Rekordowo ciepły rok

Rekordowo ciepły rok

Rok 2018 jest już za nami, można się więc pokusić o pierwsze, wstępne podsumowania. Wg najnowszego oszacowania średnia anomalia temperatury rocznej w Polsce (okres referencyjny 1981-2010) osiągnęła +1.58°C i była nieco wyższa od dotychczas rekordowej (2015 +1.53°C). Najprawdopodobniej po uzupełnieniu wszystkich danych wartość anomalii za 2018 nieco się obniży, ale nie powinna ona spaść więcej, niż o 0.02 – 0.03°C. Warto też przypomnieć, że z uwagi na dość niezwykły przebieg temperatury, dane ze stacji klimatologicznych są w tym roku nieco zaniżone.

Rekord roczny padł na wielu stacjach synoptycznych. W Zielonej Górze średnia temperatura roczna osiągnęła aż 10.7°C – poprzedni rekord (10.4°C 2014,2015) został pobity tu o 0.3°C. 10.9°C notowano w Legnicy, poprzedni rekord padł w latach 2014 i 2015 (10.7°C). Jeszcze wyższa temperatura roczna została odnotowana we Wrocławiu (11.2°C) i Opolu (11.0°C) – tu również pobite zostały rekordy, choć nie znacznie, o 0.1°C. O tyle samo swój dotychczasowy rekord pobiła Warszawa, gdzie średnia temperatura roczna w 2018 wyniosła 10.4°C i Słubice (10.8°C). Rekord nie padł za to m.in. w Szczecinie (10.3°C, 2014 = 10.6°C) i Suwałkach (8.2°C, 2015 = 8.3°C).

Powyżej: miesięczne anomalie temperatury w Polsce do listopada włącznie.

Właściwie jedyne bardzo chłodne epizody notowano w lutym i marcu, zaś od początku kwietnia do końca roku było ich wyraźnie mniej, dodatkowo były one stosunkowo nieznaczące na tle okresów ciepłych. Dokładne wyliczenia dotyczące 2018 poznamy dopiero na początku lutego, kiedy pojawią się dane ze stacji klimatologicznych.

Print Friendly, PDF & Email

156 Replies to “Rekordowo ciepły rok”

  1. Rok 2018 niewątpliwie jeszcze bardziej przyspiesza nam trend klimatyczny. Był niezwykły chociażby z uwagi na to, że osiągnęliśmy rekord ciepła, choć po pierwszym kwartale anomalia wynosiła poniżej -0,7K (ref. 1981-2010). Tak “gorącej” pory ciepłej i tak długiego okresu letniego jeszcze nigdy nie mieliśmy! A nadwyżka ciepła z miesięcy kwiecień-wrzesień/październik była wręcz kosmiczna (jakby zrobił się nam klimat Węgier i to już w realiach ostatnich kilkunastu lat).

    Pod pewnymi względami wiele dobrego z niego zapamiętamy. Jednak “co za dużo to niezdrowo” – zobaczymy jak duża będzie weryfikacja w kierunku chłodniejszym w najbliższych kilku rocznikach (?). I czy zarazem ocieplenie klimatyczne nie przekroczy coraz bardziej niebezpiecznych progów – obecnie już rzędu wokół +0,5st./dek. (?). Oby…

    1. ,,Pod pewnymi względami wiele dobrego z niego zapamiętamy. Jednak “co za dużo to niezdrowo” – zobaczymy jak duża będzie weryfikacja w kierunku chłodniejszym w najbliższych kilku rocznikach (?). ”. Też mam nadzieje na następne 5 lat w Katowicach ze średnimi temperaturami rocznymi 8,5-9,5st C, ale sporo osób w Polsce czeka na cieplejszy klimat od zaraz.

      1. Jeżeli zimy będą w miarę chłodne to może być taka średnia roczna. Byle nie było zimnych wiosen, lat i jesieni przy jednoczesnej ciepłej zimie. Brzydkiej i (obiektywnie) zimnej pogody zawsze mamy od cholery w porze chłodnej. W porze ciepłej fajnie by było, jakby była ona w minimalnej ilości.

        Mi by najbardziej pasowała pogoda jak w 2003 i 2006. Średnie roczne takie jak mówisz i to nawet przy dolnej granicy. Była tam i porządna zima i wyraźna wiosna (niezjedzona przez lato jak w tym roku) a także wyraźna jesień. I dużo słońca w każdej porze roku. Oba te roczniki miały mocno skrócony okres nijakiej przejściowej aury, jaka dominowała np. w lutym i marcu 2016 (2 miesiące ciągiem takiego przedwiośnia, coś okropnego)

        1. 2003 rok ciężko mi ocenić pozytywnie za patologię do połowy kwietnia. Ale faktycznie już jego druga połowa była wspaniała, kwintesencja wiosny- zwłaszcza na Wielkanoc.
          Co do pory cieplej miesiącami letnimi, z pogodą jaką lubię były w przewadze maj, czerwiec i sierpień. Zwłaszcza ten ostatni mi przypadł do gustu, przyniosł dużo dni słonecznych z temperaturą jak najbardziej nadającą się do życia, ale zarazem prawdziwie letnią. Wspaniały był też wrzesień. Potem jeszcze druga połowa listopada na 9/10. Ogółem rok pełen skrajnych emocji, bo przyniosł fajną porę ciepłą i fatalną chłodną. (Styczeń-kwiecień i październik)
          2006 już wgl dobrze nie oceniam. Cenie go, bo miał faktycznie 2.5 miesiąca wiosny (z powiewami lata w pierwszej połowie maja). Niestety do 25.03 mroźny i wyjątkowo ponury koszmar (w 2003 to przynajmniej było w miarę słonecznie). Z lata też nic pozytywnie nie ocenie, lipiec koszmarny (okres 20.07-10.08 w tym roku to jednak nic przy tym z lipca 2006….), sierpień za to dość paskudny (w Łodzi prawdopodobnie najbardziej ponury po 1980 roku!!), do tego bardzo mokry. Wiosna w sumie też taka sobie, nie najlepsza nie najgorsza. To co się udało w 2006 to pogoda od września, która przeważnie była super :) wtedy tylko pierwsza połowa listopada i druga połowa grudnia były słabe.
          Ogółem
          2003:
          + czerwiec, sierpień, wrzesień, listopad
          – styczeń, luty, marzec, październik
          -/+ jednocześnie: kwiecień (obie połowy bardzo odmienne)
          Reszta miesięcy neutralna w moich oczach.
          2006:
          + maj, wrzesień, październik, listopad, grudzień
          – styczeń, luty, marzec, lipiec, sierpień

          Mój ulubiony rok ruchomy to chyba 28.06.2013-27.06.2014. Taki kalendarzowy to nie wiem.

          1. W Nowym Sączu rzeczywiście znośniej, przynajmniej do 20.07. Główny plus to w miarę noce, prawie codziennie poniżej 15 stopni. Po 20.07 już takie same piekiełko jak u mnie.
            Niemniej dla mnie to co było w NS nawet do 20.07 to tez grubo powyżej wszelkiego komfortu…
            10 dni z rzędu powyżej 28 stopni, nawet przy w miarę chłodnych nocach, to zdecydowanie nie to…
            brak opadów jeśli chodzi o mnie, to naprawdę najmniejszy problem. U mnie ta susza była wtedy dużo poważniejsza, gdyż od marca do lipca każdy miesiąc suchy, poza kwietniem wszystkie bardzo suche.

          2. Do kmroz: 10.2003 byl bardzo zimny – ostatnio jeszcze chlodniej w skali kraju bylo w pazdz 1946.

        2. Niestety lat 2003 i 2006 nie wspominam dobrze, ze względu na susze panującą w zachodniej Polsce tym u mnie.

          W 2003 r. wyjątkowo suchy był maj i stosunkowo suchy był czerwiec,
          a w 2006 – lipiec. I też patologicznie ciepły.
          W Katowicach z tego co widziałem to i lipiec 2006 był mniej ekstremalnie ciepły niż w Zielonej Górze,
          i też wiosną 2003 nie brakowało opadów.

          1. Jeśli chodzi o te lata to dobrze pamiętam obydwa. W 2003 była mocna zima ale nie było tak ekstremalnych mrozów jak w 2006, więc dla mnie była lepsza jednak była zbyt długa i pamiętam paskudny początek kwietnia i bardzo ciepła końcówkę, od maja do września była bardzo ładna pogoda, jedynie lipiec był nieciekawy, bo miał słabe usłonecznienie i najwyższą sumę opadów u mnie w tym wieku jeśli chodzi o lipiec. Wyjątkowo paskudny był październik, za to listopad był bardzo przyjemny, jeśli chodzi o grudzień to się nie wypowiadam bo preferuję zimowe grudnie, a nie każdy takie lubi :). A w 2006 to tak… Styczeń byłby ok, jeśli nie wystąpiłyby tak silne mrozy w III dekadzie, luty był zimowy więc dla mnie było ok, ale marzec mi się nie podobał i był w XXI wieku drugim najzimniejszym, kwiecień w miarę przyzwoity, z majem 2006 akurat mam nieciekawe wspomnienia gdyż akurat wtedy robiliśmy nadbudowę domu i dach był rozebrany i było kilka ulew no i wiadomo… Czerwiec był bardzo ładny, ale lipiec to był horror z piekła rodem i mam nadzieję że się nigdy nie powtórzy taki, ani tym bardziej nie trafi jeszcze cieplejszy… Bardzo paskudny dla odmiany był sierpień ulewy, ponuro, zimno i wogole najbardziej beznadziejne lato jakie pamiętam piekielnyi suchy lipiec + zimny ulewny sierpień. Cała jesień 2006 była jak wiadomo najcieplejsza w historii i mam nadzieję że kiedyś jeszcze się taka trafi ;). Grudzień był najcieplejszy po 2015, ale jak mówiłem nie przepadam za jesiennymi grudnia, ale jeżeli jest słońce i nie pada co 2 dzień to czemu go nie lubić :). Moim faworytem ostatnich lat jest zdecydowanie rok 2012, ogólnie pamiętam że cały rok niemal była przyjemna pogoda. Wyjątkiem był wyjątkowo brzydki październik, ale reszta jak najbardziej mi się podobała :). No luty mógłby być cieplejszy, ale nigdy nie będzie idealnie. Za to lato 2012 jest jednym z niewielu przyjemnych jakie pamiętam, było ciepło ale nie było silnych i długich fal upałów, było kilka brzydkich dni (szczególnie w czerwcu) ale występowały one sporadycznie i nie góra 3 dni było brzydko. Również lato 2013 było dość przyjemne ale wystąpiły wtedy najgorsze upały po 1994, więc to lato jest na drugim miejscu, a najbardziej nieznośne w różnych aspektach było lato 2006 w moim odt

          2. Widzę ze w wielu kwestiach się zgadzamy, cieszę się, że ktoś wreszcie nazwał po imieniu lipiec 2006. 2003 rok byłby dla mnie super, gdyby nie pierwszy trymestr (a dokładnie okres do połowy kwietnia, bo po 15.04 było już super).
            Doceniam również, że nie wychwalałes „bezwzględnie” mroźnych zim i umiesz docenić łagodną zimę ze słońcem. Ale… akurat dla mnie grudzień 2006 był gorszy od stycznia 2007 (którego jak pamietam krytykowałes….). Fajna (wręcz najwspanialsza) była tylko pierwsza dekada. I to ona wyrobiła usłonecznienie. Później sporo takiej zgniłki i nudy w pogodzie. W końcówce już bardziej zimowo, ale jednak nie była to „prawdziwa zima”. A styczeń? On przyniosł o wiele ciekawsza pogodę, słońca niby mniej, ale pojawiało się częściej (często na 1-2h dziennie ale mi to do szczęścia wystarczy w styczniu). Nie było tez takiego lekkoplusowego badziewa, do 23.01 była wiosna/jesień z temperaturami avg często 5-10 stopni. A potem przyszła od razu mroźna zima ze śniegiem. No mogłoby być więcej słońca, ale rzekomo „częste” opady ani trochę mi nie przeszkadzały, np taki 9 czy 13.01 padało ale słońce tez świeciło przez 2-3h wiec nie był to w całości pochmurny i brzydki dzień.

            Zaskoczyłeś mnie też 2012 rokiem. Dla mnie w tym roku zabrakło umiarkowania o każdej porze roku. Rok ten mi się kojarzy, ze dosłownie każdy miesiąc przynosił ostre skrajności w obie strony. Był bardzo dynamiczny, co osobiście lubię, ale w tej dynamice zabrakło takiego umiarkowania jak 20-27 i słońce latem, 13-20 i słońce wiosną/jesienią. Tego było mało. To był rok w którym nic mnie nie ubodło pogodowo, mało było jakieś skrajnej „patologi”- a jak była, to krótko i nie męczyła (upał na majówkę, tropiki w pierwszym tygodniu lipca, okresowo wyskoki (2 razy) do 35 w sierpniu, ale na 1-2 dni, pojedynczy upał we wrześniu- to wszystko było niby krótkie i nie męczyło jakos bardzo). Słowem doceniam za dynamizm i brak długotrwałej, wykańczającej pogody, ale nie oceniam za dobrze za niewiele takiej najbardziej optymalnej dla mnie pogody.
            Moje ulubione roczniki (pogodowo) to 2008,2011,2014,2015- ale na wyjaśnienie tego przyjdzie już czas kiedy indziej.

          3. Problem lipca 2006 jest taki że można na niego spojrzeć z wielu stron. Pamiętam jak się kiedyś dziwiłeś @kmroz że dobrze go wspominam. Otóż lipiec 2006 w Nowym Sączu to zdecydowanie nie ten sam co w Warszawie czy Wrocławiu. Upały owszem były bardzo częste, ale niezbyt wyśrubowane. Tylko 5 razy było więcej niż 32,0 stopnia, przy tym bardzo niska wilgotność i pełne usłonecznienie. Pogoda nie jak w Indochinach tylko jak na Sardynii albo Korsyce. W lipcu 2006 roku miałem remont domu i pogoda przeszkadzała mi tylko w najbardziej nasłonecznionych pomieszczeniach. No i jeszcze jeden ważny aspekt. Pamiętam jak wieczorem po zachodzie słońca przychodził taki przyjemny lekki chłód. Nie było tak jak w tegorocznym lecie, że do 23:00 człowiek się poci z gorąca i ledwie da się spać. Podczas drugiej fali upałów w trzeciej dekadzie lipca było kilka ciężkich dni i tyle, reszta naprawdę ok. No i kwestia suszy – lipiec 2006 przyszedł po mokrej wiośnie i rekordowo mokrym czerwcu z alarmem powodziowym i wylewającą rzeczką na sąsiednim osiedlu. W takiej sytuacji, mając też na uwadze że sierpień był bardzo mokry, bardzo suchy lipiec nie był szkodliwy.
            Po 2018 roku nie lubię rekordów i ekstremów, ale jakbym miał wybierać, to wolę lipiec 2006 z lazurowym niebem i systematycznymi ale niedużymi upałami, niż przełom lipca i sierpnia 2018 z odczuwalnym parnym gorącem przez większość doby, albo sierpnie 2015/2017,w których może upały były krótsze, ale pierwsze połowy tych miesięcy nie nadawały się do życia.
            PS. Gdybym mieszkał tam gdzie Ty, też uznałbym ten miesiąc za koszmarny, u mnie jednak nie był zły.

          4. @kmroz co do twoich ulubionych roczników to w sumie jak dla mnie 2008 i 2014 też były przyjemne (pomimo ciepłych zim) jeśli chodzi o 2015 to był dla mnie taki sobie (brzydki maj, najpierw upalny początek lipca dalej ponuro + dużo dni z opadami i słynna burza z 19 lipca, sierpień 2015, to powtórka horroru z lipca 2006, i jeszcze brzydki październik, reszta miesięcy była ok). Mi z koleji nie podobał się rok 2011 (ogromnym minusem jest zimowy incydent w maju, paskudny lipiec i nie podobał mi się grudzień (sam dokładnie nie wiem czemu, ale bardziej już mi się podobał ten w 2006)). A jeśli miałbym wybrać najgorszy rok to zdecydowanie 2001 (choć go jakoś super dobrze nie pamiętam) brzydkie i deszczowe marzec i kwiecień, paskudny czerwiec, gorący lecz deszczowy lipiec z tragicznymi powodziami nad Pomorzem, wyjątkowo paskudny wrzesień (wrzesień 2013 był dużo lepszy, mimo że był chłodniejszy to nie był taki deszczowy). No i podobnie listopad. Jedynie maj mi się podobał, sierpień, październik oraz grudzień (zimowy + białe święta, czyli w sam raz dla mnie :)). Jeszcze bardzo nie podobały mi się lata: 2004,2009,2011 i 2017. Najlepszą zimą (chłodną) była zima 2002/03, była najchłodniejsza w XXI w. Ale nie było tak zimno jak w 2006. A najlepsza zima ciepła to albo ta z 2007/08 albo 2013/14. Najlepsze wiosny wystąpiły w 2014, 2007 i 2002 (jeszcze w 2000 była ładna wiosna ale nie ten wiek ;)). Najlepsze lato to 2012, a drugie miejsce dałbym 2008 i 2013. Najlepsza jesień to 2006, a drugie miejsce 2014 i 2018. Najgorszą zimą chłodną była ta z 2011/12 nie podoba mi się fakt że po wyjątkowo ciepłym grudniu trafił się tak samo wyjątkowo MROŹNY luty. Z ciepłych zim to chyba ta z 2006/07. Najgorsza wiosna dla mnie to ta z 2006 (kwiecień był tylko ładny ale d*** nie urywał). Odczuwalnie lato 2006 było najgorsze (mówiłem czemu) ale okropne sezony letnie były też w 2001,2004 i 2009. Najgorsza jesień to ta z 2007, bardzo brzydką jesień też pamiętam w 2002 (tymbardziej że trafiła się po bardzo gorącym lecie i wiośnie), i patologiczna jesień 2001, paskudny wrzesień i listopad i najcieplejszy w XXI w. Październik… :)

          5. Trochę mnie zaskakujesz tym latem 2012- nie wiem co w nim takiego fajnego. Lato 2009 za to, poza czerwcem było wg mnie super (jedno z najlepszych). No chyba, ze masz jakieś wyraźnie inne preferencje ode mnie. Ja latem lubię jak najwiecej dni słonecznych i suchych z tmax 20-27 i tmin 7-13, oczywiście tez regularne opady, czasami burze, i trochę wiatru.

          6. @kmroz Lipiec 2009 był ciepły, ale deszczowy i burzowy. Lato 2012 nie było ani chłodne ani wybitnie gorące. Było na pewno więcej dni pochmurnych i deszczowych niż w tym roku, ale pogoda nie była taka męcząca. Oczywiście możemy się wspierać bo u ciebie mogło to być jedno z gorszych lat. Bo nie będzie w całej PL tyle samo pogodnych, upalnych i deszczowych dni. Np. sierpień 2014 był w Polsce poniżej normy wieloletniej. A ja go zapamiętałem jako pogodny i ciepły, podobnie z czerwcem. Lato 2014 dla mnie też było ładne zaraz po tamtych trzech jedyne ale to tropikalne upały w lipcu… Jeśli chodzi o preferencje latem to tmax ok. 21-26 stopni, w nocy ok. 15, dużo słońca, i opady najlepiej jakby były w nocy, a jak już mają być w dzień to w niewielkich ilościach i dość często a nie niekończące się suszę, najlepiej brak burz ale to chyba za duże wymagania ;)

          7. Pisałem długi komentarz, ale mnie wywaliło niestety….
            Wiec napisze w skrócie- lato 2012 wg norm nie było jakieś dramatyczne, ale przyniosło zbyt wiele realnej normy (było często zbyt gorąco albo zbyt chłodno i zarazem deszczowo). Padało niewiele, ale często. Do tego miesiąc suchy nie musi byc słoneczny – patrz np czerwiec 2018.
            Za to co do 2014 się zgadzam, zwłaszcza w twojej okolicy (Włocławek?) sierpień był ładny (jedno z niewielu miejsc w Polsce gdzie przyniosł sporo słońca), czerwiec tez w dużej części był słoneczny i bardzo suchy. Był chłodny, ale dzięki słońcu pewnie odczuwalnie ciepły.

          8. @kmroz zgadza się :). Co do lata 2012, nie mówię że ono było jakieś powalające i wgl. Tylko że w moim odczuciu to najprzyjemniejsze lato w ostatnich latach, było trochę deszczowych dni, sporo też gorących i wynik usłonecznienia mógł wyjść słabo, ale dlatego tak wychwalalam to lato bo nawet jak zdarzały się upały to nie były przerażająco silne i nietrwały w nieskończoność jak w tym roku, a jak przychodziło ochłodzenie to też nie na długo i nie było takich wielkich ulew i burz jak w 2009. Chyba 7 lat z rzędu jeździłem z rodziną nad morze i 2012 rok, to jedyny w którym wszystkie dni były świetne na wypoczynek na plaży a woda? Idealna to kąpieli, to bylat bodaj końcówka lipca, w lipcu 2014 też pojechaliśmy nad morze i na pogodę nie mogę narzekać (tam upały z resztą rzadko dają się we znaki) ale woda była lodowata i ani razu nie zamoczylem się dalej niż do kolan… Więc moja ocena jest dość subiektywna bo np. moja mama jest fanką takich miesięcy jak sierpień 2015, a jak tmax latem sięga ok. 23 stopni to już zimno :). A inni za to kochają srogie zimy i zimne lato. Przyznam że lubię mocniejsze zimy, ale nie do przesady i raczej jakby przyszła powtórka że stycznia 1987, to nie byłbym wniebowzięty wręcz przeciwnie :)

        1. To nie manipulacja ale zainteresowanie raczej pogodą niż klimatem.

          A co do klimatu to rok 2018 będzie globalnie czwarty najcieplejszy, z tym że wszystkie pięć najcieplejsze to ostatnie 5 lat.

          A anomalia wyniesie rzędu 0,8 K w stosunku do okresu 1951-1980. Od czasów przeedprzemysłowych to jednak ponad 1,0 K, czyli do 1,5 K z Porozumień Paryskich już niewiele pozostało. A czy stopień to dużo? Mała Epoka Lodowa to było oziębienie o mniej niż połowę tego, a sławę zyskało złowróżbną.

          Poprzedni interglacjał miał temperaturę podobną do ostatniej dekady, z tym że przez kilka tysięcy lat. Poziom morza był o prawie 10 metrów wyższy niż teraz. I to jest poważne zagrożenie.

          Do końca stulecia możemy mieć ponad 3 K od czasów przedprzemysłowych, a o tyle mniej więcej były one cieplejsze od prawdziwej Epoki Lodowej. A to powinno dać do myślenia.

          1. No to powinniśmy się liczyć z tym, że poziom morza będzie w końcu o te 10 metrów wyższy. Człowiek nie może nieustannie walczyć z naturą, a i tak w tym przypadku tylko przyśpiesza swoją klęskę, bo stanie się to prawdopodobnie znacznie szybciej niż ostatnim razem chyba, że sprawdzą się prognozy dotyczące przedłużającego się zaniku aktywności słonecznej lub wydarzy się coś, o czym nie mamy zielonego pojęcia. Jakie to żenujące, że wciąż tak naprawdę niewiele wiemy.

          2. @Fnrod

            Już nic nie musimy robić aby doprowadzić do rozpadu lądolodu zachodniej części Antarktydy. Wystarczy poczekać. Jednak łatwo Ci oddawać tereny nadmorskie jeśli na nich nie mieszkasz. A są to czasem prawie całe kraje (Holandia, Bangladesz, większość państw Pacyfiku) lub stany (Floryda).

      1. @lainka

        Ja się z Tobą zgodzę, że anomalia globalna jest 1000 razy ważniejsza niż Polska (tak mniej więcej proporcjonalnie do powierzchni). Jednak na tym blogu mało kto się z tym zgodzi. Tu panuje pogodowa polonofilia 😁

      1. Proponuję zatem żebyś płacił wyższe rachunki za prąd w imię walki z ociepleniem klimatu jak Ci to odpowiada… Bo do tego niestety sprowadza się ten durny handel limitami CO2:( Biedniejsze kraje mają płacić tym bogatszym i lepiej rozwiniętym za prawa do emisji. Przecież to nie ochłodzi klimatu tylko pogłębi różnice społeczne!

        1. Jesteś kompletnym ignorantem i ciężko z tobą dyskutować. Nie wiem dlaczego administrator toleruje takie osoby jak ty. Za prąd płacimy więcej bo 80 procent energetyki polskiej to energetyka węglowa. Opłaty emisyjne wpływają do rządu kraju , w którym te emisje maja miejsce i maja być przeznaczone na zmniejszenie poboru energii np. termomodernizację domów. W Polsce przy obecnym rządzie są przejadane a węgiel i energia przy takiej polityce będą coraz droższe Dodam jeszcze ,że wiem ,że w głębi duszy negujesz fakt AGW. Na parę dni pora przenieść się na inny blog a tobie życzę zdrowia , również psychicznego.

          1. “Dodam jeszcze ,że wiem ,że w głębi duszy negujesz fakt AGW.”
            Nie wiem jak można czytać w czyjejś duszy, ale zapewniam Cię, że tak nie jest. Zresztą widać gołym okiem, że klimat się ociepla i nie neguję tego.
            Co do limitów to jest pewna pula, która trafia do każdego kraju. I jeśli któryś się nie zmieści w limicie, to musi nabyć prawa do emisji na wolnym rynku. Tyle, że ten “papierek” ostatnio znacznie podrożał i kraje oparte na węglu (jak Polska) dostaną przez to mocno po kieszeni. Niestety znów obrywają najbiedniejsi😔 Chyba nie zanegujesz tego faktu?
            Oczywiście powinniśmy odchodzić stopniowo od węgla, choćby dla poprawy jakości powietrza nad Polską, ale nie da się tego zrobić natychmiast, w dodatku pod pręgieżem finansowym.😒

          2. Drogi Oliverze, scyzoryk się otwiera w kieszeni, kiedy się czyta takie treści. Czy oni zanegowali istnienie AGW? Czy może tylko sposób walki z nim? Jeśli jesteś tak święcie przekonany o nieomylności panów z Brukseli to nieśmiało przypomnę Ci, że odkąd UE na poważnie wzięła się za walkę z emisją CO2 kosztem setek miliardów euro i zduszenia wzrostu gospodarczego w okolice 1-2% rocznie, ta emisja w skali świata wzrosła o prawie 50% – czyli chyba jednak walczy się albo źle, albo nie tam, gdzie trzeba, co na jedno wychodzi.

          3. Te limity są oczywiście dobre, ale dla krajów rozwiniętych, które już się dorobiły, mają elektrownie atomowe i uchodzą wtedy za ‘eko’, bo emitują mało C02… Mogą więc sprzedać swoje prawa do emisji krajom biedniejszym takim jak Polska bogacąc się przy tym jeszcze bardziej…

          4. @zaciekawiony Polska należy do krajów rozwiniętych dopiero od września i tylko według jednego z rankingów. Pozostałe nadal widzą nas jako kraj rozwijający się. Sam tytuł i pozory to za mało, żeby stanąć obok USA czy Niemiec. A skoro nasz kraj uznano już za “rozwinięty” to coś słabo u nas ono wypada.

          5. @ Finrod – od września nasz rynek kapitałowy zalicza się do rozwiniętych, a nie kraj. Polska należy do OECD od 1996 r.
            @ Marcin – jakbym jakąś rządową tubę słyszał. Handel emisjami uderza nie w najbiedniejszych, ale w największych syfiarzy, którymi jesteśmy i długo jeszcze będziemy. W UE jest kilka krajów biedniejszych od nas i kilka o podobnym, nieznacznie wyższym poziomie dochodu i jakoś nie mają podobnych problemów. Zmartwię cię: dzięki naszej “polityce gospodarczej” będzie jeszcze gorzej i jeszcze drożej.

        2. ZERO zrozumienia tego handlu emisjami. Pieniądze z tego handlu nie trafiają do bogatszych krajów, w każdym kraju trafiają do budżetu tego kraju, w Polsce do polskiego. Połowa z nich powinna być przeznaczona na inwestycje w energetykę nieemisyjną, połowa na co kraj chce.

    1. Walcząc z dziurą ozonową wywoływaną przez halony, ograniczano emisje CO2? Coś ci się pomyliło.

      Czy istnieli kiedyś denialiści związku człowieka z kwaśnymi deszczami?

      1. Szanowni Państwo, wyjaśniam co miałem przez to na myśli: Każdy z nas pamięta z pewnością, jak walczono z dziurą ozonową. Nagłośniono problem i zarabiano na problemie pieniądze zamiast faktycznie go rozwiązywać. W tej chwili obrano inny kierunek aby zarabiać – ograniczając co2 w krajach biedniejszych – jest nim zmiana klimatu, która w dziejach Ziemi przebiegała zawsze. Nie przeczę, że klimat się ociepla. Potępiam sposób w jaki się go rozwiązuje. Zobaczcie jak rozwijały się kraje, które stały się bogate. Polska nie stanie się lepszym krajem jeśli będziemy zachowywać się jak bogate kraje. Polska musi zachowywać się tak jak zachowywały się kraje bogate przed tym zanim stały się bogate.

        Niestety obawiam się, że interpretacje badawcze naukowców pozostają tak na dobrą sprawę warunkiem posiadania finansowania badań.

        1. Koleiny pretekst do trzepania kasy i hamowania konkurencyjnych gospodarek, w Europie największymi emiterami CO2 są Niemcy i oni też spalają najwięcej węgla.

          1. Niemcy są już bogaci, dorobili się na wojnie (głównie naszym kosztem). Mają elektrownie atomowe, za chwilę będą mieć drugi rurociąg gazu z Rosji, więc teraz łatwo im zamykać kopalnie i powiedzieć “no to teraz redukujmy CO2”. Niemcy są w nieporównywalnie bardziej komfortowej sytuacji od Polski.

          2. @Marcin

            Niemcy są już bogaci, dorobili się na wojnie (głównie naszym kosztem).

            Nie powtarzaj bezsensownych memów. Niemcy z tej wojny, którą sami zaczęli, wyszli ze zniszczonym przemysłem (jeśli coś przetrwało to tyko dlatego, ze nie wykonano rozkazów szalonego Führera), z utraconą wschodnią częścią kraju, a środkową okupowaną przez ZSRR (tzw. NRD), z kilku milionami poległych na frontach, milionem zabitych cywilów (głównie przez własne władze) i kilkoma milionami mężczyzn przetrzymywanych przez 10 lat w Rosji. W sumie wspaniały pomnik nacjonalizmu.

            To czemu Niemcy tak szybko się wzbogaciły to dobre pytanie. Zapewne Plan Marshalla i fakt, ze odbudowany przemysł był nowocześniejszy niż stary u państw zwycięskich. I to, że porażka zmusza do reform, a zwycięstwo powoduje zadufanie w sobie. Natomiast na pewno nie były to “zęby żydowskie” jak niektórzy ignoranci twierdzą, choćby dlatego, że te w dużej większości trafiły (w postaci sztabek) jako opłaty za import do Szwecji i Szwajcarii już podczas wojny.

            Sorry za offtop polityczny ale jest pewien poziom mijania się z rzeczywistością, którego nie umiem znieść…

            PS. Polska wyszła z wojny mniej więcej w podobnym stanie zniszczenia jak Niemcy. I odbudowa tez dziarsko ruszyła, a tym że szybko zaczęto narzucać absurdalny system ekonomiczny, gdzie jedynym celem był przemysł ciężki, czego tragiczne skutki (także to przywiązanie do węgla) do dziś odczuwamy. Zresztą NRD miało ten sam problem z podobnymi skutkami. Do dziś nie załatano różnicy w poziomie życia między dawnymi dwoma państwami niemieckimi.

          3. Niemiecka gospodarka – 6 razy większa niż polska, a CO2 emitują tylko 2 razy więcej. To tylko pokazuje jak koszmarnie nieefektywna jest polska gospodarka.

        2. Ale wiesz, że problem dziury ozonowej zlikwidowano, czy może nie dotarły do ciebie te wieści?
          W dodatku Polska na tle świata jest krajem bogatym, czy ci się to podoba czy nie.
          Przerażające jest, ilu mamy nawet tu fanów teorii spiskowych.

          1. Problem dziury ozonowej nie zlikwidowano jeszcze całkowicie, a jedynie zażegnano kryzys. Nad Antarktydą dziura wciąż jest i zmniejsza się bardzo powoli.

          2. Ale się zmniejsza. Więc wprowadzono skuteczne rozwiązania.
            “The ban came into effect in 1989. Ozone levels stabilized by the mid-1990s and began to recover in the 2000s. Recovery is projected to continue over the next century, and the ozone hole is expected to reach pre-1980 levels by around 2075.[4] The Montreal Protocol is considered the most successful international environmental agreement to date”.

          3. To że “udało się” z dziurą ozonową, nie znaczy że musi być tak samo z GO. To zupełnie inny problem, dużo poważniejszy. Łatwiej wyeliminować z gospodarki freon niż CO2.
            Jedyne co się elitom brukselskim do tej pory “udało”, to zwiększyć rozwarstwienie ekonomiczne i podburzyć nastroje społeczne (zamieszki we Francji). A nas czekają za rok drastyczne podwyżki cen prądu (częściowo z powodu limitów emisji właśnie!). Brawo! A CO2 dalej rośnie…

          4. @Mason: okaż papiery na swoją tezę. Wg PKB (które oczywiście nie musi być najlepszym wskaznikiem) wg różnych źródeł jesteśmy na 22-25 miejscu na ponad 180 podmiotów. W PKB na mieszkańca wypadamy gorzej, bo w okolicach 45 miejsca, ale nadal nie jest to dużo powyżej średniej.

  2. Ja z 2018 zapamiętam kwiecień i maj. Jeśli chodzi o lato to pomimo że zapisało się ono jako rekordowo ciepłe to nie wydarzyło się tam nic szczególnego jeśli chodzi o najwyższe temperatury maksymalne oprócz wysokiej średniej za cały ten okres (czerwiec-sierpień) . Oczywiście bezwzględnie przeważały anomalie dodatnie ale na uwagę zasługuje duży atak zimna na przełomie lutego i marca gdzie na początku tego drugiego notowano lokalne rekordowo niskie temperatury maksymalne. Można do tego dodać jeszcze rekordowo niską temperaturę maksymalną lokalnie na wschodzie Polski na początku lipca. W drugą zaś strony rekordy ciepła z początku listopada. Wbrew temu co sądzą niektórzy ochłodzenie z II połowy listopada już nieszczególnie zasługuje na uwagę bo anomalia ujemna nie była aż tak duża, a na pewno nie w stosunku do potencjału. Po prostu nie było to nic niezwykłego. Kolejny rekordowo ciepły rok w tak krótkim czasie tylko potwierdza trend ocieplenia klimatu. Ponieważ zakończył się również grudzień ostatni miesiąc więc mogę jeszcze raz ( ostatni) też subiektywnie ocenić najlepszy i najgorszy miesiąc biorąc pod uwagę po 1.usłonecznienie, 2. temperatury, 3. liczba dni z opadami ( nie zawsze koreluje z usłonecznieniem np. czerwiec był pochmurny ale z niebyt dużą ilością opadów), 4 wiatr. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki najlepszy był u mnie maj a najgorszy oczywiście grudzień. 2019 zaczyna się pogodowa fatalnie bo mamy połączenie opadów, temperatur na poziomie ok 5 stopni i do tego jeszcze silny wiatr, ale jest perspektywa na lepszą pogodę niedługo.

    1. Bardzo dobra pogoda, wieje wiatr, pada deszcz i nawet się wypogadza w przerwach miedzy opadami. Taką zimę nawet lubię choć wolę tą w wersji BN 2013.

      1. cieszmy się z dzisiejszego dnia, bo od jutra jak zwykle zresztą to bywa tuż za rogatkami Górnego Śląska będzie podział Polski na dwie części zimową i późnojesienną. Poprawy w prognozach nie widać :(

  3. 2019 zaczyna się 24. dniem bez większych rozpogodzeń z rzędu, aura oczywiście mokra i wietrzna. Wczoraj wyjątkowo nie padało ale i tak było pochmurno. Począwszy od 9 grudnia zachmurzenie średniodobowe tylko JEDEN raz spadło poniżej 7/8 i było to w dniu 19 grudnia – wyniosło wtedy 6,6 czyli wciąż bardzo dużo, powyżej normy nawet dla grudnia (6,0). A to był najbardziej pogodny dzień (doba) od 9 grudnia!!!

    Prognozy są nadal pochmurne więc miesiąc bez słońca u siebie mam prawie pewny. To jest duża anomalia nawet zimą, zimy nie należą u nas do zbyt pogodnych ale te 40-60h słońca na miesiąc jest, tutaj będzie ZERO słońca przez 30 dni! Chociaż tyle dobrze że będzie całodobowy mróz i śnieg, bo jednak pochmurna aura dużo lepiej mi mija przy mrozie i śniegu niż przy lekkim plusie i jesiennej słocie.

    Grudzień oprócz rekordowego zachmurzenia przyniósł też dość wysoką sumę opadów 72 mm. Drugi najbardziej mokry grudzień od 30 lat. Rekord z 2005 wydaje się być nie do ruszenia bo wynosi aż 155 mm i mocno odstaje od czegokolwiek innego.

  4. Nowy rekord… hehe nawet mnie to nie rusza, przez łatwość z jaka kolejne rekordy są bite. I to jeszcze jak podobno jesteśmy w okresie/cyklu gdzie powinno się lekko ochładzać. Myślę że kurs u bukmachera że w ciągu 3 lat padnie kolejny rekord byłby na poziomie 1.1, a że padną 2 rekordy w ciągu 3 lat nie wiecej niż 1,8-2… Jest to przerażające. Migracja to pikuś przy problemie ocieplania się klimatu. Dużo szybciej świat zniszczy pogoda. Zagłada blisko.

    1. Przecież jedno (migracje) jest ściśle związane z drugim (zmiany klimatyczne). I tak, jeśli nie zaczniemy myśleć i działać globalnie, to ludzkość czeka smutny los.

    2. Kolejny rekord jest nieunikniony, pytanie tylko kiedy? W latach 2006/2007 anomalia “roczna” utrzymywała się już powyżej +2K przez prawie 200 dni, tylko nie zbiegła się z kalendarzem.
      Obecnie uśredniona anomalia za okres IV-XII 2018 wynosi ok. +2,35K. Nic dziwnego, wszak każdy z tych miesięcy miał anomalie powyżej +1K, a 6 z nich nawet powyżej +2K. Aby “zbić tę gorączkę” potrzeba byłoby teraz JFM 2019 średnio poniżej +1K każdy. Inaczej anomalia “roczna” znów wzrośnie powyżej +2K (po raz drugi w historii).

  5. 2018 z mojej perspektywy – dziwny był to rok :)
    Stary rok 2017 żegnaliśmy pod niemal zupełnie pogodnym niebem. O północy przez rozświetlane tysiącami eksplozji fajerwerków stratusy przebijały się gwiazdy i lśniący Księżyc. Dosyć symboliczny i intrygujący był to obrazek. Podziwiając go jeszcze nie wiedziałem jak wiele pogodowych atrakcji czeka mnie w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy…
    Styczeń
    Nowy Rok był jednak pochmurny, ale ciepły. Pogodowa frajda zaczęła się jednak parę dni później, kiedy temperatura przy pogodnym niebie potrafiła przekroczyć 10 stopni (tak było np. w Trzech Króli). Na ogół było naprawdę ciepło, jedynie na przełomie pierwszej i drugiej dekady zawitała wyczekana zima. Nie zabawiła jednak długo. Jakkolwiek lubię białe krajobrazy i lekki mrozik, tak ciepło połączone z wysokim usłonecznieniem i niemal zupełnym brakiem „pluchy” przypadło mi do gustu. Wielokrotnie można było się rozmarzyć i pomyśleć o wiośnie. Styczeń 2018, to chyba pierwszy naprawdę bardzo ładny i zarazem ciepły styczeń i zapisuję go wśród swoich ulubionych. Ze średnią temperaturą 1,7 stopnia i usłonecznieniem 87,5 godziny okazał się 7-ym najcieplejszym (pomiary od 1954r) i 5-ym najbardziej słonecznym (pomiary od 1966r) w historii pomiarów. Chyba w tym roku nie będzie już zimy – można było pomyśleć.
    Luty
    A jednak zima objawiła się. 1 lutego był bardzo ciepły i pogodny. To był jedyny dzień, a Nowy Sącz był jedynym miejscem w Polsce, gdzie podczas tego lutego temperatura osiągnęła próg 10 stopni. Już 2-go zaczął padać dość zdecydowany śnieg, który pozostał na ziemi przez ponad miesiąc. W pierwszej połowie lutego temperatury maksymalne były na ogół na lekkim plusie, ale umiarkowanie mroźne noce sprawiły, że na 28, tylko 3 dni nie przyniosły termicznej zimy. Narciarze i uczniowie mający ferie musieli się cieszyć, bo śniegu nie ubywało. Pokrywa nie była jednak uciążliwa, nie większa niż –naście centymetrów. Zima zaznaczyła swoją odpowiedź na przełomie I i II dekady, kiedy przyszła fala dwutygodniowego całodobowego mrozu i znacznych anomalii. 24 lutego po południu wystąpił krótki, ale bardzo silny opad śniegu, ograniczający widoczność niemal do zera. Pod koniec miesiąca często widywałem padający śnieg przy temperaturze -12/-13 stopni, co jest już dosyć nietypowe. Miesiąc zawiódł pod względem usłonecznienia (w dniach 8-16 lutego słońca nie było w ogóle), ale na szczęście śnieg rozjaśniał otoczenie. Ze średnią temperaturą -3,2 stopnia i usłonecznieniem 45,5 godziny luty zakończył się jako 15-ty najchłodniejszy (4-ty w ostatnich 30 latach) i 5-ty najmniej słoneczny.
    Marzec
    Późnym wieczorem 28 lutego śnieg przestał padać i niebo się rozchmurzyło, co sprawiło że wczesnym rankiem temperatura spadła do -20,4 stopnia (na moim termometrze było równe -21). Tak zimno w marcu nie było od 3 marca 1987 roku. Wcześniej tak niezwykłe chłody wystąpiły jeszcze w 1963 i 1971, co sprawia że było to naprawdę niezwykłe osiągnięcie. 1 marca i kolejne dni, choć ekstremalnie zimne, były pogodne i nareszcie można było zauważyć jak bardzo wydłużył się już dzień. Zima szybko ustąpiła miejsca zaawansowanej wiośnie, oszczędzając nam pluchy. Razem z bardzo ciepłym weekendem (w niedzielę 11 marca było aż 17 stopni) przyszedł też niestety wiatr, który trochę niweczył starania wiosny i obniżał temperaturę odczuwalną. Wyjątkowo pięknie i bezwietrznie było w poniedziałek – ten dzień był naprawdę super. Przyroda trochę się ruszyła, ale już następnego dnia nadeszło stopniowe ochłodzenie, które 17 marca przerodziło się w silny atak zimy z trzema całodobowymi mrozami i bardzo silnymi opadami śniegu skutkującymi ok.25-centymetrową pokrywą śnieżną. Przez całą zimę nie było mi tak zimno jak wtedy. Ostatnie dni marca przyniosły odwilż i spokojne postępy wiosny. Miesiąc przyniósł za dużo zimy, ale z uwagi na sporą ilość słońca i prawdziwie wiosenne epizody, nie jestem wobec niego zbyt krytyczny. Ze średnią temperaturą 0,8 stopnia (bardzo chłodny!) i usłonecznieniem 140,5h zakończył się jako 12-ty najchłodniejszy (w ciągu ostatnich 30 lat, tj. od 1989r 3-ci ex aequo z marcem 2006) i 9-ty najbardziej słoneczny.
    Kwiecień Stulecia
    1 kwietnia, czyli Niedziela Wielkanocna, to był wyjątkowo paskudny dzień. Lało marznącym deszczem przez całą dobę, a około południa powiało śniegiem, który na parę sekund zostawał na ziemi. Przy tym było przenikliwie zimno, nie chciało się wystawiać nosa z domu. Co było dalej? Spójrzcie na zdjęcia i ich opisy, bo trudno o tym wszystkim pisać. Gdyby takiego miesiąca nie było, nie wiedziałbym że coś takiego jest możliwe. Cudowny, a zarazem niepokojący i zdumiewający miesiąc. Jego średnia temperatura wyniosła 14,1 stopnia, ale zważając na noce, jakie siłą rzeczy w kwietniu nie mogą być bardzo ciepłe (choć i w tym aspekcie bito rekordy), lepiej przyjrzeć się średniej temperaturze maksymalnej, która wyniosła 21,7 stopnia (przy dotychczasowym rekordzie z 2009 roku wynoszącym 19,5). Proszę sobie wyobrazić, że przez ostatnie 30 lat było tylko 5 majów z taką lub wyższą temperaturą (nie liczę maja 2018, który wtedy był przyszłością)… Były „gorsze” lipce i sierpnie – w lipcach 1962, 1974, 1979, brr!1980 i 1984 i sierpniach 1965, 1976 i 1987 średnia temperatura maksymalna była niższa… Jedyny rekord którego nie pobił, to rekord usłonecznienia (2009 wins), resztę rekordów zdeklasował jak Kamil Stoch konkurencję w Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2017/18 :D
    Link do komentarza z linkiem do zdjęć (czytajcie opisy!): https://meteomodel.pl/BLOG/prognozy-na-swieta/#comment-104153
    Maj
    Podczas majówki można było poczuć się jak w środku lata nie tylko dzięki temperaturom sięgającym 3 maja 29 stopni, lecz również dzięki niesamowicie rozwiniętej roślinności. Drzewa wyglądały jak w lecie, ani śladu „półnagich” gałęzi. Kolejne dni przyniosły wręcz sielankową wiosnę, z wyjątkiem swoją drogą pięknego weekendu 9-11 maja, kiedy wróciły gorące, letnie dni. 15 maja nadeszło ochłodzenie połączone z opadami i na trzy dni trzeba było zapomnieć o słońcu. Nie narzekałem jednak na to ochłodzenie i deszcz, bo ziemia była już naprawdę mocno wysuszona. Piękna pogoda wróciła w moje urodziny 19 maja, od kiedy już do końca miesiąca wróciły „lampowe” dni i ciepło. Na samym końcu meteorologicznej wiosny nadeszła fala gorąca (niestety w średnio przyjemnej formie), a 31 maja po raz pierwszy od 25 maja 2007 roku temperatura w maju przekroczyła 30 stopni (dokładnie 30,1). Miesiąc bardzo mi się podobał, przyniósł lato w moim ulubionym wydaniu, więc uważam go jako swój ulubiony piąty miesiąc roku. Cieszyło wyjątkowo wczesne pojawienie się owoców i lazurowe niebo, nierzadko bez chmurki. Martwiły tylko doniesienia o kolejnych rekordach i permanentnym, trwającym z minimalnymi przerwami od 8 kwietnia, braku ochłodzeń w prognozach. W większości miast maj wyrównał bądź pobił (niekiedy dosyć znacznie) maj 2002 roku, w Nowym Sączu jednak maj sprzed 16 lat zdołał obronić swój rekord (16,8 vs 16,6 stopnia, średnia TMax 23,4 vs 23,3). Srebrny medal przyznajemy również w kategorii – usłonecznienie. 286,4 godziny to wartość ekstremalna (nie było tyle w żadnym czerwcu!), ale zabrakło 12 godzin do pobicia maja 2000.
    Czerwiec
    Od początku był to miesiąc gorący, a wręcz upalny, lecz przy tym nieco parny i duszny. Niebo nie było już na ogół tak lazurowe jak w maju, lecz jakby przysłonięte lekką mgiełką. Wyjątkowo miło (mój ulubiony pogodowy epizod tego czerwca) zrobiło się podczas małego ochłodzenia 6-7 czerwca („ochłodzenie” to dużo powiedziane, bo „maksy” spadły zaledwie do 23-25 stopni i to tylko na dwa dni). Tego dnia odleciałem na tydzień na wczasy na Sardynię (jednak nawet tam byłem na bieżąco z pogodą w Polsce i wpisami sugerującymi trzeci z rzędu rekord :D ). 14 czerwca wylądowałem już w innej rzeczywistości. Było chłodno i pochmurno, ale już po dwóch dniach wróciło już nieco słabsze niż na początku miesiąca lato, które miało swoje apogeum bardzo upalnego i zarazem dusznego 21 czerwca. Ten dzień był odczuwalnie ciężki, a gorąco trzymało do późna, lecz wieczorem (bardzo lubię długie czerwcowe wieczory  ) na horyzoncie widać było już potężny wał chmur, niosący zmianę pogody. Nie było z tego burzy, ale po 23-ej zerwał się silny wiatr, a zmieniającą się temperaturę można było wyczuć na własnej skórze. Temperatura 27,8 stopnia figurująca w danych meteo pochodzi z godziny 18 poprzedniego dnia. Rozpoczął się półtoratygodniowy ciąg odczuwalnie „nieletnich” dni (także temperatura średnia była na ogół poniżej „15”). Usłonecznienie trzeciej dekady czerwca (obejmującej „lampowy” 21 VI) wyniosło 30,3 godziny – takiego wyniku nie powstydziłby się nawet czerwiec 1985. Po wspomnianym 21-ym temperatura maksymalna tylko raz osiągnęła 20 stopni (22 i 30 czerwca to dni „na dopingu”, czyli z wysokim „maxem” pochodzącym z poprzedniego dnia). Na szczęście zażegnana została susza. Czerwiec oceniam jako najgorszy miesiąc lata (rok i dwa lata temu był za to najlepszy). Brakowało dni z temperaturą zawierającą się w lubianym przedziale 20-24 stopnie, były takie 3 w całym miesiącu. Poza tym albo gorąco albo chłodno jak na lato, do tego to zamglone niebo „oszukujące” słońce. Z temperaturą 18,1 stopnia czerwiec zapisał się jako 9-ty najcieplejszy; usłonecznienie natomiast osiągnęło 193,4 godziny (mniej niż w kwietniu i maju), czyli normę.
    Lipiec
    1 lipca był odczuwalnie wręcz zimny. Średnia temperatura 12,1 stopnia to w lipcu poniżej oczekiwań, ale cóż, grunt że widać było „dobrą zmianę”. Już następnego dnia temperatura wróciła na poziom 20 stopni w połączeniu ze słońcem (ostatnimi laty coraz mniej takich chłodnych a słonecznych dni w lecie niestety), zaś 3 lipca odnotowano najchłodniejszą lipcową noc od lipca 1996 roku – temperatura spadła do 6,3 stopnia. Mimo to właśnie rozpoczynał się najlepszy pogodowo czas tego lipca. Przez kilka dni temperatury sięgały 27-29 stopni, ale dzięki niskiej wilgotności owo ciepło nie tylko mi nie dokuczało, lecz wręcz było przyjemne. Bardzo ładne lipcowe lato trwało do 11 lipca, kiedy rozpoczął się ciąg dziewięciu deszczowych i dość ponurych dni, a zarazem dusznych dni. Najgorszy z najgorszych był 19 lipca, kiedy napadało 44,1mm opadu. Nie tylko nikt nie przejmował się już wtedy suszą, lecz pojawiła się groźba podtopień. Rzeki były mocno wzburzone, takiego obrazka nie widziałem od maja 2014. W lipcu 19 na 31 dni miało w sobie opady. Na szczególną uwagę zasłużyły tu jednak temperatury średnie, które dzięki anomalnie ciepłym nocom były naprawdę wysokie. Bardzo lubię temperatury 20-23 stopnie, ale mają one dla mnie sens przy słońcu i pogodnym niebie, tak jak np. 6-7 czerwca lub 2-3 lipca. Przy padającym deszczu i szczelnej pokrywie chmur to takie „zgniłe lato” – niby ciepło, a wydaje się chłodno… Bywałem zdziwiony, kiedy na drugi dzień rano otwierałem „aktualne dane pomiarowe” i dowiadywałem się że wczoraj wcale nie było zimno, lecz w pobliżu a nawet powyżej normy. Trzecia dekada lipca niestety zbytnio się nie „zrehabilitowała”. Po bardzo ładnych i aktywnie spędzonych dniach 21-23 lipca, nadszedł dość ciężki okres parnej i gorącej pogody. Wprawdzie tylko raz temperatura osiągnęła 30 stopni (jeszcze do tego wrócę), ale przez tropikalną aurę towarzyszącą tym temperaturom przestawało mi się to podobać. Dobrze, że przynajmniej na pełną astronomicznych atrakcji „Czerwoną Noc” 27 lipca aura dopisała. Lipiec nie przypadł mi do gustu przez wiele dusznych, wilgotnych dni. Zabrakło jednak tylko 0,4 stopnia do tego, aby był to pierwszy od 1997 roku i dziewiąty po 1953 roku lipiec bez upału. Absolutna temperatura maksymalna wyniosła 30,3 stopnia, czyli mało jak na lipiec. Nie można tego jednak powiedzieć o wspomnianych już temperaturach minimalnych, które były niemal rekordowo wysokie (i to pomimo bardzo chłodnych nocy 2-4 lipca). Aż 5 nocy było cieplejszych od najcieplejszej nocy lipca 2006. Średnia temperatura wyniosła 19,3 stopnia (15-ty najcieplejszy w historii), a usłonecznienie 225,6 godziny, czyli ku mojemu zaskoczeniu lekko powyżej normy, podobnie jak zdziwiła mnie niezbyt anomalna suma opadu wynosząca 133,3mm. Lipiec wydawał mi się bowiem dość pochmurny i bardzo mokry.
    Sierpień
    Jego początek przyniósł kontynuację gorących dni w nieznośnym wydaniu, ale przynajmniej powróciły prawdziwie słoneczne, niemgliste dni. 9 sierpnia, to pod każdym względem najcieplejszy dzień tego roku, choć w porównaniu z innymi regionami i miastami na szczęście i tak nie był tak straszny. Jego temperatura średnia wyniosła 24,2, zaś maksymalna – 32,2 stopnia, podczas gdy większość z Was czytających ten wpis pogoda uraczyła średnimi dobowymi grubo ponad 25 stopni. Jeśli w pierwszych dwóch dekadach występowały ochłodzenia, to bardzo krótkie i mało znaczne. 11 sierpnia nie chciało się wystawić nosa za drzwi, bo było chłodno i padało cały dzień, ale już 12-go mieliśmy nieograniczone słońce przy 25 stopniach. „Noc spadających gwiazd” w tym roku udała się tak doskonale jak tylko się da. Nad ranem 13 sierpnia widoczność była tak wspaniała, że 3 kilometry od ścisłego centrum miasta widziałem wszystkie większe wyłomy i pociemnienia w Drodze Mlecznej i istne mrowie gwiazd. Kolejne dni i tygodnie kontynuowały pogodową „nudę”, raczyły wspaniałym usłonecznieniem przy niewadzącej wilgotności i niepokoiły rosnącą miesięczną anomalią szykującą się na starcie z rokiem literackiego powrotu pewnego pana Tadka do Soplicowa. Kto by pomyślał… chyba tylko Arctic Haze ;) U kresu miesiąca nadeszło jedyne w tym miesiącu ochłodzenie z prawdziwego zdarzenia. Aż dwa razy temperatura nie przekroczyła 20 stopni (jak na ten sierpień to coś niebywałego) i trochę popadało. Mimo częstych upałów oceniam sierpień jako najlepszy miesiąc lata 2018. Ze średnią temperaturą 19,9 stopnia zapisał się jako ekstremalnie ciepły, trzeci najcieplejszy sierpień w historii (za 1992 i 2015). Ponownie pomogły tu jednak noce, które w tym miesiącu były rekordowo ciepłe; pod względem „maksów” sierpień spychamy bowiem z trzeciego na piąte miejsce. Kończy się lato, więc warto wspomnieć, iż mimo niezwykłego ciepła był to jeden z zaledwie dwóch sezonów letnich ostatnich 10 lat, w których nie zanotowano temperatury średniej 25+. Po 2000 roku takich temperatur nie było (oprócz 2018) tylko w 2002, 2003, 2004, 2008 i 2014 roku. W latach 1964-1984 takich dni nie notowano wcale, ale to szczegół ;) Absolutne maksimum (32,2) również było dość niskie jak na tutejsze możliwości. W bieżącym stuleciu niższe było jedynie w 2014 roku; w ciągu ostatnich 30 lat, czyli od 1989 roku dodatkowo w 1990, 1991 i 1996. Usłonecznienie wyniosło 250,5h (8-me najwyższe w historii), a suma opadu – 86 mm. Pod względem opadów lato było minimalnie poniżej normy 1981-2010.
    Wrzesień
    Od samego początku prognozy wskazywały na to, że goszczące od kwietnia lato nadal nie ma zamiaru się pożegnać. Zaczęła się jesień, a większość prognoz nie widziała nawet żadnych dni z temperaturą maksymalną poniżej 20 stopni. 4 września gorące lato ustąpiło miejsca pogodzie późnoletniej/wczesnojesiennej z temperaturami 20-24 stopnie i schładzającymi się nocami. Wszystko działo się nadal bardzo niskich sumach opadu i dużej pogodności. Wydawało się, że to będzie już płynne przejście do jesieni, ale lato postanowiło przypuścić kolejny atak. 12 września temperatura znów podskoczyła niemal do progu upału, a po kilku dniach przerwy nadszedł ostatni, a zarazem naprawdę mocny gorący epizod, obejmujący zasięgiem już trzecią dekadę września. Do 21 września temperatura przy bezchmurnym niebie regularnie przekraczała 26-27 stopni, a wieczory były nieraz tak ciepłe jak w lipcu. Na blogu niektórzy byli już zdania że nie unikniemy kolejnego rekordu miesięcznego. Wtedy nadeszło jednak załamanie pogody, przynoszące kres letnim dniom. Mimo dużego ochłodzenia, nie odpuściło słońce. To nie było już jednak to samo słońce co kilka dni wcześniej. Pełniło już bardziej funkcję dekoracyjną niż grzejącą. 26 września rano na trawie pojawił się szron, ilustrujący przymrozek. A jednak nie. Temperatura maksymalna zatrzymała się na 0,1 powyżej zera. Mogło się wydawać że szansa na pierwszy wrześniowy mróz od ponad 20 lat została stracona, ale wtedy nadeszła noc z 29 na 30-ty. Tego poranka temperatura obniżyła się do -1 stopnia, stanowiąc najchłodniejszą wrześniową noc od 1995r. I to jest to, czego nie lubię. Zbyt szybkie przejście z lata do termicznie zaawansowanej nocy. O ile niedziela 30 września była dość ciepła i przyjemna, to wrzesień stanowczo nie jest czasem na spadki poniżej zera… Generalnie oceniam go jednak jako dobry miesiąc, choć przy ostatniej fali gorąca miałem już dużą ochotę na nadejście jesieni. Lubię ciepłe, a nawet gorące wrześnie jak w 2016 roku, ale tym razem, mając na uwadze długość i intensywność trwającej pory ciepłej, można było odnieść wrażenie, że lato nigdy się nie skończy. Miesiąc obfitował też jednak w dni termicznie odpowiadające przełomowi lata i jesieni. Średnia temperatura września wyniosła 15,1 stopnia, co sprawia że był 11-ty najcieplejszy w historii (w ostatnich 30 latach cieplejsze lub równe były wrześnie 1994, 1999, 2006, 2009, 2011, 2015 i 2016. Co ciekawe, najcieplejszy wrzesień w Nowym Sączu, to nie 1999 ani 2006, lecz… 1982. Średnia temperatura maksymalna wyniosła 22,1 stopnia (pod tym względem wrzesień 2018 utrzymuje się na 8-mym miejscu razem z wrześniami 1994 i 2016). Usłonecznienie pobiło rekord 2006 roku i wyniosło 223,5 godziny.
    Październik
    Początek miesiąca był dość niestabilny. Odczuwalnie bywało dosyć chłodno i pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Niektóre prognozy sugerowały powtórkę października 2010, ale zamiast tego natura podarowała nam chyba najpiękniejszy pogodowy epizod tego roku – najpiękniejsze październikowe „babie lato”. Od 5 do 18 października przy wręcz nieustającym słońcu, pod niebem nieskalanym często choćby najmniejszą chmurką, temperatury regularnie przekraczały 20 stopni, najwyżej wzbijając się 11 października, kiedy zanotowano 24,7. Cudowna jesień, pogodowe przypomnienie kwietnia i maja zamiast niestety częstych w październiku szarug jak przed dwoma laty. Tylko długość dnia już nie ta. 19 października pogoda się zepsuła, temperatury coraz częściej nie przekraczały 10 stopni, a atak na niebo przypuściły stratusy. 29 października rozpoczął się kolejny niesamowity epizod. Przy wspomaganiu fenowym temperatury rosły z minuty na minutę, osiągając 21,7 stopnia, podczas gdy dzień wcześniej było zaledwie 9. Następnego dnia odnotowano wręcz niesłychanie wysoką temperaturę średnią dobową, równą 18,5 stopnia. Noc z 29 na 30 października była cieplejsza od 29 na 31 nocy z… lipca 2006. 16,8 stopni temperatury minimalnej u progu listopada, to coś doprawdy niesamowitego. Październik 2018 wespół z październikiem 2006, kiedy „babioletnie” dni były bardziej rozproszone, uważam za swój ulubiony październik. Z usłonecznieniem 166,1h traci zaledwie 0,3 godziny do rekordowego października 1988, zaś w aspekcie temperatury, ze średnią 11,0 stopnia sytuuje się na 8-mym miejscu w historii, ex aequo ze wspomnianym październikiem 2006 roku.
    Listopad
    Od początku był to miesiąc wybitnie ciepły i słoneczny. Po raz trzeci w historii słupki rtęci w dniu Wszystkich Świętych pokazały 20 stopni. Był to jednak dopiero początek, bo „20” padły aż 4 razy, ustanawiając tym samym rekord liczby listopadowych dni odznaczających się takim ciepłem. Najbardziej anomalnie było 6 listopada, kiedy zanotowano 21,6 stopnia. To już blisko do absolutnego rekordu listopada z 1963 roku. Ciepłu towarzyszyło bardzo wysokie usłonecznienie, wiele dni było wręcz bezchmurnych, nawet stratusy zbytnio nie dokuczały. Dekada 5-14 listopada przyniosła niebywałe 73,4 godziny ze słońcem! To zaledwie o 5 godzin mniej niż cały listopad 2017 (swoją drogą słoneczny) Bardzo ciepło i nieustannie pogodnie zapisał się w tym również dzień rocznicy odzyskania niepodległości. Złota jesień potrwała do 13-14 listopada… i na tym koniec. Słońce zrobiło sobie urlop, a do pogody wkroczyło przedzimie/lekka zima. Generalnie był to dość ponury i nieciekawy okres, ale kiedy 29 i 30 listopada wróciło słońce, temperatura minimalna obniżyła się do -10,4 stopnia, czyli najzimniejsza listopadowa noc od 2004 roku. Czwarta taka noc „do kolekcji” tego roku. Dwa ostatnie dni listopada przesądziły o pobiciu rekordu usłonecznienia z 2011 roku, który teraz wynosi 119,1 godziny (przebicie o 2,4h). Pod względem termicznym listopad 2018 był ciepły, z temperaturą 5,5 stopnia. Taka sama była w dużo cieplejszym w skali kraju listopadzie 2015.
    Grudzień
    Grudzień jeszcze się nie zakończył, ale parę słów można o nim napisać. Choć jego pierwsze dwa dni przyniosły bardzo ładną, zimową i słoneczną pogodę, to zdecydowana większość reszty dni była bardzo ponura. Dobrze przynajmniej że w tygodniu przed Świętami była mała pokrywa śnieżna trochę rozjaśniająca krajobrazy. Cieszyły mnie też białe Wigilia i pierwszy dzień Świąt, z konkretnymi opadami śniegu. 26 grudnia bezśnieżne szarugi wróciły już niestety do odwołania… Usłonecznienie, to niewiele ponad 30 godzin, będzie to zatem jeden z najgorszych w tym aspekcie grudni i miesięcy w ogóle.
    AKTUALIZACJA 1 stycznia 2019 – Grudzień zakończył się średnią temperaturą 0,8 stopnia (lekko ciepły). Usłonecznienie wyniosło równe 32 godziny, co sprawia że miniony grudzień okazał się 8-mym „najciemniejszym” w historii – mniejsze sumy zanotowano w grudniach 1967, 1969 (najniższa), 1982, 1988, 1995, 2005 i 2009. Grudzień 2018 to pierwszy grudzień od 2012, w którym temperatura nie osiągnęła 10 stopni (maks.abs. 8,6). W 2018 roku było 27 dni z całodobowym mrozem, najwięcej od 2013 roku. Absolutna temperatura maksymalna, to 32,2 stopnia z 9 sierpnia, zaś absolutne minimum, to -20,3 z 1 marca (trzeci w historii przypadek, kiedy absolutnie najniższą temperaturę roku zanotowano poza zimą; pierwszy był w 1971, a drugi w 1988 roku).
    Moje oceny miesięcy (skala 1-5):
    Styczeń – 5
    Luty – 3 plus
    Marzec – 4 minus
    Kwiecień – 5 minus
    Maj – 5 plus
    Czerwiec – 3
    Lipiec – 3 plus
    Sierpień – 5 minus
    Wrzesień – 4 plus
    Październik – 5 plus
    Listopad – 5 plus
    Grudzień – 2

    1. Zbyt ekspresowa wiosna. Za dużo skrajności typu: późna jesień vs. silniejszy mróz w porze chłodnej – zamiast tego wolałbym więcej lekko-umiarkowanej zimy (także w aspekcie śniegu, a nie tylko mrozu ze stratusami). Część “lampy” z II kwartału roku chętnie oddałbym na rzecz pogodniejszej II połowy listopada, a zwłaszcza grudnia. Trochę męcząca duchota w okresie 18.07-10.08 (przynajmniej na Mazowszu), choć ogólnie cały sezon letni oceniam dość pozytywnie. Pozytywnie oceniam też stosunkowo mało ulew/gradobić/powodzi błyskawicznych (poza wyjątkami zwłaszcza w lipcu na SE kraju) oraz wichur. Natomiast za duża była susza na W kraju.

      Jak już napisałem wcześniej, rok 2018 zapamiętam jako wyjątkowy w kontekście dość szybkiego kolejnego rekordu ciepła – przejściowo wespół z rekordowym usłonecznieniem – przy mimo wszystko (jak na takie roczniki) nie tak krótkim okresie zimowym.

      W kolejnych rocznikach przydałoby się więcej umiaru termicznego i mniej skrajności (bez)opadowych, przy Tavg rocznych o rząd 0,75-1,5 st. niższych niż w rocznikach 2015/2018.

      1. Dla mnie latem najgorszy oprócz tego duszno-upalnego okresu, była ponura ciemnica z niemal ciągłym deszczem w 2 dekadzie lipca. No i 3 dekada czerwca też nie za ciekawa.
        Wiem, że opady były potrzebne bardzo, ale takie nadrabianie też nie jest dobre i na pewno bardzo nieprzyjemne.
        Co do gwałtownych zjawisk pogodowych to nie masz niestety racji- było ich bardzo dużo. Zalanie Łodzi w kwietniu i maju, bardzo wczesne burze, trąba powietrzna koło Iłży i gradobicia w wielu regionach 26.05, liczne ulewy w lipcu, niekiedy podtopienia, 11.08 w wawie historyczna ulewa, dzień wcześniej w pasie od Krakowa, przez Radom po wschód Mazowsza i Podlasie groźna formacja burzowa.
        Łowcy Burz mieli kupę roboty. Nie pamiętam tak niespokojnego roku.

        1. Przynajmniej pod względem ulew (w skali całego kraju) o wiele gorszy był rok 2017. A i w 2018 nie mieliśmy czegoś na miarę wichury w sierpniu 2017 na N Polski.

          1. Za to była trąba powietrzna, a co do ulew, to nie wydaje mi się żeby było ich dużo mniej. Sam sezon letni w niemałej części kraju był przecież bardziej mokry jak ten z 2017.

  6. “Kolejny rekord jest nieunikniony, pytanie tylko kiedy?”

    ->>> I ta druga kwestia jest tu kluczowa. Bo możemy mieć zarówno tak, że rok 2018 będzie potwierdzeniem dalszego wzmocnienia trendu ocieplenia klimatycznego, ale może też i być takim drugim (dodatkowym) “pikowaniem”, po którym jednak przez np. kilkanaście lat nie będziemy mieli nowych rekordów rocznych ciepła w skali lokalnej (zarówno tych przypisanych konkretnym rocznikom, jak i rocznikom ruchomym).

    Dla mnie ta druga opcja byłaby miłą odmianą po ostatnich 5 latach, bo na dłuższą metę nie jest możliwe, abyśmy notowali tak częste rekordy, przy trendzie ocieplenia dobijającym do +0,5°C/dek. (a nawet go przekraczającym) bez “wsparcia” czynnikiem globalnym.

    Trend globalny to jedno – tu liczyć należy na coraz większą determinację i skuteczność w zmniejszaniu emisji w skali całego Świata. Natomiast dodatkowo będzie cieszyło (przynajmniej mnie) jeżeli okazałoby się, że teraz dodatkowe czynniki w skali lokalnej osłabią u nas trend ocieplenia, który w ostatnim czasie zaczął przebijać już (chyba) trend globalny 2-krotnie.

    Każde informacje nt. potencjalnego, a jeszcze lepiej realnego spowolnienia zmian związanych z AGW przyjmuję z “ulgą”…

  7. Dobiegł końca ten niezwykły rok, który zaskakiwał najróżniejszymi wydarzeniami. Czas na kompleksową jego ocenę :)

    Styczeń- miesiąc, który zaczynał się wspaniale, a potem zmarnował swoją szansę. Pierwsza dekada fenomenalna, ciepło, mnóstwo słońca, chociaż prawie codziennie coś popadywało. Ciepłem zaskoczyły zwłaszcza 1 i 6.01, przynosząc prawie 10 stopni. Ten drugi w dodatku przy świecącym słoneczku, cudowny dzień. Potem już coraz mroźniej, ale nadal słonecznie (8-9.01). Druga dekada już prawdziwie zimowa, najpierw z mrozem, potem ze śniegiem, a początek trzeciej dekady z obiema tymi rzeczami.
    Śnieg u mnie leciutko sypał 12.01 (ślad), potem spadł 16.01, a porządnie, blisko 10cm- 18.01. Stopił się dopiero po 5 dniach odwilży, 28.01. Słońca coraz mniej, pogodne (ale nie w pełni…) 13.01,15.01,16.01,18.01,20.01,22.01. Od 24.01 zaczęło się dość ponure ocieplenie. Słonecznie tylko 25.01 i 31.01 a szczyt ciepła na dni 25.01 (chyba rekord avg) i 28-31.01. (29.01 najcieplej, ponad 10 stopni 😍)

    Moja ocena:4+

    Luty- miesiąc bardzo słaby. Pierwsze dwie dekady wyjątkowo ponure z okolozerową nudą, ostatnia pogodna, ale mroźna. Nic przyjemnego. Przed 18 lutego tylko dwa dni słoneczne 5 i 7 lutego, i dwa z większymi przejaśnieniami 6 i 13 lutego. Jak szukać na sile pozytywów to okres 18-23.02 nie był tragiczny. Lekka termiczna zima, słońca mnóstwo. Ale potem końcówka bardzo mroźna i to w momencie kiedy się już powoli wyczekuje wiosny. U mnie temperatura po raz pierwszy tej zimy spadła poniżej -10 stopni 24.02. Kolejne noce były poniżej -15, a 26.02 temperatura nie przekroczyła -10 w pełni dnia. Fala mrozów niestety u mnie dość pochmurna, zwłaszcza okres 26.02-1.03. Do 25.02 w miarę ładnie.

    Moja ocena: 2

    Marzec- dużo skrajności przyniosł, w pamięć mi zapadł falstart wiosny (z rekordem avg nawet). 11-13.03 były piękne i bardzo ciepłe, u mnie powyżej 15 stopni. Zreszta cały okres 5-13.03 był spoko, na szóstkę wg mnie. Pochmurny tylko 7 marca, z pluchą. Pierwsze 4 dni miesiąca mroźne, dopiero 4.03 w miarę spoko temperatura i pełna lampa. Od 14 do 16.03 trzydniowy okres bez słońca. Potem 16.03 sypnęło śniegiem i przymroziło kilka dni. U mnie mimo, że opad w mm słabiutki, to było 8 cm śniegu. Zniknął on ostatecznie koło 21 marca. Mrozy na szczęście słoneczne, u mnie 17-19.03 to praktycznie pełna lampa. Ostatnia dekada to takie nieśmiałe przedwiośnie, za dnia już zwykle powyżej 5 stopni, najpierw ze słońcem, potem chwilę z pluchą. 29.03 spadł śnieg, na który jeden z polityków zareagował negowaniem AGW. Co do słońca, było go całkiem sporo w tej ostatniej dekadzie, piękne dni to 21,22,25,26,30 marca, ale niestety były tez dni bez słoneczka. Szczególnie piękny 25.03, pełna lampa i powyżej 10 stopni- ale w nocy mróz. Plusem marca były duże ilości słońca i mało opadów (wtedy to się jeszcze plusem wydawało…)

    Moja ocena:3

    Kwiecień- miesiąc ten od początku szokował. Jeszcze 2.04 wiał lodowaty wiatr przy około 5 stopniach, a dwa dni później było ponad 20 stopni. Potem jeszcze na chwilę się ochłodziło (przy pięknej pogodzie) i pojawił się przymrozek, po czym nagle uderzyła pierwsza fala gorąca. Dni 9-10.04 były bardzo ciężkie, zwłaszcza w mieście, które się nie przystosowało jeszcze do lata. Brak klimatyzacji. Widok ludzi w grubych puchowych kurtkach ubierających się do kalendarza. Na szczęście od 11.04 się ochłodziło do bardziej przyjemnych temperatur, chociaż lato dalej trwało w najlepsze i było bardzo ciepło nawet jak na maj. Do tego pojawiły się pierwsze wiosenne burze. Skrajne ciepło potrwało do 23.04, potem wiosna sobie na chwilę o nas przypomniała i przyniosła całkiem rześkie dni w normie (26-27.04). Już się mogło wydawać, że ten cyrk się skończy, ale gdzie tam. 28.04 zaczęła się majówka, przypominając końcówkę lipca 2016. Gorąco, duszno, burzowo. Znowu było bardzo nieprzyjemnie.

    Moja ocena:4

    Maj- miesiąc, który w przeciwieństwie do kwietnia nie zaskakiwał aż tak. Rekord padł, ale po przyzwyczajeniach z kwietnia temperatury 20-25 stopni nie robiły już wrażenia. W maju brakowało wyraźniejszych ochłodzeń, najzimniejszy dzień (chyba 5 maja) miał avg 13 stopni. Było sporo słońca, niektóre dni (4-8 maja, 27-30 maja) przyniosły pełną lampę. Trochę więcej chmur typu Sc, Cu pojawiało się od 10 do 26 maja. Okresowo też pojawiały się opady, ale większość omijała bokiem. Coś popadało 11 maja, potem całodzienna mocna plucha 16 maja, 22 maja słaba burza, 25 maja i 26 maja porządne burze. Miesiąc przyniósł bardzo nieprzyjemną falę gorąco-upalną w końcówce, poza tym to było dość łagodne lato.

    Moja ocena:4+

    Czerwiec-zastosujmy podział na trzy akty ;)
    Akt pierwszy- lampowa pierwsza dekada. No mnóstwo tego słoneczka grzało wtedy. 1,4,6,7,8,10 czerwca to dni w których praktycznie nic go nie ograniczało. Były one bardzo różne, raz trafiło się ponad 30 stopni (1,10.06), raz tylko 18 (6.06). Burze przeszły w dniach 2 i 3 czerwca, zapewniając zbawienne opady.
    Akt drugi- pełna cumulusów i stratocumulusów druga dekada. Dni 11-14 czerwca w bardziej umiarkowanej wersji, dni 15-20 czerwca gorące, co z powodu niskich norm (poniżej 15 stopni!), spowodowało olbrzymie anomalie! Co popadało? Niewiele. Opady były lokalne i omijały zwykle stacje na Okęciu. Ale słońca tez za dużo nie było. Tylko 15-16 i 20.06 przyniosły go sporo, ale też nie była to pełna lampa. Do aktu drugiego doliczymy dzień upalny 21.06, który zniosłem wyjątkowo dobrze dzięki licznym chmurom typu Sc i Cb oraz silnemu wiatrowi.
    Akt trzeci- jesienna (wiosenna, jak kto woli) trzecia dekada. 23-26.06 i 30.06 to dni pochmurne, pluchowate i bardzo chłodne, poniżej 20 stopni w pełni dnia, często koło 17-18. Noce stosunkowo ciepłe (w porównaniu do dni) , bo pochmurno. 29.06 na jeden dzień się mocno ociepliło. Jedyne dni pogodne w trzeciej dekadzie to 21-22 i 29.06. Co gorsza opady dalej były słabe, susza wciąż była drastyczna.

    Moja ocena:3+

    Lipiec- tutaj również trzy akty. Początek lipca (1-2) podchodzi pod zimną i bardzo ponurą trzecią dekadę czerwca. W pełni dnia marne 15 stopni, ja naprawdę lubię rześkie dni latem, ale tylko jak są ładne, zimno z deszczem i chmurami to nie dla mnie… potem od 3 do 10 lipca – sporo słoneczka, mało opadów i… gorąco. O zgrozo. Dlaczego? Bo miało być o pare stopni chłodniej. Prognozy mocno zaniżały temperatury maksymalne, co tłumaczyłem suchą glebą, której modele nie uwzględniały… było przeważnie 25-30 stopni. Niby nic strasznego, poza tym, że mieliśmy sytuacje baryczną na lekki chłód względem norm….. potem od 11 do 19 lipca panowała naprawdę paskudna pogoda. Jedynym plusem były zbawienne deszcze, które u mnie rozpoczęły zażegnywanie suszy, a przynajmniej ją łagodziły. Usłonecznienie za ten okres szacuje (po danych z różnych ze stacji) na niespełna 30 godzin. Lipiec 1980 się kłania? A i temperatury okropne, noce „gorące” a za dnia niewiele cieplej. Wilgotność kosmiczna. Potem od 20 lipca wróciło silne gorąco (28-30 stopni) Najpierw w formie suchej, od 25.07 w równikowej. Pojawiające się burze o różnych porach dnia (27.07 grzmiało całkiem rano). Mnie osobiście deszcz i burza złapały 25,26,31 lipca (gmina Nadarzyn, działka), 29 lipca (Kampinoski Park Narodowy) i tego samego dnia u mnie w domu. 31 lipca pierwszy i jedyny raz w życiu mierzyłem ilość spadłego deszczu, wyszło nieco ponad 40mm. Godna 7 rocznica „Wenecji”.

    Moja ocena: 3-

    Sierpień- zaczął się upalnie. Na szczęście ruszyła strefa i pogoda zrobiła się bardziej dynamiczna. W pierwszej dekadzie ulga to niestety tylko 5-6 sierpnia (i noc z 6/7 sierpnia), ale od drugiej już było lepiej. Upał nas opuścił, nadal było dużo słońca jak w pierwszej dekadzie. Pojawiały się gorące skoki, najdłuższy trwał aż 4 dni (17-20.08). Co do opadów. W czasie tropikalnej fali upału jeszcze 3 i 5 sierpnia wystąpiły w okolicy Warszawy burze. Potem słynny 10.08, kiedy to pas burz ominął stolice bokiem. Ale 11.08 nadrobił, padało ponad 12 godzin i spadło bodajże 43mm deszczu. Największa suma dobowa od 7 lat. Potem opad 14.08 i od tej pory sucho, aż do 24.08. W pamięć mi zapadło większe ochłodzenie 21-22.08, niby do normy, ale noc była naprawdę rześka, pod miastem było 8 stopni o 6 rano. Pierwszy raz (przynajmniej będąc na Mazowszu, bo wcześniej byłem w górach kilka dni, i tam chłodne noce to norma) w sierpniu 2018 poczułem przysłowie „od świętej Anki…”
    Od 25.08 pożegnaliśmy gorąco na dobre. Sam wtedy opuściłem nasz kraj na dwa tygodnie, ale z tego co widzę w danych zrobiło się naprawdę chłodno. 27 sierpnia o poranku nawet na Okęciu 7 stopni, a na innych stacjach często poniżej 5. W dniach 25-26 sierpnia popadało przy maksach poniżej 20. Lekki chłód względem norm nie potrwał długo, jeszcze 30.08 temperatura dobiła do 25 stopni.

    Moja ocena: 4

    Wrzesień- miesiąc bardzo dynamiczny, przyniósł wiele ciekawego. Najpierw znowu gorąco (no ileż można….) w dniach 2-4.09, do tego nawet w nocy powyżej 15. Od 5.09 się „ochłodziło” i temperatury się utrzymywały na poziomie 20-25 stopni w dzień. Wbrew pozorom było sporo chmur, a w okolicy prawie codziennie coś padało, jednak bardzo lokalnie i słabo. Tylko 7 i 10.09 piękne, mnóstwo słońca. Potem 12.09 uderzenie gorąca i od 13.09 w końcu powiew jesieni. Najpierw ładnie popadało, około 15mm, potem trzy dni około 20 w dzień. Nocami oczywiście poniżej 10. Niestety jeszcze gorąco uderzyło. Dni 18-21.09 były już dla mnie dobijające, oszaleć było można od tego nadmiaru. Było pięknie słonecznie i na szczęście w miarę sucho. Przynajmniej noce były znośne, około 10-13 stopni. No i potem… uderzenie głębokiej jesieni. 22-23.09 chłodno i pochmurno, potem ekshuragan z wichurami i ulewą do 30mm deszczu. Od 25.09 już więcej słońca i… przymrozki. 26.09 Okęcie +1.4, u mnie lekki mróz. 30.09 Okęcie 0.0, u mnie oczywiście pełno szronu. Nie każda noc była jednak zimna. Z 26/27 września przechodził front ciepły ze słabymi opadami i temperatury w nocy rosła. Nad ranem było 15 stopni.
    Za dnia notowaliśmy 13-19 stopni, wiec ulubiony mój przedział na jesieni.

    Moja ocena:4-

    Październik-„dzień za dniem, sen za snem, pełnia i nów, i słońce znów. Noce i dni, wciąż nazbyt ładne, zmie-erzchy i, świty bezradne”. Ta piosenka Turnaua, chociaż była na temat września, doskonale opisywała okres 6-18.10. Tak pełnej lampy ze stabilna temperatura około 20 stopni nie widziałem nigdy w październiku. Zwykle takie wyże w październiku były krótsze i dawały chłód, a nie ciepło (kolejny przypadek, kiedy coś się nie zgadzało z sytuacją baryczną). Październik zaczął się pięknym, acz z mroźną u mnie nocą 1.10. Potem cztery dni ponure i od 6.10 wspomniana bajka. Najpierw przy niżu atlantyckim i halnym, potem się rozwinął wyż. Noce były rześkie, na Okęciu oczywiście cieplejsze (czasem powyżej 5 stopni), ale mój region lepiej ilustruje kozienicka stacja (albo skierniewicka czy grójecka). Tak, na moim czujniku było codziennie blisko zera. Amplitudy gigantyczne, wiatr słaby. I lekki smog. Ale i tak było cudnie. W ciągu dnia miało się poczucie takiego raju na ziemi. Niestety od 19.10 pogoda się zepsuła. Od tego dnia dużo chmur (chociaż jakieś słońce było prawie codziennie) i temperatury często poniżej 10 stopni. Już się wydawało, że październik niczym nie zaskoczy, ale… wiemy co było na koniec. 30.10. Przy pochmurnym niebie i symbolicznym deszczyku 21.5 stopni. Nie mam pytań. O 21:00 17 stopni. To było coś naprawdę niesamowitego.

    Moja ocena:4+

    Listopad- pierwsza połowa nadzwyczaj ciepła. 2 listopada rekord abs w wawie dla listopada. (19.2 bodajże). Pogoda zmienna. 3 dni potrafiło trzymać grube zachmurzenie (mgły i stratusy), by potem 3 dni świeciło. U mnie 1.11 jeszcze w formie bardziej „cyklonicznej”- wiatr i altostratus, przez który się przebijało słoneczko. Potem 3.11 opad deszczu. Ale potem aż do 11.11 już wyżowo. Mgły poranne, które raz ustępowały, a raz nie… raz przy słońcu było 17 stopni (6.11), raz przy chmurach poniżej 10 (10-11.11)dopiero 12-13.11 się cos zmieniło, uderzyły wiatry, pojawił się deszcz (ale słońce też). I znowu skrajnie ciepło, 15-16 stopni!
    Chłód zaatakował nagle. Jeszcze 15.11 przy Ac i przebijającym się słoneczku było ponad 10 stopni. Dwa dni później przy pięknej pogodzie avg<0. Resztę listopada znamy. Zimno, okresami bardzo (ostatnie 4 dni zwłaszcza). I raz słonecznie (pelna lampa) a raz skrajnie ponuro (22-26.11). Dodam, ze w okolicy wawy spadł śnieg 23.11, który w czasie odwilży 24-26.11 zniknął i te większe mrozy były przy lampie i bez śniegu.

    Moja ocena:3+

    Grudzień- dużo chmur, słońca mało. Na szczęście się przebijało przez większość dni. Najpogodniejsze 1,2 i 5.12. W miarę także 8,11,12,17,23,28 i 31.12.
    Okresy bardzo ciepłe: 3-4.12,7-10.12, 22.12 i 26-31.12. Reszta dla mnie bardziej zimowa, ze szczytem 13-20.12. Śnieg u mnie walczył 13 i 14.12, ale padał tak drobno, ze na ziemi tylko lekko posypane cukrem. Mocniej sypnęło w nocy z 15/16.12 i to ładnie trzymało. Dosypało jeszcze 20.12 wieczorem, tylko po to by 22.12 się stopić. Kolejny śnieg sypnął jeszcze w wigilie i stopił się 25.12. Jeszcze warto wspomnieć o śniegu na Mikołajki, który oczywiście wytrzymał tylko parę godzin.
    Pierwsza dekada była bardzo deszczowa, spadła norma miesięczna. Potem już suszej, ale okresami tez padało. Grudzień mokry, tym samym rok 2018 kończymy tutaj z 5 miesiącami powyżej normy opadowej.

    Moja ocena:3-

    1. Z pory chłodnej ja mimo wszystko oceniam nieco lepiej luty, niż grudzień (mowa o 2018 r.). A to dlatego, że mniej było dni z aurą późnojesienną w wersji mokrej. Ale w ogólności w obu miesiącach mało mieliśmy opcji za jakimi zimą najbardziej przepadam.

    2. Mam wrażenie, ze pisał to emigrant ze Svalbardu, od marca serwery tego bloga nie wytrzymają chyba od jęczenia :D

          1. A w którym niby miejscu?
            Widzę, że ty naprawdę nie umiesz bez czepiania się.
            Zauważ tylko, że większość tych ocen jest pozytywna.

  8. Ten rok to był “odlotowy” i skrajny. Styczeń prawie przypominał marzec/listopad pod względem temperatury średniej, marzec przyniósł akcenty styczniowej zimy, kwiecień był majem (zarówno w kwestii średniej temperatury jak i postępu fenologicznego) , maj był czerwcem (zarówno w kwestii średniej temperatury jak i postępu fenologicznego), czerwiec był w niektórych regionach lipcem (zarówno w kwestii średniej temperatury jak i postępu fenologicznego), lipiec i sierpień niemalże były z klimatu podzwrotnikowego, wrzesień był prawie że czerwcem (jeśli chodzi o średnią temperaturą), październik był prawie wrześniem (jeśli chodzi o średnią temperaturę), listopad był skrajny temperaturowa (w I połowie listopada przewaga polecia wymieszanego z jesienią, w II połowie dominacja zimy na przedwiośniem), grudzień wyjątkowo paskudny – co z tego, że ciepły, ale bardzo pochmurny i skrajnie wilgotny.
    Najbardziej w 2018 roku zaskoczyła mnie ilość rekordów ciepła (w tym dobowych, średniej temperatury dla kwietnia, maja, lata oraz rekordu temperatury maksymalnej dla listopada). Wydawało się, że także wrzesień i listopad będą rekordowo ciepłe, ale silne ochłodzenie w III dekadach tych miesięcy zniwelowało szanse na rekord. Nie można także zapomnieć o ekstremalnie chłodnych – w szczególności o przełomie lutego i marca, który był najchłodniejszy od kilkudziesięciu lat, a początek marca 2018 przyniósł na wschodzie dwucyfrowy mróz w najcieplejszym momencie i takiego mrozu nie było od 1987 roku.
    Oczywiście niesamowite, że w niektórych miejscach było aż 7 miesięcy (kwiecień-październik) z tavg miesięczną powyżej 10 stopni.

    1. @kmroz
      Piękne podsumowanie, przeczytałem od deski do deski, wszystko się przypomina na nowo. W wielu rzeczach się zgadzamy, zerknij do mojego podsumowania :)

      1. Już przeczytane, rzeczywiście wiele naszych przemyśleń się pokrywa. Mam wrażenie, że dwa miesiace, które się najbardziej różniły pomiędzy naszymi lokalizacjami to styczeń i listopad. Tego pierwszego serio szczerze zazdroszczę, bo u mnie wszystko było tip-top, poza wlasnie przeciętnym usłonecznieniem. Aura prawdziwie zimowa trwała 16 dni, reszta (początek i koniec) to było prawdziwe ciepło, nie jakaś lekka odwilż. Styczniowi 2018 nawet w Nowym Sączu oczywiście sporo brakowało do grudni 2013,2015 czy lutych 2002,2014, ale mimo wszystko piękny miesiąc. U mnie niestety, podobnie jak luty 2016, wyższej oceny niż 4+ niestety nie mógł dostać, ze względu na zbyt słabe usłonecznienie.
        Listopad za to u mnie również był zupełnie inny w kwesti słońca. Sumarycznie wyszedł nawet podobnie, ale jednak u mnie było go znacznie mniej, niż na południu w pierwszej połowie. Dość powiedzieć, ze jedyny w pełni pogody dzień to był 6.11. 1,2,7,8,12 przyniosły sporo słońca ale nie zabrakło tez mgieł/chmur. Reszta dni w przewadze lub w całości pochmurna. Za to w drugiej połowie miałem aż 3 dni pełnej lampy i 3 ze znaczną przewagą słońca. Do tego jeden połowicznie uslonecznienienie i reszta ponura całkowicie. Zabrakło takich dni jakich było na pęczki w grudniu, czyli z niewielkimi przejaśnieniami. Jak już było ponuro, to ponuro na maksa, cała doba. Zreszta w pierwszej połowie też takich dni pelno. Dość powiedzieć ze listopad 2018 z najlepszym usłonecznieniem oprócz 2011 i chyba 1986 (?) miał aż 13 dni całkowicie ciemnych, bez najmniejszego przebłysku. Dla porównania dość pochmurny listopad 2017 miał ich tyle samo, podobnie jak niedawno skończony jakże słabo nasłoneczniony grudzień.. ale główna różnica wlasnie polega na tym, ze u mnie obie połowy listopada przyniosły podobne ilości słoneczka.

  9. Wygląda na to, ze w Polsce mamy już o 3 stopnie cieplej niż w okresie przedprzemysłowym. Jest on reprezentowany w tej serii najlepiej reprezentowany przez dane z okolic połowy XIX wieku. W te cieplejsze lata w okresie “wczesnotermometrowym” nie za bardzo wierzę biorąc pod uwagę ówczesne metody pomiarowe i niezwykłe słabe pokrycie kraju stacjami przed połową XIX wieku.

    1. Największe różnice są chyba zima i w marcu. Jak patrzę na dane dla całej PL to odnoszę wrażenie że kiedyś marzec był częściej czwartym miesiącem zimy niż czymkolwiek innym. A sama zima dużo częściej była zimą a nie tym co widzieliśmy np w tegorocznym grudniu. A przecież ten grudzień jest bardzo odległy od rekordów ciepła.

      Zależy też co dla kogo jest zimą. Bo zima meteorologiczna jest nawet w strefie zwrotnikowej, oznacza po prostu okres najnizych w roku temperatur i najniższej wysokości słońca nad horyzontem w południe. Ale subiektywnie już wygląda to inaczej i dla mnie temperatura +1 stopnia i opady deszczu to nie zima. -1 stopień i jakieś nędzne resztki śniegu to też nie zima.

      My mamy nieco pecha z zimą bo jesteśmy bardzo blisko izotermy 0 stopni której przejście znacząco zmienia wygląd tej pory roku. Ciepłe miesiące zimy ze średnią plus 2 są szare i ponure, nie ma śniegu i jest dużo błota. Zimne ze średnią -3 już są zdominowane przez zimowe krajobrazy, choć jeszcze nie całkiem. A takie ze średnią -7 są totalnie zimowe, często nawet o odwilży nie ma co marzyć. Gdybyśmy mieli klimat kontynentalny z normą dla stycznia wynoszącą na przykład -12 stopni to to ocieplenie klimatu by już guzik zmieniało. Bo co za różnica czy masz średnia w miesiącu -12 czy -8 stopni. Masz porządne mrozy i śnieg cały miesiąc, jak będzie odwilż to będzie cud. W takim klimacie duza zmiana by była wczesną wiosną bo tam jest izoterma 0 stopni. Ale i tak nie tak dużą jak u nas, bo ta izoterma jest na trendzie szybko wzrostowym. W Polsce jest ona na minimum lokalnym które się u nas rozciąga przez prawie 3 miesiące. Czego efektem mogą być 3 miesiące więcej pluchowatej beznadziejnej aury.

      1. @admin
        Ale tak czy siak, to lokalne “optimum klimatyczne” (jak dawniej nazywano ciepłe okresy) w Polsce w czasie Małej Epoki Lodowej, wzbudza pewne podejrzenia co do bycia artefaktem 😉

        1. Co do tego maksimum temperatur pod koniec XVIII wieku to w ogóle dziwna historia. Niektórzy widza go w całej środkowej Europie ale to przecież okres Szczelin Laki na Islandii kiedy ponoć było w Europie zimno, a rolnictwo się nie udawało. A Missisipi niosło lód do samej Zatoki Meksykańskiej, jeśli wierzyć bajaniom ludowym [1].

          Jest to ciekawe bo we wczesnych pomiarach temperatur to maksimum (głównie letnich temperatur) widać, a nie sposób tego wymodelować [2], chyba, ze przyjmie się nierealistycznie dużą zmienność aktywności słonecznej [3]. A wiemy dobrze jak ówczesne letnie pomiary temperatur były zawyżone przez brak klatek meteo i często wręcz umieszczanie termometrów na północnych ścianach budynków (latem słońce pada na nie rano i wieczorem).

          [1] http://mentalfloss.com/article/20243/climate-change-back-18th-century-6-devastating-effects-laki

          [2] Zorita i inni, 2010, European temperature records of the past five centuries based on documentary/instrumental information compared to climate simulations, Climatic Change, https://doi.org/10.1007/s10584-010-9824-7

          [3] Luterbacher et al., 2016, European summer temperatures since Roman times, Environ. Res. Lett., 11, 024001, https://doi.org/10.1088/1748-9326/11/2/024001

          1. Zważywszy, ze oni proponują poprawkę danych letnich o pół stopnia w dół, ten rekord z wczesnego XIX wieku z polskich danych (1812?) chyba też należy uznać za mocno wątpliwy.

          2. 1811. Raczej wątpliwy, trudno jednak go jakoś w sensowny sposób skorygować nie robiąc kampanii pomiarowej w starym stylu (dodatkowo w przypadku Wrocławia biorąc za odpowiednik jakieś miasto zbliżone wielkością do historycznego Wrocławia). Dodatkowo wydaje się oczywiste, że taki bias był tym silniejszy, im więcej było dni słonecznych – czyli właśnie w latach gorących, a niewielki (lub w ogóle go nie było) gdy niemal całe lato lało.

          3. Korekta: 1811. Najwyraźniej zasugerowałem się Mickiewiczem. Czyżby źle zapamiętał rok? O wiośnie 1812 pisał:

            “O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju,
            Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju!
            O wiosno! kto cię widział, jak byłaś kwitnąca
            Zbożami i trawami, a ludźmi błyszcząca,
            Obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna!
            Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna!”

            Tymczasem wg. serii POLTEMP kwietniu 1812 anomalia wynosiła -5,34 K, w maju -1.75 K, a w czerwcu co prawda tylko -0,14 K ale o… cztery stopnie mniej niż w poprzednim roku! Co prawda to co opisywał działo się na Litwie (czy dokładniej na dzisiejszej Białorusi), ale… bez przesady 😁

          4. @ AH
            Mogły to być opisy symboliczne, albo faktycznie źle zapamiętał. W 1812 Mickiewicz miał 14 lat.
            Potencjalnie można by zweryfikować tamto optimum gdyby były dobre ciągi opisów fenologicznych.

            @ PiotrNS
            “Wiosno, takaś była drobna, jak wczesne dziecię
            Ledwie z lutnych mrozów dobyta, już rumiana
            Tak prędkaś była, popędna, aż cała zgrzana
            Wnet swój wianek straciłaś, ustąpiwszy lecie…”

  10. Nowy Rekord – brzmi, jakby ktoś pobił wynik w skoku wzwyż. Ktoś powinien policzyć tych, którzy od fal upałów padli bo mają lat 80 i nie wytrzymali radości fana klimatów podzwrotnikowych.

    1. @Janek

      Co do tego, że nie bardzo jest się z czego cieszyć, zgadzam się w 100%.

      Z tym że nie tak wiele osób umarło bo nie mieliśmy na szczęście prawdziwej fali upałów. To nas jeszcze na pewno trafi nieraz w ocieplającym się świecie ale dotąd szczęście nam sprzyjało. W dodatku zabójcza fala upałów, kiedy nas trafi, będzie trwała kilka tygodni letnich i wcale nie musi się wiązać z kolejnym rekordem, jeśli np. zima w tym samym roku będzie mroźna. Rok 2018 miał to do siebie, ze żadna pora roku nie była ekstremalnie ciepła za to wszystkie były istotnie cieplejsze niż norma historyczna. I to wystarczył do rekordu. I to też jest niepokojące bo pokazuje, że o podobne wyniki roczne nie będzie zbyt trudno i w następnych latach. Na wykresie może to wyglądać na wyjątkowy rok ale tylko dlatego, ze nie widzieliśmy jeszcze dalszego ciągu tego wykresu 😟

      1. U mnie w tym orku najdłuższa fala upału trwa 4 dni (od 1 do 4 sierpnia) co jest wynikiem, delikatnie mówiąc, marnym. W dodatku największy upał osiągnął 33/34 stopnie, a zdarzały się już letnie sezony z temperaturą przekraczającą 35 stopni (mam tutaj na myśli Górny Śląsk).

        1. Jeśli chodzi o cały okres letni, to tak, było ono ekstremalnie ciepłe (a może nawet rekordowe?) Ale jeśli liczyć każdy miesiąc osobno to te anomalie już nie powalają – czerwiec +2,15, lipiec +1,64, sierpień +2,53

          1. Moskwa 2010 to było coś. Miesiąc temperatur pochodzących pod 40 bez przerwy, po pewnym czasie zadymienie z pożarów gorsze niż najgorszy polski zimowy smog. Tamta fala upałów była dużo bardziej okazała od tej z Europy w 2003, dużo dłuższa. Tylko zdarzyła się w Rosji na niezbyt gęsto zaludnionych terenach oprócz samej Moskwy. No i zadziałał efekt world tragedy map – jak bogaty kraj to olaboga co za tragedia 2 osoby zginęły, a jak biedny i ginie 300000 – a kogo to obchodzi?

            Ja tam lubię upały prawie tak samo jak FKP i mi nie przeszkadza jak posmazy 35 stopni. Ale nawet on wie że przy takich temp musi regularnie padać. A nasz klimat zmienia się też w kierunku coraz mniej regularnych opadów latem.

          2. Ale to chyba nie jest do końca możliwe, bo takie fale megaupalow wlasnie wynikają w dużej mierze z tego, że nie pada. Inaczej by nimi nie były.
            W naszym kraju opcje najbardziej upalną, z jednocześnie zachowaniem bilansu wodnego, mieliśmy przynajmniej we wschodniej połowie kraju od 18.07 do 10.08. Spadły w tej połowie raczej dość duże ilości deszczu. To „zasługa” niżów czarnomorskich. Powietrze było o wiele bardziej wilgotne, noce duszne jak cholera, ale dzięki temu przynajmniej nie było aż takiej skrajnej suszy, i mam wrażenie, ze wlasnie to nas ochroniło przed czymś o wiele gorszym.
            Oczywiście to co mowie, niestety zachodniej połowy kraju już nie dotyczyło- tam mieli tę całą fale upałów w wersji bardzo, bardzo suchej.

          3. @kmroz

            Niby dlaczego w Polsce nie ma być możliwe to co już się zdarzyło po wszystkich czterech stronach naszego kraju? Bo do lat 2003 (W) i 2010 (E), należy dodać 2015 (S) i 2018 (N). Te dwie fale upałów [1], ledwie nas dotknęły ale pomogły stworzyć dwa najcieplejsze lata ww historii pomiarów w Polsce.

            [1] Skandynawska fala upałów w 2018 roku nie była takową wg. definicji IMGW ale była na pewno w sensie anomalii, a także mechanizmu zjawiska (upał wywołany brakiem wilgoci w glebie po suchej wiośnie).

          4. Silne upały byłyby przy adwekcji PZ, które się latem u nas praktycznie nie zdarza a jak już to bardzo krótkotrwale. Przykład 17 lipca 2007. Pomyślcie co by było, gdyby taki układ baryczny jak w kwietniu 2018 zdarzył się w lipcu, wtedy poznalibyście co to znaczy gorące lato.

          5. “Niby dlaczego w Polsce nie ma być możliwe to co już się zdarzyło po wszystkich czterech stronach naszego kraju? ”

            Może dlatego, że u nas klimat jest zbyt przejściowy żeby była jednakowa pogoda przez wiele tygodni (czyli sucha i upalna). A po czterech stronach naszego kraju klimat mają bardziej kontynentalny.

          6. @Lukasz160391

            A Skandynawia to niby jaki klimat? Też przed 2018 rokiem nikt by nie uwierzył w takie lato jakie ono mieli w tym roku.

            Nas też niestety trafi. Prędzej czy później. Z tym, że ja wolę później.

          7. @Arctic Haze
            Chyba nie zrozumiałeś mojego posta. Miałem na myśli ze nie byłoby to możliwe przy regularnych opadach deszczu, czyli to co mówił Alewis.

          8. @kmroz

            Możliwe. Od rana odpowiadam na całą serię postów z pytaniami do mnie. Mogłem Twój przeczytać po łebkach. Sorry.

            A co do opadów i fal upałów, masz oczywiscie całkowita rację.

    2. To jak mówimy o paradoksach pogodowych 2018 r. to o jednym już pisałem: rekord ciepła pomimo nie tak bardzo krótkiego okresu zimowego i zarazem ekstremalnie zimnego przełomu luty/marzec.
      Do drugiego zaliczyłbym długie ciepłe ciągi, w tym także rekordowo ciepłe lato, chociaż absolutna Tmax np. w Warszawie to “zaledwie” 32,4°C. To najniższa Tmax w sezonie letnim (i zarazem roku 2018) od 2009 r. i w ogóle jedna z najniższych w tym wieku. Za to dni z Tmax od 28°C wzwyż było… ponad 50 (!). I to nie tylko w miesiącach VI-VII-VIII. To pokazuje na czym polegała “potęga ciepła” w roku 2018.

      1. To nawet dobrze ze skrajności nie było. Chyba lepiej mieć wyrównane wysokie temperatury a nie 40 stopniowy żar a po nim jesienne chłody. Bardzo nie lubię latem takich frontów jak 22 czerwca, kiedy temp spada o 20 stopni, tak że w dzień jest zimniej niż poprzedniego dnia w środku nocy.

        1. Zdecydowanie lepsze jest takie długie ciepłe lato z dużą ilością dni tmax>25 stopni, jednocześnie bez rekordowych upałów. Z kolei w 2010 roku upały w lipcu były silniejsze, ale i maj 2010 był do bani ze względu na deszcze i zachmurzenie. Wtedy to w Finlandii panowała niemalże letnia aura.

  11. W Krakowie-Balicach, widzę, że rok 2018 minimalnie cieplejszy od 2015 (10.04 vs 10.02 C).
    Na stacji Kraków-Obserwatorium – ciężko powiedzieć, 2015 mógł być minimalnie cieplejszy.

  12. W Białymstoku również 2018 był rekordowo ciepłym rokiem:
    2018: 8,69 st
    2015: 8,64 st
    2000: 8,62 st
    Niestety ten rok pożegnaliśmy grudniem 2018, który zapisał się jako najmniej słoneczny (6,2h) miesiąc od grudnia 1984 roku (1.6 h). Od początku pomiarów nie było już miesiąca z mniejszym usłonecznieniem oprócz tych dwóch.

    1. U mnie grudzień też wyjdzie z wyjątkowo niskim uslonecznieniem nieco ponad 7h, prawie rekord. Przy czym pisałem nie raz ze te katowickie dane w zimie są zniżone często bo w I dekadzie grudnia były 3 dni co najmniej w połowie pogodne. Myślę że słońca było z 15 godz, to i tak jest jeden z najgorszych grudniow tak czy siak. Od 9 grudnia słońca nie było właściwie w ogóle, nawet nocami się te chmury nie rozrywaly bo zachmurzenie dobowe tylko na jeden dzień spadło poniżej frakcji 7/8. A przez większość dni było bliskie 100%.

      Ten grudzień byl fatalny nie przez sam brak słońca tylko przez połączenie braku słońca z brakiem śniegu. Taka późno jesienna smęta, zwłaszcza w trzeciej dekadzie gdzie prawie codziennie padało dużo deszczu. Na szczęście pierwsza dekada stycznia będzie o niebo lepsza. Już pada śnieg od dziś ma być całodobowy mróz, co najmniej do 7.01 ma nie być bździny tylko zima. Potem nie wiadomo, pewnie znowu bździna ale kto wie. Jak się umocni wyż na wschodzie to jest szansa na mrozy i słońce ze śniegiem który napada teraz. Takie coś by było fajne.

      1. Niestety mieliśmy bardzo nieciekawą pogodowo końcówkę 2018 r. i przełom 2018/2019 r. To już nawet rok temu (tzn. 2017/2018 r.) w analogicznym okresie – który de facto był w sumie jeszcze cieplejszy – mieliśmy więcej suchych i pogodnych przerywników.

        Zwrócę jednak tu uwagę, że średnie anomalie były ostatnio wokół +5K (czasami nieco wyższe, czasami nieco niższe), a pogoda w większości przynajmniej mnie nie cieszyła. Tak jest właśnie zimą, że aby doceniać skalę ciepła (przez takie osoby jak ja i moja rodzina również) to anomalie termiczne muszą być faktycznie wyraźniej dodatnie (najlepiej bliżej +10K) i znacznie częściej sucho i pogodniej. Natomiast, gdy się ochładza wystarczą anomalie takie, aby śnieg za dnia się nie topił (poza ruchliwymi traktami, które zawsze są dla mnie “złą koniecznością”). A i wymagania odnośnie usłonecznienia mam niższe – bo śnieg dodaje jednak jasności. Poza tym, ja docelowo nie potrafię oceniać pogody bez odniesienia do naszych ‘norm’. Mam na względzie AGW i dlatego na dłuższą metę duże ciepło mnie nie cieszy. Zapytam się: ileż możemy mieć tych dni zimą z Tavg od co najmniej +5°C wzwyż i to jeszcze przy większym usłonecznieniu, aby w dłuższej perspektywie nie wiązało się to z jeszcze szybszym procesem ocieplenia klimatycznego? (którego nie da się inaczej traktować jak AGW).

        Mając to wszystko na względzie prognozy na kolejne dni stycznia jednoznacznie mnie cieszą. Ma być w znacznie większym stopniu zimowo, okresowo z opadami przeważnie śniegu, okresowo z rozpogodzeniami. Nie widać jednak przy tym – przynajmniej na razie – jakiś większych śnieżnych, czy mroźnych ekstremów (co też mnie cieszy).

  13. Oto wykres przedstawiający temperatury z całego 2018 roku. Dane zostały zmierzone przez moją stację pogody (Gliwice) –

    http://www.lukedirt.com.pl/album_pic.php?pic_id=397

    Widać, że nawet w tak ekstremalnie ciepłym roku było niewiele dni, kiedy temperatura na dworze była wyższa niż temperatura w mieszkaniu. To dowodzi, że żyjemy w dość chłodnym klimacie.

  14. Nie chcę mi się dziabać tak wielkiego elaboratu jak niektórzy, po prostu napiszę że mi się ten rok bardzo podobał poza może 2 miesiącami nieudanymi i krótkim okresem w lecie kiedy było dla mnie zbyt parno i duszno.

    Styczeń: 3
    Luty: 7
    Marzec: 6
    Kwiecień: 10
    Maj: 10
    Czerwiec: 6
    Lipiec: 7
    Sierpień: 9
    Wrzesień: 9
    Październik: 8
    Listopad: 8
    Grudzień: 1

    Znacznie lepszy rok niż 2017 gdzie ocenę 3/10 albo niższą dostał by kwiecień i cały trzeci trymestr (łącznie 5 miesięcy), podobnie z 2016 gdzie źle oceniłbym luty, marzec, październik i listopad. Tutaj tylko styczeń do bani i grudzień z czystą jedynką bo to najgorszy grudzień jaki pamiętam, gorszy od 2005 zdecydowanie – ten z 2005 nie miał słońca ale miał śnieg. Dużo śniegu.

    1. aaa no i warto napisać że 2019 się zaczyna aurą zgoła odmienną od tej panującej przez większość grudnia 2018. Obecnie za oknem mam śnieg, chmury są trochę cieńsze (nie trzeba palić światła), nawet jakieś słońce wyszło ale to była chwila rzędu 3-5 minut jak 19 grudnia więc nie liczę nawet. Prognoza zdecydowanie zimowa, co najmniej tydzień porządnej zimy z całodobowym mrozem i opadami śniegu nas czeka. Miła odmiana od tego paskudnego grudnia.

      1. @alewis
        Możesz też skomentować pogodę na mojej stronie – np. czy widziałeś moje http://www.lukedirt.com.pl/viewtopic.php?t=203

        PS. Mam nadzieję, że administracja nie będzie mi miała za złe że podałem ten link do mojego podsumowania – po prostu nie mam możliwości skontaktować się z niektórymi użytkownikami w inny sposób niż tutaj na blogu.

        1. *ucięło mi komentarz – powinienem na górze przed linkiem napisać “np. czy widziałeś moje podsumowanie grudnia 2018”?

  15. @ Arctic Haze:

    Piszę tutaj, bo nie da się udzielić odpowiedzi we właściwym miejscu.

    W kwestii Mickiewicza: on opisując tą wiosnę 1812, pisze również, że bydło “zgłodniałe i chude”, oraz że “żuło swój pokarm zimowy”, a zaraz potem wzmianka o “końcu długiej zimy”.

    No i na koniec:
    “Chciałem pominąć, ptak małego lotu,
    pominąć strefy ulewy i grzmotu”

    Czytałem kiedyś książkę Andrzeja Zamoyskiego o wojnie 1812. Są tam opisy świadczące o tym, że zarówno w Księstwie, jak i na początku kampanii na Litwie, armie napoleońskie miały kłopot ze zdobyciem minimów aprowizacyjnych, bo przez późną wiosnę właściwie nie było co jeść. Co było fatalne, bo armie napoleońskie żywiły się według systemu, w którym jednostki miały płacić asygnatami (przeważnie bezwartościowymi) za jedzenie kupione u miejscowych. A tu tego jedzenia po prostu nie było.

    1. “Wiosno, takaś była drobna, jak wczesne dziecię
      Ledwie z lutnych mrozów dobyta, już rumiana
      Tak prędkaś była, popędna, aż cała zgrzana
      Wnet swój wianek straciłaś, ustąpiwszy lecie…”

      >> Nasz Wieszcz całkiem nieźle zapamiętał przebieg zimy, wiosny i wczesnego lata 1812 roku. Oczywiście trzeba wziąć pewną poprawkę na to, że Mickiewicz tworzył dzieło literackie, a nie analizę pogodowo-klimatyczną.

  16. Pokuszę się o ocenę pogody panującej w poszczególnych miesiącach tego roku, tak jak to zrobili niektórzy użytkownicy. Zastosuję tutaj szkolną skalę ocen od 1 do 6. Sam klimat Lublina z lat 1981-2010 oceniam na 2, co oznacza ocenę mierną (lub dopuszczającą). W ostatniej dekadzie dla samego Lublina, a nie mającej go reprezentować stacji Radawiec dałbym ocenę +2. Klimat w zachodniej Polsce oceniam na -3 lub 3, czyli za dostatecznie znośny, jednak nie nazwałbym tego wymarzonymi warunkami. Ocena 1 jest zarezerwowana dla miejsc, które nie nadają się do zamieszkania przez większe skupiska ludzi, jak Syberia albo okolice Arktyki. Bądź co bądź, w Polsce możliwe jest jako takie funkcjonowanie, mimo uciążliwości klimatu. Za optymalny uważam klimat podzwrotnikowy typu śródziemnomorskiego. Oceniając kolejne miesiące, trzeba jednak brać pod uwagę polskie realia. Wszelkie wartości temperatur odnoszą się do wsi Radawiec pod Lublinem, a więc są nieco niższe niż w samym mieście.

    Styczeń -3
    To był jeden z cieplejszych styczniów w okresie powojennym. Temperatura w Lublinie najniżej spadła do -10,7 stopnia, najwyższa wyniosła 8,6. średnia miesięczna -0,3. Plusem jest stosunkowo mała liczba dni ze śniegiem, bo tylko 12. Ocenę ratują też początek i koniec miesiąca, które były wolne od mrozu. Gdyby każdy styczeń tak wyglądał, od biedy dałoby się go znieść.

    Luty 1
    Za ten miesiąc należy się pała. Szczególnie ocenę zaniżają silne mrozy pod koniec miesiąca (spadek do -17,1 stopnia), śnieg zalegający prawie od początku miesiąca. Krótkotrwałe ocieplenie na początku miesiąca i w okolicach 20 lutego nie było w stanie uratować tego miesiąca. Luty 2018 ze średnią miesięczną -4,1 był niższy od normy o ponad 2 stopnie i najlepiej byłoby o nim jak najszybciej zapomnieć.

    Marzec 1
    Miesiąc również kompletnie beznadziejny. Połowa miesiąca minęła z białym nalotem, absolutna minimalna temperatura -20,0 stopni nawet we wschodnich polskich realiach jest bardzo niska. Ocieplenia były liche i niemrawe, absolutna maksymalna temperatura wyniosła nędzne 14,7 stopnia.

    Kwiecień -6
    Moja ocena kwietnia jest skrajnie odmienna od dwóch poprzednich miesięcy i zapoczątkował on serię nietypowo ciepłych względem nędznych lubelskich norm miesięcy. Średnia miesięczna 13,0 stopnia jest niespotykanym w historii pomiarów ekstremum, to samo średnia temperatura minimalna na poziomie 6,9 i maksymalna 19,5 robią wrażenie. Słońca było bardzo dużo. Jedyną rysą w tym wyjątkowo dobrym obrazie kwietnia są dwa pierwsze zimne dni i pojawiające się przymrozki w pierwszej dekadzie. Poza tym miesiąc wyjątkowo uważam za udany.

    Maj +5
    Maj nie miał już tak jak kwiecień wielkiego odchylenia względem normy, ale mam nadzieję, że takie jak tegoroczny staną się kiedyś normą. Pod koniec miesiąca w Radawcu zanotowano 29,6 stopnia, w samym Lublinie musiało być nieco ponad 30. Miesiąc rekordowo ciepły, bo na poziomie 16,7 stopnia i bardzo słoneczny. Często w nocy utrzymywała się temperatura powyżej 10 stopni, a najniżej spadła do 5,9 stopnia, co jest najlepszym wynikiem w okresie powojennym. Miesiąc uważam za bardzo udany.

    Czerwiec 4
    Jeden z najcieplejszych czerwców w powojennej historii Lublina ze średnią 18,3 stopnia. Usłonecznienie przyzwoite. Negatywnie oceniam krótkotrwałe ochłodzenie w trzeciej dekadzie miesiąca i lodowate noce 6 i 7 czerwca, gdzie temperatura spadła poniżej 6 stopni. Ogólnie miesiąc udany, wziąłem pod uwagę, że był bardzo ciepły jak na polskie realia, choć bywały cieplejsze.

    Lipiec 4
    Miesiąc dość ciepły, choć daleko mu do najcieplejszych, średnia miesięczna to 19,9 stopnia, choć zaczął się katastrofalnie. Było też kilka lichych chłodnych dni w drugiej dekadzie z typowym, nijakim PRL-owskim latem, za to trzecia dekada bardzo udana. W Radawcu najwyższa zanotowana temperatura to 30,0 stopni. Było dużo dni z przyjemną temperaturą 25-30 stopni.

    Sierpień 5
    To był trzeci najcieplejszy w powojennej historii Lublina sierpień ze średnią miesięczną 20,2 stopnia. Najwyższa zanotowana temperatura to 31,9 stopnia. Bywało gorąco, ale bez jakichś męczących upałów (w moim odczuciu), więc oceniam to na plus. Było kilka lichych dni w ostatniej dekadzie, gdzie temperatura w Radawcu spadała poniżej 10 stopni. Miesiąc był słoneczny, ale opadów było jednak za mało, szczególnie że w poprzednich miesiącąch również nie było ich za wiele. Miesiąc mi się ogólnie podobał.

    Wrzesień 4
    Dwie pierwsze dekady września były bardzo udane, było dużo dni z temperatura powyżej 20, a nawet 25 stopni. Również noce były przyzwoite, bo w większości powyżej 10 stopni. Nie brakowało też słońca. Od 23 września pogoda była beznadziejna, gdzie pojawiły się przygruntowe przymrozki. Średnia miesięczna to 15,3 stopnia. Plusem jest duże nasłonecznienie. Gdyby ciepła pogoda utrzymała się do końca miesiąca (tzw. termiczne lato), ocena byłaby o stopień wyższa.

    Październik -4
    Najlepiej oceniam drugą dekadę miesiąca, gdzie pojawiło się babie lato z dużą ilością słońca. Miesiąc ciepły jak na lubelskie normy, bo ze średnią 9,8. Na tle poprzednich październików i tak wypada bardzo korzystnie, jednak do rekordu bardzo daleko.

    Listopad -3
    Moje uczucia na temat tego miesiąca są bardzo mieszane. Pierwsza połowa miesiąca była bardzo dobra, z wysokimi jak na tą porę roku temperaturami. Druga połowa miesiąca była koszmarna, z patologicznym mrozem, kilkoma dniami ze śniegiem, do tego był to prawie najzimniejszy region w Polsce. Gdybym miał oceniać pierwszą połowę miesiąca, dałbym 5, za drugą 1. Ostatecznie miesiąc wypadł o 1 stopnie wyżej od normy z lat 1981-2010 i dał średnią 3,5 stopnia.

    Grudzień +2
    Za ten miesiąc nie ma jeszcze pełnych danych. Pierwsza dekada miała kilka znośnych dni, druga tragiczna, trzecia spoko. Było ok. 10 dni ze śniegiem. Średnia miesięczna wyniosła ok. -0,5 stopnia. Negatywnie trzeba ocenić parszywy front z Rosji, który oddzielał pogodowo Polskę na w miarę znośny zachód i mroźny wschód. Średnia miesięczna to 0,1 stopnia. Ze względu na silny mróz w drugiej dekadzie, znaczny kontrast z zachodnią Polską, prawie zerową ilość słońca, miesiąc zasługuje na niską ocenę, jednak były jakieś pozytywne akcenty.

    Rok
    Ze wstępnych wyliczeń wynika, że średnia temperatura w Radawcu koło Lublina w 2018 roku wyniosła 9,3 stopnia i to był drugi najcieplejszy rok co najmniej od 1780 roku. Generalnie jak na polskie uwarunkowania klimatyczne, ten rok oceniam bardzo pozytywnie. Szczególnie podobał mi się okres od kwietnia do połowy listopada. Liczę na to, że ten trend utrzyma się w przyszłości, przy czym nastąpi radykalne ocieplenie okresów zimowych. Z drugiej jednak strony, mam nadzieję, że w skali globalnej ocieplenie nie przekroczy progu bezpieczeństwa. Zdaję sobie z potencjalnych skutków ubocznych zmian klimatycznych dla planety.

    Ze średniej wynika ocena 3, może +3, ale w polskich warunkach niemożliwe jest wystąpienie pogody, która w 100% odpowiadałaby moim preferencjom. Tak więc nie będę stawiał liczbowej oceny i podsumuję to określeniem, że ten rok był w porządku. Zamieniłbym jednak ekstremalnie ciepłe letnie okresy (względem norm) na ekstremalnie ciepłe zimy.

    1. Niektóre miesiące/pory/sezony będą bardzo/anomalnie/ekstremalnie ciepłe. Jednak coraz to większa redukcja anomalii w kierunku chłodnym oznacza dalsze ocieplenie klimatyczne. Problem w tym, że nie da się osiągnąć non-stop anomalii bliższych +5K (a tym bardziej powyżej nich) bez dalszej intensyfikacji ocieplenia klimatycznego, którego podłożem jest AGW. A tego z kolei nie da się ot tak “sterować” jak w przypadku parametrów odpowiadających za komfort w pomieszczeniach.

      Ja to mam na względzie i dlatego moje preferencje są bardziej dopasowane do realiów termicznych powiedzmy ostatnich 3 dekad. Pory ciepłe (w tym okresy letnie)mogłyby być już tak ciepłe i pogodne jak średnio ostatnio, ale niekoniecznie jeszcze bardziej. Natomiast zimami wolę opcje anomalnie/ekstremalnie ciepłe lub ogólnie chłodniejsze (Tavg od -1°C w dół), od miesięcy nieco powyżej normy (Tavg bliska 0°C i nieco wyższa). Po prostu nie lubię przedzimia (później jesieni) przeplatanego krótkotrwałymi (lekko)zimowymi akcentami/epizodami. Pod tym względem ja w minionym roku najgorzej oceniam grudzień.

      1. I tutaj w dużej części bym się z Tobą zgodził, tzn. lato w ostateczności już się nie musi ocieplać, żeby mi pasowało, ale chciałbym aby skala ocieplenia okresów zimowych była ekstremalna, do poziomu np. Francji.

  17. Moje podsumowanie roku 2018:
    Cały rok był pod względem pogody najlepiej panujący do mych preferencji, jaki nastąpił w ciągu mojego życia. Skala ocen:1-6
    Po kolei:
    Styczeń: 3 – brakowało w nim prawdziwej zimy, ale słońce pojawiało się dosyć często
    Luty: 5 – prawie idealny zimowy miesiąc, duża ilość słońca, do szczęścia brakowało tylko śniegu, ponad 100 h usłonecznienia.
    Marzec: 6 – do tego miesiąca nie mam specjalnych wymagań bo traktuję go jako przejściowy pomiędzy porą ciepła a chłodną. Przyniósł on zarówno dni zimowe, jak i wiosenne, ale co ważne niezależnie od temperatury było dużo słońca.

    Kwiecień: 5 – prawie idealny miesiąc wiosenny, dużo dni z temp. max >20 stopni, pod koniec było niemalże upalnie, ponad 250 godzin słonecznych, i był to miesiąc dosyć burzowy. To co zepsuło ten miesiąc to obecność chłodnej masy powietrza niedaleko na północ od Torunia, przez co temperatura odczuwalna czasami była niższa pomimo pełnej lampy i 20 stopni na termometrze.

    Maj – 6 – gorąco, sucho i bardzo słonecznie. Osiągnięto prawdopodobnie rekordowe usłonecznienie dla tego miasta dla jakiegokolwiek miesiąca w Toruniu, wynoszące 354 godziny. Ten miesiąc był bardziej letni niż większość lipców i sierpniów.
    Czerwiec – 4 – kontynuacja gorącej i przeważnie słonecznej pogody, ale na minus oceniam ochłodzenie z 6 i 7 czerwca, jak i słotę która chyba tradycyjnie zaczyna się wraz z nastaniem kalendarzowego lata
    Lipiec – 4 – miesiąc ten psuje niskie usłonecznienie na tle poprzednich miesięcy, jak i silny chłód na początku miesiąca. Ale po za tym był dobry, przyniósł różnorodną pogodę, z II dekady pamiętam temperatury maksymalne powyżej 25 stopni przy pełnym zachmurzeniu i wilgotności ponad 70%. Z kolei w III dekadzie pojawiały się upały przy dużej ilości słońca. Lipiec znacznie lepszy niż ten z 2017 roku. Gdybym mieszkał nad morzem to dałbym 5 albo nawet 6 za pogodę charakterystyczną dla rumuńskiego wybrzeża Morza Czarnego i rekordowe wręcz temperatury wody w Bałtyku
    Sierpień – 5 – miesiąc słoneczny i ciepły, choć ochłodzenia zaczęły się częściej pojawiać. Przez pierwsze kilka dni fala gorąca/upału, póżniej było ochłodzenie. Dni 16-20 sierpnia pokazały, że pomimo strefówki można cieszyć się letnią pogodą – byłem u kumpla na Kaszubach i pogoda była taka, jaką lubiłby kmroz – tmax 25-30 stopni, a na niebie trochę baranków, z kolei wieczory były już wyraźnie chłodniejsze. Gdyby nie te ochłodzenia to dałbym mu 6.
    Wrzesień – 5 – Początek miesiąca był kontynuacją lata, nadal były dni z tmax 20-28 stopni. 13 wrzesień oraz 18-21 przyniosły ostatni powiew lata – w Toruniu zanotowano kolejne 2-3 dni upalne. Tuż przed przejściem frontu wyszedłem na dwór wieczorem – było gorąco jak w środku lata! Niestety potem ochłodziło się już na dłużej. Miesiąc ten miażdży wrzesień 2017
    Październik – 5 – W tym miesiącu zadowoliło mnie babie lato, z kilkoma dniami z tmax powyżej 20 stopni w środku miesiąca. Ciekawostką było też ocieplenie 31 października spowodowane niżem genueńskim. Przy zachmurzonym niebie temperatura osiągneła 19 stopni w ciągu dnia, a o 8 rano było 17 stopni. Jednak nie dane było mi odczuć tego ocieplenia w pełni, tak abym wyszedł na krótki rękaw. Usłonecznienie masakruje poprzednie październiki.
    Listopad – 6 – traktuje ten miesiąc jako przejściowy więc nie spodziewam się po nim jakiejś ładnej czy ciepłej pogody. Mimo to ten miesiąc mnie zaskoczył. Na Wszystkich Świętych mogłem wyjść w bluzie. W pierwszej dekadzie temperatura maksymalna dwa razy dobiła do 18 stopni przy pełnym słońcu. Na większości drzew wisiała jeszcze paleta liści, prawdziwa złota jesień, a niektóre drzewa były zielone aż do końca miesiąca!
    Druga dekada listopada była typowo atlantycko-jesienna, zaczęło się pojawiać całkowite zachmurzenie na dłuższy okres. Z kolei ostatnia dekada miesiąca przyniosła lekkie akcenty zimowe, przy których czasami było słonecznie. Miesiąc ten tak jak marzec przyniósł różnorodność w pogodzie.
    Grudzień – 3 – oprócz stycznia najbardziej nieudany miesiąc minionego roku. Niskie usłonecznienie, wiele dni charakterystycznych listopadach. Najprzyjemniej było 1 grudnia przy lekkim mrozie i pełnej lampie, a także 24 grudnia i 25 grudnia, kiedy wreszcie poraz pierwszy od kilkunastu lat, dane mi było doświadczyć śniegu na wigilię. Gdyby nie to ten miesiąc otrzymał by 2, bądź nawet pałę. Najgorszy był 23 grudnia, kiedy przy dwóch stopniach powyżej zera bardzo mocno padał deszcz.

    Niestety taki rok prędko się nie powtórzy.
    Zestawienie roczne (tmax tavg usłonecznienie):
    Styczeń: 2,9 1,1 33,9
    Luty: -0,3 -3,0 112,3
    Marzec: 4,5 0,5 133,1
    Kwiecień: 19,2 (ale skok!) 13,0 260,9
    Maj: 23,7 17,2 354,5
    Czerwiec: 25 18,7 275,8
    Lipiec: 26,6 20,8 232,0
    Sierpień: 27,1 21,1 277,2
    Wrzesień: 22,1 16,5 195,9
    Październik: 15,9 10,8 158,3
    Listopad: 7,3 5,1 64,5
    Grudzień: 3,7 2,1 24,5
    Cały rok: 14,8 10,3 2122,9

  18. Jak wszyscy już oceniają miniony rok pod względem pogodowym to czemu bym ją tego nie zrobił
    Styczeń: 2
    Luty: 4+
    Marzec: 2-
    Kwiecień: 6
    Maj: 6
    Czerwiec: 3-
    Lipiec: 3+
    Sierpień: 4+
    Wrzesień: 5-
    Październik: 5+
    Listopad: 5-
    Grudzień: (niestety) 1
    Średnia: 3,83
    Czyli 4 w zaokrągleniu :)
    Jeszcze dodam komentarz do ocen. Styczeń mi się nie podobał nie tylko dlatego że nie przepadam za ciepłymi styczniami. Do tego był dość ponury i deszczowy. Luty niby był zimowy, ale tylko w III dekadzie, na początku było ciepło, ale dużo plus za wysoką sumę usłonecznienia. Marzec był termicznie fatalny (dla mnie najgorszy po 2013) niedosc że zimny, ponury, to na początku miesiąca notowaliśmy największe mrozy tamtej zimy (w sumie to już było po zimie). Kwiecień i maj miód malina, nic dodać nic ująć smuci mnie jedynie fakt że raczej nie uświadczymy szybko takich cudownych miesięcy (chociaż kto wie ;)). Czerwiec, ogromny minus za słabe usłonecznienie, w dodatku silne ochłodzenie na koniec miesiąca. Lipiec zaczął się fatalnie było bardzo zimno, potem już nieco lepiej ale koszmarem były ulewy pod koniec II dekady miesiąca, koniec miesiąca najdłuższa fala upałów… Jednak dużym plusem dla lipca jest usłonecznienie ;). Sierpień, nie był jakiś super był dla mnie za gorący, pomimo że był najcieplejszym miesiącem tego lata to i tak oceniam go najlepiej, a jeśli chodzi o wrzesień, to do 21 dnia miesiąca było cudownie, do dziś pamiętam ekstremalne ochłodzenie + spore opady i brak słońca w ostatnich dniach miesiąca (czego nie mogę powiedzieć o poprzednich dniach września). Październik, najlepszy miesiąc po kwietniu i maju, ciepły i wysokie usłonecznienie jedynym minusem jest spore ochłodzenie w dniach ok. 20-26 X (podobny okres do końcówki wrzesień), za to okres od 1.10 do 18.10 można nazwać latem :). Bardzo ładny był również sam koniec miesiąca :). Listopad miesiąc który zaczął się cudownie jednak zmienił się diametralnie i z babiego lata w kilka dni zrobiła się zima (bezśnieżna). Jednak zarówno na początku w środku jak i na koniec miesiąca towarzyszyło nam słońce i tego listopada nie można nazwać typowym ponurym listopadem wręcz przeciwnie ;). Za piękny listopad przyszło nam zapłacić niestety w grudniu, tak paskudnego i ciemnego miesiąca nie pamiętam. Już chyba 6 minionych dni stycznia były bardziej słoneczne niż cały grudzień. Krótko mówiąc najgorszy miesiąc nie tylko tego roku, ale też wielu ostatnich lat… Dla porównania podam jak oceniam poszczególne miesiące 2017:
    Styczeń: 6
    Luty: 4-
    Marzec: 5-
    Kwiecień: 1+
    Maj: 3
    Czerwiec: 5+
    Lipiec: 2
    Sierpień: 3-
    Wrzesień: 1
    Październik: 4+
    Listopad: 3-
    Grudzień 2+
    Średnia: 3,25
    Nie będę już pisać komentarza dla każdego miesiąca tylko porównam oceny
    2018
    Na plus: kwiecień, maj i cały okres od lipca listopada
    Na minus: I kwartał, czerwiec i grudzień.
    5/7 czyli dość podobnie ale i tak 2018 pogodowo był dla mnie dużo lepszy, mam wiele zastrzeżeń, ale był bardziej słoneczny, poza tym 2017 był ekstremalnie wilgotny (miejscami rekordowo).

    1. Dla mnie (termicznie najlepszy rok) z miesięcy od 2000r. Składałby się ze:
      Stycznia 2017, Lutego 2003, Marca 2007, Kwietnia i Mają 2018, Czerwca 2008, Lipca 2012, Sierpnia 2014, Września 2015, Października i Listopada 2000 (chyba drugi najlepszy dwumiesięczny okres po kwietniu i maju 2018) i z Grudnia 2002.
      Najgorszy rok za to składałby się ze:
      Stycznia 2011, Lutego i Marca 2013, Kwietnia 2001, Maja 2010, Czerwca 2009, Lipca 2000, Sierpnia 2006, Września 2001, Października 2003, Listopada 2001, z Grudniem mam dylemat i to potrójny nie mogę rozstrzygnąć między 2005, 2009 a 2018, wszystkie termicznie były różne ale wszystkie przyniosły bardzo słabe usłonecznienie + dużo ocieplenie na święta ( co dla mnie jest dużym minusem).

    2. Widzę, że dość surowo oceniłeś ten 2017 rok, zwłaszcza ocena lipca i sierpnia mnie zaskoczyła, grudzień też osobiście bym lepiej ocenił (a w twoim regionie z tego co się orientuje było jeszcze lepiej niż w moim).
      Podobnie jak Ty uważam, że super były właśnie marzec i czerwiec 2017. Styczeń jedynie mi się aż tak nie podobał, gdyż przyniósł bardzo długi okres bez słońca i ogółem był zimny, tylko końcówka w miarę fajna. Słonecznie też w pierwszej dekadzie, ale zdecydowanie zbyt mroźno.
      Co do twoich ocen najgorszych miesięcy to się w gruncie rzeczy z każdym zgadzam, może poza styczniem, listopady też bywały duuużo gorsze. Z najlepszymi już większe rozbieżności, ja na pewno takich mroźnych miesięcy jak grudzień 2002 czy luty 2003 nie pochwalę, fanem lata wiosną jak w 2018 też nie jestem. Wciąż mnie zaskakuje również ten lipiec 2012, ale cóż, każdy to pamięta jak pamięta.

      1. Mnie najbardziej zaskoczył sierpień 2014 jako najlepszy, na pewno chodziło Ci o ten miesiąc? Zauważyłem po Twoich komentarzach, że preferujesz latem raczej wysoko dodatnie anomalie, a sierpień 2014 jest przecież w czołówce najzimniejszych miesięcy wakacyjnej tego wieku. No i styczeń 2011 też mnie zdziwił, ale nie wiem skąd jesteś to ciężko ocenić czym dokładnie się kierowałeś tak nisko oceniając ten miesiąc

        1. @jorguś Styczeń 2012, był u mnie najgorszy względem usłonecznienia. Za to na Kujawach sierpień 2014 był dość ciepły (i słoneczny przede wszystkim) i odczuwalnie był to bardzo przyjemny. Owszem wolę miesiące letnie ale nie takie jak lipiec 2006 czy sierpień 2015

      2. U mnie styczeń 2017, był najlepszy pod względem usłonecznienia :), za to grudzień… Był sporo lepszy, od zeszłorocznego, ale i tak mi się niezbyt podobał. Lipiec słabo oceniłem bo szczególnie środek miesiąca był dość brzydki, a w sierpniu po upałach przyszło kilka mocnych burz ale i tak te miesiące nie umywają się do kwietnia i września 2017. Listopad, no cóż ostatnio mamy głównie ciepłe i pogodne, ale też brzydki listopad był w 2007 r. (Mam na myśli od roku 2000) brzydki styczeń mieliśmy też w 2002 i 2007, którego tak broniłeś :). Za to ponury ale bardzo mroźny był styczeń 2004, nieco zapomniany bo był zimniejszy od tego z 2017. Jeszcze co do grudnia i lutego z zimy 02/03 to ten grudzień był dla mnie najlepszy z możliwych (i wątpię żeby trafił się podobny) był mroźny + białe i mroźne święta mała suma opadów i wysoka suma usłonecznienie inaczej sprawa się miała w 2010, ten grudzień był jeszcze zimniejszy (a jak mówiłem jestem fanem mroźnych grudnia szczególnie), ale po 1 był równie ponury, co ta trójca wymieniona w najgorszych, po 2 znienawidzeni ciepli pasterze, choć śnieg do końca nie stopniał. Mimo to uważał że grudzień 2010 nie dorasta do pięt temu z 2002, to był jedyny grudzień który mi się podobał z chłodnych, juz znajdzie się więcej ciepłych grudni które pozytywnie ocenię (2008,2013,2015,2016), luty 2003 wybrałem dlatego że był dość mroźny i słoneczny, nie preferuję fal mrozów jak w 2012, a w lutym 2011 na Kujawach też była konkretna fala mrozów (gdyby nie to to bym wybrał luty 2011). A co do lipca 2012, który już któryś raz negujesz. Oceniam na podstawie tego że cały czas było pogodnie (chłodniej było bodajże w dniach ok. 13.07-20.07) i często popadało, trafiły się jakieś burze, ale większość miesiąca była pogodna i to jedyny rok oprócz 2013 w którym pamiętam że woda w Bałtyku była ciepła (i oczywiście w 2018, ale w tym wyjątkowo pojechałem w Tatry :)), ale 2013 czy 2018 były dlanie zbyt upalne. Chyba do wszystkich lipców w XXI w. Znajdę zastrzeżenie ładny też był lipiec 2005. Oczywiście że w każdym nawet najpiękniejszym miesiącu znajdzie się jakieś ale i podważy ten tytuł. Nawet ja skoro uważam piękne kwiecień i maj ’18 to i tak uważam że to było źle że one wraz z zimowym marcem zjadły wiosnę. Liczę w tym roku na zdecydowanie cieplejszy marzec i chłodniejsze lato (życzenia jak najbardziej realne szczególności to drugie :)), i marzeniem też jest zimowy grudzień chociażby zbliżony do tego z 2002 + tyle samo słońca).

        1. Niestety nie wiem czemu, ale obstawiam w tym roku że wyjątkowo gorący będzie lipiec moje przeczucie z tad że w ostatnich dwóch latach mieliśmy cieplejsze sierpnie od lipców, w 2016 oba miesiące były dość chłodne na tle pozostałych, a w 2015 też duuuzo gorętszy był sierpień, dopiero w 2014 znacznie cieplejszy był lipiec. A teoretycznie lipiec powinien być cieplejszy niestety obawiam się że czeka nas powtórka z lata 2006, nieco złagodozna (czyli ekstremalnie gorący lipiec i chłodny i deszowy sierpień) Myślę że wrzesień też nie będzie zaciekawy dlatego że ostatnio głównie mamy ciepłe i pogodne wrześnie (poza 2017), myślę że ten miesiąc będzie w pobliżu normy. Obawiam sie też brzydki październik dlatego że w XXI w. przeważają zimne październiki, a ciepłe mamy sporadycznie (2001,2004-06,2008,2013-14,2017-18). Ale z lepszych prognoz wydaję mi się że grudzień będzie chłodny, zwłaszcza że 6 ostatnich grudni było ciepłych, za to za nic nawet nie obstawiam świąt BN bo już 10 lat z rzędu byli “Ciepli Pasterze” i ten trend może być przerwany albo ciągnięty kolejne tyle lat… Mówię że tylko obstawiam może być wszystko na odwrót (wszystko na podstawie domysłów :))

          1. W tym roku akurat ciężko powiedzieć, że mieliśmy “Ciepłych Pasterzy”, na tle odwilżowej III dekady grudnia, akurat dni 24-25.12 w znacznej części kraju przyniosły aurę w dużej mierze zimową, oczywiście wszystko zależy od regionu, mieszkaniec Szczecina pewnie to wykpi i powie że co to za zima, ale no zdecydowanie za dużo powiedziane, że mieliśmy w 2018 “Ciepłych Pasterzy”

          2. To akurat czyste zgadywanie. Nie ma żadnego sposobu by przewidzieć jaki będzie dany miesiąc, już łatwiej przewidzieć ogólny trend, a pod tym względem wydaje mi się, że rok raczej będzie chłodniejszy od ostatnich 5, a przynajmniej od 2014-15, 2018, ale pewności nigdy nie ma.
            Te zimne październiki, to akurat zwykle nie są wcale “brzydkie”, ten z 2015 i 2010 należą np do czołówki usłonecznienia, ładny był też np 2011 i 2012 (one tylko leciutko poniżej normy temperatura ale jednak). Październik, obok miesięcy zimowych ma najsłabszą korelacje usłonecznienia z temperaturą, wszystkie inne miesiące wyraźnie dodatnią.

          3. @kmroz mówiłem “to na podstawie domysłów” więc mówię tylko co mi się wydaje a jak mogę wiedzieć jaki będzie lipiec jak nawet nie wiem czy styczeń zakończy się jako ciepły czy chłodny. Mówię tylko co mi się wydaje, z “brzydkimi październikami” źle to napisałem. Np. październik 2010 był suchy i słoneczny i dla mnie jeden z ładniejszych. Ale sam fakt że w tym wieku trafiły się nam już ekstremalnie zimne (i dwa ekstremalnie zimne grudnie, oraz stycznie), a np. zimne wrześnie i listopady w ostatnim czasie to rzadkość, ale za chwilę jakiś inny miesiąc nam się strasznie ochłodzi np. w latach 1988-1999 mieliśmy niemalże same zimne listopady w tym 2 ekstremalnie zimne, prawdziwym ewenementem jest listopad 1996, który był anomalnie ciepły (jeszcze większym ewenementem czyni go fakt że wystąpił w najchłodniejszym roku ostatnich 30 lat, gdzie wystąpiły niemal same zimne miesiące). W latach 1974-1982 mieliśmy serie bardzo zimnych kwietni, od tamtego czasu tylko kwiecień 1997, był ekstremalnie chłodny, reszta wiadomo… Serię chłodnych kwietni mieliśmy też w latach 50-tych (nie pamiętam dokładnie od którego roku), serię ekstremalnie zimnych maji mieliśmy w latach 70-tych XIX wieku, bardzo zimne wakacje (mam na myśli tylko lipiec i sierpień) mieliśmy w 4 lata z rzędu w latach 1977-1980. Jeszcze krótka ale bardzo mocna seria mroźnych zim wystąpiła w latach 1985-87, co ciekawe po nich wystąpiła najdłuższa do tej pory seria ciepłych zim (1988-95), ja tylko obstawiam że ten rok przerwie kilka trendów trwających od kilku lub dłużej lat. Ale nie mówię że tak będzie :)

  19. Coś o subiektywnym ocenianiu całych roczników:
    Widzę że ładnie się tu rozpisaliście z tymi ocenami. Moje już znacie, ale dołączę jeszcze do Waszej dyskusji podając oceny z innej perspektywy – porównując analogiczne miesiące w parach (2018 vs 2015, 2016 i 2017) i przy okazji zwrócę uwagę na pewien paradoks:
    2017 vs 2018:
    Styczeń po równo – oba bardzo mi się podobały, jeden bardzo chłodny, drugi bardzo ciepły
    Luty lepszy w 2017 – im później tym było bardziej wiosennie, a końcówka lutego i początek marca to w ogóle super czas
    Marzec lepszy w 2017 – choć do tegorocznego również zbyt krytyczny nie jestem
    Kwiecień i maj? Odpowiedź chyba oczywista :)
    Czerwiec – tutaj też odpowiedź oczywista, dla mnie tegoroczny nawet nie stał obok czerwca 2017
    Lipiec – 2017
    Sierpień – 2018
    Wrzesień – 2018
    Październik – 2018
    Listopad – 2018
    Grudzień – 2017
    2016 vs 2018
    Styczeń 2018
    Luty 2018
    Marzec 2018
    Kwiecień 2018
    Maj 2018
    Czerwiec 2016
    Lipiec 2016
    Sierpień 2016
    Wrzesień 2016
    Październik 2018
    Listopad 2018
    Grudzień 2016
    2015 vs 2018
    Styczeń 2018
    Luty 2015
    Marzec 2015
    Kwiecień 2018
    Maj 2018
    Czerwiec 2015
    Lipiec 2015
    Sierpień 2018
    Wrzesień 2018
    Październik 2018
    Listopad 2018
    Grudzień 2015
    Jak widać, mimo że momentami miałem dość 2018 roku, to porównując miesiące podobał mi się bardziej od trzech wcześniejszych roczników. Dlaczego? Jest to głównie zasługa czterech miesięcy, które mi się wybitnie podobały – stycznia, maja, października i listopada. Taki 2016 nie jest jednak dla mnie wcale gorszy (paradoksalnie). Wszystkie miesiące oprócz lutego i października wtedy mi się podobały, po prostu większość w 2018 była trochę lepsza. Podobnie 2015, moim zdaniem wspaniały rok, całokształt może nawet lepszy niż w 2018…
    To jest właśnie powód dlaczego ocenianie roczników tylko przez klasyfikowanie miesięcy jest niewłaściwe i należy patrzeć na całokształt, bo nawet jeśli jakiś rok wyda nam się gorszy, to kilka super miesięcy może podnieść mu rangę. W tym wypadku jest to wyraźnie widoczne.

  20. No cóż, to ja również pozwolę sobie ocenić pogodowo miniony rok 2018. Od razu zaznaczę, iż odnosi się to do południowej części woj. zachodniopomorskiego, ok. 50 km na SE od Szczecina. I tak, mimo iż uważam, iż był on najlepszy od 2013r, to jednak ogólnie wyszedł najwyżej przeciętnie (do 2013 nawet się nie umywa). Jak już zaznaczyłem, bardzo ważny jest tu region, bo ten sam rok na Podlasiu, Lubelszczyźnie czy nawet Górnym Śląsku ocenił bym o niebo lepiej. Ale w tym regionie wyglądało to w skrócie tak: (skala 0-10)
    I – 3 najgorszy styczeń od 2015, choć i tak przyniósł koło 7-8 dni z jakąś tam zimą ( w tym parę ze śniegiem i mrozem, choć słabym), ale tśr bardzo kiepska, ponad +1
    II- 9 najlepszy od 2012, porównywalny z 2013. Generalnie jak na Pomorze Zachodnie, to bardzo przyzwoity, tśr ok. -3, większość miesiąca (koło 2/3) zimowa
    III- 8 najlepszy od 2013 (wersja zimna) lub 2014 (wersja ciepła). Solidny miesiąc, sporo zimowy, tavg ujemna (ok.-0,5), choć do 2013 nawet się nie umywa
    IV- 9 znakomity miesiąc, praktycznie bez wad. Jedyny minus to pobity rekord, lepiej jednak jakby było z 1 stopień chłodniej, nic by to nie zmieniło w odbiorze, a ustrzegło od rekordu
    V- 7 solidny miesiąc, choć były okresy nieco nieprzyjemne (trochę zbyt parno), ale generalnie było ok, choć znów lepiej ten 1-1,5 st chłodniej
    VI- 4 niestety, nie był to zbyt dobry miesiąc(oczywiście jak na czerwiec). W skrócie, pierwsza połowa za gorąca, trzecia dekada zbyt chłodna i wilgotna. Choć kilka ładnych dni też było, gwoli ścisłości.
    VII- 6 typowy porządny lipiec w pierwszych dwóch dekadach, niestety zdecydowanie za gorąca ostatnia dekada (i do tego największe anomalie właśnie w tym regionie)
    VIII- 7 pierwsza dekada podobnie jak ostatnia lipca, za gorąca. Z kolei później bardzo ładne polskie lato, z odpowiednią temperaturą jak dla mnie (anomalia delikatnie dodatnia lub neutralna)
    IX- 6 bardzo ładne 3/4 miesiąca, choć chwilami za ciepło jak na wrzesień (zwłaszcza koło 18-19 dnia miesiąca). Ostatni tydzień (od 22) niestety za zimny i mokry, generalnie nieprzyjemny
    X- 6 jakoś specjalnie nie zapadł w pamięć niczym pozytywnym ani negatywnym, raczej typowy, lekko ciepły październik (czasem zbyt szaro-buro)
    XI- 8 jak na listopad bardzo przyzwoity. Pierwsza połowa bardzo ciepła względem anomalii (właściwy czas na takie anomalie), druga z kolei częściowo zimowa, zdarzył się nawet dzień z całodobowym mrozem, a także spadki do -8 w nocy. Generalnie pozytywne zaskoczenie
    XII- 2 niemal równie paskudny jak wszystkie grudnie 2013-2017 (oprócz 2014), jedyne zalety to 2-3 dni z całodobowym mrozem, i kilka z termiczną zimą. Zwłaszcza może cieszyć lekka pokrywa śnieżna na wigilię (ale niestety, już na pasterce “atlantycki syf” to wszystko stopił). Poza tym beznadziejny miesiąc, niemal bez zimy i słońca.

    Podsumowując, ten rok generalnie najgorszy nie był, niemniej miał wiele wad, wbrew opinii wielu innych użytkowników. Tradycyjnie już paskudny był grudzień, bardzo zły styczeń (to akurat niemiła niespodzianka). Zdecydowanie na plus luty, marzec, kwiecień, maj i listopad. Poza tym przeciętnie, ani dobrze ani źle. Patrząc na całokształt, ocenił bym ten rok na 5,5/10 (to nie średnia arytmetyczna). Dużo lepiej od 2015 i 2016, nieco lepiej niż 2014 i 2017. Ale do roku 2013, nie mówiąc już o 2010 (moim zdaniem rok niemal idealny), to się nawet nie umywa.
    Generalnie uważam, iż najlepszy rok, przynajmniej od 1987, to właśnie 2010. Miał on idealnie wręcz podkreślone, wyraziste 4 pory roku (solidna zima, niezła wiosna, ciepłe lato, i niezła jesień), zwłaszcza te dwie skrajne (lato, zima), co akurat dla mnie jest najistotniejsze. Drugim bardzo porządnym rokiem był 1996. Inne fajne lata, zwłaszcza w systemie grudzień – listopad (np. gr 2002-lis 2003), to właśnie 2003, 2013 i 2006.
    Gdybym miał stworzyć wymarzony rok wszech czasów w moim regionie(z miesięcy po 1987 r), to wybrałbym:
    styczeń 2010/2006, luty 1996/2003, marzec 2013(zimna wersja)/2014(ciepła wersja), kwiecień 2009/2011, maj 2013/2016, czerwiec 2003/2007, lipiec 2012/2013, sierpień 2003/2010/2013, wrzesień 2006/2016, październik 2000/2001, listopad 1993 (zimna)/2000(ciepła), grudzień 2010 (zdecydowanie).
    I tak, co do miesięcy letnich miałem trochę wątpliwości, mógłbym pewnie dopisać jeszcze kilka przykładów (bo generalnie chciałbym miesięcy lekko ciepłych względem normy 81-10), to jeśli chodzi o zimę to preferencję mam wyraziste (generalnie im zimniej tym lepiej, bo w tym regionie takich groźnych mrozów i tak niemal nie ma).

    1. Aż musze sobie popatrzeć na dane ze Szczecina na ogimecie, bo to co napisałeś jest tak bardzo niezgodne z moimi odczuciami (Mazowsze). Rozumiem jednak, że to kilkaset kilometrów dalej.

      1. Też bardzo mnie to zaintrygowało. Dla mnie 2010 to jeden z trzech najgorszych roczników w tym stuleciu (obok 2001 i 2004), a tu takie zaskoczenie. Podobnie jak Kmroz prześledzę cały przebieg pogody w tym roku w Szczecinie.

  21. Tarnowiec koło Tarnowa, rekordowo ciepły i rekordowo suchy od początku pomiarów, czyli od 2006 roku:
    Miesiąc I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII Rok
    Temperatura [°C] 2,1 -2,5 1,2 14,7 17,7 18,9 20,2 21,1 16,4 11,8 6,4 1,7 10,8
    Opady [mm] 21,7 17,4 23,7 32,1 55,1 58,2 72,7 78,2 33,1 46,8 21,0 50,1 510,1

    1. Ponawiam pytanie czy rzeczywiscie pomiar opadow w Tarnowie byl prawidlowo ? Te 332 mm wyglada wyjatkowo podejrzenie. Duzo mniej niz w okolicy (gdzie rowniez rok okazal sie such/bardZo suchy). Co wiecej Tarnow jesli wierzyc tym statystykom wypada jaki najsuchsZe miasto w Polsce co wydaje sie o tyle podejrzenie ze w tym Roku biegunem suszy byla raczej Polska zachodnia.

      1. Pogoda taka, jak w zeszłym roku sprzyjała cieniom opadowym, więc uważam, że jest to możliwe, chociaż oczywiście prześledze dane ze stacji, by ocenić wiarygodność.

        1. Mnie bardzo dziwi że w Nowym Sączu grudzień 2018 okazał się suchy. W moim odczuciu był bardzo mokry, padało bardzo często, tak deszcz jak śnieg, a w trzeciej dekadzie to już niemal codziennie.
          Przeżyłem mały szok jak okazało się że grudzień był poniżej opadowej normy.

      2. Poprzez porównanie z pobliskim Rzeszowem:

        Kwiecień – Tarnów i tak bardziej mokry od Rzeszowa.
        Maj – jak wyżej
        Czerwiec – tutaj już Rzeszów miał więcej, aczkolwiek to zasługa dwóch burz, które przeszły 5 i 12.06 nad stolicą Podkarpacia – Tarnów jak najbardziej mogły ominąć
        Lipiec -do 30.07 znowu Rzeszów suchszy od Tarnowa (chociaż częstotliwość opadów podobna!), w ostatnim dniu burza nad Rzeszowem 18mm, znowu ominęła Tarnów najwyraźniej.
        Sierpień – seria ulew z 10/11.08 wg stacji w Tarnowie ominęła go, w Rzeszowie aż 29mm, za to w końcówce nieco popadało w Tarnowie (20mm w 2 dni), więc i tak dużej różnicy nie ma.
        Wrzesień – podobnie jak Tarnów, padało rzadko i do tego nie za mocno (max po 10mm)
        Październik – tutaj znowu Tarnów bardziej mokry od Rzeszowa.
        Do tego należy dodać luty, który przyniósł piękne śnieżyce w Rzeszowie, a do Tarnowa one nie dotarły, jak zresztą do większej części kraju. Podobne sytuacja w marcu…
        Wnioski – nie widzę błędu w Tarnowie, zakładając oczywiście że pomiary z Rzeszowa są prawidłowe, śmiem twierdzić, że dane z Tarnowa również nie są “zakłamane”. To kwestia kilku burz, które zwyczajnie mogły ominąć stacje w Tarnowie. Kluczowy jest tutaj chyba okres 10-11.08, w którym w Tarnowie prawie nic nie spadło, a w większej części SE Polski ładnie popadało.
        Ostateczna różnica pomiędzy Rzeszowem a Tarnowem to 100mm – sporo. Ale, cząstkowe dane ze stacji pokazują, że to głównie kwestia lutego i marca (największe śnieżyce miały wtedy ogarniczony zasięg) i przede wszystkim kilku letnich burz. Patrząc po różnicy pomiędzy niektórymi miejscami w moim regionie, to taka różnica na obszarze 100 km jest jak najbardziej możliwa.
        Dodam również, że w Tarnowie latem (zwłaszcza czerwiec i lipiec) padało naprawdę często, ale po prostu słabo, takie 10-15mm na dobe to maks. A latem normy wyrabia intensywność, a nie częstotliwość. A więc mimo, że padało tam dużo regularniej niż na zachodzie, to sumy owszem – mogły wyjść mniejsze. Pamiętajmy, że taki Wrocław, to przyniósł naprawdę porządny opad w pierwszych dniach września, Poznań na przykład miał za to chyba w połowie lipca.
        Miesiące maj 1980, 1991, czerwiec 1984,1985,1993,2001 lipiec 1993, sierpień 1980,1987,1993,1996,2005… one wszystkie były u mnie zimne, deszczowe, ponure, ale… suche. Padało dużo częściej niż np w takim sierpniu 2002, 2013, lipcu 2003, czerwcu 2007, ale po prostu nie było porządnych ulew. I tak samo wygląda porównanie Tarnowa i Wrocławia – w tym pierwszym było bardziej “deszczowo”, padało częściej ale po prostu sumy były mniejsze. W Rzeszowie podobnie, ale tam się złapało pare dodatkowych burz i ładne śnieżyce luty/marzec, stąd suma opadów mniej absurdalna.

        PS
        W tym wszystkim jedynie mnie ciekawi pomiar Tomka z Tarnowca… tutaj faktycznie różnica jest spora, chętnie bym zobaczył szczegółowe dane dzienne tych pomiarów.

        1. Wlasnie te pomiary z Tarnowca mnie zastanow. Plus jedynie sladowe opady w dniach 10-11.08 podczas gdy z tego co widzialem na radqrach to w okolicach Tarnowa bylo nawet bardziej czerwono niz w Krakowie. Druga sprawa to to ze srednie dla Tarnowa sa wyzsze niz dla Rseszowa czy Krakowa.

          1. Mam na mysli opady. Bo oczywiscie rowniez temperatury srednio w Tarnowie sa wyzsze niz w okolicy.

          2. No to prawdopodobnie tego 10/11.08 był błąd pomiaru. Być może nie jedyny. Ale aby to sprawdzić musiałbym znaleźć historie radarów.

        2. @Admin, @Artic Haze, jaka jest wasza wiedza na temat wiarygodności pomiaru opadów w Tarnowie ?
          Jak dla mnie to pewnie było tam za dużo zbiegów okoliczności, roczne opady są wyjątkowo niskie – właściwie każdy miesiąc poniżej normy wieloletniej.

          Nie twierdzę, że to niemożliwe (jest to ok. 46.7% normy 1981-2010, Racibórz w 2015 miał ok. 45% normy 1981-2010), niemal na tle okolicznych stacji, gdzie rok 2018 też był suchy/bardzo/skrajnie suchy jak i na tle historii jest to wyjątkowo niska wartość

  22. 2018 was warmest year in Praha Klementinum and whole Czech Republic, epecially warm period April-September:

    http://www.infomet.cz/index.php?id=read&idd=1547039890
    http://www.infomet.cz/index.php?id=read&idd=1546694521
    http://www.infomet.cz/index.php?id=read&idd=1546437271

    2018 was warmest year as well as in France:

    http://www.geoclimat.org/2018/12/2018-record-chaleur-foudre-france.html

    Lot of temperature records:
    http://www.geoclimat.org/2018/04/records-nationaux-de-temperature.html

    http://www.mherrera.org/temp.htm

    Summer 2018 and was warmest Summer since begin of observations. Biggest anomaly was in north Scandinavia. Utsjoki-Kevo (cca 400 km behind Arctic circle) has average July temperature more than +18.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com