Postępy globalnego ocieplenia

Postępy globalnego ocieplenia

Za każdym razem gdy w Polsce zrobi się zimno możemy obserwować wysyp wszelkiej maści ekspertów, którzy na podstawie tego co widzimy aktualnie za oknem lekką ręką ekstrapolują sobie to na cały świat. Jeśli w Polsce jest zimno, to jakim cudem możemy mówić o Globalnym Ociepleniu (tym bardziej – o zgrozo – o Antropogenicznym Globalnym Ociepleniu)? Przecież skoro się ociepla, to powinno być cieplej, a jest zimno. Ba, nawet tutaj w komentarzach znalazł się ktoś, kto twierdzi, że w zasadzie w stosunku do lat 50. XX w. klimat w centralnej części Polski nie uległ zmianie.

Oczywiście takie podejście nie ma większego sensu. Terminem Globalne Ocieplenie określamy wzrost średniej temperatury naszej planety, a jej wzrost nie wyklucza tego, że na niektórych jej obszarach będziemy mieli do czynienia z okresami (czasem nawet dłuższymi) temperatury niższej od normy. W lutym i marcu (przede wszystkim ten marzec wielu zabolał, bo choć jego anomalia była zbliżona do lutowej, to w marcu ma być ciepło i już) chłodniej niż przeciętnie było w Polsce, co zaczęło stanowić podstawę twierdzenia, że:

  • Globalne ocieplenie nie istnieje
  • Klimat od października 2015 ewidentnie się ochładza
  • Będzie coraz zimniej

Oczywiście wraz z rekordowo ciepłym kwietniem głosy te wstydliwie ucichły (zapewne najpóźniej do najbliższego większego ochłodzenia), jednakże warto może przyjrzeć się danym globalnym z ostatnich lat (a nie tylko temu, czy krzaki za oknem w marcu pokryły się śniegiem). A wyglądają one tak:

Powyższy wykres przedstawia przebieg miesięcznych anomalii temperatury globalnej od 1981 r. wraz z 13. i 37. miesięczną średnią ruchomą. Od roku 2015 temperatury globalne przyjęły wartości rekordowo wysokie, czemu poza Globalnym Ociepleniem pomogła dodatnia faza ENSO: El Niño. Od tego czasu temperatury globalne spadły (co związane jest z nieco rachityczną ujemną fazą ENSO – La Niña). Pomimo wszystko, mimo braku El Niño, mimo obecności słabej La Niña, temperatury globalne spadły jedynie do poziomu najwyższych wartości, jakie występowały przed 2015. To oznacza, że obecny globalny “chłód” odznacza się takimi samymi wartościami temperatury (globalnej), jak “wyjątkowe ciepło” przed 2015. Znacznie silniejsza La Niña najprawdopodobniej sprowadziłaby te anomalie do niższego poziomu, jednakże nadal znacznie wyższego, niż w czasie silnych La Niña przed 2015.

Ciekawą prezentację danych mamy poniżej:

Na powyższym wykresie (źródło: http://www.columbia.edu/~mhs119/Temperature/T_moreFigs/ za NASA/GISS) mocno rzucają się w oczy pierwsze w historii pomiarów instrumentalnych przekroczenia wartości globalnej temperatury rzędu 1.0, a nawet 1.2°C powyżej normy z lat 1951-1980. Od 2001 r. wartości, które w latach przed 1995 określilibyśmy jako “bardzo wysokie”, stały się nagle wartościami niskimi. Warto również rozważyć liczbę miesięcy z anomalią wyższą od 0.8°C przed i po roku 2015.

 

Powyższe mapy (źródło jak wyżej) przedstawiają rozkład anomalii temperatury w kolejnych dekadach. Wyjątkowość lat po 2001 rzuca się tu w oczy aż nadto.

Niestety – Globalne Ocieplenie postępuje. Każda kolejna dekada jest cieplejsza od poprzedniej i nie wygląda na to, żeby proces ten miał ulec szybkiemu zahamowaniu. Chciejstwo niektórych, poparte obserwacjami krzaka za oknem, na niewiele się tu zda, bowiem zmienność pogody na małym wycinku planety jakim jest Polska, jest na tyle duża, że w krótszych (dekadowych) skalach czasowych potrafi doskonale przykryć efekt ocieplenia, który mimo że w sensie klimatycznym jest duży i wynosi ostatnio ok. 0.2°C/dekadę, to jest jednocześnie na tyle mały, żeby przeciętny człowiek nie zajmujący się klimatem nie potrafił go uchwycić. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego – większość  nas ma blade pojęcie na temat tego, jaka zima była w Polsce trzy lata temu, trudno więc oczekiwać że będą potrafili dokonać obiektywnej oceny zmian klimatu w naszym kraju.

Są też tacy, którzy te braki w ludzkiej pamięci doskonale wykorzystują, co widać doskonale w różnorakich komentarzach, chociażby w serwisie Twoja Pogoda. To tam właśnie lansowano hipotezę o postępującym ochłodzeniu klimatu Polski, jaki miał się rozpocząć w październiku 2015. Zapominano przy tym dodać, że wielokrotnie wcześniej z takimi ochłodzeniami mieliśmy do czynienia, mimo iż od lat 70. XX w. klimat w Polsce ulega gwałtownemu ociepleniu (ocieplał się i wcześniej, ale zdecydowanie wolniej).

Doskonale sytuację tę prezentuje powyższy wykres, przedstawiający średnie roczne anomalie temperatury w Polsce (odniesione do okresu referencyjnego 1981-2010). Widać na nim, że o ile zmienność międzyroczna jest duża i na przestrzeni kilku lat anomalie roczne mogą się różnić nawet o 3°C. Proszę to teraz odnieść do Globalnego Ocieplenia, które odznacza się tempem rzędu 0.2°C/dekadę. Staje się oczywiste, że międzyroczna temperatura w Polsce odznacza się dużo większą zmiennością, niż trend wynikający z globalnego ocieplenia. Często chłodniejszych od (bieżącej) normy może być nawet parę kolejnych lat. I to właśnie jest nagminnie wykorzystywane przez wspomnianych wyżej komentatorów, którzy słowem nie wspomną, że chłodny skądinąd rok 2010 w Polsce (patrz wykres) w połowie naszego wieku byłby uznany za normalny. Przede wszystkim jednak ekstrapolowanie danych z Polski na cały świat mija się z celem. Dla przykładu: wyjątkowo ciepłe w Polsce lato 1992 (w latach 1781-2017 był tylko jedno cieplejsze) przypadło na okres w którym temperatury globalne były wyjątkowo niskie w związku z mającym miejsce rok wcześniej wybuchem wulkanu Pinatubo. Tak na przykład wyglądało 22 sierpnia 1992 Great Falls w USA (Montana, nie tak dawno temu niektórzy dziwili się tam śniegowi w październiku). Tego dnia spadło tam ponad 21 cm śniegu, wcześniej w czasie 100 lat obserwacji nigdy nie zaobserwowano pokrywy śnieżnej w sierpniu. W Polsce zaś zmierzaliśmy w stronę skrajnie upalnej końcówki sierpnia – w ostatnich dniach tego miesiąca temperatura maksymalna wzrosła miejscami znacznie powyżej 35°C, najpóźniej w historii pomiarów (aż do 2015).

W rzeczywistości anomalia temperatury w środkowej Europie była w zasadzie jedyną anomalią dodatnią w zamieszkałej, kontynentalnej części świata (jeden punkt siatki wypada jeszcze nieźle w Australii):

Dla porównania rzekomo chłodne ostatnie lato w Polsce globalnie wyglądało tak.

A czy 0.2°C na dekadę to dużo? Gdyby w latach 50. XX w. zamiast się ocieplać, zaczęło się w tym tempie ochładzać, to obecnie byłoby znacznie zimniej, niż w najzimniejszym okresie Małej Epoki Lodowej, a w okolicy roku 2150 średnia temperatura globalna byłaby niższa od tej z połowy zeszłego wieku o 4°C. Mniej więcej tyle co w maksymalnej fazie ostatniego glacjału. Sami więc oceńcie, czy to dużo.

Print Friendly, PDF & Email

14 Replies to “Postępy globalnego ocieplenia”

  1. Zmiany widać szczególnie na biegunach(nie będę podawał linków do Arktyki bo myślę że pewnie niedługo temat tego regionu powróci w osobnym poście bo dużo się dzieje) A na Antarktydzie zmiany wygląda że zaczynają robić swoje i to w tempie niezwykłym(duże cielenie miało miejsce w tamtym roku a chyba szykuje się podobne -Zaznaczyłem czerwoną linią pękniecie bariery[1] -słabo widać przy zmniejszaniu rozdzielczości-oryginał[2])
    [1] https://s31.postimg.cc/sj88bwkq3/haloweencrack2.jpg
    [2] https://www.polarview.aq/images/105_S1jpgfull/S1B_IW_GRDH_1SSH_20180510T233041_A0DB_S_1.final.jpg
    ps. Dziwnie wyglądają te temperatury w okresie II wojny światowej -dziwnie ciepło według :(źródło: http://www.columbia.edu/~mhs119/Temperature/T_moreFigs/ za NASA/GISS))

    1. @grzeg8

      Lata 1940-te to poprzednie maksimum AMO, czyli okres największego transportu ciepła przez oceaniczne prądy atlantyckie z południowej półkuli na północ. Łatwo to sprawdzić porównując anomalie temperatur północnej i południowej półkuli.

  2. z tego wszystkiego to mnie chyba najbardziej smieszy ten październik 2015. Abstrahując już od kwesti globalnej, to co takiego sie niby wydarzyło wtedy w Polsce? jeden chłodniejszy miesiąc i tyle, po którym nadszedł ekstremalnie ciepły listopad i jedna z najcieplejszych zim w Polsce. Na kolejny miesiąc chociażby minimalnie poniżej normy trzeba było czekać do sierpnia (no jeszcze po drodze był chyba styczeń). Tak naprawde to wydaje mi się że okres sierpien 2015-wrzesien 2016 był szczytem ciepła w PL (i w skali globalnej chyba swoją drogą podobnie, ale musiałbym przejrzeć dane). Później nadszedł od października 2016 chłodniejszy okres do mniej więcej połowy lutego, po czym wróciło ciepło, ale już nie tak silne jak trwało przed pazdziernikiem 2016. od lutego 2017 do stycznia 2018 tylko pamietny okres 10.04-10.05 i duża częśc lipca oraz wrzesnia+początek października były chłodne.
    Też mi się podoba jak ci denialiści teraz zamilkli, częśc z nich nawet odwraca teraz kota ogonem i mówi, że nasz klimat zmienia się w środziemnomorski (mimo, że wg tych samych osób jeszcze dwa miesiące temu zaczynała się epoka lodowcowa)
    tak długiego odpoczynku od denialistycznych wypowiedzi to nie pamietam. niektórzy zamilkły a niektórzy pewnie zmienili sobie multikonta i teraz wychwalają ciepło :)

  3. Trend jest aż nad wyraz widoczny, co oczywiście jest niepokojące. Ciekaw jestem czy kiedykolwiek nastąpi odwrócenie tego trendu lub chociażby jego wyhamowanie.

  4. Na klimat składa się więcej czynników aniżeli sama temp.. Pisząc, że w latach 50 ub. wieku klimat centralnej Polski był podobny co obecnie (w obecnym dziesięcioleciu) miałem na myśli dużą zmienność międzyrzeczną tj. występowały zarówno miesiące bardzo ciepłe jak i chłodne, lata suche jak i wilgotne. W latach 60-90 ta zmienność była znacznie mniejsza, praktycznie wszystkie miesiące były chłodne, występowały nawet 10 miesięczne ciągi miesięcy poniżej normy (w latach 50. i w obecnej dekadzie tego nie ma).

  5. Autor podzielił się tutaj słuszną refleksją dotyczącą zmian klimatycznych w Polsce i na świecie. Ludzie zbyt niezainteresowani pogodą, zapamiętują w dalszej perspektywie czasowej tylko zjawiska ekstremalne (np. śnieg w maju, wyjątkowo silna fala mrozów czy upałów), przeciągając je na dłuższy okres (np. to że w 1987 roku był skrajnie zimny styczeń oznacza że tak wyglądała każda zima w latach 80-tych, a fale upałów z 1992 i 1994 oznaczają że trochę ponad dwie dekady temu lata były cieplejsze).
    Nieraz zastanawiałem się (np. czytając narzekania na lato 2016 czy lato 2017), jak to możliwe że gros narzekających stanowią ludzie, którzy z racji wieku powinni pamiętać takie sezony letnie jak 1978 czy 1980 (brr!), a już na pewno miesiące typu lipiec 2000 czy czerwiec 2001. Otóż właśnie – w długoterminowej perspektywie w pamięci bardziej zapisują się skrajności – mroźna zima i gorące lato, zaś ciepłe zimy i chłodne lata ulatują z pamięci. Nie spotkałem dotąd nikogo, kto pamięta anomalie z lutego 1990, ale o “zimie stulecia” opowie każdy.
    Dlatego okres referencyjny większości denialistów globalnego ocieplenia to 2014-2017 ;)

  6. A już najbardziej zabawne jest to jak niektórzy piszą, że dawniej jeszcze cieplej było.
    Szkoda tylko, że nie rozumieją przy tym, że obecne zmiany są średnio ze 2 rzędy (+/-100 razy) wielkości szybsze, niż średnie zmiany naturalne…

    Inny zasadniczy błąd to patrzenie na ocieplenie tylko przez pryzmat temperatur średnich u nas w Polsce – z podtekstem: przez zdecydowaną część roku zmiany klimatyczne będą korzystniejsze dla Polski. Nie zapominajmy jednak, że Ziemia to jeden “organizm”, w którym mamy cały szereg powiązań między różnymi czynnikami (wielkościami) – a których to nie da się ograniczyć tylko do skali lokalnej i zarazem nie da się nad nimi tak łatwo “zapanować” jak np. nad właściwą temperaturą w pomieszczeniu.

    1. Komentarz prosty. Wykres pokazuje kilka okresów zlodowaceń i ciepłych interglacjalów między nimi. To kiedy występują interglacjały nie zależy jedynie od ekscentryczności orbity, jak usiłuje zasugerować górny wykres, ale bardziej od nachylenia osi ziemskiej i precesji (to dwa inne cykle naszej orbity.

      Tak, w skali dziesiątek tysięcy lat temperatury zalezą od parametrów orbitalnych Ziemi. Trzeba jednak dodać, że ocieplenia ostatnich parudziesięciu lat się tym nie wytłumaczy bo to zmiany powolne, a na północnej półkuli przez cały holocen sprzyjały one raczej powolnemu ochłodzeniu.

      I jeszcze jedno. Te zmiany orbitalne wpływają na zmiany zawartości gazów cieplarnianych w atmosferze (zmiana cyrkulacji oceanicznej, pokrycia lodem oceanów, ilości mokradeł na kontynentach wpływają na stężenia CO2 i metanu), więc chociaż przyczyny rozpoczecia czy zakończenia interglacjału są orbitalne to gazy cieplarniane są niezbędnym elementem tych zmian. W tym wypadku działają jak sprzężenie zwrotne dodatnie wzmacniające efekt zmian orbitalnych na temperaturę.

  7. Kilka pytań:

    Przyjmuje się że w przybliżeniu wzrost temperatury na Ziemii wraz z wzrostem CO2 jest logarytmiczny, 2-krotny wzrost CO2 powoduje przyrost o 3 stopnie. Zatem przyrost z preindustrialnego 280 ppm do 560 ppm (tyle bedzie około roku 2100, jeśli obecne tempo wzrostu 2 ppm na rok się utrzyma) spowodowałby wzrost o 3 stopnie.

    https://skepticalscience.com/C02-emissions-vs-Temperature-growth.html

    Pytanie jest jak to się ma do dłuzszych skal geologicznych? Tak więc np. w jurze stężenie CO2 wynosiło podobno 1950 ppm, zas temperatura była tylko o 3 stopnie wyższa niż obecnie:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Jura

    Zapewne na tą róznicę miał wpływ inny rozkład kontynetów, inny poziom morza, pytanie tylko -w jaki sposób?

    Kolejne pytanie:

    Zasadniczo kwestia globalnego ocieplenia opiera się na bilansie energetycznym, ilość energii docierającej ze Słońca, vs ilość energii oddawanej z powierzchni Ziemii. W najprostszym przypadku równowagi, te dwie wielkości powinny byc równe, co pozwalałoby wyliczyć temperaturę efektywną powierzchni Ziemi.

    Pytanie jest jednak, czy te dwie wielkości rzeczywiście w krótszych skalach się równoważą? Jak wiadomo mamy skoki globalnej temperatury o 0.1-0.2 stopnia z roku na rok. Ostatnimi czasy trend ocieplenia jest znacznie szybszy, niż by wynikało to z trendu. Tak w może dość uproszczony sposób patrząc znaczyłoby to że Ziemia więcej energii oddaje niż pobiera (przyrost gazów cieplarnianych jest stały i zmiana w ciągu ostatnich 5 lat nie jest jakaś duża), co by oznaczało konieczność pewnego ochłodzenia, na jakiś czas.

    Na ile dokładnie znamy bilans energetyczny powierzchni naszej planety, i czy potrafimy powiedzieć w jakim stopniu jest on quasi-statyczny, równowagowy w krótszych okresach?

    Na ile oscylacje w modelach kilmatycznych https://en.wikipedia.org/wiki/Global_warming#/media/File:Global_Warming_Predictions.png są efektem normalnych oscylacji, a na ile chociazby np. artefaktów obliczeń numerycznych?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com