Irma

Irma

Amerykanie jeszcze zapewne do końca nie otrząsnęli się Harveyu, a na horyzoncie od ładnych już kilku dni widać kolejny huragan zmierzający w stronę wybrzeży USA. Tym razem jest to Irma, która w dniu dzisiejszym osiągnęła siłę 5 kategorii w skali Saffira-Simpsona. Ostatnie pomiary wskazują na maksymalny wiatr osiągający 185 mph (298 km/h), co czyni Irmę jednym z najsilniejszych zarejestrowanych huraganów na Atlantyku. Prognozy są bardzo niepokojące. Irma ma spore szanse uderzyć we Florydę. Dodatkowo wiele prognoz wskazuje na to, że stanie się to w taki sposób, że przejdzie ona niemal dokładnie na długości całego półwyspu:

Huragan Irma jest już oficjalnie najsilniejszym huraganem, jaki pojawił się poza basenem Morza Karaibskiego i Zatoki Meksykańskiej:

Niestety, wg prognoz NHC Irma utrzyma piątą kategorię jeszcze przez parę kolejnych dni. Losy Florydy najprawdopodobniej rozstrzygną się w niedzielę. W weekend też rozstrzygną się zapewne losy wschodniego wybrzeża USA. Bowiem nawet, jeśli Irma nie uderzy we Florydę, nadal będzie istniało naprawdę duże ryzyko, że wejdzie ona na ląd na przykład w Południowej Karolinie.

Irma jest zdecydowanie huraganem, który należy śledzić. Już w środę i czwartek na próbę zostaną wystawieni mieszkańcy Puerto Rico i Dominikany. Niestety sieć pomiarowa tych państw nie jest tak gęsta, jak w USA (gdzie w samym Houston mieliśmy chyba kilkadziesiąt deszczomierzy), śledzenie wiec zdarzeń na bieżąco będzie tu znacznie utrudnione.

W sobotę zagrożona będzie już Kuba. Niestety z siecią pomiarową również nie jest tutaj najlepiej. Wtedy już zapewne będziemy mieli też pewność, jakie będą dalsze losy Irmy. Czy pojawią się uskoki wiatru, które ją osłabią? W którym dokładnie miejscu skręci? Na odpowiedzi na te pytania trzeba będzie jeszcze niestety zaczekać.

Print Friendly, PDF & Email

60 Replies to “Irma”

    1. @Tomek

      Chyba najbardziej produktywny o rekordowego roku 2005. Nie mówię, ze ten rekord padnie (wtedy zabrakło liter na nadawanie huraganów), ale następne 11 lat było dość spokojne. Ani jeden huragan nie trafił w tym czasie w USA.

      1. Hmmmm aż się samo ciśnie na zwoje nerwowe – istnieje jakaś korelacja pomiędzy częstością występowania huraganów na Atlantyku a pogodą w Europie środkowej?

          1. Chyba nie ma korelacji. W 2005 roku wrzesień był ciepły i słoneczny, październik także. A teraz widzimy jak jest.

        1. Coś w tym może być w 2010 roku też odnotowano rekordowy sezon huraganów na Atlantyku i proszę sobie przypomnieć jaka była zima w Europie ?

          A czy istnieje jakiś związek między sezonem huraganowym a ewentualnym osłabieniem niżów Islandzkich zimą ? To juz trzeba pytać specjalistów

          1. Zapewne bez względu na cokolwiek pewnie i tak w sezonówkach znowu przeczytamy/usłyszymy, że zima będzie ciepła i że nękać nas będą mokre i wietrzne niże atlantyckie… Już mimowolnie nauczyłem się tego na pamięć, choć wiadomo, że może być różnie…

          2. Uściślę przy tym, że chodzi mi o sezonówki podawane w Polsce, nie na Wyspach Brytyjskich, gdzie paradoksalnie zazwyczaj są one znacznie bardziej zimowe…

          3. Lepszego specjalisty tu nie znajdziecie, więc muszę odpowiedzieć. Nie korelowałem bezpośrednio żadnego parametru huraganowego z zimowym NAO czy temperaturami w Polsce w jakiejkolwiek porze roku. Jednak nie sądzę, ze coś się tam znajdzie. Dlaczego? Dlatego, że energia huraganów atlantyckich nieźle koreluje się z AMO (temperaturą Pn. Atlantyku), a AMO praktycznie nie koreluje się z NAO (które tak mocno wpływa na nasze zimowe temperatury) ani z tego samego ani poprzedniego roku (są korelacje ale z przesunięciem paru lat ale to tu nie ma znaczenia).

            Natomiast AMO koreluje się dodatnio z naszymi letnimi temperaturami, dlatego będzie też pewnie istotna korelacja energii huraganów z letnią temperaturą w Polsce, ale moim zdaniem bez wpływu bezpośredniego jednego na drugie (corellation is not causation!). Jednak będzie dodatnia, czyli odwrotna do tej jaką sugerujecie. Jak będę miał czas to sprawdzę ale zaraz ruszam w podróż i przed wieczorem nie dam rady.

          4. OK. Zrobiłem. Skorelowałem roczne wartości rocznego atlantyckiego ACE (Accumualted Cyclone Energy) temperaturami każdego miesiąca w POLTEMP od 1979 (bo przed okresem satelitarnym ACE jest mniej wiarygodne).

            ACE jest tu: https://www.esrl.noaa.gov/psd/data/timeseries/monthly/ACE/ace.long.mon.data

            I co wyszło? Dla żadnego miesiąca nie ma statystycznie istotnej korelacji temperatury Polski z ACE. Już lepiej ACE koreluje się z numerem roku (ale też nie istotnie: r=0.24, p=0.15), czyli ma słaby rosnący trend.

            Natomiast (ponieważ skorelowałem wszystko z wszystkim) wyszły mi silnie istotne statystycznie korelacje większości temperatur miesięcznych z numerem roku. Wiecie co to oznacza? Po prostu ocieplenie Polski (bo POLTEMP to anomalie dla naszego kraju).

          5. W 2010 mieliśmy mocną zimę w grudniu, a potem ciepły styczeń i neutralny luty – zima wyszła deko poniżej normy. Rok wcześniej zima w Europie była znacznie mocniejsza, choć sezon huraganów w roku 2009 był słabiutki. Silny sezon huraganów mieliśmy również w roku 1988 (to ten ze słynnym huraganem Gilbert – ciśnienie w oku spadło do 888hPa), po którym mieliśmy mega ciepłą zimę w Europie. Generalnie tak jak wspominał arctic haze trudno tu o wykazanie jakiejś korelacji.

          6. Z tego co pamiętam istnieje korelacja miedzy aktywnością sezonu huraganów a temperaturą środkowego Pacyfiku (Gdy jest chłodny zwiększa szanse na aktywny sezon).Gdyby była korelacja miedzy aktywnością huraganów na Atlantyku to udowodniono by wtedy wpływ zjawiska El nino-La Nina na Europe a kiedyś była tu przedstawiona (nie mam pewności ) że takiego statystycznej korelacji nie ma wiec trudno określić jaka będzie pogoda w Europie po temperaturach Pacyfiku
            Chyba prędzej można było by znaleźć jakąś korelację z Arktyki na zimowe temperatury w Europie np. Spływ z rzek Syberii i Grenlandii który może wpływać na tworzenie się wód głębinowych a wiec cały cykl NAO albo OA albo granica rozmarzniętego oceanu Arktycznego od strony Atlantyku
            ps. Nawet jakby udało się znaleźć taką korelacje z przeszłości może się okazać że przy tak szybkim ociepleniu i tak na jej podstawie nie można nic przewidzieć

          7. W sumie tak podejrzewałem, że korelacji nie będzie, no ale teraz jestem pewien :)

            W każdym razie dziękuję za kawał dobrej roboty – jak zwykle z resztą.

    2. Dzisiaj już są trzy huragany na Atlantyku -Katia(kat.1),Jose(kat 1)i Irma(kat.5) w prognozach dłuższych niż tydzień pojawia się kolejny

  1. Ja bym się martwił o ludzi mieszkających na Bahamach czy opodal w Haiti/Kubie , bo infrastruktura u nich słabsza, bieda większa, a huragan zapewne uderzy w te państwa będąc najsilniejszym. A tu się wszyscy jakimś cudem i tak skupiają na Florydzie, którą wg dzisiejszego GFS’a huragan .. ominie ;]
    Na Turks & Caicos w którą Irma centralnie uderzy w piątek wieczorem mieszka moja znajoma. Wczoraj zamieniłem z nią parę słów na fb – ludzie masowo wykupują deski i gwoździe.

    1. Gdzie ty to sprawdzałeś?
      Zarówno GFS jaki i ECMWF z OO:OO GMT pokazują że wejdzie idealnie na wschodnie wybrzeże Florydy.

          1. Tak naprawdę na półkuli północnej najgorzej jest po prawej stronie huraganu (patrząc w stronę w która się porusza). Tam się dodaje prędkość obrotowa huraganu z prędkością jego posuwania do przodu. Ale przy tak silnym huraganie jak Irma (U = 300 km/h) to niewiele zmienia.

    2. Ja też widzę w modelach, że huragan ma “uderzyć” w SE wybrzeża USA, zwłaszcza we Florydę, a może i nawet S Karolinę.

  2. Tak wszyscy piszą, że to wyjątkowo silny huragan, który swoją siłę osiągnął wyjątkowo szybko, a w dodatku jeszcze sporo minie nim wejdzie nad ląd i zacznie wyraźnie tracić siły, więc zapytuję czy jest możliwe, że huragan urośnie tak, że np. będzie trzeba rozważyć zmianę skali Safira-Simpsona lub wprowadzić 6 kategorię?
    Może to głupie pytanie, ale przyznaję szczerze, nie znam się.

    1. To nie jest głupie pytanie i ktoś już proponował stworzenie klasy 6 dla najsilniejszych huraganów. Pisałem kiedyś o tym tu albo na Doskonale Szare. To chyba było o tym artykule, proponującym stworzenie kategorii 6 dla huraganu Haiyan (pamiętacie go jeszcze?)

      Lin, I.-I., I.-F. Pun, and C.-C. Lien (2014), “Category-6” supertyphoon Haiyan in global warming hiatus: Contribution from subsurface ocean warming, Geophys. Res. Lett., 41, 8547–8553 https://doi.org/10.1002/2014GL061281.

      Nie zrobiono tego, a czemu to dobrze podsumowuje ten tekst:
      http://scienceblogs.com/gregladen/2013/11/10/should-there-be-a-category-6-for-hurricanes/

      W dużym skrócie dlatego, ze kategoria 5 miała w założeniu być sztormami niosącymi absolutne zniszczenie. Więc co miałaby robić kolejna kategoria? W tekście jest nawet cytat z jednego z autorów tej skali mówiącego dlaczego nie ma miejsce na kategorię 6:

      According to Robert Simpson, there are no reasons for a Category 6 on the Saffir-Simpson Scale because it is designed to measure the potential damage of a hurricane to manmade structures. Stating that “…when you get up into winds in excess of 155 mph (249 km/h) you have enough damage if that extreme wind sustains itself for as much as six seconds on a building it’s going to cause rupturing damages that are serious no matter how well it’s engineered”

      Istnieje też argument, ze gdyby istniała kategoria 6, to ludzie nie chcieli by się ewakuować przed nadejściem huraganu kategorii 5 (bo przecież nie jest taki najgorszy).

      1. Jest w tym logika. Człowiek mieszkając w pewnym miejscu od stuleci, przyzwyczaja się do mniej lub więcej ekstremalnych zjawisk pogodowych. Dzisiaj dodatkowo niechętnie się “ewakuuje ” bo technika daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Wymieniałem uwagi nt. tego kataklizmu z pewnym , zacnym, starszym panem. Powiedział – trudno – co ci ludzie mają zrobić ?? Muszą żyć w tym klimacie jak żyją od stuleci. Problem w tym, że ekstrema są chyba coraz częstsze.

        1. Hyperkan (hypercane) to nie tyle mało realna teoria, a huragan w znacznie cieplejszym świecie. Nazwa pochodzi z artykułu Emanuel i inni 1995 [1], który policzył modelem ja wyglądałyby huragany powstałe w gorącym morzu np. zaraz po upadku asteroidy. A wyglądałyby jak olbrzymie tornada sięgające stratosfery (wąskie i z bardzo szybkimi wiatrami).

          Ich tam interesowały temperatury wody powyżej 50 C, ale z Rys. 2 z ich artykułu można zobaczyć, że hyperkany zaczęły by się już dla SST > 35 C. Czyli jesśli to dobrze policzyli to brakuje nam tylko paru stopni. I jestem w stanie w to uwierzyć, po huragan Patricia miał cechy jak z tych wyliczeń (był bardzo niewielki i bardzo szybki (w sensie ruchu obrotowego). Czyli to taki pierwszy krok w stronę hyperkanów.

          [1] http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1029/95JD01368/full

          1. Napisałem mało realne bo tekst odnosił się do wikipedii -“The extreme conditions needed to create a hypercane could conceivably produce a system up to the size of North America” -I powstanie tak dużego systemu trwałego uważam za mało realne -Widocznie przy redakcji tekstu Wikipedii zaszła zmiana i z pierwotnie małego huraganu powstał taki monstrum(Jak duża powierzchnia oceanu musiała by wtedy być tak ciepła trudne do wyobrażenia a jeszcze mamy czynniki hamujące rozwój huraganu wiec powierzchnia oceanu o wysokiej temperaturze musiała by być olbrzymia)

          2. @grzeg8

            Ewidentnie zmieszali hiperkany (jestem staromodny i wolę wersję polską “hypercan” jak hyperbola, nie “hiperkan” jak hipernowa, ale chyba jestem przegłosowany), o jakich pisał Emanuel, nadając im nazwę, z innymi koncepcjami jak mają wyglądać huragany w cieplejszym świecie.

            Bo wielu ludzi zaczęło używać tej nazwy do czegokolwiek bądź. Są i tacy, którzy 40-dniowy deszcze Noego chcą wytłumaczyć hiperkanami jako źródłem pary wodnej w atmosferze (moim zdaniem fizykę mając równie skopaną jak historyczność biblijnego potopu).

            Najgorsze jest to, ze nikt nie powtórzył obliczeń Emanuela i kolegów z 1995 roku. Sam Emanuel ostrzega w swoim artykule przeglądowym o huraganach (2003), że te obliczenia nie były dokładne (bo model nie potrafił liczyć dla wiatrów o ponaddźwiękowej prędkości a takich się spodziewamy w tego typie huraganu!) i postuluje powtórzenie:

            The numerical code used in this work was designed for subsonic flows, but the simulated storms contained supersonic wind speeds. Thus, there is a need to revisit this problem using a numerical code capable of simulating flows with Mach numbers of order one.

            Może ktoś widzi w tym drogę swej kariery naukowej? 🙃

    2. Przypomina mi to pomysł wprowadzenia do skali siły tornad kategorii F6 (zresztą zgodnie z pierwotnym zamysłem Fujity). Zrezygnowano z tego bo uznano, że przy wiatrach o sile rzędu 500 km/h szkody są już tak duże że nie da się po śladach terenowych poznać czy wiatr był silniejszy.

    1. To wystarczy spokojnie na huragan (tzn na utrzymanie lub nawet zwiększenie jego mocy). Minimum jest gdzieś między 27 i 28 C. Mamy to szczęście, ze jak na razie (z wyjątkiem może przybrzeżnych zatok i lagun) temperatura powierzchni rzadko gdziekolwiek przekracza 31 C. Ale to się oczywiscie może zmienić w cieplejszym świecie.

      1. Przyjrzałem się przy jakich temperaturach wystąpiły tajfun Haiyan i huragan Patricia (różnica w nazwie oznacza tylko inny rejon świata, nie inne zjawisko).

        Haiyan z 2013 roku był najsilniejszym huraganem jaki widziano ale “starego typu” (jak Irma). Energię brał z niezwykle dużej grubości warstwy ciepłej wody, ale na powierzchni chyba nigdzie nie było znacząco ponad 30 (jak teraz przy Florydzie).

        Patricia z 2015 roku była drugim najsilniejszym huraganem ale znacznie bardziej zwartym (małym) i szybko się intensyfikujacym. Jak juz pisałem to taki prototyp hiperkanu. A czemu? Bo temperatury powierzchni były tam 30,5 do 31 C. Może miąższość tej warstwy była mniejsza niż w przypadku Wschodniego pacyfiku 2 lata wcześniej ale powierzchniowa temperatura większa. To by potwierdzało, że Emanuel miał jednak rację co do kształtu huraganów w znacznie cieplejszym świecie.

        Nawiasem mówiąc przypomniałem sobie, że twierdziłem, ze Patricia nie zintensyfikuje się bo ma za mało miejsca do brzegu (oczywiscie się myliłem). Ta bliskość mogła też spowodować jej ewolucję w stronę hiperkanu ale bez tak wysokich temperatur nie byłoby na to szans.

        1. Znalazłem artykuł dokładnie na temat porównania warunków powstania tamtych dwóch huraganów (Huang i inni, 2017 – zaledwie sprzed miesiąca!:
          http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/2017JC012741/full

          I zgadza się co pisałem wyżej. Temperatura powierzchni była w przypadku Patrycji o stopień wyższa niż przy Haiynanie (oni tam podają niższe wartości niż te które znalazłem gdzie indziej bo to średnie miesięczne ale róznica jest ta sama), natomiast miąższość wody z temperaturą > 26 C była dwa razy większa w przypadku Haiynana (120 m w porównaniu z 60 m). Te dwa fakty mogły wpłynąć na inną geometrię obu tych sztormów.

          1. Kiedy prawdopodobnie temperatury powierzchniowe oceanów zaczną dochodzić do temperatury granicznej dla hiperkanów?

          2. @Paweł

            Nie martwiłbym się o to bo wcześniej te rejony nie będą nadawały się do zamieszkania. SST > 35 C to w praktyce temperatura wilgotnego temometru też większa od 35 C. A to dawka śmiertelna jeśli zabraknie prądu i siądzie klimatyzacja.

        1. Ach, Artur Surowiecki. Łowca burz i student UW. Jak rozumiem klimatologii na wydziale geograficznym.

          Pracę licencjacką zrobił w 2015 roku z silnych gradobić w Polsce w latach 2010-2014, co jest właściwym tematem dla łowcy burz.

          Bardziej zafascynował mnie tytuł innej pracy licencjackiej z tego wydziału, który wspomina tornada i trąby powietrzne (tak jakby to były dwa różne zjawiska). Zastanawiam się jaką oni tam widzą różnicę między nimi?

          1. Nie podoba mi się takie rozróżnienie bo po angielsku jedno i drugie to tornado. To byłoby psucie terminologii zrozumiałej na całym świecie.

            Zresztą podejrzewam, że im po prostu chodzi o rozróżnienie zjawisk występujących w Polsce i na świecie. To też mi się nie podoba, bo fizykę mamy jak na razie taką samą jak reszta Ziemi, mimo wysiłków polityków aby coś w tej sprawie zrobić.

          2. @realista

            Miałeś rację, oni to tak rozróżniają:
            https://apd.uw.edu.pl/diplomas/156038/

            z zaznaczeniem podziału na tornada (wiry związane z mezocyklonem) i trąby powietrzne (wiry niezwiązane z mezocyklonem)

            Nie wiesz kto to wymyślił? Bo chciałbym zobaczyć czy udało mu/jej się napisać o tym artykuł po angielsku. Ciekawe jak by to wyglądało: “tornadoes and aerial trumps”? 😱

            PS. Znalazłem artykuł o tym (po polsku) ale z angielskim streszczeniem. Oto jak z tego wybrnęli:

            small-scale vortices of air depending on their origins (supercell tornado or non-supercell tornado) on Polish territory,

            Zatem tornada to “small-scale vortices” (nie!), a te dzielą się na “supercell tornado or non-supercell tornado”. Tragedia. Tzn. istnieją i takie i takie, ale wszystko to są tornada!

          3. „Synoptyczne i meteorologiczne warunki podczas tornada i trąby powietrznej”
            (opiekun – dr Katarzyna Grabowska)

            Pytanie do opiekuna :-)

          4. @ ArkticHaze
            Proponuje, żebyś zapytał u źródła na UW. Może koledzy po fachu coś będą wiedzieć.

          5. Mogę zapytać, ale Instytucie Geofizyki (Wydział Fizyki), bo tam znam ludzi, ale myślę że też będą w kropce.

            Mam wystarczające kwalifikacje aby powiedzieć, ze ta terminologia to szkodliwe dziwactwo – jak każda, która oddala nas od terminologii używanej w artykułach naukowych o obiegu międzynarodowym.

            Jak ktoś nie wierzy, że dla fizyka atmosfery tornado to to samo co trąba powietrzna, niech przeczyta odpowiedź prof. Szymona Malinowskiego pytanie o to zjawisko:
            https://zapytajfizyka.fuw.edu.pl/pytania/jak-zatrzymac-trabe-powietrzna/

        2. No, w zasadzie można go nazwać klimatologiem, nie wiem tylko czy pracuje w zawodzie. Po tej ostatniej nawałnicy Łowcy zaczęli być częściej zapraszani do mediów, z różnym zresztą skutkiem. Gdy Mateusz Taszarek zajmujący się modelowaniem (którego zresztą znam) powiedział w wywiadzie prostą rzecz, że co jakiś czas zdarzają się w Polsce tornada o sile F4 i w ciągu następnych lat mogą się jeszcze zdarzyć, media przekręciły to do formy “meteorolog przewiduje w Polsce silne tornada” jakby szkło o prognozę na bliski czas.

          1. Ale ja się w tej kwestii nie wypowiadałem. Po prostu sprawdziłem kim jest.

            Nie jest naukowcem, więc trochę trzeba być ostrożnym z tym “klimatologiem”. Jednak zapewne jest lepszym ekspertem od meteorologii czy klimatu niż profesor czegoś zupełnie innego, który z jakichś względów uważa za niezbędne aby oświadczyć, że gazy cieplarniane nie są cieplarniane lub w inny sposób zaprzeczyć podstawom dziedziny, na której się nie zna.

  3. Irma spadła do kategorii 2 ale ciągle jest czymś czego nie widzieliśmy w Polsce (o ile nie jesteśmy harcerzami z Borów Tucholskich).

    Polowa Florydy już nie ma prądu (3,3, z 7 mln odbiorców).

    1. Irma sadła już do kategorii 1 wiatr powoli przestaje być groźny pozostaja obfite opady
      Ps.drugi huragan(Jose)na Atlantyku dalej nie wiadomo która trasa pójdzie i czy trafi na ląd

  4. Jeszcze o skali Saffira-Simpsona i możliwościach jej poprawy. Już 11 lat temu proponowano [1] prostą zamianę tej “klasowej” skali na ciągłą, tak aby zwiększenie czy zmniejszenie prędkości wiatru o 1 jednostkę (np. mph, czyli milę na godzinę) nie powodowało zmiany kategorii huraganu. Idea jest nadzwyczaj prosta. Miało to się nazywać Hurricane Intensity Index (HII). Jeśli V to największa stała prędkość (nie w porywach) w huraganie, a Vmin to prędkość początku klasy 1 w skali Saffira-Simpsona (33 m/s albo 74 mph) to kategoria huraganu w tej proponowanej skali to kwadrat ilorazu tych wartości (podanych w tych samych jednostkach):
    HII = (V/Vmin)^2

    Co ciekawe wychodzi bardzo podobnie do skalli Simpsona-Saffira, a tym że najsilniejsze huragany mają ponad kategorię “szećć z groszami”. Np. 195 mph przy największej intensywności Irmy daje skalę 6,95 czyli prawie 7.

    O tym dlaczego nie przyjęto skal z kategoriami ponad 5, już pisałem: ze względów psychologicznych. Ale ponieważ siła działanie wiatru jest proporcjonalna do V^2 to powyższa skala jest znacznie sensowniejsza z fizycznego punktu widzenia.

    [1] Kantha L., 2006, Time to replace the Saffir-Simpson hurricane scale?, EOS, https://doi.org/10.1029/2006EO010003

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *