109 Replies to “Wątek otwarty (33)”

    1. Wygląda na to, że po weekendzie czeka nas większe ochłodzenie – na Pomorzu średnia za następne 10 dni miała by wynieść 15-16 stopni…

  1. Aby trochę odstrychnąć od spraw lokalnych – na Atlantyku powstał huragan 2 kategorii Gert, drugi w tym roku. Wcześniejsze prognozy sugerowały że nie przekroczy stanu burzy tropikalnej. Jak na razie sezon wygląda słabo – kilka sztormów tropikalnych i huragan Franklin który zyskał siłę huraganu na kilka godzin.

    Gert porusza się po otwartym atlantyku, zmierza jakby w stronę Islandii, nie wygląda na to aby miał wpłynąć na Europę. W strefie zwrotnikowej powstały obiecujące zafalowania, ale przeszkadza im suche powietrze znad Sahary.

    1. Nie wpłynie na Europę?

      W Wielkiej Brytanii jedni liczą na ciepły koniec lata dzięki niemu
      http://www.telegraph.co.uk/news/2017/08/17/uk-weatherhurricane-gert-could-save-britains-summer-blast-warm/

      a inni obawiają się obfitych opadów:
      http://www.express.co.uk/news/weather/842515/Hurricane-Gert-uk-path-storm-track-update-weather-models-live-forecasts

      A jeśli przejdzie przez UK to i do nas trafi. Przynajmniej do północnej Polski. Bo taki jest typowy szlak niżów atlantyckich:

  2. Ja też chcę ciepło i burze, najlepiej przez cały rok, 24h na dobę. Zimy nienawidzę, śniegu nie cierpię, a mrozu nie znoszę. Nigdy więcej zimy!

  3. Wrzucę ciekawostkę choć z 2014 (Ale dla mnie nowość)- Okazuje się że silne trzęsienia ziemi mogą wpływać na lód Antarktydy -Nie będę streszczał artykułu i odbierał przyjemności czytania bo temat jest ciekawy wiec zachęcam do przeczytania.
    [1] https://www.cbsnews.com/news/distant-earthquake-triggers-icequake-in-antarctica/
    [2] http://www.nature.com/ngeo/journal/v7/n9/abs/ngeo2212.html?foxtrotcallback=true
    ps. Wraz z ocieplenie lodowe trzęsienia zwiększają sile i częstość występowania byle nie okazało się że w drugą stronę jest podobna zależność

  4. Z prognoz wynika, że sytuacja po 22.08 jest jeszcze mało pewna. Niemal pewne jest duże ochłodzenie na niedzielę i poniedziałek (u mnie w ciągu dnia zaledwie 16-18; a w sobotę nawet 30), od wtorku miałoby być albo chwilowe ocieplenie (1 dniowe), a potem albo umiarkowane lato (22-24 st. i słońce) albo lekki chłodek 18-20…ja jestem za umiarkowanym latem, bo na chłody jeszcze przyjdzie czas.

    1. niestety, w niedzielę u mnie zaledwie 16 st., poniedziałek-czwartek 18-19, a dopiero na przyszły weekend miałoby się zrobić 22-23… :( 3 tygodnie lata mieliśmy tak naprawdę w tym roku…

  5. Tymczasem dzisiejsze prognozy GFS i ECMWF wskazują na kolejne upały w przyszły weekend, gdyby to się sprawdziło to mielibyśmy fajny ostatni weekend sierpnia.

  6. Dość już opowieści o samozapłonach gdy dzieją się ciekawsze rzeczy!

    Indeksy ENSO wskazywały wcześniej w tym roku lekką tendencję do kolejnego El Nino, co wydawało się dziwne tak niedługo po wielkim, dwuletnim z lat 2015-2016.Tuż po nim nastąpiła “nieudana” (zimna) La Nina, potem to prawie El Nino w tym roku. Aż tu nagle, przez jeden tydzień, indeks NINO34 spadł z +0.2 do -0.5. Czyżbyśmy mieli niezapowiedzianą nową La Ninię?!

      1. Nie. To zwykła anomalia. Już pisałem tu kiedyś, że jest to problem. Niemal widać podnoszący się trend na tym wykresie mimo olbrzymiej zmienności międzyletniej. Problem w tym, że tylko “nieomal” bo trudno oddzielić trend od samego ENSO. W jakim roku nie zaczniesz i nie skończysz obliczeń dostaniesz inny trend, właśnie przez tę dużą zmienność międzyletnią.

        1. Kiedyś pisałeś o tym i chyba wrzucałeś wykres z poprawka -A bez porównania do 97′ mi trudno powiedziec czy to nie jest poprawiony

          1. Pamiętam, ze pisałem. Nie pamiętam, ze wrzucałem. Muszę poszukać..

            PS. Dyskutowaliśmy o tym tu:
            https://meteomodel.pl/BLOG/enso-30-czerwca-1998-i-2016/
            i tu:
            https://meteomodel.pl/BLOG/enso-kolejne-prognozy/
            nieco ponad rok temu. I mam wrażenie, ze właśnie odmawiałem tam wstawienia “poprawionego” ENSO bo nie jest jasne jak go poprawić (ile z widocznego trendu to globalne ocieplenie ile efekt różnych faz cyklu ENSO i zmieniających się częstotliwości występowania obu jego faz).

          2. Pisałem dziś o “niespodziewanej” La Ninii. Trochę przesadziłem bo większość modeli na nią wskazuje:

            Miałem na myśli raczej gwałtowność przejścia z wartości plusowych od razu do -0,5. Bo rzadko zdarzają się takie różnice między sąsiednimi tygodniami. Musiał wzdłuż równika wystąpić nagle upwelling zimnej wody. Inaczej nie da się tak szybko zmienić temperatury powierzchni oceanu.

          3. @grzeg8

            Nieszczęście polega na tym, że… ten indeks praktycznie nie ma trendu. Chciałem zobaczyć co sie stanie gdy go “zdetrenduję” i odejmę średnią. Zrobiłem to dla całego jego zakresu (od 1990 roku). I wyglądał… bez zmian. A to dlatego, że miał trend -0.003 K/rok (praktycznie zero) i średnią 0.07 K (też praktycznie nic).

            A czemu nieszczęście? Bo to oznacza, ze w tym okresie trend ocieplenia praktycznie kasuje się z trendem związanym z fazą ENSO i zmienna częstością jego dodatnich i ujemnych epizodów. I jak tu rozdzielić jedno i drugie? No, nie ma sposobu. Można by wziąć trend temperatury np. tropikalnego Atlantyku, ale skąd wiemy, że na niego ENSO nie wpływa (tak naprawdę wiemy, że wpływa).

            Na koniec opis tej serii danych aby nie było wątpliwości, ze to naprawdę zwykła anomalia temperatury (sam zwątpiłem i sprawdziłem). Tak to anomalie, chociaż konia z rzędem temu kto zrozumie z tego jaki jest okres bazowy dla danych tygodniowych, jakie używam (chyba 1981-2010, chociaż mam wątpliwości):
            http://www.cpc.noaa.gov/data/indices/Readme.index.shtml

          4. @grzeg8

            Jeśli to byłem ja to zapewne też MEI. Pisałem o tym tu:
            https://meteomodel.pl/BLOG/a-w-1998/
            i tu:
            https://meteomodel.pl/BLOG/co-dalej-z-la-nina/

            I gdzieś tam propowałem aby użyć wprost SO – może to pamiętałeś?

            SO to Southern Oscillation, najstarszy indeks ENSO (dwie ostatnie litery są tego pamiątką), indeks wyłącznie z ciśnień z Tahiti i Darwin, Stworzył go jeszcze sam Walker przed wojną.
            http://www.bom.gov.au/climate/enso/history/ln-2010-12/SOI-what.shtml

  7. Nie wiem, czy ktoś zauważył, że mamy najchłodniejszy okres od… początku II dekady maja, przynoszący przez więcej niż 3. dni (w większej części Polski) temperatury już poniżej progu termicznego lata (bez wchodzenia w szczegóły, chodzi o ogólny jej poziom).

    Oczywiście będą jeszcze ocieplenia i dni z aurą (późno)letnią i to już w końcówce tego tygodnia, zwłaszcza na S kraju. Ale jednak trzeba powoli godzić się z tym, że wkraczamy w okres z coraz wyraźniejszym trendem spadkowym temperatury w skali roku, a aura coraz częściej będzie przypominała o zbliżającej się nieuchronnie jesieni.

    Wielu z nas zapewne ogrania nostalgia (mnie też…), ale przecież to nie żaden kataklizm, czy nieszczęście – grunt to odpowiednie nastawienia, a przy tym szukanie w pogodzie i przyrodzie jakiś pozytywów. Mnie np. oprócz z czasem coraz bardziej jesiennego kolorytu, bardzo podobają się zamglenia ścielące się zwłaszcza w zagłębieniach i nad akwenami wodnymi, zwłaszcza jak oświetlane są promieniami coraz niżej świecącego Słońca (piękne zwłaszcza o porankach i wieczorami). Oby w tym roku ładniejszy był październik, nawet kosztem nieco chłodniejszego września (w porównaniu z rokiem ubiegłym)…

    Ale na razie jeszcze cieszę się na zbliżającą się niebawem poprawę pogody i ocieplenie – wszak sierpień i zarazem wakacje dzieci jeszcze się całkiem nie skończyły:-)

      1. Zapewne będziemy mieli różnice między regionami – ale jednak w skali całego kraju dni 21-23.08 (a może i jeszcze 24.08) przyniosą nam po raz pierwszy od połowy maja w takim stopniu temperaturę “nie-letnią”.

    1. Ja już czuję polecie. Fakt, ze wczoraj była pogoda podobna do tej, która była na początku lipca – raz deszcz, raz słońce i skoki z 18 na 13 st., ale jednak da się odczuć, że zbliża się jesień. Dzień jest krótszy, bocianów już nie ma….co prawda Od piątku u mnie na NE nieco cieplej, ale na powrót gorąca nie mamy co liczyć (wg. prognoz ma być tylko 22-24, a na południu nawet powyżej 30). Lato już było, bardzo krótkie w tym roku, szkoda…. tegoroczne lato zapamiętam właśnie z tego powodu.

    2. Dzisiaj u mnie jest naprawdę wyjątkowo zimno, plus 14 stopni o 10:30 w dodatku szczelnie zachmurzone niebo i przenikliwy zimny wiatr. Czuć zaawansowaną jesień.

  8. W ogóle znowu mamy ciekawą sytuację synoptyczną. Polska jest pod wpływem niżu ze wschodu i dlatego wieje z północy. Już to jest nietypowe bo poza normalymi trasami niżów.

    Jednak najciekawsze jest to co przechodzi z północy na południe przez Warmię i Mazury (i częściowo Pomorze). Wygląda to jak front ciepły (za nim rano było najcieplej w Polsce). Ale nikt go tak nie rysuje. Dla synoptyka IMGW to linia zbieżności, dla jego kolegi czy koleżanki z MetOffice to zatoka niżowa (pisałem o tej różnicy ideologicznej już parę razy), a niemiecka służba w ogóle nic tam nie widzi.

    Jak to zwał, tak to zwał ale przynosi to cieplejsze (chociaż wilgotne) powietrze i zarazem więcej słońca i nieco zjawisk konwekcyjnych.

  9. Zapotniałem wspomnieć, że powietrze jakie dostajemy z północy, jest naprawdę z… Północy. Tzn. trajektorie wsteczne sięgają do Spitsbergenu (5 dni temu), a przedtem wręcz Grenlandii.

    Czyli to też nie jest klasyczne PPm, jak rysuje na swojej mapie IMGW. Chyba, że w sensie “bałtyckie” (PPmB?). Nabierało ono swoich cech głównie nad Skandynawią i potem nad Bałtykiem, chociaż część pary wodnej mogło nałapać już nawet wcześniej nad Morzem Norweskim. Jednak najwięcej przy szwedzkich brzegach Bałtyku, gdzie wszystkie warstwy jakie sprawdzałem (500, 1500 i 3000 m) były częścią warstwy granicznej. Czyli znowu prosta klasyfikacja jest zbyt infantylna, aby to opisać. A w dodatku gdyby wierzyć w strzałki na mapach skąd przypływają do nas masy powietrza, to powinno być zasadniczo PA, nieprawdaż? Według mapki ze stron Pogodynki (poniżej) to powietrze to coś między PAm i PAk. Ale własności tych mas są stanowczo na to za ciepłe. A to dlatego, ze tak naprawdę jest to powietrze “skandynawsko-bałtyckie”.

  10. Dzisiaj chłodniej, niż miało być, przynajmniej w Łodzi. Maksymalnie 17, a nie 20, jak miało być. Jutro też już chłodniej, niż wcześniej zapowiadano i dopiero w sobotę przekroczenie 25 stopni.

  11. Jestem ciekaw jak zakończy się anomalia sierpnia, bo wcale ona nie musi być duża. Wszystko zależy od ocieplenia, które wystartuje w piątek i coś mi się wydaje, że temp. wcale nie będą tak duże jakie zapowiadają.

    1. @grzeg8

      Nawet się zastanawiałem czy by o tym wpisu nie zrobić. Oni znaleźli ten stary lód w sprytny sposób: nie tam gdzie się osadza na grzbietach, gdzie warstwy są niezaburzone i gdzie dotąd wiercono (jasnoniebieskie obszary na mapce poniżej). Nie, oni wiercili płytko tam gdzie stary lód wybija na powierzchnię lądolodu (obszar “niebieskiego lodu” oznaczonego jako ciemnoniebieski na mapce). Ponieważ umiemy już datować izotopowo lód (gdzieś z dokładnością do 100 tys. lat przy tak starym lodzie) to nie musi on być uwarstwiony chronologicznie. Na razie znaleziono 2,7 mln letni ale są nadzieje nawet na znacznie starszy.

      Z tym, że Antarktyda nie zaczęła zamarzać 2,7 mln lata temu ale 33 mln lat temu. Gdyby było inaczej to nie znaleziono by lodu z z samego początku zlodowacenia! Te 2,7 mln lat to przybliżony początek zlodowaceń półkuli północnej. Też ważny moment i jak dotąd oceniono ówczesne stężenia CO2 nieco niżej (pośrednimi metodami proxy, np.stosunkiem boru do wapnia w skorupkach kopalnych okrzemek). Tu jest najlepszy wykres jaki znalazłem na szybko (Tripati i inni, 2009 z Science). Trochę go musiałem “spreparować” doklejając mu na górze skale czasu z innego wykresu na tym samym panelu:

      Widać, że albo te metody proxy nieco zaniżają albo ich datowanie ma większy błąd niż 100 tys. lat (= 0,1 mln lat). Przekonamy się gdy znajdą więcej fragmentów z różnych okresów i jakoś to posklejają czasowo. Jest jeszcze jedno: wtedy zlodowacenia były regularnie co 40 tys. lat, a nie wiemy czy oni trafili lód ze zlodowacenia, interglacjału czy uśredniony. A jeśli to wartość z interglacjału to 300 ppm CO2 nie jest to sprzeczne z początkiem zlodowacenia. Przecież w naszym interglacjale mieliśmy ok. 280 ppm przez 10 tysięcy lat i Grenlandia się nie roztopiła. To znaczy holocen to tak naprawdę również okres glacjalny, tylko łagodniejszy niż to co zwykle zwiemy “epoką lodową”. Początki zlodowacenia 2,7 mln lat mogły przypominać bardziej interglacjały z ostatniego miliona lat niż maksima zlodowacenia.

      1. Myślę że temat nadaje się na wpis tylko wymagał by sporo czasu bo dużo jest to wytłumaczenia od mechanizmu transportu niebieskiego lodu do jego datowania oraz dlaczego badania lodu dają najbardziej dokładne dane o klimacie w przeszłości

    1. Tak, tylko że ten artykuł dotyczy lasów górskich (świerk pospolity i jodła biała – gatunki borealno-górskich, oraz buka – gatunek regla dolnego w wymienionym w artykule przypadku). Lasy takie są generalnie wrażliwsze na wszelkie zmiany od lasów nizinnych. Lasy nizinne w Europie Środkowej składają się z gatunków o znacznie większych zdolnościach przystosowawczych (np. dąb szypułkowy, grab pospolity, jesion wyniosły) dla których ocieplenie o 2 st. w ciągu 100 lat nie stanowi żadnego zagrożenia. Niedopasowanie genetyczne też im nie grozi, chyba, że temperatura wzrosłaby gwałtownie i to w bardzo krótkim czasie (np. o 8 st. w ciągu 20 lat).

      1. Ale problem jednego gatunku w tak krótkim czasie to problem innych nawet majacych tolerancje na wyższa temperature -Choćby na przykładzie zatrzymywania wody -jeśli nastapi miejsciwe wylesienie bo obszar na którym rosły niedostosowane gatunki drzew doświadczył zbyt ekstremalnych czynników to ten obszar nie bedzie już tak dobrze retencjonował wody i sasiednie obszary beda łatwiej narażone na susze albo powódz

      2. Biologia lasów to nie moja broszka ale trochę literatury czytałem w związku z recenzowaniem projektów zdalnych badań lasów. Tych nie czytałem, ale wydaje mi się, że sa bardzo w temacie:

        (1) Lindner i inni, 2010, Climate change impacts, adaptive capacity, and vulnerability of European forest ecosystems, Forest Ecology and Management, https://doi.org/10.1016/j.foreco.2009.09.023

        Oto co piszą oni o potencjalnych zmianach w lasach naszego regionu Europy (klimat umiarkowany kontynentalny):

        3.3.3. Potential impacts on forest goods and services
        By the end of the century net primary production (NPP) of conifers is likely to decrease in continental and central Europe due to water limitations (Lexer et al., 2002). Beyond a temperature increase of approximately 1 C (with no changes in precipitation) impacts may become widespread and severe, rendering low-elevation sites unsuitable for Picea abies as a crop species (Lexer et al., 2002). A study from a continental region in the north-eastern German lowlands projected decreases in wood production in the order of ca. 10% (Lasch et al., 2002a). In Slovenia, at the northern climatic limit of olive trees, frost occurrence is projected to further restrict the distribution range of the species (Ogrin, 2007). Carbon sequestration may increase in the short to mid term, especially in the northern parts of the region (Vucetich et al., 2000; Reed and Nagel, 2003), but towards the end of the century, forests could turn into a source of carbon (Eggers et al., 2008 ). While targeted management has the potential to increase carbon sequestration disturbances might reduce C stocks (Seidl et al., 2008a,b)

        (2) Hanewinkel i inni, 2013, Climate change may cause severe loss in the economic value of European forest land, Nature Climate Change, https://doi.org/10.1038/nclimate1687

        Już sam tytuł mówi wiele. Polecam szczególnie mapki optymalnego zakresu dominujących drzew o znaczeniu gospodarczym. Zmiana klimatu do końca XXI wieku będzie w Polsce oznaczała zmierzch lasów iglastych. O świerku zapomnijmy, z wyjątkiem może gór. Ogólnie ze strefy sosny przejdziemy do strefy dębu i (na północy) brzozy buka.

        Figure 3 gives a summary of the projected species ranges as calculated for scenario A1B including uncertainties expressed as standard deviation due to the different climate models used. The oak II species group is the ‘winner’ of global warming with an increase to more than 32% on average of the total area under the A1B from its present range of 11%, to more than 28% under the B2 and to more than 40% under the A1FI scenario. The oak I group is expected to almost double its area under all three scenarios (Supplementary Table S5). The productive coniferous species group spruce is the ‘loser’, with a decrease of almost 50% of its present area under the A1B (43% for B2 and 60% for A1FI) scenario. Similarly, the pine I group loses close to 60% of its present range. The standard deviation (Fig. 3) due to different global/RCMs within one scenario reveals high uncertainty especially for the species groups pine I and oak II.

        Czyli literatura przedmiotu istnieje. W Polsce po prostu wygodnie jest ją ignorować.

        1. Tak, globalne ocieplenie może oznaczać powolny zanik gatunków iglastych, ale przypominam, że większość drzewostanów przez nie tworzonych jest u nas sztuczna, normalnie świerk występuje u nas tylko na północnym wschodzie i w górach, a sosny powinno być o wiele mniej i powinna zajmować najgorsze stanowiska (gleby bielicowe w zachodniej połowie kraju). Leśnicy sprawili, że te gatunki występują w nadmiarowych ilościach i do tego rosną często jeszcze w monokulturach co dodatkowo zwiększa ryzyko ataków szkodników (świerk) czy wiatrołomów (sosna rosnąca w monokulturach ma cienki, wąski pień i wysoko osadzoną, ograniczoną koronę, szczególnie na piachach Polski Zachodniej i na Pomorzu). Dawniej, przed erą ekspansywnego leśnictwa (i rolnictwa) większość terenów Polski porastały żyzne zespoły liściaste (głównie olsy, dąbrowy i grądy), również tereny podgórskie porastał w przewadze las liściasty, często z domieszką jodły, dopiero w XIX w. zaczęto je wycinać i nasadzać na to miejsce świerki. Bardzo dobrze jest to widoczne w Sudetach, gdzie świerk występuje na znacznie niżej niż powinien.

          1. Trochę nie do końca tak jest – prócz ubogich siedlisk borowych sosna pojawia się naturalnie również na glebach żyźniejszych niż bielicowe – nawet brunatnych kwaśnych. Są to siedliska odpowiadające mniej więcej Borom mieszanym / Lasom mieszanym i tworzy tam m.in. zespół Pino – Quercetum z dębem. Fakt, sosny jest obecnie w Polsce trochę za dużo, ale wcale nie aż tak drastycznie za dużo jak mogłoby się wydawać. Trzeba pamiętać, że większość lasów w Polsce to lasy na siedliskach borowych (bory, bory mieszane), bo na tych żyźniejszych niegdyś porastanych przez grądy rosną dzisiaj ziemniaki. Co do świerka zgoda – faktycznie jest go dużo za dużo, ale to w dużej mierze zasługa austriaków. Teraz obserwujemy jego gwałtowne ustępowanie.

            Z ociepleniem może być też inny kłopot. Stosunkowo szybko przechodzimy jak pisał Arctic Haze ze strefy sosny w cieplejsze – niestety jak pisałem powyżej, większość naszych żyznych gleb, na których mogłyby rosnąć zespoły lasów liściastych jest użytkowana rolniczo, a to co zostało to w większości to, na czym pszenica nie bardzo rosła. Klimat pod względem temperatury będzie więc dla buka czy dębu odpowiedni, ale może braknąć odpowiednich dla nich gleb. W górach i na pogórzu raczej problemu nie będzie, na płd wschodzie gleby też są niezłe. Ale na większości obszarów Polski centralnej, północnej i zachodniej może być kiepsko…

          2. Ale ja pisałem o jednolitych drzewostanach a sosna takowe tworzyć może tylko na najgorszych glebach.

          3. To racja. Choć w Polsce od monokultur odchodzi się od jakichś 30 lat. Powoli trwa przebudowa litych sośnin (i świerczyn) na drzewostany mieszane. Nawet na borach suchych nie sadzi się już 100% sosny, a wprowadza brzozę w domieszce. Drugą sprawą są drzewostany przedplonowe, w których również dominuje sosna, a które są utrzymywane tylko przejściowo na glebach porolnych – te również podlegają intensywnej przebudowie. Myślę, że za jakieś kilkadziesiąt lat, gdy procesy te będą na ukończeniu, udział sosny w polskich lasach spadnie z ok,. 60% obecnie to 40-50% co już mniej więcej odpowiadałoby warunkom naturalnym. Głównie na rzecz buka (w górach i na wyżynach) i dębu (na nizinach).

          4. Odpowiem pół-żartem (inaczej się nie odważę nie będąc specjalistą od drzew), że zawsze możemy zacząć sadzić gatunki sosen rosnących na Florydzie. Tu jest przykład jak ślicznie rosną razem z palmami:

            A poważnie mówiąc, to zawsze mnie dziwiło jak dużo jest sosen na Florydzie, z wyjątkiem może samego południa stanu.

            Tu jest trochę o tych gatunkach:
            http://edis.ifas.ufl.edu/topic_common_pines_of_florida

          5. W Polsce od dawna sadzi się w lasach obce gatunki sosen (sosna czarna, sosna wejmutka, sosna smołowa). Gatunki z rodzaju Pinus występują na glebach jałowych i suchych od strefy okołobiegunowej do zwrotników, więc obecność sosen na Florydzie nie powinna dziwić.

          6. Tak szybka zmiana warunków środowiskowych to na niektórych obszarach zanik lasu -Możemy nasadzić bardziej nadające się gatunki ale młody las nim wyrośnie to minie sporo czasu (Jeśli będzie miał szczęście wyrosnąć bo młodniki są bardziej narażone niekorzystne warunki)-Wiec strata możliwego do zaobserwowania CO2 ale na niektórych terenach dodatkowa emisja z gleb [1][2]
            [1] http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,392901,gleba-i-rosliny-moga-zaostrzac-zmiany-klimatu.html
            [2] http://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/grozne-sprzezenie-zwrotne-ocieplenie-zubaza-gleby-ich-wegiel-trafia-do-atmosfery-224
            ps. Ciekawe jak te czynniki wpłyną na „budżet węglowy” i nie będzie potrzebna znacząca jego rewizja ?

          7. @grzeg8

            Wspomniany artykuł Hanelwinkel i inni (2012) odnosi sie do tego bezpośrednio:

            Under the increasing pressure of biotic and abiotic disturbances that are attributed to climate change, some European countries are replacing climate-sensitive tree species such as Norway spruce with more drought-tolerant species mainly owing to ecological reasoning. The economic effects of these forest conversion processes have only partly been evaluated. To account for potential losses in productivity, not only ecological but also economic aspects should be considered when choosing species for conversion. Our results show that, if the economic assumptions behind our model apply, climate-induced biome shifts of major tree species in Europe may reduce the local productivity of European forests, with consequences for the income to forest owners and the delivery of raw material to the downstream timber industry. If this potential reduction is not compensated by appropriate adaptive management actions or by the introduction of new, more productive species mainly from outside Europe, then this could also imply reduced rates of carbon sequestration and a reduced potential for climate change mitigation.

          8. @Fan klimatów podzwrotnikowych

            Mała poprawka – sadziło się ;) Od jakiegoś czasu raczej nie praktykuje się już hodowli obcych gatunków w lasach.

            @Arctic Haze
            To wbrew pozorom wcale nie jest takim żartem pisane. W niemczech już od pewnego czasu dyskutuje się możliwości wprowadzania gatunków stref podzwrotnikowych do zieleni miejskiej.

            Niestety w lasach będzie to w przyszłości ogromny problem. W mieście nawet niemałe drzewo można właściwie “wymienić” w ciągu jednej nocy, więc możliwa jest ewentualna szybka reakcja na zmiany klimatyczne poprzez żonglerkę różnymi gatunkami. Jak się jeden nie przyjmie to też nie ma problemu – sadzimy inny, po roku czy dwóch latach znów można zmienić. Np. w nowym jorku większość zadrzewień miejskich jest cyklicznie wymieniana co kilka lat, bo nie wytrzymują zanieczyszczenia i braku wody.

  12. Najniższe warstwy powietrza dziś nad Pomorzem, tydzień temu były nad Grenlandią. Potem przeszły przez Morze Norweskie i przez całą długość Szwecji, z północy na południe. A i wyższe nie pochodzą ze stron odległych od Grenlandii. Więc gdyby wierzyć w te naiwne mapki “mas powietrza napływających nad Polskę” to byłoby to nadal PA.

    Jednak oczywiście nie jest. Bo to nadal powietrze, które swe właściwości nabierało głównie nad Skandynawią i częściowo przedtem nad Morzem Norweskim. A czegoś takiego na tych prostych mapkach po prostu nie ma.

    1. Żeby nikt nie mówił, że nie znam polskiej literatury geograficznej, zacytuję fundamentalne dla niej dzieło Woś “Klimat Polski” (wydanie 1999):

      Napływ nad obszar Polski mas powietrza z sąsiednich stref geograficznych, a więc powietrza arktycznego (PA) i zwrotnikowego (PZ), warunkuje występowanie okresowej cyrkulacji południkowej. Napływające powietrze arktyczne pochodzi znad Arktyki, a więc głównie znad Grenlandii i pobliskich akwenów morskich, Spitsbergenu, północnej części Skandynawii.

      A dziś to wygląda tak, jakby chciało zilustrować powyższy fragment podręcznika Alojzego Wosia (szczególnie te najniższe warstwy zaznaczone na czerwono):

      No więc jak? Nie powietrze arktyczne? Ha, ha. 😀

  13. Anomalia sierpnia wynosi +1,03, pewnie jeszcze po dzisiejszym dniu trochę spadnie, bo nie wszędzie jest ciepło. Wszystko wskazuje, że od poniedziałku znowu chłodno.

  14. Dziś w Nowym Sączu dzień taki, jakie w lecie cenię sobie najbardziej. Jest wyraźnie ciepło (jakieś 23-25 stopni), i niemal bezchmurnie. Cieszy mnie to, bo do tej pory w tegorocznym sierpniu było albo upalne, albo zimno, a “normalnych” dni było jak na lekarstwo.

  15. Gdybym wierzył w fusy GFS-owe to bym się obawiał. Pod koniec okresu na jaki liczona jest prognoza w Europie Zachodniej mają być znów upały, a mam się tam służbowo udać.

    Na szczęście wiem, ze jutro pewnie będzie pod koniec fusów chłód i deszcz. I mam nadzieje, ze wyjdzie gdzieś pośrodku 😋

  16. Dzisiaj u mnie było 19-20 st. Może zimno nie było, popołudniu było niemal bezchmurnie, ale niestety – mamy już polecie. I jest to już bardzo zauważalne. Szkoda, że w tym roku po słabej wiośnie i lecie dostajemy również bardzo szybko polecie….bo w tamtym roku i 2 lata temu jeszcze na moich terenach bywały temp. rzędu 25-30, a w tym roku chyba już takich temperatur nie doświadczę.

    1. W Białymstoku może tak, ale u mnie z całą pewnością jest jeszcze późne lato. Za początek polecia uznaję początek kwitnienia zimowita jesiennego, które u mnie ma zwykle miejsce 5-10 września.

      1. Prognozy są coraz gorsze z każdą odsłoną -widać temp. rzędu zaledwie 18-21 stopni do przyszłej soboty. O dużym ociepleniu w ten weekend mogę pomarzyć. A im bliżej 23 września to wiadomo, że będzie coraz gorzej :(

        1. I znowu cudaczna sytuacja-na Krywlanach o 10:00 ledwo 15,9 stopni, w Supraślu 17,6, a w Bondarach 19,1 haha :D U mnie już ponad 20 stopni.

  17. No dzisiaj wreszcie mamy “klasyczną” masę powietrza “PPm”, na wszystkich wysokościach:

    Z tym, że mam wrażenie, że taka zgodność to raczej wyjątek niż reguła. Stąd moje uporczywe apele o zapomnienie o tym nazewnictwie.

    I jeszcze ciekawostka. Wyższe warstwy (tak naprawdę nawet “pośrednie” bo liczyłem tylko do 3000 m) wyraźnie miały darmową przejażdżkę w prądzie strumieniowym!

    1. Nieco się pospieszyłem twierdząc, że chociaż raz coś pasuje do przestarzałych klasyfikacji mas powietrza. Owszem, pasuje dla Gdańska, dla którego policzyłem trajektorie wsteczne (dokładniej policzył model HYSPLIT). Jednak zawsze się mówi o masie powietrza “napływającej nad Polskę”, jakby Polska była punktem. A nie jest.

      Ruszyło mnie to, że Gdańsk ewidentnie dostaje powietrze zasadnczo spod prądu strumieniowego. A jaka masa powietrza jest zaraz na południe od niego (dokładniej w terminologii z której pochodzą te masy powietrza od frontu polarnego), wg. oryginalnej klasyfikacji Bergerona? Oczywiście “zwrotnikowa”. No to zobaczmy trajektorie wsteczne dla Krakowa, który jest pareset kilometrów na południe od Gdańska:

      No i jest kłopot – dokładnie jak przewidziałem. W Krakowie mamy ewidentne “PZm”, z tym, że też nie na wszystkich poziomach (przy powierzchni akurat “PPm”). Śmiem twierdzić, że takie zróżnicowanie pochodzenia geograficznego powietrza w pionie jest prawie normalną sytuacją w Polsce, która jest tak blisko frontu polarnego (szczególnie wewnątrz niżu umiarkowanych szerokości, zawierającego w klasycznym opisie norweskim z definicji zarówno powietrze “polarne” jak i “zwrotnikowe”. Tak więc po pierwsze jak to sklasyfikować w tym ciasnym gorsecie “mas powietrza” gdy różnych poziomach mamy różne pochodzenie powietrza? Po drugie jeśli na tej samej wysokości Gdańsk i Kraków dostają powietrze z różnych stref klimatycznych to czy można mówić o “masie powietrza nad Polską”?

      To pytania retoryczne. Mają Was skłonić do tego, aby gdy usłyszycie o tym, że “nad Polskę napływa powietrze polarnomorskie” albo jakiekolwiek inne, zastanowić się czy takie określenie ma w ogóle jakiś sens, szczególnie bez sprawdzenia tego trajektoriami wstecznymi.

  18. A swoją drogą to, że południowa Polska (i zapewne duża cześć Europy Środkowej) dostaje w niskich warstwach powietrze subarktyczne, a w pośrednich subtropikalne (teraz używam współczesnej terminologii aby się odtruć) jest zapewne powodem tak dużej stabilności atmosfery, powodującej brak opadów na bardzo dużym obszarze.

    Mam rację?

    PS. Jedyną konwekcję jaką widzę w Polsce na zdjęciach satelitarnych, mamy na samej północy, gdzie jak pokazałem nie ma tej “dualności” źródła mas powietrza. I to pomimo tego, ze tam jest najzimniej! To by potwierdzało słuszność mojej analizy.

    1. W nocy było trochę konwekcji na południu, przed świtem w Bieszczadach przeszły burze. To oczywiście głównie sprawka wspomagania konwekcji ukształtowaniem terenu.

      1. Tak, ale pisałem o sytuacji aktualnej, powiedzmy z 10:00. Na północy Kaszub nawet widać na radarze drobne kropki deszczyków, a w reszcie Polski zasadniczo nic, mimo że jest tam o kilka stopni cieplej.

  19. Pozwoliłem sobie zrobić screenshot ze strony Sat24, aby pokazać, gdzie mniej więcej moim zdaniem jest granica między powietrzem pochodzenia subarktycznego i subtropikalnego (czyli “polarnego” i “tropikalnego” wg. Bergerona) w warstwie pośredniej (ok. 3000 m), bo na dole wszędzie mamy powietrze subarktyczne na co słychac narzekania.

    Większy gradient pionowy temperatury na północy pozwala na rozwój zjawisk konwekcyjnych, w przeciwieństwie do reszty Polski, gdzie raczej zanikają.

    1. Powyższe zgadza się pięknie z pozycją prądu środka strumieniowego (czyli zasadniczo “frontu polarnego”) nad Polską, tu widzianą za pośrednictwem prędkości wiatru w górnej troposferze (mapka dla 8:00 naszego czasu):

    2. Jak się nagrzała powierzchnia to konwekcja ruszyła i na południe od prądu strumieniowego. Jednak miło było zobaczyć wcześniej jak zgadzają się ze sobą dane z trajektorii wstecznych, zdjęć satelitarnych i położenia prądu strumieniowego 😋

      1. W ogóle dziwne że ta konwekcja nad Mazowszem i są komórki opadowe w okolicach Warszawy. A wg prognozy łowców tylko na poludniu kraju możliwość burz.

  20. Jest gorąco, przynajmniej na południu kraju. Zatem skąd wieje? Oczywiście z Afryki! Każdy dziennikarz to wie i nawet potrafi zamówić dpowiednią mapkę u grafika:

    A jak jest naprawdę? Na mapce z TVNmeteo do Krakowa prowadza strzałki wprost z Tunezji. No to zobaczmy, licząc jak zwykle przy pomocy modelu HYSPLIT:

    Czyli przy powierzchni Kraków ma powietrze znad Azorów, nie Afryki. Z punktu widzenia klasyfikacji, którą staram się codziennie dyskredytować, to niewielka różnica (PZm zamiast PZk, zresztą IMGW wstawia po prostu PZ na mapę i ma takie różnice w niepoważaniu). Jednak jest problem. Powyżej (policzyłem 1500 i 3000 m) mamy już powietrze, które od tygodnia nie widziało nic oprócz Europy Zachodniej. To wystarczająco długo aby termicznie zapomnieć co było przedtem. Czyli jest to “PEZ”, czyli masa powietrza która nabrała swoich cech w Europie Zachodniej. A takiej masy powietrza dawni geografowie nie przewidzieli.

    Najtrafniej tę masę nazwał synoptyk Maciej Ostrowski, który pisał wczoraj:

    Należy wziąć pod uwagę, że przez Polskę przebiega i przebiegać będzie strefa kontrastu termicznego między masami powietrza z niży skandynawskich, a ciepłym, przetransformowanym powietrzem z południowej części Europy (znad Francji, Bawarii, Dolnej Austrii, Czech, Węgier).

    Powietrze z poziomu 1500 m przez tydzień nie widziało niczego oprócz obszarów wymienionych przez p. Ostrowskiego. A pamiętajmy, że 1500 m to sławetne 850 hPa, gdzie “napływa powietrze” w folklorze meteorologicznym!

    A swoją drogą jak Wy piszecie? Kogo, czego? Tych niży czy tych niżów? Pierwsze mi osobiście nie przeszkadza, ale stosuję wersję “niżów”, której nie podkreśla mój spellchecker. Obie formy są dopuszczalne? Komuś się chce to sprawdzić?

      1. @MA

        Znalazłem nieco więcej przykładów ale to rzeczywiście mniejszość. Słowniki też skłaniają się ku formie “niżów”, dlatego nadal tak będę pisał.

        Jednak nie traktował bym tego zbyt poważnie pamiętając co się działo z odmianą meczy / meczów. Widziałem słowniki zalecające tylko pierwszą i tylko drugą formę (nigdy obie) i szczerze mówiąc nieco to mnie śmieszy. Poloniści chyba zbyt rzadko akceptują to, że w żywym języku istnieją dwie formy. Jedną zawsze muszą potępić, nawet jeśli następne pokolenie polonistów będzie potępiało w przeciwną stronę.

        Jakoś nie mogę czytać poniższego inaczej niż jako tekstu humorystycznego (którym oczywiście to nie miało być):
        https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;3133
        I to pomimo temu, że sam mówię “meczów”.

        1. Ciekawy przykład Pan podał. :) Tak się składa, że jestem również wielkim fanem futbolu i często odwiedzam różne strony o klubach piłkarskich, gdzie udzielają się fani. I spotykam się z tym, że zwykle w takich miejscach starszyzna formę “meczy” mocno piętnuje. Wygląda więc na to, że taka dyskredytacja występuje często rzeczywiście w samym społeczeństwie, nie tylko wśród polonistów, jak pod koniec odpowiedzi napisał właśnie pan Bańko. Sam również zawsze mówię “meczów”.
          Jednak o ile ten przykład jest często spotykany, tak formę “niży” widywałem rzeczywiście tylko u p. Ostrowskiego, choć Pan jednak takowe jeszcze znalazł. Problem jest taki, że społeczność fanów futbolu jest jednak nieporównywalnie większa niż ta zainteresowana meteorologią, więc trudno orzec która mniejszość stanowi większą jej część. :)

          1. Ja zwykle sprawdzam Googlem jaka jest częstotliwość używania różnych form. W przypadku niżów, ta forma rzeczywiście dominuje. Natomiast w przypadku meczy / meczów, wbrew temu co pisze pan Bańko, jest prawie remis. Sprawdziłem frazę “kilka meczy”/”kilka meczów” (w cudzysłowach aby było dosłownie tak jak szukam, a dodanie “kilka” służy temu aby to na pewno był ten język i przypadek co trzeba) i forma “meczy” ma minimalną przewagę 267 tys. do 251 tys. użyć. Jako ktoś kto uważa, że język słownikowy prędzej czy później musi się dostosować do języka żywego, uznałbym, że to formy równoprawne.

            Natomiast “kilka niżów” wygrywa z “kilka niży” 31 do 19 (bez tysięcy!) czyli wyraźnie ale nie totalnie. Twoja Pogoda często stosuje tę rzadszą wersję w niepodpisanych artykułach (zatem nie wiadomo czy to Maciej Ostrowski) 😋

  21. Prognozy GFS na początek wrzesnia super, oby do tego doszło bo upały we wrześniu nie są juz tak męczące jak w czerwcu, lipcu czy sierpniu. Zobaczymy.

    Czyżby miałaby nastapic powtórka z zeszłorocznego wrzesnia kiedy to w pierwszej połowie wrzesnia mieliśmy ciag goraco- upalnych i zarazem rekordowych dni? Osobiście nie miałbym nic przeciwko.

    1. Prognoza faktycznie optymistyczna, rokująca dobrze na przedłużenie aury letniej na początek września, kiedy to gorąc/upały nie są już zazwyczaj takie dokuczliwe. Oby tylko w akompaniamencie częściej pogodnego nieba i suchej aury, niż parności i burz/ulew (deszcz jest wskazany, ale tylko czasami i nie w takich okolicznościach Natury).
      Oby te prognozy się sprawdziły:-)

    1. A u mnie dzisiaj po 14:00 był najsilniejszy opad w tym roku. Zaś to, co widać na tej mapie na SW od Białegostoku dało najsilniejszą burzę w tym sezonie :D

  22. Dzisiaj policzyłem znów trajektorie wsteczne dla tych samych dwóch mist z przeciwnych stron Polski: Krakowa i Gdańska. I wiadomo, że znów chcę naurągać staromodnej klasyfikacji “mas powietrza” (czegoś co jest znacznie bardziej continuum niż śniło się dawnym geografom).

    Kraków na wszystkich poziomach dla których liczyłem dostaje powietrze wprost z zachodu, znad Atlantyku. Czyli bez wątpliwości powietrze “PPm” według omawianej klasyfikacji.

    Jednak przyroda nie byłaby sobą gdyby codziennie nie zakpiła z tych naiwnych prób układania jej w pudełka. Jaką masę powietrza ma Gdańsk?

    Na poziomach 500 i 3000 m powinien mieć PA (powietrze arktyczne) wg. czysto geograficznej klasyfikacji. Oczywiście latem termicznie to powietrze nie różni się od “PPm”., więc zwykle jest tak określane. Jednak klasyfikacja ma określać także kierunek pochodzenia, a z tym jest problem bo wieje wprost z Arktyki.

    W dodatku na poziomie 850 hPa (1500 m), gdzie jak uważają naiwni konsumenci wiedzy geograficzno-meteorologicznej “napływa powietrze” (cokolwiek to oznacza), mamy akurat niezgodne z normą powietrze znad Morza Północnego (a tam miało się nic nie wytwarzać). Czyli oczywiscie można to wszystko naraz nazwać PPm, ale pod warunkiem, ze oznacza to jedynie “coś chłodniejszego niż PZ”. I naprawdę mam wrażenie, że w praktyce tylko o to chodzi.

    PS. Jedynym co naprawdę uzasadnia nazwanie powietrza w Krakowie PZm, a w Gdańsku PPm jest oryginalny sens klasyfikacji Bergerona. Prąd strumieniowy nadal przecina Polskę, a zatem na północ od niego (reprezentującego “front polarny”) musi być PP, a na południe PZ. Wg. Bergerona z definicji, bo on po prostu chciał odróżnić masy po dwóch stronach frontu. I z tym bym się zgodził. Nie mieszamy w to jednak pochodzenia geograficznego mas, ani ich własności termodynamicznych bo to są dwie inne bajki.

  23. I jeszcze jedno. napisałem, ze do Krakowa ewidentni płynie PPm (w sensie pochodzenia geograficznego), a potem stwierdziłem, ze ponieważ Kraków jest na południe od prądu strumieniowego to ma PZ (w senie rozróżnienia mas po dwóch stronach frontu polarnego).

    Czyli zagalopowałem się? Wcale nie. Bo co to jest front polarny? W górnej troposferze to oczywiście prąd strumieniowy, ale w dolnej to klasyczne fronty (szkoła norweska uważała, ze sektor ciepły niżu to PZ, a reszta to PP). Zatem popatrzmy uważniej na to co napływa do Krakowa:

    Tak, tak. Wszystko się zgadza. Kraków dostaje już w średniej troposferze (3000 m) powietrze prawie z Azorów (czyli PZm wg. “strzałkologii” geograficznej). Jednak przy powierzchni dostaje powietrze znad znacznie zimniejszego Atlantyku (czyli PPm wg. tej samej terminologii). Dlaczego? Bo przy powierzchni front polarny jest na południe od Krakowa, a przy szczycie troposfery na północ. A jedno i drugie wynika wprost z map synoptycznych (front zimny niżu związanego z frontem polarnym na południe, a wiatry prądu strumieniowego na północ od Krakowa).

    Czyli coś w tej terminologii ma sens, ale nie w prymitywnych wersjach jakie się zwykle widzi. Na różnych poziomach zazwyczaj jest powietrze rożnego pochodzenia geograficznego i to tez należy uwzględnić. Oczywiście gdyby jeszcze zastąpiono “polarny” przez subpolarny, a “tropikalny” przez subtropikalny (bo polarny i tropikalny nie wiedzieć czemu w tej terminologii to “arktyczny” i “równikowy”), to już byłoby nieco lepiej.

  24. mam pytanie odnośnie aktualizacji meteoramów modelu GFS: od jakiegoś tygodnia nie aktualizuje się średnia temp. dla Zgorzelca. Jaka jest tego przyczyna?

  25. Na Antarktydzie rozpoczął się sezon roztopów?-Duży spadek koncentracji[1] i nawet spadek zasięgu[2] od 3 dni o 130 tys km kw. oraz podobna data do zeszłorocznego początku sezonu roztopów( 29Sierpnia)-Trudno powiedzieć bo Antarktyda może jeszcze teoretycznie zamarzać przez miesiąc ale dziwnie to wygląda drugie w tym sezonie zastopowanie zamarzania
    [1] https://seaice.uni-bremen.de/data/amsr2/today/Antarctic_AMSR2_nic.png
    [2] https://ads.nipr.ac.jp/vishop/#/extent

    1. Antarktyda ostatnio zadziwia, to fakt, ale byłbym ostrożny z ogłaszaniem początku roztopów.
      A tymczasem w Arktyce słabo idzie sierpniowe topnienie. Pewnie na złość piewcom “armagedonu” z “arktycznego blogu” :D

      1. Niedługo będzie można skonfrontować ankietę z naszego blogu (bodajże z maja, albo czerwca) z rzeczywistością.

      2. Index AAO oprócz tego ma być dodatni co nie sprzyja spływowi zimnego powietrza z wnętrza kontynętu nad ocean -myśle że jest duża szansa że maksimum zasiegu już było ale rozpoczecia silnych roztopów jak w październiku raczej nie powinno być jedynie długa pauza w zamarzaniu lub małe spadki przez miesiąc (póki słońce nie bedzie świecić na wyższej wysokości)

      3. Mam też pytanie: czy tegoroczna pogoda w Arktyce była szczególnie korzystna dla zachowania lodu, czy też zdarzały się jeszcze bardziej przyjazne dla lodu sezony?

        1. Właściwie na to odpowiedziałem Piotrowi. Nie wiem czy warunki są szczególnie sprzyjające zachowaniu lodu, ale na pewno nie jest odwrotnie – tzn. nie ma warunków jak w 2007 czy w 20102 roku, gdy duże nasłonecznienie i/albo sztormy przyczyniły się do rekordów.

      4. Co do”Arktycznego bloga” to ostatnio nawet astrologia i wróżbiarstwo sie pojawiło a także siły “demoniczne” z jakąś cudowna korelacja -Nawet dyskusji nie mam ochoty zaczynać …

          1. Gdyby nie ten nawias i link to pomyślałbym że komentarz był specjalnie podpięty pod mój :)

    2. Polecę ciekawy tekst o upwellingu w rejonie Antarktydy[1] (polecam choć całość jest dość trudna do zrozumienia ale rozdział dyskusja dla zainteresowanych jest dość łatwym językiem napisany i nie wymaga aż takiej wiedzy )-szczególnie że pokazane są rysunki które pokazują miejsca gdzie cieplejsza woda pojawia się bliżej powierzchni dzięki wiejącym wiatrom wzdłuż wybrzeża(które w ostatnich latach wieją coraz mocniej wieją i intensyfikują podnoszenie cieplejszej wody z głębin) i korzystnemu ukształtowaniu terenu
      [1] https://www.nature.com/articles/s41467-017-00197-0

  26. Może minimalnie odbiegnę od tematu bloga ale energetyka to główna z przyczyn zmian klimatu a zmiana w energetyce jest potrzebna tylko na jakie źródło-
    Dziwny tekst dzisiaj ukazał się w washington post -prewencyjnie tabletki z jodem[1] i to w środku europy -Jakby wszystko było ok to po co tabletki ale brak wyłączenia reaktora jak coś nie gra też jest dziwne
    [1] https://www.washingtonpost.com/world/europe/german-region-to-hand-out-iodine-over-belgium-nuclear-fears/2017/08/31/2ff1bdd0-8e4c-11e7-9c53-6a169beb0953_story.html?utm_term=.f58927a3bdf6

  27. Dzisiaj we Wrocławiu było aż 33 stopnie. Tymczasem u mnie pewna stacja telewizyjna zapowiadała dzisiaj 28 st., a było “zaledwie” przy prognozach….23-24…
    Południe kraju miało niezłe lato. Fajnie Wam! Oby w przyszłym roku w końcu role się odwróciły ;-)

      1. I chyba dzięki temu sezon topienia rozpocznie się w normalniejszym terminie :)
        – Jedynie ciekawe czy w dłuższym terminie jest to pozytywne zjawisko dla rozrostu lodu morskiego czy negatywne (nad ocean spływa zimne powietrze znad kontynentu i szybko go ochładza(ale nowo postały lód będzie bardzo cienki i szybko się stopi) ale jednocześnie ciepłe płynie nad kontynent wiec szybciej ogrzewa się po zimie)

        1. Duży zasięg lodu wokół Antarktydy wzmacnia zimną haloklinę (ale też częściowo powstaje dzięki niej), zmniejszając mieszanie pionowe i powodując, że cieplejsze ale bardziej słone wody napływające poniżej topią lądolód zamiast oddać ciepło atmosferze.

  28. Zastanawia mnie jak wygląda kwestia włączania do dawnych rekonstrukcji pomiarów z nieoficjalnych stacji. W XIX wieku w zasadzie przez długi czas pomiary prowadzono tylko w dużych miastach, pojawiały się jednak także mniejsze stacje na prowincji, nawet prywatne. Czy takie serie pomiarowe są dołączane do rekonstrukcji?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *