Wątek otwarty #48: Budapeszt we Wrocławiu

Wątek otwarty #48: Budapeszt we Wrocławiu

W latach 1951-1980 średnia roczna temperatura powietrza w Budapeszcie wynosiła 10.24°C. W ostatnich latach coraz częściej obserwujemy przekroczenie tej wartości w Polsce, szczególnie w jej południowo-zachodniej części. We Wrocławiu rok 2018 odznaczał się średnią temperaturą roczną wyższą o 1.0°C od wspomnianej wyżej średniej temperaturze dla Budapesztu. Można spokojnie powiedzieć, że ostatnie 11 lat miało w tym mieście normę roczną taką samą, jak Budapeszt w latach 1951-1980 (a dokładniej zaledwie o 0.2°C niższą).


Swego rodzaju “przewagę” nad klimatem Budapesztu z lat 1951-1980 Wrocław osiągnął w miesiącach zimowych. Już pierwotnie średnia temperatura stycznia we Wrocławiu była niewiele niższa od tej w Budapeszcie: w latach 1951-1980 średnia temperatura stycznia w Budapeszcie wynosiła -1.7°C, zaś we Wrocławiu -1.9°C. W wyniku ocieplenia klimatu obecnie Wrocław charakteryzuje się już średnią stycznia o 1.6°C wyższą, niż przeciętna dla Budapesztu w latach 1951-1980. Daleko nam jeszcze do osiągnięcia “budapesztańskiej” średniej w sezonie ciepłym. W latach 1951-1980 średnia temperatura w okresie IV-IX wynosiła w Budapeszcie 17.0°C, w tym samym czasie we Wrocławiu było to 14.3°C. Sezon ten bardzo silnie się ocieplił, jednakże w latach 2008-2018 średnia ta we Wrocławiu wynosi 16.4°C, a więc nadal o 0.6°C mniej, niż w latach 1951-1980 w Budapeszcie. Warto zwrócić jednak uwagę, że w roku 2018 średnia ta wynosiła aż 18.5°C, co oznacza że okres IV-IX 2018 byłby we Wrocławiu wyjątkowo ciepły nawet, jeśli odnieść go do norm budapesztańskich.

Postępujące ocieplenie nieubłaganie zbliża nas do klimatu, jaki jeszcze w połowie zeszłego wieku był charakterystyczny dla nizin węgierskich. I o ile może nie wydawać się to problemem (a dla wielu taki stan rzeczy może się nawet wydawać korzystny), to należy sobie zdać sprawę z faktu, że w tym samym czasie klimat nizin węgierskich również się zmienia i zbliża do tego z jeszcze bardziej położonych na południe regionów Europy. W tychże regionach klimat również się zmienia i… O ile w pewnych miejscach przesuwanie się stref klimatycznych może (przejściowo) wydawać się korzystne, to patrząc globalnie widać zbliżające się szybkimi krokami kłopoty.

Średnia temperatura roczna w Polsce w 2018. Średnia wieloletnia temperatura dla Budapesztu w latach 1951-1980 to 10.2°C. Autor: Jarek Lewandowski, źródło: meteoprognoza.pl.

Print Friendly, PDF & Email

602 Replies to “Wątek otwarty #48: Budapeszt we Wrocławiu”

  1. Ja się pocieszam że to mniejsze zło. Lepiej że zbliżamy się do klimatu nizin Węgier z lat 1951-1980 niż gdybyśmy się zbliżać np. do nizin Estonii. Mi w tym całym procesie szkoda tylko zim które coraz rzadziej przypuszczalnie będą mroźne i śnieżna i ogólnie coraz krótsze i nijakie. Niemniej wolę to niż gdyby zima miała się wydłużyć o listopad i marzec. Natomiast zimy typu styczeń 1987, luty 1956 czy grudzień 1969 ( nie pisząc już o tych z sprzed połowy XX wieku) mogą być już przeszłością. Zbliżenie do tych wartości już może nie nastąpić w ciągu najbliższych 100 lat. Może za to wkrótce pęknąć 40 latem i tym samym pozbawić wątpliwości rekordu z 1921 roku. Moim zdaniem być może jak gatunek dokładamy do “pieca” ale i tak bez naszej obecności klimat by się zmieniał bo on się zawsze zmieniał nawet jak nie było człowieka.

    1. A mnie właśnie zim kompletnie nie jest szkoda, mogłyby nawet zniknąć całkowicie (w sensie termicznym) i kompletnie nic złego by się nie stało! W Polsce problemy mogą być tylko latem – fale upałów i susze.

      1. Tak jest, nie zmyślasz. Termiczne zimy mogłyby zniknąć i gospodarka wyłącznie by na tym skorzystała i by wzrósł komforty życia. Potencjalnym zagrożeniem są jedynie zbyt gorące lata w przyszłości, ale do tego jeszcze sporo brakuje.

        I nie można zapominać o skutkach ubocznych, jak podnoszenie się poziomu mórz.

        1. Zagrożeniem są nie tyle gorące lata, których w Polsce jeszcze nie było co posuchy/suszę ponieważ nasze gleby są w przewadze wyjątkowo przepuszczalne i niezbyt urodzajne. Wszystkiemu winny jest lodowiec, który przyniósł nam piach ze Skandynawii, gdybyśmy mieli gliny jak na S Europy to parametry klimatyczne z 2018 byłby jak znalazł.

          1. Kolego, sprawdź ile z tych glin znajdowałoby się teraz pod poziomem morza. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że wybrzeże mielibyśmy na południowym skraju pradoliny toruńsko-eberswaldzkiej ;).

      2. Mylisz się myśląc że gdyby nie było zim nic by się nie stało. Rośliny oraz zwierzęta mają cykl biologiczny oparty o temperaturę i długość dnia. Brak zim mógłby spowodować wymarcie u nas wielu gatunków roślin i zwierząt czyli brak zimy to nie jest wcale takie nic.

        1. Jedne wymrą pojawią się inne bardziej ciepłolubne w ich miejsce. Więcej ciepła szybszy wzrost roślin, więcej CO2 – większe plony. Same pozytywy, ale że dobra wiadomość to żadna wiadomość, więc trzeba ludzi straszyć, siać panikę, pompować problematyzm.

    2. dalej nie ma wątku o pokrywie śnieżnej a jest rekordowa (choćby Kasprowy na termin połowa stycznia), nie bym ja się domagał ale sprawiedliwość ;-)
      To ja pocieszę te gminne samorządy w Beskidach, Gorcach, Tatrach, Karkonoszach
      http://pogodynka.pl/polska/snieg/ że to już koniec śnieżnej gehenny, zaczyna się druga część zimy mroźniejsza pogodniejsza; grudniowo/styczniowa pora “deszczy świętojańskich” minęła.
      PS te 50 cm nowej pokrywy śnieżnej za ostatnia dobę w Ochotnicy Górnej to nie błąd?

  2. Jako ciekawostkę przyrodniczą apropo ocieplenia klimatu podam że na zachodzie naszego kraju odnotowano pierwsze lęgi papug które naturalnie żyją w Indiach i części Afryki. Gatunek wprowadzony do Europy który rozmnaża się już od kilku lat w zachodniej i południowej Europie dotarł do Polski

          1. Aleksandrettę obrożną widziano także niedawno w Tarnowie (okolice budynku ZUS), zaś w Nysie spotkano parkę która zapewne założyła już gniazdo.

      1. Interesuje się też trochę przyrodą więc o tych papugach słyszałem już jakichś czas temu. Na zachodzie i południu Europy ten gatunek aleksandretta obrożna ma się świetne a przypominam naturalne miejsce ich występowanie to gorące Indie oraz część gorącej zachodniej Afryki. Faktem jest że same tu nie przyleciały, ale wprowadził je do Europy człowiek ale faktem jest też dochodzi do rozrodu. Bardzo dobrze się już mają na zachodzie i południu Europy w takich państwach jak: Hiszpania, Grecja, Portugalia, Włochy, Francja oraz Wielka Brytania czy Niemcy

        1. Zwierzęta stałocieplne bardzo dobrze adaptują się do zupełnie rożnych stref klimatycznych, gdyby przywieść do nas jakieś antylopy afrykańskie np. impale to o ile zapewnione będą miały odpowiednie siedlisko i stałą bazę pokarmową to też się zaaklimatyzują.

      2. Nic nowego. Lata temu mieliśmy inwazję dzięcioła syryjskiego i sierpówki z bliskiego wschodu. Ptaki te przeszły kilka stref klimatycznych i na stałe zaaklimatyzowały się daleko poza pierwotnym zasięgiem, żadne zmiany klimatu nie były do tego potrzebne.

        1. @esu

          Inwazje mogą wynikać z przywleczenia danego gatunku przez ludzi. Jeśli jednak jest to “naturalna” inwazja to śmiem twierdzić, że hipotezy o braku efektu klimatu trudno utrzymać bo dlaczego dany gatunek przeniósł się akurat teraz, ale w dowolnym innym momencie holocenu? Do inwazji gatunku ptaków wystarczy jedna para. Możliwe, że takie pary przylatywały wiele wiele razy ale przedtem im się nie udawało wyhodować potomstwa.

    1. Co do ptaków żyjących w Indiach to żadna nowość. Jakieś 40 lat temu przez kilka lat mieliśmy w ” obejściu ” pawie. Dawały sobie doskonale radę, było kilka lęgów, a co ciekawe raczej nie bały sie jak niektórzy tutaj mrozów. Pamiętam jak przy -18C samiec jak gdyby nigdy nic siedział sobie na jabłonce i pilnował ” haziajstwa” .

  3. Anonim, nie jest to wcale takie pewne i oczywiste… Np. “zima stulecia” (1978/1979) jak najbardziej może się powtórzyć.

    1. Łukasz oczywiście że nie jest oczywiste i pewne ale prawdopodobieństw się zmniejsza. Natomiast zima stulecia 1978/1979 przeszła do historii bardziej jako śnieżna niż mroźno, choć pod sam koniec grudnia i na początku stycznia mrozy też nie były bardzo duże

    2. Nazywanie zimy z 1978/1979 zimą stulecia jest mocno przesadzone, chyba że ograniczamy ją tylko do niektórych miejsc. Fakt, że każda zima ze śniegiem i mrozem to największe zło, ale za konkurencję spokojnie mogą robić zimy 1928/1929, 1939/1940, 1962/1963, 1984/1985, 1986/1987, 1995/1996 albo 2012/2013.

      1. o 1955/56 jeszcze zapomniałeś, choć tam we znaki dał sie głównie skrajnie zimny luty (u mnie anomalia aż -10,4 i to względem starej, adekwatnej do epoki normy). Marzec też chłodny, kwiecień bardzo zimny.

        Jeszcze gorsza zima 1953/54, styczeń i luty z anomaliami rzędu -6/-8, następnie normalny marzec i rekordowo zimny kwiecień (niewiele cieplejszy od normalnego marca)

        Ogólnie to lata 50 były dość podobne do obecnych jeżeli chodzi o zimy. Grudnia ani jednego zimnego wtedy nie było (najchłodniejszy z całej dekady to 1952 miał anomalię -1,1 czyli w zasadzie żadną jak na grudzień), dużo grudniów miało anomalie ponad +2, 1954 i 1960 nawet pod +3 podeszły. Zimy w grudniu niet, ale styczeń i luty dawały popalić. Tak samo w tej dekadzie, solidnej zimy w grudniu od 6 lat ani widu ani słychu, a styczeń co roku atakuje mrozami i śnieżycami. Luty w mniejszym stopniu też, 2012 i 2018 zaskakiwały mrozami w zimach które jakieś 80% swoich dni miało odwilżowe.

        1. Zima 2012/13 wcale nie była wybitnie mroźna ani śnieżna była jedynie bardzo długa, ale w poprzednich latach zdarzały się zimy duuużo dłuższe. Zimami stulecia w tym wieku można nazwać zimy 2002/03 lub 2005/06. Jeszcze trafiły się dwie znacznie zimniejsze na początku i końcu 2010-tego. Już nawet zimą stulecia prędzej nazwałbym zimę 2011/12, mimo że była sporo cieplejsze to jednak mrozy które pojawiły się w ówczesnym lutym zasługują na uwagę :). Jestem ciekawy co masz na myśli? Jedynie marzec 2013 zasługuje na uwagę ale to już meteorologiczna wiosna i nie należy tego uwzględniać przy ocenie zimy ;)

        2. Z podobienstwem zim l 50tych do obecnych to lekka przesada. Grudnie rzeczywiscie byly cieple stycznie tylko ciut pow normy zas sr temp lutego w l 50tych byla najnizsza sposrod 10leci 20 wieku.

  4. Jako ciepłolub cieszyłbym się z ocieplenia klimatu na ziemiach polskich do pułapu 9-12 stopni przy zachowaniu przyzwoitej wysokości opadów. Ale zjawisko ma charakter globalny i nienaturalny, co już mnie tak bardzo nie bawi. Czy za 30 lat nasze dzieci i wnuki będą zmuszone strzelać do dziesiątek milionów uchodźców klimatycznych wlewających się do naszego regionu Europy? A może to właśnie u nas będzie gorzej w porównaniu z resztą świata?

    1. Strzelać do uchodźców?! Przecież to są ludzie i mają takie samo prawo mieszkać w dogodnych dla życia warunkach jak każdy inny człowiek. … “borders are just lines drawn in the sand with a stick”.

      1. Nigdzie nie napisałem, że popieram strzelanie do kogokolwiek. Po prostu nie wykluczam, że taki scenariusz może być całkiem prawdopodobny. Dąsaliśmy się na możliwość rozlokowania u nas kilku tysięcy uchodźców. To teraz zróbmy sobie eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie, że przyjedzie do nas pół Afryki. Włos się jeży.

        1. Ja się nie dąsałam. A chowanie głowy w piasek nie rozwiąże tego problemu.
          Szokujące są niektóre komentarze tu.

      2. @chochlik
        Spróbuj nielegalnie dostać się do Australii ( najlepiej łodzią ) to się zdziwisz jak zostaniesz potraktowany. Australijczycy wyśmialiby Cię z tym hasłem. Może nie wszyscy, ale przynajmniej ci w rządzie.

    2. Każde państwo ma obowiązek ochrony swoich granic i obywateli. Żeby zapobiec w przyszłości zalewowi imigrantów, przede wszystkim należy zredukować przyrost naturalny w Afryce do zera i zapewnić stabilny rozwój gospodarki, który pozwoliłby na wyżywienie drastycznie rozmnażającej się populacji.

      1. Jeżeli w niektórych miejscach na świecie mamy do czynienia z prawdziwą eksplozją demograficzną, to znaczy że póki co istnieje tam możliwość wykarmienia ludności i zapewnienia im przyzwoitych warunków życiowych. A przynajmniej takich, które ci ludzie są w stanie zaakceptować. W przeciwnym wypadku nie byłoby tam takiego wzrostu demograficznego. Ale taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność. Poza tym, jeżeli z jakichś przyczyn, np. z powodu globalnego ocieplenia właśnie, możliwości produkcji żywności spadną o 1, 2 czy 10% to to skończy się katastrofą humanitarną na niespotykaną skalę.

        1. Ciekawe, gdzie uczyłeś się o demografii. Póki co wszystkie statystyki wskazują, że największa dzietność jest tam, gdzie przeżyć jest najtrudniej. Im wyższy poziom ekonomiczny kraju, tym większa tendencja do stabilizowania się dzietności na poziomie wystarczającym dla odnawiania się populacji.

        2. Tak jak napisała Ash – w Afryce i większości innych biednych krajów świata tak to nie działa. Tam dzieci “produkuje się” wręcz na zapas albo jako swego rodzaju zabezpieczenie na starość (która tam nadchodzi wyjątkowo szybko), bo nie istnieją tam żadne systemy emerytalne. Wystarczy sobie wyobrazić skalę tego problemu w Nigerii – w 2010 roku w Nigerii mieszkało 158 mln ludzi, a w 2017 już 191 mln. W Indiach co 2 lata przybywa netto (czyli po odliczeniu zmarłych) więcej osób, niż wynosi cała populacja .. Polski.

        3. @Kamil

          Najbardziej dotyczy to Aftyki. I ma to niestety związek z klimatem bo Afryka jest najbardziej kontynentem z największą liczbą rekordowo suchych miesięcy.

          Press Release ego artykułu na ten temat:
          https://www.pik-potsdam.de/news/press-releases/record-wet-and-record-dry-months-increased-in-regions-worldwide-climate-change-drives-rainfall-extremes

          i do samego artykułu (jest za darmo), to o czym mówiłem jest na Rys. 3b:
          https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1029/2018GL079439

    3. Na razie to strzelają, ale do nas (Europejczyków) i nie żadni uchodźcy klimatyczni, tylko zwykli imigranci ekonomiczni – doktorzy, inżynierowie zaproszeni do Ojropy przez Merkel (oczywiście przy wsparciu “prezydenta” Unii). Nie musimy czekać 30 lat, polityka multi-kulti eurooszołomów z Brukseli przynosi efekty już teraz. Właśnie dlatego kompletnie nie przemawia do mnie ten argument z uchodźcami, bo przecież sami się prosimy o kłopoty już teraz, na własne życzenie i bez żadnego racjonalnego powodu…

      1. Zostajecie razem z FKU nagrodzeni banem. Nie rozumiem, czy ja mówiłem wcześniej do debili odnośnie wątków politycznych na tym blogu, czy do myślących ludzi? Chcesz się bawić w takie wątki tutaj?

        1. Bron Boze nie chce sie bawic w polityke – przypominam ogolnie znane slowa: “Jeszcze w Polsce bedzie Budapeszt” – no i mamy.

  5. Zarówno Wrocław, jak i Budapeszt mi się podobają jako miasta. Byłem w zeszłym roku w Budapeszcie w okolicach Dnia Św. Stefana (20 sierpnia). Bardzo ciepła pogoda wtedy panowała, w nocy ok. 20 stopni, w dzień 29-34, ale takie warunki mi bardzo odpowiadały – dużo słońca, ciepłe noce, gorący dzień. Również klimat Wrocławia, jak na polskie realia jest bardzo w porządku.

  6. Odnośnie “ciepłolubów” i “zimnolubów”. Bardzo chciałbym wreszcie poznać co dla Was jest zimą stulecia a co wystarczająco dużym ciepłem aby być usatysfakcjonowanym. Nie ukrywam, zimna i zimy w Polsce nie lubię. Dużo bardziej wolę klimat środkowych Włoch na wysokości 500 m n.p.m. Ale na litość, nie jesteśmy w Egipcie ani tym bardziej na kole podbiegunowym. Więc nie wymagajmy zimą temperatur -20 za dnia zimą, ani +40 w cieniu latem. Klimat się ociepla i to jest tragedia. Taka sama gdyby się klimat ochładzał. A może i gorzej…

    1. Dla mnie wystarczający w Lublinie byłby klimat, jaki panuje obecnie we Wrocławiu albo Szczecinie. W obu miastach lata są nieznacznie cieplejsze niż na wschodzie Polski, zimy względnie łagodne i mało śnieżne, okres wegetacji dłuższy o kilkanaście dni. Ocieplenie klimatu Polski do poziomu Włoch, pociągnęłoby za sobą taki skutek, że na terenie Włoch byłby klimat jak w Libii, co oznaczałoby katastrofę na znacznym obszarze globu.

        1. Kiedyś w mediach pokroju Twoja Pogoda i prawie (ale nie naukowej) czytałem, że ocieplenie klimatu w Polsce w szczególności ma dotyczyć zim, a w mniejszym stopniu dotknąć lata. Ale innym razem czytałem artykuły, że może nastąpić ochłodzenie zim i ocieplenie lat. To było już ileś lat temu.

          1. Lata to się tak silnie ociepliły również za sprawą zwiększenia usłonecznienia od czasów komuny. Swoją drogą ciekawe czemu nikt nie wyraża zaniepokojenia ze względu na tak silny i w dużej mierze pewnie antropogeniczny wzrost tego czynnika klimatycznego? :)

          2. @FKP
            Jak to nikt się tym nie niepokoi? Przecież regularnie pojawiają się tu komentarze dotyczące zagrożeń związanych z potencjalnie i realnie dłuższymi falami suszy połączonymi z wysokimi temperaturami.
            Co innego w porze chłodnej (zwłaszcza zimą), kiedy to większe usłonecznienie nie przynosi tylu (o ile w ogóle) negatywnych skutków.

          3. Większe usłonecznienie zimą oznacza mroźniejsze noce, dziękuję za takie słońce. Co innego, jeśli towarzyszą temu masy powietrza z zachodu albo południa

      1. Im bliżej równika tym generalnie skala ocieplenia słabsza, im dalej tym silniejsza. Są od tego wyjątki (np. Antarktyda), ale tak to mniej więcej wygląda.

  7. Zazdroszczę Wrocławiowi i Budapesztowi, że mogą robić porównania. Zebranie porównawcze danych historycznych dla Gdańska jest trudniejsze. Obstawiam, że mamy tu dawną normę zimową Rostocku.

  8. Może zimą szybciej “przebiliśmy” normy węgierskie sprzed +/- pół wieku, ale jednak miejmy na względzie, że o tej porze roku nie ma aż takiej różnicy w Tavg między Budapesztem a Wrocławiem (bez względu na ocieplenie klimatyczne). Latem jest jednak wyraźniejsze, a co za tym idzie potrzeba na to więcej czasu.

    Poza tym, oceniając pogodę w kontekście zmian klimatycznych nie zapominajmy o aspekcie globalnym. Problemy zimą generują nie tylko silniejszy mróz i większy śnieg, ale i częste przechodzenie temperatury przez zero stopni również. Aby te ostatnie istotniej zredukować (w skali większej części kraju) klimat musiałby ocieplić się co najmniej o kolejnych 3-5 st. Możemy sobie tylko wyobrazić jak niebezpieczne osiągnęlibyśmy wówczas już wartości z perspektywy globalnej. O problemach w sezonie letnim nie wspominając.

    Dla mnie te wszystkie korzyści płynące dla nas z AGW są czymś bardzo doraźnym. Każde dane świadczące o jakimkolwiek spowolnieniu procesu – tak u nas, jak i w skali globalnej, przyjmuję z dużą ulgą. Podobnie jak i informacje o zmniejszających się emisjach.

  9. Może trochę nie w temacie, a trochę tak.
    Patrzę na dane dla stacji Gdańsk-Świbno,
    i jestem zdumiony jak tam jest mało opadów zwłaszcza w ostanich latach (w latach 80-tych porównywalne sumy opadów jak na Helu,
    a teraz dużo niższe):
    https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=354180155&par=prcp&max_empty=2&NVQLfyFwhsUz=nfSQqxMzls83&D-RiyvbWYxGKJ=VK5mfcA0u.ly8&SvbfpkdITyPlOrtJ=AhRPXrE0%5BiLtNJ6y&gaQFyBvwTfeUXIV=S8Uy_%5DC0iIxFE%5Bc&NVQLfyFwhsUz=nfSQqxMzls83&D-RiyvbWYxGKJ=VK5mfcA0u.ly8&SvbfpkdITyPlOrtJ=AhRPXrE0%5BiLtNJ6y&gaQFyBvwTfeUXIV=S8Uy_%5DC0iIxFE%5Bc

    Pytanie do @Artic Haze – czy to rzeczywiście jest tam taki cień opadowy, że opady są niższe, niż w innych nadmorskich dzielnicach Gdańska, czy nad zatoką Pucką, czy też jest tam jakiś zaniżony pomiar opadów?

    Słowem, jeśli tam jest taki mikroklimat, to ta część Gdańska byłaby jednym z najsuchszych regionów Polski, wraz z częścią Wielkopolską (z Kaliszem na czele)

      1. @Krakus

        c.d

        Rozwinę nieco swą wypowiedź. Świbno jest formalnie w Gdańsku, ale tak naprawdę to środek Żuław. Z centrum miasta to jakieś 25 km (tak!). Dokładnie jest to ujście Wisły (formalnie Przekopu Wisły, w odróżnieniu od Martwej Wisły, od wykopania jego już nie płynącej). Zostało dodane do Gdańska chyba wtedy gdy jeszcze planowano Ujęcie Wschód (czy jak to się miało zwać), czyli branie wody wprost z Wisły. Na szczęście porzucono ten pomysł.

        Czyli może tam być jakiś mikroklimat ale bez przesady. Czy naprawdę w lipcu 2015 mogło tam być tylko 77 mm opadu, gdy na wszystkich stacjach Gdańskich Melioracji tylko 14 lipca był większy opad? Teoretycznie jest to możliwe ale bardzo mało wiarygodne.

        1. Ten opad z 14 lipca wydarzył się w 2016 roku jeśli mnie pamięć nie myli. W 2016 było tam 111 mm za cały miesiąc. To już brzmi bardziej wiarygodnie. Największe wymuszanie i opady były na wzgórzach morenowych trójmiasta. Z deszczomierzem wydaje się być wszystko ok, choć w 1951 przez cały rok zanotowano tam 296,3 mm opadu?

          1. @Morze

            No zobacz, już mi się lata mylą. Pamiętam ten dzień bo byłem na urlopie za granicą. Siedzę 15 lipca rano spokojnie w hotelu na śniadaniu, a tu telefon z Polski. “Czy może się Pan wypowiedzieć na temat wczorajszej ulewy w Gdańsku”. “Nie, nie mogę bo jestem za granicą i nic nie wiem”. Tak było.

    1. Nie muszą to być problemy z deszczomierzem. Żuławy są przecież suchym regionem. Zwłaszcza w porównaniu do sąsiednich wzgórz na wschodzie i na zachodzie.

      Tak na marginesie dodam, że Świnoujście w 2018 roku zgromadziły zaledwie 388 mm opadu. Więc niskie sumy roczne na wybrzeżu nie są niczym nowym. Mniejsze sumy roczne notowano już w przeszłości.
      Druga sprawa jest taka, że średnie wieloletnie opadów nie są wysokie w Świnoujściu (570mm). No, ale z TV dowiadujemy się przecież, że nad morzem ciągle leje.

      1. Niskie średnie to nie wszystko, ale istotna też jest liczba dni z opadami (>1mm) i jest ona większa niż np we Wrocławiu. Swinoujscie 106 dni średnio, Wrocław prawie 96, Łeba 114. Zachodnia część wybrzeza jest trochę bardziej uprzywilejowana w tej kwestii.

        1. @Morza
          Tarnów ma 110 a Katowice aż 117 dni, więc wartości z wybrzeża nie odbiegają mocno do Polski południowej. Wielkopolska jest sucha i zarazem notuje mało dni z opadem. Kalisz ledwie 96 dni. Warszawa również mało, 98 dni. Ale jeszcze mniej mamy na Żuławach. Kmiecin 94 dni.

      2. @Marcin D

        Po namyślę dochodzę do wniosku, że może tak naprawdę jest. To w końcu poziom praktycznie 0 m n.p.m. i nie ma absolutnie żadnej orografii (różnic wysokości), które mogłyby “koncentrować” deszcz przy jakimkolwiek kierunku wiatru. Ale pewności nie mam bo to tylko jedna stacja i nie bardzo można ją z czymkolwiek porównać. Nawet z modelami, o ile asymilują dane z tej stacji.

        1. @Arctic Haze
          W środku Żuław jest przecież stacja w Kmiecinie. Bardzo mroźna zresztą przy sprzyjających warunkach. Brakuje trochę danych, ale nie na tyle dużo aby uznać średnią za fałszywą. Średnia suma roczna 1981-2010 to 522 mm. Liczba dni z opadem ponad 1 mm: 94.
          Dla porównania Kraków Balice 672 mm i 110 dni z opadem ponad 1mm.

          1. @Marcin D

            Mnie przekonało, gdy zobaczyłem, ze stacja pomiarowa Gdańskich Melioracji na samym południu Gdańska ma tylko 16% większe opady niż ta IMGW w Stegnie. Znalazłem to w jakiejś prezentacji tychże Melioracji, obecnie zresztą już Gdańskich Wód. Co prawda porównywali inne okresy (bazowy z 6 latami własnych pomiarów) ale wygląda to prawdopodobnie.

            Ale niestety wspomnienie o Gdańskich Wodach przypomniało mi kto je powołał do życia i zrobiło mi się jeszcze smutniej…

          2. @Marcin D ,. Porownaj sobie opady ze stacji w Kmiecinie I w Swibnie za ostatnie lata od 2012. Minimum w Kmiecinie to byl 2014 z 437 mm a w Swibnie 338 mm. I praktucznie co roku duzo nizsze opady. A trudno mi uwierzyc by swibno mialo srednia roczna w granicach 400-450 mm.

          3. Ps.@Artic Haze to co poddaje w watpliewosc to stacja Gdansk Swibno s. A jest jeszcze stacja Gdansk Swibno ko. I tam sa ibserwacje tylko so 2012 z dziurami. Ale srednia za Lata 1951-1980 wynosi niemal 550mm

            Wiec watpliwosco co do danych ze swibna od 2013 wydaja mi sie uzasadnione.

  10. A odnośnie sytuacji bieżącej…
    W Warszawie aktualnie ok. +1/+2°C, pada obecnie mżawka, ale śnieg topi się wolno. Pogoda ogólnie kiepska (ni to ciepło, ni to w pełni zimowo) – choć popołudniu mieliśmy symboliczne przejaśnienia i od razu było lepiej.

    Patrząc na naprzemienność zapowiedzi lekkich plusów i lekkich minusów (mrozu) przypuszczam, że przynajmniej na C Mazowszu śnieg na trawnikach i w ogóle obszarach “zielonych” całkowicie się nie stopi. Takie topienie się i przymarzanie śniegu/wody docelowo tworzy na zmrożonym gruncie warstwę lodoszreni, która topi się znacznie wolniej.

    Dla mnie taka lodoszreń (poza ulicami i chodnikami) ma jakiś plus tylko wówczas, jeżeli przy ochłodzeniach spada na nią choć trochę świeżego śniegu, a co potem sprawia, że mamy mniej błota, a w zamian za to łatwiej się spaceruje, biega, czy jeździ (sanki, narty, a nawet i rower).

    Natomiast na drogach i chodnikach podczas ociepleń śnieg powinien (prawie) całkowicie się stopić. Niestety przy ochłodzeniach może pojawiać się niebezpieczne oblodzenie. W sumie może być bardziej niebezpiecznie nie tylko niż przy trwalszych całodobowych plusach, ale i trwalszym całodobowym mrozie również. Uważajmy, zwłaszcza podczas ochłodzeń i opadów marznących!

  11. Mam pytanie: z czego wynika taki dziwny układ temperatury wokół Łodzi oraz nagłe obniżenie średniej w stosunku do zachodu? W ogóle często widzę, że Łódź jest swojego rodzaju wyspą zimna. To kwestia położenia na wyżynie?

    1. Lubię to :) Też ostatnio zaobserwowałem niekorzystne zjawiska w moim regionie (w stosunku do reszty kraju) i jako rdzenny łodziak się niepokoję.

    2. Już tutaj wielokrotnie pisałem, że dla mnie problem leży w łódzkiej stacji, a konkretnie w nowym (od 2013 roku) umiejscowieniu ogródka meteo w obrębie lotniska Lublinek. Przekłada to się na niższe niż w całej okolicy temperatury minimalne w pewnych sytuacjach barycznych, w szczególności przy słabym nocnym wietrze z kierunków SW, S oraz SE. Winna jest kombinacja kilku czynników, w tym opadanie terenu na południe od pasa lotniska w kierunku koryta rzeki Ner, lasek tuż za ogrodzeniem lotniska oraz znajdujący się tam również wał ziemny. Różnice w pomiarach bardzo dobrze widać jak się w miarę sukcesywnie porównuje pomiary SYNOP z METAR, których czujniki znajdują się na północ od pasa startowego, ok. 100 metrów od poprzedniej lokalizacji ogródka stacji synoptycznej. Bywa, że METAR pokazuje nawet 3-4 stopnie cieplej nocą, co jest absurdalne biorąc pod uwagę, że obie stacje współdzielą teoretycznie ten sam teren i dzieli je ok 900 metrów w linii prostej. Różnice te w dzień praktycznie nie występują, przede wszystkim dlatego, że w dzień ruch powietrza jest większy niż w nocy. Problem występuje w przypadku ok 20-30% nocy w roku, co przekłada się na nieco niższą średnią roczną. O ile dokładnie – trudno powiedzieć. Można byłoby to sprawdzić porównując to z pomiarami METAR – niestety te są upubliczniane w depeszach jedynie zaokrąglone do pełnych wartości stopni C. Moja prywatna stacja, leżąca ok. 10 km na południe od Lublinka, za ubiegły rok podaje średnią temp. roczną 10,1C (dla pomiarów co 5 minut) oraz 10,0C dla pomiarów Tmin+Tmax/2. Podejrzewam, że pomiary z lotniskowej stacji METAR pokazałaby wartość b. podobną do mojej prywatnej stacji.

  12. Cały ten styczeń taki monotonny jest, schemat pogody na zasadzie 3 dni odwilży 3 dni mrozu, dużo opadów i pochmurno. Prognozy też są monotonne do bólu, tmax na następne 8 dni w granicach od – 2 do 3 stopni. Wyjątkowo nudny miesiąc w pogodzie. Dzisiaj u mnie drugi dzień odwilży, sporo śniegu się już stopilo. A jutro znowu będzie mróz.

    1. Ja tam się nawet cieszę, że taki rodzaj cyrkulacji (z dużą ilością chmur i opadów) nastał dopiero zimą, a nie wiosną lub co najgorsze latem. Jak dla mnie może nadal naprzemiennie padać i sypać przez kolejne 6-8 tygodni, byle potem było znów Słońca było pod dostatkiem. Kiedyś taki okres musiał nastąpić – wiecznej “Kalifornii” (oczywiście jak na nasze standardy) mieć nie będziemy ;-)

    2. @alewis27
      Zgadzam się co do tej monotonii w pogodzie, ale czy wszystko pokryte białym puchem przez bardzo długi czas to nie jest monotonia jeśli chodzi o krajobrazy?

  13. Tak jak przypuszczałem, wróżebna i zarazem medialna odsłona GFS ponownie o kilka stopni cieplejsza, niż zdecydowana większość pozostałych, w tym prognoz innych modeli – mowa zwłaszcza o dniach od 18.01. Ciekawe jak tym razem przejawią zachwyty nad permanentnym “ciepełkiem” na TP? Może wczesna wiosna? Może kolejne szanse na rekordy ciepła? [pomimo ciągłego dryfowania temperatur wokół zera w tej prognozie].
    No chyba, że ktoś zauważy jednak, że czeka nas bardzo nieprzyjemna aura, (niemalże) codziennie ze sporymi opadami i częstymi zmianami ciśnienia i dmuchaniem…???

    Trochę ironizuję, ale jednak tak to bywa jak przekaz jest zbyt nacechowany emocjonalnie i to jeszcze przy wyraźnie spolaryzowanych poglądach pogodowych osób piszących. A przy tym ocenia się jedyną najbardziej “słuszną” prognozę, jednego modelu, bez żadnych ocen porównawczych, jak i wiedzy nt. wiarygodności zapowiedzi w określonym terminie.

    A tymczasem prognozy wskazują na naprzemienność aury późnojesiennej oraz lekkiej zimy, z tendencją do kolejnego ochłodzenia (i ponowną przewagą aury mroźno-śnieżnej) od 18.01, a którego to skala teraz się wyjaśnia. Na razie jednak co najmniej do 20-22.01 nie widać ani wejścia silnego mrozu, ani też trwalszej zimy “atlantyckiej”.
    Może nadal na W kraju będzie najcieplej – myślę jednak, że i tam teraz doświadczą nieco częściej mrozu i opadów także śniegu (w chłodniejszych okresach), bez tak silnej polaryzacji termicznej i w ogóle pogodowej jaka miała ostatnio dość często miejsce nad Polską.

    Natomiast solidna zima cały czas pozostanie przede wszystkim w górach, zwłaszcza w aspekcie śniegu, którego tam (przynajmniej powyżej wys. 500-700 m) nadal regularnie będzie dosypywało.

    1. “Solidna zima” cały czas jest w Lublinie. Wprawdzie teraz są tam 2 stopnie, ale jeszcze przed chwilą sypał śnieg. A odnoście artykułów na TP i innych popularnych portalach, strasznie denerwujące jest, gdy autor pisze przez pryzmat swoich preferencji i wyraża zachwyt nad “falą afrykańskich upałów”, “śniegiem na święta” itp. i jeszcze sugeruje, że to są preferencje wszystkich czytelników (np. “od piątku będziemy cieszyć się mroźną/odwilżową aurą”).

      Od artykułów na temat pogody oczekuje jednak, że ktoś odstawi na bok swoje preferencje nie sugerując, jaka pogoda powinna się podobać odbiorcy.

  14. Budapeszt w Wrocławiu to fakt ale faktem jest też pokrywa śnieżna w naszych Górach
    może dla równowagi jakiś ślad na tym blogu w wątku na ten temat?
    Poniżej ponudzę i dam za IMGW http://pogodynka.pl/polska/snieg/
    parę danych na dziś wybiórczo -a przydałaby się segregacja np. max-min (a to jeszcze przyrostu nie koniec):
    Kasprowy 220cm; Śnieżka 198; Polana Chochołowska 158; Jakuszyce 145; Istebna Stecówka 112; Bukowina Tatrzańska 100; Zieleniec 100; Szczyrk 80

      1. To jest akurat proste do wyjaśnienia – zimą przy aurze przeważająco niżowej anomalia T850 jest zazwyczaj niższa niż T2M, natomiast przy przeważającej aurze wyżowej mamy sytuację odwrotną.
        Tej zimy przewaga aury niżowej jest do tej pory druzgocąca, ale jest to niestety (dla niektórych pewnie stety) przewaga przepływu NW/W nad przepływem SW, stąd też opadów jest bardzo dużo, a temperatury bez rewelacji. A wynika to z przewagi wyżu azorskiego nad niżem islandzkim po stronie Atlantyku, szczególnie w rejonie Wlk. Brytanii i na zachód od niej. W I połowie ubiegłej zimy niż islandzki był tam aktywniejszy, co dla nas oznaczało więcej pogodnego nieba, mniej opadów i wyższe temperatury.

        1. no tak, ale co było przyczyną takiego i tak trwałego wzorca synoptycznego który się właśnie kończy? Zamiast anomalii w prognozach długookresowych powinno być więcej parametrów “cyrkulacyjnych” resztę sobie sami dopowiemy. Zgadzam się z Tobą że dobrze trafiło w sensie czasowym że taki okres synop. był o tej porze roku.

          1. Na temat radiacji, inwersji , korelacji T850 z T2m przy określonych sytuacjach barycznych to mi się wydaje że ja wszystko wiem ;-)
            Chodziło o długi czas i stabilność położenia grzbietu fali planetarnej w okol. GB.

  15. Pewnie to przypadek ale to już trzeci dzień mamy w Trojmieście słoneczny poranek, dzięki relatywnie niewielkiej dziurze w ciągłym pokryciu chmurami. Wczoraj i przedwczoraj zamieniało się to stopniowo w coraz grubsze chmury, aż do deszczu wieczorem. A temperatura dziś rano? Ano zwyczajne +4,5 C 😋

  16. Mam pytanie. Skąd taka zmiana w sytuacji barycznej nad Europą, że od grudnia aż do teraz mamy dominację niży (które kształtują nam pogodę) po tym 10-miesięcznym okresie dominacji wyży (luty-listopad) w ubiegłym roku?

      1. Opady co najmniej 0,3 mm w 23 z 31 dni grudnia oraz sumarycznie 150% normy opadu z przewagi wyżów z pewnością by się nie wzięło.

        1. cała druga dekada to spory wyż nad Europą- najpierw nad środkową i północną, potem przesunął się bardziej na wschód, potem od wigilii we Fracnji i Niemczech również panował spory wyż.

          Polecam analizę
          http://www.wetterzentrale.de/reanalysis.php?jaar=2018&maand=12&dag=1&uur=000&var=1&map=1&model=avn
          Przewaga niżów tylko w pierwszej dekadzie, aczkolwiek i wtedy pojawił się wyż z epicentrum nad naszym krajem w okolicy 5-6.12. Później po 10.12 mieliśmy do czynienia już tylko z jednym wyraźniejszym niżem nad C Europą – w okolicy 22-23.12

        1. O to chodzi? No to jak o to chodzi, to może lepiej napisać o zachmurzeniu a nie układach barycznych….
          to są dwie oddzielne kwestie, podobnie jak usłonecznienie i temperatura, a to tez niekorzy kochają utożsamiać w jedność…

          1. Mała różnica temperatury między 850 hPa a 1000 hPa (czyli mniej więcej powierzchnią), mniejsza niż wynika z normalnych wartości pionowego gradientu temperatury (lapse rate), możliwa jest jeśli powierzchnia chroniona jest przez chmury przed wychłodzeniem radiacyjnym. Szczerze mówiąc aby ta różnica temperatur była “mniejsza niż średnio”, może to nawet być normalny “mokrawy” gradient (pary wodnej zimą nie ma tyle co latem). A to dlatego, ze średnia zawiera w sobie sytuacje z czystym niebem i inwersją (głównie podczas wyżów ale to nie jest tu istotne).

            Czyste niebo przy nocy trwającej dłużej niż dzień, gwarantuje powierzchnię zimniejszą niż masy powietrza leżące nad nią. Natomiast chmury działają w takiej sytuacji jako izolacja. U nas zimą, podobnie jak w Arktyce przez 9 miesięcy w roku chmury “grzeją”, tzn. uniemożliwiają ucieczkę ciepła.

          2. O ile w półroczu ciepłym zgodzę się, że wyże, generalnie wiążą się ze słońcem (ale też nie jest to 100%!), o tyle zimą wyże tak często gniją, że można zapomnieć wg mnie o jakimś sensownym związku… Ale mogę się mylić.
            Zresztą latem generalnie rzadko schodzą na nas jakieś głębokie układy niżowe, w praktyce wygląda to tak, że chmurzy nie w momencie obniżenia ciśnienia, czy nawet zbliżenia się układu niżowego,a w momencie przechodzenia frontu, po którym zwykle się wypogadza. Oczywiście zdarzają się takie sytuacje jak w lipcach 2018 czy 2011 kiedy mamy kilkudniowy ciąg bardzo ponurej aury, z ilością chmur charakterystyczną dla listopada – tak zwykle jest właśnie gdy “dorwie” się do nas jakiś głęboki niż, a nie tyle front z nim związany.

            A co do kwesti inwersji, to odnoszę wrażenie, że często występuje ona także przy okresie z pochmurnym niebem przy zgniłym wyżu (grudzień 2007, styczeń 2017…) a w takich nawet bardziej “niżowych” okresach (ale stosunkowo pogodnych) jak początek grudnia 2006, czy końcówka grudni 2013 i 2015 takowej inwersji za bardzo nie ma. Pewnie ma tu duże znaczenie także czynnik wiatru.

  17. Tak z innej beczki. Nie wiem czy ktoś zauważył ale w Arktyce ubyło lodu morskiego i to mimo, że jest tam dosyć zimno jak na ostatnie lata. A co do Polski to widać zanikanie zim stopniowe staram się dostrzegać plusy zmian i z jednej strony dobrze bo nie lubię naszych Polskich zim bo często jest błoto po śniegu itd ale wiem jakie zagrożenia niesie ocieplenie klimatu.

  18. Niestety kolejne ocieplenie (odwilż) tej zimy przynoszące bardzo limitowane rozpogodzenia – dzisiaj m.in. na Mazowszu właściwie zerowe. Nadal więc z usłonecznieniem jest bardzo kiepsko i to bez względu na temperaturę – choć przynajmniej tu na C Mazowszu lepiej z tym jest w tym sezonie nadal podczas ochłodzeń (dni mroźnych).

    Co do opadów… Może i dobrze, że są regularniejsze -ostatnio zarówno deszczu, jak i śniegu. Jednak w okresie z najmniejszym parowaniem wcale nie potrzeba ich wyraźnie dużych ilości. Kluczowa dla wegetacji będzie w tym względzie wiosna – zwłaszcza w kontekście regularności i równomierności opadów.

    1. Uzupełnię jeszcze, że dzisiaj – podobnie jak i np. między Świętami BN a Nowym Rokiem – cyrkulacja jest jak najbardziej “atlantycka”. Ba, jest właśnie typowo strefowa (atlantycka) w sensie dominującej składowej W:
      http://www1.wetter3.de/Trajektorien/traj_2019011306_Warschau__.gif

      Ona właśnie w przewadze przynosi nam taką pogodę jak obecnie. Typowy niż islandzki, bez wkraczania niżów nad Bałtykiem nad W Rosję, nie stanowi dla mnie czystej “strefówki”, bo nierzadko dochodzi doń także składowa S, która okresowo może przeważać.

      Z tym, że jutro, na krótko obecna “strefówka” zostanie zaburzona spływem PAm z NW, gdzie rozszerza się zagon sporego chłodu. Natomiast kolejne wyraźniejsze osłabienie/zaburzenie (jeżeli nie w ogóle zablokowanie) cyrkulacji strefowej (atlantyckiej) nastąpi prawdopodobnie po 18.01.

      1. Może i pochodna jest z Atlantyku, ale dalekie jest to od “klasycznej atlantyckiej zimy/okresu w zimie”. Jest to raczej klasyczna odwilż w okresie bardziej mroźnym.

    2. @Lucas Wawa
      W kwestii przejaśnień i rozpogodzeń (nawet niewielkich) podczas odwilży powiem tak – “Lepsze rydz niż nic”. Skoro o usłonecznieniu mowa to warto sprawdzić ile godzin ze słońcem podczas mrozu w ciągu dnia? Wcale nie jest tak bardzo lepiej.

      1. @zbigniew
        niestety nie mamy tego jak sprawdzić, bo stacja warszawska niestety pokazuje dane nieprawidłowo :(
        Ale zgodzę się z Lucasem, że na razie dwa najpogodniejsze dni stycznia były dość mroźne – 3 i 7 stycznia. W tym sezonie zimowym, właśnie dlatego, że NIE MAMY atlantyckiej zimy, było bardzo mało dni naprawdę ładnych, przyjemnych i do tego jeszcze ciepłych. Typowych “darowanych dni” bardzo brakowało, nawet jak to słońce poświeciło, to często po prostu przez chwilę tylko. O ironio, mamy anomalie dodatnie, chociaż powiem szczerze, że naprawdę ciężko to odczuć – zwłaszcza tutaj, na Mazowszu. Brak pogodnego nieba powoduje mniejsze amplitudy i to pewnie z tego w dużej mierze wynika.

    3. Przede wszystkim tej zimy ocieplenia oznaczają KLASYCZNĄ cyrkulację strefową (atlantycką, z W), a nie jej zaburzenie z adwekcją ze strefy podzwrotnikowej N Atlantyku lub NW Afryki. W tym drugim przypadku przejaśnień/rozpogodzeń byłoby zapewne więcej. Ale właśnie bardziej “czysta” cyrkulacja W przynosi najczęściej to co mamy – choć obecnie nie jest ona silna (w sensie siły przepływu) i częściej “zaburzana” adwekcją ze składową N, niż S.

      Poza tym, to, że mamy obecnie jak najbardziej zimę “atlantycką” (jak dzisiaj, czy w okresie 25.12-01.01) znamienną dla UMIARKOWAYCH szerokości geogr., może świadczy chociażby uśredniony poziom temperatury. Znamienny dla niej jest właśnie poziom Tavg +2/+5°C, a nie powyżej +5°C, gdy w przepływie pojawia się wyraźniejsza składowa S.

      A odnośnie przejaśnień/rozpogodzeń – wygląda na to, że tych znowu będziemy mieli WIĘCEJ podczas prognozowanego jutro i we wtorek OCHŁODZENIA, skoro nawet prognozy UM (tu dla Warszawy) wyglądają następująco:
      https://www.meteo.pl/um/metco/mgram_pict.php?ntype=0u&fdate=2019011306&row=406&col=250&lang=pl

      1. No to już kłótnia o nazewnictwo, tutaj ciężko się dogadać. Mi się właśnie atlantycka zima kojarzy z tym co ty nazywasz “składową S” i pogoda typu 5+ stopni i dużo słońca przeplatanego z opadami i okresowym wiatrem.
        Część końcówki grudnia faktycznie otarła się o ten typ pogody (28.12 piękny dzień z temperaturą powyżej 5 stopni), ale generalnie mało tego było. Więcej było dużo w 1 dekadzie stycznia 2018, koło 10.12.2017, oczywiście pierwsza połowa lutego 2016 i druga połowa grudnia 2015, czy środek stycznia 2015.
        Dzisiejszy dzień? Dla mnie takie przeplatanie prawdziwej zimy z odwilżą, jednodniowe dosyć, bo jutro po połduniu wraca mróz. Taka nijaka, grobowa pogoda, ni to ciepło, ni to mroźno. Za parę dni widać namiastkę pogody, jaką ja nazywam “atlantycką” od środy do piątku :) Nie będzie wprawdzie aż tak ciepło, raczej cały czas poniżej 5 stopni na Mazowszu, ale pojawi się przynajmniej trochę słońca i jednak będzie to wyraźna, dłuższa odwilż.

        1. Kolejna odwilż to zasadniczo dni 16-17.01 i częściowo jeszcze 18.01, czyli też nie będzie wyraźnie długa, bo potrwa 2-3 dni. Ale fakt, że będzie – przed kolejną odsłoną zimowej aury. Co do skali – jak na środek zimy powiedzmy umiarkowana.

          A co do nazewnictwa – oczywiście to rzecz umowna. Dla mnie zima “atlantycka” to taka, jaką przynosi W UŚREDNIENIU adwekcja znad N Atlantyku, a nie tylko te najcieplejsze związane z nią opcje (a są to właśnie przypadki o jakich wspominasz). Raz niże podrzucą trochę ciepła z udziałem składowej S, a raz trochę chłodu z udziałem składowej N, ale w uśrednieniu będzie jak przy klasycznej “strefówce” z W. A do tego potrzebny jest nie tylko niż islandzki, co przede wszystkim co najmniej umiarkowany przepływ (prąd strumieniowy) gdzieś na szerokościach 50-65’N – jak teraz pojawił się na krótko.

  19. W latach 1951-1980 średnia roczna temperatura powietrza w Budapeszcie wynosiła 10.24°C. We Wrocławiu w okresie 1991-2018 średnia wynosi 9.6c. Zostało 2 lata do końca trzydziestolecia i raczej nie ma szans na średnią 10.0 i więcej. Więc porównując trzydziestolecie do trzydziestolecia nadal nie mamy klimatu Budapesztu z okresu 1951-1980. Może w następnym trzydziestoleciu 2001-2030 będzie można powiedzieć, że Wrocław ma klimat jak Budapeszt w latach 1951-1980.

  20. Skoro jest obecnie dyskusja o Oceanie Atlantyckim, to który rok w historii pomiarów można by uznać za taki z przewagą aury typu “brytyjskiego” (chłodne lato, wiosna i jesień, ale jesień cieplejsza od wiosny, ciepła zima, dosyć duża suma opadów i niskie usłonecznienie). 1980 by pasował, ale zima była dosyć zimna.
    2018 z kolei przyniósł przewagę aury znamiennej dla klimatu kontynentalnego, no z wyjątkiem stycznia i po części grudnia.

          1. Czy ja wiem, wydaje mi się, że jednak dużo chłodniejszy, na pewno lato było lapońskie.

  21. Powiem tak, że ja zauważyłem, że coraz częściej trudno o miesiąc poniżej normy nie tylko w półroczu ciepłym co w jakimś sensie się mogliśmy przyzwyczaić ale coraz trudniej w półroczu chłodnym o chłodny miesiąc.

    1. Tyle tylko, że roczników 2014-16 oraz 2018 nie należy brać już za “wzorzec” dla czasów obecnych, bo w ich przypadku na pewno mieliśmy więcej czynników wzmacniających (aniżeli osłabiających) efekt wynikający z dalekosiężnego trendu ocieplenia. Jakby zdarzyło się coś odwrotnego to będziemy mieli rok (roczniki) z Tavg ok. 2 st. chłodniejsze niż 2015 i 2018 r. Natomiast stany pośrednie oznaczają Tavg ok. 1 st. niższą niż w 2015 i 2018 r.

  22. Mam wrażenie, że obecny okres referencyjny 1981-2010 jest już dawno nie aktualny j to już nie jest normą w rzeczywistości bo nie tylko pojedyncze miesiące ale i lata zbliżają się do granicy 2 st powyżej tej normy . Tak na marginesie w prognozach widać wzrost temperatury globalnej znowu jak będzie El Nino to nowy rekord jest prawie pewny . Cóż staram się widzieć plusy tej sytuacji ale czeka tragedia świat.

    1. Do ref. 1981-2010 trzeba dodać ok. 0,7-0,8 st. i będziemy mieli z grubsza normę dla czasów obecnych. Natomiast same roczniki 2015 i 2018 miały ją blisko 1 st. wyższą (względem linii trendu za ostatnich ok. 40-50 lat).

  23. Obecnie anomalia ma +0,43K… patrząc na prognozy może być ciężko o miesiąc “na minusie”, bo ten tydzień do weekendu to u mnie np. przejściowa lekka zima… dopiero chłodniej może zrobić się od niedzieli… chciałbym żebyśmy w końcu mieli miesiąc poniżej normy, tak dla normalności, nie mam nic przeciwko też żeby w III dekadzie stycznia trochę pośnieżyło i przymroziło… ale niestety pewnie będzie “stan przejściowy” i znowu dostaniemy w kość w III dekadzie lutego i w marcu. Taki podły klimat.

    1. “Znowu”
      No kolejny.
      Raz się zdarzyło, po czterech latach z rzędu wyjątkowego wczesnego nadejścia wiosny, o czym mam wrażenie już nikt nie pamięta. W marcach 2014-2017 to nawet poważniejszych zimowych akcentów nie było.

      1. w 2017? może nie było tak jak rok temu, ale na bank był akcent zimowy… tak się pojawiało i znikało do…10 maja. Wolę mieć przedwiośnie w marcu niż regularną zimę…

        1. A ja wole wiosnę niż przedwiośnie. I miałem ją w latach 2014-2017, chociaż 2016 niestety zbyt pochmurny. Ale przyrodzie w ogrodzie jakoś ta pochmurnosc nie przeszkadzała.
          W 2017 mieliśmy jeden z najwcześniejszych początków wiosny i będę walczył z tym mitem, że niby było inaczej, tak samo jak swego czasu walczyłem z denialistami.

          1. zgadza się, przedwiośnie i wczesna wiosna była już w lutym który był dość mocno spolaryzowany na zimową I połowę oraz ciepłą II połowę. Marzec ciepły i pozbawiony incydentów zimowych. Już 5 marca na południu było prawie +20 stopni. Kwiecień u mnie brzydki zasadniczo dopiero od 17 IV, zresztą nawet w tej III dekadzie było parę dni z wiosenną temperaturą i słońcem, nie wszystkie dni wyglądały na zasadzie +5 i deszcz / śnieg.

            Regularna zima wiosną to rok 2013. Marzec zimniejszy o jakieś 8 stopni w skali kraju! Wtedy zasadne było mówienie o zimie do 10 kwietnia, bo do tego 10 kwietnia nie było praktycznie żadnych wiosennych ociepleń tylko ciągłe mrozy i śnieżyce. U mnie na dosłownie 2 dni się zrobiło w miarę ciepło ok. 6-7 marca, tak że było coś koło 14 stopni i w końcu wyszło słońce. Ale szybko wróciła zima. To był krótki epizodzik, coś ala odwilż bożonarodzeniowa w grudniu 2009. Bardzo ciepło na chwilę, zaraz potem ponad miesiąc mrozów i śnieżyc.

            Fakt ten opad śniegu 8-9 maja był dość nietypowy ale to nie powód by mówić o jakiejś zimie do 10 maja. 9 maja było u mnie dość pogodnie jak na tak zimny dzień, przez chwilę padała jakaś krupa śnieżna która się nawet nie trzymała. Naprawdę zimowy krajobraz miałem 20 kwietnia.

          2. u mnie w kwietniu 2017 to nawet najgorsze dni miały powyżej 5 stopni w dzień. A dni bez słońca? tylko 5 przez cały miesiąc, jakby porównać to do kwietnia 2001 teraz, albo nawet kwietnia 2013.

    2. Podły klimat to mamy obecnie (mówię o wschodzie Polski). Tutaj jak na razie styczeń poniżej normy o jakiś 1 stopień

      1. przynajmniej więcej słońca było jak było mroźnie, teraz to nie ma co liczyć, codziennie jakieś opady… no ale to też pozytyw, bo może nie będzie sucho wiosną jak rok temu, bo mokry grudzień mieliśmy, teraz styczeń przez śnieg też raczej mokry, więc to jedyny plus

        1. U mnie w przeciągu najbliższych 5 dni prawdopodobnie codziennie będzie w miarę słonecznie, może poza środą. To miła odmiana po ostatnich 6 brzydkich dniach, kiedy słońce wyszło tylko w piątek po południu.

    3. A ja myślę, że zima po 18.01 ponownie się umocni, ale bez ekstremów. Myślę, że “wyszaleje się” średnio o 1 miesiąc wcześniej niż przed rokiem.

      1. To niestety tak nie działa, że się wyszaleje… po naprawdę mroźnych zimach 2002/03,2005/06,2009/10,2012/13, zima nie ustępowała nadal w marcu. Za to po łagodnych zimach 2006/07 i 2013/14 zima się nie zdążyła porządnie wyszaleć, a marzec mimo to był… wiadomo jaki :)
        Korelacje pomiędzy styczniem a marcem, a także lutym a marcem, są niesamowicie wysokie,z tego co kojarzę, to chyba nawet większe niż między styczniem a lutym, przynajmniej w obecnym stuleciu. Co nie trudno dostrzec, bo marzec i styczeń były “niezgodne” tylko w 2004,2005,2010,2014,2016 i 2017. Z lutym i marcem podobnie,”niezgodne” były tylko w 2007,2011,2012,2013,2016 i 2017. Mówiąc “niezgodne” mam na myśli nie tyle inny znak anomalii, co wyraźną (większą niż powiedzmy 2K) różnice anomalii.
        Jeśli więc “dowali” mrozami w 3 dekadzie stycznia, to statystycznie tylko zwiększy prawdopodobieństwo zimowego marca… Zresztą, nie jest to tylko czysta statystyka, ale też fizyka.

        1. Może nieprecyzyjnie się wyraziłem. Chodziło mi o zimowe apogeum, które rok temu mieliśmy cały miesiąc później niż ‘normalnie’. Teraz przypuszczam, że będzie bardziej klasycznie, choć nie przesądzam oczywiście jak długo potrwa przewaga aury zimowej.

          1. Rozumiem, spodziewam się też, ze wiosna w tym roku przyjdzie szybko, chociaż może nie tak szybko jak w latach 2014-2017.
            Ale… pamietajmy, ze każde kolejne zimowe apogeum, zmniejsza na to tylko szanse. Im mniej takich zimowych apogeow, im więcej śniegu, im bardziej zmrożona gleba, tym trudniej będzie marcowi ostatecznie pokonać zimę…
            po łagodnej zimie, bardzo rzadko się zdarza, by marzec był zimowy. W 2005 i 2018 od około 15.01/8.01 była już przewaga prawdziwie zimowej aury, więc to nie było tak, ze zima w całości wyszła łagodna. Inne zimowe, lub częściowo zimowe marce były oczywiście po mroźnych zimach- 2003,2004 (tu grudzień tylko ciepły i chwilowe silne ocieplenie w lutym), 2006,2010,2013. 1996 czy 1987 oczywiście podobny “case”.

        2. Ja mam nadzieję że nie powtórzy się sytuacja z zeszłego roku, bo zazwyczaj mroźny luty opóźnia nadejście wiosny. Tak było w zeszłym roku i wcześniej bodajże w 2003, 2005, 2006 i w 1996, rzadko bywa że po zimnym lutym przychodzi ciepły marzec, prawdziwym rodzynkiem jest tu rok 2012 myślę że każdy pamięta ówczesny luty, a marzec był jeden z najlepszych. Podobnie było w 2011 jednak marzec nie był jakiś przesadnie wiosenny, ale za to u mnie był najbardziej słoneczny w wieloleciu. No jeszcze na upartego można by uznać za wyjątek rok 2007, gdzie luty był naprawdę zimny na NE Polsko, a marzec był najcieplejszy po 1990-tym. Jeszcze trudniej znaleźć odwrotną sytuację marzec 2013 każdy pamięta, ale luty był taki nijaki. Ani zimny ani ciepły tylko cały pochmurny. Ja liczę na dość długą wiosnę (w ramach rewanżu za 2018 hehe :) i dość łagodne idealnym przykładem są lata 2005 i 2014 w których zarówno czerwiec jak i sierpień były chlodnawe ale były dość suche, słoneczne i przyjemne jedynie lipce były gorące. Niestety takich lat jest jak na lekarstwo bo albo mamy ulewy i ciemnice całymi miesiącami albo męczące w nieskończoność upały :(. Jesień 2018 chyba była najlepszą porą w tamtym roku i mogłaby się powtórzyć. Grudzień mógłby przynieść więcej zimy, ale mam nadzieję że nie będzie tak “piękny” jak ten ostatni :) taki koncert życzeń na ten rok :)

      2. no właśnie to jest pytanie, bo u mnie te ochlodzenie jest odsuwane na sob/niedz, a jeszcze wczoraj zapowiadane było od czw/pt… patrząc np. na Warszawę to bardziej jesiennie niż zimowo ma być, a im dalej na zachód tym cieplej

        1. “patrząc np. na Warszawę to bardziej jesiennie niż zimowo ma być”

          ->>> To zależy kiedy.
          14.01 – późnojesiennie->zimowo
          15.01 – zimowo
          16-17.01 – późnojesiennie
          18.01 – późnojesiennie ->zimowo
          od 19.01 bardziej zimowo
          Na razie mowa o w miarę wiarygodnym terminie, nie dalej niż do początku III dekady stycznia.

          1. Ja to w ogóle nie rozumiem jak przy temperaturze poniżej 5 stopni przez cała dobę może komuś przejść przez gardło słowo “jesień”. Podobnie jak fkp, uważam ze jesień to piękna i ciepła pora roku i proszę tak jej nie obrzydzać.
            Określenia łagodna zima/przedzimie/odwilż tu o wiele lepiej pasują.
            A tak to Wgl to we wtorek półmetek zimy i od teraz to już lepiej mówić “wiosna” , “przedwiośnie” a nie “jesień”, “przedzimie”.
            Jak już musicie nazywać max 3 i min 0 “jesienią”, to po 15.01 nazywajcie to wiosną, a nie przedwiośniem. Trzeba być konsekwentnym- to analogiczne pory roku.

  24. @Lucas wawa obawiam się , że już maxx 1 stopień będzie jeszcze chłodniej od najcieplejszego ubiegłego roku w Polsce, a potem kolejne rekordy mam nadzieję, że się mylę ale tak to wygląda niestety. W kolejnym wieku najprawdopodobniej będzie wielkie wymieranie i dalej niestety .

    1. Okres 2013-2018 to faktycznie już niemal dwukrotnie dłuższa, do tego silniejsza niż zazwyczaj “faza ciepła” (o co chodzi z “fazami ciepła i zimna” można poczytać w artykule “czas na zimno” z końcówki czerwca 2017). Czy to oznacza, iż ten wieloletni trend naprzemienny “cieplej/zimniej” został zaburzony i chłodnego okresu nie będzie jednak? Osobiście myślę, że będzie, zakładam, że lata 2019-2020 będą chłodniejsze od wszystkich pięciu poprzednich (może poza 2017). Ale czy na pewno, to się dopiero okaże :-( Na razie rok 2019 zaczyna się bez wielkiego szału, ale to oczywiście o niczym nie świadczy.

      1. Na chłodniejszy rocznik wpływ ma przede wszystkim chłodna zima, bo na zimną wiosnę, lato czy jesień to bym nie liczył. W okresie kwiecień-wrzesień zimne miesiące widuje się teraz raz na kilkanaście lat, listopada też już dawno nie było zimnego. Rok 2010 wyszedł jako dość chłodny głównie ze względu na wyjątkowo zimny styczeń i grudzień oraz na naprawdę zimny luty i październik. Wszystkie miesiące które wciąz mogą być u nas w miarę zimne były zimne w 2010. No, może oprócz marca. A reszta? Lato 2010 upalne przecież.

        Jeżeli chcecie zniżkowania i roczników bliżej normy to tak naprawdę chcecie chłodnej (mroźnej) zimy z przynajmniej jednym miesiącem o anomalii -5K. A jednocześnie wielu z was marudzi nawet jak za oknem jest ledwo -4 przy słońcu.

        1. -4 jako średnia dobowa przy słonecznym dniu to jeszcze w miarę ok.
          Ale -4 jako maks, który potrwa kilka minut? i już przed zachodem słońca będzie -8, a koło 20:00 z -12? No, ciężko na coś takiego nie marudzić, średnio nadaje się do życia taka pogoda. Jak ma być maks rzędu -4 to już chyba wole pochmurną pogodę, najlepiej z opadem śniegu.

    2. Też nachodzą mnie takie pesymistyczne myśli – zwłaszcza jak wśród decydentów nie brak denialistów i/lub lekceważących problemy AGW w imię partykularnych celów….
      Mam jednak cichą nadzieję, że u nas ponownie nastąpi faza zejściowa i to taka powiedzmy 4-7 letnia po ostatnich zwyżkowaniach. Poza tym, że ponownie emisje zaczną spadać – tu zamiast patrzeć się na innych możemy sami dawać dobry przykład (jak osobiście teraz podziwiam w tym zakresie Skandynawów). A globalnie, że kolejne pikowanie nie będzie aż tak spektakularne jak to sprzed 3 lat i nastąpi… im później tym lepiej.

  25. Lucas… Oby się wyszalalo w Styczniu i dało spokój, choćby Wschodowi Polski.. bo mamy śniegu i mrozu w tym roku pod dostatkiem :)
    Takie pytanie z innej beczki, chodzi o blog królewicza… Nie chodzi co tam się odpe*dala w komentarzach bo to wola o pomstwe do nieba, ale o samego królewicza…Pisał że gdy nadejdzie 2 dekada Stycznia to będą takie mrozy i śnieżyce i oczywiście ten jego cały wir polarny miał walnąć w Polskę….. Oczywiście skompromitował się bo jest druga dekada Stycznia i mamy odwilż… Z czego on w ogóle korzysta? Z jakiego modelu? On potrafi zrobić z igły widły.. Bo w sumie nasypało na wschodzie 10cm śniegu.. ale nie ma u nas jakiś ” giga śnieżyc” jak on to pisze czy -30 stopni… 10cm to nic w porównaniu z tym jakie kiedyś tutaj były zimy.. Z tego co widzę to uwielbia faworyzować zimno… Kocha to.. Doszedłem do wniosku że nie będę tam więcej wchodził, bo szkoda zdrowia i nerwów… :)

  26. U mnie ta odwilż najbardziej intensywna w tym miesiącu póki co, temperatura wzrosła do +3 i dość mocno pada deszcz. Wczoraj pokrywa śniegu wynosiła 16 cm, dzisiaj 13. Niestety w takich warunkach wszystko płynie, jest okropna breja. Ten miesiąc u mnie ma już 40 mm opadu (tyle co wynosi cała norma), jeszcze nie było ani jednego dnia żeby coś nie padało. Słońca odnotowane 7,5h z czego 6 w jeden dzień (7 stycznia). WSZYSTKIE dni oprócz rzeczonego 7 stycznia miały frakcję zachmurzenia powyżej 7/8, więszość blisko 8/8. Zachmurzenie frakcyjne jest jeszcze wyższe niż w grudniu.

    Coraz mniej mi się ten miesiac podoba, głównie przez te odwilże. Jak jest mróz to nie ma dużego problemu, po ubitym śniegu się przecież źle nie chodzi. Ale przy takiej chlapie to już co innego. Fajnie by było jakby się ta pogoda zdecydowała, albo niech spłynie to do zera albo niech wejdzie mróz na długo. Najlepiej suchy, taki -10/-15 w dzień ze słońcem bo ile może padać.

    Ktoś powiedział, że dobrze że nas taka niżowa bździna nie dorwała wiosną czy latem. W tych porach roku nie wiem czy taki poziom zachmurzenia jest w ogóle możliwy.

    1. Oczywiście wiosną czy latem taki poziom zachmurzenia raczej nie jest możliwy lub też jest skrajnie mało prawdopodobny – wyższe Słońce robi swoje.
      Nie chodzi o sam fakt, czy możliwa byłaby taka “bździna” tylko o rodzaj cyrkulacji. Sytuacja baryczna, która nam teraz przynosi po prostu umiarkowany styczeń (nieprzyjemny, ale “do życia”) w kwietniu oznaczałaby powtórkę okresu “15 kwietnia-10 maja 2017”, w lipcu miesiąc tego co było w końcówce lipca 2016, a w sierpniu powtórkę II połowy sierpnia 2014. Tak to wygląda, kiedy na Atlantyku rządzi mocno rozbudowany wyż azorski (czasem migrujący w okolice Irlandii) i sięgający nierzadko Islandii, a po Europie (z uwagi na brak konkretniejszych wyżów) swobodnie hasają sobie nurkujące niże z centrum nad Bałtykiem lub NE Europą. Mamy wówczas dużo b. upierdliwej pogody z dość silną konwekcją za dnia (rozbudowującą się już od godzin wczesnego przedpołudnia) oraz rozpogodzeniami w nocy.

      1. Koniec lipca 2016 i druga połowa sierpnia 2014? Toż to przecież zupełnie co innego.
        Pierwsze gorące z burzami i parnością, drugie chłodne, dość suche, ale ze sporą ilością chmur, głównie Cu i okresowo Sc.

  27. Także dzisiaj o poranku w radio usłyszałem “bylejaką” prognozę…

    Otóż wg niej dzisiaj temperatura w Warszawie ma wzrosnąć do +4°C i okresowo ma padać deszcz – parasole mogą się więc przydać. Przejściowo może się rozpogodzić, ale wieczorem znowu może popadać. (coś w tym stylu).

    Aniu “mru-mru” nawiązania do tego, że najcieplej jest teraz o poranku, a przez prawie cały dzień temperatura ma spadać. Dla nich najważniejsza jest temperatura maksymalna. A to, że za kilka godzin ma przejść na wartości ujemne i zrobi się ślisko – już nie. Co ciekawe nie wspomnieli o tym nawet w wiadomościach dla kierowców – pomimo, że już od 2-3 dni są ostrzeżenia o oblodzeniu wydane przez IMGW dla zdecydowanej części kraju.

    Poza tym, deszcz tylko rano, z biegiem czasu – jeżeli będzie padało – to coraz częściej opady mieszane i stałe. Ale dla nich ma być +4°C, więc śniegu obawiać się nie musimy (tak to wytłumaczyli).

    I jeszcze jedno… Zero komentarza nt. temperatur odczuwalnej – a przecież dzisiaj przez sporą część dnia ma wiać wiatr o średniej prędkości 6-12 m/s – czyli temperatura odczuwalna właściwie przez (niemalże) cały dzień będzie ujemna.

    W mojej ocenie, jeżeli tak mają wyglądać prognozy (jak np. ta), lepiej aby ich w ogóle nie było (zarówno w radio, jak i TV)…

    1. Ja nawet nie będę próbował wyrazić swoich uczuć co do pogody jaka od wczoraj panuje za oknem. Ale wszyscy się domyślają chyba jaka ona jest. A jeszcze w sobotę mieliśmy taką fajną zimę w okolicach Warszawy, zaś odwilż była taka jak powinna być. Mam nadzieję że to drugie krótkie ocieplenie, które ma przyjść od środy będzie w Warszawie w wersji suchej a potem przed powrotem zimy znowu spadnie śnieg.

      1. Straszne, śnieg się stopił…
        Żyjemy w klimacie umiarkowanym a nie subarktycznym i odwilże się mają nie tylko prawo, ale powinny się regularnie pojawiać.

        1. Problem w tym, że nie wszystek śniegu się stopił. A woda zarówno roztopowa, jak i ta z deszczu już popołudniu (myślę, że od godz. ok. 14.) ponownie zacznie zamarzać. Ta przejściowa odwilż – podobnie jak i w dniach 16-17.01 – docelowo przyniesie więcej “bylejakości” niż korzyści płynących z łagodniejszego oblicza zimy.

          Z drugiej strony, mamy właśnie taką bardziej klasyczną zimową odwilż (w sensie skali i trwałości), niż gdy zimą aura robi się na dłużej jakby Polskę przenieść np. w miejsce Irlandii. W końcówce tygodnia wraca temperatura, która u nas o tej porze roku oznacza wartości bardziej zbliżone do ‘normy’ (w większej części Polski Tavg -5/0*C).

          1. Dokładnie Lucas. O ile w nocy i jutro nie popada trochę śniegu do środy będziemy mieć widoki częściowo stopionego a częściowo zgniłego śniegu być może z dodatkowymi atrakcjami typu kupy psie, które myślę, że nie tylko u mnie wywołują odruch wymiotny.

          2. Ta odwilż właśnie nie jest klasyczna, podobnie jak nie klasyczne jest wielotygodniowe zaleganie śniegu i mrozu. Za typowe dla naszej zimy można uznać silne ocieplenie trwające 1-2 tygodni na przemian z silnymi mrozami i śniegami trwającymi również 1-2 tygodnie plus aurę pośrednią. Taką typową zimę przyniósł u nas m.in. styczeń 2011.

          1. No i jedno i drugie się pojawia. Klasyczna styczniowa zima. Nie wiem z czym masz problem. Pewnie chciałbyś powtórki ze stycznia 2010, kiedy pochmurna i mroźna pogoda z gigantycznymi ilościami śniegu trzymała się tygodniami i nie było mowy o najmniejszym ociepleniu….

      1. U mnie dziś od rana pięknie i słonecznie, zachmurzylo się na jakieś 20 minut i trochę śnieg popruszył. Teraz tak świeci że aż w całym domu zrobiło się jaśniej, bardzo miła odmiana po długim okresie ciemnicy :). Mam tylko nadzieję że nie okaże się to jednodniowy epizod…

  28. Lucas wawa powiem Ci też, że mam obawy nie tyle co do obecnej normy która jest po prostu nie aktualna obecnie prawie każdy miesiąc jest ciepły lub ekstremalnie ciepły albo po prostu rekordowo ciepły ale obawiam się o nową normę chyba to będzie okres referencyjny 1990-2020 który przy tak szybkich zmianach klimatu tez szybko się stanie nie aktualny niestety. To nie jest moje podejście pesymistyczne ale sam widzisz jak szybko to idzie.

    1. Zmiany są niepokojące. Jednak ocena tempa po samych rocznikach po 2013 r. jest zdecydowanie na wyrost. Jako realista powiem tak: oby kolejne roczniki potwierdziły, że tempo zmian u nas na razie pozostanie na średnim poziomie 0,3-0,4st./dek. [a nie jeszcze wyższym oceniając je za znacznie więcej niż 30 lat] – aż do czasu, którego mam nadzieję jeszcze dożyję, kiedy emisje zaczną istotniej maleć…

  29. Myślałam, że nie dożyję, ale jednak, jest aktualizacja poziomu pokrywy śnieżnej w Europie w zakładce “śnieg”.

  30. Znowu nad Bałtykiem słońce. Zaleta morza cieplejszego od powietrza nad nim.

    Dziś mieliśmy w Gdańsku bardzo słoneczny dzień. Ale smutny również.

    (Powyższe jest stwierdzeniem faktu, a nie zachętą to trollowania. Jak ktoś będzie próbował tragedię wykorzystać tu politycznie to dostanie ode mnie po łbie jeszcze bardziej niż od @admina).

    PS. Już jeden nie zrozumiał aluzji, więc napiszę wprost:

    Ciszej nad tą trumną.

    PPS. Ten ktoś nic nie zrozumiał. A jeśli ktoś nawet żałoby nie potrafi uszanować to świadectwo wystawia tylko sobie. Jestem naprawdę absolutnie wkurzony i zdegustowany tym niezwykłym pokazem braku kultury, a mówiąc wprost chamstwa.

    1. Solidaryzuję się z prośbą.
      I taka jeszcze refleksja… Tym bardziej o pogodzie/klimacie warto rozmawiać (a nawet i “spierać”) w atmosferze pokojowej…

      1. zgadzam się z przedmówcami- co po ładnej pogodzie, która mogłaby mieć korzystny wpływ na nastrój wielu ludzi, skoro tragedia ma miejsce (śmierć prezydenta Gdańska)- świeć Panie nad Jego duszą :(

        1. i cały tydzień będzie teraz taki przepiękny, zupełnie jakby natura nas chciała pocieszyć… Kiedyś, po śmierci mojej bliskiej osoby, nastał również jeden z najpiękniejszych pogodowo miesięcy zimowych…

  31. Dzisiejszą dynamiczną pogodę w Warszawie można podzielić na 3 etapy:
    – odwilżowy, ponury i mokry poranek,
    – spore rozpogodzenia w godzinach około-południowych, ale jednak i z silnym wiatrem,
    – dalsze ochłodzenie, z pojawiającą się teraz konwekcją z przelotnymi (choć miejscami silniejszymi) opadami śniegu.

    A obecnie nie dość, że pojawiają się te przelotne opady (po części konwekcyjne), to jeszcze temperatura przeszła już na wartości ujemne. Skróci to jeszcze bardziej czas utrzymywania się nie-zimowych krajobrazów do kolejnego trwalszego ochłodzenia pod koniec tygodnia.

    PS.
    Obok kałuż i rozlewisk, odwilż ukazała obraz połamanych resztek gałęzi, pety, kupy, sztuczne odpady, itd. Nie wiedzieć dlaczego zimą – podczas odwilży (czy w ogóle aury nie-zimowej) – tak rzadko się je sprząta, a zasadnicze prace porządkowe ruszają dopiero na wiosnę (???).

  32. Teraz u mnie jeden stopień na plusie i intensywne opady wyrobu śniegopodobnego (prawdopodobnie krupy śnieżnej).

  33. Dzięki Twojej aktywności na tym blogu dowiedziałem się mnóstwa rzeczy, za to jestem bardzo wdzięczny. Nie oznacza to jednak immunitetu na krytykę. Tragedii jest mnóstwo, a to jest blog klimatyczno-pogodowy.
    To czy wylecę bardziej będzie rzutowało na Ciebie, aniżeli mnie.

    1. Opanuj się. Co ci przeszkadza w stwierdzeniu absolutnie prawdziwego faktu, ze chociaż mieliśmy w mieście najładniejszą pogodę od dawna to nikt z kim od rana rozmawiałem się nie cieszył, nikt pogody nawet nie komentował? Natomiast praktycznie każdy kogo spotkałem od rana wyrażał szok i nadzieję. Słyszałem od ludzi, ze nie mogli spać w nocy. Ja też nie byłem wczoraj w stanie dobrze przygotować wykładu. Po prostu się nie dało.

      Nadzieja niestety padła. Nie zamierzałem tego w żaden sposób upolityczniać. Nawet napisałem, ze to po prostu stwierdzenie faktu: świeci słońce ale panuje smutek. I żałoba. I to tyle w temacie.

      I każdy następny komentarz na ten temat, słuszny czy nie słuszny będę kasował. Cisza pasuje tu najbardziej.

      1. @Arctic_Haze
        W sumie racja, źle do tego podszedłem. Zapomniałem, że większość ludzi funkcjonuje w sposób, który uwrażliwia ich na takie wydarzenia, które dla innych mogą być niczym nadzwyczajnym (nie mniej jednak tragedią). Jakby co śmiało można usuwać ten komentarz.

        1. Dzięki za te słowa. Cieszą mnie bo zawsze pisałeś z sensem a tylko raz nadepnąłeś na bardzo bolesny odcisk. A samemu trudno mi uwierzyć jak bolesny: przed chwilą byłem na zakupach i słyszałem na ulicy tylko jeden temat.

          Ale wracając do pogody. Sam też nie bardzo mogłem dziś spać więc pojechałem nad morze (nie mam daleko). Tak wyglądało zaraz po świcie:

          https://i.imgur.com/E03N5WV.jpg

  34. Bardzo dziwny pogodowo dzień. Taki trochę marzec – rano deszcz i +2, potem deszcz ze śniegiem, krupa śnieżna i na końcu sam śnieg, który przynosił kilka porządnych ok. kilkunastu minutowych śnieżyc. I między opadami popołudniu świeciło słońce. Teraz jest mróz -2 i jest mega ślisko.

    1. Chyba marzec w Petersburgu albo w Laponii…
      na pewno nie polski, 10 stopni na termometrze bynajmniej nie widziałem. Ba, nawet 5 stopni nie przekroczyło, a taka wartość to minimum przyzwoitości w marcu.

  35. Dzisiaj bardzo dynamiczna pogoda w całym kraju. U mnie także. Do godz. 13 było pochmurno z opadami deszczu i krótkimi przejaśnieniami przy temperaturze ok 2-3 stopni na plusie, a po 13 się zaczęło – przeszła burza śnieżna i było słychać nawet grzmoty, a temperatura znacznie spadła.
    Zima przynajmniej na wschód Polski wraca na 1,5-2 dnia, a od środy znowu odwilż na kilka dni.

  36. Może przeoczyłem tę informację w zamieszaniu ale jeśli nie to podaję, że wczorajsza anomalia temperatury Polski +3.87 K zwiększyła anomalię miesiąca do +0.69 K. Biorąc pod uwagę prognozy, na razie wygląda, że styczeń jednak idzie na wartość dodatnią.

    1. Dla niektórych np. dla mnie niestety bo liczyłem na więcej zimy po bylejakim grudniu. Jest względzie nieco lepiej we wschodniej części kraju ale trzeba pamiętać że w styczniu normy są niższe niż w grudniu. Do takiej zimy jaką lubię jest jednak bardzo bardzo daleko. U mnie ( Mazowsze) było kilka dni (6 dni) z lekkim całodobowym mrozem i śniegiem, ale powrót takiej aury jaką mamy od 2 óch dni ponownie zaczyna psuć wrażenie tego miesiąca. Poza tym liczyłem na to że III dekada będzie najzimniejsza i ogólnie z najbardziej zimową aurą a póki co w prognozach widać temperatury około zerowe. Wciąż więc termicznie nie dzieje się zbyt wiele ciekawego i na horyzoncie również nie widać nic takiego w związku z czym styczeń prawdopodobnie będzie wokół normy/ niewiele powyżej. Fajnie by było gdyby przy takich temperaturach było przynajmniej więcej słońca.

      1. Dzisiaj mamy dopiero 14.01. Kolejne ochłodzenie 18-19.01 (po drugiej fali odwilży) jest już pewne. Z ostatecznymi ocenami na III dekadę poczekałbym, chociażby z uwagi na takie, a nie inne obecne prognozy:
        http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html
        http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/pna/nao.sprd2.gif
        http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/daily_ao_index/ao.sprd2.gif
        Od razu dodam, że o niczym nie przesądzam. Jednak niekoniecznie zakończy się tylko na wahaniach temperatury wokół zera.

        1. Ja też nie przesądzam, ale to ochłodzenie 18-19 ma być wg prognoz dość łagodne 1-3 stopnie poniżej 0 na 2-3 dni a później znów 1-3 stopnie na plusie. Ale oczywiście to fusy zobaczymy. Jeszcze jakieś 1-2 tygodnie temu mówiło się o efekcie SSW w III dekadzie stycznia to też były fusy- więc poczekamy

          1. Ochłodzenie w dniach 06-11.01 też miało być słabe, a na E kraju jednak przyniosło całodobowy mróz – w niektóre noce dwucyfrowy. A to jest sprawą kluczową, a niekoniecznie od razu silniejszy mróz.

          2. o efekcie SSW to mówiły tylko media… które już od paru tygodni na każde zimną reagują tym “ssw”. Szukanie sensacji na siłę, nic nowego.
            A to SSW to chyba się za bardzo nie odbije w tym roku na szczęście.

          3. Przecież dopiero zbliżamy się do połowy stycznia. Ewentualne SSW na poz. Ziemi to końcówka stycznia i przede wszystkim luty. A prognozy na ten termin są jeszcze zdecydowanie poza wiarygodnym zakresem. W tym względzie ja bym jeszcze niczego nie przesądzał, w żadnym kierunku.

          4. Nie wiem jak jest z aktualnością danych modeli (powinny mieć chyba jakiś stały wsad danych aby coś pokazywać), ale na stronie EarthNullSchool, gdzie pokazuje wiatry i temperatury w atmosferze, efekty SSW ładnie widać na poziomie 10 i 70 hPa jako odwrócenie cyrkulacji nad Syberią. Niżej, na 250 hPa trudno dostrzec jakiś wyraźniejszy wpływ, nad Europą jest jedynie zakole jet streamu sięgające prawie po Afrykę.

      2. No to dzisiaj miałeś kupę słońca przez niemal cały dzień. Jutro ma być podobnie z tymże prawdopodobnie okresowo pojawi się konwekcja z opadami śniegu.
        W ogóle z tego co widzę to rozpoczynający się tydzień ma być na Mazowszu najpiękniejszy… od dawna.

        1. Słońce było to fakt, ale po pierwsze nie niemal cały dzień bo co co najmniej do 12.00 w Warszawie było pochmurno, poza tym mieliśmy konwekcję, silny wiatr i temperatury ok 0 więc trudno mi ten dzień zaliczyć do szczególnie fajnych. Ale dobrze że słońce w ogóle wyszło na kilka godzin na pewno poprawiło trochę nastrój. Co do przyszłości to zobaczymy.

          1. norma w styczniu to około 1.5h słońca, dzisiaj było niemal trzykrotnie więcej. Jak dla ciebie to znaczy “niewielka ilość słońca” to ja nie wiem czego chcesz.
            To co mi się nie podobało, to że było po prostu zimno…. Jak na razie to pseudoocieplenie, a teraz oczywiście powrócił mróz.
            PS
            Rozumiem, że piszesz z punktu widzenia swojej lokalizacji oddalonej 50 km od wawy. Bo np u mnie słońce wyszło już o 10:00, potem na chwile się zachmurzyło przed południem i potem od 12:00 już pełna lampka. Pięknie było, chociaż wiało i nie było jakoś szczególnie ciepło. A teraz już znowu mroźno…

  37. Dziś spędzam dzień w Krakowie, gdzie po południu przeszły dwie silne śnieżyce połączone z porywistym wiatrem. Od nowa zabieliło się na ulicach. Z tego co wiem, Nowy Sącz również tego doświadczył.
    Arctic Haze, przyjmij moje wyrazy współczucia. To tragedia całego Gdańska, z pewnością i Ciebie dotknęła.

  38. Będzie się działo w pogodzie w najbliższym czasie, przynajmniej według prognozy GFS. Jutro mogą być śnieżyce, potem krótkotrwała odwilż, potem w końcu czeka nas dłuższy okres z pogodnym niebem (nawet 4 dni) a na końcu prognozy widać atak na rekord minimalnego ciśnienia – nad południową Skandynawią ma przejść niż o ciśnieniu poniżej 950 HPa. Dla każdego coś miłego.

    Czy to wszystko się sprawdzi?

    1. Ostatni taki ekstremalny niż to koniec stycznia 2015. Nawet na południu Polski było wtedy SLP rzędu 974 hPa, wartość skrajnie niska. Orkan Cyryl się nawet nie umywa do wartości wówczas notowanych. Wichur wtedy nie było u mnie, pewnie temu że ten gradient ciśnienia nie był duży. Bardzo niskie ciśnienie wtedy się 3 dni trzymało. A orkan typu Cyryl się wbija w Polskę z prędkością ponad 100 km/h, parę godzin i go nie ma. Gradienty ciśnień znacznie większe.

    2. Z tym głębokim niżem po 21-22.01 sprawa jest jeszcze mocno niepewna – zwłaszcza, że GFS na te dni wypada wyraźniej ponad najcieplejszymi opcjami termicznymi. Z kolei GEM i ECMWF ten niż “nurkujący” kierują bardziej na W, a co rokowałoby trwalszą zimę w III dekadzie stycznia.

  39. U mnie na Mazowszu ten smutny dzień (dla mnie szczególnie, bo jak patrzyłem to akurat ludzie tutaj mało co o tym mówili), też był najpiękniejszy od dawna. Piękna pogoda, czyste powietrze, kupa błękitnego nieba i słońca. Jak rzadko kiedy. Szkoda tylko ze temperatura leciała w dół, ale cóż zrobić, styczeń mamy. Dla mnie jednak każdy dzień w styczniu z dodatnia temperatura- nawet minimalnie- i słoneczkiem, to dzień darowany. Na szczęście to nie jedyny taki dzień z tego co widzę :D 😍

    1. Silny wiatr i tak mocno obniżał temperaturę. Zdecydowanie wolałbym -5/-1°C (za dnia) przy wietrze 2-4 m/s, niż to co mieliśmy. A przy tym śnieg zamiast rozlewisk (+ błota), które teraz i tak zamarzają. Natomiast pogodne niebo i czyste powietrze – jak najbardziej tak:-)

      1. pogodne niebo i czyste powietrze, czy także ocieplenie, to w dużej mierze zasługa tego “parszywego” atlantyckiego wiatru. Można na niego narzekać, niemniej dla mnie on 1000 razy lepsze od niekończących się stratusowych mrozów jak w styczniu 2010 lub 2013 – to były dwa najpaskudniejsze miesiące jakie sobie mogę wyobrazić. Proszę o wybaczenie @Arctic Haze że znowu porównuje te miesiące – wiem, że termicznie były od siebie różne, ale de facto przyniosły wiele pogody mroźnej, brakło w nich wyraźnych ociepleń (w styczniu 2013 było wciąż ponad 20 mroźnych dni z rzędu) i do tego były skrajnie ponure (styczeń 2010 się w końcu zlitował w końcówce i przyniósł trochę słońca, ale przy takich temperaturach, że już chyba bym wolał to jednak nieco łagodniejsze, ale badziewie). Powiem szczerze, na początku obawiałem się że ten styczeń będzie tak wyglądać, na szczęście tak źle nie jest, w pierwszym tygodniu było jednak trochę słońca i teraz po tygodniu paskudztwa pogoda znowu się postanowiła trochę zlitować.
        Oczywiście, żeby była jasność, dalekie to od ideału, wiem, że pokazuje jedną z najgorszych alternatyw. Mogłoby być nieporównywalnie lepiej, na przykład tak jak w 2 dekadzie stycznia 2008,czy bodajże 2 dekadzie stycznia 1999. Wtedy to już chyba nikt by nie narzekał.

        1. Nie byłoby teraz tego zgniłego badziewia gdyby wcześniej mróz i śnieg nie przyszły.

          1. Tyle, że Twoje preferencje zimą oznaczałyby z 5-10 st. powyżej normy (jeżeli nie więcej), a moje to raptem lekko ujemne anomalie….

        2. Dla mnie najlepszy byłby powiedzmy “złoty środek” między tym co mieliśmy 07.01 a 14.01 – przy pokrywie śnieżnej jak przed tą odwilżą.

          1. ja podziękuje za taki złoty środek, tydzień praktycznie bez słońca, w tym cztery CAŁKOWICIE ciemne dni. Do tego zimno, w ostatnim tygodniu grudnia też mieliśmy aż 4 całkowicie ciemne dni, ale przynajmniej temperatury były bardzo przyjemne.

            A co do anomalii, to nic nie poradzę, preferuje ciepłe zimy, wyraźnie powyżej normy. Inaczej jest po prostu nieprzyjemnie. Nic nie poradzę na moje preferencje, one na szczęście/niestety niczego nie zmieniają. Od kwietnia znowu będę fanem umiarkowania (zimna to nie, bo ono już jest średnio możliwe- trzeba być realistą).

          2. @kmroz

            Polska to jednak więcej niż jeden powiat. W Trójmieście mieliśmy kolejno trzy dni ze słonecznym porankiem i chmurami potem. Jeden dzień z przewaga słońca. I dziś jak na razie absolutna Kalifornię (zero chmur).

            W dodatku cały czas ponad zerem. Więc nie ma tego “przechodzenia przez zero”, które niektórzy dość słusznie uważają za najgorsza część zimy.

          3. @kmroz
            Pod względem typu aury i temperatury nie chodziło o wszystkie dni w okresie 07-14.01, tylko o te dwa konkretne, czyli 07.01 oraz 14.01 (tzn. aby było coś pośrodku). Jedynie odnośnie śniegu najlepiej oceniam piątek 11.01.

            PS.
            Ale to wszystko tylko takie moje fantazjowanie, które to pogody i tak nie zmieni. Poza tym, margines akceptacji mam znacznie większy.

          4. nieprzyjemne to są nawet ciepłe zimy. I tak trzeba nosić dużo ciuchów, aktywność na powietrzu mocno ograniczona, opadów i chmur obiektywnie jest bardzo dużo. Zima 2015/6 to raptem około 10 ciepłych i słonecznych dni w grudniu i może z 3 w lutym. Reszta to albo mróz albo plucha.

            Jakby się dało całkiem pozbyć zimy i nawet w styczniu mieć średnie obecnie notowane w normalnym kwietniu (około 8 stopni) przy kwietniowym usłonecznieniu (w procentach) to bym się chętnie zgodził. Niestety alternatywą dla mroźnej zimy jest pseudociepło w postaci średniej miesięcznej 1-4 stopnie i usłonecznieniu 10-30%. 30% to już naprawdę dużo zimą, tyle miał 12.2015 właśnie. A zwykły kwiecień ma koło 50 bez problemu. W przypadku takiego wyboru wolę zimę mroźną, nawet taki styczeń 2010.

          5. “nieprzyjemne to są nawet ciepłe zimy.”
            Ale nie aż tak.
            ” I tak trzeba nosić dużo ciuchów, aktywność na powietrzu mocno ograniczona”
            Im cieplej, tym jednak jest pod tym względem lepiej

            “Zima 2015/6 to raptem około 10 ciepłych i słonecznych dni w grudniu i może z 3 w lutym. Reszta to albo mróz albo plucha.”
            ale tych kilkunastu super dni nikt nie odbierze. Takie zimy jak 2013/14 czy 2015/16 to właśnie było “to”, przyniosły troche mroźnej wersji zimy z dużymi ilościami śniegu, ale przeważały temperatury naprawdę wysokie.

          6. @alewis
            Trafiłeś w sedno sprawy. Często nadmieniane przez innych tu przyjemne i zarazem ciepłe scenariusze zimą oznaczałyby średnią anomalię przeważnie (w większej części kraju) od ok. +5K wzwyż. A taką w uśrednieniu mają już anomalnie/ekstremalnie ciepłe miesiące. Natomiast do z grubsza przyjemnej zimowej zimy wystarczą anomalie od ok. -1/-2K w dół (miesiąc lekko chłodny).
            Ileż można wymagać tych zdecydowanie ciepłych okresów i aby równocześnie nie wiązało się to z jeszcze bardziej ekspresowym tempem AGW?

            I kwestia druga. Aurę późnojesienną, czy wczesnowiosenną tak czy inaczej mamy. Ona nie daje szans na inne formy aktywności niż w porze ciepłej, ale i równocześnie wiele z nich ogranicza z uwagi na tak, czy inaczej panujący chłód. W tym kontekście dla mnie największą rekompensatą zimą za aurę tak czy inaczej chłodną (a najczęściej także pochmurną) daje właśnie obecność śniegu. Przy czym do kwestii transportu podchodzę zadaniowo. Tu chodzi mi przede wszystkim o odmianę aktywności i widoków poza ruchliwymi traktami komunikacyjnymi.

          7. najlepszy pod tym względem styczeń 2014. Miesiąc w normie, a spełnił oczekiwania jednych i drugich, jednocześnie praktycznie nieprzynosząc okołozerowego/lekkoplusowego “badziewia”.
            Dla mnie super 1 dekada, dużo słońca i ciepło, najlepsze święto trzech króli obok tego z 2018. Dla Was piękna zima z dużymi ilościami śniegu i trzaskającymi mrozami w ostatniej dekadzie.

            Zwróce uwagę na to, co często, @lucas, piszesz. Tłumaczysz, że taka przyjemna pogoda wymaga wysokich anomalii rzędu 5+K. Owszem, ale nikt nie mówi, by taka pogoda była cały czas. Pogoda jest zmienna, i przy miesiącu lekko ciepłym lub normalnym też mogą się trafiać okresy z ciepłem i słońcem, jak i zarazem z prawdziwą, mroźną zimą. To nie jest tak, że “ustalenie” anomalii, czyni pogodę na cały miesiąc. Przykładem tego, dość wybitny jest styczeń 2018. Skrajnie ciepły pierwszy tydzień i ostatnie kilka dni, reszta miesiąca prawdziwie zimowa, w okolicy normy. Anomalia wyszła około +3K, więc wciąż poniżej 5+K, a jednak było wiele dni ciepłych i słonecznych a zarazem wiele dni zimowych. To taki drugi przykład oprócz stycznia 2014. Grudzień 2018 w sumie to samo, było albo wyraźnie ciepło (średnie dobowe blisko 5 stopni), albo po prostu zimowo. Tyle, że w grudniu zabrakło słońca i za często padało, by to uznać za przyjemny miesiąc.

          8. Na południu kraju ten styczeń 2014 trochę do dupy bo ta zima przyszła z opóźnieniem, był okres że u was już było mroźno i śnieżnie a u mnie nadal +5 i deszcz. Zresztą największe opady (20 mm w 3 dni) wystąpiły przed rozlaniem się zimy po całym kraju. Na północy kraju te 20 mm opadu spadły w postaci śniegu, u mnie było to nędzne 4 cm bardzo sypkiego śniegu który padał przy -15C. Coś jak w zimie 1978/9, południe polski opanowane przez odwilż i deszcz, północ ściśnięta mrozem.

            Ale trzeba przyznać ze ten miesiąc miał bardzo mało tmaxów 0-5. Jak było ciepło to było co najmniej 5 st (często 7,8,9) a jak zimno to -5 za dnia albo mniej. Za to od 15 listopada niestety najwięcej dni mamy takich nijakich i beznadziejnych.

            Tmaxy od 16.11 wyglądały u mnie tak:
            -5 do 0: 12 dni
            0 do 5: 35 dni
            5 do 10: 13 dni
            >10: brak!

            Jak widać przewaga najgorszego gówna (0-5) jest bardzo duża. Tych dni było o połowę więcej niż jakichkolwiek innych do kupy wziętych. Dość dawno też nie było sytuacji, że w połowie listopada nastąpił totalny koniec temperatur powyżej 10 stopni. Ostatni raz taka pauza to zima 2005/6, gdzie trwało to od połowy listopada do końca marca. I raczej jest to nie do przebicia. W każdej następnej zimie pojawiały się jakieś ciepłe dni, nawet w zimie 2009/10 listopad był ciepły i nawet powiało ciepłem w grudniu (na święta 14 st.)

  40. Najzimniej teraz dość nietypowo bo w Bielsku, prawie -4. W dzień też się wyspa zimna pojawiła w Częstochowie, była to jedyna stacja poza górami z mrozem. I chmury Cb. Czyżby dzisiaj były jakieś burze śnieżne?

  41. Wróciły też tygodniowe wartości anomalii indeksów ENSO:
    https://www.cpc.ncep.noaa.gov/data/indices/wksst8110.for

    Najwyraźniej (słusznie) uznano, ze to parametr prognostyczny i musi być publikowany nawet podczas tego idiotycznego “government shutdown”.

    Widać w wartościach NINO3.4, że El Nino może okazać się niewypałem. Wiem, że rożne agencje meteorologiczne mają na ten temat sprzeczne poglądy. I nic w tym dziwnego, bo modele też wyjątkowo mało się ze sobą zgadzają:
    https://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/people/wwang/cfsv2fcst/images3/nino34Monadj.gif

    1. Nie taki jednak Donald ( i zamknięcie rządu jego) straszny jak go malują. Że modele z linku jaki przytoczyłeś się nie zgadzają to też cenna wiedza.
      Na pd RP zima wierchloli ( szczytuje ) Przepięknie jest z konwekcji z 5 cm spadło gwiazdy i księzyc na niebie. Był chaos na drogach ( sam jechałem) lecz na prowincji przepięknie,czysto, jasno.

      1. @Tytus

        Rozliczy go historia, jeśli nie organy ścigania. I nie broń kogoś kto zaprzecza wynikom badań naukowych w kwestii klimatu bo nie ma czego bronić. Administracja Trumpa próbowała zmniejszyć finansowanie badań klimatycznych, łącznie ze skasowaniem bardzo potrzebnych satelitów. Kongres (z większością z jego własnej partii) przywrócił to finansowanie, ale widać było o co chodzi temu przedstawicielowi nieuctwa.

        Bo niestety tacy jak on uniemożliwiają podjęcie skutecznych działań abyśmy nie emitowali co roku coraz więcej CO2. Nie mówię tu o (niezbędnym dla uniknięcia katastrofy) jak najszybszym dojściu do zerowych emisji. Mówię o ich nie zwiększaniu.

  42. Słyszałem że Krakusy dzisiaj sparaliżowane przez szklankę na drodze. Niestety może być tego więcej gdyż końca przechodzenia przez 0 nie widać.

  43. Wczorajsza (14.01) anomalia w skali kraju wyniosła +2,26K (ref 1981-2010). A czy naprawdę było aż tak przyjemnie ciepło? (w skali całej doby). Pytanie dające do myślenia, w kontekście tego co często tu piszę, a mianowicie, że faktyczne ciepło (a nie lekko-plusowa, czy około-zerowa bździna) zimą oznacza anomalie co najmniej rzędu +5K i wyższe…

    Bieżąca miesięczna anomalia za styczeń na razie +0,8K. Do 17.01 wzrośnie pewnie do ok. +1K. Jednak trzeba mieć na względzie, że w miesiącach zimowych w odpowiednich okolicznościach możemy mieć dość szybki “zjazd” w dół. Dni do 21-22.01 już jej później raczej nie podwyższą, bo od 19.01 ma dominować już jednocyfrowy, ale w coraz większym stopniu całodobowy mróz. A potem zanosi się na jakieś jeszcze wyraźniejsze “przetasowanie” – które to kto wie, czy nie będzie właśnie wstępem do najbardziej zimowej wersji zimy. Sytuacja rozwojowa – zobaczymy (?).

    1. Niestety zapowiada się, że kolejne ochłodzenie będzie w wersji bezśnieżnej, chyba że coś tam niedużego popada w piątek i w nocy z piątku na sobotę – oby. Zaczyna mnie irytować obecna zima, jak na razie wypada na centralnym Mazowszu gorzej od dwóch wcześniejszych. W Warszawie od ochłodzenia w połowie listopada było około 2 tygodni sensownej zimy tzn. jednocześnie z mrozem i śniegiem. Pozatym dominuje albo zima na pół gwizdka czyli w wersji mroźnej ale bez śniegu albo przedzimie z przedziału 0-5 stopni w wersji pochmurnej i deszczowej. Obu opcji w okresie zimowym bardzo nie lubię.

    2. W Zamościu anomalia za styczeń -1,3 st. C. Także nie wiem skąd ta dodatnia anomalia. Chyba że stąd: prezes zarabia 500 tys. zł a sprzątaczka 2 tys. zł średnio zarabiają 256 tys. zł. Trzeba wyraźnie podkreślić w opisie anomalii że mamy tej zimy nadzwyczaj ciepły zachód i zimny wschód.

          1. Miałem, ze statystki i ekonometrii też. Dla mnie tj. ekonomisty średnia nie ma znaczenia, ważniejsza jest mediana.

          2. @Tutejszy

            Mediana ma duże zastosowanie w ekonomii czy psychologii ale żadnego w fizyce i niewielkie nauce o klimacie. Do wyliczenia np. strumienia energii potrzebujesz średniej, nie mediany.

            Również przy zmianach temperatury globalnej mediana byłaby dość dziwną miarą zważywszy, że tropiki to połowa powierzchni planety. Byłoby to miara o ile ogrzały się te części tropików, które ogrzewają się najbardziej. Mediana anomalii temperatur globalnych jest szczególnie nieszczęśliwie dobraną miarą w sytuacji gdy połowa danych prawie nie ulega zmianie, a połowa ulega (a tak w przybliżeniu jest). Szczerze mówiąc nie widzę dla niej żadnego praktycznego zastosowania, oprócz dość pokrętnej próby dowodzenia, ze nie ma globalnego ocieplenia.

            Mediana i w ogóle wartości kwintylowe czyli tzw. “percentyle” mają natomiast znaczenie przy badaniu częstości zjawisk, np. upałów, mrozów czy opadów ekstremalnych.

            von Storch i Zwiers podają przykład łącznych temperatur stycznia i lutego w Hamburgu za lata 1901-1980 w swoim podporuczniku “Statistics analysis in climate science”. Mianowicie najniższa wartość tej średniej dwumiesięcznej to -8.2 C, najwyższa to +3.2 C, a mediana tych 80-ciu wartości to +0.2 C. W tym wypadku jest to przydatna wartość, mówiąca że połowa zim miała średnią dodatnią mimo tak “skrzywionego” rozkładu. Nawiasem mówiąc jeśli rozkład jest normalny to mediana i średnia i tak będą identyczne. Dla mnie mediana ma wartość jedynie taką, że porównana ze średnią pokazuje jak daleki jest rozkład od “normalności”, w sensie statystycznym (czyli od bycia krzywą Gaussa).

          3. PS. I jeszcze jedno. Mediana anomalii dla kontynentów i oceanów ignorowałaby z definicji kontynenty (30% powierzchni planety). Ponieważ oceany nagrzewają się wolniej, byłaby jakąś lekko zawyżoną miarą o ile ociepliły się oceany, dokładniej o ile ociepliłby się 72-gi percentyl oceanów (patrząc od najniższych wartości). Do czego miałaby służyć taka miara?

    3. @RadomirW
      Też zaczynam mieć podobne odczucia co do tej zimy. Z tym, że zimy 2017/18 oraz 2016/17 przynajmniej do połowy stycznia też nie wyglądały lepiej, jeżeli chodzi o opcje z równoczesnym mrozem i śniegiem (bo teraz jednak mieliśmy już teraz 10-15 takich dni). Wypadały natomiast lepiej jeżeli chodzi o usłonecznienie podczas ociepleń (odwilży).

      Ale powtórzmy: nie mówimy o całej zimie, tylko o jej (z grubsza) połowie – dokąd to na razie mają sens porównania.

      1. heh…. w grudniu ponad tydzień mrozu i śniegu, w styczniu jak na razie duża część z mrozem i śniegiem, więc nie wiem czego chcecie. Porównajcie to sobie to sytuacji sprzed roku to pogadamy. Albo nawet z 2015/16,2014/15 (wtedy mrozu niby dużo, ale śniegu też nic prawie), 2013/14,2011/12. Chyba tylko 2016/17 był “lepszy” (cudzysłowu używam, bo dla mnie osobiście mróz i śnieg nie oznacza “lepszy”). Jedna z najbardziej mroźno-śnieżnych pierwszych połów meteorologicznej zimy w ostatnich latach (1.12-15.01) i najbardziej od 6 lat…

        Jak komuś mało, to może niech faktycznie na Suwalszczyznę się wyprowadzi…. Albo w Tatry, polecam. Tam śniegu mają zdecydowanie aż po pas :)

  44. To co się wczoraj po południu działo na drogach to nie ma słów by opisać. Rano wiatr ładnie osuszył drogi i już się wydawało, że warunki przez kilka kolejnych dni będą znów normalne, tymczasem 2-3 popołudniowe krótkie śnieżyce przy dodatniej temperaturze, a później szybko spadająca temperatura zamieniły drogi w piekło. Samochody jeździły tempem 10-20 km/h, a po drodze trudno było nawet przejść bez ryzyka wywrotki.

  45. U mnie znowu pięknie sypnęło świeżym śniegiem przy temp. -1 st. Dawno nie było tak śnieżnej zimy jak w tym roku, bo niemal codziennie coś pada. A taka pokrywa śnieżna jaka jest teraz to ma szansę się utrzymać z pewnością do końca stycznia skoro cały przyszły tydzień do ochłodzenie, chyba że w ostatnich dniach miesiącach zrobi się bardzo odwilżowo.

  46. W ubiegłym roku były dwa zimne miesiące ciekawe jak w tym roku. Zimy u nas zaczynają przypominać jesień a dokładnie listopad.

    1. Nie widziałem jeszcze 10 stopni w tym styczniu, nawet 5 nie miałem od dwóch tygodni, wiec nie wiem gdzie ty tu widzisz jakiś listopad (czy marzec jak ktoś inny wspominał).
      Do bólu przeciętny styczeń, bez jakiś dramatycznych mrozów i bez sensownego ocieplenia.

    2. “Zimy u nas zaczynają przypominać jesień a dokładnie listopad.”

      ->>> Mocno naciągane. Tylko cieplejsze zimy przynoszą w całości Tavg 0/+3°C (za DJF). Natomiast standardowy listopad sprzed +/- pół wieku to Tavg właśnie nico ponad +3°C, czyli najbardziej ekstremalnie ciepłe zimy łapią się z biedą o tą granicę.

      Natomiast nadal co najmniej połowa zim (a nawet i nieco więcej) przynosi Tavg -5/0°C – mowa o średniej w skali całego kraju. Do listopada (tego sprzed +/- 50 lat) droga więc jeszcze daleka.

      Przykład z bliska: ubiegłoroczna zima – w przewadze ciepła, a w sumie przyniosła Tavg ok. 0°C. Ba, jakby wydłużyć ją na marzec niewiele by się zmieniło. A zima 2016/17? Termicznie zupełnie normalna – Tavg zbliżona do ‘normy’ 1981-2010, czyli rzędu -2/-1°C (w skali kraju). Fakt, że wcześniej mieliśmy 3 zimy cieplejsze, ale i tak co najmniej 1-1,5 st. poniżej standardów listopada. Za to przed nimi 4 zimy przyniosły Tavg -5/-1°C (za DJF).
      Pomimo ocieplenia klimatycznego więc nie przesadzajmy.

      I jeszcze taka puenta…
      Skoro AGW już teraz tak bardzo zmienia naszą planetę (docelowo zapewne w znacznie bardziej niekorzystny, niż korzystny sposób) to proszę sobie wyobrazić jak musiałoby “urosnąć” ono do niepokojących granic, aby u nas zimy przynosiły faktycznie uśredniony listopad…. To oznaczałoby średnią anomalię rzędu +5K względem połowy ubiegłego wieku u nas. A w skali globalnej pewnie co najmniej +2/+3K, czyli de facto proces “wymykający się” już (niemalże) zupełnie spod kontroli…

      1. odczucie pogody w listopadzie najczęściej dotyczy połowy i końca tego miesiąca – więc porównanie ciepłych zim do pogody listopadowej jest jak najbardziej na miejscu. Co do wpływu AGW na zimą w Polsce – zbyt często ostatnie lata bierzemy jako normę – a ta pewność niepewna.

        1. “(…) odczucie pogody w listopadzie najczęściej dotyczy POŁOWY i KOŃCA tego miesiąca – więc porównanie CIEPŁYCH zim do pogody listopadowej jest jak najbardziej na miejscu”

          ->>> Jeśli uściślimy to co wyartykułowałem DUŻYMI literami, to będzie już znacznie bliższe prawdzie. Czyli termicznie “ciepłe zimy obecnie = średnia dla II poł. listopada sprzed 30+ lat” (w przewadze).
          Jednak co najmniej połowa zim nadal przynosi Tavg poniżej 0°C (przeważnie -5/0°C), więc rozszerzenie puenty na wszystkie zimy oraz cały listopad jest dość mocno naciągane – średnio o 3-4 st.

          Oceńmy jeszcze pokrótce stan obecny…
          Grudzień i I poł. stycznia wypadają w sumie jako dość ciepłe. Jednak:
          – grudzień w zdecydowanej części kraju nie przyniósł Tmax pow. +10°C, a styczeń w połowie kraju może nie przynieść nawet Tmax pow. +5°C,
          – Tavg za grudzień i połowę stycznia (w skali kraju) będzie tylko nieznacznie powyżej 0°C.
          Natomiast II połowa stycznia z dużym prawdopodobieństwem przyniesie niższą anomalię.
          Zestawmy sobie to teraz z typowym listopadem, którego Tavg wynosi ponad +3°C w skali całego miesiąca i niespełna +2°C za samą jego II połowę. Czy – pomimo łagodniejszej jak dotąd (w przewadze) zimy – naprawdę jest aż tak ciepło, aby porównywać ją do listopada?

          1. na pewno poza CAŁĄ drugą dekadą też. Bo faktycznie częściowo w pierwszej dekadzie i od 26.12 było “listopadowo”

          2. @bially
            Pytanie, czy mówimy o średnich standardach, czy wybranych przypadkach?
            Zresztą, przynajmniej odnośnie C Mazowsza, Tavg +1/+2°C (jak w grudniu’2018), to i tak wartość niższa niż średnio dla II połowy listopada, nie wspominając o całym miesiącu.

            Cały czas będę na stanowisku, że te cieplejsze oblicza miesięcy zimowych – jeżeli tylko nie są anomalne/ekstremalne/rekordowo ciepłe – w większej części Polski (może z wyjątkiem najcieplejszych skrawków kraju) oznaczają wartości znamienne dla PÓŹNEGO przedzimia (bardzo późnej jesieni). Dopiero miesiące zimowe z anomaliami +4/+6K przypominają średni listopad/marzec.

          3. myślę że większość piszących o ‘listopadowej’ zimie ma na myśli pogodę która się nam kojarzy z III dekadą listopada. Czyli schyłkowa jesień, wchodząca już w przedzimie. Brak słońca, opady deszczu, nijaka plucha z niską temperaturą.

            Bo żeby cały miesiąc był ‘listopadowy’ to faktycznie musi być wyjątkowo ciepło. Średni listopad u mnie w latach 1991-2018 miał 4.1 stopnia. Wcześniej trochę mniej, 3.3 – 3.8. Dla porównania najcieplejsze miesiące zimy:

            styczeń 2007 – 3.6
            luty 1990 – 4.9
            grudzień 2015 – 4.2

            Miesiące zimowe które naprawdę są listopadowe należą akurat do tych w miarę przyjemnych. No, może poza styczniem 2007, luty 2016 ze średnią 4.0 też bardzo brzydki. Najgorsze miesiące zimowe (dla mnie) to takie pomiędzy tymi najcieplejszymi a normą termiczną. Czyli jakieś takie anomalie typu +1,5; +2,5 itd. Średnia 1-2 stopnie na plusie to norma III dekady listopada, czyli taka beznadzieja. Jeszcze zależy jaki rozkład tej temperatury jest, bo bywają miesiące jak luty 2017 gdzie połowa jest mocno zimowa a druga już prawie wiosenna. Pomimo bylejakiej średniej +0.7 nie był to jakiś mocno upierdliwy miesiąc.

            Swoją drogą ciekawe ile w tym roku wyniesie przerwa w temperaturach >10 stopni. U mnie ostatni dzień z takim maxem był 14 listopada, całe 2 miechy temu. W grudniu maks było 8,4 a w styczniu tylko 5,0 i to w nowy rok, bo między 3 a 15 stycznia max to 3,3. Najbliższe dni na pewno 10 stopni nie przyniosą, co najwyżej na minusie jak się ochłodzi i wypogodzi. +10 zobaczymy pewnie najwcześniej w lutym.

  47. To co się wyprawia w BIA od 2h to woła o pomstę do nieba, opady jak w USA, świata nie widać taki gęsty śnieg z wiatrem sypie… prawdziwa śnieżyca, moim zdaniem takiej nie było od pamiętnej zimy 10/11 albo 09/10.

    1. Jak patrzę na zamieszczoną w tym artykule mapę średnich rocznych coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że północno-wschodnia, mazurska i podlaska część Polski to moje docelowe miejsce zamieszkania . Średnia roczna o 1,5-2 stopnie niższe od Warszawy i o 2-3 stopnie niższe od Wrocławia to zupełnie inna strefa klimatyczna, do tego bliska moim oczekiwaniom. Warszawa ze swoją chorą wyspą ciepła powoli staje miejscem nie do życia. Czy w poprzednich latach też występowały takie różnice średniej rocznej między Wwą a Mazurami czy 2018 r. jest w tej kwestii wyjątkowy?

      1. Standardowa różnica między C Mazowszem a większą częścią Podlasia/Mazur to 1-1,5 st. Jedynie dla samej Warszawy różnica może być większa (zwłaszcza w porze ciepłej) – choć tu widzę dużą zależność od tego, czy w otoczeniu mamy więcej betonu/asfaltu, czy terenów “zielonych”, zwłaszcza lasów.

        Specyfika roku 2018 była taka, że mogła przechylić proporcje na rzecz większego ciepła w Warszawie i okolicach w porównaniu z rozkładem w skali całego kraju – a czemu mogło przysłużyć się głównie duże usłonecznienie w porze ciepłej, zwłaszcza w kwietniu i maju (w maju najwyższą Tavg w Polsce miała Warszawa, co nie jest standardem nawet latem).

        Myślę, że obecnie ‘normą’ dla Warszawy jest Tavg roczna 9/9,5°C (a jeszcze nie powyżej 10°C). Natomiast poza obszarem z wpływem MWC (ale nadal na Mazowszu), Tavg będzie średnio 0,5-1 st. niższa.

      2. To, że Warszawa jest taka tu ciepła na tej mapie, wynika z tego, że to jeden z niewielu posterunków w Polsce, który jest objęty Miejską Wyspą Ciepła. Podobnie ma chyba Wrocław. A każde inne miasto, tak samo Łódź, Kielce, Białystok czy Kraków, też taką “wyspę ciepła” mają. Tyle, że stacje reprezentujące te miasta są na terenach dalszych od miasta.
        Jeśli mieszkasz pod miastem, w pobliżu lasu, to temperatury w twojej lokalizacji nie odbiegają zbytnio od tych z wsi koło Łodzi czy Kozienic…

        1. Zgadza się. Myślę, że to w większym stopniu kwestia stopnia zurbanizowania (MWC), niż samej wysokości n.p.m., w tym położenia w Kotlinie Warszawskiej. Znamienne, że WSZYSTKIE stacje (przynajmniej główne) w RÓŹNYCH kierunkach notowały Tavg za rok 2018 w przewadze 0,5-1,2 st. niższą, niż sama Warszawa. A pod względem wysokości w zdecydowanej przewadze są położone raptem 30-50 metrów wyżej (niż Okęcie), a niektóre (np. Ostrołęka, Płock) nawet na podobnej wysokości lub nieco niższej.

          Jak się mieszka już choć z kilkanaście km od Warszawy (a tym bardziej więcej) i gdzieś bliżej “przyrody” (zwłaszcza lasów) średnie standardy termiczne będą bliższe np. tym uśrednionym z 5 pozostałych miejsc dla Mazowsza (z tej mapki), niż tym z Warszawy (nawet z Okęcia).

        2. Stacja synoptyczna w Łodzi wcale nie znajduje się jakoś specjalnie daleko od centrum. Jest w granicach administracyjnych miasta, a od ścisłego centrum miasta, ogródek meteo dzieli ok. 6,5km w linii prostej.

          1. cóż może jest, ale przecież jest to wręcz “mrozowisko” – po przeniesieniu zwłaszcza, o którym sam kiedyś pisałeś. A nawet w tym “starym” miejscu do 2013 była chłodniejsza (nocami zwłaszcza) od Warszawa-Okęcie.
            Kiedy powstanie lotnisko w Baranowie, to dobrze jakby i tam powstała stacja SYNOP, wreszcie można byłoby oficjalnie na ogimecie zobaczyć PRAWDZIWY klimat środkowego Mazowsza.

          2. Być może nocami czasami temperatury na stacji bywają niższe niż w ścisłym centrum, ale temperatury na wschód od Łodzi, w PK Wzniesień Łódzkich bywają jeszcze niższe niż na Lublinku. Dodałbym do tego fakt, że kiedy na Lublinku już śniegu dawno nie ma to w takim Imielniku i okolicach jest jak najbardziej.

    1. @Łukasz – “śnieżyca” to może nie była, pewnie kilka cm śniegu ale uznanie za film. Miałem podobnie w ciągu ostatnich 2 godzin. Podają informację że zamknięto przejście w Chyżnem. Prognozy silnych opadów w górach sprawdziły się.

    2. Ten film dobitnie pokazuje, że trudno o więcej “szarzyzny” w naszym krajobrazie niż właśnie podczas padającego śniegu z niskich chmur, szczególnie w mieście. Zero różnorodnych kolorów, wszystko w różnych odcieniach szarości.

  48. Są już mapy IMiGW za 2018 r.
    Z tego co widzę, to do najsuchszych należały okolice Zielonej Góry, wg mapy opad miejscami poniżej 350mm
    http://klimat.pogodynka.pl/pl/climate-maps/#Precipitation/Yearly/2018/12/Winter

    Niemniej jak patrzę na dane ze stacji – to jest to suma 401.5 mm.
    Choć moje pobieżne obserwacje sugerują, że rzeczywiście na niżej położonych terenach wokół Zielonej Góry może być bardziej sucho niż w samym mieście (m.in u siebie w Przylepie – ok. 7 km na NW od stacji meteo na wysokości ok. 80 m. n.p.m. , czy też na terenach położonych jeszcze niżej) niemniej nie mam na to twardych dowodów.

    Dlatego też mam takie pytanie, czy owa “żółta” strefa wokół Zielonej Góry to jest oparta na jakiś pomiarach, czy też po prostu zastosowano jakiś algorytm wygładzający, który uwzględnia wysokość nad poziomem morza ? )

    Z góry dzięki za odpowiedź.

    1. Tarnów wciąż z tą wyspą, ale już chyba doszliśmy do tego, że to błąd. Jednak brak uwzględnienia tej ulewy z 10/11.08 na stacji (niecały 1mm zamiast kilkudziesięciu) trochę niszczy wiarygodność tej stacji.

    2. Po drugie – aż miło popatrzeć na mapę usłonecznienia. Wreszcie dominowały nad Polską wartości usłonecznienia jakie dla większości europejskich państw położonych na południe od Polski są normą lub są przynajmniej do niej zbliżone.

  49. Lucas wawa chodzi mi głównie o to, że zimy zaczynają przypominać listopad bo śnieg pada oczywiście ale szybko stosunkowo się topi. Pamiętam za małolata jeszcze inaczej to wyglądało było pewne praktycznie że wyskoczę na sanki itd oczywiście nie zawsze był śnieg i łagodne zimy były zawsze czasami ale teraz mamy epizody zimy niż normalną zimę. To takie moje odczucie. Do średniej listopadowej jeszcze daleko ale zmiany zachodzą bardzo szybko i jeśli dalej tak będzie będziemy mieli szybciej średnia z listopada zimą niż myślimy.

    1. Tylko, żeby coś wnioskować bardziej dalekosiężnie (odnośnie szybkości zmian) trzeba bardziej wnikliwej oceny co wynika z czynników bardziej lokalnych i zmienności naturalnych, a co z samego trendu AGW. Zresztą proces globalny może zaburzać zmienności naturalne, ale (raczej) nie jednokierunkowo.

      “jeśli dalej tak będzie będziemy mieli szybciej średnia z listopada zimą niż myślimy”

      ->>> Aby tak było u nas, globalnie musiałoby ocieplić się jeszcze o co najmniej 2 st. i to względem stanu obecnego (!). Zamiast wybiegać tak “daleko” w przyszłość, najpierw ciekawi mnie jak to będzie z tymi ok. 8-letnimi cyklicznościami (?) – bo rok 2018 na pewno nie przekreśla szans na dalsze silniejsze “zniżkowanie” (w tej oscylacji) niż w 2017 r.

  50. I było by pięknie gdyby nie ta cholerna odwilż co się teraz na 2 dni szykuje. Jest pełno świeżego puszystego śniegu który by super wyglądał jakby miał ten wyż przyjść za parę dni (to jest szansa na pierwszy dłuższy pogodny okres od ponad 1,5 miesiąca). Ale nie, musi deszczysko i temp 3-5 stopni wszystko stopić. Potem to zamarznie i będzie taka skorupa a nie iskrzący się świeży puszek. No chyba że przy ochłodzeniu jeszcze coś nam sypnie.

  51. Prawie 30 cm śniegu obecnie leży w Białymstoku, chyba największa pokrywa śnieżna od zimy 2012/13… połowę tego spadło przez kilka godzin dzisiaj

    1. w Katowicach też porządnie nasypało. Ostatni raz pokrywa zbliżająca się do 30 cm była tutaj 1 kwietnia 2013. Obecnie nie wiem czy tyle będzie, myślę że koło 20 cm. Dziś o 6 UTC było 10 cm z powodu wcześniejszej odwilży. Do jutra 6 UTC pewnie coś zdąży się stopić bo już jest na plusie i opady niedługo przejdą w sam deszcz.

    2. Taka ilość pewnie się Wam nie stopi całkowicie do piątkowego ochłodzenia, które powinno być już trwalsze.
      Na C Mazowszu ze śniegiem jest i będzie kiepsko – ostać może się jedynie to co spadnie w piątek. Średnio jednak prognozowany jest opad jedynie ok. 1 mm (adekwatność ok. 1 cm śniegu). Mróz tu więc będzie raczej z co najwyżej symboliczną pokrywą śnieżną…

      1. Więcej nie potrzeba. Przecież Tobie głównie chodzi o zmiany w krajobrazie, a do tego centymetr śniegu w zupełności wystarczy.

        1. Już wiele razy pisałem, że dla mnie optymalnie jest tyle, aby dało się “śmigać” na deskach i sankach (nie tylko w górach), czyli od ok. 10 cm wzwyż.

      2. @Lucas Wawa
        A ile musiałoby spaść śniegu, żebyście wy (ty, alewis27, itp.) byli usatysfakcjonowani? Pół metra? Teraz pora na słoneczne chwile (w tym przy mrozie), a nie znowu śniegowe chmury.

        1. 10-30 cm w skali całej zimy jest OK (poza górami). Ale nie spadłego w 1-2 dni, tylko na raty (bez dłuższych odwilży) – tak, aby był stosunkowo świeży i zarazem było łatwiej opanować problemy komunikacyjne. Mi nie tylko chodzi o krajobrazy, lecz także o aktywności w terenie związane ze śniegiem.

    3. @adek
      A jak to sprawdziłeś? Wsadziłeś linijkę w pokrywę śnieżną gdzieś w jakimś postronnym miejscu jak to robi np. meteorolog ze Śląska, którego zdjęcia są publikowane na TP?

  52. Dziś w Toruniu niezła zimowa doba. W ciągu dnia było słonecznie, z kolei niedawno się zachmurzyło i zaczął sypać śnieg. Niestety jutro znów wzrost temperatury, zachmurzone niebo i opady deszczu. Jak widać, w tą zimę pogoda nie jest nudna.

  53. Dzisiaj była bardzo zmienna dynamiczna pogoda z przejaśnieniami i konwekcyjnymi opadami śniegu, ale wbrew prognozom nie wszędzie na wschodzie Polski był mróz w najcieplejszym momencie dnia. Temperatura na wschodzie Polski była nawet lekko dodatnia (1-2 stopnie). Tylko miejscami był całodobowy mróz.

      1. @kmroz
        Wbrew medialnym prognozom, które na wschodzie Polski wszędzie przewidywały tmax od minus 2 do 0*C, a tymczasem na wschodzie były miejsca gdzie tmax wzrosła do 1-2*C na plusie.

  54. Jest jedna dobra strona tej pogody z mojej perspektywy. Opady. Od początku roku w Zielonej Górze spadło ok. 59 mm – głównie deszczu. Grudzień również był wilgotny. Dzięki temu wreszcie odbudowują się zasoby hydrologiczne. i Na Odrze mamy wreszcie stan średni. Z drugiej strony opady nie są tak nawalne, by powodować jakieś powodzie, a pewnie najbliższe suchsze dni pozwolą na stabilizację stanu rzek tam gdzie są stany ostrzegawcze/ Jedyne czego sobie życzę w najbliższym tygodniu to to byle przed nastaniem lekkiego mrozu i słońca spadło trochę śniegu, co uchroni rośliny i glebę przed morzem i doda uroku krajobrazom. Ale znając życie, co najwyżej u mnie się skończy na pocukrzeniu

  55. Przed chwilą wróciłem z obchodu mojej posiadłości i wierzyć się nie chce,jakie opady występują.Pada śnieg,od południa nasypało ze 30 cm.Od 18 stej około 20 cm.Ogólna wartość to 43 cm.Nie pamiętam takich widoków,a jeżeli były to chyba w dzieciństwie.Najgorsze jest to że wedle UM,największe(najintensywniejsze ) opady są przed nami.Patrząc na drogę rano na pewno będziemy odcięci od świata.Aż strach pomyśleć ,gdyby to miało się szybko stopić.Powódź murowana,na szczęście mamy styczeń,a nie marzec gdzie konkretne ocieplenie mogło by to wszystko szybko stopić.U nas codziennie sypie ,był tylko 1 dzień bez opadów śniegu w styczniu 11 tego,był ten chyba najlepszy dzień.w tym miesiącu.Nie wiem ale jutro czeka mnie przewalanie ton śniegu.A robię to w tym roku codziennie,z tym że do tej pory była to fraszka z tym co czeka mnie jutro.

    1. A odwilż do Was w środę/czwartek nie dotrze?
      Chyba dopiero w piątek popołudniu mróz zawita na dłużej impregnując śnieg (tam, gdzie on będzie).

  56. 13 mm.Co ciekawe temp,zamiast rosnąć spada najcieplej było około 21 0,9 st ,o 23 temp -0,2 st. a teraz -0,3 st. Pada śnieg puszysty jest dość lekki,ale dla zawiejii idealny na zaspy na szczęcie wiatr u mnie w kotlinie nie jest silny.

  57. Tej zimy pada tyle, że gdyby była ona nieco chłodniejsza to warstwa śniegu w Katowicach mogła by obecnie spokojnie mieć ponad 50 cm grubości. W styczniu już spadło 50 mm opadów, duża część z tego to śnieg. Pokrywę niestety szybko topił deszcz w trakcie odwilży. Temperatury nie były wysokie bo były to raptem 2-3 stopnie na plusie. Ale padający deszcz szybko topi śnieg, dużo szybciej niż suche dni z wyższą temperaturą.

    2018 rok miał jedna z najniższych max grubości w historii (tylko 6 cm), zaś średnia roczna to od 23 do 25 zależnie jakiego refa obierzemy.

    Przy okazji wjechały dane za grudzień. Rok 2018 u mnie rekordowo ciepły, suma opadów 540 mm – bardzo niska (grudzień 72 mm – bardzo dużo), usłonecznienie 1955h. Nie został pobity rekord z 2003, za to grudzień był drugim najbardziej pochmurnym miesiącem w całej historii – 7.1 godz (rekord 6.9h – 12.1988). Zachmurzenie frakcyjne rekordowo wysokie, aż 7,3 na 8 – tyle co styczeń 2013 i o 0,1 mniej od lutego 2013.

    Wszyscy chcieli odmiany aury jesienią żeby przestało być ciepło i pogodnie no i masz. Od połowy listopada totalny koniec temperatur 10+, słońce w zasadzie nie istnieje, bardzo dużo pada. Oby ta zmiana się nie trzymała 8 miesięcy jak to ponadnormatywne ciepło :)

  58. 31 cm śniegu w Białymstoku, absolutny rekord jeśli chodzi o pokrywę śnieżną od wielu lat… wczoraj spadło aż 16 cm.

  59. Na Mazowszu niezdecydowanej zimy c.d. Przynajmniej do piątkowego popołudnia, od kiedy jest ponownie szansa na (nieco) dłuży okres z całodobowym mrozem.

    Zarówno w kierunku Karpat, jak i Podlasia/Mazur zima o wiele konkretniejsza – tak w aspekcie mrozu, jak i śniegu. Natomiast w kierunku W i Pomorza – znacznie częściej całodobowe odwilże, z opadami w zdecydowanej przewadze samego deszczu (może poza nielicznymi obszarami na Pomorzu E). A tu na Mazowszu? Raz wahadło pogodowe w stronę cieplejszą, a raz mroźniejszą. Wczoraj wieczorem ładnie sypnęło świeżym śniegiem (w mojej ocenie z +/- 5 cm), by za chwilę ponownie zaczęła się robić z tego chlapa.

    A obecnie przed nami 2 doby całodobowej odwilży. Niestety odwilże przynoszą w zdecydowanej przewadze aurę pochmurną i mimo wszystko niezbyt duże ciepło. Tak, te średnio “aż” +3/+5K anomalii w najcieplejsze ostatnio tu dni oznaczają lekko-plusową bździnę z Tmax przeważnie +1/+4°C i to jeszcze w ponad 90% przy pochmurnym niebie i okresowych opadach deszczu. Z drugiej strony do głębokich odwilży rodem z najcieplejszych miesięcy zimowych jest bardzo daleko.

    W zaistniałych okolicznościach jednoznacznie się cieszę na zmianę za 2 dni. Dobrze chociaż jakby przed tym mroźnym okresem spadło chociaż 1-3 cm świeżego śniegu, bo inaczej też będzie nijako (nawet przy całodobowym mrozie). Przede wszystkim jednak liczę na więcej rozpogodzeń, bo nasze zimowe normy z tym związane są (mówiąc delikatnie) bardzo kiepskie, a w ostatnich tygodniach było z tym jeszcze gorzej.

    PS.
    Zwrócę jeszcze uwagę na obecne skrajności nad Polską. To też staje się immanentną cechą obecnych zmian klimatycznych – podczas, gdy jedne regiony Polski z trudem wygrzebują się ze śniegu, inne nie mogą choć na 1-2 doby zaświadczyć nawet 1-2 cm pokrywy. Niby klasyka – tyle tylko, że jak takie dysproporcje są z dnia na dzień coraz większe, a okres z nimi się coraz bardziej wydłuża – też staje się to nienormalne. W mojej ocenie ma to związek z coraz wyraźniejszym rozregulowywaniem się pogody (pod różnymi względami, w różnych kierunkach) eskalowanym przez obecne zmiany klimatyczne.

    1. Ocieplenie klimatu plus losowe syt. baryczne – weź sobie przebieg bardzo ważnej izotermy 0 C w granicach RP 50 lat temu i teraz – przynajmniej mnie się wydaje wszytko bardzo logiczne.

      1. Tak. Tylko dlaczego izoterma 0°C tak długo dzieli kraj w okresie roku, kiedy zmienność Tavg-dobowej może sięgać rzędu do 30 st…!?
        Normalnie śnieg powinien częściej topić się w górach i zarazem częściej sypać (i choć trochę leżeć) na obszarze nizinnym – także W Polski. Oczywiście dysproporcje są czymś oczywistym, ale nie jak tak się wydłużają i eskalują. I o to mi chodziło.

        1. losowo tak się zdarzyło od piątku będzie znacznie więcej polskiej pogodo pogodowej sprawiedliwości. Pewnie Lucas to już też wiesz, więc czemu pytasz?

      2. Za 15 dni stycznia RÓŻNICA ANOMALII między Pomorzem W a Podlasiem wynosi ok. 5K, natomiast między Pomorzem W a Karpatami nawet ponad 6K (!).
        I właśnie o wszystko co wynika z tych dysproporcji mi chodziło (im się bardziej wydłużają tym większe rozregulowanie).

        Na szczęście niebawem te dysproporcje powinny zacząć stopniowo “topnieć”, a przy tym średnia anomalia miesięczna (w skali całego kraju) zbliżać się do zera.

        1. sprawdza się znowu sezonówka accuweather… ja dalej chciałbym żeby jednak styczeń zapisał się poniżej normy…na moich terenach w sumie jest

          1. Może się i sprawdzać, bez tak dużych dysproporcji anomalii termicznej nad naszym krajem. 5-7 st. różnicy (anomalii!) między najchłodniejszymi a najcieplejszymi regionami to jak na połowę miesiąca OLBRZYMIA dysproporcja.

    2. @lucas Wawa owe skrajnosci to glownie efejt kontrastu termicznego. Bo szczesliwie wszedzie pada tyle ze w Zielonej Gorze to glownie deszcz a w Bialymstoku glownie snieg. A warszawa, Krakow czy Katowice to maja wszystko I to w formie grochu z kapusta

  60. Tylko ważna uwaga… Jak już się skończy zima, to żeby mieszkańcy Zachodniej Polski nie pisali i nie narzekali tutaj że w Polsce nie było zimy, tzn. Śniegu i mrozu. Mówcie że na Zachód od linii Wisły nie było zimy, tymczasem na Wschód od linii Wisły zima byla i to solidna. Bo pogoda nawet pokazuje że Polska jest A i B.

    Tymczasem BG wdzięku mieć w końcu chyba już od 2 miesięcy wreszcie słonecznych kilka dni i… Suchych !! No ale i mroźnych… Tak swoją drogą ciekawe gdzie później pokieruje się też Wyż… Nad Skandynawię? Oby nie… Bo sprowadzi siarczyste mrozy.

    1. @Damiano

      Ja tam na brak “zimy” (w sensie śniegu i mrozu) nie będę narzekał. Obiecuję!

      Z tym, że do końca zimy daleko, a doświadczenie uczy, że często nad morzem dopiero w lutym jest śnieg, gdy już Bałtyk się wystarczająco na to ochłodzi.

  61. Nawiązując do wątku Budapeszt we Wrocławiu powiem że boli nie nadążanie prawa przepisów i norm.. za zmianami klimatycznymi – temperatura na 8 m głębokości gruntu 8C? głębokość przemarzania 1m? konstrukcyjne obciążenia dachowe? o opadach nawalnych już nie wspomnę … Taka mała działeczka meteo niewiedzy a ileż w skali kraju kosztuje i jakie zdziwienie budzi

  62. W tej chwili (a mamy dopiero połowę miesiąca) spadło już u mnie 53 mm opadu, co oznacza ok 180% normy. I wciąż pada! Grudzień też był b. mokry. Wczorajsze kilka cm śniegu przez noc zdążyło się stopić. U mnie w piwnicy już rano widziałem, że zaczyna wchodzić woda (3 dni temu też już były pierwsze tego symptomy). Naprawdę, wystarczy już tych opadów, czas najwyższy na przerwę! Jutro wg. ECMWF ma być u mnie 6 stopni, a od piątku stopniowe ochłodzenie.

    1. To u mnie 29mm od początku roku. Szału nie ma, ale bywało gorzej. Ze słońcem lepiej niż w grudniu, chociaż zeszły tydzień dał w kość.
      Opady głównie śniegu, deszczu większego to ja nie pamietam. Dziś u mnie pochmurno, ale drobniutka mżawka, można przejść spokojnie 1 km bez kurtki i nie zmoknac.

  63. Jeżeli w marcu/kwietniu tego roku mielibyśmy mieć taki przeskok termiczny jak przed rokiem to możemy mieć pierwsze od dłuższego czasu powodzie roztopowe na rzekach płynących od strony gór… Tym gorsze, im dalsza część zimy będzie mokra – także na wyżynach/nizinach.

    Podkreślmy: częste opady w porze chłodnej, a coraz bardziej nieregularne (z wydłużającymi okresami bezopadowymi) w porze ciepłej – nawet przy wartościach w skali roku zbliżonych do normy – bez wątpienia nie będą służyły poprawie sytuacji hydrologicznej w naszym (i nie tylko naszym) kraju.

    1. Heh odpukać, zima w marcu i lato w kwietniu to chyba największy koszmar z 2018, większy nawet od tej długiej fali upałów, czy drugiej dekady lipca a’la 1980.

      Co do sytuacji hydrologicznej, to dalej jest po prostu sucho, przynajmniej na Mazowszu. Teraz się można cieszyć, ale jak solidnie nie będzie padać na wiosnę, to może być naprawdę nieciekawie.

  64. Na TP pojawił się artykuł nt perepsktywy słonecznej części zimy już w wrtóce. Oczywiście wszystko wyjdzie w praniu, ale ja nie o tym. Pojawiło sie tam zdanie jakoby mówiące jakoby w listopadzie i grudniu mielibyśmy mieć najkrótsze dni. Jest to dosyć nieprecyzyjne bo dotyczy tylko grudnia w listopadzie średnio dzień jest dłuższy niż w styczniu.Przy wschodzie słońca dnia przybywa bardzo wolno i to jest główna przyczyna pomimo że przy zachodzie w styczniu dzień kończy się później w listopadzie

    1. Oni dość często wyrażają się mało adekwatnie (podobnie jak i w mediach).

      Ja zwrócę uwagę na inną ich “skuśkę”.
      Otóż jak w prognozach GFS (bo do innym modeli nie nawiązują) w terminie dalszym (z reguły 7+ dni) pojawiają się opcje cieplejsze, piszą tak jakby był to już pewnik. Natomiast gdy pojawiają się opcje chłodniejsze (obecnie mroźniejsze lub mroźno-śnieżne) to oceny poddają pod wątpliwość – jak np. dzisiaj:

      “(…) Co się stanie za tydzień? Tutaj prognozy nie są jeszcze jednoznaczne, ponieważ nie jest pewne, jak zachowa się wyż. Czy rozbuduje się, czy też osłabnie i wpuści mokre atlantyckie niże. Ten pierwszy scenariusz oznacza większe mrozy przy pogodnym niebie, a ten drugi taką aurę, jaką mamy obecnie, a więc łagodne oblicze zimy.”

      ->>> Oczywiście bardziej stosowne jest drugie podejście – tylko dlaczego robią to tak wybiórczo?
      Jednak nawet i w tym wypadku sprawę mocno upraszczają do dwóch zasadniczych opcji. A możemy mieć przecież i pośrednie, np. z przewagą opadów śniegu przy niewielkim mrozie lub jeszcze inne.
      Przynajmniej te wykresy:
      http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html
      … nie wskazują na to, abyśmy skazani byli tylko na opcje wyraźnie “syberyjskie” lub wyraźnie “atlantyckie” (jak sugerują).

  65. Sytuacja pogodowa na nizinach (Nowy Sącz) fatalna. wiekszość sniegu ktora się utrzymywała stopniała, zostały tylko śladowe ilości. temp +5 , jest brzydko, pełno wody błota i syfu. takie temperatury jeszcze mają trwać jutro wieć pewnie cały śnieg stopnieje. a wg prognoz od piątku ma sie rozbudowywać wyż z chłodnym-mrożnym powietrzem wiec super, jak sie wszystko stopi przyjdzie mróz. Nie cierpie czegoś takiego.

      1. Nisko położona mieścina jakieś 300 m.n.p.m już takie Zawiercie na Jurze jest średnio na 350 m.n.p.m i klimacik ma z pazurkiem. Czego jestem świadkiem przemieszczając się z niego w rejon Opola którego zimnoluby powinny unikać jak ognia. Jura w ogóle ma ciekawy klimat, temperatury niższe i opady większe .

        1. no masz racje, teoretycznie to nizny jednak gdy sie mieszka w takiej dziurze gdzie w okolo górki pagórki , wszystko wyzej to jest gołym okiem widoczny inny klimat. w zimie w szczególnosci to widac, gdzie temp tutaj na wzieniesiach i pagpórkach temp jest zwykle 1-3 stopnie nizsza to pod względem pokrywy śnieżnej robi duuuzą robote.

        2. Jednak niziny to zdecydowana przewaga obszarów poniżej 200 m.npm., a w 60-70% nawet poniżej 100 m.npm. No i pagórki co najwyżej do wysokości 100 m wys. względnej.
          Co do klimatu Jury – jak najbardziej słuszne spostrzeżenia.

          1. Poza tym istnieje jeszcze klasyfikacja fizyczno-geograficzna Polski. I jej twórca – Kondracki w grobie się przewraca, gdy czyta że Nowy Sącz to niziny ;) Bo jakby nie patrzeć, to jednak Karpaty są.

  66. Fajnie gdyby było -2 bezchmurnie i bezwietrznie, to jest coś! Ale znając życie Wyż będzie się coraz bardziej rozbudowywał i temperatury w dzień mogą później spadać do nawet -10 tak jak to było w ubiegłym roku w Lutym.. Tak więc jak to ma tak wyglądać to ja chyba wolę już te niże i temperatury +3

    Jaka jest szansa na to że Wyż osłabnie i wpuści Niże ?

    1. Póki co nie mamy się co obawiać silnego mrozu, a lekkiego i umiarkowanego – przynajmniej w zakresie z grubsza wiarygodnych prognoz (na razie do ok. 22-24.01).

      Natomiast to co napisałeś w ostatnim zdaniu oznaczałoby… coraz więcej rozlewisk na nizinach (słabe parowanie!), ryzyko okresowego oblodzenia (bo przy +3*C niemalże pewne są okresowe przymrozki) oraz coraz więcej śniegu w górach. Czy to coś aby na pewno pozytywnego?

  67. Pogodynka podaje w warunkach śniegowych, że we wsi Ochotnica Górna ( powiat nowotarski 620 m npm.) nasypało w ciągu doby pół metra śniegu! Trudno w to uwierzyć.

  68. Lucas… Tego śniegu już na Wschodzie i w górach starczy… W takim razie jak ma padać to wolę mróz.. ale żeby nie był duży.. ciekawe jak będzie po 22 Stycznia..

    1. Po 18.01 duże ilości śniegu będą już tylko w górach. Może jeszcze na Podlasiu średnie. Reszta kraju wejdzie w te dni mroźne z niewielką lub wręcz zerową pokrywą śnieżną.
      A teraz przydałoby się – przed mrozem – trochę (średnio z 5-10 cm) opadów śniegu, który kiedyś potem będzie się wolniej topił. A nie opady w postaci deszczu, który już teraz zasila koryta rzek, a przed mrozem ochrony nie stworzy. I to jest główny problem przed zbliżającymi się dniami mroźnymi (poza górami i miejscami NE).

  69. Ta odwilż wszystko psuje jak zwykle. Mamy mokrą zimę, w końcu od wielu lat pada sporo śniegu i co? I tuż przed dłuższym okresem z mrozem wbija się odwilż z opadami deszczu która zamienia wszystko w breje i ciape. Która za 2 dni zamarznie, tworząc szaro czarną skorupe. Niczemu innemu ta odwilż nie służy bo nie jest trwała ani nawet szczególnie silna. Można by ją wybaczyć jeśli w prognozie 8 dniowej nie było by mrozów tylko dalsza odwilż.

    Choć trochę śniegu u mnie powinno się ostac o ile już nie będzie więcej deszczu.

    1. Wyjątkowo irytująca pod tym względem jest tegoroczna zima. Ja miałem dzisiaj taki piękny sen że jechałem sobie w sobotę pociągiem po mojej trasie i widziałem pięknie ośnieżone krajobrazy z kilkucentymetrową warstwą śniegu. Obudziłem się i po kilku minutach niestety zdałem sobie sprawę, że nie będzie tak fajnie tylko pewnie suchy mróz ewentualnie coś pocukrzone. No chyba, że zdarzy się jakiś cud w okolicach Wwy a tak czasem bywało, że posypało konkretnie z jakiejś lokalnej chmury.

      1. najbardziej śnieżna pierwsza połowa zimy od 6 lat (na Mazowszu), a Ty jeszcze narzekasz. No nie mogę :)
        Rok temu o tej porze (16.01 wieczorem) to spadł tutaj dopiero po raz drugi śnieg, który utrzymał się dłużej niż jeden dzień… (wcześniej było 30.11-3.12)

        1. No i co z tego że najbardziej śnieżna skoro się nie utrzymuje a najczęściej tuż przed odwilżami. Mnie nie interesuje śnieg spadający z nieba tylko leżący na trawnikach i ziemi – nie musi go być nawet dużo byle się utrzymywał. Z tym jest niestety w tym roku wyjątkowy problem. A z porównaniem do zeszłego roku to jeszcze poczekajmy, poprzednie dwie zimy w swoich drugich połowach przynosiły dłuższe okresy z trwałą zimą w wydaniu i mroźnym i śnieżnym jednocześnie. Jak w tym roku będzie podobnie, moja oceny obecnej zimy na pewno wzrośnie.

          1. Przecież w Warszawie już była dwa dłuższe okresy z utrzymująca się pokrywą. Ponad tydzień w grudniu i 10 dni w styczniu. O tym mówię.

          2. Biorąc pod uwagę, że od połowy listopada z krótkimi przerwami mamy potencjał na pogodę zimową to nie jest zbyt wiele. Mniej więcej połowa okresy w którym mógłby leżeć śnieg, gdyby każdy czas z mrozem był śnieżny. A gdyby jeszcze nie padał deszcz w trakcie odwilży, to mógłby ten śnieg leżeć jeszcze dłużej bo w część dni odwilżowych. I teraz znowu przynajmniej kilka dni będzie zmarnowanych, jeśli chodzi o możliwości leżenia śniegu bo dzisiaj w Wwie owszem pada ale przy temperaturze inaczej (jakżeby inaczej). W latach 2009-2013 było zupełnie inaczej, wtedy okresy z samym mrozem a bez śniegu były czymś wyjątkowym, obecnie stały już się normą. Dlatego właśnie jestem rozczarowany. Nie dlatego, że nie ma śniegu w ogóle tylko dlatego, że możliwości są dużo większe a nie zostały wykorzystane, bo pada nie wtedy kiedy powinno i nie to co powinno.

          3. A swoją drogą zawyżyłeś liczbę dni śnieżnych w Warszawie. Na TP przed ostatnim weekendem podali, że w Wwie było 14 dni śnieżnych w tym sezonie, tak więc jeśli nawet dodać sobotę i niedzielę (potem już śniegu poza pozostałościami zasp nie widziałem) wychodzi, że tych dni było 16 a nie około 25. To jest wyraźna mniejszość dni z temperaturami zimowymi od połowy listopada.

          4. A gdzie napisałem ze 25? “Ponad tydzień w grudniu”+”10 dni w styczniu” to niecałe 20.

            Tak tu się zgodzę, ze dni bezśnieżnych i mroźnych było dużo. Rok temu w grudniu przy każdym ochłodzeniu pojawiał się śnieg, mimo ze topniał praktycznie od razu.
            Ale i tak dni mroźno-śnieżnych jest więcej niż w okresie zimowym do 17.01 w ostatnich 5 sezonach. Brakuje natomiast wyraźnego ciepła i ogółem słonecznej pogody.

          5. Tym razem ja się machnąłem w obliczeniach. Z tym ostatnim masz rację, chociaż mnie to nie martwi, bo nie lubię takiej pogody w miesiącach zimowych. Co innego gdzieś od połowy lutego, gdy już słońce konkretniej świeci.

    1. Arctic, a Judah Cohen, w swoim stylu- ma chyba nieco inne zdanie, ale akurat w tym względzie nie można mu w pełni ufać ;)

      1. @Łukasz

        Jakoś mnie to nie dziwi. Nawiasom mówiąc w Nature Climate Change jest świeży artykuł o wpływie ubytku lodu morskiego w Arktyce na zimowe ochłodzenie Eurazji:

        https://www.nature.com/articles/s41558-018-0379-3

        To w sumie to samo co głosi Cohen. On koncentruje się na jesiennych opadach śniegu na Syberii ale one anytykoreulują silnie z zasięgiem lodu morskiego latem (mniej lodu -> większe parowanie -> więcej śniegu), czyli jest to ten sam proces. Nie czytałem jeszcze ale jestem sceptyczny bo chociaż ten lód morski ma wpływ na zimowe NAO/AO o algorytmy predykcji zimowego NAO, oparte wyłącznie o zmienność lodu morskiego w Arktyce zawodzą co roku od kilku lat.

        1. Też jeszcze nie czytałem, jak wrócę z pracy, to się zapoznam ;) Oprócz indeksów, które wymieniłeś są jeszcze Dipol Arktyczny (DA) i Indeks Centralnej Arktyki (CAI). Te warianty też trzeba brać pod uwagę, wszak bazują one na różnicy ciśnień i tłumaczą prędkość lodu. Poza tym to, co dzieje się w Arktyce wyraźnie zaburza prąd strumieniowy, a wiadomo, że ten reguluje pogodę. Na 100% pewne jest więc jedno: DESTABILIZACJA. Dlatego zwykle sceptycznie podchodzę do głoszenia śmiałych tez, bo nie sztuką jest postawić “krzykliwe” stwierdzenie i dobrać do niego odpowiednie argumenty, żeby cały Internet miał pożywkę…

          1. @Łukasz

            DA jest dziełem Jimmy’ego Overlanda [1], który rozczarowany wysoką korelacja NAO i AO postanowił znaleźć jakiś nowy, indeks niezależny zarówno od AO/NAO (ktore utożsamiał) jak i PNA. To mu się udało, jednak mam wrażenie, że obecnie jest rzadko używany. Częściej już CAI, wprowadzony w 2012 roku przez Timo Vihmę. Jednak oba dość dobrze korelują się z wypychaniem lodu z Arktyki przez Cieśninę Fram, co przyznaje sam Vihma [3] (wśród innych autorów).

            Nie mogę się tu powstrzymać od osobistej uwagi. Znam osobiście zarówno Jimmy’ego jak i Timo, głównych autorów obu indeksów. Obaj sympatyczni ale są absolutnymi przeciwieństwami charakterologicznymi. Jimmy to jowialny Amerykanin z NOAA, którego specyficzną wymowę trudno zrozumieć, a powściągliwy w okazywaniu uczuć Fin Timo, kiedy się lekko uśmiechnie to wiemy, że doszedł do krańca swojej gamy uczuć 😁

            [1] Tak pamiętałem ale zdziwiłem się, ze wszyscy przypisują go w cytatach Wangowi albo Watanabe, jako pierwszym autorom dwóch prac z 2006 roku z Arctic Dipole w tytule. Jednak dobrze pamiętałem. Po prostu artykuł wprowadzający go nie miał nazwy indeksu go w tytule (jak się często zdarza z nowo wprowadzanymi pojęciami):
            Overland, J. E., and M. Wang (2005), The third Arctic climate pattern: 1930s and early 2000s, Geophys. Res. Lett., 32, L23808, http://doi.org/10.1029/2005GL024254.

            [2] Vihma, T., P. Tisler, and P. Uotila (2012), Atmospheric forcing on the drift of Arctic sea ice in 1989–2009, Geophys. Res. Lett., 39, L02501, https://doi.org/10.1029/2011GL050118.

            [3] Lei, R., Cheng, B., Heil, P., Vihma, T., Wang, J., Ji, Q., et al. (2018). Seasonal and interannual variations of sea ice mass balance from the Central Arctic to the Greenland Sea. Journal of Geophysical Research: Oceans, 123, https://doi.org/10.1002/2017JC01354

  70. Aktualnie pokrywa śnieżna wynosi u mnie jakieś 10-12 cm, więc w sumie do weekendu ostaną się pewnie jedynie jego resztki. Wczorajsza śnieżyca jednak omineła mnie o jakieś 10-20 km.

  71. 6 stopni w stolicy aktualnie, wow ;) chyba ostatnio tak ciepło 1.01 było u Was, co? :)
    u mnie +1, ale cieszę się, że aż takiego skoku jak w stolicy nie będzie…

    1. Maksymalnie było nieco ponad +5°C, teraz jest ok. +4,5°C. Jutro może być ciut cieplej, ale na tym na razie koniec…
      Odpowiem nieco przewrotnie: nie jest chyba ta zima aż taka kiepska, skoro Tmax nieco ponad +5°C robi aż takie wrażenie…:-)))

    1. masakra ile śniegu. W Nowym Sączu juz tylko śladowe ilości pozostały wiec pewnie jutro wszystko sie roztopi do reszty i zostanie sam syf. Pojechałem dzis do miejscowości Wysokie kilka km od Sącz, na wysokości 650m npm, chałdy śniegu po bokach drogi wysokie., na wysokosc srodka szyb w samochodzie jednak zauwazylem iz to bylo nawiane z pól na droge i odsnieżone . faktyczna pokrywa nie wydawała sie zbyta wysoka, obstawiam jakies 40-45 cm. miejscowosci nizej polozone jakies 15-20 cm, no a jak juz zjechałem w kotline sądecką to juz śmiech na sali :D Tutaj fajny filmik z Istebnej , Besikid śląski, https://www.youtube.com/watch?v=DDcDYLH6L4U

  72. Wedle aktualnych prognoz, w nocy z niedzieli na poniedziałek miałoby być bezchmurnie. Mam nadzieję, że to się utrzyma, bo w poniedziałek nad ranem jest całkowite zaćmienie księżyca.

  73. Turyście w górach się cieszą z ilości śniegu.. ale weźmy też pod uwagę ile trzeba się narobić przy takiej ilości śniegu.. Ile naodrzucać.. tam już przecież brakuje miejsc do jego “składowania”

  74. Zauważyłem w tym sezonie tutaj straszną promroźną propagandę i to nawet w wykonaniu ludzi, którzy normalnie nie przepadali za mrozami….
    Na szczęście żyjemy w klimacie umiarkowanym i odwilże też mogą się zdarzać zimą. I dobrze, bo trwały mróz przez dłużej niż 2 tygodnie, to by szło zwariować. Szkoda, że tak krótko to ciepło,też bym chciał dłużej. Ale fajnie, że jutro pojawią się znowu liczne rozpogodzenia na C Mazowszu, już trzeci (i nawet nie ostatni pewnie!) raz w tym tygodniu – w wersji “dłużej niż na chwilę”. Oby ta strefa niskich chmur (na szczęście i tak sucha), doszła jak najpóźniej i pozwoliła się nacieszyć tym darowanym dniem. Szkoda, że i tak w środku tygodnia :(
    Taka odwilż jak w tym tygodniu mi się bardzo podoba, bo przynosi dużo słońca, dzisiaj było ponuro, ale jeden taki dzień na tydzień (no może 2-3, jeśli wyż w weekend zgnije) to jednak jestem w stanie przeżyć, tym bardziej że za mocno nie padało, raczej kropidłem ksiądz kropił.
    Mimo, że jestem fanem ciepłej zimy, to mimo wszystko pozytywnie mnie nastrają prognozy także na dnia 19-22.01 z temperaturą za dnia około zera i słońcem… O ile wyż nie zgnije, to będziemy mieli całkiem znośny okres, z temperaturą de facto poniżej normy. Ogółem w styczniu wszystko się powoli odwraca na korzyść, po wielu ponurych dniach w listopadzie i grudniu. (listopad to największa ironia pogodowa, niemal rekordowo słoneczny, a połowa dni od świtu do zmierzchu pod grubą kołderką stratusów)

    1. Dalego obecnym odwilżom do naprawdę przyjemnych ciepłych zimą okresów. Ale OK – odwilże zimą są normalką. Podobnie jak i całodobowe mrozy również.
      Ja zawsze oceniam pogodę także przez pryzmat norm – a przez zdecydowaną część zimy, w większej części Polski, Tavg “powinna” wychodzić docelowo na poziomie -5/0°C. Natomiast przedział 0/+5°C “zarezerwowany” jest tylko dla najcieplejszych okresów (miesięcy, zim) i regionów. Im częściej będziemy (w uśrednieniu) w tym wyższym przedziale, tym oznacza to dalsze zmiany klimatyczne, a których to już samo źródło i specyfika powinny być powodem do niepokoju. Dotyczy to zresztą wszystkich pór roku, nie tylko zimy.
      Tak więc klimat przejściowy, umiarkowany – całkowita zgoda. Nie zapominajmy jednak o tej zasadniczej kwestii, a którą to nie powinny przysłaniać nam preferencje.

      A co do pogodności, w tym usłonecznienia, tu też pewna kwestia może niepokoić. Otóż przydałaby się zdecydowana poprawa – chociażby średnio o 25-50% względem wcześniejszych norm – ale przede wszystkim w porze chłodnej. Niestety obecne zmiany klimatyczne jeszcze bardziej zwiększają kontrasty w tym względzie między porą ciepłą i chłodną roku, a przez co trudniej się funkcjonuje (za duże skrajności typu “lampa+źarówa” vs. “ciemnica”).

      1. @kmroz: “odwilże też mogą się zdarzać zimą”
        > Nie tylko mogą, ale – powinny. Odwilże zimowe to bardzo charakterystyczna cecha polskiego klimatu. Zawsze nią była, nawet w Małej Epoce Lodowej.

        @Lucas: “Ja zawsze oceniam pogodę także przez pryzmat norm”
        > To dobrze. Bo jeszcze niedawno je lekceważyłeś, a słowo “norma” pisałeś w cudzysłowie.

      2. @lucas
        A ta lampa+żarówa to kiedy? Jakoś nie zauważyłem tego problemu u nas. O każdej porze roku raczej brakuje słońca.
        A co do zim, to patrząc po ostatnich 5 latach sytuacja się bardzo poprawiła, jeśli chodzi o usłonecznienie.

    2. Zauważ jeszcze, że apogeum pierwszej odwilży mieliśmy z niedzieli na poniedziałek (13/14.01), kiedy było w pełni pochmurnie i mokro. Sam poniedziałek 14.01 za dnia przynosił nam już ochłodzenie – i dopiero wówczas zaczęły pojawiać się przejaśnienia. Wtorek trudno zdefiniować – bo po części plusy, po części minusy. To był akurat najchłodniejszy dzień z tych cieplejszych w okresie 13-17.01. W oba dni, pomimo rozpogodzeń, dość mocno wiało i to był wiatr chłodny, obniżający temperaturę odczuwalną do poz. poniżej -5°C.

      A obecna faza odwilży? Wczoraj dzień pod znakiem topienia się śniegu – wieczorem jak wracałem to dookoła rozlewiska i cały czas ponuro. Wcześniej padała mżawka.
      Jedynie dzisiaj może na trochę się przejaśni, ale i wieczorem UM prognozuje mżawkę. Dopiero jutro coś się może ponownie przejaśniać, ale już po przejściu frontu chłodnego z niewielkimi opadami śniegu.

      Wniosek: odwilże tej zimy przynoszą może co najwyżej 10-20% takich przyjemnych chwil jak te naprawdę przyjemne zimami ciepłe okresy (z grudniem 2015 na czele, oczywiście poza jego pogodną, ale już i mroźną końcówką). Nie ma co bronić ich reputacji “na siłę” – przynajmniej odnośnie pogody na Mazowszu.

      1. No cóż, ja będę ich bronił, bo zapewniają chociaż trochę tej przyjemnej pogody. Mówienie jak to rzekomo “chłodne” były poniedziałek i wtorek tez jest niedorzeczne- były powyżej normy. Trochę tak jakby powiedzieć, ze wigilia 2015 (24.12) to był najdogodniejszy i najchłodniejszy dzień tygodnia. No, faktycznie tak było, ale i tak było bardzo ciepło w tym dniu! A zeszly tydzień z mrozami był niemal całkowicie pochmurny- tylko w poniedziałek i piątek pojawiło się trochę słońca.
        Nie chce się tu znowulicytować nad korelacją (bo jak dobrze wiemy, ona nie istnieje) ale skoro kto inny zaczyna….
        Jedyne na co narzekam w kontekście odwilży, to ze są słabe i krótkie i nie pozwalają się sobą nacieszyć. Niektórzy powiedzą, ze mogłoby ich nie być, skoro i tak są za krótkie by to miało sens. A ja się nie zgodzę. Dzisiejszego dnia z poprawą pogody nikt mi nie odbierze. Wiadomo, ze tych ładnych dni jest dużo mniej niż poprzedniej zimy, ale czy to znaczy, ze lepiej by ich Wgl nie było? :o
        A co do “chlapy”- jak porównuje stan “zalania” do innych sezonów, to wciąż jest suchutko. Ani razu w tym sezonie nie musiałem zakładać zimowych butów (tzn ciagle pantofle) , gorzej było już jak był śnieg pod tym względem. Rok temu to faktycznie każdy okres >0 był bardzo trudny z powodu wszechobecnych kałuż i rozlewisk. Mimo, ze było często przy tym ładnie, to poruszanie się po “dzikich” terenach było utrudnione. Teraz jest naprawdę sucho, ledwo kałuże są.

        1. Jak wysiadałem w poniedziałek rano przy jednej z warszawskich stacji metra nie mogłem normalnie przejść przez dobrych kilkadziesiąt km jeszcze “starej daty” chodnika – albo kałuże, albo błoto…

          1. No ja porządnego błota to jeszcze tej zimy nie widziałem… Kałuże po opadach się oczywiście pojawiają, ale jest ich malutko jak na tę porę roku. Rok temu o tej porze całe pole w okolicy było zalane (w dużej mierze zamarznięta woda), teraz nie ma tam śladu wody. Nie ma nawet porównania. W sezonach 2016/17 i o dziwo 2015/16 też było dużo gorzej niż teraz. 2014/15 fenomenalnie wyglądał pod tym względem do 20.12, potem zrobiło się skrajnie wilgotno.

      2. Przecież ja nie napisałem, że poniedziałek i wtorek były dosłownie chłodne – lecz, że były tylko po części odwilżowe (a po części mroźne) i to jeszcze z umiarkowanym/silniejszym CHŁODNYM wiatrem. Trudno je uznać za w pełni ciepłe i przyjemne zimowe dni. Przyniosły jednak przejaśnienia/rozpogodzenia i to też w nich oceniam najlepiej.

        W sumie z obecnego ocieplenia najlepiej oceniam dzisiejsze czwartkowe przedpołudnie (mowa o C Mazowszu). Jednakże i teraz czas spokojniejszej, nieco pogodniejszej i powiedzmy umiarkowanie ciepłej (jak na styczeń) aury jest mocno limitowany. Już od W nadciągają coraz grubsze ławice chmur oznaczające kolejną zmianę (trochę opadów i docelowe ochłodzenie).

        1. “Jednakże i teraz czas spokojniejszej, nieco pogodniejszej i powiedzmy umiarkowanie ciepłej (jak na styczeń) aury jest mocno limitowany. ”
          Z tym niestety się ciężko nie zgodzić.

    3. Nie promroźna tylko prośnieżna. Mogę Cię zapewnić że jak przyjdzie teraz suchy mróz bez śniegu będą go równie mocno hejtował jak obecną a nawet bardziej, bo jak nie ma śniegu to wolę jak jest zimą cieplej.

      1. A jeszcze najgorszy to mróz bez śniegu (lub z symboliczną pokrywą) wespół ze stratusami i lodowatym wiatrem. Gdyby o to głównie miało chodzić w bardziej “zimowej zimie” to odsetek za nią przepadających byłby zapewne jeszcze mniejszy, niż za pseudo-ciepłem 0/+5*C przy wilgotnej/pochmurnej aurze (jak sądzę)….

        1. To opisane w pierwszym zdaniu to już jest mocno wisielczy typ pogody. Taki w sam raz do kostnicy. Ale kmroz pewnie go lubi, bo nie ma znienawidzonego przez niego śniegu. A to widzę, że podstawa jego pozytywnych ocen pogody zimą.

          1. Nie, nie lubi. Dla mnie temperatura najistotniejsza. Obecność śniegu jest dla mnie bez znaczenia, a opad nawet lubię.

  75. Pytanie: dlaczego w tej chwili na mapkach miesięcznych średnia anomalia stycznia wynosi 1,08 stopnia, a średnia 2019 1,07? Przecież powinny być identyczne, i do wczoraj były.

    1. Na ponad 95% znacznie wyraźniejsze niż dotychczasowe tej zimy. Jednak wiele kwestii z tym związanych dopiero okaże się “w praniu”…

  76. Dzisiaj apogeum odwilży i zarazem cieplejszego okresu 12-18.01. Wespół z nieprzyjemnym pogodowo dniem Nowego Roku dzisiejszy dzień może okazać się z najwyższą Tavg w skali całego stycznia. Z drugiej strony i tak w zdecydowanej części Polski (jeżeli nie wszędzie) Tmax nie przekroczy +10*C. Podobnie jak i w grudniu, teraz tym bardziej daleko (w sensie skali anomalii oraz czasu trwania) do naprawdę ciepłych okresów jakie możemy mieć zimą – jak chociażby nawet w okresie Świąt BN pod koniec 2017 r.

    A obecnie, podczas wyraźniejszego zwyżkowania termicznego, na uwagę zasługuje także S kraju (a nie tylko W), w tym zwłaszcza góry. Aktualnie nawet Zakopane notuje ok. +8*C i przynajmniej z bardziej popularnych miejsc na mapie pogodowej Polski jest tam… najcieplej (!). Musiał pojawić się choć lekki efekt fenowy i/lub inwersja, bo inaczej nie byłoby tam aż tak ciepło – względem chociażby Krakowa, czy Katowic, gdzie notujemy obecnie ok. +5/+6*C. Odwilż dotarła nawet na Podlasie, gdzie obecnie ok. +3*C.

    Zważywszy na większe ilości śniegu niezłą chlapę muszą mieć dzisiaj na S/SE/NE kraju. A w górach (zarówno Karpatach, jak i Sudetach) śnieg zrobił się zapewne bardzo ciężki, ze wszelkimi tego negatywnymi konsekwencjami.

    Jutro to wszystko zacznie ponownie ścinać lód – w tym wodę roztopową oraz po opadach deszczu. Zacznie się robić “szklanka” + zlodowaciała szreń. Natomiast w części Polski, gdzie obecnie (niemalże) nie ma śniegu grunt zacznie być jeszcze silniej wymrażany, bo docelowo zapewne (w III dekadzie stycznia) doświadczymy dwucyfrowych minusów, przynajmniej nocą i w chłodniejszych regionach. Na razie fala mrozu wygląda na umiarkowaną, choć z czasem nie można wykluczyć, że będzie silniejsza/trwalsza (to się dopiero okaże). Poza tym, modele nie wykluczają, że między mroźnymi wałami wyżowymi z czasem mogą zacząć pojawiać się strefy z opadami głównie lub wręcz samego śniegu. Choć w jakim stopniu się to wszystko sprawdzi jeszcze nie wiadomo – poza samym faktem, że najbardziej mroźny okres tej zimy dopiero przed nami.

    Problemem tej zimy jest to, że odwilże są krótkotrwałe i rzadko przynoszą aurę suchą/pogodniejszą. Z kolei największe opady śniegu notujemy przed odwilżami, a nie przed falami mrozu. Na to jednak, podobnie jak i w ogóle pogodę, jako jednostki wpływu nie mamy (bo jako gatunek już tak…) – paradoksalnie na szczęście…

  77. Dzisiaj u mnie pierwszy ładny i ciepły dzień od…kuźwa, nie pamiętam od kiedy!! Chyba od połowy listopada. Bo odkąd się zrobiło zimno w połowie listopada to wszystkie względnie ciepłe dni (takie po 7,8 stopni, to najcieplejsze jakie były) były z aurą wisielcza. Lało wiało i słońca też nie było. A nie sorry na początku jedna sobota grudnia była słoneczna i chyba 8 w dzień.

    Ta zima to coś okropnego jeśli chodzi o uslonecznienie. Grudzień miał rekordowe zachmurzenie frakcyjne. Śmiało może walczyć z zimą 2012/3. Tamta zima miała aż 2 miesiące ciągłych chmur, teraz ten okres będzie trochę krótszy. Ale tamta zima miała też więcej opadów śniegu i jasnych dni z dużą pokrywa. Ta miała bardzo dużo grobowych, bez słońca i śniegu. Teraz w końcu jakiś dłuższy okres bez wiecznych chmur będzie.

    1. Dzisiaj Polska południowa miała naprawdę piękny,darowany dzień, jak patrzyłem na kamerki online z Krakowa i Sandomierza to się naprawdę ciepło na serduszku zrobiło. Do tego w Krakowie 7 stopni, coś pięknego.
      U mnie zgodnie z prognozą UM od 11:00 nasunęły się niestety ciemne, niskie chmur (Stratocumulus, Stratus), wcześniej było trochę słońca. Niestety mniej niż w poniedziałek i wtorek.
      Tak zwykle było zimą, że to południe najbardziej się cieszyło z dobrej pogody, tak było w poprzednich sezonach co roku, tylko w tym coś się od połowy listopada przynajmniej odwróciło….. Dziwny ten sezon zimowy.
      A co przed nami? Chyba rzeczywiście czeka nas sporo słońca, ma szansę się pojawiać codziennie, i to na dłużej niż “chwilowe przejaśnienia”. I na szczęście przynajmniej do 20-21.01 zimno nie będzie, a potem…. pewnie zimniej.

      1. eh, ten dzień z pewnością jest niezwykły dla mnie jako Krakusa- ale pewnie za długo jasnym niebem się nie nacieszę, bo za tydzień pewnie będą śnieżyce na południu Polski- jak sobie pomyślę, co u mnie będzie za kilka dni, to chce mi się płakać- Kraków już przekracza normę co do opadów dla stycznia, a na spokój się nie zapowiada :'(

      2. eh, ten dzień z pewnością jest niezwykły dla mnie jako Krakusa- ale pewnie za długo pogodnym niebem się nie nacieszę, bo za tydzień pewnie będą śnieżyce na południu Polski- jak sobie pomyślę, co u mnie będzie się działo za kilka dni, to chce mi się płakać- Kraków już przekracza normę co do opadów dla stycznia, a na spokój się nie zapowiada- nie mówię o górach, bo tam zimowo musi być, ale dlaczego miasto i okoliczne wsie ma zasypać (tu sobie niestety na nartach nikt nie pojeździ- brak stoku)- można mieć dość, jak się lubi ciepłe zimy- ja już mam dość takiej przeplatanki- zimno/ciepło+opady i może ze mną jest coś nie tak, ale z 2 złego już wolę ewidentnie SAME mroźne, suche wyże (może jest nudno i zimno, ale przynajmniej niebo przeważnie jasne), tylko co z tego, jak pewnie i to nie będzie mi dane :'(

          1. @kmroz

            Ja nie narzekam w pogodzie na nudę. Logicznie rzecz biorąc najnudniejsza pogoda jaka miałem w życiu to południowa Kalifornia. Oprócz zimy nie padało tam właściwie wcale. Ciągle tylko słońce i słońce. I bryza znad oceanu. A jednak była to pogoda, do której do dziś tęsknię.

          2. Ja w kwietniu 2009 czy lipcu 2006 też na nudę nie narzekalem. A przecież jakby na to spojrzeć to były to wyjątkowo nudne w pogodzie miesiące.

            Co innego taka nuda a co innego taka jak np luty-marzec 2016 albo większość zimy 2012/3. Jak paskudna pogoda się przeciąga w czasie na tygodnie i miesiące to każdy się zagotuje ze złości.

      3. Na szerokości geograficznej 52-53* dobrą pogodę w kwestii temp. i usłonecznienia zimą mają tylko Wlk. Brytania i Anglia. Gdyby połączyć tamtejsze zimy z naszym IV-X 2018 powstałby klimat rodem z Przedkaukazia.

        1. Zimy faktycznie mają w miarę. Mało mrozów i relatywnie dużo słońca, znacznie więcej niz w Polsce. Ale niestety lato jest tam do kitu. Nie patrz na Londyn bo to potężna wyspa ciepła. Weź byle jaką stacje z 50 km od Londynu i się okaże że tam latem jest tavg rzędu 16 stopni i kupa chmur.

          Latem fajnie jest na Bałkanach albo właśnie pod Kaukazem ale na południu, w rejonie jeziora Baskunczak. Średnie tmaxy latem to ok 33 stopnie, niestety zimą minus 10.

          1. @alewis27
            Lata do kitu? OK, ale z perspektywy mieszkańca południowej Europy. Ale nie z perspektywy mieszkańca Polski , za wyjątkiem może Wrocławia i kilku innych najcieplejszych miast/obszarów latem (na pewno nie Katowic).

            Średnia czerwiec – sierpień 1981-2010 to 16-17c na dużym obszarze południowej części wyspy. Ponad 17c tylko mają okolice Londynu.
            Czyli Londyn w przybliżeniu ma lato jak np. Lublin ze średnią 17.3c

            A najcieplejsze latem obszary Anglii są w przybliżeniu tak ciepłe jak Polska północna. Katowice mają 17.7c więc tak daleko nie odbiegają latem od klimatu Anglii.

            Resko 16.9
            Białystok 16.9
            Olsztyn 16.9
            Radostowo 16.8
            Lidzbark Warmiński 16.8
            Olecko 16.8
            Biebrza 16.8
            Olewin 16.7
            Szczytno 16.7
            Wierzchowo 16.7
            Hel 16.7
            Kołobrzeg 16.7
            Gołdap 16.7
            Koszalin 16.6
            Chojnice 16.6
            Darłowo 16.6
            Łeba 16.6
            Suwałki 16.5
            Lębork 16.5
            Maków Podhalański 16.5
            Ustka 16.4
            Szczawno Zdrój 16.4
            Kłodzko 16.4
            Miastko 16.4
            Jelenia Góra 16.2
            Kościerzyna 16.1
            Rozewie 16.0

            Jeżeli chodzi o usłonecznienie. Od 560 do 640 godzin latem ma na dużych obszarach południowej części wyspy. Katowice 659, Wrocław 700 godzin.

          2. Mocno naciągasz ten klimat Anglii. Już kiedyś tłumaczyłem, że różnica 1 stopień to różnica gigantyczna. 17 stopni dla lat 1981-2010 mają tylko okolice Londynu, przeciętna dla południowych obszarów UK to 16.0, a dla “Dystryktu S i SE” to 16.3:
            https://www.metoffice.gov.uk/climate/uk/about/regions-map
            https://www.metoffice.gov.uk/climate/uk/about/districts-map

            Dystrykt East-England ma przeciętną temperaturę lata 16.4. I teraz przełączamy się na Polskę, dokładnie tak samo liczoną (tx+tn)/2

            Toruń: 17.9
            Koszalin: 16.7
            Szczecin: 17.8
            Łeba: 16.2
            Suwałki: 16.5
            Kraków-Obserwatorium: 19.0
            Wrocław: 18.2

            W istocie, tylko sam pas wybrzeża ma przeciętne temperatury nieco niższe, niż najcieplejsze regiony UK. A jeśli chcemy koniecznie jako reprezentatywny brać region Londynu, który jest pod ścisłym wpływem UHI, to bierzmy dla porównania tak samo ogarniętą tym wpływem stację Kraków-Obserwatorium.

            Pisanie, że ok. 1 stopień to mało w przypadku średnich lata to w ogóle jakieś kuriozum. To połowa drogi do rekordu.

          3. A tu masz rozkład różnicy pomiędzy średnią najcieplejszego regionu w UK (16.4), a Polską:

            asd

            I proszę, nie udawaj, że klimat Londynu to klimat Anglii, bo to zwyczajnie nieprawda. My w Polsce nie mamy aglomeracji zbliżonej do londyńskiej, ale gdybyśmy mieli, to w niej średnia temperatura lata zbliżałaby się do 19.5, a nawet więcej stopni – wystarczy popatrzeć na to, co pokazuje stacja Kraków-Obserwatorium.

            Więc z tym porównaniem z Londynem zgodzę się tylko pod warunkiem, że uznasz, że stacja Kraków-Obserwatorium jest reprezentatywna dla klimatu Polski.

            Tak więc ta teza:

            Katowice mają 17.7c więc tak daleko nie odbiegają latem od klimatu Anglii.

            To chyba jakiś żart.

          4. Lato 2013 spędziłem koło Belfastu i niemal cały czas było około 30 stopni i słońce. Dopiero w połowie sierpnia była wielka ulewa i się ochłodziło. U nas było chyba podobnie, ale tam bardziej wieje, a zimą było bardzo nieprzyjemnie, wietrznie i zimno podczas, gdy w Polsce przywitało mnie 10 stopni ciepła i deszcze.

          5. @admin
            Jeżeli podajesz średnią obszarową dla regionów Anglii to podaj też średnią obszarową dla poszczególnych regionów Polski. Popatrzymy jak to wygląda.

            Pisanie z pozycji Polski ( a konkretnie Katowic) o tym, że Anglia ma beznadziejne lata jest mimo wszystko dla mnie śmieszne. To tak samo jakby mieszańcy zachodniej części Norwegii pisali o beznadziejnym lecie w Irlandii, Islandii albo odwrotnie, udowadniając przy tym, że 1c to gigantyczna różnica. Można tak pisać jak się mieszka na południu Europy. Chociażby w tytułowym Budapeszcie. Bo różnica w temperaturze lata jest z pewnością większa pomiędzy Polską a Węgrami aniżeli Polską a Anglią.

            Chodzi o to, że wyspy mają klimat zróżnicowany i nie wszędzie jest tak samo źle jak myśli np. @alewis27. Na wschodzie jest dużo lepsza pogoda jak na zachodzie. Londyn może i jest trochę podgrzany MWC, ale nie za wszystko odpowiada MWC. Sumy opadu, usłonecznienie są wyraźnie bardziej korzystne w części południowo wschodniej. Bardziej chodzi o cień opadowy. Nie bez powodu właśnie tam powstał Londyn.

            Osobiście chętnie przyjąłbym klimat południowej Anglii. Lepiej mieć zimą o 6c cieplej nawet kosztem tego lata chłodniejszego o 1-2c. Skoro 1c to różnica gigantyczna to nie chce sobie wyobrażać 6-9 stopniowej różnicy zimą.

          6. Dostałeś mapę różnic temperatury na podstawie wszystkich dostępnych stacji. Nie trudno sobie wyliczyć na tej podstawie średnią obszarową.

            Bo różnica w temperaturze lata jest z pewnością większa pomiędzy Polską a Węgrami aniżeli Polską a Anglią.

            Używając Twoich metod wcale nie:
            Średnia temperatura lata w Budapeszcie to 21.1, Kraków-Obserwatorium: 19.0, różnica 2.1.
            Średnia temperatura lata w Londynie: 17.4, Kraków Obserwatorium: 19.0, różnica 1.6.

            Porównanie z dupy? Owszem, podobnie jak Twoje.

            udowadniając przy tym, że 1c to gigantyczna różnica.

            Bo to jest gigantyczna różnica. Popatrz, połowa różnicy między Krakowem a Budapesztem.

            Londyn może i jest trochę podgrzany MWC, ale nie za wszystko odpowiada MWC

            Mhm. Z danych wynika, że MWC podwyższa tam o ok. 1.0 st. C. Patrz różnice Heathrow-Wisley.

            P.S.
            Katowice mają o ok. 1 st. C cieplejsze lato od najcieplejszego regionu UK. Tylko sam Londyn ma zbliżone. A usłonecznienie mają chyba wyższe, niż dowolna stacja w UK.

            asd

            Tylko same południowe krańce wyspy mają > 600 godzin. Katowice, które wcale do najsłoneczniejszych nie należą: 654.9h. Wrocław: 699.4, Poznań: 724.5h. Krótko mówiąc, najsłoneczniejsze regiony UK mają usłonecznienie równe najmniej słonecznym regionom Polski. 100 godzin to sporo – mniej więcej 6-7 całkowicie bezchmurnych dni.

          7. @admin
            Nigdzie nie udowadniam, że Londyn to klimat Anglii. Właśnie chce pokazać, że klimat Irlandii to nie cała Anglia.
            To teraz taka samą mapkę poproszę dla Węgier. Żeby było w temacie wątku.

          8. Nigdzie nie udowadniam, że Londyn to klimat Anglii.

            Piszesz:
            “Katowice mają 17.7c więc tak daleko nie odbiegają latem od klimatu Anglii. ”

            Otóż owszem, odbiegają. Jeśli piszesz o klimacie Anglii, to daruj sobie ten nieszczęsny Londyn, bo zacznę używać Kraków-Obserwatorium jako stacji odniesienia. Katowice mają średnią 17.7, a NAJCIEPLEJSZY obszar UK ma przeciętną 16.4. Nawet leżące w granicach aglomeracji Londynu Wisley ma 16.8, ale to już nie jest ścisłe city.

            Po co mam pokazywać mapę Węgier, czy ktoś się upiera, że Węgry mają zbliżony klimat do Polski?

          9. A 1 stopień w przypadku lata, to niewiele mniej, niż wynosi różnica między latem 1961-1990 a 1991-2017 w Polsce. Mówiąc, że to niewiele, jednocześnie twierdzisz, że lato w Polsce się niewiele ociepliło w stosunku do 1961-1990.
            asd

          10. @admin
            No jak nie skoro Kraków obserwatorium ma do Budapesztu 2.1, a do Londynu 1.6c. A gdzie inne polskie stacje porównywać. 2.1c to dopiero różnica gigantyczna na tak małej odległości a ciągle próbujesz udowodnić, że Polska ma już klimat Węgier z okresu 51-80 a nie ma i długo mieć nie będzie. No chyba, że na 11 letnie średnie ruchome będziemy patrzeć. Bo porównując 30 lecie do 30 lecia , wciąż nie mamy klimatu Budapesztu nawet w przegrzanym Wrocławiu.

          11. Podobno 1.0 stopnia, to niewiele, więc tym bardziej niewiele jest 0.5 stopnia. Bądź uczciwy w swoich tezach, jakkolwiek irracjonalne by nie były. Albo 1.0 to dużo, albo nie. Jeśli nie, to 0.5 również nie jest wielką różnicą. To chyba jasne, czy nie bardzo?

            Nawiasem mówiąc we wpisie porównane zostały średnie roczne, z wyraźnym zaznaczeniem, że w porze ciepłej jest inaczej, nie konfabuluj.

          12. 30 letnie średnie roczne Wrocławia 1981-2010 lub 1991-2018 też nie leżą koło średnich z Budapesztu 1951-1980.

          13. Różnica ta wynosi 0.6 stopnia, tym samym przyznajesz, że lato w UK jest znacznie chłodniejsze i “nawet nie leży” koło średnich z Polski tam, gdzie przebiega izoanomala 0.6K na poniższej mapie.

            No, powiedzmy 1.0, jako że to lato, nie rok.

          14. @admin
            0.6 to różnica porównując do okresu1991-2018. Okres jeszcze się nie skończył. Wystarczy, że nadchodzące lata będą chłodniejsze i średnia jeszcze spadnie. W okresie 1981-2010 Wrocław ma średnią 9.0c podczas gdy Budapeszt w okresie1951-1980 miał średnią 10.24c. Widzę tu ok 1.2c różnicy. Co jest podobno różnicą gigantyczną.

          15. @admin
            Dobrze, przyznaje się do błędu w tym zdaniu na samym końcu.
            “A najcieplejsze latem obszary Anglii są w przybliżeniu tak ciepłe jak Polska północna. Katowice mają 17.7c więc tak daleko nie odbiegają latem od klimatu Anglii.”

            Zamiast Anglii powinno być Londyn w ostatnim zdaniu. A co napiszesz o 4 miesięcznym okresie letnim. To też dotyczy tylko Londynu?
            Na mapkach widać, że obszary z t>15c we wrześniu to nie tylko Londyn. Nie ma ich dużo ,ale są . W Polsce nie ma wcale czwartego miesiąca lata.

          16. Wystarczy, że nadchodzące lata będą chłodniejsze i średnia jeszcze spadnie

            Nie konfabuluj bo mnie wkurzysz. Nie piszesz, co będzie jeśli, tylko piszesz wyraźnie:
            “30 letnie średnie roczne Wrocławia 1981-2010 lub 1991-2018 też nie leżą koło średnich z Budapesztu 1951-1980.”
            I do tego się odnoś. Ta różnica wynosi 0.6. Najwyraźniej to dla Ciebie bardzo dużo. Dziwnym trafem nagle 1.0 to dla Ciebie bardzo mało, jeśli Ci to wygodne i pasuje do tezy.

            W okresie 1981-2010

            Jeszcze raz, zaznaczę Ci, co napisałeś. Następnym razem Ci to narysuję.
            “30 letnie średnie roczne Wrocławia 1981-2010 lub 1991-2018 też nie leżą koło średnich z Budapesztu 1951-1980.”

            Zamiast Anglii powinno być Londyn w ostatnim zdaniu.

            Tak właśnie powinno być. Z zaznaczeniem, że cały Londyn to olbrzymie UHI.

            A co napiszesz o 4 miesięcznym okresie letnim. To też dotyczy tylko Londynu?

            A co napiszesz o maju?

          17. Która polska stacja ma 15c w maju? Opole zbliża się. Pisałem o tym niżej.
            Wracając do tego 1 stopnia różnicy. W pewnych warunkach jest to dużo w innych malo. 1c różnicy to jest zbyt malo aby pisać ze dane miejsce ma lato beznadziejne a drugie spoko. Gdzieś w Irlandii ze średnią lata 14c mozemy porównać do Szkocji ze średnią 12c. 2c to gigantyczna różnica jak piszesz jednak w jednym i drugim przypadku lato będzie beznadziejne. To wszystko.

          18. A co to ma do rzeczy, czy ma 15 stopni, czy nie. Tak czy siak maj jest w Polsce przeciętnie cieplejszy, niż w UK, a wrzesień chłodniejszy. Przewaga Polski pojawia się od okolic 15-20 kwietnia i trwa do ok. 5-10 września. I szczerze wolę to, niż przewagę UK w miesiącach jesienno-zimowych.

            Wracając do tego 1 stopnia różnicy. W pewnych warunkach jest to dużo w innych malo.

            W przypadku średnich sezonowych i do tego obszarowych to strasznie dużo. Znaczny obszar południowej Anglii ma zresztą średnie lata niższe od 16.5, a średnie wyższe są tylko w niektórych miejscach:

            asd

            Średnia obszarowa tego centralnego, najcieplejszego obszaru (1.5W – 1.5E, 50.6N – 52.6N) to 16.46. Dla porównania Polska:

            asd

            Uczciwie również wycinamy najcieplejszy fragment (14.9E – 23.5E, 51N-53.5N) i wychodzi nam średnia obszarowa 17.64 – różnica wynosi więc ok 1.2 stopnia.

          19. Tutaj masz obszar, gdzie temperatura lata przekracza wartość najcieplejszego punktu gridu z UK (17.7):

            1

            Tutaj masz obszar, gdzie temperatura lata przekracza wartość 16.46 – średniej dla najcieplejszego obszaru UK.

            1

            Tutaj zaznaczone o ile jest przekroczona wartość 16.46.

            1

          20. Należy też dodać, że wg scenariuszy zmian klimatu ta różnica ma się pogłębiać. Obserwujemy to już obecnie: Okres wieloletni 1991-2018 jest w HadCET zaledwie o 0.1 stopnia cieplejszy od 1981-2010 (JJA), a w Poltemp aż o 0.55 stopnia cieplejszy. Klimatem UK mocno rządzi Atlantyk i (przynajmniej początkowo) zmiany AMO, czy ochłodzenie Atlantyku północnego mogą mieć tu kluczowe znaczenie.

            Poniżej: 11. letnie średnie anomalie (ref. 1981-2010) HadCET i Poltemp.

            HadCET Poltemp
            1961 -0,53 -0,29
            1962 -0,58 -0,53
            1963 -0,66 -0,44
            1964 -0,68 -0,46
            1965 -0,64 -0,59
            1966 -0,78 -0,59
            1967 -0,66 -0,50
            1968 -0,71 -0,50
            1969 -0,67 -0,46
            1970 -0,73 -0,58
            1971 -0,77 -0,52
            1972 -0,85 -0,44
            1973 -0,74 -0,31
            1974 -0,74 -0,52
            1975 -0,58 -0,53
            1976 -0,28 -0,50
            1977 -0,34 -0,58
            1978 -0,43 -0,75
            1979 -0,43 -0,81
            1980 -0,51 -0,92
            1981 -0,60 -0,93
            1982 -0,51 -0,91
            1983 -0,25 -0,89
            1984 -0,18 -1,00
            1985 -0,21 -0,96
            1986 -0,40 -1,04
            1987 -0,68 -1,05
            1988 -0,65 -0,96
            1989 -0,47 -0,84
            1990 -0,36 -0,83
            1991 -0,30 -0,71
            1992 -0,23 -0,48
            1993 -0,31 -0,62
            1994 -0,40 -0,57
            1995 -0,30 -0,36
            1996 -0,18 -0,31
            1997 -0,02 -0,23
            1998 0,02 -0,14
            1999 0,12 -0,07
            2000 0,05 -0,05
            2001 0,05 0,04
            2002 0,07 0,22
            2003 0,22 0,16
            2004 0,34 0,28
            2005 0,34 0,20
            2006 0,33 0,27
            2007 0,28 0,43
            2008 0,17 0,48
            2009 0,23 0,54
            2010 0,23 0,62
            2011 0,14 0,72
            2012 0,06 0,76
            2013 0,10 0,69
            2014 -0,03 0,63
            2015 -0,11 0,80
            2016 -0,10 0,89
            2017 -0,20 0,83
            2018 -0,01 0,94

          1. @RadomirW
            Jest zasadnicza różnica pomiędzy Anglią a Wielką Brytanią. Chociażby taka, że w skład Wielkiej Brytanii wchodzą Anglia, Szkocja, Walia, Irlandia Północna. I pisząc tutaj o klimacie Anglii mam namyśli właśnie Anglię a nie Szkocję , Irlandię czy Walię gdzie lato faktycznie jest dużo gorsze od polskiego.

          2. @Marcin D
            W Anglii lato DUŻO GORĘTSZE niż w Polsce?
            I czy mówimy o całej Anglii. czy tylko Londynie – bo to też różnica…

          3. @Lucas wawa
            Nigdzie nie pisałem, że angielskie lata są gorętsze od polskich. Poczytaj dokładnie post wyżej. Użyłem wyrazu gorsze. Choć faktycznie rekord tmax Anglii jest nieosiągalny dla dużej części Polski. I dodam, że nie ma on nic wspólnego z wyspą ciepła. 10 sierpnia 2003 38.5c Faversham (Kent)

            Ale warto zaznaczyć, że są obszary w Anglii, które mogą pochwalić się 4 miesięcznym okresem ze średnią temperaturą powyżej 15c (termiczne lato). Czerwiec, Lipiec, Sierpień, Wrzesień (1981-2010). I nie chodzi tylko o sam Londyn. Obszar na wschód od Londynu oraz południowe wybrzeże mają naprawdę dobry klimat. Suma roczna usłonecznienia przekracza 1600 godzin, opady poniżej 600mm, liczba dni z opadem poniżej 110, a wiatr dużo słabszy jak na zachodnich krańcach wyspy.

            W Polsce z tego co widzę nie mamy 4 miesięcy letnich. Choć niewiele brakuje bo maj w cieplejszych regionach kraju zbliża się do 14.5c. A nad morzem wrzesień.

            Opole jest chyba najbliżej w Polsce 5 miesięcznego okresu letniego. Zarówno maj jak i wrzesień zbliżają się do 14.5c. Jeżeli klimat nadal będzie się ocieplał to będziemy mieć 5 miesięcy lata w południowej Polsce.
            @Finrod

            Belfast to nie Anglia a Irlandia Północna. I tam faktycznie jest kiepsko. Cała Irlandia, Szkocja, Walia czy nawet zachodnia Anglia to zupełnie inna bajka jak część południowo-wschodnia.

            Zakładka Averages maps
            https://www.metoffice.gov.uk/public/weather/climate

    2. W Toruniu po południu też zrobiło się w miarę przyjemnie. Zaczęło się przejaśniać i odczuwalnie było nawet ciepło. Ten pierwszy wyż może przynieść stratusy ze względu na dosyć wysoką wilgotność względną, ten drugi powinien przynieść lampę ale i jednocześnie będzie mroźno.

  78. Mnie osobiście też ciekawi na ile to chłodzenie będzie silne i czy to będzie wstęp do zimnego lutego i też marca? Tego nie wie chyba nikt ale niczego nie można wykluczyć. Po cichu liczę na normalność przez kilka lat chociaż bo tempo ocieplenia naszego klimatu przeraża i mam nadzieję na nie tyle co chlodny rok ale żeby był po prostu w granicach normy. Jeśli musi być ciepły niech będzie ale maxx 0,5 st od normy nie wiecej.

  79. U mnie apogeum odwilźy było wczoraj gdzie wszystko płynęło razem z padającym deszczem przy temp.4 st.Dziś cały dzień pochmurny z umiarkowanym wiatrem i tylko 1 st ciepła.Śnieg dziś praktycznie nie topnieje,dodatkowo ten wiatr daje odczucie wyraźnie zimna.Za to wczoraj ta temp. i deszcz spowodowała że z 40 cm śniegu zroboło się 25 cm,dziś pewnie kilka cm ubędzie.Na podwórzu mam badzo duże chałdy śniegu,pod nimi są sadzonki malin,mam nadzieję że jak ruszy wegetacja na pewno im wody nie braknie, a mrozy mogą być nawet 30 st,i nic im nie będzie pod metrową pierzyną ze śniegu,podobnie śniegiem przysypuję jabłonie.

  80. Super pogoda dzisiaj u mnie na południu Mazowsza. Temperatura 5-6 stopni, zachmurzenie umiarkowane i duże, ale dużo rozpogodzeń i słońce ,dodatkowo nie padało. Jest to u mnie najlepsza pogoda podczas odwilży od 2 grudnia.

  81. No to prawdopodobniej zapowiada się na przyszły tydzień całodobowy mróz, również na zachodzie Polski. Szkoda tylko że będzie to suchy mróz, bez grama śniegu :(

    1. Chociaż z drugiej strony, w zeszłym roku było w listopadzie 26 stopni, co było dla mnie rzeczą niemożliwą. Ale takie wartości temperatur notowaliśmy przy bardzo spokojnej pogodzie.

  82. Znowu będzie sypać na Południowym Wschodzie? Bez żartów.. zachód non stop suchy i bez śniegu a Wschód pod 10cm pokrywą…? Ech… Rzygam tym śniegiem…

    1. Zachód suchy??? W ostatnie kilka tygodni na SW spadło więcej niż w większości miesięcy z pory ciepłej… Padało praktycznie codziennie. Gdyby nie silne wiatry to dalej wszędzie byłaby woda jak w ostatnim tygodniu. Dzisiaj dopiero wyszło słońce, a i tak nie będzie to “suchy” dzień, bo rano prószył śnieg.

      1. w Krakowie też nie jest sucho, a suszy na terenie miasta i w pobliżu raczej nie było, w jego okolicach można było powiedzieć o lekkim niedoborze opadów w porze “ciepłej”- od początku wiosny do końca jesieni- natomiast za styczeń już jest ok. 45 mm opadów, jeśli nie więcej, większość to rzecz jasna śnieg i jakimś cudem nie leży go u mnie dużo (poza okresem od środy do niedzieli- gdy było go >10 cm, maks. 15 cm), ale pewnie to się niedługo zmieni- modlę się tylko, by nie zrobiło się z tego coś w stylu Zakopanego (ponad 0.5 m grubości pokrywy) i że będzie nawalać białym puchem do ostatnich dni marca (obecnie w Krakowie jest z 1-2, góra 3 cm, więc to dla odmiany bardzo mało- krajobrazy są jeszcze raczej “zielono-szare” niż białe)- ja mogę mieć śnieg nawet do końca marca (nawet pokrywa o grubości 10-15 cm, oczywiście 2-3 ostatnie dni marca wolałbym, by byłyby odwilżowe i roztopowe, by kwiecień zaczął się ładnie, czyli już bez śniegu na ziemi), ale naprawdę nie chcę już częstych opadów w międzyczasie, a wszystko wskazuje na to, że niż genueński “nie pójdzie” na kompromis ze zwolennikami łagodnej zimy z południa Polski- do 25 cm się zbierze za tydzień jak nic- ostatnie 5 lat pokazało, że w Krakowie nie ma co liczyć na srogą zimę pod kątem opadów, bo nawet jak padał śnieg, to pogoda się poprawiała na dłużej (albo temperatura następnego dnia lub trochę później rosła do góry i świeżo spadły biały puch się roztapiał niemal od razu często z pomocą deszczu albo było mroźnie, ale wyszło słońce lub było pogodnie i w 2 przypadkach już raczej sucho), a teraz prawie codziennie opady (czasami bardzo duże- 5 mm śniegu za dnia, to nie to samo, co deszczu), prawie codziennie temperatury w okolicach 0 C- można mieć dość- nie wiem, może ja stałem się strasznym “delikatesikiem”, że więcej niż 10 cm pudru to dla mnie ogromne zaspy- ale ostatnie 5 sezonów mnie doprowadziło do takiego stanu, że już zapomniałem, co to znaczy “prawdziwa zima” :'(

    2. Tak jak @Finrod pisze, sucho to na zachodzie bynajmniej nie jest. Drogami polnymi nie da się przejść, bo jedna wielka glajdyka z kałużami, pola i łąki przesączone, stawy i rowy pełne wody… Dzisiaj też popadało, tym razem śniegiem.

  83. Żeby tak niże wchodziły na wschód Europy na wiosnę jak teraz… Bo przychodzi co rok wiosna a ziemia popiół

  84. W prognozie na ok. 23-24 stycznia widzę coraz większy mróz przy adwekcji z NE. Jak u mnie ma być -8 w dzień to na północy kraju spokojnie może być z -13. Szkoda tylko, że odwilż stopiła prawie cały śnieg, dziś rano było już tylko 8 cm a jutro pomiar wyniesie pewnie 3-5 cm. Więc czeka nas kolejny suchy mróz :(

    To samo było w 2012 – 17 stycznia leżało 19 cm śniegu, potem mieliśmy kilka dni SŁABEJ odwilży z temp. maksymalnie 3,3*C. Niestety padało dużo deszczu, tak że przed wjazdem tęgich mrozów pokrywa wynosiła marne 3 centymetry. W praktyce – wiele miejsc było śniegu pozbawione, leżały tylko płaty takiej zmrożonej breji. A temperatura spadała wtedy poniżej -20 i to nie na chwilę, a przez ponad 2 tygodnie.

    1. Sucho będzie na pewno do ok. 22.01. Później nie można wykluczyć niżu zza gór. Zobaczymy jak ułożą się wyże po stronie E, a następnie N i na co pozwolą tym niżom (?).
      W każdym razie przepływ niżów torem N (jak ostatnio) będzie zaburzony, a może i zablokowany. Zobaczymy na jak długo i czy docelowo będzie oznaczało to tylko/głównie suchy mróz, czy też jednak dołączą opady śniegu (?).

  85. Jeżeli końcówka stycznia nie zaskoczy jakimś dużym ociepleniem, to (z dzisiejszej perspektywy) mamy coraz większe prawdopodobieństwo tego, że styczeń’2019 zapisze się jako pierwszy od 16 miesięcy (!) w termicznej normie lub pierwszy od 10 miesięcy chłodniejszy (od normy).

    1. Narazie na duże ocieplenie się póki co nie zanosi. Prognozy wskazują że ma być między temperaturami w normie a bardzo niskimi. Dużej anomalii dodatniej już na jakieś 90% jednak będzie biorąc po uwagę mocno prawdopodbne prognozy na 5 dni do przodu. Można jednak z dość sporym sporym prawdopbieństwem założyć jakieś 70% że nie będzie też z dużą anomalią ujemną bo w samej końcówce musiałoby się zrobić wyjątkowo zimno w całym kraju a to już skrajne prognozy. Niemniej taki gfs widzie dużo większe szanse na spływ dużego chłodu niż dużego ciepła. Dobrze że chociaż styczeń w przeciwieństwie do innych miesięcy w roku nie ma tak silnego trendu ociepleniowego w ostatnich latach (podobnie jest z lutym i październikiem)

      1. Zgadza się. Ewentualne duże ciepło w końcówce stycznia jest obecnie w 100% “wirtualne”. Natomiast bardzo realny jest już dwucyfrowy mróz, przynajmniej w porze nocno-porannej w chłodniejszych dniach III dekady stycznia.

        Główny “dylemat” prognostyczny na dzisiaj dotyczy tego, czy po 23.01 zaczną oddziaływać jakieś układy niżowe zza gór, czy też “zimowe” wyże (docelowo na N od Polski) nie dopuszczą ich frontów nad obszar Polski?

        Tak, czy inaczej na lekko-mroźnych i w przewadze suchych dniach do 22-23.01 się nie skończy…

  86. Ja bym bardzo chciał aby ziściła się prognoza GFS z 00h .. Zachód Europy i Polski wreszcie poczuliby czym jest ZIMA. A nie tylko pisząc tutaj.. “Ale piękne krajobrazy!” ” Tak bardzo chcę śniegu!” Zobaczylibyśmy czym jest 20 cm warstwa śniegu przy -15 stopniach…

    1. Różnica między najcieplejszymi a najchłodniejszymi regionami kraju (nie licząc samych gór) wynosi średnio ok. 3-5 st. A tymczasem w I połowie stycznia wynosiła ona średnio blisko 10 st. – co rzutowało także na dominujący typ opadów i utrzymywanie się pokrywy śnieżnej. Zrozumiałe, że na dłuższą metę taka dysproporcja jest nie do utrzymania.

    2. Na razie to GFS z 0’UTC oraz 6’UTC za OCIEPLENIEM po 23.01, ale w specyficznej sytuacji barycznej – zupełnie innej niż przy cyrkulacji strefowej.
      Z tym, że wcześniejsze jego odsłony, jak i prognozy ECMWF/GEM prognozują cały czas trwalszy mróz, bez tego kolejnego (zapewne przejściowego) pseudo-ciepła.
      Powiem szczerze: kolejne opady i to miejscami większe, przy temperaturze raz na lekkim plusie, a raz na lekkim minusie, to jeszcze chyba gorsza wersja niż ta umiarkowanie mroźna, jak np. wg piątkowej porannej odsłony ECMWF.

          1. To wydaje się prawdopodobne, tym bardziej że średnie wiązki opadowe po 23 stycznia wskazują na dość stabilne i niezbyt silne opady do końca miesiąca w sumie ok. 10 mm/cm a z kolei średnie wiązki temperaturowe są wyraźnie ujemne więc deszczu być nie powinno. To daje pogodę w Wwie zbliżoną do tego, co mieliśmy tydzień temu albo w styczniu 2013 r. I ja bym tej opcji kibicował, bo daje szanse na rozsądną zimę ze śniegiem i mrozem jednocześnie ale bez przegięć zarówno mrozowych jak i opadowych. Duża jest na to szansa Twoim zdaniem Lucas?

          2. Niż “nurkujący” na W od Polski po 22-23.01, z reaktywacją nad Europą S jest już pewny. Pytanie jak otoczą go od NE/N/NW wały wyżowe (?), a co będzie rzutowało na ich dalszy los.

            To ewentualne przejściowe pseudo-ciepło – jak w ostatnich 2 prognozach GFS na okres za ok. tydzień – spowodowane miałoby być jego wolniejszym dryfowaniem na E/NE. Z reguły jednak niże z S Europy albo właśnie tam zmierzają (wariant mroźno-śnieżny), albo (rzadziej) “wykręcają” nad Niemcy/Danię (wariant cieplejszy). Tu jednak modele są na dzisiaj zgodne, że wyże mają migrować nad NE Atlantyk, a niże właśnie nad Ukrainę i SW Rosję. Mam więc wątpliwości, czy to ciepło (przynajmniej takiej skali) znad Bałkanów do nas dotrze (?).

            Dla odmiany piątkowy ranny ECMWF prognozuje zejście niżów głębiej nad S Europę, a potem szybszą ekspansję nad S Rosję – tak, że mroźny wyż z N nie dopuściłby tych niżów głębiej nad Polskę.

            Uważam, że przynajmniej na dzisiaj opcje pośrednie są dość prawdopodobne – tzn. mróz dwucyfrowy tylko sporadycznie, trochę wilgoci i opadów od niżów z S, ale i bez wyraźniejszej lub żadnej odwilży (opady głównie lub samego śniegu). Na razie obstawiam to na ok. 60-70%, a resztę na opcje bardziej skrajne (w obu kierunkach).

            Podkreślmy, że mowa na razie o II połowie przyszłego tygodnia (23-27.01). Nie są to już czyste “fusy”, a różnice wynikają już raczej ze szczegółów. Bo co do ogólnego rozwoju sytuacji (wyże północą, niże południem) prognozy na te dni są już zgodne.

      1. @Lucas wawa

        Na razie to GFS z 0’UTC oraz 6’UTC za OCIEPLENIEM po 23.01, ale w specyficznej sytuacji barycznej – zupełnie innej niż przy cyrkulacji strefowej.

        Tylko jeśli się patrzy na cyrkulację jako lokalny kierunek wiatru, jak niektórzy dawni geografowie. To ma być jednak według GFS niż atlantycki, z tym że o nietypowej trasie: nie w poprzek przez Bałtyku ale na południe wzdłuż mniej więcej granicy Francji i Niemiec.

        1. To są właśnie te przypadki, w których nie mamy jednoznaczności typu: “niże atlantyckie = W cyrkulacja strefowa = zima w przewadze łagodna”.

          W ogóle dopiero po przejściu tego niżu może nastąpić wyraźniejsza blokada na N Atlantyku, ale i nie musi – bo może i skończyć się po prostu na zaburzaniu klasycznej cyrkulacji strefowej (atlantyckiej), a co już wystarczy do przewagi mroźnej (mroźno-śnieżnej) wersji zimy.

        2. Arctic i Lucas, pamiętajmy jednak o realnym skillu, poza tym tej odsłony z 6 na pewno bym nie brał pod uwagę. Jeśli już jednak miałbym celować w te prognozy, to bardziej obstawiam, że gfs po prostu strzela na oślep i szybuje po najcieplejszych wiązkach, zresztą widać to dokładnie na wykresie dla Warszawy, a i tak niebawem kolejne odsłony, więc nie przywiązujmy się za bardzo ;) http://www.mojapogoda.com/meteo/eps/ensemble-tt6-warsaw.gif

          1. @Łukasz
            Masz rację. Czasami jednak “skill” może być trochę dłuższy, a różnice dotyczą szczegółów. Na razie prognozy są takie, że kolejny niż islandzki blokowany wyżem środkowo-europejskim, ok. 22-23.01 “zanurkuje” nad Morze Śródziemne. Wyżom otworzy się droga do rozbudowy w sektorze N Europy. Na to wskazują już właściwie WSZYSTKIE prognozy różnych modeli. Rozbieżności zaczynają się odnośnie dokładniejszej trasy przemieszczania się niżu znad Europy S, wobec wyżów stacjonujących bardziej na N – z tendencją do rozbudowy nad NE Atlantyk. I tu wkraczamy już w sferę pełniejszego “fusiarstwa”, choć jakie opcje przeważają na dzisiaj dobrze widać z wykresów…

  87. Styczeń 2019 ma spore szanse zapisać się jako “na minusie”. Najnowsze prognozy wydłużają ochłodzenie z apogeum dopiero w następny weekend (czyli de facto czeka nas co najmniej tydzień mrozów od jutra) i jeśli nie będzie wielkiego ocieplenia w ostatnich dniach stycznia to jest to możliwe. A z tym ociepleniem to ja się trochę obawiam, bo jakoś końcówka stycznia niczym Nowy Rok w ostatnich latach zawsze musiała zaliczyć sporą odwilż. U mnie pogoda już się zmienia – jest zamieć, przy temp. 0.

  88. Jeszcze tak patrząc na pokrywę śnieżną to pomimo niewielkich opadów deszczu u mnie w mieście to ponad połowa pokrywy śnieżnej w porównaniu z środą się stopiła. W środę było 31 cm, a dzisiaj 14.

  89. Jaka by ta zima nie była, jest obecnie ok. połowa zimy a już jest ona bardziej zimowa niż całe zimy 2013/4; 2014/5 czy 2015/6. A w perspektywie są kolejne zimowe dni z całodobowymi mrozami.

    Grudzień ca. +2K, styczeń norma, luty -2K (cieplejszy niż ubiegły!) i mamy zimę w normie.

      1. Rośliny są przygotowane do naszego klimatu także mroźnego więc nie martwił bym się o nie tak bardzo. Gdy miałbym wybierać mniejsze zło to wole duży mróz bez sniegu bo to sam syf jest.
        Co gorsza ostatnia końcówka stycznia po 20 dniu miesiąca zazwyczaj przynosi temperatury znacznie poniżej normy.
        Czy jest ktoś w stanie sprawdzić jak wygląda średnia ostatnich 10 dni miesiąca względem normy w latach 2000-2018 ?

        1. liczenie dużo roboty, ale można spojrzeć na oko.
          2018 – raczej ciepło od 24.01 – 25go rekord avg, wcześniej zimno trzy dni ale nie jakoś strasznie
          2017 – w gruncie rzeczy norma, z kupą słońca, ciepłymi dniami i bardzo zimnymi nocami
          2016 – do 23.01 mroźno, od 24.01 silne ciepło (końcówka powyżej 10!)
          2015 – lekko ciepło, ale paskudnie – zero słońca i deszczowo-śnieżnie
          2014 – silne mrozy, chwilami poniżej -10 w dzień z silnym wiatrem, śniegiem i bez słońca
          2013 – do 27.01 mroźna, końcówka silne ocieplenie do 5-10 stopni
          2012- początek odwilż, potem wstęp do silnej fali mrozów, na szczęście bezchmurnej
          2011 – mroźno, ale nie jakoś bardzo, pochmurno (najpierw opady śniegu, potem zgniły wyśż)
          2010- fala silnych mrozów ze słońcem (syberyjski wyż), potem ocieplenie do lekkich minusów i silne opady śniegu
          ogółem:
          na + 2018,2016,2015,2009,2008,2002,2001
          na – 2014,2013,2012,2011,2010,2006,2005,2004,2003
          (mowa oczywiście o temperaturach, a nie ogólnej “jakości”)
          2017 – norma, 2007 – najpierw skrajne ciepło, potem zimno, na koniec znowu troche cieplej.

          Ogółem – masz rację. Trzecia dekada stycznia jak widać częściej poniżej, niż powyżej normy. Dodam też, że jej początek (21-23.01)jest z tego co widzę szczególnie zimny – dość mroźny był w 2018,2016,2014,2013,2011,2010,2006,2002,2001. Wyraźnie odwilżowy rzadziej, ostatnio w… 2009 roku, wcześniej też 2007-2008. Za to końcówka stycznia (29-31.01) wyraxnie ciepła o wiele częściej – 2002,2004,2008,2013,2016,2018. Wyraźnie mroźna (poniżej normy) tylko 2014,2012,2006,2005. Można powiedzieć, że właśnie wkraczamy w średnio w XXI wieku najzimniejszy okres w roku.

          1. słowem, twoja teza jest połowicznie słuszna – początek 3 dekady stycznia w latach 2000-2018 faktycznie jest średnio dość zimny, końcówka jednak już średnio powyżej norm.

  90. Strefy mrozoodporności dla roślin – nie mają pokrycia w zimach bezśnieżnych. Można przypomnieć choćby rok 2012 – wymarzły oziminy w zachodniej Polsce oraz w połowie Niemiec – z powodu braku pokrywy śnieżnej, rośliny ozdobne jak np irga dammer, berberysy…

    1. Niestety…
      Wbrew temu co Radomir mówił nie jestem fanem bezśnieżnych mrozów, dla mnie tak samo nieprzyjemne jak śnieżne, a dla przyrody dużo gorsze… Jedyny plus to piękne, czyściutkie ślizgawki :) No i to, że jest całkowicie sucho, jak w środku lata (w czasie zarówno odwilży, jak i śnieżnych mrozów, raczej łatwo zamoczyć buty). Jednak śnieg też ma swoje plusy – upiększa krajobraz (przynajmniej świeży, starego nie lubię), rozjaśnia krajobraz (tu też głównie do kilku dni) i umożliwia narciarstwo biegowe. I przede wszystkim ochrona roślinności przed mrozami.
      To wszystko jednak jestem w stanie bez żalu “odpuścić”, gdybym miał mieć zimę a’la grudzień 2015, luty 2016, dwa tygodnie na przełomie 2017/18, czy duża częśc zimy 2013/14… :)
      Czasem jednakowoż żałuję, że woda nie zamarza przy temperaturze 10 stopni…. Wówczas odwilż od razu oznaczała by przyjemne temperatury, heh.

      1. Podoba mi się Twoja wizja choć ja bym ustawił próg zamarzania na +5 a nie 10 stopni. Przy tym drugim mielibyśmy śniegów przez co najmniej pół roku a to już by było przegięcie., Natomiast przy +5 uniknęlibyśmy tego syfu, który w tym roku dominuje a przez nikogo nie jest lubiany a jeśli nawet mielibyśmy temperatury z przedziału 0-5 stopni bez śniegu to w wersji suchej, która jest do zaakceptowania. Natomiast deszcz wiązałby się już konkretniejszym i odczuwalnym ciepłem i to byłoby ok myślę że dla wszystkich.

    1. Ciepło zależy w jakim sensie rozumiane?
      Bo w sensie zdecydowanej przewagi jednocyfrowego mrozu (nad dwucyfrowym) to na dzisiaj jakieś powiedzmy 60-70% szans. Natomiast w sensie szans na odwilż, zwłaszcza trwalszą, to obecnie maks. 10-20%.
      Mowa na razie o dniach, w których “fusy” przechodzą w całkiem realny “skill” – tzn. mniej więcej 23-27.01.
      Nie znam lepszych wykresów, które lepiej oddają zakres zmienności jak te (tu dla Warszawy):
      http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html

      1. W fusach na początek lutego pojawił się nawet napływ PZ, choć na 2 metrach pewnie i tak byśmy tego nie odczuli.

        1. Na razie rozstrzygają się kwestie związane z tandemem wyż na N vs. niż na S w dniach po 23.01.
          Początek lutego to jeszcze jakieś… 2 tygodnie…!:-)

        2. zimą często jest sytuacja, w której górą idzie ciepło a na dole nadal jest spory mróz. Przykład choćby styczeń 2017, druga połowa. Przy ładnej pogodzie to jeszcze pół biedy, gorzej przy opadach, bo wtedy pada przechłodzony deszcz który zamarza natychmiast przy kontakcie z czymkolwiek.

    2. Nawiasem mówiąc to te ok. 60-70% na dzisiaj opcji pośrednich (mowa o terminie po 23.01) oznaczałaby dla mnie, a jeszcze bardziej dla dzieci, najlepszy z możliwych początków ferii m.in. na Mazowszu – bo rokowałyby opady śniegu, ale:
      – stopniowe, bez dużych śnieżyc, łatwiejsze do “ogarnięcia” w sensie komunikacyjnym (rzędu 5-20 cm w ciągu kilku dni),
      – bez dokuczliwego silniejszego mrozu,
      – bez lekkich odwilży i temperatur “przez zero” i wątpliwych atrakcji z nimi związanych.

      Dodam, że dwie pozostałe skrajności to właśnie lekko-plusowa odwilż z chlapą/kałużami/błotem, okresowo przymarzającymi (bo z niżu z S opady zapewne się pojawią) lub też, dla odmiany, nadal suchy, ale i jeszcze silniejszy mróz (jak wyż zepchnie niże dalej na S/E).

      1. przepraszam, mogę wyjść na ignoranta, zadając Ci to pytanie, ale czy wierzysz w to, że silne śnieżyce, które są zapowiadane na przyszły tydzień według modeli GFS i ECMWF, mogą ominąć południe Polski (nie chodzi o góry, tylko o miasta np. Katowice, Kraków, bo osobiście jestem trochę podłamany tą wizją- w końcu sytuacja baryczna sprzyja tworzeniu się niżów typu Vb) i czy Twoim zdaniem takie prognozy mogą ulec lekkiej modyfikacji, np. niż “pójdzie sobie” inną trasą- nie przez Chorwację, Węgry, Słowację? :(

        1. Prognozy cały czas nie są do końca jednomyślne jak ułożą się te wyże (kliny wyżowe) od N oraz fronty niżów z S. Dzisiaj dla odmiany GFS i GEM w terminie 7+ dni znacznie mroźniejszy niż ECMWF.
          Poza kwestią wyraźnej przewagi opcji mniej lub bardziej mroźnych oraz (do 23.01) bezopadowych – to wiele jeszcze może się zmienić.

  91. Mnie taka lekka zima jak obecnie pasuje. Dlatego z uśmiechem przyjmuję ostatni rozdania ECMWF, szczególnie dzisiejsze poranne. Faktem jest, że ECMWF dość często staje w opozycji do reszty modeli. Kiedy jeszcze parę dni temu pozostałe modele nie wskazywały na żaden poważniejszy atak mrozów ECMWF samotnie zaczął je sygnalizować, a dopiero po pewnym czasie dołączyła reszta modeli. Teraz większość jest za silnymi mrozami, a dla równowagi ECMWF od kilku rozdań sukcesywnie się z nich wycofuje.

    1. To tylko potwierdza fakt, że realny skill nawet dla samego ogólnego rozwoju sytuacji barycznej to jakieś 5-6 dni (na dzisiaj maks. do 24-25.01).

      Z tym, że końcówka dzisiejszej rannej odsłony ECMWF różni się od innych nie tylko poziomem temperatury (bliżej dwucyfrowego mrozu, czy bliżej okolic zera) oraz kwestii opadów (wejdą niże z S, czy też nie) – co przede wszystkim kierunkiem rozwoju sytuacji barycznej. Póki co jest to pojedyncza taka odsłona i to jednego modelu (mowa o terminie 7+ dni), więc trzeba to brać z dużą rezerwą. Choć z drugiej strony zrozumiałe, że w tym terminie nie jest jeszcze nic przesądzone.

    2. W ECMWF to fajne tylko początek i końcówka.
      Z tym, że właśnie widzę jak ten początek się sprawdza. Zamiast słońca pełno Sc. SUPER :(

        1. No to tylko podkreśla jak bardzo ta odsłona ECMWF ma szansę się sprawdzić z tymi “słoneczkami”. Do tego jest bardzo nieprzyjemna temperaturowo, tylko jej OSTATNI dzień (czyli daleki fus) jest z w miarę sensowną temperaturą. Więc nie widzę tu wielkiego powodu do “uśmiechania się”

          1. Zważ co mamy jako alternatywę, np poranny GFS lub GEM. Taki ECMWF to akurat bardzo dobra opcja w porównaniu z tęgim mrozem, nawet kilkunastustopniowym w ciągu dnia. W nocy spokojnie temp mogłaby spadać poniżej -20C.

          2. Nowy ECMWF daje znowu nadzieje na powrót względnej normalności od przyszłej niedzieli. Nie wzbudza to jednak uśmiechu, raczej ulgę. Niestety kilka dni będzie naprawdę nieciekawych. Żyjemy naprawdę w podłym klimacie, przez ponad 3 miesiące krąży widmo silnych mrozów a przez inne 3 (a jak pokazał ten rok to nawet dłużej) widmo nieznośnego gorąca i upałów. Styczeń pewnie i tak wyjdzie powyżej normy, pomimo tej fali mrozów i chyba to w tym wszystkim jest najgorsze.

            No i niestety wychodzi na to, że najbliższe dwa dni znowu pochmurne u mnie, wbrew wcześniejszym prognozom, w ciągu dnia najwyżej marne przejaśnienia, a rozpogadzać na dobre się może dopiero około 15:00. Dzisiaj na szczęście było trochę tych przejaśnień i w ciągu dnia było naprawdę znośnie, szkoda, że w kolejnych dniach mają przeważać chmury…

          3. @kmroz
            Teraz jednak w Warszawie (prawie) bezchmurne niebo, podobnie jak i w wielu miejscach wzdłuż i na S od linii Słubice-Terespol.
            Temperatura już -6°C. Czyli mimo wszystko jest pogodniej niż prognozuje UM.

      1. Swoją drogą dzisiaj Polska dość podzielona na znacznie pogodniejsze S i bardziej pochmurną N kraju. Warszawa, jak i Łódź, w strefie przejściowej.
        Jednak wyż układa się bardziej torem S, czyli trudno ocenić go mianem zgniłego.

        Zastanawiam się czym wytłumaczyć te chmury na N Polski (?), bo S Skandynawia ponownie ma więcej pogodnego nieba. Może po prostu to bliskość (nieco) cieplejszych wód Bałtyku i skraplanie się wilgoci po wkroczeniu mas nad chłodniejszy ląd? W każdym razie nie jest to kwestia “zgniłości” wyżu, o czym świadczy znacznie pogodniejsze S Polski.

  92. Nizyk trasą Vb to by było coś, ale tylko jeżeli po nim przyjdzie mróz a nie znowu odwilż. Dość już chlapy w tym roku. Cały grudzień lał deszcz, w styczniu po dużych śniegach też musiało chlusnać deszczem, przez to teraz przy mrozach śniegu nie ma prawie wcale.

    Dzisiaj z tego co widzę to jestem w tej ładniejszej części kraju. Temp -7 i slonczenie.

  93. Małe pytanie. Czy dzień z temperaturą maksymalną równą 0,0 stopnia kwalifikuje się już jako dzień z całodobowym mrozem, czy potrzeba temperatury – 0,1?

  94. Zaczyna solidniej mrozić na N Europy, gdzie dotąd zima częściej ukazywała cieplejsze i bardziej “niżowe” oblicze. Tej nocy już w wielu miejscach notowano tam poniżej -30°C. Zagon większego mrozu będzie się umacniał i stopniowo rozszerzał na SW/S.
    Polska na mapie prognostycznej między przysłowiowym ‘młotem a kowadłem’. Przy czym tym ‘młotem’ będzie coraz silniejszy mróz związany z wyżami, a tym ‘kowadłem’ możliwość opadów z niżów – tym razem częściej zza gór (samego śniegu lub zarówno śniegu, jak i deszczu). Teraz się rozstrzyga jak ta szala się nam ustawi po 23.01 – do tego czasu przeważnie jednocyfrowy mróz przy aurze suchej i urozmaiconym zachmurzeniu.

    PS.
    Choć poranny ECMWF tym razem “łagodniejszy” niż GFS, to i tak w dniach 24-27.01 w chłodniejszych regionach prognozuje Tmin -15/-10°C.

  95. Stało się. Pierwszy dzień od 1 grudnia z przewagą pogodnego nieba i słońca po tylu pochmurnych i bardzo mokrych dniach.
    Tymczasem Twoja Pogoda straszy siarczystymi dwucyfrowymi mrozami od połowy przyszłego tygodnia opierając się pewnie na skrajnie zimnej odsłonie Gfs która w całym kraju pokazuje dwucyfrowe mrozy w ciągu dnia a na wschodzie tmax nawet minus 15-20°C.

    1. “Stało się. Pierwszy dzień od 1 grudnia z przewagą pogodnego nieba i słońca po tylu pochmurnych i bardzo mokrych dniach.”
      Niestety nie wszędzie.

      1. @kmroz
        Ja piszę z punktu widzenia swojego regionu. Tak dużo błękitnego nieba w godzinach ranno-przedpołudniowych to dawno nie widziałem. W styczniu wcześniej widziałem bezchmurnego niebo ale tylko wieczorem a to nie to samo co dzisiaj.
        Teraz niestety chmur przybywa.

    1. U mnie dzisiaj było około 0,5h słońca rano, teraz też trochę się przejaśnia. W ogóle ten styczeń jest nietypowy-niemal każdego dnia jest słońce, ale jego ilości wahają sie pomiędzy 0,5-2 godzin.

  96. Ale się porobiło 😟

    Tak patrzę na te mapki i mam wrażenie, że przynajmniej Gdańsk wiele się nie różni latem pogodowo od Londynu. Zimą oczywiście tam jest o wiele cieplej. Zawsze lubiłem odwiedzać Londyn np. w lutym aby obejrzeć wiosnę fenologiczną 😄

    1. Zależy w którym miejscu Gdańska ;)

      No i dalej, różnica standaryzowana (tj. różnica między latem w UK a PL / odch. standardowe lata w PL).

      1

      Zaznaczono tylko wartość > 1 sigma. Można przyjąć, że > 1 sigma to już różnica znacząca, wyraźnie odczuwalna w klimacie.

      1. Dobrze widać, że latem NAJCIEPLEJSZE miejsce(-a) na całym obszarze Wysp Brytyjskich – czyli okolice Londynu – mogą się równać klimatycznie (termicznie) jedynie z CHŁODNIEJSZYMI regionami Polski. Regiony cieplejsze Polski są średnio przeważnie 0,5-2,5 st. cieplejsze.

        1. @Lucas wawa napisał:
          “Dobrze widać, że latem NAJCIEPLEJSZE miejsce(-a) na całym obszarze Wysp Brytyjskich – czyli okolice Londynu – mogą się równać klimatycznie (termicznie) jedynie z CHŁODNIEJSZYMI regionami Polski.”

          Najchłodniejsze obszary Polski to wartości poniżej 17c a Kaszuby mają nawet poniżej 16c co odpowiada zachodniej, chłodniejszej części wyspy. Bardziej bezpiecznie jest porównywać średnią obszarową. Rożnica między najcieplejszymi regionami Polski i Anglii wynosi 1.2c.
          Średnia obszarowa tego centralnego, najcieplejszego obszaru Anglii (1.5W – 1.5E, 50.6N – 52.6N) to 16.46c.

          Średnia obszarowa najcieplejszych obszarów Polski to 17.64c

          Może i jest to różnica odczuwalna w klimacie, ale na pewno nie jakaś ogromna i nie taka aby mówić o “pięknym” lecie w Polsce i “beznadziejnym” w Anglii. Zwłaszcza, że mamy trzy duże obszary w Polsce gdzie te różnice nie są już tak znaczące jak w cieplejszych regionach kraju o czym zresztą pisałem wcześniej. Jest to północno-zachodnia cześć kraju, północna-wschodnia. W okolicach Białegostoku różnice mocno spadają i kontynentalne niziny wschodniej Polski nie są wcale takie ciepłe w porównaniu do wybrzeża wschodniej czy południowej Anglii. Obszar na wschód od Warszawy ma średnią 17.1-17.3c podczas gdy wschodnie wybrzeże osiąga nawet 17.0c Na południu jest to 16.7c-16.8c. Owszem, w Anglii mało jest takich obszarów, ale są. Nie jest tak, że całe wyspy mają ten sam kiepski klimat. Dobrze to pokazuje mapa sumy opadów. Średnie usłonecznienie roczne 1981-2010 w regionie południowo wschodnim to 1664 godziny. W Katowicach jest to dla porównania 1603 godziny a we Wrocławiu 1738 godzin. Naprawdę kiepskie usłonecznienie ma np Irlandia Północna 1100-1200 godzin. No i oczywiście Szkocja gdzie mamy poniżej 1000 godzin, ale tylko w części zachodniej. Na wschodzie znowu robi się “znośnie “gdzie lokalnie mamy 1400-1500 godzin rocznie.

          Mapki wyżej (te ze średnimi temperaturami lata) są dobrym uzupełnieniem niedawnej dyskusji na temat różnic miedzy wschodem i zachodem Polski. Widać dobrze, że zachód latem jest cieplejszy od wschodu. Nie ma zbyt wiele obszarów na wschodzie Polski, ze średnią lata ponad 18c.

          Chętnie zobaczyłbym mapki przedstawiające średnią temperaturę lata w Europie Środkowej. Głównie mam na myśli Rumunię, Węgry, Austrię. Węgry leżą stosunkowo blisko Polski i chciałbym poznać różnicę w średniej obszarowej temperaturze powietrza w porównaniu do Polski.

          1. Jesteś widzę niereformowalny i najwyraźniej masz jakiś fetysz na punkcie pogody w UK. Wybacz, ale z naszego punktu widzenia owszem, jest to lato beznadziejne. Przeciętna temperatura równa 16.4, to anomalia względem 1981-2010 równa -1.2 – termicznie takie lato 1993, tyle że o 0.4K cieplejsze.

            Zwłaszcza, że mamy trzy duże obszary w Polsce gdzie te różnice nie są już tak znaczące jak w cieplejszych regionach kraju o czym zresztą pisałem wcześniej. Jest to północno-zachodnia cześć kraju, północna-wschodnia.

            Po to wybrałem najcieplejsze obszary w obu regionach, żebyś nie robił cherry pickingu. A ty nadal go robisz. Może wskażemy regiony w południowej Anglii, gdzie mamy poniżej 16?

            Chętnie zobaczyłbym mapki przedstawiające średnią temperaturę lata w Europie Środkowej. Głównie mam na myśli Rumunię, Węgry, Austrię. Węgry leżą stosunkowo blisko Polski i chciałbym poznać różnicę w średniej
            obszarowej temperaturze powietrza w porównaniu do Polski.

            Ale że co, coś na zasadzie “a u was biją murzynów”? Wiadomo, że różnica między Węgrami a Polską jest większa, niż między Węgrami a UK, co nie zmienia faktu, że z naszego punktu widzenia przeciętne lato w UK to 60% naszej drogi do lata rekordowo zimnego (-2.03), a tak zimnego lata, jakie jest przeciętne w najcieplejszym miejscu Anglii nie było w Polsce od 1993 r.

            Średnie usłonecznienie roczne 1981-2010 w regionie południowo wschodnim to 1664 godziny. W Katowicach jest to dla porównania 1603 godziny a we Wrocławiu 1738 godzin

            Ja widzę w dystrykcie E 1569.6h, w regionie S: 1554.3
            https://www.metoffice.gov.uk/public/weather/climate/u134xcy4j

            > 1600h jest tylko w pasie wybrzeża:

            Nie jest to jakaś wybitna wartość dla okresu 1981-2010. Znaczna część południowej Anglii ma przeciętne temperatury lata 16.0-16.5 i usłonecznienie rzędu 1500-1600.

          2. Moje wspomnienia z Wysp są dość nieobiektywne. Byłem tam dwa razy w życiu, w końcówce marca 2012 w Londynie i na początku czerwca 2013 w Szkocji. I pogoda była niesamowicie piękna w obu przypadkach, nie ma co ukrywać.
            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=03772&ndays=50&ano=2012&mes=03&day=31&hora=23&ord=REV&Send=Send
            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=03134&ndays=50&ano=2013&mes=06&day=31&hora=23&ord=REV&Send=Send

            Niestety to nie jest tam normą…

          3. @admin
            Klimat UK i przykładowo Węgier interesuje nas w kontekście korzystnych i niekorzystnych warunków do uprawy i przetrwania roślin takich jak palmy i bambusy. Na południu UK rosną rośliny, które u nas nie miałyby szans. Oprócz samych temperatur minimalnych (potencjalnie zabójczych) ważna jest średnia roczna, usłonecznienie, opady. Francuska Bretania czy Wyspy Normandzkie to miejsca, gdzie znajdują się bogate ogrody z egzotykami, których bujności ogrody na południu Europy mogą tylko pozazdrościć. Wyobrażenie, że palmy mogą rosnąć tylko tam, gdzie jest wybitnie ciepło jest mylące. Jeden z naszych kolegów z Wrocławia namiętnie porównuje swoje minimalne i maksymalne temperatury z Londynem. Dla nas, palmiarzy, takie porównania pozwalają lepiej określić się względem ciepłego zachodu Europy, gdzie ogrodnicy mają łatwiej, niż my.

          4. @Arctic Haze.

            Napiszę dokładnie o co mi chodzi w innym miejscu. Znam przeciętne parametry klimatyczne różnych obszarów i nie nabieram się na chwilowe przebłyski pogodowe. Za to, tak samo jak Ty jestem przeciwny szufladkowaniu pogodowemu według państw, które w swoim obszarze mają znaczne różnice klimatyczne. A Wyspy Brytyjskie mają bardzo duże zróżnicowanie klimatyczne dlatego mnie interesują. Dodatkowo Metoffice daje łatwy wgląd w owe dane. Nie wszędzie to jest standard.

          5. @Arctic Haze
            Najważniejsze to oczywiście przetrwanie zimy, ale potem chciałoby się więcej, czyli żeby bardzo dobrze rosły. Cieplejszy i dłuższy okres wegetacji to lepsze przyrosty, a u bambusów znacznie większe rozmiary.

          6. Okres maj-sierpień jest przeciętnie cieplejszy w Polsce. Od września mamy termiczną korzyść UK trwającą do ok. połowy kwietnia.

        2. W ogóle uważam, że powinno się porównywać cieplejsze regiony Anglii (jak i całych Wysp Brytyjskich) z cieplejszymi w Polsce. Z kolei chłodniejsze – z chłodniejszymi. W przeciwnym razie oceny będą zbyt tendencyjne.

          Ja tam zawsze lubiłem klimat strefy umiarkowanej – tak pół na pół morski oraz kontynentalny. Opcja “morska” dla łagodzenia tak letnich, jak i zimowych uciążliwych skrajności (ekstremów). Opcja “kontynentalna” ponieważ jest dla mnie bardziej urozmaicona (w skali roku), a przez to i ciekawsza:-)

          1. @Lucas wawa

            Ale dlaczego mamy porównywać całe kraje ze sobą? Spróbuj porównać cokolwiek z USA, która ma tropikalne Hawaje i południową Florydę oraz Alaskę. Albo Rosję z Jakucją ale także wybrzeżem Morza czarnego 9nawet nie licząc zdobycznego Krymu). Nie ma odpowiedników, a zresztą co by takie porównanie pokazało? Coś takiego jak to, ze pies i jego właściciel mają średnio trzy nogi?

            Wydaje mi się, ze jedyne sensowne porównanie to porównanie ze sobą miast albo niewielkich regionów “Pomorze ma latem podobny klimat jak południowo-wschodnia Anglia, ale zimą jest chłodniejsze”. Natomiast porównywanie uśrednionych wartości z rejonów o różnym klimacie z innymi uśrednionymi wartościami dla innego regionu o arbitralnych granicach [1] nie ma żadnej wartości naukowej.

            [1] Tak ciągle obstaje przy tym, że uśrednianie w granicach politycznych to też nie nauka. To jedynie statystyka, bo jurysdykcje urzędów statystycznych to państwa. Służb meteorologicznych niestety też i stąd to uwielbienie liczenia średnich krajowych. Natomiast coraz rzadziej znajdziesz w artykułach klimatologicznych ograniczanie się do jednego kraju (z wyjątkiem USA gdzie raczej trzeba się ograniczać do części kraju bo cały kraj jest za duży). W porządnych artykułach naukowych będziesz miał “Europę Środkową” (zdefiniowana na początku pracy) albo “rejon Bałtyku”, raczej niż Polskę, czy Szwecję.

          2. @Arctic Haze
            Nie do końca o to mi chodziło…
            Docelowa puenta ma zmierzać w kierunku porównania lata na Wsypach (a nawet w samej Anglii) do lata w Polsce.
            To ja postuluję: porównujmy najcieplejsze obszary tam i u nas oraz najchłodniejsze tam i u nas. A nie, że bierzemy stamtąd taki Londyn i wspominamy, że u nas latem jest (nieco) chłodniej chociażby na Kaszubach. Bardziej adekwatnie byłoby porównywać letni Londyn np. z letnim Wrocławiem, czy okolicami Słubic. Albo wręcz obszary wokół Londynu z obszarami wokół Wrocławia (aby pomijać wpływ MWC).

          3. @Lucas wawa

            Już pisałem co sądzę o porównywaniu średnich krajowych. Pamiętaj, że w praktyce żaden rejon danego państwa może nie mieć średnich wartości krajowych przez cały rok. Jeśli ma właściwą średnią temperaturę wiosną to może nie mieć jesienią itp. Więc jest to porównywanie ze sobą dwóch abstrakcji. Może w przypadku Węgier to jeszcze miałoby jakiś sens (Węgry to Budapeszt z okolicami), ale Polska czy Anglia mają za dużą zmienność aby je ściągać do punktu.

          4. @Lucas wawa
            Średnia lata (czerwiec – sierpień) 1981-2010
            Budapeszt 21.1
            Opole 18.3
            Tarnów 18.2
            Wrocław 18.1
            Poznań 18.0
            Słubice 17.9
            Kraków Balice 17.9
            Toruń 17.8
            Szczecin 17.7
            Katowice 17.7
            Londyn 17.7
            Średnia obszarowa najcieplejszych obszarów POL 17.6
            Płock 17.6
            Białystok 16.9
            Hel 16.7
            Chojnice 16.6
            Suwałki 16.5
            Średnia obszarowa najcieplejszych obszarów Anglii 16.5
            Wschodnia Anglia 16.4
            Anglia SE/Central S 16.3
            Walia 14.5
            Irlandia Północna 13.9
            Zachodnia Szkocja 13.3

            Średnia okresu ciepłego kwiecień – wrzesień (1981-2010)
            Budapeszt 1951-1980 17.0
            Wrocław 1991-2018 15.8
            Opole 15.4
            Tarnów 15.3
            Wrocław 1981-2010 15.2
            Poznań 15.1
            Słubice 15.0
            Kraków Balice 15.0
            Toruń 14.8
            Szczecin 14.8
            Katowice 14.8
            Płock 14.7
            Anglia SE/Central S 14.4
            Wschodnia Anglia 14.0
            Białystok 13.9
            Chojnice 13.7
            Hel 13.6
            Suwałki 13.5
            Walia 12.5
            Irlandia Północna 12.0
            Zachodnia Szkocja 11.2

      2. @admin

        Jest jeszcze jedno podobieństwo między pogodą Pomorza i Anglii, której same średnie nie wyłapią. Mianowicie prędkość zmian pogody. To cecha pogody rejonów nadmorskich. W formie ekstremalnej widziałem to w Szkocji: słońce i deszcz zmieniające się co kilka minut.

        1. @Arctic Haze

          Dokładnie tak. Nie ma zbyt długich ciągów ładnej jak i brzydkiej pogody. Ma to swoje zalety jak i wady. W Anglii raczej się nie narzeka na ciągłe stratusy tak jak w Polsce. Dzięki owej zmienności nawet krańce zachodnie Anglii i Walii (gdzie jest dużo bardziej wilgotno jak na wschodzie) mają sumę roczną usłonecznienia do 1600 godzin.

    2. Dzisiejszy dzień, zwłaszcza z perspektywy Gdańska, rodzi refleksje, że w ogóle w życiu mamy różne fazy egzystencji – niczym pory roku. Z przyrodniczego (fenologicznego) punktu widzenia najważniejsze jest to, że co roku po zimie zawsze nadchodzi wiosna…

        1. Bohdan Tomaszewski powiedział “Mnie najbardziej cieszą pory roku. Jak sobie pomyślę, że potem na pewno będzie wiosna, to przynajmniej człowiek wie, że może spokojnie czekać.

          Powiedział to 65 lat temu w samym środku ciężkiej zimy meteorologicznej i nie tylko. No i była odwilż wszelaka.

          1. Jak dziś było w Gdańsku, chyba każdy widział. Cały dzień słonecznie, a temperatura nieco powyżej zera. Z tym, że mamy jeszcze trochę śniegu na ziemi od wczoraj.

  97. We Wrocławiu wreszcie sporo słońca. Wyraznie się poprawił poziom wód gruntowych u mnie na działce: w stosunku do początku stycznia wzrost o 23 cm, a początku listopada 40 cm. To jeszcze jednak poniżej normy z ostatnich lat i np. staw strachowicki nie jest na całej powierzchni napełniony wodą, pochodzącą głównie z w.gruntowych. A jak tam u Was ?

  98. Mamy przykład typowej adwekcji masy PAm (czyli znad morskiej Arktyki):
    http://www1.wetter3.de/Trajektorien/traj_2019011912_Warschau__.gif
    Masa przepływa głównie nad akwenami mórz: Barentsa, Norweskiego, Północnego i Bałtyku i po trosze także Skandynawii. Nad wodami nie ma aż tak dobrych warunków do wychłodzenia, jak w przypadku gdy masa napływa znad zmrożonej Arktyki/Syberii nad mocno wychłodzonym lądem Eurazji. Jednak widać wyraźnie, jak nawet nad samą Europą środkową mamy dobre warunki do wychładzania się masy – zwłaszcza, gdy ustępuje zachmurzenie w porze nocnej, a przy tym robi się bardziej sucho, a wiatr wyraźnie słabnie (jak obecnie). W pogodniejszej części kraju już teraz, późnym wieczorem, notujemy przeważnie -10/-5°C, a do rana (jeżeli się nie zachmurzy) zapewne jeszcze o kilka stopni się ochłodzi.

    W prognozach widać “przepychankę” niżów z cieplejszymi i wilgotniejszymi masami zarówno znad N Atlantyku, jak i mórz S Europy oraz mroźnych wyżów arktycznych i/lub kontynentalnych. Na razie pewność mamy jedynie co do lekko lub umiarkowanie mroźnych dni do ok. 25.01, przy aurze całkiem lub przeważnie suchej. A potem? W zaistniałych okolicznościach wiele jest możliwe…

    1. Uzupełnię jeszcze, że choć ECMWF jest ostatnio cieplejszy od innych modeli, to i tak przez pewien okres prognozuje dni z Tavg poniżej -5°C w większej części kraju.
      Generalnie niemalże wszystkie odsłony różnych modeli lawirują między dwucyfrowymi mrozami (niekiedy/miejscami nawet z Tmin poniżej -20°C) a opcjami z temperaturami “przez zero”.

      1. Dobre i to chociaż to słoneczko będę pewnie miał jak sobie je narysuje i powieszę na ścianie :) :D

      2. Tak duże przeskoki prognostyczne świadczą o jednym: to wszystko jeszcze zdecydowany FUS – i to bez względu, czy będzie w tych zapowiedziach -20°C, czy odwilż, czy jednocyfrowy mróz.

        Prognozy były przez pewien czas dość zgodne co do umiarkowanego mrozu, mniej więcej ok. 24-25.01. Teraz już i tu pojawiają się rozbieżności – więc nie pozostaje nic innego jak czekać na dalsze prognozy, albo… kończyć oceny na mniej więcej tej sytuacji (na razie):
        http://www.wetterzentrale.de/maps/ICOOPEU00_96_1.png

      3. Podskórnie zresztą czułem, że jak zacznie się zbliżać termin wróżebno-medialnej odsłony jednego słusznego modelu, to zacznie przechodzić on na ciepłą skrajność. I oczywiście się nie myliłem:-)
        Z tym, że ta ciepła oznacza temperatury wokół zera. Natomiast cały czas nie brakuje i tych z dwucyfrowym mrozem (patrz zwłaszcza GEM) – z zastrzeżeniem jak wyżej: na dzisiaj “fusiarstwo” zaczyna się nam już od ok…. 24.01, czyli za 4+ dni (!).

        1. Faktem jest że narazie krążymy cały czas wokół norm. Nie mamy ani zdecydowanie zimowej pogody ani dużego ciepła. Ot taki normalny styczeń bez skrajności ( zaznaczam póki co bo koniec stycznia to wciąż zagadka). Jeśli chodzi o samą pogodę to wreszcie jest więcej słońca i tu na Mazowszu przy tych lekko ujemnych tempraturach za dnia brakuje mi przynajmniej z 5 cm śniegu do pełnego zadowolenia. Na koniec napiszę o SSW. Ten temat cały czas jest aktualny a najzimniejszy okres tej zimy jest wciąż przesuwany. Mam nadzieje że o ile nadejdzie taki okres to nie padnie to jak np. w zeszłym roku koniec lutego/marzec tylko wcześniej. A już najgorsza opcja to pojawienie się największych anomalii ujemnych wiosną marzec/kwiecień.

          1. Ranny ECMWF jest dla mnie dość przyjemny. Redukuje mrozy przeważnie do wartości jednocyfrowych, ale i zarazem bez odwilży nawet za dnia. Daje też szanse zarówno na okresowe rozpogodzenia, jak i opad śniegu (ale nie w ilościach paraliżujących życie).

            Cały czas liczę, że “wygrają” opcje pośrednie – zwłaszcza, że na Mazowszu od przyszłego tygodnia zaczynają się ferie. Z drugiej strony wiem, że pogoda to nie żaden plebiscyt i od nikogo z nas (jednostkowo) nie zależy. W razie aury niesprzyjającej aktywnościom na zewnątrz, będziemy uskuteczniali inne zajęcia:-)

  99. @admin
    Skoro w temacie wątku mamy Budapeszt to nie zechciałbyś pokazać średniej temperatury lata dla środka Europy tak aby na mapie było widać Polskę i Węgry?

    1. Żebyś mógł sobie postawić tezę z sufitu, że lato w UK jest ok, bo jest większa różnica między latem w HU a PL, niż PL a UK? Nie, dzięki, nie idę w Twój cherry picking. Sam se zrób.

      1. @admin

        Nie w tym rzecz. Czytałem latem 2018 dużą liczbę komentarzy tu na blogu o tym, że mamy lato jak na Bałkanach. Lato 2018 mogło leżeć co najwyżej koło przeciętnego węgierskiego. Nie mówiąc już o Bułgarii, Rumunii czy Grecji. Taka mapka ze średnią lata od Grecji po Skandynawie ( może też być od Węgier po Bałtyk tak jak wcześniej pisałem) byłaby zwyczajnie ciekawa i edukacyjna.

  100. No i w końcu bezchmurny dzień, kompletnie bezwietrzny, bezśnieżny i oszroniony. Temperatura nad ranem niestety tragiczna, ale na szczęście Słońce szybko ogrzewa powietrze i jest szansa że maksymalna zbliża się do zera. Tym razem C Mazowsze ma szczęście, gdyż już 100 km na północ jest gruby stratus od rana.
    Ogółem pogoda jak najbardziej do życia, ale tylko w ciągu dnia, który niestety jest bardzo krótki. Obok pogody z opadem śniegu i -1 bez wiatru to mimo wszystko mój ulubiony typ mroźnej wersji zimy.
    Niestety od jutra wracają mdłe stratusy, które pewnie będą przykrywać niebo 24/7…. Albo gorzej, rozpogodzenia, będą pojawiać się w nocy… Cóż, nie widać niestety ocieplenia w prognozach, ale też silne mrozy odwołane – dobre i to.

    PS O smogu nie wspomniałem, chociaż jest niestety bardzo wyczuwalny. Ale @Lucas, @anonim i paru innych mają rację – to nie jest wina pogody, tylko ludzkości…. I na pewno nie jest to dobry argument do udawadniania swojej racji, że “taka pogoda jest lepsza/gorsza”….

    1. W Wawie jest taki smog, że promienie Słońca nagrzewają jego cząsteczki i od nich nagrzewa się powietrze? :D

  101. Eh, u mnie słońce próbuje nieśmiało się przebić przez chmury, ale chyba bez powodzenia.
    Do końca miesiąca na moich terenach mroźno, ale nie tak jak jeszcze wczorajsze prognozy mówiły. No i też ma być mniej słońca, co się poniekąd sprawdza.

    1. A ja na południowym Podlasiu (zaraz za Bugiem) miałem okazję przez cały dzień radować się słońcem :D

  102. Ależ mają szczęście do pogody mieszkańcy południowej Polski – w końcu po tych zgniłych dniach z pierwszej połowy stycznia doczekali się słoneczka U mnie natomiast w Grudziądzu na granicy Kujaw i Pomorza dopiero teraz przedziera się przez chmury nieśmiało słońce, ostatnie dwa dni i noce były pochmurne przez co całą dobę utrzymywała się niemalże jednakowa temperatura -1C, -2C gdyby nie ten portal i mapki pogodowe nawet nie wiedziałbym że mamy jakiś wyż. W drugą stronę patrząc i północ Polski zasługuje na nieco słońca i mam nadzieję że i u nas zagości czyste niebo jeżeli nie będę okropnie zawiedziony. Na plus obecnej pogody mogę wziąść natomiast to że wyrównały się szalone dysproporcje temperaturowe między wschodem i zachodem kraju Słubice – biegun ciepła a prawie 10 stopni mrozu w nocy wow

    1. “gdyby nie ten portal i mapki pogodowe nawet nie wiedziałbym że mamy jakiś wyż.”
      Jeśli niebo jest jednolicie zasnute, nie wieje za mocno i do tego nie pada (bądź najwyżej mży), to szansa na to, że mamy wyż jest gigantyczna. Zimowe wyże przeważnie tak wyglądają.

      U mnie dzisiaj piękny dzień,duża częśc dnia bez chmur, ale niestety po 14:00 naszły powoli chmury i teraz jeszcze przed zachodem słońca jest właśnie typowo wyżowa, jednolita pokrywa ze stratusa.

    2. W tamtym roku to północ i zachód Polski były uprzywilejowane pod względem ilości Słońca. Choć mam nadzieję że nie będziemy musieli czekać jakoś długo na dłuższy okres ze słońcem. Południowej Polsce się należy to słońce, mam nadzieję że w tym roku cała Polska zostanie obdarzona słońcem w miarę równomiernie.

    3. Grudzień na południu to był jakiś dramat – od 9 XII do 3 I zero słońca. Kompletne zero, nawet nocami nie było rozpogodzeń. Do tego pieprzony deszcz prawie codziennie, szczególnie w ostatniej dekadzie grudnia. Od 4 I tego słońca zrobiło się troszeczkę więcej ale nadal bardzo mało, w sumie tylko 7 I było go dużo. A dłuższy okres ze słońcem choćby pół dnia mamy dopiero teraz, po raz pierwszy od końca listopada.

      Inna sprawa że jest zima i normy są tak żałośnie niskie, że po tym słońcu nie ma co rozpaczać nawet. Grunt żeby było biało i żeby nie padał deszcz. Wtedy se może być pochmurno i mi to nie przeszkadza. Takie -5 st, 20 cm śniegu. Nie ma siarczystych mrozów nocami i rano, nie ma szarugi po horyzont bo leży śnieg i nie pada lodowaty deszcz przy temperaturze plus 3 st.

      1. ogółem z meritum wypowiedzi się zgodzę, grudzień w rejonie katowickim był naprawdę “podły” pogodowo – zwłaszcza jeśli chodzi o usłonecznienie.
        Ale… kilka drobnych uwag.
        Na pewno stwierdzenie, że prawie codziennie padał “deszcz”, jest niewłaściwe, od 11 do 20 grudnia wg stacji katowickiej panowała tam zima ze śniegiem i mrozem. Padał więc głównie śnieg, a potem 18-20 grudnia wgl nie padało. Pokrywa też była wyraźna, około 5 cm. Więc czas na “prawie codzienny deszcz” zostaje tylko w połowie tego okresu – z czego 24-25.12 to też był śnieg, a nie deszcz, z tego co widzę.
        Stwierdzenie “zero słońca” też jest niewłaściwe, mocno wyolbrzymione i przeczy temu co mówiłeś swego czasu (a mówiłeś, że pare razy się pojawiało na jakiś czas w 2 i 3 dekadzie grudnia). Ba, nawet stacja, która, jak sam mówiłeś – zaniża dane, pokazuje w tym okresie słońce 9,10 i 21 grudnia, 1 i 3 stycznia.

        No i “lodowaty deszcz”… toż to oksymoron, no chyba, że masz na myśli marznący deszcz. Przy +3 to jeszcze pół biedy, ale dla niektórych to jest “lodowaty deszcz” (albo po prostu lodowato) przy +15. To dopiero prawdziwy śmiech na sali :)

  103. Zima 2018/2019 jest kompletnie nijaka przynajmniej w województwie Kujawsko-Pomorskim, przez dłuższy czas mieliśmy przepychankę pomiędzy jesienią a zimą i teraz gdy miałem nadzieję że pogoda się w końcu zdecyduje i może zima się umocni jak to często bywa na przełomie stycznia i lutego nadszedł wyż zgnilec który ani nie przynosi dużych mrozów ani wielkiego ciepła ale przede wszystkim słońca również specjalnie dużo nie przynosi :-( szybko zapomnę chyba o tej zimie bo nie wyróżnia się ona niczym może poza dużymi ilościami śniegu w górach Ogólnie nudy ciąg dalszy, niech przyjdą siarczyste mrozy albo wiosna bo takie coś co mamy teraz czyli lekko ciepła zima bez słońca może przyprawić o depresję chyba tylko

  104. Byłem dzisiaj na spacerze po lesie. Mocno surrealistyczna jest ta pogoda z mrozem niby niezbyt silnym ale jakimś nieprzyjemnym w odczuciu i brakiem śniegu. Nie dam sobie wmówić (a niektórzy to próbują udowadniać jak choćby słynny królewicz), że tak wygląda typowa polska zima. Dobrze że jest spora szansa, że w przyszły weekend widoki w okolicach Wwy będą już dużo bardziej zimowe.

  105. Największym minusem zimy 2018/2019 jest to że jest ona cały czas lekko ciepła względnie norm ta niewielka różnica implikuje za sobą częste przechodzenie temperatury przez 0C a przez to brak wyraźnej jaskrawości i wyrazistości (brak wielkich mrozów, brak wielkiego ciepła), nie mieliśmy jeszcze wiosny pełną gębą ale też nie mieliśmy wyżu który by nas porządnie zmroził. Gdyby nie wyjątkowo zasypane śniegiem góry szybko byśmy zapomnieli o tej zimie. Ja u siebie w Kujawsko-Pomorskiem w dalszym ciągu oczekuję nieco więcej słońca bo od początku obecnej przebudowy barycznej dominują u mnie tylko podłe stratusy

    1. A tymczasem w prognozach dość szybko z wyżu nad Morzem Norweskim pojawił się niż. I co? W prognozach zamiast przysłowiowej “dżumy” (silny mróz w wielu miejscach bez śniegu lub ze zlodowaciałą szrenią) zaczyna pojawiać się “cholera”, czyli powrót do około-zerowego badziewia pogodowego. Oby chociaż w takich okolicznościach nie padało, bo czekają nas ponownie wówczas “atrakcje” typu: chlapa/rozlewiska/gołoledzie/lodowiska, itp…

      Zwrócę jeszcze uwagę, że zagon dużego mrozu z N/NE Europy oraz jej obrzeży tak szybko się nie wycofa. Cały czas istnieje ryzyko, że jak nie teraz, to ponownie ruszy późną zimą i/lub wczesną wiosną…

      1. @lucas
        już to kiedyś tłumaczyłem – jakby ruszył teraz, to tylko ZWIĘKSZYŁOBY ryzyko, że ruszy wczesną wiosną.
        Fakty są takie, że korelacja lutego z marcem jest BARDZO wysoka (jeśli chodzi o temperatury), więc tym bardziej cieszyłaby mnie opcja ciepłego lutego. Aby po ciepłym lutym zdarzył się zimny marzec, lub nawet “w normie”, to naprawdę nie kojarze takiej sytuacji. Luty 2013 i 2009 niby, ale te lute, to ciężko nazwać jakimiś wyraźnie ciepłymi. Wcześniej chyba 1998. Ale już darujmy sobie korelacje, po prostu im bardziej się zmrozi gleba, im więcej śniegu spadnie, tym później trudniej wiośnie będzie stoczyć ostateczny, zwycięski pojedynek z zimą.

        A co do fusów na 180-240h – są one niemal całkowicie suche i do tego ze sporą szansą na duże ilości słońce (na to drugie jednakowoż należy wziąć poprawkę). Najgorsza (opadowa) pogoda miałaby panować właśnie tuż przed nadejściem ocieplenia, w dniach 25-26.01 – i dobrze, bo jak ma już coś padać to lepiej śnieg, a nie opad mieszany, przy minimalnie wyższej temperaturze.

        1. A co w takim razie z przypadkiem zeszłorocznym (luty/marzec)…? Długo, długo zima łagodna/lekka, aż tu nagle fala silnego mrozu.
          To może zdarzyć się przecież już np. z 1-3 tygodnie wcześniej, albo trochę później. Na razie wiadomo tylko, że aż tak dużego ochłodzenia nie będzie mniej więcej do końca stycznia.

          1. Zeszłoroczny przypadek to po pierwsze już zimny luty (a po nim marzec).
            Po drugie on i tak był bardzo nietypowy, bo wcześniejsza cześć zimy była ciepła, i to bardzo. Sytuacja kiedy bo cieplej pierwszej połowie zimy nadchodziła zimna druga- z przesunięciem tego na marzec, zdarzyła się tylko dwa razy w tym wieku. Nie jest to z pewnością nic typowego.
            Generalnie jak pogoda w “przededniu” lutego zaczyna iść ku wiośnie (przedwiośnie) , to się rzadko wycofuje z tego.
            W tym roku sytuacja jest niestety zgoła inna i nie jestem aż tak spokojny o szybką wiosnę, jak byłem (podobnie jak większość ludzi tutaj) rok temu. Niemniej z każdym kolejnym “ominięciem” większych fal mrozów zwiększa się szansa na szybką wiosnę.

          2. @kmroz
            I właśnie nietypowości – eskalowanych dodatkowym zaburzenie związanym z AGW – możemy mieć coraz więcej (takich, czy innych).

          3. @kmroz
            Zresztą luty jest jeszcze całkowitą niewiadomą. Na pewno jakiś jeden układ baryczny z III dekady stycznia nie przesądza o całym kolejnym miesiącu (i następnych). Tym bardziej, że silny mróz z N/NE Europy ma mimo wszystko nie ustąpić.

          4. Nic nie przesądza, mówię o prawdopodobieństwie. Po prostu “walczę” z mitem, ze brak silnych mrozów zimą, spowoduje silne mrozy, czy Wgl mrozy na wiosnę (w marcu)- bo statystycznie jest zgoła odwrotnie. A niestety podczas ostatnich kilku łagodniejszych zim naslyszalem się sporo tego mitu. Co ciekawe, słyszałem nawet takie bzdury, ze w 2016/17 po łagodnej zimie i ciepłym (???) lutym, wróciła zima na wiosnę. Oczywiście tutaj mieliśmy odwrotny przypadek niż wg tych bzdurnych teorii, bo zima była dość sroga, ale już od połowy lutego zrobiło się ciepło i dość szybko rozwijała się wiosna.

          5. @kmroz
            Ale przecież to nic nadzwyczajnego (nietypowego) jakby najsilniejsze “uderzenie” zimy nastąpiło dopiero w lutym, z opcją przeciągnięcia na marzec. Tym bardziej, że tym sezonie zarówno grudzień, jak i styczeń będą chłodniejsze od tych sprzed roku (styczeń ma spore szanse okazać się termicznie normalnym).

            Oczywiście o niczym nie przesądzam, tylko daję “pod rozwagę”, że możemy mieć różne opcje przebiegu zimy.

    2. Zgadzam się. Tak nijakiej, mdłej i pozbawionej charakteru zimy już dawno nie było. Jest ona kompletnym przeciwieństwem ubiegłorocznego lata. Szkoda.

  106. U mnie dzisiaj kolejny dzień z przewagą pogodnego i nieba i słońca. W dzień lekki -2-0 stopni, a w nocy aż minus 10 stopni. W znaczniej większości śnieg stopniał, ale w zacienionych miejscach, na obrzeżach mojego miasta, w lasach jeszcze leżą pojedyncze kupki śniegu. Tak suchych chodników i ulic to nie widziałem od końca listopad. Jest dużo piachu, a także lód po zamarzniętych kałużach.
    I takie spostrzeżenie
    Fanom ciepłej zimy obecnie brakuje do szczęścia dodatnich temperatur, bo jest słoneczna i sucha pogoda (ale ujemna tmax), a fanom prawdziwej zimy brak do szczęścia opadów śniegu i pewnie większego mrozu.

  107. Na SE leży szczególnie dużo śniegu,a i mróz spory więc normalna zima,choć po tych mroźnych nocach ten śnieg jest jak beton twardy,ja chodziłem po nim nie wpadając bo potrafi nawet człowieka utrzymać na powierzchni,ma to swoje plusy,ale i minusy,bo niezyt dobrze jeździ się na nartach po takiej nawierzchni a upadek na taki zmrożony śnieg jest bardziej bolesny i konuzjogenny niż wpaść w puch.Plus jest taki że nie ma szans na zejście lawin.

    1. Śnieg jak beton jest z powodu odwilży. To co nie zdążyło się stopić zamarzło wraz z przyściem mrozów. I jest teraz taka twarda skorupa.

      Jakby odwilży nie było, to śnieg byłby sypki i nielepiący się ale na pewno by nie utrzymał człowieka na powierzchni bez zapadania się.

      1. U mnie prawie nie ma śniegu. Nie wiem tylko po kiego czorta co godzinę jeżdżą piaskarki i wysypują na drogi tony soli.

  108. Kurcze myślałem, że zobaczę zaćmienie księżyca dzisiaj ok 6 rano, bo jeszcze 1-2 h było bezchmurnie i księżyc w pełni świecił, a teraz patrzę przez okno i widzę,że niestety nasunął się stratus i niebo jest całkowicie zachmurzone. :(

    1. Niestety u mnie też się nie udało :( Poprzednie zjawiska zakryciowe jak zaćmienia księżyca z 2011,2015 i 2018 roku i zaćmienia słońca ze stycznia 2011 i marca 2015 udały się wyśmienicie, teraz niestety zabrakło szczęścia. A wieczorem niebo było bezchmurne…

  109. Zadziwiające, jak ciągle powraca na różnych polskich forach – niczym bumerang – temat angielskiego lata, rzekomo klimatycznie “cieplejszego” lub przynajmniej “prawie tak samo ciepłego” jak polskie.
    Dla propagatorów tej tezy mam jedną, za to podstawową radę: traktowanie Londynu jako klimatycznej reprezentacji UK, albo choćby samej Anglii, jest zwodnicze. A już zwłaszcza stacji Heathrow, która jest pod bardzo silnym wpływem potężnej londyńskiej miejskiej wyspy ciepła (a może jeszcze jakiegoś czynnika lokalnego).
    Jeśli ktoś w to nie wierzy, to niech sobie porówna dane o średniej wieloletniej (albo któregokolwiek konkretnego rocznika) temperaturze tejże stacji (sezonu letniego), z którąkolwiek z innych londyńskich stacji lotniskowych, położonych parędziesiąt km dalej od samego miasta (w dowolnym kierunku geograficznym, może być północ albo południe), np. Stansted albo Gatwick.
    To co do Anglii, choć lato w Irlandii Północnej chyba też nie odbiega istotnie “in minus” od polskiego, skoro tu na forum napisano:

    “@Finrod:
    “Lato 2013 spędziłem koło Belfastu i niemal cały czas było około 30 stopni i słońce. Dopiero w połowie sierpnia była wielka ulewa i się ochłodziło. U nas było chyba podobnie (…)”.
    >> Podobnie? To nader ciekawe spostrzeżenie, bo łatwo sprawdzić, że średnie Tmax sezonu letniego w Belfaście (lotnisko) w roku 2013 były następujące:
    Czerwiec 17,7°C, lipiec 22,5°C, sierpień 19,0°C.
    A np. w Warszawie (Okęcie) za te miesiące było odpowiednio:
    23,3°C – 25,2°C – 24,8°C.
    Dla czerwca i sierpnia, wartości z Belfastu oznaczałyby dla Warszawy być może rekordowo zimne miesiące. A lipiec zaliczono by u nas do zdecydowanie chłodnych. Różnica między obu miastami była bardzo poważna – na korzyść Warszawy.
    Co nie oznacza, że sporadycznie nie może się nigdy trafić dzień czy parę dni cieplejszych w Belfaście, niż w tym samym czasie w Warszawie. Czasami bywa, że w Warszawie jakiś dzień jest cieplejszy, niż w Atenach. Jednak decydują wartości średnie z dłuższych okresów.

    @ArcticHaze:
    “Wydaje mi się, ze jedyne sensowne porównanie to porównanie ze sobą miast albo niewielkich regionów “Pomorze ma latem podobny klimat jak południowo-wschodnia Anglia, ale zimą jest chłodniejsze”. Natomiast porównywanie uśrednionych wartości z rejonów o różnym klimacie z innymi uśrednionymi wartościami dla innego regionu o arbitralnych granicach [1] nie ma żadnej wartości naukowej.”
    >> Jestem tego samego zdania. Ja też (sprowokowany dyskusjami o rzekomo cieplejszym od polskiego lecie angielskim) robiłem sobie porównania klimatu Warszawy i Londynu. A warto pamiętać, że podczas gdy Londyn latem jest najcieplejszym miejscem w całym UK, to Warszawa bynajmniej takim nie jest dla całej Polski. I co się okazało?
    Kolejna rada dla badaczy “letniej bitwy” angielsko-polskiej: jeśli Warszawę ma reprezentować Okęcie, to przedstawicielem Londynu Gatwick będzie znacznie “uczciwszym”, niż Heathrow. A jeśli Londyn reprezentuje Heathrow, to Warszawę powinno reprezentować nie Okęcie, tylko Bielany. A jeszcze lepiej – śródmiejskie Filtry. Wtedy każdy się przekona, które miasto posiada (w uśrednieniu) cieplejsze sezony letnie. Podpowiadam – Warszawa. I to wyraźnie.
    Może zapyta ktoś, skąd wiem że Heathrow (stacja położona 24 km od centrum Londynu) jest pod przemożnym wpływem miejskiej wyspy ciepła i/lub jakiegoś innego lokalnego czynnika podnoszącego jego temperatury?
    Ano stąd, że porównałem średnie Tmax z Heathrow i śródmiejskiej londyńskiej stacji St. James’s Park. Różnica między oboma (okres 2014-2016) była znikoma: +0,05°C w skali roku śr Tmax na korzyść St. James’s, a w sezonie letnim Heathrow było nawet nieco cieplejsze!
    Miasto Londyn i cała reszta UK, to są klimatycznie dwie różne kwestie – osobliwie w odniesieniu do sezonu letniego.
    Chcecie porównywać lato angielskie z polskim? To oddalcie się na “bezpieczną odległość” od Londynu. W dowolnym kierunku.

    1. To co tam Londyn “nadrabia” latem swoją olbrzymią MWC u nas latem jest średnim standardem w ogóle w cieplejszych regionach bez tego wpływu.
      Natomiast z połowa obszaru Polski jest średnio 0,5-2,5 st. cieplejsza od średnich standardów termicznych latem w Anglii (nawet pomijając istotnie chłodniejsze Szkocję, czy Irlandię).

      Oczywiście możemy porównywać sobie np. Londyn z Gdańskiem (lub innymi miastami). Tyle tylko, że nie należy zapominać, że (pomijając wpływ MWC) okolice Gdańska są latem jednymi z najchłodniejszych miejsc w Polsce, a okolice Londynu… jednym z najcieplejszych (!).

      1. Uzupełnienie – w końcówce miałem na myśli oczywiście:
        “(…) a okolice Londynu… jednym z najcieplejszych w Anglii i na całych Wyspach Brytyjskich”

      2. Trzeba wziąć pod uwagę że tam decydujący wpływ ma klimat morski a u nas jest przejściowy. U nas przez cały rok występują większe amplitudy/większa zmienność termiczna również latem. U nas może być latem +40 jak i +10 a tam +35 jak i +15 poza tym jak napisałem temperatury częściej się zmieniają. Najbardziej porównywalny jest klimat Anglii części SE do Pomorza w Polsce. Inne regiony Wielkiej Brytanii mają już bardzo odległy klimat od jakiekolwiek regionu Polski. O lecie w przeciętnym polskim wydaniu w Szkocji czy Irlandii Północnej można zpomnieć. Temperatury 25+ są tam dużą rzadkością a 30 stopni to już praktycznie wartości rekordowe.

    2. @Ben Wwa
      Te średnie dla Warszawy (jak i dla Belfastu) wziąłeś z kosmosu, bo było wtedy około 20,0-20,5*C. Podobnie jak te 22,5*C, które dla Warszawy miałoby być chłodne?! Wszelkie atlasy podają przeciętne średnie lipcowe dla Warszawy ze starych okresów referencyjnych w okolicy 18-18,5*C.
      Oczywiście latem w Belfaście jest wyraźnie chłodniej niż w Polsce, ale lipiec 2013 był wyjątkowo upalny i suchy z anomaliami nawet do +10 K i jedyne co go odróżniało od przeciętnego polskiego lata to brak większych skrajności jak okresowe upały >30*C, 35*C i brak kilkudniowych załamań pogody i deszczów z temperaturami około 15*C. Cały lipiec miał średnie dobowe w okolicy tych 18-19*C.

      Tutaj link do fajnego podsumowania lipca 2013 w UK: https://www.metoffice.gov.uk/climate/uk/interesting/2013-heatwave

      1. @Ben Wwa
        PS. Oczywiście nie doczytałem, że pisałeś o średnich Tmax, a nie średnich dobowych, ale to i tak manipulacja danymi, bo średnie dobowe (najważniejszy dla nas parametr) różniły się już tylko o około 1*C.

  110. @Ben Wwa
    Jeżeli chodzi o mnie to nigdzie nie pisałem, że lato w Anglii jest cieplejsze. To jest doskonały przykład jak Lucas Wawa zmanipulował (świadomie lub nie ) przekaz przez nieumiejętne przeczytaniu wyrazu. Użyłem wyrazu GORSZE Lucas a nie GORĘTSZE. Litości!

    Napisze sobie luźniejszy post w nadziei, że Admin mnie nie rozszarpie na strzępy :).
    Proszę aby go przeczytać uważnie a nie tak jak to robi Lucas Wawa.

    ZGADZAM się, że 1.2c to różnica znaczna w odbiorze warunków termicznych. Jednak sama różnica tego rzędu nie gwarantuje w miejscu A udanego lata a w miejscu B lata nieudanego (“beznadziejnego”). Zwłaszcza, że dla niektórych (np FKP, czy alewis27) udane lato jest dopiero wtedy gdy średnia dobowa wynosi 20c. Czyli standardem musiałby być takie lata jak ubiegłoroczne 2018 lub nieco chłodniejsze. Dla takiego FKP lato ze średnią 16.4 będzie beznadziejne a lato ze średnią 17.6 może już nie takie beznadziejne, ale nadal mocno poniżej oczekiwań.

    ZGADZAM się również, że Londyn nie reprezentuje klimatu całej Anglii a tym bardziej Wysp Brytyjskich. Wyspy Brytyjskie mają bardzo zróżnicowany klimat. Pisanie o beznadziejnym angielskim lecie bez zaznaczenia różnic pomiędzy Walia, Irlandią Północną a południowo-wschodnia częścią Anglii jest po prostu tak samo naciągane jak mój przykład z Londynem w porównaniu do Polski. Tak jak pisał Arctic Haze. Porównywanie granicami administracyjnymi nie ma sensu. Zwłaszcza w dużych państwach. A Wyspy Brytyjskie są bardziej zróżnicowane pogodowo latem aniżeli Polska. Różnica latem pomiędzy Irlandią Północną, Walią a cieplejszą Anglią SE to ok 2-2.5c i około 200 godzin usłonecznienia. W skali roku natomiast różnice w usłonecznieniu sięgają 600 godzin. Średnia lata w Irlandii Północnej to 13.9c, Walia może pochwalić się średnią 14.5, Południowo wschodnia Anglia 16-16.4c.
    Do tego dochodzi zdecydowana przewaga (w stosunku co do zachodu) na korzyść Anglii południowo-wschodniej innych parametrów, które wpływają na postrzeganie lata. Suma opadów, liczba dni z opadem, średnia prędkość wiatru, usłonecznienie, średnia wilgotność itp.
    W Polsce nie mamy takich kontrastów pomiędzy wschodem i zachodem co może być dziwne dla niektórych.

    Można napisać, że klimat UK jest beznadziejny latem, ale z zaznaczeniem, że jest mocno zróżnicowany. Beznadziejny jest przede wszystkim w zachodniej części. W części południowo wschodniej jest o wiele przyjemniejszy do życia a sam Londyn ma średnią na poziomie Katowic i wielu innych polskich miast. Tak powinienem napisać na początku, ale pisałem na szybko zbyt ogólnikowo za co słusznie zostałem skrytykowany przez Admina.

    Klimat UK jest ciekawy dla mnie właśnie przez to, że południowy pas to inny świat mocno odbiegający od innych regionów wysp. Śródziemnomorska architektura, palmy w przydomowych ( i nie tylko) ogródkach, mariny i piękny błękit morza przenosi nas w zupełnie inną krainę. W Polsce nie doświadczymy takiego kontrastu przyrodniczo-pogodowego. Nie mamy innej strefy z podzwrotnikową roślinnością. Taka roślinność oprócz łagodnych zim, potrzebuje również trochę ciepła aby mogła się rozwijać. Sama łagodna zima nie wystarczy, więc widoki z Irlandii Północnej są nieco inne jak te z południowych krańców wyspy. Jeżeli daktylowiec kanaryjski potrafi produkować liście na południu Anglii to ciężko powiedzieć, że lato jest tam beznadziejne. Ale nawet jeżeli uznamy, że te 16.4c to lato beznadziejne, to sam okres ciepły kwiecień- wrzesień już taki beznadziejny nie jest w porównaniu do Polski. Wrocław 15.2, cieplejsza Anglia 14.4. Rożnica wciąż jest znaczna, ale spada nam do 0.8c. W każdym bądź razie takie średnie wystarczają aby daktylowce kanaryjskie i inne rośliny strefy podzwrotnikowej mogły się rozwijać.

    Podobną fascynację wzbudza u mnie klimat zachodniej Kanady (okolice Vancouver) i wszystkich innych miejsc gdzie na wysokiej szerokości geograficznej 50-55N jest stosunkowo ciepło co pozwala na egzystencję innych roślin jak te pospolite z klimatu umiarkowanego.
    Vancouver w Kanadzie to bardzo ciekawe miejsce. Szerokość 49 N. Leje tam cała zimę by na dwa miesiące lata zapanowała susza i dużo słonecznego nieba. Dużo egzotycznej roślinności, zupełnie inny świat jak reszta Kanady, ale przecież można skomentować w stylu @alewis27 dobry klimat , ale mroźne zimy. Mroźne, ale nie wszędzie.

    1. Widzę, że ja też nie jestem do końca dobrze rozumiany…

      Moje przesłanie jest krótkie: w Polsce mamy znacznie więcej miejsc z bardziej wyrazistym latem w porównaniu z Anglią (a tym bardziej z całym UK + Irlandią).
      Nie jest tak, że różnimy się istotniej tylko zimą – choć wówczas pełna zgoda, że różnica ta jest bardziej wyrazista na poczet chłodniejszej/mroźniejszej Polski.

    2. Vancouver czy południowe wybrzeże Anglii to rzeczywiście ciekawe klimaty z usłonecznieniem około 2000h, zdatne do życia, choć to co było w 2018 roku można uznać za maksimum możliwości, na jakie stać polski klimat i jest jak najbardziej pożądane.

    3. Vancouver fajny od IV do IX. Od X do III bardzo niefajny. 700 mm deszczu w porze chłodnej i to wszystko przy najbardziej nielubianych przeze mnie temperaturach ok. 10 stopni. Za to jest odpłata w postaci suchej i słonecznej pory ciepłej. Ale dość chłodnej. Tmax w maju 16 stopni? Niezbyt ciepło.

      Usłonecznienie zimy tam jest podobne co w PL, 50-60h na miesiac. A śniegu nie ma, jest za to ściana deszczu. 5x tyle opadów co w PL. Nie, dziękuję za taki klimat.

      1. @alewis27

        Dokładnie tak. Vancouver, podobnie jak Seattle, jak i zresztą całe wybrzeże stanu Washington i Oregon to jedno wielkie deszczowisko zimą. Dla mnie granicą znośnych deszczów było mniej więcej San Francisco (na południe OK, na północ za mokro).

      2. Ze względu na dużą ilość Słońca i małe opady latem oraz wysokie opady zimą Vancouver czasem od biedy zalicza się do klimatu śródziemnomorskiego w wersji chłodniejszej według klasyfikacji Koppena

  111. Jeżeli sprawdzą się ostatnie prognozy – a zgodność co do czego jest coraz to większa – to obecny styczeń będzie pierwszy od 16 miesięcy (czyli od września 2017 r.) termicznie normalnym – z Tavg w skali kraju bliską okresowi ref. 1991-2018 lub nawet 1981-2010.

    Będzie to też miesiąc ze stosunkowo najniższymi wahaniami zarówno w kierunku ujemnych, jak i dodatnich anomalii – zwłaszcza jak na miesiące zimowe. Znamienne będą też spore dysproporcje w średniej anomalii między Polską W/NW a E/SE w 1. poł miesiąca oraz w pokrywie śnieżnej między górami a terenami nizinnymi kraju (zdecydowanie większe niż wynikałoby to z norm).

    PS.
    W mojej subiektywnej ocenie będzie to zarazem jeden z najmniej wyrazistych pogodowo miesięcy (zwłaszcza zimowych) m.in. na C Mazowszu.

      1. W Katowicach się różni trochę. Tak o 0.4K. Najcieplejsze stycznie były w latach 90. Żadna inna dekada się chyba do nich nie zbliży. Za to obecna dekada licząc od 2011 będzie miała jedne z najcieplejszych grudniow. Jedyny zimny 2012, cała reszta ciepła w tym rekord z 2015. Zostały już tylko 2 grudnie w tej dekadzie.

      2. Różnią się trochę, głównie za spraw mroźnych styczniów przed w latach 80-tych z 1987 na czele, w Warszawie 1981-2010 ma średnią -1,9, a 1991-2018 -1,6.

        1. Warszawa to jednak z tych stacji, która (podejrzewam, że ze względu na powstanie POW niedaleko stacji i ogólną rozbudowe miasta) nie jest dobrym wyznacznikiem. Lepiej spojrzeć ogólnokrajowo.
          Wiem, że na pewno 2001-2018 zaliczyło spadek względem 1981-2010, co do 1991-2018 to faktycznie mógł być minimalny wzrost, ze względu na serie tych wspaniałych styczniów w latach 90-tych.

  112. Niestety w Poznaniu koło 3 w nocy się zachmurzyło i trzyma aż do teraz. Są relacje z innych części kraju, że zaćmienie nie było mocno ciemne, z różowym odcieniem.

  113. Katowice dzisiaj zastratusiło, cały dzień nisko wiszący Stratus przy niskiej temperaturze. W dzień się w ogóle nie ocieplilo i temp krąży wokół -7. Wciąż wolę to od odwilży i deszczu ale jednak zapowiadano słońce którego nie ma w ogóle.

    Prognozy dość nudne, obecnie jest wersja z lekką odwilża w przyszłym tygodniu. Ale to się może zmienić o 10 stopni w dół, nie wiadomo co będzie. Na wschodzie i północy Europy coraz większa ekspansja silnych mrozów i będę zaskoczony jeśli w lutym ani razu nie przyatakują naszego kraju na parę dni. Ciepłe zimy bez dużych mrozów mają te mrozy wywiane za Ural. Teraz tak nie jest, wystarczy jakaś słaba blokada i od razu zrobi się mrozno.

      1. Trochę źle napisałem komentarz (bo wynika z niego, że jutro czekają nas dwa dni) Ale chyba wiadomo o co mi chodzi.
        Że czeka nas przynajmniej jeden, albo ewentualnie dwa dni wolne od niskiego zachmurzenia.

    1. Dzisiaj na N Europy nawet za dnia notowano miejscami ok. i nieco poniżej -30°C.
      Będzie kolejne zmaganie cieplejszych mas z nad N Atlantyku lub mórz S Europy, ale i ten mróz na N/NE kontynentu szybko nie odpuści. Zresztą już niebawem cyrkulacja zacznie wykręcać na bardziej kontynentalną, a przez co 2. połowa tygodnia będzie średnio o 1-5 st. chłodniejsza (mroźniejsza) od ostatnich dni. Pomimo przewagi suchych dni w III dekadzie stycznia, modele też nie wykluczają jakiś przejściowych stref z opadami śniegu. Czyli jednak mimo wszystko ma być bardziej zimowo, niż późnojesiennie.

      1. Dnia? Jakiego dnia. Na dalekiej północy Europy nie ma przecież czegoś takiego jak dzień. Jest ew. brzask i zmierzch, nasłonecznienie nie istnieje w ogóle. Temperatura zależy w pełni od adwekcji.

        1. Na samych N/NE krańcach Europy faktycznie mają tylko noc polarną, choć już w środkowej Skandynawii trochę dnia jest (niewiele, ale jednak).

          Natomiast tak silny mróz na N/NE Europy (mam tu namyśli zwłaszcza T2M) to splot zarówno czynnika związanego z adwekcją, jak i po części również radiacją (bo w wielu miejscach jest tam pogodniej niż u nas!), a w obszarze wyżowym z inwersją i dość suchym powietrzem.

    2. Tu zresztą dobrze widać jak silny mróz opanowuje N/NE Europę:
      https://meteomodel.pl/AKT/IMG/temp99.png

      Natomiast w Europie środkowej najmroźniej jest w pobliżu środkowej części wału wyżowego (wokół naszych gór i S sąsiadów). I ma to miejsce na skutek typowego schładzania się powietrza w obszarze wyżowym nad lądem, bo czynnik adwekcyjny niewiele przyczynia się (póki co) do obecnej skali spadków temperatury – adwekcja jeszcze dzisiaj ma (miała) miejsce znad obszarów bardziej morskich na W/NW od Polski. Ale jak widać to już wystarcza do panowania całodobowego mrozu, a w strefach z nocno-porannymi rozpogodzeniami do spadków temperatury miejscami poniżej -10°C.

    3. @alewis27
      Wczoraj prognozy (zwłaszcza medialne) dały ciała jeśli chodzi o pogodne niebo i słońce.
      A jakby była sucha odwilż i słońce to nadal wolałbyś 7-stopniowy mróz i stratusa?

      1. Sucha odwilż i słońce mogła by być. Tyle że tej zimy taka w zasadzie nie występuje. W 70 dniach pory chłodnej (liczmy od 14.11 tak jak się trwale ochłodziło) były 2 (słownie: DWA) ciepłe i pogodne dni u mnie. Reszta odwilżowych dni to były szczelne chmury i deszcze. Najwięcej tego było w grudniu, w styczniu trochę też ale nie aż tyle.

      2. @zbigniew
        Nie oglądam medialek, ale znając życie, to dawały słoneczka na cały kraj w niedziele, poniedziałek i dziś, dobrze mówię? :)
        W praktyce każdy z tych dni w większej części kraju przyniósł stratusy.