Styczeń 2019 wstępnie

Styczeń 2019 wstępnie

Wstępna analiza danych za styczeń 2019 wskazuje, że charakteryzował się on średnią anomalią temperatury równą +0.09K względem okresu referencyjnego 1981-2010. Najwyższe anomalie (> +1.0K występowały w województwie zachodniopomorskim). We wschodniej części kraju styczeń był lekko chłodny z anomaliami spadającymi miejscami poniżej -1.0K względem ww. okresu referencyjnego. Niskie anomalie temperatury notowano również na Podhalu. W Zakopanem średnia temperatura stycznia wyniosła -5.3°C przy normie wieloletniej równej -3.7°C. Na szczytach górskich było jeszcze chłodniej: Kasprowy Wierch miał średnią stycznia równą -10.4°C przy normie równej -7.5°C.

Poniżej: rozkład anomalii temperatury powietrza w styczniu 2019.

 

Poniżej: interpolacja rozkładu średniej temperatury powietrza w styczniu 2019 w Polsce (kriging):

Średnie temperatury stycznia były przeważnie ujemne, tylko w zachodniej części kraju plasowały się powyżej 0°C osiągając miejscami +1°C (+1.2°C Szczecin, +1.5°C Świnoujście).

Print Friendly, PDF & Email

459 Replies to “Styczeń 2019 wstępnie”

  1. Sądząc po powyższej mapce, można by rzec, że zachodnie krańce mojego miasta (Gliwice) a już na pewno powiat gliwicki otarły się niemal o idealną normę wynoszącą 0K.

  2. Anomalia tylko +0,09K, pierwszy termicznie normalny miesiąc od września 2017-tego. 2018 był naprawdę niezwykły przyniósł dwa bardzo zimne miesiące poniżej -2K, i pozostałe 10 miało anomalie powyżej +1K (z czego tylko 3 poniżej +2K). Naprawdę nie mogę znaleźć roku (od 1951) który nie miałby ani jednego miesiąca +1K >< -1K. Styczeń również przerwał wyjątkowo długi ciąg bardzo ciepłych miesiecy (04-12 2018).

    1. Pytanie tylko na jak długo przerwał…? Łatwo policzyć, że aby zredukować nadwyżkę ciepła z ostatnich roczników (2014-2016 i 2018) do wartości bliżej linii trendu z ostatniego pół wieku, to musielibyśmy mieć teraz ze 4 roczniki z Tavg bliską ‘normie’ 1981-2010. Będzie to jednak możliwe tylko przy częściej ujemnym NAO/AO w porze chłodnej oraz częściej aurze pochmurnej i mokrej w porze ciepłej. Po roku takim jak 2018, zwłaszcza 3 ostatnich jego kwartałach, trudno sobie to wyobrazić… Jawi się to już na scenariusze nie z tamtej “epoki” – tylko, czy z drugiej strony ocieplenie klimatyczne już faktycznie osiągnęło zawrotne tempo? Mam nadzieję, że jednak nie aż tak na co wskazywałby okres 2014-2018…

      1. Zima ma znacznie większa zmienność międzyroczną temperatur niż jakakolwiek inna pora roku. Jest to prosta konsekwencją bardzo dużej zależności temperatur zimowych od kierunku adwekcji. Dlatego z jednego zimniejszego stycznia (tak, przy trendzie ocieplającym styczeń porównywalny do średniej z poprzednich 30 lat to właściwie zimny styczeń) nie wyciągałbym żadnych wniosków. Nic nie wskazuje aby NAO miało pójść na łeb na szyję w następnych latach, a jedynie to mogłoby (przejściowo) odwrócić trend zimowych temperatur w Polsce.

        Następny miesiąc, też zimowy, będzie zresztą powrotem to nowej średniej, czyli do ocieplenia.

        1. @Arctic Haze np. W takim 2010 styczeń z grudniem miały anomalie ok. – 5K, a lato wtedy nie było dużo chłodniejsze niż w 2018, w 2015 też zima dużo zrobiła by nadać mu tytuł najcieplejszego roku. Trochę inaczej to wygląda w 2018 kiedy trafiły nam się wyjątkowo zimne luty i marzec (gdyby one były przynajmniej w normie 2018 byłby nie porównywalne cieplejszy od 2015), tutaj przede wszystkim zasługa pory ciepłej (termicznie kwiecień-wrzesień 2018 wydaje się nie do pobicia). Ale to był bardzo rzadki przypadek, bo w większości najcieplejszych lat to raczej zima ma większą anomalie na plus. A w 2018 obydwie zimy były ciepłe? (z tą drugą w brew pozorom jeszcze nic pewnego :). Ale bardzo daleko im do zim 2014-2016, gdzie wszystkie 3 zapisały się w pierwszej 10 najcieplejszych zim w Polsce od początku pomiarów.

        2. Czyli nadal aktualne pytanie: czy rok 2018 był krótkotrwałym wyraźnie ciepłym “zaburzeniem” (ale tym razem gł. z powodu pory ciepłej), po którym nadejdą przejściowo chłodniejsze roczniki względem 2014-2016, czy jednak będziemy mieli zaburzenie tych rytmów o jakich była tu wcześniej mowa, wzmacniające trend ocieplenia?
          Zmienność NAO (jak i AO również) z ostatnich kilku-kilkunastu lat też rodzi w tym względzie znaki ‘?’, nawet jakby dalekosiężnie miały przeważać dodatnie wartości indeksu (-ów).

          1. @Lucas wawa

            Spodziewajmy się coraz większej częstości fal upałów latem, przynajmniej w części Polski. Nie, lato nie przyniesie na pewno trendu oziębienia. Może przejściowo zima, ale i w to za bardzo nie wierzę. Tak jak nie da się oszukać grawitacji rzucając piłkę w górę, tak i trendy oziębiające w ocieplającym się świecie mogą być jedynie przejściowe.

          2. @A.H.
            Wiadomo. Mówimy tylko o ochłodzeniu w sensie spowolnienia trendu ocieplenia jaki zaznacza się u nas w tej dekadzie – z rocznikami przejściowo +/- 1 st. chłodniejszymi, niż zwłaszcza 2015/2018.

          3. Czyli się zgadzamy.

            Dodam jednak dlaczego nie wierzę w ochłodzenie inne niż cofniecie się o kilka lat. A to dlatego, ze przy trendzie w Polsce ok. 0,3 K na dekadę (dwa razy większym niż globalny co jest spodziewane i obserwowane w naszych szerokościach), okres “normalny” (najnowsze 30 lat kończące się na zero) ma środek przeciętnie o dwadzieścia lat przed aktualnym rokiem, a w tej chwili nawet 24, czyli “spodziewana” temperatura aktualnego roku jest o ponad 0,6 K wyższa niż tzw “norma”. Kości są bardzo “oszukane” w tym procesie i ciężko o nawet jeden rok poniżej “normy”.

          4. 2010 był ostatnim rokiem poniżej refa 1961-1990. I może jeszcze długo drugiego takiego nie być o ile w ogóle taki wystąpi. Taki rok KONIECZNIE musi mieć dwa bardzo zimne końce, podobnie jak 1996 i 2010 zresztą. I do tego co najmniej jeden bardzo zimny miesiąc w środku, pokroju października 2010 czy września 1996. Lipiec 1996 też lodowaty, w bieżącym niepełnym jeszcze refie jest to najzimniejszy lipiec w Katowicach.

            Pojedynczy miesiąc z anomalią bliską -10K nadal może być. Coś ala luty 2012 ale przesunięty o parę dni (fala mrozów nadeszła ok. 26 I), od niego wyraźnie chłodniejszy byłby dopiero luty 1956.

          5. @alewis27 nie wiem czy przyjdzie taki rok jak 2010, ale jestem na 90% przekonany, że przynajmniej w najbliższym 50-leciu tak zimnego roku jak 1996 mieć nie będziemy, muszę przyznać że z mojego punktu widzenia jest to jeden z najciekawszych roczników. Rozpoczął się niesamowicie lodowata, zimny styczeń i ala luty 2012 + marzec 2013, w jednym. Dalej strasznie zimny lipiec z wyjątkowo zimnymi (wręcz nawet na minusie) nocami w III dekadzie lipca, dalej wrzesien który okazał się drugim najzimniejszym w XX w., a piątym od początku pomiarów. Jeszcze oodowaty grudzień który przyniósł rekord w Stuposianach (dokładnie niestety nie pamiętam ale było to chyba – 37,1 st.). Sam w sobie był bardziej niezwykły od poprzednich znacznie zimniejwzych roczników, bo wystąpił po kilku bardzo ciepłych rocznikach które się wcześniej nie zdarzały.

      2. Faktycznie nic nie wskazuje na to aby luty miałbyc zimny… A raczej trudno o tak długi ciąg miesięcy choć odrobinę poniżej normy wieloletniej. W ostatnich latach “najdłuższe” okresy poniżej normy trwały marne 2 miesiące np. luty-marzec 2018. A żeby znaleźć dłuższy to trzeba się cofnąć dopiero do 2013. Wydaje mi się że obecny rok nie zaskoczy w tej sprawie i będzie tylko małym odbiciem w dół od 2018 (albo niestety będzie kolejnym rekordem) i raczej w najbliższych kilku latach w “najzimniejszym” scenariuszu czeka nas rok podobny do 2017 bo nic nie wskazuje na to żeby klimat zawrócił. Jeszcze rok temu wydawało się że wszystko idzie w dobrym kierunku, 2017 poza marcem nie miał już żadnych żadnych ekstremalnie/anomalie ciepłych miesiecy i wydawało się że ocieplenie zaczęło odpuszcac. Zeszłoroczne luty i marzec były najzimniejszym okresem od 5 lat, ale okazało się że ocieplenie zrobiło sobie mały urlop i od kwietnia zaczęło radykalnie nadrabiać straty…

        1. Niektórych te wizje cieszą.
          Ja zwrócę uwagę na dwie podstawowe kwestie:
          1) Im w większym stopniu ma to związek z AGW, tym powinno nas to mniej “cieszyć/bawić”.
          2) Zamiast zimy coraz więcej uciążliwości będzie przynosił okres letni – zwłaszcza w większych miastach i na obszarach rolniczych.

          1. Zgadza się, o wiele mniej uciążliwe są (zanikające) 30 stopniowe mrozy niż, coraz częstsze i dłuższe fale męczących upałów…

          2. Dobre, przed -30 st. chronią Cię zdobycze cywilizacyjne, gdyby je zabrać to gwarantuje Ci, że nawet największy i najdłuższy polski upał dużo łatwiej byś przetrwał.

          3. @FKP
            Ale ja się urodziłem wśród “zdobyczy cywilizacyjnych” strefy umiarkowanej przejściowej, a nie strefy okołorównikowej.

          4. @Lucas Wawa
            Te same zdobycze cywilizacji, które masowo pozwalają przetrwać zimę w największym stopniu ogrzewają też nasz klimat.

          5. Jak Polska nawet w tym 2018 nie mogła klimatycznie przekroczyć południowej granicy Słowacji a Ty piszesz o równiku, ahaha.

        2. Upały w Polsce są dalekie od bycia dokuczliwymi z dwóch względów

          1) W czasie upałów z reguły panuje niska wilgotność powietrza
          2) Dobowe różnice temperatur są duże

          Nawet jak w dzień jest 35 stopni to nocą temperatura obniża się do poziomu 17-19 stopni (pomijam takie stacje jak Okęcie bo tam jest coraz większy wpływ betonów, zwłaszcza na Tmin latem). W klimatach podzwrotnikowych noce często bywają niewiele chłodniejsze od dnia, a powietrze ma większą wilgotność. We Włoszech czy Grecji punkt rosy w okolicy 25 stopni nie jest niczym szczególnym, wszak dookoła jest ciepła woda.

          Ponadto coraz mniejsze wydatki na ogrzewanie pozwalą przeznaczyć te pieniądze na chłodzenie mieszkań (klima) w trakcie letnich upałów. Polska to nadal obiektywnie zimny klimat i jeżeli porównamy współczynnik Heating DegreeDays i Cooling DegreeDays, to wychodzi 10-krotna przewaga na rzecz konieczności dogrzewania. I to porównując HDD i CDD w najcieplejszym roku. Bo w najchłodniejszych w ogóle nie ma potrzeby chłodzenia (bardzo mało dni z śr dobową powyżej +18*C)

          1. @alewis27 wiem, ale co mi daje fakt, że jeśli za dnia jest +35 st., a w nocy temperatura spada do +15st., mam przestawić się na nocny tryb życia? :D. I wiem że jest wiele miejsc o dużo bardziej uciążliwych upalach, chciałem tylko zaznaczyć że zdarzają się one w Polsce coraz częściej i dłużej. Nie mówię że utrzymująca się przez dwa dni tmax. 33 st. Jest czymś koszmarny, ale jeśli to trwa przez tydzień, a nawet dwa to jest to nie do zniesienia. Więc nawet jeśli w nocy temperatura spadałaby do 10 st. To wcale nie wpływa na uciążliwość upałów.

          2. Zgodzę się tylko 1 punktem, bo zazwyczaj upały przynoszą susze, no oczywiście to też nie dobrze, ale lepiej. Pamiętam wyjątkowo nie przyjemne lato było w 2010 było ono bardzo mokre i upalne, akurat tak się składa że wtedy na 3 tygodnie polecialem do Angli, gdzie nie mogę powiedzieć, że lato było zimne, ale typowo angielskie :)

          3. @Jacob

            Nie tyle upały przynoszą suszę, ale raczej susze przynoszą upały. Teraz już rozumiemy, ze do porządnej fali upałów warunkiem koniecznym jest bardzo sucha wiosna.

            PS. Upał oczywiście pogłębia suszę (większe parowanie potencjalne), czyli jest to sprzężenie zwrotne dodatnie, ale zaczyna się to od suszy, więc śmiem twierdzić, że to susza wywołuje upał, a nie odwrotnie. Jest na to cała literatura, ale dość świeża i do podręczników to jeszcze nie trafiło.

          4. @alewis27

            Myśmy jeszcze prawdziwej fali mega-upałów nie mieli. Takiej jaka miała Francja w 2003, a Rosja w 2010 roku. I takiej jaką modele przewidują praktycznie jako normę dla końcówki obecnego wieku. Czyli jest to tylko kwestia czasu, zanim i nas to trafi.

          5. mi się tam ‘nowoczesne’ polskie lata podobają. Średnia miesięczna 20-22 stopni to tak w sam raz. Nie chciałbym powrotu do PRL i lipca z normą 17,3 (Katowice ref 1961-1990) oraz usłonecznieniem 160 godzin. Problem w tym, że to ocieplenie klimatu to coś, czego w ogóle nie kontrolujemy i gdy norma będzie wynosić 22 stopnie to najcieplejsze lipce będą już smyrać średnie 25-26. Upały z tmax 40 i tmin 25, chłody (max <20) praktycznie w ogóle nie występujące. Chłodem w takim lipcu będzie 28 stopni w dzień. Wtedy już bez klimy w chacie ani rusz.

          6. Arctic Haze, osobiście uważam że sytuację z lipca i początku sierpnia 1994 roku spokojnie można nazwać pełnowymiarową “falą upałów”.

          7. @PiotrNS

            Nie chodzi o to aby spierać się o definicje. Fale upałów tradycyjnie definiowane oczywiście miewaliśmy. Ale to co ma nadejść według modeli jeszcze w tym wieku stanowczo wyjdzie poza zakres historyczny. Niektórzy nazywają to mega upałami (mega heat waves).

          8. Mi ciężko określić, termicznie wybrałbym tamte lata, ale ogólnie to nie wiem bo opady + uslonecznienie ma dla mnie ogromne znaczenie, a w tamtych latach napewno rzadziej widywalismy Słońce.

          9. Mam nadzieję że za swojego życia nigdy nie uswiadcze 40 stopni (35 też bym wolał uniknąć, ale to niestety nie możliwe :( ). I mam nadzieję że nie grozi nam rekord miesiąca letniego, ani kolejnego rekordowego lata, ale zauważyłem że wielu osobom zeszłoroczne lato pasowało.

          10. Ja ubolewam nad tym, że we współczesnych sezonach letnich jest coraz mniej dni słonecznych, a zarazem termicznie umiarkowanych, nawet chłodnych, jak 6 czerwca albo 3 lipca 2018, czy wiele dni z sierpnia 2016. Coraz częściej zdarzają się epizody z fajnymi temperaturami, ale zachmurzeniem i odczuwalnie niemiłą pogodą, a kiedy wyjdzie słońce robi się upał. I ludzie tacy jak Editor zaczynają winić Słońce za całe zło na świecie.
            Jeszcze jedno – nie uznawajmy z góry wszystkich PRL-owskich miesięcy letnich za złe. Bardzo często za ich niskie anomalie nie odpowiadała permanentnie fatalna pogoda, lecz głębokie ochłodzenia. Mogło być ładnie i ciepło, ale po jakimś czasie przychodziło konkretne ochłodzenie do +15 w dzień i kilka zimnych nocy. I już anomalia mocno spadała. Teraz jak się ochładza, to przeważnie do “zgniłego lata”. Około 20 w dzień, niewiele mniej w nocy przez chmury, i średnia dobowa wychodzi minimalnie poniżej normy. I byle fala gorąca przełamie to ochłodzenie i mamy ciepły miesiąc.

          11. @ AH
            No właśnie, a czy fala upałów z 1921 nie była aby efektem tego mechanizmu o którym pisałeś? Czy to raczej tylko fuks z parodniową adwekcją bardzo ciepłego powietrza w ciągu dnia i bez szybkiego nadejścia frontu, który potem się nie trafiał?

          12. @zaciekawiny

            Zapewne tak. Warto poczytać wycinki z ówczesnych gazet, zamieszczone na tej stronie:
            http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2018-07-31/zobacz-jak-100-lat-temu-polacy-znosili-rekordowe-upaly-podobnie-jak-dzis-a-moze-zupelnie-inaczej/

            Szczególnie ten o braku wody spowodowanym niskim stanem Wisły. Takie coś nie zdarza się z powodu kilka tygodni bez deszczu. To susza hydrologiczna, która musiała się zacząć kilka miesięcy wcześniej.

          13. Teraz jestem już absolutnie przekonany, ze upały w 1921 to skutek długotrwałej suszy bo ta susza objęła większą część Europy:

            http://advances.sciencemag.org/content/advances/1/10/e1500561/F2.large.jpg

            To rysunek z tego artykułu:
            Cook i inni, 2015, Old World megadroughts and pluvials during the Common Era, Science Advances, https://doi.org/10.1126/sciadv.1500561

            Ta susza spowodowała najniższe roczne wartości opadów w Wielkiej Brytanii i była ponoć przyczyna wielkiego głodu w Rosji Radzieckiej (w dorzeczu Wołgi) podczas wojny domowej 1921-1922. Z mapy widać, z wszystko pomiędzy też było suche, nawet bardziej niż Rosja.

          14. @PiotrNS no niestety przykre, u mnie za to sierpień 2016 był bardzo ciemny przez większą część miesiąca panowała podobna aura jak w grudniu 2018, dopiero III dekada miesiąca przyniosła mocne ocieplenie i dużo słońca… Najlepszym sezonem letnim był zdecydowanie 2005, przyniósł chłodne, pogodne i dość suche Czerwiec i sierpień, Lipiec był bardzo ciepły, ale również pogodny, podobnie było w 2014, ale tutaj lipiec był bardzo gorący i sezon letni zapisał się jako ciepły. Taka opcja by mi najbardziej pasowała. Super okresem letnim był też rok 2008, a zwłaszcza Czerwiec-lipiec, oba miesiące były ciepłe, suche i bardzo pogodne, tu niestety sierpień zawiódł, ale przyznam że któraś z tych dwóch opcji by mi bardzo pasowała i wystarczy żeby chociaż 2 miesiące letnie były po mojej myśli i już jest dla mnie super lato :)

          15. U mnie sezonem letnim na prostej drodze do bycia najlepszym był 2017. Wyjątkowo pogodny, piękny czerwiec był wprawdzie ekstremalnie ciepły, ale umówmy się, przy czerwcowych normach nawet duże anomalie nie muszą oznaczać nieznośnego skwaru. Później nadszedł piękny lipiec, jedynie pierwszych kilka dni było słabych. Normalny termicznie, a zarazem bardzo pogodny miesiąc. Dużo gorących dni, nawet upały się zdarzały, ale wszystko w granicach rozsądku. Niestety wszystko zepsuł sierpień, jego pierwsza połowa była dla mnie jeszcze gorsza niż w 2015 roku, bo oprócz upałów było parno, również noce były bardzo ciepłe. Później z kolei przyszła przeplatanka – albo gorąco, albo zimno. I właściwie żadnej alternatywy.
            Oprócz wymienionych przez Ciebie lat bardzo podobał mi się jeszcze 2009. Czerwiec ’09 nie był u mnie wcale taki zły, lipiec burzowy (co mi nie przeszkadza ;) ), ale zarazem wyjątkowo słoneczny i choć gorący, to mało upalny (przez cały 2009 rok było u mnie tylko 6 dni z temperaturą 30+, to drugi najmniej upalny rocznik w XXI wieku), a sierpień to w ogóle cud miód, dużo słońca i wyjątkowo przyjemne temperatury, normalny schyłek lata, a nie apogeum upałów. No i 2003 jeszcze fajny, tylko pierwsza połowa lipca do bani.

          16. Jeśli chodzi o Czerwiec, to nawet jeśli jest ekstremalnie ciepły to daleko mu do gorącego lipca/sierpnia, jedynym bardzo upalny i nieznośnym okresem jaki pamiętam to końcówka czerwca 2016. W 2017 dla mnie tylko Czerwiec był super (u mnie był cieply). Lipiec niestety słaby, sporo deszczowych i pochmurnych dni, a bardzo mało pogodnych i bardzo gorąca końcówka miesiąca. Początek sierpnia był jeszcze gorszy bo było mokro, burzowo i upalne, dalszą część sierpnia w przewadze pochmurna. Z 2009 się zgodzę tylko z sierpniem, lipiec mokry burzowy i pochmurny, Czerwiec też nieciekawy i zimny. Co do 2003 się zgadzam, tylko lipiec był u mnie bardzo paskudny i spadło ponad 220mm deszczu, był to najbardziej mokry lipiec od 1980-tego. Jeszcze dosyć ładne okresy letnie były w 2012 i 2013, tylko że w pierwszym z nich był dość brzydki Czerwiec, ale lipiec z sierpniem super :). W drugim no czerwiec, nienajgorszy ale mógłby być dużo lepszy, większość lipca super, ale bardzo nieprzyjemna pogoda panowała +/- od 28.07 do 08.08, dalej też było kilka bardzo ładnych dni. Zdecydowanie najgorszym sezonem letnim był 2006, tylko czerwiec mi się podobał ale lipiec z sierpniem masakra. Dwie skrajności (myślę że nie muszę opisywać) i żadnej z nich nie idzie nazwać przyjemna…

          17. w sezonie 2017/8 mieliśmy ciepłą ale suchą zimę, następnie zimny i suchy początek wiosny oraz wyjątkowo ciepłą i suchą jej dalszą część. W tym mamy ciepłą i mokrą zimę, jak będzie wiosna to jeszcze nie wiadomo. Sucho może się zrobić nawet przy opadach wyrabiających normy, bo mamy tendencję do coraz wyższych temperatur (większe parowanie) oraz do kumulowania się tych opadów w krótkim czasie. Skrajny przykład lipiec 2011 w Warszawie, który samodzielnie wyrobił ponad połowę całorocznej sumy opadów. Zaś wiosna i jesień były tam wyjątkowo (w przypadku jesieni nawet ekstremalnie, z rekordami niskich stanów rzek) suche.

            W moich Katowicach suma całoroczna pozostaje pi razy oko taka sama (724 mm w 51-80 // 722 mm w 81-10) ale trendy w poszczególnych porach roku są różne. Zimą sumy opadów wzrastają, dotyczy to też marca. Od kwietnia do sierpnia dość mocno spadają, we wrześniu mocno rosną, miesiące październik – grudzień nie wykazują większych zmian. Kiedyś wrzesień był 25 mm suchszy od sierpnia, zaś w refie 1991-2018 ich sumy opadów są prawie identyczne. Spadek sum opadów wiosną przy jednoczesnym dużym trendzie ociepleniowym to bardzo dobra ‘pożywka’ do występowania częstszych fal upałów latem.

          18. Czy ja wiem? Zima 2017/18 suchy, skrajnie suchy był luty (u mnie przyniósł 1,8 mm opadu), ale grudzień w normie, a styczeń bardzo mokry więc powiedziałbym że co najwyżej lekko sucha. Ta zima na pewno będzie bardziej mokra, bo już bardzo mokre były u mnie grudzień i styczeń, raczej nie spodziewałbym się skrajnie suchego lutego, ale nawet ten nie wiele by zmienił.

          19. U mnie jedynym miesiącem w którym wyraźnie widać spadek średnich sum opadu to czerwiec, zaś widać ewidentny wzrost od grudnia do marca. Ostatnie 4-lecie jeśli chodzi o opady wychodzi blisko na 0, bo przyniósł 2 lata skrajnie suche (2015 i 2018) i dwa lata bardzo mokre (2016 i 2017).

          20. @Jacob
            Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale jeśli chodzi o rekord ogólnopolski to uważam, że w ciągu kolejnych 10 lat wreszcie on padnie. Wszystkie kraje dookoła nas (za wyjątkiem Białorusi i Litwy) mają już rekordy powyżej 40 stopni, wszystkie ustanowione po 2000 roku. Kwestią naturalną jest, że takie upał w końcu pojawi się i u nas.
            Co do miejsca to jeśli stacja w Tarnowie zostałaby przeniesiona w południowe rejony miasta, w okolice lądowiska, to stawiałbym ją jako głównego pretendenta do 40C, przy silnym letnim halnym. W obecnej sytuacji największe szanse mają Słubice oraz małe posterunki wielkopolskie/dolnośląskie.

          21. @chochlik mieszkam na Kujawach, okolice Włocławka :). Niestety masz rację i są ogromne szansę na kolejny rekord letni… Dla mnie rekordy ciepła mogą być cały rok, byle nie latem… Kujawy raczej nie są tak zagrożone 40 stopniami, jak południowy wschód, ale 35 stopni to również nic przyjemnego (przynajmniej dla mnie). Rekord tu padł bardzo dawno bo w 1959,dokładnie nie pamiętam, ale było to 38 stopni z groszem i drugi raz otarlismy się o rekord w 1998, choć jeśli mam być szczery to wolę 2 dni z tymi nieszczęsnymi 37/38 stopniami i sporym ochlodzeniem do 20-25 stopni, niż 15 dni pod rząd z 30-33 stopniami.

  3. Lekko ciepły ale jednak. Ostatni zimny miesiąc był to marzec 2018 ciekawe kiedy passa ciepłych miesięcy się skończy choć na chwilę. Ten okres referencyjny wydaje się jakby z innego Kraju nie aktualny w Polsce. A globalne ocieplenie raczkuje dopiero, aż strach pomyśleć co dalej. Luty też raczej nie będzie zimny.

    1. Lekko ciepły ten styczeń nie był. Odchylenie 0,09K zimą to tyle co nic. Można rzec że w uśrednieniu to idealny termicznie styczeń.

    1. Przynajmniej dla regionów bardziej centralnych prognoza ECMWF jest dość podobna
      https://meteomodel.pl/prognoza-ecmwf/
      Przed nami:
      1) cieplejsze (także nocami) i bardziej wilgotne dni do poniedziałku 11.02 włącznie,
      2) ochłodzenie do poz. “przez zero” z dalszymi przelotnymi opadami,
      3) możliwe lekkie ocieplenie (ale słabsze niż teraz) ok. 14.02 nadal przy wilgotniejszej aurze,
      4) początek kolejnego okresu suchego (od ok. 15.01) z powolnym schładzaniem się powietrza do poz. określanego mianem lekkiej zimy.
      Tak to wygląda na chwilę obecną.

  4. Styczeń 2019 był tak normalny że z punktu widzenia meteorologicznego zupełnie nic ciekawego w tym miesiącu się nie wydarzyło. Na wschodzie lekka zima w porywach do średniej krótkoterminowo, zaś na zachodzie pogoda raczej późnojesienna z krótkim przerywnikiem na lekką zimę. Sezon zimowy 2018/2019 już na ponad 90% będzie ciepły. Luty podąża w kierunku miesiąca powyżej normy. Jeśli chodzi o mnie to miesiące grudzień-luty są przez mile widziane poniżej normy gorzej jak miesięczna anomalia ujemna trafi się w innym miesiącu.

    1. Tak jak wczoraj napisałem, pomimo oczywistej zmienności prognostycznej, na razie w miarę pewna wydaje się przeplatanka:
      – ocieplenia ze średnimi anomaliami docelowo wokół +5K (przejściowo wyższymi),
      – ochłodzenia ze średnimi anomaliami docelowo wokół zera (przejściowo niższymi).
      Czyli wahania między zimą jak ‘normalnie’ w Anglii oraz naszą lekką zimą.

      W sumie wygląda to nadal na zmienność anomalii jaka dominuje od kwietnia ub.r. z niezbyt długimi przerwami – najdłuższą i najwyraźniejszą w styczniu b.r.
      Widząc przewagę takich zapowiedzi – przynajmniej w zakresie 7-10 dni (bo dalej to niemalże 100% fus) – powiem szczerze: całe szczęście, że nie mamy dopiero listopada/grudnia, tylko już luty:-)

      1. Największym plusem są teraz wydłużające się dni. Poza tym I dekada lutego przynosi też dość sporą dawkę słońca. W kontekście tego że jesteśmy coraz bliżej wiosny to dobrze że jest luty a nie np. grudzień z taką pogodą jaka była w tym miesiącu, aczkolwiek wiosnę oczekuję z nadzieją i niepokojem.Póki co wbrew wielu tutaj nie mogących się doczekać wiosny podchodzę z dystansem do tej pogody co jest teraz bo wiem że temperatury które w niedługim czasie znów będą w przedziale 0-5 stopni a miejscami poniżej 0 mogą się ciągnąć jeszcze przez większość marca nawet. Więc nawet jeszcze nie myślę o wiośnie natomiast można się cieszyć z każdego dnia w lutym który przynosi co prawda temperatury w okolicach 5 stopni ale i słońce a to dość spore pocieszenie przy braku zimy dla osób które by je chciały w tym miesiącu.

  5. Styczeń normalny w sensie termicznym, ale pochmurny i wilgotny, co potęgowało wrażenie zimy. Nie było żadnej porządnej odwilży z wiatrem halnym i adwekcją ciepła z południa, stąd duża pokrywa śnieżna w górach. Na szczęście nie było też wielkich mrozów.

  6. 3 dni temu dotarła do nas wreszcie typowa cyrkulacja strefowa z dominującą składową SW, co od razu przełożyło się na więcej słonecznych chwil i ogólnie pogodę sprzyjającą normalnym aktywnością, nawet tym śnieżnym, gdyż śniegu w wielu miejscach nadal leży dużo, np. u mnie w centrum 6 cm, mimo, że od kilku dni Tmax regularnie przekracza 5C. Śnieg kiedy spadł był b. ciężki i wodnisty, dlatego też potrzeba dużo energii by go stopić. Jak dla mnie taki luty mógłby już zostać do końca miesiąca, byle tylko od czasu do czasu halny rozdmuchiwał pojawiający się smog.

    1. Chyba dopiero deszcz w nocy z niedzieli na poniedziałek ostatecznie “zmyje” te resztki śniegu, a do tego wreszcie brak nocnych przymrozków przynajmniej do wtorku.

  7. Także preferuję obecną ciepłą aurę z większą ilością słońca niż okołozerowy badziew, gdzie opady śniegu są przed odwilżą. Na ulicach robi się syf, masa błota i lodowa skorupa na której można się zabić.
    Wolę ciepłą i słoneczną zimę niż lodowicę. Choć ostatni luty z masą słońca i mrozami (ale bez śniegu) też bym przyjął.

    1. masa słońca to na zachodzie, bo na wschodzie było dokładnie na odwrót, niekończący się stratus który ustąpił dopiero jak mrozy przyszły. Południe kraju miało tak pół na pół, ogółem pochmurny miesiąc ale nie aż tak.

      A styczeń 2018 u mnie wyszedł do bólu nudny. Tavg -1.9 (normalny), usłonecznienie 38 godzin (niskie), zachmurzenie aż 6.9 oktanów. Nie było ani dużych mrozów ani głębszej odwilży. Opady powyżej normy i głównie był to śnieg. Śnieg leżał przez prawie cały miesiąc bez przerwy, od 2 do 31 stycznia.

    2. Niestety ocieplenie klimatyczne może sprawić, że Tavg coraz częściej będzie przechodziła/wahała się wokół zera. Przy aurze suchej i pogodniejszej może nie będzie jeszcze tak źle, gorzej przy aurze wilgotnej i z opadami.
      A jeżeli ktoś sugeruje, że przecież może być bliżej +10°C, to warto, aby miał na względzie, że to spora dodatnia anomalia – i nie jest możliwe, aby było tak częściej bez okresowych spadków także do poziomu ok. -10°C.

      1. @Lucas wawa

        Niestety ocieplenie klimatyczne może sprawić, że Tavg coraz częściej będzie przechodziła/wahała się wokół zera.

        Piszesz oczywiscie o Warszawie bo w zachodniej Polsce i nad morzem to raczej coraz rzadziej, biorąc pod uwagę, ze większość zimy mieliśmy Tavg nad zerem. Dla Gdańska, w najnowszej prognozie ECMWF Tavg jest stale dodatni, a Tmin tylko dwa razy minimalnie ujemny (-1 C), a mianowicie 12 i 18 lutego.

        PS. Nawiasem mówiąc prognoza kończy się na… +10 C.

          1. @Lucas wawa

            Ale to dokładnie to samo. W zachodniej i nadmorskiej Polsce ocieplenie może powodować jedynie coraz rzadsze przechodzenie Tavg przez zero bo już teraz nie tylko Tmax, a także Tavg jest tam średnio dodatnie w każdym miesiącu zimy. Właśnie sprawdziłem na danych z Gdyni, które nam @admin tak pięknie sprokurował 😄

          2. @A.H.
            Póki co, w szerszym horyzoncie czasowym, Tavg w skali kraju jest nadal nieco ujemna – nawet za okres 1991-2018. Więc Pomorze/W Polski jest raczej wyjątkiem.
            Tylko proszę, nie sugerujmy, że w ciągu najbliższych 10-30 lat ocieplenie zim przyspieszy o rząd np. 3-5 st., bo żaden rozsądniejszy badacz na podstawie tak krótkich okresów nie będzie wnioskował o skali zmian klimatycznych (osobiście trzymam się danych mówiących wzroście o 0,3 st./dek., maks. 0,4 st./dek.).

          1. @bially

            Przepowiadałem ciepłą zimę i już widać, że średnio miałem rację. Dwa miesiące wyraźnie powyzej normy i jeden w normie to wystarczy aby zimę nazwać ciepłą.

            Natomiast jest kwestia, o jakiej zimie mówiłem, czy meteorologicznej (DJF) czy tej na którą wpływa NAO (DJFM czyli razem z marcem). Chyba o tej pierwszej bo nawet wspominałem, ze w roku El Nino koniec zimy (tj dłuższej) może być zimny pod wpływem SSW. Z tym, że El Nino okazało się przynajmniej częściowo, niewypałem. Podobnie SSW. Z góry leci strasznie mocna cyrkulacja strefowa, która powinna zamienić się w drugiej połowie marca na silnie dodatnie NAO. NAO w marcu koreluje się dodatnie z temperaturą (z tym, ze nie koniecznie w końcówce).

            Czyli co z tego wynika? Że marzec ma szanse być średnio cieplejszy od normy, ale wiele zależy od tego kiedy cyrkulacja strefowa zrobi się naprawdę dodatnia (pod koniec marca niże nie są tym czego oczekują zwolennicy słonecznej wiosny). A jak będzie? Zobaczymy 😁

  8. Na północy podkarpackiego to był taki “normalny” styczeń. Minima sporadycznie poniżej -10, czasami kilka stopni na plusie za dnia i trochę śniegu. Klęski dla przyrody nie było. Oby tak dalej.

  9. Klimat Polski idzie po najgorszym torze. Myślę, że wydobycie ropy i gazu dopiero się zacznie po roztopieniu Arktyki. Historia przyszłości Polski fajny artykuł na ziemi ba rozdrożu.

    1. Dla planety na pewno byłoby lepiej, gdyby nie było gatunku Homosapiens – z nazwy rozumnego, jak widać nie do końca…

      1. Dla planety jako takiej to i nawet temperatura 4-5 stopni wyższa od obecnej nie będzie jakąś rewelacją, bo od kiedy istnieje rozwinięte życie lądowe (ostatnie 500 mln lat) to przeważnie było dużo cieplej niż obecnie. Wystarczy spojrzeć na wykres za ostatnie 65mln lat, by zobaczyć, że ostatnie 2mln lat były zdecydowanie najchłodniejsze w tym okresie:
        https://www.climate.gov/sites/default/files/styles/inline_all/public/climateqa_hottest_ocean_temp_610.png?itok=DRHNrr3d
        Rzecz w tym, że w tych 2 mln lat wyewoluowała rodzina człowiekowatych, a w ost. 250 tys lat homo sapiens sapiens, czyli człowiek współczesny. Dla planety i ogólnie życia na Ziemi prawdziwym zagrożeniem byłby wzrost średniej temperatury o absurdalne wartości rzędu 15-20 stopni.

        1. może tak być, jednak antropogeniczne ocieplenie odbywa się o całe rzędy wielkości szybciej niż to naturalne. Wcześniej mówiono o zmianach rzędu 1K na tysiące lat, obecnie 1K pokonujemy w 15-20 lat.

          Szybkość tych zmian ma znaczenie. W eksploatacji maszyn jest coś takiego jak dopuszczalna szybkość nagrzewania w K / min. Zbyt duża powoduje dużo większe naprężenia termiczne w materiale. Dla Ziemi tak duża szybkość zmian to też nic dobrego.

        2. Pierwszy problem to szybkość zmian o jakich wspomina @alewis.
          Drugi to w ogóle niszczenie środowiska i zaburzanie naturalnego porządku jaki w nim panuje.

    2. Akurat klimat Polski zmienia się zdecydowanie na lepsze. Po prostu dotąd był za zimny. Ciepłe, deszczowe zimy to same korzyści – gospodarcze, lepszy komfort życia i lepszy efekt wizualny.

      Klimat planety to już zupełnie co innego. Nie mam wątpliwości, że to bardzo niepokojące zjawisko. Utrzymanie ocieplenia w granicach 1,5-2 w stosunku do stanu sprzed rewolucji przemysłowej (w przypadku Polski byłoby to jakieś 3 stopnie cieplej) to konieczność.

      1. @pyton
        Zimą mamy i tak duże rozbieżności związane z adwekcją. Zmiany, nawet takie jakie mamy obecnie, nie wyeliminują tak szybko śnieżno-mroźnego oblicza zim przy adwekcjach z kierunków “chłodnych”. Ba, sporo regionów kraju będzie miała częstsze wahania temp. wokół zera i “atrakcje” z tym związane (w przypadku słabych adwekcji).
        Natomiast w okresach letnich każdy wzrost o kolejne nawet 1-2 st. będzie coraz bardziej dokuczliwy. Nie zapominajmy, że to nie tylko kwestia Tavg, co także większych skrajności (bez)opadowych, rzutujących na coraz większą nierównomierność i nieregularność opadów.

        I na koniec tego wpisu takie pytanie: czy mieliśmy w Europie jakiś kataklizm, który uśmiercił więcej ludzi niż fala upału na W/SW w 2003 r., czy fala upału w 2010 r. w W Rosji?

        1. Grypa Hiszpanka, Czarna Zaraza, wielokrotne fale czarnej ospy, zima 1709, zima 1830 – one zabijały setki tysięcy, a nawet miliony osób.

        2. Należałoby jeszcze doliczyć wybuch wulkanu Laki z XVIII wieku i trudną do oszacowania ilość zmarłych w Europie w skutek ochłodzenia klimatu (oraz głodu) po wybuchu Tambory w 1816 roku.

  10. Po lekturze powyższego artykułu, ciężko patrzeć z optymizmem w przyszłość, na cóż dyskusje, prace naukowe i raporty, skoro i tak my, jako ludzkość nie robimy nic by zatrzymać AGW. Myślę, że niestety szykujemy sobie i kolejnym pokoleniom kiepską przyszłość

  11. Efekt domina, czy jak kto woli sprzężenie zwrotne, sprawi w niedalekiej przyszłości, że nie będziemy mogli już nic zrobić by zatrzymać AGW. Deszczowe i ciepłe zimy to moim zdaniem nie jest i nie będzie to największy minus zmian klimatu. Bardziej da i już powoli daję popalić (póki co Polskę ominęło), mam na myśli długotrwałe susze i silne wielotygodniowe fale upału, które zaliczyła już chociazby Rosja czy Francja. Nie jesteśmy i raczej nie będziemy w stanie się przygotować na to co czeka Nas w niedalekiej przyszłości.

  12. Prawda jest taka, że już jest za późno i nie ma o się oszukiwać. Metan z Arktyki juz zaczyna wychodzić, a to dopiero początek. Możemy tylko się starać przystosować na własną rękę bo nikt nam nie pomoże 😥

    1. Metan z Arktyki juz zaczyna wychodzić, a to dopiero początek.

      Chyba jeszcze nie zaczyna. Tzn. nie w istotnych dla budżetu metanu ilościach. Ale jest to rzeczywiście bardzo duża groźba.

  13. Kozienice- U mnie przepiekna pogoda slonce i nawet cieplo(w sloncu wiadomo) Oby jak najdluzej, skoro juz jutro bedzie ochlodzenie:)

  14. Dzisiaj piękne przedwiośnie mamy, błękitne niebo oraz temperatura która w dzień może osiągnąć lub przekroczyć 10 stopni. Nadal leży sporo śniegu, zwłaszcza w miejscach zacienionych oraz nachylonych (np. pagórki przy autostradzie). Usłonecznienie do 9.02 wyniosło 31 godzin, z dzisiejszym dniem osiągnie pewnie wartość CAŁEGO stycznia (38h) a przecież koniec miesiąca jeszcze badzo daleko. O grudniu 2018 nawet nie wspominam, on jest jak kwiecień 2018 tylko w zupełnie innej lidze.

    Prognoza do dupy niestety, wraca nijaka aura okołozerowa z przeważnie pochmurnym niebem. Czyli de facto taka, która ma największy udział tej zimy (licząc od ok. 15 listopada). Na szczęście nie zanosi się, by miała się ona wlec tygodniami, bo przy granicy wiarygodnej prognozy widać ponownie przedwiośnie z dużą dawką słońca i temp. ok 6-10 w dzień i -5/0 w nocy.

    W tym roku mam takie wrażenie że powinno być już przedwiośnie, mimo że to dopiero 10 luty jest. Może to dlatego, że zima przyszła w połowie listopada? Na początku pochmurna, potem pochmurno-wilgotna, a w styczniu mroźniejsza i pochmurno-śnieżna. Mimo wszystko byla to zima trwająca przez ca. 2,5 miesiąca (raz zimowa, raz odwilżowa), nawet prawie 3 bo luty to też zima, wszak niedawno było u mnie ze 20 cm śniegu. Teraz bym chciał by się robiło cieplej i słoneczniej a nie dalszą dominację temperatur -5 do +5 przy pochmurnym niebie.

    1. To przychodzenie i odchodzenie zimy w tym sezonie mocno jest rozciągnięte w czasie – z długim okresem wahań temperatury “przez zero”. To już chyba wolę konkretniejsze okresy nie-zimowe w ogóle na zmianę z umiarkowanie/prawdziwie zimowymi (ze śniegiem, ale nie topiącym się) – w obu przypadkach z dawką Słońca jak w ostatnich dniach.

      A taka pogoda jak obecnie… jest całkiem przyjemna, ale na trwalej kojarzy mi się z marcem. W lutym na dłuższą metę przyniosłaby nam sporą dodatnią anomalię. Jeżeli zmienność pogodowa nie będzie dawała podstaw do tego, że ma to związek w dużej mierze z AGW to OK. Natomiast tym gorzej i w większym stopniu ma (może mieć) to związek z nienaturalnym procesem globalnym…

      1. Dlatego poprzednie dwa sezony pogodowo w Warszawie były dużo lepsze. Wtedy właśnie mieliśmy takie długie ciągi stalej pogody zimowej albo niezimowej. To co jest w tym roku czyli ciągła, bardzo nieregularna przeplatanka zimy z przedzimiem to jest bardzo męczący okres dla ludzkiego organizmu, bo ani nie da się przestawić na zimę ani na jesień ani na wiosnę. Teraz jak zrobiło się konkretniej cieplej ja już dostałem objawów typowego wiosennego przesilenia tzn. spadła mi mocno ochota na aktywność fizyczną i umysłową. Nie sądzę by incydenty zimowe już się nie pojawiały, więc istnieje ryzyko, że takie coś grozi mi jeszcze raz np. w marcu czy kwietniu a wolałbym by takie załamania dopadały mnie góra raz w roku a nie co kilka miesięcy.

        1. Może być np. tak, że ta zima wypadnie podobnie do równie ciepłej 2013/2014. A jednak tamtą zimę będę osobiście znacznie lepiej oceniał, bo także cieplejszy grudzień przyniósł więcej pogodnego nieba (a nie tylko luty). Natomiast styczeń, z tylko nieznacznie niższą Tavg (+ także kilka pierwszych dni lutego), przyniósł okres konkretniejszej zimy jakiej w tym sezonie na Mazowszu mi brakuje.

  15. Tak sobie patrzę na prognozy i zastanawiam się, czy co niektórzy dalej mi będą tłumaczyć, że powinienem cieszyć się z zimy i nie narzekać, bo w grudniu i styczniu była trochę bardziej śnieżna niż w zeszłych latach. Luty też przyniesie bardziej śnieżną zimę niż w poprzednich latach? I jako całość zapisze się bliżej norm zalegania pokrywy śnieżnej w Wwie czy też standardu z ostatnich lat a więc maksymalnie 20-30 śnieżnych dni w całym sezonie? Ciekawe w którym sezonie się to wreszcie zmieni w kierunku bardziej zimowym.

  16. Styczeń w Lublinie był beznadziejny. Bite 30 dni z białym nalotem, regularny mróz, ostatecznie miesiąc wyszedł poniżej normy, mało słońca, nic mi się w nim podobało. Dobrze, że ta pogoda poszła w niepamięć i luty jest znacznie cieplejszy.

    Pogoda dzisiaj dla odmiany bardzo udana, dużo słońca i przyjemne ciepło. Stacja w Radawcu w chwili obecnej pokazuje jakieś śmieszne 4,4 stopnia (wszystkie okoliczne stacje pokazują więcej: https://meteomodel.pl/synop/WDxzmRzrbZQXLfxBkb.gif, ale zapewniam, że w Lublinie jest znacznie cieplej, jakieś 7 stopni.

    1. I kolejny miesiąc z anomalią jak w okresie IV-X’2018…
      Ile na dłuższą metę możemy ich mieć, bez AGW…?

      1. Ogólny rozkład i średnia w skali kraju TAK, ale jednak przy mniejszych rozbieżnościach. Bo na NW średnia anomalia wyniosła przeważnie +1/+2K (ref. 1981-2010), a na SE przeważnie -2/-1K.

      2. Zgadza się, nawet izotermy idą ze wschodu na zachód tak jak na każdej mapce z temperaturą średnią (wieloletnią). Ten styczeń był tak normalny jak tylko się da. Nie mieliśmy ani silnych mrozów (okresowo na Suwalszczyźnie były ale króciutko, zresztą średnia miesięczna prawie -5 się sama nie zrobiła) ani głębszych odwilży, temperatury niechętnie przekraczały 5 stopni (jeśli w ogóle)

        Z opadami już inaczej bo te mocno normę przekroczyły.

  17. Tegoroczny styczeń był nudny. Nie przyniósł ani siarczystych mrozów, ani porządnej odwilży. Był to pierwszy od 2013 roku styczeń, który przyniósł przewagę opadów śniegu na deszczem i do tego był pochmurny i bardzo mokry. Był kolejnym styczniem z rzędu, który nie przyniósł fali mrozów tmax poniżej minus 10*C i tmin poniżej minus 20 stopni w większej części Polski. Nie przyniósł także przekroczeń 10 stopni podczas odwilży,

  18. Jakie są granice odchyleń od normy, przy których zmienia się klasyfikacja miesiąca (np. z normalnego na lekko ciepły”?

    1. @Janek
      Wydaje mi się, że normalny to anomalia z przedziału (od -0,5 K do 0,5 K), a lekko ciepły anomalia z przedziału 0,5-1,0 K.

    2. @Janek

      Powinny być inne zimą, a inne latem bo zmienność (w sensie wartości statystycznej) zimą jest znaczni większa. Wszystkie definicje “percentylowe”, czy oparte o odchyleni standardowe (pierwiastek ze zmienności) biorą to pod uwagę.

    3. Sprawa jest dyskusyjna, o czym kiedyś był tu dość długi wątek.
      Jednak za bardziej uzasadnioną wydaje się gradacja uwzględniająca rozrzut wokół średnich (de facto krotność odchylenia standardowego), niż na sztywno narzucone wartości (przedziały) dla anomalii w skali całego roku.
      Z tego co pamiętam, miesiąc termicznie normalny to taki, który mieści się w widełkach -0,5/+0,5 wartości odchylania standardowego.

    4. W poltempie wszystko odbywa się względem odchyleń standardowych oraz ich odzwierciedleniu w percentylach i wygląda to tak:
      0,95 – ekstremalnie ciepły
      Odchylenia standaryzowane są zupełnie inne w miesiącach zimowych, a inne w porze ciepłej. Największe w styczniu, najmniejsze we wrześniu.

          1. W którym momencie Ci ucina?
            Może wpisujesz jakiś niedozwolony znak? Spytaj się adminów

  19. Taka ciekawostka. Admin dał link do danych z Gdyni (jedynych ciągłych w mojej okolicy):
    https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=254180060&par=tm&max_empty=2
    więc mogę się nimi pobawić.

    Policzyłem np. srednie wartości temperatury miesięcy za ostatnich 30 lat (1989-2018) bo kto powiedział, że okres normalny musi się kończyć na roku z zerem na ostatniej pozycji? OK, mówiło tak WMO ale szczerze mówiąc nie bardzo ma to uzasadnienie.

    W każdym razie to są średnie (Tavg) temperatury Gdyni w szeroko rozumianych miesiącach zimowych (czyli tych na które wpływa NAO), za ostatnie 30 lat:

    XII +2,04
    I +0,86
    II +1,18
    III +3,24

    Czyli miałem rację, że nie mamy już miesięcy z ujemnym Tavg nad Bałtykiem (w sensie średniej wieloletniej).

    1. Ta stacja lezy praktycznie na wodzie, nic dziwnego, że zima sa takie wysokie średnie. Swoja droga zeszly rok 4 rekordy ciepla – 3 miesieczne i całoroczny. Niewiele brakowalo tez do rekordu sierpnia.

      1. @Morze

        Dlatego właśnie ta stacja znacznie lepiej reprezentuje dolny taras w Trójmieście niż Rębiechowo.

        Nawiasem mówiąc zrobiłem wykres śreedniorocznych temperatur dla Gdyni od 1951 roku:

        Zaznaczyłem trend i jego istotność statystyczną (dwie sigmy). Widać świetnie pochód temperatur średniorocznych od +7,5 C do +9 C, a nawet dalej. Gdyby dane sięgały dalej wstecz to może byśmy naprawdę zobaczyli czasy gdy w Gdyni było +7 C średniorocznie.

        1. Fakt, lepiej obrazuje klimat dolnego tarasu niż Rębiechowo, jednak myslę, że najbardziej reprezentatywna stacja byłaby ta znajdująca się na terenie Politechniki Gdańskiej: http://meteo.pg.gda.pl/. Niestety co jakiś czas się ona zacina, a dostep do danych historycznych jest zablokowany.

          1. dostep do danych historycznych jest zablokowany

            Pewnie w ramach tej walki o dostęp do danych, o który tak walczyły właśnie ośrodki uniwersyteckie.

          2. @admin

            Ta strona z PG wygląda bardziej na projekt studencki, niż na coś poważnego.

            EDIT: Szczególnie, że:

            a) utknęła na 19 stycznia,
            b) datę pokazuje po amerykańsku,
            c) czas wschodów i zachodów słońca ma UTC,
            d) radar meteorologiczny ma dla Teksasu.

          3. @Morze

            Ano tak. Pamiętałem, że istnieją ale zwykle na nie nie patrzę.

            Przydały się bardzo do analizy tej ulewy z 14 lipca 2016.

            PS. Gdańskie Wody zajmują się też Sopotem bo to miasto podłączone jest do gdańskich wodociągów i kanalizacji.

    2. @A.H.
      Akurat Twój rejon (ale blisko morza, bo np. Kaszuby, zwłaszcza zimą, to już “inna para kaloszy”) może mieć najwięcej korzyści z obecnych zmian klimatycznych przynajmniej pod względem termicznym.

      Przy takich średnich zimą to ja też wolałbym jednoznacznie coraz cieplejsze zimy – i nie chodzi tu o fantazjowanie z natychmiastowym ociepleniem np. o rząd +5 st. w krótkim czasie (jak czynią niektórzy, zwłaszcza @pyton, czy @FKP) – tylko o ocieplenie w realnych warunkach jakich doświadczamy. Po prostu statystycznie macie szanse na więcej ciepła, ale bez wahań temperatury wokół zera. Im głębiej w Polskę tym pod tym względem gorzej, może z wyjątkiem “ściany zachodniej” (gdzie jest podobnie).

      Mamy też jednak drugą stronę medalu, czyli skrajności letnie. I tu dużo więcej obaw powinien mieć W kraju, zwłaszcza SW. Pomorze, choć krótkotrwale może być najcieplejsze, to jednak statycznie najczęściej będzie opierało się silniejszym/dłuższym falom upału/duchoty/susz.

      Nie zmienia to jednak faktu nadrzędnego: wszystkie korzyści, które w szerszej skali mają związek z AGW, to rodzaj “cieszenia się” z czyjegoś wypadku – a który to nam się akurat nie przytrafił, albo wręcz osiągnęliśmy przez to jakieś (rzekome) korzyści. Tyle tylko, że taka “radość” dość szybko może się skończyć…

      Natomiast, nie tylko temperaturę (samą w sobie), ale i inne czynniki trzeba brać pod uwagę. I tu największym zagrożeniem dla Pomorza może być wszystko co ma związek z wodą. A globalne ocieplenie na pewno w tym względzie będzie bardziej szkodziło, niż pomagało…

      1. @Lucas wawa

        Zgadzam się, ze nie ma za bardzo z czego się cieszyć bo globalne ocieplenie dopadnie nas i tak pośrednio, np. w cenach żywności albo w migracjach ludności. Jednak co do skutków bezpośrednich (szczególnie upałów) to rejony nadmorskie rzeczywiście maja najlepiej. Latem jednak morze chłodzi. Chociaż te +27 C temperatury Bałtyku w zeszłym roku daje do myślenia jak długo będzie nas ono latem chłodziło.

    3. Mnie uczyli (gimnazjum czyli ca 2002-3 roku) że 8 stopni. Wtedy obowiązywał już ref 1971-2000 czyli pierwszy wyraźnie cieplejszy od wielu poprzednich.

      Przed 1990 rokiem średnie roczne >9.0 w Katowicach należały do rzadkości. Na podstawie danych od 1951 widzę, że pierwszy rocznik który taką barierę osiągnął to 1983. Blisko były 1951, 1967 i 1975 (każdy 8,8C). Przed wojną zapewne 1934 osiągnął 9,0 albo więcej bo był to rocznik rekordowy, przez długi czas żaden inny się nawet nie zbliżał. Na następny rok >9.0 czekaliśmy do 1989, po tym czasie roczniki z taką średnią wpadały już bardzo często – 1990, 1992, 1994, 1999, 2000, 2002, 2007, 2008, 2009, 2011. Tutaj dochodzimy do 2014, który po raz pierwszy przebił wartość 10.0. I zaraz po nim 2015 z wartością 10.1. Kolejne dwa roczniki nieco chłodniejsze ale i tak obydwa powyżej 9.0. No i 2018 z wartością ponownie 10.1. Doszliśmy do momentu, w którym wartość 9.0 będzie oznaczała rocznik normalny (średnia 1991-2018 to 8.9!) W okresie 1951-1983 nie mieliśmy ani jednego rocznika odpowiadającego obecnej średniej. Za 20/30 lat zapewne pojawią się pierwsze roczniki z tavg 11.0, zaś 10.0 będzie równie pospolite co obecnie 9.0.

      1. No niestety, choć obawiam się że szybciej nastąpi to 11, choć wydaje mi się (mam nadzieję) że najbliższe 5-lecie będzie lekkim odbiciem w dół (podobnie jak 2009-2013 w porównaniu do poprzednich lat), lecz w porównaniu z poprzednimi chłodnymi okresami będzie on bardzo mizerny i niedługo takie lata jak 2017 będą “zimnymi rodzynkami” od ciągu lat zbliżonych/cieplejszych od 2018,brzmi to strasznie ale wszystko na to wskazuje :(

  20. Jaka jest do dziś anomalia temperatury w Warszawie licząc od początku lutego? Z góry dziękuję za odpowiedź.

  21. Dla mnie, pomijając ogólny trend wzrostu temperatury, najbardziej namacalnym wyznacznikiem zmian klimatu jest zanikanie przejściowych pór roku i dość gwałtowne przechodzenie od wiosny do typowo letnich klimatów. Kolejny już dziś zauważalny trend to skrajności opadowe, długie okresy bez deszczu zakończone opadami nawalnymi to coraz częściej nowa” norma “

        1. Oczywiście pomijam tutaj krótki upalny przerywnik pod koniec I dekady czerwca.
          Bo już od 13 do 27 czerwca była raczej typowa wiosna, temperatury maksymalne wtedy, w moim mieście, wahały się od 17 do 24 stopni.

    1. Nie przesadzajmy, w 2014, 2015 te przejścia były dosyć spokojne. Wiosnę 2016 też możemy doliczyć, jeśli pominąć ten wystrzał ciepła na początku kwietnia.

    2. Bo to jest kolejna teza polegająca na budowaniu ogólnych reguł na bazie doświadczeń jednego-dwóch poprzednich sezonów.

  22. Chyba już oficjalnie można powiedzieć, że wkraczamy w przedwiośnie. Dzisiaj u mnie 4 dzień z rzędu świeciło piękne słońce, a temp. pokazała +7. Chyba to był najcieplejszy dzień od 2 miesięcy, bo koło 8 grudnia z tego co pamiętam też mieliśmy 2 dniowe ocieplenie z podobnymi temperaturami tyle, że w wersji deszczowej. W tym nadchodzącym tygodniu od wtorku do piątku troszeczkę zimowo, ale w wersji przez zero, a w weekend i na początku przyszłego tygodnia znowu ocieplenie i jak na razie ze słońcem. I oby tak zostało.

  23. Niedziela w Warszawie minęła pod znakiem naprawdę, pięknej przedwiosennej pogody. Mnóstwo słońca i niedokuczliwy lekki wiatr sprawiły, że przyjemnie było spędzić czas w plenerze

    1. Taki lekki ten wiatr nie był szczególnie po południu. Ogólnie przyjemnie, jedynie co irytuje to fakt że szczegolnie w lasach jest obecnie bardzo dużo błota bo ziemia wreszcie puściła tam gdzie jeszcze niedawno był lód a niestety wciąż woda nie chce się wchłaniać w glebę.

    2. Teraz ważne, aby w lutym i na początku marca opady częściej były poniżej normy. Natomiast REGULARNE (nie od razu zlewne i/lub wyraźnie powyżej normy) zaczęły pojawiać się wraz z coraz dłużej trwającymi dwucyfrowymi temperaturami na plusie i większym nasłonecznieniem.
      Niewskazane byłoby też większe ochłodzenie dopiero po wyraźniejszym i przyspieszonym rozwoju wegetacji.

  24. W Lasku Bielanskim, którego mam przysłowiowy rzut beretem błota jest sporo, są też bardziej zacienione miejsca gdzie leży jeszcze trochę śniegu.

  25. Dziś kończy się I dekada lutego, więc pozwolę sobie na subiektywne podsumowanie. Była ona dla mnie super tylko z powodu uslonecznienia, aż 9/10 dni przyniosło po kilka godzin słońca, lub cały bezchmurny dzień z blekitnym niebem jak w piątek, jedynym pochmurnym dniem do tej pory był 3-ci. Chyba tyle słońca nie przyniosły grudzień że styczniem razem wzięte. Termicznie ten okres był również przyjemny, niestety jeśli chodzi o opady to był fatalny. Początek miesiąca chlapać, dalej spore deszcze, które pozbyly się na 1 dzień chlapy, a następnego dnia porządna sniezyce, po kilku dniach mocne ocieplenie i znów chlapać. Mimo to jak naradzie luty oceniam dość pozytywnie, ale jeszcze ponad połowa miesiąca przed nami :)

  26. Najnowsze wieczorne prognozy, zwłaszcza GFS-a, to coś niesamowitego. Przypomina mi to luty 2014. No, może trochę w mniejszej skali.

  27. Krótkotrwała adwekcja z NW, a potem ponowna rozbudowa wyżu – będącego pochodną azorskiego – w naszą stronę. Pierwotnie modele nie wykluczały kolejnego “zastrzyku” chłodu z N i wyżu nieco bardziej przesuniętego nad Skandynawię. Teraz jednak wygląda to wszystko na wyż z podstawą szeroko rozbudowaną nad S Europę.

    Generalnie, po 2 dniach przerwy, ma ponownie powrócić dominacja przepływu SW, z potencjalnym tworzeniem się tzw. “grzbietu” geopotencjału nad Europą:
    http://www.wetterzentrale.de/maps/ECMOPEU12_168_1.png

    Może nie będzie to układ sprzyjający adwekcji najsilniejszego ciepła, ale za to może zapewnić stabilniejsze przedwiośnie (pomimo okresowych niewielkich przymrozków) i to w wersji bardziej suchej, a nawet pogodniejszej.

  28. Ciekawe czy tegoroczny luty ma szansę dołączyć do tych najcieplejszych lutych w XXI wieku jak te z 2002, 2008, 2014 i 2016 roku? Patrząc na dotychczasowy przebieg I dekady lutego i prognozie na następne 10-14 dni jest to możliwe, ale nie przesądzone.

  29. Wczorajsza anomalia średnio-krajowa to +5,62K (ref. 1981-2010), a bieżąca za 1. dekadę lutego już +2,57K. A mimo wszystko w części kraju naznaczona była sporymi opadami śniegu, a przymrozki (i to przez więcej niż 1-2 dni) były niemalże wszędzie.

    Dla mnie wniosek jest dość oczywisty: luty na dobrej drodze do kontynuacji mega-ciepłego maratonu z II, III i IV kwartału 2018 r., którą na krótko przerwał normalniejszy termicznie styczeń. A drugi jest taki, że zimą (którą nadal mamy!), abyśmy przez zdecydowaną część miesięcy nie mieli do czynienia z zimowymi akcentami/elementami zimowymi potrzeba naprawdę stabilnych sporych dodatnich anomalii. Marząc o coraz częściej takowych nie zapominajmy, że nie mamy innego istotniejszego źródła ocieplenia naszego klimatu jak AGW…

    1. U nas (wówczas Zielona Góra) to “od zawsze” było 8 stopni. Dokładniej 8.2 dla lat 1951-1980 i 8.3 dla lat 1961-1990. Już 1971-2000 miał 8.5, a 1981-2010 zbliżył się do 8.9. Przed 1988 średnie >= 9.0 również stosunkowo rzadkie: 1951, 1953, 1959, 1961, 1967, 1975, 1982, 1983. Maksymalna 9.4, przedwojenna 10.0 z 1934. Po 1988 nagły wysyp średnich >= 9.0: 1989, 1990, 1992, 1994, 1999, 2000 (10.1, pobity rekord z 1934), 2002, 2003, 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2011, 2012, 2014 (10.4, pobity rekord z 2000), 2015 (10.4, wyrównany rekord z 2014), 2016, 2017, 2018 (10.7, pobity rekord z 2014,15).

      Doszło do tego, że rok równy średniej z lat 1981-2010 (8.9) już obecnie jest postrzegany jako chłodny. Lata 1991-2018 mają średnia równą 9.3. Nawet jeśli 2019 i 2020 będą takie, jak wyjątkowo chłodny 1996 (6.8), to i tak średnia dekady wyniesie 9.1. Obecnie normę z lat 1951-1980 dla Zielonej Góry osiągają Siedlce i Terespol.

      Oczywiście, w XIX w. było jeszcze chłodniej. Dane dla lat 1848-1877 z zrekonstruowanej serii poznańskiej:
      https://link.springer.com/article/10.1007/s00704-018-2560-z
      Wskazują na to, ze wówczas w zachodniej Polsce mówiłoby się o normie raczej “siedem i pół”, niż 8. W Zielonej Górze średnie temperatury roczne wynosiły wówczas między 7.4 a 7.6 stopnia. Dochodzimy tu do konkluzji, że przynajmniej w zachodniej części naszego kraju temperatury (30. letnie) wzrosły z 7.5 do 9.3 stopnia pomiędzy 30. leciem 1848-1877 a latami 1989-2018. Pierwsza część tego wzrostu to lata 1948-1940 (1911-1940) wzrost w Poznaniu o ok. 0.7 stopnia, potem względna stabilizacja do 1981 (1952-1981), oraz nagły wzrost o 1.3 w ostatnich 40 latach.

      Wg serii Poltemp:
      pt

      Różnica ta (30. letnie średnie anomalie) również dochodzi do 1.8K.
      Przed rokiem 1800 być może było nieco cieplej, niż w pierwszej połowie XIX w. Ale raczej nie dużo. Ciekawa jest seria dla Uppsali, która wskazuje na stosunkowo silne wahania klimatyczne na początku XVIII w. Wiemy, że przełom wieków XVII i XVIII był bardzo chłodny, ale dane z Uppsali wskazują na łagodne warunki w latach 1722-1739, zbliżone do tych z początku lat 90. XX w. Jednak po pierwsze nie wiemy, jak bardzo wiarygodne są dane sprzed 300 lat, po drugie nie muszą one odzwierciedlać sytuacji w Polsce. Wiemy na przykład, że rok 1739/40 był wyjątkowo chłodny (zima w zasadzie do maja), w Uppsali tego nie widać. Z drugiej strony może na tak ciepłe dwie dekady w Uppsali wpłynął Golfsztrom, lub skrajnie wysokie NAO? Trudno powiedzieć. Warto zwrócić uwagę, że podobnych zmian nie widać również tutaj:
      https://www.researchgate.net/figure/fig1_287870864

  30. Czyli mieliśmy normalny styczeń, a teraz znowu powrót do sporych dodatnich anomali. Patrząc na prognozy to zbicie temperatur lutego do poziomu neutralnego, raczej będzie mało prawdopodobne.

    1. Mnie martwi to, że zaczynają przeważać 2 scenariusze termiczne:
      1) długie ciągi miesięcy zdecydowanie ciepłych z non-stop anomaliami +1/+5K,
      2) przewaga miesięcy jak w pkt. 1) okresowo przerywanych miesiącami z silniejszymi ujemnymi anomaliami.

      Gdzie się podziała większa naprzemienność i przy częściej słabszych odchyleniach (w obu kierunkach) nawet względem linii trendu za ostatnich powiedzmy 5 dekad? Roczniki 2014-2016 i 2018 (u nas) to klimatyczny odlot. W zaistniałych okolicznościach uspokoiłaby mnie chociażby większa zgodność z tymi oscylacjami z ostatnich dekad, jakie były tu kilka wątków wstecz opisywane. Kontynuacja tego co przyniósł rok 2018 (poza I kwartałem) byłaby sporym od tego odstępstwem, oczywiście na rzecz zdecydowanie wyraźniejszego ocieplenia klimatycznego.

      Takie prognozy na dalszą część lutego mogłyby w pełni cieszyć:
      http://www.wetterzentrale.de/maps/ECMOPEU00_168_2.png
      … gdyby nie świadomość, że ocieplenia do Tmax około +10°C (a tym bardziej wyższych) są normą dla początku kwietnia, a nie połowy lutego.

      Jeszcze coś o kwestii “zimnego” polskiego klimatu. Tak, w skali całego globu przyszło nam żyć na obszarze bardziej chłodnym, niż ciepłym. Weźmy tylko pod uwagę, że obszary z Tavg bliską średniej globalnej są dość wąskie. A po obu ich stronach znacznie większe z Tavg istotnie wyższą lub istotnie niższą od niej. Nam przyszło żyć po tej chłodniejszej stronie. Ale NIE jest to żadną patologią – tylko NATURALNĄ polaryzacją. Rozwój cywilizacyjny w naszej części globu jest (był) przystosowany do tych niższych, a nie wyższych temperatur. W tym kontekście trudno obecne GLOBALNE NIENAURALNE i SZYBKIE zmiany klimatyczne uznać za jakąkolwiek poprawę czegoś co wypracowywane było w naturalny sposób przez miliony, a nawet miliardy lat.

    1. Prognozy ponownie wyraźnie się ociepliły. I można sądzić, że te mają znacznie większą szanse na sprawdzenie się.

      Warunki bliżej komfortu termicznego i zarania wiosny mogą cieszyć. Gorzej, a nawet znacznie gorzej, jak oceniamy to wszystko w kontekście obecnych zmian klimatycznych (a o czym ponownie napisałem coś wyżej).

      1. Lucas, średnio w 70-80% Twoich komentarzy z ostatnich 2-3 tygodni pojawia się dodatkowa informacja o kontekście zmian klimatycznych. Szkoda, że nie ma tutaj stopki pod postami (jak na forach). Mógłbyś sobie tę informację tam wkleić i miałbyś spokój ;-)
        Nie zapominajmy, że ewolucja klimatu na kolejnych 20-30 lat jest już na swój sposób ustalona już wyemitowanymi gazami oraz zaplanowanymi emisjami w bliskiej przyszłości. A wszelkie fluktuacje od “zaplanowanego trendu” w sensie globalnym będą w 90% wynikiem ENSO.
        To, że gdzieś lokalnie przez określony czas będzie (z powodów barycznych) chłodniej lub cieplej nie wpłynie na ogólny obraz sytuacji. Co najwyżej może tę sytuację pogorszyć. Duże mrozy w Kanadzie zimą to NIE jest problem, wręcz przeciwnie – tam mieszka 36 mln ludzi, czyli mniej niż w Polsce! Konieczne dogrzewanie (a tym samym ujemny wpływ na klimat) jest nieporównywalnie mniejsze niż gdyby ten sam efekt był potrzebny w Europie, gdzie mieszka 750 mln ludzi. W północnych stanach USA (poza wybrzeżem) też mieszka mało ludzi – ledwie kilka procent ich ogólnej populacji.

      2. Nie będę ukrywał, ze mnie to cieszy. Nie dość, że nie lubię śniegu to jeszcze prognozowałem już we wrześniu dodatnie NAO tej zimy (a zatem ciepłą zimę). A kto nie lubi jak mu prognozy wychodzą? 😬

        1. Tak przy okazji, te niezwykle wysokie wartości AO prognozowane na drugiej połowie lutego
          https://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/daily_ao_index/ao.sprd2.gif
          to ten brązowy “krzak” na tym wykresie:
          https://www.stratobserve.com/anom_ts_diags

          Ciekawe jakie AO będzie gdy ta jeszcze silniejsza anomalia strefówki zejdzie do samego dołu? Chociaż może to być już za późno na to aby coś wywołać u nas oprócz deszczu w marcu.

          1. Arctic Haze, pamiętam tę Twoją prognozę. Myślałem wtedy – “no nie, nie dość że jest bez przerwy ekstremalnie ciepło, kwiecień, maj, lato, to jeszcze ciepła zima? Za jakie grzechy” :D
            Teraz jednak porównując pogodę z tym, co było rok temu, mam już całkowite przeświadczenie że ciepły luty to dla mnie same przyjemności, a zima mogłaby zaczynać się w listopadzie i kończyć w styczniu :) Chociaż mimo dodatnich anomalii oceniam ją do tej pory (i ludzie w moim otoczeniu też), jako całkiem konkretną. Pokrywa śnieżna utrzymywała się dokładnie przez miesiąc, przy czym w latach 2014-16 sukces był jeśli śnieg poleżał dwa tygodnie. Opady śniegu z 5 stycznia były największymi od marca 2013 roku, nawet te z 18 marca 2018 nie były równie intensywne.
            Gdybym mógł zaprojektować bieżący rok pod względem termicznym z tym obostrzeniem że musi być zachowane ocieplenie klimatu, zażyczyłbym sobie bardzo ciepłą wiosnę z opadami w normie, ciepłe wrzesień i październik, a lato umiarkowane z normalnym lipcem, ciepłym czerwcem i chłodnym sierpniem. Sierpień to jest bowiem miesiąc, którego się najbardziej obawiam, on ostatnio szaleje dużo bardziej niż lipiec.

          2. Najsuchsza gleba, pewnie temu. Mniejsza konwekcja i mniejsze zachmurzenie od lipca przy wciąż dość dużym promieniowaniu od słońca. Warunki do upałów są lepsze niż w lipcu. Już kilka ostatnich lat nam przyniosło najcięższe upały w sierpniu, podczas gdy lipce męczą konwekcją, rzadko przynosząc typowy suchy upał.

        2. @A.H.
          Prognozować ciepłą zimę to nie sztuka. Zobaczymy, czy – skoro masz dar przewidywania – dobrze przewidzisz kiedyś zimę choć lekko chłodniejszą względem norm (nawet tej 1991-2018)…? – kiedykolwiek by ona nie nastąpiła…

          1. @Lucas wawa

            Jeśli zobaczę w sierpniu lub wrześniu układ temperatur odwrotny do tego jaki był prze parę ostatnich lat (patrz rysunek poniżej), to poinformuję Was o tym nie mieszkając 😏

          2. @A.H.
            A gdzie/kiedy ja z pełnym przekonaniem pisałem o blokadach skandynawskich, itp.? Przecież regularnie daję wyraz temu jak podchodzić do prognoz, zwłaszcza tych na 5+ dni, bez względu na to jakie by one nie były.

          3. Arctic już tu kiedyś pisał, że ‘pozbycie’ się chłodnych zim może być całkiem realne. Mimo że to wymaga ocieplenia średnio nawet o 5K. Jak ‘zepsujemy’ wieloletni cykl NAO (a na to wygląda że popsuliśmy, obecne zimy powinny mieć wyraźniej ujemne NAO a wciąż mają dodatnie ew. neutralne) to skąd niby mają te chłodne zimy przyjść? Jak będzie wiecznie dodatnie NAO i hulająca strefa? Oczywiście nic nie wykluczy zdarzeń takich jak luty 2012, gdzie ‘zima’ ograniczyła się do jednej fali siarczystego mrozu, zaś pozostałe 65-70 dni było ciepłe. Jednak takie zdarzenia to rzadkość.

          4. @ AH
            Tak przy okazji zapytam, bo mnie to ostatnio zastanawiało – jak na tą chłodną plamę wpływa niż islandzki? Generalnie zimą w tym rejonie co chwila powstaje jakiś niż, obijając się między Labradorem, Grenlandią i Islandią. Jeśli chłodna plama wynika ze stratyfikacji wywołanej słodką wodą z lodowców, to sztormy powinny ocean w tym miejscu bardziej przemieszać. A może ta plama wpływa na siłę niżów?

          5. @zaciekawiony

            Wpływa. Może nie tyle niż islandzki, a trasa niżów ale to prawie to samo. Tzn. przy dodatnim NAO niże idą bardziej północna drogą i dlatego zawsze jest jakiś niż koło Islandii. A jak idą bardziej północna drogą to wiatry są silniejsze nad wirem subarktycznym (Subarctic Gyre) i odbierają więcej ciepła z oceanu. Przypominam, że mówimy o zimie.

            Jednak to nie cała historia. Właśnie przeczytałem artykuł [1] argumentujący, że to ochłodzenie wiru polarnego jest jednak głównie spowodowane osłabnięciem cyrkulacji termohalinowej w skali dekadalnej (maksimum miała koło 2005 roku). Ale pewnie oba te efekty się w tym wypadku dodają.

            [1] Robson, Ortega i Sutton, 2016, A reversal of climatic trends in the North Atlantic since 2005, Nature Geoscience, https://doi.org/10.1038/NGEO2727

          6. PS. Pytałeś jeszcze jak ta “plama” wpływa na siłę niżów. Wpływa na ilość blokad, czyli de facto znak NAO. Dokładniej wpływa na nią położenie Prądu Zatokowego (geografowie by powiedzieli Prądu Północnoatlantyckiego ale teraz już nawet naukowcy utożsamiają te dwa prądy, bo to tak jakby nazywać inaczej Wisłę od np. Płocka). A to położenie ma też związek z istnieniem “zimnej plamy” bo przesuniecie ciepłego prądu na południe od razu robi na mapie anomalii dużą niebieską strefę.

            Dlatego właśnie w latach gdy jest ta zimna plama późnym latem, można śmiało prorokować dodatnie NAO zimą, co jak w sierpniu zeszłego roku właśnie skutecznie zrobiłem 😄

      3. Nie daj się i przypominaj ,że antropogeniczne globalne ocieplenie nawet w Polsce da już w najbliższych 10-15 latach zdecydowanie więcej strat niż korzyści. Musimy wyzerować emisje CO2 do 2050 roku To być lub nie być dla Ludzkości. Smuci mnie od pewnego czasu pomijanie tego faktu nawet przez profesora. Ja wiem ,że mnie to już to nie obejmie ,ale los moich wnuków może być tragiczny!!! Lucas trzymaj się ! Na moje wsparcie zawsze możesz liczyć.

    2. Właściwie to standardowo po długiej przerwie mieliśmy miesiąc w normie a kolejny będzie najprawdopodobniej już powyżej i ciekawe czy standardowo czeka nas seria powyżej. Z jednej strony to byłoby dobrze bo ja osobiście wolę okres marzec-listopad powyżej normy, ale z drugiej w kontekście zmian klimatu-niepokojące. Do końca lutego jeszcze sporo czasu więc jakaś zimowa pogoda w tym miesiącu może się trafić.
      W kontekście zimy ciekawi mnie za inna rzecz. Na umiarkowanych szerokościach geograficznych Ameryki Północnej i Azji niemal co roku odnotowuje się tak niskie temperatury jak podczas najmroźniejszych zim za dawnych czasów. Miejscami padają rekordy temperatur minimalnych. O ile się nie mylę taki stan rzeczy ma miejsce przynajmniej w Ameryce Północnej od roku 2014. W związku z czym może jest to niepokojące ale interesuje mnie czy w Polsce jest nadal potencjał na temperatury np stycznia 1987 czy stycznia/lutego 1956 lub lutego 1963. Mroźna/długa zima de facto omija przynajmniej Polskę od 2014 gdzie mamy co prawda mroźniejsze epizody jak styczeń 2014, styczeń 2016, styczeń 2017 czy przełom lutego/marca 2018 ale trwa to niezbyt długo. Ciekawe więc też czy fakt że części Kanady/USA są traktowane po raz kolejny najzimniejszym potencjalnym powietrzem a np. Polska nie jest przypadkiem czy trendem. Tłumaczenie że mamy w pobliżu prąd zatokowy nie wystarczy bo Golfsztrom był również podczas mroźnych zim Polski. Ja stawiam raczej na zbieg okoliczności bo choćby przykład z zeszło roku luty/marzec pokazuje potencjał. 2013 też nie był jeszcze tak dawno. Niemniej powtarzalność słabych zim w Europie i mroźnych w niemal tych samych miejscach Ameryki Północnej jest zastanawiająca ( zima tam atakuje po raz kolejny środkowy zachód/ wschód USA /Kandy a zachód jest oszczędzany)

  31. Jak tak dalej pójdzie, to okresy referencyjne będziemy traktować jako ciekawostkę, miałem nadzieję, że miniony rok to był wypadek przy pracy. Mam nadzieję, że choć kilka miesięcy bieżącego roku będzie w normie.
    ,

  32. Często Ci co negują zmiany klimatu mówią naukowcy się mylą i zmiany są naturalne. I w jednym mają rację owszem mylą się naukowcy zmiany przebiegają znacznie szybciej nie tylko u nas ale i globalnie. A głupotą jest negować zmiany i nie trzeba mieć aparatury pomiarowej, wystarczy spojrzeć za okno. Lato juz mało prawdopodobne by było chłodne choć dalej możliwe, a zimy wolniej się ocieplają ale są coraz słabsze .

      1. W 2014 roku zima się skończyła… 30 stycznia. W 2002 r. koniec zimy był jeszcze wcześniej. Więc wszystko jest możliwe.

        1. W 2002 roku był jeszcze atak zimy na początku kwietnia z ujemnymi średnimi temperaturami dobowymi i TMax-ami ledwie ponad zero.

          1. Jeden dzień z opadami śniegu ma się prawo zdarzyć wiosną. W 2011 roku śnieg padał 3 maja przy bardzo niskiej temperaturze. Czy to oznacza, że zima trwała do początku maja? ;)

          2. a sama wiosna 2011 zapisała się jako jedna z cieplejszych i słoneczniejszych. Zwłaszcza kwiecień był ciepły, maj przyniósł pierwsze upały, czerwiec gorący i suchy. Dopiero w lipcu się pogoda mocniej zebździła. Ten ‘atak zimy’ z początku maja 2011 to był rodzynek w bardzo ciepłej wiośnie.

            Zasada podobna co chwilowe ocieplenie na początku marca 2013.

          3. @PiotrNS
            Ale w 2014 roku nie było nawrotu zimy w kwietniu po bardzo ciepłym marcu i lutym.

          4. @alewis27
            Atak zimy w I dekadzie maja przyniósł opady śniegu i silne przymrozki nawet 5-7 stopniowe. I taki incydent zimowy w maju zdarzył się po bardzo chłodnej zimie 2010/2011.
            A gdzieś czytałem, że niektórzy twierdzą, że po chłodnej zimie nie będzie przymrozków, ani opadów śniegu w miesiącach wiosennych, ale jednak takie sytuacje się mogą zdarzyć.

          5. W latach 2014-2016, zimy były bardzo łagodne i wiosny mieliśmy też bez żadnych incydentów, w 2012 zima skończyła się już ok. 20 lutego i wiosna nie było żadnej zimy. Zazwyczaj gwarancja na brak zimowych epizodów w maju/kwietniu daje marzec że sporą ilością zimowych epizodów np. W 2010 po bardzo zimnej I połowie marca, końcówka była wręcz majowa, podobnie w 2018, tylko że nieco później. Ale może też tak być jak w 2003/13, że porządna zima nieodpuszcza do połowy kwietnia, ale za to w obu przypadkach po zimnej I połowie kwietnia, błyskawicznie pojawiły się tmax powyżej 20 stopni. Może też niestety pojawić się taka sytuacja jak w 2017, gdzie było piękne 2/3 wiosny, a przez dobre 30 dni z rzędu za oknem była zimnica i ciemnica.

          6. z tymi 30 dniami też ludzie przesadzają. Około 10 IV się ochłodziło ale temperatura była po prostu w normie dla kwietnia, od 11 do 15 stopni w dzień. Słońca dość mało ale jakieś było. Naprawdę dotkliwe zimno trwało od 17 do 23 kwietnia, potem drugi raz 26-28 kwietnia no i w maju 8-10 maja. Z pierwszą dekadą maja problem nawet nie polegał na temperaturze, bo ta oprócz tych nieszczęsnych 2-3 dni była w miarę. 15-19 stopni w dzień, zwykła wiosna. Średnie dobowe 12-13 stopni, to nawet ciut powyżej normy dla początku maja. Problemem było zachmurzenie i brak słońca. Z wszystkich majowych dni w pierwszej dekadzie tylko 1 V było pogodnie no i 5 V przez kilka godzin. Potem dopiero… 9 V (paradoksalnie, podczas największego ochłodzenia!) Reszta dni była prawie cała pochmurna, 1-2h słońca przy 14h dniu to jest nic. Usłonecznienie iście lutowe mimo przeważnie nienajgorszych temperatur.

            Swoją drogą jak bardzo agresywny był ten majowy chłód, żeby przy 9h słońca średnia dobowa wynosiła tylko +4 stopnie.

          7. 3.05 2011 wystarczyło aby na drzewach nie było prawie nic owoców przynajmniej w moim rejonie więc nie trzeba było 2 tygodni zimnicy wystarczył chwilowy atak zimy i pozamiatane, a kilka dni wczesniej było około 30 stopni.

          8. Nie wiem jak u ciebie, ale u mnie początek maja 2011 oprócz tego że zimny był też słoneczny. Brzydka pogoda była tylko 1 i 3 maja (brak słońca), za to w dniach 2,4 i 5 maja lampa właściwie cały dzień. A były to chłodne dni z tmaxem w okolicy 10 stopni oraz ujemną tmin. Pogodny dzień z taką temperaturą to bardziej koniec marca a nie maj. I szkody spowodował ten nocny mróz przy bezchmurnym niebie a nie opad śniegu przy dodatniej temperaturze.

        2. Co prawda najnowsza odsłona GFS nie jest już tak optymistyczna (od 22 lutego widać powrót dużych mrozów) ale mam nadzieję że to tylko wypadek przy pracy.

          1. @Zbigniew
            Przecież wiem.
            ale warto śledzić każdą aktualizację i je porównywać do siebie.

        3. @daniel
          Tylko ten incydent zimowy 3 maja 2011 nadszedł po bardzo chłodnej zimie 2010/2011 i wtedy bardzo wczesnej wiosny nie było

        4. @alewis Z tą obroną okresu 10.04-10.05.2017 to przesada akurat. Równie dobrze można powiedzieć, ze kwiecień 2018 jak całość taki znowu nadzwyczajny nie był. Nigdzie nie było +30, ogólnie temperatury które co roku gdzieś tam w kwietniu się zdarzają, nawet jakieś pojedyncze dni z temperaturą poniżej normy przecież i od czasu do czasu jakiś tam deszczyk padał. Tylko takie coś to absurd, tak samo jak właśnie negowanie że okres 10.04-10.50.2017 z anomalią -3K nie byl czymś niezwykłym, zwłaszcza jak na obecne standardy klimatyczne. Pełny miesiąc o tej porze roku o takiej anomalii to chyba ostatnio kwiecień 1997 ( bo marce ze swoim powiązaniem z NAO to jednak inna para kaloszy) Nie mówię tu że to była jakaś klęska (chociaż silne majowe przymrozki po tak wczesnym starcie wiosny to akurat nic dobrego), ale nie umniejszajmy tego zjawiska.

    1. może to mało prawdopodobne, ale jednak… jeśli marzec będzie chłodniejszy od lutego to co wtedy? dawno nie mieliśmy takiej sytuacji, ale wszystko jest możliwe ;)

      1. Nic. W zeszłym roku w wielu regionach Polski styczeń był cieplejszy od marca a rok 2018 jako całość w wielu miejscach rekordowo ciepły. Osobiście oceniam nawet nie poszczególne pory roku ,ale cały rok, 5-lecia i dłuższe okresy mówiące już o zmianach klimatu ( ociepla się coraz szybciej co mnie osobiście nie cieszy).

      2. @Adek
        Zobaczymy. Sytuacja, o której piszesz czyli chłodny marzec po ciepłym lutym jest możliwa, ale przecież było już sporo zimy w styczniu i trochę także w II dekadzie grudnia i III dekadzie lutego. Na pewno w tym roku nie będzie takiej sytuacji jak w zeszłym, że marzec w w wielu regionach Polski będzie chłodniejszy od stycznia.
        Z tego co widzę ostatni taki przypadek kiedy po bardzo ciepłym lutym nadszedł chłodny marzec był w 1998 roku.

        1. U mnie w 2018 styczeń miał średnią +1,1 st., a marzec +0,4 st. Dość patologiczne sytuacja, nawet w takim 2013 styczeń był zimniejszy od marca. Ale luty bardzo często jest zbliżony do marca, oczywiście nie zawsze bo mieliśmy po bardzo zimnych kutych bardzo ciepłe marce 1991/2012, czy też odwrotnie jak w 1998, ale na tle wielolecia to strasznie mało więc podejrzewam że oba miesiące będą ciepłe, ale mogę się mylić :). Zauważyłem też nieco rządzą, ale również dość częsta zgodność między lipcem a wrzesniem i sierpni em z listopadem

        2. oby pogoda nam nie spłatała figla ;) bo nawet jeśli marzec będzie w normie to i tak będzie podobny do tego co mamy teraz… jeśli marzec byłby słoneczny to ok, ale jak będzie szarówa to masakra…

  33. Ja bym był ostrożnym w takich stwierdzeniach, że możemy ogłosić koniec zimy. Faktycznie luty jak dobrze pójdzie będzie jednym z cieplejszych ale nie oznacza końca Zimy. Pamiętajmy, że marzec jeszcze przed nami i może być juz po zimie ale równie dobrze może to być miesiąc zimny ze śniegiem i mrozem choć osobiście nie lubię normalnych Polskich zim ale niestety wiemy, że ocieplenie klimatu nie jest naturalne obecnie dlatego mnie to martwi.

    1. “osobiście nie lubię normalnych Polskich zim ale niestety wiemy, że ocieplenie klimatu nie jest naturalne obecnie dlatego mnie to martwi”

      -> Jakby ktoś znalazł sposób na ocieplenie zim u nas średnio o 5-10 st., wiosen/jesieni o 2-4 st., a okresy letnie pozostawił bez zmian względem tych z ostatnich kilkunastu lat (średnio) to biorę to “w ciemno”.
      Problem w tym, że klimatem nie da się sterować tak jak parametrami środowiskowymi np. w pomieszczeniach. A źródłem obecnych zmian jest wiadomo co… – przynajmniej tu piszący to wiedzą i tego nie negują….

      Przez wiele lat przywykłem do naszych realiów klimatycznych – do tego stopnia, że przy pewnych okolicznościach pogodowych mi odpowiadają. A zmienność pór roku traktuję jako coś ciekawego, niż niepożądanego. Jednakże nie potrafię zupełnie oddzielić ocen związanych z bieżącymi warunkami (w tym także preferencjami) od “palącego” klimatycznego problemu i stąd przynajmniej okresowe moje wpisy do tego nawiązujące.

  34. O dzisiejszej pogodzie w Warszawie, nic dobrego powiedzieć się nie da. Silny wiatr, padający z przerwami deszcz. Pogoda do bani

  35. Dziś brakuje słońca mimo iż poswiecilo ze 2 godzinki, fakt faktem że dzisiejszy dzień mimo to oceniam bardzo pozytywnie. Głównie przez opady deszczu w nocy które w końcu sprzatnely ta pluche. Wiatr dość słaby i dość ciepły i dziś śmiało mógłbym powiedzieć że już marzec :). Liczę na przedłużenie się tej aury + Słońce.

  36. To co pokazuje ECMWF jest po prostu piękne. Luty 2014 to może się przy czymś takim schować.
    A od siebie dodam, ze ostatnie dni spędziłem w górach gdzie było przyjemnie ciepło (2-7 w dzień) sporo słońca i… fura śniegu. Mimo prawie 15 stopni w ubiegła niedziele. Widać wyraźnie jak pod względem pokrywy śnieżnej ta zima się rozszalała. Mimo, ze ciepła, to “najstarsi górole nie pamietajo tyle śniegu”

    1. Ja teraz jadę w góry. Jeszcze trochę dosypie świeżego śniegu przy tym ochłodzeniu, a potem suche i słoneczne przedwiośnie:-)

      1. Oby jednak za długo nie było sucho i pojawiły się potrzebne opady deszczu. Już od trzech tygodni pada zdecydowanie za mało.

        1. masz racje kmroz, a przecież mamy niedobór wodny po zeszłym roku w wielu miejscach było to 200-300mm. nie licząc usłonecznienia i temp. a styczeń nie był jakiś wybitnie mokry, luty na razie suchy, miejscami głównie gdzie przeszły te śnieżyce to napadało około 20mm., a wegetacja jeśli sprawdzą się prognozy może szybko ruszyć, a opadów większych nie widać, sporo zależeć będzie od wiosny, jeśli będzie sucha możemy przejść błyskawicznie w poważną suszę.

          1. @Daniel
            O rozpoczęcie wegetacji 2 lutym będzie trudno bo żeby się rozpoczęła to musi być dobowa tavg powyżej 5°C a nocne przymrozki będą stopować rozwój wegetacji jeżeli będzie często 10-15°C i słońce.

      1. W lutym 2014? Wtedy rzadko było powyżej 10 stopni, częściej 5-8 stopni. No i do tego mroźne noce. Tamten luty raczej zabłysnął usłonecznieniem a nie temperaturą.

        1. u mnie jego średnia to 3.4, to wciąz jest 3,5K powyzej normy i to tej 1991-2018 (od 1961-1990 anomalia prawie +5K)

          2016 był trochę cieplejszy, dokładnie o 0,6K. Nie było tego czuć, bo był to miesiąc nieprzyjemny – mokry, pochmurny i wietrzny. 1990 nie mogę pamiętać, za to pamiętam 2002 i u mnie był to miesiąc podobny do 2014.

          Różnicę w charakterze II 2014 a 2016 widać po tmaxie – w 2014 średni to aż 8,7C a w 2016 tylko 7,4C. Rekordowy nadal 1990 – 10,2C! Ten rekord będzie trudny do pobicia, względem starszych ref jest to +8K anomalii na tmax!!! Nawet względem 1991-2018 to prawie +7K. Choć trzeba przyznać że anomalie na Tmaxach są większe niż na tavg – sierpień 2015 ma 29,1C vs stara norma 22,5C.

  37. Dzisiejsze okresowe opady deszczu w centralnej Polsce rozpuściły ostatnie resztki zalegającego od tygodnia śniegu i zmyły ten syf po zimie z dróg i chodników (sól, piasek). Zostało jeszcze błoto w lasach i na polach, bo woda nie może wsiąknąć przez zmarzniętą ziemię. Dobrze byłoby zatem, aby do końca lutego już nie padało i przeważało ciepło coby osuszyć krajobraz i przygotować go na nadejście prawdziwej wiosny. Liczę, że ciepła i słoneczna pogoda pobudzi do życia zmęczoną zimą przyrodę i pozwoli wreszcie na normalną aktywność poza domem. Już ostrzę sobie zęby na pierwsze rowerowe wypady za miasto po długiej i przymusowej przerwie związanej z zimą.😉

    1. Ja najpierw pozjeżdżam jeszcze na nartach w górach, gdzie śniegu pod dostatkiem. A w najbliższych 48h może jeszcze trochę dosypać.
      Potem to już może być trwalsze przedwiośnie z akcentami wiosennymi – byleby usłonecznienie było chociaż takie jak w 1. dekadzie lutego:-)

      PS. Obiecuję, że nie będę cały czas patrzył na pogodę przez pryzmat AGW (tylko czasami).

      1. Zimowe sporty (narty, łyżwy) to zupełnie nie moja bajka, dlatego tym bardziej cieszę się na zbliżającą się wiosnę.😉 A w górach śnieg i tak się ostanie do marca, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

        1. A ja potrafię cieszyć się zarówno na zimową wersję zimy (o ile się pojawia), jak i na coraz bliższą perspektywę wiosny:-) Naprawdę to się nie musi ze sobą “kłócić”:-)

      2. Dodam tylko, że dopiero dzisiaj m.in. w województwie łódzkim oficjalnie rozpoczęły się ferie zimowe. Ale sądząc po prognozach zimowe to one będą tylko z nazwy.😁

    2. Ależ żeście się uparli na to błoto, cóż winne jest ono?
      Jako żywe, świadczy owo stagnowanie w zagłębieniach terenu w lasach, na polach i na łąkach o odpowiednim wód poziomie, daje życia oazę, estetycznym dla oka przyrodnika krajobraz czyni.
      Tymczasem lwia część zastawek otwarta, wszystko “pięknie” spłynie do rzek, rzekami do morza. I tyle z tej wody zostanie. Zobaczcie, jaka rezerwa istniała w NW części kraju po 2017 roku. Co zaś działo się od pierwszych majowych dni.
      A prace utrzymaniowe na ciekach melioracji szczegółowej, kanałach i rzekach pełną parą szły. Zastawki były zastawkami tylko z nazwy.

      O żesz Wy, orzeszki – ceńcie rozlewiska i mokradła. Przyjmijcie ze zrozumieniem chlupot wody pod butami (byle nie w nich); odetchnijcie z ulgą, słysząc bzyczenie komarzej płci ładniejszej; nie bójcie się cyklicznych opadów także (a może zwłaszcza) w porze ciepłej.

      Ech, miał ja chęć coś naskrobać o aleksandrettach i wybojach interpretacji zmian zasięgu pewnych ptasich obywateli w kontekście zmian klimatycznych, ale gardło mnie pali aż do juchy puszczenia, więc odkładam elaborat na inny, dogodniejszy termin.

      1. Ogromna większość ludzi, choćby nie wiem jak się nie starała, komarów nienawidzi nienawiścią najczystszą. I ja się im nie dziwię. Pod tym względem ubiegły rok był naprawdę udany.

      1. Może będzie powtórka lutego 2014 ? :) Choć z drugiej strony, w lutym 2014 od samego początku było ciepło i słonecznie, a teraz tak nie jest – na razie mamy ochłodzenie z deszczem. No i nie wiadomo jak długo to prognozowane ciepło potrwa.

      2. Fajnie by było jakby się sprawdziło. Minęło już 5 lat od ostatniego ciepłego lutego w ładnej wersji. 2016 choć (bardzo) ciepły to był bardzo daleki od bycia przyjemnym – częsty halny, 90 mm opadów, niskie usłonecznienie. Lute 2015 i 2017 w normie termicznej, przynosiły i odwilż i zimę, za to 2018 dość chłodny (wciąż daleki od bardzo zimnego, w 2012 mieliśmy o ponad 3 stopnie zimniej)

        Ekstremalnie wysokie temperatury w lutym i marcu chyba nikogo tutaj nie będą męczyć. Dopóki nie będziemy atakować jakichś rekordów (np. jakby zamiast 10 stopni zrobiło się blisko 20 jak w 1990r) nie powinno być powodów do zmartwień.

        1. Ja widzę powody-niedobór opadów z zeszłego roku. Po ruszeniu wegetacji to wszystko wyschnie w 3 tygodnie, jeśli nie będzie regularnie padać. W 2018 opadów nie dość, że było mało to jeszcze bardzo nieregularne

          1. dobrze pamiętam luty 2014 przynajmniej u mnie jak deszcz popadał około 3.2 to potem chyba w ogóle nie padało do około 15.3 przy duzej ilości słońca i wysokich temp. to już na początku marca było widać że trawa robi się jak siano i to mimo mokrego 2013 roku, to może dawać do myślenia, wyedy tyle się na szczęście udało że druga połowa marca była bardzo mokra i potem kwiecień, maj przyniosły sporo opadów to uchroniło przed poważną suszą, teraz jest większy niedobór w Polsce. Choć ciesze się że sporo napadało z tych śnieżyc, a śnieg w płaty przeszedł dopiero w sobotę po południu, więc przedłużyła się wilgoć dana ziemi.

          2. regularne opady są potrzebne ale wystarczy też już tych chmur. Od połowy listopada na niebie praktycznie bez przerwy chmury, dopiero pierwsza dekada lutego przyniosła nieco więcej słońca. Jak np. będzie 5-7 dni pogodnych i 2 z opadami (niekoniecznie całe pochmurne) to będzie w sam raz.

        2. @alewis27
          Luty 2015 i 2017 w normie? To zależy gdzie. Z tego co pamiętam luty 2015 był lekko ciepły w większości Polski a luty 2017 miejscami lekko ciepły ale wyszedł w normie.
          Luty 2015 przyniósł słabą zimę w I dekadzie a później w II i III dekadzie lutego 2015 zimy praktycznie nie było. Pamiętam że wtedy u mnie śnieg u mnie padał tylko w I dekadzie a później już go nie było do końca miesiąca.
          I połowa lutego 2017 była zimowa natomiast II połowa była już przed(wiosenna) i ten miesiąc został sklasyfikowany jako normalny.
          Luty 2018 był chłodny. Były takie regiony że przez większość miesiąca panował mróz i leżał śnieg.
          Jeśli chodzi o rekordy temperatury w lutym i w marcu to blisko rekordu tmax dla lutego było w III dekadzie lutego 2008 kiedy tmax sięgała nawet 19-20°C przy bezchnurnym niebie.
          Całkiem blisko rekordu tmax marca było w 2010 roku kiedy w III dekadzie marca było nawet 24°C.

  38. szkoda tylko że jest spory niedobór wodny po zeszłym roku który wynosił około 200-300mm. nie licząc usłonecznienia i temperatur, choć wydaje się że jest błoto ale to szybko wsiąknie, a wegetacja przy prognozowanych temp. może ruszyć z kopyta, teraz zależeć będzie od wiosny bo możemy przejść błyskawicznie w susze jeśli będzie sucha wiosna.

  39. Te fusiska są cudne, ale jak zwykle S jest faworyzowane pod względem amonali dodatnich. Pod koniec lutego jeśli się to sprawdzi już wszystkie wczesnowiosenne geofity powinny kwitnąc, przebiśniegi Elwesa już są.

  40. 2018 rok mnie skrzywił :( Normalnie strasznie cieszyłbym się z tych prognoz, bo lubię ciepełko w lutym (moje ulubione lute w XXI wieku to 2002 i 2014), ale po ubiegłorocznych szaleństwach jakby coś w środku mnie blokowało i zamiast radości wraca niepokój o AGW. Poratuje ktoś jakąś dobrą radą na tę dolegliwość? :)

    1. Mnie rok 2018 może by aż tak nie uwrażliwił na zmiany klimatyczne, gdyby nie fakt, że “powinien” on być kontynuatorem przejściowego kilkuletniego ochłodzenia, po bardzo/rekordowo ciepłych rocznikach 2014-2016. A okazał się jeszcze nieco cieplejszy od niedawnego rekordzisty 2015 r. i to jeszcze po chłodnym I kwartale. To jeszcze bardziej otworzyło mi oczy na problemy z tym związane. Teraz jak mam wizję kolejnych miesięcy z anomaliami non-stop +1/+5K to raczej przeważa u mnie niepokój związany ze zmianami klimatycznymi, niż radość czerpana z “ciepełka” -nawet w sytuacji, jeżeli byłoby ono przyjemne (zanim dostąpimy jakieś fali upału/duchoty). Ja wiem, że jest to kiedyś nieuniknione, ale teraz mamy po prostu już zbyt duże nagromadzenie się wyraźnie ponadnormatywnego ciepła w krótkim czasie. Jeżeli chodzi o sezony letnie często mamy “lampę”, ew. tropiki, przy znacznie większym usłonecznieniu. A przy tym opady są coraz bardziej nierównomierne/nieregularne/zlewne. Natomiast w sezonach zimowych rozregulowuje się NAO – choć obecnie średnio spadło względem rekordzisty z 2015 r. to już widać, że dotychczasowe rytmy są zaburzone.

      Co mnie mogłoby uspokoić? Wszystko co przynajmniej nie pozwoli na jeszcze większe odstępstwa (najczęściej w kierunku ciepłym) od rytmów jakie mamy w ostatnich dekadach – bo wiadomo, że w ogóle trendu ocieplenia tak szybko się nie da zastopować. Może tym razem dla odmiany dłuższa umiarkowana wiosna i lato średnio z 1-2 st. chłodniejsze od ostatnich najcieplejszych? Pożyjemy, zobaczymy…

    2. Jedyne co możesz to mieć “wyje….”. I tak wszystko przelicza się na wskaźniki globalne. Co z tego, że przykładowo Europa doświadczy chłodu, kiedy nadzwyczaj ciepły będzie ocean+ zachodnia Azja? Efekt netto w skali globu wyjdzie podobny, jedynie klimat bardziej oberwie, bo w Europie cała ta masa ludzi musi się jakoś dogrzać i tym samym wyemitować znacznie więcej CO2 niż w sytuacji kiedy to Europa jest ciepła, a ocean + zach Azja chłodna.
      Jedyne co REALNIE możesz robić to starać się żyć bardziej ekologicznie – ocieplić dom, nie nadużywać niepotrzebnie elektryczności (choć tutaj temat jest dyskusyjny, bo niezależnie co robimy to i tak ogromne ilości energii i tak są produkowane), nie używać samochodu kiedy się tylko da, być ŚWIADOMYM konsumentem i propagować takie “małe kroki” wśród znajomych. Samym proszeniem natury o “chłodne cyrkulacje” w Polsce czy Europie w zasadzie w nawet najmniejszy sposób klimatowi się nie przysłużysz.
      Polska już w tej chwili należy do najbardziej zmotoryzowanych krajów Europy. Ogromna większość podróży jest “jednoosobowa”. Jesteśmy pod tym względem znacznie bardziej podobni do USA niż reszta Europy, w szczególności państw starej UE, gdzie liczba pojazdów na 1000 obywateli maleje. Na facebookowej grupie “Antropogeniczne zmiany klimatu” codziennie jest wrzucanych kilkanaście, czasami nawet kilkadziesiąt postów mniej lub bardziej związanych ze zmianami klimatu. W wielu komentarzach przewijają się hasła pełne frazesów, często wręcz całkowicie nierealnych, jak np. zupełne odejście Polski od węgla w 15 lat. Ale pamiętam jak ktoś jakiś czas temu wrzucił post na temat tego, że Polska już teraz jest 3 krajem w Europie pod względem ilości aut na obywatela (i wskaźnik ten nadal intensywnie rośnie) to artykuł dostał.. 2 lajki! Ktoś nawet po pewnym czasie zapytał w komentarzu ile osób z tej grupy zmieniło samochód na bardziej ekologiczne sposoby podróżowania to nie odpisał nikt. Inny przykład to mięso. Badania doskonale pokazują jak duży impakt na klimat (i ogólnie na środowisko) ma intensyfikacja od czasów IIWŚ produkcji mięsa – jemy go w samej Europie (o USA, Australii czy Argentynie to nawet lepiej nie wspominać) wg. różnych badań od 7 do 12 razy więcej niż przeciętny obywatel przed IIWŚ, nawet mimo rosnącej popularności diet wegetariańskich. I nawet w tej grupie posty o tym informujące wywoływały zazwyczaj dość ostre dyskusje, wiele osób bagatelizowało ten argument, niektórzy wręcz pisali bardzo dosadnie, aby “do talerza im się nie wpierd….”. Widzę to także po swoich znajomych – dla wielu posiłek (w szczególności obiad) bez mięsa to żaden posiłek. Więc pomimo często b. ambitnych haseł na ustach, kiedy przychodzi do zmian indywidualnych predyspozycji to u wielu osób pojawia się silna wewnętrzna blokada, mimo, że to najczęściej jedyne w jaki spoób takie osoby mogą realnie dla klimatu przyczynić.

      1. Ja jeszcze wskazałbym jeden inny – głosować na ludzi nie trzymających się kurczowo węgla. Mam też dużą nadzieję, że Trump skończy na jednej kadencji – chodzi mi o jego podejście do zmian klimatycznych.
        Z życia codziennego warto zauważyć, że praktyki zmniejszające emisje CO2 idą w parze także ze zdrowszym i/lub oszczędniejszym życiem w ogóle – a co sprawia, że sam je z entuzjazmem wdrażam (kwestia m.in. oświetlenia, motoryzacji, diety, itd.).

          1. Dzięki za link. Znalazłem dane w jednej z tabel. Wg. GUS:
            “w 2017 r. na 1000 osób zarejestrowanych było 592 samochody osobowe”
            Czyli w ciągu zaledwie dwóch lat (2015-2017) wskaźnik skoczył z 546 do 592 aut. W takim tempie za chwilę wyprzedzimy Włochów, a niedługo później Maltę i będziemy nr jeden pod względem liczby aut. Czy to chlubny tytuł? Wg. mnie niezbyt. Tym bardziej, że dobre 50-60% tych aut to przeszło 20-letnie złomy.

        1. Nie mogę znaleźć linku z najnowszymi wynikami. Z szybkiego googlowania wychodzi, że w 2015 byliśmy na 8 miejscu z liczbą 546 aut na 1000 mieszkańców:
          https://forsal.pl/artykuly/1053926,najbardziej-zmotoryzowane-panstwa-w-ue-wskaznik-motoryzacji-polska-europa.html
          A w roku 2016 na szóstym miejscu z liczbą 571 aut na 1000 obywateli:
          https://www.bankier.pl/wiadomosc/Polacy-jednym-z-najbardziej-zmotoryzowanych-narodow-w-Unii-Europejskiej-7601441.html
          O ile pamiętam to w zeszłym roku wynik ten wynosił już bodaj 607 aut na 1000 obywateli i w rankingu byliśmy na podium, za Maltą i Włochami.

          1. Samochodoza w Polsce to fakt, ale biorąc pod uwagę bardzo wysoką średnią wieku samochodów w Polsce, zastanawiam się, czy tak wysoki odsetek samochodów na liczbę mieszkańców nie jest w znacznym stopniu skutkiem tego, że narodowi się nie chce wyrejestrowywać aut, które już dawno trafiły na złomowisko.

          2. @Janek

            Biorąc pod uwagę, że nie ma teraz wyrejestrowania czasowego i za każdy zarejestrowany samochód trzeba płacić OC to tego typu jawne łamanie prawa jest chyba jednak marginesem. Złomować grata nie jest trudno. Natomiast znam coraz więcej osób mających więcej samochodów niż członków rodziny z prawem jazdy.

          3. a dziwi cię to? mam do pracy 6.5 km. autem jestem w 10/15 minut i zawsze się gdzieś wcisne moim małym piździdełkiem. Inne metody dotarcia tam to:

            1) rower – jeździłem często i zajmuje to ca. 20 minut. Plus: nie trzeba parkować. Minus: w czasie / po deszczu masakra. Nieraz zmokłem mocno. Najlepszy wybór na zmiany rozpoczynające się między 8.30 a 13.00 (po 8 już się tam nie bardzo da zaparkować)

            2) piechotą – około 1h 10 minut szybkim krokiem. Pare razy wracałem, dobry wybór w jakąś ładną pogodę jak mi się nigdzie nie spieszy.

            3) Busem – ta praca jest w takim miejscu że trzeba dymać z przesiadką, powrót do domu zajmie godzinę (!), niewiele krócej niż piechotą. Unikam jak ognia.

            4) Taxi – jeżeli zaczynam = 22:00 taxi jest za darmo. Czas podróży jeszcze lepszy niż swoim autem bo nie trzeba skrobać szyb itd.

            Ja już się busami najeździłem i mam ich dość. Jeżeli na dystansie 6 km jest różnica 45 minut w jedną stronę to niech się wypchają, będę jeździć autem.

          4. Rower jest dobry, ale rekreacyjnie, bez pośpiechu i nie po mieście oraz przy dobrej pogodzie, a nie “na godzinę”, rano, po ciemku, zimą…

          5. Po ciemku akurat mi się podobało. Wracałem nawet o 24:00 przez las, wtedy były te październikowe ciepłe dni, pamiętam jak wróciłem do domu o godz 0:30 i na termometrze było +18. Mam dość mocną lampkę i fajnie się jedzie, zero ludzi zero ruchu samochodowego.

            Zimno da się przeżyć jeśli nie ma mrozu. Deszcz to tragedia przy jakiejkolwiek temperaturze. Jak jest deszcz i zimno to jeszcze gorzej, bo wtedy ma on tendencję do całodziennego siąpienia i droga jest bez przerwy mokra. W zasadzie rower nadaje się u nas od mniej więcej II poł marca do końca października (w tym roku do początku grudnia, udawało się unikać bździnowatej pogody choć czasem bywało zimno)

          6. Przecież w te październikowe “ciepłe” dni o północy było zwykle koło +5 stopni… chyba ze masz na myśli dni 29-30.10…

          7. No właśnie 29-31, ten okres. Wtedy miałem zmiany 16:00 – 24:00. Jeśli mówimy o tym babim lecie w I połowie października to miałem 14:00 – 22:00 i temperatury przy powrocie 8/11 stopni. Nienajgorsze w bluzie.

          8. U mnie bardzo godny zapamiętania był wieczór 30.10 z temperaturą blisko 18 stopni o 22:00… (byłem akurat wtedy w samym centrum wielkiej MWC). Nie jestem zdecydowanie fanem takich “tropikalnych wieczorów” (nawet latem), ale taka pojedyncza wstawka była jednak miłą ciekawostką, dzień później już wieczorem miałem tylko około 6-7 stopni (dzień wcześniej też, do mnie ciepło dotarło dopiero 30go po północy).

  41. Imponujące są prognozy od soboty… oby rzeczywiście było tyle słońca :) po 8 stopni na NE i słońce to jest niesamowite…. co do lutego 2016 to tylko mieliśmy jedną falę gdzie było iście wiosennie bo świeciło słońce i było ciepło i to było w…pierwszej dekadzie miesiąca. Reszta miesiąca była pochmurna i fakt, było cieplej niż zwykle. A luty 2014 przyjemniej pamiętam, mnóstwo słońca i momentami temperatury rzeczywiście robiły wrażenie. Od tego lutego już 5 lat minęło, niewiarygodne.

  42. Cieszę się z tej poprawy pogody, od piątku w Toruniu jest znacznie więcej słońca, nawet w dni które są bardziej pochmurne i deszczowe (jak wczoraj) potrafiło się przejaśnić i rozpogodzić. Taką zimę w wersji ciepłej jak najbardziej mogę zaakceptować.
    Po ciemnicy błękitne niebo i promienie słońca cieszą. Nie ważne czy to jest zasługa strefówki, aktywnego Atlantyku, blokady itp.

  43. GFS z 18:00 pofantazjował bo dawał w fusach do końca prognozy temperatury sięgające +15 st., ten poranny jest bardziej stonowany co nie znaczy, że jest słaby bo jest również imponujący.

    1. @Zbigniew

      Oznaczałoby to ogólnie silną cyrkulację strefową wokół Arktyki ale z blokadą koło Grenlandii. Czyli u nas zimno.

      Dlatego właśnie zawsze mówię, ze u nas NAO jest znacznie lepszym indeksem dla Polski niż AO. Odwrotny przykład to niedawny atak “wiru polarnego” na USA przy dodatniej anomalii w Polsce. Indeks AO był silnie ujemny, a NAO lekko dodatnie.

  44. Kolejny piękny i przyjemny dzień trwa w najlepsze, po wstrętnym grudniu i słabym styczniu w życiu bym się nie spodziewał tak miłej odmiany na weekend widzę u mnie nawet 10 stopni ze słońcem! Niesamowite :), to już 2 miesiąc bardzo zbliżony do 2014-tego (“normalny” i ponury styczeń i bardzo ciepły i piękny luty). Oczywiście jak przyjdzie takie ochlodzenie jak rok temu, to może się okazać nawet zimnym miesiącem ale póki co nic na to na szczęście nie wskazuje :). Marzy mi się taki marzec jak sprzed dwóch lat, albo chociaż podobny do tego z 2015, w przeciwnym razie bymbyl mocno rozczarowany po tak pięknym lutym.

  45. Dzisiaj podczas tego ochłodzenia mamy konwekcję – tzn. Śnieg będzie spał z chmur cumulonimbus (chwilami mocno), w przerwie między opadami będą rozpogodzenia i słońce. Gdyby śnieg padał z chmur Nimbostratus to nie byłoby szans na rozpogodzenia i przejaśnienia.

    1. Jak rok temu kwiecień i maj przyniosły “rekordowe combo”, to bardzo żałowałem ze to nie były luty i marzec… kto wie, może to się odbije w tym roku. Luty jest na nienajgorszej drodze do tego celu, chociaż widać ze ma rozwijać się pogodny wyż z naturalnie mroźnymi nocami- Wiec będzie trudno o wielką anomalie. Fajnie jakby na marcu skończył się z przytupem ten 12 miesięczny okres rekordowych anomalii, a od kwietnia wrócił nasz klimat- bo jak już pisałem od kwietnia do października nasze normy są naprawdę przyjemne i nie widzę wielkiej potrzeby odchyleń na plus. Ale niestety pogoda zrobi co chce, najważniejsze by luty i marzec były przyjemne ciepłe, z rozsądnym usłonecznieniem ale tez sporą sumą opadów.

      1. Jeśli chodzi o życzenia, to ja mam ochotę na bardzo ciepły i jednocześnie bardzo słoneczny marzec. Te dwa parametry w przypadku marca jakby ostatnio się nie lubiły. Żaden z najcieplejszych marców – 1990, 2007, 2014 i 2017 – nie wyróżnił się u mnie pod względem usłonecznienia; już najprędzej marzec 2014, ale 132,8 godziny ze słońcem to i tak mniej niż np. w bardzo chłodnym marcu 2018. Z kolei bardzo słoneczne marce 2012 i 2015 były tu zaledwie lekko ciepłe. Ostatni marzec, który jednocześnie był co najmniej bardzo ciepły i bardzo słoneczny, to marzec… 2002. PS. Jak teraz na to patrzę, to dochodzę do wniosku że w kategorii przedwiośnie-wczesna wiosna, 2002 rok ani kroku nie ustępuje 2014-mu, a może nawet był jeszcze lepszy :)

        1. marzec to wciąż miesiąc “zimny”, on ma podobną normę wieloletnią co listopad. Kiedyś był nawet zimniejszy od listopada (o około 1K ). NAO nadal mocno koreluje z temperaturą. O prawdziwie zimowe warunki łatwiej w marcu aniżeli w listopadzie (zimna woda w morzach i oceanach, wyziębiony ląd)

          W “zimnych” miesiącach nie ma jednoznacznej korelacji usłonecznienia z temperaturą. Od kwietnia taka jest już bardzo wyraźna (choć najcieplejszy kwiecień 2018 wcale nie miał rekordu – ten ma 2007 na zachodzie, 2009 w większości kraju. Dalekie od 2018 jeśli o temperatury chodzi.)

          Najgorszy marzec jaki se można wyobrazić to 2009 albo 2016. Pochmurno, brzydko, bardzo dużo opadów różnej postaci, nijaka temperatura, brak prawdziwie wiosennych dni z tmax >15C.

          1. No błagam, najgorsze?
            A w czym lepsze 2005,2006,2013? Równie pochmurne i do tego dużo zimniejsze. Akurat w 2016 w drugiej połowie było już całkiem przyjemnie, w 2009 tez pojawiały się fajne epizody wiosenne ze słońcem i dwucyfrowymi temperaturami , chociaż było ich bardzo niewiele.
            Marce 2005,2006 i 2013 to dopiero była ciemnica i to z mrozem. O jakichkolwiek śladach wiosny można było zapomnieć. W marcach 1996, 2003,2011,2018, czy w pierwszej połowie 2004 i 2010, było tez mroźno, ale chociaż dosyć słonecznie.
            W marcu mi bardzo zależy na cieple, chyba najbardziej w całym roku, ale o ile jest słonecznie, to idzie jakoś znieść te lekkie plusy, czy nawet mrozy…

          2. @kmroz na marzec 2013 można po narzekać z wielu względów, ale ciemny akurat nie był w Toruniu akurat wystąpiła seria bardzo słonecznych marcow (2011-2015). Marce 1990, 2002, 2012, 2014, 2015 były super, ale zdecydowanie najpiękniejszy dla mnie marzec był w 2007 :).

          3. W Toruniu faktycznie, jednak w Polsce środkowej było dużo gorzej.
            Łódź: 10 dni bez słońca
            Kozienice: 11 dni bez słońca
            Kielce: 13 dni bez słońca
            o S nawet nie wspominając…
            Katowice: 15 dni bez słońca (a w tym okropnym marcu 2009 tylko 11 dni bez słońca, w 2016 10 dni bez słońca, w podobno tak brzydkim 2017…. 4 dni bez słońca)
            Nowy Sącz 16 dni bez słońca

          4. @kmroz dla mnie marzec 2017, rewelacja :). Marzec 2016 pierwsze dwie dekady były słabe, ale trzecia była już super :), za to marzec 2009 tu się zgodzę że koszmarny, jeden z najbardziej mokrych i najciemniejszych, o dziwo potem (chyba w ramach rekompensaty) przyszedł najlepszy miesiąc (dosłownie) pod słońcem, w kwietniu 2009 przez 30 dni spadło marne 0,5 mm przez jeden dzień, a średnie zachmurzenie to 1,9, najpogodniejszych miesiąc od 1951,ale dla rolników musiałbyc koszmarny

          5. 1)
            W rejonie Kujaw prawdopodobnie marzec 2009 pochmurniejszy od 2013 (nawet sporo), ale na S już niekoniecznie. Co do mojego regionu, 2009 dużo lepszy od 2013, 2006 i 2005, ale daleki od ideału oczywiście bo i tak dość zimny i ponury.

            2) kwiecień 2009 trafił się chyba w najlepszym możliwym półroczu, bo luty-marzec i maj-czerwiec przyniosły naprawdę bardzo wysokie sumy opadów. Z tego co kojarzę, to za pierwsze półrocze 2009 wskaźnik SPEI był jeden z najwyższych w tym wieku. To dzięki temu mieliśmy jeden z najbardziej rześkich sezonów letnich w obecnym wieku (tylko 2004 i 2005 bardziej) i przy tym niezwykle słonecznych (jeśli jest mokra gleba, to długotrwałe słońce nie przynosi od razu nieznośnych temperatur, tylko często bardzo przyjemne z przedziału 22-27 stopni). Tak więc tamten kwiecień nie był wcale tak szkodliwy jak się wydaje, o wiele gorzej było z kwietniem 2007 czy 2002 (również bardzo suche, do tego cała wiosna przynosiła wtedy niskie sumy opadów)

          6. Co do tych lat, to do każdego z nich mam zupełnie inne odczucie xd.
            Jeśli chodzi o 2005,to wiele razy mówiłem że najlepsze z możliwych. Za to rok wcześniej anomalie było niemal równe (ciut chłodniejsze), ale miało chłodne i bardzo brzydkie Czerwiec i lipiec, ciepły był jedynie sierpien ale raczej niczym fajnym się nie wyróżniał. O 2009 też kiedyś mówiłem, sierpien super, reszta dużo by mówić. Dosyć “rzeskie” lato było też w 2001, ale to jedynie za sprawą lodowatego czerwca bo Lipiec był parny i gorący, sierpień dość przyjemny, u mnie jeden z najcieplejszych.

          7. @Jacob
            Przecież ja mówiłem o marcu, a nie o całym roku……… ;)
            Się nie zrozumieliśmy.

          8. A czy ja mówię o całym roku? :) wspomniałeś tylko o rzeskich latach i odniosłem się do tego :)

          9. A czyli to jednak ja cie źle zrozumiałem, myślałem, że się odnosisz do mojego komentarza o marcach…
            No to tutaj stwierdziłem tylko fakty, lata 2004,2005,2009 były najbardziej rześkie w tym wieku, jeśli chodzi o średnie temperatury. 2001 raczej nie, czerwiec był jaki był (ale niewiele cieplejszy był właśnie w 2004, 2005 i 2009 roku…), za to lipiec i sierpień były wtedy baaardzo ciepłe.
            Co do odczucia mojego… to sezon letni 2005 był dla mnie taki sobie, fajna druga połowa czerwca i druga połowa sierpnia i chyba tyle, lipiec to jak w 2006 praktycznie, tylko miał tygodniowy okres chłodniejszy, ale tak paskudny, że to chyba gorsze od tego gorąca…. Więc lipiec jeden z gorszych dla mnie.
            sezon letni 2009 oczywiście był wspaniały, lipiec i sierpień cudowne, czerwiec pół na pół- źle wspominam początek i paskudną ostatnią dekadę, ale do drugiej dekady i końca pierwszej nie mam wielu zastrzeżeń, było sporo słonecznych dni wtedy.

            A co do 2004, to czerwiec i lipiec wcale nie były jakieś wyjątkowo brzydkie, to co się ceni, to że miały sporo okresów słonecznych z przyjemnymi temperaturami, a nie że od razu każdy pogodniejszy okres = “wrota piekieł”. Zasługa pewnie, podobnie jak w 2009 czy 2013, mokrej gleby.

          10. No, ale lato 2013 wcale nie było rzeskie wręcz przewnie :). Już bardziej w 2012, zwłaszcza przez mokry i pochmurny Czerwiec, a Lipiec z sierpni em były nieco chłodniejsze niż rok później i m.in. Dlatego wspominam tak dobrze to lato. Ale nie zawsze mokra I połowa roku zwiastuje chłodne lato czy też na odwrót. W sumie to nie ma sprawdzonego sposobu na lato, za to często lato “prognozuje” nam jesień. Np. Po gorącym lipcu można się spodziewać przedłużenia letniej aury we wrześniu lub przeciwnie, a po chłodnym sierpniu często przychodzi też chłodny listopad i na odwrót. Oczywiście nie zawsze ale często tak bywa. Z kolei jeszcze częściej sprawdza się podobieństwo października do zimy. Najczęściej po chłodnym/normalnym pazdzierku przychodzi chłodna/normalna zima, w XXI wieku wyjątkami są tylko 2007 i 2015 gdzie przyszły bardzo ciepłe zimy, a w reszcie przypadków były co najwyżej w normie. Jedyna chłodniejsza zima 2005/06 przyszła po ciepłym pazdzierniku, w reszcie przypadków były ciepłe zimy. Oczywiście mówię o XXI wieku :). To takie 4 powiązania jakie zauważyłem poza lutym i marcem.

          11. nie wiem czy to ma jakiś związek, ale październik ma (obok miesięcy zimowych) najsłabszą korelację usłonecznienia z temperaturą (listopad ma większą na plus). Za to lipiec i wrzesień mają tę korelację największą…. (tak, większą od czerwca czy sierpnia, o maju nie wspominając – nie mam pojęcia o co chodzi z tym wrześniem szczerze mówiąc).

            A co do lata 2013, to przyniosło ono wiele rześkich i pięknych
            (bardzo słonecznych) przy tym dni, jako całość było oczywiście bardzo ciepłe, ze względu na dość długą falę rekordowych upałów z przełomu lipca i sierpnia i do tego bardzo ciepły czerwiec. Jednak jak się wyjmie z lipca ostatnie 6 dni i z sierpnia pierwsze 9 dni (czyli słowem okres tej fali silnych upałów 26.07-9.08), to nagle okaże się, że oba miesiące dostaną anomalię nieco poniżej normy….. Tak wiem, że to “cherry picking”, co nie zmienia faktu, że teza “lato 2013 przyniosło wiele pięknych i zarazem dość rześkich dni” jest słuszna.
            Ja generalnie w naszym klimacie latem najbardziej nie przepadam za tą silną korelacją usłonecznienia z temperaturą i bardzo cenie sezony letnie, w których się trafiają okresy łamiące tę korelację.

          12. @kmroz nie oceniam tego lata pod względem tej długiej fali upałów, tylko że wcale nie przypominam sobie chlodniejszych okresów (chyba jedynie w II połowie sierpnia). Dla mnie to lato w dużej części było bardzo ciepłe, ale i przyjemne.

          13. Marzec 2009 to najgorszy marzec jaki pamiętam, koniec kropka. Może i ‘dni bez słońca’ nie miał tyle co 2016 ale całościowe usłonecznienie miał wyjątkowo niskie, 60 godzin przy normie 120. To już było blisko rekordu z 1988 roku (54h) Naprawdę jest ciężko o gorszy marzec niż 2009. Bardzo brzydki był też w 2001, dość pochmurne w 2000, 2004, 2006 i 2013.

            Najbardziej pogodne marce to 2002,2003,2011,2014,2015 i…2017. Każdy co najmniej 145 godzin, rekordowy w 2011 – 173h. Te marce mogły by z powodzeniem być kwietniami, np. IV 2016 miał 156h i jest to w miarę normalna wartość.

            Ludzie się najmocniej uczepili IV 2013. Fakt, początek tego miesiąca był zimowy i brzydki. Ale od 11 kwietnia to już była majowa wiosna przecież. Ten kwiecień wyszedł jako CIEPŁY mimo tak ekstremalnego zimna w pierwszej dekadzie. Pamiętacie zaspy do kolan z początku ale juz nikt nie pamięta o TRWAŁEJ majowej wiośnie w reszcie tego miesiąca. Po 11.04 tmaxy już nie spadały poniżej 15*C, często przekraczały 20.

          14. @alewis
            przecież nie pisałem, że w 2016 było więcej dni bez słońca, tylko w 2013. Zresztą sam przyznałeś, że 2013 był bardzo brzydki, wymieniając go na “czarnej liście”. Tak samo wymieniłeś tam marzec 2006. A więc marce 2006 i 2013 niemal równie brzydkie jak 2009 i do tego dużo zimniejsze, więc nie rozumiem w czym były dla Ciebie lepsze?
            To w Katowicach 2012 nie był w czołówce? Dziwne, w centrum to był jeden z najpogodniejszych marców, chyba tylko 2011 mu ustępuje w tym wieku. Ale 2011 był zimny, a 2012 miał wspaniałą drugą połowę, to chyba nie muszę mówić, który z nich wolę.
            @jacob
            No cóż, latem generalnie jest u nas “ciepło”, co nie znaczy, że powyżej norm. W lipcu i sierpniu 2013 było wiele dni poniżej norm (i przy tym bardzo ładnych, co istotne!), także tych 1981-2010, o tych bardziej współczesnych nie wspominając…
            Co do lipca 2007, to on niestety jedyny w miarę pogodny okres przyniósł podczas nadzwyczaj upalnej drugiej dekady (na S Mazowsza, w Kozienicach, padł absolutny rekord lokalny). Poza tym było bardzo brzydko, okres 3-11 lipca to jakiś istny dramat. Generalnie zbiera się na płacz, na wspomnienia tamtego parszywego lipca, a jak już było to piękne słoneczko, to przy temperaturach nie za bardzo do życia, więc tak czy tak, ciężko było skorzystać z niego. Trochę przyjemnych i słonecznych dni było dopiero w ostatniej dekadzie tamtego lipca, ale to za mało. Sierpień 2007 był również pochmurny, ale on przynajmniej przyniósł sporo dni w miarę słonecznych, przy temperaturach LUDZKICH (a czasem to wręcz jesiennych, np końcówka miesiąca – mnóstwo słońca i poniżej 20 w dzień). Dlatego lipiec 2007 to zdecydowanie nie to, czego oczekuję. Ogółem w latach 2000-2007 była seria niefajnych lipców, żaden nie był przyjemny, dopiero 2008 przełamał tę passę.

          15. Ja nie pamiętam o majowej wiośnie od 11 kwietnia 2013 pewnie dlatego, że jej u mnie nie było a kwiecień jako całość wyszedł lekko poniżej normy.
            :D

          16. FKP w kwietniu południe PL ma często przewagę. 04.2018 u ciebie miał średni tmax jakoś 19 stopni, tyle u mnie miał już kwiecień w 2009. W tamtym roku miał 21,0.

            A 4.2013 wypadł o tak
            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12560&ndays=32&ano=2013&mes=04&day=31&hora=18&ord=REV&Send=Send

            W III dekadzie powiało latem wyraźnie, było niewiele chłodniej jak w 2018. Szkoda że na majówkę się pogoda zdupczyła totalnie, 30.04 – 4.05 zero słońca i 40 mm opadów. Na szczęście nie aż tak zimno jak w maju 2017 (po takiej długo trzymającej zimie jak wtedy było realne ryzyko następnych spływów PA)

        2. To już zależy od regionu. Na południu jak tłumaczyłeś kiedyś 2014 był bez szału, u mnie jak najbardziej “z szałem”. W 2014 na Mazowszu okres luty-kwiecień naprawdę super, można było się czepiać bardzo zimnych nocy do połowy marca ale za dnia przy słońcu i blisko 10 stopniach (lub nawet powyżej 10 w dniach 9-14.03) było naprawdę przyjemnie. Od połowy marca zaczęły tez opady trochę nadrabiać, co bardzo cieszyło :) No i kwiecień piękny- mocno zaawansowana wiosna, ale jednak wiosna, dopiero po 18.04 zaczęły się pojawiać krótkie letnie epizody z burzami.
          2002 miał spoko luty i marzec do połowy oraz w końcówce, ale zdarzył się naprawdę niefajny okres w końcówce lutego, w okolicy równonocy, a kwiecień był już Wgl taki sobie- lekko chłodny i z przeciętnym usłonecznieniem, z bardzo nieciekawym zimowym epizodem w pierwszy weekend kwietnia. Wtedy idealnie Wielkanoc wycelowała na dobra pogodę, tydzień przed i tydzień po było naprawdę paskudnie. Mowa podkreślam o centralnej Polsce.

          1. Kmroz, dla mnie wczesna wiosna to marzec i opcjonalnie luty, dlatego przy ocenie wczesnej wiosny nie brałem już pod uwagę kwietnia, lecz sam luty i marzec. Kwiecień w 2002 był bowiem rzeczywiście dosyć niefajny, lata 2001-2003 to w ogóle seria słabych kwietni, z najgorszym w 2001 roku.

          2. @PiotrNS co się tak wszyscy uczepili tego kwietnia 2003? :) Fakt początek miesiąca nie należał do miłych, ale był pogodny, za to II połowa miesiąca była wręcz majowa :), gorzej było jak dla mnie w 2013 bo było podobnie, ale mokro i pochmurno. A już 2017 to tragedia bo przyniósł super początek miesiąca i tragiczna II połowę, o 2001 już nawet nie wspomnę ;)

  46. Jeśli piszemy już o preferncjach termicznych to tak dla mnie anomalie dodatnie marzec-listopad, spore anomalie ujemne grudzień-luty lub ekstremalnie/bardzo wysokie (zima w normie i lekko/średnio powyżej jest mdła i nudna). Najmilej są widziane przeze mnie anomalie dodatnie w okresie marzec-maj w każdym miesiącu w równym stopniu- wynika to z wydłużającego się dnia i wegetacji. Następnie jest lato. Tu również preferuje anomalie dodatnie ale nieco mniej niż wiosną bo lato w normie jest już nienajgorsze. Jesień też wolę ciepłą ale już nie narzekam tak bardzo jak jest chłodna-wynika to z tego że dzień jest coraz krótszy i mniej można korzystać z dnia niż wiosną i powoli zamiera wegetacja. No i zima którą opisałem tu lubię może nie tyle skrajności co porządną zimę albo bardzo ciepłą ta druga wersja powinna być jeszcze poparta niskimi opadami i nie najgorszym usłonecznieniem ( jeśli jest zima ala styczeń 2007 to jest już porażka, natomiast grudzień 2015, luty 1990, 2002 jak najbardziej, może być nawet i wychwalany luty 2014, ale nie chłodniej tzn bliżej normy). Natomiast nawet najmroźniejsza zima jest dla mnie lepsza niż ta z w pobliżu norm lub niewiele/średnio powyżej w dodatku z ogromną dominacją pochmurnego nieba. Poza temperaturami bardzo ważne jest dla mnie też duże usłonecznienie. Deszcze mogą dla mnie padać nocą albo 2-3 razy w miesiącu w ciągu dnia dla jakiejś odmiany, ewentualnie tylko po to zeby nie było zbyt dużej suszy. Co innego śnieg zimą ten dla mnie może padać, ale tez oczywiście też bez przesady. Wystarczy że zabieli krajobrazy pozamiejskie (5-15cm jest ok). Burze latem też nie są dla mnie mile widziane ale to można połączyć z opadami. Ogólnie opady, burze nie sprzyjają spędzaniu czasu poza domem więc to jest pierwszy powód tego nie przepadam za tym a drugi to oczywiście pochmurne niebo. Także na zimę już nie liczę choć luty jak będą wysokie temperatury do końca miesiąca i sporo słońca to w efekcie może być nawet fajniejszy dla mnie niż styczeń. Natomiast najbardziej lubię i liczę na ciepłą wiosnę. Jestem realistą więc liczę że w marcu a nie w kwietniu czy w maju będą ostatnie akcenty zimowe w postaci śniegu.

    1. “Tu również preferuje anomalie dodatnie ale nieco mniej niż wiosną bo lato w normie jest już nienajgorsze. ”
      A wiosna w normie jest niby najgorsza? 15 stopni to taka tragedia dla ciebie? ;)

      A latem to już wgl nie rozumiem tego pragnienia dodatnich anomalii, jedyne co, że jest olbrzymia korelacja ich z usłonecznieniem (ale pamiętajmy, że to słońce powoduje wysokie temperatury, a nie odwrotnie :) )

      1. T. maks. 15 st. staje się normą w Polsce… 23 kwietnia, a śr. t. min. wg norm jest patologicznie niska przez całą wiosnę, lato i jesień.

        Chyba, że te 15 st. to miałeś na myśli jako śr. dob. to ok.

        1. 23.04, no bez przesady, już koło 10.04 normą jest 15 stopni maksymalna i minimum na plusie… I mniej więcej właśnie do tego dnia szczególnie zależy mi na dodatnich anomaliach. Takie warunki jakie są normą w drugiej połowie kwietnia, czyli 15-20 w dzień i 2-7 w nocy to wspaniała pogoda i nie rozumiem, czemu tak niektórym zależy na wysokich anomaliach.
          O maju, a tym bardziej miesiącach letnich tu nawet nie wspomnę…. w lipcu i sierpniu do połowy to już nawet lekko dodatnie anomalie powodują powolne wychodzenie z komfortu…
          Wymarzony rodzaj wiosny dla mnie to np 2015, czyli bardzo ciepły marzec i przeciętne kwiecień i maj, 2014 też super – wtedy również kwiecień bardzo ciepły i tylko maj dość przeciętny.

          1. ” już koło 10.04 normą jest 15 stopni maksymalna”
            “warunki jakie są normą w drugiej połowie kwietnia, czyli 15-20 w dzień i 2-7 w nocy”
            Chyba Ci się Polska z podgórskimi regionami południowej Słowacji pomyliła 🤣

          2. Tak duże amplitudy dobowe są charakterystyczne m. in. dla kotlin górskich, na nizinach są one dużo mniejsze, jak w kwietniu masz t. maks. 12 st. to t. min. masz np. 2 st..

          3. może się faktycznie trochę do współczesnych norm odniosłem (a nie tych dawno zapomnianych pradawnych typu 1981-2010). Co nie zmienia faktu że to różnica max 2 stopni. A więc wciąż jest to bardziej (niech będzie) 13-18 w dzień i 2-7 w nocy. Wciąż nie jest to powód do “płaczu”.
            Jak ma się klimat ocieplać, to Węgry to najgorsze g****, niech lepiej idzie w stronę Niemiec lub Francji. Chodzi o spore ocieplenie zim i nieznaczne pozostałych pór roku. Od 30 lat niestety jest odwrotnie, zimy ociepliły się śladowo, a wiosny, lata i jesienie bardzo mocno.

      2. Tragedia nie ale ogólnie im cieplejsza wiosna względem tym dla mnie fajniejsza po prostu. Wiosna w normie nie jest najgorsza jest lepsza niż wiosna poniżej normy, ale słabsza niż ta powyżej przynajmniej dla mnie. Wiosna w normie nie oznacza zresztą że cały czas jest 15 stopni w kwietniu np. przy takiej wiośnie często są okresowe opady śniegu-wystarczy sobie przypomnieć kwiecień 2017 który był w normie

  47. Dzisiaj w górach dokuczliwy był przede wszystkim okresowo silniejszy wiatr. Poza tym dobrze, że na warstwę ubitej i zmrożonej lodoszreni spadło 3-5 cm świeżego śniegu, bo na “deskach” jeździło się znacznie lepiej.

    Szkoda, że najpogodniejszy okres w najbliższym czasie przypadnie akurat na najbliższą noc. A jutro kolejne pogorszenie i opady – tym razem, wraz z ociepleniem, śniegu przechodzącego w deszcz. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej powyżej 600-800 m będzie padał sam śnieg.
    Tak, czy inaczej – wg UM – niebo do piątku ma być szczelnie zakryte chmurami. Tak więc przed nami powrót “grudniowych” standardów pogodowych…:-(

    Oby ten wyż jaki ma rozrosnąć się także nad Polską od piątku/soboty okazał się pogodniejszy, nawet za cenę większych wahań temperatury – między nocno-porannymi przymrozkami, a temp. przeważnie +5/+10*C za dnia.

    %%%

    Dochodzę do wniosku, że dla mnie w naszym klimacie najbardziej uciążliwe są 3 opcje:
    1) (trwalsze) ekstrema letnie,
    2) (trwalsze) ekstrema zimowe,
    3) Tavg ok. i nieco powyżej 0*C przy aurze wilgotno-mokrej.
    O ile opcje 1) i 2) w najbliższym czasie nam nie grożą [prawdopodobieństwo 2) jest b. małe], o tyle życzyłbym sobie, abyśmy w dalszej części lutego, w marcu, a tym bardziej jeszcze kwietniu jak najmniej mieli do czynienia z opcją 3).

    1. @Lucas wawa ja tym razem liczę na silną zgodność z prognozami, jeśli tak by było to dziś u mnie wystąpił ostatni dzień poniżej tmax +7 st. A dziadowko-grudniowa aura potrwalaby tylko przez jutro i czwartek, do końca lutego widzę wręcz ogromną ilość słońca z maksami od 7 do 12 stopni, super jakby w praktyce najbliższe tygodnie były do tego zbliżone

    2. W kwietniu opcja 3) ? To chyba jakieś fantazje…. ;)
      Takie sytuacje w kwietniu są możliwe głównie przy pogodnym niebie i bardzo zimnych nocach, tak było np w kwietniach 2005,2007,2016…

      1. Miałem na myśli najsilniejsze ochłodzenia, zwłaszcza w pochmurno-wilgotnym wydaniu – mieliśmy tak przejściowo np. w 2017 r. Natomiast w 2013 r. też tak było, choć dotyczyło to finiszu przedłużonej zimy.

        1. w 2017 bywało bardzo zimno jak na kwiecień, ale te chłodniejsze dni miały avg bliżej 5 stopni, nie było więc tak “tragicznie”, chociaż oczywiście nieciekawie. już pare razy alewis wyjaśniał kwestie tamtego okresu i się mocno pod tym podpisuje. Za każdym razem wspominał też o słynnych 9-10 maja bardzo zimnych i z lampą – od siebie dodam, że sporo takich dni było w maju 1980 (maxy poniżej 15 i lampa).

          1. początek maja 2011 to też dużo słońca, jeszcze więcej jak w 2017. A było podobnie zimno, 3 maja 2011 też waliło śniegiem. 1 i 3 akurat było pochmurno ale 2,4,5 słońce od rana do wieczora. A temp maks bardzo niska, koło 10 stopni. Nocami mróz.

            w 2017 oprócz 9/10 pogodnie było też 1 maja i też był to nie za ciepły dzień. 13 stopni w majówkę w bezchmurny dzień? W 2018 też było prawie bezchmurnie, a temp o ponad 10 stopni wyższa!

  48. dzisiaj w programie rolniczym strażacy z woj. Świętokrzyskiego mówili że jeszcze nie mieli tyle pożarów traw na początku roku co przez pierwsze tygodnie tego roku, z jednej strony może być głupota ludzka a z drugiej chyba niski stan wód gruntowych, brak naturalnych rozlewisk i podmokłych terenów.

    1. U mnie też nietypowo jak na luty pola bardzo suche, zero jakichś rozlewisk , kałuż też bardzo niewiele. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak było, wydawało mi się że w 2014, ale zdjęcia skorygowały moje wspomienienia – wtedy pod koniec lutego miałem piękne rozlewisko, w tym samym miejscu teraz nawet ziemia nie jest do końca grząska……
      Niektórzy narzekają na błoto, ale jest dużo, dużo suszej niż zazwyczaj o tej porze. W 2019 rok wkroczymy z dużo słabszymi zapasami wody niż 2018…. Bardzo, bardzo słabymi…. Strach pomyśleć co będzie, jeśli wiosna będzie chociaż w połowie tak sucha jak rok temu.

      1. w lutym 2014 musiały to być jeszcze zapasy z bardzo mokrego pierwszego półrocza 2013 (SPEI za styczeń-czerwiec chyba rekordowo wysokie w XXI wieku!), drugie półrocze przecież wtedy było bardzo, bardzo suche – dużo bardziej niż w 2018, kiedy 4 na 6 miesięcy przyniosło na Mazowszu opady powyżej normy, wtedy tylko wrzesień był mokry.

      2. Wystarczy jak REGULARNIEJ i nieco ponad normę (ale nie za dużo) zaczęłoby padać, gdy Tavg częściej zacznie przekraczać już +5°C, a Tmax +10°C – a przy tym Słońce będzie “grzało” co najmniej jak w marcu. Póki mamy słabe parowanie opadów nie potrzeba więcej niż w ostatnich tygodniach.

        1. Wiadomo, że najlepiej byłoby dla roślinności i ludzkości gdyby od października do lutego padało rzadko i bardzo mało, a od marca do września więcej i regularniej niż wg norm… Ale to nie jest takie proste. U nas normą jest kupa błota i potężne rozlewiska pod koniec lutego. Obecnie błota jest co najwyżej trochę, a o rozlewiskach przynajmniej w regionie środkowego Mazowsza nie ma nawet mowy, a przecież przed nami bardzo suchy, słoneczny i ciepły okres, więc pod koniec lutego może być ekstremalnie sucha (jak na warunki dla końca lutego!!) gleba.
          Gdybym miał gwarancje bardzo dużych opadów od połowy marca, to bym ani trochę nie marudził na suchą pogodę do połowy marca (czyli np jakby nastała powtórka z 2014…). Niestety nasz klimat tego nie gwarantuje, a w ostatnich latach to wręcz przeciwnie. Bardzo suche wiosny z 2016 czy 2018 (czy wcześniej 2011,2008,2007,2006,2003, 2002) raczej nie będą już taką rzadkością…

      3. Nie tak dawno odwiedziłem jezioro Zimna Woda koło Poznania, licząc na to, że już się odbudowało. Jest zasilanie głównie wodami podziemnymi dlatego niepokojące było, że zupełnie wyschło na jesień. Mimo opadów i cykli śniegu i roztopów poziom wody (a właściwie błota) nadal jest o metr niższy niż na wiosnę.

          1. Po zobaczeniu tego obrazka podjąłem decyzje- na żaden opad, a tym bardziej zadne błoto nie będę marudził. I to samo radzę tutaj pozostałym. Przydałby się analogiczny okres do 17.02-6.03.2017 (na Mazowszu spadło wtedy ponad 60mm deszcz i przy okazji było przyjemnie ciepło i sporo słońca (około 40h słońca za 18 dni)

          2. Właśnie przesZedlem się kawałek po dworze (minuta). Plucha okropna, ślisko, ciemno jak w nocy. A jednak… dzięki temu ze przed chwilą zobaczyłem jak tragiczna jest susza, to się tylko miło zrobiło na dworze :)

          3. @kmroz

            Współczuję Ci pogody. Sam mam od paru godzin słońce. Na Pomorzu tej zimy było go całkiem dużo, ale nie mam pomiarów.

            Swoją drogą @Admin ma rację, ze uniwersytety powinny umieszczać w sieci więcej danych. UG ma stacje w Oliwie i w Borucinie na Kaszubach ale zamieszcza tylko aktualne pomiary (także strumienie promieniowania krótko- i długofalowego). To pierwsze to mniej więcej “nasłonecznienie” [1], ale precyzyjnie zdefiniowane jako energia promieniowania padająca na jednostkę poziomej powierzchni.

            EDIT: Zapomniałem dać linku: https://klimat.ug.edu.pl/?page_id=3261

            [1] Nasłonecznienie to wielkość ulubiona przez geografów mało precyzyjnie zdefiniowana bo teoretycznie powinna uwzględniać jedynie bezpośrednie promieniowanie słoneczne, bez rozproszonego (świecenie nieba), ale w praktyce tylko przyrządy typu “shadow band” potrafią je rozróżnić.

          4. A nie ma czego współczuć, każdy podkład zabezpieczający przed niekończącym się gorącem jest niezwykle cenny. No, chociaż mogłoby słabiej wiać, ale na opady nie należy narzekać,bo od około miesiąca jest ich tutaj bardzo mało. Ze słońcem też wreszcie nie ma problemu, za ostatnie 31 dni usłonecznienie jest raczej dość przyzwoite na Mazowszu (sytuacja ta zaczęła się poprawiać właśnie od około 14.01, czyli prawie miesiąc temu)

  49. @kmroz zgadza się choć dla mnie Lipiec 2005 był super i bardzo daleko mu do tego z 2006, w 2008 był dla mnie najlepszy Lipiec w XXI wieku, ale wcale nie przełamał tej passy, bo kolejne trzy były równie słabe podobały mi się jeszcze tylko lipce 2012 i 2013 a kolejne 5 to znów beznadzieja. Dla porównania w latach 2001-03 była seria gorących ale bardzo przyjemnych (przynajmniej dla mnie) sierpni, jeszcze tylko w 2009 i 2012 były ciepłe i również przyjemne sierpnie. I oczywiście sierpnie 2005 i 2014,ktore były chłodne lecz bardzo przyjemne, lipca niestety takiego nie znajdę… Ogólnie jest bardzo mało miesięcy letnich które by mi się podobały jeśli chodzi o czerwce to była dla mnie super seria w latach 2005-2008, bardzo podobały mi się również czerwce 2003,2010,2014 i 2017. Mamy niestety przewagę za gorących miesięcy letnich, a jak trafi się jakiś chłodny to zazwyczaj bardzo ciemny i mokry, nie podejrzewam żeby najbliższe lato mnie jakoś pozytywnie zaskoczyło :(

    1. Mi tam sezony letnie raczej odpowiadają. Gdyby nie ta parszywa korelacja temperatury z usłonecznieniem (niestety fizyka jest nie do pokonania…..), to bym nie miał za bardzo na co narzekać.
      Miesiące letnie dla mnie na mniejszy lub większy plus:
      Czerwce 2003,2005,2008,2010,2011,2014,2015,2016,2017
      Lipce 2008,2009,2013,2015,2017
      Sierpnie
      2003,2005,2008,2009,2011,2013,2016

      Na większy/mniejszy minus:
      Czerwce
      2001,2002,2012
      Lipce 2001,2005,2006,2007,2010,2011,2014,2018
      Sierpnie
      2002,2006,2010

      Reszta neutralna.

      Jak widać najbardziej mnie zadawalają Czerwce, a najmniej Lipce.

      1. No cóż trochę mnie dziwi czemu np. Uważasz Sierpień 2002 za taki okropny, a np. 2015 nie. Dla mnie był to super miesiąc. I przyniósł u mnie… 2 dni upału. Po 3 sierpnia nie notowano już u mnie w ogóle upału, tak wysoka anomalia była dzięki serii dni z tmax. Ok. 28-29 st. A dla mnie to jeszcze całkiem przyjemna temperatura latem. Ale cóż u mnie mogłobyc zupełnie inaczej niż u ciebie u mnie za to Lipiec 2017 i Sierpień 2016 przyniosły długi okres słabej pogody…

        1. No właśnie to jest ten problem ze dla mnie 28-29 i upał to jedno g**
          W sierpniu 2015 jak się ten upał skończył to było w drugiej połowie naprawdę wspaniale, jeden z lepszych letnich okresów dla mnie! Takie 25 i słońce w przewadze, to właśnie lubię.
          Pierwsza połowa koszmar, druga wspaniała, Wiec neutralnie. Takie odbicie lustrzane lutego 2012.
          Lipiec 2017 znalazł się tam głównie dlatego, ze przyniósł dużo dni (w zasadzie prawie wszystkie) z przedziału 20-28 stopni. Sporo fajnych, rześkich nocy. Do tego przyzwoite usłonecznienie, chociaż bez szału (coś około 250h). Sposób jego wyrobienia tez mi się podobał, mało dni lampowych, ale za to niemalże brak pochmurnych (w środkowej Polsce chyba każdego dnia przynajmniej 4 godziny słońca!)
          Sierpień 2016 głównie za ostania dekadę dostał bonus, wcześniej bywało różnie, aczkolwiek rzadko padało i jednak prawie każdego dnia było trochę tego słońca.

          1. Ja właśnie źle wspominam Sierpień 16, bo przyniósł piękna końcówkę miesiąca, a reszta miesiąca to dramat (z wyjątkami). Anomalie był zbliżony do tego z 2014, ale dla mnie to niebo i ziemia, bo ten pierwszy miał bardzo ciepłą I dekadę dalej przyniósł ochlodzenie, czyli tak jak być powinno i nie było żadnego długiego okresu ciemnicy tylko regularnie pojawiało się Słońce. Lipiec 2017 nie był taki straszny, ale jak na złość okres najlepszej pogody przyszedł ok. 29 lipca gdy rozpoczęła się fala upałów, a większa część miesiąca jak to mówisz była rzeska, ale również mokra, chociaż ten lipiec to prawdziwy raj przy 2011,juz o 2000 nie wspominając

          2. Tyle ze np u mnie sierpień 2016 był dużo pogodniejszy od sierpnia 2014 i padało znacznie rzadziej.
            Tak się spytam, za jaki konkretnie okres tak dobrze wspominasz sierpień 2014 i za jaki okres tak negatywnie oceniasz sierpień 2016?
            Mi w sierpniu 2014 się podobał tydzień 16-23.08 na Mazurach (Pisz). Zero opadów i moje ulubione temperatury, słońca tez w miarę, chociaż nie była to pełna lampa. Poza tym (reszta miesiąca na Mazowszu byłem) sierpień uważam za dość kiepski. Albo parno-tropikalnie (pierwszy tydzień), albo pochmurno z częstymi opadami (drugi i czwarty tydzień)

          3. W sierpniu 2016 natomiast negatywnie ocenie pojedyncze dni. 6,9,10,13,22 sierpnia za dużo chmur i opadów i 5 oraz 28 sierpnia za zbyt silne gorąco (ale taki pojedynczy dzień to dla mnie nawet przyjemny, gorzej jak trwa to tydzień lub więcej. A tak to miesiąc spoko, codziennie prawie trochę słońca (przynajmniej 5 godzin), niemal zupełny brak opadów (poza tymi czterema dniami) i temperatury 20-25 stopni. Nie był to ulubiony sierpień (wole 2003,2009,2013), ale nie uważam go za zły.

          4. @kmroz Sierpień 2016 miał cudowną końcówkę to prawda ale wcześniej panowała u mnie ciemnica (poza 11,19-20.08) na koniec miesiąca było kilka pięknych dni “z pełną lampą” dlatego ma tak wysoki wynik. Za to Sierpień 2p14 miał gorący początek (co ci pewnie przeszkadzało), ale nie przyjemnie było tylko w dniach 1 i 11 08, reszta dni była super, “dłuższy” okres nie przyjemnej pogody panował u mnie od 13 do 16 sierpnia i jak na złość w dwa ostatnie weekendy miesiąca (23-24, 30-31.08). Poza tym, od 17.08 panował długi i pogodny okres rzeskiej pogody :)

          5. No tak faktycznie na Kujawach ostatni tydzień był dużo ładniejszy, u mnie dni 26-28.08 po prostu paskudne i bardzo chłodne oczywiście. Strzałem w 10 byłby wyjazd na morze wtedy, zwłaszcza w okolice Szczecina, gdzie ostatni tydzień to pełna lampa i 20 stopni.
            Nasze opinie o sierpniu 2014 po prostu dzieli 200 km… ;)

            Natomiast co do oceny sierpnia 2016 to mocno przesadzasz, przed 20.08 tez były całkiem ładne dni, a realnej ciemnicy tyle co nic na Kujawach.
            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12250&ndays=50&ano=2016&mes=08&day=31&hora=23&ord=REV&Send=Send

          6. @kmroz fakt Sierpień 2014 u nas był wyjątkowo ładny, ale dobrze pamiętam Sierpień 2016 i pierwsze dwie dekady były naprawdę słabe…

          7. Cóż, chyba zrozumiałem różnice
            Porównanie okresów a) 12-31.08.2014 i b) 1-20.08.2016 (czyli tych okresów “rześkości”
            Toruń:
            a) 139h słońca i 6 dni z mierzalnym opadem w ciągu dnia.
            b) 114h słońca i 8 dni z mierzalnym opadem w ciągu dnia
            Kozienice:
            a) 114h słońca i 10 dni z mierzalnym opadem w ciągu dnia
            b) 150h słońca i 5 dni z mierzalnym opadem w ciągu dnia

            Na Mazowszu jak widać ten z 2016 dużo ładniejszy i spokojniejszy, na Kujawach faktycznie się zgodzę, że ten z 2014 pogodniejszy – chociaż wcale nie było aż takiej dużej różnicy, więc wciąż mnie dziwi że masz tak skrajnie różne odczucia odnośnie sierpni z 2016 i 2014.

          8. @kmroz sierpień 2016 w moim odczuciu nie był taki straszny bywały duuużo gorsze w XXI w. Np. 2006,2008,2010,2015,2017,ale znacznie przyjemnijsza pogoda była w 2014

          9. @kmroz o ile dobrze pamiętam sam napisałeś że Sierpień 2010 (i m.in. 2002). Ale nie lubię go za to samo co 2017 bo oga były bardzo gorące, a zarazem mokre i burzowe coś na wzór lipca 2001. Sierpień 2008 już był nieco lepszy ale też był dość mokry i ciemny, Czerwiec z lipcem w tamtym roku były najlepsze ze wszystkich, ale sierpien trochę zepsuł tamto lato.

          10. Co do sierpnia 2008, to się głupio spytałem, zamiast spojrzeć na dane z Kujaw, niecałe 200h słońca…. więc rozumiem, w centrum było dużo lepiej.
            No ok, sierpień 2010 to swoją drogą, ale sierpień 2017 w Toruniu wygląda na naprawdę przyjemny.
            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12250&ndays=51&ano=2017&mes=08&day=31&hora=23&ord=REV&Send=Send
            Dużo mniej gorąca niż na Mazowszu. Przyniósł podobną ilość słońca jak twój ulubiony sierpień 2014 i sporo dni ze słońcem i przyjemnymi temperaturami.
            https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=353180250&par=sunshine&max_empty=2&uIGHtoaKymL=DExghH_yI7L&rTSfGCA=81i9Fa.&uIGHtoaKymL=DExghH_yI7L&rTSfGCA=81i9Fa.

            No i dość rzadko padało, chociaż suma wyszła wysoka – to skutek dwóch potężnych burz w połowie miesiąca, z których jedną chyba każdy z nas doskonale pamięta….. W sumie “przygody” z 11.08 faktycznie obrzydzają ten miesiąc, jednak jako całość nie uważam go za bardzo zły, co innego na SE gdzie fala upałów była porównywalna do tej z 2015 roku…

          11. @kmroz początek miesiąca też był gorący fala upału podobna (i w tym samym okresie!) jednak znacznie krótsza, poza tym super była końcówka miesiąca bo przyniosła rzeska i ładną pogodę, ale początek msca był gorący i nieprzyjemny, i w połowie miesiąca też było sporo ciemnych i nieprzyjemnych dni. Zamiast korzystać z lata to chodziliśmy z rodziną i zbieralismy grzyby :). Fakt jeśli chodzi o sezon grzybowy to 2017 był nadzwyczaj udany.

          12. @kmroz oprócz tego jeszcze kilka dość bliskich dni (17, 27-28). A np. Przełom I i II dekady był wyjątkowo gorący i mokry, więc nie potrafię pozytywnie ocenić tego miesiąca :).

          13. no okej, w sumie rozumiem. Bardziej mnie, jak mówiłem zaskoczyła opinia o sierpniu 2008, ale miał on na Kujawach prawie 50 godzin mniej słońca niż na Mazowszu (niecałe 200 zamiast około 230-250).

      2. Z czerwcami jest o tyle dobrze, że jego normy są niskie i nawet duże anomalie nie muszą oznaczać nieznośnej pogody. Świetnym przykładem jest np. czerwiec 2016 (z wyjątkiem tych kilku ekstremalnie gorących dni) czy 2017. Przypomina mi się 13 czerwca ubiegłego roku, kiedy temperatury maksymalne w znacznej części Polski usytuowały się na poziomie 19-21 stopni (po maju i upalnym początku czerwca 2018 takie temperatury były odbierane jako chłód), a jednak doba wyszła powyżej normy. Najcieplejszy w ciągu ostatnich ponad 100 lat czerwiec 1964 też nie był jakiś koszmarnie skwarny, nawet się nie umywa do wielu współczesnych lipców i sierpni.
        Tak więc – mając na myśli umiarkowane lato o którym marzę, chodzi mi o ciepłych/bardzo ciepły czerwiec, lekko ciepły lipiec i chłodny sierpień :) Sierpień dlatego, że ten miesiąc ostatnio bardzo wariuje i najbardziej się go obawiam. Pogoda zrobi co zechce, ale pomarzyć zawsze można :) Pozdrawiam.

        1. @PiotrNS no to prawda w ostatnich latach (2015,2017-18) sierpnie często bywają cieplejsze od lipca, co nie jest dobre poza tym Lipiec to środek lata więc Sierpień powinien być chlodniejszy, a co do czerwca to poza końcówką 2016-tego nie przypominam sobie żadnego meczacego upalnego epizodu, z resztą na początku lipca też się zdarzają bardzo rzadko

          1. E tam zaraz nieznośne upały, raptem 2-3 dni upalne w tym czerwcu 2016 były (zależy gdzie).

            Jeżeli chodzi o liczbę dni gorących (tj. ponad 25*C) to ten miesiąc był dość biedny. Tylko 10 takich dni. Rekord to 15 dni dzielony przez wiele czerwców – 1964, 2003, 2007 i 2017.

            Czerwcowe upały nie trwają długo w przeciwieństwie do lipcowych, a zwłaszcza sierpniowych. Ten ostatni miesiąc ma ostatnio tendencję do przynoszenia wyjątkowo długich fal upałów. Nie tylko 2015, podobna sytuacja była w 2013, 2017 i 2018. A to tylko bieżąca dekada. Jak na końcu lipca / początku sierpnia robi się gorąco to nie trwa to 3 dni tylko całe tygodnie. Warto zaznaczyć, że średnia temperatura za okres 1991-2018 przekracza już w tych dniach 20*C, przynajmniej w niektórych miastach. W tych dniach NORMALNE stało się gorąco. Z gorąca do upału króciutka droga.

          2. Na początku lipca też czasem “dowala” – przykład 2015, 2012, 2006. Ale zgodzę się, że ostatnio sobie Matka Natura upatrzyła szczególnie pierwszą dekadę sierpnia, w latach 2012-2018 tylko w 2016 roku nam oszczędziła… Wcześniej było dużo lepiej, przed 2012 ostatnia “nieznośna” (pod względem gorąca i upałów) pierwsza dekada sierpnia to….. w poprzednim wieku. Troche męczyć mogła jeszcze 2003 czy 2004, ale to jednak pikuś w porównaniu to sytuacji z lat 2012,2013,2015,2017 czy 2018.
            A bardzo przyjemne – rześkie i bardzo słoneczne – pierwsze dekady sierpnia mieliśmy np w 2009 i 2011 roku, gdyby je dodać do dwóch ostatnich dekad sierpnia 2013 to byłby mój sierpień marzeń.

  50. tak nabijamy milion komentarzy odnośnie pogody w ostatnich latach, a dzisiaj u mnie z rańca mocno waliło śniegiem, oczywiście zima zaskoczyła wszystkich (w pierwszej połowie lutego), nic nie odśnieżone itd. W dzień było powyżej zera i śnieg stopniał.

    Obecnie mamy chyba jakiś zgniły wyż, bo ciśnienie będzie wysokie, nawet bardzo wysokie. Do 1035 hPa nawet. A zachmurzenie pozostanie całkowite, może coś padać (różne opady), temperatura ‘nijakie zero’. Wyraźny przełom w sobotę będzie.

    1. Dzisiaj mamy front atmosferyczny i stąd chmury i opadami (przed jego przyjściem było wręcz bezchmurnie). Natomiast jutro to faktycznie coś jak zgniły wyż, bo już frontu nie będzie, ani opadów, a nadal ma być raczej “ciemno”.

    1. Ten deszcz na pustyni Atacama to efekt El Nino. W tym roku jest słabiuśkie (może nie spełnić definicji NOAA), ale jest. Tzn. jako zjawisko, a nie wartość ponad arbitralnym progiem prze arbitralna liczbę tygodni.

      Nawiasem mówiąc indeks NINO3.4 w ostatnim tygodniu wynosił +0.4 (w poprzednich dwóch tygodniach +0.4 i +0.4), a definicja jest zdaje się od +0.5 w górę. Prrzed tem było 7 ygodni z NINO3.4 powyżej tego progu (w maksimum +1.3), więc może NOAA uzna to za El Nino.

      1. Niedawno pisałem, że

        Ten deszcz na pustyni Atacama to efekt El Nino. W tym roku jest słabiuśkie (może nie spełnić definicji NOAA), ale jest. Tzn. jako zjawisko, a nie wartość ponad arbitralnym progiem przez arbitralna liczbę tygodni.

        Nawiasem mówiąc indeks NINO3.4 w ostatnim tygodniu wynosił +0.4 (w poprzednich dwóch tygodniach +0.4 i +0.4), a definicja jest zdaje się od +0.5 w górę. Prrzed tem było 7 ygodni z NINO3.4 powyżej tego progu (w maksimum +1.3), więc może NOAA uzna to za El Nino.

        I właśnie NOAA zrobiła to co przewidziałem. Uznała iż mamy El Nino, ale słabe i nie wiadomo czy utrzyma się długo:
        https://www.noaa.gov/media-release/noaa-announces-arrival-of-el-nino

        Ponieważ to ogłoszenie oparte jest o dane sprzed wielu tygodni, sądzę że opóźnił je sławetny “government shutdown”.

  51. W Warszawie mocno sypie śnieg, stałej pokrywy nie będzie bo w ciągu dnia ma być kilka stopni na plusie. Mimo wszystko, to takie przypomnienie, że nadal trwa zima.

  52. Patrząc na najblizsze prognozy do ok 20 lutego to szansa na to że lutym nie będzie ani jednego dnia z całodobowym mrozem ( nawet symbolicznym -0.1) jest już pokaźna. Po 20 lutym jeszcze wiele się może zdarzyć, ale wiadomo że będą to statystycznie najcieplejsze dni średnio w lutym a poza tym wiele już ich nie zostanie. Brak takich dni w lutym nawet pojedynczych zdarza się tu bardzo rzadko. W ogóle w zdecydowanej większość Polski brak jest takich dni. Z tego co patrzyłem na początku lutego mały całodobowy mróz zdarzył min na Warmii i Mazurach przy stratusach. Narazie wygląda na to że luty choć średnio zimniejszy od grudnia będzię miał wyższą średnią od tego miesiąca a tym samym dużo wyższe odchylenie dodatnie i będzie pogodowo jeszcze mniej zimowy. Najbliższe dni mocno już wyciągną luty ponad normę. Szanse na to że ten miesiąc będzie w ogóle w normie są już skrajnie małe opierając się na prognozach do 20 lutego.

    1. A nie ma opcji po prostu ze 10 stopni i chmury? Bo chmury to raczej pewne w piątek. Ale jeśli noc będzie ciepła to w ciągu dnia tez może być bardzo ciepło.

  53. Wczoraj napłynęło powietrze niemalże wprost z bieguna, a mimo to całe to krótkie ochłodzenie skończy się na temp. “przez zero” i to głownie za sprawą minionej nocy.
    Osobiście uważam (inaczej niż geograf-synoptyk D.D. z okolic Katowic), że NIE jest to głównie sprawa znacznie cieplejszej niż kiedyś Arktyki (to tylko po trosze), lecz:
    1) dość szybkiej adwekcji głównie nad wodami cieplejszym od obszarów lądowych,
    2) dość krótkiej adwekcji z NW/N, nie wystarczającej do kolejnego “zaimpregnowania” warunków zimowych nad naszą częścią Europy (poza górami).

    Już dzisiaj wkroczył kolejny front – tym razem ciepły – kolejnego niżu atlantyckiego, zmierzającego dość daleko torem N. Sytuacja w dużej mierze przypomina tą z okresu między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Mamy adwekcję dość krótką drogą ponownie znad bardziej umiarkowanych szerokości N Atlantyku, ale bez silniejszego przepływu (prądu strumieniowego). A przy tym pogoda całkowicie “zgniła” z okresowymi opadami – najpierw śniegu, a docelowo deszczu (niezbyt silnymi), tylko w górach samego śniegu. Poza tym, mgły i zamglenia. Czyli po przejściowym akcencie zimowym, wraca aura późnojesienna w ponurym wydaniu.

    I tak mniej więcej do soboty, kiedy są szanse, że po rozbudowie wyżu w naszą stronę (z podstawą w kierunku S Europy) pojawi się więcej pogodnego nieba. Z tym, że to na ile wyż okaże się pogodniejszy, a na ile przyniesie nam aurę “zgniłą” dopiero się okaże. Tym nie mniej pogodne niebo nad sporą częścią Francji, a nawet SW Niemcami daje nadzieje, że i u nas od soboty częściej będzie pogodniej. Oby:-)

    Jak słusznie zauważył @anonim, do końca II dekady lutego czeka nas przewaga aury “listopadowo-marcowej”. A czy III dekada lutego i/lub marzec przyniosą jeszcze jakieś dni zimowe, czy też już trwalsze zaranie wiosny stawiamy znaki ‘???’. Osobiście obstawiam już tylko akcenty/krótkotrwałe epizody zimowe przy bardziej stopniowych (niż przed rokiem) postępach wiosny. Mam jednak świadomość tego, że to tylko moje “gdybanie”…

        1. @admin
          25 lutego w Igołomii było jeszcze cieplej – dokładnie 20 stopni. To jedyny przypadek zanotowania takiej temperatury poza rokiem 1990.

    1. Ale są też i prognozy wskazujące w dalszych terminach na powrót aury zimowej (przynajmniej lekko-zimowej, jeżeli nie wyraźniej zimowej). Po prostu termin na tyle odległy, że z dzisiejszej perspektywy nie można wykluczyć zarówno dwucyfrowych plusów, jak i dwucyfrowego mrozu. A przebieg aury chociażby w marcu 2018 r. pokazał, że i jedno i drugie w krótkim czasie jest możliwe.
      Na razie przed nami w przewadze przedwiosenna perspektywa mniej więcej do 20.02.

  54. Niektórzy podają kontrargumencję dla ciepła w lutym, że może ruszyć wegetacja? Czy aby na pewno? Bo w lutym to noce są jeszcze dłuższe od dni, słońce nie świeci tak wysoko i do tego noce są chłodne z przymrozki zwłaszcza jeżeli przy dniach z tmax 5-15°C jest bezchmurnie.

    1. Podejrzewam że w 1990 roku w lutym na pewno zazieleniła się trawa, a około 20 marca pojawiły się pierwsze zielone listki na drzewach.

      1. @PiotrNS
        No to nawet potrafię zrozumieć go luty 1990 był wybitnie ciepły (rekordowy), a po nim nadszedł jeszcze cieplejszy rekordowy marzec 1990.

        1. @Lukasz160391
          Wiem, pamiętam jak kiedyś o tym pisałeś, dlatego myślę że w marcu 1990 listki na drzewach były na bank. Szkoda że w tym roku nie było bardzo ciepłego kwietnia, bo prawdopodobnie wówczas przyroda byłaby głęboko rozwinięta wyjątkowo wcześnie, może nawet tak jak w 2014 czy 2018. I to dokładnie 10 lat po wiośnie-koszmarze z roku brr!1980

          1. rok 1980 to był jakiś ponury żart naszego klimatu. W Katowicach przez cały rok zaledwie 8 dni powyżej 25 stopni oraz 65 dni powyżej 20 stopni (w obu przypadkach rekord). Usłonecznienie też najniższe w serii, 1108 godzin (lata 2003, 2006, 2015 i 2018 mają ponad 1900)

            W tym roku jedynym miesiącem który mógłby mi się podobać był styczeń. Średnia -5,5*C, sporo słońca, taka porządna zima. No, ewentualnie maj jeszcze, zimny wprawdzie ale słoneczny. Średnia miesięczna +9,9 to byłby taki lekko ciepły kwiecień. Tragedii nie ma.

            Największy koszmar to lato. Tak pochmurnego lata nie było nigdy. Najgorszy czerwiec w 1985 (lipiec w normie, sierpień lekko poniżej), najgorszy sierpień w 1977 (czerwiec i lipiec w normie). A w 1980 wszystkie trzy miesiące smyrające antyrekordy usłonecznienia, z “klejnotem” w postaci lipca 1980 który rekord pobił z dużym zapasem. 81 godzin słońca w lipcu, drugi najgorszy z 2000 miał 130.

            Obecnie występujące miesiące letnie nawet się nie zbliżają do horroru z tamtych lat. Na południu Polski ostatni sierpień poniżej 200 godzin był w 2006. Niektórym by się pewnie takie podobały, czekajmy do kwietnia aż nadejdą pierwsze dni z 20/25 stopniami i zaraz wypełzną ciepłofoby.

          2. na ten maj 1980 to ludzie najbardziej chyba narzekają, a był to jedyny naprawdę ZNOŚNY (nie od razu dobry, po prostu znośny) miesiąc w tym jakże “cudownym” roku…. Można rzec, że po prostu nadrobił stracony kwiecień w wyjątkowo ładnej formie. Najgorsze w nim były liczne przymrozki, które chyba ostatecznie dobiły sady. Ale odczuwalnie ciężko jakoś bardzo narzekać, jedyny miesiąc który przypomniał nam, że nie jesteśmy jakimiś Wyspami Owczymi…

          3. Ten Maj z 1980 był naprawdę niezły… Nie przyniósł u mnie praktycznie żadnego długiego okresy ciemnicy, końcówka miesiąca już była dość ciepła, jednego dnia tmax. Wyniosła u mnie prawie 26 stopni! Więc nie było aż takiego koszmary. Co innego Maj 1991, u mnie był jeszcze zimniejszy niż 1980 (w skali całego kraju to ten pierwszy był chlodniejszy), i w dodatku dużo bardziej pochmurny przyniósł jedynie fajny i przyjemny okres w dn. 27-30 V, reszta szkoda gadać. Mimo to dla mnie rzaden z tych mai nie umywa się do maja 2010 który jest dla mnie najgorszym majem i raczej tak już zostanie (trudno o gorszy miesiąc) i już zdecydowanie wolę powtórkę z mają 1980 niż z 2010

          4. Chyba jeszcze gorszy od maja 1991 był nieco zapomniany maj 1965. W większości miast podczas tego miesiąca temperatury maksymalne przekraczające 20 stopni zanotowano raz, dwa, maksymalnie trzy razy (w Gdańsku i Suwałkach ani razu). W Warszawie absolutne maksimum tego miesiąca wyniosło… 20,5 stopnia, w Toruniu czyli blisko Ciebie – 21,3. W Krakowie i Nowym Sączu przejściowo gorąco zrobiło się 19 maja 1965 roku – ponad 27 stopni – jednak już następnego dnia było ledwie ponad 10. Dużo opadów, niewiele bezdeszczowych dni (we Wrocławiu drugi najbardziej mokry maj w historii).
            Jednak nie to jest najciekawsze. Otóż maj 1965 nadszedł po kwietniu, w którym nigdzie w Polsce ani razu temperatura nie sięgła 20 stopni. W ten sposób pierwsza, i to tylko lokalna “20”padła na terytorium Polski… 15 maja, a w większości miast jeszcze kilka dni później. Obecnie kręcimy głową na kwiecień, w którym nigdzie nie zostanie zanotowana temperatura 25 stopni, zaś w ’65 do połowy maja nie było nawet 20. O absurd zakrawa jednak dopiero data pierwszego przekroczenia 20 stopni na Wybrzeżu, otóż na Rozewiu stało się to dopiero 16 czerwca, w czasie gdy zaczynały się wakacje letnie. Robi koszmarne wrażenie,prawda?:)

          5. @PiotrNS no to prawda, dla mnie okres lat 50/60-tych charakteryzuje się strasznie zimnymi, wręcz mroźnymi wiosna i. Więc podejrzewam że taki Maj w tamtych latach nie był dla nikogo zaskoczeniem. Wracając do tematu Mai to dla mnie w ostatnich latach jest to chyba najbardziej zadowalający miesiąc i poza tym nieszczęsnym 2010, reszta Mai była przyjemna/przyzwoita :).

          6. “W większości miast podczas tego miesiąca temperatury maksymalne przekraczające 20 stopni zanotowano raz, dwa, maksymalnie trzy razy (w Gdańsku i Suwałkach ani razu). ”

            >>Akurat to mnie najmniej przekonuje o “straszności” maja. Bardziej mnie obchodzi liczba dni poniżej 15 stopni, poniżej 10 stopni, ewentaulnie liczba nocy z przymrozkami. No i przede wszystkim liczba dni pochmurnych, deszczowych, itd…
            Maj 2015 to TERMICZNIE mój ulubiony maj, bo w Warszawie przyniósł tylko jeden dzień z tmax >Tak, wiem, że maj 1965 był koszmarny z wielu innych powodów, niż brak przekroczeń 20-tek, wymieniłeś zresztą niżej te powody… Mówię tylko, że akurat ten fakt, nie jest akurat niczym strasznym, a pojawiło się to na pierwszym miejscu…

            >>A co do maja 1980… To przejrzałem jego dane z Chojnicy i Piły (Toruń niestety nie podawał wtedy usłonecznienia…) i musze przyznać @Jacobowi rację że w tamtej części kraju był to piękny maj, tylko te przymrozki trochę mroziły krew w żyłach (a także roślinki…). Niemal każdy z tych przymrozków (a było ich z 7-10…) padł na szczęście w pogodnym dniu, a to oznacza, że raczej zwykły człowiek go nie odczuł (w momencie pobudki było już pewnie ponad 5 stopni…), ale niestety rośliny odczuły. Niestety więc silne ochłodzenia w maju to i tak średnio ciekawa sprawa, bo albo przynoszą deszcze i chmury, albo słońce i przy tym przymrozki…. To mnie jeszcze bardziej przekonuje, że najlepszy taki umiarkowany maj typu 2015 czy 2006, które nie mają istotnych ochłodzeń (najzimniejsze dni koło 15 w dzień), ale nie mają też nie przyjemnego gorąca, i są dopełnieniem wiosny. Oba maje nie poszalały ze słoneczkiem tylko, szkoda…

          7. @kmroz bardzo dużym plusem dla ówczesnego maja była też reszta miesięcy, które były wyjątkowo nie przyjemne, zwłaszcza lato, zdecydowanie najgorsze lato u mnie od 1951… Jak widać potrafi trafić się miesiąc ekstremalnie zimny wiosną/jesienią który odczuwalnie jak najbardziej przyjemny, bo w dzień jest nawet przyjemnie ale w nocy jest strasznie zimno. Idealnym porównaniem jest Październik 2010(hah co za ironia że te dwa miesiące wystąpiły w tak okropnych latach…) który na dodatek był skrajnie suchy i słoneczny przyniósł bardzo zimne noce, a przyniósł aż o 1 stopień wyższe średnie tmax niż Październik 2016 (ktory był znacznie cieplejszy, a średnie maksy zawyzyly bardzo wysokie tmax na początku miesiąca). Subiektywnie mówiąc ekstremalnie zimny maj brzmi strasznie (dosłownie aż dreszcze przechodzą xd), ale jak się okazuje nie zawsze jest tak straszny :)

          8. Hah od tego opowiadania przyszła mi do głowy pewna myśl “fajnie jakbyśmy w tym roku doświadczyli w miarę pogodnego i chłodnego maja), oczywiście nie jak w 1980,mam na myśli okolice -1K, poza tym ten Maj był nieco poniżej normy z uslosneczniem, ale sposób w jaki wyrobił tą sumę mi jak najbardziej odpowiada. Fajnie jak byśmy mieli taką serię chłodny Maj, czerwiec i sierpień, lipca nie wymieniłem bo nie mam żadnego odpowiednika pogodnego i chłodnego miesiąca poza tym to miesiąc urlopowy, więc mógłby być lekko ciepły/ciepły i pogodny, ostatnie 4 miesiące również mogłyby być chłodne, byłoby to wręcz zbawienie po serii którą mamy? Od kwietnia 2018. Ale to marzenie ściętej głowy i tak mielibyśmy “fuksa” gdyby chociaż połowa wyżej wymienionych miesięcy była lekko chłodna…

          9. Jacob, wobec tego do gustu przypadłby Ci maj 1999. Lekko chłodny, bardzo suchy i wyjątkowo słoneczny miesiąc (w Opolu z rekordem usłonecznienia) :) Pod koniec pojawił się nawet wstęp do lata z dniami gorącymi w znacznej części Polski. Tylko przymrozki na końcu II dekady tego maja były niepotrzebne…

        2. Pod koniec marca 2014 brzozy w mieście kwitły i zieleniły się a na wsi miały napęczniałe pąki. Agresty, jeżyny, bzy koralowe liście miały już w pierwszych dniach marca.

          1. Wegetacja to okres, w którym rośliny mogą przeprowadzać aktywnie procesy życiowe, najmniej wymagające pod względem ciepła i światła mogą to czynić także podczas łagodnej zimy, najbardziej wymagające dopiero od późnej wiosny.

          2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Okres_wegetacyjny#/media/File:Polska_okresy_wegetacji.png

            Są różne definicje tego, więc ciężko się dogadać. Taka wegetacja o jakiej ty mówisz to może trwać na Mazowszu cały rok… Taki okres wegetacyjny, o jakim się uczyłem na geografii to się zaczyna na początku kwietnia, a nie pamiętam roku by chociaż trochę przebiśniegów nie wyszlo w lutym… A marzec zwykle już był pełen przylaszczek, ranników, krokusów, niekiedy zawilców. Nawet taki zimny marzec 2018.

          3. To pojęcie podobnie jak tzw. termiczna zima, wiosna czy lato jest bardzo nieprecyzyjne, zależne od przyjętych kryteriów.

  55. Na razie tylko GFS prognozuje aż tak skrajne temperatury ok. 25 lutego, sięgające nawet 17 stopni. ECMWF oraz GEM prognozują wtedy napływ chłodu.

    1. Z racji tego że pojawiła się wreszcie aktualka na mojej pogodzie po zacięciu się przez ostatnią dobę widać wyraźnie jak GFS popłynął z ciepłem w okolicach 23-24 lutego w ostatniej aktualizacji:
      http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html.
      Mam jednak nadzieję, że któraś ze skrajnych wiązek się zrealizuje po 20 a nie średnia z tego co pokazują wykresy.

    2. W prognozie GFS z 00h widać też napływ chłodu z północy 25.02, ale nie obejmujący jeszcze południowej Polski. Maksimum ciepła dla całego obszaru naszego kraju jest w tej prognozie 24.02.

      To powiedziawszy przypomnę, że mamy dopiero 13.02 i są to absolutne fusy.

    3. ten napływ chłodu co jakiś czas się pojawia w tym okresie, może jednak coś jest na rzeczy…? ostatnie większe ochłodzenie w tym roku?

  56. UM zapowiada niestety pochmurną, mglistą i zgniłą pogodę w centrum. Stratus przynajmniej do piątku. ECMWF też bardziej pochmurny i chłodniejszy niż wczoraj.

    1. Mimo wszystko dostrzegam plusy takiej aury – nocami temperatury będą bardzo ciepłe, z czwartku na piątek jest szansa, że nie spadnie poniżej 5 stopni. Jeśli nie ma wyraźnego streamu/silniejszego wiatru, to tylko chmury nas chronią przed mocnymi spadkami w nocy.
      A w lutym noc jest na tyle długa, że nie jest to temat bez znaczenia

      1. Wolałbym jednak słoneczne dni i z wreszcie mniejszą wilgotnością powietrza, a tym samym odczuwalnie dużo cieplejsze. Nawet kosztem lekkich przymrozków nad ranem i zwiększenia się dobowej amplitudy powietrza. To już nie grudzień, słońce nie jest tylko lampką na niebie i w miejscach nasłonecznionych i osłoniętych od wiatru daje odczuwalne ciepło. To “radosne słoneczko” zostało dziś tylko w prognozach GFS-a, który przypomina wczorajszą odsłonę ECMWF. Tak jakby ten model był opóźniony o jeden dzień w stosunku do ECMWF, który z kolei pełne słońce i dwucyfrową temperaturę zostawia już tylko na sobotę… A jeszcze wczoraj był to okres od piątku do wtorku… Oczywiście mowa o moim regionie.

        1. Jak miałbym wybierać to bym zamówił coś takiego jak 2.02, czyli okres rozpogodzeń w ciągu dnia, wyraźny wiatr i zachmurzenie różnorodne (a nie tylko stratus vs czyste niebo). Wtedy i za dnia przyjemnie ciepło z grzejącym słońcem, ale też rano i po zachodzie słońca całkiem znośnie.

  57. Dla mnie,patrząc na prognozy kwestia dodatniej anomali za luty jest oczywista, sprawą otwartą pozostaje tylko jak duża ona będzie. Z temperatur w okolicach +10 w przyszły weekend w Warszawie cieszył bym się w pierwszej dekadzie marca, w połowie lutego bardziej mnie to martwi niż cieszy.

    1. No właśnie miałem to samo podobnie. Zdecydowanie bardziej wolałbym taką prognozę w marcu bo do marca pozostało jeszcze wiele czasu i pod koniec lutego może przyjść np. zima która przeciągnie się na część marca. Może być jednak też tj w roku 2014 czy 1990. Mimo wszystko mnie to aż bardzo nie martwi bo okolice 10 stopni w dodatku przy słonecznym niebie to i tak dużo lepiej niż taki dzień jak np. dziś w Warszawie. Ma być przed wszystkim sucho i słonecznie a to już dobry na spędzanie czasu poza domem. Przy tej temperaturze można już spokojnie nawet pojeździć na rowerze. Na koniec napiszę apropo marca. Najbardziej rozczarowujący marzec jaki dane było mi przeżyć to marzec 2013. Początek miesiąca słoneczny i dość ciepły i dał nadzieje na ciepły początek wiosny. Co było dalej chyba każdy tu wie. Także ja zdecydowanie nie nastawiam się już wiosnę bo jest zdecydowanie za wcześnie.

      1. @anonim
        jeszcze się nie zdarzyło, żeby po tak trwałym cieple w lutym, przyszedł zimny marzec. Nie wiem nawet czy to możliwe, biorąc pod uwagę obecną sytuacje baryczną, która już od tygodnia zaczęła skutecznie wyganiać wielkie mrozy z całej Europy i w przeciągu najbliższego tygodnia będzie dalej to robić. Tego już raczej odwrócić się nie da. Tak wysoki stream to najskuteczniejszy sposób, by zabić wszelkie szanse na zimowy marzec. Wydaje mi się, że szansa na marzec poniżej normy jest w obecnej chwili rzędu 1-5%…

        A co do pogody, to dzisiaj spadło troche potrzebnej wody z nieba (w postaci zarówno deszczu jak i śniegu). Patrząc na poziom zaawansowania suszy, bardzo niepokoi, że kolejne opady widać najwcześniej za tydzień. Jakby były mrozy, to no problem, ale przy tak wysokich temperaturach może oznaczać to niestety początek prawdziwej katastrofy – przy której nawet 2018 rok będzie bułką z masłem. To co wysłał dziś rano Arctic Haze sprawiło, że wyjątkowo dobrze zniosłem dzisiejszy jakże paskudny dzień – a wręcz mnie cieszył :)
        Gdybym mógł ustawiać pogodę, to bym zamówił bardzo intensywne opady dopiero od połowy marca, albo nawet od kwietnia, ale jak już pisałem, gwarancji takiej nie mam, dlatego suchy okres do połowy marca będzie mnie niepokoił.

        1. jeszcze odnośnie 1) – właśnie głównie z powodu tego, że takie warunki w lutym (nie tyle samo ciepło, co sytuacja baryczna jaka panuje od około 5 lutego i nie widać jej końca) niemalże wykluczają zimny marzec, to warto się z tego cieszyć. Pomijając już fakt, że takie ocieplenia w lutym mają się prawo zdarzać, zwłaszcza, że w grudniu i styczniu ich nie było. I akurat to nie jest symbol AGW, bo np w 1974, w ciągu trwania prawdziwie lodowatych roczników, nastały niezwykle ciepłe luty i marzec, a po nich wiele już zimnych miesięcy (dopiero kolejną zimą znowu zrobiło się bardzo ciepło). Więc jeśli to kogoś tutaj martwi, to zapomnijcie. Mamy już praktycznie gwarancję ciepłego marca i dla odmiany żadnej gwarancji wysokich anomalii przez reszte miesięcy (być może nawet korelacja lutego z latem jest lekko ujemna, trzeba by policzyć/sprawdzić). Zresztą zimne/normalne miesiące w żaden sposób nie powstrzymują AGW (a wręcz je przyśpieszają, bo więcej CO2 idzie do atmosfery), niektórzy chyba naprawdę nie chcą tego zrozumieć…..

          1. Nie zgodzę się do marca. Nie mamy żadnej gwarancji a jedynie prawdopodobieństwo. Wszystko jest możliwe. Ja patrzę na to z dystansem. A poza tym poczekajmy jeszcze na koniec lutego.

        2. Susza, zaraz piekieł i paląca lampa. Wcześnie w tym roku zaczynacie :D
          PS: Wody gruntowe są w Polsce obniżone co najmniej od czasów komuny.

          1. Cóż, w tym roku są obniżone bardziej niż zazwyczaj.
            Dopóki (dzieki temu forum) nie zrozumiałem zależności suchej gleby z falami niekończącego się gorąca latem, to szczerze mówiąc jakoś bardzo nie przejmowałem się suszą. Brak błota też mnie jakoś szczególnie nie martwił. Teraz jednak już jestem bogatszy o tę smutną wiedzę, w dodatku widzę jaka wyjątkowa sytuacja jest w tym roku. Oczywiście mam nadzieję, że wiosna będzie bardzo mokra i moje obecne obawy są bezzasadne.
            Tak więc, ani trochę mnie nie martwi nawet skrajne ciepło w lutym, martwi natomiast bardzo sucha gleba i zapowiadane bardzo niskie sumy opadów.

          2. Do suszy przyczyniać się może także całkowite wylesienie terenu m.in. dla tego w Wielkopolsce i Kujawach są tak niskie sumy opadów.

    1. Potwierdzam w ostatnich dnia marca u mnie w okolicach Mazowsza pojawiły się pierwsze małe liście na niektórych brzozach np. Także w ekstremalnej sytuacji pierwsze liści na drzewach mogą się pojawiać już w marcu. Najważniejszym warunkiem jest przede wszystkim bardzo ciepły marzec. Bardzo ciepły luty też ma wpływ o ile marzec pociągnie dalej bardzo wysoką anomalię dodatnią

    2. ja z tamtego roku pamiętam, że mimo szybkiego ciepła, wegetacja wcale nie była jakoś kosmicznie przyśpieszona. Wtedy się jeszcze tak dobrze nie znałem na temacie, ale teraz już wiem, że to była głównie zasługa zimnych nocy, które skutecznie hamowały rozwój wegetacji.
      W każdym razie do majówki drzewa owocowe zdążyły NIESTETY zakwitnąć. Czemu niestety? Cóż, -4 stopnie okazały się dla nich zabójcze.

      1. Dobrze, że u mnie nie ma takich rzeczy i owoce (za wyjątkiem orzechów włoskich, które czasami marzną) są co roku.

        1. A to skutek późniejszej wegetacji, czy po prostu jakiejś lokalnej wyspy ciepła (z tego co mówiłeś o swoim położeniu, to raczej stawiam to pierwsze…)

          1. Mój region charakteryzują dość słabe przymrozki wiosną i jesienią, które na dodatek wcześnie się kończą/późno zaczynają. W maju 2011 było np. tylko -2,4 st..

          2. To raczej kwestia położenia płockiej stacji (która, podobnie jak warszawska, jest znana z ciepłych nocy) a nie regionu, który przecież się niczym szczególnym nie wyróżnia.
            Szkoda, że nie ma wspólnego wymogu, by wszystkie stacje miały podobne warunki i położenie….

          3. To ciekawe, bo w całym regionie notuje się wyraźnie słabsze przymrozki jak i śr. abs. min. letnie niż np. w Wielkopolsce czy na Dolnym Śląsku.

    3. Dziękuję za te piękne zdjęcia! U mnie aż tak wczesna wegetacja w 2014 roku nie wystąpiła (nie przypominam sobie żebym kiedyś widział liście na drzewach w marcu), jak również u progu maja nie była tak niezwykła jak na Twoich fotografiach. U mnie jeszcze na początku maja wiele drzew kończyło się zapełniać. Nic nie pobije roku 2018, kiedy 30 kwietnia przyroda wyglądała wręcz jak w lecie – podobnie jak u Ciebie 30 kwietnia 2014.

        1. FKP, to taka przenośnia mająca na celu uwypuklenie wrażenia jakie wywarła na mnie przyroda w tym czasie. To wyglądało naprawdę niezwykle, na drzewach (nawet na dębach) prawie nie było śladu po jakichkolwiek pustych miejscach na gałęziach. Sama zieleń nie była już nawet “świeżozielona” tylko taka głęboka, naprawdę prawie jak w lecie. Może widziałeś moje zdjęcia które Ci kiedyś podlinkowałem, tam to fajnie widać.

          1. Była głęboka bo liście intensywnie fotosyntetyzowały, wszak pod koniec kwietnia Słońce daje tyle energii co ok. 10 sierpnia.

  58. Na nizinach i wyżynach aura późnojesienna, a w górach (zwłaszcza powyżej 600-700 m) iście zimowa. Śniegu leży średnio 0,5-2 metrów, w tym trochę świeżego. Przy ociepleniach z W (a nie z S) – jak teraz – odwilży najczęściej nie towarzyszy efekt fenowy. A śnieg topi się tylko w niższych partiach, podczas gdy w średnich i wyższych nawet go jeszcze trochę dosypuje.

    Jeżeli koniec zimy i wiosny będzie dość standardowy, bez tak silnych wahań/skrajności, to śnieg w górach będzie się topił wolno i stopniowo do kwietnia, a w najwyższych górach (nawet naszych) jeszcze dłużej. Pamiętam kiedyś późną Wielkanoc (po 20.04) kiedy narciarze zjeżdżali jeszcze na niektórych stokach, z bardziej specyficznymi warunkami, w krótkim ubiorze przy ok. +20°C i świecącym Słońcu. Takich widoków szybko się nie zapomina.

    Ale zobaczymy jeszcze co przyniesie do końca zima i początek wiosny (?) – bo w naszym klimacie wiele jest możliwe…

    1. W tym roku w górach śniegu bardzo dużo. Ale to i tak nic w porównaniu z rokiem 1995, gdy 15 kwietnia na Kasprowym Wierchu zanotowano rekordowe 355 cm pokrywy śnieżnej.
      https://www.youtube.com/watch?v=Qn7eTV4kIac
      Chciałoby się powiedzieć, kiedyś to były zimy… Z drugiej strony trochę dziwne, bo to zima 1995/96 była tą najsilniejszą w latach 90-tych i przede wszystkim wyróżniała się długością. To chyba wtedy 13 kwietnia widziałem jeszcze zwały topiącego się śniegu. A teraz jest 13 lutego i mówimy już o przedwiośniu:-)

      1. tylko kwiecień 1995 to jest schyłek zimy 1994/5 a nie 95/96. Zima 1994/5 była bardzo podobna do tegorocznej

        XII 1994: +1.64K
        I 1995: +0.30K
        II 1995: +4.06K (niewiele chłodniejszy od lutego 2016)
        III 1995: +0.07K

        Była więc to zima ciepła, nawet można powiedzieć bardzo ciepła, zwłaszcza luty był zupełnie niezimowy z anomalią +4 względem 1981-2010. Wysoko w górach nawet taki luty to nadal aura zimowa (na Kasprowym norma termiczna to pewnie z -8 stopni, może jeszcze mniej).

      2. W górach bywa tak, że największe ilości śniegu nie leżą najdłużej po zimach najmroźniejszych. W skali kraju Tavg może być nawet lekko dodatnia (za DJF), a wystarczy, że regularnie pada + ocieplenia przychodzą głównie z W (a nie z S) i śniegu w górach może być sporo. Tak jest m.in. teraz.

  59. Chyba możemy z wysokim prawdopodobienstwem zaryzykować tezę (patrząc na lutowe prognozy), że zima będzie powyżej normy: kwestia tylko ile: 1-2 C? W moim regionie bliżej będzie chyba 2. W ubiegłym tygodniu pojawiły się na działce przebiśniegi.

  60. Skoro ma być już ciepło, to niech chociaż częściej pada deszcz, umiarkowany i nie ulewny.
    Mamy taki deficyt opadów za zeszły rok, że przy suchej wiosnę może być nieciekawe

    1. Opady są potrzebne, ale dobrze byłoby, aby częściej pojawiały się już na zmianę z okresami pogodniejszymi, zwłaszcza jak temperatura zacznie windować się na coraz dłużej powyżej Tavg +5°C.

  61. Widzę, ze aktywność forumowa przeniosła się na blog. Cóż, zatem i ja muszę się przenieść we właściwe miejsce :P
    Pogoda w okolicach Skawiny raczej jest nieprzyjemna. Wczoraj mieliśmy lekki podmuch zimy z przelotnym, słabym śniegiem oraz zmiennym zachmurzeniem. Temperatura trzymała się okolic 2 stopni a przenikliwy wiatr zbijał skutecznie temperaturę odczuwalną :P
    Dzisiaj jest znacznie cieplej(obecnie 6 stopni), jest pochmurno a i wiatr nabrał nieco mocy.

    Weekend zapowiada się bajecznie. Szkoda tylko, że spędzę go w robocie :P

  62. ciekawe czy te kolosy atlantyckie zapowiadane przez modele współpracując z wyżem nad Europą nie przyniosą na półwyspie iberyjskim w 3 dekadzie lutego zbliżeń do 30 stopni, nawet we Francji moze do 25 dobije przynajmniej na południu, więc lato powoli się szykuje, jeśli by się to wszystko przesuneło na wschód to i unas moze 20-stki by były czego nie życzę.

    1. Taki rozkład baryczny latem (tu prognoza na sobotę 16.02):
      http://www.wetterzentrale.de/maps/ECMOPEU12_72_2.png
      … oznaczałby dość porządną falę upału – napierającą z SW Europy w naszą stronę. I u nas docelowo moglibyśmy zanotować ok. i powyżej 35°C w cieplejszych regionach.

      Natomiast w lutym będzie średnio o 20-25 st. chłodniej niż w najcieplejszym okresie roku, ale i tak bardziej wiosennie, niż zimowo.

  63. Wszystko wskazuje na to że najbliższy luty będzie jednym z cieplejszych, obstawiam że będzie jeszcze cieplejszych niż w 2014, z lutym 2016 nie jestem taki pewien, ale szanse też są spore. Raczej luty 2002 ciężko będzie przebić, choć nie każdy bierze to pod uwagę, m.in. Twoja pogoda w dzisiejszym artykule było napisane że są duże szanse na przekroczenie 20-tki pod koniec lutego. Taka sytuacja zdarzyła się raz i to 29 lat więc wg mnie szansa na tą 20-tke jest bliska 0,5%. Jedynie w 2008 było bardzo blisko tej 20-tki,ale nie została przekroczona. Dlatego uważam że takie prognozy z 10-dniowym wyprzedzeniem to absurd. Co do marca to są bardzo duże szanse aby był bardzo ciepły. Tylko co dalej? Jeśli chodzi o okres 12-miesięczny 04.2018-03.2019, to czy zapisze się on jako rekordowo ciepły, sprawa jest cały czas otwarta, póki co na czele stoi okres z przełomu 2006/07, miał rekordowe lipiec ze styczniem, przez kilka lat miano rekordu nosił również grudzień, bardzo nie wiele brakowało także do rekordu września i marca. Wyjątkowo ciepłe były też październik, listopad, maj i czerwiec. Wystąpiła też najcieplejsza jesień w historii pomiarów i o włos zabrakło o rekord zimy i wiosny, oby dwie pory roku zapisały się jako drugie najcieplejsze. Więc widać że będzie ciężko o rekord tutaj mamy “tylko” rekordowe kwiecień i maj oraz lato. Dla bezpieczeństwa obstawiam, że ten okres będzie drugim najcieplejszym. A co dalej, cóż wydaje mi się że kończąc ten szalenie ciepły okres pójdziemy podobną drogą co kilkanaście lat temu. Stopniowo będzie się ochladzac (ale bardzo powoli) zwłaszcza w porze ciepłej i wydaje mi się że trafi się jeden rok przynajmniej “w normie” i będzie on “szczytem zima” obstawiam któryś z lat 2021-25,
    jeśli chodzi o II połowę zbliżających się lat 20-tych, niestety wydaje mi się że stanie się to co ok. 5 lat temu czyli wejdziemy w kolejne rekordowe lata i zapewne czeka nas sporo kolejnych rekordów (niestety). Oczywiście mówię tylko co mi się wydaje, a co będzie to będzie :)

    1. Co będzie dalej oczywiście nie wiadomo. Nie mniej widać, że już drugi miesiąc 2019 r. szybko i dość wyraźnie chce “podbić” sobie konto termiczne w górę, po raptem jednym miesiącu termicznie normalnym.

      Rozkład baryczny na najbliższe dni (zwłaszcza od 15-16.02) będzie bardzo przypominał ten jaki przyniósł nam w sierpniu’2015 falę upału, przy bardzo suchej aurze. Teraz z kolei, może on doprowadzić do pochodu wiosny z SW na NE – pomimo możliwych niewielkich przymrozków, rekompensowanych jednak za dnia temperaturami ok. i nieco powyżej +10°C, przy coraz większym nasłonecznieniu i usłonecznieniu – choć na ile trwałego jeszcze nie wiadomo (?).

      1. @Lucas Wawa
        A media piszą o jakieś blokadzie “Omega” co ma nam zagwarantować tak bardzo wysokie temperatury w lutym i do tego pogodne niebo ze słońcem.

          1. No cóż… Z zimy do lata dystans może być krótki – co dobrze pokazał chociażby poprzedni rok.
            Tyle tylko, że mamy dopiero połowę lutego, a nie kwiecień. W obecnym miesiącu nadal najsilniejsze adwekcje ciepła przynoszą nam ciepłe wycinki niżów przy silniejszej cyrkulacji SW, a nie układy wyżowe – nawet te położone nieco na S od Polski.

          2. @kmroz
            Ja tylko cytuje to co napisały media. One potrafią każdą bzdurę napisać. Ostatnio było sporo clickbaitowych nagłówków o tym jak to “zima mocno zaatakuje”. No co się okazało, że media wyolbrzymiały ten atak zimy we wtorek 12 lutego.

  64. Powiedzcie mi, który model wyskoczył z 20 stopniami, które zostały wspomniane na TwojejPogodzie? Ja wiem, że to był totalnie jednostrzałowy fus, ale jestem ciekaw, który sobie tak zaszalał. :p
    Na obecną chwilę z takiego ciepełka na razie nic nie zostało – po 19.02 czekałoby nas ochłodzenie.

      1. Będzie ochłodzenie, właśnie przez tę omegę. Pewnie przy tym dużo chmur typu stratus.
        Mediom się pomieszało i wzięły omegę z jednych fusów i skrajne ciepło z innych….

    1. Wraz z tą “piękną” perspektywą w kolejnych dniach obawiam się dwóch sytuacji:
      1) ponowne pójście torem roku 2018, ale z przyspieszeniem silnie dodatnich anomalii o jakieś 1,5 miesiąca,
      2) szybkie start (zaranie) wiosny, a potem “kubeł zimnej wody”, który do kwietnia może dać nam jeszcze zimowy epizod.

      Na TP mogą sobie fantazjować z rekordowym ciepłem i “przebierać nogami” z radości. Później tylko będą pisali albo o pogłębiającej się suszy, zagrożeniach pożarowych, albo (odwrotnie) o traumatycznym pogorszeniu się pogody, albo o powrocie akcentów/epizodów późnozimowych, które to dopadnie nie tylko nas, ale i nasze rośliny (kwiaty, pąki) i zwierzęta (np. bociany, które zlecą się wcześniej).

      Obserwuję przyrodę i pogodę i powiem tak, że ŻADNE spore i trwalsze odchyły od normalności (utrwalanej przez tysiące lat) nie są dobre.

      1. @Lucas
        Sprostowanie odnośnie tych bocianów: Bocian startując z lokalizacji zimowania nie wie jaka pogoda jest/będzie w Polsce, sugeruje się instynktem dla którego bodźcem są aktualne warunki właśnie w lokalizacji zimowania, etc. Więc ten przykład jest zły.

      2. Może być tez tak jak w 2014 roku, kiedy nie było mowy o żadnej groźnej suszy, ani o poważniejszych akcentach zimowych. W 2017 w gruncie rzeczy tez, dopiero w drugiej połowie kwietnia się ochłodziło ale de facto do marcowych norm (a nie żadnej zimy…)
        A prawie 15 stopni z 27.02.2017 czy ponad 16 stopni z 5.03.2017 nigdy nie zapomnę. 😍 Piękna, prawdziwa wiosna, z rozwojem przyrody.

      3. @Lucas Wawa
        A jak będzie tak jak w 2014 roku kiedy po bardzo ciepłym lutym, bardzo ciepłym marcu nie było nawrotu zimy w kwietniu czy w maju?

        1. Ważne wówczas, aby lato nie było zbyt gorące (upalne) i suche lub dla odmiany duszne. Bo byłoby nieciekawie…

          1. 2014 to przykład w którym (po bardzo ciepłych, słonecznych i suchych lutym i marcu) nie było ANI chłodów później, ANI suszy, czy gorącego lata (chłodniejsze sezony letnie w tym wieku od 2014, to tylko 2001,2004,2005 i 2009…) . Słowem wszystko się fajnie ułożyło po fantastycznym przedwiośniu. W innych przypadkach bywało często gorzej, ale dowód ze tu nie ma korelacji żadnej.

          2. Wydaje mi się w 1990 roku tez wszystko było “cacy”, w 1989 był paskudny czerwiec, ale poza tym raczej też okej.
            W 1974 za to bo pięknych i ciepłych lutym i marcu, przyszło poważne załamanie w kwietniu.

    2. Warto w tym miejscu przytoczyć przykład końcówki pamiętnego ciepłego grudnia 2015 r. – jak z dużego ciepła około Bożego Narodzenia dość szybko przeszliśmy do fali nie tak słabego mrozu kilka dni później. A było to wszystko związane z dość niewinnym z początku klinem wyżu bałkańskiego w kierunku NW. Osobiście wstrzymuję się jeszcze z ocenami na ile jest on realny teraz (po 20.02) – nie mniej i takiej opcji wykluczyć nie można…

    3. @mjtek
      Żaden model tyle nie prognozował, ale GFS był blisko bo prognozował 17-18 stopni i suchą, słoneczną pogodę na południu Polski, a dzięki intensywnemu napływowi ciepłego powietrza z S i wiatru halnemu mogłoby być tam 20 stopni.

  65. Na mojapogoda prognozują 16 stopni dla Wrocławia na sobotę i 14 stopni na kolejne dni, a przy tym pełna lampa na niebie. Coś niesamowitego, prognoza wygląda jakby to miał być już kwiecień. Wie ktoś skąd oni biorą te prognozy, bo GFS i ECMWF aż tak ciepłe nie są?

    1. Uwzględniają radiacje, bo modele tego nie umieją. U mnie 2.02,6.02, 7.02,8.02 i 10.02 modele zaniżały o kilka ładnych stopni.

  66. To jeden z symptomów zmian klimatu, pogoda coraz częściej popada z jednej skrajności w drugą. Szczerze mówiąc, to nie bardzo rozumiem zachwyty nad iście wiosenną aurą w nadchodzący weekend. Tegoroczny luty jest zimowy tylko z nazwy.

  67. Dzisiaj według co niektórych prognoz (w tym medialnych) miało być u mnie na południu Mazowsza tylko 6 stopni, pochmurno i deszczowo, a teraz pojawiają się u mnie rozpogodzenia i słońce, a temperatura wynosi 8 stopni. :D

  68. Jestem ciekaw czy 16 stopni z Leska pozostanie najwyższą temperaturą maksymalną tegorocznego lutego (jeśli chodzi o stacje meteorologiczne) czy podczas tej adwekcji ciepła będzie jeszcze cieplej przy dogodnych warunkach? Temperatury przekraczające 15 stopni na plusie w miesiącach zimowych to są sytuacje ekstremalne, ale nie rekordowe. Przekroczenia 15 stopni w lutym pojawiały się w 2017, 2016, 2008, 2002 i 1990. Byłoby znowu dziwne, że najwyższa tmax lutego została zanotowana znowu na początku tego miesiąca.
    Jeśli chodzi o Tmax 10-15 stopni to jest bardzo (anomalnie) ciepło jak na zimę, ale takie tmax pojawiają się praktycznie każdej zimy podczas odwilży.

  69. Po wizycie w Lasku Bielanskim, mam jeden wniosek. Nie ma błota, rozlewisk. Jest po prostu sucho. To spore zaskoczenie dla mnie, bo ostatnio w Warszawie opadów było sporo.

    1. Wpadnij do lasów w okolicach Łodzi. Tu rozlewisk nie brakuje. Oczywiście nie są one o skali z zeszłorocznej zimy, ale takich jak wtedy za mojego życia jeszcze nie widziałem.

  70. Z tym sporo może trochę się przesadziłem. Praktycznie kilka razy w tygodniu bywam w ramach aktywności w Lasku Bielanskim i taki widok jak dziś, gdzie jak wspomniałem wyżej, że jest po prostu sucho jest mimo wszystko zaskoczeniem.

    1. Tak czy inaczej od połowy stycznia rzadko pada i było dość dużo słońca. Pisałem kiedyś ze około 14.01 rozpoczął się pod tym względem przełom (po mniej więcej 5 totalnie paskudnych i zimnych tygodniach). Z perspektywy 31 dni podtrzymuje to stwierdzenie, chociaż zasadniczą poprawę dostrzegłem dopiero od 28.01. (Wcześniej niby tez już znośne usłonecznienie i niemal brak opadów, ale zimno i/lub bardzo wietrznie)
      Tak naprawdę wbrew stwierdzeniom niektórych ani styczeń ani grudzień nie były tu jakoś szczególnie mokre (powyżej normy, ale bez “szału” , większe opady przyniósł październik (gwoli ścisłości 3 dekada października, bo do około 20.10 było skrajnie sucho)

  71. Dość niespodziewanie kolejny darowany dzień w tym wspaniałym miesiącu. Ciepło miało być (spodziewałem się max 7-8 stopni), ale tak dużego rozpogodzenia się nie spodziewałem. Od 12:00 praktycznie cały czas grzało słońce (nawet jak zachodziło za chmurkę, to prześwitywalo jak przez As lub Ac)
    Warto zauważyć ze już 20 km na zachód ode mnie, praktycznie słońca nie było, ba- na horyzoncie widziałem cały czas granice tego stratusa. Sytuacja trochę odwrotna do 3.02, kiedy z kolei miałem cały dzień chmury, a 20-30 km na E i SE było cały dzień pogodnie i o 2-4 stopnie cieplej.
    Teraz dobrze by było by przyszły chmury i nie dopuściły do wyparowania tego przyjemnego ciepła… ale będzie jak będzie.

    1. to na południu od wczoraj tragedia z tą pogodą, jest lekko na plusie i cały dzień od rana do wieczora siąpi mżawka. Ciemno kompletnie. Ale nie ma co wydziwiać bo to już są ostatnie takie dni przed dłuższym epizodem z pogodnym niebem, wysoką jak na luty temperaturą i brakiem opadów.

    2. Ja jadąc w góry przekonałem się, że zimą zwłaszcza przy aurze “zgniłej” lepiej się czuję jak dookoła mam śnieżne (niż późnojesienne) krajobrazy.
      Ale to jest oczywiście moja subiektywna ocena – a możemy mieć je różne.

  72. Niestety UM tylko na płd. Polski widzi więcej niż 1 pogodny dzień. W pasie Polski centralnej i płn. już na niedzielę prognozuje powrót stratusów, a okresowo nawet mżawek. W Warszawie pogodniejsza aura miałby utrzymać się tylko w sobotnie popołudnie + noc z soboty na niedzielę. Mam nadzieję, że jednak będzie lepiej niż prognozuje to dzisiejszy wieczorny UM.

    W górach odwilż postępuje powoli, bo śnieg jest mocno zbity i zmrożony. A im wyżej tym temperatury częściej balansują około i nieco poniżej 0°C. Zbliżająca się poprawa pogody też nie przyczyni się do szybkiego ubytku pokrywy śnieżnej (przynajmniej powyżej 600-700 m), bo ma nie być efektu fenowego, a nocami mają być przymrozki (i oczywiście ma też nie padać deszcz). Taka zmrożona gruba warstwa lodoszreni i/lub zbitego śniegu topi się bardzo wolno.

    PS.
    Wg prognoz NAO ma pójść nieco poniżej zera. Ciekawe, czy utworzy się wał wyżowy na NW, czy też nie (?), a co za tym idzie za tydzień zrobi się jeszcze nieco bardziej zimowo, czy też (przed)wiosenne temperatury zdominują już do końca luty (?).

    1. Model UM mocno widziwia, dzisiaj zupełnie nie przewidział tej szerokiej strefy rozpogodzeń, która objęła tez Warszawę, jutro myśle ze tez mocno niedoszacowal rozpogodzeń. Co do niedzieli- może być jeszcze roznie, będziemy orientować się na bieżąco :)

  73. ECMWF jest chyba najlepszym modelem do prognoz średnioterminowych. Obecnie jako jedyny podtrzymuje rozbudowę wyży na północny zachód po 20 lutego i napływ chłodu. Ciekawe czy się z tego wycofa czy jako jedyny tak wcześnie przewidzi tę sytuację. Niby GEM i GFS też wcześniej coś podobnego widziały, ale teraz poszły całkowicie w drugą stronę.

    1. To co prognozuje ECMWF bardziej pasuje do prognoz spadku NAO – a to co GFS/GEM już nie. Albo ECMWF ma “rację” z tym ochłodzeniem, albo prognozy NAO powinny się zmienić w ponownie dodatnim kierunku. Bo to co prognozuje GFS/GEM (przynajmniej obecnie) jest typowe dla dodatniego, a nie ujemnego NAO.

      1. Ujemne NAO to było na cały luty prognozowany a wyszło jak wyszło 😂
        Sezonowki oparte na NAO widziały zimniejszy grudzień i luty i ciepły styczeń, wyszło… odwrotnie.
        Być może jako całość w sierpniu dało się dobrze przewidzieć NAO na zimę, ale prognozy CFS na łowcach śnieżyc na kolejny miesiąc są generalnie bardzo nieskuteczne tej zimy.

        1. NAO to dość pewny wskaźnik, bo liczy się go dużo wcześniej i zazwyczaj ma dużą sprawdzalność, ale od stycznia to coś słabo z tym było. Prognozy NAO wgl się nie sprawdzały. Mimo wszystko nawet jeśli wersja ECMWF się sprawdzi, to ten chłód chyba długo nie potrwa. Musiałby ten wyż połączyć się z tym co jest nad Grenlandią i opanować północ i północny zachód Europy, co tej zimy się jeszcze nie zdarzyło, a prognozowane było milion razy.

          1. W ogóle ta zima ma do siebie to, że jest ciepła, ale najczęściej z umiarkowanym lub wręcz słabym przepływem W. Czasami jest on zaburzany składową N, jak i S, ale w sumie nie na długo. Przede wszystkim nie mieliśmy trwałego i wyraźnego osłabienia adwekcji z SW/W/NW, czyli z kierunków zdecydowanie “morskich”. A przy tym na NW/N/NE od Polski zdecydowanie częściej gnieździły się niże, niż wyże (pomimo najczęściej niezbyt silnego przepływu W).

            Co do tego ewentualnego ochłodzenia za ok. tydzień słuszne spostrzeżenia @Młody. Chciałoby się rzec: pewnie modele ponownie z tej blokady (wyraźnego osłabienia) przepływu W się wycofają. Jeżeli stałoby się inaczej (jak np. w rannej prognozie ECMWF) to byłoby to raczej wyjątkiem, niż potwierdzeniem reguły z kończącej się obecnej zimy…

  74. Wczorajsza anomalia to +6,5K (ref. 1981-2010), natomiast bieżąca za luty przekroczyła już +3K. Póki co tylko jednego dnia w lutym spadła symbolicznie poniżej zera (dnia 05.02).
    Chciałbym mieć w najbliższych miesiącach i rocznikach więcej podstaw do przypuszczeń, że nie jest to wszystko sprawą jeszcze szybszego ocieplenia klimatycznego, bo sam styczeń b.r., luty/marzec ub.r., czy część roku 2017 – w połączeniu z wyraźnymi nadwyżkami ciepła z wielu pozostałych miesięcy – to zdecydowanie za mało…

    1. @Lucas, generalnie się zgodze z Tobą, ale dziwi mnie ze najwiecej o tym mówisz zawsze… w lutym i w marcu, czyli w miesiącach w których generalnie najbardziej porządane są anomalie na plus.
      Ja powiem szczerze, ze bardziej bym chciał “zauważyć” przystopowanie GLOBALNEGO ocieplenia, a nie lokalnego. Bo samo lokalne ochłodzenie niewiele pomoże, lepiej by regiony gęsto zaludnione nie były zbyt chłodne- bo wtedy tylko więcej CO2 idzie do atmosfery. Co już tłumaczy to wieluuu ludzi- ja, Marcin, Chochlik…

      1. Nie wiem tylko, czy zauważyłeś, że wraz z ociepleniem na umiarkowanych szerokościach Eurazji od razu średnia globalna ponownie zaczęła wyraźniej iść w górę.
        A to, że teraz ponownie o tym więcej piszę wynika z tego, że luty zaczął rodzić mój niepokój, czy aby czasami ponownie nie idziemy drogą roku 2018 (w ogólności, nie wnikając w szczegóły), tylko ze startem wyraźniejszych dodatnich anomalii jeszcze o prawie 2 miesiące wcześniej…

      2. Jeszcze jedno…
        U nas zimowe Tavg (za wiele sezonów) to i tak przeważnie -3/0°C – a nie rzędu np. -10°C jak można byłoby wywnioskować rozpatrując tylko wyraźniej chłodniejsze okresy. Zmiana średnio (za wiele lat/dekad) Tavg do poziomu 0/+3°C nie oznacza jakieś radykalnej poprawy odnośnie konieczności grzania. Natomiast z dużym prawdopodobieństwem może być efektem ZDECYDOWANYCH zmian klimatycznych na całej planecie.
        A te dotyczą także np. okresów letnich, kiedy mamy fale upałów/duchoty/susz, jak i innych jeszcze bardziej zaludnionych obszarów naszej planety.
        Nie ma takiej opcji, aby u nas np. za 5-10 dekad (i więcej) znacząco ociepliły się tylko zimy, bez zmian o innych porach roku, jak i zmian na całej planecie (w tym zwłaszcza w Arktyce). Zresztą “nie daj Panie Boże” jakby anomalie z tej zimy w strefie zwrotnikowo-równikowej przeciągną się na kolejne miesiące. Będziemy mieli wówczas “Australię” z ostatniego lata na znacznie większym obszarze planety i co gorsza znacznie bardziej zaludnionym…

  75. No i w końcu się doczekaliśmy na Mazowszu całkowicie pochmurnej i dzięki temu przyjemnie cieplej nocy. Dzięki temu znośne temperatury są także nad ranem. Fajnie, ze podobnie jak wczoraj, znowu ma się w ciągu dnia rozpogodzic, o wiele lepiej niż we wtorek i środę, kiedy za dnia było pochmurno, a w nocy się rozpogadzalo.

    1. Na wyraźniejszą i dłuższą niż kilka/kilkanaście godzin poprawę pogody może liczyć chyba jednak tylko S Polski.

      1. No jak Mazowsze zaliczymy do S Polski… ;)
        Tu poprawa pogody zaczęła się wczoraj i potrwa co najmniej do soboty. 3 dni to jednak 48h, a nie kilkanaście….
        Jakoś mi się nie chce wierzyć by w kolejnych dniach się nie utrzymała, ale zobaczymy jak będzie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com