Mamy tak ciepło jak w ostatnim interglacjale. Czy trzeba już panikować?

Mamy tak ciepło jak w ostatnim interglacjale. Czy trzeba już panikować?

Tuż przed Sylwestrem użytkownik (nomen omen) Sylwester zapytał na tutejszym blogu:

Przepraszam, że nie na temat ale mam pytanko. Ile globalnie obecnie brakuje nam do okresu ciepłego Emskiego? Pytam Piotra lub kogoś kto to wie. Z góry dzięki.

Chodzi o poprzedni interglacjał 129 do 114 tys. lat temu (Last Glacial Interglacial = LIG, zwany dawniej Eemskim). Odpowiedziałem, że było wtedy cieplej niż w okresie przedprzemysłowym o 0-2 C, a obecnie jesteśmy już o 1 C cieplejsi niż w XIX wieku, więc w przybliżeniu musiało być wtedy podobnie (plus minus jeden stopień).

Zabawne, ale właśnie w tym tygodniu ukazał się w Science artykuł tłumaczący to dokładniej na podstawie paleodanych o temperaturze wody oceanicznej [1]. I co się okazało?

Our results indicate that peak LIG global mean annual SSTs were 0.5 ± 0.3°C warmer than the climatological mean from 1870 to 1889 and indistinguishable from the 1995 to 2014 mean. LIG warming in the extratropical latitudes occurred in response to boreal insolation and the bipolar seesaw, whereas tropical SSTs were slightly cooler than the 1870 to 1889 mean in response to reduced mean annual insolation.

Ano średnie temperatury w poprzednim interglacjale (LIG) była nieodróżnialna od średniej temperatury ostatnich 20 lat 1995-2014 (czyli zapewne zimniejsza niż średnia temperatura ostatnich trzech rekordowych lat 2014-2016).

Jednak, jak wspomniałem odpowiadając na pytanie Sylwestra, nasłonecznienie Ziemi było wówczas inne w wyniku naturalnych zmian orbity Ziemi które umiemy obliczać. Rejony polarne były nasłonecznione lepiej niż obecnie (szczególnie na półkuli północnej), a tropiku trochę słabiej. Ma to oczywiście przeniesienie na rozkład temperatur.

Rysunek 1 z artykułu Hoffman i inni, 2017
Rekonstrukcja temperatur: (E) globalnych, (F) poza-tropikalnych, (G) tropikalnych i (H) atlantyckich dla poprzedniego interglacjału, jako anomalie w stosunku do okresu przedprzemysłowego i ostatnich 20 lat.

Powyżej przedstawiam część Fig 1 z artykułu Hoffman i inni 2017. Przedstawia on zrekonstruowane temperatury w przeciągu poprzedniego intrglacjału jako anomalie temperatur przedprzemysłowych (1970-18889) i ostatnich 20 lat (1995-2014). Na panelu E widać, ze ówczesne temperatury były podobne do przedprzemysłowych (czarna linia), dokładniej nieco cieplejsze w pierwszej połowie interglacjału, a potem zimniejsze. Natomiast były one nieco zimniejsze od temperatur ostatnich dekad (zielone) prawie w całym interglacjale, może z wyjątkiem jego optimum termicznego 126 ka.

Inaczej jednak było w rejonach poza-tropikalnych (panel F). Przez większość tamtego interglacjału były one o stopień cieplejsze niż okres przedprzemysłowy. Natomiast tropiki (panel G) były w LIG zimniejsze niż w XIX wieku. Ciekawie też wygląda sytuacja na Atlantyku (panel H). Północny Atlantyk był wówczas zimniejszy niż w XIX wieku podczas gdy południowy cieplejszy. Jeśli takie anomalie dotyczą wyłącznie Atlantyku to prawie na pewno wiążą się ze zmianami cyrkulacji termohalinowej. Zimna północ i ciepłe południe oznacza znacznie zmniejszony transport ciepła z południa na północ. Może to być spowodowane topieniem lądolodu Grenlandii. Jednak ogólnie cieplejsza południowa półkula skłania mnie do zastanowienia czy prawdą jest (jak sądzą niektórzy [2]), że w LIG stopiła się najpierw duża część lądolodu Grenlandii, a zwiększony poziom morza pomógł zdestabilizować lądolód Antarktydy Zachodniej. Możliwe, ze tak jak spodziewamy się obecnie (w najbliższych wiekach), także wtedy Antarktyda “puściła” pierwsza.

A poziom morza był wtedy 6 do 9 metrów wyższy niż teraz [2]. Dlaczego? Możliwe że wyłącznie z tego powodu, że wtedy tak ciepło było wiele tysięcy lat, a teraz dopiero od parędziesięciu. Jeśli poczekamy kilka tysięcy lat to możemy doczekać się podobnych poziomów morza.

Czyli czy trzeba już panikować? Nie wiem. Natomiast na pewno trzeba być zmartwionym i zastanawiać się czy uda nam się w jakikolwiek sposób oszczędzić naszym prawnukom utraty wszystkich miast nadmorskich na całej Ziemi.

[1] Hoffman J. S. et al, 2017, Regional and global sea-surface temperatures during the last interglaciation, Science, 355, 276-279, http://dx.doi.org/10.1126/science.aai8464

[2] Dutton A et al., 2015, Sea-level rise due to polar ice-sheet mass loss during past warm periods, Science, 349, aaa4019, http://dx.doi.org/10.1126/science.aaa4019

Print Friendly, PDF & Email

110 Replies to “Mamy tak ciepło jak w ostatnim interglacjale. Czy trzeba już panikować?”

  1. Zgadza się zadałem takie pytanie. Dzięki za artykuł na ten temat i cieszę się, że za moją sprawą temat został rozwinięty :-) Rzadko piszę bo niestety praca i praca ale czytam serwis i jest rewelacyjny. Tak więc dziękuję Piotrowi i Arctic Haze za super wpisy i bardzo serdecznie pozdrawiam.

  2. A czy tak długo trwające zaburzenia jak obecnie, gdzie już od wielu tygodni częściej chłodniej jest na S Europy, niż na N Europy też mogą być potęgowane przez ocieplenie klimatyczne, a szczególnie zmiany temperatury i powierzchni lodu w Arktyce (?).

    1. @Lucas wawa

      To jest tematem badań tłumu ludzi ? No, może przesadziłem, ale trudno nadążyć za szybko narastająca literaturą tematu.

      Teoretycznie powinno tak być, bo Arktyka szybciej ogrzewająca się niż szerokości umiarkowane powinna spowodować osłabnięcie wiatrów strefowych, czyli zepchnąć AO i NAO stale do wartości ujemnych. I to szczególnie zimą gdy trend ocieplenia Arktyki jest największy.

      Jednak w praktyce trudno znaleźć w danych obserwacyjnych i wynikach modeli ten efekt. Artykuły na ten temat mają różne wyniki jednak te oparte na danych obserwacyjnych (np. [1]) zwykle piszą o tym, ze jest on za mały w porównaniu z naturalną zmiennością międzyletną (czytaj: jest niewielki). W najnowszych modelach też nie za bardzo daje się go oddzielić od tej zmienności (np. [2]). Dlatego niedawny artykuł przeglądowy [3] konkluduje, ze jest jeszcze za wcześnie aby czegoś tu być pewnym:

      However, data length is too short to robustly attribute these case studies to external Arctic forcing rather than a chaotic view of high latitude atmospheric circulation, such as atmospheric blocking events or hemispheric teleconnections (Barnes, 2013; Ding et al., 2014; Francis and Vavrus, 2015; Screen et al., 2015). There is little support for seasonal Linkage impacts over large midlatitude regions, other than those associated with global warming (Wallace et al., 2014; Perlwitz et al., 2015; Screen et al., 2015). Yet the null hypothesis of no Arctic influence is also not proven.

      ===

      Literatura

      [1] Screen, J. A., and I. Simmonds (2013), Exploring links between Arctic amplification and mid-latitude weather, Geophys. Res. Lett., 40, 959–964, http://dx.doi.org/10.1002/grl.50174

      [2] Sun, L., J. Perlwitz, and M. Hoerling (2016), What caused the recent “Warm Arctic, Cold Continents” trend pattern in winter temperatures?, Geophys. Res. Lett., 43, 5345–5352, http://dx.doi.org/10.1002/2016GL069024

      [3] Overland J., 2016, A difficult Arctic science issue: Midlatitude weather linkages, Polar Research, http://dx.doi.org/10.1016/j.polar.2016.04.011

      1. Dzięki za odpowiedź. Nie ukrywam, że tego typu kwestie mnie najbardziej nurtują, bo zauważyłem że takie dość nietypowe sytuacje utrzymują się albo coraz to dłużej, albo pojawiają się coraz to częściej…

  3. Właśnie – czy ocieplenie w Arktyce nie wpływa na pogodę na południu kontynentu?
    We Włoszech mamy solidniejszą zimę niż u nas.
    Zimne masy powietrza z Syberii dotarły aż na południe?
    Czy to jest tylko kwestia cyrkulacji?
    Pytania @Lucasa – ciąg dalszy.
    -Pozdrowienia
    M

    1. Co ciekawe jeśli te wszystkie artykuły na temat wpływu spadku powierzchni lodu morskiego w Arktyce na cyrkulację atmosferyczną się w czymś zgadzają to w tym, że efekt – jeśli w ogóle – to jest bardziej widoczny w Północnej Ameryce niż w Eurazji. A jeśli to byłaby prawda, to obecna zima byłaby chyba wyjątkiem od nieudowodnionej reguły ?

      Innymi słowy, chyba nie wszystko można zwalić na ten biedny, kurczący się, lód morski.

  4. >>”Rejony polarne były nasłonecznione lepiej niż obecnie (szczególnie na półkuli północnej), a tropiku trochę słabiej.”

    Zapewne dlatego, że Ziemia nie była wtedy tak okrągła jak teraz i świeciły wówczas dwa Słońca, każde na swój biegun. Bieguny zaś były były bliżej równika, który pozostawał w cieniu (dyskretnej ignorancji).

    1. Słuchaj tępa dzido! Tak do Ciebie @AX3 piszę!
      Nawet nie zerknąłeś do oryginalnego tekstu, a już w idiotyczny sposób naśmiewasz się z tego co napisał @Arctic Haze – profesor, taki prawdziwy belwederski w dziedzinie nauk o Ziemi (fizyk oceanów, członek PAN itd, itp).
      Najpierw przeczytaj abstrakt (nie liczę, że wykupisz dostęp do pełnej wersji), a potem dyskutuj.

      1. >>Słuchaj tępa dzido! Tak do Ciebie @AX3 piszę!

        Brak Panu kultury.

        >>Nawet nie zerknąłeś do oryginalnego tekstu, a już w idiotyczny sposób naśmiewasz się z tego co napisał @Arctic Haze

        Nawet … to niezauważył Pan zaślepiony w swojej furii, że nie odnosiłem się do tekstu Arctica, a do jednego zdania z postu Pana Piotra

  5. AX3 czepia się, aby czepiać.
    Wyrywając zdania z kontekstu niedługo napisze, że Ziemia jest płaska,a słońce zachodzi na czerwono,bo ognie piekielne prześwitują zza krańca owej(płaskiej..)Ziemi.Czasami nawet te ognie piekielne słychać-to pewnie te burze.
    PS:- A o cyklach Milankowicia zapomniał..
    M

    1. Właśnie przez wzgląd na cykle Milankovica zwiazane z precesją napisałem swoj post.

      Geometrycznie i topologicznie jest niemożliwe żeby w skali roku oba bieguny były bardziej nasłonecznione a strefa tropików mniej.

      Gdybyś trochę lepiej znał matematykę sam byś to wyprowadził.

      Dowód jest prościutki:

      spostrzeżenie 1: suma energii jaką rzuca Słońce na przekrój czynny Ziemi w trakcie roku jest stała i nie zależy od aktualnego położenia osi Ziemi w jej cyklu precesji (26 tys lat). Oznaczmy ją S.

      spostrzeżenie 2: suma energii jaką rzuca Słońce na przekrój czynny strefy między zwrotnikami jest także stała Ziemi w trakcie roku i podobnie nie zależy od aktualnego położenia osi Ziemi w jej cyklu precesji. Tu dowód jest nieco bardziej skomplikowany(ale nie będę go przytaczał). Fakt jednak faktem. Oznaczmy ją T. I zauważmy że jest to strefa mniej wiecej odpowiadajaca cytowanym “tropikom”.

      spostrzeżenie 3: strefy pozazwrtonikowe, do ktorych należą obie strefy polarne, mają uzyskują zmienną ilość energii w czasie cyklu precesji, stąd właśnie Efek Milankovica, SS , SN

      wobec tego że S = T + SS + SN = const i T = const
      podany w artykule warunek jest niespelnialny, i nie kłóci się to z uwzgldnieniem 4-6% różnicy mocy promieniowania wynikajacej ze zmiennej odległości Ziemi od Słońca na orbicie, przy dowolnym położeniu równonocy i przesileń w cyklu precesji

      1. Jeśli nachylenie osi obrotu ziemi było większe niż dziś (nie 23,5* tylko powiedzmy 26*), to podczas okresów letnich bieguny dostawały więcej słońca. Większy kąt między osią i płaszczyzną orbity poszerzał pas zwrotnikowy i powodował że obszar równikowy odczuwał mniejsze naświetlenie, bo słońce w okresie przesileń świeciło pod większym kątem.

        Uważa się że zmniejszenie pochylenia sprzyja wzrostowi lodowców.

        1. @zaciekawiony

          Oczywiście. Większe nachylenie (obliquity) osi ziemskiej to lepsze nasłonecznienie okolic polarnych. Natomiast dla każdego oprócz trolli i nieuków jest oczywiste, że nachylenie osi ziemskiej nie zmienia całkowitej dawki energii otrzymywanej od Słońca (Ziemia jest do niego inaczej ustawiona ale nadal jest od niego w tej samej odległości). A zatem, dla równowagi, gdzieś musi być tej energii mniej. Dość logiczne, że jest to daleko od okolic polarnych. Ot i tyle. Ale przekracza to zdolność zrozumienia niektórych…

        2. Wczoraj nie chciałem wchodzić w szczegóły ale Ziemia nigdy do takich wartości nachylenia osi nie dochodzi. Maksymalnie jest to 24,5 stopnia i prawie tyle było w LIG.

          LIG to 3 cykle nachylenia temu, każdy po około 40-tys. lat. Nie przypadkiem zlodowacenia się kończą co 80 albo 120 tys. lat – zawsze przy maksimum nachylenia.

          1. @zaciekawiony

            A to niezłe pytanie. I dziękuję za nie (jak za każde przy odpowiadaniu na które mogę się czegoś nauczyć).

            Pierwszy mój odruch to było “nie, to za małe zmiany nasłonecznienia aby dało się je wykryć”. I zasadniczo miałem rację ale…

            Otóż sprawdziłem o jak długi dokładnie cykl chodzi. Otóż 18,6 lat. I tu zapaliło się światełko. Oczywiście, znam go! Jednak znam go jako cykl pływów oceanicznych.

            A dlaczego ma znaczenia jako cykl pływów, a nie nasłonecznienia to pięknie tłumaczy Camuffo [1]:

            The 18.6 yr lunar nodal precession (that is socked into a nutation of the Earth’s precession) determines changes both in the gravitational force (tides) and latitudinal shifts in insolation. The fractional increase in radiant energy is too small (1× 10^-5), compared with the solar energy reflected by the Full Moon (Bonnet, 1985). The regression of the node defines how the angle of the Moon’s orbit to the Earth’s equatorial plane combines with, or partially cancels out, the tilt of the Earth’s axis. The result is that when the declination is greatest, the tidal forces at high latitude are greatest (Burroughs, 1992). The overall change causes a variation in the gravitational attraction of the Moon that is 3.7% that of its daily component (Bryant, 1997).

            Otóż widać ten cykl w wielu zjawiskach, głównie wokół Pacyfiku. I nic dziwnego, bo jest on wykrywalny w indeksie PDO (Pacific Decadal Oscillation). Otóż PDO ma składową cykliczną ok. 65 lat (ewidentnie związaną z AMO, chociaż ma inną fazę [2]), oraz ok. 20 lat. I ta składowa ok. 20-letnia nie dość, ze manifestuje się głównie przy wschodnim brzegu Pacyfiku – jak przystało na coś związanego z pływami – to jeszcze potrafi być przez dłuższy czas związana fazą z tym cyklem księżycowym. Chociaż co jakiś czas gubi fazę bo cykl widoczny w PDO jest jednak nieco dłuższy niż 18,6 lat [3].

            O tym wszystkim wiedziałem, nie kojarzyłem jednak nutacji w ogóle ze zmianami nasłonecznienia (i chyba słusznie) ani z pływami (tu już niesłusznie). Ale teraz, jak ten bohater sztuki Moliera, wiem, że mówię prozą to zjawisko wywołujące cykl pływów 18,6-letni nazywa się nutacją ?

            ===Literatura===

            [1] Camuffo D. (2001), Lunar influence on climate, Earth, Moon and Planets, 85–86, 99–113 (dostępny za darmo na ResearcGate i pewnie w paru innych miejscach).

            [2] d’Orgeville, M., and W. R. Peltier (2007), On the Pacific Decadal Oscillation and the Atlantic Multidecadal Oscillation: Might they be related?, Geophys. Res. Lett., 34, L23705, http://dx.doi.org/10.1029/2007GL031584

            [3] Yasuda, I. (2009), The 18.6-year period moon-tidal cycle in Pacific Decadal Oscillation reconstructed from tree-rings in western North America, Geophys. Res. Lett., 36, L05605, http://dx.doi.org/10.1029/2008GL036880

    1. @kslawin

      Zbędny. Jednak dla kompletności dodam podpis z artykułu:

      “Contour plot of annual mean latitudinal insolation anomalies relative to present.”

      Krótki bo wszystko pozostałe (jednostki i skale) jest na samym wykresie.

  6. Czytam sobie komentarze @AX3, które słusznie wylądowały w spamie i muszę powiedzieć, że na gość tupet…
    Ni mniej, ni więcej wynika z jego wypocin, że “Science” publikuje bzdury.

    1. On seryjnie się ośmieszał od mierzenia odległości z której góry mogą widzieć się nawzajem, poprzez termodynamikę (zimna rzeka jesienią grzejąca cieplejsze od siebie morze), aż po dzisiejszą kompromitację z cyklami Milankowicza. O niczym nie ma pojęcia ale zawsze poucza całą naukę światową.

      A w dodatku nie potrafi zrozumieć, ze już wszyscy moderatorzy i paru innych użytkowników wyraziło zdanie, że sobie go tu nie życzą.

          1. Korekta wpisu w polskim wydaniu Wiki czeka na przejrzenie i publikację.
            Oczywiście przypisem będzie podany przez Ciebie artykuł z wczorajszego “Science” oraz link do niniejszego artykułu :)

        1. Przy okazji jest tam nawiązanie do kwestii, którą poruszyłem tu dzisiaj rano, tzn. przypadków, kiedy to coraz częściej/dłużej niższe temperatury (nawet w wartościach bezwzględnych) pojawiają się bardziej na S, a coraz wyższe temperatury bardziej na N – i to mowa o także o lądach (a nie tylko wodach Arktyki), a co ma miejsce obecnie np. w Europie.

          1. Taka cyrkulacja i tyle.Przez 3 lata mieliśmy silna cyrkulacje strefową i chwilami wiosenna pogodę. teraz jest słabsza to kontynentem włada wyż. Powietrze siada i się ochładza.

          2. @Lucas wawa

            Przeczytałem nawet dzisiaj kilka artykułów na ten temat i jestem jeszcze bardziej niż przedtem przekonany, że to malenia średniego NAO od roku 1990 (bo o to naprawdę chodzi) to cześć cyklu o długości ok. 70 lat.

            Nie mogę tego udowodnić (dlatego nazywam to “przekonaniem”) ale wszystko pasuje. Nawet stwierdzenie z artykułu Li i inni 2015 [1], że okresy chłodu na półkoli północnej wiążą się z szybszym pobieraniem ciepła przez ocean, gdy NAO jest ujemne oraz z artykułu Chen i Tung (2014), że takie okresy trwały w przeszłości 20-35 lat (czyli do połowy cyklu 70 letniego).

            Natomiast związków tego z lodem arktycznym nikt przekonywująca nie udowodnił. Literaturę podawałem wyżej w tej samej dyskusji.

            [1] Li, C., B. Stevens, and J. Marotzke (2015), Eurasian winter cooling in the warming hiatus of 1998–2012, Geophys. Res. Lett., 42, 8131–8139, http://dx.doi.org/10.1002/2015GL065327.

            [2] Chen X. and Tung K-K, (2014), Varying planetary heat sink led to global-warming slowdown and acceleration, Science, 345, 897-903, http://dx.doi.org/10.1126/science.1254937

          3. @realista
            Ale zauważ, że jak cyrkulacja strefowa (u nas znad oceanu) spowalnia, to na kontynencie zazwyczaj układ jest taki, że chłodniej jest na N kontynentu, niż na S (przynajmniej w sensie wartości bezwzględnych).

            A tymczasem jak śledzę rozkłady temperatury od początku grudnia, to bardzo często chłodniej jest na S Europy, niż na N (gdzie ochładza się mocniej na 2-3 dni i wszystko spływa szybko na S). Rozumiem, że tak zdarza się przejściowo – nie mniej obecnie taka sytuacja zdarza się bardzo często.

          4. Wikipedia jest tylko na tyle dobra, na ile komuś chce się ją poprawiać.

            Do tego poprzednia wersja artykułu nie miała żadnych źródeł. To istotne przy szukaniu informacji z wikipedii. Jeśli jest tekst i nie ma źródeł, to jego jakość może być różna. Zwłaszcza jeśli chodzi o konkretne dane (typu 2C).

            Polecam też wpis na blogu the logic of science
            https://thelogicofscience.com/2017/01/16/youre-probably-wrong/

            Jak zacząłem edytować i dodawać hasła na wikipedii wiele lat temu, to też mi się wydawało, że dużo wiem. Jak się okazało, że każdą informację, którą niby wiem, muszę poprzeć jakimś źródłem, to się okazało, że są pojedyncze sytuacje, gdy nie jest tak różowo. :-)

            Dlatego bardzo cenne są wpisy np. Arctic_haze – dlatego, że on prawie zawsze pisze, dlaczego uważa tak albo inaczej. Nie oznacza to, że jeśli podaje źródło, to że się nie myli. Ale przynajmniej wiadomo DLACZEGO tak uważa (na podstawie czego) i może to być podstawa do dyskusji. To jest przeciwieństwo wszelkich artykułów, felietonów np. prof. Turskiego, który zwykle pisze, że jest tak, “bo TAK, a kto uważa inaczej, ten głąb”. I dlatego Turski jest denialistą a Arctic_haze nie. :-)

          5. @alpha_0

            Bo to jest metoda naukowa. Trzeba powoływać się na autorytety w kwestii ustalonej wiedzy. A nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy, też trzeba to zacytować, a dodatkowo dokładnie uzasadnić (przy pomocy danych, obliczeń itp.) dlaczego uważamy inaczej.

            A co do mylenia się, to oczywiście każdy jest omylny. Jednak sam się dziwię jak rzadko udało mi się palnąć jakiegoś farmazona. Oczywiście nie wiem wszystkiego, ale właśnie po to sięgam do źródeł aby się czegoś nauczyć. I w wyniku tego śmieszną konsekwencją starć z denialistami jest to, że oni nic na tym nie zyskują, ale ja owszem. I to pomimo (a może właśnie dlatego), że nie mają zwykle w niczym racji.

            PS. A wpis, który polecasz jest naprawdę bardzo dobry. Z tym, że wydaje mi się, ze ja tak dokładnie robię. Mam szczęście, nieprawdaż? ?

  7. https://data.giss.nasa.gov/gistemp/- link podany przez-ArcticHaze -aktualny rozkład temperatury.
    @Lucas – Twoje obserwacje mają więc potwierdzenie.
    Ale jak przejrzysz dokładnie link[3] – jest tam Fig.1(Cohen and all..) to można dojść do wniosku, że taka sytuacja była do przewidzenia.
    Niestety nie mogę wstawić tylko tej mapki, trzeba przejrzeć cały link.
    Może wstawię go ponownie, bo obaj myślimy i obserwujemy tak samo.
    -Pozdrowienia
    M

  8. A tymczasem globalna anomalia znowu bliska +1 st. (ref. 1981-2010). Czyżby ponownie jakieś “gorące” niespodzianki i to pomimo braku El Nino…???

  9. Arctic Haze 2017/01/18 10:01 at 10:41
    @Tumi
    Klimat ma mechanizm korelacji temperatury, ale niestety w skali milionów (jeśli nie wręcz dziesiątków milionów) lat. Gdyby tak nie było skąd by się brały na przemian epoki lodowe i okresy gdy koło bieguna pluskają się aligatory, a na brzegach rosną palmy?

    A ile brakuje nam do tego aby na biegunie pluskały się aligatory?

    PS
    Nie wiem jak to możliwe, że słodkowodne zwierzęta mogły występować na rozmarzniętym biegunie północnym być może chodzi o biegun południowy??? Prosiłbym o źródła, z których AA profesor bierze swoje rewelacje.

    1. Profesor zawsze podaje źródła. A w tym przypadku moim źródłem jest ten artykuł:

      Vandermarka D., Tardunoa J.A., Brinkmanb D.B, 2007, A fossil champsosaur population from the high Arctic: Implications for Late Cretaceous paleotemperatures, PPP, 248, 49-59, http://dx.doi.org/10.1016/j.palaeo.2006.11.008

      Oto kompletny abstrakt tego artykułu:

      During the Late Cretaceous, Axel Heiberg Island of the high Canadian Arctic supported a sizable population of champsosaurs, a basal archosauromorph, amongst a community including turtles and a variety of freshwater fishes. Here we report that a large portion of the available champsosaur fossil assemblage is comprised of elements from subadults. This dominance of subadults is similar to that seen from low latitude sites and suggests that the champsosaur population was a well-established facet of the ecological community. Because of the sensitivity of juveniles to ice formation, the make-up of the Arctic champsosaur population further indicates that the Late Cretaceous (Coniacian–Turonian) saw an interval of extreme warmth and low seasonality. The Coniacian–Turonian date makes these choristoderes amongst the earliest in North America, apart from the Jurassic Cteniogenys and a single limb bone from the mid-Cretaceous.

      A wyglądało to tak:

      Nie spodziewam się, żeby troll cokolwiek z tego zrozumiał, ale wszystko jest prawdą: duży gad słodkowodny, z rodziny wymarłej ale przypominającej bardzo krokodyle i aligatory żył w późnej kredzie na wyspach Archipelagu Kanadyjskiego w Arktyce. Zwierzęta te najczęściej znajduje się w tropikalnych ekosystemach słodkowodnych. I nie jest to nic dziwnego jeśli się wie, ze zanim powstał Atlantyk, dzisiejszy Ocean Arktyczny był śródziemnomorskim akwenem słodkowodnym.

      Profesorowie wiedzą takie rzeczy. Trolle nie. Dlatego też ci pierwsi uczą, a ci drudzy jedynie trollują.

      1. Ale z tej wyspy Axela Heiberga do bieguna to kawał drogi jest…. Pomijam już, że w późnej kredzie obszar ten był dużo dalej od bieguna niż dziś :mrgreen:

        Ale przynajmniej AA profesor sam sprostował swoją bzdurę. Zawsze coś

        1. Co Ty bredzisz? Co ja niby źle napisałem?

          Nie wiesz co się pluskało koło bieguna bo nie mamy dostępu do osadów z tego regionu. Jednak sądzę, że pluskało się tam dokładnie to co składało jaja na Archipelagu Kanadyjskim. Bo chyba cię w szkole uczyli, gdzie gady składają jaja? Na lądzie, kochasiu.

          Z okolic bieguna mamy tylko chyba jeden odwiert zdobyty z wielkim trudem (wymagało to użycia aż trzech statków). I co się okazało? Było tam około +20 C. Czyli akurat warunki dla krokodylowatych. A przypominam, ze było to wówczas morze słodkowodne.

          A skąd to wiem? Jak zawsze z oryginalnej literatury naukowej.

          Jenkyns H.C. et al, 2004, High temperatures in the Late Cretaceous Arctic Ocean, Science, 432, 888-892, http://dx.doi.org://10.1038/nature03143

          From these analyses we infer an average sea surface temperature of ~15 ºC for the Arctic Ocean about 70 million years ago. This calibration point implies an Equator-to-pole gradient in sea surface temperatures of ~15 ºC during this interval and, by extrapolation, we suggest that polar waters were generally warmer than 20 ºC during the middle Cretaceous (~90 million years ago).

          Jak poprzednio, nic z tego nie zrozumiesz trollu ale z głupoty ogłosisz swoje zwycięstwo. Tymczasem powinieneś wrócić pod most i ze wstydu nie wyściubiać nosa przynajmniej przez parę tygodni.

    2. Swego czasu ocean arktyczny był zbiornikiem zamkniętym, zasadniczo słodkowodnym (ale ze stratyfikacją i zapewne słonymi warstwami głębinowymi), jego obecne rozmiary to wynik ruchu kontynentów.

  10. Mam pytanie natury ogólnej:

    Dlaczego tak częsty jest ostatnio typ osobnika, który zamiast spróbować się czegoś nauczyć, woli szukać błędów, u tego kto go stara się czegoś nauczyć?

    Czy to jest jakaś forma leczenia kompleksów związanych z niedorozwojem wyższych funkcji mózgowych?

    1. Trudno stwierdzić nie znając osobnika. Może brak realnych sukcesów naukowych powoduje takie anonimowe leczenie kompleksów? I ta agresja w każdym poście… Skoro pada samodiagnoza “niedorozwoju wyższych funkcji mózgowych” nie wypada zaprzeczać.

      1. Trafiłem, kochasiu? Uważasz, ze wprawdzie jesteś kretynem ale jak innych sprowadzisz (w swoim przekonaniu) do swego dennego poziomu to poczujesz się lepiej?

        Znajdź sobie do tego inne miejsce bo tu ci się to nie uda, chory człowieku.

      2. @ADI

        Dziękuję Panu za ten post.

        Wie Pan, ja już nie polemizuję, po prostu przy takich manipulacjach jak usuwanie i edytowanie, czyli orwellowskich wręcz metodach tworzenia rzeczywistosci i wmawiania dziecka w brzuch pisanie nie ma sensu.
        W sumie czegoś się nauczylem, wiele zrozumiałem (mimo niedorozwoju :)).
        pozdrawiam,
        AX

        1. A jednak to Pan tu się okazuje trollem, bo ADI ewidentnie racji nie miał, a pan mu tu dziękuje. Niebywałe.

          Od dłuższego czasu polemizuje tu pan nie z AH, a z artykułami, które wstawia. I nie daje pan nic w zamian.

          Żegnam.

          1. @Piotr

            Przedwczoraj po bezsensownym ataku na cykle Milankowicza, jeszcze miałem wątpliwości jak postępować. Znalazłem i przeczytałem ten artykuł o trollach jako sadystach ale pomyślałem “Szkoda mi faceta. Nie wygląda na sadystę”. Ale po kolejnym jeszcze bardziej bzdurnym ataku kogoś (jakoś mam wrażenie, ze to ta sama osoba) kto nie słyszał ani o temperaturach w kredzie, ani o tym, ze Ocean Arktyczny był wówczas zamkniętym morzem słodkowodnym, ani w ogóle o niczym nagle… zrozumiałem o co tu chodzi. I od razu zrobilo mi się lżej na duszy.

            Jeśli chodzi oto aby mnie gnębić i torturować kłamliwymi i bezpodstawnymi zarzutami to przynajmniej wiem w co gram. Zera intelektualne nie wyprowadzą mnie z równowagi. Stąd mój radosny wpis, z odniesieniami kulturowymi do paru ulubionych utworów literackich i filmowych :)

            Jeśli ktoś chce się czegoś dowiedzieć, proszę pytać. Naprawdę zainwestowałem wiele czasu w nabycie tej wiedzy i chętnie się podzielę. A trolle trafią do /dev/null, gdzie ich miejsce.

          2. @Piotr Djaków
            >>”Od dłuższego czasu polemizuje tu pan nie z AH, a z artykułami, które wstawia. I nie daje pan nic w zamian.”

            Wybaczy Pan, ale z niczym ani z nikim nie polemizuję, ponieważ moje merytoryczne posty, zawierajace opisy i uzasadnienia są usuwane (przez Pana bądź AH). Natomiast swoje posty AH edytuje, a czasami też usuwa. To są fakty.
            I w ich świetle nie ma sensu bym cokolwiek pisał, bo mój trud i merytoryczne spostrzeżenia trafiają do kosza. Nie wspominajac już o epitetach, ktore leją się gęsto.

            >>Żegnam.

            Żegnam.

    2. Uroki aktywności w internecie, nie powinno to Pana dziwić.
      Z psychologicznego punktu widzenia taka potrzeba się skądś bierze. Zazwyczaj jest to zawód, który w dłuższej perspektywie zamienia się w frustrację, która upuszczana jest w taki sposób. W dodatku taka osoba zaangażowała Profesora, ergo ego nakarmione.
      Plus jest taki, że szukając błędów motywują Pana do szerszych wyjaśnień, dzięki czemu m.in ja zyskuję (Pan także, jak zostało wspomniane wcześniej).

      1. @MichalN

        Ale tu jest właśnie problem. Zauważyłem zależność: im więcej czasu poświęcisz na porządne i dogłębne odpowiadanie trollowi, tym bardziej Cie ponownie zaatakuje. Bo z jego punktu widzenia, ja po prostu złapałem haczyk i można mnie dalej gnębić. Gdybym trolla zignorował, miałbym spokój.

  11. Cykliczność historyczna. Mam nadzieję, że tym razem bez takich konsekwencji jak w przeszłości.
    Ostatnio pewien wilk, w dalekiej krainie przekonał owieczki, że zrobi im dobrze. Wysiada rozum – budzą się demony.

  12. Mam jednak nadzieję, ze to jeden psychopata, a nie kilku. Bo byłoby smutno gdybyśmy mieli takich wielu.

    Nie dość, że sam odmawia nauczenia się czegokolwiek to jeszcze chce uniemożliwić innym dowiedzenie się czegoś o postępach nauki, poprzez próbę zepsucia blogu.

    To niestety jest tak zwana Ciemna Czwórka (Dark Tetrad) osobowości: sadyzm, psychopatia, makiawelizm (=zakłamanie) i narcyzm. I badania wykazują, że trolle internetowe mają te wszystkie cechy (w tym dokładnie porządku).

    I jak to naukowiec, nie wymyśliłem tego. Mam i na to cytat!

    Buckels E.E, Trapnell P.D. and Paulhus D. L., (2014), Trolls just want to have fun, Personality and Individual Differences, 67, 97–102, http://dx.doi.org/10.1016/j.paid.2014.01.016

    Dość przygnębiająca lektura. Ciężko uwieżyć normalnemu człowiekowi, nie zajmującemu się psychiatrią ani psychologią jak wiele zła siedzi w takim trollu.

    Zło to może termin z jeszcze innej nauki ale jak inaczej nazwać coś takiego?

    [The trolls] displayed high levels of the Dark Tetrad traits and a BFI profile consistent with those traits. It was sadism, however, that had the most robust associations with trolling of any of the personality measures, including those of the Big Five. In fact, the associations between sadism and GAIT scores were so strong that it might be said that online trolls are prototypical everyday sadists (Buckels et al., 2013). Note that the Dark Tetrad associations were specific to trolling. Enjoyment of other online activities, such as chatting and debating, was unrelated to sadism.

    […]

    In the final analysis of Study 2, we found clear evidence that sadists tend to troll because they enjoy it. When controlling for enjoyment, sadism’s impact on trolling was cut nearly in half; and the indirect effect of sadism through enjoyment was substantial, significant, and remained significant when controlling for overlap with the Dark Triad scores. These findings provide a preliminary glimpse into the mechanism by which sadism fosters trolling behavior. Both trolls and sadists feel sadistic glee at the distress of others. Sadists just want to have fun . . . and the Internet is their playground!

    Jakie z tego morały? Dwojakie.

    Po pierwsze nauka to potęga i przydaje się w różnych sferach życia.

    Po drugie jeśli się zrozumie z czym ma do czynienia to wiara w ludzi, jaką przejawia nasz gospodarz, wyda się dość naiwną. Nie, troll nie znudzi się i nie pójdzie gdzie indziej póki nie rozwali czegoś co go przerasta, bo jest za piękne lub za mądre. Jednym ze zdań w tym badaniu, z którym utożsamiały się osoby trollujące było:

    “The more beautiful and pure a thing is, the more satisfying it is to corrupt”.

    Czy teraz rozumiecie dlaczego trzeba trolla kasować na sam widok, zamiast wchodzić z nim w dyskusję? I tak zamierzam odtąd czynić.

    1. Słuszny kierunek, zazwyczaj to czysta prowokacja, żeby was wyprowadzić z równowagi. U Huberta Bułgajewskiego jest to samo.

          1. @realista

            Może to kwestia różnicy wieku. Ja jestem kombatantem starego Usenetu, gdzie widziano pierwszych trolli. Pamiętam pierwszego polskiego (“Experta”). Wiele widziałem. Grupy dyskusyjne rozwalone przez jednego faceta. Statki uderzeniowe płonące przy Ramieniu Oriona. Promienie-c błyszczące…

            A, tego już nie widziałem. Więc może jeszcze nie czas umierać. Natomiast potrafię rozpoznać ten typ internauty i wiem do czego prowadzi nie wyrwanie go z korzeniami od razu. Spytajcie Małego Księcia o baobaby ?

  13. Wiec dlatego ja jak się na czymś nie znam to się nie odzywam . Wydaje mnie się ,ze inaczej by wygladala dyskusja na zywo bezpośrednio niż taka . Łatwiej cos napisać i zapomnieć niż bezpośrednio odpowiedzieć na pytanie.Anonimowosc.

  14. Bo to jest problem anonimowości, to ona zachęca do braku rozwagi, umiaru.
    Ja podpisuje się imieniem i nazwiskiem np. na youtubie w komentarzach wraz ze zdjęciem, już samo to dopinguje mnie żeby nie robić z siebie idioty.

    Chociaż poglądy mam niepoprawne politycznie ( nie znoszę lewactwa, multikulti, LGBT, dżender i całego saloniku mediów głównego ścieku)

    Wy tu jak widzę podpisujecie się jakimiś idiotycznymi ksywkami- imię i nazwisko proszę, czego się boicie?

    1. Niczego konkretnego się nie boją. Niektórzy zwyczajnie są znani w świecie naukowym i nie życzą sobie zalewu spamu na skrzynkę służbową.

      Ja się podpisuję z imienia i nazwiska. A przynajmniej trzeba być bardzo mało inteligentnym, żeby odgadnięcie moich personaliów zajęło więcej niż 2 minuty. Kiedyś tak zdecydowałem i tego trochę żałuję. Internet to niestety często szambo.

    2. Gdyby to było takie łatwe. Podpisać się imieniem i nazwiskiem. Wykrzyczeć swoje poglądy. Gdyby tylko to nie czyniło z nas idiotów, to świat byłby piękny :wink:

  15. Prawdopodobnie już niedługo globalne ocieplenie przejdzie do historii, przynajmniej w Europie. Otóż budzi się groźny włoski superwulkan położony niedaleko Neapolu. Sytuacja jest bardzo poważna, gdyż w grudniu 2016 nie było tzw. cudu św, Januarego, co zawsze wiąże się z nadchodzącym kataklizmem. Cudu nie było m,in, w 1939 r., kiedy wybuchła II wojna św., a także przed pewnym wybuchem Wezuwiusza oraz przed wieloma innymi katastrofami. Ostatni cud był w 2015 r., kiedy papież odwiedził Neapol. Cud był tylko połowiczny. A co potem było? Seria trzęsień ziemi a teraz potężna lawina wywołana wstrząsami. Skorupa ziemska we Włoszech ulega destabilizacji. Jeśli zatem wybuchnie superwulkan, to nastanie kilkuletnia zima wulkaniczna i globalna temperatura spadnie o 1-2 st., a więc będziemy mieć temperaturę sprzed Rewolucji Przemysłowej. Niestety, zginie przy tym miliony ludzi, ale Ziemia jest bezlitosna. Niszczymy ją, zniszczyliśmy Arktykę, nadchodzi zapłata, niestety. Dodam jeszcze, że również budzi się Wezuwiusz i podwodny wulkan Marsili, Włochom grozi tsunami i destabilizacja. Włoscy wulkanolodzy biją na alarm. Więcej na Twojej Pogodzie i TVN Meteo.

    1. @mikelis

      Ty tak poważnie, czy żarty sobie stroisz?

      Cuda jako podstawa prognoz geofizycznych? To może trzeba wystawić relikwie w odpowiedniej ilości? ?

      Tak poważnie, niedawne doniesienia medialne o tym wulkanie wzięły się z tego artykułu (dostęp za darmo):
      http://www.nature.com/articles/ncomms13712

      Przejrzałem. Sytuacja jest niepokojąca, ale niebezpieczeństwo nie wydaje się być w skali dni, tygodni czy nawet miesięcy, ale raczej lat.

      For CFc [Campi Flegrei caldera], similar calculations yield a failure time of 5,670±735 days from the beginning of the anomaly (that is, 2005)

      A jak łatwo policzyć oznacza to rok 2021 ± 2 lata. Oczywiście jeśli zastosowany model jest prawidłowy. Czyli może byc gorzej? Może. Ale równie dobrze może być znacznie lepiej. Oto ostatni akapit artykułu:

      However, the temporal evolution of volcanic unrests often exhibits complex, nonlinear behaviour, such as in the case of the Yellowstone caldera, where an initial exponential/power-law acceleration of ground uplift during 2004–2008 was followed by a deceleration61 (Fig. 7). A pausing of ground uplift occurred at CFc between 1982–1984 and 2005. Caution is therefore prudent when forecasting the future mid- to short-term evolution of any period of unrest. Even if the magma underneath CFc is likely to be approaching the CDP [critical degassing pressure], the possible future scenarios can be complicated by additional processes that have not been considered here. For example, increases in the melt liquidus due to H2O release and consequent magma crystallization could increase the melt viscosity, and therefore act against further magma migration. Additional careful scrutiny of monitoring data in the coming months and years is key to interpreting whether hydrothermal heating or magma quenching will prevail.

      Czyli może się jeszcze rozejść po kościach jak podobne “nadęcie” kaldery superwulkanu Yellowstone w latach 2004-2008 (chociaż słyszeliście o tamtym zagrożeniu?).

      Plus tego nigdzie nie napisano, ze to musi być super-erupcja na skalę na jaka Yellowstone wybucha co kilkaset tysięcy lat. Ostatni raz CFc wybuchł w XVI wieku i nie było to nic porażającego.

      Z drugiej strony jeśliby to miała być erupcja na skalę tych wielkich Yellowstone to byłaby to katastrofa cywilizacyjna dla dużej cześć Europy. Globalnego ocieplenia by to nie przerwało (nawet gdyby kilka lat było bardzo zimne w wyniku zadymienia), ale byłby to nasz najmniejszy problem.

      1. @Artic Haze
        Trochę mnie uspokoiłeś tym wpisem. Bo niektórzy naprawdę widzą w tych wydarzeniach we Włoszech koniec świata albo koniec cywilizacji i to już w ciągu kilku miesięcy lub lat.

      2. Ja sobie z niczego nigdy żartów nie robię, panie profesorze. Czy widziałeś w poście uśmieszki? Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź i proszę o wyrozumiałość. Religia jest dla mnie tak samo ważna jak nauka. Są znane przypadki z historii, kiedy następowały kataklizmy, kiedy krew świętego była zestalona. I kropka.

        1. Rozumiem to i doceniam. Sam jestem człowiekiem wierzącym.

          Jednak nie używałbym cudów do prognozowania czegokolwiek. Szczególnie, że jeśli się zastanowisz to przepowiedzenie II Wojny Światowej 16 września 1939 (bo wtedy wypada o święto) nie wygląda na specjalny sukces.

          1. Dziękuję za zrozumienie, Panie profesorze. Jasnym jest to, że Włosi prognozują erupcję na podstawie pomiarów, ale zwykli ludzie są przerażeni. Neapolowi zagraża także Wezuwiusz a ponadto podwodny wulkan Marsili, którego skały tracą stabilność, stają się labilne. W moim pierwszym poście pisałem nie tylko o CFc, ale także o “konwencjonalnych” wulkanach. Mam wrażenie, że astenosfera pod Włochami uległa destabilizacji w 2016 roku.

          2. @Mikelis

            Z tym, że Neapol jest położony po prostu tragicznie, jeśli chodzi o zagrożenie wulkaniczne, zgodzę się w 100%. To miasto jest wręcz otoczone stożkami wulkanicznymi i kalderami. I nie będzie przesadą stwierdzenie, ze jego zniszczenie to tylko kwestia czasu. Nie mówię tu o latach ale jeśli tam się zdarza wielka erupcja co paręnaście tysięcy lat, to kiedyś ich dopadnie wybuch, który zasypie Neapol metrem tufu (albo gorzej). Jeśli to będzie spływ piroklastyczny, jak ten słynny w niedalekich Pompejach, to kto nie zdąży się ewakuować, ten zginie.

      3. Samym pyłem pewnie oberwałyby głównie (po za Włochami rzecz jasna) Bałkany, pewnie Grecja i dalej na wschód. Polska od czasu do czasu również być może. Wszystko zależy od siły wybuchu. Były gdzieś nawet symulacje na ten temat o ile pamiętam.

          1. @Michał

            Poszukałem informacji i już wiem. Lubię pytania, przy których można się czegoś dowiedzieć.

            Tak, zbiornik pod Jeziorem Toba wypełnia się na nowo lawą i już dno jeziora podniosło się od ostatniej eksplozji (czyli odkąd powstało) o jakieś 450 m. Jednak nie ma co czekać niecierpliwie na eksplozję. One są dość cykliczne, co około 400 tys. lat, a ostatnia była “zaledwie” 75 tys lat temu. Wiem to z tego artykułu:
            http://www.geo.mtu.edu/~raman/papers/ChesnerGeology.pdf

            Natomiast zaskoczyło mnie, że ta eksplozja wyniosła więcej pyłu niż nawet największa eksplozja Yellowstone (a ostatnia sprzed 600 tys. lat się w ogóle nie umywa):
            http://volcano.oregonstate.edu/vwdocs/volc_images/southeast_asia/indonesia/toba.html

            Czyli to rzeczywiście jest superwulkan.

            EDIT: Uzupełniłem “wypadnięte” słowo “tys.”. Dzięki, Piotr!

          2. @ArcticHaze
            O eksplozji Toba mówi się nawet, że postawiła nas (Homo Sapiens) na krawędzi wymarcia oraz jednocześnie “wykończyła” naszych przodków, czyli Homo Erectus. Historia Homo Sapiens widzi w okresie tej eksplozji b. wąskie gardło jeśli chodzi o ilość genów, które przetrwały ten kataklizm. Na podstawie tego oszacowano, że liczba żywych Homo Sapiens spadła z ok 2 mln. do kilkunastu (a może nawet tylko kilku) tysięcy osobników żyjących w pewnych częściach Afryki. Co ciekawe odnaleziono wioski we wschodniej Afryce, gdzie różnorodność genetyczna jest większa niż wśród całych populacji pojedynczych kontynentów.

          3. @chochlik

            Tak, rzeczywiście przez pewien czas tak sądzono. Zaczęło się chyba od tego artykułu (Rampino i Ambrose 2000 [1]). Trafiło to nawet do programów popularnonaukowych (BBC miało coś z “Out of Africa” w tytule, gdzie o Tobie był chyba cały odcinek) i w popularnej kulturze stało się częścią powszechnej wiedzy.

            Jednak w nauce jest to kwestionowane prawie od początku. Wg Ambrose’go Toba miała zniszczyć populację ludzką np. w Indiach. Tymczasem już w 2007 roku stwierdzono, że nie było tam żadnej przerwy kulturowej [2]. Trzy lata później w artykule “wiadomościowym” w Science, Balter opisywał kontrowersje wokół tej teorii [3]. Co śmiesznie, miedzy innymi argumentowano, że ludzie “współcześni” (nasi przodkowie) wtedy jeszcze nie wyszli z Afryki.

            A śmieszne jest to bo przez ostatnie 7 lat pogląd na to zmienił się diametralnie. Teraz sądzi się, że pierwsze “wyjście z Afryki” było podczas poprzedniego interglacjału (LIG czyli eemski), gdy pustynie Sahary i Arabii były zielone. Ta populacja doszła nie tlko do Indii, gdzie zostawiła liczne narzędzia kamienne, a nawet do Chin gdzie znaleziono zęby Homo sapiens sapiens sprzed ok. 100 tys. lat (nie chce mi się szukać linków ale to były głośne artykuły i jak ktoś chce to je podam). A druga fala wyszła z Afryki już po Tobie. Czyli niezbyt wiadomo jakby Toba miała sprawić ten genetyczny “bottleneck”, jeśli nasi przodkowie byli podczas tej erupcji już “rozciągnięci” od Afryki po Chiny. Niedawny artykuł (Timmermann i Friedrich, 2016 [4]), rekonstruujący przy pomocy modelu migracje ludzi “z Afryki”, pokazuje taki właśnie stan ludzi w tym okresie, w dodatku bardzo podobny dla 80 i 70 tys. lat temu) i w ogóle nie wspomina słowa “Toba”.

            [1] https://www.researchgate.net/profile/Michael_Rampino2/publication/279723381_Volcanic_winter_in_the_Garden_of_Eden_The_Toba_supereruption_and_the_late_Pleistocene_human_population_crash/links/562fc99308aefb4c6cb9d69c.pdf (link do wersji darmowej)

            [2] Petraglia M. et al., 2007, Middle Paleolithic Assemblages from the Indian Subcontinent Before and After the Toba Super-Eruption, Science, 317, 114-116, http://dx.doi.org/10.1126/science.1141564

            [3] http://science.sciencemag.org/content/327/5970/1187.1

            [4] Timmermann A. and & Friedrich T., 2016, Late Pleistocene climate drivers of early human migration, Nature, 538, 92-95, http://dx.doi.org/10.1038/nature19365

        1. A swoją drogą wybuch z XVI wieku (dokładnie AD 1538), stworzył taką oto górkę, zwana Monte Nuovo (nową górą):

          Podziwiam tych dzielnych szaleńców którzy sobie tuż przy niej zbudowali domy ?

          1. Może mają nadzieję, że tak jak na wojnie – najbezpieczniej w leju po bombie. W przypadku wulkanów to niekoniecznie się sprawdza.

          2. @zaciekawiony

            Jak popatrzysz na mapę geologiczną (była w artykule, który linkowałem) to przekonasz się, że wszystko na zachód od Neapolu to jedna wielka kaldera z kilkuset mniejszymi wewnątrz niej.

          1. W zasadzie nie ma po co tam zaglądać, sami denialisci tam piszą, jeszcze w dodatku zero pojęcia o czymkolwiek.

  16. Swoją drogą to wybuchy wulkanów wpływające na temperaturę na ziemi wybuchają co kilkadziesiąt lat. Czyż nie najwyższa pora na kolejne bum?

    1. Nikomu się dotąd nie udało znaleźć cykliczności w wybuchach wulkanów. A jeśli ich wybuchy są losowe to nie ma sensu wyciągać wniosków z odległości czasowej od poprzedniego, bo nic od niej nie zależy. Każdy rok jest jakby nowym losowaniem i szanse są takie same jak zawsze. Wielu ludzi tego nie potrafi zrozumieć i przegrywa w kasynach pieniądze na systemach typu “stawiać na czerwone jeśli trzy razy z rzędu wypadło czarne”.

      1. PS. Dodam, ze w skali tysięcy czy dziesiątków tysięcy lat wybuch danego wulkanu absolutnie nie jest przypadkowy. Stad mówimy “ten wulkan wybucha co xx do yy tysięcy lat”. Jednak w skali lat, to akurat w którym z nich wystąpi eksplozja wydaje się całkowicie losowe.

  17. Mam takie pytanie po co dyskutujecie z tymi oszołomami u Huberta?
    Przecież oni zaprzeczą wszystkiemu, choćbyście jakie argumenty wystawili. To cyrk Huberta i jego małpy, niech on je tresuje. Wiecie z doświadczenia nawet tutaj na blogu, że fanów teorii spiskowych nie przekonacie. Nie ma globalnego ocieplenia i koniec kropka, dla nich to święty gral.

          1. też mi się wydaje że z trolami na blogu Arctic Sea Ice nie ma co dyskutować… Ale jak ktoś ma siły z nimi dyskutować to super. Tych oszołomów nie przekona. Ale ktoś inny będzie szukał informacji na ten temat w internecie, trafi na blog Huberta i ma w komentarzach od razu rzeczowe argumenty obalające bzdury które wypisują trolle.

  18. Witam. Na stronie Tefałenu Meteo w artykule “kto zyska dni z pogodą , a kto straci” jest film o globalnym ociepleniu w którym wypowiadały się osoby w studiu. Czy pan negujący zmiany klimatu ma rację ? Ps. Jestem tu nowy

    1. W niemalże każdym problemie – gdy patrzymy nań wybiórczo – znajdujemy jakieś pozytywy.
      Dla mnie tak jest właśnie z globalnym ociepleniem w kontekście pogody w Polsce – podobnie jak i np. u większości z jedzeniem słodyczy…

      Co się tyczy relacji w TVN (zamieszczonej także na portalu Nauka o klimacie) – no cóż… w sumie p. Andrzej Szczęśniak mógłby tworzyć jedną drużynę z Donaldem Trumpem.
      No cóż, nasz “polski” węgiel też trzeba wspierać… Do czasu…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com