie kryteriów termicznych. Stosuje się różne metody wyznaczania dat ich rozpoczęcia, uwzględniając wartości średnie miesięczne, dekadowe lub dobowe temperatury powietrza (m.in. Wiszniewski, 1960; Dubicka, 1996; Piotrowicz, 2000; Woś, 2006). Metody wyznaczania termicznych pór roku omawiają w swoich pracach R. Gumiński (1948), M. Makowiec (1983), K. Piotrowicz (2000, 2006). Różny też jest stosowany podział na termiczne pory roku, bo wyróżnia się ich od 6 do 10.

            Więc jeśli kogoś uczyli na studiach jakiegoś podziału na termiczne pory roku, abo wyczytał to w jakimś podręczniku, to niech wie, że jest tych podziałów wiele, a poza Polską stosuje się jeszcze inne, a najczęściej żadne, bo to absolutnie przestarzałe “zbieranie znaczków”, a nie żadna nauka.

        3. No dobrze, ale każdy wie o co chodzi bo gdybym napisał że na zachodzie panuje jesień w późnym wydaniu albo wiosna we wczesnym to zaraz ktoś by mi napisał że to przedzimie/przedwiośnie. Sam też nie za bardzo lubię te terminy bo widzę że wiele osób stosuje te terminy. Jak kiedyś napisałem o marcu że to pierwszy miesiąc wiosny (wczesnej ale jednak wiosny) to ktoś mi napisał ( chyba był to alewis) że dla niego marzec to przedwiośnie a nie wiosna. Widać więc że co dla kogo jest zimową (wiosenną, jesienną, letnią pogodą) to kwestia subiektywna. Dla mnie podstawowym kryterium jest całodobowy mróz a sam opad śniegu nie wystarczy. Dla innych jest to ujemna średnia dobowa czyli w dzień może być powyżej 0. Generalnie najważniejszym wnioskiem tego co napisałem jest że krążymy wokół norm od ujemnych lekko do dodatnich lekko co najwyżej umiarkowanie co sprawia że ja możliwości naszego klimatu jest stosunkowo jednostajnie i krążymy cały czas wokół temperatur w pobliżu 0 czy to na minusie czy to na plusie ogólnie bo miejscami na bardzo krótko robi się albo nieco chłodniej albo nieco cieplej

          1. Trudno jest zaszufladkować cały marzec do jakiejś pory roku bo jego temperatura na początku i na końcu to dwie różne bajki. Na początku to jest prawie zima, niewiele cieplej niż w okresie DJF. Na końcu średnia dobija do 6 stopni, czyli warunki zdecydowanie wiosenne. I to ogólnokrajowa bo zachód i północny-zachód PL ma wtedy z 8 stopni.

            Zimowe warunki pogodowe w marcu – w pierwszej połowie chleb powszedni, w drugiej rzadziej, pod koniec to już naprawdę rzadko.

            Wiosenne warunki – w pierwszej połowie 10-15 stopni to już mocne ciepło, w drugiej bez problemu występuje 17-20 stopni, takie temperatury są prawie że co roku.

          2. No tak tylko że jeśli założymy że nie będziemy używać terminów przedwiośnie/przedzimie to marzec musimy zakwalifikować albo do wiosny albo do zimy. Znacznie więcej przemawia za wiosną . Po pierwsze przeciętny marzec jest cieplejszy od grudnia a z tego co zauważyłem grudzień coraz częściej wiele osób stara się przepchnąć do jesieni ( co jest wg mnie oczywiście totalną bzdurą), jeśli założymy że nie nie ma przedzimia. Po drugie niemal wszędzie w kraju średnia temperatura jest dodatnia. I tylko w miejscowościach podgórskich jest w okolicach 0 i ewentualnie na NE (Suwałki biegun zina na nizinach), ale nawet tam temperatury maksymalne średnie są w bliskie 0 albo lekko dodatnie już od początku marca. Pamiętajmy że piszemy o przeciętnym marcu a nie zimnym. Nawet taki marzec 2018 choć był zimny trudno nazwać zimowym. Odnosząc się więc na koniec do norm to jeśli jakąś cześć marca mógłbym nazwać ewentualnie zimową to I dekada i to też tylko lokalnie w najzimniejszych miejscach. 1/3 marca w części kraju zimowa a 3/4 w większości kraju wiosenna. Także zimowe warunki jeśli już to na samym początku marca a nie do połowy tego miesiąca. Oczywiście inna sprawa incydenty zimowe a inna stabilna zima. Skoro zakładamy że nie używamy terminu przedwiośnia a używamy tylko 4 pór więc klasyfikacja marca pozostaje bezsporna

    1. Jeżeli miałbym strzelać (zakładam, że pytasz o wysokość fali, a nie jej długość) to powiedziałbym, że najwyższa zanotowana fala mieściła się w przedziale 5,5-7,5m. Mowa o całym morzu.

      1. @Mateusz

        Jeszcze poczekam na inne odpowiedzi.

        Ale najpierw dodam coś co może być przydatną wiedzą dla kogoś. Pytałem o wysokość pojedynczych (najwyższych fal). I trzeba tu dodać, ze wysokość mierzy się od podstawy do grzywy (trough to crest), a nie od średniego poziomu, czyli liczymy tę wysokość fali tak ja wszystkich innych fal w fizyce.

        Jednak jeszcze jest pytanie “jaka wysokość” bo jest ich wiele. Ja pytam o najwyższą zmierzoną wysokość pojedynczej fali. Jednak częściej mówi się o wysokości fali znacznej (significant wave height), która jest definiowana jako średnia wysokość 1/3 największych fal, a sam słynny Walter Munk zdefiniował ją tak aby zgadzała się z tym co kapitanowie wpisują do dzienników okrętowych (wysokością mierzoną ze statków “na oko”). Różnica wysokości między falą najwyższą, a znaczną to czynnik mniej więcej 2 razy.

        Tu można sobie obejrzeć aktualną mapę wysokości fali znacznej:
        https://earth.nullschool.net/#current/ocean/primary/waves/overlay=significant_wave_height/winkel3/

        Tak więc poczekam czy ktoś jeszcze odpowie, przypominając że nie pytam o falę znaczną, ale o najwyższą.

        PS. @Mateusz, a Ty którą definicję wysokości fali miałeś na myśli?

          1. OK. Kończymy konkurs.

            Na polskich wodach zmierzono kilka lat temu taką pojedynczą falę wysokości 12 m:
            http://www.scielo.org.mx/article_plus.php?pid=S0185-38802016000200123&tlng=en&lng=es
            a zmierzono to na boi koło Lubiatowa (na środkowo-wschodnim naszym wybrzeżu).

            Najwyższe fale w ogóle zmierzone na Bałtyku to ponad 14 m:
            https://www.eumetsat.int/website/home/Images/ImageLibrary/DAT_3559396.html
            a było miedzy Gotlandią a Łotwą i Estonią.

            Czyli najbliżej był @mozgow, bo jak ktoś nie podał o jaki rodzaj fal mu chodzi to muszę założyć, że chodziło o te, o które pytałem (najwyższe). Natomiast ciekaw jestem skąd @admin wziął te fale znaczne 8.2 m na Bałtyku, bo o takich nie słyszałem (a odpowiadałyby one najwyższym falom ponad 16 m).

          2. PS.

            @adminowi zwracam honor bo te fale znaczne 8.2 m widać na Fig. 3 na moim drugim linku 😊 Ale fali większych niż 14 m z groszami jednak w tej serii danych nie znaleźli.

    2. Gdzieś czytałem, że najwyższe fale zmierzone na platformie Petrobaltic miały blisko 10 metrów (dokładnej wartości nie pamiętam). Strzelam więc, że najwyższe fale mają 10 metrów ± 1 metr.

      1. Ten Komentarz wyżej- to była moja odpowiedź konkursowa, kiedy system zatwierdził, zobaczyłem wyżej, że już plebiscyt został rozstrzygnięty ;)

  29. W Katowicach już 8 cm śniegu i nadal sypie, temperatura całodobowo poniżej zera, około -3 stopnie teraz jest. Dziś już pochmurno cały dzień no ale przynajmniej biało. Z tego co widzę w prognozie to najbliższe 7 dni będą taką typową lekką zimą, czyli temperatura średniodobowa lekko poniżej zera (tylko ok. 7.01 na chwilę trochę większy mrozik), chwilowo mogą się pojawiać jakies krótkie odwilże. Oby się nie zrobiła za duża breja w sobotę. Jak się sprawdzi prognoza UM co do opadu śniegu to jutro będzie go z 15-20 cm.

    Nie widać ani wielkiego ataku zimy ani wyraźnego jej odwrotu. Wiatr sobotnią noc oraz w niedzielę ma być centralnie z północy.

  30. Ja bym powiedział tak, że teraz mamy (będziemy mieli) z grubsza ‘normalną’ zimę – bez skrajności jak podczas najbardziej ostrych zim, jak i najłagodniejszych również.

    W skali całego kraju mamy (będziemy mieli) pewne dość typowe zróżnicowanie międzyregionalne. Strefy odwilżowe raz będą do nas napierały, a raz się od nas odsuwały. Dłużej i/lub na większym obszarze będzie jednak mroźnie – mróz przeważnie jednocyfrowy, choć Tmin poniżej -10°C też może się miejscami przytrafiać. Wreszcie okresowo będą nadciągały ośrodki niżowe, a innym razem rozwijały się kliny wyżowe.

    Odpowiadając na wpis @anonim, w mojej ocenie pogody za nudną bym nie uznał i na pewno będzie bardziej zimowa niż w 3. dekadzie grudnia (średnio o 5-7 st. chłodniej). Nie wspominając już o śniegu, który chyba w nieco więcej niż połowie kraju (zwłaszcza na NE/E/C/S/SE) będzie tworzył stałą pokrywę, a bliżej gór bardzo dużą – w górach przeważnie powyżej 50 cm, a w najwyższych 100-250 cm – a to już zauważalnie powyżej norm.

    %%%

    Co do nazw pór roku – przypomnijmy, że mamy kilka rodzajów znaczeń i warto, aby z kontekstu wynikało co mamy na myśli, a najlepiej jeszcze to wprost napisać.

    1. Myślę, że większość komentujących tu posiłkuje się tego typu określeniami, kierując się jedynie bardzo subiektywnymi ocenami. Jeden stwierdzi, że dla niego o tej porze roku lekki mroz i okresowe opady śniegu, to bardzo lekka zima, a drugi będzie narzekać, że są to już bardzo uciążliwe zjawiska… Relatywne to bardzo i punkt widzenia – zależy od punktu siedzenia (żeby nie napisać – regionu), kolokwialnie rzecz ujmując… Dlatego cały czas podkreślam, że opisując pogodę warto wyzbyć się osobistych sympatii i antypatii co do określonych por roku i spróbować obiektywnie oceniać sytuację. Ty jesteś najlepszym przykładem na to, że można to robić, akcentując jednocześnie delikatnie swoje upodobania ;)

    2. jak dla mnie umiarkowana zima może trwać cały styczeń i luty… chciałbym w końcu normalności w pogodzie w sezonie zimowym, bez skrajności… jest zaskoczony że wczorajszy dzień okazał się lekko powyżej normy :O

  31. Ciekawe co wygra, POTĘŻNE MIASTO KATOWICE czy umiarkowany opad śniegu?

    Wieczorem wygrywał śnieg. Wszystkie drogi białe, nawet główne. Można było zrobić parę driftow w drodze do roboty.

    Swoją drogą czemu się sypie tyle soli drogowej na chodniki? Jakaś obsesja czarnej nawierzchni tutaj urosła? Kiedyś były sypane piaskiem i odśnieżane, nikt nie bawił się w solenie bo to potem powoduje że ten chodnik pływa w takiej solankowej papce.

  32. obiektywność, subiektywność, małomiasteczkowość, nasze warszawskie, katowickie polskie europejskie poletka…
    Sprowokowany Waszymi wpisami odstawię na chwilę GO czy GW i napiszę że dzieje się coś u nas ciekawego co długie lata nie miało miejsca – ilości śniegu w górach !
    stojąca fala planetarna ? uparty wyż brytyjski ? fala za falą od NW i ekspozycja naszych gór robią swoje.

    1. czy ja wiem.. nazwa blogu meteomodel może mylić? i zachęcać do dyskusji o bieżącej +- kilka dni sytuacji. Może by dobrze założyć blog meteoklimat? ale sobie myślę że tam bym był obecny w 20% ?

      1. @Tytus

        Dobrze wczułeś konkluzję mego krótkiego komentarza.

        Nazwy strony (to nie tylko blog) nie będziemy zmieniać Najwyższej Administracji. Z opisu blogu wynika, że dotyczy on zarówno pogody, jak i klimatu. Jednak dyskusja często wchodzi w jakąś “psychologię pogodową”, zjawisko typowo polskie. Może Was to zdziwi, ale w UK, gdzie pogoda jest ulubionym tematem rozmów z nieznajomymi, nikt nie wie, że może go boleć głowa od takiego, a nie innego ciśnienia. Dziwne ale prawdziwe.

  33. Od wieczora silne opady śniegu w Nowym Sączu. Ciągle gęsto sypie, a pokrywa śnieżna jest już “na oko” wyższa od tej z marca ubiegłego roku. To oznaczałoby że mamy najwięcej śniegu od 2013 roku.

  34. Jeszcze o kontenerowcu, który zgubił w sztormie 270 kontenerów. Znalazłem mapkę tego zdarzenia:

    https://d3n8a8pro7vhmx.cloudfront.net/inspiringday/pages/3054/attachments/original/1546557195/cargo-ship-loses-270-containers-map.jpg?1546557195

    Trafił go huraganowy wiatr z kierunku NNW (pokazany na mapce fioletowym kolorem) i fala, w pobliżu brzegu, dokładnie z lewej burty. Większość straconych kontenerów i wszystkie zmiażdżone były właśnie z tej burty [1], dobitnie pokazując, że to bezpośredni skutek uderzeń fali. Myślę, ze mała głębokość wody mogła też się przyczynić do zwiększenia jej wysokości. Jeśli jest za płytko dla fali to zwalnia, jednocześnie rosnąć – to samo zjawisko co przy falach tsunami. Fachowo mówiąc fala przechodzi w tryb płytkowodny, gdzie jej prędkość jest zależna tylko od głębokości h (i przyspieszenia ziemskiego g) V = sqrt(g*h), przy czym jest to prędkość zarówno fazowa jak i grupowa. Co ważne, fale potworne (czy jak je tam teraz po polsku zwą) często pojawiają się na względnie płytkich wodach, gdzie wiatr i prąd mają inne kierunki.

    [1] Lewa burta statku na zdjęciu:
    https://container-mag.com/wp-content/uploads/2019/01/Around-270-containers-fell-off-of-MSC-Zoe-Credit-Coast-Guard-Netherlands.jpg

    1. Tu widać doskonale w którą stronę kontenery się przewróciły:

      https://3kbo302xo3lg2i1rj8450xje-wpengine.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2019/01/20190103_MSC_ZOE_03-800×533.jpg

      Widzimy tył nadbudówki (brak okien), więc patrzymy w stronę dziobu. Kontenery wszystkie wywróciły się w prawo, co zgodne jest z kierunkiem uderzenia fali (z lewej burty).

      Ktoś tu sugerował słabe mocowanie jako przyczynę. Wszystko może być zamocowane jeszcze lepiej jednak, jeśli statek spełniał normy to nie spodziewam się, że wyrok sądu morskiego będzie wskazywał tą przyczynę. Najprawdopodobniej będzie to siła wyższa (act of God). Jeśli kapitana o coś obwinią to nie o mocowanie kontenerów, ale o to, że nie zmienił kursu na bardziej pod wiatr, aby nie dostawać fali prosto z burty, a przede wszystkim być na głębszej wodzie.

  35. No i zaczęło się na Południowym Wschodzie… Odrzucanie 30 centymetrowych zasp itp.. Ja to najbardziej zazdroszczę ludziom na Wschodzie że tam.. po prostu nie ma zimy! Mówi się że Polska nie jest podzielona na A i B … No jak nie? Jak nawet pogoda to pokazuje. W Szczecinie to na pewno nie zobaczą w tym roku śniegu..

    1. W Karkonoszach piękna zima. Na przedgórzu Sudeckim również. Dzisiaj co prawda lekka odwilż ale od jutra znowu piękna zima. Trekking, narty, spacery z rodziną, zabawy z dziećmi, bieganie, piękne krajobrazy, odśnieżanie, jazda po śniegu. Miodzio. Oby tak dalej. Bardzo współczuję tym co mieszkają na północnym zachodzie, gdzie jesień trwa 6 miesięcy. Nad morzem jestem co roku… i wystarczy. To nie jest to. Nuuuda i monotonia.
      Ps. Damiano chłopaku. Ja uwielbiam odsnieżać. Tyle w temacie. A Tobie współczuję… braku charakteru. No ale niektórzy tak maja…

      1. A ja Ci współczuje tego, że nigdy nie widziałeś prawdziwej jesieni skoro zimę w wersji morskiej nazywasz jesienią.

        1. FKP
          Wiem jak wygląda piękna jesień, bo w górach jest najpiękniejsza. Czerwono-żółto-brązowe liście na drzewach na tle gór, porannych mgieł i przebijającego się słońca wyglądają zjawiskowo. A trzeba przyznać że jesienią słońca w Sudetach jest sporo na tle choćby północy. Jesień w Sudetach jest piękna i trwa tyle co powinna. Lubię jesień pod warunkiem że nie trwa pół roku, jak na północnym zachodzie, a nawet w dużej części Polski i to jeszcze najczęściej jest tam w wersji paskudnej.

        2. czy ja wiem, we Wrocławiu bym mógł mieszkać. Tak samo jak przy granicy z Niemcami. Mało zimy ale cieplejsze wszystkie inne pory roku, idzie te 3 miesiące dupiatego przedzimio-przedwiośnia wytrzymać. Zwłaszcza że w tych mroźniejszych sezonach i tak jest tam prawdziwa zima (styczeń 2006 we Wrocku średnia -6*C), tyle że nie pizga wtedy ponad 30-stopniowym mrozem tylko “zaledwie” -20, -22.

          Katowice akurat są wyjątkowo brzydkim miastem. To miasto do niedawna miało kolorystykę ruskiego łagru. Wszystko szare, ciemnoszare albo nawet wchodzące w czarne. Bloki nadal w ok. 50% przypadków szara wielka płyta, obecnie już mocno tknęta zębem czasu. Mój blok do 2014 był okuty obskurną żółtą blachą, obecnie jest po remoncie i sporo ładniejszy. Dopiero od 2012-2013 się coś tutaj naprawdę zmienia w skali większej niż symboliczna. I minie jeszcze z 10-15 lat zanim to miasto będzie wyglądało na poziomie europejskim a nie postradzieckim. O Bytomiu czy innych tego typu dziurach to nawet nie mówię, tam to nawet za 50 lat będzie do dupy. Nic dziwnego że łapie depresja jak się patrzy na te szarugi a “barowa” pogoda bez śniegu wcale nie pomaga.

          1. Katowickie osiedla może i są brzydkie, ale w centrum miasta od kilkunastu lat intensywnie powstają nowe budynki. Katowice są drugim po Warszawie miastem jeśli chodzi o ilość wieżowców. Budowane KTW II ma mieć więcej pięter niż 30 piętrowy Altus

          2. Gliwice są OK, tyle że sporą część gliwic zajmuje polibuda. Zresztą po nic innego do gliwic nie jeżdżę, tylko na wydział ISiE i ew. elektryczny (niektóre zajęcia tam są)

            Katowickie centrum jest w miarę ale nadal są tam potężne kontrasty. Sama okolica dworca, galerii, ul. 3 Maja itd. to poziom europejski można powiedzieć (chociaż wolałem stary styl jak była tam estakada). Ale wystarczy odbić jakieś 200m w lewo i oczom ukazuje się prawie że slums. 3 minuty temu widziałeś jakichś bananów w gajerkach i wypacykowane korpoloszki a teraz widzisz zmarnowanych długoletnim alkoholizmem żulików i obdrapane kamienice. Najśmieszniej wygląda budynek przy Skłodowsiej Curie, który jest mniej więcej w 2/3 wyremontowany, a ostatni segment dalej wygląda strasznie – tynk odpadł 10 lat temu itd. I stoi to tak od lat. Różni właściciele.

    2. Heh ja też nie lubię śniegu i zimy wogole. Miałem zamieszkać w stolicy mojego regionu czyli Rzeszów, ale wybiore pewnie Kraków mniejsze zło. Optymalnie byłby to Wrocław albo Szczecin, niestety ale to tylko mozna pomarzyć..

  36. A jeśli już mowa o “braku zimy” (czyli w gruncie rzeczy braku śniegu) to w Gdańsku wróciliśmy do tego typowego zimą stanu. Ogólnie ostatnie dni przypominają mi dawna druga połowę lutego w Gdańsku: temperatura w okolicach zera, w dzień zwykle nad, a w nocy czasem pod punktem zamarzania. Z tym, że mamy styczeń.

    1. PS. Widzę, że się wypowiedziałem powyżej w dyskusji o tym jaka mamy porę roku. Oczywiście, że zimę. Dla mnie, klimatologa, jest to kalendarzowa pora roku o najzimniejszych w roku temperaturach. Żadnych dodatkowych warunków termicznych ani wymogu obecności śniegu nie potrzeba aby zdefiniować zimę. Przynajmniej jeśli się nie myśli zupełnie lokalnie, co w dzisiejszej nauce nie wróży publikacji w żadnym sensownym czasopiśmie. Młodzi geografowie już to wiedzą, starsi nie mogą się z tym pogodzić, ale z danych pojedynczej stacji ani nawet kilku sąsiednich, artykułu naukowego w dzisiejszych czasach się nie zrobi.

      1. Zima charakteryzuje się najniższymi temperaturami ( średnimi, maksymalnymi i minimalnymi) w ciągu roku bo w tym przypadku odnosimy się do norm. Natomiast może tak się zdarzyć że styczeń, luty i grudzień będą miały wyższą średnią temperaturę w ciągu danego roku niż marzec i listopad. Sytuacja mało prawdopodobna ale możliwa. Wtedy zima pozostanie zimą bo odnosimy się do norm. Natomiast możemy pisać w zimie o pogodzie niezimowej wiosennej/jesiennej w okresie zimy jeśli np.średnia termiczna dobowa konkretnego dnia jest na poziomie wczesnej wiosny i to jest już obiektywne. Zima zresztą występuje do strefy zwrotnikowej bo jeszcze w tej strefie widać różnice między najzimniejszymi miesiącami a najcieplejszymi. Dopiero w strefie równikowej ginie podział roku na termiczne pory roku ( różnice termiczne między miesiącami nadal jakieś występują ale są marginalne).
        Na koniec można się odnieść do bieżącej sytuacji w Polsce. Teraz w Polsce mamy temperatury zbliżone do norm (anomalie na + i anomalie na – nie są duże). W związku z czym można napisać że mamy w miarę normalną zimę. Reszta jest po części kwestią subiektywną bo zawsze możemy się odnieść również do potencjału i dlatego tylko po części. Jak ktoś pisze że -5 w nocy i -2 w dzień to trzaskający mróz to pisze bzdury bo chyba każdy wie jaki jest potencjał stycznia. Podobnie jest w drugą stronę przy temperaturach 30 stopni latem (szczególnie jak dłużej trwają )media piszą o ekstremalnych temperaturach, ale są też tacy użytkownicy tego blogu którzy piszą tak samo. Co innego jest pisać w sposób subiektywny co dla niego oznacza dany typ pogody a co innego pisać to w sposób obiektywny tak jak byłby to fakt niezaprzeczalny.

        1. @anonim

          Chodzi oczywiście o średnie wartości. Zima ma prawo teoretycznie zdarzyć się cieplejsza niż wiosna. Powiemy wtedy “tego roku zimę mieliśmy cieplejszą niż wiosnę”. Jednak nie oznacza to, że (w tm hipotetycznym roku) w styczniu była wiosna, a w maju zima. Nie, w styczniu była bardzo ciepła zima, a w maju bardzo chłodna wiosna.

          1. @Artic Haze
            A propos tej zimy cieplejszej niż wiosny to np. w marcu 2018 bywały regiony, które miały niższą tavg miesięczną niż w styczniu ub. r.

          2. Były były, marzec miał u mnie 1,1 st, a grudzień i styczeń ok 2 st.
            Przy czym marzec był zgoła odmienny od tych dwóch, bo rozpoczął się dużymi mrozami, następnie zrobiło się wiosennie ciepło, potem znowu mroźno, a w ostatniej dekadzie dominowało przedwiośnie ze sporymi mrozami w nocy. Trudno było ten miesiąc przypisać do jakiejś pory roku, bo występowało w nim wszystko od prawdziwej zimy po ‘kwietniową’ wiosnę. Choć ta ostatnia bardzo krótko. W tym marcu rzeczywiście było jak w garncu. Bo nie zawsze tak jest, marzec 2016 i 2017 był wyjątkowo monotonny – ten pierwszy pochmurne i mokre przedwiośnie, ten drugi wczesna wiosna z akcentami późnej wiosny na końcu (przynajmniej tu na południu usłonecznienie III 2017 było powyżej normy)

  37. Dziś w Gliwicach jest 12cm śniegu, ale temperatura przechodzi już na niewielki plus. Oficjalnie jest +1 stopień natomiast moja stacja pogody pokazuje +2,2 stopnia. Zbyt wiele śniegu jednak nie powinno się stopić, ponadto podczas kolejnej nocy znowu chwyci mróz i naprószy trochę nowego śniegu.

  38. Na C Mazowszu, tym razem już po umiarkowanych opadach śniegu, pojawiła się zapowiadana odwilż. Tak jest/będzie zresztą na sporym obszarze od Podlasia po Górny Śląsk i Małopolskę. Będzie ona jednak krótka i niezbyt silna (w odróżnieniu od Polski W i bliżej morza). Niestety zamiast w czymś pomóc, to jeszcze pogorszy sytuację, bo później przytopiony śnieg, breję (na drogach, chodnikach), czy samą wodę zacznie ścinać lód. A kolejne noce na tych obszarach, gdzie leży obecnie śnieg mogą przynosić Tmin poniżej -5°C, a miejscami nawet dwucyfrowy mróz – czyli dość szybko będzie to wszystko zamarzało i to już dzisiaj popołudniu/wieczorem. Uważajmy!

    Zwrócę jeszcze uwagę, że cyrkulacja jaką mamy obecnie jest chyba drugą z najlepszych, aby zwłaszcza w górach dosypywało sporo śniegu. Mam tu na myśli te niże nurkujące z NW/N na SE/S, przy ogólnym przepływie NW. Najbardziej śnieżną opcją zimą są oczywiście niże typu genueńskiego lub czarnomorskiego.

    W obu przypadkach, o tym, czy także na obszarach nizinno-wyżynnych spadnie śnieg (czy również deszcz, okresowo marznący) i gdzie decyduje to na ile obejmą (lub ominą) nas ciepłe wycinki tych niżów. Tak, czy inaczej zimą niemalże zawsze jest tak, że najdłużej i na największym obszarze jesteśmy nimi objęci przy dominującym przepływie SW.

    Natomiast obecnie jest on przeważnie NW – co sprzyja dużej pokrywie śnieżnej w górach. Natomiast na nizinach i wyżynach obszar graniczny jest mobilny. Przejściowo przesunął się on na E, niebawem zacznie oddalać się na W. Kolejne takie “wahnięcie” czeka nas ok. 08-10.01 wraz z “nurkowaniem” kolejnego niżu, tym razem bardziej na W – być może nad obszarem Polski. Pewne jest to, że przynajmniej w górach śniegu znowu przybędzie. A wartości są coraz bardziej imponujące, tzn. na coraz większym obszarze średnio 0,5-3(!)m śniegu. Czy górale jeszcze to pamiętają…?:-)

      1. Z tymi 3 m może napisałem trochę na wyrost mając na względzie kolejne strefy opadowe (w górach bez odwilży, samego śniegu), jak i fakt, że zapewne są miejsca, gdzie jest jeszcze większa średnia pokrywa śnieżna niż na Kasprowym Wierchu. Ale w ogólności faktycznie śniegu w górach jest przeważnie 0,5-2 metrów (średnio, nie licząc zasp).

    1. Lucas
      “Na C Mazowszu, tym razem już po umiarkowanych opadach śniegu, pojawiła się zapowiadana odwilż.”…. “Niestety zamiast w czymś pomóc, to jeszcze pogorszy sytuację”
      Jeszcze nie widziałem aby odwilż w czymś kiedykolwiek pomogła. Poza odwilżą wiosenną w marcu. Odwilż tylko szpeci piękny zimowy krajobraz.

      1. @Fan klimatów umiarkowanych
        A jak odwilż przebiega w wersji suchej czyli z temperaturami na plusie, rozpogodzeniami i słońcem co częściej zdarza się w grudniu i lutym niż w styczniu to też według Ciebie “szpeci” ten “piękny krajobraz zimowy”?

        1. Zbigniew
          Jeżeli przebiega ze słońcem, a nie z deszczem to jest ok. Ale to u mnie rzadka sprawa.

          1. @FKU
            Pięknym przykładem te suchej odwilży z dodatnimi temperaturami i słońcem jest np. luty 2014. Ale na początku lutego 2014 leżało jeszcze sporo śniegu ze stycznia.

      2. Wg mnie najgorsze są takie właśnie odwilże jak teraz mieć będziemy (włącznie z dzisiejszą), tzn. w większej części kraju niezbyt silne i krótkotrwałe – przyczyniające się do tworzenia chlapy, która całkiem nie spłynie, za to regularnie będzie przymarzała przy ochłodzeniach. Niestety w prognozach widać potencjał na kolejne dni z wahaniami temperatury przez zero – także po 10.01. Oby ten okres się zbytnio nie przeciągał – na rzecz częstszych przypadków, które ma na myśli zarówno @FKU, jak i @Zbigniew.

        Tu jeszcze pewne wyjaśnienie… @Zbigniew po części też ma rację. Jednak teraz mniejszą anomalię stanowią przypadki o jaki wspomina @FKP (może poza samymi najcieplejszymi skrawkami kraju). A przynajmniej ja oceniając pogodę też o tym aspekcie nie zapominam…

  39. U mnie też porządnie sypnęło w nocy, z 10 cm to jest na bank ;) z tego co widać to na E zima utrzyma się przez najbliższe 10 dni (od czwartku ma być -1 / 0 za dnia, ale znowu ma sypać śnieg), a na zachodzie od środy/czwartku jesień… czyżby prognozy accuweather się sprawdziły, bo to już drugi albo trzeci raz tej zimy kiedy wschód ma zimę, a zachód nie.

    1. rok temu było podobnie. Wschód kraju doświadczył konkretnego powiewu zimy na około 2 tygodnie, na zachodzie nazywanie stycznia 2018 miesiącem zimowym to jakiś żart.

      https://meteoprognoza.pl/wp-content/uploads/2018/02/TEMPERATURA-srednia-styczen-2018.jpg

      Różnica Suwałki-Wrocław ponad 5 stopni, izoterma 0*C objęła Warmię, Mazury, Podlasię i trochę Lubelszczyzny. Zachód Polski miał w tym miesiącu aurę listopadową o temp śr powyżej +3*C, zima była tam bardzo limitowana. W samym Wrocławiu do 6.02 nie było ani jednego dnia z całodobowym mrozem!

  40. Dzisiaj w Polsce północnej i środkowej pojawiła się szeroka strefa rozpogodzeń, do mnie niestety dopiero zmierza (na szczęście dojdzie raczej dużo przed zachodem słońca). Dzięki temu można zobaczyć na sat24 „odsłoniętą” pokrywę śnieżna, a także jej granice, przebiegającą dość blisko Wisły.

    1. Jak pojawia się Słońce to dla mnie każda opcja termiczna (rzutująca także na kwestię śniegu lub jego braku oraz odwilży) ZAWSZE staje się przyjemniejsza – przynajmniej/zwłaszcza późną jesienią, zimą i wczesną wiosną…

  41. Dzisiaj niby zaczęła się odwilż, a mnie w piątek wieczorem i w nocy z piątku na sobotę na południu Mazowsza i nie tylko dosypało jeszcze kilka centymetrów śniegu czyli więcej niż w środę, czwartek i piątek (w te dni padał słaby śnieg lub śnieg ziarnisty).
    Teraz u mnie 1 stopień na plusie, a śnieg się powoi topi.
    Cieszę się, że czwartek i piątek przyniosły rozpogodzenia i słońce przynajmniej na te 1-3 godziny po długim okresie pochmurnym. Jak to mówią lepsze rydz niż nic.

  42. A na podkarpaciu coraz ciężej odkopać się od śniegu a od odwilży można zapomnieć .UM z temp poległ na całego prognozując od rana ocieplenie z około -5 st do maks -1 st po zachodzie słońca tymczasem temp wcale się praktycznie nie rusza rano było -5,a teraz jest -4,3 st.i praktycznie cały czas śnieży raz mniej raz bardziej intensywnie,ale to nie jest śnieg z deszczem ani nawet mokry śnieg,a sypki.Ja bardziej martwię się nie chlapą a to że nadmiar śniegu załamie gałęzie lub drzewa na linie energetyczne.Chętnie bym tego śniegu trochę podrzucił ku uciesze dzieci bardziej na zachód lub północ Polski,ale tak to jest że jedni mają nadmiar a inni niedobór.

  43. U mnie ta odwilż tylko liznęła na chwilę temperaturą minimalnie powyżej zera. Trochę się bałem że będzie padał deszcz i popsuje on pokrywę śnieżną (po takim deszczu nawet jak potem przychodzi mróz to już nie jest to sypki puszek tylko zamarznięta skorupa) ale udało się tego uniknąć. Teraz znowu będzie mróz na co najmniej parę dni, w prognozach jakaś słaba odwilż (rzędu tmax +1*C) widać dopiero w środę, potem znów chłodniej. Znaczne pogorszenie pogody (4 stopnie, zachodni wiatr, opady deszczu) widać w fusach 12 stycznia, dość daleko, zwłaszcza że to się zmienia codziennie.

    Może w końcu dostaniemy zimę o sumarycznej pokrywie śniegu powyżej chociażby 500 cm? W ostatnich latach jest pod tym względem straszna bieda z nędzą. Zima 2017/8 to chyba była tutaj rekordowa, ledwo ponad 100 cm, z tego większość w parę dni grudnia na początku jak leżało 11-14 cm. Zima 2016/7 jedyna w miarę normalna, o wcześniejszych trzech to nawet nie ma co gadać, śniegu prawie żadnego. Porządne śniegi to były w zimie 2012/3. Rekompensowały wysokie zachmurzenie, przynajmniej w styczniu bo luty już był dla mnie za ciepły (jak na tak pochmurny miesiąc).

  44. No i pada mźawka przy temp -4,3 st.Dla mnie to nie źle,bo zrobi na śniegu skorupę ,i w ten sposób nie ma się co martwić o zawieje śnieżne ,z którymi ostatnio walczyłem bo co chwilę trzeba odśniżać przejścia z powodu zawiej.Gorzej dla kierowców ,bo zamarzający na szybach deszcz,to problem na szczęście nigdzie się nie wybieram.

  45. U mnie teraz są +2 stopnie i temperatura nie chce spadać. Trochę szkoda, bo im dłużej jest plusowa temperatura, tym więcej śniegu stopnieje

  46. gdzie można znależć dane dotyczące pokrywy śnieżnej tylko aktualizowane częściej , bo oprócz pogodynka z tego co widze to tylko z 6 rano są dane. a i nie moge znależć mojego miasta Nowy Sącz? dzisiaj sypie prawie cały dzien świeżego śniegu napadało około 13cm, (zmierzone na dachu auta) natomiast łaczna pokrywa to jakieś 16-17 cm. Temp na minusie do godz 17, potem lekko na plus ale teraz juz 0*C wiec znowu w dół. Byłem pare dni temu w Krynicy i tam juz hałdy śniegu byly konkretne, pogodynka pokazywała 45 cm. ciekawi mnie także miejscowość Łabowa 9na trasie do Krynicy), która jest jakies kilka km od Sącza , wysokość 450m npm, wiec tylko 150m róznicy od Sącza (300m npm) a róznica w pokrywie widoczna gołym okiem. sprawdzilem dzis rano na pogodynce wskazuje 40cm .

    1. Jeśli chodzi o pokrywę śnieżną, to danych z Sącza nie ma od 2014 roku :( Ja zmierzyłem u siebie 18 cm, szczerze liczyłem że wyjdzie więcej, bo padało od wczorajszego wieczora. W marcu ub.r. było ponad 20 cm.

      1. W 2014 r. stacja w Sączu (jak i wiele innych) straciła status synoptycznej całodobowej i nie ma obserwatora. Od tego czasu nie ma danych o pokrywie – to co jest na Pogodynce to są dane tylko ze stacji gdzie jest obserwator. Od 2013 r. była duża akcja instalowania automatycznych czujników pokrywy śnieżnej, głównie w górach – np. Turbacz, Leskowiec, Markowe Szczawiny, ale też np. w Nowym Sączu czy Makowie Podhalańskim. Tyle że od czasu ich instalacji nikt nie wie gdzie są dane z tych czujników.

      2. Odkąd stacja straciła status synoptycznej całodobowej, już nie miał kto mierzyć rano pokrywy. Pomimo zamontowania automatycznego czujnika śniegowego w 2014 r., jak i na wielu innych stacjach (np. Turbacz, Leskowiec, Jaworzyna Krynicka, Studzionki itd.), który działał i był ok, te dane nigdy nigdzie nie były dostępne. Nie wiadomo dlaczego, pomimo, że te czujniki są podłączone do tego samego systemu, który jest odpowiedzialny za prezentację danych w Monitorze. Dane o pokrywie na Pogodynce są tylko z miejsc gdzie jest obserwator. Ciekawy temat do zbadania, bo te czujniki kosztowały dużo i były montowane na co najmniej kilkunastu stacjach.

      1. o dzieki Zbigniew. faktyczniue nawet sie pomiar zgadza bo dzisiaj czyli z niedzieli o 7 rano pokazuje 16 cm czyli tyle ile wczoraj wieczorem zmierzyłem. Czyli być moze , ze wetter oniline korzysta własnie ztych automatycznych czujników pokrywy śnieżnej o których pisali koledzy wyżej.

        @ PiotrNS Ja takze liczyłem na wiecej jednak u nas w tej kotlinie ciężko o kilka cm wiecej. Pozostaje nam jedynie fakt , ze wystrczy podjechać w promieniu kilku km od Sączu gdzies wna jakies wzniesienia i juz robi sie 30-40 cm białego puchu ;)

  47. Podobno doszło do podziału wiru polarnego. Czy jest to prawdą? Czy można już postawić w tej sprawie jakieś konkretniejsze wnioski co do wpływu owego na dalszą część zimy?

  48. Geograf-meteorolog D.D. z Górnego Śląska ma jakąś obsesję na punkcie porównywania pokrywy śnieżniej między Katowicami innymi regionami, zwłaszcza Warszawą. Ja słucham takich audycji i programów w radio i TV, że mowa w nich o śniegu nie tylko w Warszawie. Bardzo dużo mówili o śniegu m.in. na S kraju, nawet jak w Warszawie go nie było lub było mało. Nie rozumiem jego nieustannych aluzji z tym związanych. Jeżeli go coś w tym względzie drażni przecież zawsze ma się wybór w tym co się słucha/ogląda…

    Za nieuzasadnione uważam też non-stop pisanie o “tradycyjnie” bezśnieżnej Warszawie. Na tle nizinnych i wyżynnych obszarów Polski, C Mazowsze pod względem “zimowości” (zarówno w aspekcie śniegu, jak i mrozu) wypada gdzieś pośrodku. To, że przez kilka dni mieliśmy w tym względzie jakiś wyjątek nie znaczy, że jest to regułą (jak np. to, że zimą W kraju jest średnio 2-3 st. cieplejszy niż E regiony). Pamiętam z przeszłości przypadki, że na S/SW kraju śniegu i mrozu nie było, a na Mazowszu (i dalej na N/NE) był i to w więcej niż ilościach symbolicznych. Tak było okresowo np. w styczniu ub.r., albo wcześniej np. w styczniu 2014, albo przez pewien czas w marcu 2013 r. Podczas najsilniejszych “ataków” zimy w okresu 2009-2013 także w Warszawie pokrywa śnieżna często wynosiła ponad 30 cm, a w lutym 2010 nawet ponad 50 cm i była jedną z najwyższych w Polsce nizinno-wyżynnej (okresowo wyższa niż na Górnym Śląsku).

    Górny Śląsk ma wyższe położenie, ale za to Mazowsze leży bardziej w kierunku “mroźnym” (czyli NE), o czym D.D. w swoich ocenach zdaje się już zapominać…

    1. Tak, to prawda. Choć trzeba przyznać że Warszawa w ostatnich latach wypada gorzej wzgledem innych miast w porównaniu chociażby do okresu 2009-2013, gdzie Warszawa wówczas była często w czołówce najbardziej śnieżnych miast w Polsce. Ostatnie lata jednak zdecydowanie nie należą do stolicy.

      1. Ale kilka lat to zdecydowanie za mało na ocenę trwalszych trendów, a już tym bardziej kilka dni w jednym sezonie (jak ostatnio). Sytuacja z sezonu 2017/18 kiedy S Polski (poza górami) było najmroźniejsze jest raczej wyjątkiem, niż regułą. Dla odmiany, w styczniu 2018 r. było odwrotnie – bo im dalej na NE, tym zimowa aura trwała dłużej. Słowo “tradycyjnie” (odnośnie bezśnieżności Warszawy w porównaniu np. z Katowicami) jest więc mocno naciągane.

        1. Co ciekawe Katowice, mimo cieplejszych średnio zim niż w Krakowie (w granicach 0.3-0.5C)
          to mają przeciętnie wyższą maksymalną wysokość pokrywy śnieżnej (o ok. 3 cm)
          a także nieco dłużej tam zalega śnieg (o ok. 3 dni)
          choć w szczegółach to zależy od zimy ;)

          1. patrząc po ostatnich kilku tygodniach zauważyłem, że mają też dużo mniej słońca niż Kraków, podobnie było zresztą w grudniu i styczniu 2017/18.

          2. @kmróz, ciężko mi się odnieść bo nie mam danych odnośnie usłonecznienia w Krakowie – Balicach po 2007 r. :(

          3. Wiem, ale mam znajomego z Krakowa i z tego co mówił, to był tam co jakiś czas słoneczny dzień w grudniu – w przeciwieństwie do Katowic… ;) Chociaż większa różnica była np w styczniu 2018.

          4. w Katowicach te 7h usłonecznienia z grudnia zaniżone, w okresie 1-8 grudnia były 3 dni przynoszące sporo rozpogodzeń i jaskrawego słońca + jeszcze z 2 takie co tego słońca była z godzinka. Wynik łączny myślę że nie bedzie odbiegał mocno od sąsiadów i wyniesie 15-20 godzin. Nadal jest to skrajnie mało.

            No i potwierdzam, że od 9 grudnia do końca miesiąca słońca nie było właściwie żadnego. 19 i 22 grudnia coś tam się przez stratusa przebiło na dosłownie 15 minut. Nawet nie wyszło. Reszta dni szara totalnie, 100% zachmurzenia. Nawet rozpogodzeń nocnych właściwie żadnych.

            Te 6 dni stycznia co upłynęły nie są dużo lepsze bo tylko 3.01 był w miarę pogodny. Też na krótko, zachm. średnie w granicach 7/8! Ale BYŁO pierwsze nie-symboliczne słońce od 25 dni!

            Tyle że styczeń jest już dużo milszy w odczuciu od grudnia bo dominuje zima, jest mróz i leży sporo śniegu. Grudzień większosć opadów miał w postaci deszczu, styczeń odwrotnie – jak pada to głównie śnieg, jak jest powyżej zera to nie padało nic.

    2. Zgodzę się z Tobą Lucas ponieważ często czytałem komentarze Pana D.D i abstrahując od jego znacznej wiedzy w tematyce meteorologii też rzuciło mi się w oczy u niego nadmierne ,,przechwalanie ” się wysokością pokrywy śnieżnej na Górnym Śląsku. Pan D.D często mocno uaktywniał się w okresach gdy największe ilości śniegu i największy mróz panował na S kraju i milczał gdy zima była sroższa przykładowo na N kraju a jak dobrze wiemy nie ma na to stałej reguły, była nawet zima już nie pamiętam która dokładnie ale nie tak dawno temu gdy największe mrozy i największe ilości śniegu notowano na Pomorzu w Lęborku i Cewicach. Górny Śląsk przez swoje wyżynne położenie faktycznie charakteryzuje się zwiększonymi opadami śniegu ale takich miejsc w kraju jest znacznie więcej tylko często się o nich głośno nie mówi. Z mojego Grudziądza wystarczy przemieścić się niecałe 100 km na północny zachód lub wschód i mamy tonące często w śniegu Kaszuby i Garb Lubawski szczególnie okolice Kurzętnika znanego z ośrodka narciarskiego gdzie śniegu prawie co zima jest więcej niż na Górnym Śląsku Mimo że szanuję Pana D.D uważam że niektóre jego komentarze mogą wprowadzać w błąd i siać niepotrzebny zamęt

  49. u mnie na razie już nie pada przed chwilą mierzyłem pokrywę jest 22 cm ,Ja mieszkam na 360 m.n.p.m.Jest po tych opadach mźawki skorupa,ocieplenia w prognozach nie widać.tzn.odwilźy nie widać bo koło czwartku ma być lżejszy mróz.

  50. Wystarczyła wczoraj “lekka przejściowa” odwilż, a anomalia w skali kraju wyniosła już nieco ponad +3K (ref. 1981-2010). To pokazuje, że do pełnej absencji aury mroźnej (mroźno-śnieżnej), także nocami, w skali całego kraju, potrzeba naprawdę sporych dodatnich anomalii (co najmniej rzędu +4/+5K i wyższych). Mamy jednak styczeń i – bez względu na ocenę pogody w kontekście naszych preferencji – warto mieć na względzie co stanowi o naszych ‘normach’, jak i co jest źródłem obecnych zmian klimatycznych…

    A co do prognoz – wygląda na to, że nadal będziemy w pobliżu granicy ze strefą mroźną od E/NE a odwilżową od W/SW. Dominacja napływu z NW będzie sprzyjała dalszym wahaniom temperatury w zależności od tego, czy dotrze do nas więcej powietrza znad umiarkowanych szerokości N Atlantyku (PPm), czy też zza koła polarnego (PAm). Przy czym za naszymi E/NE granicami mróz ponownie będzie coraz częściej dwucyfrowy, a co i my okresowo będziemy w naszych E regionach odczuwać, zwłaszcza podczas chłodniejszych nocy i poranków.

    Przy czym zakres zmienności wszystkich realizacji wskazuje na większy potencjał w kierunku “mroźnym” (przynamniej dla E Polski), niż wynika to z ostatnich prognoz – zwłaszcza GFS – które częściej oscylują wokół 0°C:
    http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html?eps=warsaw
    Tak więc, w większej części kraju aura jest i nadal będzie znacznie bardziej zimowa niż w końcówce starego roku (pomimo okresowych odwilży i/lub wahań temp. wokół 0°C). Wyjątkiem będą najcieplejsze regiony Polski, choć i tam będzie średnio o kilka stopni chłodniej niż przed Nowym Rokiem.

    1. Patrząc na najbliższe prognozy jeśli się sprawdzą to będzie bardziej zimowo niż w II dekadzie grudnia wkrótce. W III dekadzie grudnia przynajmniej na Mazowszu trudno mówić o jakiekolwiek zimowej aurze poza krótkim incydentem 24.12( osobiście ten okres póki co jeszcze pamiętam jako jeden z najbardziej ponurych). Coraz bardziej jednak jestem za to ciekawy czy za 2-3 tygodnie stanie się to o czym pisze się coraz częściej na różnych portalach. Termin jest jeszcze bardzo odległy ale gdyby to się sprawdziło to mielibyśmy bardzo zimny okres który miałby duży potencjał aby potrwać dłużej. Gdyby rzeczywiście przez dłuższy czas płynęło do nas mroźne powietrze z kierunku N to uważam że lepiej jak to się właśnie teraz bo zakładając że potrwałoby to długo to jednak jest szansa że efekt SSW objąłby tylko meteorologiczną zimę a nie wiosnę. Zobaczymy co z tego będzie. Faktem jest że to są fusy, ale skoro się o tym tak dużo pisze i mówi to trudno przejść nad tym obojętnie. Tymczasem zima atakuje SE wschodnią część Europy

      1. też bym wolał to mrożenie w zimie, może se być nawet -20. Teraz jest na to czas, a nie w marcu czy kwietniu. W najblizszych dniach dość wyraźny podział na jesień na zachodzie i zimę na wschodzie.

      2. Zwrócę jeszcze uwagę na Arktykę, która tej zimy wcale nie jest aż taka ciepła. Ba, ostatnimi czasy ma nawet średnio ujemne anomalie. N Atlantyk jest aktywny, jednak niże tworzą się w konfiguracji z dominującym spływem NW. Z kolei za niżami nurkującymi spadki temperatur są coraz wyraźniejsze – u naszych E/NE sąsiadów coraz częściej z dwucyfrowym mrozem – co także i my w chłodniejszych regionach/dniach będziemy doświadczali (na razie w porze nocno-porannej).
        Tak więc, pomimo aktywności N Atlantyku, większy chłód ma do nas skąd spłynąć. A co dopiero jak dojdzie do wyraźniejszej blokady…

  51. Stacja synoptyczna w Opolu na jeden dzień przeniosła się w japońskie góry i notuje przeszło 9 metrów pokrywy śnieżnej ;-) Wyprzedziła tym samym stację na Kasprowym, która notuje marne 215cm.

  52. Na TP tradycyjna 16-dniówka – tym razem jednak (o dziwo?) nie “wyrocznia”:
    http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-01-06/prognoza-16-dniowa-zima-nie-moze-sie-zdecydowac-jaka-bedzie-lagodna-czy-sroga-sprawdz/

    Zwrócę uwagę na fragment już na początku:
    “Srogiej zimy w naszej prognozie długoterminowej nie widać. Kolejny tydzień z rzędu większy mróz pojawia się dopiero w ogonie prognozy, a to oznacza, że może w ogóle nie nadejść. Do końca drugiej dekady stycznia zima pozostanie łagodna z częstymi ociepleniami.”

    ->>> Jak końcówka prognozy – w terminie ok. 14-16 dni (!) – jest (bardzo) ciepła, to oczywiście wg nich jest to już pewne. A przy tym mają sypać się kolejne rekordy ciepła… No, ale jak wygląda to jak w tej prognozie to nagle zmienia się doń podejście.

    Cały czas nie potrafię zrozumieć nie tylko dlaczego tak daleko wybiegają w przyszłość bez “krytycznej” oceny tych pojedynczych prognoz, co także, że nie zwracają uwagi na znacznie lepiej sprawdzający się, przynajmniej przy ochłodzeniach, model ECMWF? (a co potrafią robić np. na https://dobrapogoda24.pl/).

    Zamiast pisać (na TP) o “częstych ociepleniach” i to już do końca 2. dekady stycznia (!), czyż bardziej adekwatne nie byłoby napisanie o podziale pogodowym nad Polską i ścieraniu się różnych termicznie mas? Czy nie dostrzegają, że równocześnie na N/E od Polski adwekcje mrozu będą coraz silniejsze? Skoro cały czas ma być tak bardzo ciepło, to skąd chociażby w zapowiedziach ECMWF okresowe spadki Tmin do -15/-10°C m.in. w Warszawie? (na zmianę z lekkim mrozem lub lekkimi odwilżami).

    To, że na razie nie mamy fali naprawdę silnego mrozu wcale nie znaczy, że będzie cały czas ciepło. A do WSZYSTKICH prognoz na więcej niż 5-7 dni naprzód przydałby się dystans nie tylko wówczas, gdy końcówki nie są po ich myśli…

    1. Narazie pogoda ma być dynamiczna szczególnie na wschodzie bo na zachodzie cały czas jest i ma być na plusie w najbliższym czasie. Na wschodzie zaś pogoda ma być bardziej dynamiczna zauważalnie 1-2 dni na minusie później mniej więcej tyle samo dni na plusie. Taka pogoda ma swoje wady bo przy tych dość częstych przejściach przez 0 może wzrastać zachorowalność. Gdzieś już słyszałem że nie stabilny mróz osłabia organizm ale właśnie przejścia przez 0 oraz dynamiczne zmiany. Nie zmienia to faktu że wschód Polski ma przynajmniej trochę zimowej pogody tj w grudniu, zachód Polski a szczególnie krańce zachodnie Polski. Ale myślę że co się odwlecze to nie uciecze zgodnie z przysłowiem bo chyba każdej zimy albo niemal każdej zimy również zachód Polski doznaje choć trochę zimowej aury

      1. Nie zmienia to faktu, że nie mamy i nie będziemy mieli cały czas i w całym kraju tak “łagodnego” oblicza zimy jak wieszczą to na TP. W ostateczności mógłbym się z nimi zgodzić, ale tylko w odniesieniu do samych W krańców Polski. Im bardziej na E, tym zdecydowanie częściej i w większym stopniu ma być mroźne (mroźno-śnieżnie), niż odwilżowo (późnojesiennie).

    2. Lucas, daj sobie chłopie spokoj, po co tam zaglądasz? ;) “Kolejny tydzień z rzędu większy mróz pojawia się dopiero w ogonie prognozy, a to oznacza, że może w ogóle nie nadejść. Do końca drugiej dekady stycznia zima pozostanie łagodna z częstymi ociepleniami…” Hmm… Może autor tej prognozy żyje w schizofrenicznej rzeczywistości? haha

    3. Skoro tak piszą to widocznie przynosi im to komercyjne korzyści… Przeciętny Kowalski, który interesują się pogodą tylko w kontekście tego czy i jak często będzie musiał odśnieżać/drapać szyby chce mieć konkretną informacje jak będzie, ot po prostu taki pop-serwis.

        1. Ktoś to wgl czyta jeszcze te “epopeje”? Przecież ich poziom, powtarzalność są, łagodnie mówiąc, prymitywne.

  53. Tego śniegu i mrozu trzeba dać ludziom na zachodzie Polski.. żeby może i oni poczuli czym jest zima, a nie tylko narzekali że zimy nie ma.. ale być może to nastąpi po 15 Stycznia.. Oby!!

    1. @Damiano Spadaj! Zabieraj te swoje mrozy i śnieżyce do siebie. Nikt poważny nie chce tutaj żadnej Twojej zimy. Jeden dzień pokrywy błotnej, a następnie deszcz i przejściowa ślizgawica jeszcze bardziej zraziła ludzi. Na szczęście szybko to zniknęło, tylko syf z piasku i soli pozostał i zostanie tak dopóki wiatr go nie rozniesie dookoła…

  54. Na przyszły tydzień ECMWF widzi ogromne opady śniegu dla Sudetów, a przede wszystkim dla Karkonoszy i Izerów. Obecnie w Karkonoszach już są ilości nie notowane od kiku dobrych lat. Oficjalnie na Sniezce jest półtora metra, a to znaczy że niżej jest ponad 2 metry. Śnieżka jest górą z której śnieg jest strasznie wywiewany i notuje niższe opady niż na wysokości 200-300m niższej. Wiem też, bo byłem na Przełęczy Karkonoskiej i w okolicach Szrenicy gdzie śmigałem na nartach i widziałem. Jest mega bajkowo ale też niebezpiecznie. Obawiam się lawin niestety, więc nie wiem czy w przyszły weekend się wybiorę tak wysoko. Oto ECMWF dla Jakuszyc. https://www.yr.no/nb/oversikt/dag/2-3097727/Polen/Nedre Schlesien/Powiat jeleniogórski/Jakuszyce

  55. Zima jak dotychczas mogłaby się wydać standardową, bo temperatury usrednione na terenie naszego kraju oscylują gdzieś koło 0C, mogłaby ale nie jest to jak najbardziej standardowa zima a wszystko ze względu na niespotykaną różnicę temperatur między wschodem a zachodem Polski i ta duża róznica wprowadza sporo zamieszania w odbiorze tej zimy Na pewno mieszkaniec wyspy Wolin powie że nie ma żadnej zimy bo trwa permanentna późna jesień, z kolei mieszkaniec przykładowo Bieszczad powie że zima jest dosyć surowa Ale taki wyraźny podział pogodowy najgorszy jest właśnie dla mieszkańców centralnej części kraju takich jak ja dlatego że w tej części kraju dochodzi do siłowania się między jesienią a zimą i przez to pogoda jest bardzo nieprzewidywalna. Mieszkańcy wschodniej części przynajmniej mogą się nastawić na zimę a zachodu na jesień a jak jest u mnie ? W Grudziądzu mieliśmy już chyba wszelkie atrakcje, gwałtowne odwilże jak wczoraj, nieśmiałe ataki mrozu jak dzisiaj i następnej nocy, ulewne opady deszczu a także wielkie śnieżyce które kilka dni temu przyniosły u nas 25 cm śniegu. Ni to jesień, ni to zima, raz deszcz, raz śnieg, raz plus, raz minus. Masakra. Wiem że pogoda to nie koncert życzeń ale byłoby dobrze gdyby gradient temperatury był jednak mniejszy w najbliższym czasie, wiadomym jest fakt że W kraju jest w styczniu cieplejsze niż E a szczególnie NE kraju ale różnice te są zazwyczaj kilkukrotnie mniejsze niż ma to miejsce w ostatnich dniach a przez to i pogoda spokojniejsza. Liczę na to że w drugiej połowie miesiąca mróz zapanuje w całym kraju jak przystało na styczeń i nie będzie trzeba jednego dnia zakładać butów zimowych a kolejnego adidasów, jednego odśnieżać samochód a drugiego uciekać przed deszczem z parasolką no i słoneczka więcej by się trochę przydało nawet kosztem trzaskających mrozów ważne aby te ciemności egipskie się zakończyły

    1. Dokładnie. Ja nauczony “przykrym” doświadczeniem z tego forum, od pewnego czasu sprawdzam regularnie też prognozy na zachód Polski, i co tu dużo mówić, inny świat? Czy to na pewno tylko kilkaset kilometrów od Mazowsza?

      1. 51°29’N 17°21’E: Dobowe amplitudy ~ 8 st., oczywiście codziennie przez “0” . Maks. 4°C, min. -4°C. Interwał opadowy – wystąpienie opadu co 10-15 godzin. Rodzaj opadu w ciągu I pent. stycznia: śnieg (pokrywa 5 cm), marznący deszcz, krupa, deszcz. Zachmurzenie od 7/8 do 8/8 okt. O jakim zachodzie prawicie, Mocium Panie? Zachód POLSKI pozdrawia.

        1. Jeden tutejszy gagatek z Zamościa (?) w jednym ze swoich wynurzeń chce mi podarować Ichnią zimę (skądinąd, znaną mi z lat młodości z rodzinnych stron[w pół drogi z Włości Zamojskiego do Lublina]). Zamawiam, ale… z listą życzeń dodatkowych:
          interwał opadowy ~ co 7-10 dni, brak przeskoków temp. “przez zero” i “przez -10”, zachmurzenie 1/8 do 4/8 okt., rodzaj opadu: śnieg, wilgotność pow. 30-50%.
          I, proszę – bez żadnych sumarycznych 500 cm śniegu za okres zimowy, jak to któremuś się tu wczoraj w malignie bredziło.

          1. ale ze co bredziło? Sumarycznie 500 cm to dużo?
            To się liczy na zasadzie dodajesz pokrywę śniegu z każdego dnia oddzielnie. Np. od 1 do 10 stycznia leży 20 cm śniegu, suma wyniesie 200.

            Sam grudzień 2010 nadziabał u mnie prawie 600. A ty jesteś przerażony na myśl o 500.

            Pewnie myślałeś że ma nawalić łącznie 500 cm opadu. Tyle to chyba tylko w Sapporo pada. Klimat mają całkiem spoko, nie ma tak potężnych dysproporcji w nasłonecznieniu jak u nas, dużo bardziej naturalnie to wygląda 100 godzin zimą 200 latem (a nie jak u nas 250-300 latem <50 zimą). Zimy chłodne ale bez trzaskającego mrozu (tavg -4*C), lata cieplejsze od Polski. Wrzesień sporo cieplejszy od czerwca, lato u nich ma 4 miesiące.

            Mimo wszystko klimat specyficzny bo w samym tylko styczniu pada średnio 180 cm śniegu. Który raczej się nie topi, tavg zimowy jak w Suwałkach.

          2. Nie powala to Sapporo, wilgotno cały rok, marne śr. t. maks. wiosną i latem, niskie abs a marce jeszcze gorsze niż w Polsce.

          3. a widzisz, a leży ono całe 10 stopni bardziej na południe niż Warszawa czy twoja Piła. W naszych stronach jak wyjedziesz 10 stopni na południe to mroźnej zimy prawie w ogóle nie zobaczysz. A tam walą takie śniegi że co roku budują z niego rzeźby wielkości budynków mieszkalnych. A rekordy zimna rzędu -30 stopni, do tego przy napływie takiego mrozu znad pobliskiej Syberii spodziewałbym się potężnego efektu jeziora (morza) i opadów śniegu. Nie to co u nas, gdy przy mrozie -20 właściwie nie ma szans by padał śnieg.

          4. “Pewnie myślałeś że ma nawalić łącznie 500 cm opadu”
            Nie, znane jest mi pojęcie śnieżności, a także wskaźnik Paczosa, który dla mojego regionu przyjmuje wartość ok. 1, co oznacza, że średnia wieloletnia sumy grubości pokrywy śnieżnej = ok. 200 cm.

          5. Swoją drogą, metodologia pomiaru sumy grubości pokrywy śnieżnej, którą pokrótce opisuje w swoim komentarzu Alewis, nie przestaje mnie zadziwiać.
            Sytuacja: w okresie 1-31 stycznia spadło łącznie 15 cm śniegu, który – ze względu na panującą ujemną temperaturę – utrzymał się przez 10 dób, podczas których mierzono grubość pokrywy, wynoszącą od 10 (5 dni) do owych nieszczęsnych 15 cm (drugie pięć). Rezultat – miesięczna suma grubości pokrywy wyniosła 125 cm. Nie mogę tego zrozumieć zasadności takiego trybu pomiarów i przedstawienia wyników.

        2. Dzięki naszemu Adminowi PD, bardzo szybko znalazłem rozjazd związany z niezróżnicowaniem przeze mnie definicji sumy opadu śniegu i sumy dobowych wysokości pokrywy.
          Niemniej uważam, że – przynajmniej z hydrologicznego pkt. widzenia – bardziej wartościowym i miarodajnym jest operowanie sumami opadu śniegu.

  56. U mnie na S Mazowsza jest minus 5 stopni, pełne zachmurzenie typu stratocumulus, z którego prószy słaby śnieg. Przed południem nawet pojawiły się jakieś rozpogodzenia. Trend temperatury spadkowy, bo ok godz. 8 było minus 2-3 stopnie. Jak się wypogodzi to temperatura może spaść w nocy poniżej minus 10 stopni.
    Z tego co widzę w prognozach to najbliższe dni to spory kontrast termiczny między zachodem a wschodem Polski. Np. na zachodzie temperatury będą oscylować wokół plus 5 stopni, na wschodzie wokół minus 5 stopni w ciągu dnia.
    Na zachodzie Polski co najmniej do połowy stycznia prawdziwej zimy nie widać, bo dominować mają zdecydowanie temperatury na plusie, a na wschodzie Polski będzie dominować umiarkowana zima z przejściowymi słabymi odwilżami czyli tmax 0-5 stopni.

  57. Anonim, to w końcu zdecyduj się, bo raz piszesz, że jest nudno, by za chwilę podkreślać dynamikę (?!) W Warszawie dziś taka zima, jaką najbardziej lubię – sucho, mroźno, rozpogodzenia, a w Łazienkach, ktore dziś wybrałem na niedzielne bieganko, to już w ogole bajka ;)

    1. a mi pozostaje z rozmarzeniem wspominać pogodę dokładnie sprzed roku…. Niestety to co jest dzisiaj, dosyć mocno mi NIE odpowiada.
      6.01 ma to do siebie, że albo jest wyjątkowo ciepły, albo bardzo zimny. Ostatni w miarę normalny 6.01 był chyba w 2013. W 2014 i 2018 nadzwyczaj ciepło, spędziłem oba te dni na długich spacerach, korzystając z litości pogodowej, a od 2015 do 2017 było niestety mroźno i cóż…. dodatkowy wolny dzień zmarnowany…

      1. kmroz
        Proponuję tobie kupić ubranie trekkingowe. Można w tym śmigać wszędzie. Nie poci się w tym. Jest mega wygodne, nie jakieś grube i naprawdę fajnie się w tym wygląda. Szczególnie płeć piękna :) Do tego uwierz idealnie chroni przed zimnem. Praktycznie już samo ubranie się tak daje dużo frajdy, szczególnie gdy się patrzy na Januszów chodzących w dżinsach przy – 5 stopniach i ich narzekanie na zimno. Oczywiście jest to koszt jednorazowy około 1000-1500 zł za wszystko łącznie z butami (może trochę mniej jak się trafi przecene), a potem na spokojnie dokupowanie sobie na zmianę. Myślę że w obecnych czasach nie jest to jakiś mega wydatek, a naprawdę warto. Zakladam że nie masz jakieś fobii zimowej typu pyton, bo jemu to już nic nie pomoże. Pozdro.

      2. 6 i 7 stycznia 2017 coś wspaniałego! Taka zimę to ja lubię. Potem 8 9 10 też nieźle ale już się smog robił dość spory.

        1. 7.01.2017 w Katowicach to było -26 stopni….
          Jeśli chodzi o zimę w wersji prawdziwie zimowej, to w miarę by mi odpowiadała końcówka stycznia 2017. Albo coś takiego jak u mnie piątek wieczorem, świeża pokrywa i opad śniegu przy -1.

          1. No właśnie wiem że było minus 26. I koło 15 w dzień a do tego 20 cm świeżego śniegu. Ani trochę mi to nie wadzilo, na dworze w tych dniach byłem dużo czasu. Podobnie w styczniu 2006. Takie mrozy są u nas na tyle rzadko że mi nigdy nie zdążą zbrzydnąć. Co innego jakby te – 26 było 50 dni w roku, do tego z mglami przyziemnymi.

    2. Termicznie do tej pory nudno bo jak napisałem temperatury krążyły wokół normy od niezbyt dużych anomalii ujemnych do niezbyt dużych. Dynamika zaś raczej tu polega na przejściu przez 0 na tym że raz jest w dzień na lekkim plusie a raz na lekkim minusie i nie ma tym nic nadzwyczajnego. Natomiast występuje to często stąd podkreśliłem dynamikę (a mimo że przykładowo-1 dzieli od +1 ledwie 2 stopnie to znaczna zmiana w przyrodzie i w odczuciu). Od razu na tym przykładzie widać też że nie pomiary wg Celsiusza mają znacznie większy niż Fahrenheit (dziwię się że Amerykanie tego jeszcze używają). Na zachodzie kraju panuje już znacznie większa nuda bo tam jest na plusie cały czas w niektórych miejscach od początku meteorologicznej zimy. Na wschodzie jednak na bliskim horyzoncie widać jednak już większy mróz. Także reasumując termicznie niewiele się dzieje bo ani nie mamy wielkiego ciepła jak na potencjał stycznia ( temperatury powyżej 10 a nawet 15 stopni miejscami ale to już skrajność ani wielkich mrozów w dzień poniżej -10 stopni)

      1. Nudno czy nie – mam za oknem -7 i około 10 cm śniegu. Zima pod Tarnobrzegiem pełną parą. Piec non stop pracuje.

    3. Mi dzisiejsza pogoda w Warszawie – jak na zimę – też odpowiadała. Może i nawet to był pierwszy tak przyjemny faktycznie zimowy dzień w Warszawie – zarówno w aspekcie całodobowego mrozu, pokrywy śnieżnej (niezbyt dużej, ale ciągłej, ze zmrożonym śniegiem) oraz okresowych przejaśnień. A wiatr był dla mnie w sam raz, bo nie było zupełnego bezruchu, ale i też nie był na tyle silny, aby mocno obniżał temperaturę odczuwalną.

      Podobało mi się też to, że przed południem prószył nieco śnieg na przemian (a czasami nawet i równocześnie) z przejaśnieniami. Było znacznie jaśniej, niż podczas mrocznych i późnojesiennych dni w okresie między Świętami BN a Nowym Rokiem. Oczywiście wspólnie z rodziną spędziłem ze 3-4h aktywnie w terenie:-)

    1. Tej zimie bardzo daleko do typowo atlantyckiej. Mało kto mam wrażenie rozumie to słowo. Dla mnie typowo atlantycka zima to grudzień 2015 – mocniejsze wiatry z zachodu i gigantyczny gradient, trzymający dość stabilnie większą część miesiąca. Zapewnia to wysokie temperatury, stosunkowo dużo słońca, okresowe opady przy frontach. Czasami pojawi się mobilny wyż, jak wtedy koło 14-16.12, czy – w drobniejszej wersji 8-11.12 i 24-25.12 przynosząc “ochłodzenie” – czyli przymrozek.

      Kiedy mamy długotrwały wyż nad zachodnią Europą, to można wiele powiedzieć, ale na pewno nie “atlantycka zima”. Chyba, że tak jak kiedyś mówił FKK – pogoda przypomina “wyspoowczową”. Tak samo jak przy blokadach z poteżnymi wyżami na N i W Europy typu październik 2016 lub kwiecień 2017 (albo cofając się daleko paskudny wrzesień 2008) pogoda przypomina taką. Niektórzy też to nazywali “atlantycką pogodą”, mimo, że nie miała nic wspólnego z Alantykiem. Tak samo, jak te “afrykańskie upały”, przy spływie z północy, albo po prostu we własnej, rozgrzanej od Słońca masie. Czyli błąd, polegający na określaniu “typu” pogody, a nie jej przyczyny.

      1. Czyli jak rozumiem dla ciebie atlantycka pogoda jest wtedy gdy główne karty w Polsce rozdaje wyż bałkański do spółki z niżem islandzkim? Można i tak tylko że takie cyrkulacje występują dużo rzadziej niż to co się potocznie nazywa atlantycką pogodą a co nie należy do najprzyjemniejszych doznań pogodowych, bo wiąże się z deszczami, wiatrami i szczelnymi chmurami. Sam więc sobie odpowiedz na pytanie czy bardziej atlantycką powinniśmy nazywać tę cyrkulację która występuje rzadziej czy częściej?

        1. Przede wszystkim dla mnie atlantycka pogoda jest wtedy, kiedy nad UK znajduje się niż, a nie wyż :D
          Przykłady?
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2007&maand=1&dag=9&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2008&maand=2&dag=23&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2006&maand=12&dag=7&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2008&maand=12&dag=4&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2013&maand=12&dag=25&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2015&maand=1&dag=13&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2015&maand=12&dag=23&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2018&maand=1&dag=4&uur=000&var=1&map=1&model=avn

          W większości z tych przypadków jest faktycznie jakiś wyż nad Bałkanami/Morzem Śródziemnych, ale nie każdym. Każdy przypadek łączy za to solidny, potężny niż z centrum gdzieś nad UK/Morzem Północnym. Każdy przypadek łączy też dłuższy okres bardzo ciepłej i przeważnie słonecznej pogody. Pewnie tobie i tak większość tych przypadków by się nie spodobała, z powodu chwilami silniejszego wiatru i pojawiających się co jakiś czas opadów deszczu z frontu. Oczywiście takich przypadków jest o wiele więcej, ale nie będę tutaj wysyłał setek linków…. ;)

          Dla porównania – “atlantycka” pogoda w końcówce tegorocznego grudnia…. Ewidentnie nie ma takiego mocnego streamu, niże są słabe i bardzo daleko, a rządzi zgniły wyż…
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2018&maand=12&dag=26&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2018&maand=12&dag=29&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          Ale dla kogoś to może właśnie to jest uosobieniem “Atlantyku” – mam wrażenie, że dla dużej części piszących tutaj. Nic dziwnego, że go tak przez to nie lubicie. Sam nie byłem fanem takiej pogody jak w końcówce grudnia (poza naprawdę wspaniałym piątkiem 28.12), ale i tak lepsze dla mnie to od mrozów.

          1. Kwiecień 2017 w sumie nie był pochmurnym miesiącem, na pewno na Pomorzu. Kwestia polega na tym że rozpogodzenia pojawiały się przy ochłodzeniach, a ciepło przy pochmurnej aurze, choć to ciepło nie było jakieś wyraźne. Dużo też było dni z tmax 5-10 stopni, deszczem i całkowitym zachmurzeniem.
            Dla mnie atlantycka, a właściwie aura rodem z wysp Owczych (bo na atlantyku leżą zarówno Wyspy Kanaryjskie jak i Zielonego Przylądka, a trudno te miejsca nazwać pochmurnymi), to taka, gdzie dominuje duże/całkowite zachmurzenie, czasami pojawia się wiatr i dosyć dużo pada. Latem przy takiej aurze jest chłodno (jak początek lipca 2018), a zimą ciepło. Niezależnie od tego czy na Atlantyku jest wyż bądź niż.
            Lipiec 2017 był także miesiącem z pogodą raczej “brytyjską” bo było przeważnie pochmurno i dużo padało, ale było ciepło i momentami parno. Na Wyspy owcze za ciepło, na tropiki zbyt chłodno, a na Bałkany zbyt pochmurno.
            Takie miesiące jak Maj 2018 czy Lipiec 2006 bądź Wrzesień 2016 trudno też nazwać aurą atlantycką czy z wysp owczych. Przewaga słońca, gorąca przeplatanego z upałami, od czasu do czasu opady konwekcyjne.

            Swoją drogą, który rok przyniósł najwięcej aury rodem z wysp owczych? 1980 by pasował ale zima była mroźna. Chodzi o to aby wiosna, lato i jesień były chłodne i przeważnie pochmurne, a zima ciepła i również pochmurna.

        2. Dla mnie atlantycka pogoda jest wtedy, kiedy mamy potężny niż nad Islandią/UK/Morzem Północnym/Skandynawią. Przykład?
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2006&maand=12&dag=7&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2008&maand=12&dag=4&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          Okres z taką pogodą pojawia się prawie każdej zimy, skutkiem tego jest przede wszystkim ciepło, okresowe opady (ale nie codziennie i przelotne zazwyczaj) i spore, jak na zimę, ilości Słońca. To właśnie przy takiej sytuacji barycznej mamy najczęściej dwucyfrowe wartości na termometrach, przynajmniej jeśli chodzi o Mazowsze, bo na zachodzie 10 stopni często bywa przy mniej dogodnych warunkach.
          Im potężniejszy i trwalszy taki układ niżowy, tym większa szansa na takie ekstremalne temperatury i zarazem ładną, słoneczną pogodę. Kiedy taki układ trwa krótko, jak parę razy w grudniu 2018 czy 2016, to jest o wiele mniej pogodny, bardziej deszczowy i nie przynosi, aż tak wysokich temperatur :(

      2. ale ty zdajesz sobie sprawę z tego że grudzień 2015 z atlantycką zimą ma tyle wspólnego co rum z rumakiem?

        Przeciez w tym miesiącu był permanentny wyż! Najniższe średnie SLP wystąpiło 13 grudnia (1018 hPa), a najwyższe 1041 w sylwestra. Większość dni tego grudnia była pod znakiem ciśnień 1025-1035 hPa, zaś uśrednione miesięczne wyniosło 1029,1 hPa.

        Średnie to tam jeszcze pół biedy, ale tam ani jednego niżu nie było nawet. Ani jednego przez cały miesiąc. Z tego co wiem to atlantycka cyrkulacja strefowa polega na cyklicznym przechodzeniu niżów z zachodu na wschód, nie? A tu ani jednego takiego zjawiska nie było.

        1. Przecież cały czas przechodziły niże przez północną Europę i fronty z tych niżów przechodziły właśnie przez Polskę. Elegancko z zachodu na wschód, jak “Pan Bóg przykazał”. Bardziej typowej cyrkulacji strefowej to ja sobie nie mogę wyobrazić…. Często wiało mocno w związku z tymi niżami i padało też wbrew pozorom regularnie, tylko przeważnie bardzo słabo i co ważne krótko.
          A to że wysokie ciśnienie? Co z tego? Sierpień 2016 też miał przecież rekordowo wysokie ciśnienie (u mnie najwyższe w serii!), a przyniósł masę niżów przemieszczających się przez północną Europę i związanych z tym frontów.
          Atlantyk przestał hulać dopiero 28.12… i dobrze wiemy co potem przyszło.

        2. Grudzień 2015 to u nas najbardziej atlantycki miesiąc jaki może być, gdy strefówa jest mega silna sięga nas klin wyżu azorskiego i mamy rzadkie zimą połączenie ciepła i Słońca na długi czas. To co mieliśmy w III to była pseudostrefówka.

    2. Typowo “atlantycką” aurę (zimę) mieliśmy np. między 25.12 a 01.01, czyli w okresie Boże Narodzenie – Nowy Rok. Ta wcale nie musi oznaczać silnego prądu strumieniowego, wystarczy adwekcja dość krótką drogą znad umiarkowanych szerokości N Atlantyku. Tak było właśnie wówczas – pamiętam, bo wrzucałem tu trajektoria (napływ zdecydowanie z W, ewentualnie lekkim łukiem ku N między Szkocją a Danią).
      Sami dobrze pamiętamy co nam głównie przynosiła. Nawet temperatury z grubsza by się zgadzały, bo przeważnie z Tavg ok. +3/+5°C, co jest dla niej typowe.

      Teraz mamy wyraźniejszą składową N, która zwłaszcza we E połowie Polski przynosi przewagę aury mroźno-śnieżnej. Natomiast w grudniu 2015 r. mieliśmy wyraźniejszą składową S i to też nie była “czysta” strefówka z aurą typowo atlantycką (w powszechnym rozumieniu, rodzącym skojarzenia głównie z Wysp Brytyjskich, ew. także Owczych).

  58. nie wiem czy Atlantycka zima nie była by lepsza od obecnej.Na SE opady od początku roku są codziennie słońca prawie nie ma ,spadło do tej pory przeszło 20mm w 90% śniegu,a do tego prognozy na tp na 2 najbliższe tygodnie codziennie opady.Z jednej strony aura stara się odrobić zaległości opadowe a 2018 roku,i jak przyjdzie wiosna woda ze stopniejącego śniegu będzie potrzebna.Z drugiej strony szybkie roztopy to podtopienia lub nawet powódź,może zagrażać.Poza tym już mam dość odśnieżania,a nawet dla kurortów narciarskich,nie do końca taka pogoda jest korzystna,bo czasami ciężko jest tam szczególnie się dostać,a i widoczność przy zawiejach nie należy do przyjemnych nawet dla narciarzy,a w Alpach wzrasta zagrożenie lawinowe ,do tego stopnia że trasy narciarskie będą zamykane z ewzględu na bezpieczeństwo.

    1. Taka prawdziwie atlantycka zima jak w 1974/75 czy 1989/90 przynosi znacznie więcej Słońca i dynamiki niż te “nijakie” czy kontynentalne zimy, choć tu też rożnie bywa jeśli chodzi o regiony/roczniki.

      1. Co do zimy 1974/75 to w niej zachwycająca była tylko 2 dekada stycznia. W grudniu było ciepło, ale niestety bardzo ponuro, do tego bardzo duże ilości deszczu. Jedynie w okolicach Świąt pogoda się poprawiła. Pierwsza dekada stycznia nadal skrajnie ponura, dopiero od około 10 stycznia pogoda się poprawiła i było naprawdę super. Co do lutego to pierwsza dekada lutego mroźna i pochmurna, dopiero potem coraz więcej słońca, można powiedzieć, że naprawdę mnóstwo, ale nie było przy tym jakoś nadzwyczaj ciepło, średnie dobowe krążyły wokół zera.
        Dla mnie “mistrzem” jednak pozostaje zima 2013/14, która przyniosła wprawdzie 3 tygodniowy okres w styczniu solidnej zimy, ale poza nim było po prostu fenomalnie. Oczywiście jakby się czepiać, to były zimne noce w lutym, znaczna większość nocy miała mróz, ale za to za dnia przeważnie 5-10 stopni – mimo wszystko był to dużo cieplejszy luty od wspomnianego 1975. W 1975 zresztą nie za ciekawie wypadły też kolejne miesiące, do czerwca – było przede wszystkim bardzo pochmurno.
        Co do 1989/1990 to się zgodzę. Bardzo łagodna i ładna zima. Na uwagę zasługuję przede wszystkim luty.

        1. zima 2013/4 to też coś co bym nawet lubił, bo takiej typowej pluchy to tam bardzo niewiele było, trochę w styczniu. Było za to dużo dni październikowych (grudzień) oraz marcowych (luty). No i był porządny atak zimy, choć do mnie doszedł on tylko na chwilkę bo podczas gdy na NE panował sibir -15 z wiatrem 70 km/h u mnie była deszczowa bździna. Dopiero po paru dniach mróz wygonił deszcze i parę dni pomroził, tak ok. 10 dni zimy było.

          1. @alewis27
            Tak był porządny atak zimy w III dekadzie stycznia 2014 – i nawet przy tmax poniżej minus 10 stopni były śnieżyce w południowej Polce (to był weekend 24-26 stycznia 2014). Gdyby ten epizod zimowy jak w III dekadzie stycznia 2014 utrzymał się przez większą część tego miesiąca to ten miesiąc zapisał by się kilka stopni poniżej normy.

    2. “nie wiem czy Atlantycka zima nie była by lepsza od obecnej”

      ->>> Zimę typowo atlantycką, z niemalże idealną cyrkulacją W mieliśmy np. w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Ja powiem tak: aury późnojesiennej w porze chłodnej mamy wystarczająco dużo. Przynajmniej z perspektywy C Mazowsza cieszę się, że nastąpiła odmiana w kierunku bardziej zimowej (z okresowymi przejaśnieniami również) – ale oczywiście jest to moje zdanie.

      1. Dodam jeszcze, że obecna aura (mowa o C Mazowszu) jest bardziej adekwatna do kalendarza. A okresów z ponadnormatywnym ciepłem mieliśmy ostatnimi czasy bardzo dużo. Natomiast coraz to mniej ujemnych anomalii względem coraz to nowszych norm wiadomo z czym się wiąże – także dlatego pozytywnie oceniam obecną odmianę.

      2. Cóż, żeby była jasność.
        Ja i prawdopodobnie @fkp chcąc atlantyckiej zimy mamy na myśli coś bardziej w stylu grudnia 2015 niż końcówki tegorocznego grudnia.
        Dla mnie końcówkę tegorocznego grudnia z wyżem nad UK ciężko nazywać atalntycką. Ale już się nie kłóćmy o nazewnictwo. Moim “marzeniem” byłaby pogoda chociażby jak przez dłuższy czas na przełomie grudnia i stycznia rok temu.

  59. No i zaczyna się mrozowisko na stacji Łódź-Lublinek. U mnie -4,5°C, na stacji 1,5 km. dalej prawie -10°C. Zawsze przy niewielkim choćby wietrze temp. są porównywalne, a teraz wiatr ucichł i się zaczyna jazda.
    Rano znów w wiadomościach (jak “dobrze pójdzie”), że w Łodzi kilkanaście stopni mrozu.
    Masakra z umiejscowieniem tej stacji…

  60. Dzisiaj straszą -15 na NE nad ranem, a tymczasem jest pochmurno i temperatura się zatrzymała w Białymstoku na poziomie – 5.

    1. @adek
      No nie byłbym taki pewny, ale wszystko się może zdarzyć. Obecnie w Białymstoku temperatura wynosi minus 6,5*C przy całkowicie zachmurzonym niebie, a Suwałkach to jest prawie minus 9 stopni przy zachmurzeniu całkowitym typu stratus.
      Podglądam sytuację z zachmurzeniem na weather online i widzę, że wypogodziło się w województwie warmińsko-mazurskim i temperatura leci na łeb na szyję. Prawie minus 12 stopni w Kętrzynie, minus 9 stopni w Olsztynie, Mławie i Mikołajkach. Nie wykluczone, że rozpogodzenia mogą dojść do województwa podlaskiego. W Warszawie, Sulejowie i Katowicach też się rozpogodziło.

  61. Jeśli to prawda że spadnie tyle śniegu na Południowym Wschodzie według ECMWF to ja podziękuję i poproszę już o -20 wyż rosyjski sucho i słońce… Bo słońca to my już nie widzieliśmy od 15 Grudnia… Swoją drogą…. Ciekawe gdzie się podział Wyż Rosyjski, i dlaczego niże aż tak nurkują w stronę morza czarnego?

    1. i tak pewnie styczeń zapisze się jako bardzo ciepły przez zachód kraju ;) zima na całego, a anomalia +2 po 5 dniach 2019 roku…

      1. @adek
        Mnie wkurzają te kontrasty termiczne między zachodem, a wschodem Polski. Według mnie powinno być albo ta umiarkowana zima z mrozem i śniegiem lub porządna odwilż w całym kraju.
        Taka pogoda z kontrastami termicznymi i zmiennością temperatur (jednego dnia na plusie, drugiego na minusie) będzie niebezpieczna zwłaszcza jeśli będzie często padać (śnieg, deszcz ze śniegiem, deszcz).

      2. Do końca stycznia może się jeszcze tak wiele zmienić, że nie można wykluczyć zarówno anomalii bliżej +5K, jak i -5K również. Choć z dzisiejszej perspektywy bardziej prawdopodobne są bliżej wartości ‘neutralnych’ (z pewnym zróżnicowaniem regionalnym).

        1. ja w prognozie widzę temperaturę około zera do 13-14 stycznia, potem nie wiadomo, na razie prognozy są za całodobową odwilżą (ale w wersji ponuro-smętnej z temperaturą ok. +5). Dzisiaj najzimniejszy dzień stycznia póki co, rano temp spadła do -15 stopni, czego żaden model nie przewidział. Ma to miejsce dokładnie 2 lata po tutejszym spadku do -26*C którego też nic nie przewidywało. I zarówno 2 lata temu jak i dzisiaj pogoda jest słoneczna i leży dość sporo śniegu.

    2. Częstsze opady też idą w parze z tym kontrastem termicznym. W dniach przed Bożym Narodzeniem mieliśmy niże ułożone tak, że większa część Polski była w masach cieplejszych – choć wystarczyłoby, aby niże zmierzały z 500 km bardziej na S i zimowo byłoby w większej części kraju do 25.12.
      Teraz niże zmierzają tak, że ich cieplejsze wycinki “łapią” głównie W Polskę. Natomiast im bardziej na E tym częściej jesteśmy w chłodniejszym obszarze niżowym (częściej pada śnieg) lub klinach wyżowych z mroźnym powietrzem.
      I taki “stan rzeczy” może prolongować się także na 2. dekadę stycznia, choć do prognoz w terminie powyżej 5-7 dni trzeba zawsze podchodzić z dystansem.

  62. Chciałem napisać dwa słowa do @fana klimatów umiarkowanych w sprawie półrocznej jesieni w północno-zachodniej Polsce. Po pierwsze żartobliwe pytanie. Dlaczego półroczna jesień a nie 4.5 miesięczna jesień i 4.5 miesięczna wiosna?

    Po pierwsze tak jak słusznie zauważył FKP morska, lagodna zima to nie jest to samo co jesień, przynajmniej w moich oczach.

    Po drugie właściwa jesień (wrzesień, październik, listopad) na północnym zachodzie jest bardzo ciepła. Jedna z najcieplejszych w kraju, więc nie ma czego żałować. Różnice usłonecznienia i temperatury w stosunku do Polski południowo-zachodniej nie są duże. Szczecin ma średnią za ten okres 9.2c a Wrocław 9.1c. Usłonecznienie odpowiednio 292 i 328 godzin.

    Niestety nie ma pomiarów usłonecznienia w Świnoujściu. Jadnak polecam sobie obejrzeć dane na temat zachmurzenia na tej stacji. Średnia roczna 4.6 /8 okt. Średnia okresu wrzesień – marzec 5.0/8. Tarnów w tym samym okresie 5.1/8. Wrocław 5.5/8, (średnia roczna we Wrocławiu 5.2).Jelenia Góra 5.6/8 okt a średnia roczna to aż 5.4/8.

    Okolice Świnoujścia na krańcach północno-zachodnich należą do najbardziej pogodnych regionów w Polsce. Średnia roczna 4.6/8. Średnia miesiąca najbardziej pochmurnego to 5.5/8 (grudzień). Najmniejsze zachmurzenie przypada na maj i sierpień 3.9/8 okt.

    Od siebie dodam, że taka “półroczna jesień” mi nie przeszkadza, ale rozumiem, że w górach jest lepiej gdy jest biało. Przecież tam na śniegu zarabia się pieniądze, więc ciesze się, że macie biało. U nas jak jest biało to raczej traci się pieniądze, więc proszę nam tego nie życzyć. Nawet nie macie pojęcia jakie kosmiczne kwoty kosztuje wyjazd maszyn do odśnieżania. A jak to u nas bywa , często jadą na akcje godzinę przed odwilżą co jest skrajnie dziwnym działaniem. Brakuje jakiegoś planowania połączonego z dobrymi prognozami.

    1. no to u mnie średnie roczne zachmurzenie to 5,3 (i to z trendem wzrostowym), najbardziej pochmurny miesiąc ma aż 6,1 (w zasadzie to są aż cztery takie miesiące – cały okres od listopada do lutego) Najbardziej pogodny jest sierpień i ma 4,4. Maj ma aż 5,0. Wschód kraju ma jeszcze gorzej w zimie, w Suwałkach średnia w grudniu to aż 6,7 czyli zachmurzenie około 85%, pozostałe 3 miesiące (XI, I, II) niewiele lepsze. Na stacji Suwałki jest wyraźny spadek zachmurzenia w porze ciepłej, średnioroczne zachmurzenie jest podobne co w Katowicach – pogodniej tam wiosną i latem, pochmurniej zimą. Latem południe Polski dostaje się pod wpływ gór, sumy opadów w Katowicach są o 40% wyższe niż na północy kraju, zapewne stąd ta różnica. Więcej konwekcji, więcej burz itd. W Suwałkach jak jest latem wyż to mają lampę i się kalafiory na niebie nie tworzą tak chętnie jak u mnie. Szczyt wszystkiego był w 06.2016 kiedy wyrastały one w zasadzie codziennie i potrafiły w godzinę zmienić bezchmurne niebo w niemal całkiem zachmurzone.

  63. Pomimo bardziej zimowej aury w ostatnim czasie (zwłaszcza w Polsce E/S) bieżąca anomalia miesiąca nadal na poziomie więcej niż symbolicznie dodatnim – do wczoraj włącznie w skali kraju +1,48K (ref. 1981-2010). W ostatnich dniach dużo “pomagał” w tym ciepły zwłaszcza W kraju.

    Natomiast dzisiejsza doba (07.01) może przynieść średnią anomalię już wyraźniej ujemną, zwłaszcza z uwagi na już konkretniejszy (choć jeszcze nie b.silny) mróz miejscami Polsce E/C/S. Prognozy o spadkach Tmin do poz. -15/-10°C (miejscami niższych) okazały się nie przesadzone.

    Przed nami kolejne wahania temperatury między termicznym przedzimiem a umiarkowaną zimą, okresowymi rozpogodzeniami, jak i dalszymi opadami (ponownie od jutra) – im dalej na W tym w większym stopniu deszczu, a im dalej na E tym w większym stopniu śniegu. Po przejściu kolejnego niżu (z NW na S Europy) możliwy ponownie dwucyfrowy mróz – miejscami w chłodniejszych regionach (ale tylko w porze nocno-porannej).

    Natomiast po 11.01 prawdopodobne ścieranie się mas nieco cieplejszych (umiarkowanie-atlantyckich) oraz chłodniejszych/mroźniejszych (arktycznych morskich) przy dominacji cyrkulacji NW. Możliwe częste wahania temperatury wokół zera, jak i zróżnicowanie termiczne między Polską SW/W a NE/E. Prognozy co do tego, które opcje przeważą i gdzie są jednak jeszcze dość zmienne.

    Czyli śnieżno-mroźna zima wyraźniejsza niż w grudniu, choć nie wszędzie i zarazem nie non-stop.

      1. Pisałem do nich już dwa razy na Facebooku.
        Za pierwszym razem (w końcówce grudnia) napisali ze nic nie wiadomo. Za drugim… olali. Także myśle ze na dłuższy czas musimy sie pożegnać z tą super stronką :(

  64. To u mnie dzisiaj wyjątkowo ładny dzień zimy, leży 11 cm śniegu jest od rana słońce, temp min spadła do około -15 stopni (żaden model nie przewidział aż takiego mrozu), teraz jest gdzieś z -8. Fajna zimka, niby mrozi a wcale się nie marznie bardziej niż przy tej wilgotnej lekkoplusowej bździnie. No i jest jasno, jaśniej niż latem.

    1. @alewis27
      Ciesze się, że wreszcie jesteś w lepszym nastroju.
      U mnie też “ładny” dzień, choć trochę za zimno. T min -2c t max jak na razie+1c. Zero wiatru i bardzo słonecznie. Chlapy nie ma, śniegu brak a chodniki i ulice wysychają.
      Jutro ma wiać i padać z temperaturą ok 5c. Z pewnością będzie odczuwalnie gorzej jak dziś, ale przy mrozach także potrafi mocno wiać. Zresztą opady w północno-zachodniej Polsce są potrzebne. Także nie ma na co narzekać. Opady zimą także są potrzebne wbrew temu co twierdzi @ kmroz. Oczywiście, że w okresie wegetacji są szczególnie ważne, ale gdyby nie opady zimowe to na wiosnę naprawdę byłyby kiepskie perspektywy. Zwłaszcza, że statystycznie kwiecień jest raczej suchy na tych terenach.
      Szczecin średnią roczną sumę opadów 1981-2010 ma poniżej 600mm. Dokładnie 557mm. Trochę słabo jak na pół roku “jesieni” Trochę lepiej jest na pojezierzach z opadami.

      1. ja humor mam raczej dobry, nie mam problemu z depresją sezonową :) Po prostu nie lubię takich smętnych miesięcy jak 12.2018. Styczeń do wczoraj wcale nie był dużo lepszy jeśli o zachmurzenie chodzi (1-6 średnio 7,6 okt, jeszcze wyższe niż średnie w grudniu) a jednak odbiór już inny bo leżał śnieg i jak coś padało to też śnieg.

        Mi się morze średnio kojarzy bo byłem tam w sezonach 2004,2005 i 2006. W 2004 było fatalnie, codziennie lało (2-3 razy dziennie) i było zimno, temperatura tylko raz dobiła do 20C, woda w morzu 14. W 2005 trochę lepiej, takie umiarkowane lato 20-23 stopnie, deszcz był ale już nie codzienny. 2006 wiadomo pogoda jak nad morzem śródziemnym, codziennie zero chmur i 30 stopni w cieniu. Aaa no i we wszystkich sezonach byłem w lipcu, bo w 2004 sierpień był ładniejszy a w 2005 i 2006 o wiele gorszy od lipca.

        1. Ja miałem szczęście być nad morzem w lipcu 2010, dokładnie od 6 do 20 lipca. Pogoda była niesamowita, upały bez jednej chmurki na niebie, zupełnie jak nad Morzem Śródziemnym, a woda miała ponad 20 stopni. Trafiłem w dziesiątkę z tymi wczasami.
          Niemal zawsze mam szczęście do urlopowych pobytów nad morzem, jedyny pobyt który oceniam jako średnio udany pod tym względem (ale nie zły), to trzecia dekada czerwca 2017,kiedy było dosyć chłodno i często padało. Mimo to dwa razy w ciągu tygodniowego pobytu odważyłem się popływać porządnie w morzu, niewielu wczasowiczów zrobiło podobnie :)
          PS. Pierwszy raz byłem nad morzem w wieku 7 lat, przed pójściem do I klasy. Pobyt był w czerwcu, po nieszczególnej wiośnie, jakich było sporo w tym czasie, a ja kąpałem się z tatą w morzu niemal codziennie, mimo że woda miała 13-15 stopni :D Wytrwały byłem, to trzeba przyznać :)

          1. Tak byłem wtedy w Ustce – pogoda marzenie. Jak pokazywałem zdjęcia to nie wierzyli że to Bałtyk – piękny kolor lazurowego morza. Woda ciepła ok. 22 st. I te plaże. Nie to co kamienie na południu.

          1. @Alewis27
            Wybacz, nie zauważyłem tego że byłeś w lipcu. To z tego co wiem byłeś zapewne w 2 połowie lipca, kiedy pogoda nie była tak wspaniała jak w 1 połowie lipca 2005. Był to mój pierwszy wyjazd nad morze w życiu, z idealną pogodą. Codziennie było 25-30 stopni i dużo słońca.
            Było to od 9 do 16 lipca.
            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ord=REV&ndays=31&ano=2005&mes=07&day=31&hora=18&ind=12146
            Wziąłem stację, która jest najbliżej miejsca wypoczynku.
            Wniosek? Podczas tej gorącej pogody wiało z północy. Coś jak w 2 połowie lipca 2018 roku. Z kolei pogorszenie pogody pojawiło się później przy wiatrach ze składową W.

  65. Pochwale się. U mnie dzisiaj 9 z rzędu dzień z wystąpieniem słońca i 6 z rzędu z przewaga ładnej pogody. Pod względem “pogodnosci” styczeń zaczyna się równie wspaniale jak przed rokiem. Niestety jest zdecydowanie za zimno.

    1. Tak jak sądziłem, obecne bardziej zimowe dni nie będą całkowicie pozbawione rozpogodzeń – dobrze, że także za dnia. Jak dla mnie dobrze też, że leży trochę śniegu, którego jutro m.in. na C Mazowszu znowu dosypie. Pomimo oczywistych uciążliwości, dla mnie jest to właśnie kwintesencja zimy.

      1. Kwintesencja zimy – pewnie taką mam w Baranowie. Biało, około 10 cm śniegu i temperatura dobija do -8 C. Dzisiejszy dzień był o tyle przyjemny, że nareszcie bezchmurny. Zima “stanęła” pod Tarnobrzegiem.

    2. U mnie ani grama słońca od nowego roku, zresztą to bez różnicy. przy mroźnej pogodzie, słońce to już tylko kwiaty do trumny.

      1. Słońce zimą jest też potrzebne. Jest jaśniej i od razu samopoczucie jest lepsze. Jeśli miałbym wybierać między +5 stopniami a szarówką a temperaturą na poziomie zera z pogodnym niebem to wybrałbym ten drugi wariant. Dopiero gdy różnica jest większa – np. pochmurno i +10 stopni oraz Słońce przy 0 stopni to wtedy zastanawiałbym się nad pierwszym wariantem.

        1. Niby do czego? Na naszych szerokościach geograficznych Słońce zimą świeci za nisko żeby nasza skóra mogła syntezować wit D, rośliny też z niego nie skorzystają z tego powodu.

          1. Słońce jest zawsze potrzebne, chociażby po to by zapobiegać depresji. Niezależnie od temepratur jest mile widziane i zawsze jego pojawienie się podniesie ocenę danego dnia.
            Natomiast argumentacja, że “chce mrozów, bo przy nich jest więcej słońca” oczywiście się dla mnie nie liczy. Nie dość, że to nie jest prawda (co było tu nie raz udowadniane), to dla mnie jednak 100 razy lepsze 5-10 i “ciemności”, niż takie coś jak dzisiaj (większość dnia słońce i mróz). Chociażby dlatego, że dzień jest krótki, a po zachodzie słońca bezchmurne niebo ma tylko wady o tej porze roku. Zimą temperatura przede wszystkich, w innych porach roku najważniejsza dla mnie obecność słońca.

  66. Tak jak wczoraj wieczorem podejrzewałem po tych nocnych rozpogodzeniach, że temperatura spadnie poniżej minus 10 stopni i tak się stało. Tak było w pasie od Śląsk, Ziemię Kielecką przez Ziemię Łódzką, Mazowsze aż po Warmię i Mazury. Najchłodniej ze stacji było w Terespolu minus 15 stopni. W Mikołajkach było blisko spadku poniżej minus 10 stopni, ale pojawił się stratus i zatrzymał spadek temperatury. U mnie było tylko minus 6-7*C, bo niebo było całkowicie zachmurzone i padał śnieg. W ciągu dnia u mnie się rozpogodziło niemalże do bezchmurnego nieba i pokazało się słońca właśnie na lazurowym niebie, a nie na chmurach. Teraz z powrotem się zachmurzyło -nasunęły się chmury altocumulus (dobrze przynajmniej to zatrzyma spadek temperatury).
    Patrzę na wskaźniki AO, NAO. Widzę, że ten w tym pierwszym przeważają wiązki z ujemnymi fazami, a jeśli chodzi o NAO to wiązki NAO są wokół 0 (neutralne), a także lekko dodatnie.

  67. U mnie na insta zaroilo się od zdjęć zimy, a to z dziećmi a to z psami. Pełno osób wstawia i nie narzeka, wręcz przeciwnie.

    Jakoś nie widziałem zdjęć tej szarej deprechy z ostatniej dekady grudnia jak było plus 5 i codziennie padało pełno deszczu.

    Zima nie jest taka straszna, my się chyba za bardzo od niej odzwyczajamy. W tym roku może padną jakieś rekordy wysokości sniegu w górach. Gdzieś tam już leży 2 metry, rekord to chyba 355 cm… Jeszcze jest sporo czasu na niego, wysoko w górach marzec to wciąż pełnia zimy i śnieg się raczej nie bedzie topic. Ten rekord z 1995 jest z kwietnia.

    1. Zdjęcia ludzie też wstawiają z burz, bo są ciekawym zjawiskiem pogodowym, ale podobnie jak mrozy w ich trakcie chyba za ciekawie nie jest przebywać poza domem.
      Cóż, na razie pozostaje się cieszyć ze nie jest to chociaż taki szary i ponury mroźny okres jak w styczniach 2016,2014,2013,2011,2010… codziennie jest jednak jakieś słońce (bez wyjątku) i oby nie uległo to zmianie, dzięki temu jako tako jestem w stanie taką pogodę akceptować i spokojnie oczekiwać ocieplenia, które kiedyś musi nadejść.

        1. @FKP
          Oby to nie było jak w kwietniu 2017. 1 kwietnia gorący, nawet nad morzem w Gdańsku były 23 stopnie. Oczywiście nie fajnie się zrobiło jak zaczęła wiać bryza. Ale reszta miesiąca niestety już tak udana nie była.

    2. Ludzie wstawiają zdjęcia głównie dla lansu “niech somsiad zobaczy jak mi się powodzi”. Biały nalot wzbudza u wielu osób pozytywne emocje, ale gdzie przyjdzie doświadczyć na własnej skórze “uroków” zimy, entuzjazm ten szybko stygnie. Ja obecnej pogody nienawidzę zarówno ze względów ekonomicznych, komfortu, jak i wizualnych. Po prostu obecny typ pogody nie ma żadnych zalet, jest jak uciążliwa grypa.

      1. “ale przynajmniej robactwo wymrozi” – taki przeczytałem komentarz na Facebooku.

        Jakoś na Syberii jest pełno insektów, mimo że mają tam zimą temperatury rzędu minus kilkudziesięciu stopni :P

        1. Dokładnie, jest jak piszesz. Byłem zarówno zimą jak i latem na Syberii, rejon Jeziora Bajkał. Latem w rejonach podmokłych i w tajdze, komarów są ilości wprost apokaliptyczne. Bez całkowitego okrycia ciała i użycia środków przeciw komarom w zasadzie nie do przeżycia w tajdze. Wskazana jest moskitiera. Biwakowaliśmy jedną noc w rejonie jez. Arangatuj na zabagnionym Przesmyku Cziwyrkujskim- w nocy komarów było tak dużo, że buczały jak klakson samochodowy. Niesamowite. I to w rejonie gdzie zimą bywa i -45 st. Tyle, że tamtejsze komary są małe i rachityczne a przewagę mają w swej globalnej ilości. Za to tak dużych ważek to w życiu nie widziałem choć nigdy nie byłem w dżungli. Za to 100 km na wschód od tego komarzego armagedonu jest Kotlina Barguzińska, będąca w cieniu opadowym Gór Barguzińskich – sucho jak pieprz. Zimą jak byłem w lutym temp. spadały do -40 st a śniegu było 2-3 cm. I tak mieliśmy szczęście bo tamtej zimy w styczniu spadło do – 52 st C. Kontrasty są tam niesamowite.

        2. Nie wiem dlaczego ludzie chociaż odrobinę wierzą w takie mity. Z jakiegoś powodu jak są dodatnie temperatury zimą to się świetnie czuję, a przy mrozie wystarczy godzinny spacer i od razu katar.
          A co do kwestii robactwa, to widać, że niektórzy mają naprawdę zerową wiedzę, z jakiegoś powodu po chyba najbardziej wolnej od silnych mrozów zimie 2014/15 mieliśmy najmniej “komarowy” rok 2015 za mojego zycia. Tak wiem… susza była. Ale w 2012 też była dość spora susza, a komarów było pełno, mimo tej suszy i jakże syberyjskich mrozów zimą.

          1. Przebywasz w pomieszczeniach o niskiej wilgotności i wysokiej temperaturze. Wychodząc, doznajesz termicznego szoku, owiewa Cię wiatr, wdychasz “świeże” powietrze. Być może mało się ruszasz, nie ćwiczysz, masz złe nawyki żywieniowe, krótko śpisz, albo jesteś biernym palaczem z dużą szansą na rychłe odwiedziny pewnego bloku (także operacyjnego) na Pawła Findera i wyjście nie w rurkach, a z rurką.
            Zdrówka Krzysiu!

          2. Nie trafiłeś akurat Leszku- większość swojego życia spędzam poza czterema ścianami. Nawet w czasie fali mrozów sporo chodzę na świeżym powietrzu, chociaż nie ukrywam- mniej. Co to za przyjemność.
            Czekam na bardziej sprzyjacą pogodę głównie dlatego by jeszcze mniej przebywać w czterech ścianach i móc spokojnie spacerować, zamiast korzystać z “puszkowej” komunikacji publicznej…
            Gdyby tak chociaż mieć pewność, ze wiosna przyjdzie… rok 2018 pokazał, ze i to nie jest oczywiste.

          3. Czyli smog, albo palacz/e w otoczeniu (do dziś w pokoju mam wspomnienie wczorajszego wietrzenia, tzn. czuję zapach palonego MDF z komina sąsiedniego bloku; codziennie przebywam też w mieszkaniu osoby czynnie palącej). Ja równie chętnie korzystam z fal chłodu, jednakowoż mam w tej chwili (zaniechawszy aktywność ruchową, także domową, w październiku) powracające problemy zdrowotne, stąd moje przypuszczenia co do przyczyn Twoich sensacji laryngologicznych. Podstawowym warunkiem aktywności jest dla mnie brak wiatru, lub słaba jego prędkość oraz brak opadów deszczu, mieszanych i krupy (śnieg może być). Średnia długość spaceru wynosi wtedy 2-4 km. Zimą nie truchtam, ani nie jeżdżę rowerem. Jeździłem kiedyś (jakieś 15-16 lat wstecz), ale efektem końcowym była najczęściej jazda na części ciała, która słońca nie widziała:)

          4. Oczywiście nie można uogólniać – ale dla części owadów groźniejsza jest ciepła zima niż silny i długi mróz. Jest to potwierdzone badaniami

      2. Po prostu ludzie są różni. Natomiast zimowa zima ma to do siebie, że – zwłaszcza wobec aury późnojesiennej – przybywa zarówno jej sceptyków, jak i entuzjastów również (a czemu ja się nie dziwię).

      3. Ja tam wiem że masz awersje do mrozów i białego nalotu, ja mam taką samą do pseudociepla pod tytułem 5 stopni, chmury i deszcz. Dla mnie taki listopad pogodowy też nie ma żadnych zalet. A na mróz – 20 ze słońcem i śniegiem to chętnie wyjdę. Styczeń to i tak jest miesiąc gdzie jakaś fajna ciepła pogoda jest cholernie rzadka, w moim regionie to są pojedyncze dni kiedy dostajemy się pod wpływ fenu (sam fen zwykle zwiastuje pogorszenie pogody, najczęściej wariant ponury i wilgotny).

        W lutym już się da mieć ciepło i pogodnie, w 2014 na przykład. Taki luty to se może być. Choć i tak wolę taki jak w 2003.

        1. Niestety styczeń to miesiąc, który po 2000 roku się kompletnie skiepścił, ocieplenia są zwykle słabe, krótkie i raczej nie za słoneczne. Co jakiś czas zdarzają się jednak prawdziwe perełki, jak w końcówce stycznia 2002, w połowie styczni 2003, 2005, 2007,2008, 2015 i w pierwszym tygodniu stycznia 2018. W każdym z tych przypadków robiło się bardzo ciepło (no, może poza 2003 i 2008, gdzie po prostu było “ciepło”, ale bez szału) i naprawdę bardzo ładnie.
          Przed 2000 to były fajne stycznie. Prawie co roku trafiały się takie okresy o jakich mówię. Cudne stycznie 1989,1991,1993,1998 czy 1999 długo nie pójdą w zapomnienie. Niestety teraz wygląda to inaczej, dobra pogoda w tym miesiącu jest mocno limitowana.
          W styczniu jesteśmy więc skazani na syf. Ale ja wciąż, tak jak kiedyś pisał ktoś na tym forum wolę “alantycki syf od syberyjskiego syfu”. Jedno g*wno, ale przynajmniej mogę otworzyć sobie okno w pokoju/na tarasie i rozkoszować się dobrym, łagodnym (nie chodzi tu tylko o brak smogu) powietrzem.
          Ale cóż co kto lubi. Mnie nikt przekona, że jakikolwiek mróz jest lepszy od +5. No może jeśli się by tygodniami ciągnęły szarugi (i do tego deszczowa pogoda) przy takiej temperaturze to miałbym jej dość. Ale zimą to właśnie gdy mamy taką temperaturę na stosunkowo krótki okres (grudzień 2016 czy 2018) to zwykle jest ponuro i często deszczowo, a gdy mamy miesiąc z przewagą takich temperatur (co, jak mówiłem, ostatnio się rzadko przytrafia styczniowi niestety) to jest on zwykle z o wiele lepszą pogodą.
          Mrozy za to z pewnością wolę (zwłaszcza jak przyniosą sporo Słońca) od tego co się przytrafiło w drugiej połowie stycznia 2015. U mnie dwa tygodnie praktycznie bez słońca, przy tym bez realnego ciepła (cały czas lekkoplusowe badziewie 0-2 stopnie) i prawie codzienne opady.
          Jedno pewne, grudzień i luty przynoszą w ostatnich 15-20 lat o wiele więcej sprzyjającej pogody niż styczeń.

          1. @kmroz
            Nie zapominajmy, że mamy najchłodniejszy okres roku. Nie ma co “poganiać” ocieplenia klimatycznego, które to wiadomo z czym się wiąże…

          2. Styczeń naprawdę nie sprawia wrażenia jakby był poganiany. Bo inne miesiące wiadomo, ze tak. Luty trochę był wycofany, ale ostatnie kilka lat nadrobilo.

          3. A to ciekawe bo u mnie ten miesiąc ma ponad 1,5k ocieplenia między 1961-1990 a 1991-2018.

            Moze to lata 90 za bardzo nadganiały w górę, przeciez od 1988 do 2002 były same ciepłe stycznie z wyjątkiem 96 i 97 roku. To była jeszcze dłuższa fala ciepłych miesięcy niż to co ma miejsce obecnie z grudniami. Zimnego grudnia 6 lat nie było już, za to w styczniu w każdym sezonie poza 2018 jest jakiś porzadniejszy atak zimy. Nawet w 2014 i 2015.

            Tak samo może być z kwietniami, nie wierzę że one aż tak mocno się ocieplily. Jedyny chłodniejszy ostatnio kwiecien to 2017, tak się złożyło że był wyjątkowo brzydki. Wcześniej zdarzały się kwietnie słoneczne ale chłodne, teraz już w zasadzie takich nie ma.

      4. Ale chłopie pierd…sz (ten wyżej z postu też), “dla lansu”, nosz qrwa co za głębokie przemyślenia.
        Są ludzie, którzy lubią mróz i śnieg i są którzy go nienawidzą. Proste jak drut.
        Ja zimą mam więcej ciekawych zajęć na zewnątrz niż latem i to właśnie zimą “aż chce mi się żyć”…

    3. Śnieg, bezchmurne niebo, o 8 rano ok -10C (Gliwice-Katowice wg Airly i lokalnych stacji), prawie całkowity brak wiatru, i tylko 1 drobny problem… SMOG… syf taki że widać było w powietrzu błękitnawą zasłonę którą wszystko było spowite, a z wysokiego piętra widać szarą chmurę przy ziemi (szczególnie wyraźnie wychodzi to na zdjęciu). Znowu niektórzy ludzie chodzili w maskach. Myślę że tej informacji brakuje do tego wyidealizowanego obrazka dzisiejszego dnia (na śląsku).

      1. Ale i takie sytuacje są potrzebne, aby uświadamiać skalę problemu, z którym tak czy inaczej trzeba się “rozprawić” – podobnie jak i z emisjami gazów cieplarnianych, co po części ma też wspólny mianownik….

  68. Jeżeli by się sprawdziły obecne fusy np. GFS-a do 23 stycznia to styczeń wbrew prognozom sezonowym CFS-a wyszedłby poniżej normy. W tych fusach widać zdecydowaną dominację mrozu i jakieś pojedyncze, słabe odwilże.

    1. Weatheronline wieszczy ze ponoc tuz przed 20.01 porzadniej sie ocholdzi. T max wszedzie <0 zas t min od ok -15 na E do -5,-7 na NW.

    2. @Zbigniew

      Jeżeli by się sprawdziły obecne fusy np. GFS-a do 23 stycznia to styczeń wbrew prognozom sezonowym CFS-a wyszedłby poniżej normy.

      Patrząc w najnowszą odsłonę (12h) to raczej będzie powyżej normy. Większość dni ma Tmax > 0 w większości, jeśli nie w całej Polsce.

  69. W Nowym Sączu pokrywa 17 cm. dzisiaj na chwuile pojawiło sie słońce , nie widziane juz bardzo długo. duzy kontrast termiczny mamy. na chwile obecną godz, 20 w Sączu -11,7*C natomiast w Szczecinie +4,5*C. wchodzący do polski niz ciągnie ze sobą porcje ciepła. jutro pogoda dynamiczna sie zapowiada.

    1. Kontrast termiczny i pogodowy faktycznie mamy dość spory. Przez Polskę przebiega linia podziału pogody z aurą nie-zimową oraz zimową (mroźno-śnieżną).

      Jednak przynajmniej odnośnie najbliższych dni, poza terenami Polski W/NW puenta na TP, iż:
      “Starcie zimnego i ciepłego powietrza zakończy się wygraną tego drugiego. Odwilż, która na chwilę wycofała się na zachód, wróci ze zdwojoną siłą.”
      … jest zdecydowanie przesadzone.
      Odwilż będzie ponownie miała ograniczone ramy czasowo-przestrzenne – na terenach Polski od Górnego Śląska po Warmię i na E będzie symboliczna i to jeszcze nie wszędzie.

      1. Z niedowierzaniem czytam o odwilży skoro nadchodząca noc i poranek przyniesie temperatury rzędu -12 stopnie (lubelskie)

  70. Gdzie można sprawdzić jaki jest rekord pokrywy śnieżnej dla Śnieżki i Jakuszyc i czy w ogóle można?

    1. @cisowig
      Ale dla poszczególnych stacji meteorologicznych tak?
      Musisz się w zakładkę pogoda – dane pomiarowe- aktualne dane pomiarowe.

  71. Ale nam Rzeszów “odleciał”. Już minus 16°C (stan na 23 UTC) a jak trend spadkowy przy pogodnym niebie się utrzyma to może być do rana ok minus 20°C lub niżej.

    1. Zamość miała koło -15 i to dużo wcześniej, teraz się tam trochę ocieplilo.

      Jak widać w styczniu wcale nie potrzeba jakiegoś wyjątkowego napływu zimna żeby przy obecności śniegu i pogodnym niebie temp spadała grubo poniżej minus 10.

  72. @alewis27
    Gdzieś tam wcześniej pisałeś, że byłeś w 2004 nad morzem i raczej masz kiepskie wspomnienia z 2004 roku. Problem leży właśnie w oczekiwaniach polskiego turysty, który zapomina, że Bałtyk to nie Morze Śródziemne. Dla mieszkańców Polski południowej (Kraków, Katowice) wypad nad morze nawet w najgorszą możliwą pogodę i tak będzie lepszy dla zdrowia od wdychania katowickiego czy krakowskiego powietrza. Tyle się mówi o smogu, ale gdy już uwolnią się od niego to wtedy przeszkadza, że deszcz popada, wiatr zawieje, że zimno itp a nie zauważają, że mogą chodzić bez swojej ulubionej maseczki ;). Niestety nie zawsze można mieć wszystko. Jeżeli komuś zimno to trzeba jechać w kierunki południowe. Zrozumcie, że nad Bałtyk jedzie się po czyste powietrze a nie po upał. Choć z tymi upałami różnie jest i kto zna się na danych meteo wie, że wybrzeże również potrafi być upalne. O rekordach tmax nie będę już pisał.

    Wracając do 2004 roku. W Katowicach pogoda także wtedy nie powalała (wartości w nawiasach), więc krytykowanie pogody nad morzem jest co najmniej śmieszne. Nie wiem w jakim regonie byłeś nad morzem, ale weźmy Świnoujście. Średnia lipca 16.4c ( Katowice, 17.8c). Ale już w sierpniu średnia była taka sama i wyniosła 18.4c. Liczba dni z opadem >1mm podobna. W Katowicach przez dwa miesiące 21 dni w Świnoujściu 22 dni. W lipcu w jednej i drugiej lokalizacji było 15 dni z opadem. Natomiast jeżeli chodzi o zachmurzenie to w Katowicach było one zdecydowanie większe w każdym z miesięcy. A największe różnica pojawiła się w czerwcu.
    Czerwiec 4.6/8 Lipiec 4.3/8 a sierpień słoneczny 3.6/8.
    Katowice odpowiednio 5.9/8 5.4/8 i 4.4/8.
    Ustka 4.8 4.8 4.4

    Czyli w skrócie.
    Lipiec był chłodniejszy niż na południu,ale tam też nie było wielkiego ciepła i wakacyjnej pogody. Nad morzem było za to DUŻO więcej pogodnego nieba w każdym z miesięcy letnich.
    Liczba dni z opadem podobna. W sierpniu natomiast było bardzo sympatycznie na wybrzeżu. Generalnie sierpień jest najlepszym miesiącem nad morzem.

    Trzeba pamiętać też, że pas wybrzeża jest dosyć zróżnicowany klimatycznie. Pogoda też potrafi się szybko zmieniać. Wielokrotnie widziałem przejścia z mgły morskiej lub niskiego zachmurzania do bezchmurnego nieba w ciągu kilku, kilkudziesięciu minut. Ci co marudzili, że nie ma słońca po 10 minutach już się smarowali kremami UV.

    @kmroz
    Pisałeś wcześniej, że lepiej czujesz się w dodatnich temperaturach. Mam tak samo ponieważ wilgotność w pomieszczeniach jest wtedy na znośnym poziomie 40-50%. Poczytaj o zależnościach pomiędzy prężnością pary wodnej a temperaturą powietrza.
    Już kiedyś to pisałem. Przy mrozach jest mało pary w powietrzu. Wilgotność powietrza w pomieszczeniach spada niezależnie czy grzejemy grzejnikiem czy niskotemperaturową podłogówką. Niska wilgotność jest zła dla dróg oddechowych. Przy skrajnych mrozach w domu może być nawet 10% wilgotności względnej (przy temp 20c) co jest szkodliwe zarówno dla elektroniki jak i człowieka.
    Jeżeli na zewnątrz jest -20c i 100% wilgotność to nie ważne w jaki sposób ogrzejesz te -20 do +20c to wilgotność powietrza będzie zbyt niska wtedy. Zaczyna się od drapania w gardle a później droga do infekcji jest otwarta. No chyba, że ktoś ma systemy do automatycznej kontroli wilgotności w domu.

    1. Ja wieszam nawilżacz kamienny z wodą na kaloryferze, ale higrometru nie posiadam, więc do końca nie wiem, czy się sprawdza.

    2. Ja byłem nad morzem w Świnoujściu w 2005 roku (na przełomie czerwca i lipca) i pogoda była wręcz wymarzona. Był tylko jeden dzień z deszczem.

    3. Podoba mi się Twoja druga część zdania.
      Zauważyłem, że przeziębienie chwyta nie dlatego że na zewnątrz jest zimno/słotnie, lecz dlatego że w mieszkaniu jest zbyt sucho. Zaczyna się od drapania w podniebieniu a potem katar.

    4. W domu można i warto mieć nawilżacz, to są wydajne urządzenia i bez problemu można utrzymać RH rzędu 40% w temperaturze pokojowej, nawet przy dość silnych mrozach. Zimy są słabe więc nawet często tego nie trzeba włączać. Najlepsze (wg mnie) są nawilżacze parowe które gotują wodę, bo są sterylne, nie wychładzają pomieszczenia i produkują prawdziwą parę, w odróżnieniu od ultradźwiękowych które co prawda zużywają mało prądu, ale tworzą tylko zimną zawiesinę z malutkich kropelek.
      Ale to w domu, a ten sam proces dzieje się na zewnątrz. Powietrze -10 jest z punktu widzenia temperatur ludzkiego ciała skrajnie suche, więc gdy wpada do nosa, płuc, gdy jest blisko skóry i się ogrzewa to dzieje się dokładnie to samo, wysychają dłonie, twarz, błony śluzowe. Tak samo w pomieszczeniach nienawilżanych, praca, sklepy itp. Związek pomiędzy suchym powietrzem a rozprzestrzenianiem się wirusów (grypa) został już chyba wykazany.

  73. W górach mamy bardzo duże ilości śniegu w związku z czym w mediach pojawiają się informacje że mamy srogą i mroźną zimę. Zawsze można pooglądać media i pośmiać np. wczoraj pytano mieszkańców w jednym z programów zimniejszej części Polski jak odczuwają takie duże zimno czy im to przeszkadza. Najlepsze ze część pytanych nie miała nawet czapek na głowie-taką srogą mamy zimę. Tak właśnie wyglada podkręcanie emocji prezentowane przez media. Najpierw pokazali obrazki dużych ilości śniegu w górach a poźniej zaczęli pytać ludzi o odzcucia. Nie ważne już tego śniegu dużo jest tylko w górach i nie ważne że duże ilości śniegu nie oznaczają dużego mróz. A fakty w tej chwili są takie że jeśli chodzi o śnieg to na nizinach jest dość mizernie nawet na wschodzie kraju. W dużych ilościach leży on faktycznie w miejscowościach podgórskich w Karpatach i Sudetach. Na zachodzie Polski śniegu nie ma. Jeśli chodzi o temperatury to Polska jest podzielona. Na zachodzie jest ciągle jesienna pogoda tej zimy albo jak kto woli ciepła zima, natomiast na wschodzie występuje mróz ale co najwyżej o umiarkowanym natężeniu i to też lokalnie. Widoczne jest to nad ranem gdzie temperatura lokalnie spadała już poniżej -15 stopni (takie spadki zdarzają się w marcu i w listopadzie). W dzień w najzimniejszych miejscach też lokalnie poniżej -5 stopni -więc żadna sroga zima ale normalna.

    1. Będę uparty:
      51°29’N 17°21’E: opad: śnieg, pokrywa cienka, grubość nieznana (nie wychodzę z domu), temp. 0,7°C, minimalna -1,5°C, średnia za ostatnią dobę ~ -0,5°C. W dzień prognozowane wg UM Tmax 3°C, ale doświadczenie nakazuje mi podzielić ją na pół. Pokrywa może zmniejszyć się do śladowej. Od jutra całodobowy mróz. Jesień?

      1. To proponuje sobie przeglądnąć dane jeśli chodzi o temperatury z takich miejscowści jak: Świnoujście, Szczecin, Słubice, Gorzów Wlkp i najlepiej od początku meteorologicznej zimy. Im dalej na wschód tym zimniej. Dokładnie tak jak napisał Lucas wawa W i NW-dość spora częśc kraju doświadcza niezimowej pogody raczej późnojesienna. Natomiast obszar z tej lokalizacji którą podałeś jest nieco chłodniejszy

        1. Zaś ja proponuję, miast uogólniania kierunku, używać bardziej precyzyjnych określeń – W, NW, SW, WSW,WNW, NNW, byle nie SSW, bo ten “kierunek” odmienialiśmy tu ostatnio przez wszystkie przypadki:D

          A prognoza na jutro powtarzalna, jak w marcu, grudniu 1953 i listopadzie 1982: Na W bez zmian, na E -1.

    2. Dlatego też ZAWSZE należy odnosić się do tego o jakim obszarze Polski mówimy. Przez pewien czas latem też mieliśmy kontrasty – wówczas głównie (bez)opadowe. Podczas gdy na E kraju przechodziły regularnie silniejsze deszcze (na zmianę z okresami pogodnymi) to na W kraju opady były bardzo sporadyczne. W 2017 r. też mieliśmy kontrasty związane głównie z opadami (choć temperaturą też trochę), ale przy innym rozkładzie.

      Teraz mamy podział na zdecydowanie nie-zimowy W/NW kraju oraz dużo bardziej zimową E część Polski (częściowo także C) + całe góry. Przy czym zimowość może odnosić się głównie do mrozu i/lub do śniegu. Obecnie nie mamy jakiegoś wyraźniejszego bardzo mroźnego wyżu na NE, za to często nurkujące niże – przy dominacji przepływu NW (choć wiatr w skali lokalnej może się oczywiście zmieniać). A to przyczynia się głównie do “zimowości” zwłaszcza w górach, przede wszystkim w aspekcie śniegu.

      Różne regiony Polski są więc podzielone nie tylko np. zdarzeniami historycznymi, ale i także dość często w aspekcie pogodowo-klimatycznym. Mamy przy tym obecnie bardzo dobry przykład na to na czym polega przejściowość naszego klimatu. Zwrócę tu uwagę na dużo chłodniejsze/mroźniejsze/bardziej śnieżne ostatnio np. Bałkany niż położone na wyższych szerokościach geograficznych obszary wokół Morza Północnego i Cieśnin Duńskich. Zimą nie jest to nic nadzwyczajnego – wszak te same masy z obszarów (sub)arktycznych przemieszczając się dłużej nad lądem w znacznie większym stopniu impregnują chłód (nawet za naszymi górami), wobec tych które dość szybko mogą być przetransformowane na cieplejsze masy o cechach morskich (atlantyckich).

      Polska, choć w skali Ziemi jest krajem dość małym, to jednak z drugiej strony na tyle dużym, aby dość często ujawniać różnice pogodowo-klimatyczne między różnymi regionami – niekiedy dość spore jak obecnie.

  74. Zamość ma ujemną anomalię -0,3 stopnia – czyli styczeń jest zimny. Zima jak na razie nie odpuszcza. W ogóle w ostatnim czasie SE obrywa. W zimie gdy powietrze idzie z Zachodu to u nas jest zimno, gdy powietrze idzie ze wschodu to oczywiście u nas jest zimno. A w lecie odwrotnie. Powietrze z zachodu to u nas jest zimniej a gdy ze wschodu to wbrew logice u nas jest zimniej. Nie wiem o co tutaj chodzi. Jakaś pogodowa dziura. Rozumiem w zimie. Blisko wschodu to jest zimno. Ale w lecie? Powinno być gorąco jak w Kijowie. A tu lipa.

    1. Zauważyłem to już jakiś czas temu, że Lubelszczyzna posiada wszystkie patologie klimatu kontynentalnego, ale nie ma jego zalet. To samo dotyczy zachodniej Ukrainy – jakaś pogodowa dziura. Tegoroczna zima jest wyjątkowo parszywa pod względem podziału Polski. Oczywiście na wschodzie kraju jak w lesie, albo gorzej…

      1. Najgorzej jest na Górnym Śląsku, bo tutaj pogoda nie potrafi się zdecydować, czy ma być bardziej zimowa, czy bardziej odwilżowa…

      2. Ale to się zmieniło w ostatnich 30 latach. Ja pamiętam lata 60 i pomimo że średnie temp. nie były tak wysokie jak teraz to na SE były obserwowane zalety klimatu kontynentalnego. Zimy grudzień-luty, wybuch wiosny w marcu i jej rozwój w kwietniu i maju. Ciepłe lato, piękny październik i słotny listopad. Owszem takie ciepło jakie było w 2018 od kwietnia do listopada było fajne ale wolę bardziej przewidywalny klimat kontynentalny.

        1. Nie mogę się z tym zgodzić. W latach 60-tych zimy i lata przypominały te, które obecnie występują w Helsinkach. Średnia stycznia dla Radawca pod Lublinem wynosiła -5,2 stopnia, a lipca 18, a średnia roczna to nędzne 7,4. Ogólnie mówiąc, zimy były zdecydowanie surowsze niż obecnie, a lata nędzne. Zmiana klimatu jest zdecydowanie korzystna w stosunku do tamtego okresu.

          1. To są tylko dane statystyczne. Ja po prostu wolę tamten klimat. I nie tylko ja. Oczywiście jak ktoś tego nie doświadczył to trudno rozmawiać. Mi się też np. średniowiecze kojarzy z zimnem . A uprawiano latorośl. Pogoda to nie tylko średnie dane statystyczne. Temperatura odczuwalna jest ważniejsza.

          2. @Tutejszy – gdybyśmy mieli rozmawiać wyłącznie o subiektywnych odczuciach, to stwierdziłbym, że tylko desperaci (albo potomkowie tych, którzy tysiące lat temu zostali wypchnięci na północ wbrew własnej woli) albo zwierzęta mogą żyć w takim klimacie :P A we wczesnym średniowieczu klimat faktycznie był cieplejszy niż w XX wieku. Myślę, że w niektórych okresach było tak jak w ostatniej dekadzie.

      3. Ale na początku listopada mieliście ciepełko. Więc nie narzekałbym tak. Lubelszczyzna może i jest chłodniejsza w skali roku, ale bardziej pogodna.

          1. @FKP
            Usłonecznienie to nie jest dokładnie to samo co “pogodne” ale jest ze sobą powiązane. Latem fronty z opadami dochodzą najpóżniej na południowy-wschód lub nie dochodzą wcale, a ochłodzenie które przynoszą nie jest jakieś wielkie. Jest tam więcej dni z pełną lampą niż np. na wyspie Wolin, ale tam z kolei jest więcej godzin słonecznych.

          2. @Fan klimatów kontynentalnych
            Usłonecznienie w porze ciepłej jest największe na wybrzeżu. Popatrz na dane. Natomiast zachmurzenie w Świnoujściu (brak pomiarów usłonecznienia) jest jedne z najniższych w Polsce. To, że front najpóźniej dochodzi na SE krańce Polski niewiele znaczy. Tworzy to jakiś efekt psychologiczny co najwyżej (chwilowy kontrast na mapach). Na zachodzie front przechodzi ochładza się i znowu wychodzi słońce a temperatura rośnie z dnia na dzień. Ochłodzenia też nie są tak gwałtowne. Przypomina mi się sytuacja z końca czerwca tego roku. Miał padać deszcz ze śniegiem na wybrzeżu a okazało się że ochłodzenie było tam mniej dokuczliwe aniżeli na południu czy południowym wschodzie, ponieważ ochłodziło się do 18-20c(Tmax) a nie do 12-15c. średnie dobowe 22 czerwca w lublinie spadły do 11.6c po przejściu frontu a w Świnoujściu do 13.7c i to tylko na jeden dzień przy tmax 18c-20c. W Lublinie było wtedy zaledwie 14.8c 24 czerwca i wiecej dni z niska temperaturą powietrza.
            Średnie dobowe 23 czerwca na wybranych stacjach.
            KOŁOBRZEG 15.2
            SZCZECIN 15.0
            ŚWINOUJŚCIE 14.9
            HEL 14.7
            GOLENIÓW 14.7
            WROCŁAW 13.7
            TORUŃ 12.8
            ZAMOŚĆ 11.8
            TARNÓW 11.7
            KATOWICE 11.7
            LUBLIN-RADAWIEC 11.7
            CZĘSTOCHOWA 10.8

          3. @Marcin D.
            W porządku, przyznaję ci rację. Swoją drogą zastanawia mnie czemu pogranicze Polski i Niemiec (wyspy Wolin, Uznam) są najbardziej usłonecznionymi miejscami w obu krajach? Czyżby leżały w cieniu opadowym?

      4. A jakie ma zalety klimat kontynentalny? Upały latem, ciężkie mrozy zimą, częste pożary spowodowane suszą…

        1. Dla mnie zaletą jest mniejsza ilość późnojesiennej aury, gorące lato(ale niekoniecznie z długimi upałami), ciepła wiosna, ciepła złota jesień i zima ze śniegiem i okresowym słońcem(ale bez przesadnych mrozów). Ale macie mieć prawo inne zapatrywania ja nie lubię jesiennej słoty poza listopadem i marcem, a kmroz i Janek nie lubią ekstremalnej pogody. Macie do tego pełne prawo.

          1. Przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zelży do czego jesteśmy przyzwyczajeni. W Mińsku średnia temperatura września to jakieś 12 stopni, w październiku 6, w listopadzie 0. Z naszego punktu widzenia oni to co my znamy z listopada i marca oni mają trzy tygodnie wcześniej jesienią, trzy tygodnie później wiosną. Za to jak przypierniczy w lipcu, albo styczniu, to mają coś, co my znamy na szczęście głównie z opowiadań.

            https://pl.wikipedia.org/wiki/Rasputica

            Piękna wiosna :-)

          2. @Janek
            Przez klimat kontynentalny rozumiem: południową Ukrainę (bez Krymu), Mołdawię, Rumunię, Węgry, Serbię i ew. południowo-zachodnią Słowację.

        2. @Janek Klimat umiarkowanie kontynentalny (środkowa Białoruś, N i NW Ukrainy) ma bardzo wiele zalet, w porównaniu do zachodu Polski, o zachodzie Europy nie wspominając. Przede wszystkim, są wyraźne cztery pory roku. Ok.3-4 miesiące solidnej zimy (ale nie ekstremalnej) z tavg koło -6, więc niemal brak atlantyckiego syfu. Lata też porządne, ok.3-4 miesięczne, z temperaturami jak w centralnej lub południowej Polsce, więc jak dla mnie optymalne. Również przyjemne, niezbyt długie, ok.2 miesięczne pory przejściowe. No i dużo słońca, latem, zimą, wiosną, a nawet jesienią.
          Choć fakt, skrajny klimat kontynentalny (Mongolia, centralna Rosja, Kazachstan) to już przegięcie, bo w końcu co za dużo (upału, mrozu) to niezdrowo. A tam nierzadko bywa i +40, i -40. Ale spokojnie, Polsce to nie grozi, nawet w przypadku (na co liczę) kontynentalizacji klimatu :)
          A tak swoją drogą, to w naszej ojczyźnie za najlepsze klimatycznie miejsce uznałbym chyba Zamojszczyznę, a dla nieco bardziej zimnolubnych – Suwalszczyznę. Na drugim biegunie obszary nadmorskie, i w zasadzie cały zachód Polski, tam właśnie dużo jest takiej pogodowej bylejakości.

          1. @GallAnonim
            Lato w Zamościu 1976-2000 16.1 17.6 16.9
            Lato w Szczecinie 1971-2000 16.0 18.0 17.7

            Dosyć to zabawne. Atlantycki syf nie powinien objawić się niższymi temperaturami lata i wyższym zachmurzeniem?

            Usłonecznienie Zamość 208.2 226.3 213.7
            Usłonecznienie Szczecin 208.5 220.6 216.1

            W Zamościu trochę niekompletna seria danych. Jedak porażającej różnicy nie widać. Można do Lublina porównać. Tak na szybko.
            Czerwiec – sierpień 1981-2010
            Opole 18.3
            Ceber 18.2
            Tarnów 18.2
            Kórnik 18.2
            Wrocław 18.1

            Szczecin 17.7
            Lublin 17.3
            Tomaszów Lubelski 17.2
            Goleniów ( na północny zachód od Szczecina) 17.1

            Jelenia Góra 16.2
            Kościerzyna 16.1
            Rozewie 16.0
            Stuposiany 15.0
            Jabłonka 14.9
            Zakopane 14.5

    2. Ale np. latem 2017 było odwrotnie. W/N Polski doświadczały mniej prawdziwie letniej i pogodnej aury, a E/S kraju więcej. Nie jest to więc jakaś “pewna” reguła.

      Jednak w skali całego roku tereny Polski E są średnio chłodniejsze, niż Polski W – głównie z uwagi na polaryzację zimą. Latem podział W-E jest mniej istotny na rzecz podziału chłodniejsze tereny bliżej gór, a zwłaszcza morza vs. tereny nizinne Polski od SW/W przez C po SE/E kraju.

  75. A prognozy w dalszym ciągu ani za dłużej “ostrzejszą” zimą, ani za trwalszą i głębszą odwilżą.
    Po ponowie umiarkowanie mroźnych dniach 10-11.01 (zwłaszcza na E z dwucyfrowym nocno-porannym mrozem) pewne ocieplenie i dalsze wahania temperatury wokół zera – na W kraju częściej/bardziej po stronie dodatniej, a na E kraju częściej/bardziej po stronie ujemnej. Czyli c.d. zimy zmiennej, w tym różnic między regionami. Śniegu zwłaszcza w górach nadal okresowo będzie przybywało, a przy tym nie widać tam “zagrożenia” odwilżą, prędzej jego nadmiarem…

  76. U mnie wielkich mrozów podczas tego ochłodzenia nie ma, jest temp. na poziomie -8 stopni, ciekawe jak będzie w czwartek, bo prognozy mówią nawet o -17 stopniach nad ranem. Leży 10 cm śniegu, dzisiaj znowu ma dosypać…

    1. Masakra:( Niech ta zima się wreszcie skończy!…. Ja już mam jej dosyć, jestem nią totalnie zmęczony…
      Dzisiejsze nagłówki wiadomości: “Karambole na autostradach”, “śnieg i gołoledź sparaliżowały ruch”.
      Ileż można jeszcze? Nie da się normalnie funkcjonować. Kiedy wreszcie jakieś porządne ocieplenie i wiosna?

      1. A jeszcze nie tak dawno narzekałes na rzekomy brak zimy…
        cóż ja mam nadzieje (jak co roku) na kombinacje ciepłego lutego i marca. Ale będzie jak pogoda zechce a i SSW może sporo namieszać. Szkoda, ze nawet w fusach nie widać porządnej odwilży, ale styczeń stosunkowo często jest taki w tym wieku.

      2. Oczekiwać końca zimy już na początku stycznia zimy to można sobie mocno nerwy popsuć. Przypuszczam że najzimniejszy okres zimy tak naprawdę przed nami bo tej do tej pory jakoś szczególnie zimno nie było( już nie pisząc o zachodnich regionach Polski) i lepiej psychicznie się na to nastawić niż na wiosnę.

      3. Wygląda na to, że zima dopiero się rozkręca, a nie już finiszuje. Przypuszczalnie największe “uderzenie” dopiero przed nami – II połowa stycznia i/lub luty…

  77. jestem mieszkańcem Krakowa i aż mi się łzy cisną do oczu, jak sobie pomyślę, że niemal codziennie przede mną perspektywa opadów pochodzenia stałego :'(- to jest bardzo niesprawiedliwe i naprawdę mówię to z ręką na sercu, boję się, jak będą wyglądać następne dni, a najbardziej dołujące jest to, że obecnie nigdzie poza Górnym Śląskiem, Małopolską i Podkarpaciem nie ma takiej patologii :'(

  78. w Nowym Sączu temp na godz. 14 wynosi -3,4*C i od jakieś godziny pada śnieg. trzymam kciuki aby w najblizszych dniach za bardzo na plus nie weszło ( modele pokazują okolo 0/+1*C max na środe) a potem dopiero na weekend okolo +3*C. wiec do weekednu śnieg nie powinien topniec, wrecz przeciwnie moze troszke dosypywać co jakiś czas. Jestem zadowolony , lubie gdy jest duzo śniegu i gdy polezy on tropche dluzej niz 2-3 dni.

  79. rzeczywiście pogada na E/SE Polski tragiczna zza oknem u mnie padający śnieg i wiatr powodują niezłą zadymę,że w ogóle nie ma się ochoty wystawiać przysłowiowego nosa na dwór,ale gdy już to odcierpimy wiosną nie będziemy mogli narzekać na brak wody dla roślin,a wyże Bałkańskie o ile takie się zjawią nam mogą dać ciepłą wiosnę a na zachodzie może być wtedy większa patologia jak nię znad Atlantyku ich obejmą,co właśnie często dzieli nasz Kraj na 2 różne klimaty.Myślę że prędzej czy później ta sprawiedliwość jakaś tam jest jednak czym bardziej na wschód bardziej jest kontynentalnie,to nawet mimo GO jest jednak zauważalne.

  80. Sniegu przybywa, nic się nie topi, a temperatura znowu w miarę do życia, mróz leciutki. Po co wam -10, skoro przy -1 może tez być wizualnie “prawdziwie zimowo”.

  81. Bede egoista ale trudno patrze glownie na swoj region czyli pogranicze Kujaw i Pomorza. Mam nadzieje ze mrozne powietrze w koncu dobierze sie do tylkow mieszkancow W i NW czesci kraju bo poki tam sie nie ochlodzi to pewnie w srodkowej czesci kraju czyli nie tylko u mnie ale i na Ziemi Lodzkiej czy Gornym Slasku bedziemy mieli wieczna przepychanke miedzy mrozem a odwilzami i opady wszystkich mozliwych rodzajow, najgorsza pogode do wyobrazenia. Na W kraju maja przynajmniej konkretne 5C i pada wylacznie deszcz bez zawirowan Swoja droga ciekawie to musi wygladac jak mieszkaniec takiego przykladowo Szczecina wraca na bluzie do domu wlacza telewizor i oglada relacje z zakopanych polskich gor, niby jeden kraj a troche tak jakby ogladal relacje z Syberii

    1. Ja się dziwnie czułem jak w lecie śledziłem pogodę na Dolnym Śląsku. U siebie miałem bardzo ciepłe lato, ale z ochłodzeniami i opadami, bez jakichś wyjątkowo wysokich temperatur (max. abs 24,2), a jak oglądałem co się dzieje we Wrocławiu (w 2018 roku miasto zmieniło nazwę na Ciudad de Wroclaw), to miałem wrażenie że to nie jest Polska tylko naprawdę Hiszpania ;)
      Albo jak w ciepłym i słonecznym lipcu 2017 oglądałem w telewizji relacje znad morza i wypowiedzi niezadowolonych urlopowiczów, do tego dziennikarskie uwagi typu “mamy wyjątkowo chłodne lato” :)
      Teraz też jest ciekawe, że styczeń ma dodatnią anomalię, w niektórych regionach praktycznie nie ma zimy, a w moim ogrodzie leżą 22 centymetry śniegu, są całodobowe mrozy i nie widać konkretnej odwilży. Spragnionych zimy zapraszam w góry, np. do Krynicy :)

      1. W sumie to o innych porach roku (także latem) też możemy mieć spore kontrasty pogodowe, w tym termiczne nad Polską.
        Jednak nic nie zmienia tak zdecydowanie warunków i widoków jak okolice izotermy 0*C (z wyjątkiem sytuacji, gdy jest zupełnie sucho i bezśnieżnie).

        Obecne kontrasty nad Polską są tak duże jak np. latem 2017 r. między N/NW a S/SE (oczywiście w innych okolicznościach).

    2. Polska jest (niestety) “skazana” zimą na częste wahania temp. przez zero – czasami przy niewielkich, a czasami dość sporych różnicach. A żadna inna izoterma w skali całego roku tak znacząco nie zmienia warunków pogodowych, jak i widoków – jak właśnie ta…
      I wygląda na to, że w II dekadzie stycznia też zanosi się na niemało oscylowania temperatury wokół zera – z nieuniknionymi (przynajmniej okresowo) różnicami międzyregionalnymi.
      Przeczuwam jednak, że najsilniejszy “akt” zimy dopiero przed nami…

  82. Ale atak zimy dzisiaj w Katowicach, temp wzrosła do wartości około zera i sypie dużo śniegu. A prognozy wcale nie są ciepłe, ma być raz mróz raz leciutki plusik. Leciutki, nie taki jak na zachodzie. Ten miesiąc jest wyjątkowo niesprawiedliwy z pogodą bo cały wschód i duża część południa kraju ma zimę, zachód ma jesień. Ja się tam cieszę bo trafiłem do zimy. Takiej zimy już bardzo długo u mnie nie było. Takiej żeby był lekki mróz i co trochę dosypka nowego śniegu. Wcześniej to albo nie było żadnej zimy, albo sam silny mróz, albo jak już napadal śnieg to bardzo szybko się topil, często tego samego dnia lub następnego. Na przykład listopad i luty 2016, dwie sniezyce takie na 10 cm jednej nocy, a w dzien 10 stopni na plusie…

    1. Pogoda jest ekstremalnie niesprawiedliwa, w granicach jednego kraju różnice jak między Rzymem a Moskwą. Oczywiście niesprawiedliwa względem wschodniej Polski. Mam nadzieję, że nastąpi niedługo jakieś radykalne ocieplenie, choć na razie na to się w ogóle nie zanosi.

  83. Tymczasem wbrew prognozom niektórych modeli, na Śląsku Cieszyńskim spadło 10-15cm w kilka godzin.. na drogach jakaś masakra, temperatura ciągle poniżej zera (aktualnie -2) i ciągle pada śnieg. Ciekawi Mnie czy faktycznie dzisiejszej nocy ociepli się aż do +2st (jak prognozuje ecmwf) czy będzie koło 0, maksymalnie +1 (jak prognozuje UM)
    Generalnie u Mnie w tej chwili leży koło 20-25cm śniegu, dzisiejszy opad był jednym z silniejszych w ostatnich latach..

  84. w Ostrołęce( Polska polska NE ) prawdziwa zima leży już z 11 cm a w kolejnych dniach może dosypać bo odwilż ma być najsłabsza

  85. Nawiasem mówiąc, przez cały zeszły miesiąc ciągle tu czytałem, że NAO będzie ujemne albo “koło zera”, a wyszło za grudzień w serii NOAA +0.61. To tłumaczy przynajmniej częściowo te +2 K anomalii temperatury w Polsce. Reszta to globalne ocieplenie.

    1. Generalnie wieksza część grudnia miała dodatnie NAO, ale najbardziej “wywindowane” było na początku miesiąca.

    2. Z minionego miesiąca tylko I dekada grudnia miała wyraźniej dodatnie NAO. Jak zestawimy sobie okres od II połowy października to NAO właściwie oscyluje w obu kierunkach wokół stanu neutralnego.

      1. @Lucas wawa

        Średnia to średnia. W przypadku ostatniego miesiąca pamiętamy jak się rozkładały wartości w poszczególnych tygodniach ale dla dawnych lat nie. Dlatego nie używajmy argumentu “dodatni był tylko na początku” dla ostatniego miesiąca bo w przeszłości było tez wiele takich, a porównujemy przecież uśrednione wartości miesięczne, a nie kurtozy i skośności, czy inne parametry rozkładu wewnątrz tego miesiąca 😁

        PS. Te nazwy parametrów statystycznych rozkładu nie są zmyślone:
        https://mfiles.pl/pl/index.php/Kurtoza
        http://statystykaopisowa.com/skosnosc/

  86. Modele chyba pokazują że wchodzi wir polarny, CFS już schladza konkretnie styczeń i luty a AO konkretnie w dół

  87. Czyli powtórki z drogiej połowy stycznia 2002 oraz połączenia lutego 2002/1990 nie będzie. W zamian możemy mieć to obecne dziadostwo do kwietnia a potem już tylko lampa, dorka, susza, półroczne lato…
    :D

    1. super normalnie klimat z dwoma porami roku…. Szkoda gadać.
      100 razy bardziej bym wolał powtórkę z 2002, wtedy okres luty-wrzesień jako całość to (chyba) nawet cieplejszy niż w 2018, ale kwiecień-wrzesień już oczywiście dużo zimniejszy. W 2002 mieliśmy cudne luty i marzec, kwiecień taki sobie, maj już letni i często gorący nawet, lato ciepłe, z upałami bodajże w drugiej połowie czerwca i często w lipcu, niestety jakieś bardzo słoneczne to ono też nie było. Za to sierpień bardzo szybko nas pożegnał z upałami i przyniósł dużo dni gorących z temp 25-30, w pierwszej połowie w wersji wilgotno-parnej, w drugiej w lampowej i bardzo suchej, z całkiem znośnymi nocami.
      Było momentami oczywiście trochę za ciepło latem 2002, ale przynajmniej trafiały się okresy w miarę normalnej pogody, no i mieliśmy de facto 3 miesiące wiosny (no, luty to tak pół na pół, ale nawet jak go wykluczymy, to wciąż 2 miesiące), a nie ZERO. Nawet maj wtedy przynosił przynajmniej jakieś elementy wiosenne.
      Natomiast trzeci trymestr 2002 roku wypadł fatalnie, dużo gorzej niż w 2018 i raczej nie życzyłbym sobie jego powtórki.
      Może i lepiej, że człowiek nie ma wpływu na pogodę, bo byśmy się chyba pozabijali :D

      1. Październik 2002 okropny ale grudzień fajny. Cała zima 2002 na 2003 fajna. Porządna zima a nie aneksy do jesieni i wiosny. I ograniczona w miesiącach DJF mimo że taka mroźna. Nie było tyle przykrych niespodzianek w listopadzie czy w marcu. Byla za to duża niespodzianka w kwietniu 2003.

        1. Listopad 2002 to jeszcze bardziej porąbany od 2018 bo… odwrócony. Pierwsza połowa (dekada właściwie) regularna zima a potem na początku drugiej połowy kilka dni temperatur na poziomie 15 stopni….
          a marzec 2003? Kiepski, trzymała solidna zima. Na szczęście nie było tak tragicznie z usłonecznieniem jak w innych zimowych marcach – 2005,2006,2013.
          Pora chłodna z 2002/03 to jedna z najgorszych i, łagodnie mówiąc, podziękuje. Badziewie od połowy września (drastycznie pochmurno) do połowy kwietnia. Z chwilowa przerwa w drugiej połowie listopada i pod koniec marca. Jedyny plus, ze przynajmniej przyszła wiosna, nie to co w 2018. Ale nie ma się czym podniecać bo wiosna to normalna pora roku, która zazwyczaj przychodzi.

  88. Wbrew wielu prognozom dzisiaj temperatura w Warszawie nie przeszła na plus – wzrosła maksymalnie do -0,5°C, a 3-4h temu ponownie zaczęła spadać. Nadmienię, że w zapowiedziach np. na WeatherOnline jeszcze wczoraj widniała dla Warszawy na dzisiaj wartość Tmax “aż” +3°C, która to jak widać była sporo przesadzona (a dodajmy, że tamtejsze prognozy opierają się głównie na GFS’ie). Także zapowiedzi na jutro Tmax +1°C są przypuszczalnie zawyżone o ok. 2-4 st.

    Wisiało też zagrożenie opadami marznącego deszczu – na szczęście skończyło się na samym śniegu, którego to spadło dzisiaj w sumie ok. 3-6 cm, a w nocy może jeszcze trochę popadać. Niedawno temu wróciłem z zewnątrz. Dzięki temu, że tym razem śnieg się nie przytopił (oczywiście poza solonymi traktami) oblepia ładnie drzewa, krzewy i inne obiekty. Owszem jest trudniej się poruszać, ale mimo wszystko taka właśnie zima mi bardziej odpowiada – zwłaszcza, że przynajmniej na C Mazowszu nie mamy jakiś trudnych do ogarnięcia ilości śniegu, jak i silnego mrozu. Taka zima w naszym klimacie nie powinna być zaskoczeniem…

    Do sobotniego poranka (12.01) zanosi się tu na całodobowym mróz, który w sumie potrwa tu blisko tydzień ciurkiem (w tym rozdaniu). Przejściowo, zwłaszcza w nocy 10/11.01 mróz ponownie może być dwucyfrowy (o ile się rozpogodzi). Lekko przytopiony śnieg jeszcze bardziej zostanie więc zmrożony – przed okresem z wahaniami temperatury wokół 0°C, który ma się zacząć od weekendu 12-13.01 i potrwać (tu stawiamy na razie znaki ‘???’).

  89. Nie wiem jak z aktualnością danych, ale wygląda na to że anomalia zarówno temperatury jak i przepływu w stratosferze dotarła poniżej 10 hPa:
    http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/stratosphere/strat-trop/gif_files/time_pres_TEMP_ANOM_OND_NH_2018.png

    http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/stratosphere/strat-trop/gif_files/time_pres_UGRD_MEAN_OND_NH_2018.png

    Czyli SSW jak się patrzy. Natomiast odwrócenia cyrkulacji bliżej ziemi jeszcze tu nie widać co pozwala odrzucić to co piszą Zmiany Na Ziemi, że obecny atak zimy to sprawka tego zjawiska.

  90. Niektórzy widzę strasznie się denerwuje z powodu “niesprawiedliwości” pogodowej. Przecież od zawsze zachód był cieplejszy od wschodu i naprawdę nie wiem skąd to zdziwienie, że na zachodzie zimą pada deszcz a na wschodzie śnieg? Nawet latem zachód nie odbiega od wschodu. Średnia lata jest taka sama w Poznaniu i Sandomierzu 18.0c. Najwyższa jest (1981-2010) w :
    Opole 18.3
    Ceber 18.2
    Tarnów 18.2
    Kórnik 18.2
    Wrocław 18.1
    Witaszyce 18.1
    Skierniewice 18.1
    Lubiniecko-Świebodzin 18.1
    Kalisz 18.0
    Warszawa – Okęcie 18.0
    Zawada 18.0
    Legnica 18.0
    Sandomierz 18.0
    Dobrogoszcz 18.0
    Poznań 18.0

    Poczytałem trochę komentarzy o “atlantyckim syfie” i zastanawiam się dlaczego tego nie widać w danych meteo? Weźmy np. dwa krańce Polski. Świnoujście, Szczecin – Rzeszów. Zachmurzenie.
    Świnoujscie 5.4 5.2 4.8 4.1 3.9 4.2 4 3.9 4.3 4.4 5.3 5.5
    Szczecin 5.8 5.6 5.2 4.5 4.3 4.7 4.5 4.3 4.6 4.8 5.9 6.1
    Rzeszów 5.8 5.7 5.3 4.8 4.6 4.8 4.4 4.1 4.6 4.8 5.8 6.1

    Średnia roczna:
    Świnoujście 4.6
    Szczecin 5
    Rzeszów 5.1
    Postaram przygotować się szersze zestawienie w najbliższym czasie na temat zachmurzenia.

    Według mnie to wszystko przez media, które bardzo często ekscytują się chwilowym kontrastem temperatur podczas przechodzenia frontów letnich. Rożnicę te przecież nie trwają wiecznie tylko zazwyczaj kilka godzin. Porównanie średnich dobowych po przejściu takiego frontu już nie jest takie spektakularne jak porównanie chwilowych wartości temperatury powietrza. Dobry przykład to końcówka czerwca 2018 roku.
    Szczecin i Lublin. Średnia w Szczecinie w tym okresie to 17.0c a w Lublinie 16.5.
    2018-06-30 15.7 14.3
    2018-06-29 18.8 21.9
    2018-06-28 20.8 19.8
    2018-06-27 18.6 18.1
    2018-06-26 17.5 13.1
    2018-06-25 16.7 12.4
    2018-06-24 14.8 11.6
    2018-06-23 15 11.7
    2018-06-22 13 13.4
    2018-06-21 16 23
    2018-06-20 19.7 21.7

    W Świnoujściu ochłodzenie było jeszcze mniej dotkliwe. Tak naprawdę tylko jeden dzień mocno poniżej 15c (średnia dobowa).
    2018-06-30 16.2
    2018-06-29 17.8
    2018-06-28 19.0
    2018-06-27 17.8
    2018-06-26 17.4
    2018-06-25 15.8
    2018-06-24 14.7
    2018-06-23 14.9
    2018-06-22 13.7
    2018-06-21 15.6
    2018-06-20 19.5

    1. dlatego niesprawiedliwa, że różnica między średnią stycznia pomiędzy Lublinem a Wrocławiem albo Szczecinem nie wynosi 2,5-3 stopnie, a w ostatnich dniach te różnice dobowe sięgają 10 stopni…

      1. @pyton1990
        Nie przesadzaj to tylko kilka dni. Średnia za cały miesiąc z pewnością będzie mieć mniejszą rozpiętość. Do 8-go stycznia średnia wynosi jak na razie od +2-3c do około -2/-3c. 6 stopni różnicy . Świnoujście w styczniu (1981-2010) ma +0.4c, Szczecin +0.2c, Wrocław -0.7c, Suwałki -3.6c, Białystok -3.1c, Lublin -2.9c. Więc różnica w wieloletnich to ok 3-4c.

        1. W Lipcu natomiast różnica w wieloletnich to na ogół dziesiąte części stopnia. Oczywiście również na korzyść zachodu i południowego zachodu.
          Opole 19.2
          Ceber 19.2
          Kórnik 19.2
          Lubiniecko-Świebodzin 19.1
          Witaszyce 19.1
          Tarnów 19.1
          Skierniewice 19.1
          Warszawa – Okęcie 19.0
          Wrocław 19.0
          Słubice 18.9
          Rzeszów 18.8
          Szczecin 18.7
          Sandomierz 18.9
          Lublin 18.2
          Białystok 18.0

          1. Statystyk nie kwestionuję, ale osobiście zastrzegam, że te dane nie dotyczą samego Lublina, tylko wsi Radawiec blisko miasta, która zaniża temperatury o kilka dziesiątych stopnia. Przy słonecznej pogodzie latem czasem jestem naprawdę zdziwiony tym, co jest w mieście, a co pokazuje stacja, mająca rzekomo reprezentować miasto.

          2. @pyton @marcin
            I bardzo dobrze. Stacje maja reprezentować nasz klimat a nie miejskie wyspy ciepła. Stacja warszawska jest za blisko miasta i widać jakie cyrki się tam wyprawiają.

          3. @kmroz

            Mi tego nie musisz tłumaczyć. Nie miałem na myśli tylko MWC, ale też inne czynniki lokalizacyjne.

    2. Udowadnianie braku różnic między wschodem a zachodem, przez porównanie Poznania z Sandomierzem nie jest za szczęśliwe, bo Sandomierz leży na tyle daleko na południu, że jest tam całkiem ciepło. Dziwi mnie czemu nie zrobiłeś porównania z Lublinem, Terespolem czy Białymstokiem. Zrobiłeś to tylko dla końcówki czerwca, ale tam punktem reprezentacyjnym dla Zachodu jest u ciebie Szczecin, co też nie wygląda za dobrze. Może porównamy lato w Elblągu Milejewie z latem w Zakopanym aby dowodzić czegoś odnoście północy i południa kraju?

      1. @zaciekawiony
        Mam wrażenie, że nie czytasz ze zrozumieniem. Poczytaj wyżej inne komentarze, skąd wzięło się takie a nie inne porównanie zrobione na szybko i dlaczego odniosłem się do przykładu z końcówki czerwca 2018.
        Proszę specjalnie dla Ciebie średnia okresu letniego 1981-2010 dla poszczególnych stacji.

        Opole 18.3
        Ceber 18.2
        Tarnów 18.2
        Kórnik 18.2
        Wrocław 18.1
        Witaszyce 18.1
        Skierniewice 18.1
        Lubiniecko-Świebodzin 18.1
        Kalisz 18.0
        Warszawa – Okęcie 18.0
        Zawada 18.0
        Legnica 18.0
        Sandomierz 18.0
        Dobrogoszcz 18.0
        Poznań 18.0
        Gorzów Wlkp. 17.9
        Słupca 17.9
        Pszenno 17.9
        Zielona Góra 17.9
        Kraków Balice 17.9
        Rzeszów 17.9
        Borusowa 17.9
        Kołuda Wielka 17.9
        Słubice 17.9
        Kozienice 17.9
        Paproć 17.9
        Namysłów 17.9
        Wielichowo 17.9
        Otmuchów 17.8
        Szamotuły 17.8
        Bieruń Stary 17.8
        Toruń 17.8
        Leszno 17.8
        Wieluń 17.8
        Pszczyna 17.8
        Gniezno 17.7
        Pułtusk 17.7
        Racibórz 17.7
        Łódź 17.7
        Terespol 17.7
        Włodawa 17.7
        Nowy Sącz 17.7
        Katowice 17.7
        Szczecin 17.7
        Krzyż 17.6
        Jarczew 17.6
        Przelewice 17.6
        Głubczyce 17.6
        Płock 17.6
        Głodowo 17.5
        Sulejów 17.5
        Piła 17.4
        Siedlce 17.4
        Chrząstowo 17.4
        Świerklaniec 17.3
        Lublin 17.3
        Sanok 17.3
        Mikołajki 17.3
        Dziwnów 17.3
        Dynów 17.3
        Mława 17.2
        Kielce Suków 17.2
        Bielsko Biała 17.2
        Biecz- Grudna 17.2
        Tomaszów Lubelski 17.2
        Goleniów 17.1
        Różanystok 17.1
        Białowieża 17.1
        Elbląg 17.1
        Gdynia 17.0
        Świnoujście 17.0
        Prabuty 17.0
        Kętrzyn 17.0
        Resko 16.9
        Białystok 16.9
        Olsztyn 16.9
        Radostowo 16.8
        Lidzbark Warmiński 16.8
        Olecko 16.8
        Biebrza 16.8
        Olewin 16.7
        Szczytno 16.7
        Wierzchowo 16.7
        Hel 16.7
        Kołobrzeg 16.7
        Gołdap 16.7
        Koszalin 16.6
        Chojnice 16.6
        Darłowo 16.6
        Łeba 16.6
        Suwałki 16.5
        Lębork 16.5
        Maków Podhalański 16.5
        Ustka 16.4
        Szczawno Zdrój 16.4
        Kłodzko 16.4
        Miastko 16.4
        Jelenia Góra 16.2
        Kościerzyna 16.1
        Rozewie 16.0
        Stuposiany 15.0
        Jabłonka 14.9
        Zakopane 14.5

  91. Tegoroczna zima a w szczególności styczeń w moim regionie są skrajnie beznadziejne. Temperatura od dłuższego czasu waha się od -3 do +5, praktycznie całkowity brak słońca i prawie codziennie opady deszczu lub mokrego śniegu. Pokrywa śnieżna była tylko raz przez kilkanaście godzin a poza tym szaro i mokro. I co gorsza końca takiej pogody nie widać.

    1. Nadając z lokalizacji położonej 80 km na N skopiowałbym Twój wpis z erratą:
      1. skreślić “prawie”,
      2. pokrywa śnieżna wystąpiła trzy razy po kilkanaście godzin.

    2. Również nie do końca mogę się zgodzić ze skrajem beznadziejności. Zwykła zima, tyle że okresy bezwietrzne, bezopadowe i z przerwami w chmurach jak na razie nieobecne.

  92. W Warszawie i okolicach, pomimo pełnego zachmurzenia, ładny środowy poranek – głównie przez spadły świeży śnieg, który nareszcie się nie topi. Spadł on na zmrożony “podkład”, a przez co nie powinien szybko się topić nawet podczas przejściowych niezbyt silnych odwilży po 12.01.

    Wiatr słaby, mróz niewielki – ważne, że całodobowy. Szkoda tylko, że mamy dzień roboczy. Przydałoby się trochę takich dni zwłaszcza w czasie ferii zimowych, które na Mazowszu mamy w okresie 26.01-10.02 – najlepiej jeszcze z rozpogodzeniami (także/głównie za dnia)…

    1. Nadmienię jeszcze, że dzisiaj “gadają” w radio o jakimś rzekomym dzisiaj ociepleniu (jak stwierdzili), bo temperatura za dnia ma podskoczyć w Warszawie do ok. 0°C. Oczywiście względem nocy trochę się ociepli, co nie zmienia faktu, że będzie i tak chłodniej niż wczoraj. Przede wszystkim jednak do piątku 11.01 mamy zdecydowane ochłodzenie – nawet ponownie z dwucyfrowym mrozem w nocy 10/11.01.
      Ach ci medialni “specjaliści” od pogody – lepiej jakby w takich okolicznościach nic się nie odzywali. Na szczęście mamy dostęp do sieci, a przy tym kierowania się własnym rozumem:-)

    2. Na Pomorzu Zachodnim wczoraj nie było źle. Padało przy 5c, ale nie było zimno ponieważ wiatr okazał się słabszy niż w prognozach. Wiało ledwie 2-4m/s i było dla mnie o wiele cieplej niż w poniedziałek kiedy to świeciło biedne styczniowe słoneczko, ale było około 0c a rano nawet był mróz -2c. W zasadzie to u mnie na pojezierzu nawet drzewa się nie ruszały. Dziś jest podobnie, ale już chłodniej około +2c. Pada sam deszcz i dobrze bo opady są tutaj potrzebne. We wtorek piec gazowy spalił mniej gazu niż w poniedziałek. To jest najlepszy wskaźnik temperatury odczuwalnej. Czyli “plucha” dla energetyki cieplnej domu okazał się o wiele korzystniejsza od poniedziałkowego biednego słoneczka i mrozu. To jeszcze nie luty-marzec, że słońce ma coś do powiedzenia. Zresztą nawet to lutowe słońce podnosi temperaturę tylko na chwilę. Jeżeli ma mi lekko podgrzać do 0-5c na kilka godzin a w nocy spaść do -15c to wole chmury, deszcz, mgłę i plus 5c przez 20-24 godziny.

      1. @Marcin D

        Ostatnio mamy te same spostrzeżenia bo obaj jesteśmy znad morza (chociaż z dwóch końców naszego wybrzeża). Dla mnie, każdy dzień bez śniegu to jeden dzień do przodu. A w dodatku dni gdy naprawdę padało było jak dotąd niewiele. Mżawki i wiatru to ja się nie boję. Jedynie lodu na którym można się połamać i deszczu tak intensywnego, ze bez parasola się nie da. A parasola nie używam zimą od wielu lat bo przy nadmorskich wiatrach nie zdaje absolutnie egzaminu.

        Natomiast komentujący z innych stron Polski żyją w odmiennym świecie. I to oczywiście nie jest ich ani niczyja wina. Po prostu często tu przypominany mem, że żyjemy w “klimacie przejściowym” oznacza także to, ze mamy silny gradient klimatyczny od zachodu do wschodu i od morza do południa kraju. Po prostu zima nad morzem czy na zachodzie Polski to zupełnie co innego niż na wschodzie czy nawet w centrum.

        1. Dobrze, że nie napisałeś, że żyjemy w INNYM świecie, bo przeszły mi po plecach ciarki (choć gorączkę mam już za sobą) na myśl Jercewie.
          Pod ostatnim zdaniem komentarza podpisuję się wszystkimi kończynami.

        2. @Arctic Haze
          Dodałbym jeszcze południowy zachód. I to właśnie tam (Legnica, Świdnica, Pszenno, Ceber) lokalizowałbym biegun ciepła Polski a nie w Tarnowie.
          Ceber przy średniej zimy +0.1c ociera się o rekordy Tmax i jednocześnie jest to bardzo ciepłe miejsce w okresie letnim i wegetacyjnym.

          okres grudzień-luty (średnia 1981-2010)

          Gdynia 0.7
          Świnoujście 0.7
          Ustka 0.6
          Kołobrzeg 0.6
          Hel 0.6
          Szczecin 0.6
          Dziwnów 0.5
          Rozewie 0.5
          Darłowo 0.5
          Łeba 0.5
          Słubice 0.4
          Koszalin 0.3
          Legnica 0.3
          Pszenno 0.3
          Ceber 0.1
          Gorzów Wlkp. 0.0
          Resko 0.0
          Wrocław 0.0
          Goleniów 0.0
          Lubiniecko-Świebodzin 0.0
          Przelewice 0.0
          Dobrogoszcz 0.0

          Średnia roczna 1981-2010.

          Legnica 9.2
          Opole 9.1
          Słubice 9.1
          Pszenno 9.1
          Szczecin 9.1
          Ceber 9.1
          Wrocław 9.0
          Gorzów Wlkp. 8.9
          Tarnów 8.9
          Lubiniecko-Świebodzin 8.9
          Dobrogoszcz 8.9
          Zielona Góra 8.9
          Poznań 8.8
          Paproć 8.8
          Leszno 8.8
          Kórnik 8.8
          Kalisz 8.8
          Świnoujście 8.7
          Dziwnów 8.7
          Racibórz 8.7
          Otmuchów 8.7
          Wielichowo 8.7
          Witaszyce 8.7
          Gdynia 8.6

          1. @bially

            Odkąd Trump “wyłączył” rząd i straciliśmy mnóstwo potrzebnych danych (w tym o stratosferze i ENSO), nie podejmuję się prognozowania bo ja się częściowo na tych danych opieram.

    3. @Lucas Wawa
      Nie obraź się na moje pytanie. Ale po co wam słońce i rozpogodzenia przy mrozach skoro ekscytujecie się “jasnością” zimowych krajobrazów (wszystko pokryte śniegiem) i wtedy nie przeszkadza wam długotrwały okres pochmurny (z niskimi chmurami)? A pisząc Wam mam na myśli Ciebie, alewisa27 itp.

  93. I znów sto postów wspominkowych i dyskusji a wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy. Trudno w tym wyłowić sensowne wpisy :/

    1. Trzeba wypracowywać jakiś złoty środek, co wcale nie jest takie łatwe. Jedna skrajność to zdecydowana przewaga ocen subiektywnych i to jeszcze często pisanych gwarą “podwórkową” (z ew. trollowaniem) – a co często ma miejsce w pop-serwisach. Druga to wpisy o charakterze dość specjalistycznym, z dyskusjami dużo bardziej merytorycznymi. Oczywiście ta druga opcja jest dużo bardziej pożądana, z jednym “małym ale” – grono adresatów jest zauważalnie mniejsze, bo ponad 90% osób tu piszących (jak sądzę) nie jest meteorologami, klimatologami, czy fizykami atmosfery. I tu jak sądzę należy powrócić do myśli zawartej w zdaniu pierwszym…

    2. Ale przynajmniej po raz kolejny przekonałaś się o tym, że grudzień 2015 był najlepszym miesiącem zimowym w tym stuleciu, zaś lato 2018 – najgorszym z możliwych. Tylko tyle i ash tyle:D
      W tym (lub jednym z poprzednich) wątku miałem napisać coś o wpływie łagodnych na migracje ptaków, ale… nie mogę odnaleźć przewodniego komentarza, którego dotyczyłaby informacja (tutaj proszę kogoś biegłego w operowaniu ‘buźkami’ o wklejkę drapiącej się główki). Jeszcze dwa dni przymusowego wolnego, spędzanego w dużej mierze przed komputerem, więc może się uda.

    3. W końcu jest to wątek otwarty do ogólnych dyskusji.
      Tak jest z większością serwisów tematycznych – żyją one tak długo jak długo żyje ich community. A przez życie w internecie najczęściej rozumie się dyskusje oraz dialog.

      1. Przyznasz jednak, że infantylność treści wpisów (nie szukając daleko – ostatnie moje wpisy wyczerpują definicję tego kryterium) na wielu forach zraziła do tego typu dyskusji fachowców i mających dobre podstawy propedeutyczne i celne spostrzeżenia amatorów. Osoby mające często jednocześnie wielką wiedzę i niewiele czasu. Osoby, których zdanie ginęło w zalewie powtarzających się, nieskalanych netykietą ani rozsądkiem treści, które przyspieszały proces pauperyzacji wartości tychże – często specjalistycznych i unikalnych – forów. Czarę goryczy przelał projekt Cukrowej Góry, którego zaraza, objawiająca się rozproszeniem informacji i infantylnością/przewidywalnością wpisów pogrzebała prawdziwe platformy wymiany wiedzy.

        1. Trzeba iść na kompromisy. Osób z grona “fachowców” chcących pisać w miarę regularnie jest tyle co pies napłakał, a nawet mniej. Czasami również poruszają oni kwestie bardziej naukowe niż popularno-naukowe, co mniej więcej w zainteresowaniu czytelników odpowiada to tekstom “infantylnym”. 2 lata temu jesienią był tutaj na blogu cały cykl postów na temat huraganów, cyklonów itp, ale cieszył się on raczej marnym zainteresowaniem i autor tych tekstów ostatecznie zrezygnował z dalszego pisania. Podobnie dość ambitnie na temat pogody swego czasu pisał na swoim blogu Mateusz Rac, ale i on (podejrzewam, że m.in. właśnie z braku community) ostatecznie odpuścił sobie i od tego czasu co najwyżej napisze coś krótkiego na swoim fanpage’u na fejsie. Wbrew pozorom w internecie trudno połączyć stały wysoki (nie mówiąc już o typowo naukowym) poziom serwisu z utrzymywaniem odpowiedniego zainteresowania społeczności, koniecznego choćby do partycypowania user’ów w kosztach utrzymania serwerów, czy to przez reklamy, czy przez donate’y.

          1. @chochlik

            Dlatego kiedyś całkiem poważnie zastanawiałem się czy nie pisać blogu po angielsku. Czytelników mógłbym mieć o dwa rzędy więcej. Ale wybrałem sianie na ugorze 😏

  94. Posypało w górach na Dolnym Śl. w ciągu ostatniej doby. W Jakuszyce 41 cm (132 cm !); Zieleniec 20 cm ( 80 cm). Śnieżnie też w Beskidach, aż po Bieszczady. Do 600 m npm wg danych pogodynki chyba jest w Łopusznej 93 CM! Końca opadow nie widać – kolejne w poniedziałek i wtorek. Może to będzie jedna z najbardziej śnieżnych zim w górach? To dobrze, bo uzupełnione zostaną zasoby wodne, które są tak niskie w Polsce.

  95. Posypało w górach na Dolnym Śl. w ciągu ostatniej doby. W Jakuszyce 41 cm (132 cm ); Zieleniec 20 cm ( 80 cm). Śnieżnie też w Beskidach, aż po Bieszczady. Do 600 m npm wg danych pogodynki chyba jest w Łopusznej 93 cm. Końca opadów nie widać – kolejne w poniedziałek i wtorek. Może to będzie jedna z najbardziej śnieżnych zim w górach? To dobrze, bo uzupełnione zostaną zasoby wodne, które są tak niskie w Polsce.

    1. W górach niech leży go jak najwięcej, w sumie to jest on tam nawet pożądany, ale na nizinach wystarczy go 1-3 cm. dla ubarwienia krajobrazów, a jednocześnie nie utrudniając znacząco życia. U mnie wczoraj dopadało parę centymetrów, ale utrzymująca się od przeszło 24h stabilna odwilż skutecznie tę pokrywę redukuje. Szkoda tylko, że pod spodem po wcześniejszych opadach śniegu jest jeszcze sporo lodu ;/

    2. W górach zima na całego. Myślę, że (patrząc na najbliższe prognozy pogody) realne są lokalne rekordy wysokości pokrywy śnieżnej a nawet rekord ogólnokrajowy. Wszak dopiero mamy I połowę stycznia a rekordy padają najczęściej w marcu.

  96. Śnieg ubarwia krajobrazy? Chyba raczej odbiera reszki barw, na nizinach całkowicie jest zbędny.

    1. Tak, bo biały to barwa, więc ubarwia krajobrazy na biało. A czy jest zbędny? Dla ciebie tak, dla innych nie.

      1. Śnieg się przydaje jak psu piąta noga. Jeszcze w górach może robić za atrakcję (sporty zimowe), na nizinie generuje tylko problemy

        1. mi tam śnieg nie przeszkadza, przy temperaturze >+5 to bym nawet go lubił. Niestety przy takiej temperaturze się topi, śnieg jest jednoznacznie związany raczej z mroźną pogodą, której zdecydowanie fanem nie jestem. Ale sytuacja jak w lutym 2010 (chyba jedyna taka w tym wieku) że było przez kilka dni +5/+10 kupa słońca i śnieg się utrzymywał (topił się, ale było go tak dużo, że jego znikanie trwało długo) mi absolutnie nie uwiera.

        2. @pyton1990
          Jak już ma mrozić po -20 czy -30c to jednak lepiej aby śnieg leżał. Przemarznięta gleba na metr i wymrożone uprawy to też spory problem. Oczywiście, najlepiej jest gdy nie ma dużego mrozu ani śniegu.

        3. @pyton1990
          Ponowię to co pisałem wcześniej:”twoim zdaniem”. To naprawdę po prostu Twoje zdanie i są ludzie, którzy zupełnie się z tym nie zgadzają. Piszesz jakbyś Ty decydował o tym co lubią i czego chcą wszyscy. Jeśli piszesz o swoich preferencjach to może pisz w innym tonie i zaznaczaj to. W ogóle ile to już było wałkowane na temat pisania o preferencjach, a widzę, że tylko zwraca się na to uwagę w przypadku, gdy ktoś jest zadowolony z zimna. Gdy ktoś tłucze znowu o patologii, o tym, że mu za zimno w zimie, że chce lata w zimie, to już admin nie zwraca uwagi.

  97. U mnie nasypało mnóstwo śniegu, dalej sypie i -3 stopni. Wielka odwilż tym razem okazała się niewypałem modeli. Chociaż oczywiście wiadomo ze to błąd geograficzny, a nie temperaturowy (niż poszedł bardziej na zachód niż przewidywały modele)
    Dodam iż dzisiaj drugi dzień z rzędu z całkowicie szczelnie przykrytym niebem. I zarazem drugi taki w tym roku.

      1. Na zachód od linii Wisły na pewno. Na wschód nie wiadomo, a jeśli nawet nie będzie to bardzo dużo na plusie.

  98. Z ciekawostek…
    Nietypowo (?) – zwłaszcza jak na zimę – chłodno w Arktyce. Ostatnio średnie anomalie częściej są tam nawet ujemne – przeważnie -2/0K (ref.. 1981-2010, 66+N):
    https://meteomodel.pl/gfs-anomalie-temperatury/

    Dla odmiany, najstabilniejsze ciepło (także w sensie anomalii) utrzymuje się zwłaszcza w strefach zwrotnikowo-równikowych S Azji i Afryki, a także np. na “letniej” Antarktydzie”.

    A powracając do Arktyki… Dla nas dość istotny może być strumień (język) chłodu jaki ma rozwijać się za głównym ośrodkiem niżowym nad Morzem Barentsa. Cyrkulacja będzie więc N-atlantycka, ale ze sporą domieszką tego właśnie chłodu arktyczno-morskiego (generalnie z NW). Wahania temperatury wokół zera, także po 12.01 mamy więc nieuniknione. Zobaczymy jak długo taki stan się utrzyma i czy później przerodzi się w ponownie konkretniejszą zimę – może jeszcze bardziej niż teraz i zarazem także na W Polski (?).

    Jednak na razie wkraczamy w kolejne 2-dniowe ochłodzenie, które w nocy 10/11.01 może przynieść najniższe temperatury jak na razie w tym sezonie (niższe niż 06/07.01 oraz 31.11/01.12) – we E Polsce, tzn. od Podlasia i Mazur po Karpaty, z Tmin przeważnie -20/-10*C, na mrozowiskach zapewne jeszcze niższe.

    1. No jak to, nie wiesz co dalej? Zapytaj krolowej, ktora wraz ze swoją świtą (niektorzy z tego zgromadzenia i tutaj są obecni), przypieczętowała już zejście wiru polarnego, o zgrozo! (śmiech)

  99. U mnie żadnej odwilży (temperatur na plusie) wbrew prognozom modeli nie ma. Cały czas trzyma lekki mróz (minus 2 stopnie), jest pochmurno i sypie słaby śnieg.

  100. Jutro pojawi pierwszy dwucyfrowy mróz w najcieplejszym momencie dnia na ścianie wschodniej Polski? Tak bynajmniej pokazują GFS i ECMWF. GFS pokazuje nocne i poranne spadki do okolic minus 15 stopni, a ECMWF pokazuje spadki do minus 20 stopni. Jeżeli będzie bezchmurnie to wierzę bardziej w wersję ECMWF, który dokładniej prognozuje nocne spadki temperatur. No i ciekawostka, że najniższe tmin (spadki do minus 15-20 stopni może i mniej) odnotujemy 1-2 dni przed nadejściem odwilży (także do wschodniej Polski) – słabej odwilży, ale jednak będzie lekko na plusie przez kilka godzin.

  101. U mnie już ochłodzenie się rozpoczęło, jest -8, sypie teraz większy śnieg (koło 12-tej w końcu była krótka przerwa) i wzmaga się wiatr… jest bardzo nieprzyjemnie…ogółem od poniedziałkowego wieczoru pada niemal bez przerwy…

  102. Nawet o tym nie pisałem, ale w Nowym Sączu trwa zima, jakiej pod względem ilości śniegu dawno nie było. Zaczęło się w nocy z 1 na 2 stycznia zwykłymi opadami śniegu, 3-go przeszło kilka śnieżyc, spośród których jedna była naprawdę bardzo silna. Sobota 5 stycznia to śnieg intensywnie padający od świtu do zmierzchu, to samo powtórzyło się w niedzielę, mniej ale również sypało też w poniedziałek i wczoraj. Grubość pokrywy to już zdecydowanie ponad 20 cm, a więc najwięcej od 2013 roku. Żadnej znaczącej odwilży nadal nie widać. Jeśli chodzi o temperatury, to w weekend spłatały one figla. Przez całą sobotę przy silnych opadach śniegu temperatura była grubo na minusie, aż wieczorem (czyli wtedy kiedy raczej się tego nie spodziewamy) wzeszła na plus, po to by ponownie przejść na minus w niedzielę nad ranem. Zatem mimo że zarówno w sobotę i niedzielę temperatury przez większość doby stały na stabilnym minusie, to jednak całodobowych mrozów nie było.
    Zima wygląda bajecznie – oblepione drzewa, usypane górki ze śniegu, żadnych kałuż… Aż nie do wiary że w skali kraju póki co miesiąc jest ciepły.

    1. @PiotrNS

      Znajomy z Nowego Targu ma już dosyć zimy. Mówi, że śniegu jest prawie po pas. Na początku myślałem, że ma na myśli jakieś sztuczne zaspy. Ale okazuje się, że Łopuszna koło Nowego Targu ma około 90cm pokrywy śnieżnej. Samochód od wielu dni unieruchomiony na parkingu. Pozostało mu tylko okresowe odpalanie silnika. Tam już żarty się skończyły.

  103. U mnie w centrum zakończyła się właśnie odwilż trwająca bez przerwy przeszło 30h, ale Tmax była dość niska, bo zaledwie +1,9C. Śnieg zniknął całkowicie z ulic i chodników (na szczęście lód również zdołał stopnieć), ale na trawnikach i miejscach zacienionych pozostało jeszcze ok. 1-3 cm.

    1. Granica izotermy 0°C zatrzymała się między Łodzią a Warszawą, gdzie wczoraj (08.01) maksymalnie zanotowano -0,5°C. Tak więc na C Mazowszu od sobotniego popołudnia (05.01) mamy całodobowy mróz, przejściowo dwucyfrowy. Lekka i przejściowa odwilż ma się tu pojawić w sobotę lub niedzielę (12-13.01). Pomimo okresowych lekkich plusów chyba jednak przedział Tavg -5/0°C nadal będzie dominował – okresowo z opadami śniegu lub marznącego deszczu.

      Śniegu nie mamy może zbyt dużych ilości, ale cały czas dosypuje – dzisiaj niemalże cały czas. A obecnie temperatura wynosi już ok. -5°C i nadal spada. Na krańcach NE/E jest już blisko -10°C, a co jest zapowiedzią dwucyfrowego mrozu (miejscami bliżej nawet -20°C) zwłaszcza w nocy 10/11.01.

      Tak właściwie to w całej E części Polski możemy już mówić o umiarkowanej zimie. W górach, przynajmniej pod względem śniegu, już o konkretnej – a prognozowany w dalszym ciągu przepływ NW będzie jej nadal sprzyjał (właśnie głównie w aspekcie śniegu).

      1. Dzisiaj mamy/mieliśmy też dobry przykład na to, że na Górnym Śląsku tylko okresowo jest bardziej zimowo, niż na Mazowszu (nie wspominając o NE Polsce) – a co lubi bardzo artykułować meteorolog D.D. z okolic Katowic. Często tłumaczy on obecność pokrywy śnieżnej wysokością n.p.m. (+ ew. orografią) – ta czasami owszem ma znaczenie. Jednak okresowo ujawnia się też wyraźniejszy wpływ położenia względem stron świata – a kierunek NE jest w uśrednieniu bezdyskusyjnie zimą najchłodniejszy (najmroźniejszy).

        Obecnie, podczas gdy Katowice nadal notują ok. 0°C, to Warszawa już ok. -5°C, a Podlasie blisko -10°C. Przypomina mi się tu ubiegłoroczny styczeń, podczas którego to właśnie układ chłodniejszy/mroźniejszy NE vs. cieplejszy SW sprawił, że dłużej i bardziej zimowo było na Mazowszu (nie wspominając o Mazurach i Podlasiu), niż na Górnym Śląsku. W jeszcze większym stopniu taka właśnie polaryzacja ujawniła się np. w styczniu 2014 r.

        1. tu się zgadza, 01.2014 czy 01.2018 miały dużą polaryzację. U mnie ta zima w styczniu 2018 to był jakiś ponury żart a nie zima, przez cały miesiąc 5 dni z całodobowym mrozem (najniższa tmax uwaga -0,9!), śniegu leżało max 5 cm, zaś jakikolwiek śnieg >1cm notowano tylko 5 dni.

          To już w listopadzie i w marcu bywa ostrzejsza zima niż w tym styczniu. I wcale nie musi być ten XI / III skrajnie zimny!

          Podobny przykład 02.2007, gdzie od NE napierał mroźny wyż rosyjski, też nie dotarł on zbytnio do mnie bo całodobowy mróz był uwaga 1 dzień (tmax -0,7!). W tym samym czasie NE kraju notowało mrozy dwucyfrowe w dzień.

          Nawet w mroźnych miesiącach typu 01.2006 były duże różnice w długości fali mrozów – 21 stycznia na południu i zachodzie kraju była odwilż, jedna z bardzo niewielu w tym miesiącu! A na NE mrozy rzędu -20 za dnia.

    2. Uff, na szczęście od soboty znowu odwilż, tym razem już trwalsza:) GFS widzi w łódzkiem +5 stopni od poniedziałku i będzie po śniegu;)

      1. Przynajmniej na Mazowszu proporcje między odwilżami a mrozem mają być w większym stopniu na rzecz mrozu. Dzisiejszy wieczorny ECMWF w przewadze mroźny przynajmniej dla Polski N/E.

      2. no właśnie może na zachodzie będzie trwalsza odwilż, bo u mnie na NE raczej będzie cały czas sypać i temperatury w granicy -1/0… czyli tak naprawdę tylko temperatura podskoczy, śnieg tak szybko nie stopnieje bo jest mega dużo…

  104. U mnie wczoraj wieczorem pokrywa sięgła 29 cm.a dziś przekroczy,lub już przekroczyła 30 cm ,bo od około 16 stej pada śnieg.Ten styczeń idzie na rekord jeśli chodzi o dni z opadem,ponieważ u mnie codziennie pada,jest 9 stycznia i jak do tej pory jest 9 dni z opadem a codziennie przynajmniej do środy w prognozach są większe lub mniejsze opady.U mnie suma tych opadów jak do tej pory nie jest jakaś oszałamiająca 24 mm,ale na pewno norma stycznia zostanie znacznie przekroczona.Ciekawe kiedy zjawi się blisko jakikolwiek wyż.Szczerze powiedziawszy przyjmę go z otwarymi rękami,ze względu na to że mam już dość odśnieżania,średnio spędzam przy tej pracy 1,5 h.dziennie.

    1. Szczerze współczuję takiej zimy. Na szczęście w centrum kraju śniegu już mało a wkrótce uwolnimy się od niego całkowicie i będzie spokój.

      1. @Marcin
        Zdecydowana większość prognoz nie wskazuje na trwałą i głęboką odwilż, a na lekkie i przejściowe plusy, przynajmniej w Polsce E/N/C (w górach zima zupełnie niezagrożona). Przepływ ma być ogólnie NW – wyraźnie chłodniejszy niż SW (a nawet czysto W).

        1. ECMWF też za odwilżą u mnie od soboty (codziennie plusy, a i nocami niekiedy). NE kraju to nawet nie patrzę, bo wiadomo, że zima (taki klimat). Grunt, żeby chociaż u mnie, 120 km na zachód od Warszawy, nie było już tego śniegu.

          1. Najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Polski na dni od 12.01 (na razie do ok. 17-18.01) to temperatury “przez zero” – w obu kierunkach. Im bardziej na E/NE tym częściej/bardziej zimowo, a im bardziej na W/SW (z wyjątkiem Sudetów) tym częściej/bardziej późnojesiennie.

    2. Szczęśliwi mieszkańcy NW Polski, oni nie muszą się męczyć z zimą wcale. Ta w zasadzie jeszcze do nich nie zawitała:) Niestety reszta Polski nie ma tyle farta i musi walczyć z zimą (często nawet dosłownie!). Relacje z zasypanego Podkarpacia mrożą krew w żyłach. A w górach to już w ogóle masakra w tym roku ze śniegiem.

      1. @Marcin
        Świnoujście, Szczecin, Słubice mają jeden dzień z odnotowaną śladową pokrywą śnieżną. Na pojezierzach było tego śniegu troszkę więcej ( w zachodniej części 1cm przez 2 dni chyba). W Szczecinie śladowa pokrywa była 3 stycznia a w Słubicach 16 grudnia z tego co pamiętam. W Szczecina zima wyglądała tak, że spadło troszkę śniegu w nocy, obserwator o 6UTC odnotował śladowe ilości i kilka godzin później śniegu już nie było. Także fani zimy z północnego zachodu muszą jeszcze czekać.

      2. Macie jeszcze mniej zimy niż południowo-wschodnie okolice Wwy a jęczycie tak jakby panował niesamowity kataklizm. Mnie ta styczniowa zima póki co się bardzo podoba i mam nadzieję że przejść przez zero w weekend i po nim będzie jak najmniej, bo to do niczego nie jest potrzebne.

        1. Dla dobra ogółu byłoby lepiej jednak, żeby opady śniegu trochę przystopowały. Najgorszy przypadek to taki, w którym obecna (niekoniecznie mroźna, ale wilgotna) zima potrwa do marca.

          1. Gdyby pokrywa śnieżna w górach kumulowała się w podobnym tempie, to po silnym ocieplenia w marcu było by nieciekawie.

  105. Katowice ok 15 cm śniegu, była odwilż dzisiaj i padało coś… Ani śnieg ani deszcz. W prognozach nadal naprzemiennie mróz i odwilż, nie widać dominacji ani jednego ani drugiego. Styczeń jak na razie dużo bardziej zimowy od grudnia, od 2.01 cały czas leży śnieg i dominuje ujemna średnia dobowa. Tylko słońca nadal bardzo mało, tylko 7 stycznia było go dużo (jedyny pogodny dzień przez cały miesiąc począwszy od 9.12!) Na szczęście jest zimowo więc nie jest to już ciągła słota jak w 3 dekadzie grudnia (null słońca i cała miesięczna norma deszczu)

    Myślę że od zimy tak łatwo się nie wywiniemy w tym roku i koniec stycznia oraz luty dadzą popalić. Prognozy CFS już wyraźnie schłodzone a jeszcze do niedawna było u nas bordowo.

    Pocieszam tym ze do wiosny już 2 miechy bliżej niż w listopadzie jak się ciepełko skończyło 13.11. Do marca pomrozi i pośniezy a potem cyk 25 stopni jak w tym roku! I znowu wypełzną Dorki, Editory itd :D

    1. Kurde a ja bym chciał wiosnę w lutym i marcu, co z tego, że od kwietnia do października jest ciepło jak druga połowa roku to g***o. Zaczynam rozumieć kmroza.

      1. @FKP, na pocieszenie pewien cytat:
        “I stawiam na to, że w przyszłym roku lato zacznie się spokojnie już w marcu, a w kwietniu codzienna lampa przy 30+. Świetlana, dosłownie czeka nas przyszłość zdaję się :(”
        8 sierpnia 2018

      2. “g***o” – ano właśnie… Niech go chociaż teraz zimą przymrozi i zaśnieży, a z wiosną wyparuje…:-)

        1. Obawiam się że jak śnieg dłużej poleży a potem zniknie, to tego “g…..a” w znaczeniu dosłownym pewnie sporo się pojawi. Niestety przy takiej pogodzie jak obecna wszystkie wyprowadzane psy zostawiają swoje pozostałości gdzie się da (bo w śniegu nie widać) i na wiosnę są tego niemiłe efekty. To niestety jeden z minusów śnieżnej pogody.

        2. A w jakim sensie to “g***o”? Chodzi o odchody psów czy o coś innego? Może gdyby właściciele czworonogów sprzątali po swoich pupilach to nie było tego na trawach, itd. i nie musiałby być potrzebny śnieg aby to zakryć.

      3. @FKP Styczeń już raczej stracony, ale może chociaż w lutym pogoda się nad nami zlituje?🤔 Po cichu liczę jeszcze na to, że (mimo SSW) zima w lutym już odpuści, bo 2 miesiące białego “szaleństwa” to byłoby już spore przegięcie i dużo za dużo jak dla mnie. Cóż, nadzieja zawsze umiera ostatnia, nie raz już w pogodzie następowały niespodziewane zwroty akcji, więc może i tym razem stanie się jakiś cud?☺️

        1. A ja czekam na więcej miesięcy w pobliżu lub nawet poniżej ‘normy’ z 3-4 ostatnich dekad, niż w roku 2018. Ktoś kto tego nie rozumie, to znaczy, że… nie rozumie istoty “szumu” pogodowego oraz problemów związanych ze zmianami klimatycznymi.

          1. Ja też, ale niech to nie będą tym razem luty ani marzec, styczeń jak najbardziej może być.

          2. @kmroz
            Chyba już względnie najlepszy czas na te ujemne anomalie to miesiące letnie, choć i to nie do końca, bo jeśli by miały się z tym wiązać częste opady, to popsuje wielu ludziom urlopy.

          3. Luty anomalia -6, marzec 0 kwiecień i dalej co najmniej +2, nawet +4 w lipcu jest spoko jeżeli nie będzie tyle tej parnoty.

            To byłby sztosik. Jak nad jeziorem Baskuncak.

          4. Ja czekam na zimę, w której pokrywa śnieżna będzie w okolicach Wwy leżała przynajmniej w okolicach normy wieloletniej (jest to około 60 dni dla nieznających tematu) choć nie zmartwiłaby mnie zima z długością zalegania pokrywy śnieżnej powyżej normy. Przypominam, że ostatnie zimy przynosiły czas zalegania pokrywy śnieżnej rzędu około 30 dni albo i mniej a więc na poziomie połowy normy wieloletniej. I chyba wielu się do tego przyzwyczaiło skoro twierdzą, że dwa miesiące śnieżnej zimy to byłoby jakieś kuriozum. Żadne kuriozum tylko polska norma.

          5. @Radomir
            Tak jak i normy temperatury tak i normy pokrywy śnieżnej dość szybko ulega zmianie. To co wydawało się, że w grudniu daje dość niskie szanse na rekord roczny (anomalia co najmniej +1,3 w stosunku do normy 1980/10) po rzuceniu okiem na grudnie z ostatnich 15 lat nagle wydało się szansą całkiem wysoką i tak było w rzeczywistości – nowy rekord stał się faktem. Podobnie normy pokrywy śnieżnej z poprzednich wieloleci coraz mniej przystają do obecnych realiów pogodowych.

          6. @chochlik
            Ale normy te zmieniają się tak jak wynika to ze zmienności pogodowej. Nie zaś jest tak, że pogodę narzucają ‘normy’.
            I po takich zwyżkowaniach jak zimą np. pod koniec lat 80′ XX wieku, czy ostatnio w rocznikach 2014-2016 chyba czymś racjonalnym jest oczekiwanie, że będą też okresowe wahnięcia w kierunku spowalniającym trend ocieplenia klimatycznego (w tym wypadku u nas, na który w większym stopniu działają czynniki lokalne).

        2. @Marcin – Są na to spore szanse, mamy coraz więcej miesięcy względem polskich norm z lat 1981-2010, nie mówiąc o tych z czasów PRL. @ Lucas wawa – Negatywnych następstw ocieplenia klimatu jeszcze nigdy nie odczułem, za to zdarzyło mi się zauważyć już jego pozytywy. Wątpliwe uroki polskiej normalności odczuwam na co dzień, zwłaszcza w tegorocznym styczniu. W skali globalnej odchylenia od normy na plus są niepokojące, ale w Polsce mnie tylko cieszą.

          1. @pyton
            Wykazujesz podobny sposób myślenia co np. @Marcin.
            W Polsce nie mamy innego źródła ocieplenia obecnej skali jak właśnie AGW rozpatrywane globalnie. I na dłuższą metę nie są możliwe aż tak duże i trwałe zwyżkowania (jak np. przez większą część roku 2018 względem ostatnich 3-4 dekad) bez udziału czynnika globalnego. To co się dzieje u nas w szerszej perspektywie czasowej nie jest niczym innym jak “echem” AGW (bo nie jesteśmy żadną wyizolowaną wyspą) i właśnie TYLKO tak powinno być ono rozpatrywane.

          2. ,,W skali globalnej odchylenia od normy na plus są niepokojące, ale w Polsce mnie tylko cieszą” To jest chore, krótkwzroczne i szkodliwe dla wszystkich myslenie. Polska nie leży na ziemskim globie skoro szkodliwe (tragiczne) dla Globu ziemskiego AGW jest dla niej korzystne. Podziwiam Lucasa który jest tutaj osamotniony w ukazywaniu szkodliwych następstw (katastrofalnych) również dla Polski. Brak wsparcia ze strony profesora i Admina w ,,ujajeniu cichych denialistów” jest Tutaj na blogu przerażający. Lucas z W-wy życzę wytrwałości. Co do panującej pogody to od początku grudnia aura nadrobią, szczególnie na południu Polski zaległości opadowe i śniegu powyżej 800m.n.p.m. jest już za dużo. Dwa tygodnie suchej i lekko mroźnej pogody wskazane. Narty na razie mam z głowy (chory kręgosłup ) ,ale już w planie wyjazd 21.01.19 Skolnity w Wiśle z łagodna trasą. Ogólnie super zima w górach ,minus to zbyt mało słonecznych godzin. Znikam na kilkanaście dni.

          3. @oliver
            Osoby takie jak @Marcin, czy @pyton nie nazwałbym może denialistami, co egoistami i “krótkowidzami” w kontekście AGW. Piszą tu osoby lubiące ciepło, ale nie bezwzględnie (non-stop i niezależnie od okoliczności). Potrafią przy tym “trzeźwo” ocenić sytuację, gdy nadmierne ciepło przyczynia się do rekordu za rekordem, czy spora dodatnia anomalia długo nie chce odpuścić. Wiadomo, że pogody i tak nie zmienimy, ale sposób jej oceny już możemy. A to jak myślimy może też mieć wpływ na nasze decyzje chociażby takie, aby za priorytet potraktować stosunek tego kogo wybieramy (w czasie wyborów) do kwestii energetyczno-emisyjnych.

            Dużo osób pisze, iż liczy na powtórkę z tego co miało miejsce od kwietnia do połowy listopada. Ja z kolei z ulgą przyjmę to, jeżeli przynajmniej kilka kolejnych roczników będzie średnio z 0,8-1,5 st. chłodniejszych od roku 2015 i 2018, a przy tym emisje zarówno u nas, jak i w skali globu (ponownie) zaczną choć trochę spadać.

          4. Ale od 2010 wszystkie półrocza ciepłe są powyżej normy i to już Ci lata.

          5. Widzę, że określenie “denialista” staje się pustym frazesem, jak słowo “lewak” albo “faszysta”. Nadużywane, traci swoje znaczenie.

            Nie kwestionuję globalnego ocieplenia i wpływu człowieka na ten proces. Kilka lat temu byłem bardziej sceptyczny, ale za dużo badań naukowych przemawia za tym, aby negować ten proces.

            A skutki ocieplenia oceniam patrząc gołym okiem na to, co się dzieje wokół mnie i na tej podstawie dochodzę do wniosku, że na chwilę obecną jest to bardzo korzystny proces. W skali globalnej to ocieplenie musi został zatrzymane w ciągu najbliższych 30 lat. To, że klimat na świecie ociepli się np. o 2 stopnie, nie oznacza, że taka sama skala ocieplenia będzie w Polsce. W różnych częściach świata, skala jest nierównomierna. Nawet był jaki wykres, z którego wynikało, że średnia temperatura na Ziemi w czasie epoki lodowcowej była o 3 stopnie niższa niż obecnie, a na północy Polski znajdował się lądolód. W ten wykres akurat nie wierzę, bo w samej Polsce musiało być co najmniej 15 stopni zimniej niż obecnie, ale prawdą jest, że zmiany klimatu na naszych szerokościach geograficznych są bardziej odczuwalne. Tak więc, ocieplenie klimatu na Ziemi mieszczące się jeszcze w granicach bezpieczeństwa (przyjmuje się 2 stopnie), w Polsce powinno być większe, a przy tym jego negatywne konsekwencje minimalne dla naszego kraju, który jest jednym z zimniejszych miejsc na świecie. Taki klimat jak na Węgrzech albo zachodnich Niemczech, z prawie bezśnieżnymi zimami, byłby zupełnie akceptowalny.

          6. Lapsus językowy mi się wkradł. Miało byś: “Za dużo badań naukowych przemawia, aby nie negować tego procesu” – po wielu latach sporów, wpływ człowieka na klimat uważam za fakt. Człowiek ma zbyt ogromny wpływ na środowisko i zbyt duży zbieg okoliczności zachodzi pomiędzy masowym uprzemysłowieniem, urbanizacją i przeludnieniem Ziemi, a nagłym ociepleniem klimatu.

          7. I ogólny wniosek: nie chce zarówno drastycznego ocieplenia z katastrofalnymi jego konsekwencjami, ale również nie chcę żeby w Polsce powrócił (utrzymał się?) klimat z poprzednich dekad w granicach 7-9 stopni rocznie i dość śnieżnymi zimami.

  106. Nie przesadzajmy, styczeń póki co nie jest taki zły tutaj w centrum. Okazjonalnie kilka cm śniegu i temperatury balansujące od jednocyfrowych plusów do jednocyfrowych minusów to nie jest wcale takie zło jak na najmroźniejszy miesiąc roku. Owszem – palić opału trzeba całkiem sporo, ale ogólnie da się żyć.
    Byłem na niespełna 10 dni w okresie świąteczno-noworocznym w Kościelisku pod Tatrami i dopiero tam widać jak zima potrafi doskwierać. Połowa aut, nawet mimo zimowych opon, w ogóle nie nadawała się, aby się nimi poruszać w tym terenie. Jak padał intensywnie śnieg (a padał b. często!) tworzyły się konkretne korki (szczególnie w Zakopanem), a ludzie jeździli ze śr. prędkością ok 15-20 km/h. Napęd 4×4 to było w zasadzie jedyne dobre rozwiązanie w tym miejscu. Od naszego domu do najbliższego sklepu mieliśmy ok. kilometra drogi. Niby nic, ale pójście tam z buta było samo w sobie niemałym wyzwaniem, bo utrzymanie chodników w dobrym stanie o dziwo nie należy tam do priorytetów! Co najmniej 15 cm śniegu na chodniku to był w zasadzie standard, na dodatek pomieszanego z solą, bo solarki sypały na tyle intensywnie, że sól sięgała również chodników. Taki śnieg pomieszany z solą w ogóle się nie ugniata, więc chodzi się w nim jak po bardzo sypkim piasku na plaży. Po sylwestrowych opadach pokrywa śnieżna na stacji Kościelisko-Kiry oscylowała w graniach 60-90 cm, co daje pewne wyobrażenie warunków tam panujących. Podobna ilość śniegu była na głównych szlakach pieszysch w tych okolicach, na niektórych niestety słabo udeptana, więc każdy krok na takowym oznaczał zapadanie się po kolana w śniegu. Przejście takim szlakiem kilku czy kilkunastu kilometrów (w tym sporo pod górę) potrafiło konkretnie zmęczyć – zapomnijcie o zakładaniu czegokolwiek bawełnianego na takie wyprawy. Ale na szlaku i tak było lepiej niż poza nim, gdzie śniegu potrafiło leżeć nawet przeszło półtora metra i w takim miejscu zapadało się po pas i więcej.

  107. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom prószenie śniegu na C Mazowszu przedłuża się nam (częściowo) nawet na czwartek 10.01., ale już przy temperaturze rzędu -7/-6°C – a więc niewiele ponad progiem kiedy sól przestaje być skutecznym “środkiem zaradczym”. W radio zapowiadają dzisiaj za dnia ok. -4°C (dla Warszawy) – przypuszczalnie jednak ponownie jest to wartość zawyżona (zapewne wzięta z prognoz GFS).

    Natomiast na Podlasiu to już tej nocy przymroziło konkretniej, bo do -15/-12°C(poza mrozowiskami). A tymczasem apogeum tej fali mrozu dopiero kolejnej nocy (tzn. 10/11.01). Jak widać temperatury rzędu -20/-10°C możemy mieć nawet bez adwekcji wprost z dalekiej Syberii lub zmrożonej części Arktyki.
    W całej E części kraju możemy mówić już więc o całkiem umiarkowanej zimie.

    Od weekendu 12-13.01 ocieplenie, które jednak nie przyniesie trwałej i głębokiej odwilży – a jedynie przejściowe wzrosty temperatury nieco powyżej 0°C. Generalnie nadal ma przeważać aura bardziej zimowa, przynajmniej w chłodniejszych regionach kraju.

    1. W Warszawie prószy? Jadę tam właśnie dokonać “inspekcji na miejscu” 😀

      Już w Malborku biało (bardzo cienka warstwa świeżego śniegu). Natomiast w Gdańsku bezśnieżnie i sucho. Czyli bez zmian.