Historycznie #4: silne mrozy

Historycznie #4: silne mrozy

Większość mieszkańców Polski za wyjątkowo silne fale mrozów uważa przypadki, w których temperatury minimalne spadają na nizinach poniżej -20°C, jednak w naszym klimacie nie jest to nic nadzwyczajnego. O wiele rzadsze przypadki to te, w których progu -20°C nie przekraczają na nizinach temperatury maksymalne. W całym okresie pomiarowym 1951-2018 (możemy już bezpiecznie założyć, że taki przypadek w tym roku nie wystąpi) przypadki takie miały miejsce w 11 latach: 1954, 1956, 1963, 1969, 1970, 1978, 1979, 1985, 1987, 2003, 2006. Przy czym sezonów zimowych było takich 9. Najbardziej znaczące przypadki to te z lat 1956 i 1987, kiedy temperatury maksymalne osiągnęły wartości najniższe, a izoterma -20°C objęła swym zasięgiem największy obszar.

Najniższą temperaturę maksymalną odnotowano 31 stycznia 1956 r. w Suwałkach i wyniosła ona -26.1°C.

W 1956 r. największy zasięg temperatury maksymalne <= -20.0°C osiągnęły właśnie 31 stycznia. Pojawiły się one również 1, 8 i 9 lutego. 9 lutego temperatura maksymalna wyniosła -20.0°C i był to jeden z dwóch przypadków, gdy osiągnęła ona tę barierę.

W 1963 r. temperatury maksymalne spadały do -20°C w trzech dniach: 17,18 i 19 stycznia 1963. Najzimniej było 19 stycznia 1963 na stacji Topola-Błonie (-21.4°C), a temperaturę maksymalną niższą lub równą -20°C na największej liczbie stacji notowano 17 stycznia (10).

Znacznie mniej stacji notowało tak niskie temperatury maksymalne zimą 1969/70. Pojedyncze przypadki pojawiły się 31 grudnia 1969 (2 stacje), 31 stycznia 1970 (2 stacje) i 1 lutego 1970 (2 stacje). W tym ostatnim przypadku wartość temperatury maksymalnej w Pułtusku (-25.0°C) wydaje się jednak znacznie zaniżona i nieprawidłowa.

Kolejne przypadki wystąpienia temperatury maksymalnej <= -20.0°C wystąpiły w czasie słynnego ataku zimy z przełomu 1978 i 1979 r. Tak niskie temperatury panowały w dniach 30 i 31 grudnia 1978 (3 stacje) oraz 2 i 4 stycznia 1979 (po jednym przypadku). Najniższą temperaturę maksymalną odnotowano 30 grudnia 1978 w Lidzbarku Warmińskim (-21.7°C). Tego dnia rozkład temperatury maksymalnej był jednym z najbardziej niezwykłych w całym okresie pomiarowym (od 1951 r.). Równoleżnikowo położony front atmosferyczny, rozciągający się przez obszar znacznej części Europy dzielił Polskę na dwie części – południową, gdzie temperatury maksymalne wzrosły powyżej +10°C i północną, gdzie spadały one poniżej -20°C. Zbliżona, ale znacznie łagodniejsza sytuacja panowała w 2006 r.


Pojedyncza wartość poniżej -20°C została zarejestrowana 11 lutego 1985 w Prabutach (-20.1°C), w 1986 r. -21.0°C notowano we Fromborku, jednak dane z tej stacji sa najprawdopodobniej błędne.

Wyjątkowo dużo bardzo mroźnych dni notowano w styczniu 1987. Główna fala mrozów objęła Polskę w dniach 8 – 14 stycznia 1987:

Na kolejne tak mroźne dni trzeba było czekać aż do 2003 roku. Co prawda wg bazy danych IMGW temperatury niższe od -20°C panowały w dniach 25-31 grudnia 1996 w Grudziądzu, jednakże wszystko wskazuje na to, że są to pomiary błędne:

7 stycznia 2003 temperatury maksymalne niższe lub równe -20.0°C notowano na trzech stacjach.

Ostatnie temperatury maksymalne <= -20.0°C pojawiły się w Polsce 20 i 23 stycznia 2006 r. 21 stycznia 2006 nad Polską mieliśmy nad Polską znaczny gradient temperatur maksymalnych, był on jednak o wiele słabiej wyrażony, niż pod koniec grudnia 1978.

Najniższą temperaturę maksymalną w czasie fali mrozów z 2006 r. notowano w Suwałkach: -22.2°C 20 stycznia 2006). Po roku 2006 ani razu temperatura maksymalna nie spadła poniżej -20.0°C. Najbliżej tego było w roku 2012, kiedy 31 stycznia w Strzyżowie w najcieplejszym momencie dnia było -19.6°C. W ostatnich latach najzimniej było 7 stycznia 2017, kiedy w Białowieży notowano -16.3°C.

W całym okresie 1951-2018 wystąpiło zaledwie 25 dni, w których na polskich nizinach temperatura maksymalna spadła do -20.0°C lub niżej, co stanowi ok. 0.4% wszystkich dni w okresie zimowym (DJF). Dni takie pojawiały się głównie w styczniu i lutym, tylko w 1969 i 1978 pojawiły się również w końcówce grudnia. Najpóźniejszy przypadek mieliśmy 11 lutego 1985 r, a najniższą temperaturę maksymalną (-26.1°C) odnotowano 31 stycznia 1956 r. w Suwałkach. Niższe temperatury maksymalne notowano przed wojną – wg. rocznika meteorologicznego PIHM z 1929 r., 10.02.1929 temperatura maksymalna w Puławach osiągnęła zaledwie -26.4°C. Niewykluczone, że w najmroźniejszych dniach zimy 1928/29 miejscami temperatura maksymalna wynosiła -28°C.

Print Friendly, PDF & Email

197 Replies to “Historycznie #4: silne mrozy”

  1. Bardzo ciekawy artykuł. Mam pytanie w ramach niego – Jaki był wtedy stopień zachmurzenia podczas tych wyżej wymienionych dni kiedy temperatura maksymalna wynosiła ok i poniżej minus 20 stopni i i ile wynosiła wówczas amplituda dobowa (różnica pomiędzy tmax i tmin)?

      1. Dziękuje bardzo za informacje. Stosunkowo mało amplituda temperatura podczas tej fali siarczystych mrozów. Czy to przez wiatr? Czy możliwe, że gdyby nie było wówczas wiatru (5 m/s) czyli byłoby bezwietrznie to temperatura biorąc pod uwagę warunki (bezchmurne niebo, obecność bardzo chłodnego powietrza) spadłaby znacznie bardziej niż tylko minus 32*C?

        1. @Zbigniew

          A skąd różnica dobowa miałaby się brać gdy słońce świeci tuż nad horyzontem, powierzchnia jest biała (wysokie albedo), a brak chmur utrudnia adwekcję ciepła (chronionego przez te chmury przed wypromieniowaniem w kosmos)?

          PS. Tego rodzaju sytuacja wyżowa umacnia sama siebie (im zimniej tym silniejszy wyż, który uniemożliwia wnikanie cieplejszego powietrza z sąsiednich niżów). Słońce też nie rozgrzeje przed wiosną. Jedynym sposobem na koniec mrozów jest nadejście na tyle silnego niżu (najczęściej od zachodu) aby zepchnął wyż na wschód lub na północ.

          1. @Artic Haze
            Ale to pisze pan w kontekście Suwałkach czy całej Polski? Bo długość dnia w zimie się różni w zależności od regionu – w zimie na północy Polski dzień jest o godzinę krótszy niż na południu Polski.

          2. @Zbigniew

            Wszędzie w Polsce zimą dzień jest krótki, a słońce w południe mniej niż 20 stopni nad horyzontem.

            Energii słonecznej w grudniu Kraków (50 N) w warunkach bezchmurnych dostaje w grudniu tyle co Ocean Arktyczny (80 N) koło zrównania dnia z nocą w marcu i wrześniu. Czyli prawie nic.
            http://www.applet-magic.com/insolation.htm

            Arktyka traci średniorocznie ok 100 W/m2 wypromieniowanego w kosmos i zapewne Polska zimą podobnie (biorąc pod uwagę podobne nasłonecznienie). Jednak to jest średnia dla wszystkich warunków zachmurzenia, czyli w wyżu, bez chmur, znacznie więcej. Wg. Curry (1983) [1] w wyżu przez 14 dni temperatura przy powierzchni (1000 hPa) może spaść o 40 stopni. I nie jest to skutek żadnej adwekcji.

            [1] Curry J., 1983, On the formation of continental polar air, J. Atm. Sci., 40, 2278-2292, https://doi.org/10.1175/1520-0469(1983)040%3C2278:OTFOCP%3E2.0.CO;2

    1. Fale najsilniejszego mrozu oznaczają jednak przeważnie bardzo niską wilgotność powietrza (przede wszystkim bezwzględną). Zapewne częściej idą w parze z małym zachmurzeniem (lub wręcz jego brakiem) niż z dużym zachmurzeniem.

      1. @Lucas wawa

        Tak powinno być (ale statystycznie nie sprawdzałem). Teoretycznie jakieś stratusy mogą się czasem błąkać, szczególnie po wschodnich stronach wyżów, ale utrudniałyby one wypromieniowanie ciepła czyli nie byłoby aż tak zimno.

      2. @Lucas Wawa
        “Fale najsilniejszego mrozu oznaczają jednak przeważnie bardzo niską wilgotność powietrza (przede wszystkim bezwzględną). Zapewne częściej idą w parze z małym zachmurzeniem (lub wręcz jego brakiem) niż z dużym zachmurzeniem”
        Tak masz rację, ale przecież są wyjątki czyli gdzieś przy tak dużym mrozie np. na wschodzie może się nasunąć stratus, stratocumulus, itd i przykryć na jakiś czas w większości niebo. Ja takie pojedyncze przypadki występujące lokalnie znalazłem w styczniu 2003 czy styczniu 2006.

      3. W Europie często owszem, ale w Azji już niekoniecznie. W takim Ojmjakonie czy Jakucku temperatury maksymalne poniżej -20C panują niemalże ciągle w okresie DJF, ale niespecjalnie przekłada to się na bezchmurne niebo – często występują tam chmury z których delikatnie prószy śnieg, równie często pojawia się także zachmurzenie w cieniutkiej warstwie przyziemnej, gdzie występuje coś w rodzaju mgły połączonej z dymem.

  2. Jako mieszkaniec wschodnich Mazur wiem coś o tych temperaturach. Pamiętam te niespodziewane mrozy z 2006 r. Byłem wtedy w liceum. W pierwszy dzień tej fali wyszedłem po szkole z kolegą na zakupy. Nie spodziewaliśmy się tego. Po krótkim czasie chodzenia po mieście czułem, że odpada mi nos. Po powrocie do domu i spojrzeniu na termometr nie mogłem uwierzyć. Było jeszcze jasno, a temperatura spadała już poniżej – 20. Pamiętam też wtedy jak Jarosław Kret zapowiadał tego wieczoru pogodę na Jedynce ubrany w zimową kurtkę. Dla Suwalszczyzny prognozwali tem. min znowu – 20. Przy tak strasznych mrozach zauważyłem jedną rzecz. Jeśli temp. maks. w dzień podnosi się grubo poniżej -10, to musi być już silniejsze tłoczenie powietrza z dalekiej Syberii. Zapewne te najsilniejsze mrozy w histori Polski były połączone z silniejszym wiatrem. Tak było w 2006 roku. Nie dość, że było potwornie zimno, to jeszcze mocno wiało. Pamiętam, że wieczorem wyszedłem ociepać drzewka w ogrodzie i miałem dodatkowo kalesony. Jak mi dmuchnęło po nogach, to poczułem się, jakbym wpadł w przerębel.

      1. @Arctic Haze
        To skąd następuje adwekcja tak lodowatego powietrza, która przyczynia się do tych silnych mrozów jak przypadki wyżej wymienione?

        1. Tak jak w upały zwykle nie napływa do nas powietrze z Afryki, tak w mrozy niekoniecznie musi lecieć o okolic Omjakonu. Europejska część Rosji to dostatecznie duży teren aby w wyżu powietrze się wychłodziło.

        2. @Zbigniew

          Cały czas usiłuję wytłumaczyć, że mroźny wyż nad kontynentem sam wytwarza te mrozy metodą dodatniego sprzężenia zwrotnego wysokiego ciśnienia, braku chmur i niskiej temperatury. Nie ma skąd przyjść adwekcja zimna bo taki wyż zimowy jest zwykle znacznie chłodniejszy od Arktyki.

          Oczywiście nad Syberią jest taki całą zimną część roku ale to nie znaczy, że jeśli zdarzy się inny nad Polską, to importuje powietrze z Syberii. Zważywszy jak obraca się wyż, zimne powietrze zaciąga do Polski zwykle ze Skandynawii czy Arktyki, ale jak wspomniałem wewnątrz wyżu się ono dodatkowo ochładza.

  3. Bardzo ciekawy artykuł. Dość dawno nie uświadczyliśmy tak silnych mrozów (i dobrze). Ciekawe jak w całości zapisze się obecna zima, Grudzień już na pewno się nie zapisze jako chłodny, jeśli mógłbym wybrać między zimnym styczniem a lutym to jednak wybrałbym styczeń. Bo nie jestem fanem późnych zim jak w zeszłym roku, a zauważyłem że zazwyczaj gdy luty jest chłodny to marzec też… Tak było w tym roku, w 2005 i 2006 a w 1996, mieliśmy połączenie lutego 2012 i marca 2013. A w latach 1989, 1990, 2002, 2014, 2016 oba te miesiące były skrajnie ciepłe, albo chociaż bardzo ciepłe. Takich przypadków było oczywiście więcej ale już nie chcę mi się wszystkiego wymieniać. Wyjątkiem był rok 2012 gdy po bardzo mroźnym lutym mieliśmy bardzo ciepły marzec, i jeszcze na upartego luty 2013, przed słynnym marcem był w normie więc też można uznać za wyjątek. Nie mówię że te miesiące nie mają prawa być roznet bo może tak być, ale często oba są albo ciepłe albo chłodne. Ciekawi mnie czy kiedy kolwiek trafi się tak długa zima jak w 2013, tylko że przedwcześniej i będziemy mieli utrzymująca się pokrywę śnieżna od października/listopada aż do pewnego momentu zimy? Bo widzę że śnieg w grudniu zaczyna być coraz rzadszym zjawiskiem np. w 2006 i 2015 nie mieliśmy ani jednego dnia z pokrywą śnieżną, a za to w maju 2011 spadł śnieg… Zaczyna mnie martwić to że zazwyczaj zima zaczyna się w połowie stycznia a kończy późnym marcem albo jeszcze później…

    1. Co do ostatniego zdania…
      Nie przesadzaj. W ostatnich latach wlasnie wiosna się zwykle szybko rozwijała w marcu, wcześniej niż powinna. Sytuacje z 2018 i 2013 były dość wyjątkowe. W innych latach to już zwykle od połowy lutego prawdziwa zima była w mocnym odwrocie.
      A co do epizodów śnieżnych w kwietniu czy na początku maja, to tez tak samo się zdarzają co jakiś czas w październiku.

      1. Problem w tym, że ostatnio częściej w większym stopniu zimowe mieliśmy marce (2018, 2013) niż grudnie (ostatni tej skali 2012).
        Oby kolejne roczniki to odwróciły, bo na dłuższą metę nie jest to normalne (typowe)…

        1. Marzec 2018 może miał średnia ciut niższa od grudni 2014 i 2016, ale dni prawdziwie zimowych (avg<0) jednak mniej. Wiec bez przesady. Bardzo zimowy marzec byl w 2013, ale wtedy akurat grudzień tez. Od tamtej zimy (2012/13) przeważają wlasnie ciepłe lute i marce, tylko stycznie zazwyczaj przynoszą silne mrozy.

          1. Grudzień 2016? Może i był chłodniejszy od zeszłorocznego ale zimy sobie w ogole nie przypominam… Wiem że mieliśmy więcej zimnych stycznia niż lutych ale chodzi mi o to że zima przychodzi coraz później i na dłużej zostaje. Jedynie w latach 2014-2016 mieliśmy marce 100% wiosenne i nie było żadnych zjawisk zimowych wiosną (bo marzec 2017 też był ciepły, a o kwietniu myślę że nic nie muszę wspominać). A jeśli chodzi o grudzień to ten obecny i tak nie jest zły zwłaszcza na tle ostatnich lat (bardziej zimowo było w 2012 no i może końcówka grudnia 2014…). I w ten sposób jesień i zima kończą się dużo później niż powinny. A wiosną? W tym roku została całkiem pochłonięta zimowym marcem i letnim kwietniem i oczywiście majem. Nie mówię że co roku ma być taki grudzień jak np. w 2002 roku, ale kiedyś grudnie były o wiele bardziej zimowe i zima nie trwała tak długo (oczywiście były wyjątki). Opady śniegu owszem zdarzają się w październiku ale pytając miałem na myśli czy typowo zimowa aura może potrwać np. do lutego? Przypomnę spore opady śniegu w październiku 2015, a w grudniu nie było ani jednego dnia że śniegiem :). (Choć swoją drogą już wolę skrajnie ciepły miesiąc niż odwilże co tydzień…)

          2. Zima coraz dłużej, no tutaj to mnie rozbawiłeś. Tylko jakimś cudem liczba dni z całodobowym mrozem systematycznie spada.
            Ref 51-80: 38 dni rocznie; 61-90: 36 dni; 1971-2000 już tylko 31,1; 1981-2010 tutaj trochę więcej 33,3 ale już 1991-2018 zaledwie 30,8 i jest to najniższa wartość. Średnie temperatury miesięcy zimowych także systematycznie rosną i co ciekawe najwolniej się ociepla…grudzień. Ma on prawie taką samą tavg jak 40 lat temu podczas gdy styczeń ocieplił się z prawie -3*C do -1,4*C.

            A co do marcowej zimy to bieżąca dekada jest dużo biedniejsza od ubiegłej, bo całodobowe mrozy w marcu pojawiały się u mnie w 2010, 2013 i 2018. W pozostałych marcach nie było ani jednego takiego dnia. Marzec 2010 byl w normie, te mrozy z początku równoważyła majowa pogoda pod koniec. Jedyne chłodne marce w tej dekadzie to 2013 i 2018. Dla porównania w latach 60 było ich aż 6, z czego 3 zimniejsze od marca 2013. To była dekada o największej dominacji ujemnego NAO więc nie ma co się dziwić że wtedy w marcu przeważnie nadal trzymała zima. Dodatnie NAO zaś oznacza marce ciepłe, często zupełnie pozbawione mrozów (tmax poniżej 0), o sporej liczbie ciepłych dni 15-20 st za dnia.

          3. @alewis27 “najwolniej ociepla się grudzień” Hahaha teraz to ty mnie rozbawiles. Co za bzdury, jak już któryś miesiąc najmniej się ocieplił to na pewno październik (ostatnio wystąpiły bardzo zimne w 2015 i 2016, wcześniej w XXI w. Mieliśmy serie bd. Zimnych październików, a w 2003 mieliśmy najzimniejszy październik po II wojnie światowej). To już styczeń się mniej ocieplił. Od 2013 roku mamy serie bardzo ciepłych grudni. Weź cały XXI wiek przed 2015 rokiem najcieplejszy grudzień wystąpił w 2006, jeszcze ekstremalnie ciepły wystąpił w 2011, i też dość ciepłe grudnie mieliśmy w 2003,2004,2008. Naprawdę mroźne grudnie były tylko w 2002 i 2010, bardzo zimne w 2001 i 2012 i normalne mieliśmy 3 razy. A styczeń? W 2010 r. Był to najzimniejszy miesiąc aż od 1987… A artykułu chyba nie przeczytałeś bo widać jak silne mrozy mieliśmy w 2003 i 2006. W 2017 bardzo silne mrozy mieliśmy na południu kraju, jeszcze znajdzie się kilka mroźnych stycznia XXI wieku: 2004,2009,2013,2014(głównie na północy kraju, na płd. Był ciepły) i 2016. Naprawdę ciepły styczeń wystąpił w 2007 myślę że wiesz że był najcieplejszy w historii pomiarów :). Rok później też był ciepły potem 2015, 2018 i jeszcze w 2005. Reszta stycznia była lekko ciepłe)w normie. Najdłuższa seria ciepłych stycznia wystąpiła w latach 1988-1995, dzisiejsze stycznie póki co im (na szczęście) nie dorównują. Przepraszam że się rozpisalem ;)

    1. Tata opowiadał mi ostatnio o tej zimie, że zapamiętał z niej głównie jeden epizod, początkowy.
      Któregoś dnia (prawdopodobnie 2 stycznia 1979) wracał z pracy do domu na nogach. Było zimno ale bezśnieżnie. Na ulicy gdzie mieszkał było wtedy jeszcze niewiele domów, dookoła rosło pełno drzew ograniczających widoczność. W pewnym momencie zauważył jak zza drzew wyłania się wyjątkowo ciemna chmura. Mówi że była wręcz czarna, jak przed nawałnicami w lecie, tak że możnaby oczekiwać że zaraz zacznie się burza. W momencie zrobiło się ciemno jak późnym wieczorem, choć było to najpóźniej o 15:00. Wtedy aż przystanął z wrażenia, to stało się tak nagle i niespodziewanie, a wtedy z chmury zaczął padać śnieg. Sypało tak gęsto, że nie było wcale widać świata, nawet trudno było trafić do domu. Ja pamiętam jedno takie zdarzenie z ciemną chmurą i dużym atakiem śniegu – 13 stycznia 2012,ale to inna temperatura i inny przyrost pokrywy śnieżnej. Zdarzenie z 1979 roku to musiało być coś naprawdę niezwykłego.

    2. Na pd RP ( Bieruń okol. Katowic) ta zima niczym nadzwyczajnym się nie wyrózniła poza długościa trwania pokrywy śnieżnej – do 11 marca 79; jej wysokością 40 cm – 1lutego 79 . Najbardziej spektakularny był jednak napływ chłodnej masy – trzydziestego grudnia ok 7 rano w Tychach na 2 m było -5C a na 11 pietrze +4 wszystko przy marznącym deszczu.

      1. O ten właśnie napływ chłodnej masy pod koniec grudnia 1978 roku mi chodzi. To było bardzo ciekawa sytuacja meteorologiczna i fajnie by było zobaczyć o tym artykuł.

  4. Fala mrozów z 2006 też była odbierana różnie w zależności gdzie kto mieszkał. Zachód i południe kraju dość długo się przed nią broniło, w dniach 20-21 stycznia w tych regionach pojawiła się jedna z bardzo niewielu odwilży w tym miesiącu. Słaba bo słaba, ale w tym czasie na wschodzie i północy temperatura krążyła wokół -20 stopni za dnia. Mrozy się rozlały po całym kraju 22 stycznia, te tmaxy są z godziny 18 UTC poprzedniego dnia. Sam dzień 22.01 był prawie tak samo zimny jak 23.01, tmax między 6 a 18 UTC wyniósł -16,8C. Zimno było jeszcze 23 i 24 stycznia, potem ten mróz coraz słabszy, 27 stycznia już był tylko -1 stopień w dzień, większy mróz już tylko nocami był (przeważnie koło -18). Także porządnego mrożenia poniżej -10 w dzień to były całe 3 dni, wielka mi fala mrozów. Inaczej w NE części kraju gdzie zimno było przez tydzień albo dłużej.

    Fala mrozów z 2012 już była inna, trwała mniej więcej tyle samo w całym kraju.

  5. Jedne fale silniejszego mrozu mogą imponować amplitudą (ekstremalnie niska temperatura), inne głównie trwałością. Podobnie jak z falami upału latem

    Najmroźniej robi się gdy wyż znad Arktyki (z początku niekoniecznie silny i rozległy) “zsunie się” nad naszą część Europy, gdzie się jeszcze umacnia. Najmroźniej robi się w jego centrum. Podobnie może być z wyżami znad Syberii – z tym, że te pojawiają się rzadziej, za to są rozleglejsze i zazwyczaj trwalsze.

    I jeszcze jedno… Poklikałem sobie po mapkach z różnych okresów kiedy mieliśmy fale silniejszego mrozu. I wcale nie ma reguły, że nas takowe dotykają tylko/głównie gdy N Atlantyk jest mało aktywny. Nierzadko jest tak, że mamy cyklogenezę na oceanie, a niże przemieszczają się nad Arktykę lub morza S Europy – wobec rozrastania się mroźnego wyżu nad środkową Europą. Dopiero silniejsza i trwalsza cyrkulacja W (a zwłaszcza WSW) z wyraźniejszym prądem strumieniowym i seriami niżów zmierzających znad Morza Norweskiego/Północnego nad Bałtykiem nad NW Rosję to wyklucza.

  6. Najciekawiej wygląda ta mapka z 30.12.1978. Na północy prawdziwa zima, a na południu silna odwilż. Latem tego typu sytuacje kojarzą się z niżem genueńskim (jeżeli się mylę to proszę mnie poprawić). Pamiętam jak w któreś lato było tak, że na północy i zachodzie Polski panowała jesienna aura z tmax<20 stopni, z kolei na południowym wschodzie były tropikalne upały z silnymi burzami, a była to strefa opadów nasuwająca się od południowego wschodu.

    1. @Fkk

      To miało związek z intensywność opadów sniegu. Front to nie tylko linia na ziemi, ale także ukośna powierzchnia w atmosferze. Ciepłe i wilgotne powietrze, zalegające nad napływającym poniżej zimnym z północy było źródłem tych olbrzymich ilości śniegu.

  7. -26.1 w ciągu dnia robi wrażenie. Z tego co widziałem tylko właśnie w Suwałkach od 1951 roku i tylko raz temperatura maksymalna wzrosła poniżej -25 w dzień. Na zachodzie kraju najniższe temperatury maksymalne generalnie wahały się już między -15 a -20 stopni, zaś nad samym morzem między -10 a -15. Na pewno nie można wykluczyć jeszcze tak niskich temperatur maksymalnych pomimo ocieplenia klimatu.

  8. Jak patrzę na te mapy, cieszę się że klimat się jednak ociepla. Przy takich temperaturach w wielu budynkach pojawia się problem z dogrzaniem ich, nawet przy nastawianiu (ładowaniu) pieców na full. Może dlatego kiedyś instalowano tylko piece kaflowe, a nie robiono centralnego. Zwłaszcza, że domy robiono z cegły i kamienia, bez żadnych mat i styropianów. Kiedy były najsilniejsze mrozy, ludzie przebywali i spali w pobliżu pieców. Jednak wadą tego rozwiązania jest to, że mocno ciepło było przy piecach, ale chłodno w oddaleniu od nich. Centralne stabilizuje ciepło w całym domu, ale przy zbyt niskich temp. zewnętrznych w budynku robi się nieciekawie. Dlatego jak widzimy te stare ceglane budynki czy gmachy jest tylko goła cegła i nic poza tym.
    Takie niskie temperatury mogą już nie powracać. Przebywanie na zewnątrz jest bardzo niekomfortowe, a pracowanie na tym mrozie jest udręką. Ale dla mnie najzimniejsze dni, jakie przeżyłem to środek stycznia 2014 r. Chyba przez tydzień na Mazurach temp. maks. nie podnosiła się powyżej -10 st. Bywało nawet -15. Ale przez ten okres ze wschodu wiał porywisty wiatr. Pracowałem wtedy na zewnątrz. Okropieństwo. Po ok. 10 min nie można już było mówić. Wargi sztywniały. A po 0,5 godziny trzeba było szukać jakiegoś pieca, żeby chociaż skostniałe dłonie ogrzać.

    1. “Jak patrzę na te mapy, cieszę się że klimat się jednak ociepla.”

      ->>> Twoja ocena jest zbyt wybiórcza, bo nie uwzględnia specyfiki obecnego ocieplenia klimatycznego. Jak ktoś z powodów pogodowo-klimatycznych, na jakimś obszarze i jakiś warunkach, nie “wyrabia” to są (z grubsza) 3 opcje:
      – wymieranie populacji na tych obszarach,
      – “zakasanie rękawów” i działanie (obecnie mamy coraz lepsze technologie izolacyjno-grzewcze + ubrania izotermiczne, itd.),
      – przeprowadzka na obszary, na których klimat jest łatwiejszy do życia (w różnych aspektach).
      Uzupełnijmy jednak, że gro problemów rodzi się także, gdy temperatury są zbyt wysokie względem komfortowych – a skala problemów przy każdym 1 st. powyżej tego progu jest adekwatna skali problemów generowanych przez 3-4 st. poniżej niego (choć oczywiście są one różnej “maści”).

      Samo zaś ocieplenie w obecnych realiach nie jest dobre głównie z uwagi na jego globalność, nienaturalność i szybkość wobec dotychczasowych zmian klimatu na Ziemi. Tylko trzeba to lepiej zrozumieć, a nie postrzegać problem tylko krótkowzrocznie, tzn. z perspektywy “tu i teraz”.

      1. Szanowny Panie Lucas Wawa. Nie zaprzeczam, że mój optymizm dotyczący ocieplenia klimatu jest lekko egoistyczny. Tam, gdzie mieszkam jak na razie miesiące letnie są dla mnie po prostu ciepłe. Północny Wschód broni się jak razie latem przed zbyt intensywnymi upałami skutecznie. Jak na razie przekroczenia 30-tek u mnie po każdym lecie można policzyć na palcach jednej ręki. A właściciele pensjonatów i wczasowicze powiedzą, że tych letnich dni latem mogłoby być trochę więcej.
        I przede wszystkim… Skąd możemy wiedzieć, że obecne ocieplenie nie jest zjawiskiem naturalnym i nieuniknionym? Do cieplejszego klimatu przystosujemy się. Trzeba tylko zdrowszy tryb życia prowadzić, jak w krajach śródziemnomorskich. Zauważyłem, że podczas upałów cierpią raczej grubasy, nadciśnieniowcy i pijaki. Ja jestem szczupły, nie jem cukru i mięsa. 35 st. w cieniu i praca na słońcu mi nie straszna. Abym tylko wodę miał. A wieczorkiem po takim dniu można sobie na hamaku pospać w ogrodzie. To jest lato….

        1. Cytat @ z Mazur :,,Skąd możemy wiedzieć, że obecne ocieplenie nie jest zjawiskiem naturalnym i nieuniknionym? Do cieplejszego klimatu przystosujemy się. Trzeba tylko zdrowszy tryb życia prowadzić, jak w krajach śródziemnomorskich” Nie uznajesz naukowego faktu AGW ,które gdy nie będziemy bardzo szybko redukować emisji CO2 doprowadzi w ciągu 80-150 lat do globalnej katastrofy klimatycznej zagrażającej w poważnym stopniu Ludzkości i całej biosferze Ziemi?

        2. @Z Mazur
          Widzisz… Ty obecne zmiany klimatyczne traktujesz jako swojego rodzaju regulator parametrów wpływających na komfort, a które to działają lokalnie i w każdej chwili łatwo zmienić. Klimat ziemski i jego obecne zmiany to zupełnie coś innego. Ludzie niesamowicie niszczą planetę, a jednym z tego przejawów jest właśnie AGW. Ty piszesz z własnej perspektywy, a czy np. nie pamiętasz co działo się tego lata w Szwecji? Albo niedawno temu w Kalifornii? Czy naprawdę musiałbyś czegoś takiego doświadczyć – albo tego co u nas miało miejsce w Kujawsko-Pomorskim w sierpniu 2017 r. – aby uznać, że obecnie zmiany nie są “poprawą” klimatu Ziemi? A one takie zjawiska będą potęgowały. Zresztą sama nienaturalność i szybkość zmian jest godna potępienia.

          1. @Lukas Wawa. Skąd ta pewność, że obecne ocieplenie jest wynikiem tylko działalności człowieka? I jeszcze widzę, że według wielu to prosta droga do zagład ludzkości. Za duże filmów s-f chyba niektórzy oglądają. Kilka lat temu sprawdzałem, jakie w mojej okolicy robili odwierty geologiczne do pracy magisterskiej. Kilka kilometrów obok mojego domu zrobili odwiert ponad 200 m. Głęboko odkryli szczątki gęstych lasów. Analiza pyłkowa pokazała, że teren porastały gęsto bukszpany i jodły. Rośliny te preferują łagodniejszą wersję klimatu umiarkowanego. Skąd więc wiadomo, że to oziębienie trwające do lat 80 ub. wieku nie jest czymś nienormalnym, a teraz po prostu klimat wraca do tej normalności?

        3. “Zauważyłem, że podczas upałów cierpią raczej grubasy, nadciśnieniowcy i pijaki.”
          Twój argument to inwalida, jestem szczupły, wysportowany, zdrowo się odżywiam i upały znoszę bardzo źle, za to uwielbiam mróz i zimowe kąpiele w jeziorze. Komfortowa temperatura dla mnie to temp w przedziale +25°C/- 10°C.

  9. Lucas WAWA… Jak przeczytałem twój komentarz, to co może chciałbyś w Polsce -30 przez 3 miesiące i wtedy byłoby ok? Czy wolisz tak jak teraz? Ręce nie marzną, można wyjść w bluzie, umyć auto itp? Jak tak lubisz mrozy to na Syberię może? Mam na to wyj.bane że klimat się ociepla, ważne że w zimie jest ciepło :)

    1. Niczego nie będę pochwalał w kontekście obecnych nienaturalnych zmian klimatycznych (AGW). To nie jest żadne “dobre rozwiązanie”. Proszę Cię tylko, abyś nie wypaczał mojego wpisu (a co robisz).

      Natomiast Tavg u nas zimą to przeważnie -3/0°C (a coraz częściej nieco powyżej 0°C) – więc nie przesadzajmy z popadaniem w skrajności. Równie dobrze mógłby się Ciebie zapytać, czy tak marzysz o tych 40°C latem…??? (z podtekstem “poprawy” klimatu w tle).

  10. Pamiętam 22 stycznia 2006r. (niedziela) i późniejszą noc – najzimniejsza doba w moim życiu. Akurat największe mrozy były wtedy w centrum (Sulejów, Toruń), a nie w Suwałkach.
    A jak to się ma do obecnych zim? Ano nijak. Jeśli już mowa o minimalnych temperaturach maksymalnych, to pamiętacie jak rok temu we Wrocławiu temperatura maksymalna nie chciała spaść poniżej 0 aż do 6 lutego? Był nawet o tym wpis tutaj.
    Tej zimy też póki co nie było ujemnej Tmax we Wrocławiu, a “problem” z całodobowym mrozem ma też Szczecin. Taka to “zima” na W Polski w grudniu.

    1. Zauważmy tylko, że “tamta” zima (z 2005/6 r.) nastąpiła po jeszcze bardziej “tamtejszych” zimach z przełomu lat 80′ i 90′ XX wieku. A i wówczas nie brakowało sugestii, że śnieg i mróz zimą będzie już pieśnią przeszłości…

      Do czego się to wszystko sprowadza? Zakres zmienności Tavg-dobowej w okresie zimy (w skali kraju) nawet obecnie jest rzędu 10-20 razy większy od skali ocieplenia klimatycznego liczonego od połowy XX wieku.

    2. W Łodzi najchłodniej za dnia było w niedzielę 22 stycznia (równe -20C o 12UTC), ale, że była to akurat niedziela to w ludzi za bardzo to jeszcze nie uderzyło. Ciekawiej było następnego dnia, kiedy wszyscy wracali do pracy i do szkół (przynajmniej do tych w których nie odwołano zajęć). Ja wówczas odpuściłem sobie poranne zajęcia, ale zamiast tego pojechałem po południu załatwiać jakieś sprawy na mieście. Pamiętam, że miałem wówczas jaki telefon Phlipsa, który mimo pełnej baterii i noszenia w kieszeni spodni w pewnej chwili zawiesił się i przestał działać. Myślałem, że padł na amen, ale okazało się, że po kilku h leżenia w domu zaczął działać ponownie. Mrozy ze stycznia 2010 ani z lutego 2012 nawet nie zbliżyły się intensywnością do tych ze stycznia 2006. Przez 2-3 dni było wówczas 7-8 stopni zimniej, a cały okres fali silnych mrozów ograniczył się do 7-8 dni.
      Warto też zwrócić uwagę, że w niedzielę 22 stycznia wiał wiatr. Przykładowo na stacji w Łodzi o godz 8UTC notowano T2M -22,4C wilg. 76% oraz wiatr śr 18 km/h, co wg. kalkulatora temp. odczuwalnej daje wynik -42,9C. Było to więc o całe 5 stopni mniej niż wynosiła temp. odczuwalna wieczorem 1 grudnia 2010 (-12,6C przy 85% RH oraz wietrze 10m/s).

      1. to w Katowicach styczeń 2017 “zaskoczył” siłą mrozu bo tmin była tylko 0,8 wyższa niż w 2006 roku, a średnia dobowa ok. 3 stopnie wyższa.

        A w 2006 było super. Bezchmurne niebo, 30 cm śniegu, taka zima widać że to zima a nie jakieś popłuczyny. Dzisiaj mija u mnie 20. dzień bez słońca pod rząd, naprawdę mam już tego dosyć i przyjąłbym nawet -20 stopni jakby miało być biało i pogodnie.

        1. Właśnie takie zimy jak w 2006 roku sprawiają, że wskutek sprzężenia zwrotnego (większe emisje CO2 aniżeli przy zimach atlantyckich) szybciej znikają, hehe.

          1. A klimatyzacje latem emisji nie powodują? Energia potrzebna jest nie tylko do ogrzewania. A co z przemysłem, różnego rodzaju urządzeniami, transportem, itd.?
            To jest właśnie krótkowzroczność Twojego myślenia…

          2. Tyle, że w Europie prawie żadne mieszkanie/gospodarstwo nie ma klimatyzacji a ogrzewać na N od Alp/Karpat trzeba wszędzie i to dużo/długo.

          3. @FKP
            Nie byłoby aż takiej potrzeby jakby klimat z grubsza pozostawał bez zmian. Zobacz jednak co dzieje się chociażby podczas fal upału na S Europy? A oni przecież do tych są lepiej przysposobieni.
            A masz np. na względzie w jakich warunkach powinny pracować nasze komputery/serwery? Albo być przechowywane produkty spożywcze, czy leki? Albo co przeżywają osoby mające problemy z krążeniem, czy w ogóle w szpitalach przy zbyt ciepłej i “żarówiastej” pogodzie, gdy brak klimatyzacji? Nie wspominając już o naszych pojazdach.
            Pierwsza wyrwa na nowo wybudowanym moście N w Warszawie nie powstała po zimie, tylko po lecie (zbyt silne nasłonecznienie wespół z wysoką temperaturą). Z tego samego powodu pękła też linia zasilająca trakcję na S kraju przecinając elektrowóz…

          4. Przecież w tegorocznym lecie nie było upałów ani gwałtownych zjawisk pogodowych, pogoda była wyjątkowo stabilna i przewidywalna. Jeśli temp. śr. jak na Węgrzech za komuny wespół z normalnym latem silnym nasłonecznieniem powoduje w Stolicy jakiekolwiek problemy to nie mamy o czym gadać.

          5. “Przecież w tegorocznym lecie nie było upałów”

            Było kilkanaście upalnych dni przecież.

          6. No były, ale na Mazowszu ich nasilenie było małe, w Warszawie naj. t. maks. to 32,4 st..

          7. @FKP
            Tegoroczne lato było dobrym przykładem na to, że męczące nie muszą być tylko upalne ekstrema, co ich długość oraz parność (zwłaszcza te z tropikalnymi nocami).

            Generalnie jednak, niczego co ma związek z obecnym AGW nie traktuję jako “poprawy” klimatu – chociażby z uwagi na podłoże i dalekosiężne skutki tych zmian.

          8. @lucas
            W zasadzie w tym roku (jeśli chodzi o lipiec i kawałek sierpnia) to wlasnie najgorsze były nie temperatury maksymalne (te to dość mizerne, w dużej mierze dzięki konwekcji), co temperatury minimalne i do tego wilgotność powietrza. Patrząc tylko po jakże „ulubionym” parametrze tmax to faktycznie nie było tak źle.

          1. To jakaś stara norma, nie da się znaleźć dokładnie skąd pochodzi i czy ma jakieś podstawy (ISO/TR 11079:1993 się gdzieś przewinęło)… Aktualnie stosowany wzór na wind chill jest w linku który podałem, to też nie jest dokładne ale ma za sobą jakieś eksperymenty i jest w powszechnym użyciu, myślę że używa go też model UM. Także, wg aktualnej wiedzy naukowej RH nie wpływa na odczucie mrozu, a na tej stronie są absurdalne różnice między 30% a 90% (11C dla -12.6 10m/s lub 7C z 1 m/s). Wzór ze strony to chill = 37-((37-temp)/(0.68-0.0014*hum + (1/(1.76+1.4*Math.pow(wind, 0.75))))) – 0.29*temp*(1-(hum/100)) gdyby ktoś się spotkał…

  11. U mnie jest +6 C i słońce. Kolejny piękny ranek!! Chociaż wiem, ze zdjęć satelitarnych, zer to nie potrwa długo, na razie mam się czym cieszyć.

    A w skali Polski anomalia za grudzień osiągnęła dziś +1,68 K. Ktoś ma jeszcze wątpliwości, że idziemy na rekord? Nadal nie wiem, z czego tu się cieszyć ale poniósł mnie ogólny entuzjazm.

    1. @A.H.
      Ja z takich zim byłbym o wiele bardziej zadowolony, gdyby chociaż w porze ciepłej częściej było ‘normalniej’ (np. wokół średniej 1981-2010). Niestety tak nie jest – co utrudnia mi bardzo cieszenie się głównie tym permanentnym “ciepełkiem”… Czasami się zapominam (jak ubiegłego lata), jednak szybko przychodzę po rozum do głowy – i to nie dopiero jak wokół mnie zaczynają płonąć lasy, albo wszystko jest zalane, albo mamy ogromne zniszczenia spowodowane połamanymi gałęziami, słupami, itd.

      Taka ciepła, spokojna i pogodna wersja zimy jest całkiem OK – byleby w znacznie większym stopniu miało to związek z lokalnymi czynnikami i warunkami pogodowymi, a nie z globalnymi zmianami klimatycznymi. Inna sprawa, że ostatnio bardzo rzadko jest pogodnie, nawet poniżej marnej grudniowej normy…

      1. A ja się ciepłem w zimie wcale nie przejmuję i nie boję się wtedy nawet największych anomalii. Bo co niby może mi się stać złego przy temperaturze 15 stopni w styczniu? To letnich upałów trzeba się bać jak już! Zimą jesteśmy akurat całkowicie bezpieczni.😉

        1. Nie jesteśmy. Zapominasz chyba o przyrodzie. Kilkanaście dni anomalnego ciepła w grudniu czy styczniu powoduje, że rośliny zaczynają przygotowywać się do rozwoju, a gdy przychodzi duży mróz pąki mogą zostać uszkodzone. Tak samo dzieje się z oziminami, które często nie są przygotowane na nagły mróz (najczęściej bez pokrywy śnieżnej). Nie wiem też czy wiesz, że zboża ozime do prawidłowego plonowania potrzebują odpowiedniej liczby dni z mrozem. Zima ze śniegiem i mrozem korzystnie wpływa na strukturę gleb.

          1. “gdy przychodzi duży mróz pąki mogą zostać uszkodzone”
            Kluczowe zdanie Twojego wywodu. Tak, to mróz powoduje straty, a nie anomalne ciepło w styczniu. Gdyby ten mróz wcale nie przyszedł i przez całą zimę było ciepło, to by przecież żadnych strat nie było!

        2. To są głupoty, na zachód od Odry mają jeszcze mniej tego dobrodziejstwa w postaci mrozu i śniegu a gleby, przyrodę, uprawy mają tam takie same jak u nas lub lepsze.

          1. @Fkp

            Tylko czy te “lepsze” uprawy to nie są właśnie odmiany nieodporne na mróz? U nas trudno takie stosować gdy nigdy nie wiadomo czy zimą będzie -20 C czy +10 C.

          2. Tylko, że u nas nigdy nie było wiadomo czy zimą będzie -20 czy +10, to jest właśnie kwintesencja tego klimatu, bywają i długie ciągi silnych mrozów i długie ciągi temp. rodem z marca.

      2. Zresztą i co do upałów nie jestem pewien, bo w Australii +40 stopni, padają rekordy, a ponoć ma być jeszcze cieplej, a jak pytali w telewizji plażowiczów kąpiących się w cieplutkim oceanie o ich odczucia, to ci ludzie nie wyglądali wcale na zmartwionych… Wręcz przeciwnie, cieszyli się jak dzieci ze słońca i gorąca.😁 Jedna Pani powiedziała nawet po polsku niczym Tom Hanks, który dostał malucha, że “jest fantastycznie”.😎

        1. To – dla równowagi – zapytaj wypoczywających teraz w górach czy są niezadowoleni z obecnej tam zimowej aury?

          Problemem nie jest ciepła aura zimą, tylko szerzej pojęte skutki jakie generują obecne zmiany klimatyczne. My ich negatywne strony będziemy poznawać zasadniczo podczas pory ciepłej – a na całym Świecie będą one przez okrągły rok.

  12. Prognozy NAO i AO dają ogromny plus na początku stycznia. Jest to zapowiedź dużego ciepła po tym incydenciku co jest zapowiadany na początek roku. U mnie od 25 grudnia permanentna chlapa. Resztki śniegu topią się powoli bo temp wzrasta max. do 3 stopni. Obecnie ok. 2 stopnie. W grudniu miałem ok. 10 dni stałej, ładnej pokrywy, reszta to brak albo breja. Kolejny marny grudzień. Duży plus za ilość opadów. W końcu strumyki żwawo płyną i wydają przez to przyjemne dla mojego ucha dźwięki. A i jeszcze są tu fani usłonecznienie to wczoraj miałem słońce z 2h, wcześniej nie wiem kiedy było, ale to i tak jest mi obojętne. Jasność daje śnieg i drzewa nim pooblepiane, a tego jak wspomniałem miałem 10 dni w tym miesiącu.

    1. Faktycznie zarówno indeks NAO i AO są na dużym plusie w I dekadzie stycznia. Ciekawe czy cyrkulacja strefowa utrzyma się dłużej niż tydzień? Faktycznie widać króciutki epizod zimowy z mrozem w ciągu dnia i opadami śniegu, a później ma przyjść po nim ocieplenie. Np. w styczniu 2015 np. najsilniejszy atak zimy był w ok 6-8 dnia tego miesiąca. Niby w III dekadzie stycznia 2015 sypał trochę śnieg i utworzyła się pokrywa śnieżna, ale to było przy temperaturach ok 0 stopni. A tak to przez większa część tego stycznia zimy nie było.

    2. Powiedzcie mi tylko dlaczego wybiegamy już w termin za ok. 10 dni, skoro była mowa, że skill obejmuje raptem 5-7 dni?
      Wiem, wiem, że skill dla NAO jest większy – co jednak nie zmienia faktu, że “potrafi” ono przechodzić na minusy nawet jak “powinno być” (niemalże) cały czas dodatnie…

      1. Może i tak, choć nie koniecznie, bo mimo że całkiem niedawno NAO było bardzo zmienne jednak teraz zgodność wiązek jest nadzwyczaj duża.

        1. Jest to jednak dopiero pierwszy dzień z prognozami aż tak dużego zwyżkowania NAO w 1. dekadzie stycznia (AO również, choć ono ma mieć słabszy spadek teraz). Na bardziej jednoznaczne oceny z tym związane trzeba jeszcze poczekać – zwłaszcza na ocenę trwałości i mocy cyrkulacji “atlantyckiej” po 05-06.01.

  13. @Arctic Haze … Ja może trochę z innej beczki pytanie, pewien osobnik udający kobiete na swoim blogu ten co przewiduje chyba przyszłośc z magicznej kuli.. piszę że czeka nas taka zima w drugiej połowie Stycznia… Czy pogodę można przewidzieć tak daleko? Jeśli nawet i tak, to są jakieś tzw. Płatne modele pogodowe ? Że faktycznie przewidują pogodę w 100% ?

    1. @Damiano

      Niewiele można przewidywać na więcej niż parę dni ale NAO zimowe jest wyjątkiem. Tak mocno zależy od wolno zmieniających się procesów w oceanie i stratosferze, że przewiduje się je dość skutecznie nawet na parę miesięcy naprzód (ale tylko zimowe!).

      I dlatego od paru miesięcy pisałem, że NAO będzie dodatnie a zima ciepła. Jest nieco mniej dodatnie niż przewidywałem, więc stawiam na ciepły styczeń (bo moja prognoza dotyczyła całej zimy grudzień-luty). Natomiast zaczynające się właśnie SSW może (ale nie musi) namącić w lutym. Zatem luty może być chłodny, ale trudno nazwać to pewnością.

  14. Przy okazji zimy – aktualnie mamy niestety już kolejny dzień bez Słońca (usłonecznienia) w większości kraju.
    Chciałbym zatem spytać jaki był najdłuższy okres bez usłonecznienia (0 h) notowany na stacjach meteo w Polsce ?

  15. Realizacja główna GFS od pewnego czasu, w prognozach na dni od 04.01 naprzód non-stop “ślizga się” po najcieplejszych opcjach:
    http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html?eps=warsaw
    I to ma to miejsce nie tylko w prognozach z godz. 0’UTC i 12’UTC (jak tutaj), co także z godz. 6’UTC i 18’UTC – przynajmniej tych z dni 27-28.12.

    Owszem, nie można wykluczyć także tych najcieplejszych opcji (w całej rozciągłości czasowej). Mój “podziw” bierze się głównie z powtarzalności tych prognoz, przy tak dużym rozrzucie realizacji – również (a może i głównie) w kierunku “mroźnym”.

    1. Mnie coś innego przykuwa uwagę:
      potężne prognozowane opady śniegu w “naszych” Karpatach w terminie do 7 dni – od wysokości 600-700 m n.p.m. akumulacja sięga 1 metra!
      Największe śnieżyce prawdopodobne 4 stycznia…

  16. Niesamowite! Teraz u mnie wyszło Słońce, po raz pierwszy od kilkunastu dni!
    I człowiek od razu lepiej się czuje.

    1. Tarcza słoneczna to nadal marzenie ale na GŚ pierwszy raz od 8 dni widziałem godz temu na zachodnim horyzoncie kawałek błękitu i to nie był miraż ;-)

        1. bryza? ee nie :-) o tej porze roku to chyba tylko lądowa.
          Bałtyk ma ok 6-7C pomaga to pewnie turbulencji która przy tym napływie przerzedza stratusowe najniższe warstwy

          1. @Tytus

            Dałem znak zapytania bo temperatura lądu i morza jest teraz bardzo podobna. W ogólności cyrkulacja bryzowa nie musi być dobowa, ale musi wynikać z różnicy temperatury ląd-morze [1]. Na Spitsbergenie istnieje przed dużą część roku stała bryza (całodobowa) dzięki różnicy temperatury Prądu Zachodniospitsbergeńskiego i lodowców. Esau i Repina (2012) [2] pokazali to dla jednego fiordu ale sądzimy, że to zjawisko dotyczy całej wyspy.

            Bryza, nie bryza ale od paru dni coś robi dziury w chmurach przy brzegu. Można by podejrzewać orografię ale wtedy to powinno być raczej na paśmie moren czołowych (wysokość do 300 m n.p.m.), a nie na brzegu.

            [1] Miller S. T. K., B. D. Keim, R. W. Talbot, and H. Mao, (2003), Sea Breeze: Structure, Forcasting, and Impacts, Reviews of Geophysics, 41( 3), 1011, https://doi.org/10.1029/2003RG000124

            [2] Esau I., I. Repina (2012), Wind Climate in Kongsfjorden, Svalbard, and Attribution of LeadingWind Driving Mechanisms through Turbulence-Resolving Simulations., Advances in Meteorology, 2012, 568454, https://doi.org/10.1155/2012/568454

          2. @zaciekawiony

            No właśnie. Pomysł Esaua (Rosjanin pracujący w Norwegii – kiedyś go poznałem) to zauważenie, że to co wcześniej uważano za wiatry katabatyczne jest naprawdę cyrkulacją bryzową. Różnica może dla niektórych subtelna ale to kwestia między innymi skali. I to właśnie rozwija Cisek i koledzy. Bo jeśli ta cyrkulacja obejmuje całą wyspę to na pewno nie jest to żaden wiatr katabatyczny.

  17. Jest szansa że bardzo dawno nie widziane słońce w okolicach Warszawy pojawi się ostatniego dnia tego miesiąca, aczkolwiek prognozy znów się zmieniły się na niekorzyść bo pokazują już ma być częściowo słonecznie a wcześniej miało być z przewagą słońca. Oczywiście nawet gdyby to był cały słoneczny dzień to odbioru tego miesiąca właściwie już nie zmieni. Nie mniej przy tych jałowych temperaturach już nie oczekuję jakieś zimy albo sporego ciepła w najbliższym czasie, ale na sam koniec roku przydałby się słoneczny dzień bo od wielu dni trzeba palić światło w domu przez cały dzień a przynajmniej na długo po wschodzie słońca i na długo przed zachodem. Odnosząc się do głównego wątku czyli temperatur maksymalnych na poziomie -20 stopni to przynajmniej ja wolałby przez kilka dni do tygodnia nawet takie temperatury i taką zimę niż to co mamy teraz. Grudzień zawodzi na całej linii i nie zmieniłoby już tego nawet ostatnie słoneczne dni. W styczniu interesują mnie 2 wersje pogodowe albo zimowa w każdej formie od łagodnej po ostrą, albo ekstremalnie/rekordowo ciepła ale znacznie większą ilością przynajmniej suchych dni i najlepiej słonecznych bo do tej pory najcieplejszy styczeń 2007 był dla mnie porażką. Najgorsze opcja to temperatury powyżej i przeciąganie nijakiej beznadziejnej pogody z grudnia ( grudzień 2018 za sprawą dni III dekadzie już na pewno dołączy u mnie w rankingu do najgorszych miesięcy jakie pamiętam, 2 poprzednie dekady grudnia też nie powalały ale były lepsze)

      1. Trwało to jednak na tyle krótko, że w dłuższej perspektywie nie zmieni to ogólnego obrazu miesiąca o którym pisze @anonim.

        1. Dla mnie bardzo dużo zmienia, to jest właśnie ta zasadnicza różnica.
          Ale cóż, każdy to inaczej odczuwa. Ja nie potrzebuje do szczęścia 4-6 godzin lampy zimą, potrzebuje za to jak najczęstszych rozpogodzeń, nawet na „chwilę” (a najgorzej znoszę takie ciągi jednolitego stratusa jak 22-26.11 w tym roku).

      2. To że w tych dniach słońce błysnęło na ileś tam minut w tych dniach nie zmieni ogólnego bilansu grudnia 2018, który jest bardzo pochmurny.

    1. Ten grudzień nie da argumentów tym co twierdzą, że zimą coraz częściej jest zarówno ciepło, jak i pogodnie/sucho…

      1. Potwierdza za to klasyczny i tradycyjny obraz zimowych ociepleń. Mam nadzieję, że w styczniu takiego Atlantyku pełną gębą jak w ostatnich dniach będzie zdecydowanie mniej. Takie zachmurzenie jak mamy w tym miesiącu nawet dla mnie jest totalną porażką i przegięciem. Problemem polskiego klimatu nie jest, jak piszą niektórzy “tragicznie niskie usłonecznienie” ale jego rozkład roczny. Gdybyśmy przez cały rok mieli zbliżone zachmurzenie do średniej rocznej myślę, że bym nie narzekał ani na lampę latem ani na egipskie ciemności zimą.

        1. u nas nawet latem jest dość duże zachmurzenie. Najmniej pochmurny miesiąc roku to sierpień, jego średnia wieloletnia krąży w okolicach 50% zachmurzenia (frakcja 4 – 4,1/8). Najbardziej pochmurny jest grudzień i ma frakcję ok. 6,1/8.

          W usłonecznieniu różnice są dużo bardziej dramatyczne, bo tutaj średnie są od 40h w grudniu do 250h w lipcu, czyli różnice aż 6x. Przy zaledwie 2x różnicy w długości dnia. No, na północy kraju trochę więcej niż 2x, tak z 2,5.

          Inna sprawa że od kwietnia do września nawet w pochmurne dni jest w miarę jasno za oknem, a jeśli już jest pochmurno to bardzo rzadko ma to miejsce dłużej niż 3 dni pod rząd (przypadki 04.2017, 07.2016 czy 09.2017 są wyjątkami, to się nie dzieje każdego roku – przykładowo w tym roku więcej jak 3 dni bez słońca nie było w ogóle od kwietnia do października). Zimą jak jest pochmurno i nie ma śniegu to jest ciemnica cały dzień.

          1. Przynajmniej ostatnimi czasy na Mazowszu częściej pojawiają się rozpogodzenia (lub wręcz pogodne niebo) przy ochłodzeniach lub po prostu chłodniejszych/mroźniejszych dniach. Wiem, że nie jest to regułą, ale i też tegoroczny grudzień nie “pomaga” statystykom, że jakoby to właśnie ociepleniom zimą coraz częściej towarzyszyła aura pogodna i sucha.

          2. Ostatnimi czasy to właśnie coraz bardziej popularne są zgniłe wyże. Wiec nie wiem skąd taka ocena.
            Taki pogodny i bardzo zimny okres jak w tym roku pod koniec listopada to w ostatnich latach spora rzadkość. A ocieplenia powyżej 10 stopni chyba w każdym przypadku przynosiły sporo słońca, lub przynajmniej duże rozpogodzenia.
            Tegoroczny grudzień takim statystykom właśnie pomaga. Szkoda, że nie zauważasz, w jakich dniach było wlasnie najbardziej „ponuro”.
            Albo grudzień 2012. Zimny i słoneczny. Ale tylko w teorii.
            W praktyce usłonecznienie wyrobiła bardzo ciepła ostatnia dekada. Do 19.12 były może 3-4 dni z jakimś słońcem.
            Także jak już to ta korelacja zimno=słońce wcale nie rośnie, tylko słabnie w oczach. 20-30 lat temu była ona jeszcze w miarę widoczna. Teraz już zupełnie.

          3. Najniższe temperatury w każdej z dekad grudnia b.r. zanotowano właśnie przy rozpogodzeniach – mowa o C Mazowszu. Miało to miejsce odpowiednio w dniach: 01.12, 17.12 oraz 24 (w tym w nocy 24/25.12).

            Mam świadomość tego, że zimą nie ma wyraźniejszej korelacji usłonecznienia z temperaturą (bo zachmurzenia z temperaturą jest dodatnia: średnio cieplej = średnio pochmurniej). Tu zwracam uwagę na to, że tegoroczny grudzień nie “poprawia” statystyk jakoby coraz częściej ociepleniom towarzyszyła poprawa pogody.

          4. Ale dwa najcieplejsze dni (8 i 28.12) też przynosiły przejaśnienia i rozpogodzenia.
            Obstanmy wiec już przy tym, że tej korelacji nie ma i w przypadku tegorocznego grudnia również jej jakoś nie widać. Zachmurzenie to co innego, bo rozpogodzenie nocne często powoduje spadek temperatury. (Nawet przy stosunkowo cieplej masie).

      2. @Lucas Wawa

        Można też dać w drugą stronę. Ten grudzień też nie dla argumentów tym co twierdzą, że przy mrozie częściej jest pogodne niebo (taki wyjątek od reguły) Tylko 1 grudnia był mroźny i pogodny ze słońcem. Epizod zimowy w II dekadzie grudnia był w większości z całkowicie zachmurzonym niebie (stratusami), także przy całodobowym mrozie. Największy zanotowany mróz w najcieplejszym momencie dnia w tym grudniu czyli minus 6-7 stopni na ścianie wschodniej Polski minął pod znakiem niskich chmur, a słońca nie było w ogóle.
        Przypomniała mi się pogoda w styczniu 2018 kiedy to podczas ociepleń było więcej słońca niż podczas epizodów zimowych kiedy mieliśmy do czynienia ze zgniłymi wyżami i przy całodobowym mrozie dominowały niskie chmury.

        1. Ale ten grudzień jest średnio ciepły i zarazem pochmurny + wilgotny. Czyli przynajmniej on jest raczej przykładem na to co piszę ja (a nie Ty).

          1. No dobra w odniesieniu do całego miesiąca zgadzam się, że jest ciepły, bardzo pochmurny i wilgotny. Ja tutaj odnosiłem się do pojedynczych epizodów, a nie oceny całego miesiąca.
            Chociaż zimne grudnie nie muszą być słoneczne co pokazał np. ekstremalnie zimny grudzień 2010 (który nigdzie nie przyniósł usłonecznienia powyżej normy). Wiem, że ten miesiąc jest usprawiedliwiany przez fanów zimy, że było wtedy dużo śniegu, i pochmurne niebo im nie przeszkadzało.

        2. Jak już mamy mówić o korelacji w grudniu posługując się argumentami skali całego miesiąca (co od razu mówię- właściwe raczej nie jest!), to chyba nie muszę przypominać, że najpogodniejsze grudnie to 2015,2013 i 2006. To już o styczeń taki trudniej, bo w tym wieku jedyny naprawdę pogodny i bardzo ciepły to 2008. Jeszcze 2018 w części kraju, ale w skali Polski był raczej dość przeciętny jeśli chodzi o „pogodność”. I styczeń to chyba jedyny miesiąc, gdzie nie widać korelacji ze silne ciepło jest pogodne.

    2. u mnie grudzień będzie rekordowo pochmurny. O ile w Warszawie czy na północy kraju były jakieś tam przejaśnienia, o tyle tutaj na południu ostatni dzień ze słońcem był 8 grudnia. Coś tam jeszcze wyszło 19 grudnia (na jakieś 15 minut) oraz 22 grudnia (przebiło się przez stratusa, nawet nie wyszło całkiem) też gdzieś na 15 minut. Miesiąc skończy z usłonecznieniem 7 godzin i zachmurzeniem powyżej 7,2/8,0. Jeszcze pochmurno to tam pal sześć, ale oprócz tego że jest pochmurno jest też ciemno, bo śniegu nie ma (jest go średnio jeszcze mniej niż w grudniu 2017). Grudzień 2017 był bardzo smętnym miesiącem ale trzeba mu przyznać że typowej jesiennej słoty nie było tam dużo, bo i nie padało w nim za dużo. A w tym grudniu pada dużo i to w 90% przypadków deszcz. Ostatnie 8 dni padało codziennie, sumy od 1 do 9 mm.

      Jak ma być ciepła zima to niech hula ten atlantyk porządnie (NAO >2.0) bo takie krążenie wokół neutralnych wskaźników to jest chyba najsmętniejsza patola jaka może być. Grudzień 2013 i 2015 miały zachmurzenia 5,1 oraz 5,5 czyli już nawet przyzwoite.

        1. Zauważmy jednak, że te cykle są z danych uśrednionych za 3-lata (czyli oceniane są nie pojedyncze sezony, a to co dzieje się średnio w interwałach 3-letnich). Poczekałbym jeszcze ze 2 sezony na zweryfikowanie ich “racji bytu”.

          1. Ja też do końca nie wiem czy ten cykl 8-letni się nie rozpadł pod wpływem wszystkich zakłóceń jakie wprowadzamy do klimatu. Trzeba by zastosować jakiś test statystyczny jego istnienia w najnowszych danych (np. ostatnie 24 lata aby były 3 całe cykle jeśli istnieją).

            Cykl jest prawdopodobnie pochodzenia atlantyckiego bo go widziano też w wartościach SST Północnego Atlantyku. Można tu zacząć debatować co wpływa na co (jest tego cała literatura) ale moim zdaniem pamięcią takiego cyklu musi być ocean jeśli nie istnieje wymuszenie z takim cyklem. A nie istnieje – wbrew pewnym artykułom polskich geografów, którzy “odkryli” się 8-letni cykl słoneczny, którego nie ma w danych.

          2. Pobawiłem się trochę serią zimowych NAO z danych NOAA na Climate Explorer. Cykl około 8 lat jest praktycznie niewidoczny po 1980 roku. A o istotności statystycznej lepiej w ogóle nie wspominać. Nic dziwnego, że prognoza oparta o ten cykl wysypała si już w pierwszym roku

          3. @Marcin
            Ale to też pokazuje, że ta ok. 8-letnia cykliczność nie ma (miała) związku tylko (głównie) z NAO.

          4. To prawie na pewno cykliczność położenia Golfsztromu Patrz np. ten artykuł:

            https://journals.ametsoc.org/doi/pdf/10.1175/EI-D-15-0025.1

            Niektórzy dopatrują się związku w odwrotną stronę ale poprawieni pozycji Prądu Zatokowego w modelach poprawia silnie liczbę blokad [1] (staje się podobna do obserwowanej) co pokazuje najlepiej co czym steruje.

            [1] Scaife, A. A., D. Copsey, C. Gordon, C. Harris, T. Hinton, S. Keeley, A. O’Neill, M. Roberts, and K. Williams (2011), Improved Atlantic winter blocking in a climate model, Geophys. Res. Lett., 38, L23703, https//doi.org/10.1029/2011GL049573.

      1. Pomiar zachmurzenia to jest akurat guzik warty. Ale zgadza się, ze grudnie 2013 i 2015 miały mocny Atlantyk i były cudowne (jak na grudnie).
        Średnie zachmurzenie to już wgl pic na wodę, średnie zachmurzenie piętra NISKIEGO ma już większy sens pomiarowy. Ale i tak ostatnio studiując ten pomiar godzinowy, zauważyłem spore błędy. Czasami jak u mnie były tylko chmury typu Ac (11.10,12.11 w tym roku) to pokazuje ze pojawiały się chmury niskie….

  18. Arctic Haze … Ja może trochę z innej beczki pytanie, pewien osobnik udający kobiete na swoim blogu ten co przewiduje chyba przyszłośc z magicznej kuli.. piszę że czeka nas taka zima w drugiej połowie Stycznia… Czy pogodę można przewidzieć tak daleko? Jeśli nawet i tak, to są jakieś tzw. Płatne modele pogodowe ? Że faktycznie przewidują pogodę w 100% ?

  19. Ludzie sie tu zastanawiali, rozpisywali czy będzie anomalnia 1,3 czy może 1,6 a to spokojnie będzie >2.0. Produkujecie się tu, czas tracicie i nic z tego nie ma. 0 pożytku.

    1. W ten sposób najlepiej nie tworzyć żadnych modeli prognostycznych, nie tylko pogodowych – bo przecież z góry wiadomo, że dopiero z czasem będą dawały one bardziej adekwatne wyniki (oceny).

        1. Też naciągasz – bo przynajmniej ja nigdzie np. do ok. 15-20.12 nie spekulowałem, czy miesiąc może jeszcze wyjść na “zero”, a tym bardziej poniżej tej granicy. A to, czy będzie w widełkach poniżej +1,5K, czy +1,5/+2K, czy powyżej +2K zaczęło się wyjaśniać dopiero po Świętach.

          1. Nie naciągam. Gdy fusy były ujemne po prostu nic nie pisałem ale po prostu czekałem aż się odwrócą. Jakoś nie miałem co do tego wątpliwości, wierząc w długofalową prognozę NAO, o której pisałem już chyba na początku września.

            PS. Plus to, że zaczęliśmy zwalczać pisanie o fusach więc nie chciałem dawać złego przykładu.

          2. Co tam we wrześniu. Prognozowałem tę ciepłą zimę już 20 sierpnia!
            https://meteomodel.pl/BLOG/kwiecien-lipiec-2018/#comment-93217

            PS. Z tym, że w tym roku prawie nie było tej zimnej plamy (tzn jest znacznie słabsza niż np. w 2015 roku) był, więc to musi być coś nieco bardziej skomplikowanego.

            Natomiast obecny rozkład anomalii SST na Atlantyku wygląda jak wzorcowy układ zapowiadający dodatnie NAO zimą.

            https://www.ospo.noaa.gov/data/sst/anomaly/2018/anomnight.8.16.2018.gif

            Czyli czeka nas raczej kolejna ciepła zima. Pamiętajcie bo czytacie to tu pierwszy raz!

          3. Ciekawostka jednak jest taka, że np. pamiętnego stycznia 2006 r. (o którym tu mowa) NAO wcale nie było wyraźniej i trwalej ujemne. Wahało się mniej więcej tak jak teraz od II połowy października. Okresowo mieliśmy też wyraźniejsze niże na N Atlantyku, a mimo wszystko doświadczyliśmy fali silniejszego mrozu. A co było z lutym b.r.? NAO było długo dodatnie i to więcej niż symbolicznie, co nie przeszkodziło w nagłej zmianie pod koniec miesiąca. Podobnie było zresztą z falą silnego mrozu podczas zimy 2011/12 – naznaczonej w przewadze dodatnim NAO.

            Nie neguję w ten sposób Twoich ocen. Wspominam o tym dlatego, aby uświadomić, że pogoda nie jest aż tak przewidywalna (z takim wyprzedzeniem) – nawet jak wiele na coś wskazuje.

          4. @Lucas wawa

            Bo korelacja NAO i temperatury w Polsce nie jest 100% nawet zimą. NAO tłumaczy prawie połowę międzyrocznej zmienności naszych zimowych temperatur, ale to tylko połowa.

            Jednak nawet 40% to dużo jeśli da się te 40% przewidzieć na parę miesięcy naprzód.

          5. Nawiasem mówiąc prognoza zimowego NAO robiona pod koniec sierpnia (ale bardziej fachowo niż ja to zrobiłem) ma lepszy skill niż GFS na tydzień naprzód. Dlatego warto liczyć się z długoterminowymi prognozami zimowego NAO.

          6. W ogóle także zimą “bezpieczniej” jest przewidywać, że ta będzie ciepła. Po pierwsze, cyrkulacja W/SW jest najczęstsza. Po drugie, żyjemy w epoce AGW. Z tym, że jak pojawia się odmiana (w kierunku mroźnym) to dodatnia nadwyżka ciepła może być dość szybko “zbita” w dół przez jeszcze bardziej ujemne anomalie podczas fal silniejszego mrozu. Przykładowo, gdyby fala mrozu w lutym b.r. pojawiła się o tydzień wcześniej, to wyszłoby jeszcze tak, że miesiące DJF miałyby Tavg zbliżoną do normy (przynajmniej 1981-2010 lub 1991-2017).

          7. @Lucas wawa

            Jest jeszcze jeden powód oprócz samego globalnego ocieplenia. Już tu o nim wspominałem. Zimowe NAO (to liczone przez NOAA z EOF-ów dla 500 hPa, które zwykle używamy) koreluje się istotnie z globalną anomalią. Tak, globalne ocieplenie wzmacnia u nas cyrkulację strefową, szczególnie zimą. A to może oznaczać, że niedługo naprawdę zimnych zim już nie będzie. Będą co najwyżej zimowe epizody.

          8. Ogólny trend ocieplenia także zim jest bezdyskusyjny. Podobnie jak i przewaga cyrkulacji W/SW zwłaszcza zimą. Fale silniejszego (a zwłaszcza ekstremalnego) mrozu zimą są coraz krótsze/słabsze – tu też pełna zgoda.

            Jednak zima i wczesna wiosna ma to do siebie, że nadal potencjalnie może przynosić najsilniejsze odchylenia od normy (rozpatrując w skali całego roku i w obu kierunkach). I głównie z tego będą wynikały te różne (ewentualne) “niespodzianki” – a jak okresowo będzie ich częściej to możemy mieć i takie sytuacje, że któraś z kolejnych dekad (a nawet okresów 30-letnich) będzie chłodniejsza od poprzedniej.

            Ale to wszystko oczywiście na tle tych ogólnych kierunków zmian, o których wspomniałem na początku.

    1. Jak wrócę do Poznania, sprawdzę czy już odnowiło się jezioro Zimna Woda. To małe śródleśne jeziorko w zagłębieniu morenowym, zasilane głównie przez wodę sączącą się spod piaszczystych pagórków. Na początku jesieni zupełnie wyschło mimo pojawiających się już opadów, co wskazywało na głęboką suszę.

  20. Czy to co widać w modelu GFS z godziny 6 w Rosji powyżej 240h to efekt SSW? Bo tam będzie według GFS mróz ok -40… Nie wygląda to ciekawie.. Czy efekt związany z SSW może objąć tylko teren Rosji a ominąć np. Europę?

  21. GFS już od pewnego czasu we WSZYSTKICH odsłonach w prognozach na dni od 03-04.01 za najcieplejszymi opcjami, okresowo powyżej nich – i to już w terminie 04.01 (!):
    http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html?eps=warsaw
    Pozostałe modele wskazują już na większe rozbieżności – co poza skill’em jest czymś oczywistym.

    Abym był dobrze zrozumiany: nie przesądzam, co będzie się działo w terminie 5+ dni, tylko intryguje mnie ta powtarzalność GFS (jak napisałem wyżej) przy dość sporym rozrzucie pozostałych realizacji, jak i prognoz różnych modeli. Wygląda mi to na jakieś “obciążenie”, chyba że czegoś nie rozumiem (?).

    Sam przypuszczam, że jeżeli miałaby potem ponownie powrócić aura późnojesienna, to stanie się to 1-3 dni później, niż już w piątek 04.01. Na razie jednak wiarygodne prognozy kończą się na ochłodzeniu w dniach 02-03.01 – tym bardziej, że wiązki NAO/AO ponownie są niejednoznaczne:
    http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/pna/nao.sprd2.gif
    http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/daily_ao_index/ao.sprd2.gif
    (PS. @A.H. pewnie i tak wie jak się to skończy, chyba że i jego Natura zaskoczy…).

    1. ja liczę, że wróci jednak zima… lekki mróz, trochę śniegu i człowiek inaczej funkcjonuje… to co jest od czwartku strasznie męczy, jest bardzo szaro…

  22. Arctic Haze… Możliwe, ale ciekawie to wygląda.. taka bańka niesamowitego chłodu. Jak z tym SSW? Jest mocne w tym roku? Ja powiem szczerze że dość mam tej szarugi..

    1. Rok temu, jak szaruga trwała 3-4 miesiące to pisałem o tym tylko ja, w tym roku szaruga trwa dopiero nieco ponad miesiąc a już połowa ludzi ma jej dość xD Chyba was okres kwiecień-październik mocno rozpieścił. Rok temu okres ciepły przemknął jak meteoryt i już w grudniu czułem, jakby jesień trwała od dawien dawna, a w tym roku mam wrażenie, że lato skończyło się dosłownie przed chwilą :P

      1. Jeszcze jeden dzień upłynął, dwadzieścia cztery godziny naszego życia bezpowrotnie stracone, a zjawisko obserwowane w odległej i zimnej troposferze jeszcze nie raczyło spuścić się do poziomu zwanego przez niemających ducha fizyków wysokością 10 hPa. Azaliż będzie to SSW? Któż może wiedzieć?!

        [starałem się bardziej humanistycznie zgodnie z oczekiwaniami pt. czytelników]

  23. A jaka jest szansa że odwróci cyrkulację? I dlaczego ECMWF leci cały czas po najniższej wiązce i przewiduje po -10 w dzień a tymczasem GFS leci trochę powyżej średniej?

    1. Po wpadkach ECMWF sprzed Świąt BN z prognozami dwucyfrowego mrozu (w terminie 5+ dni), z jeszcze większą rezerwą podchodzę do tego typu zapowiedzi – choć oczywiście nie można wykluczyć, że kiedyś się sprawdzą.

      Po 2-3 lekko zimowych dniach od 02/03.01 za bardziej prawdopodobne uznaję zapowiedzi wieszczące powrót aury późnojesiennej. Z tym, że moim zdaniem GFS przegina w drugą stronę z tym, że już od 04.01 cały czas będziemy wokół +5°C (i więcej). To są zapowiedzi zgodne z najcieplejszymi realizacjami, a okresowo nawet powyżej nich.

      Generalnie rozrzut zapowiedzi na dni po 04.01 jest na tyle duży, że trzeba to na razie traktować jako “fus”. Zwłaszcza, że prognozy NAO/AO dzisiaj ponownie są niejednoznaczne.

    2. @Damiano

      Trudno mi podać szansę w procentach. Prędkość jest już ujemna (wschodnia) na 5 hPa i ta granica powoli schodzi w dół. Czy dojdzie do 10 hPa? Pewni tak ale pewności nie mam. W każdym razie czas do zejścia do powierzchni liczy się od tego momentu, czyli zegar jeszcze nie ruszył.

    3. W każdym razie to co pokazują obecnie modele dla troposfery (nawet na wyższych wysokościach) nie ma jeszcze związku z SSW.
      No ale sam fakt, że coś się zmienia jest wart uwagi…

      1. @Lucas wawa

        Dokładnie. Spowolnienie (nie odwrócenie) cyrkulacji zeszło na razie gdzieś do 30 hPa a to jeszcze “głęboka” stratosfera (czy środkowa czy górna zależy chyba tylko od tego na ile warstw ją dzielimy, a ponieważ geografowie rzadko się nią zajmują to nie ma jednolitej terminologii – w każdym razie dolna stratosfera to nie jest, szczególnie nad Arktyką).

  24. Dla mojego regionu te prognozy się trochę schłodziły – w zasadzie od ok. 2.01 to ma się ZACZĄĆ ochłodzenie i przejście z opadów deszczu na opady śniegu. Nowy rok jeszcze będzie ciepły z tmax 5-6 stopni i opadem deszczu. Nadal będzie pochmurno ale przynajmniej zimowo a nie to paskudztwo co teraz. Bo ja już mam na liczniku 22 dni bez słońca pod rząd, w dodatku większość z nich bez śniegu. Od 8 czy 9 dni CODZIENNIE leje deszcz. I to momentami mocno jak wiosną czy latem. To jest jakaś mokra masakra ta pogoda, niedługo dwucyfrowa będzie ilość dni nie tylko bez słońca ale nawet bez suchej drogi czy chodnika. Choćby na chwilę, bo przy temperaturze 3*C, RH 100% i braku słońca parowanie prawie że nie istnieje.

    2018 świetny rok w pogodzie, masa fantastycznych miesięcy i dużo bezchmurnych i ciepłych dni. Ale grudzień najgorszy jaki w życiu pamiętam. W 2005 roku też nie było słońca przez 20 dni ale było dość sporo śniegu, zwłaszcza w ostatniej dekadzie miesiąca jak pokrywa wzrosła do 40 cm (i trzymała się taka przez większą część zimy w 2006 roku). Jak jest śnieg, zwłaszcza większa ilość, to mi pochmurna pogoda nie przeszkadza aż tak. Styczeń 2013 czy luty 2009 prawie zero słońca, a nie dokuczały mi mocno. Podobnie z grudniem czy styczniem 2010. A luty 2016 który słońca miał więcej niż wszystkie te miesiące mi dokuczył mocno – brakiem śniegu i codziennie lejącym deszczem. Widać czego nienawidzę. Każdy nie lubi czego innego, bo takiemu pytonowi czy FKP się ten miesiąc podobał i go pewnie oceniają na 9/10.

    1. Porównując ze zdobywaniem ocen w szkole, dla mnie tegoroczny grudzień to taka solidna “pała” (obecnie “jedynka”) zdobyta przez ucznia, który z początku miał oceny umiarkowane, potem przeważnie (bardzo)dobre/celujące – a na koniec niestety porządna wpadka…

      Tak fatalnego pogodowo (dla mnie i rodziny) okresu świąteczno-noworocznego – i w nieco mniejszym stopniu całego grudnia – to przynajmniej w ostatnich kilkunastu rocznikach nie pamiętam…

      1. Pierwszy dzień świąt miał nienajgorszą pogodę i zdecydowanie najlepszą ze wszystkich dni świątecznych. Natomiast to co jest 26 grudnia to jest porażka po całości. Jeden z najgorszych typów pogody jaki można sobie wyobrazić o tej porze roku. I co ciekawe właśnie w tym okresie dopadło mnie przeziębienie a nie wcześniej jak było chłodniej. To dla tych wszystkich, którzy twierdzą że przy mrozach się choruje. Otóż nie, mnie zawsze łapie wtedy, gdy przyjdzie odwilż w towarzystwie aury deszczowej i wietrznej. Grudzień ogólnie słaby pogodowo, ale wielu miesiącom z tego roku możnaby taki zarzut postawić.

          1. U mnie słońce od rana przebija się przez chmury. Wczoraj rzeczywiście lało ale ogólnie w Gdańsku ostatni tydzień miał zdumiewająco dużo słońca jak na ten typ pogody.

        1. ciekawe, bo to właśnie w pierwszy dzień świąt mieliśmy najsilniejsze porywy wiatru i najdłużej padało. Ale rozumiem, że dla ciebie był znośny, ponieważ nie było jeszcze tego nieznośnego ciepła? ;)

          1. Żadnego nieznośnego ciepła od 26 grudnia nie zauważyłem. 4-5 stopni na plusie pod koniec grudnia to dla ciebie nieznośnie ciepło, zaskakujesz mnie? Za to jest bardzo dużo skrajnie nieprzyjemnej pogody, której jedynym plusem jest to, że uzupełnia zasoby wody w glebie, przetrzebione przez poprzednie 10 miesięcy.

          2. To wytłumacz mi w czym był gorszy np 26 grudnia od 25 grudnia poza faktem ze cieplejszy i z mniejsza ilością opadów, przez co w mniejszym stopniu uzupełniający niedobory opadów. (Swoją droga nieźle mnie rozśmieszyłes, kilka mm opadów w tydzień vs 70mm w kilka dni w lipcu, 40mm w jeden dzień w sierpniu, czy 50 mm w tydzień w październiku- to ma być jakieś nadrabianie 😂😂😂)

  25. Patrząc na I dekadę stycznia to nic się bardzo nie zmieni wraz z powrotem zimy (z całodobowym mrozem) od 2 stycznia. Nadal niestety będą dominować chmurzyska i opady (śniegu, a podczas dodatnich temperatur deszczu).

    1. Zmieni się chociażby to, że pogoda będzie znacznie lepiej dopasowana do “kalendarza”. Mamy już zimę, a nie dopiero listopad…

      1. @Lucas Wawa
        Wiem. Pisząc o powrocie zimy oczywiście też miałem na myśli to co ty czyli pogoda dopasuje się do kalendarza. Ale mnie głównie chodziło o to że także przy całodobowym mrozie mają przeważać chmury i opady (w tym przypadku śniegu).

        1. A ja myślę, że przy tych chłodniejszych adwekcjach z NW będzie więcej przejaśnień niż w ostatnich ciepłych dniach, jak i przy “zgniłym” wyżu.

  26. Cudownie! U mnie w końcu zaczęło porządnie świecić słoneczko, od rana pojawia się mnóstwo rozpogodzeń, a teraz już widać dużą częśc błękitnego nieba. Temperatura też w miarę przyjemna, około +4. Niektórzy próbowali zaklinać rzeczywistość (nie wiem po co?), że dzisiejszy dzień będzie pochmurny, to widać mają niespodziankę. Oczywiście kto patrzył na dobre modele, ten doskonale wiedział że w regionie Mazowsza będzie pięknie.
    Szkoda, że w prognozach już widać załamanie pogody, pierwsza dekada będzie stratusowa i mroźna, rodem ze stycznia 2013, albo stycznia 2010.

    1. Co z tego że więcej słońca jak silny wiatr z północy dość skutecznie zniechęca do przebywania na zewnątrz. Kolejne dni oczywiście dużo lepsze (poza wiatrem bo ten faktycznie jawi się jako ostro przegięty) o ile będzie jak najmniej temperatur plusowych i śnieg będzie się utrzymywał a nie tak jak uwielbiasz topił.

      1. To w jakim sensie mają być lepsze, skoro jak sam słusznie mówisz, wiatr ma być dużo silniejszy, słońca będzie mniej a temperatura nie będzie już za bardzo do życia?
        Niestety fatalny początek roku nas czeka, całkowicie w opozycji do tego jak wspaniale się zaczynał rok 2018. Dlatego warto się tym bardziej cieszyć z dzisiejszego dnia, bo nie wiadomo kiedy pogoda się znowu poprawi.

    2. @kmroz

      Szkoda, że w prognozach już widać załamanie pogody, pierwsza dekada będzie stratusowa i mroźna, rodem ze stycznia 2013, albo stycznia 2010.

      Oj znowu nie wszędzie w Polsce. ECMWF przepowiada takie pierwsze 9 dni roku dla zachodniej i północnej Polski:

      Gdańsk +6, +3, 0, +2, +4, +1, +2, +5, +7

      Szczecin +7, +5, +2, +3, +6, +2, +2, +6, +8

      Wrocław +6, +3, 0, 0, +4, 0, 0, +2, +5

      Poznań +7, +3, 0, 0, +4, +1, 0, +3, +6

      Ba nawet położona na wschodzie Warszawa ma mieć przez te 9 dni średnio dodatni Tmax:

      Warszawa +6, +2, -1, -2, 0, -4, -1, +2, +5

      1. Kurde, tym razem nawet dopisałem w wypowiedzi, ze mowie o moim regionie (w drugim zdaniu), więc nie wiem w czym problem.
        Warszawa dodatni max ma mieć jutro i pojutrze i te dni jeszcze mają być w miarę, jest szansa na przejaśnienia, niestety ma wiać coraz silniejszy wiatr. Od czwartku widać całodobowy mróz. Ocieplenie po 8.01 to chyba poza skillem i wcale nie jest pewne na 100%|

        1. @kmroz

          Nie możesz powiedzieć, że ja nie pisałem dla jakich regionów są te prognozy 😏

          Ty za mocno nie podkreśliłeś, że chodzi Ci o Mazowsze. Ale takie miałem wrażenie i dlatego podałem dane dla Warszawy. Na mroźną prognozę w stylu 2010 czy 2013 to mi nie wygląda. Szczególnie, ze stycznie w tych dwóch latach nawet nie były podobne. W 2013 roku pierwsza dekada stycznia miała akurat dodatnią anomalię chyba wszędzie w Polsce.

          1. Ich wspólny mianownik to dużo zimnej i przy tym wyjątkowo ponurej pogody.
            A za nie podkreślenie dokładne przepraszam. Staram się to zazwyczaj robić, zwłaszcza po pamietnej historii sprzed dwóch tygodni.
            A co do końcówki tej prognozy ecmwf to pozostaje mieć nadzieje ze się sprawdzi, niestety poprzednie odsłony nie były tam optymistyczne.

          2. Wgl pisać ogólnie o pogodzie w Polsce ciężko. Zwłaszcza ten grudzień podkreśla, ze pogoda może być bardzo odmienna w różnych rejonach kraju. I jak widać styczeń utrzyma na początku ten trend.

  27. Pogoda okropna… Nonstop chmurzyska, co jakiś czas opady deszczu, szaro, buro, ponuro i plusowa beznadzieja z przeziębieniem gratis :( Jest tak jak myślałem ze skrajności w skrajność – od bardzo słonecznego okresu do pochmurnego, zero różnorodności. I to wszystko w najkrótszych dniach w roku. Samopoczucie bardzo złe, oczy to aż bolą od tego sztucznego światła…

      1. Nie ma jak powiew optymizmu w środku czarnej d……:-)
        Oby za dwa miesiące SSW nie przyniosło powtórki tegorocznego marca na SE.

  28. Dla mnie tegoroczny grudzień to bardziej zima niż jesień. Dziwi mnie tak wysoka średnia w skali kraju…
    Na 2019 życzę sobie i Wam takiej aury jaka panowała od kwietnia do listopada w tym roku :) było pięknie! Coś wspaniałego co będę pamiętał na lata.

        1. Zimne lato po ciepłej wiośnie?, nie ma mowy, natomiast w stosunku do roku obecnego w 2019 przydałoby się dużo więcej regularnych opadów w porze cieplej.

    1. Nie ma tak jak życzyć innym źle – typowo polskie podejście. Ale pomarzyć zawsze można. Szybko się nie doczekacie powtórki z obecnej wiosny i lata na szczęście.

      1. Ja tam nie widzę aby życzył komuś źle. Gdyby tak było, to by napisał: “życzę takich upałów, aby zimnoluby oraz inni którzy nie są gorącolubami wymarłi”

      2. “Szybko się nie doczekacie powtórki z obecnej wiosny i lata na szczęście.”
        Klasycznie: Czemu nie?

        1. Ty chyba wciąż się nie zdajesz sprawy jak bardzo poza wszelkimi granicami było to co się odwaliło w tym roku.

          1. A Ty wciąż nie zdajesz sobie sprawy z tego, że Pan Pogoda ma skleroze i już nie pamięta co się wydarzyło w tym roku D: :D

  29. Zwrócę uwagę, że nieco więcej przejaśnień pojawiło się przy bardziej “ożywionym” przepływie i to ze składową N (a więc i lekkim ochłodzeniu) – podobnie jak przed tygodniem, w dniach 23-24.12. Przejaśnienia nadal są mocno limitowane, ale jest ich nieco więcej niż w ostatnich dniach. Nadmieńmy przy tym, że dzisiejszy ostatni dzień roku (Sylwester) przyniesie najniższą temperaturę od 25.12 (a może i nawet 24.12), choć w większej części kraju nadal w granicach termicznego przedzimia.

    Lekka zima w dniach od 02-03.01 co najmniej do ok. 07.01 (na razie) jest już pewna. Okresowo/miejscami będziemy mieli całodobowy mróz, okresowo/miejscami temperatury “przez zero” (ale i tak z przewagą temp. ujemnych). Nie sądzę jednak, aby było cały czas aż tak ponuro jak w ostatnich cieplejszych dniach, albo jak przy “zgniłym” wyżu (także przy ujemnych temperaturach). Przepływ W/NW/N będzie bowiem dość wyraźny, a prognozy wskazują zarówno na okresowe opady (z czasem coraz częściej śniegu), jak i szanse na okresowe przejaśnienia/rozpogodzenia również. Święto Trzech Króli po raz kolejny będzie chłodniejsze (bardziej zimowe) od katolickiego Bożego Narodzenia i to w większym stopniu niż wynika to z ‘norm’.

    Osobiście za najbardziej pozytywne uznaję to, że aura zacznie się bardziej upodabniać do tej znamiennej dla obecnego okresu roku (od 02.01 anomalie częściej zerowe i lekko ujemne, a nie średnio rzędu +5/+6K jak ostatnio) i zarazem nie będzie to jakiś silny “atak” zimy (zarówno w sensie silnych opadów śniegu, jak sporego mrozu) – tak, że przeszlibyśmy od razu z jednej skrajności pogodowej w drugą.

    1. To jest kwestia ożywionego wlasnie przepływu, a nie ochłodzenia.
      Zreszta jakie to ochłodzenie. 4 stopni pod koniec grudnia. W nocy było niewiele zimniej. Dopiero na wieczór się niestety zacznie robić zimniej (akurat sylwestrowy niestety 😪). Temperatura być może spadnie powyżej zera.
      A co do pogody po 2.01 to bardzo wątpię w większe przejaśnienia, no ale zobaczymy jak będzie. Wlasnie dlatego porównałem to do sytuacji z 2013 i 2010, chociaż jak słusznie AH zauważył termicznie były one bardzo różne.

      1. No zobaczymy jak to będzie od 02.01, podczas kolejnej odsłony bardziej zimowej zimy? W każdym razie już to, że UM nie widzi permanentnego zachmurzenia najniższego piętra (tego znaczonego na najbardziej szary kolor), zwłaszcza jeszcze z zamgleniem/mgłami (znaczonych pionowymi kreskami) już o czymś świadczy…
        Poza tym, jest szansa na choć niewielką pokrywę śnieżną, co dodałoby dodatkowej jasności.

        1. Wątpię ze się trafi pogodniejszy dzień od dzisiejszego. Jak już to najprędzej środa, kiedy będzie jeszcze ten „aktywny przepływ”

          1. Dzisiaj w ok. 80-90% dzień jest/był pochmurny – zarówno na Mazowszu, jak i w skali całego kraju. Nie upieram się przy tym co będzie od 02.01, ale “poprzeczka” nie będzie zbyt wysoka…

          2. U mnie bardziej 60-70% jeśli już. Mazowsze to też nie jedna wieś. W okolicy Grójca czy Siedlec była przewaga chmur, w okolicy Mławy większość dnia pogodna. Skoro poprzednia fala mrozów zdołała przynieść tylko jeden równie pogodny dzień (17.12), to dlaczego teraz by miało być inaczej?
            Niezależnie od naszych preferencji i przewidywań życzę oczywiście wszystkim Szczęśliwego 2019 Roku! Aby każdy w pogodzie coś znalazł dla siebie!

    1. trudno powiedzieć- zależy o jakie dokładnie okolice Ci chodzi- modele podają, że do końca tygodnia w pobliżu Lublina może zebrać się 10 cm, w porywach do 15 cm śniegu (podobnie sytuacja wygląda np. w okolicach Kielc, Katowic i Krakowa- nie mówię o wyżej położonych obszarach, tylko miejscowościach będących na tej samej lub podobnej wysokości nad poziomem morza- różnica względnej wysokości okolic co do miast to ok. 50-100 m przy tych samych/podobnych warunkach związanych z pokrywą śnieżną- np. na wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej- gdzie już może być nawet 200 m wyżej co do Krakowa i wsi w pobliżu miasta może być pewnie już ok. 20 cm)- czy to jest dużo (mowa oczywiście o niżej położonych obszarach na południu i wschodzie kraju)? większość osób raczej powie, że nie (myślę, że to jest przeciętna ilość jak na zimę w Polsce, a raczej tak tu jest (może poza górami), że co przyprószy głównie przez 1-2, góra 3-4 dni (obecna sytuacja nie wygląda na 1-dniowy atak wielkich śnieżyc jak podczas niżu genueńskiego (wówczas taki Kraków raczej mocniej by wtedy oberwał niż w obecnych prognozach- byłoby z 25 cm spokojnie, a potem po przejściu strefy śnieżyc ocieplenie i szybkie topnienie tego co spadło- roztopy trwałyby najkrócej z 3-4 dni, ale przeważnie zajmuje to ok. tydzień, może trochę dłużej), tylko na co najmniej 2-3 dniowy ciąg możliwych całodobowych, choć raczej przelotnych i słabych, ewentualnie miejscami umiarkowanych opadów śniegu), to potem jest chociaż jakaś przerwa w opadach (jest więcej przejaśnień i rozpogodzeń na niebie), a po jakimś czasie i tak przeważnie lecą odwilże, podczas których nawet jak śnieg pada, to raczej już nie tworzy większej pokrywy- temperatury wzrastają i opad przybiera bardziej formę ciekłą- dominuje deszcz); ale wracając do sprawy krajobrazy z pewnością będą zabielone na wschodzie i południu państwa :

  30. Teraz to GFS dowalił z tym opadem.. poleciał po najwyższej jakiej się tylko da wiązce… Swoją drogą ciekawe tylko kiedy ten wyż nad wyspami odpuści i nie będzie sprowadzał do nas kolejnych niżów bo już od kilku dni ciągle pada…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com