Pokrywa śnieżna

Pokrywa śnieżna

Prognozy się sprawdziły i dziś rano na znacznym obszarze naszego kraju obserwujemy pokrywę śnieżną, miejscami o dosyć znacznej miąższości. Najwyższą pokrywę śnieżną na nizinach o 7:00 notowano w Mławie (18 cm), dobowa suma opadu osiągnęła tam 14.6 mm. 12.9 mm opadu notowano w Suwałkach, co przełożyło się na pokrywę śnieżną o wysokości 17 cm. Po 16 cm zmierzono w Mikołajkach i Siedlcach, 15 cm śniegu leżało w Kielcach i Katowicach.

Warszawa może się pochwalić pokrywą śnieżną o wysokości zaledwie 8 cm – prognozy wskazywały na więcej. Na zachodzie pokrywa śnieżna nie występuje, chociaż jeszcze w Opolu mamy 2 cm. Również niewielka pokrywa występuje w południowo-wschodniej Polsce, gdzie w Lublinie mamy 5 cm, zaś w Rzeszowie pokrywy śnieżnej nie ma w ogóle.

Najnowsze prognozy ECMWF wycofały się z ujemnych temperatur w ciągu dnia na Śląsku. W chwili obecnej wskazują one na temperatury lekko dodatnie, co spowoduje, że świeża pokrywa śnieżna może ulec do jutra dosyć znacznej redukcji. Dodatkowo na początku następnego tygodnia czeka nas większe ocieplenie. Wieczorna odsłona sugerowała ochłodzenie po 8 grudnia, jednakże odsłona poranna odsuwa je nieco w czasie. W kolejnych dniach ujemne temperatury w ciągu dnia pojawią się tylko miejscami.

Poniżej: prognoza temperatur maksymalnych na kolejne 10 dni. Źródło: kachelmannwetter.com.

Powtórki z 2010 nadal nie widać.

 

Print Friendly, PDF & Email

270 Replies to “Pokrywa śnieżna”

  1. Zima 2010 roku miała rekordowo ujemne NAO. Bez takich wartości nie uda się jej powtórka. Jak się zachowa NAO po połowie grudnia, nie wiadomo. Ale na razie nic nie wskazuje na powtórkę. Ba, większość zależności, które statystycznie wiążą zimowe NAO z jesiennymi parametrami meteorologicznymi i oceanograficznymi wskazuje raczej na dodatnie NAO.

    1. “Zima 2010 roku miała rekordowo ujemne NAO. Bez takich wartości nie uda się jej powtórka.”

      >>> Nie mam pewności jakby mogło się to ułożyć, ale jest jeszcze druga opcja, tzn. NAO niekoniecznie silnie ujemne (ale i też nie wyraźnie dodatnie) + silniejsze/częstsze wyże na NE (rosyjsko-skandynawskie). Już nieraz zauważyłem, że możemy mieć dość wyraźną zimę, nawet gdy znad Atlantyku napierają niże – albo nad Morzem Norweskim poza koło polarne na N, albo bardziej torem S, tzn. nad Morze Śródziemne i Czarne.

    2. A czy przed zimą 2010 były jakieś zależności i sygnały wskazujące na możliwość silnie ujemnego NAO? Bo mam wrażenie, że modele sezonowe generalnie widzą plusy, stąd co roku prognoza ciepłej zimy w Europie (i chłodnej w Kanadzie).

    3. Rekordowo ujemne NAO przełożyło się na rekordy temperatur w Europie zachodniej – w UK grudzień 2010 był w ścisłej czołówce najzimniejszych miesięcy w historii pomiarów. W niektórych regionach (Irlandia) był to najzimniejszy jakikolwiek miesiąc odkąd się prowadzi pomiary. Taki odpowiednik naszego lutego 1929.

      https://www.metoffice.gov.uk/climate/uk/interesting/dec2010 – tutaj rozbudowany raport dot. tamtego miesiąca (po angielsku)

      U nas też było wtedy zimowo, choć nie był to najzimniejszy miesiąc w historii pomiarów, nawet nie było blisko. Anomalia rzędu -5*C to sporo, ale w naszej historii bywały miesiące o anomaliach ponad -10*C. Ostatni taki był 30 lat temu – styczeń 1987. U nas największe zimno powodują rozbudowane wyże ze wschodu, NAO nie musi być nawet jakoś szczególnie mocno ujemne. Zimą 2011/12 dostaliśmy się pod taki właśnie wyż, cała zima była zdominowana przez aurę “atlantycką” ale za sprawą tego wyżu na trzy tygodnie złapał tęgi mróz, sporo poniżej -10*C za dnia i nawet w granicach -30*C w nocy (na północy kraju było zimniej niż w 2006). Trzy tygodnie (z czego tylko 2 w lutym) starczyły, żeby anomalia lutego 2012 wyniosła około -5*C.

  2. Zachodnia Opolszczyzna (okolice Brzegu) śnieg ok. 6 tylko na samochodach i blaszanych dachach, chociaż wczoraj ok. godziny 18 lekko się zabieliło

    1. Oczywiście, każdego dnia śledziłem przebieg anomalii :) Listopad z anomalią 1.39 według okresu referencyjnego 1981-2010 to miesiąc ciepły?

          1. Anomalia +1,39 przekłada się na percentyl 0,764 wg. klasyfikacji poltemp co daje w rezultacie miesiąc ciepły.

  3. Wow, w Suwałkach aż tyle śniegu? Kto wie ile w Białymstoku jest? Na moje oko to ze 4 cm… ale fajnie się zrobiło, zimowo, w końcu grudzień jest, czuć że święta się zbliżają :)

  4. 15cm, tak jak pisałem. No takiej pokrywy się nie spodziewałem, co prawda teraz już jest pewnie nie więcej niż 10cm, bo w dzień było aż 0.7+. Nad ranem może być niezły mróz, bo niektóre wiązki dają nawet do -9, jak się wypogodzi, będzie bez wietrznie, to kto wie..w końcu jakaś pokrywa jest. Dobrze, że prognozy odsunęły ocieplenie z 4-6 i dały trochę opadów śniegu znowu, bo jest szansa na białe mikołajki. ;)

  5. Prognozy ponownie wykręciły w kierunku przewagi przedzimia – w praktyce wszystkiego co jest możliwe między II (tzn. chłodniejszą) połową jesieni a lekką zimą – co gorsza przeważnie w wilgotnym wydaniu.

    Niektórzy – w reakcji na ostatnie aktualizacje – mogą wracać wspomnieniami do grudnia 2015 r. Tyle, że tamta sytuacja miała miejsce w okolicznościach wyraźnie dodatniego zarówno NAO, jak i AO – a tego obecne prognozy nie wskazują…

    Obawiam się, że dominować będzie niestety aura do jakiej przyzwyczaiła nas tegoroczna jesień – tylko przy przewadze temp. 0/+5*C (okresowo nieco wyższych, okresowo nieco niższych)…

    1. @Lucas wawa

      Ile razy można prosić aby nie używać nazw termicznych pór roku dla bieżącej pogody. To nie jest tak, że po paru dniach “przedzimia” wraca “wiosna” [1] na trzy dni, przechodząc następnie… Nie, to tak nie działa. Termiczne pory roku muszą występować w odpowiedniej kolejności (tak nauczają ci, którzy tego używają), a zatem granice między nimi dadzą się ustalić jedynie post factum.

      Nie bądźmy “Twoją Pogodą” gdzie nawet potrafią dać mapę w jakich częściach kraju wczoraj była jesień, a w jakich przedzimie. To absolutne nadużywanie tych pojęć.

      [1] Miało być “jesień” ale tak jest nawet bardziej zabawnie, bo to te same temperatury, a jak wszystko przemieszamy ze sobą, to równie dobrze po przedzimiu może być wiosna jak i jesień. Wiosna nawet wydaje się bardziej we właściwej kolejności 😏

      1. OK. Zastanawiam się tylko jaki jest w takim razie sens wprowadzania nazewnictwa dla pór termicznych wg obecnej definicji? Może je zlikwidować lub wprowadzić coś w zamian?
        W ogóle odnoszę wrażenie, że jest problem z rozmaitą nomenklaturą pogodową, wszak tą nie zawsze można ująć w jakieś sztywne ramy, a z drugiej strony ma się potrzebę określania czegoś, np. w skrócie obecnej aury…

        1. @Lucas wawa

          W sensie nauk fizycznych sensu nie ma nijakiego. Biolodzy czy agronomowie potrzebują pór termicznych aby wiedzieć kiedy “dzięcielina pała” (czy coś w tym stylu). Jednak mają one sens głównie w sensie średniej wieloletniej. Ewentualnie można jeszcze pisać artykuły o tym, że w takim roku przedwiośnie zaczęło się wcześniej, a w takim później. Z tym, ze tu już zaczynają się schody bo przy temperaturze przechodzącej kilkakrotnie granice pór termicznych istnieje pewna arbitralność ustalenia gdzie się pora roku zmieniła. Podawałem tu kiedyś przykład z prawdziwego polskiego artykułu naukowego. I nie byłem tym zbudowany.

          Informacja, ze w roku 2018 (hipotetycznie) temperatura średniodobowa w pierwszej dekadzie marca miała anomalię +1.48 K względem danego okresu bazowego jest precyzyjna. Natomiast to, ze przedwiośnie zaczęło się n-tego marca gdy temperatury średniodobowe wynosiły (dla przykładu od 1 marca) 2.4, 5.1, 4.2, 6.3, 7.0, 2.1, -1.5, 3.4, 5.2, 10.1, 4,8, 5.3, i potem już > 5. Czyli kiedy dokładnie skończyło się przedwiośnie i zaczęła wiosna? Arbitralność daty granicznej jest tu straszna.

          Natomiast twierdzenie, że w powyższym przykładzie przedwiośnie mieliśmy do 3 marca i potem 6, 8 i 11 marca, zimę 7 marca, przedlecie 10 marca, a wiosnę 4-5, 9 i od 12 marca należy do czegoś co nadaje się bardziej do leczenia niż propagowania.

          1. Aha, jeszcze jedno.

            To, ze termiczne pory roku nie mają w ogóle odpowiednika w języku angielskim, a współcześnie publikuje się dobre artykuły praktycznie wyłącznie w czasopismach angielskojęzycznych, powinno być wielkim ostrzeżeniem, ze to kolejny kamyczek do budowy naszego polskiego skansenu naukowego. Podobnych określeń używają co prawda w Finlandii (ale z innymi temperaturami) ale to też wyjątek potwierdzający regułę. A najlepsze, ze próba przetłumaczenia “wiosny termicznej” jako “thermal spring” jest niebywale komiczna biorąc pod uwagę, ze normalnie oznacza to ciepłe źródło. Pewien mój kolega popełnił ten lapsus całkiem niedawno ale ponieważ go lubię to nie dam linku.

      2. “Przedzimie” – sam się łapię na ten nowotwór. “Przedwiośnie” znamy od dawna, ale to bardziej psychologiczna sprawa. Na wiosnę się czeka, (pięknie Niemen śpiewał Iwaszkiewicza). W sumie zima w przyrodzie zaczyna się, kiedy liście z drzew opadają, ostatnie stada żurawi odlatują , żaby zasypiają. Fenologiczne łatwiej to ogarnąć, a nie ogłaszać np lutowych 20 C na plusie wiosną.

        1. Jak ktoś musi tych nazw używać (jacyś roślinolodzy zapewne) to niech używa tak jak zamierzali twórcy tej klasyfikacji: nie do oceny poszczególnych dni ale momentów przejścia do nowej pory termicznej. A tego się nie da robić “na bieżąco” bo nie wiemy czy temperatury nie wrócą jeszcze do wartości z pory jaką właśnie rzekomo skończyliśmy.

          1. Rozumiem podejście i w sumie ma ono jakiś sens, tzn. oceniamy pory roku na podstawie trendu (po uśrednieniu), a nie zmienności chwilowej.

    2. Zimy z całodobowym mrozem i śniegiem nie widać narazie, trzeba czekać. Skoro kilka dni ok 10 było widać mroźną pogodę i prognoza się zmieniła to może być równie dobrze w drugą stronę

  6. U mnie jest pogodnie, dzięki czemu jest już mroźno. Moja stacja pogody pokazuje -2 stopnie, a oficjalny pomiar z synopu oraz metaru z Katowic zmierzył -1 stopień.

    1. Coraz więcej podobieństwa do roku ubiegłego, kiedy to na S Polski – o tej porze roku – najczęściej było pogodnie i zarazem najczęściej na minusie (zwłaszcza w porze wieczorno-nocno-porannej).

      1. W gęstej mgle jest zimniej. Termometr w aucie w takiej mgle mi dziś pokazał już -6*C. A on mi zwykle lekko zawyża.

  7. W jednym z komentarzy na TP przeczytałem, że (cytuję):
    “zima potrzebuje zbyt wielu korzystnych układów barycznych, żeby była zima, dużo łatwiej za to ma pogoda niezimowa”.

    >>> Trzeba to jednak uściślić: na naszej półkuli, przy ogólnie dominujących cyrkulacjach + pewnej komponencie związanej z AGW. Bowiem mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że zimą gdybyśmy nie mieli żadnej cyrkulacji to notowalibyśmy u nas całodobowy mróz. Nas po prostu przed bardziej zimową zimą “ratuje” dominacja cyrkulacji znad Atlantyku. Ale nie jest tak do końca, że tylko w jakiś wyjątkowych okolicznościach zima może być bardziej zimowa. Najlepszym tego przykładem był styczeń ub.r., kiedy to najbardziej zimowo było na S Polski, gdy wyże (nie rodowodu podzwrotnikowego!) “schodziły” dość mocno na S kontynentu, a nad N Polskę częściej napływały masy znad umiarkowanych szerokości N Atlantyku.

      1. Tamten styczeń to był dziwny miesiąc. Nie jedyny w 2017 roku zresztą. Bardzo słoneczny jak na styczeń, taką ilość bezchmurnych dni rzadko notuje się w miesiące pory ciepłej a co dopiero w środku zimy.

        Nie pamiętam drugiego takiego miesiąca w XXI wieku, żeby na południu kraju było dużo więcej pogody typu “zimny wyż” niż na północy. Zbliżony do niego mógł być grudzień 2001, tam anomalia temperatury na południu też była dość niska (prawie taka sama jak w dużo zimniejszym ogólnokrajowo grudniu 2002). Zima 2001/2 była u mnie dość podobna do zimy ubiegłorocznej, tylko chyba jeszcze mocniej spolaryzowana, bo taki grudzień 2001 miał u mnie pokrywę śnieżną od 1 do 31 (co się dość rzadko zdarza), styczeń też przez większość miesiąca był bardzo zimowy (mróz nawet -24, śniegu do 35 cm), a jak potem na koniec stycznia zrobiło się wiosennie (ponad 10*C) to tak już zostało, zima praktycznie w ogóle nie wracała. Luty 2002 to jeden z najcieplejszych i najpogodniejszych lutych w historii.

        W 2017 było podobnie, mrozy od początku stycznia do połowy lutego a od połowy lutego – wczesna wiosna z temperaturą sporo ponad 10*C. Ten kilkutygodniowy okres “zimowej zimy” po prostu wypadł nieco później w kalendarzu niż w sezonie 2001/2.

  8. U mnie sporo śniegu napadało, choć nie odczuwało się, że pokrywa wynosi aż 15 cm – śnieg padał przy dodatniej temperaturze i sporo go zdążyło stopnieć dzisiaj jak się rozpogodziło i wyszło słońce.

    Za to wieczorem łapie mróz. I to taki konkretny, jak wracałem o 18:30 to na A4 między Gliwicami a Zabrzem siadła mgła ograniczająca widoczność do niemalże zera, a temperatura w tej gęstej mgle wynosiła już -6*C. Poza mgłą tylko -2. Na stacji Pyrzowickiej (wykazującej duże skłonności do niskich temperatur w pogodne noce) obecnie pokazuje -7*C.

    Mróz nie jest problemem, problemem jest szklanka na drogach i chodnikach. Za dnia ledwo ponad zero, a teraz wszystko zamarza. I jest naprawdę niebezpiecznie.

    1. Katowice oficjalnie notują -3.5, co wydaje mi się dziwne, bo np metar z Pyrzowic wskazuje -7, u mnie również pokazuje -7. Wiadomo, że odczucia indywidualne są bardzo subiektywne, ale na -3.5 to to nie wygląda. :)

    2. A w Warszawie, ale i nawet dalej na NE, w tym na “biegunie zimna” (czyli w Suwałkach) temperatura dodatnia – miejscami nawet powyżej +1*C – oczywiście przy pochmurnym niebie. Taka polaryzacja nierzadko miała miejsce minionej zimy (zwłaszcza w grudniu i styczniu). Powód? Oczywiście pochmurne niebo i wyraźniejsze oddziaływanie mas znad mórz/oceanu.

    3. “na A4 między Gliwicami a Zabrzem siadła mgła”
      Weto – ta mgła nie siadła, ona powstała !
      dla mnie mgła siada jak z 1/3 wysokości komina (wysokiego na 200m) złazi
      tak że zaczyna ograniczać mi widok z okna ;-)

  9. Wystarczyło aby się rozpogodziło i temperatura leci na łeb na szyję. Właśnie też zauważyłem, że metar ze stacji na lotnisku Katowice-Pyrzowice pokazuje teraz minus 9 st. C, a z kolei na monitorze pogodynki “tylko” minus 5,5 st. C. W Bielsku-Białej chłodniej minus 6,3 st.C, a wcześniej było minus 7,2 st.C. W Raciborzu też zimno – aktualnie minus 7,3 st. C. Ciekawe o ile jeszcze stopni spadnie temperaturach w tych miejscowościach? -Pod warunkiem, że się nie zachmurzy. U mnie teraz jest cieplej 0 st.C i całkowicie zachmurzone niebo.

  10. I to by było na tyle jeśli chodzi pokrywę śnieżną w Warszawie. Wczoraj rano było 8 cm a po dzisiejszym dniu już będzie 0 cm. Wracamy do uroków szarych krajobrazów. Ciekawe kiedy nastąpi pierwszy poważny atak zimowej pogody

    1. A ja zawsze po stopieniu śniegu mam wrażenie jakby krajobraz się oczyścił, pozbył się czegoś zbędnego. Serce roście patrząc na te wiązki ensemble radośnie pnące się w górę, i to zarówno GFS jak i ECMWF. Oby tylko dotrwać jakoś do świąt bez kolejnego ataku zimy… Jak już musi być ta przeklęta zima, to najlepiej między wigilią a sylwestrem.

      1. Jeżeli nienawidzisz zimy czyli śniegu i mrozu to po co napisałeś żeby mogła być miedzy Wigilią a Sylwestrem nie rozumiem twojego tuku rozumowania ?
        Przeczysz sam sobie To tak ja ja bym napisał że nie lubię lata ale upały mogą być
        Kolejny atak zimy jest tylko kwestią czasu
        W Arktyce panują wyże to się prędko nie zmieni to już nie jest ten zwór pogodowy co w 2015 roku więc Musisz się z tym pogodzić

        1. Bo mam świadomość, że zima całkowicie bez mrozu i śniegu jest praktycznie niemożliwa, tak jak lato bez upału. Więc jeśli zima ma już być, to najlepszym na to czasem wydaje się okres powiedzmy od 23 grudnia do 1 stycznia. 10 dni i wystarczy. W dni wolne od pracy zima jest po prostu mniej uciążliwa.

          1. Mrozu i śniegu jak dla mnie na nizinach może nie być wcale, ewentualnie 1-3 dni w roku.

    2. Temp. 0/+2*C w akompaniamencie mokrego śniegu (brei, chlapy) to opcja, która do końca chyba nikogo nie zadowala.
      Następne ochłodzenie (po przejściowym ociepleniu) powinno przynieść nam już więcej w pełni zimowej aury – zobaczymy tylko, czy nadejdzie w 2. dekadzie grudnia, czy później?

      1. Racja to nie jest jeszcze prawdziwa zima wciąż nie może spłynąć na prawdę zimne powietrze wraz z opadami
        Jak jest mróz to sucho jak opady to chlapa

      2. Podczas tego ochłodzenia i jednocześnie przechodzenia frontu temperatura nawet w nocy nie spadła poniżej w Warszawie. Ma spaść dopiero dziś kiedy śnieg już stopnieje. A jutro znów temperatura maksymalna 0-2 stopnie. Naprawdę trudno się ekscytować takim atakiem zimowej na przełomie listopada i grudnie. Gdyby to był październik to już byłoby coś ( nie chodzi mi oczywiście o to czy to dobrze czy źle, tylko o samo wydarzenie które warto byłoby nagłaśniać w mediach). Ekscytacja medialna że prawdziwa przyszła również do polskiej była jak zwykle przedwczesna i wyolbrzymiona ( śnieg to nie wszystko, potrzebne są jeszcze ujemne temperatury). Prawdziwa zima panuję więc jak do tej pory jedynie w górach

      3. Jesteś strasznie pewny siebie, na tak daleki okres to nie wiadomo co będzie, ale ataku mroźnej zimy niespodziewaniem się, podobnie jak trwałej strefówki.

        1. @FKP
          Teraz wcale nie mieliśmy jakieś adwekcji dużego chłodu, a zimowe elementy pogodowe pojawiły się. A przecież do stycznia nadal mamy trend spadku Tśr w cyklu corocznym. Poza tym, nawet podczas ciepłych zim są okresy mroźniejsze i/lub bardziej śnieżne. To tym bardziej są one prawdopodobne w sytuacjach, gdy prognozy nie wskazują na trwalszą strefówkę. Pytanie tylko kiedy kolejne ochłodzenie nastąpi – teraz już wystarczy, że temperatury będą około ‘normy’ lub lekko poniżej niej a aura będzie bardziej zimowa (a nie dopiero przy anomaliach rzędu -5K i niższych).

    3. Wcześniej jednak przed nami kilka dni (może ze 4) z temperaturą “przez zero” – nocami ma być ujemna już nie tylko na S kraju. A w poniedziałek może trochę popadać mokry śnieg lub śnieg z deszczem – czyli jednym słowem aura na pograniczu zimowej.

        1. Tyle, że taki niż przyniesie deszcz, a nie śnieg, bo będzie szedł torem zachodnim, przez co ściągnie ciepłe powietrze.

          1. To się jeszcze okaże. Może na E Polski przynieść deszcz, a W dostanie śnieg. To dopiero w czwartek / piątek będzie wiadomo.

    1. Nie wiadomo jeszcze do końca jak to będzie z tym “ogonem niżowym” od Skandynawii po Morze Śródziemne wraz z otaczającymi go z różnych stron wałami wyżowymi – na przełomie 1. i 2. dekady grudnia (?). Tak, czy inaczej wygląda na to, że o trwalszej cyrkulacji strefowej nadal nie ma mowy.

  11. Katowice rano -7.5, temperatura maksymalna dziś z teraz -1.1, a do tego 13cm pokrywy, całodniowa mgła osadzająca wszystko szadzią. Po prostu bajkowy widok. Nie spodziewałem się takiego przyjemnego ataku zimy, szkoda że za 4-5 dni już po wszystkim :(

    1. No tak, oblodzone chodniki, 16h ciemności i alarm smogowy to prawie jak w bajce… Masz bardzo specyficzne poczucie piękna.

      1. Znamienne, że “baśniowa” kraina to właśnie zimowa kraina…
        Nie bez kozery zima wywołuje u ogółu skrajnie odmienne emocje…

      2. Ale to nie wina pogody, a nieudolnych służb. A piękny widok to lekka mgła, wszystkie drzewa oblepione śniegiem, białe trawniki, chodniki i jeszcze ta szadź dodająca klimatu. Idąc parkiem czy laskiem można się poczuć jak w jakiejś bajce. Oblodzone chodniki i syfiaste powietrze to nie wina zimy, a społeczeństwa.

  12. U mnie dziś pierwszy całodobowy mróz, tmax tylko minimalnie poniżej zera ale jednak poniżej, za to nocny mróz już dużo większy, -7,5*C. Dzień był pochmurny i mglisty, wilgotność powietrza na poziomie średnio 98% więc można sobie wyobrazić, jak było.

    Według prognozy jutro też całodobowy mróz (prawdopodobnie będzie to najzimniejsza doba z możliwym spadkiem do -10*C w nocy z Nd na Pn) a potem stopniowe ocieplenie, przy czym temperatura nadal będzie krążyć bardzo blisko zera, do tego dojdą opady (przy takiej T opady będą różnego rodzaju i mogą marznąć)

    Co ciekawe, model UM wieści opady (śniegu, deszczu ze śniegiem) w WYŻU z ciśnieniem prawie 1030 hPa.

  13. Patrząc dzisiaj na wysokie ciśnienie ok 1025 hPA lub wiecej, dominacje niskich chmur na mapie satelitarnej oraz na mapę synoptyczną mamy do czynienia ze zgniłym wyżem. Zastanawia mnie dlaczego synoptycy IMGW dali na mapie PAs – przecież w większości kraju temperatura maksymalna jest na lekkim plusie tylko miejscami na południu był całodobowy mróz – przez mgły lodowe i niskie chmury. Według mnie powinno być Ppms PPmch zamiast PAs nad Polską.

    1. Nie tylko IMGW. O tym, że znajdujemy się w zasięgu wyżu zbudowanym w powietrzu arktycznym pisał również w dzisiejszym komentarzu synoptycznym redaktor Olędzki z meteo.pl.

    2. Strefówka mocno zburzona, trajektoria zawiłe, a przepływ coraz słabszy – jednym słowem mamy coś co nie wpisuje się w dotychczasowe standardy nazewnictwa. Jeżeli już to chyba najbardziej pasowałoby PPms, tylko skąd to -10*C wczoraj na S kraju?
      Moim zdaniem teraz już mamy do czynienia z masą o właściwościach kształtowanych w największym stopniu nad naszą częścią Europy. Tylko jak ją nazwać?

      1. Rzeczywiście jest spore zagmatwanie w nazewnictwie mas powietrza. A może taka propozycja: “powietrze strefy umiarkowanej (europejskiej) pochodzenia arktycznego”? A tak w ogóle – strefówka zanikła i widać, że modele szaleją – to znaczy nie są w stanie sprostać zadaniu. Ktoś ma pomysł jak się to wszystko rozwinie, czy w najbliższym czasie jakaś maa powietrza się wedrze? Czy strefówka znów dojdzie do głosu?

        1. @Abnerbinion

          Jest jeszcze gorzej bo zwolennicy nazywania mas powietrza piszą w swoich definicjach. że masa powietrza to coś co ma jednolite własności termodynamiczne i pochodzenie geograficzne, a potem ignorują to absolutnie nadając nazwy powietrzu o bardzo niejednorodnym składzie. Z trajektorii wstecznych które tu od jakiegoś czasu wrzucam wynika, że masy powietrza w sensie ich definicji częściej nie istnieją, niż istnieją.

          Czy jeśli jesteśmy w stanie pokazać skąd przychodzi powietrze na różnych wysokościach to nie lepiej określać to w ten sposób niż walić ogólne i dość nieprawdziwe nazwy. Jest to już zupełną parodią w wykonaniu IMGW które podaje przez całą jesień niezmiennie PPM, niezależnie skąd pochodzi powietrze.

          Jest zresztą więcej problemów, jak to, ze powietrze wykonuje czasem bardziej skomplikowane tańce na mapie niż się śniło dawnym synoptykom bez modeli numerycznych. A czasem wędruje w kółko po Europie i trudno powiedzieć aby skądkolwiek napłynęło.

          Dzisiejszy dzień jest (jak prawie każdy) dowodem na to co napisałem powyżej:

          I co to niby jest wg. klasyfikacji bergerono-pochodnej? PPm to na pewno nie. Ma coś z PA ale silnie przetworzonego. Ale najlepiej po prostu opisać to co się widzi na tej mapce “powietrze głównie pochodzenia arktycznego przetworzone silnie nad Europą”. A “głównie” dlatego, że to z poziomu 500 m już od tygodnia jest nad Europą i dawno zapomniało swoje własności termodynamiczne przed przybycia nad nasz kontynent.

          PS. Zapomniałem napisać, ze twoja nazwa jest całkiem trafna 😋

  14. Czyżby od przyszłego weekendu (po pewnym ok. 3-4 dniowym ociepleniu) aura szykowała nam kolejne “atrakcje” z pogranicza późnej jesieni i lekkiej zimy, tzn. przy temperaturach często balansujących nieco powyżej lub nieco poniżej zera, i to jeszcze przy dominacji układów niżowych?
    A w obecnej, bardzo ponurej aurze na C Mazowszu dostrzegam jedynie (aż?) dwa plusy:
    – brak dokuczliwego wiatru,
    – szybkie zniknięcie brei, zwłaszcza z dróg i chodników.
    W odróżnieniu od S kraju nie mieliśmy tu bowiem żadnych opcji, które to (pomimo oczywistych uciążliwości) mimo wszystko w zimie oceniam pozytywnie. Bez takowych zdecydowanie wolę już zupełny brak zimowych elementów pogodowych.
    Myślę jednak, że nie ma co przedłużać tych “emocjonalnych dywagacji”, które to pogody i tak nam nie zmienią…

    1. Katowice dziś rano jeszcze 12cm pokrywy, w dzień dziś tmax tylko 0.2+, szkoda bo byłby drugi dzień z całodobowym mrozem w statystykach, ale pokrywa jutrzejszego poranka raczej nie spadnie poniżej 10cm. Jutro kolejna delikatna porcja opadów śniegu, choć już przy lekkim plusie. Ogólnie jutro będzie szósty dzień z rzędu z pokrywą śnieżną co najmniej 5cm, więc narzekać nie można, bo krajobrazy są dość ładne, mimo tych lekkich odwilży.
      Najważniejsze, że w prognozach widać szybki powrót zimy, być może w jeszcze lepszym wydaniu niż obecnie. :)

      1. A pewien meteorolog z Górnego Śląska (D.D.) znacznie większą pokrywę śnieżną na Górnym Śląsku tłumaczy głównie wyżynnym położeniem tamtego terenu. Po części racja, ale odnoszę wrażenie, że nadużywa tego argumentu. OK, względem Wrocławia, czy Słubic można przypuszczać, że jest to zasadniczy argument – ale np. względem Suwałk już zapewne nie. A i nawet Warszawa ma Tśr za miesiące DJF nieco niższą od Katowic, więc czy naprawdę głównie o to chodzi?
        Czy przykładowo wyżynne usytuowanie Górnego Śląska było główną przyczyną tego, że już pierwszej nocy po opadach mokrego śniegu (30.11/01.12) temperatura spadła tam do poz. Tmin -5/-10*C (impregnując powstałą tam pokrywę śnieżną), podczas gdy na Mazowszu temperatura nawet nocami utrzymała się na poziomie nieznacznie powyżej 0*C? Zapewne nie wyżynność była tego główną przyczyną…

        1. Zgadzam się z Tobą, szczególnie biorąc pod uwagę że większość tego śniegu spadała gdy wiało z południa. A kumulacja na wzgórzach działa gdy wiatr wieje pod górę, a nie z góry.

  15. W okolicach 10 grudnia ale raczej po istnieje duży potencjał na całkiem ładną zimę. Narazie do tego czasu czekają nas temperatury 0-5 stopni, a okresowo na zachodzie do ok 10 stopni, czyli nic ciekawego póki co

  16. Witam załogę! Od jakiegoś czasu przeglądam tutaj komentarze i podobnie jak inni przywędrowałęm z TP, która nie jest już poważnym forum pogodowym.

    Przeanalizowałem dziś od rana wszystkie tabele modelowe i wnioskuję z nich utrwalanie się zimy w II dekadzie grudnia. W najbliższych dniach czeka nas okres przejściowy i temp. w okolicach 5°C. Modele są jednak zgodne, a po 10 grudnia utrzymywana jest tendencja spadkowa. Mam nadzieję na utrzymanie się tego trendu i zimową aurę w okresie przedświątecznym. Jakie są wasze odczucia i analizy najnowszych prognoz?

  17. Jeszcze wczorajsze poranne odsłony modeli wróżyły u mnie mróz ostatniej nocy, zarówno UM jak i ECM przewidywały spadki do ok. -3C. A skończyło się tak zazwyczaj tej jesieni, czyli całodobowym “plusem”. Po śniegu już niemal nie ma śladu – zostały niewielkie płaty w zacienionych miejscach.

  18. Po raz kolejny GFS wrzuca na koniec prognozy potężnego genuana. Oczywiście traktuje to jako ciekawostkę, ale przyznam, że rzadko zdarzają się tak śnieżne genuany, więc fajnie to odnotować. W poprzedniej i w tej prognozie spadłoby z niego spokojnie z 40cm śniegu w połowie kraju. :) Ostatnie tak wydajne niże jakie pamiętam u siebie to genuan z grudnia 2005(z sylwestra), gdzie spadło 20cm, w kilka godzin, albo genuan z kwietnia 2013r, gdy spadło 23cm.

    19.8mm/24h w 2013r
    19mm/12h i 13mm/6h w 2005r w grudniu przy -5, ogólnie 24.5mm/24h. Wtedy to był jeden z najbardziej intensywnych opadów śniegu jakie pamiętam. Czekam na powtórkę tej zimy, w końcu za marzenia nie karzą. ;)

    1. Tak wtedy sypało przez kilkanaście godzin:
      http://www.wpk.katowice.pl/photo/katowice/katowice-183_2.jpg
      A tak to wyglądało w mieście:
      http://www.wpk.katowice.pl/photo/ts/ts-201A.jpg

      Ciekawe jaka jest realna szansa na powtórkę takiej zimy? Wydaje się, że z każdym rokiem co raz mniejsza z powodu ocieplającego się klimatu, a z drugiej strony potrzeba też fury szczęścia, żeby układy niżowe szły po idealnej trasie. Od tej zimy mija już 12 lat i jak na razie żadna inna po niej, nawet się do niej nie zbliżyła.

      1. @Daniel
        Ta Twoja druga fota uświadamia najlepiej dlaczego osobiście nie czuję żadnej tęsknoty do takiej zimy. Milion problemów, a tylko kilka drobnych pozytywów. I te pozytywy (białe, jasne krajobrazy) w 2-3 zamieniają się w szaro-bure, przykryte pyłem i sadzą z kominów, błotem pośniegowym, piaskiem, solą albo (na szczęście coraz rzadziej) popiołem. Marna atrakcja.

        1. Zima z natury rzeczy jest niepożądaną do życia porą roku.
          Ja dostrzegam pewne jej pozytywy (w wersji zimowej) może dlatego, że mieszkam blisko lasu, mam działkę poza Warszawą i jak tylko mogę (o każdej porze roku) lubię wybywać poza ruchliwe trakty komunikacyjne.

          1. Ja też mieszkam blisko lasu i jakoś nie lubię śnieżnej zimy. Do tej pory było jeszcze zielono a teraz gdy ziemię okrył śnieg to jest szaro-biało, monotonnie i ponuro. Wolałbym, żeby zima była ciepła i krajobraz choć trochę imitował ten występujący latem niż było jednolicie biało i monotonnie jak w jakimś szpitalu psychiatrycznym.

        2. chochlik rozumiem to doskonale, ale zobacz, że te wszystkie problemy, które wymieniłeś to nie “wina zimy” samej w sobie, a wina społeczeństwa. Zima w centrum miasta ładna jest tylko w momencie przechodzenia śnieżyc, później robi się syf, to naturalna kolej rzeczy w dzisiejszych czasach, ale jak wybierzesz się za miasto to po prostu krajobrazy zapierają dech w piersiach. Mam inne spojrzenie, może dlatego, że urodziłem się w lutym. :P
          Dla Ciebie druga fotka jest powodem dla którego nie lubisz zimy, a dla mnie pierwsza fotka jest powodem dla której ją lubię.

  19. W czwartek to chyba halny do Polski S zawita?
    We Wrocławiu ostatni śnieżny grudzień był w 2010 roku. Już pod koniec listopada było kilkanaście cm, a max w grudniu sięgnęła aż 24 cm, co jest b.wysoka, jak na ten region.https://www.wetteronline.de/?pcid=pc_rueckblick_data&pid=p_rueckblick_diagram&sid=StationHistory&diagram=true&iid=12424&gid=12424&month=03&year=2011&metparaid=SNLD&period=12&ireq=true Zresztą w tym samym roku również I i II – śnieżne przez prawie 2 miesiące z max 27 cm. Oj – cieżka to była zima. Mija 7 lat, a podobno co tyle lat nawiedzają nas śnieżne zimy?

      1. Po prostu ostatnio dość często mamy co kilka lat serię częściej łagodniejszych zim oraz serię częściej konkretniejszych zim – jednak aż tak “żelaznej” reguły jak ta zapewne nie ma.

        1. Trzeba pamiętać o tym, że większe ilości śniegu to raczej domena właśnie łagodniejszych zim, gdyż przy większych spływach chłodu zwyczajnie śnieg nie pada. np luty 2012 i historyczna fala mrozów, przy której leżało ze 2cm śniegu i nawet nie przypominało to zimy. W grudniu 2005 czy lutym 2006 śnieg padał praktycznie dzień w dzień, mimo że temperatura w dzień oscylowała w granicach -2/0. Nie potrzeba było wielkich mrozów(prócz potężnego spływu w styczniu), aby śnieg leżał od 18go listopada do 25go marca.

          W grudniu 2005r ani razu nie było nawet -10, a najzimniejszy dzień to -3.8, a śnieg leżał od 1go do 31go grudnia niemalże nieprzerwanie. W lutym 2006 dwucyfrowy mróz pojawił się raptem tylko 5 nocy przez cały miesiąc, a w dzień tylko dwa razy tmax spadł poniżej -5. Mimo to pokrywa leżała cały miesiąc.

          Oczywiście to normalna sprawa, gdyż zimne zimy zazwyczaj cechują się blokadami, jakimiś wyżami z północy czy wschodu, mamy wysokie mrozy i pogodne niebo. To jest fajna wersja zimy, ale tylko w przypadku, gdy przed spływem chłodu spadnie śnieg. Natomiast śnieżne zimy to zupełnie inna sprawa.

      2. Pewnie w skali całego kraju to nie występuje, ale podobno w Łodzi, i owszem.
        ” W celu określenia śnieżności zim posłużono się klasyfikacją opracowaną
        przez C h r z a n o w s k i e g o (1988, 1989), opartą na analizie sum grubości
        pokrywy śnieżnej od jej powstania do zaniku. Uzyskane wyniki wskazują,
        iż w Łodzi dominują zimy bardzo mało i mało śnieżne, a więc nie przekraczające
        sumy 500 cm (60%). W przebiegu sum rocznych pokrywy śnieżnej
        widoczna jest tendencja do grupowania się zim mało śnieżnych. Najdłuższe
        ciągi wystąpiły w okresach 1950/51-1961/62, 1971/72-1977/78 or \z
        1987/88-1989/90. Wyjątkowo, bo tylko pięć razy, w badanym wielole( u
        mieliśmy do czynienia z zimami bardzo śnieżnymi (suma grubości> 1501 en ).
        W przebiegu rocznych sum pojawiają się one w postaci pików szczególn.e
        widocznych w latach 1962/63, 1969/70, 1978/79 i 1986/87. Równomierne ich
        występowanie pozwalało podejrzewać występowanie okresowości w pojawianiu
        się zim o wysokich sumach grubości pokrywy śnieżnej. Dokonano próby
        określenia takiej cykliczności za pomocą dwóch niezależnych metod: metody
        maksymalnej entropii oraz metody Blackmana-Tukeya. Zastosowanie powyższych
        metod pozwoliło uzyskać bardzo zbliżone wyniki długości okresu
        cyklu od 7,72 lat dla M.M.B i 7,74 lat M.B-T”
        http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.hdl_11089_3023/c/27-niedzwiecki.pdf (ryc.5)
        W drugiej połowie XX w. długość potencjalnego czasu zalegania pokrywy śnieżnej
        charakteryzowała się niewielkim dodatnim trendem (oznaczającym wydłużanie się
        okresu) na większości obszaru Polski; tendencja ta okazała się istotna statystycznie
        na poziomie 0,05 tylko w kilku punktach pomiarowych;
        − w dłuższym okresie badań w południowej Polsce okres potencjalnego występowania
        pokrywy śnieżnej ma tendencję bliską zeru. http://www.geo.uj.edu.pl/publikacje.php?pdf=000114_21&notka=TWFsfWdvcnphdGEgRmFsYXJ6IDIwMDcgUG90ZW5jamFsbnkgb2tyZXMgd3lzdGV9cG93YW5pYSBwb2tyeXd5IHN9bmllen1uZWogdyBQb2xzY2UgaSBqZWdvIHptaWFueSB3IA==

        1. Ciekawe, ale ostatnie zdanie dla mnie jest najważniejsze. W moich regionach korelacja wynosi niemal 0. Czyli ta zasada nie występuje.

          1. Ostatnie zdanie napisane przez @wroclaw nie tyczy się korelacji, tylko trendu i niema nic wspólnego z postulowaną cyklicznością.

          2. A są gdzieś dostępne dane o pokrywie śnieżnej nowsze niż 1989 r.?

            Swoją droga kiedyś młyny nauki wolniej mieliły. Artykuł opublikowany z 1998 roku z danymi do 1989 roku. Widać, że nie było pośpiechu 😀

        2. Więc jak mam rozumieć to zdanie, że okres potencjalnego występowania pokrywy śnieżnej ma tendencje bliską zerowej?

          1. @Daniel

            Tendencja w tym żargonie to trend (śmieszne ale trend jest bardziej jednoznaczny w naszym języku). Czyli nie widać aby śnieg leżał coraz dłużnej albo coraz krócej.

            Pamiętajmy tylko, że artykuł dotyczy danych do 1989 roku (jeśli to o niego chodzi).

            PS. A co do “potencjalnego” to mogę jedynie wzruszyć ramionami. To słowo jest tam raczej ozdobnikiem (pewnie chodzi o to że linia trendu to nie wyniki pomiarów ale to dzielenie włosa na czworo jeśli trend liczony jest z wartości pomiarowych).

          2. Dzięki za wyjaśnienie, musiałbym to przeczytać jeszcze z 10 razy chyba, że dojść do tego co mi napisałeś. Tak jakby nie można było w konkluzji napisać tego w taki sposób jak ty to przedstawiłeś.

        1. Aż sprawdziłem w jakich latach były te szczególnie śnieżne zimy w Łodzi. Zaznaczyłem je na wykresie zimowego NAO:

          Tak jak podejrzewałem, jest związek między zimowym NAO, a śnieżnością. Wszystkie gwiazdki wypadają w latach z ujemnym NAO, niekoniecznie najbardziej ujemnym w okolicy ale ponieważ te ujemne występują mniej więcej co 7-8 lat to i najbardziej śnieżne zimy mają tę cechę. Ciekawe czy którekolwiek z zim ostatnich lat spełniłoby kryteria tego artykułu? 2010? 2013?

  20. W temacie śnieżnych zim. W Lublinie suma grubości pokrywy śnieżnej zimy 1969/70 wyniosła prawie …3100 cm! Max grubość w czasie zimy 1978/79 – 55 cm. Okres: 1963-1981. http://www.serwisy.umcs.lublin.pl/marek.nowosad/publications%20and%20other%20papers/2007%20Wieloletnie%20zmiennosc%20grubosci%20pokrywy%20snieznej%20w%20okolicy%20Lublina.pdf
    W latach 1998-2016 max grubość 46 cm( II -2010); 44 (III- 2005) ( Dane; wetteronline) Jak było w latach 1981-1997 -? Mogło być też dużo, bo zimy w połowie lat 80-tych były śnieżna i chyba też zima 1995/1996?

      1. Dodaje się grubość pokrywy śnieżnej z każdego dnia np. w listopadzie 12 – 6 cm; 13 – 3 cm; w pozostałe 0 cm, to suma g.p.ś. dla listopada 9 cm.
        Skąd wiesz, że ” W Katowicach od 1go grudnia do 28go lutego w zimie 62/63 spadło 120mm opadu w postaci śniegu.”? Może cześć to był jednak deszcz. Zima 1962/63 należała w Polsce do śnieżnych np. s.g.p.ś. w Łodzi wyniosła ok 2200 cm; Więcej było: 1969/70 – 3000 cm, a tzw. zima stulecia” 1978/79 prawie …3700cm! Najmniej 1974/75 zaledwie 39 cm. Okres: 1950/51-1989/90 Średnia – 640 cm.
        http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.hdl_11089_3023/c/27-niedzwiecki.pdf
        Szkoda, że nie mam danych dla Wrocławia z tamtych lat.

        1. Bo na ogimecie dodałem opady do siebie te, w których był znaczek płatka śniegu. Ogólnie zima 62/63 w Katowicach była bardzo śnieżna i mroźna.

          Policzyłem grubość pokrywy śnieżnej w Katowicach podczas zimy 2005/2006. Zliczyłem pokrywę z listopada i marca i wyszło:
          2638cm, a śnieg leżał 135 dni bez przerwy, co w moich regionach czyni tę zimę najbardziej śnieżną od co najmniej kilkudziesięciu lat.

    1. W Katowicach od 1go grudnia do 28go lutego w zimie 62/63 spadło 120mm opadu w postaci śniegu. Szkoda, że nie ma na ogimecie wysokości pokrywy i dni ile leżał śnieg podczas tej zimy. W moich tę zimę uznaję się za najbardziej śnieżną w historii.

        1. Trzeba mieć na uwadze że są podstawy do podejrzewania, że dane o historycznych wysokościach pokrywy śnieżnej przynajmniej na niektórych polskich stacjach, bywały niedoszacowane.

    1. Wcale nie tak dawno, bo w 2012 roku, w Szklarskiej Porębie pokrywa śnieżna sięgnęła przynajmniej 115 cm , z kolei w lutym 2013 pękło 80 cm :)

    1. u nas powoli robi się tak jak w UK, czyli spadnie kilka cm śniegu i jest hardkor. Zwłaszcza jak było kilka cieplejszych zim bez dużych opadów śniegu, ludzie odzwyczajają się od zimy i nie zmieniają opon.

      Armagedon to był na koniec 2005, jak nawaliło ponad 30 cm jednego dnia (przy temperaturze poniżej -5*C) i nawet główne ulice były zasypane śniegiem na amen.

    2. U mnie od rana przelotny deszcz. Zimy u mnie nie widać do końca tygodnia tzn. całodobowy mróz i pokrywa snieżna, choćby kilka cm.

    3. W Warszawie też rano pobieliło, przy lekkim mrozie (w nocy Tmin nieco poniżej -2*C). A teraz okresowo pada mokry śnieg, ale się topi – bo temperatura ok. +1*C.
      Dodajmy, że od wielu dni mamy pełne zachmurzenie, a w ostatnim czasie rozpogodziło się jedynie na krótko właśnie minionej nocy, co od razu przełożyło się na niższą Tmin (w porównaniu z poprzednimi dobami).

      A przed nami (na razie do przyszłego poniedziałku) trochę pogodowej późnej jesieni, trochę lekkiej zimy – niestety nadal przy dominacji układów niżowych nad Europą środkową…

  21. No niestety patrząc w prognozy na najbliższe 2 tygodnie widać dominację tmax ok 0 stopni – tzn. raz na lekkim plusie, raz na lekkim minusie z przewagą chmur i opadów przeważnie śniegu, opadów mieszanych. Wytchnienia w postaci słonecznego i suchego okresu w grudniu po bardzo pochmurnej i skrajnie wilgotnej jesieni chyba nie będzie. U mnie w południowej Polsce jak dotąd 4 dni grudnia bardzo podobne do ubiegłorocznego grudnia, który na południu Polski był w okolicach normy.

      1. @Artic Haze.
        Chodzi mi o południową część Polski. Tak widzę 3-4 dniowe ocieplenie (odwilż) w ten wtorek-piątek do tmax ok i ponad 5 stopni w zależności od regionu, a później znowu wracają tmax balansujące wokół 0 stopni z opadami śniegu, deszczu ze śniegiem. Ogólnie będzie kilka dni ocieplenia do ponad 5 stopni, ale i tak będą przeważać dni z tmax ok 0 stopni.

  22. A ja mam nadzieje, że zmiecie śnieg w tym tygodniu i świeżego już nie dosypie ;)
    Do końca grudnia może już nie padać, bo na trawnikach bagno, a po stopnieniu śniegu będzie jeszcze większe.

  23. Jeśli sprawdzą się obecne prognozy to grudzień będzie poniżej normy jeśli chodzi o temperaturę. Z opadami natomiast będzie powyżej normy. A w obecnych fusach GFS widać śnieżyce 18 grudnia związane z niżem genueńskim.
    Oby w końcu Święta były z prawdziwą zimą. Ale znając życie przyjdzie odwilż dzień przed Wigilią :)

    1. Mam takie pytanie – jaka by musiała być anomalia grudnia, żeby 2017 rok był taki sam pod względem temperatury co rok 2010? Czy taki grudzień z 2002 lub 2010 by wystarczył do tego?

      1. @ Arctic Haze @ Realista:
        to jak to w końcu jest? A.H pisze o sensowności prognoz 5-6 dni a Realista że nie wie jaka pogoda będzie 9 grudnia .Dziś mamy 4 grudnia, do 9 grudnia pięć dni, więc ośmiele się wypowiedzieć że w sobotę 9 XII w większości RP będzie śnieżnie :-)

        1. PS wypadało by czasy publikowania postów wyprościć bo czytam com napisał i wychodzi że pisałem to 5 grudnia.

    2. Jednak do ok. 10.12 anomalia grudnia niemalże na pewno będzie dodatnia – przypuszczalnie w widełkach +1/+2K, choć na S kraju faktycznie będzie ona najniższa (tu może być bliżej ‘normy’). W sumie może być podobnie co przed rokiem.

      Z tym, że po tym ok. 3-dniowym ociepleniu (z temp. jak ‘normalnie’ w I poł. listopada) mają ponownie powrócić dni z aurą na pograniczu zimy lub z lekką zimą. Ciekawe jak będzie z opadami (?), bo niże nadal mają nas (niestety) często “nękać”…

    3. Ja bym sobie życzył świąt BN jak w 2013. To były prawdziwie śródziemnomorskie święta.

      1. Pytanie tylko ile możemy mieć już tych Świąt BN, które ostatnio wypadają jako cieplejsze nawet od Wielkanocy? A w porównaniu z Trzema Królami to są średnio chyba z 10 st. cieplejsze… To staje się już dosłownie nienormalne…

        1. Tylko w 2013 roku Wielkanoc była zimowa. W 2014 była już ciepła Wielkanoc z temperaturami 15-22 *C. W 2016 Wielkanoc też była nie najgorsza.

          1. Ja nie piszę o pojedynczych przypadkach, tylko o średniej z kilku lat (powiedzmy z tej dekady). Średnia anomalia w czasie Bożego Narodzenia jest ostatnio (za tych kilka ostatnich lat) z 5-7 st. wyższa, niż na Wielkanoc (!).

          2. ale w 2015 i 2017 wielkanoc była zimna, z temperaturą jednocyfrową za dnia i opadami śniegu lub deszczu ze śniegiem. Czyli w okresie 2013-7 były 3 zimne wielkanoce i 2 w miarę ciepłe.

            A święta BN? Praktycznie co roku ciepłe. Po zimowe święta BN trzeba się cofać ileś lat wstecz. Nawet w ekstremalnie zimnym grudniu 2010 na Święta BN zrobiła się odwilż, 23 grudnia było u mnie +9 stopni! Rok wcześniej (2009) tak samo, przed świętami mrozy nawet -16 średniej dobowej, a Wigilia pod znakiem halnego przy temperaturze powyżej +10. A po tej ciepłej wigilii…jeden z najzimniejszych styczniów w ostatnich 30 latach XD

            Co ciekawe początki stycznia bardzo często są zimne. W ostatnich latach – 2015, 2016, 2017, pierwsza dekada stycznia była zimna, z większym mrozem. Nawet w tych ciepłych zimach. I to się nie ogranicza do ostatnich 3 lat, bo na trzech króli naprawdę często są mrozy.

    1. A niektórzy i tak będą pisać: “gdzie to globalne ocieplenie, przecież na dworze jest zima”. Trzeba jednak patrzyć dalej niż tylko na swoje podwórko…

    2. Najbardziej niepokojąca jest anomalia w Arktyce. Do denialistów nie trafią żadne argumenty, że to co tam się dzieje może rzutować na pogodę także w umiarkowanych szerokościach geograficznych i to (niestety) nie tylko w postaci słabszych spadków temperatury przy cyrkulacjach z tamtego kierunku…

  24. Jest szansa na szybki powrót zimy. Już 9go grudnia gfs wrzuca jakiś niż z południa, który ściągnie trochę chłodu. W prognozie mam nawet do -10.

  25. Pewien meteorolog z S Polski (D.D.) na swoim blogu pisze (cytuję fragment):
    “Górny Śląsk wciąż jest najbardziej śnieżnym regionem w Polsce, podczas gdy w większości kraju, zwłaszcza w jego zachodniej połowie, śniegu nie ma w ogóle. Klasyka!”

    >>> Otóż w W części kraju dość często śniegu jest mniej, niż na Górnym Śląsku, zwłaszcza gdy temperatury wahają się niewiele ponad/poniżej zera i/lub w sytuacjach gdy z S napierają mokre (zimą śnieżne) niże.

    Ale jednak znacznie więcej śniegu na Górnym Śląsku, niż na NE/E Polski to już niekoniecznie jest klasyką… Owszem zdarzają się takie okresy, ale trudno dostrzec w tym jakąś regułę – tym bardziej, że np. Podlasie zimą jest średnio 1,5 st. chłodniejsze od Górnego Śląska. A i nawet sama Warszawa ma Tśr nieco niższą od Katowic (niewiele, ale jednak).

    Zauważmy jeszcze, że większa śnieżność Górnego Śląska w porównaniu np. z Dolnym Śląskiem nie wynika tylko i wyłącznie z wyższego usytuowania (na wyżynie), lecz także z większego oddalenia od Atlantyku.

  26. Panie i Panowie. W tej całej “debacie” nad zimą nie zapominajmy, że już niedługo dzień przestanie się skracać. :-) Wrocław jak na razie szary, bury i ponury. Bez śniegu u bez “upierdliwości” z nim związanych. Wczoraj trochę prószyło, potem padał deszcz i tyle. Generalnie przyjmuję ofertę wrocławskiej pogody na klatę, chociaż przy tych ciemnościach nie chce się z rana wstawać. :-)

    1. Wieczorem dzień zacznie się przedłużać już po 13 grudnia, ale rano dopiero koło nowego roku.

      Ta różnica to skutek tego, że orbitę mamy nieco eliptyczną i doby słoneczne nie są jednakowe w całym roku (naszą zimą są krótsze niż naszym latem). Efekt jest niewielki ale zauważalny gdy długość dnia (nie mylić z dobą) jest prawie stała, czyli w grudniu i w czerwcu.

      1. To jest właśnie przyczyna dlaczego dzień jet krótszy w styczniu niż w listopadzie mimo że w styczniu średnio słońce zachodzi już później, różnica jest jednak i to całkiem spora przy wschodzie słońca na korzyść listopada

        1. Na długość dnia to nie wpływa, jedynie na to o której jest południe słoneczne. A zatem zarówno godzina wschodu i zachodu przesuwają się jednocześnie jeśli przeliczyć z czasu słonecznego na zegarowy (zimą w kierunku wcześniejszych godzin, a latem późniejszych). W wyniku tego coraz wolniejsze “tracenie dnia” w grudniu już 13-go zrównuje się z przesuwaniem czasu słonecznego względem zegarowego (godzina zachodu słońca w tym momencie zatrzymuje się a następnie zawraca w kierunku późniejszych godzin). Natomiast rano te dwa efekty dodają się póki dzień się skraca, przez co dopiero koło nowego roku godzina zegarowa wschodu zawraca (w momencie gdy przedłużanie się dnia zrówna się z przesuwaniem godziny zegarowej w wyniku krótszej doby słonecznej).

          1. Właśnie ostatnio się nad tym zastnawiamiałam, bo rzeczywiście w styczniu jest już wyraźnie jaśniej po południu, niż w analogicznej porze jesienią. Chętnie bym gdzieś poczytała więcej o tym mechanizmie, poszukam (ale gdybyś miał jakiś link akurat pod ręką, to będę wdzięczna za przekierowanie).

          2. Trochę po polsku:
            https://news.astronet.pl/index.php/2009/12/13/n6370/

            Trochę więcej:
            http://www.dzyszla.aplus.pl/blog-1420100025.html

            Tu mniej więcej to samo po angielsku (bo z Wielkiej Brytanii – zaraz napiszę czemu ma to znaczenie):
            http://proftimobrien.com/2016/12/why-isnt-the-earliest-sunset-on-the-shortest-day/

            A tu zaskoczenie, strona amerykańska pokazująca, że nasz 13 grudnia to nic bo na ich szerokościach geograficznych najwcześniejszy zachód słońca wypada znacznie wcześniej (nie wiedziałem, ze aż tak wcześnie):
            http://earthsky.org/earth/winter-solstice-and-late-sunrise

            Przyczyna jest to, ze im bliżej tropików tym mniej zmienia się długość dnia, zatem przesunięcie słonecznego czasu względem zegarowego zrównuje się ze skracaniem dnia dalej od 21 grudnia (wcześniej). Czyli 13 grudnia to specjalność naszych szerokości (także brytyjskich).

          3. A dlaczego w czerwcu rozbieżności między najwcześniejszym wschodem a najpóźniejszym zachodem są mniejsze niż w grudniu(+-9 dni od przesilenia)? I jak zmienia się długość doby słonecznej w ciągu roku? Rozumiem że w grudniu jest to troszkę (ile?)24h co w skali roku daje i tak średnio 24h.

          4. @Marcin

            Latem Ziemia jest w apohelium (najdalej od Słońca), a zimą w peryhelium (najbliżej). Z drugiego prawa Keplera wynika że prędkość kątowa w peryhelium najbardziej odbiega od średniej (tak naprawdę to zasada zachowania momentu pędu [1]). Stąd efekt jest silniejszy w grudniu niż w czerwcu.

            [1] Pomyśl znanym z podręczników fizyki przykładzie obracającego się na krześle z odważnikami w dłoniach, czy tancerce na lodzie robiącej piruet (im masa bliżej osi tym szybciej się kręci)

          5. Ok, dziękuję za wyjaśnienie. Doczytałem, że podczas przesilenia zimowego doba słoneczna trwa 24h i 30 s, a letniego 24h i 13s oraz przez kilka tygodni przed i po przesileniu trwa powyżej 24h, a w pozostałym okresie roku, czyli m.in. podczas równonocy poniżej 24h.

    2. A we wtorkowych rannych prognozach najpierw 2 dni strefówki z umiarkowanym “laniem i dmuchaniem” – zwłaszcza w N i C pasie Polski. A potem perspektywa kolejnych niżów spychanych znad Europy NW/N coraz bardziej nad C i S część kontynentu. Czyżby aura na pograniczu późnej jesieni i lekkiej zimy, w wydaniu mokrym (po części deszczowym, po części śnieżnym) miała przeciągnąć się także na 2. dekadę grudnia? Przynajmniej do ok. 15.12 jest to już bardzo prawdopodobne…

      1. Jeszcze z samego rana model gfs w okolicach 10 grudnia pokazywał wtargnięcie zimy i jej umacnianie się w kolejnych dniach

        1. @anonim

          Chyba gfs to co innego niż GFS bo ten ostatni w realizacji z 00h (żadnej porannej jeszcze nie ma) widzi tylko jeden dzień z TMAX koło zero stopni (11 grudnia), a potem lekkie ocieplenie.

          Czyli chyba każdy widzi w wynikach modeli to czego oczekuje…

          1. Chodziło mi o te że dziś rano jak patrzyłem po. 6.00 (Także może się źle wyraziłem, bo nie chodziło mi o realizację gfs) model pokazywał raczej zimowe warunki po 10.12 a była to już chyba realizacja z 00h, nie wiem może ten model się z danej godziny aktualizuje się kilka razy . Po godzinie 08.00 zaś prognozy były inne, ale to już któryś zauważyłem zmianę prognoz z tej samej godziny realizacji. Przykładowo gfs pokazuje prognozy z 12UTC o godzinie 16.30 a później np. o 18.00 z tej samej pokazuje inne prognozy ( nie zawsze tak jest ale czasem to się zdarza), ale nie wiem może ja czegoś ja nie dopatrzyłem i błędnie odczytuje

        2. Jeżeli te niże napierające znad N Atlantyku (docelowo ponownie z NW na SE) wejdą nieco bardziej w głąb Europy – tzn. nad Karpaty, a tym bardziej nad Bałkany i Ukrainę – to po 09.12 możemy spodziewać się w coraz większym stopniu pogody zimowej. GFS nie odpuszcza z takimi opcjami, zwłaszcza od ok. 14.12. Pytanie tylko, czy znowu nie będą one wycofane (bo termin jeszcze dość daleki…), a dominować będzie późna jesień, co najwyżej pseudo-zima (?). Jak nie ruszy na trwalej typowa “strefówka” – a na co nie wskazują na razie prognozy – to można mieć nadzieję, że wcześniej, czy później tak się stanie. Może właśnie 2. połowa grudnia będzie w tym roku bardziej zimowa (?) – pożyjemy, zobaczymy:-)

      2. … czyli we Wrocławiu dalej bezśnieżnie a szkoda bo byłoby przyjemniej niż teraz, przy padającym niemalże codziennie deszczu. Śniegu w grudniu nie widziałem już od kilku lat (od 2010 roku?).

  27. W tym tygodniu mamy już przysłowiowy “święty spokój” z zimą, nie grozi nam poranne skrobanie szyb, odśnieżanie czy inna tego typu bezsensowna gimnastyka. 10 dni skradzione zimie, a dalej to już trzeba mocno trzymać kciuki za Atlantyk.

    1. “W tym tygodniu mamy już przysłowiowy “święty spokój” z zimą”

      >>> To zależy czy sobotę, a zwłaszcza niedzielę zaliczymy jeszcze do tego tygodnia, czy już przyszłego?
      Poza tym, poranny przymrozek możemy mieć już w piątek – ale tylko tam gdzie w nocy i o poranku się rozpogodzi. Za dnia powinno być jeszcze w miarę (jak na grudzień) ciepło. Kolejne ochłodzenie zasadniczo od soboty.

  28. U mnie było kilka dni lekkiej zimy z pokrywą snieżna do 15 cm i temperaturą (w dzień) do -1*C, nocą do -8. Był to okres pochmurny, słońca zero. Teraz wchodzi pogoda (dla mnie) najgorsza możliwa, czyli ledwo-ponad-zerowy wilgotny syf. Obecnie taka właśnie paskudna pogoda, jest +2*C i pada mżawa mieszana ze śniegiem. Jutro i w czwartek podobnie, model UM podaje temperaturę do 3*C jutro i ok. 1*C w czwartek.

    Co ciekawe na zachodzie kraju dzisiaj jest 7-8*C, co jest przeze mnie dużo lepiej odbieraną pogodą niż ta bździna okołozerowa. Jak ma nie być zimy to niech będzie wyraźnie powyżej zera, im cieplej tym lepiej. Takie grudnie jak w roku 2006 czy 2015 były przyjemnymi miesiącami.

    Póki co nie widzę w prognozie ani wejścia większego ciepła, ani wtargnięcia porządnego zimska, takiego z mrozami -10 za dnia jak w grudniach z 2009, 2010 czy 2012 roku. Coś tam ma się ochłodzić końcem tygodnia ale wątpię, by była to porządna zimka typu wyżej wymienionych.

  29. Do Gdańska zawitała zima. Ludzie po moim domem w grubych kurtkach, czapkach, zaspy po ścianami… oh, wait, to tylko film kręcą (“miłość jest wszystkim” – komedia romantyczna, na pewno będzie świetna).

  30. Jako, że chwilowo(prawdopodobnie) kończy się pierwszy w miarę konkretny atak zimy, można go delikatnie podsumować:

    7 dni z rzędu z pokrywą śnieżną wyższą niż 5cm, w tym 5 dni z pokrywą wyższą niż 10cm, jak na pierwsze dni grudnia nie jest to najgorszy wynik, do tego jeden dzień z całodobowym mrozem, tmin -7.5, a tmax od początku grudnia wystąpiło dziś i wyniosło 1.2+. Porównując to np do zachodu kraju to jakby zupełnie inny klimat. Liczę też, że po 9tym wróci większy chłód(prawie każda wiązka to pokazuje), ale oby spadło trochę śniegu i potrzymało dłużej, a nie znowu z tym ociepleniem od 12go…

    1. A ja bym napisał, że skoro opad śniegu już był, pokrywa śnieżna też, całodobowy mróz również, czyli wszystkie możliwe zimowe “atrakcje” już zaliczone, zima odhaczona, to teraz czas na ciepełko.

  31. Ciekawostka: wg prognoz dla Warszawy najcieplejszą dobą podczas rozpoczętego właśnie ocieplenia (przynajmniej w sensie Tśr) ma być jutrzejsza deszczowa i wietrzna środa – a to głównie z uwagi na dość wysokie Tmin podczas dwóch kolejnych nocy. Choć niewykluczone, że także Tmax (ok. +6/+7*C) będzie jutro najwyższa, ewentualnie w czwartek 07.12. Natomiast w nocy z czwartku na piątek 07/08.12, o ile pojawią się rozpogodzenia, nie można wykluczyć przymrozków.
    A w weekend Natura przypomni nam, że… to jeszcze nie wiosna…

    W tym względzie przypominam sobie podobne ocieplenia – np. w 1. dekadzie grudnia ub.r. i około Świąt BN, kiedy to najcieplej mieliśmy podczas wyraźniejszej cyrkulacji zachodniej, w akompaniamencie opadów deszczu i silniejszego wiatru. Podobnie było zresztą nierzadko w grudniu 2014 r. I takie ocieplenia zimą są u nas częstsze, niż te jak np. w okresie Bożego Narodzenia w 2013 r., czy 2015 r.

  32. I znów leje. Przynajmniej w centralnej Polsce. Bardzo mokry sezon się zapowiada. W związku z tym bardzo śmieszy mnie ogólne marudzenie różnego rodzaju fachowców medialnych sprzed kilku lat po kilku okresach względnej suszy, którzy snuli teorie o pustynnieniu kraju i niedostatku wody na miarę Hiszpanii.

    1. Polska ma rzeczywiscie małe zasoby wodne. Polska jest na przedostatnim miejscu w Europie, jeśli chodzi o zasobność wody. Na jednego mieszkańca Polski przypada 3 razy mniej wody niż średnio w Europie, czyli około 1600 m3 rocznie na osobę( w okresach suszy wskaźnik ten spada nawet poniżej 1000m³/rok/osobę) podczas gdy w Unii Europejskiej jest to ponad 4,5 tysiąca m3. Przy ocieplającym się klimacie np. ciepłe i suche zimy plus suche upalne lata z punktowymi ulewami, bedą pogłebiać deficyt wody. Należy cieszyć się, że w chlodnej polowie roku sporo pada, bo to uzupelni nasze skromne zasoby. Jeszcze lepie to zrobi wilgotna i snieżna zima.

      1. GO to ciekawy temat, jeśli ma się coś ciekawego i nowego do powiedzenia, nie wydaje mi się że na dłuższą metę to powód do dyskusji, jeśli nie zbadamy wszystkich przyczyn i empirycznych sposobów ograniczania jego wzrostu

        1. @Humus

          Z całym szacunkiem powiem: nie wiesz o czym mówisz.

          Globalne ocieplenie (bardziej fachowo mówiąc zmiana klimatu) to zagadnienie, na temat którego powstaje multum artykułów naukowych. Czyli jest tu co badać i co poznawać. Ergo, jest to ciekawe.

          Ostatni przykład to artykuł z dzisiejszego numeru Nature, dowodzący, ze powinniśmy się obawiać o 0,5 C więcej do końca stulecia niż prognozowano dotąd (Brown & Caldeira, 2017):
          https://www.nature.com/articles/nature24672
          Jeszcze nie czytałem więc nie komentuję ale może być wokół tej pracy gorąco.

          Natomiast pogoda w Polsce to temat w sensie naukowym dość jałowy. Prac o średnich i odchylniach standardowych dla każdej Koziej Wólki w której uczy się geografii na poziomie pomaturalnym było już wystarczająco dużo i nic nowego się z tego nie wyciśnie, chyba, ze w kontekście… zmiany klimatu.

  33. Dzisiaj mamy przejściowo typową “strefę” z W, przy wyraźniejszym przyspieszeniu jet’a. Niestety nie przedkłada się to na poprawę pogody – a jedynie na wzrost temperatury do wartości jakie zimą panują w uśrednieniu na W krańcach Europy (Bretania, Walia, S Anglia). Stan jest jednak przejściowy – tak, że nie znajdzie nawet przełożenia w wyraźniejszym wzroście indeksu NAO (ten od pewnego czasu jest blisko stanu neutralnego), a tym bardziej AO.

    Już od jutra kolejna stopniowa zmiana polegająca na coraz silniejszym meandrowaniu prądu strumieniowego, ale jeszcze bez “blokady” (na razie przynajmniej do połowy przyszłego tygodnia, czyli do ok. 13-14.12). U nas zacznie dmuchać coraz bardziej z SW, ale… to nie będzie “klasyka” znana z okoliczności przy dodatnim NAO. Będziemy mieli dość oryginalny przypadek adwekcji chłodu przy cyrkulacji w naszej części Europy z S/W. Jak to już kiedyś ktoś pisał należy patrzeć nie tylko na to co dzieje się u nas i sąsiadów, ale i nawet w promieniu 2000+ km. Otóż chłód będzie napływał z NW/N (zza koła polarnego) najpierw nad Europę W, a stamtąd do nas. Jednakże z uwagi na coraz wyraźniejsze wychładzanie się lądu, tak czy inaczej zrobi się (lekko) zimowo. Ba, tak ma być nie tylko u nas, ale i również np. na Bałkanach.

    W przyszłym tygodniu ciekawie jawi się układ z serią niżów wirujących wokół Europy C. Jakieś “ostrej” zimy to nie zapowiada, ale bardziej zimowo, niż obecnie na pewno się zrobi. Otwarta jest przy tym kwestia trajektorii głównego strumienia jet-strem, co będzie rzutowało na to, czy ok. 12-13.12 czekać nas będzie jakaś (więcej niż symboliczna) kolejna przejściowa odwilż, czy też zima (przynajmniej lekka) w przyszłym tygodniu (na razie do ok. 16-17.12) nie odpuści.

    Tak, czy inaczej taka sytuacja będzie sprzyjała wkraczaniu kolejnych stref opadowych (czy głównie śniegu – zobaczymy?), a przy tym “szanse” na kolejny dość/bardzo mokry miesiąc w Polsce będą coraz to większe.

    1. Ta “strefówka” w Polsce nie musi mieć jakiegokolwiek przełożenia na stan NAO. Ona po prostu oznacza, że prąd strumieniowy jest dokładnie nad nami. W sumie to może oznaczać różne rzeczy, np. przechodzenie od wyżu do niżu lub na odwrót. Niejako z konieczności bo niże są bezpośrednio na północ od prądu strumieniowego, a wyże na południe (wystarczy się zastanowić jak się obracają!).

      Teraz akurat przechodzimy z niżu do wyżu ale za dwa dni ma być zdaje się odwrotnie.

    2. Wiemy, że non stop doszukujesz się wyraźnej zimy ale jej nie będzie niestety. Będą co najwyżej jej niemrawe podrygi.

      1. “Wiemy, że non stop doszukujesz się”
        FAN wydoroślej w końcu albo próbuj przynajmniej zrozumieć innych, skąd Ty możesz wiedzieć, przypuszczać czego Oni szukają?
        Pisałem że w Bieszczadach będzie w sobotę śnieżnie -jest juz ponad 40 cm świeżej. WOT i tyle.

          1. racja – odszczekuję hau hau
            nie wiem czy dobrze zabrzmiało pisałem przez małe “h”
            boć nie czuje się buldogiem ;-)

          2. choć tak prawdę powiedziawszy… nie wiem po co szczekam może ot tak sobie do towarzystwa :-p gdyby do 24 godz poczekac ( w końcu sobota) to na większości obszaru RP wystąpiły dzis opady śniegu.. Czyż nie?

          3. Tytus, lepiej się przyznać do błędnej prognozy (kto prognozuje ten się czasem myli) niż brnąć. Kiedy to pisałeś modele pokazywały dziś znacznie większe opady niż te które wystąpiły (i wystąpią do północy), więc miałeś prawo im uwierzyć.

            W każdym razie u mnie na ziemi nie widzę ani śladu śniegu (chociaż koło 20:00 trochę płatków w powietrzu było widać).

          4. uparciuch ! Za okno patrze – u mnie jest biało 2 cm napadało ,fb, twitter itd zaśnieżony :D
            Definicja śnieżności jeszcze potrzebna i dane ze stacji synop :-)

  34. Bardzo mało słońca

    Ostatnie tygodnie to coś, czego naprawdę nie lubię w naszym klimacie, a co niestety jest w nim dość normalne w zimnej porze roku. Chodzi oczywiście o to, że dni są całkowicie pochmurne. Ostatni w miarę słoneczny dzień był 24 listopada, czyli 13 dni temu. Od tamtego czasu słońca nie ma w ogóle lub prawie w ogóle.

    W prognozie jest jakaś szansa na słońce w czwartek i piątek. Ciekawe co z tego będzie, bo póki co niby mamy wyże ale jest szaro-buro całymi dniami. A najgorzej to jest teraz. SLP prawie 1030 hPa, a pogoda jak na Szetlandach. +2 stopnie i leje obrzydliwa mżawa. Co następne, będzie mróz -15 i słońce przy niżu z atlantyku?

    1. Ostatnie dni nad morzem dość słoneczne, dopiero od wczoraj się popsuła pogoda. Dzisiaj to jest typowo jesiennie czyt. mokro i wietrznie.

    2. To Słońce i tak nie grzeje i ledwo co świeci więc jego brak nie martwi mnie za bardzo. Najważniejsze jest to, żeby temperatura była cały czas na plusie.

      1. “Najważniejsze jest to, żeby temperatura była cały czas na plusie”

        >>> Sam zapewne dobrze wiesz, że tak będzie tylko okresowo. Statystycznie przez większą część zimy, w większej części Polski, Tśr jest (jeszcze) poniżej zera.

      2. Lepiej jak jest jasno zimą niż gdy jest (pseudo) ciepło.
        Jeśli miałbym wybierać między -2 stopniami a Słońcem a +2 stopniami przy deszczu ze śniegiem i całkowicie zachmurzonym niebie to wybrałbym tę pierwszą opcję.

  35. Na Pomorzu i Kujawach patologii, czyli opadów ciągłych ciąg dalszy. Leje i leje, a błoto i nasiąknięta ziemia coraz większe. Kiedy skończy się ta patologia?

    1. Nie narzekaj na tą “patologię”. Dla Kujaw duże opady są potrzebne.Opady atmosferyczne są tu niższe niż w innych częściach kraju. Kujawy
      znajdują się w tzw. „cieniu deszczowym” wzniesień Pomorza Zachodniopomorskiego
      (Kondracki 1981). Hohendorf (1952) uważa, że jest to
      najsuchsza część Europy Środkowej, gdzie średni opad roczny rzadko przekracza 490 mm. Już pod koniec epoki lodowej Wielkopolska i Kujawy nosiły piętno dzielnic
      suchych o silnie zaznaczonych cechach kontynentalnych (Czubiński 1964).
      Na podstawie źródeł historycznych proces stepowienia Kujaw można obserwować
      już od XV w. Od tego czasu zauważono stałe obniżanie się poziomu
      wód powierzchniowych, np. w Gople poziom wody opadł o 270 cm (Mastyński
      1956). Od XVII w. obserwowano kurczenie się powierzchni bagien
      i zanikanie jezior, przez co następowało dalsze ubożenie tego obszaru w wody
      powierzchniowe. http://dspace.uni.lodz.pl:8080/xmlui/bitstream/handle/11089/15769/fb10Leszek_Kucharski69_92.pdf?sequence=1&isAllowed=y

      1. Wcale nie jest tak jak piszesz. Na polach, w ogrodach mnóstwo wody, kałuż widocznych z odległości 50 metrów. Potrzeba miesięcy, by sytuacja wróciła do normy.

        1. Co nie jest tak, jak piszę? Kujawy mają b.niskie roczne opady i są zagrożone stepowieniem, zwłaszcza przy ocieplajacym klimacie. To, że teraz jest wilgotno to fakt, ale nie powód do zmartwień. Uzupełnią się zasoby wodne w rzekach, jeziorach w.gruntowe itd. Lasy zyskają potrzebną wilgoć. Patrzysz ze swojej ograniczonej perspektywy – nie widzisz tego całościowo. Zima/wiosna może być sucha, i nie daj Boże ciepła – te nadmiary wody zaczną wtedy szybko wysychać . Stany rzek na Kujawach są aktualnie zbliżone do normy. Jak tam wody gruntowe to nie wiem, moze ty znasz aktualne dane.

        2. Wierzę, ze są takie miejsca ale nie jest tak wcale wszędzie w północnej Polsce. Specjalnie to obserwowałem jadąc niedawno Pendolinem na trasie Trójmiasto-Warszawa. Zalanych pól jest mniej niż zwykle wiosną. Nie przysięgnę, ze mniej iż zwykle w grudniu (szczególnie że część grudni to zamarznięta ziemia), ale ogólnie nie wygląda to źle.

          W dodatku tu gdzie mieszkam gleba jest sucha. Jednak to może być częściowo skutek jej dobrej przepuszczalności (piasek).

          1. Fakt Wrocław, był najsuchszy, ale teraz to już od półtora roku przeszłość. Np w moim ogrodzie bez dużych kaloszy ani rusz, bo buty zostają w ziemi, a na większość pól w okolicy Bydgoszczy nie da się wjechać.

          2. Najgorsze jest to, że nigdzie nie można znaleźć aktualnych danych o poziomie wód gruntowych, chociaż mamy podobno w Polsce coraz więcej stacji pomiarowych.

            Jest co prawda to:
            https://www.pgi.gov.pl/psh/psh-2/aktualna-sytuacja-hydrogeologiczna.html?own=0
            jednak tu chodzi tylko o możliwość zagrożenia brakiem wody w studniach i źródłach. Zasadniczo nie ma aktualnie takiego, co nie dziwi, z drobnymi wyjątkami, głównie na Dolnym Śląsku.

    2. U mnie ta patologia osiąga już granice wytrzymałości, spadło w tym roku prawie 1000mm deszczu. Mam nadzieję, że reszta zimy i wiosna będą miały niedobór opadów i ekstremalnie dużo słońca, w przeciwnym razie nie będzie żadnych upraw…

    3. Tylko problem polega na tym, że nadmiar opadów w ostatnich 3 miesiącach wiąże się z deficytem usłonecznienia (w niektórych miejscach na północy Polski jest bardzo niskie). W lecie takiego problemu by nie było, bo częste są opady pochodzenia konwekcyjnego (burzowego), z których może spaść kilkadziesiąt mm deszczu w ciągu kilku godzin, a później wychodzi słońce i zaczyna osuszać ziemię. Właśnie dlatego lubię chmury Cb i Cu mimo tego, że ta pierwsza z nich jest groźna, bo zawsze między nimi można liczyć na większe rozpogodzenia i przejaśnienia czego nie można powiedzieć o chmurach St, Sc, Ns – które przynoszą minimalne ilości na przejaśnienia i rozpogodzenia albo w ogóle ich nie przynoszą.

  36. W Bieszczadach dużo więcej śniegu niż w Sudetach. Powyżej 400 m npm przeważnie przynajmniej 20 cm, a Sudety: zero ( Bukówka) lub kilka cm ( Szklarska Poręba – 4 cm) Nie zawodzą Jakuszyce i Zieleniec po 30 cm. Czwartek i piątek ciepły, może nawet słaby halny, więc tylko wysoko się utrzyma śnieg do soboty. Do końca tygodnia jednak nie widać większych opadów w Sudetach, jedynie kilka cm.

  37. Można powiedzieć, że wpadliśmy z deszczu pod rynnę obserwując sytuację pogodowę czyli przejście z okołozerowego badziewa z chmurami i opadami mieszanymi oraz śniegiem (kiedy w dzień była chlapa bo to co spadło się topiło a w nocy przymarzało) do ocieplenia z temperaturami ok 5 stopni, chmurami i opadami deszczu. A słońca oczywiście jak na lekarstwo. Opadów deszczu, itd chyba każdy ma dosyć – szczególnie po tak skrajnie wilgotnej jesieni. Na pewno mieszkańcy Lęborka, Elbląga, Cewic, Olsztyna mają po dziurki w nosie opadów – bo tam spadło najwięcej. Także lato było bardzo wilgotne na północy. Nie widzę powodu aby narzekać np. na co najmniej 2 tygodniowy okres bez opadów (jeśli by się pojawił w prognozach i ziścił), ponieważ słońce świeci bardzo nisko, dzień jest krótki , a noc długa – parowanie wody jest bardzo ograniczone.

    1. Jaki Ty widziałeś dwutygodniowy okres bez opadów o tej porze roku inny niż wyżowy? A stacjonarny wyż w grudniu czy styczniu to z konieczności porządny mróz.

      A skoro każdy tu musi wymienić swoje gusta pogodowe to ja powiem, że wychowawszy się nad morzem wolę 100 razy zimowe sztormy od kontynentalnych mrozów.

      1. @Arctic Haze
        Oczywiście chodzi mi o stabilny wyż, który by przyniósł mroźną, ale słoneczną i suchą pogodę. Wiem, że wyże w zimie to najczęściej bardzo mroźna pogoda, ale lepsze rydz niż nic.
        Oczywiście domyślam się, że pan jako mieszkaniec północnej Polski (Pomorza) jest przyzwyczajony do bardzo wilgotnego okresu w tamtym regionie.

        1. @Zbigniew

          Przede wszystkim pochmurnego. Bywały zimy gdy nad morzem nie widziałem światła słonecznego przez 6 tygodni z rzędu. W takich ilościach jest to depresyjne. Ale dlatego nie przekonują mnie rozpaczania, ze ktoś kilka dni nie miał Słońca.

          Natomiast wiatr lubię, nawet gdy niesie to co zimą uchodzi za opad (drobne kropelki mżawki).

          1. Ostatnia taka zima była 5 lat temu, sezon 2012/3. Prawie 2 miechy bez słońca, cały styczeń i cały luty pod chmurką. Marzec wreszcie ładniejszy ale za to wyjątkowo zimny.

            U mnie na południu rzadko są wichury takie żeby powodowały spustoszenie. Ponad 100 km/h to chyba tylko w Cyrylu było, a tak wszystkie te orkany kończą się na 70 lub 80 kilku.

          2. @Arctic Haze
            Mogę tylko współczuć że aż 1,5 miesiąca z rzędu nad morzem nie było słonecznego. Podkreślałem już wcześniej, że mieszkańcy północy Polski są przyzwyczajeni do długotrwałych okresów pochmurnych i bardzo mokrych, a mieszkańcy południa Polski raczej do dłuższych chwil ze słońcem. Co najmniej 7-10 dni bez słońca na południu Polski to jest wyjątkowa deprecha. W Zimie północ Polski ma rozpogodzenia bardzo często przy wyżach skandydawsko-rosyjskich, które pompują tam bardzo chłodne powietrze z północy. Natomiast szansa na rozpogodzenia i przejaśniania na południu Polski przy cyrkulacji południowej, południowej-zachodniej (pomaga także wiatr halny) jest dużo większa niż na północy. Za to przy adwekcji PA wcale przy mroźnej pogodzie nie jest tak słonecznie – bardzo często występują niskie chmury przy mrozach ok i ponad 10-stopniowych.

          3. W którymś z tych bardzo ciepłych lat- 2014 albo 2015 czytałem na jednym z portali pogodowych narzekanie na zbyt dużą ilość słońca na północy Polski. :D

      2. Problem w tym, że ostatnimi czasy mamy w nadmiarze nie mrozy, tylko opady i zachmurzone niebo (a i wiatr w tym roku jest częściej powyżej ‘normy’).

        A skoro nie każdy niż musi nieść ciepło rzędu +10*C i więcej (por. sytuacja sprzed tygodnia), to i zrozumiałe, że nie każdy wyż musi nieść mróz rzędu -15*C i silniejszy:-) Przykładowo, tegoroczny styczeń w większej części Polski był dość pogodny, a naprawdę silny mróz mieliśmy tylko przez ok. 3 doby.

  38. Miało być chwilowe ocieplenie i powrót chłodu po 9tym na dłużej, a tym czasem jak to zwykle bywa…wszystkie wiązki w górę i praktycznie po zimie nie został ślad. To dziwne zjawisko, że zawsze jak jest niepewna sytuacja 50/50 czy nawet 70/30 dla zimy to i tak finalnie wygrywa ciepło. Ciepłe prognozy prawie nigdy nie zmieniają się w zimne, a zimne prawie nigdy się nie sprawdzają. Bardzo ciekawe zjawisko, które zauważam praktycznie od początku kiedy tu na stronie śledzę modele pogodowe. Także jak tak dalej pójdzie to przez najbliższe 7-10 dni zimy nie zobaczymy w ogóle.

    +2/3st i ulewy, aż się człowiekowi nic nie chce, a perspektywa, że może tak być prawie 2 tygodnie powoduje, że się niedobrze robi. A tak pięknie było na początku grudnia :/

    1. Mnie już bardziej od temperatury przygnębia ta niemalże permanentnie niżowa perspektywa. A jak do tego doszłoby jeszcze pseudo-ciepło rzędu 0/+5*C (a zwłaszcza 0/+2*C) przy padającym deszczu, deszczu ze śniegiem, czy topiącym się mokrym śniegu (a tym bardziej jeszcze przy umiarkowanym lub silniejszym wietrze) to już autentyczna “deprecha”. Każdą inną wersję zimy oceniam lepiej.
      Jestem cierpliwy – jeżeli nie od 09.12, to może w 2. połowie grudnia będziemy mieli aurę już lekko-umiarkowanie zimową i to przy większym udziale okresów pogodniejszych:-)

      1. W przyszłym tygodniu dzięki dość silnemu halnemu możliwe są ze 2 dni pogodniejsze dni, w szczególności na południu kraju.

        1. Dla mnie marne pocieszenie, bo im dalej na N tym zazwyczaj w takich okolicznościach gorzej, a poza tym będzie to zwiastunem kolejnego szybkiego pogorszenia i c.d. przewagi aury późnojesiennej w “niżowym” wydaniu.

  39. To moze jednak snieg bedzie padal ,a nie deszcz? Jak myslicie? Jestem z podkarpacia i tylko dwa dni byly sniezne ,teraz jest ciemno,ponuro i wieje wiatr ,ktory chce glowe urwac…

  40. Pamiętacie niedawną dyskusję o wiatrach Santa Ana w Południowej Kalifornii (tamtejszych odpowiedników naszych halnych)?

    Otóż znowu wieją i w dodatku pogarszają sytuację pożarową:
    http://www.latimes.com/local/lanow/la-me-ln-socal-wildfires-main-20171206-story.html

    Jak zwykle nikogo te wiatry tam nie cieszą (oprócz jakichś polskich baloniarzy jak nas ktoś zapewniał). Roznoszenie pożarów to jedna z ich niemiłych cech. Natomiast zdumiewa mnie długość sezonu pożarów w tym roku.W grudniu powinny już przyjść deszcze. Wiem, ze podczas La Nini jest ich w Kalifornii mniej ale mimo wszystko jest to chyba dość rzadka sytuacja.

    1. Dodam jeszcze, że w LA w weekend ma być 28-29 C, czyli o prawie 10 stopni więcej niż norma TMAX dla tego okresu roku (21 C).

      Ja im zazdroszczę normalnej kalifornijskiej pogody ale nie Santa Any z pożarami.

  41. Ktoś tu pytał o stan wód podziemnych – z najnowszego raportu za kres sierpień-październik wynika, że nic specjalnego się nie dzieje, częściowo została uzupełniona niżówka notowana w zeszłym roku:
    https://www.pgi.gov.pl/psh/psh-2/aktualna-sytuacja-hydrogeologiczna/5352-komunikat-o-biezacej-sytuacji-hydrogeologicznej-w-okresie-01-08-2017-31-10-2017.html
    komunikat dotyczy wód podziemnych na średnim poziomie, to coś zupełnie innego niż wody podskórne, których miejscami może być za dużo.

    Wody podziemne reagują na opady z kilkumiesięcznym opóźnieniem:
    https://naukowy.blog.polityka.pl/2017/01/04/wahadlo-zwierciadla/

    1. Podobne procesy stepowienia o jakich pisał @wrocław, mają też miejsce na Mazowszu, zwłaszcza jego regionu środkowego (choć w mniejszym nasileniu niż na Kujawach i we wschodniej części Wielkopolski).

    1. Póki co chłód w Europie będzie ograniczał się tylko do W (w tym także SW) kontynentu. Zobaczymy, czy i jak zmieni się pole geopotencjału w 2. połowie miesiąca (?), bo jednak sytuacja jest odmienna od tej np. z bardzo ciepłego grudnia 2015 r.

    2. nikt nie mówi że MUSI być zimny. Ale faktem jest że ostatni zimny był 5 lat temu. Nawet ten z 2016 był dość wyraźnie ponad krechę. I to tą z 1981-2010.

      1. Gramy źle wyważonymi kośćmi. I ten złe wyważenie pogłębia się z czasem. Wartość oczekiwana leży powyżej średniej historycznej. Dlatego rozsądnie jest obstawać anomalie dodatnie 😁

        1. A jakby grać kośćmi, w których usunięty został już trend wieloletni? Nikt mi nie powie, że średnie anomalie rzędu +2/+5K (ref. 1981-2010) to głównie kwestia ocieplenia klimatycznego.

          1. Same anomalie może nie, ale ich częstość już tak. Dzięki temu ociepleniu anomalia może wynosić np. +4, a nie +2.5.

          2. NAO też jest ważne. Można nawet powiedzieć, ze jest kolorem atutowym (naszło mnie dziś na gry). Jednak jeśli nie wiemy, jakie będzie NAO, nadal należy obstawiać dodatnie anomalie. Ale gdybyśmy znali przyszłe zimowe NAO to lepiej byłoby kierować się tym parametrem. Nawiasem mówiąc tej zimy prognozy przewidują dodatnie NAO.

            A co do odjęcia trendu to od dawna postuluję, aby w ocieplającym się świecie stosować to zamiast odejmowania średniej z jakiegoś okresu historycznego. Ale cóż, nikt mnie nie słucha 😏

      2. @alewis27
        Owszem grudzień 2016 był bardzo ciepły, ale nie wszędzie. Były miejsca na południu Polski (np. twój region-Śląsk) gdzie grudzień 2016 był w normie termicznej, a na południowych krańcach nawet poniżej normy. W biuletynie monitoringu klimatu Polski widziałem, że grudzień 2016 i 2014 miały bardzo podobną średnią temperaturę (różnica wyniosła zaledwie 0,1 st., bo grudzień 2016 miał średnią temperaturę 1,1 st. C, a grudzień 2014 1 st. C). Grudzień 2014 byłby cieplejszy niż grudzień 2016, gdyby nie ma dwa ataki zimy w I dekadzie grudnia i ten silniejszy między 26 a 31 grudnia. :)

    3. Pamiętam jak rok temu chłód w grudniu spływał często przez Europę E nad Europę S. Teraz na tych obszarach jest ciepło, a chłód płynie głównie nad Europę W i częściowo N (gdzie częściej chłodniej było już w listopadzie). Polska i w jednym i w drugim przypadku przeważnie po ciepłej stronie mocy.
      Śmiem twierdzić, że nie każdego roku tak będzie – tym bardziej, że styczeń potrafi być już znacznie bardziej różnorodny.

      1. A jeśli styczeń dla odmiany w tym roku będzie bardzo ciepły to co zrobisz? U mnie największy mróź tej zimy to zaledwie -2 st. jeśli dalej będzie tak non stop pochmurno i zgniło to jest minimalna szansa, że nie będę miał większego mrozu niż -5 st.!

        1. “A jeśli styczeń dla odmiany w tym roku będzie bardzo ciepły to co zrobisz?”

          @FKP
          Oczywiście może być i tak (albo i nie). Na razie jednak ciekawi mnie 2. połowa grudnia – która to nie jest jeszcze rozstrzygnięta w żadnym kierunku (zwłaszcza, że nadal jet ma wyraźniej meandrować lub wyhamowywać).

        2. U mnie w zimie 2006/7 było najniżej -9,5*C a nocy z mrozem większym niż -5*C było zaledwie 8 przez całą zimę. Nie wszędzie tak było, bo luty 2007 na północy i północnym wschodzie był zimny, doszła tam fala mrozów z wyżu ruskiego. Na tutiempo był jakiś rocznik w latach 70 kiedy temperatura przez cały rok nie spadła poniżej -8 stopni. Nie pamiętam który, w latach 70 było kilka ciepłych zim. Zima 2007/8 też była ciepła ale tam jednak cała II połowa grudnia i początek stycznia była z dość dużym mrozem (jeden z najdłuższych ruskich wyżów jakie widziałem, mróz i silny wiatr ale śniegu zero). Tmin tamtej zimy w granicach -12*C.

          W ostatnich latach najcieplejsza zima to 2015/6, gdyby nie zimny styczeń to miała potencjał na rekord bo grudzień rekordowy a luty też niewiele od rekordu odbiegał (mimo że był naprawdę paskudny). Zimny styczeń tamtą zimę “zepsuł”, a w tymże zimnym styczniu były dni z mrozem prawie -20.

  42. Z tą suchością/mokrością… Niestety potwierdzają się moje przypuszczenia, że coraz częściej i silniej “meandrujemy” między okresami bardzo suchymi oraz bardzo mokrymi (a przy okazji i bardzo pochmurnymi). Ocieplenie klimatyczne będzie niestety temu sprzyjało.

    1. Zgadzając się z powyższą diagnozą (jak się wydaje, rozwój wypadków w ostatnim okresie ją potwierdza), trzeba podkreślić, że oba typy okresowych pogód podzielają w coraz silniejszym stopniu ten sam kluczowy element: wyższe temperatury. Innymi słowy, jest coraz cieplej, tak przy dłuższych okresach pogody słonecznej, jak i pochmurnej.
      Przykładowo, w Warszawie tegoroczna jesień miała skrajnie niskie usłonecznienie (ok. 19% możliwego max, najniższe od 1952 roku). Ostatnie sezony jesienne o zbliżonych do tegorocznego sezonu wartościach insolacji, to lata 1980 (24%) i 1978 (23%).
      Sęk w tym, że średnia temperatura tegorocznej jesieni wyniosła w stolicy 9,83°C, podczas gdy w 1980 tylko 7,90°C, a w 1978 roku 8,40°C. W rzeczy samej, tegoroczną jesień należy zaklasyfikować jak bardzo ciepłą, pomimo bardzo niskiego usłonecznienia, co jest nader symptomatyczne.

      1. Zgadza się, tegoroczny wrzesień był miesiącem skrajnie mokrym i wyjątkowo pochmurnym, a i tak nie był to miesiąc zimny. U mnie wyszedł dokładnie w normie (przy czym amplitudo dobowa była prawie 4K poniżej normy), w skali całego kraju był lekko POWYŻEJ normy. Październik i listopad też były powyżej normy i to już nawet nie lekko. Jesień była CIEPŁA i jednocześnie bardzo mokra i pochmurna.

        Coś, co wcześniej raczej nie miało miejsca. Tak bogate w opady miesiące o tak niskim usłonecznieniu miały bardzo niskie odchyłki ujemne! Pamięta ktoś wyjątkowo zimny wrzesień 1996? To był wrzesień bodajże w top 3 najzimniejszych w dziejach (wyraźnie odstaje od niego tylko ten niezwykle zimny z 1912 roku). W Katowicach ten miesiąc wyglądał tak:

        https://en.tutiempo.net/climate/09-1996/ws-125600.html
        Średnie 13,2 / 7,8 [10,2]; 25 dni opad i 120 mm suma opadu

        A z tego roku jak? A tak:
        https://en.tutiempo.net/climate/09-2017/ws-125600.html
        Średnie 17,6 / 9,0 [13,0]; 22 dni opad i 199 mm suma opadu

        Za to wyjątkowo ładny i ciepły wrzesień 2016 miał średnią tmax 22,3 i średnią tmin 8,2. Ta druga jest tylko 0,4 wyższa od września 1996, ale już średnia tmax – o ponad 9 stopni (!) wyższa.

        Jedyny okres naprawdę zimny w porze ciepłej z tego roku, to ok. 13.04 – 12.05. Korzystajac z narzędzia na tej stronie zaznaczyłem sobie taki okres i wyszła anomalia za miesięczny okres rzędu -3 K. Porównywalna np. z bardzo zimnym kwietniem 1997 czy majem 1991. Tylko jakbysmy tak się zaczęli bawić w innych rocznikach, to kto wie czy nie udało by się znaleźć miesięcznego okresu z odchyłką -5 albo większą.

        1. Mam prośbę aby nie używać nic nie znaczącego w meteorologii i klimatologii (ani w statystyce) słowa “odchyłka”. Tzn. widziałem już trzy różne jego zastosowania, każdy używa go do zastąpienia innego dobre zdefiniowanego terminu. Sformalizowane znaczenie ma to tylko w technice, ale żadne z 3 zastosowań, o jakich piszę nie ma z tym znaczeniem większego związku:
          https://sjp.pwn.pl/sjp/odchylka;2492745.html

  43. Takie pytanie dla fachowców w kwestii dzisiejszego dnia. T max we Wroclawiu ma wynieść 6 stopni. Wysoko płynie spore ciepło np. na 1600 m 3-5 stopni na D.Śląsku oraz wieje z SW dość mocno ok 40 km/h Czemu t max nie jest na tyle wysoka, skoro mamy (chyba halny), aby osiągnąć ok 10 stopni?

          1. Może jednak nie taka dziwna, wszak modele przewidywały na dziś właśnie taką temperaturę. Sprawdzalność wręcz znakomita, wszystko niemal jak w prognozach numerycznych, zatem jakoś nadzwyczaj trudno mi się tutaj doszukiwać niespodzianki. Dziwić się raczej powinniśmy w sytuacjach, w których prognozy się NIE sprawdziły.

  44. Ciekawie zapowiadają się dni 11.12 oraz 12.12, kiedy ma być kilkanaście stopni. Gdyby ten nieszczęsny front zatrzymał się na zachodzie, może mielibyśmy nowy rekord maksymalnej temperatury dla grudnia.

    1. No właśnie ciekawa sytuacja w prognoz – duża zmienność z odsłony na odsłonę. Jeszcze całkiem niedawno były odsłony, które pokazywały całodobowy mróz 11-12 grudnia, a teraz już się diametralnie zmieniło i pokazują temp. nawet powyżej 10 stopni w tych dniach. Ciekawe czy takie dynamiczne prognozy wynikają z tego, że mamy ujemne NAO?

      1. Chyba tak, ujemne NAO ma przy tym duży wpływ. Bo już niecały tydzień później, 18 grudnia, widać śnieżyce…

          1. I być może właśnie ok. 15.12 ponownie nadejdzie chociaż lekka zima (pewności jeszcze nie ma, ale na to wskazują ostatnie prognozy).

        1. Właśnie też miałem napisać, że NAO przeszło na plusy. I w sumie to mnie pocieszyło, bo byłbym już chyba “załamany”:-))), gdybyśmy nie mieli zimy nawet przy ujemnym NAO!:-)))

          1. @Lucas wawa

            Pamiętaj, że jak na razie tej zimy NAO oscyluje wokół zera w ograniczonym zakresie niewiele większym niż -1 do +1 i to ciągle zmieniając znak. Naprawdę ujemne wartości potrafią być znacznie większe co widać z tego, ze zimą 2009/10 średnia wartość NAO dla DJFM wynosiła -1,475 (w kolejnych miesiącach było to -1.93 -1.11 -1.98 -0.88).

    2. Chłopie jaki rekord. Rekord dla grudnia to 20 stopni. Raczej nieosiągalny w tym roku. U mnie najcieplej było w 2006, ponad 16*C. W czasie rekordu z 1961r – ok. 18*C

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com