Historycznie #5: “zima stulecia” 1978/79

Historycznie #5: “zima stulecia” 1978/79

Mija dokładnie 40 lat od jednego z najbardziej znanych i najczęściej wspominanych zdarzeń pogodowych w powojennej historii naszego kraju. Warto się zatem przyjrzeć jak przebiegała pogoda w naszym kraju między 24 grudnia 1978 a 2 stycznia 1979. Niektóre fragmenty pochodzą z tekstu mojego autorstwa opublikowanego w portalu “Nauka o Klimacie”.

Wigilia, 24 grudnia 1978

Wigilia 1978 roku termicznie nie charakteryzowała się niczym szczególnym. W ciągu dnia w południowej części Polski było raczej odwilżowo, mróz panował w północnej części kraju. Temperatura o 12UTC wahała się od -4.5°C w Suwałkach, do +6.5°C w Nowym Sączu.

Mapa synoptyczna, 24 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 24 grudnia 1978 12UTC.

Powyżej: Ciśnienie na poziomie morza i temperatura na wysokości 850hPa. Źródło: Reanaliza NOAA/WetterZentrale.

Jak widać na powyższych mapach rozkładu ciśnienia, w Wigilię 1978 Polska dostawała się właśnie pod wpływ rozległego ośrodka niżowego z centrum na zachód od Irlandii. Widzimy również układ wyżowy z centrum w okolicy Zatoki Botnickiej oraz front atmosferyczny rozdzielający te dwie masy powietrza. Nad ranem wysokość pokrywy śnieżnej była stosunkowo niewielka, lokalnie do 10 cm.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 24 grudnia 1978.

Bliskość ciepłych frontów atmosferycznych związanych z wspomnianym niżem atlantyckim spowodowała, że w wigilijny wieczór temperatury spadały niezbyt entuzjastycznie. Wyjątek stanowiła tu Małopolska. W Bochni temperatura do 18UTC spadła do -6.4°C, najcieplej było Żarnowej i Lesku – około +3°C.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 24 grudnia 1978 18UTC.

 

25 grudnia 1978

Niż atlantycki zdołał zepchnąć układ wysokiego ciśnienia na wschód. Do Polski napłynęło zdecydowanie cieplejsze powietrze, temperatura o 12UTC wahała się od -1.9°C w Krakowie, do +7.4°C w Otmuchowie. Niemal na całym obszarze kraju panowały już temperatury dodatnie, a wysokość pokrywy śnieżnej była wyraźnie mniejsza, niż dzień wcześniej. Na większości stacji i posterunków meteorologicznych w Polsce notowano opady, przy czym był to już przeważnie deszcz i deszcz ze śniegiem.

Mapa synoptyczna, 25 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 25 grudnia 1978 12UTC.

W kolejnych godzinach mieliśmy dalszą adwekcję ciepła. Przeciętna temperatura w kraju była o 18UTC nieco wyższa, niż o 12UTC, przy czym jej wzrost zaznaczył się głównie na zachodzie kraju, gdzie notowano przeważnie od +4 do +5°C. Najcieplej było w Słubicach: +6.1°C, najzimniej w Krakowie: -3.1°C. Tutaj temperatury wzrosły powyżej 0°C już 6 godzin później.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 25 grudnia 1978.

 

26 grudnia 1978

Drugi dzień świąt był dniem najcieplejszym (jeżeli chodzi o średnią temperaturę obszarową). Nawet nad ranem wszędzie na nizinach notowano temperatury dodatnie: od +0.8°C w Gołdapi, do +5.5°C w Legnicy. O 12UTC najwyższą temperaturę notowano w Otmuchowie: +8.2°C, najzimniej było zaś w Suwałkach: +0.5°C. Tego dnia na mapach synoptycznych widać już nadciągające kłopoty w postaci silnej adwekcji powietrza arktycznego związanej z wzajemnym położeniem wyżu z centrum w okolicy bieguna północnego i niżu z centrum w Nienieckim Okręgu Autonomicznym. Nad ranem w Polsce niewielka pokrywa śnieżna utrzymuje się w zasadzie tylko na północnym wschodzie i miejscami w Małopolsce.

Mapa synoptyczna, 26 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

 

W kolejnych godzinach układ niżowy widoczny między Portugalią a Azorami przemieszcza się w kierunki Irlandii, a sytuacja się komplikuje – o 6UTC następnego dnia Brytyjczycy rysują na swych mapach w naszym pobliżu aż cztery fronty atmosferyczne, ułożone równoleżnikowo.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 26 grudnia 1978 12UTC.

Powyżej: Ciśnienie na poziomie morza i temperatura na wysokości 850hPa (26.12.1978, 12UTC). Źródło: Reanaliza NOAA/WetterZentrale.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 26 grudnia 1978.

 

27 grudnia 1978

Jest to pierwszy dzień wyraźnej adwekcji chłodu. Jeszcze o 6UTC rano temperatury wszędzie na nizinach są dodatnie: od +0.5°C w Gołdapi do +7.8°C w Legnicy. O 12UTC temperatura na północnym wschodzie kraju zamiast rosnąć, spada. O 12UTC mamy od -3.7°C w Suwałkach do +7.9°C w Otmuchowie. Na tę chwilę różnica temperatur na terenie kraju nie jest jeszcze nadzwyczajna. Wieczorem temperatura w północnej części kraju nadal spada – o 18UTC notujemy od -6.5°C w Suwałkach do +5.3°C w Świdnicy. Nad ranem, jeszcze przed adwekcją chłodu niewielka pokrywa śnieżna utrzymuje się jedynie na północnym wschodzie kraju.

 

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 27 grudnia 1978 o 06,12 i 18UTC.

 

Mapa synoptyczna z 12UTC zdradza, że nad północną częścią kraju przeszedł chłodny front atmosferyczny związany z płytkim układem niżowym znad dzisiejszej Białorusi. Sytuacja stała się dość skomplikowana, gdyż w ślad za nim podąża kolejny front chłodny związany (wg Brytyjczyków) z innym płytkim niżem położonym na północ od Moskwy. Jednocześnie od południowego zachodu podsuwa się front ciepły.

Mapa synoptyczna, 27 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 27 grudnia 1978.

 

28 grudnia 1978

Z uwagi na postępującą wraz za chłodnym frontem adwekcję chłodu i jednoczesną adwekcję ciepłego powietrza w Polsce południowej, związaną ze wspomnianym wcześniej frontem ciepłym, rośnie gradient temperatury nad naszym krajem. O 6UTC notujemy od -14.0°C w Suwałkach, do +5.9°C w Zgorzelcu. Różnica temperatur osiąga więc już 19.9°C. W ciągu dnia znacznie ociepla się w południowo-zachodniej części kraju, zaś w północnej temperatura pozostaje bez większych zmian: o 12UTC mamy od -13.2°C w Suwałkach do +10.3°C w Legnicy. O 18UTC gradient temperatury zaczyna się mocno zagęszczać – na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów różnica temperatur sięga 10°C. Do 00UTC różnice takie obserwujemy już na przestrzeni 20-30 kilometrów. Na mapie synoptycznej widać, że Polska znajduje się pod wpływem wyjątkowo wydłużonej zatoki niskiego ciśnienia, a przez obszar naszego kraju przechodzą dwa fronty atmosferyczne.  Siłowanie się dwóch mas powietrza będziemy obserwować przez niemal trzy kolejne doby. Nad ranem 28 grudnia pokrywa śnieżna nadal mizerna.

 

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 28 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

Mapa synoptyczna, 28 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

 

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 28 grudnia 1978.

29 grudnia 1978

Ten dzień zapisał się na znacznym obszarze kraju jako decydujący w bitwie pomiędzy dwiema masami powietrza. Jeszcze o 00UTC przyziemna linia frontu znajdowała się mniej więcej na odcinku Gorzów-Poznań-Warszawa-Terespol, a 6 godzin później przesunęła się ok. 50-80 kilometrów na południe. Cały czas rośnie gradient temperatury. O 00UTC najcieplej jest w Wieliczce (+8.4°C), najzimniej zaś w Suwałkach (-14.7°C). O 6UTC notujemy od -16.9°C w Olecku do +9.3°C w Grodkowie. O 12UTC temperatura w północno-wschodniej części kraju zamiast rosnąć, spada – mamy od -18.0°C w Suwałkach do +11.9°C w Grodkowie – różnica temperatur na terenie Polski sięga 29.9°C. Jeszcze wyższa jest o 18UTC: od -21.7°C w Lidzbarku Warmińskim do +10.5°C w Grodkowie (różnica równa 32.2°C). Jednocześnie wraz z przesuwającym się powoli frontem chłodnym ciepłe powietrze było spychane coraz bardziej na południe. O 18UTC front znajduje się niemal nad Wrocławiem.

Front chłodny wcina się klinem pod ciepłe powietrze, wypychając je do góry. Ponieważ przemieszcza się on bardzo powoli, przez dłuższy czas mamy sytuację, w której wyżej znajdowała się warstwa ciepłego powietrza, co potwierdza sondaż z Wrocławia z 00UTC, 30 grudnia. Możemy z niego odczytać, że o ile na wysokości 653 m. temperatura wynosiła -11.1°C, o tyle zaledwie 250 m. wyżej było już +0.6°C.

-----------------------------------------------------------------------------
   PRES   HGHT   TEMP   DWPT   RELH   MIXR   DRCT   SKNT   THTA   THTE   THTV
    hPa     m      C      C      %    g/kg    deg   knot     K      K      K 
-----------------------------------------------------------------------------
 1000.0    -33                                                               
  981.0    122   -5.9   -6.9     93   2.33     40      2  268.7  275.2  269.1
  916.0    653  -11.1  -12.0     93   1.67      4     12  268.7  273.4  269.0
  887.0    906    0.6    0.6    100   4.53    347     16  283.3  296.2  284.1
  850.0   1247   -0.5   -0.5    100   4.36    325     22  285.6  298.2  286.4
  766.0   2079   -3.3   -3.3    100   3.93    304     22  291.2  302.9  291.9
  700.0   2789   -7.5   -7.8     98   3.05    285     22  294.1  303.4  294.7
  600.0   3974  -14.5  -15.6     91   1.90    278     36  299.3  305.4  299.6
  500.0   5330  -23.9  -25.1     90   1.00    270     52  303.8  307.2  304.0
  400.0   6930  -34.7  -36.5     84   0.42    265     70  309.8  311.3  309.9
  392.0   7071  -35.5  -37.3     83   0.40                310.6  312.0  310.6
  329.0   8270  -45.5                                     312.8         312.8
  300.0   8880  -50.9                                     313.5         313.5
  250.0  10040  -60.7                                     315.7         315.7
  200.0  11450  -55.9                                     344.1         344.1
  187.0  11878  -54.5                                     353.0         353.0
  150.0  13290  -53.7                                     377.3         377.3

To zaś doprowadza do tego, że w chwili przejścia frontu w wielu miejscach notowane są opady deszczu przechodzące w deszcz marznący powodujący gołoledź. We Wrocławiu dodatkowo występuje opad ziaren lodowych.

Powyżej: przebieg zjawisk atmosferycznych we Wrocławiu w dniu 29 grudnia 1978.

Nad ranem 29 grudnia w północnej części kraju mieliśmy już pokrywę śnieżną, której wysokość przekraczała miejscami 15 cm.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 29 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 29 grudnia 1978.

30 grudnia 1978

Nad ranem pokrywa śnieżna w północnej Polsce przekracza miejscami 20 cm (Prabuty 25 cm), co w połączeniu z bardzo wysoką średnią prędkością wiatru (miejscami ponad 10 m/s np. w Gdyni, Gdańsku, Łebie czy Świnoujściu) z pewnością doprowadziło do powstania znacznych zasp i związanych z nimi utrudnień komunikacyjnych. Potwierdzają to dane terminowe ze stacji Gdańsk-Rębiechowo, gdzie notowano silną zamieć śnieżną niską.

Przebieg zjawisk atmosferycznych w 30 grudnia 1978 na stacji Gdańsk-Rębiechowo.

Tego dnia front chłodny obejmuje niemal cały kraj. Niemal, bo dodatnie temperatury panują jeszcze na wyżej położonych stacjach na południowych krańcach Polski.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 30 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

 

Nie był to jednak jeszcze koniec zabawy – po pierwsze nadal występowały opady śniegu połączone z silnym, porywistym wiatrem. Po drugie 31 grudnia front cofnął się nieco na północ dostarczając dodatkowych atrakcji mieszkańcom Polski południowej.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 30 grudnia 1978.

31 grudnia 1978

W Sylwestra następuje dalszy przyrost pokrywy śnieżnej, głównie w północnej połowie Polski. Do 40 cm wzrasta pokrywa śnieżna w Sobieszynie, 35 cm notujemy na stacji Gdańsk Rębiechowo. Przy wciąż występujących zamieciach i zawiejach śnieżnych miejscami tworzą się zaspy znacznie przekraczające 100 cm. W nocy zaczyna ponownie rosnąć temperatura na południu kraju. O 06UTC mamy już +6.2°C w Zawoi, o 12UTC od Kotliny Kłodzkiej aż po Bieszczady pojawia się fen – w Międzybrodziu Bialskim temperatura wzrasta do +8.7°C (w tym samym czasie w Białej Podlaskiej jest -20.8°C). W rejonie Bielska Białej dochodzi do niezwykłej sytuacji: po ochłodzeniu w nocy 30 grudnia pojawiają się chwilowe podmuchy fenu. O 3UTC 31 grudnia prędkość wiatru wzrasta do 7 m/s, wiatr zmienia kierunek na południowo zachodni, a temperatura nagle wzrasta do +4.4°C. Po czym nad ranem wiatr się uspokaja, zmienia kierunek na północny i w okolicach południa temperatura wynosi -4.1°C. W godzinach popołudniowych wiatr nagle ponownie zmienia kierunek na południowy, a jego średnia prędkość osiąga 14 m/s. W ciągu paru godzin temperatura rośnie aż o 12°C i nieco po 18UTC notowane jest +8.5°C. W momencie gdy wiatr ponownie cichnie i zmienia kierunek na północny, temperatura gwałtownie spada. Przed 18UTC 1 stycznia 1979 spada ona aż do -19.5°C, co oznacza że 24. godzinny spadek temperatury w Bielsku Białej wyniósł aż 28.0°C. Pomiary ciśnienia wskazują, że mieliśmy tu do czynienia z stosunkowo głębokim układem niskiego ciśnienia, a południowe krańce Polski znalazły się przejściowo w jego ciepłym sektorze.

Dane terminowe z Bielska Białej od 30 grudnia 1978 do 1 stycznia 1979.

 

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 31 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

 

Powyżej: Ciśnienie na poziomie morza i temperatura na wysokości 850hPa (31.12.1978, 18UTC). Źródło: Reanaliza NOAA/WetterZentrale.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 31 grudnia 1978.

 

1 stycznia 1979

Nowy rok przywitał nas temperaturami dodatnimi już tylko nad ranem na krańcach południowo-wschodnich i na Podhalu: w Stuposianach o 6UTC notowano +5.1°C. Obserwowano dalszy przyrost pokrywy śnieżnej: w Gdańsku-Rębiechowie było to już 50 cm, w Sobieszynie 45 cm, 40 cm notowano w Pile. Zróżnicowana wysokość pokrywy śnieżnej obserwowana była w Warszawie: na stacji Warszawa-Obserwatorium było to 35 cm, na stacji Warszawa-Bielany 23 cm, a na Okęciu tylko 20 cm. Tak różne wysokości pokrywy śnieżnej na małym obszarze można tłumaczyć nie tylko różnymi wysokościami opadu, ale i silnym wiatrem, który powodował wywiewanie śniegu z jednych miejsc i gromadzenie w innych.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 1 stycznia 1979 o 00,06,12 i 18UTC.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 1 stycznia 1979.

 

Warto ponownie zwrócić uwagę, że podane wartości pokrywy śnieżnej mogą być nieco mylące. Zasadniczą cechą pomiaru jej wysokości jest to, że nie mierzy się wartości maksymalnej, ale średnią na specjalnie wyznaczonym poletku. Ponieważ w czasie tego niezwykle silnego ataku zimy występował bardzo silny wiatr (szczególnie w Polsce północnej) i związane z nim zawieje i zamiecie śnieżne, w wielu miejscach wysokość pokrywy mogła być znacznie, nawet kilkukrotnie wyższa, niż zmierzona na stacjach synoptycznych i klimatologicznych.

 

2 stycznia 1979 i dalsze dni

Tego dnia miały miejsce kolejne opady i związane z nimi przyrosty pokrywy śnieżnej, jednocześnie wzrosła nieco temperatura. Tym razem opady były bardzo obfite – suma opadu na stacji Gdańsk-Rębiechowo wyniosła aż 11.7 mm, nad ranem zmierzono tam 60 cm pokrywy śnieżnej, podczas gdy 3 stycznia było to już 80 cm. Wiatr nie osiągał już tak znacznych prędkości, mimo to nadal powodował zawieje i zamiecie śnieżne. Trudno oszacować ile mogła mierzyć pokrywa śnieżna w najgłębszych zaspach. Silne opady ustały w Gdańsku 4 stycznia nad ranem – wówczas grubość pokrywy śnieżnej osiągała już 90 cm. Od tej pory przyrosty pokrywy śnieżnej były już niewielkie, przynajmniej na Wybrzeżu.

Przebieg pogody w dniach 2-4 stycznia 1979 na stacji Gdańsk-Rębiechowo

Taka sytuacja była bardzo lokalna. Znacznie mniejszą wysokość pokrywy śnieżnej notowano w Gdyni (55 cm), co oznacza że być może odpowiadały za to opady związane z bałtycką analogią “efektu jeziora”.

Powyżej: Dziennik Bałtycki z 4 stycznia 1979. Źródło: Bałtycka Biblioteka Cyfrowa.

Zima stulecia w Starych Babicach i okolicy. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

6 stycznia 1979 grubość pokrywy śnieżnej na stacji Gdańsk-Rębiechowo osiągnęła 92 cm. Od tej pory z każdym dniem malała, jednak aż do 25 stycznia 1979 przekraczała 50 cm. W tym czasie gruba pokrywa śnieżna występowała również we wschodniej części kraju: w Terespolu było to 64 cm. W ostatnim dniu stycznia w Warszawie było 70 cm śniegu, a w Legionowie nawet 72 cm.W Szczuczynie (woj. podlaskie) było to zaś aż 93 cm. W pierwszych dniach lutego 1979 sytuacja nie uległa większym zmianom. 6 lutego grubość pokrywy śnieżnej wynosiła 90 cm w Olecku i 100 cm w Szczuczynie. W tym samym czasie w Przemyślu zmierzono zaledwie 7 cm. W połowie miesiąca w Suwałkach było 84 cm, w Olecku 96 cm, w Szczuczynie 114 cm (18 lutego 118 cm). Metrowa, lub niemal metrowa pokrywa śnieżna występowała tam aż do początku marca, kiedy zima zaczęła w końcu powoli odpuszczać. Na szczęście ocieplenie nie pojawiło się z dnia na dzień i w wielu wypadkach proces topnienia pokrywy śnieżnej trwał parę tygodni, jednakże nie pozwoliło to uniknąć powodzi roztopowej – było to wręcz nieuniknione przy tak dużych jej wysokościach.

Oczywiście tak intensywny atak zimy miał swoje konsekwencje. To, co się nasuwa od razu, to utrudnienia komunikacyjne – w związku z obfitymi opadami śniegu wojewoda gdański wprowadził z dniem 1 stycznia 1979 stan klęski żywiołowej. Sztab kryzysowy zebrał się nawet we Wrocławiu, jego obrady były jednak znacznie utrudnione, gdyż znaczna część miasta pozbawiona została dostaw energii elektrycznej. Prawdopodobnie związane to było nie tylko z opadami śniegu, ale i z wspomnianym wcześniej pojawieniem się licznych marznących opadów, które doprowadziły do zerwania linii wysokiego napięcia. W wielu miejscach pracę przerwały fabryki – nie tylko z uwagi na braki w dostawach prądu, ale i z przyczyny… braków kadrowych. Najzwyczajniej w świecie wiele osób nie było w ogóle w stanie dotrzeć do pracy. Zaczęły pojawiać się problemy z zaopatrzeniem, co było szczególnie dotkliwe w przypadku produktów spożywczych. 2 stycznia 1979 Trybuna Ludu donosiła, że zaspy w północnej części kraju dochodzą do 3.5 m (co jest całkiem prawdopodobne, jeśli pokrywa śnieżna zmierzona na stacji meteorologicznej w Rębiechowie wyniosła 92 cm). W wielu miastach nie funkcjonowała komunikacja miejska, odwołano również ok. 800 pociągów. Świadkowie tych wydarzeń wspominają, że niektóre wsie znajdujące się w obniżeniach terenu zostały zasypane po dachy – było to skutkiem nawet nie tyle obfitych opadów, ale przede wszystkim towarzyszącego im bardzo silnego wiatru.

Rozładunek ciężarówki z termosami obiadowymi na ul. Malczewskiego 30 stycznia 1979. W wyniku tych opadów wysokość pokrywy śnieżnej w Warszawie wzrosła do 70 cm. Źródło: NAC.

 

Zima 1978/79 w Gołdapi (źródło: goldap.org.pl)

Warto zwrócić uwagę, że były regiony, w których pokrywa śnieżna nie osiągała tak znacznych wysokości. Najmniej śniegu leżało tam, gdzie ochłodzenie dotarło najpóźniej – czyli na Podkarpaciu, Podhalu i ogólnie w południowo-wschodniej części kraju. 5 stycznia pokrywę śnieżną o grubości zaledwie 4 cm zmierzono w Jabłonce, 1 cm w Krasnystawie. Nie jest więc prawdziwa panująca powszechnie opinia, że śnieg sparaliżował cały kraj – były miejsca od tego paraliżu przynajmniej częściowo wolne, chociaż było ich naprawdę niewiele. Mylne okazuje się też częste przekonanie, że główne ochłodzenie przypadło na Sylwestra. Taka sytuacja miała miejsce jedynie na południowych krańcach Polski – na przeważającym obszarze doszło do tego 29 i 30 grudnia 1978.

Najniższe temperatury notowano w pierwszych dniach stycznia 1979: 4 stycznia temperatura minimalna w Kmiecinie spadła do -33.6°C, przy gruncie notowano oczywiście temperatury znacznie niższe: w Lidzbarku Warmińskim nawet -39.4°C. “Dziennik Bałtycki” z 5 stycznia 1979 donosi:

“Wczoraj woj. elbląskie nawiedziła fala ostrego mrozu. Rano termometry w Braniewie wskazywały minus 33, w Elblągu – minus 28. Rekord padł po południu w Bardynach (gmina Wilczęta) – minus 37.”

Do informacji o rekordowej temperaturze z Bardyn ciężko się odnieść z uwagi na to, że brak jest jakichkolwiek oficjalnych danych. Biorąc pod uwagę fakt, że w Kmiecinie temperatura spadła niemal do -34°C, nie jest wykluczone, że w naturalnych nieckach (tzw. “mrozowiskach”) temperatury mogły być jeszcze niższe, istotnie zbliżając się do wartości -37°C.

Temperatura minimalna 4 stycznia 1979

Wątpliwości jednak budzi fakt, że wg autora tekstu miało się to dziać “po południu”. Mimo wszystko daleko tym mrozom do najniższych temperatur notowanych w Polsce w XX w, szczególnie tych z roku 1929, kiedy oficjalne dane z Żywca mówią o -40.6°C, zaś nieoficjalnie notowano temperatury spadające nawet do -42.0°C i niżej.

Jak więc widać nie była to może zima najmroźniejsza, za to odznaczała się bardzo grubą i długo utrzymującą się pokrywą śnieżną, szczególnie w północnej i północno-wschodniej części Polski, gdzie osiągała (a miejscami z pewnością przekraczała) 120 cm – najwięcej w latach 1951-2018. W żadnym wypadku o zimie stulecia nie mogą mówić mieszkańcy Małopolski i Podkarpacia, gdzie pokrywa śnieżna była przeważnie niewielka (w okolicy Krakowa niewiele ponad 30 cm, w Przemyślu było to maksymalnie 24 cm). W skali całego kraju była to zima mniej śnieżna od tej z 1969/70, a także zauważalnie od niej cieplejsza. Nie ma sobie jednak równych skala i gwałtowność ochłodzenia, jakie dotknęło nasz kraj na przełomie grudnia i stycznia 1978/79.

Wysokość pokrywy śnieżnej 18 lutego 1979

 

 

Ocieplenie

W wielu miejscach wyższe temperatury, a co za tym idzie powolny zanik pokrywy śnieżnej, pojawiły się dopiero w marcu 1979. W dalszym ciągu północna część kraju charakteryzowała się przeważnie niższymi temperaturami. Średnia temperatura marca 1979 wyniosła +3.9°C we Wrocławiu, +1.7°C w Warszawie, +0.1°C na stacji Gdańsk-Rębiechowo, -0.1°C w Suwałkach. Najwyższe dodatnie anomalie temperatury panowały w południowo-wschodniej części Polski – tam marzec miejscami był nawet o 1.5°C cieplejszy, niż wynosi norma z lat 1981-2010. Największe ocieplenie pojawiło się na przełomie II i III dekady marca. Jeszcze 19 marca nad ranem w Suwałkach temperatura spadła do -18.5°C, -19.0°C notowano w Gołdapi. W Suwałkach wysokość pokrywy śnieżnej wynosiła wówczas 49 cm, a najwięcej śniegu było w Biebrzy: 52 cm. Z kolei na południu kraju dało się już poczuć pierwsze powiewy wiosny: w Nowym Sączu temperatura maksymalna wzrosła aż do +14.0°C, nie obserwowano już tam pokrywy śnieżnej. W kolejnych dniach mieliśmy do czynienia z postępującą adwekcją ciepła i 21 marca już tylko na północy kraju temperatury w ciągu dnia były ujemne. Ponad 50 cm pokrywy śnieżnej zmierzono jeszcze w Biebrzy. Pojawienie się dodatnich temperatur powietrza, nie przekraczających jednak 10°C spowodowało, że pokrywa śnieżna zanikała tu dość powoli – w Suwałkach notowano ją jeszcze 3 kwietnia 1979.

Powyżej: temperatury notowane w Polsce o 12UTC między 19 a 22 marca 1979.

Z uwagi na znaczną wysokość pokrywy śnieżnej, szczególnie w centralnej, północnej i północno-wschodniej części Polski, topnienie jej doprowadziło do powodzi roztopowej, która objęła swym zasięgiem zlewnie Narwi i Dolnej Wisły. Zalaniu uległo 20 tys. km² terenu.

Powyżej: miesięczne anomalie temperatury powietrza od grudnia 1978 do marca 1979. Widać, że zima najostrzejsza była w centralnej, północnej i północno-wschodniej Polsce.

Niemcy

Wbrew przekonaniu niektórych osób atak zimy 1978/79 dotknął nie tylko Polskę, ale i m.in. Niemcy Zachodnie. Tutaj na zdarzenie to mówi się krótko: “schneekatastrophe”, a zdjęcia i materiały filmowe pokazują, że skala zjawiska mogła być tylko nieznacznie mniejsza, niż u nas. Najbardziej dotkniętym katastrofą regionem Niemiec był Szlezwik-Holsztyn.


Zdjęcia: Kai Greiser / spiegel.de.

 

Na koniec

Zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy wpis jest wyjątkowo długi, chyba jeden z najdłuższych na tym blogu. Wytrzymacie chyba jednak jeszcze parę ostatnich zdań. Otóż w dobie globalnego ocieplenia mogłoby się wydawać, że tak gwałtowne ochłodzenia, jak to z przełomu lat 1978 i 1979 nie mogą już mieć miejsca. Prawda jest niestety taka, że jak najbardziej mogą. I to nie za 30 lat, ale za rok, dwa, czy nawet za miesiąc. Zima 1978/79 nie należała do skrajnie mroźnych i jak najbardziej może się powtórzyć. Również obfite opady śniegu nie są wykluczone, a z uwagi na wzrost zawartości pary wodnej w atmosferze (związany z wzrostem temperatury globalnej) nawet dość prawdopodobne. Powtórzenie się sytuacji synoptycznej z końca grudnia 1978 skutkowałoby obecnie bardzo podobnymi wydarzeniami, a ponieważ nasze uzależnienie od działania infrastruktury jest chyba znacznie większe, aniżeli 40 lat temu, skutki takiego ataku zimy mogłyby być bardzo dotkliwe.

Historycznie #4: silne mrozy

Historycznie #4: silne mrozy

Większość mieszkańców Polski za wyjątkowo silne fale mrozów uważa przypadki, w których temperatury minimalne spadają na nizinach poniżej -20°C, jednak w naszym klimacie nie jest to nic nadzwyczajnego. O wiele rzadsze przypadki to te, w których progu -20°C nie przekraczają na nizinach temperatury maksymalne. W całym okresie pomiarowym 1951-2018 (możemy już bezpiecznie założyć, że taki przypadek w tym roku nie wystąpi) przypadki takie miały miejsce w 11 latach: 1954, 1956, 1963, 1969, 1970, 1978, 1979, 1985, 1987, 2003, 2006. Przy czym sezonów zimowych było takich 9. Najbardziej znaczące przypadki to te z lat 1956 i 1987, kiedy temperatury maksymalne osiągnęły wartości najniższe, a izoterma -20°C objęła swym zasięgiem największy obszar.

Najniższą temperaturę maksymalną odnotowano 31 stycznia 1956 r. w Suwałkach i wyniosła ona -26.1°C.

W 1956 r. największy zasięg temperatury maksymalne <= -20.0°C osiągnęły właśnie 31 stycznia. Pojawiły się one również 1, 8 i 9 lutego. 9 lutego temperatura maksymalna wyniosła -20.0°C i był to jeden z dwóch przypadków, gdy osiągnęła ona tę barierę.

W 1963 r. temperatury maksymalne spadały do -20°C w trzech dniach: 17,18 i 19 stycznia 1963. Najzimniej było 19 stycznia 1963 na stacji Topola-Błonie (-21.4°C), a temperaturę maksymalną niższą lub równą -20°C na największej liczbie stacji notowano 17 stycznia (10).

Znacznie mniej stacji notowało tak niskie temperatury maksymalne zimą 1969/70. Pojedyncze przypadki pojawiły się 31 grudnia 1969 (2 stacje), 31 stycznia 1970 (2 stacje) i 1 lutego 1970 (2 stacje). W tym ostatnim przypadku wartość temperatury maksymalnej w Pułtusku (-25.0°C) wydaje się jednak znacznie zaniżona i nieprawidłowa.

Kolejne przypadki wystąpienia temperatury maksymalnej <= -20.0°C wystąpiły w czasie słynnego ataku zimy z przełomu 1978 i 1979 r. Tak niskie temperatury panowały w dniach 30 i 31 grudnia 1978 (3 stacje) oraz 2 i 4 stycznia 1979 (po jednym przypadku). Najniższą temperaturę maksymalną odnotowano 30 grudnia 1978 w Lidzbarku Warmińskim (-21.7°C). Tego dnia rozkład temperatury maksymalnej był jednym z najbardziej niezwykłych w całym okresie pomiarowym (od 1951 r.). Równoleżnikowo położony front atmosferyczny, rozciągający się przez obszar znacznej części Europy dzielił Polskę na dwie części – południową, gdzie temperatury maksymalne wzrosły powyżej +10°C i północną, gdzie spadały one poniżej -20°C. Zbliżona, ale znacznie łagodniejsza sytuacja panowała w 2006 r.


Pojedyncza wartość poniżej -20°C została zarejestrowana 11 lutego 1985 w Prabutach (-20.1°C), w 1986 r. -21.0°C notowano we Fromborku, jednak dane z tej stacji sa najprawdopodobniej błędne.

Wyjątkowo dużo bardzo mroźnych dni notowano w styczniu 1987. Główna fala mrozów objęła Polskę w dniach 8 – 14 stycznia 1987:

Na kolejne tak mroźne dni trzeba było czekać aż do 2003 roku. Co prawda wg bazy danych IMGW temperatury niższe od -20°C panowały w dniach 25-31 grudnia 1996 w Grudziądzu, jednakże wszystko wskazuje na to, że są to pomiary błędne:

7 stycznia 2003 temperatury maksymalne niższe lub równe -20.0°C notowano na trzech stacjach.

Ostatnie temperatury maksymalne <= -20.0°C pojawiły się w Polsce 20 i 23 stycznia 2006 r. 21 stycznia 2006 nad Polską mieliśmy nad Polską znaczny gradient temperatur maksymalnych, był on jednak o wiele słabiej wyrażony, niż pod koniec grudnia 1978.

Najniższą temperaturę maksymalną w czasie fali mrozów z 2006 r. notowano w Suwałkach: -22.2°C 20 stycznia 2006). Po roku 2006 ani razu temperatura maksymalna nie spadła poniżej -20.0°C. Najbliżej tego było w roku 2012, kiedy 31 stycznia w Strzyżowie w najcieplejszym momencie dnia było -19.6°C. W ostatnich latach najzimniej było 7 stycznia 2017, kiedy w Białowieży notowano -16.3°C.

W całym okresie 1951-2018 wystąpiło zaledwie 25 dni, w których na polskich nizinach temperatura maksymalna spadła do -20.0°C lub niżej, co stanowi ok. 0.4% wszystkich dni w okresie zimowym (DJF). Dni takie pojawiały się głównie w styczniu i lutym, tylko w 1969 i 1978 pojawiły się również w końcówce grudnia. Najpóźniejszy przypadek mieliśmy 11 lutego 1985 r, a najniższą temperaturę maksymalną (-26.1°C) odnotowano 31 stycznia 1956 r. w Suwałkach. Niższe temperatury maksymalne notowano przed wojną – wg. rocznika meteorologicznego PIHM z 1929 r., 10.02.1929 temperatura maksymalna w Puławach osiągnęła zaledwie -26.4°C. Niewykluczone, że w najmroźniejszych dniach zimy 1928/29 miejscami temperatura maksymalna wynosiła -28°C.

Bardzo duża anomalia T850 nad Polską

Bardzo duża anomalia T850 nad Polską

W poniedziałek temperatura na wysokości 850hPa ma w Polsce sięgnąć +17°C, co jak na tą porę roku jest wartością bardzo rzadką. Wg reanalizy ERA-Interim, w latach 1979-2016 temperatura na wysokości 850hPa przekroczyła 15°C tylko w niektórych latach.

Poniżej prognoza modeli ALARO, AROME, GFS i ICON.

A poniżej mamy przypadki historyczne:

1997

2002

 

 

2004

 

 

2015

 

Najwyższą temperaturę na wysokości T850 w listopadzie notowano w 2015 (mapa powyżej) i było to 17.6°C. Nie przełożyło się to wówczas na jakieś skrajnie wysokie temperatury na poziomie 2 metrów nad gruntem – najcieplej było w Radziechowym, 21.3°C. Przyczyną była dość spora inwersja termiczna, charakterystyczna dla chłodnej pory roku.

Poniżej: sytuacja baryczna 3 listopada 2015 o 12UTC (źródło: WetterZentrale):

 

Fragment sondażu z tego dnia (Wrocław) w formie tekstowej:

----------------------------------------------------------------------------
   PRES   HGHT   TEMP   DWPT   RELH   MIXR   DRCT   SKNT   THTA   THTE   THTV
    hPa     m      C      C      %    g/kg    deg   knot     K      K      K 
-----------------------------------------------------------------------------
 1009.0    122   13.2    0.2     41   3.86    110      4  285.6  296.8  286.3
 1000.0    195   12.2   -1.8     38   3.37    155      6  285.4  295.2  285.9
  977.0    389   11.0   -3.0     37   3.15    173     14  286.1  295.3  286.6
  974.0    415   11.4   -4.4     33   2.85    175     16  286.7  295.2  287.2
  949.0    633   15.0  -16.0     10   1.16    178     20  292.5  296.2  292.7
  933.0    776   15.0  -19.0      8   0.92    179     24  293.9  296.9  294.1
  925.0    849   15.4  -21.6      6   0.74    180     25  295.1  297.5  295.2
  919.0    904   15.3  -24.4      5   0.58    180     27  295.5  297.5  295.6
  912.0    969   15.2  -27.8      4   0.43    184     24  296.0  297.5  296.1
  902.0   1062   17.1  -29.1      3   0.39    190     19  298.9  300.3  299.0
  893.0   1148   18.8  -30.2      2   0.35    178     18  301.5  302.8  301.6
  887.0   1205   18.6  -30.4      2   0.35    170     17  302.0  303.2  302.0
  853.0   1539   17.8  -31.2      2   0.33    165     16  304.5  305.7  304.5
  850.0   1569   17.8  -31.2      2   0.33    165     16  304.8  306.0  304.8
  824.0   1829   16.1  -32.9      2   0.29    170     12  305.7  306.8  305.8
  781.0   2278   13.2  -35.8      2   0.23    215     14  307.3  308.1  307.3
  763.0   2473   11.9  -37.1      2   0.21    210     14  308.0  308.7  308.0
  750.0   2617   11.0  -38.0      2   0.19    185     10  308.5  309.2  308.5

 

Jak widać, na wysokości około kilometra nad poziomem gruntu temperatura tego dnia była aż o 5°C wyższa, niż na wysokości 2 metrów. Również w poniedziałek może być dość podobnie, a bardzo wysokie temperatury, sięgające 22-23°C pojawić się mogą tylko lokalnie. Z drugiej strony przykład dnia wczorajszego pokazuje, że można się spodziewać właściwie wszystkiego. Wg modelu ALARO temperatura w Polsce południowo-wschodniej osiągnie jutro 22.4°C, jak będzie w rzeczywistości – zobaczymy.

Wyjątkowo ciepły początek listopada

Wyjątkowo ciepły początek listopada

Wszystko wskazuje na to, że pierwsza dekada listopada zapisze się wyjątkowo wysokimi temperaturami, szczególnie w Polsce południowo-zachodniej. Wg prognozy GFS z 00UTC anomalia temperatury za okres od 30 października do 7 listopada włącznie będzie sięgać tam niemal +8°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010.

Warto zwrócić jednak uwagę, że był w historii listopad, który mimo aż tak niezwykłych prognoz, trudno będzie przebić. Chodzi tu mianowicie o listopad 1926 – jedyny listopad w całej serii pomiarowej (od 1781 r.!), który może się pochwalić średnimi temperaturami miesięcznymi lokalnie przekraczającymi 10°C. Tak to wyglądało w Krakowie:

Wg ówczesnej metody wyliczania średniej dobowej temperatury powietrza, średnia temperatura miesięczna w Krakowie osiągnęła aż +9.5°C. Do 23. listopada włącznie każdy dzień charakteryzował się temperaturą maksymalną przekraczającą +10°C. W dziesięciu z tych dni temperatura przekraczała +15°C.

W skali całego kraju średnie temperatury charakteryzowały się dużym zróżnicowaniem. W Bydgoszczy średnia temperatura miesięczna wyniosła 6.4°C, 7.4°C było w Białymstoku. W Puławach było to aż 8.7°C, ale najwyższe średnie notowano w Małopolsce, na Śląsku i na Podkarpaciu: Tarnów 11.0°C, Cieszyn 10.8°C, Żywiec 10.0°C.

Zimniej było na północy: w Koszalinie średnia temperatura listopada wyniosła 5.8°C, co przełożyło się również na najniższą anomalię: +1.5°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010. Dzięki temu anomalia w skali całego kraju nie była aż tak imponująca, jak na południu i wyniosła +3.85°C (1981-2010). Pozostawia ona jednak wyraźnie w tyle drugi na liście listopad 1963 (+3.36°C).

Historycznie #3: lato 1992

Historycznie #3: lato 1992

W świadomości wielu (szczególnie tych nieco starszych) pasjonatów meteorologii w Polsce, lato 1992 zapisało się jako najbardziej gorące i niezwykłe w historii. Istotnie, pod względem średniej obszarowej anomalii temperatury powietrza lato to nie miało sobie równych w ciągu niemal 200 lat – wyższą anomalią obszarową miało ponoć lato 1811, przy czym do tak starych pomiarów (wykonywanych przy tym bez stosowania klatek meteorologicznych) należy podchodzić z dużą dozą ostrożności.

Jeżeli jednak przyjrzymy się notowanym wówczas średnim temperaturom miesięcznym, okaże się, że na tle ostatnich lat nie były one jakieś skrajnie nadzwyczajne. Czerwiec w południowej Polsce charakteryzował się średnią temperaturą miesięczną równą 18.6°C w Krakowie, 19.1°C we Wrocławiu, 19.5°C w Zielonej Górze i 19.6°C w Gorzowie. Najbardziej anomalnym obszarem była północna część Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej, gdzie anomalia temperatury (względem okresu referencyjnego 1981-2010) sięgała +3.0°C.

Obszarowa anomalia temperatury czerwca nie była jakaś skrajnie wysoka i wyniosła +1.70°C, we wschodniej części kraju wynosiła poniżej +1°C. W Terespolu średnia temperatura czerwca 1992 to jedynie 17.5°C. Pod względem anomalii obszarowej cieplejsze w Polsce były czerwce 2007 (+2.20°C), 2016 (+2.11°C) jak i tegoroczny (+2.17°C). W czerwcu 1992 notowano również kilka bardzo zimnych dni, szczególnie na przełomie I i II dekady miesiąca.

Poniżej: dobowe anomalie temperatury w okresie od 8 do 13 czerwca 1992 (interpolacja IDW).

Jeszcze mniej anomalny był lipiec. Co prawda jego średnia temperatura w wielu miejscach osiągnęła 20°C (Wrocław 20.2°C, Gorzów Wlkp. 20.5°C), jednakże pod względem anomalii temperatury był to miesiąc znacznie od czerwca chłodniejszy. Ponownie najchłodniej było na wschodzie kraju, gdzie lipiec 1992 był wręcz w normie termicznej, lub był zaledwie lekko ciepły. Tak było w Terespolu, gdzie jego średnia temperatura wyniosła 19.2°C, czy we Włodawie (również 19.2°C), czy w Zamościu (18.7°C). Anomalia obszarowa była mizerna i wyniosła zaledwie +0.99°C.

Najbardziej anomalnym miesiącem lata 1992 okazał się jednak sierpień. W wielu miejscach do tej pory dzierży on miano najcieplejszego sierpnia w latach 1850-2017. Jego średnia anomalia obszarowa wyniosła +2.78°C, zaś najwyższe anomalie notowano w południowej części kraju. W Krakowie jego średnia temperatura osiągnęła 22.0°C i była o 0.5°C wyższa, niż w pamiętnym sierpniu 2015. W Opolu było to 22.3°C, jednakże tu znacznie cieplejszy okazał się być sierpień 2015 (23.1°C). W Zielonej Górze średnia temperatura sierpnia 1992 wyniosła 21.0°C – na ten czas była to najwyższa średnia temperatura miesięczna notowana w latach 1881-1992. Już wkrótce pobił ją jednak lipiec 1994 (22.9°C) i w końcu lipiec 2006 (24.2°C). Cieplejszy sierpień wystąpił w Zielonej Górze już w 2002 (21.1°C) i w 2015 (22.7°C). Sierpień 1992 okazał się być najcieplejszym sierpniem w historii pomiarów w Kłodzku. Sierpniowi 2015 zabrakło do niego 0.1°C.

Tym razem sierpień “nie dopisał” nad samym morzem, gdzie jego anomalia wyniosła poniżej 1°C. W Łebie jego średnia temperatura była o 0.1°C niższa niż w lipcu i wyniosła 17.8°C. Średnia temperatura lata w Łebie wyniosła zaledwie 17.2°C i nie była jakaś szczególnie nadzwyczajna. Wyższą notowano w 1959 (17.3°C), 2002 (17.8°C), 2006 (17.6°C), 2010 (17.5°C). Tegoroczne lato również najprawdopodobniej będzie cieplejsze w Łebie od tego z 1992: dla wyrównania wystarczy średnia sierpnia równa 15.8°C, podczas gdy do 16 sierpnia włącznie wynosi ona 21.3°C. Tutaj wystarczy średnia temperatura sierpnia na poziomie 18.0°C, aby tegoroczne lato okazało się być rekordowo ciepłe.

W skali całego kraju średnia anomalia temperatury lata (okres referencyjny 1981-2010, poltemp 1.0H4) wyniosła więc +1.82°C, a suma miesięcznych anomalii +5.47°C. Do lipca włącznie suma anomalii lata 2018 to +3.83°C, dla wyrównania lata 1992 wystarczy więc sierpień z anomalią równą +1.64°C. Obecnie (do 16 sierpnia włącznie) anomalia ta szacowana jest na +3.36°C, a wg prognoz, w ciągu najbliższych 10 dni należy spodziewać się anomalii średniej przekraczającej (w skali całego kraju) +2.0°C. Wg ostrożnych szacunków (anomalia ok. +2°C), do 26 sierpnia średnia anomalia sierpnia spadnie do ok. 2.7 – 2.9°C, a jeżeli kolejne 5 dni będzie w normie termicznej, to ostatecznie otrzymamy ok. 2.38°C. Wówczas lato 2018 charakteryzowałoby się średnią anomalią równą +2.07°C, nie tylko przebijając 1992, ale i niemal sięgając absolutnego rekordu z 1811 (+2.11°C).

Jak więc widzimy, szanse że tegoroczne lato przebije termicznie te z 1992 są bardzo wysokie. Wówczas będziemy mogli mówić, że lato w Polsce okazało się być najcieplejsze od ponad 200 lat. Należy jednak pamiętać, że lato 1992 to nie tylko wysokie temperatury, ale i bardzo niskie sumy opadów, w wielu miejscach nie przekraczających 100 mm za wszystkie trzy miesiące letnie (czerwiec-sierpień). W tym roku zbliżoną sytuację mamy chyba jedynie na Ziemi Lubuskiej (tutaj w zasadzie jest nawet gorzej, niż w 1992). W Zielonej Górze w okresie wegetacyjnym, od kwietnia do lipca 1992 spadło zaledwie 86.9 mm opadu. W analogicznym okresie roku 2018 było to nieco więcej, 101.4 mm, jednakże przy znacznie wyższych temperaturach średnich w miesiącach kwiecień-maj (8.5°C i 14.4°C w 1992 oraz 13.6°C i 17.5°C w 2018), co przełożyło się na dużo wyższą ewapotranspirację w roku 2018. W innych regionach kraju w 2018 deszczu spadło jednak znacznie więcej, przez co w skali kraju susza nie jest tak odczuwalna, jak w roku 1992.

Warto też zwrócić uwagę, na falę upałów, która pojawiła się w sierpniu 1992 po wielomiesięcznej suszy.

Poniżej: dobowe anomalie temperatury w okresie od 29 lipca do 15 sierpnia 1992 (interpolacja IDW).

Bezpośrednim skutkiem tego typu pogody były liczne pożary, w tym pożar w Puszczy Noteckiej (10/11 sierpnia 1992) oraz pożar w Kuźni Raciborskiej, szalejący od 26 do 30 sierpnia 1992. W tym regionie sierpień był wyjątkowo gorący i suchy (w Raciborzu spadło zaledwie 9.5 mm opadu przy średniej temperaturze sierpnia równej 22.2°C), co sprzyjało licznym pożarom. Pożar w Kuźni Raciborskiej, którego najprawdopodobniejszą przyczyną (podobnie jak w przypadku pożaru w Puszczy Noteckiej) były iskry z kół hamującego pociągu, pochłonął życie dwóch osób (Andrzej Kaczyna z Komendy Rejonowej Straży Pożarnej w Raciborzu i Andrzej Malinowski z OSP Kłodnica), strawił 90.62km² lasu i był dogaszany aż do 12 września 1992. Warto tu zwrócić uwagę na to, że mieliśmy w tych dniach dużo szczęścia w nieszczęściu, bowiem pożar w Puszczy Noteckiej miał szansę stać się znacznie groźniejszym od tego w Kuźni Raciborskiej – w ciągu zaledwie 9 godzin ogień strawił ponad połowę tego, na co pożar w Kuźni potrzebował aż 4 dni. Uratowała nas sama natura, a konkretnie silna burza, która w bardzo krótkim czasie zdołała ugasić ogień.

Poniżej: dobowe anomalie temperatury w okresie od 24 sierpnia do 2 września 1992 (interpolacja IDW).

Prawdopodobnie to te liczne pożary połączone z wyjątkowo silną suszą i bardzo wysokimi temperaturami (szczególnie w sierpniu) spowodowały, że tamto lato jest często do tej pory wspominane, mimo że notowaliśmy już parę miesięcy cieplejszych od pamiętnego sierpnia 1992. Bezdyskusyjnie jednak ciepła połowa roku liczona od kwietnia do września będzie w tym roku znacznie cieplejsza, niż w 1992. We Wrocławiu średnia temperatura miesięcy kwiecień-lipiec wyniosła aż 18.0°C i była aż o 2.4°C wyższa, niż w analogicznych miesiącach roku 1992, a w skali całego kraju różnica ta wynosi 2.5°C. Poniżej porównanie analogicznych miesięcy roku 1992 i 2018 (do lipca włącznie).

Kwiecień

Maj

Czerwiec

Lipiec

Zimna Zośka?

Zimna Zośka?

Na wieść o nadchodzącym ochłodzeniu w wielu miejscach mogliśmy przeczytać komentarze o nadchodzących właśnie “zimnych ogrodnikach”, a przede wszystkim o “zimnej Zośce”. Tylko czy takie zjawisko w ogóle istnieje? Ochłodzenia zdarzają się w każdym miesiącu w roku i maj nie jest tu wyjątkiem. Okazuje się jednak, że pod względem częstości występowania minimalnej temperatury < 0°C okres od 12 do 15 maja nie odznacza się niczym szczególnym. Ba, w okresie tym temperatury ujemne są niemal trzykrotnie rzadsze, niż w czasie majówki:

Co więcej, średnia temperatura w Polsce w ciągu maja bez przerwy rośnie, co oznacza że w sensie klimatycznym żadne ochłodzenie w dniach 12-15 maja miejsca nie ma.

Skąd więc biorą się tak zakorzenieni w naszej tradycji “zimni ogrodnicy”? Wiele wyjaśnia wpis na ten temat w Wikipedii:

Analiza danych z lat 1881–1980, przeprowadzona przez Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego, pokazała, że w 95 spośród tych lat zaobserwowano istotne ochłodzenia w okresie 1–25 maja, przy czym aż w dziewięciu latach spadek temperatury z dnia na dzień przekraczał dziesięć stopni Celsjusza.

Istotnie, to możliwe. Tyle, że nie jest to charakterystyczne jedynie dla maja. Wskazany okres 25 dni jest tak długi, że byłoby wręcz dziwne, gdyby jakieś głębsze ochłodzenie w tym czasie nie nastąpiło. I każde takie ochłodzenie będzie podpinane pod “zimnych ogrodników”, zarówno to które pojawi się 1 maja (“ależ ci ogrodnicy w tym roku szybko przyszli”), jak i 25 maja (“ależ ci ogrodnicy się w tym roku spóźnili”).

Dalej jednakże czytamy:

Na podstawie tych danych ustalono, że najwyższe prawdopodobieństwo ochłodzenia występuje między 10 a 17 maja i wynosi aż 34%.

Tutaj powstaje pytanie, jak bardzo to prawdopodobieństwo jest wyższe, niż w innych przedziałach? I jak to jest obecnie, bowiem klimat od końca XIX w. zdecydowanie uległ zmianie.

Sam fakt istnienia takiego ochłodzenia w rozpatrywanym przedziale czasu nie jest więc niczym nadzwyczajnym. Przyczyna dla której “ogrodnicy” są pamiętani jest zgoła inna. Otóż jest to okres, w którym (przeważnie) mamy do czynienia z eksplozją wegetacji, a jednocześnie średnie temperatury nie są jeszcze najwyższe (pomijając ten rok, w którym początek maja w Warszawie ma średnie bardziej charakterystyczne dla początku lipca z lat 1981-2010¹). To oznacza, że każde większe ochłodzenie w tym okresie stwarza ryzyko wystąpienia przymrozków, a co za tym idzie uszkodzeń roślin/upraw.

Podsumowując: okres 12-15 maja nie jest (historycznie rzecz biorąc) okresem w którym w maju przymrozki są najczęstsze. Prawdą jest natomiast, że ryzyko wystąpienia w maju ochłodzenia prowadzącego do wystąpienia tych przymrozków jest znaczne.

¹ Średnia temperatura 1-13 maja w Warszawie osiągnęła 18.5°C, 1-10 lipca w latach 1981-2010 charakteryzował się średnią równą 18.7°C.

E-OBS 17.0 vs. POLTEMP

E-OBS 17.0 vs. POLTEMP

Przynajmniej część z was zastanawia się na pewno, na ile nasza seria pomiarowa (Poltemp v1.0H4) jest zgodna z rzeczywistością. Można bez żadnego problemu sprawdzić to samemu, chociażby porównując naszą serię z serią E-OBS stworzoną przez European Climate Assessement & Dataset (ECA&D). Zrobiliśmy takie porównanie na podstawie dostępnych na stronie projektu plików netCDF. W celu dokonania rzetelnego porównania, wycięliśmy z danych tylko te należące do obszaru Polski. Ponieważ dane dostępne są w rozdzielczości dobowej, zagregowano je do średnich miesięcznych, policzono normy wieloletnie (1981-2010) dla poszczególnych miesięcy i wyciągnięto anomalie miesięczne. Porównanie 11. letniej (a dokładniej 132. miesięcznej) średniej ruchomej anomalii wygląda następująco.


Zgodność jest niemal stu procentowa. Różnice z reguły nie przekraczają 0.02°C (w 11-letnich średnich ruchomych), co oznacza, że nasza seria doskonale odzwierciedla rzeczywiste zmiany naszego klimatu (pod względem temperatury). Ciekawiej wygląda przebieg różnic między serią Poltemp a E-OBS 17.0, bo przyjmuje zastanawiający przebieg.

Przyczyna takiego, a nie innego przebiegu różnic w 11. letniej średniej ruchomej anomalii temperatury jest dla nas póki co niejasna. Gwałtowny spadek wartości przy końcu wykresu jest wynikiem chłodniejszego roku 2017 w serii Poltemp.

Nieco gorzej wychodzi porównanie poszczególnych anomalii miesięcznych, które w niektórych przypadkach różniły się o 0.2 i więcej stopnia. Do grudnia 2016 najwyższą różnicę pomiędzy Poltemp-em a E-OBS 17.0 notowaliśmy w grudniu 1950 r.: -0.37°C.

Sytuacja zmienia się diametralnie w 2017, kiedy wartości z serii Poltemp są sporo niższe od wartości z serii E-OBS 17.0. Gdybyśmy mieli zgadywać, to ponieważ w naszej serii nic się względem lat wcześniejszych nie zmieniło, problem leży najprawdopodobniej po stronie serii E-OBS, która może dysponować niepełnymi danymi.

W latach 1950-2016 jednakże mediana różnicy pomiędzy tymi seriami wynosiła zaledwie 0.04°C, a 99 percentyl zaledwie 0.17°C. Poniżej histogram różnic pomiędzy seriami (do 2016).

Jak więc widać na powyższych wykresach, nie ulega wątpliwości, że nasza seria jest poprawna. Większe rozbieżności, które pojawiają się w 2017 r. są naszym zdaniem wynikiem niepełnych danych w serii E-OBS 17.0.Przede wszystkim jednak wyniki te dowodzą, że nasze podejście co do zebrania, homogenizacji i metod interpolacji okazało się poprawne. Należy pamiętać również, że najpewniej znacznie gorszej jakości są dane sprzed roku 1950. Po pierwsze część danych pomimo prób ich homogenizacji nadal wydają się niejednorodne. Po drugie we wcześniejszych latach liczba stacji pomiarowych jest zdecydowanie za mała.

Zgodność tych serii powoduje, że przynajmniej do 2016 roku włącznie można stworzyć serie dodatkowe: Tmax, Tmin, Tamp, oparte już tylko i wyłącznie o E-OBS (pewne wątpliwości istnieją co do Tmin, która może być przestrzennie mocno zróżnicowana).

Wyliczone wartości średnich miesięcznych anomalii temperatury w serii E-OBS 17.0 pobrać można tutaj.

 

“We acknowledge the E-OBS dataset from the EU-FP6 project ENSEMBLES (http://ensembles-eu.metoffice.com) and the data providers in the ECA&D project (http://www.ecad.eu)”
“Haylock, M.R., N. Hofstra, A.M.G. Klein Tank, E.J. Klok, P.D. Jones, M. New. 2008: A European daily high-resolution gridded dataset of surface temperature and precipitation. J. Geophys. Res (Atmospheres), 113, D20119, doi:10.1029/2008JD10201″ Download as PDF

Rekordowo ciepły kwiecień w Polsce

Rekordowo ciepły kwiecień w Polsce

Anomalia temperatury kwietnia 2018 (średnia obszarowa) osiągnęła +4.70°C (okres referencyjny 1981-2010) i była wyższa od rekordowej wartości z roku 1800 aż o 0.62°C. Tym samym padł 218. letni rekord, który wydawał się jak do tej pory niemal nie do pobicia. W tym miejscu należy jednak zauważyć, że średnia anomalia kwietnia 1800 była najprawdopodobniej nieco przeszacowana. Problem nie polega na niejednorodności pomiarów, ale na zbyt małej ich liczbie. W roku 1800 najwyższe wartości anomalii temperatury padły w południowej części kraju: we Wrocławiu średnia temperatura kwietnia wyniosła wówczas 15.0°C, w Krakowie 14.9°C (należy przy tym zaznaczyć, że są to średnie odniesione do historycznego położenia tych stacji). Im dalej na północ, tym anomalie były niższe i już w Warszawie średnia temperatura miesięczna wynosiła tylko 12.3°C i nie była nawet rekordowo wysoka dla tej serii pomiarowej. W Suwałkach średnia temperatura powietrza osiągnęła zaledwie okolice 9.0°C, podobnie było w Gdańsku. To właśnie taki rozkład anomalii spowodował, że o ile w roku 1800 nieco cieplej (ale niewiele) było w południowej części kraju, o tyle w północnej części Polski znacznie cieplejszy był kwiecień tegoroczny. To zaś przeważyło na tym, że obszarowo obecny kwiecień okazał się być rekordowo ciepły.

Najwyższą średnią temperaturę miesięczną w kwietniu 2018 (obliczoną wg średniej synoptycznej) odnotowano w Libertowie: 15.0°C. W Przemyślu było to 14.8°C, a w Tarnowie 14.7°C. Na pojedynczych posterunkach pomiarowych wartość średniej temperatury kwietnia nawet w południowej Polsce dorównała więc rekordom z 1800. Poniżej lista średnich temperatur miesięcznych w latach 1800, 1918, 2000, 2009 i 2018 (dane nieostateczne).

1800 1918 2000 2009 2018
Warszawa-Okęcie 12,4 11,3 13,7
Warszawa-Obs 12,3 13,2 12,8 14,1*
Warszawa-Obs II 10,9
Wrocław-Obs 15,0 12,7 12,4 12,5 14,3
Wrocław 12,1 12,2 14,0
Opole 12,3 12,1 14,3
Poznań 12,9** 12,1 12,1 13,4
Tarnów 12,3 12,1 14,7
Przemyśl 11,7 11,4 14,8
Suwałki 9,2* 10,0* 11,1 8,4 10,6
Hel 8,9 8,0 8,7
Łeba 9,9 8,5 9,5
Szczecin 11,3 11,0 11,9 12,3
Zielona Góra 11,9 11,9 12,7 13,6
Gorzów Wlkp 11,5 11,7 12,4 13,2
Gdańsk 9,4 9,7 10,0*
Kraków-Balice 12,2 11,4 13,8
Kraków-Obs (UJ) 14,9 12,9 13,1
Kraków-Obs (IMGW) 12,2 12,1
Zakopane 9,4 8,3 8,8 11,5
Łódź 12,2 12,5 11,5 13,0
Śnieżka 2,7 2,8 4,0 4,6
Wilno 9,0 10,3 11,3 8,7 10,3
Berlin 13,9 11,8 12,3 13,7 13,9
Praga-Klementinum 16,2 11,4 13,5 15,1
Budapeszt 17,1 12,9 14,6 15,5 16,4
Praga 14,6 10,0 11,0 13,0 13,1
Kopenhaga 8,9 7,4 9,5 10,5 8,6
Ryga 7,6 8,9 10,7 8,4 8,3*
Trondheim-Vaernes 5,3 5,3 6,7 6,9 5,6
Uppsala-Univ 4,9 3,2 6,0 7,7 6,5
Sztokholm-Bromma 5,2 3,7 6,0 7,9 6,3

*Dane oszacowane

**Wartość z serii historycznej (Smosarski, 1925)

Poniżej: wstępne oszacowanie rozkładu anomalii temperatury w roku 1800 (z roku 2012).

W powyższym oszacowaniu (uwaga, okres referencyjny 1961-1990!), z uwagi na brak danych z Wielkopolski i Pomorza, izoanomala 6°C położona jest zbyt daleko na północ. Najprawdopodobniej również dane z Wrocławia są nieco zawyżone, a izoanomala ta powinna przechodzić przez Dolny Śląsk, Małopolskę i (być może) Podkarpacie. To samo dotyczy izoanomali 5°C, która powinna przechodzić przez Wielkopolskę. Taki układ izoanomali, jak powyżej, jest artefaktem związanym z brakiem danych. Centrum najwyższych anomalii w Europie znajdowało się wówczas w południowej części Niemiec, Czechach, Austri i na Węgrzech. W porównaniu do 1800, w minionym kwietniu w centrum anomalii panowały temperatury nieco niższe, była ona jednak bardziej rozległa (przynajmniej w kierunku północnym).

Miniony kwiecień był zdecydowanie najbardziej niezwykłym miesiącem ostatnich lat. Średnia temperatura maksymalna w Tarnowie osiągnęła aż 21.9°C, a w Przemyślu 22.1°C. Są to wartości charakterystyczne raczej dla bardzo chłodnego lipca (w Tarnowie w Lipcu 2000 średnia temperatura maksymalna wynosiła 22.1°C, w lipcu 1984 było to zaledwie 20,8°C, a w 1979 20.7°C). Kwiecień ten był w tym regionie zbliżony wręcz do przeciętnego czerwca (1951-1980 = 22.1°C, 1981-2010 = 22.6°C) i około o 2°C cieplejszy, niż przeciętny maj. Na uwagę zasługuje fakt, że wysokie temperatury panowały niemal od początku miesiąca. Zwykle ciepłe kwietnie (2000) charakteryzowały się nieco chłodniejszą pierwszą połową miesiąca i silnym uderzeniem ciepła w jego trzeciej dekadzie. W tym roku wartości temperatury maksymalnej nie osiągnęły, ale wyjątkowo ciepło zrobiło się już 3 kwietnia. Dzięki temu kwiecień ten “wypracował” wyjątkowo dużą liczbę dni z temperaturą maksymalną >= 20.0°C. Przeciętnie w latach 1951-2017 takich dni mieliśmy 4.2 we Wrocławiu (42 przypadki na dekadę) i 4.8 w Tarnowie. Najwięcej dni z Tmax >= 20.0°C w Tarnowie wystąpiło w roku 2000 (15), zaś we Wrocławiu w 2000 i 2009 (12). Zdarzały się też nierzadko lata w których w kwietniu temperatura w ogóle nie osiągała 20°C. W Tarnowie było tak aż przez trzy lata z rzędu między 1978 a 1980, ogólnie zaś takich lat w okresie 1951-2018 notowano 7. We Wrocławiu było ich znacznie więcej, bo 12 (18%). W 1954 roku najwyższa temperatura maksymalna odnotowana w kwietniu we Wrocławiu wyniosła jedynie 16.8°C, w 1958 w Suwałkach było to zaledwie 13.8°C. Jeszcze niższe absolutne Tmax kwietnia notowano w 1965 na Rozewiu, gdzie przez cały miesiąc temperatura nie wzrosła wyżej, niż do 10.8°C. W latach 1958 i 1965 temperatury wyższej od 20°C nie notowano w kwietniu nigdzie w Polsce. W 1958 pierwsze przekroczenie tego progu w Polsce miało miejsce 1 maja, a w 1965 dopiero 15 maja (Zgorzelec 20.7°C). Jeszcze później pierwsze przekroczenia progu 20°C miały miejsce w 1965 na Wybrzeżu: w Łebie 8 czerwca, na Rozewiu i Helu 16 czerwca 1965.

W tym roku padł rzecz jasna kwietniowy absolutny rekord liczby dni z Tmax >=20.0°C: w Tarnowie notowano 23 takie dni, we Wrocławiu było ich 20.

 

Wyniki GFS z 2018-04-26, 00UTC

Wyniki GFS z 2018-04-26, 00UTC

Wczorajsza średnia anomalia dobowa wyniosła +3.66°C i była nieco niższa, niż prognozowana (+3.8°C). Poniżej najnowsza prognoza GFS na pozostałe dni kwietnia.

25.04.2018 00:00 25.04.2018 12:00 25.04.2018 18:00 26.04.2018 00:00 Wynik
25.04.2018 3,8 . . . 3,66
26.04.2018 0 -0,1 0 0,2
27.04.2018 -0,4 -0,4 -0,2 -0,2
28.04.2018 2,8 3,4 3,6 3,9
29.04.2018 3 4,3 4,5 5,2
30.04.2018 6,1 7,5 6,3 6,1

Wg prognozy z 00UTC ostateczna anomalia kwietnia miałaby osiągnąć wartość +4.66°C.

Kwietniowa anomalia – update

Kwietniowa anomalia – update

Kilka dodatkowych danych odnośnie kwietniowej anomalii – w poprzednim poście informowaliśmy, że wg modelu GFS anomalia temperatury kwietnia osiągnąć ma 4.54°C. Wyniki z 12UTC poniżej (założono dzisiejszą anomalię równą 3.8°C za prognozą z 00UTC).

Prognoza:

2018-04-25 00:00 2018-04-25 12:00
2018-04-25 3,8 .
2018-04-26 0,0 -0,1
2018-04-27 -0,4 -0,4
2018-04-28 2,8 3,4
2018-04-29 3,0 4,3
2018-04-30 6,1 7,5

Prognozowana anomalia miesięczna wzrosła do +4.65°C, jednakże nadal jesteśmy zdania, że prognozy na dni 26-27 kwietnia mogą być sporo zawyżone. Pamiętajmy również, że prognoza na 30 kwietnia jest na granicy sprawdzalności (T+120h).

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com