Maj w Polsce rekordowo słoneczny

Maj w Polsce rekordowo słoneczny

Maj był nie tylko rekordowo ciepły, ale i w wielu miejscach rekordowo słoneczny. Suma usłonecznienia dobowego niemal w całym kraju przekroczyła 300 godzin. We Wrocławiu było to 324h (dotychczasowy rekord to 315h). Rekord nie padł m.in. w Opolu, gdzie tego maja odnotowano 304h usłonecznienia (1999 = 313h). W Zielonej Górze usłonecznienie wyniosło 321h (dotychczasowy rekord to 294h z 2011). Zdecydowanie najwyższe sumy usłonecznienia notowano w Polsce północnej. W Ustce było to 387h (rekord to ok. 350h), w Łebie 386h (poprzedni rekord to 357h z 2008). Aż 397 godzin usłonecznienia notowano na Helu (poprzedni rekord 337h, 2008). Był to tu maj nie tylko rekordowo słoneczny, ale i rekordowo suchy. Na Helu spadło zaledwie 8.9 mm opadu, dotychczasowy najsuchszy maj to maj 1978 z sumą opadu równą 14.9 mm. Padły więc na Helu aż trzy różne rekordy (co najmniej): był to maj rekordowo ciepły (14.3°C, poprzedni rekord 14.1°C z 1993), rekordowo słoneczny (397h) i rekordowo suchy (8.9 mm).

Print Friendly, PDF & Email

302 Replies to “Maj w Polsce rekordowo słoneczny”

  1. Większe usłonecznienie, zwłaszcza w porze ciepłej, też dobrze wpisuje się w obecne trendy klimatyczne. Idzie ono w parze z coraz bardziej skumulowanymi w krótszych interwałach czasowych opadami (co nie musi oczywiście oznaczać mniejszych sum).

    W maju mieliśmy bardzo duży odsetek opadów pochodzenia konwekcyjnego (tam gdzie się pojawiały), co nie przeszkadzało temu, aby niewiele przed ich nadejściem i po ich ustąpieniu było pogodnie. O ile perspektywa opadów częściej nawalnych i nierównomiernych jest mniej pocieszająca, o tyle już częstszych i dłuższych okresów pogodnych dla większości z nas raczej tak. Myślę jednak, że jeszcze lepiej by było, gdyby wzrost usłonecznienia w jeszcze większym stopniu dotyczył pory chłodnej (niż jak aktualnie się to dzieje pory ciepłej).

      1. Przynajmniej na razie w porze chłodnej usłonecznienie wykazuje raptem powolny poziom wzrostowy (w szerszej skali czasowej), podczas gdy w porze ciepłej w porównaniu z sytuacją sprzed 3+ dekad wstecz wzrosło o rząd 50%. I mam wrażenie, że – pomimo miesięcy jak wrzesień’2017 – trend nadal jest wzrostowy.

      2. @marcin – to by się bardzo przydało….
        Ocieplenie miesięcy zimowych nie ma jednak bezpośredniej korelacji ze zwiększaniem ich usłonecznienia (chociaż im bardziej ekstremalnie ciepły/zimny, tym pogodniejszy, co już kiedyś tu udowadniałem).
        Natomiast, dzięki tabelkom na tym portalu, odkryłem inną korelację, która, musze przyznać, bardzo mi się spodobała.
        Mianowicie – ocieplanie się miesięcy zimowych radykalnie zmniejsza liczbę GODZIN z opadami (czyli w praktyce jeden z najlepszych wyznaczników, obok usłonecznienia i temperatury, odczuwania pogody w porze chłodnej)
        i tak styczeń 2018, który był niby pochmurny i dość mokry, na pierwszy rzut oka “kiepski” miesiąc, okazał się być na przedostatnim miejscu w tym wieku, jeśli chodzi o liczbę godzin z opadami w obecnym stuleciu. Właśnie to z niego najbardziej zapamiętałem – bardzo mało pluchy, opady jeśli już to krótkotrwałe.

  2. Ja mogę tylko o Warszawie napisać i swojej oceny dot. tego miasta. Warszawa w maju podobnie jak w kwietniu Warszawa miała wyśmienitą pogodę. W maju w Warszawie do bardzo nieudanego podobnie jak w kwietniu ( 1 kwietnia) zaliczyłbym też tylko jeden dzień 26 maja-wtedy grzmiało i padało przez cały dzień od wschodu do zachodu słońca w związku z czym nie dało się bezpiecznie i komfortowo uprawiać żadnej aktywności fizycznej na zewnątrz. Słabe pogodowo były też dni 16-17 maja ale wtedy przynajmniej nie było burz i były przerwy w opadach. Ogólnie jednak pogoda była bardzo dobra czasem wręcz rewelacyjna. Za wysokimi temperaturami w kwietniu i maju poszło więc bardzo wysokie usłonecznienie

  3. W Łodzi kwiecień, jak i maj również niezwykle udane. Dni z przewagą pochmurnej pogody można policzyć na palcach jednej ręki. Deszcz, jeśli padał, to głównie pochodzenia burzowego.

    1. Różnie to jest na terenie kraju. Taka ,,uroda” opadów konwekcyjnych. W ostatnich dniach w Gorzowie Wlk. z posuchy nastał przeskok do błyskawicznych podtopień po opadzie 30-40 mm w ciągu godziny. Było to nagłaśniane w mediach. Taka zmiana charakteru opadów to jest najgorszy skutek postępującego AGW. W jakiej części Polski mieszkasz ? W lipcu, a raczej w sierpniu ,,wahadło ” opadowe wychyli się w przeciwną stronę i możemy mieć 20-30 dni pogody takiej jaka była we wrześniu 2017 w dużej części Polski tzn. opady 150-300mm w ciągu miesiąca i deszcze zarówno typu burzowego (burze silniejsze i bardziej ulewne, MCS-y…) jak i kilka dni obfitych opadów wielkoskalowych (niż z nad Morza Śródziemnomorskiego albo M. Czarnego)

        1. Szczerze to zaczyna mnie już denerwować to obwinianie za wszystko AGW. Za ciepło – wina AGW, za zimno – też AGW. Za sucho – wina AGW, za mokro – też wina AGW.

          1. Niestety prawda o AGW jest bardziej “bolesna”, niż osobom o Twoim podejściu do pogody się wydaje. Ale uspokajam: AGW tylko dodatkowo eskaluje pewne zdarzenia pogodowe, ale sam w sobie zazwyczaj nie jest ich bezpośrednim źródłem (i oby był jak najrzadziej).

          2. Ja po prostu staram się dostrzec pozytywne strony AGW zamiast demonizować to zjawisko, którego i tak nie powstrzymam. Cieszą mnie na przykład dorodne jak nigdy truskawki, ciepły jak nigdy o tej porze Bałtyk.

          3. Ale z danych nie wynika, że globcio eskaluje w naszym kraju skrajności opadowe :-) Ja na razie same plusy AGW dostrzegam.

          4. @FKP
            Określenie “na razie” potwierdza, że (póki co) myślisz kategoriami tylko “tu i teraz”…
            Poza tym, oceniając opady (ich sumy i strukturę) nie zapominajmy o prawach fizyki, których nie zmienimy…

    1. W Grzybowie nadal bezchmurne niebo i sielanka pogodowa. Ludzie chodzą porozbierani a na pojezierzach lokalnie leje, grzmi i ciemno.

  4. Przeglądając dzisiaj w wolnej chwili historyczne anomalie temperatur w XX i XX wieku, zobaczyłem, że ostatnio taka porządna zima to 1995/1996. Potem przeczytałem, że podobno to była najdłuższa zima XX wieku. Kompletnie jej nie pamiętam, gdyż miałem wówczas tylko 3 lata. Ktoś z Was pamięta ją? Jaka ona naprawdę była?

    1. Ta zima była owszem mroźna, ale nie przynosiła na ogół tak dużych fal znacznego zimna jak chociażby styczeń 2006, styczeń 2010, luty 2003 czy luty 2012. Spadków temperatury poniżej -20 było niewiele, a to co wyróżnia tę zimę, to długość utrzymania się pokrywy śnieżnej i przedłużenie się zimy na wczesną wiosnę (stąd bywa porównywana z zimą 2013). Bardzo zimno i śnieżnie zrobiło się w grudniu 1995, pod koniec miesiąca przyszły konkretne mrozy, które przedłużyły się na styczeń i luty. U mnie wprawdzie w lutym pojawił się okres, kiedy śnieg się stopił, ale część kraju miała go cały czas. Marzec był ekstremalnie chłodny, miał anomalię prawie identyczną jak marzec 2013, a jego absolutne maksima raczej nie osiągały 10 stopni. Po zimowym początku kwietnia przyszło krótkotrwałe ocieplenie, ale około 10-12 IV zima zaatakowała znowu i nasypało dużo śniegu. Druga połowa kwietnia, podobnie jak pięć lat temu, przyniosła zgoła przeciwną aurę z dniami gorącymi o temperaturze sięgającej 27 stopni, dzięki którym wegetacja nadrobiła zaległości i na majówkę było już raczej zielono.
      PS. U mojej babci w Sylwestra 1995 zamarzła woda i odtajała dopiero w marcu ;)

      1. Ja wspominam jako długą także zimę 2002/2003, bo “przedzimie” z opadami śniegu zaczęło się wtedy już w październiku, wszystkie miesiące zimy były chłodne, marzec prawdziwej wiosny też jeszcze nie przyniósł, a w pierwszej dekadzie kwietnia wystąpiły dni z całodobowym mrozem (!) i opadami śniegu non-stop.

        1. Nie pomyliło Ci się czasem z zimą 2003/2004?
          Bo październik 2002 nie przyniósł zimy, a marzec 2003 był iście wiosenny już od 24 dnia miesiąca.

          1. Na pewno nie. Faktycznie, marzec 2003 przyniósł trochę ładnej wiosny, ale zdecydowana większość miesiąca była nieszczególna, ogimet pokazuje 15 dni z pokrywą śnieżną.

    2. Długa, właściwie już listopad był zimowy. Ale bez szaleństw z naprawdę wielkimi mrozami, żeby po latach było co wspominać. Później jeszcze wielokrotnie bywało zimniej. Ja zapamiętałem dwie rzeczy. Jak wojewoda odwołał zajęcia szkolne na terenie województwa gdańskiego, ale przyczyną były opady śniegu, a nie mróz. Wszyscy o tym słyszeli, z wyjątkiem kumpla, który miał najdalej, no i następnego dnia dotarł do szkoły bez najmniejszego problemu. Druga rzecz, która mi utkwiła w pamięci, to “wiosenny” mecz Legii Warszawa w Lidze Mistrzów. Do meczu zostało parę dni, a tam pół metra śniegu i wszystko zmrożone. Do akcji skierowano wojsko, a wojskowi, jak to wojskowi. Znaleźli wyjście – dzień czy dwa przed meczem potraktowali wszystko solą. Nigdy w życiu nie widziałem, żeby mecz rozgrywano w takim bagnie, a murawa starego stadionu Legii chyba ze dwa lata dochodziła do siebie.

  5. Niesamowite.
    Takie sumy usłonecznienia rzadko można uzyskać w miesiącach lipiec-sierpień, nie tylko w Polsce, ale nawet i nad Morzem Śródziemnym rzadko się zdarza, aby usłonecznienie w miesiąc letni zbliżyło się do 400 godzin.
    Dlatego lubię, gdy kontynent rządzi pogodą (choć mogło by padać częściej i intensywniej aby nie było suszy).

    1. To pewnie dlatego, że miesiącach letnich nad Morzem Śródziemnym dzień jest 2-3 godziny krótszy.

      1. Też prawda. Ale o ile przeciętne usłonecznienie latem wg starych norm to 210-240 godzin słonecznych w Polsce, to bliżej Morza Czarnego i w obrębie Kotliny Pannońskiej jest to 260-300 godzin, a nad Morzem Śródziemnym wartość ta dochodzi do 350 godzin.

  6. Nadmienię raz jeszcze, że ja tegoroczny kwiecień i maj oceniam tym lepiej, im mniej mamy (będziemy mieli) przesłanek, że takie przypadki mają związek głównie z AGW.

    1. Przecież ArcticHaze pisał już o tym, że nie można wyciągać wniosków globalnych na podstawie obserwacji lokalnych. Nie ma się więc co martwić czy szukać dziury w całym, a jedynie cieszyć się z chwilowej łaskawości Matki Natury. Bo dni chłodniejsze i bardziej pochmurne z pewnością kiedyś przyjdą.

      1. “Przecież ArcticHaze pisał już o tym, że nie można wyciągać wniosków globalnych na podstawie obserwacji lokalnych.”

        -> I właśnie o to chodzi na ile jest to kwestia głównie czynników lokalnych, tak jakby AGW nie istniało? Oczywiście wpływ jakiś tam jest, bo AGW istnieje, ale chodzi o proporcje i to nie tylko w aspekcie wzrostu Tavg globalnej i lokalnej.

        Poza tym, okresowo też potrafię “wyłączyć sobie w mózgu przycisk o nazwie AGW” i wówczas – do pewnych granic – wyraźniejsze ciepło i większe usłonecznienie też mnie cieszy, a nawet bardzo cieszy:-)

        1. Wydaje mi się, a właściwie jestem pewien, że to kwestia głównie cyrkulacji, że pogoda jest taka a nie inna. Czy za jej “zacięciem” stoi AGW i w jakim stopniu tego chyba nie wie nikt…
          Ja to mam cały czas wyłączony ten przycisk o nazwie AGW, bo “co ja mogę”? Świata przecież i tak nie zmienię, więc po co się tym przejmować? Zresztą i tak nie dożyję czasów, gdy na Ziemi będzie nieziemsko gorąco.

          1. Tu nie chodzi o zmienianie Świata – tylko o stosunek emocjonalny do takich, czy innych sytuacji pogodowych. A przecież rożne czynniki mogą go modyfikować.

        2. Nie da się udowodnić (ani zaprzeczyć) globalnego ocieplenia z lokalnych danych. Ale to nie oznacza, ze globalne ocieplenie nie ma lokalnych efektów.

          To coś jak z kryzysem gospodarczym. Z tego czy Kowalski ma pieniądze nie wynika czy jest kryzys gospodarczy. Kowalski może nie mieć pieniędzy bo go wyrzucili z pracy za pijaństwo. Jednak kryzys, kiedy przyjdzie i będą masowe zwolnienia, może istotnie wpłynąć na zarobki Kowalskiego.

  7. Słuchajcie, to jak to z tym ochłodzeniem ma być? Bo Twoja Pogoda straszy 16 stopniami we wtorek i środę i bezchmurnym niebem i bardzo zimnymi nocami. Tymczasem jak patrzę na prognozę w telefonie, to widzę po 21 st. i bezchmurnie no i noce po 6-7 st. Więc która wersja się sprawdzi? Od czwartku znowu gorąco, także czerwiec chyba znowu może mieć sporą anomalię, ale juz nie tak dużą jak maj, bo jednak to miesiąc letni.

    1. Coś tam modele widzą we wtorek i środę spływ PA na tyłach niżu zmierzającego nad płn-wsch. Rosję. Widać nawet spadki temperatury z izotermą 0 na 850 hpa co już jest wartością patologiczną w czerwcu. Na szczęście to tylko 2 dniowy epizod i nawet jego skala jest niepewna.
      Nie widać tego ochłodzenia w całym profilu troposfery co już samo świadczy o nietrwałości ochłodzenia.

  8. Trzeba przyznać, że meteorologiczne lato zaczęło się “z przytupem”. Pierwszy dzień i od razu anomalia ponad +7K, a w Polsce centralnej nawet +8K. Czuć było, że to prawdziwe, konkretne lato, a nie jakieś popłuczyny. Przejechałem wczoraj ponad 50 km na rowerze i wcale nie było mi jakoś za gorąco. Jedynie trzeba uważać na burze.

    1. Prawdopodobnie 5 czerwca będziemy mieli anomalie ujemne tylko nie wiadomo czy potrwają one długo czy krótko (póki co wygląda że potrwają krótko). Po kwietniu i maju z zaciekawieniem będę obserwował rozwój sytuacji w czerwcu. Na pewno okres większych i dłużej trwających dni z anomaliami ujemnymi nadejdzie w końcu ( nie chodzi o to żebym chciał bo wolę ciepłe miesiące letnie). Sugerując się narazie prognozami gfs 6 czerwca mielibyśmy największą anomalię ujemną 2 kwietnia albo od połowy marca kiedy doszło do silnego ochłodzenia. Jeśli chodzi o moje prywatne preferencje to najchętniej ujrzałbym duże anomalie ujemne i jednocześnie trwające dłużej dopiero w sierpniu ( jako że lipcu mam wolne), ale obawiam się że aż tak długo nie będziemy na to czekać. Moim zdaniem jeśli w czerwcu nie będzie głębszego ochłodzenia trwającego przynajmniej tydzień ( choć nadal obstawiam że dojdzie do tego w tym miesiącu) to padnie na lipiec. Oczywiście nawet chłodny czerwiec gdyby taki wyszedł nie gwarantuje ciepłego lipca, niemniej ciepły czerwiec zwiększa ryzyko chłodnego lipca.

    1. Szkoda przy tym, że niektórzy nie potrafią pojąć, że wyższy uśredniony poziom temperatury będzie “zmniejszał dystans” między stanami podtopień a posuchy…

      1. Przecież to oczywiste, że burza jest zjawiskiem lokalnym i nie będzie padać wszędzie równomiernie. 25 mm to normalna suma opadowa dla letniej burzy. Nie ma tu nic niezwykłego.

        1. A nie zauważasz czasami, że dość często padają nie tylko rekordy ciepła, ale i sum opadów lub dla odmiany niskich stanów wód…???

  9. Kiedy jest wreszcie szansa, że skończy się ta sucha, gorąca, słoneczna, wyżowa pogoda i przyjdzie na dłużej normalne polskie ochłodzenie tzn z deszczem i chmurami? To co dzieje się w tym roku od początku kwietnia a właściwie to nawet wcześniej, bo zima też była wyżowa, to już się robi nie do wytrzymania. Nadmiar słońca też źle wpływa na organizm i samopoczucie człowieka – to też jest udowodnione. Jak będę chciał żyć w klimacie rodem z Bułgarii czy Chorwacji to się do nich przeprowadzę na stałe. Nie potrzebuję tego w Polsce, tu chciałbym by było jak w Polsce i do ch…a pana zastanawiam się, ile jeszcze potrwa ta pogodowa ekstrema, od której nawet w moim zimnym skierowanym na północ mieszkaniu powoli robi się nie do wytrzymania.

    1. “Nadmiar słońca też źle wpływa na organizm i samopoczucie człowieka – to też jest udowodnione.”
      Kto to udowodnił? :D

    2. Mi tam nie nie przeszkadza, jedyny minus to jakiś minus dla przyrody. Ja nie odczuwam nadmiaru słońca, wręcz przeciwnie jestem bardzo zadowolony i nie mam jeszcze słońca dość. Natomiast nawet jak ktoś narzeka narzeka na nadmiar słońca to myślę że i tak woli to od niedoboru słońca który trwał między wrześniem a listopadem 2017

      1. minus dla przyrody ale nie z nadmiaru słońca, ale bezpośrednio związany z niskimi sumami opadów oczywiście. Jedno z drugim nie zawsze się wiąże bo średnia suma opadów dla miesiąca może spaść nawet w ciągu 1 doby w ekstremalnych warunkach

      2. Ja tam żadnego niedoboru słońca w tamtych miesiącach nie zauważyłem. Daleko temu było chociażby do niektórych depresyjnych, zimowych miesięcy panujących w trakcie zgniłych wyży – inna sprawa, że takowych w ostatnich latach też za bardzo sobie nie przypominam. Jeśli chodzi o uslonecznienie w Polsce to mniej więcej od 2013 r. jest go stanowczo za dużo. Poprzedni rok przyniósł pod tym względem pewien powrót do normalności ale jak widać na krótko, bo w tegorocznym niestety mamy wyrównanie do tych “nowych norm” i to z nawiązką.

        1. To tu już piszemy o subiektywnych odczuciach ja zdecydowanie odczułem niedobór słońca między wrześniem a listopad zresztą jak wynika z danych wszystkie miesiące miały usłonecznienie poniżej normy- a najbardziej październik. W 2016 zdarzył się gorszy październik od tego z 2017-tamten był wręcz skrajny pod tym względem i wg mnie ustępuje tylko lutemu z 2013 roku ( październik przed pochmurnym listopadem potrafi być jeszcze słoneczny co pokazuje rok 2010 czy 2014 który też nie był zły) ale wtedy w słoneczny był wrzesień i w miarę słoneczny listopad. Trudno jednak oczekiwać bardzo słonecznych w odbiorze subiektywnym miesięcy między listopadem a lutym-bo te miesiące mają kiepskie normy i możemy tylko pisać o wysokim usłonecznieniu w stosunku do normy. Tylko najbardziej słoneczne miesiące między listopadem a lutym można uznać za subiektywnie słoneczne – te z największą anomalią dodatnią usłonecznienia

    3. Ciekawie wygląda ten “fus” na interii na +25 dni dla Warszawy, jeśli chodzi o opady. Zero deszczu do 26 czerwca.

    4. Na południu kraju codziennie pada i grzmi od 5 dni. I końca burz nie widać. Jedynie środa i czwartek mają być bezopadowe według prognoz :/ A od 8 czerwca od piątku znowu burze…

  10. Patrząc na te obrazki znad morza https://www.webcamera.pl/aktualnosci,parawaning-okiem-kamer-online zastanawiam się co za “inteligentny inaczej” wymyślił, aby wakacje zaczynały się dopiero 23 czerwca… Było to ustalone chyba przez kolektyw partyjny jeszcze w głębokim PRL-u, kiedy to pogoda latem była (jak na obecne standardy) wyjątkowo beznadziejna jak wszystko wokoło. I tak zostało. A dawno już powinno się wydłużyć wakacje do 3 miesięcy, tak by zaczynały się 1 czerwca – idealny prezent na dzień dziecka. A dorosłym wydłużyć urlopy – ponoć ciągle rośnie PKB, jest 500+, nie stać nas? I branża turystyczna by na tym szalenie zyskała! Od lat o to apelują. A tak plażowicze będą musieli jutro wracać w korkach. Totalnie bez sensu!
    Na zmiany klimatu trzeba reagować, a nie ciągle biadolić, że za gorąco i za sucho. Najwięcej narzekają rolnicy. Im to ciągle za (można wstawić cokolwiek) ciepło/zimno/sucho/mokro/pochmurno/wietrznie/wilgotno/słonecznie. Co drugi sieje jak głupi cebulę i kartofle, a potem lament zamiast np. otworzyć gospodarstwo agroturystyczne i zmienić uprawy. Klimę montuje się już w prawie każdym nowym aucie, to co za problem w mieszkaniach? To tylko kilka przykładów z wielu.
    Trzeba czerpać korzyści, jakie daje nam globalne ocieplenie, a nie tkwić (także mentalnie) w czasach słusznie minionych jak ci ludzie co w kwietniu przy upale zakładają jeszcze kurtki.

    1. Już sam fakt, że zmiany klimatyczne (ze wzrostem Tavg na czele) postępują o 2 rzędy wielkości szybciej, niż dotychczasowe naturalne są niepokojące. Wszystkie korzyści są jedynie doraźne i w skali lokalnej. A to ma krótkie nogi…

      1. Rok 1980 rzeczywiście był makabryczny wg dzisiejszych norm chyba wszystkie miesiące wg dzisiejszych norm znalazłby się poniżej normy do tego rzeczywiście było pochmurno. Najgorsze jest że najzimniej było kiedy najwięcej ludzi oczekuje ciepła czyli wiosną i latem, wszystkie miesiące wiosenne i letnie były do fatalne. Jedynie zimę mógłbym ewentualnie wziąć z tamtego roku jako że tamtejsze anomalie ujemne mnie nie rażą,choć to też nie była zima marzeń. W 1987 była osiągnięta jeszcze niższa średnia roczna, ale tu z kolei styczeń, marzec i sierpień ściągnęły mocno w dół ten rok. W 1980 było tylko maj

      2. FKP, czyli nie mamy wyboru tylko albo anomalnie gorąco i sucho albo pochmurno i zimno? Nie chcę powrotu do “pogodowej komuny”, ale nie chcę też zbyt wiele klimatu podzwrotnikowego/równikowego w polskich realiach, chcę klimatu zrównoważonego i nie przepadam za skajnościami. Czy chociażby ten przytaczany ostatnio 2008 rok był taki zły?
        W ocenie 1980 roku zgadzam się z Tobą, to musiało być straszne.

        1. Podpisuję się pod tym dwiema rękami i dwiema nogami:-)
          Najgorsze, że w porównaniu z sytuacją sprzed 30+ lat wchodzimy z przysłowiowego deszczu pod rynnę…

    2. Jak czytuję ostatnio niektóre Twoje wypowiedzi (i paru innych komentujących także) to zaczynam popierać, to co zrobili na TP w kwestii komentarzy czyli powiązanie ich z kontami na Facebooku. Przynajmniej dzięki temu wiadomo mniej więcej, ile lat ma osoba komentująca i czy jej wypowiedzi brać na poważnie czy jako wynaturzenia małolata, który nic nie wie o życiu. Do czego mam się dostosować? Do dwóch a może nawet trzech następujących po sobie rekordowo ciepłych miesięcy? Nie sądzę by kolejna taka sekwencja miesięcy zdarzyła się jeszcze za mojego życia (a skończyłem niedawno 40-ę), więc nie mam zamiaru się do tego przyzwyczajać. A narzekać będę, bo każda zbyt długo utrzymująca się ekstrema (a szczególnie gorąco-sucha) nie jest dobra. I nic Ci do tego kolego.

      1. “a może nawet trzech następujących po sobie rekordowo ciepłych miesięcy?”

        Na szczęście nie ma na to szans.
        Czerwiec POWINIEN być chłodniejszy niż czerwce z lat 2016 i 2017 i bardziej mokry.

          1. POWINIEN, hahahah dobre sobie :D, niech będzie rekordowy to się uciesze, bo nie wierzycie w nasz klimat, tak samo było pod koniec kwietnia o maju, że jaki będzie zimny, że zapłacimy……… ojejku coś wasze wpisy się nie sprawdzają, a na dodatek są bardzo denerwujące, gdyż chcecie aby dany miesiąc był taki, a nie inny nic nie zrobicie swoimi komentarzami na blogu, pogoda się nie zmieni na wasze dyktando….;-)

          2. Ja tam widzę coraz słabsze dwudniowe ochłodzenie a zaraz po nim coraz silniejsze ochłodzenie.

          3. Pewnie wlasnie widze, ze tego byście chcieli. Całe szczescie, pogoda rządzi sie własnymi prawami i wszystko wskazuje na to, ze powoli zacznie sie ogarniać.

          4. Nie ogarnie się, równie dobrze może być 5 miesięcy rekordowych pod rząd i Ty nic nie możesz z tym zrobić.

    3. Z tego co wiem w ostatnich latach wakacje są nawet o tydzień krótsze niż w latach 2000-2010 czy w latach 90-tych… bo zaczynają się w ostatni piątek czerwca.

        1. Czyli powróciliśmy do czasów za mojej młodości, bo jak ja chodziłem do podstawówki i gimnazjum to wakacje zaczynały się właśnie w pierwszy piątek po 20 czerwca. W liceum chyba też tak miałem.

    4. @Marcin

      Prędzej Ci przesuną wakacje na czerwiec-lipiec (zresztą wiele krajów taak ma) niż przedłużą. Zawsze jest narzekanie, ze programów nie ma kiedy wykonać itp.

      Ogólnie, gdyby okres wakacji zależał od temperatury to w Afryce w ogóle nie byłoby roku szkolnego, za to na Islandii okrągły rok 😏

  11. Już wieczór, a jeszcze nikt nie wspomniał o tym, że obchodzimy dzisiaj jubileusz 90-lecia jednej z największych pogodowych “zbrodni” w historii pomiarów w Polsce :)

      1. Swoją drogą w archiwalnych gazetach widziałem jeszcze doniesienie o opadach śniegu 1 czerwca 1918, prawdopodobnie w Lublinie (nie zostało określone), od razu stopniał więc pewnie nie utworzył pokrywy.

  12. Rekordowo słoneczny maj, wyżowe wały nad Skandynawią. Układ ustabilizował się. Czekam na zmiany, a przede wszystkim na więcej deszczu. Te chwilowe nawałnice? Z nich nie ma zbyt dużego pożytku, a raczej powodują szkody (spływ powierzchniowy itp.). Czy widać na horyzoncie jakąkolwiek zmianę?

  13. Co by mnie ucieszyło?
    Gdyby ‘normy’ dla pory ciepłej przestawały się już zmieniać, a jeżeli już to zmieniały się znacznie wolniej niż po 1980 r. Mam tu na myśli zarówno średnią temperaturę (Tavg średnio w miesiącu letnim ok. 20°C jak dla mnie jest zupełnie wystarczająca), średnie usłonecznienie, jak i średnie opady. Oprócz wzrostu Tavg w kontekście jeszcze silniejszych fal upału, niepokoi mnie także zwłaszcza kwestia coraz bardziej nierównomiernych i nieregularnych opadów.

    Ocieplenie pór chłodnych będzie oczywiście mniej problematyczne. Chciałbym jednak, abyśmy mieli stosunkowo więcej przypadków ze średnimi anomaliami co najmniej +5K lub dla odmiany takich, aby dominował całodobowy, ale i niezbyt silny mróz (w praktyce przeważnie jednocyfrowy). Szkoda, że zmiany klimatyczne nie przynoszą wyraźniejszego spadku zachmurzenia w porze chłodnej – bo tu, w odróżnieniu od pory ciepłej, mamy spory jego nadmiar…

    1. Ja chciałbym już teraz w Polsce stabilny klimat panoński cieplejszy o 2-3K i koniec globalnego ocieplenia.

  14. Siedzę teraz na wsi koło Terespola. Przed południem nadszedł układ konwekcyjny z którego popadało. W ciągu trzech godzin spadło 11 mm. W sam raz aby podlać ogród i aby woda wsiąkła głębiej niż tylko na samym wierzchu. To pierwszy porządniejszy opad od ponad dwóch tygodni. Zrobiło się też nieco wilgotniej w powietrzu, więc mimo że temperatura nie przekroczyła 21 stopni, dzień minął całkiem przyjemnie.
    Na czele chmur z opadami pojawiły się ładnie widoczne chmury asperatus.

  15. Jakby wziąć temperaturę z dnia dzisiejszego w Warszawie (Tmax 25/26°C), a wilgotność z dnia wczorajszego (nieco poniżej 50%) + opady rzędu +/-10 mm jakie przeszły późnym wieczorem i nocą (pojawiające się co 3-5 dni) + zachmurzenie małe, ale nie zupełnie bezchmurnie -> mamy wersję umiarkowanego lata za jakim najbardziej przepadam:-)
    Tak sobie dzisiaj pomyślałem “bawiąc” na działce…

  16. A mnie prześladuje pech – cały dzień sucho u mnie, choć również i dziś sporo miejsc w promieniu powiedzmy 50-100 km ode mnie otrzymało tak potrzebny deszcz. Ehh mogę tylko pomarzyć o powtórce z czerwca zeszłego roku, kiedu u mnie było mokro, ale bez jakiś zjawisk bardzo ekstremalnych (najbardziej gwałtowne burze – których powtórki nie chcę to były w lipcu i I dekadzie sierpnia).

    1. A na Górnym śląsku dzisiaj ogromne różnice sum opadów pomiędzy pobliskimi miastami. Podtopione Łabędy (dzielnica Gliwic) po opadach z sumą ponad 60mm ,w tym 37mm w godzinę, sporo deszczu w Rybniku (około 40mm) ,umiarkowana suma w Tychach (11mm) i symbolicznie w Katowicach bo tylko 0,6 mm. Od wtorku znowu sucho .http://www.weatheronline.co.uk/weather/maps/city?LANG=en&CEL=C&SI=mph&CONT=euro&LAND=PL&REGION=0001&WMO=12560&LEVEL=52&R=0&NOREGION=1

      1. W Rybniku, tak od południa, przechodziły dość wydajne komórki burzowe. Nie były na tyle duże, aby objąć swoim zasięgiem obszar całego miasta, stąd np. na stacji opadowej w Stodołach suma opadu ukształtowała się w okolicach 40mm, na mojej prywatnej dobiło do 26mm, a Davis VP2 z innej dzielnicy zanotował 29mm. Osobiście czekałem na taki dzień już od dawna. Można było w końcu przewietrzyć mieszkanie, bo przez tydzień temp. wzrosła o 4 stopnie, do niekomfortowych 27C, no i popadało. Choć o suszy w samym mieście nie może być mowy, to okresowe opady zawsze się przydają, chociażby dlatego, aby oczyścić powietrze z aerozoli.

      2. Niemniej nawet “suche” miesiące w półroczu ciepłym na Górnym Śląsku nie są takie złe -https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=350190560&par=prcp&max_empty=1. Parowanie przypuszczam, że średnio może być nawet niższe niż u mnie (zbliżone temperatury i niższe usłonecznienie) więc przypuszczam, że susza u was pojawia się rzadko (pewnie ewenementem był rok 2015).

  17. Znamienne, że ochłodzenie we wtorek 05.06 ma postępować przy braku opadów lub bardzo małych sumach. A byłaby okazja, aby popadało z bardziej równomiernej strefy opadowej przemieszczającej się w poprzek swojej osi przez cały kraj (tym razem z NW/N na SE/S). Niestety takich stref opadowych coraz bardziej brakuje…

  18. Liczyłem że u mnie coś dzisiaj porządniej popada, a tu napadało całe 0.6 mm. UM teraz dla Skawiny wystrzelił bardzo ciekawą prognozę na drugą połowę nocy, tylko pytanie jak z tym będzie. GFS tych rewelacji nie potwierdza.

  19. Naprawdę wam przeszkadza taka gorąco-upalna pogoda? No nie wierzę, to nie jest lipcowo-sierpniowy upał gdzie jest duchota i nie ma czym oddychać nawet w nocy… uważam, że po fatalnym 2017 “Taka pogoda nam się należała” w tym roku i tyle… mogłoby trochę więcej popadać, bo dzisiaj w Białymstoku wprawdzie trochę popadało, ale nie na tyle żeby to coś dało dla przyrody…
    We wtorek zacznie się narzekanie, że zimno… i tak w koło.

  20. Jak ktoś nie wierzy w zmiany klimatu, to tak mi się przypomniał tekst piosenki Kazika z roku z tego co pamiętam 1999 r. “Polacy mają depresję totalną a to dlatego że nie ma słońca przez 7 miesięcy w roku. A lato bywa czasem nie gorące”. Kiedy ostatnio mieliśmy brak słońca przez 7 miesięcy i niegorące lato? Nie przypominam sobie czegoś takiego. Ta piosenka to niebawem będzie symbol tęsknoty za normalnością a nie opisem stanu rzeczywistego. Albo cytat z Maanamu “Zimny kraj, zimny maj”. Kiedy coś takiego miało miejsce?

    1. Nie tylko mamy zmiany klimatu, ale i znamy ich przyczynę: gazy cieplarniane…

      Dzisiaj dla Warszawy prognozy mówią o 28°C za dnia, jutro podobnie. Potem 2-3 dni chłodniejsze i ponownie coraz wyższe temperatury. A opadów do weekendu 09-10.06 brak. Pewnie jak się pojawią przy kolejnych gorących/upalnych i parnych dniach, ponownie będą bardzo nierównomierne (miejscami podtopienia, miejscami zero mm).

    2. @RadomirW

      Nie używaj piosnek Kazika jako danych meteo, już choćby dlatego, ze Kazik w piosenkach bardzo często wyraża nie swoje poglądy ale parafrazuje to co usłyszy. Najwyraźniej spotkał się w latach 1990 z podobną populacją jaka teraz bryluje na Naszej Pogodzie.

    3. Trochę poprzestawiałeś, powinno być: “Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca
      Nieomal przez siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące”
      I wszystko pasuje również do obecnych czasów, w Polsce nie ma gorących lat (może ten rok będzie przełomem, bo czerwiec dobrze zaczyna).

    4. Uslonecznienie miesięcy jesiennych i zimowych w Polsce nie wzrosło względem lat 90 . Myślisz ze to niemożliwe aby było pochmurno przez 7 miesięcy? Zapraszam na północ A szczególnie NE Polska ma ekstremalnie pochmurne okresy jesienno zimowe. Październik 2016-marzec 2017. Wrzesień 2017- styczeń 2018. Może 7 miesięcy to przesada Ale 5-6 jak najbardziej możliwe. To co się zmieniło od lat 90 to cieplejsze okresy wiosenno letnie.

    1. Na szczęście teraz ochlodzenia i następujące po nich ocieplenia będą w cyklach 2-3 dniowych i bez extremow więc powoli zbliżamy się do większej nirmalnosci

    2. Mnie też ciekawi, czy tegoroczny czerwiec w połowie miesiąca będzie chłodniejszy – w praktyce niekoniecznie od razu zimny, wystarczy, że będzie termicznie z grubsza ‘normalny’ (?). Utrwalałoby to najbardziej nietypowy w skali całego roku “artefakt” w zmienności termicznej Tavg za 30 lat (bo jednak “ciepli pasterze” choć bardzo wyraziści dotyczą głównie ostatnich ok. 10 lat). Najbardziej medialna w całym tygodniu odsłona GFS optuje za tym w swoich fusach, ale póki co jest to czyste wróżenie.

      Na razie nadal w znacznie większym stopniu sprawdzają się skale prognozowanych ociepleń, niż ochłodzeń. Także to w rozpoczynającym się tygodniu przyniesie ujemne anomalie termiczne przez nie więcej niż 1-3 dni (być może tylko 06.06) i to będą one nieznaczne – myślę, że nie większe niż w widełkach -2/0K. I co warte podkreślenia, będzie to sucha wersja ochłodzenia.

      A kolejne gorące (gorąco-upalne) dni jak się wydaje są tylko kwestią czasu i to w granicach coraz bardziej wiarygodnych prognoz, bo do ok. 10.06.

  21. A dla mnie nie :( Już jest za gorąco i niestety na normalne ochłodzenie można liczyć dopiero we wrześniu. W w-wie taka upalna- gorąca pogoda to koszmar i do niczego nie jest potrzebna. Najgorsze dla mnie, że teraz mam już perspektywę 5 ciepło- gorących miesięcy!!! Zmiany klimatu (ocieplenie) wg mnie postępują za szybko i absolotnie nie jestem w stanie tego zaakceptować :( Ale zdaje się, że nie mam żadnego wyjścia, zresztą nawet już w Hiszpanii bywa chłodniej niż u nas……..2 dni “ochłodzenia” do normalnej ciepłej temp (o ile wogóle coś takiego nastąpi) to stanowczo za mało. Nawet nie chcę myśleć o tym co będzie w lipcu i sierpniu i jak mam to przetrwać…….

    1. Skąd możesz wiedzieć kobieto co będzie w lipcu czy sierpniu……. 2000 roku czerwiec był bardzo ciepły, a lipiec? Sama sobie odpowiedź i przestań biadolić, a najlepsze rozwiązanie to, żebyś nic nie pisała.

    2. teraz już koniec tych patologicznych kontynentalizmów i pogoda będzie dużo bardziej dynamiczna. wg mnie czerwiec będzie raczej lekko chłodnym miesiącem. Paradoksalnie nawet jedne z cieplejszych czerwców 2016 i 2017 przyniosły wcale nie tak wiele gorących dni, a dużo temperaturą optymalną. Jedyne co, to brak silniejszych ochłodzeń.

  22. Haha, liczyłam na 2-3 dni tzw “ochłodzenia”, a będzie być może 1, no po prostu bardzo mnie to “cieszy”………..W żadne ochłodzenie w dalszej części czerwca absolutnie nie wierze, mamy w tym roku stale postępujące ocieplenie od kwietnia i wg mnie absolutnie nie ma od tego odwrotu. Do września i oby tylko do września……….

    1. Dorka, rozumiem Cię, ale patrząc po Twoich wcześniejszych wpisach dochodzę do wniosku, że panikujesz. Wcale nie jest pewne że lato będzie szczególnie gorące, a co do upałów, to one i tak są prawie pewne. Współcześnie nie ma już co liczyć na takie lata jak np. 1978. Upały w małej ilości nie są bardzo szkodliwe przy właściwym trybie życia, też za nimi nie przepadam, ale jeśli to nie będą “fale upałów” z co najmniej kilkoma dniami 30+ to nie ma co się przed nimi wzdrygać.

      1. @dorka ma pewnie nieciekawe usytuowanie mieszkania i warunki w nim panujące podczas słonecznych i bardzo ciepłych dni. Blokowiska w dużym mieście nagrzewają się znacznie szybciej i chłodzą znacznie wolniej, niż “chałupy” wśród dużych obszarów zielonych. A i “klima”, wbrew temu co piszą tu młodsi ciepłolubni komentujący, nie ma nadal takiego ekonomicznego i energetycznego uzasadnienia na taką skalę co systemy grzewcze, więc w ogólności ciężko o środki zaradcze w takich okolicznościach Natury.

      2. Piotrze, może i panikuję, ale patrząc na to co się dzieje od początku kwietnia, to jestem przekonana, że będzie już tylko goręcej. Po prostu coś się “przestawiło ” w naszej pogodzie i uważam, że tego lata nie ma odwrotu od wersji gorąco-upalnej, przerywanej chwilowymi “ochłodzeniami” popredzonym gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi. Dla mnie pozostaje tylko kwestią niewiadomą, czy też już będą u nas zawsze tak wyglądaly okresy ciepłe, czy czasami jeszcze będzie normalnie…….Ale zbytnio już na to nie liczę.
        A nie wiem jaki tryb życia mam prowadzić jeśli temp. u mnie w mieszkaniu nie spada poniżej 28-30st. Rozwiązaniem jest jedynie klimatyzacja, ale to nie wchodzi w grę.

        1. Dorka, Ty trochę taka panikara jesteś. Dalej jesteśmy w tej samej strefie klimatycznej (umiarkowana przejściowa), tylko nasze najcieplejsze miesiące letnie zbliżają nas do klimatu węgierskiego czy chorwackiego, o śródziemnomorskim nawet nie wspominając. Jeśli Polskie lata są dla Ciebie za gorące, to pozostaje jedynie wyprowadzka do Skandynawii, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Kanady czy na Alaskę, albo założenie tej nieszczęsnej klimy właśnie.

    2. No tak najlepiej, żeby co rok powtarzała się sytuacja z 1980 roku i było non stop zimno i pochmurno i zapewne ciężko było normalnie funkcjonować.

    3. @dorka – a tego, że widać przebudowę cyrkulacji to już nie widzisz? Ja serio teraz bardziej się obawiam lipca w stylu 2000 niż w stylu 2006. Już abstrahując od moich pragnień, anomalnie ciepły okres dobiega końca i można się tylko cieszyć, że przypadł na kwiecień i maj przynosząc lato zamiast wiosny, a nie na czerwiec i lipiec, kiedy to przyniósłby piekło zamiast lato.

      1. kmroz Ty serio widzisz jakiś koniec okresu ciepłego? Możemy się założyć że tak nie bedzie- przynajmniej do września. Kwiecień i maj były ok, ale teraz jest już zwyczajnie za gorąco. Przynajmniej w w-wie. Dzisiejszy dzień dla mnie oznacza fizyczną męczarnię – za gorąco mam w mieszkaniu, żle się czuję, brak chęci żeby gdzieś wyjść itp. A perspektywę mam taką, że będzie tylko cieplej, bo raz nagrzanego mieszkania teraz już nie schłodze, nawet jeśli temp raczy się na 1 dzień obniżyć do 25st! Bo na mniej w wawie to już nie liczę.
        No i nie wierzę, że ktoś może “oawiać ” się chłodnego lata! Nie ma na to żadnej szansy w tym roku, choć b chciałabym żeby tak było. Z dwojga złego to zdecydowanie wolę takie lato jak w zeszłym roku. Przynajmniej mogłam normalnie funkcjonować i spać. Rozumiem, ze ludzie maja różne preferencje, ale mój organizm nie daje rady kiedy jest mi za gorąco i ja nie znam na to sposobu .
        A co do lata to porozmawiamy we wrzesniu. Twierdzę, że czerwiec-sierpień będą gorąco-upalne, prawie bez przerw, przynajmniej na Mazowszu. Niestety. Nie widzę żadnej szansy, żeby mogło być inaczej w tym roku.

        1. Juz na starcie widać ze mowisz nieprawdę bo w tym tygodniu na 100% bedą co najmniej 3 dni z t Max ponizej 25 stopni (wtorek-czwartek) , i kto wie co dalej.
          Zmiane widać z cała pewnością na mapach barycznych i od 10.06 powrot dominacji niżów na N Europy.
          Co do stwierdzenie ze od początku czerwca do końca sierpnia bedzie cały czas gorąco-upalnie to nie skomentuje nawet tego. Po pierwsze, takie cos nie zdarzyło sie u nas nigdy (najdłużej w 2006 6 tygodni, bardzo długo tez w 2014 4 tygodnie)
          Poza tym jak można stwierdzać na początku czerwca jakie bedzie całe lato? Jak nawet nie wiadomo co za 10 dni bedzie?

          1. Wypowiedź @dorka jest oczywiście przesadna i zarazem na wyrost. Rozumiem jednak, że woli ona być raczej mile, niż niemile zaskoczona…

          2. Przesadna do tego stopnia, jak wypowiedzi niektórych na początku maja 2017, ze temepratura przez całe lato nie wzrośnie powyżej 20 stopni ;)

    4. W Polsce te ,,upały” ograniczają się zazwyczaj do 30-32 stopni.. Ja rozumiem, że są różne preferencje i można takie temperatury lubić lub nie, ale zachowajmy odrobinę rozsądku..

      1. Gdy jest często słonecznie, to po kilku dniach nawet “tylko” takich temperatur nieklimatyzowane blokowiska w dużym mieście potrafią się bardzo nagrzać (może z wyjątkiem ekspozycji na N).

        1. Blokowiska nagrzewają się bardzo po kilku dniach “tylko” 27-28st, zresztą w w-wie takie temp. są odczuwalne zwykle już “ciężko”. Niewiele znam osób które się cieszą z upału w mieście…..Za to znam posiadaczy klimatyzacji którzy spią spokojnie ;-)

  23. Przeglądając historyczne anomalie okresów letnich i zimowych nie trudno nie zauważyć, że często miesiące zimowe w XX i XX wieku miały wyraźnie dodatnie anomalie, podobnie jak mamy obecnie. Za to okresy letnie były wyraźnie chłodniejsze. Ale też co kilka lat miesiące zimowe miały wyraźnie ujemne anomalie: luty 1929, styczeń 1940, luty 1956, styczeń 1963, grudzień 1969, styczeń 1987, grudzień 2002 i 2010 czy styczeń 2006 i 2010. Ostatnim naprawdę zimowym miesiącem był luty 2012. Od kilku lat nie pojawiają się już miesiące zimowe z anomalią <-4K w stosunku do okresu 1981-2010. Zimy były podobne do obecnych, ale częściej były miesiące zdecydowanie zimne i śnieżne. Natomiast mamy wyraźne ocieplenie miesiąców letnich. Zastanawiam mnie to, kiedy teraz nadejdzie prawdziwa zima albo miesiąc wyraźnie zimowy? Niedawno w Polsce był trend chłodnej zimy raz na 4 lata mniej więcej. Jednak ostatnie 5 zim były wyjątkowo ciepłe lub umiarkowanie ciepłe.

    1. Nie no zima 2016/2017 była o wiele bardziej zimowa niż poprzednie lub ta co była, grudzień niby ciepły, ale były minusowe temp w dzień, śnieg na początku grudnia w połowie, nawet w wigilie u mnie padał, styczeń zimowy miesiąc 1 mocna fala mrozu, śnieguuu nawet dużo nie stopił się, aż do 15 lutego a był od stycznia no to coś znaczy, a luty zima w 1 połowie później zdradziecka wiosna…;-), ale liczę na to ze zima 2018/2019 będzie mroźna chociażby tego ja bym chciał.

      1. Chodzi mi o to, że w ostatnich latach nie było takich zim jak ta 2002/2003, 2005/2006, 2009/2010 i 2010/2011. Żaden z miesięcy zimowych nie miał anomalii <-3K. Były kilkudniowe epizody mrozu, do tego większość miesiąca pokrywa śnieżna i Tmax -3/+2.

        1. Było natomiast więcej takich zim w Ameryce N – więc jeszcze nie wiadomo, czy to kolejny trwalszy wyraźniejszy “step” w górę (jak ostatnio zimą ok. 30 lat wstecz), czy też po prostu przejściowy okres z wyraźnie częściej “łagodnymi” zimami.
          Mając na myśli “ostrzejsze” nawiązuję do sytuacji w ostatnich 30 latach, bo tak skrajnie zimowych zim jak pół wieku temu niemalże na pewno mieć już nie będziemy.

    1. Ty wiesz, że teraz byłoby 9 stopni z deszczem, bo tak gfs w fusie przewidywał, proszę Cię nie patrz nawet na te fusy.

  24. Przeglądając historyczne anomalie okresów letnich i zimowych nie trudno nie zauważyć, że często miesiące zimowe w XX i XX wieku miały wyraźnie dodatnie anomalie, podobnie jak mamy obecnie. Za to okresy letnie były wyraźnie chłodniejsze. Ale też co kilka lat miesiące zimowe miały wyraźnie ujemne anomalie: luty 1929, styczeń 1940, luty 1956, styczeń 1963, grudzień 1969, styczeń 1987, grudzień 2002 i 2010 czy styczeń 2006 i 2010. Ostatnim naprawdę zimowym miesiącem był luty 2012. Od kilku lat nie pojawiają się już miesiące zimowe z anomalią <-4K w stosunku do okresu 1981-2010. Zimy były podobne do obecnych, ale częściej były miesiące zdecydowanie zimne i śnieżne. Natomiast mamy wyraźne ocieplenie miesiąców letnich. Zastanawiam mnie to, kiedy teraz nadejdzie prawdziwa zima albo miesiąc wyraźnie zimowy? Niedawno w Polsce był trend chłodnej zimy raz na 4 lata mniej więcej. Jednak ostatnie 5 zim były wyjątkowo ciepłe lub umiarkowanie ciepłe.

    1. Myślę, że anomalia będzie najniższa od Wielkanocy (czyli de facto od końca pory chłodnej), ale przypuszczalnie nie obniży się poniżej -2/-3K. Poza tym, potrwa to krótko (jak rok temu ok. 03.06).

      1. Kolejny rok przychodzi ochłodzenie z północy na chwile około 5 czerwca tak było w 2016, tak samo z kwietniem najwyższe temp były notowane około 3,5 kwietnia, teraz byłoby podobnie tylko trend się utrzymał.

      2. Jak dla mnie anomalia w środę będzie około zera lub lekko poniżej zera, na accuweather podają, że Tmax maja wynosić 16-26 stopni a Tmin 3-13 stopni. To jest anomalia lekko poniżej zera a nie jakieś – 5K. Żeby była anomalia – 5K, Tmax musiałyby być 14-16 stopni a Tmin 2-6.

  25. O dzisiaj nad niektórymi regionami kraju pojawiły się dawno niewidziane stratusy, które skutecznie obniżają temperaturę.
    Ostatnio chmury Stratus podobnie jak nimbostratus rzadko się pojawiają (tak się dzieje od kwietnia) – no i dobrze bo są to chmury najbardziej psujące pogodę.
    Od początku kwietnia z tego co zauważyłem to dominują chmury typu Cu, Cb, Ci i Ac.

  26. Czytając niektóre komentarze (FKP, lulek) to aż się nie chce tego czytać. Pozostaje tylko ww osobom polecić jakiegoś dobrego specjalistę…

      1. Powrót bardziej atlantyckiej aury – w sensie zarówno zmienności pogodowej, jak i trajektorii układów baryczny, znamiennych dla dominacji cyrkulacji ze składowo czysto W – jeżeli już, to czeka nas nie wcześniej, niż w II dekadzie czerwca…

      2. No niestety nie wiem gdzie widzicie powrót tej atlantyckiej aury. A tak przydałby się tak z tydzień takiej właśnie aury by ostudziła te wszystkie skrajne opinie niektórych użytkowników.

        1. Spójrz moze na mapy baryczne na przyszły weekend i dalej. Moze i fusy, ale dość powtarzalne.
          No i najbliższy tydzien mimo na razie antycyklonicznej sytuacj rowniez bedzie raczej w normie lub lekko powyżej.
          Czyli wspominana przeze mnie “przewidywana” anomalia ~+0.6K ma sie spore szanse sprawdzic.
          W praktyce termicznie czeka nas kontynuacja maja, z tymże to co wtedy było anomalia +3.3 teraz bedzie norma :)

          1. kmroz na najbliższy weekend widzę prognozy ok. 29st, co oznacza, że prawodopodobnie będzie więcej. Oczywiście moje obawy mogą być przesadzone, ale czas pokaże.
            Póki co 2-3 dni lekkieko ochłodzenia na początku czerwca(!) i potem powrót upałów, po 2 miesiącach rekorodowo ciepłych…….to o czym tu mówić i myśleć? Czerwiec też ma szansę być rekorodowo ciepły i przestało być już miło. Upały z poprzedniego tygodnia bardzo dały się we znaki , zwłaszcza starszym osobom, z chorobami krążenia. A to była dopiero końcówka maja. Co bedzie w lipcu i sierpniu, gdy najpr. bedzie blisko 40st?
            Oczywiście możecie się na mnie oburzać, ale uważam, że moje obawy, niestety, bezpodstawne nie są.

          2. Ja widzę takie same prognozy jak Ty dorka i nie ukrywam, że jestem z tego powodu wniebowzięty.

        1. Jeżeli przy ewentualnym globalnym ochłodzeniu (!) klimatycznym ktoś chciałby jeszcze sroższych zim – które już i tak z poziomu jak ostatnio ochłodziłyby się do poz. jak średnio pół wieku temu – też uznałbym to za przejaw mówiąc delikatnie braku zdroworozsądkowego myślenia. Teraz jednak należy bardziej niepokoić się kierunkiem zmian w okresach letnich…

          1. Dodam jeszcze, że jakby uśrednić to co mamy obecnie w okresach letnich dla wielu z nas byłoby całkiem OK. Jednak ocieplenie klimatyczne postępuje (najgorzej jakby było jeszcze szybsze!), a anomalie znacznie częściej są powyżej +5K, niż poniżej -5K – zwłaszcza w porze ciepłej…

          2. Gdyby każde lato wyglądało tak jak w 1980 to rosłaby tu tajga a nie lasy liściaste i mieszane.

        2. do FKP owszem domyślam się, ze w tym roku będziesz nawet wniebowzięty ;-) Jak tak dalej będzie, to do krajów środziemnomorskich bedziemy wyjeżdżać po to by się trochę “ochłodzić”.

          1. Dlaczego przy przewadze temperatur 20-25 w dzień miałby byc wniebowzięty? Dla niego to nawet nie lato. 😂

          2. Czerwiec też ma być anormalnie ciepły – to się nie może tak szybko skończyć.

          3. @fkp
            a jednak może :D
            jak chcesz ciągły upał to Egipt jest fajnym miejscem na wakacje – tanio, ekskluzywnie, no tylko dzisiaj trochę niebezpiecznie. W sumie się nie dziwie, że takie rzeczy się dzieją w krajach arabskich, z tego ciągłego gorąca to każdemu palma by odbijała ;)
            ja sam lubie urlopy w takich krajach – ale max 7-10 dni i koniecznie nad morzem, a najlepiej na jachcie ;)

  27. Dla fanów adwekcji powietrza tropikalnego mam kolejny kontrprzykład. W Gdańsku jest +26 C co u nas jest praktycznie równoznaczne z +30 w większości Polski. Powietrze afrykańskie?

    Nie, ciepły spływ ze Skandynawii:

    A dokładniej powietrze rozgrzane wewnątrz stojącego tam wyżu.

    1. Gdyby w centrum Gdańska stała gdzieś oficjalna stacja IMGW to pewnie Gdańsk byłby najcieplejszym miastem w Polsce: http://meteo.pg.gda.pl/. Tmax 29,6. Na plaży wieje ze wschodu, natomiast 1-2 km w głąb lądu wieje słabo z SW, co też sprzyja wzrostowi temp.
      Z sieci IMGW najcieplejszą stacją dość nietypowo jest Kościerzyna z temperaturą 28,9 *C.

    2. Można rzec, że to ciepło związane z dotychczasowymi układami wyżowymi (wespół z niżami po S/SW ich stronie) będzie teraz stopniowo spychane znad S Skandynawii, a następnie znad Polski i Europy C dalej na SE.
      Prawdopodobnie jednak, że absencja mas wyraźnie ciepłych (gorących/upalnych) potrwa zaledwie 2-3 dni

    3. U mnie też nadal wysoka temperatura. Tylko 1c mniej jak wczoraj. Jednak czuć pewną zmianę. Wilgotność jest dużo niższa (12-14 punkt rosy), brak burzy, niebo przejrzyste a lekki wiatr z północnego zachodu daje spore orzeźwienie (organizm ma lepszą skuteczność chłodzenia przy niższej wilgotności). Generalnie jest przyjemnie pomimo ostrego słońca i 28c. Dlatego rozpatrywanie w kategoriach samej temperatury nie jest pełne. To był pierwszy etap wymiany powietrza. Kolejnym będzie chłodniejsza dzisiejsza noc (przynajmniej tak to przewiduje u siebie). A konkretne zmiany widoczne także w temperaturze rzeczywistej już chyba od jutra z głównym uderzeniem w środę ( punkty rosy poniżej 5c) i naprawdę zimna noc ze środy na czwartek.

  28. Dzisiaj po raz kolejny przekonałem sie ze to nie wilgotność a obecność słońca ma wpływ na temperaturę odczuwalna. Wczoraj było słonecznie i mimo “tylko” 25.6 Max czuło sie gorąco. Dzisiaj sa u mnie chmury, dookoła grzmi i pada, słońca praktycznie nie ma. I byłem pewien ze jest jakies 22-23, a tu okazuje sie, ze prawie 27.

    1. Przed burzą (w Warszawie) było dla mnie zbyt parno. Ale po jej przejściu jest OK. Najgorszy byłby teraz c.d. parności (wszak Słońce jeszcze wyjdzie) i “tropikalna” noc. Na szczęście Tmin powinna spaść do poz. bliżej 15°C, a od wtorku czeka nas 2-3 dniowy “refreash”…

    2. Dzisiejsza pogoda jest zdecydowanie lepsza od tego co było w ostatnich dniach. Nie jest nudno, da się w domu normalnie posiedzieć bez ociekania potem no iw reszcie pojawił się deszcz choć u mnie w Otwocku póki co dość slaby – liczę że to jeszcze nie koniec opadów dzisiaj. Mam nadzieję że do nocy się wypogodzi co by temperatura spadła i dało się normalnie mieszkanie przewietrzyć. Co jak co ale burze to powinny być po południu jak Pan Bóg przykazał a nie nocami, kiedy ich efektem jest duchota i wyższa temperatura powietrza.

    3. Tyle, że wczoraj (a przede wszystkim przedwczoraj) wg. mnie było przyjemnie. Dziś natomiast jest już wyraźnie duszno. Temperatura punktu rosy przez cały dzień 18-19 stopni. Wolałem przedwczorajsze Tmax 31,5C przy Słońcu, ale z temp. punktu rosy na poziomie 10-13C.

      1. @chochlik
        no to juz zależy od preferencji. Mi w trakcie upałów najbardziej przeszkadza smażące i palące słońce potęgujące ich odczucie.
        Co do wilgotności to chyba Marcin ma racje ze w moich regionach rzadko jest na tyle wysoka (latem) by przeszkadzać i zmniejszać komfort. Taka wilgotność jak jest dziś u mnie jest dla mnie optymalna. Po burzy dodatkowo temepratura spadła do 20 stopni i zrobiło sie juz naprawde miło. A pomysleć, ze jeszcze pare dni temu prognozy groziły, ze do poniedziałku bedzie upał i patelnia z bezchmurnym niebem…

        1. @kmroz
          Musiałbyś porównać dni słoneczne o następujących parametrach.
          1 dzień 32c, punkt rosy 25c (rasowe powietrze strefy międzyzwrotnikowej , lokalnie w Zatoce Perskiej, czy obszarach monsunowym zapewne jest jeszcze więcej 28-33c).
          2 dzień 32c, punkt rosy 10c-15 (przeciętne nasze powietrze, choć Szczecin nie raz miał ponad 24c).
          3 dzień 32c, punkt rosy 0c ( warunki pustynne)

          Porównywanie słonecznego dnia do pochmurnego miałoby sens przy wyższych temperaturach. Przykład skrajny i tylko teoretyczny.
          1: Temperatura 35c i 100% wilgotność czyli punkt rosy też 35c (śmierć organizmu po kilku, kilkunastu godzinach nawet w cieniu)

          2: Temperatura 35c i punkt rosy (0c-5c) Prawie normalnie funkcjonujesz nawet na słońcu pod warunkiem, że masz duże zapasy wody, jakieś okrycie głowy oraz białe ubranie. Głowna uciążliwość polega na ciągłym dostarczaniu płynów dla organizmu.

    4. @kmroz
      Jak ja lubię takie stwierdzenia.
      Na temperaturę odczuwalną ma wpływ: Temperatura rzeczywista, wielkość promieniowania całkowitego, wilgotność powietrza , prędkość wiatru. Pomijam inne czynniki typu rodzaj ubrania, płeć, wysiłek organizmu, wiek organizmu itp. Jak bardziej Cię to interesuje to wpisz sobie w google biokalkulator K. Błażejczyk.
      Czym wyższa temperatura tym wpływ wilgotności większy. Warszawa miała wczoraj punkt rosy raptem 17-18c przy 26.5c. Nie są to wysokie wartości. Amerykański Heat Index liczy się dopiero przy temperaturze powyżej 80F (czyli jakieś 26.7c) . W warszawskich warunkach wilgotność nie jest tak istotna bo mało kiedy jest ona u Was wysoka przy wysokiej temperaturze powietrza. Uciążliwe warunki to tak 22-24 punkt rosy przy 30-32c. Jeżeli Cię to nie przekonuje to wytłumacz mi dlaczego w USA podaje się heat index do prawie każdej prognozy?
      W naprawdę gorące dni nawet przy bezchmurnym niebie może być bardzo wysoka wilgotność powietrza. W Warszawie rozumiem są tylko dwa warianty: słonecznie i sucho z niską wilgotnością lub pochmurno z wysoką wilgotnością?

      1. @marcin D
        Nic takiego przecież nie powiedziałem. Stwierdziłem tylko jedno- w wilgotności nie czuje aż takiej różnicy jak w zachmurzeniu. Dzisiaj mimo przecież dość wysokiej wilgotności o godzinie 15:00 naprawde byłem świecie przekonany ze jest chłodniej.
        Generalnie, od czwartku, kiedy to zaczęły sie pojawiać liczne chmury, zrobiło sie dla mnie znacznie znośniej, a dzisiaj juz po prostu przyjemnie. Najlepszy wariant przy wysokich temperaturach to oczywiście pochmurne niebo i niska wilgotność powietrza.

  29. Mam taka prośbę.
    Wszystkie osoby ktore uwazaja ze czerwiec bedzie miesiacem bardzo/anomalnie ciepłym, pokażcie skąd czerpiecie takie przypuszczenia/informacje.

    1. Ja “czerpię” z prognozy Accuweather, a ponieważ jak do tej pory, ocieplenia są tam zawsze niedoszacowane – to kiedy widze temp od przyszłego piątku 27-29st to śmiało można obawiać się, ze bedzie wiecej. Reszta to przypuszczenia na podstawie tego co się dzieje u nas od kwietnia.

      1. Zresztą temp. 28-29st, to też dużo i takie przedziały dominują w tej prognozie. Po 2-3 dniach “chłodniejszych”. A chyba temp 28-29st nie sa standardowymi średnimi temp dla czerwca w Polsce? A przynajmniej nie były do niedawna…….

      2. Tyle raczej nie bedzie patrząc po innych modelach, raczej 25-27 stopni i do tego burze, ktore w każdej chwili mogą obniżyć temperaturę o 5 stopni lub wiecej.
        Oczywiście wszyscy wiemy ze 120h+ to tylko fusy. Wiec moze byc zarówno duzo cieplej jak i duzo zimniej.
        I co z tego ze cos sie dzieje od kwietnia? To chyba tym bardziej dowodzi, ze sie raczej niedługo skończy. Pod koniec marca tez tak ludzie wieszczący zimna i stracona wiosne to argumentowali. Na szczescie pogoda jest zmienna a kontynentalizmy tylko okresowe. Potrafią sie ciągnąć tak długo, ze człowiek zaczyna je traktować jakby nie miały nigdy szans sie skończyć, ale w koncu przemijają po wlasnie najpóźniej 8-10 tygodniach.

        1. kmroz to chyba trwa już dłużej niż 10-12 tygodni, i nawet jak się “skończy” to na ile? Kilka dni? Oczywiście to są tylko moje przypuszczenia, ale sytuacja pogodowa w tym roku nie napawa mnie optymizmem.

          1. Dłużej niż 10 tygodni? A mam przypomnieć co było 9 tygodni temu na Wielkanoc?
            No jak pragniesz ochłodzeń ponizej 20 stopni w dzień to pewnie tak na kilka dni. Ale osobiście sadze ze czeka nas chłodniejsze lato niż średnio w 2001-2017.
            A mowiac “skończy” mam na mysli ze przestaną przeważać wysokie anomalie dodatnie.

          2. A co do tezy, że jeśli coś trwa długo to się skończy- wg mnie w naszym klimacie ta zasad zmienności zupełnie przestała działać. Np wiosna i lato zeszłego roku – od początku było deszczowo i z umiarkowanymi temp. I tak do końca pory ciepłej. Wg mnie nie mamy już wyrażnego podziału na wiosnę i lato, jest tylko pora ciepla, która jest coraz częściej gorąca i upalna/sucha. I porę chłodna, która jest tak naprawde ciepłą, bo kilka dni z mrozem i śniegiem, nie uważam za zimno. Odróżnia ją jedynie znacznie mniejsze usłonecznienie i krótszy dzień. Ale zimą nie jestem już w stanie nazwać tej pory.

          3. OCzywiscie ze sie zmieniało, bardzo duży przełom nastąpił 10.05, potem 25.06 zaczął znów dominować Atlantyk a od początku sierpnia znów było gorąco i sucho.

    2. To Ty pierwszy pokaż skąd czerpiesz przypuszczenia, że czerwiec nie będzie ekstremalnie ciepły.

        1. kmroz- wierz mi ja bym sobie bardzo życzyła chłodnego lata, ale tu życzenia nie maja nic do rzeczy. Uważam że szanse na to są żadne. Zresztą prognoza długoterminowa na lato Accuweather też zapowiada gorące lato. Bez szans- no, ale zobaczymy…..

          1. Eh… dobra, ja juz nic nie pisze, za 2 tygodnie sie przekonacie jak bedzie :)
            Kwiecień 2018 i maj 2017 miały byc chłodne wg accuweather a pamiętamy co wyszło .

          2. @kmroz
            Ty nie bądź taki pewien co będzie, bo jeszcze będziesz musiał uciekać na Svalbard przed tym “morderczym latem”.

    3. Musiałoby zmienić się wyraźniej pole geopotencjału (w całej troposferze) wobec stanu jaki dominuje już od ok. 2 miesięcy. Zobaczmy już jak długo Hiszpanie, czy “Kanary” mają dominację mas chłodniejszych, większa część Europy (zwłaszcza od Morza Czarnego i Bałkanów przez Europę C po Skandynawię) mas cieplejszych, a W Rosja ostatnio ponownie chłodniejszych.

      Z tym, że w porze ciepłej trudno o tak szybkie “wyrównywanie rachunków” jak w porze chłodnej – w kierunku chłodniejszym, po okresie wyraźnie ciepłym (przyp. jak luty i marzec b.r. se średnio ujemną anomalią miesięczną dość szybko sprowadziły roczną anomalię na minus – do czasu…). Znacznie łatwiej o “wyrównywanie rachunków” w opadach – bo w 1-3 dni może spaść średnia miesięczna lub nawet więcej.

      Chłodniejsze lato, nawet chociażby nieco chłodniejsze wzg. 1981-2010 (a tym bardziej 1991-2017) jest cały czas możliwe. Jednak sądząc po prognozach, kolejna szansa na wyraźniejsze/trwalsze “odblokowanie” układu jaki dominuje od I dekady kwietnia ponownie się oddala (ku uciesze jednych i zmartwieniu innych). Czy takowe nastąpi w II dekadzie czerwca lub później – jeszcze nie wiadomo…???

      1. Ja nie sadze by było chłodniejsze niż 1981-2010 (to raczej juz nie jest mozliwe niestety), ale sadze ze opcja ze lekko ponizej normy 2001-2017 moze sie sprawdzic w tym roku.

        1. Tak jak kiedyś pisałem, musiałaby “zaciąć się” cyrkulacja tak, aby u nas dominował napływ jak do W Rosji, czy Hiszpanii. Oczywiście musiałyby też częściej oddziaływać niże (na E od wyżów), a nie same wyże. Tylko, czy na tak długo byłoby to u nas możliwe? (piszę o tym bez względu na takie, czy inne preferencje).

          1. Lucas No juz nie przesadzajmy. Lato w normie 2001-2017 jest znacznie cieplejsze od normy ogolnostosowanej 1981-2010 i nie potrzeba nic niezwykłego by sie trafiło. Jak znajde chwile to postaram sie zrobic odpowiednie zestawienie by to sprawdzic dokładnie.

          2. @kmroz
            Wiem, mi chodziło bardziej o okres referencyjny obejmujący także co najmniej 1-2 ostatnie dekady XX wieku.
            W ogóle, skoro trafił się kwiecień+maj z łączną anomalią ok. +4K (ref. 1981-2010), to czy naprawdę nie byłyby możliwe chociażby 2 miesiące z łączną anomalią chociażby ok. -2K lub 3 miesiące z łączną anomalią ok. -1K (ref. 1981-2010), nawet w porze ciepłej…?

  30. Warto zwrócić jeszcze uwagę na fakt jak mało obszarów lądowych – w ogóle, ale tym razem mam na myśli gł. strefę 30-70 szer. geogr. N Eurazji i Ameryki N – ma ujemne anomalie:
    https://meteomodel.pl/gfs-anomalie-temperatury/

    A to w okresie letnim jest dość typowe. W okresie zimowym na tych obszarach mamy większy przekładaniec, tzn. anomalii ujemnych na lądach proporcjonalnie przybywa (miejscami są one dość spore – w obu kierunkach), natomiast w Arktyce anomalia dodatnia jeszcze bardziej rośnie.

    To dobrze pokazuje jak szybko o nagrzewanie się lądów w porze ciepłej (zwłaszcza latem), gdy równocześnie nie mamy adwekcji zza koła polarnego lub chociażby znad chłodnych akwenów np. M.Norweskiego i nie oddziałują niże (jak ostatnio w europejskiej Rosji). Pomijając trend AGW, tego doświadczaliśmy znacznie częściej latem 20+ (zwłaszcza 30+) lat wstecz, zupełnie inaczej niż obecnie…

  31. Kiedy południe naszego kraju przestanie być poszkodowane przez pogodę?
    Dzisiaj północ słoneczna, a południe chłodne i pochmurne/deszczowe. A w prognozie długoterminowej zmian nie widać. Od 8 do 11 czerwca ma padać tylko na południu Polski. Jedynie środa i czwartek mają być pogodne, ale co z tego, skoro będą chłodne.

    1. W tamtym roku (2017) południe było dosyć uprzywilejowane pogodowo. W kwietniu na płd-wsch. Polski notowano najwięcej dni z temperaturami powyżej 20 stopni. Mieliście gorący słoneczny lipiec i upalny słoneczny sierpień. Także we wrześniu czuliście jeszcze oddech ciepła.

  32. Wszyscy sobie lekceważą nadchodzące ochłodzenie, a tymczasem to naprawdę nie żarty co nas czeka we wtorek na północy Polski. Temperatura na poziomie 12-14 stopni w najcieplejszym momencie dnia, przy pogodnym niebie w dodatku – bardzo ciekawa sytuacja. Potem spadki w nocy do 4-5 stopni i to na całkiem sporym obszarze kraju.
    Nawet jeśli to jednodniowe, to anomalia może zejśc ostro w dół.
    Dodatkowo najnowszy gfs zapowiada dla Warszawy tak naprawde tylko dwa gorące dni 8-9 czerwca a potem powrót temperatur umiarkowanych. Czyli śmiało można powiedzieć, że przyszły tydzień może przyniesc najnizsza anomalie od marca. Może, ale nie musi, oczywiście :)

  33. JJA 2001-2017
    A więc, jak się okazuje JJA w obecnym wieku ociepliło się względem 1981-2010 aż o +0.78K
    czerwiec o 0.66 (wcale nie tak mało, cały czas zresztą mówie, że ten miesiąc od 2007 zaczął nadrabiać ocieplenie)
    lipiec o 0.93 (za 2001-2014 ponad 1.0, ale ostatnie nieco to ostudziły)
    sierpien o 0.74 (troche mniej niz się spodziewałem, ale w sumie poza 2002 i 2015 to raczej nie było za wielkich odchyłów)
    czyli w praktyce aby moja “wyrocznia” się sprawdziła, odchylenie musi być mniejsze niż +0.78 K. A to z pewnością, nie jest niemożliwe i myślę, że bardzo prawdopodobne nawet.
    To gadanie o tym, że “wiosna ekstremalna to lato upalne” troche mi przypomina pompowanie balonika przed mundialem w 2002 roku ;)
    albo np prorokowanie pod koniec stycznia (do czego sam się ze wstydem muszę przyznać), że skoro zimy do tego czasu prawdziwej nie było, to już zaraz będzie wiosna. Czy np mówienie pod koniec marca w tym roku, że skoro w końcu nadszedł okres zimny, to już teraz zacznie się z powrotem ochładzać ;) itd. itp.
    a pogoda nie ma schematów i rządzi się własnymi prawami. Nie obchodzi ją co było wcześniej. Z drugiej strony, zacięcie rzadko trwa jakoś szczególnie długo, a gdy odreagowanie przychodzi to często mocno przegina w drugą stronę….

    1. Dodam jeszcze jedno.
      O ile w przypadku czerwca od 2006 roku nastąpiła wyraźna tendencja wzrostowa (i w zasadzie dopiero wtedy pewny początek ocieplania się tego miesiąca) , o tyle w przypadku lipca i sierpnia… wręcz przeciwnie. W latach 2008-2017 aż 7 lipców i 6 sierpniów (na 10) przyniosło ujemną anomalię względem ref. 2001-2017. Głównie zdarzają się takie wyskoki jak lipce 2010, 2012 i 2014 oraz sierpien 2015. Trzeci najcieplejszy sierpien (2017) w tym wieku to już tylko +0.36 (ref. 2001-2017)
      Mam wrażenie, że (na szczęście) to ocieplanie lipca i sierpnia serio spowolniło, te wyskoki, o których wyżej napisałem sprawiają, że tego nie widać. Oczywiście broń Boże nie chcę tu snuć jakichś denialistycznych wywodów (bo tak to może zabrzmieć) a raczej uspokoić, że mimo, iż po 1990 sezony letnie się niezwykłe mocno ociepliły, to już od 2007-2008 nie widać tendencji wzrostowej. I, o ile przekroczenie 40 stopni może zdarzyć się już niestety niedługo, o tyle jest nadzieja, że minie jeszcze troche lat, zanim stanie się to czym @dorka straszy, że będzie w tym roku (czyli w praktyce całe lato jak okres 15.06-31.07.2006 pod względem termicznym).
      Może trochę zaklinam rzeczywistość, ale to co starałem się zrobić, to w możliwie obiektywny sposób przedstawić statystyki ostatnich 10 lat i co zauważyłem w trakcie porównywania okresów 1981-2010 i 2001-2017.

      1. Bardzo rzetelna opinia, kompletnie pozbawione sensu jest takie wysnuwanie wniosków i to na dodatek w tak niestabilnym roku, w którym każdy miesiąc przynosi >2,5*C anomalii w jedną lub drugą stronę. Spodziewać można się wszystkiego. A do lata poniżej tej normy 2001-2017 na prawdę wiele nie trzeba- takie było choćby lato 2014, które przecież przyniosło gorący lipiec, a czerwiec i sierpień nie były wcale jakieś specjalnie zimne względem średniej 1981-2010.

  34. W TV znowu “gadają” bzdury…

    Właśnie przez przypadek na TVN’ie usłyszałem stwierdzenie pogodynki – zapowiadającej prognozę na jutro – iż wciąż napływają gorące zwrotnikowe masy znad Afryki.
    Ja po prostu już tych klepanych schematycznie formułek nie potrafię słuchać!!!:-(

    Poza tym, mieli podejrzanie ciepłe zapowiedzi co do skali ochłodzenia, bo nawet na najchłodniejszą środę prognozują Tmax od 19°C na NE, przez 23°C w Warszawie i Łodzi, po 26°C we Wrocławiu. Będzie spokojnie ze 2-4 st. chłodniej, ale tylko tego dnia (+ chłodne będą noce: 05/06.06 i 06/07.06).

    1. heh, z tą Afryką to ja regularnie poprawiam ludzi, zarówno wśród znajomych jak i na stronach pogodowych, które prowadzę. I tak do znudzenia, bo czemu nie!
      A co do ochłodzenia, to już wyżej napisałem co o tym sądze. Naprawdę trzeba je docenić, bo jego poziom może być podobny do tego z dni 4-6 maja, tyle, że teraz będzie to naprawde spora anomalia w dół, a nie norma jak wtedy.

      1. Ja marzę o ochłodzeniu i temp w czerwcu 22-23st, w lipcu do 25st…………..ale to chyba już nierealne w naszym kraju :( o deszcze co kilka dni, żeby nie było koszmarnej suszy, a na zewnątrz i w mieszkaniu można było przebywać w komforcie, a nie ledwo funkcjonować z przegrzania. Przecież nawet gdy jest poniżej 20st na zewnątrz, wystarczy się lepiej ubrac i jest ok. Na spacer, rower, cokolwiek. Przy temp 30st, przy pełnym słońcu nie mam ochoty na nic, niestety.

        1. masz oczywiście całkowitą rację jeśli chodzi o drugą część wypowiedzi (i warto byłoby to w końcu dać do zrozumienia niektórym skrajnie ciepłolubnym osobom), a co do pierwszej to już nawet nie będę komentować…. wystarczają dużo nasmarowałem dziś w tej sprawie.
          Jedno ci mogę obiecać – twoich wymarzonych temperatur będziesz miała w tym lecie aż nadto :)

          1. nie jestem czarodziejem, ale jestem realistą i wiem jak wygląda polski klimat
            nie widzę powodu, dla którego z roku na rok miałby się nagle zmienić :)
            Zwłaszcza, że jak napisałem wyżej w długim wywodzie, od 10 lat nie widać tendencji na jeszcze większe ocieplanie się miesięcy letnich.

  35. W centrum są już pierwsze wyraźniejsze oznaki posuchy. Po jesiennych “zapasach” wody powierzchniowej nie ma już praktycznie śladu (jedynie w lasach są jeszcze ostatnie niewyschnięte rozlewiska, ale już b. skromne). W ciągu ostatnich 16 dni spadło u mnie 1,2mm, więc liczyłem po cichu, że jakaś burza w ten długi weekend się trafi (na co mocno wskazywały prognozy UM), ale rzeczywistość okazała się inna i spadło w sumie 0,3mm. Przydałby się już jakiś poważniejszy opad, by ponownie zrosić glebę. Truskawki, choć b. słodkie, nie są już tak jędrne jak te sprzed kilku dni, wyraźnie brakuje im już wilgoci.

  36. Na razie nie ma co przesądzać jaki będzie czerwiec, bo tak naprawdę nie wiadomo w jakiej skali będzie ocieplenie zapowiadane od piątku – do tego czasu jest jeszcze trochę. Poza tym druga dekada i trzecia jest wciąż zagadką. Jeśli ocieplenie od piątku się sprawdzi to fajnie, ale temp. rzędu 27-29 stopni nie są niczym niezwykłym w czerwcu. Moim zdaniem po 15 czerwca przyjdzie do nas głębsze i dłuższe ochłodzenie i pewnie znowu będą “deszcze świętojańskie” jak niemal co roku.

    1. szczerze?
      jakie deszcze świętojańskie? coś takiego istnieje poza “ludowym zwyczajem”?
      ochłodzenia po 15.06 są ale nie zauważyłem jakichś częstszych deszczy w tym okresie.

    2. Z 4 zjawisk przepowiadanych ludowymi przypowiedzeniami: “zimni ogrodnicy”, “deszcze świętojańskie”, “babie lato” oraz “bożonarodzeniowa odwilż” to właśnie deszcze świętojańskie wg moich obserwacji są najmniej trafną “prognozą”. O ile w statystykach widoczny jest spadek średniej temperatury po I dekadzie czerwca to nie zauważyłem specjalnej zależności by opady w III dekadzie czerwca zdarzały się częściej niż w II dekadzie tego miesiąca czy też w I dekadzie lipca. Dla przeciwwagi bożonarodzeniowa odwilż (czy też bardziej trafnie: bożonarodzeniowe ocieplenie) zdarza się zdecydowanie częściej. Choć najłatwiej ma babie lato gdyż ma najszersze ramy czasowe na pojawienie się w danym roku.

      1. zimni ogrodnicy podobna klapa, bo niemal zawsze w ostatnich latach majowe spadki nocnych temperatur występują tuż przed, albo tuż po zimnych ogrodnikach ;) wyjątek 2015 rok (aczkolwiek nie do końca, bo najzimniej było dopiero 16 maja nad ranem wtedy)

        1. U mnie w tegorocznym maju akurat najzimniej było 15.05 (+3,9 Kielce-Suków), bez szału, ale i to tak dość niska wartość w tym rekordowo ciepłym maju.

      2. Nawet w tak pięknym czerwcu jak ten z 2008 roku musiały się zdarzyć “Deszcze Świętojańskie” w II dekadzie miesiąca. Wtedy temperatury nie przekraczały marnych 20 stopni, podczas gdy w I i III dekadzie miesiąca było niemal cały czas gorąco, ale dużych upałów w tamtym czerwcu nie było.

        1. przejrzałem dane z ostatnich kilkunastu lat – i o ile OCHŁODZENIE wg norm jak wiemy dotyczy bardziej okresu po 15.06, o tyle rzeczywiście jest często DESZCZOWO na dopiero św. Jana.
          Więc deszcze świętojańskie to nie taka bzdura, ale nie wiązał bym ze sobą tych dwóch rzeczy.
          A w ogóle trzeba pamiętać, że to wszystko to po prostu zbiegi okoliczności ;)

          1. wyraźniejsze spadanie temperatur w okolicy 15 czerwca zanotowaliśmy w tym wieku m.in. w latach 2003, 2008, 2010, 2014 i 2015. W każdym z tych przypadków około 10 czerwca robiło się naprawdę gorąco a potem następowało ochłodzenie. Czyli jednak w obecnym wieku to nie jest tak częsty trend, bardziej widoczny byłby pewnie przed 2000 rokiem.
            Natomiast… bardziej deszczowy okres na św. Jana się zdarza.
            2007 rok – opady ciągłe (wczesniej czerwiec przynosił głównie opady burzowe)
            2009 rok – tutaj cały czerwiec deszczowy, ale przed św Jana to już dowaliło szczególnie
            2010 rok – pamiętne dni 24-25 czerwca
            2013 rok – ulewy od 23 do 26 czerwca
            2015 rok – bardzo brzydki 23 czerwca w Warszawie a na południu cały okres 20-24 czerwca
            2016 rok – tutaj bardziej pojedyncza ulewa z burzy, niż deszczowy okres
            2017 rok – 23 czerwca zepsuła się pogoda i od tej pory do połowy lipca padało praktycznie codziennie.
            Czyli zjawisko jednak częstsze

  37. Wieczorny ECMWF od 08.06 do końca prognozy (13.06) ponownie “gorący”…
    Dla odmiany, GFS spłyca i skraca to kolejne ocieplenie. Jeżeli tradycji ponownie miałoby stać się zadość to (po krótkiej przerwie) mamy większe prawdopodobieństwo kolejnych bardzo ciepłych dni. Chyba, że tym razem będzie inaczej…

    1. a model GEM kompletnie ODWOŁUJE ocieplenie po 7 czerwca ;)
      ale to już takie szukanie na siłe, realna bitwa jest między opcją gfs a opcją ecmwf

      1. odpowiem głębiej
        na 120h+ plus nie można za bardzo zadnemu modelowi wierzyć, zwłaszcza gdy się widzi różnice. pociechą jest to, że żaden model nie widzi już upałów, jeden gorąco ale przy orzeźwiających burzach a drugi przyjemne temperatury

    2. Zwrócę jeszcze uwagę na wyż zmierzający z okolic Grenlandii i Islandii (czyli z NW). I jak się wydaje, u nas to bardziej on będzie kształtował pogodę podczas ochłodzenia za 24+h, niż układ niżowy znad Morza Barentsa i NW Rosji. Wyż będzie zmierzał z kierunku “chłodnego”, ale na tyle szybko, że powietrze nad lądem nie zdąży się w nim jeszcze wystarczająco ogrzać – bardziej da się odczuć wyraźnie chłodniejsze noce, niż “grzanie” od Słońca za dnia. Ale i z tego samego powodu (czyli szybkie przemieszczanie się wyżu na SE) ochłodzenie będzie dość krótkie.

      W okresie letnim nie ma innej opcji, aby dłużej utrzymywał się u nas chłód (w sensie ujemnych anomalii i to więcej niż symbolicznych) – tzn. wcześniej, czy później muszą dojść do głosu układy niskiego ciśnienia stacjonujące na N/NE/E/SE od Polski (ze wskazaniem na NE/E).

  38. Ja zwyczajnie boję się nawet oglądać prognozy, bo obawiam się, że od upałów nie ma ratunku w tym roku. Właśnie słyszę, że w wawie pojawiły sie już kurtyny wodne – jakby to mogło cokolwiek pomóc…………

      1. napisała wyzej jakie preferuje
        jak większość ludzi latem “22-23 czerwiec, 25 lipiec”
        tylko nie wiem ciągle na jakiej podstawie twierdzi, że takich nie będzie a będą ciągle upały :o

        1. No to Dorka ma problem, bo u nas temperatury co najmniej lub ok 25 stopni mogą występować (i występują co roku) przez 7 miesięcy w roku (kwiecień-październik) -oczywiście nie non stop tylko epizodycznie, ale nie tylko

          1. ale ona takich temperatur wlasnie chce a obawia się (bezpodstawnie) ze bedą cały czas wyższe

  39. A z drugiej strony, gdyby brać pod uwagę to co pisze fkp – to po co jakieś kurtyny wodne, skoro upały są takie cudowne i jest tak przyjemnie.

  40. Wspaniała była to wiosna. Takiego usłonecznienia bym chciał każdego roku. Może przy nieco wyższych opadach.

    1. tak , jeśli chodzi o usłonecznienie było super – nie zaprzecze.
      Chociaż szczerze, to wolałbym rekordy usłonecznienia od pazdziernika do marca. W kwietniu i wrzesniu do pelni szczecia wystarczy 200 godzin, a od maja do sierpnia to nawet przy “wspolczesnej normie” czyli około 250-260 godzin nie bedzie źle.
      Ale by było super, jakby jesien i zima przyniosły takie anomalie procentowe usłonecznienia ;)

  41. Ładne usłonecznienie miał maj – niczym w Egipcie, itp. Wątpię aby któryś z miesięcy letnich je przebił, ale czas pokaże – zobaczymy.

  42. Do 3 czerwca anomalia czerwca wyniosła +5,19. Nic nie wskazuje, żeby 2 chłodniejsze dni (wtorek na wschodzie i środa już w całym kraju) przyniosły drastyczny spadek tej anomalii. Od czwartku do poniedziałku znowu Tmax do 30-31 stopni, od wtorku lekkie ochłodzenie (czyli głównie 24-26 stopni w praktyce) itd. Jeśli nie będzie częstych i dłuższych ochłodzeń, anomalia czerwca powinna być w przedziale +2/+3 K. Wydaje mi się, że tegoroczny czerwiec będzie bardzo/anomalnie ciepły, ale na pewno już nie rekordowy. Chociaż przypadek kwietnia 2017 pokazał, że wszystko się może potem zdarzyć. Jeśli byłby znowu rekord, mimo że nie trudno o niego, bo najcieplejszy był czerwiec 1964 roku z anomalią +2.91, to powinniśmy się poważnie zastanowić nad naszym klimatem. Szczerze mówiąc, nie zdziwię się, jak czerwiec będzie rekordowy ciepły z anomalią ponad +3K.

    1. Istnieje pewna granica powyżej której nie potrafię już myśleć o pogodzie z pominięciem aspektu klimatycznego (docelowo AGW). Nie mamy innego wyjścia, tzn.:
      – albo ponownie częściej (a nawet znacznie częściej) ujemne anomalie, tak aby chociaż utrzymać trend wzrostowy rzędu 0,3-0,4K/dek. (co i tak jest wartością OLBRZYMIĄ wobec zmian naturalnych),
      – albo GIGANTYCZNE ocieplenie klimatyczne jakiego zapewne nigdy nie mieliśmy.
      Jeżeli za ostatnimi rocznikami mają się kryć się głównie czynniki bardziej lokalne, to należy oczekiwać raczej tego pierwszego… Przynajmniej jest to logiczne dla osób rozumujących zdroworozsądkowo, a nie tylko przez pryzmat radości ze “słoneczka i ciepełka” – które to mnie też cieszy, ale do pewnych granic (może dlatego, że nie jestem już aż taki młody i nieświadomy…).

    2. Rekord czerwca należy do czerwca 1811 z anomalią +4,11C względem normy 60/90. Ze specyfiki czerwca wynika jednak, że to wyjątkowo trudny wynik do pobicia. Szybciej spodziewałbym się pobicia rekordu lipca niż czerwca.

      1. Rekord czerwca należy do czerwca 1964 z anomalią +2,91 względem normy 1981-2010. Anomalia czerwca 1811 względem normy 1981-2010 wynosi +2,63.

  43. Mała poprawka – mało prawdopodobne, żeby tegoroczny czerwiec był rekordowo ciepły, ale nie zdziwię się, jeśli by tak było.

    1. Powiem szczerze, ze ja, po wczorajszym dniu (który powinien być odpoczynkiem) i nocy w przegrzanym, okropnym mieszkaniu- już mam dosyć i nie mam siły do życia. A to dopiero początek czerwca – i będzie tylko gorzej. Po prostu nie wiem jak żyć, mam fatalnie usytuowane mieszkanie, raz nagrzanego nic już latem nie schłodzi – jeśli mam w perspektywie 3 miesiące męczarni i wegetacji, to szczerze nie wiem jak to przeżyję.Niestety, ale w tym klimacie który się zrobił chyba nie dam rady życ, a nie mam innego wyjścia :(

      1. Najbliższe noce bedą tak zimne ze bez problemu schłodzą mieszkanie. Okna porządnie otworzyć i po problemie :)

          1. Uważaj, bo mogą znaleźć się takie osoby, które napiszą Ci, że mamy jeszcze kalendarzową wiosnę :)

  44. Po krótkiej przerwie gorąco-upalnych klimatów c.d….?

    Poniedziałkowy ranny ECMWF za kontynuacją gorącej (gorąco-upalnej) aury na przełomie 1. i 2. dekady czerwca. A przy tym, miejscami/okresowo byłoby sucho, a miejscami/okresowo “konwekcyjnie”.

    Wiadomo, że w terminie od ok. 10.06 naprzód to coraz większe fusy. Jednak mając na względzie dotychczasową sprawdzalność takich, czy innych scenariuszy, na dzisiaj (stety?, niestety?) wydaje się to bardziej prawdopodobne, niż kolejne ochłodzenie (te tradycyjnie nadal są skracane lub spłycane – jak to najbliższe…).

    1. Myślę że ten pochód ciepłych dni skończy się niebawem nagłym zwrotem akcji, bo nie ma na razie przesłanek do tego żeby stwierdzić że mamy do czynienia z galopujacym Ago jak na wenus, a później zaczną się narzekania podczas dłuższych anomalie ujemnych, że zaraz nastanie nowa epoka lodowcowa, wystarczy przypomnieć wieszczow MELu w styczniu 2010

      1. Bardzo wątpię, żeby upały się zakończyły, nie wskazują tego prognozy ani krótko- ani długookresowe. Wiele, bardzo wiele wskazuje na to, że czekają nas koszmarne, niekończące się upały. Nie rozumiem narzekania na chłody, dla mnie każda pogoda jest ok – oprócz upału, bo przed nim nie znam żadnej ochrony.

        1. @Dorka
          A można wiedzieć od ilu stopni zaczyna się dla Ciebie upał?
          W prognozach nie widać żadnych niekończących się upałów (nie wiem czy masz na myśli temperatury 30°C i więcej).
          Jeżeli ktoś uważa za “upał” temperatury 25-30°C a nawet temperatury powyżej 20°C to faktycznie mogą być dla niego te “niekończące się upały” -szczególnie teraz jak mamy najdłuższe dni w roku i słońce świeci pod bardzo wysokim kątem.

        2. @dorka
          W Warszawie do tej pory odnotowano 3 dni upałem (tmax>=30°C) przy normie 5 dni. Sprawdziłem w ogimecie i na portalu TP.

          1. Ranny ECMWF za dniem upalnym 10.06 także w Warszawie:
            https://meteomodel.pl/prognoza-ecmwf/?stacja=2067

            Poza tym, w dniach 30.05-01.06 też wiele prognoz dla Warszawy wskazywało na Tmax 27/29°C, podczas gdy w realu było 30/31°C.
            Zresztą przy np. 28°C i dużym usłonecznieniu/nasłonecznieniu mieszkania też potrafią się mocno rozgrzać, zwłaszcza w dużych miastach/aglomeracjach.

          2. Tego akurat nie byłbym traki pewny, że nie będzie upału. Przy tym co mamy od 2 miesięcy często się zdarza, że najpierw zapowiedzi modeli są umiarkowane a potem 2-3 dni przed terminem idą w górę Więc jak teraz widzą temperatury na najbliższy weekend rzędu 26-28 stopni to nie zdziwię się, jak za 2-3 dni zrobi się z tego 31-32. Pocieszające obecnie dla mnie jest to że accuweather, który ostatnio bardzo się myli zaczął widzieć w swoich prognozach gorąco na połowę czerwca i dalej. Cały kwiecień i maj przewidywał ciepło tylko na najbliższy tydzień a kolejny miał być chłodniejszy. Jak było każdy wie. Więc jak teraz zaczął widzieć gorąco w kolejnych tygodniach, to jest szansa że to dłuższe konkretniejsze ochłodzenie w wersji deszczowej wreszcie przyjdzie.

          3. Ja tylko przypomnę co kiedyś Arctic Haze mowil. Mianowicie ze w nizu długotrwałe gorąco nie jest mozliwe :)
            To ze przebudowa baryczna następuje to jest raczej oczywiste. Oczywiście i przy atlantyckiej cyrkulacji moze trafić sie krotki i słaby upał. Ale watpię by temperatury wyższe niż te 27 stopni sie utrzymywały przy takiej cyrkulacji.
            Jestem ciekawy czy pod koniec czerwca 2000 były prowadzone podobne dyskusje na jakimś starym forum :D

          4. @kmroz
            Najgorzej jak niż “zatnie się” gdzieś między Polską a krajami alpejskimi. A czasami tak się zdarza. Mamy wówczas dogodne warunki do dłużej niż 1-2 dniowej adwekcji mas ciepłych (gorących, a nawet i upalnych) i zarazem wilgotnych.

          5. @kmroz
            W 2000 roku internet w Polsce dopiero raczkował. For tematycznych prawie w ogóle jeszcze nie było. A ludzie do kafejek chodzili głównie chatować lub grać w sieciowe strzelanki.

    1. Niestety, jeśli po upałach pow 30 st, utrzymują się temp 27-29st (a tak jest i będzie w wawie, po krótkiej przerwie, a przypuszczam , że będzie pow. 30st, to w wawie, w moim mieszkaniu nie ma szansy na to, żeby była temp. poniżej 27-28st non stop, w tym przez całą noc, ponieważ wczoraj o godz. 22 temp na zewnątrz wynosiła 25st.
      I tak to wygląda w w-wie, nocą temp. nie spada, mieszkania nie można schłodzić, w związku z czym temp . nawet 26-29 utrzymujące się przez dłuższy czas są nie do zniesienia. A takie temperatury będą teraz chyba już minimalne. Dla innych może to nie upał, dla mnie gorąco które już utrudnia normalne funkcjonowanie.

      1. Za miejską wyspą ciepła odpowiada zabetonowanie stolicy, a nie sam upał. Pretensje powinnaś mieć raczej do urbanistów, a nie do pogody, bo na tzw. prowincji już po godzinie 20 robi się chłodniej, a w domkach to niekiedy nawet latem muszą palić, taki “ciepły” i “wspaniały” mamy klimat.

        1. tak tutaj się zgodze – sam mieszkam na wsi i nocami jest zwykle znośnie. Zresztą, nawet na Okęciu spadki w nocy są wyraźne. W centrum miasta to może inaczej wyglądać

        2. W domkach palą nawet latem ponieważ grzeją ciepłą wodę. Ogrzewanie nie jest głównym powodem kopcących kominów latem, choć czasem z pewnością tak jest. Niestety, ale po tylu latach w EU nadal część społeczeństwa żyje jak w XIX wieku.

      1. @AH
        „Mówię oczywiście o nowoczesnych definicjach percentylowych.”

        Moim zdaniem te nowoczesne definicje są po prostu złe.
        Dlaczego?
        1.
        Bo nie uwzględniają języka czyli nie rozróżniają znaczenia słowa „upał” i pojęcia „najcieplejsze dni roku”.
        2.
        Kompletnie nie uwzględniają fizjologii człowieka.

        Czyli:
        Po pierwsze.
        Co to jest upał?
        Podam dwie swoje definicje sformułowane na poczekaniu z premedytacją nie „konsultowane” z żadnymi materiałami ani podręcznikowymi ani internetowymi.
        1.
        Upał w rozumieniu potocznym:
        „Pogoda przy której czujemy silny dyskomfort – po prostu jest nam za gorąco”.
        2.
        Definicja upału bardziej naukowa:
        „Pogoda przy której z powodu temperatury, wilgotności względnej, nasłonecznienia, organizm człowieka ma trudności z wystarczająco szybkim odprowadzaniem ciepła i przy niesprzyjających okolicznościach np. wysiłek fizyczny, istnieje realna groźba udaru cieplnego.”

        Po drugie.
        a)
        Wszyscy ludzie i mieszkający od setek pokoleń na Grenlandii i mieszkający od setek pokoleń nad Zatoką Perską mają „ustawiony” w podwzgórzu punkt regulacji temperatury krwi przepływającej przez narządy centralne na poziomie 36,6 st C.
        b)
        I co jeszcze ważniejsze wszyscy ludzie umierają na niewydolność serca przy przekroczeniu temperatury krwi przepływającej przez narządy centralne powyżej 42 st C.
        c)
        Dlatego definicja upału musi być jednakowa dla wszystkich ludzi. Oczywiście w populacji są ludzie o różnej sprawności odprowadzania ciepła (rozkład normalny), ale tylko w minimalnym stopniu jest on związany z miejscem zamieszkania. Patrz punkt a i b.

        Po trzecie.
        I dlatego najwyższa temperatura na Grenlandii nigdy nie będzie upałem, a nad Zatoką Perską upały mogą trwać pewnie i pół roku.

        Po czwarte.
        Dlatego definicje upału oparte o statystykę są definicjami najcieplejszych dni w roku, a nie definicjami upału.
        Pozdrawiam.
        Tadek

        1. @Tadeusz T

          Definicja oparta o stały próg jest z natury regionalna i nie uwzględnia tego, że nie wszędzie jest tak samo. Nasza Polska definicja oznacza, ze w tropikach są zawsze dni upalne a np. w Skandynawii nigdy. I zasadniczo jest to prawda, z tym że wskaźnik upału tak zdefiniowany niesie zerową ilość informacji. Tzn. nie większa niż zegar, który zawsze pokazuje tę sama godziną. Nie mówi czy dziś jest nietypowo ciepło czy nie. Natomiast definicje percentylowe mówią dokładnie to: “Dziś jest jeden z 5% najcieplejszych dni letnich w danym regionie” I działa to wszędzie.

          Dlatego proszę się nie dziwić, że w czasach gdy badania nad klimatem przestały być regionalne (powodzenia w próbach opublikowania w liczącym się czasopiśmie artykułu z danych z jednej tylko stacji), definicja upału tez nie może być lokalna.

          Pokazywałem tu rysunek z jakiegoś polskiego artykułu pokazujący mapkę temperatur 95%-percentylowego upału. Na północnym Pomorzu było to raczej 27 C niż 30 C. I zgadza się to z odczuciami ludzi. Tu przy +27 stopniach wszyscy narzekają na straszny upał.

          PS. To ta mapka:

          1. @AH
            “Dziś jest jeden z 5% najcieplejszych dni letnich w danym regionie”

            Jak słusznie napisałeś, jest to doskonała definicja najcieplejszych dni w roku. Ale fatalna definicja upału. Definicja upału musi uwzględniać fizjologię.
            Przecież jak gdzieś na Grenlandii najcieplejszy dzień ma 5 st. to nie jest to upał. To jest tylko i wyłącznie najcieplejszy dzień w roku.

            Piszesz, że definicja procentowa jest ogólna dla świata. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Przecież parametry najcieplejszego dnia/dni musisz podać dla każdego Pipidówka na świecie, bo dla każdego są inne.
            Moja definicja jest identyczna dla całej Ziemi, i dla całej ziemi powinna mieć te same parametry.
            To wynika z Fizjologii!!!

            To zróbmy eksperyment myślowy. ;-)
            Wybieramy się do państwa X.
            1.
            Według definicji procentowej dowiesz się, że w stolicy przez 18 dni w roku panuje upał. Jak głębiej poszukasz to się dowiesz, że temperatura przekracza 33 st. C.
            Następnie dowiesz się, że w miejscowości Y do której się wybierasz (500 km od stolicy) upał też panuje przez 18 dni (5%). Niestety nigdzie nie znajdziesz ile to jest stopni…
            2.
            Według mojej definicji, dowiesz się, że w stolicy przez 350 dni w roku panuje upał czyli będziemy mieli problemy z odprowadzaniem ciepła z organizmu. Będziesz to wiedział nawet jak nie sprawdzisz jakie są parametry upału – zresztą identyczne dla całej Ziemi.
            Następnie dowiesz się, że w miejscowości Y upałów nie ma wcale – powiedzmy płaskowyż położony 3500 m npm, ;-) i temperatura nigdy nie przekracza tam 23 st. na dokładkę przy niskiej wilgotności względnej.

            To która informacja jest lepsza, bardziej pełna?

            Na zakończenie – powinny istnieć dwa parametry: “Upał” i “Najcieplejsze dni w roku”!!!!!
            Każdy z inną i z adekwatną definicją.
            Każdy dający inną informację.

            Nazywanie upałem najcieplejszych dni w roku jest równie błędne jak np. byłoby nazywanie punktem rosy temperaturę wilgotnego termometru…

            (Przy okazji – definiując upał podałem 3 parametry: temperaturę, wilgotność względną i nasłonecznienie. Te dwa pierwsze “scala” temp. wilgotnego termometru. Nie uwzględniłem jej w definicji, bo jaki procent ludzi wie co to jest… :-) )

            Pozdrawiam.
            Tadek

          2. Jak słusznie napisałeś, jest to doskonała definicja najcieplejszych dni w roku. Ale fatalna definicja upału. Definicja upału musi uwzględniać fizjologię.

            Rozumiem, ze zakładasz, ze jest ona taka sama wszędzie. Ale to nieprawda. Widać to już choćby po danych śmiertelności, które minimum mają koło +20 C w północnej Europie i +25 C w południowej. A argumentów “anegdotycznych” (tzn. nie statystycznych) można dodać wiele. Np.osoby jakie widziałem w Miami, które przy +25 C zaczynały chodzić w polarach bo się zimno zrobiło. I ten świeży artykuł z prasy islandzkiej o strasznej fali upałów między +14, a +20 C

            https://grapevine.is/news/2018/06/04/heat-wave-broils-iceland-this-week/

            Powiem szczerze, ze sam nie wiem na ile to ironia a na ile poważne, ale wygląda na to że jednak przynajmniej częściowo poważne.

          3. Dodam jeszcze, że definicje percentylowe to nie mój pomysł. Używa się ich na całym świecie do badania fal upałów, od niedawna także i u nas (praca o falach upału z 2015 roku w Polsce):
            https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/19297/1/16_Sulikowska_Wypych_Woszczek.pdf

            Mnie do tego przekonał prof. Miętus, do niedawna pracujący w IMGW. Pisałem już o tym dwa lata temu (jak ten czas szybko leci):
            https://meteomodel.pl/BLOG/skad-wziela-sie-nasza-definicja-dni-upalnych/

          4. @AH
            Według definicji procentowej, upalny jest dzień na Grenlandii z temperaturą 5 st., bo jest w 5% najcieplejszych dni.
            Według tej samej definicji nie jest upałem dzień gdzieś w tropikach z temperaturą 32 st. i wilgotnością względną powyżej 70%, bo jest w 150 najchłodniejszych dni w roku.

            Definicja która prowadzi do takich kosmicznych absurdów nie może być dobra.

            Zauważ, wystarczy zmienić termin „upał” na „najcieplejsze dni w roku” i definicja procentowa jest doskonała.

            Piszesz, że ludzie odczuwają upał przy różnych temperaturach. Oczywiście. Ale są obiektywne kryteria, które sformułowałem w definicji upału w pierwszym wpisie na ten temat. Fizjologii ani fizyki, a właściwie fizyki i fizjologii nie da się ominąć. Fizyka i fizjologia mówią bez żadnych wątpliwości, że przy „islandzkiej fali upałów” nie będziemy mieć udaru cieplnego…

            Zresztą Ty sam jakiś czas temu, pisząc o temperaturze wilgotnego termometru, podałeś link do diagramu przedstawiającego zależność wilgotności względnej, temperatury i temperatury wilgotnego termometru z którego to diagramu, można było wprost odczytać możliwe problemy z oddawaniem ciepła i ewentualnym udarem cieplnym. Ten diagram był uniwersalny! Dla całej Ziemi i dla wszystkich ludzi. Fizyki i fizjologii nie da się ominąć, a tym bardziej oszukać! ;-)

            Ten diagram to jest w dużej mierze to o co mi chodzi. Oczywiście jeśli dobrze go pamiętam. ;-)
            Wystarczy umówić się co do marginesu bezpieczeństwa i będziemy mieli powierzchnię na diagramie odpowiadającą upałowi…

            Pozdrawiam.
            Tadek.

          5. Co byś nie uważał, nad morzem poczucie upału jest inne niż w “interiorze”. Wczoraj w Radiu Gdańsk dziennikarz pytał naukowca o falę upałów jaką mieliśmy w ostatnich dniach, podczas gdy temperatura nawet nie dotknęła 30 stopni. Bo tu +27 to jest upał i mało kto się z tym nie zgodzi.

          6. @Tadeusz
            “Według definicji procentowej, upalny jest dzień na Grenlandii z temperaturą 5 st., bo jest w 5% najcieplejszych dni.”

            Na południowym zachodzie Grenlandii za upał powinno się uznawać 20 stopni, a nie 5. Pięć stopni za upał to może być w centrum wyspy na lądolodzie.

          7. @AH
            1.
            Zawsze na tego typu wpisy i Ty i inni moderatorzy odpowiadali:
            „To subiektywne odczucia nie mające poparcia w statystyce i nie mające żadnej wartości naukowej” ;-) ;-) No chyba, że robiłeś porządne badania statystyczne na ten temat…

            A badania owszem były robione, przynajmniej dla „temperatury komfortu cieplnego”.
            Z oczywistych względów upał czyli dyskomfort musi mieć temperaturę wyższą.!

            Co wyszło w tych badaniach? Ano, że temperatura komfortu cieplnego to jest zakres – gdzieś od 25 do 28 st. Oczywiście podlegający fluktuacjom statystycznym. Żeby było śmieszniej to tylko w minimalnym stopniu zależnym od tego, czy osobnik mieszka nad morzem czy w interiorze, nad Zat. Perską czy na Grenlandii.

            A zależy głównie od poziomu hormonów tarczycy: tyroksyny i trójjodotyroniny. Dlaczego? Bo produkcja ciepła przez nasz organizm jest proporcjonalna do poziomu tych hormonów we krwi. (W spoczynku oczywiście).
            A zdolność jego oddawania, przed włączeniem się mechanizmu aktywnego czyli pocenia, zależy od zdolności regulacyjnej przepływu krwi przez naczynia skórne. (Mógłbym jeszcze sporo na ten temat napisać, ale to nie to forum ;-) . Nie chcę nudzić).

            Wniosek. Poziom parametrów od których odczuwamy znaczny dyskomfort termiczny (czyli upał) nie jest zmienną zależną od klimatu w którym żyjemy. Jest w zasadzie wielkością stałą, podlegającą oczywiście zmienności osobniczej zależnej od właściwości fizjologicznych osobnika.

            2.
            Sam kilka dni temu napisałeś:
            ‘Natomiast definicje percentylowe mówią dokładnie to: “Dziś jest jeden z 5% najcieplejszych dni letnich w danym regionie” I działa to wszędzie.’

            Tylko co ma to wspólnego z upałem? Dokładnie nic. Doskonale znasz statystykę, więc odruchowo podałeś definicję „Najcieplejszych dni w roku” i jeszcze ją uzasadniłeś. Bo ona bezpośrednio wynika ze statystyki.

            3.
            Dlaczego uważam, że statystyczna definicja upału jest niedobra? Bo ma zasadniczy, dyskwalifikujący błąd metodyczny. Definiuje parametr (5% najcieplejszych dni), który jest ZMIENNĄ, zależną od Tmax,, od regionu itd. , a daje mu nazwę parametru, który z założenia jest STAŁĄ (upał).

            4.
            Dałeś się przekonać, przez kogoś, kto zapewne nie miał zielonego pojęcia o fizjologii. A i z Jego rozumieniem statystyki moim zdaniem jest coś nie tak. Przecież definicja procentowa w sposób oczywisty definiuje pojęcie „najcieplejszych dni w roku”. Sam to napisałeś.

            5.
            Szkoda, że nie chcesz dać się przekonać, przez kogoś kto w miarę zna fizjologię…
            Czytając ten blog Bardzo wiele się od Ciebie nauczyłem. Myślałem, że od czasu do czasu będę mógł się zrewanżować… :-)

            Pozdrawiam.
            Tadek.

          8. Panie Tadeuszu,

            Ja tu tylko popularyzuję współczesny stan wiedzy naukowej o fizyce atmosfery (zahaczając o meteorologię i czasem hydrologię). To, że metody percentylowe królują we współczenej literaturze to właśnie fakt, z którym chciałem Was zapoznać. I podawałem powody czemu tak jest.

            Szczerze mówiąc nic na to nie poradzę. Wiem, że polskie środowisko meteorologiczne jest bardzo konserwatywne i lubi używać rzeczy, które w kraju ich powstania już dawno zapomniano. Definicja upału (dokładniej dnia upalnego bo nazwę przetłumaczono z niemieckiego, gdzie nie ma rzeczownika upał) oparta o TMAX=30 C do takich ramotek należy.

            I co tu więcej powiedzieć? Używajcie czego chcecie, ale przynajmniej Ci, którzy robią to naukowo i chcą prezentować wyniki na forach międzynarodowych powinni wiedzieć, że tam ta granica będzie traktowana jako zupełnie arbitralna.

          9. @AH
            Panie profesorze.
            OK. Rozumiem. Jest tak jak Pan napisał i ani Pan ani tym bardziej ja tego nie zmienimy…
            Co oczywiście nie zmienia faktu, że zostaję przy swojej opini. ;-)

            Dla porządku dodam, że nie jestem zwolennikiem tradycyjnej definicji (30 st.).
            Jak Pan zapewne zauważył, wielokrotnie pisałem, że jestem za definicją uwzględniająca temperaturę mokrego termometru. A parametr ten, jest też Panu „bliski”.

            Zmieniając zupełnie temat, temperatura mokrego termometru jest ważna nie tylko przy opisie warunków pogodowych zagrażających udarem cieplnym. Także sprawdza się doskonale przy temperaturach poniżej zera st. Celsjusza.
            Jest najważniejszym parametrem decydującym o możliwości produkcji śniegu przez armatki i lance śnieżne… ;-).
            Ten proces to bardzo piękny przykład „termodynamiki stosowanej”. W ułamku sekundy zachodzą procesy których zrozumienie wymaga znajomości takich zjawisk jak: ciecz przechłodzona, rozprężanie adiabatyczne, ciepło topnienia, ciepło parowania, jądra krystalizacji, wilgotność względna…
            Dla ucznia 3 klasy liceum i to nie kierunku mat-fiz powinna to być bułka z masłem… A jest z reguły czarną magią! Ehhh! Szkoda słów!

            Pozdrawiam.
            Tadek.

          10. @Tadeusz T

            Jak już wyjaśniłem dlaczego wprowadzono nowe definicje, dodam że zdaję sobie sprawę z wad i zalet obu. Definicje progowe mają tę zaletę, ze widać na nich gdzie jest cieplej, a percentylowe tę, że na nich lepiej widać zmiany [1] (okres bazowy musi oczywiście pozostać stały). W praktyce często używa się jednych i drugich. Ale bez “kanonizacji” jednego progu, jak to się robi w Polsce. Np. widziałem niedawno artykuł o australijskich upałach, który używać definicji percentylowych i trzech progowych (25, 30 i 35 C).

            Ale tendencja do przechodzenia na definicje percentylowe istnieje i nie ma co chować głowy w piasek.

            [1] Bo tam gdzie dni powyżej progu jest bardzo mało lub bardzo dużo, trudno o dobrą statystykę zmian.

          11. Rozumiem powody dlaczego ArcticHAze promuje takie a nie inne podejście do tematu upałów, ale to jest dobre w badaniach naukowych. W zwyczajnym życiu podejście do definicji i argumenty użyte przez Tadeusza są wg. mnie bardziej użyteczne. Faktycznie, można by w mediach definiować upał w zależności od Twet_bulb (i byłoby to bardziej sensowne w związku z naszą fizjologią), ale problem jest taki, że mało kto zna to pojęcie, a jeszcze mniej ludzi rozumie o co w nim chodzi (ja sam jeszcze kilka lat temu myślałem, że Td jest tożsame z Twet_bulb). Definicja upału jednolitą wartością upraszcza m.in. planowanie celu podróży oraz porównywanie ze sobą różnych miejsc letniego wypoczynku. Jest też łatwo wyciągalna z przeróżnych serwisów z danymi meteo.

          12. @chochlik

            W życiu codziennym podejście percentylowe załamie się od razu na braku danych i umiejętności liczenia. A termometr ma każdy.

            Z tym, że analogicznie można by argumentować za wróżeniem z fusów kawowych.

          13. @admin

            Dzięki. Ciekawe tez są same percentyle 95%. Dla Gdyni praktycznie nigdy nie przekraczają 27 C (Gdańsk nie ma stacji z odpowiednio długą historią).

            Czyli naprawdę tutaj upał to kilka stopni mniej niż w interiorze.

  45. Nie wiem czy jest upałem czy nie jest ale rośliny bez opadów w takiej temperaturze dostają w ….. Moim skromnym zdaniem w niektórych rejonach Polski stoimy na progu suszy

  46. Polska ma usytuowanie, które sugerowałoby klimat gdzieś pomiędzy tym morskim (atlantyckim) oraz kontynentalnym, pomiędzy (sub)arktycznym a (pod)zwrotnikowym.
    Abstrahując od samego trendu wzrostu Tavg niedobrze, że doświadczamy sporych huśtawek i zbytnich polaryzacji termicznych, opadowych, w zachmurzeniu. A odnośnie temperatury – myślałem, że po rekordowo ciepłych rocznikach 2014-2016 (ze wskazaniem na II poł. roku 2015 i I poł. 2016) przyjdzie trochę “oddechu” od rekordów ciepła. A tymczasem ponownie one powróciły – w takiej, czy innej postaci i żeby było ciekawiej po jednym z najmroźniejszych początków wiosny. Obawiam się, że jednak możemy pójść drogą jak w ostatnio najcieplejszych rocznikach, albo nadejdzie “huśtawka” jak bliżej roku 2010… Pozostaje cicha nadzieja, że moje obawy pogodowe o dalszą część roku 2018 i kolejnych są na wyrost…

  47. Niektórzy tutaj to nieco za bardzo panikują. Jakim cudem temperatura 22-29 stopni w dzień i około 10-15 w nocy ma być uciążliwa? W maju było u mnie 13 nocy z Tmin poniżej 10 stopni i zaledwie jedna z Tmin co najmniej 15 stopni. Czerwiec się wcale jakoś ultra gorąco nie rozpoczął. Upał 30,0 tylko pierwszego, już drugiego było 25,3 trzeciego ledwie 22,6 przy znacznym zachmurzeniu (tylko 3h słońca). Tmin od 13,1 do 15,4.

    Przecież to nie są lipcowo-sierpniowe zwrotnikowe upały, gdzie w dzień jest około 35*C i nie ma czym oddychać nawet w nocy, bo w mieście poniżej 25*C robi się dopiero o 1:00 w nocy, a już o 6:00 rano z powrotem jest gorąco. Taki upał faktycznie jest nie do życia i narzekają wtedy prawie wszyscy. Średnie dobowe powyżej 26*C zapraszamy gdzie indziej, nie u nas. Ale takie średnie 19-23*C to przecież jest przyjemne lato. Mieszkam w bloku typu akwarium który się mocno nagrzewa (w dodatku na ostatnim piętrze) i nocami z otwartym oknem jest na tyle OK że jeszcze nie mam schowanej kołdry. W najgorszy skwar mam otwarte oba okna i jestem kompletnie odkryty, i nadal trudno spać. Teraz jeszcze daleko do takiego poziomu.

    Jest dobrze, nie ma co panikować.

    1. To powinno coś nam uzmysławiać:
      http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2018-06-04/lato-jeszcze-sie-dobrze-nie-rozpoczelo-a-juz-odnotowalismy-polowe-rocznej-normy-dni-upalnych/
      30+ lat wstecz sezony letnie były zbyt mokre i chłodne. Teraz wygląda na to, że za szybko galopujmy w przeciwnym kierunku. Chodzi o to, abyśmy doświadczali więcej “złotego środka” – tak jak zapewne większość rodaków (nie tylko tych wypoczywających) by chciała…

      1. 4 dni upalne na rok w Katowicach to była norma w latach 1951-1980 oraz 1961-1990. Dla okresu 1991-2017 ta średnia wynosi już 9,3. W Warszawie jest to 9,0 na rok (w starych czasach 4,2 – 4,4)

        Te starodawne normy nijak się mają do rzeczywistości, zwłaszcza jeśli chodzi o taki parametr jak liczba dni upalnych. Zresztą to są tak małe liczby że jest duży szum statystyczny, weźmy parametr Tmax >25*C – w Warszawie jest wzrost z 35,8 na rok do 47,4 na rok. Największy wzrost jest między okresami 1981-2010 a 1991-2017, zapewne z tytułu “odejścia” z tejże normy skrajnie zimnych lat 80.

        1. I tu jeszcze raz powrócę do końcowej konkluzji, iż dobrze by było, aby obecne uśrednione standardy (po 2000 r.) nie zmieniały się już tak szybko jak miało to miejsce na przełomie XX i XXI wieku. A przy tym, abyśmy nie mieli zbyt długich “zacięć się” pogody w jakimkolwiek kierunku.
          Okres letni może przynosić nam najdogodniejsze warunki egzystencjalne w skali całego roku, pod warunkiem, że… będzie pogodowo z grubsza ‘normalny’…

    2. Mnie nie było źle ani w lipcu 2006, ani w lipcu 2010 ani w sierpniu 2015. Ba, nawet mega upały z 1992 oraz 1994 roku wspominam b. dobrze, ale to akurat nic dziwnego, bo wtedy byłem jeszcze małym szczypiorkiem.

      1. Tak, wiem – są osoby, którym takie warunki nie przeszkadzają. Podobnie jak zimą są osoby, którym niestraszna przewaga dwucyfrowego mrozu i/lub częstszych/silniejszych opadów śniegu. Niektórzy lubią burze i nawałnice, itd…
        Chodzi o jakieś średnie standardy życia w Polsce, w rozmaitych okolicznościach życiowych. Większość Polaków na pewno nie jest (nadal) aż tak dobrze przygotowana do funkcjonowania w “klimatach podzwrotnikowych” jak mieszkańcy np. Europy S.

  48. Dorka, jeśli obecne temperatury są rzeczywiście dla Ciebie takim problemem to musisz zainwestować w dobrą klimatyzację, w przeciwnym wypadku będziesz narzekać non-stop licząc na “poprawę” pogody. Nawet jeśli nie w tym roku to przypuszczam, że w ciągu następnym 5 lat poprzedni rekord śr. temp. lata w Polsce pobijemy. Obecny rekord jest z 1992 roku i wkrótce stuknie mu 30 lat. A patrząc na to jak w uśrednieniu mocno ociepliły się sezony letnie od tamtego okresu to kwestią czasu jest nowy rekord.

  49. Oczywiście, że powinnam mieć klimatyzacje w mieszkaniu- ale, po pierwsze mieszkam w takiej klitce, że nie ma nawet gdzie jej zamontnować, dwa- koszty! To nie jest co, które jest w standardzie i do którego jest przygotowane nasze budownictwo. Rady naprawdę są cudowne – gdyby było mnie stać na większe mieszkanie i klimatyzację, to oczywiście nie miałabym żadnego problemu i kwestia pogody nie zaprzątałaby mi głowy wcale.

    1. tylko że na pogodę nie masz wpływu żadnego, a na swoje warunki bytowe jednak tak.

      Może coś takiego?
      https://www.emultimax.pl/pl/p/Klimatyzator-przenosny-Midea-NOXA-2,6kW-do-28m2-z-funkcja-grzewcza/1902?gclid=Cj0KCQjwxtPYBRD6ARIsAKs1XJ7Ci_EM6sJGKMZyzgS_P5ZwCJoxgTDrXq_iRURuP_nbKw_sfiGhiR8aAmvXEALw_wcB

      Nie jest to wielki wydatek. Ludzie wydają dwa razy tyle na telefony co 2-3 lata, zupełnie niepotrzebnie.

      A wydatki prądowe przy mocy znamionowej 1,02 kW też nie będą jakieś wysokie. W przypadku bardzo upalnego lata 30 dni pracy x 10 godzin = około 300 zł na prąd. Też żaden majątek.

  50. Czerwiec ma rekord na poziomie który będzie bardzo trudny do pobicia, gdyż odstaje on od każdego innego czerwca w podobnym stopniu, co kwiecień+maj 2018 od jakiegokolwiek innego kwietnia+maja. To musiałby być miesiąc w rodzaju lipca 2006, tyle że w czerwcu. Mało prawdopodobne, jeżeli w czerwcu występują zjawiska w postaci monsunu europejskiego i deszczy świętojańskich.

    Z rekordami chyba najprościej będzie w marcu. Marce o anomalii +3K są już ekstremalnie ciepłe, a przecież w marcu “stać” nas na dni z anomaliami powyżej +10K. Wystarczy ciepła adwekcja z temperaturą kilkunastu stopni w dzień i jednocześnie dość wysoką temp. w nocy. Zakres anomalii ujemnych dla marca jest znacznie większy i sięga bez problemu -5K w “obecnych” czasach oraz ponad -8K w czasach historycznych. Myślę, że +4K w marcu jest do zrobienia. Taki z 2014 już by to zrobił gdyby miał cieplejsze noce.

    1. Rzeczywiście jest duża przepaść pomiędzy najcieplejszym czerwcem (1811, +4,07K) a drugim z kolei (1964, +2.91K) i kolejnymi. Nie wiem jakim cudem w 1811 roku było tak ciepło.

      1. Ten 1811 rok i 1807 rok to rzeczywiście cos niezwykłego. Nie chce podważać rzetelnych pomiarów, ale fakt ze cieżko w takie cos uwierzyć.

        1. Wrzesień 1912 też niezwykły, grubo odstaje od jakiegokolwiek innego zimnego września. Marudziliśmy na ten z 2017, a jego kolega sprzed 105 lat to była jakaś abstrakcja. Był artykuł na meteomodelu odnośnie tamtego września.

          Czerwiec taki lodowaty też się trafił. Nie pamiętam już w którym roku, 1923 chyba. Te pomiary są stare ale już są w miarę wiarygodne. O ile rekord 40*C z 1921 roku można poddawać w wątpliwość (wszak jest to jeden pomiar jednego dnia), to już cały miesiąc pomiarów z iluś tam stacji ciężko jest podważyć.

          Kwiecień z 1800 roku też wydawał się nie do ruszenia, odstawał anomalią dość mocno od również niezwykłego 2000r, a jednak został pobity i to ze znacznym zapasem.

          1. Na wrzesień 2017 narzekaliśmy z powodu chmur i ciągłych opadów a nie niskich temperatur. Ciekawe czy jego kolega z 1912 był tak bardzo pochmurny rowniez.

          2. https://meteomodel.pl/BLOG/wrzesien-1912/

            Miesiąc ten charakteryzował się bardzo wysokim zachmurzeniem średnim, sięgającym na południu kraju 95% (np. w Wadowicach) i bardzo niskim miesięcznym maksimum temperatury. W wspomnianych Wadowicach notowano maksymalnie zaledwie 16.8°C (5.09). W Myślenicach (311 m. n.p.m.) maksymalna temperatura września osiągnęła tylko 15.8°C, a w Zakopanem nie było cieplej jak 12.2°C. Absurdalnie chłodno (jak na ten region) był w Tarnowie. Średnia miesięczna temperatura osiągnęła 9.6°C a maksimum absolutne 15.0°C.

  51. Kilka zdań na temat majowych sum opadów i sum opadów od początku roku, czyli od 01.01 do 31.05 .2018. Dane: OGIMET, wetteronline, IMGW.
    Średnia temperatura maja 2018 w Katowicach wyniosła 16,9 st. C (średnia 1981-2010 to 13,9 st. C). Suma opadów w maju 18 w Katowicach wyniosła 103mm . Średnia suma opadów 1981-2010 w K-cach to 77,6mm (norma 58-97mm). Suma opadów w K-cach w okresie 01.01-31.05.2018 to 180,6mm przy średniej sumie za ten okres roku (01.01-31.05) 250mm (norma 225-275mm)
    Dla porównania . Sumy opadów w tych samych okresach w kilku miastach:
    -Warszawa Okęcie :maj 2018 opady 35,6mm ;średnia maja 54,6mm ;norma 41-68mm ;od 01.01do 31.05.18 opady 106,1mm przy średniej sumie za ten okres roku 171,3mm (norma 154-188mm).
    -Szczecin Goleniów :maj 2018 opady 23mm ;średnia maja 52mm ;norma 39-65mm ;od 01.01do 31.05.18 opady 170mm przy średniej sumie za ten okres roku 200mm (norma 180-220mm).
    -Rzeszów Jasionka: maj 2018 opady 38,5mm ;średnia maja 81,5mm ;norma 61-102 mm ;od 01.01do 31.05.18 opady 137mm przy średniej sumie za ten okres roku 224,5mm (norma 202-247mm).
    Jeden wniosek . Na większości terytorium Polski w dniu 31.05 notowano niedobór opadów. Oczywiście w innych dzielnicach wyżej wymienionych miast sumy opadów za maj mogą się znacznie różnic bo w maju 2018 zdecydowanie przeważały opady konwekcyjne.

  52. W Gliwicach zaczyna padać deszcz, ale na szczęście nie ma burzy. “Dawno” nie padało, aż dwa dni :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com