Aktualizacja POLTEMP

Aktualizacja POLTEMP

Dane zostały zaktualizowane do października 2018 (dane nieostateczne). Wartości anomalii za miesiące wrzesień i październik mogą jeszcze ulec zmianom (w przypadku września niewielkim).

Zgodnie z przewidywaniami, wszystkie średnie anomalie miesięczne (sierpień-październik) uległy obniżeniu w stosunku do oszacowań wstępnych.

Powyżej: anomalie temperatury w okresie kwiecień-październik w latach 1781-2018.

Powyżej: anomalie temperatury w okresie styczeń-październik w latach 1781-2018.

W dalszym ciągu bardzo ciepło

W dalszym ciągu bardzo ciepło

Pierwsze 5 dni listopada zapisało się bardzo wysoką anomalią temperatury listopada – do wczoraj wynosi ona ok. 5.4°C względem okresu referencyjnego 1981-2010. Wartość anomalii jest przy tym bardzo różna w zależności od położenia – na krańcach północno-zachodnich Polski jest to zaledwie około +2°C, na krańcach południowo-wschodnich aż +8°C.

Na znacznym obszarze kraju średnie temperatury dobowe przekroczyły 10°C, na południu miejscami osiągając wartości charakterystyczne raczej dla połowy września, niż początku listopada. Zaskakująco ciepło było na przykład w Krośnie, gdzie średnia temperatura pierwszych 5 dni listopada wyniosła aż 14.5°C.

Prognozy modelu GFS są w dalszym ciągu skrajnie ciepłe. Wg nich podobne anomalie (a w uśrednieniu nawet wyższe) będą panowały co najmniej do połowy listopada. Średnia anomalia krajowa wg tej prognozy miałaby wynieść w dniach 6-16 listopada aż +6.15°C.

 

Dzisiaj kolejny wyjątkowo ciepły dzień. W Stuposianach temperatura maksymalna wzrosła już do 21.0°C – tym samym stacja ta już trzeci dzień ma temperaturę wyższą, niż dotychczasowe maksimum listopada dla lat 1978-2017. Wczorajsze maksimum absolutne (24.5°C) było niewiele niższe od rekordu… października (25.2°C). Dzisiejsze temperatury będą niższe od wczorajszych i nie spodziewamy się już pobicia rekordu.

Czy rok 2018 okaże się rekordowo ciepły?

Czy rok 2018 okaże się rekordowo ciepły?

Wyjątkowo wysokie temperatury panujące nie tylko w ostatnich dniach, ale z niezbyt długimi przerwami od kwietnia, powodują że niektórzy powoli zaczynają się zastanawiać, czy obecny rok nie pobije rekordu z 2015.

Rzeczywiście – szanse na to są i to całkiem spore, co pokazuje we wpisie na Twitterze @DoskonaleSzare:

Jak widać, mimo że rok ma się już ku końcowi, w dalszym ciągu sprawa rekordu nie może być rozstrzygnięta. Jak słusznie wskazuje @DoskonaleSzare, główną przyczyną jest duża wariancja temperatury w okresie zimowym – przy czym nas interesuje tu głównie grudzień. Jeśli założymy sytuację, w której pierwsza połowa listopada będzie (zgodnie z obecnymi prognozami) wyjątkowo ciepła, a druga połowa w okolicy normy termicznej, listopad 2018 zamknie się anomalią równą +2.0 – +2.5°C  w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010. Wg najnowszych wyliczeń (aktualizacja na stronie w tym tygodniu), suma anomalii miesięcznych do października włącznie wynosi 15.89°C (średnia 1.59°C). Jest to oczywiście już więcej, niż w roku 2015 (+1.53°C). Jeśli założymy ostrożnie listopad z anomalią równą +2.0°C (pamiętajmy jednak, że może być ona niższa, nie można wykluczyć ataku zimy w III dekadzie miesiąca), to średnia roczna do listopada włącznie wyniesie +1.63°C, zaledwie o 0.1°C więcej, niż w 2015. To zaś powoduje, że aby rok był rekordowo ciepły, również i grudzień powinien odznaczać się anomalią dodatnią, wynoszącą co najmniej +0.53°C.

Nie jest to może jakieś szczególnie trudne do osiągnięcia, w ciągu ostatnich 20 lat, tylko w siedmiu przypadkach mieliśmy grudzień chłodniejszy, jednakże jest spora szansa że jednak będzie chłodniej. Faktem jest również, że nawet jeśli grudzień będzie ciepły w pierwszych dekadach, to i tak do około 20 grudnia nie będziemy pewni rekordu. Załóżmy, że do 20 grudnia średnia anomalia miesięczna wyniesie bardzo dużo: +4.0°C – jeśli wówczas od 21. grudnia będziemy mieli ochłodzenie, a od 26 uderzy fala mrozu z anomaliami dobowymi w skali kraju spadającymi poniżej -10°C (co w III dekadzie grudnia nie jest niczym nadzwyczajnym), to te ostatnie 10 dni miesiąca może zrzucić całą średnią miesięczną poniżej +0.5°C.

Oczywiście – może być też tak, że obecna fala ciepła będzie dłuższa i spowoduje, że średnia anomalia listopada będzie znacznie wyższa – np. +3.5°C. Ale po pierwsze – nie liczylibyśmy na to, po drugie nawet wówczas rekord roczny nie będzie przesądzony.

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat temu Polska dopiero co lizała rany po “powodzi tysiąclecia”, zaledwie rok wcześniej wynegocjowano Protokół z Kioto. Wspomagana “Super-Niño 1997/8” temperatura globalna poszybowała do góry.  Był to jednocześnie okres, w którym wielu z nas nie miało jeszcze dostępu do Internetu, albo było jeszcze zbyt młodych by z niego korzystać. Ba, części z tu komentujących mogło jeszcze nie być nawet na świecie. Z pewnością dostęp do danych klimatologicznych i meteorologicznych był wówczas (1998) delikatnie mówiąc utrudniony. Dane meteorologiczne z Polski były dostępne głównie w Rocznikach Statystycznych. Co by zobaczył ktoś, kto wówczas policzyłby coś na kształt aktualnego “Poltempa” (zakładając, że miałby dostęp do danych historycznych z końca XVIII i XIX w.)?

Po pierwsze oparłby się pewnie na stosowanym wówczas nagminnie okresie wieloletnim 1951-1980 (1961-1990 jakoś nie zyskał jeszcze na popularności). Dyskusję wywołałyby zapewne całkiem niedawne wyjątkowo ciepłe lata na przełomie dekad, szczególnie 1989 i 1990 (+1.70 i +1.58°C). Potencjalne dyskusje o ociepleniu naszego klimatu z pewnością byłyby bardzo szybko zdominowane przez przeciwników takiej tezy – wskazywaliby oni, że w roku 1934 anomalia temperatury rocznej w Polsce była niemal równie wysoka i wyniosła +1.66°C, poza tym okres ciepły trwał zaledwie kilka lat: ostatnim ciepłym rokiem był 1994, zaś od tego roku anomalie mocno spadły, szczególnie w 1996. Co prawda 11. letnia średnia ruchoma anomalia temperatury powietrza jest obecnie na najwyższym poziomie w historii pomiarów, ale niewiele wyższym, niż na przełomie lat 40. i 50. XX w. Ba, nawet szczyt temperatury z końca XVIII w. jest na poziomie normy z lat 1951-1980 i zaledwie o 0.5°C niżej, niż temperatury obecne.

Tak widzielibyśmy serię Poltemp w 1998 r.

Mielibyśmy również wiele “przesłanek” za tym, że ciepły okres dobiega już końca. Ekstremalnie wysoki indeks NAO z przełomu dekad należy już do przeszłości. Zima 1995/1996 była najdłuższą zimą XX w., lato 1996 zapisało się wyjątkowo zimnym i deszczowym lipcem (głównie w zachodniej części kraju). Cały rok 1996 obok 1987 i 1956 był jednym z najzimniejszych w czasach powojennych. W grudniu 1996 w Stuposianach padł rekord zimna: temperatura spadła do -37.1°C. Kolejny rok przyniósł chłodny styczeń, wyjątkowo zimny kwiecień, a latem “powódź tysiąclecia”. Ciekawe, o czym by pisano na blogach i forach związanych z meteorologią i klimatologią, gdyby takowe wówczas u nas istniały. Właściwie po tym, co mogliśmy czytać w latach 2016-2017, można się tego domyślać. Z pewnością wszelkie próby informowania o globalnym ociepleniu byłyby z góry skazane na niepowodzenie. Przysłowiowy nóż w plecy wbiłaby tu nam “Wiedza i Życie”, gdzie w maju 1998 r. pojawia się pełen niedomówień, półprawd i zwyczajnie nieprawdziwych informacji artykuł Z. Jaworowskiego pod wiele mówiącym tytułem “Czy człowiek zmienia klimat”. Proszę zwrócić uwagę, że statystyczny czytelnik w tamtych czasach nie miał najmniejszych możliwości zweryfikowania podawanych tam informacji. W artykule czytamy na przykład:

Po 1988 roku utrzymuje się stały spadek tempa przybywania atmosferycznego CO2, podczas gdy jego emisja ze spalania paliw kopalnych równomiernie wzrasta. Wreszcie w 1992 roku, okresie najwyższego wzrostu emisji “ludzkiego” CO2, wystąpił jeden z najgłębszych spadków przyrostu masy CO2 w atmosferze oraz ochłodzenie powietrza.

Dzisiaj oczywiście wiemy, że zarówno spadek przyrostu CO2, jak i spadek temperatury w roku 1992 był związany z erupcją wulkanu Pinatubo. Z pewnością wiedział to wówczas Jaworowski (szczególnie, jeśli chodzi o temperaturę), jednakże z jakichś przyczyn nie uznał za stosowne o tym wspomnieć.

Ciekawe jest, że nawet biorąc pod uwagę wszystkie pomiary z lat 1780-1989 z 9 stacji europejskich (łącznie z Warszawą) nie obserwuje się wzrostu temperatury, który można by przypisać podwyższaniu stężeń gazów cieplarniach w atmosferze. Z wyjątkiem wzrostu około 1940 roku, klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu.

Powyższy akapit jest zaś prawdziwy jedynie, jeśli pod uwagę weźmiemy surowe, niezweryfikowane dane i utniemy je przed ociepleniem z końca lat 80. XX w. (Z. Jaworowski pisał swe słowa aż 10 lat później). Przede wszystkim obecnie wiemy, że żadne dane europejskie nie wskazują na to, iż “klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu“. Jest to zwyczajnie nieprawda.  Problem polega na tym, że – ponownie – ówczesny czytelnik nie jest w stanie tego zweryfikować. Obecnie powstałaby na ten temat dyskusja. Wskazano by błędy, zażądano danych na podstawie których takie, a nie inne wnioski się pojawiły. O ile autor pewnie by się przekonać nie dał, o tyle być może część z tych, którzy tę dyskusję by obserwowali już tak.

Obecnie “ikoną” globalnego ocieplenia jest najszybciej ocieplająca się Arktyka. Jednak na końcu lat 90. XX w. i to nie było takie oczywiste, o czym wspomina również Z. Jaworowski w w/w artykule, zapewne śmiejąc się pod nosem z “alarmistycznych” prognoz ocieplenia (i znowu pisząc nieprawdę o trendzie spadkowym w ciągu ostatnich 120 lat). Tak czy siak, w 1998 r. wykres przebiegu temperatury w Arktyce może niepokoić, ale jeszcze szalonego wrażenia nie robi.

Przebieg anomalii temperatury w Arktyce (GISTEMP 64N+) w latach 1880-1997 – 11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Należy mieć też na uwadze, że autorzy artykułów popularnonaukowych w tych czasach najpewniej opierali się na danych z innych artykułów, nierzadko poddających analizie krótsze szeregi czasowe (np. kończące się w 1990, czy 1995). Najprawdopodobniej większość autorów w 1998 r. było przekonanych, że Arktyka jeszcze nie doścignęła ocieplenia z lat 40. XX w. A nawet jeśli, to mogli to zwalać na “naturalną cykliczność”.

Z. Jaworowski przez cały artykuł stara się tu nie straszyć swoimi opiniami na temat dalszego przebiegu zmian klimatu, jednak na koniec nie wytrzymuje:

Nie wiemy, kiedy zawita z podobną nagłością nowy cykl lodowcowy – może za tysiąc, za pięćset, za sto, a może już za dwadzieścia lat? Znany klimatolog amerykański W.S. Broecker sądzi, że najprawdopodobniej czeka nas to za 50-150 lat.

Minęło dwadzieścia lat. Wiemy już, że jedna z tych liczb nie jest prawdziwa. Bez problemu możemy dokleić do wcześniejszego wykresu ostatnie 20 lat pomiarów, by zobaczyć jak wyglądał dalszy przebieg anomalii temperatury w Polsce.

Anomalie temperatury w Polsce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Daje do myślenia? Mimo wszystko z pewnością nie wszystkim. Ci, którzy doskonale pamiętają tamte czasy i tak wówczas, jak i teraz interesowali się meteorologią, czy klimatologią z pewnością powiedzą, że obecny klimat naszego kraju różni się od tego sprzed zaledwie 20 lat. Nie jest to może różnica wybitna (klimat nie zrobił się nam śródziemnomorski), ale zauważalna. Dokładnie w tych latach piszący te słowa zastanawiał się, kiedy w Zielonej Górze średnia temperatura roczna osiągnie 10.0°C (dokładnie tyle wynosił rekord z 1934) i czy będzie miał okazję tego doczekać. I trzeba było czekać na to całe 2 lata – w roku 2000 średnia temperatura roczna wyniosła 10.1°C. O ile na “osiągnięcie 10°C” czekaliśmy 66 lat, o tyle na kolejne tego typu zdarzenie już tylko siedem lat (2007 = 10.0°C), a jeszcze siedem lat później takie średnie roczne zdarzyły się rok po roku (2014, 2015 = 10.4°C). Jeśli pozostałe miesiące w roku nie będą jakieś wybitnie chłodne, to i 2018 zapisze się średnią roczną osiągającą 10.0°C (w istocie wystarczy by miesiące październik-grudzień nie były chłodniejsze więcej, niż o 1°C w stosunku do lat 1951-1980).

Bardziej zauważalnie klimat zmienił się w Arktyce, gdzie wspominane przez Jaworowskiego ocieplenie lat 40. XX w. zaczyna obecnie przypominać delikatne wahnięcie klimatu.

Anomalie temperatury w Arktyce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Tak, jak wielu sceptyków globalnego ocieplenia, tak i Zbigniew Jaworowski nigdy swego zdania nie zmienił. Do swojej śmierci w 2011 roku wyznawał dokładnie ten sam pogląd, jaki wyłania się z lektury artykułu w WiŻ z 1998. Niemal dokładnie 10 lat później powtarza go zresztą w “Polityce” (“Idzie zimno”). W dyskusjach na forach i w komentarzach pod artykułami widzimy bardzo podobne postawy. Kilka, czy nawet kilkanaście chłodniejszych miesięcy nie mogą nam nic powiedzieć o tendencjach naszego klimatu, jednakże wielokrotnie czytaliśmy (na przykład pod artykułami w serwisie “Twoja Pogoda”) o tym, jakoby od października 2016 klimat nam się ochłodził. Jak wielka jest to bzdura, widzimy chociażby po tym, co się dzieje w roku obecnym, jednakże mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że sytuacja ta jeszcze niejednokrotnie się powtórzy. Mamy tu do czynienia z pewną formą “efektu potwierdzenia” i kilku innych błędów poznawczych. Ludzie mają zwykle silne tendencje ku temu, by dostrzegać w danych wzory zgodne z ich światopoglądem. Jeśli zaś wg nich globalne ocieplenie nie istnieje, lub nie będzie przebiegało tak, jak to się prognozuje, są skłonni w każdym okresie chłodniejszym doszukiwać się jego definitywnego końca. Część z tych mechanizmów omawianych jest w poniższym filmie.

Niewykluczone, że zimna będzie na przykład nadchodząca zima, a dyskusji o “końcu ocieplenia” doczekamy się już za parę miesięcy. I o ile jeszcze można by było zrozumieć taką dyskusję w Polsce w 1998 r., kiedy na temat samego globalnego ocieplenia informacji było niewiele, a ostatnie parę lat nie należało do szczególnie ciepłych. Proszę zwrócić uwagę, że mimo iż ostatnie półrocze (kwiecień-wrzesień 2018) było skrajnie anomalne, sami staramy się unikać bezpośredniego powiązania tego zdarzenia z globalnym ociepleniem, które zapewne miało spory wpływ na ostateczną wartość anomalii, ale nie możemy być pewni w jakim stopniu wpłynęło ono na sytuację baryczną, która panowała od kwietnia w Europie.

Anomalie temperatury półrocza ciepłego (kwiecień-wrzesień) w latach 1781-2018 w Polsce. Okres referencyjny 1981-2010.

Na podstawie powyższego wykresu można wskazać jeszcze jedną bardzo interesującą rzecz – otóż znany nam bardzo chłodny okres (IV-IX) panujący na przełomie lat 70. i 80. XX w. do lat 30. XX w. był stanem normalnym.

Co dalej

Naszym zdaniem, nawet jeśli bardzo szybko ograniczymy antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych, tak jak to proponuje ostatnio IPCC, to świat i tak ociepli się o kolejne 0.5°C, jako że nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu równowagi dla obecnego stężenia GHG. Mówimy o temperaturze globalnej i jasne jest, że półkula północna ociepli się bardziej – być może nawet bliżej 1.0°C w porównaniu do stanu obecnego. W Polsce, niezależnie od podjętych działań, do roku 2050 klimat ociepli się co najmniej o kolejne 0.6°C, przy czym mówimy tu o bardzo optymistycznych prognozach. Oczywiście, niewykluczone są lata chłodniejsze (jak np. część roku 2017), jednak wbrew artykułom Zbigniewa Jaworowskiego, ochłodzenia klimatu nie widać.

 

 

 

 

Sierpień 2018 – wstępnie

Sierpień 2018 – wstępnie

Wg wstępnych oszacowań (Poltemp 1.0H5) średnia anomalia temperatury sierpnia 2018 wyniosła +2.57°C i była niższa od wyliczonej “operacyjnie” (+2.61°C). Na ostateczny wynik trzeba będzie poczekać do końca I dekady października, kiedy pojawią się dane ze stacji klimatologicznych.

Rekordowe anomalie temperatury

Rekordowe anomalie temperatury

Poniżej przygotowana przez nas tabela rekordowych wartości anomalii temperatury wg Poltemp 1.0H5 w latach 1781-2018 (do sierpnia włącznie). Uznano rekordowo ciepły okres kwiecień-wrzesień 2018, jako że nie ma już możliwości, by rekordowo ciepły nie był.

 

Lato 2018 (1)

Lato 2018 (1)

Sierpień dobiega końca, zaledwie 6 dni dzieli nas od poznania jego wstępnej anomalii temperatury. Jednocześnie poznamy wówczas wstępną anomalię temperatury lata 2018. Wiemy już, że z pewnością będzie ono cieplejsze od lata 1992 (niemal wszystkie pozostałe dni miesiąca pozostają w zasięgu skillu modeli numerycznych). Co jednak najciekawsze, ostatnia prognoza GFS sugeruje, że sierpień zamknie się anomalią równą +2.66°C, to zaś skutkowałoby średnią anomalią miesięcy letnich (czerwiec-sierpień) równą +2.16°C. Byłoby to więc najcieplejsze lato w całym okresie pomiarowym (od 1781).

Oczywiście, nawet jeśli tak się stanie, to zapał entuzjastów takiego stanu rzeczy należy ostudzić. Oficjalną średnią anomalię sierpnia poznamy dopiero około 10 października. Różnica pomiędzy latem 1811 a 2018 wyniesie co najwyżej 0.05-0.07°C. Po pierwsze różnica ta leży w zakresie niepewności pomiarowych, dzięki czemu nie możemy być pewni, które lato w istocie było cieplejsze. Po drugie ostateczne wyniki mogą się różnić od oszacowań. Co prawda w przypadku czerwca różnica ta była “na plus”, ale nie musi być tak w przypadku miesięcy pozostałych.

Poniżej: wykres anomalii lata w okresie 1781-2018 przy założeniu sprawdzenia się prognozy GFS:

Oczywiście tak wysoka anomalia sierpnia mocno rzutuje na 5. miesięczną anomalię temperatury liczoną dla ciepłej połowy roku od kwietnia. W tym okresie wszystkie anomalie miesięczne były albo wysokie, albo bardzo wysokie. Najmniej anomalny lipiec charakteryzował się anomalią równą +1.66°C (dane wstępne). Wykres ów wygląda tak:

Niezależnie od tego, jakie będą pozostałe dni sierpnia, powyższy wykres dużej zmianie już nie ulegnie. Zdecydowanie przyszło nam doświadczyć najbardziej niezwykłego okresu w ciepłej połowie roku w historii pomiarów instrumentalnych. Niektórzy zapewne pamiętają, że w roku ubiegłym wspominaliśmy o tym, że powinniśmy wchodzić w kilkuletni okres chłodniejszej pogody – i rzeczywiście, w czasie ostatnich dwóch sezonów zimowych pojawiły się wyraźnie niższe anomalie temperatury powietrza, przy czym nie tak niskie, jak się tego spodziewaliśmy. Dodatkowo niska anomalia miesięcy luty-marzec, zamiast rzutować na cały rok, niemal od razu została pochłonięta przez skrajnie wysoką anomalię kwietnia. Pozostałe niezwykle ciepłe miesiące do sierpnia włącznie spowodowały, że rok 2018 zamiast być wyraźnie chłodniejszym, ślizga się obecnie na granicy rekordu ciepła. Takiej sytuacji zdecydowanie się nie spodziewaliśmy, zresztą, czy patrząc na powyższy wykres, ktokolwiek mógł się spodziewać? Istnieją w zasadzie dwa wyjścia – albo mamy do czynienia z losowym zdarzeniem, które wypadło akurat teraz, a reszta miesięcy do wiosny 2020 r. będzie raczej w pobliżu normy (z nieco chłodniejszym od niej rokiem 2019), albo okres chłodny już był – mizerny i skrócony. Ta ostatnia opcja powinna bardzo niepokoić, ponieważ oznaczałaby, że w okolicy roku 2014 mieliśmy kolejne wahnięcie naszego klimatu, podobnie jak miało to miejsce na przełomie lat 80. i 90., kiedy nagle ociepliły się zimy i na przełomie wieków, kiedy nagle ociepliły się lata. Problem polega na tym, że nie jesteśmy w stanie obecnie stwierdzić, czy istotnie miało coś takiego miejsce. Być może będziemy w stanie tak powiedzieć w roku 2025, ale nie obecnie.

Nie mniej jednak bilans obecnego roku jest już imponujący:

  • Rekordowo ciepły kwiecień
  • Rekordowo ciepły maj
  • Najcieplejsze lato od co najmniej 207 lat (potencjalnie rekordowe)

Warto również zauważyć, że anomalia miesięcy kwiecień-sierpień wynosi tu nieco mniej, niż 3°C. Jeśli ocieplenie klimatu podąży najbardziej dla nas niekorzystnym torem, to takie półrocze ciepłe w końcu XXI w. będzie w granicach normy (lekko chłodne). Prawdopodobnie ta informacja niektórych ucieszy, jednakże należy pamiętać, że będą się również pojawiać okresy od tej normy znacznie cieplejsze. Dodajcie kolejne trzy stopnie, co przy tradycyjnie nierównomiernym rozkładzie anomalii może skutkować tym, że niektóre z miesięcy letnich mogą o 7 (lub więcej) stopni przekraczać normę z lat 1981-2010.

 

Ile stacji potrzeba?

Ile stacji potrzeba?

Poniżej: wykres przedstawiający Poltemp 1.0H5 (ok. 50 stacji w latach 50. XX w. i ok. 100 stacji po 1980) na tle średniej z tylko dwóch stacji: Wrocław+Białystok. 11. letnia średnia ruchoma anomalia temperatury powietrza (okres referencyjny 1981-2010).

Jak widać, wystarczyły zaledwie dwie stacje, by dość dobrze odwzorować przebieg temperatury po 1951. Dodajmy jeszcze dwie:

Jest zdecydowanie lepiej. Jak widać, mała liczba stacji przed 1850 wcale nie musi znacząco wpływać na obserwowane wówczas trendy w temperaturze na obszarze naszego kraju.

Kwiecień – lipiec 2018

Kwiecień – lipiec 2018

Wielokrotnie powtarzaliśmy, że ostatnie cztery miesiące były w Polsce niezwykłe. Co prawda średnia anomalia tych czterech miesięcy nie była rekordowa, jeśli weźmiemy pod uwagę dowolne cztery miesiące z rzędu, jednak nigdy nie zdarzyło się to w ciepłej połowie roku. Z jak bardzo niezwykłą sytuacją mieliśmy do czynienia widać na poniższym wykresie.

Wartości z bieżącego roku są, można powiedzieć, poza skalą.

W okresie kwiecień-sierpień przoduje rok 2002 z wartością +1.60°C. Tu możemy powiedzieć, że i w tym roku rekord z pewnością padnie, nie wiadomo jednak jak duży.

Nie wiemy dokładnie, jaka będzie ostateczna anomalia temperatury sierpnia 2018, ale załóżmy – bardzo bezpiecznie – że będzie to co najmniej 2.00°C. Wtedy wykres kwiecień-sierpień będzie wyglądał tak:

Jeśli się zaś tak stanie, to mamy niemal 100% pewność, że rekordowe będzie również całe ciepłe półrocze kwiecień-wrzesień. Tu rekord należy do 1797 r i wynosi +1.37°C i nawet wrzesień z anomalią równą -5.4°C dałby nam wartość rekordową dla tego okresu. Zakładając całkiem neutralną anomalię 0.0°C, ciepłe półrocze osiągnęłoby w tym roku anomalię równą +2.28°C.

 

POLTEMP-DAILY

POLTEMP-DAILY

Udało się w końcu przeliczyć całą serię Poltemp (od 1951 r.) na anomalie dobowe. Dane sięgają 30 czerwca 2018, więc można je porównać z dotychczasowymi oszacowaniami. Oczywiście różnice są i to czasem duże, gdyż mamy tu odmienny sposób interpolacji (IDW), a także większą liczbę stacji pomiarowych. W roku 2018 największe różnice pomiędzy dotychczasowym oszacowaniem, a nowymi wyliczeniami wahają się od -0.58°C do +0.41°C. Średnia różnica w pierwszej połowie roku 2018 wynosiła 0.11°C, mediana 0.08°C.

Powyżej: dobowe różnice pomiędzy dotychczasowym oszacowaniem anomalii dobowych a nowym (rok 2018). Linia ciągła – 10. dniowa średnia ruchoma.

Jasne jest również, że uśrednienie dobowej anomalii w skali miesiąca nie da nam średniej anomalii miesięcznej dokładnie równej tej wyliczonej w oparciu o średnie miesięczne. Przyczyną są różnice w zaokrągleniach i inna metoda interpolacji, jednakże różnica pomiędzy średnią anomalią miesięczną wyliczoną z anomalii dobowych a tą wyliczoną z średnich temperatur miesięcznych nie jest duża – w czerwcu 2018 wynosiła 0.03°C. Przebieg anomalii 10. dniowych zwykle nie różni się od otrzymywanego dotychczas.

W przypadkach z największymi różnicami ich przyczyną są dodatkowe stacje, które powodują, że rozkład anomalii okazuje się dużo bardziej skomplikowany (najprawdopodobniej w chłodnej masie powietrza z dużymi nocnymi spadkami temperatur, gdy temperatury minimalne mogą się znacznie różnić na stosunkowo niewielkim obszarze). Tak było 22 czerwca 2018:

Dane są wgrywane na serwer. Pojawią się również (ale nie w formie graficznej) wyliczenia średnich dobowych temperatur obszarowych (jako wynik dodawania anomalii z danego dnia do średniej z tego dnia wyliczonej w oparciu o okres bazowy).

 

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com