Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat temu Polska dopiero co lizała rany po “powodzi tysiąclecia”, zaledwie rok wcześniej wynegocjowano Protokół z Kioto. Wspomagana “Super-Niño 1997/8” temperatura globalna poszybowała do góry.  Był to jednocześnie okres, w którym wielu z nas nie miało jeszcze dostępu do Internetu, albo było jeszcze zbyt młodych by z niego korzystać. Ba, części z tu komentujących mogło jeszcze nie być nawet na świecie. Z pewnością dostęp do danych klimatologicznych i meteorologicznych był wówczas (1998) delikatnie mówiąc utrudniony. Dane meteorologiczne z Polski były dostępne głównie w Rocznikach Statystycznych. Co by zobaczył ktoś, kto wówczas policzyłby coś na kształt aktualnego “Poltempa” (zakładając, że miałby dostęp do danych historycznych z końca XVIII i XIX w.)?

Po pierwsze oparłby się pewnie na stosowanym wówczas nagminnie okresie wieloletnim 1951-1980 (1961-1990 jakoś nie zyskał jeszcze na popularności). Dyskusję wywołałyby zapewne całkiem niedawne wyjątkowo ciepłe lata na przełomie dekad, szczególnie 1989 i 1990 (+1.70 i +1.58°C). Potencjalne dyskusje o ociepleniu naszego klimatu z pewnością byłyby bardzo szybko zdominowane przez przeciwników takiej tezy – wskazywaliby oni, że w roku 1934 anomalia temperatury rocznej w Polsce była niemal równie wysoka i wyniosła +1.66°C, poza tym okres ciepły trwał zaledwie kilka lat: ostatnim ciepłym rokiem był 1994, zaś od tego roku anomalie mocno spadły, szczególnie w 1996. Co prawda 11. letnia średnia ruchoma anomalia temperatury powietrza jest obecnie na najwyższym poziomie w historii pomiarów, ale niewiele wyższym, niż na przełomie lat 40. i 50. XX w. Ba, nawet szczyt temperatury z końca XVIII w. jest na poziomie normy z lat 1951-1980 i zaledwie o 0.5°C niżej, niż temperatury obecne.

Tak widzielibyśmy serię Poltemp w 1998 r.

Mielibyśmy również wiele “przesłanek” za tym, że ciepły okres dobiega już końca. Ekstremalnie wysoki indeks NAO z przełomu dekad należy już do przeszłości. Zima 1995/1996 była najdłuższą zimą XX w., lato 1996 zapisało się wyjątkowo zimnym i deszczowym lipcem (głównie w zachodniej części kraju). Cały rok 1996 obok 1987 i 1956 był jednym z najzimniejszych w czasach powojennych. W grudniu 1996 w Stuposianach padł rekord zimna: temperatura spadła do -37.1°C. Kolejny rok przyniósł chłodny styczeń, wyjątkowo zimny kwiecień, a latem “powódź tysiąclecia”. Ciekawe, o czym by pisano na blogach i forach związanych z meteorologią i klimatologią, gdyby takowe wówczas u nas istniały. Właściwie po tym, co mogliśmy czytać w latach 2016-2017, można się tego domyślać. Z pewnością wszelkie próby informowania o globalnym ociepleniu byłyby z góry skazane na niepowodzenie. Przysłowiowy nóż w plecy wbiłaby tu nam “Wiedza i Życie”, gdzie w maju 1998 r. pojawia się pełen niedomówień, półprawd i zwyczajnie nieprawdziwych informacji artykuł Z. Jaworowskiego pod wiele mówiącym tytułem “Czy człowiek zmienia klimat”. Proszę zwrócić uwagę, że statystyczny czytelnik w tamtych czasach nie miał najmniejszych możliwości zweryfikowania podawanych tam informacji. W artykule czytamy na przykład:

Po 1988 roku utrzymuje się stały spadek tempa przybywania atmosferycznego CO2, podczas gdy jego emisja ze spalania paliw kopalnych równomiernie wzrasta. Wreszcie w 1992 roku, okresie najwyższego wzrostu emisji “ludzkiego” CO2, wystąpił jeden z najgłębszych spadków przyrostu masy CO2 w atmosferze oraz ochłodzenie powietrza.

Dzisiaj oczywiście wiemy, że zarówno spadek przyrostu CO2, jak i spadek temperatury w roku 1992 był związany z erupcją wulkanu Pinatubo. Z pewnością wiedział to wówczas Jaworowski (szczególnie, jeśli chodzi o temperaturę), jednakże z jakichś przyczyn nie uznał za stosowne o tym wspomnieć.

Ciekawe jest, że nawet biorąc pod uwagę wszystkie pomiary z lat 1780-1989 z 9 stacji europejskich (łącznie z Warszawą) nie obserwuje się wzrostu temperatury, który można by przypisać podwyższaniu stężeń gazów cieplarniach w atmosferze. Z wyjątkiem wzrostu około 1940 roku, klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu.

Powyższy akapit jest zaś prawdziwy jedynie, jeśli pod uwagę weźmiemy surowe, niezweryfikowane dane i utniemy je przed ociepleniem z końca lat 80. XX w. (Z. Jaworowski pisał swe słowa aż 10 lat później). Przede wszystkim obecnie wiemy, że żadne dane europejskie nie wskazują na to, iż “klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu“. Jest to zwyczajnie nieprawda.  Problem polega na tym, że – ponownie – ówczesny czytelnik nie jest w stanie tego zweryfikować. Obecnie powstałaby na ten temat dyskusja. Wskazano by błędy, zażądano danych na podstawie których takie, a nie inne wnioski się pojawiły. O ile autor pewnie by się przekonać nie dał, o tyle być może część z tych, którzy tę dyskusję by obserwowali już tak.

Obecnie “ikoną” globalnego ocieplenia jest najszybciej ocieplająca się Arktyka. Jednak na końcu lat 90. XX w. i to nie było takie oczywiste, o czym wspomina również Z. Jaworowski w w/w artykule, zapewne śmiejąc się pod nosem z “alarmistycznych” prognoz ocieplenia (i znowu pisząc nieprawdę o trendzie spadkowym w ciągu ostatnich 120 lat). Tak czy siak, w 1998 r. wykres przebiegu temperatury w Arktyce może niepokoić, ale jeszcze szalonego wrażenia nie robi.

Przebieg anomalii temperatury w Arktyce (GISTEMP 64N+) w latach 1880-1997 – 11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Należy mieć też na uwadze, że autorzy artykułów popularnonaukowych w tych czasach najpewniej opierali się na danych z innych artykułów, nierzadko poddających analizie krótsze szeregi czasowe (np. kończące się w 1990, czy 1995). Najprawdopodobniej większość autorów w 1998 r. było przekonanych, że Arktyka jeszcze nie doścignęła ocieplenia z lat 40. XX w. A nawet jeśli, to mogli to zwalać na “naturalną cykliczność”.

Z. Jaworowski przez cały artykuł stara się tu nie straszyć swoimi opiniami na temat dalszego przebiegu zmian klimatu, jednak na koniec nie wytrzymuje:

Nie wiemy, kiedy zawita z podobną nagłością nowy cykl lodowcowy – może za tysiąc, za pięćset, za sto, a może już za dwadzieścia lat? Znany klimatolog amerykański W.S. Broecker sądzi, że najprawdopodobniej czeka nas to za 50-150 lat.

Minęło dwadzieścia lat. Wiemy już, że jedna z tych liczb nie jest prawdziwa. Bez problemu możemy dokleić do wcześniejszego wykresu ostatnie 20 lat pomiarów, by zobaczyć jak wyglądał dalszy przebieg anomalii temperatury w Polsce.

Anomalie temperatury w Polsce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Daje do myślenia? Mimo wszystko z pewnością nie wszystkim. Ci, którzy doskonale pamiętają tamte czasy i tak wówczas, jak i teraz interesowali się meteorologią, czy klimatologią z pewnością powiedzą, że obecny klimat naszego kraju różni się od tego sprzed zaledwie 20 lat. Nie jest to może różnica wybitna (klimat nie zrobił się nam śródziemnomorski), ale zauważalna. Dokładnie w tych latach piszący te słowa zastanawiał się, kiedy w Zielonej Górze średnia temperatura roczna osiągnie 10.0°C (dokładnie tyle wynosił rekord z 1934) i czy będzie miał okazję tego doczekać. I trzeba było czekać na to całe 2 lata – w roku 2000 średnia temperatura roczna wyniosła 10.1°C. O ile na “osiągnięcie 10°C” czekaliśmy 66 lat, o tyle na kolejne tego typu zdarzenie już tylko siedem lat (2007 = 10.0°C), a jeszcze siedem lat później takie średnie roczne zdarzyły się rok po roku (2014, 2015 = 10.4°C). Jeśli pozostałe miesiące w roku nie będą jakieś wybitnie chłodne, to i 2018 zapisze się średnią roczną osiągającą 10.0°C (w istocie wystarczy by miesiące październik-grudzień nie były chłodniejsze więcej, niż o 1°C w stosunku do lat 1951-1980).

Bardziej zauważalnie klimat zmienił się w Arktyce, gdzie wspominane przez Jaworowskiego ocieplenie lat 40. XX w. zaczyna obecnie przypominać delikatne wahnięcie klimatu.

Anomalie temperatury w Arktyce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Tak, jak wielu sceptyków globalnego ocieplenia, tak i Zbigniew Jaworowski nigdy swego zdania nie zmienił. Do swojej śmierci w 2011 roku wyznawał dokładnie ten sam pogląd, jaki wyłania się z lektury artykułu w WiŻ z 1998. Niemal dokładnie 10 lat później powtarza go zresztą w “Polityce” (“Idzie zimno”). W dyskusjach na forach i w komentarzach pod artykułami widzimy bardzo podobne postawy. Kilka, czy nawet kilkanaście chłodniejszych miesięcy nie mogą nam nic powiedzieć o tendencjach naszego klimatu, jednakże wielokrotnie czytaliśmy (na przykład pod artykułami w serwisie “Twoja Pogoda”) o tym, jakoby od października 2016 klimat nam się ochłodził. Jak wielka jest to bzdura, widzimy chociażby po tym, co się dzieje w roku obecnym, jednakże mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że sytuacja ta jeszcze niejednokrotnie się powtórzy. Mamy tu do czynienia z pewną formą “efektu potwierdzenia” i kilku innych błędów poznawczych. Ludzie mają zwykle silne tendencje ku temu, by dostrzegać w danych wzory zgodne z ich światopoglądem. Jeśli zaś wg nich globalne ocieplenie nie istnieje, lub nie będzie przebiegało tak, jak to się prognozuje, są skłonni w każdym okresie chłodniejszym doszukiwać się jego definitywnego końca. Część z tych mechanizmów omawianych jest w poniższym filmie.

Niewykluczone, że zimna będzie na przykład nadchodząca zima, a dyskusji o “końcu ocieplenia” doczekamy się już za parę miesięcy. I o ile jeszcze można by było zrozumieć taką dyskusję w Polsce w 1998 r., kiedy na temat samego globalnego ocieplenia informacji było niewiele, a ostatnie parę lat nie należało do szczególnie ciepłych. Proszę zwrócić uwagę, że mimo iż ostatnie półrocze (kwiecień-wrzesień 2018) było skrajnie anomalne, sami staramy się unikać bezpośredniego powiązania tego zdarzenia z globalnym ociepleniem, które zapewne miało spory wpływ na ostateczną wartość anomalii, ale nie możemy być pewni w jakim stopniu wpłynęło ono na sytuację baryczną, która panowała od kwietnia w Europie.

Anomalie temperatury półrocza ciepłego (kwiecień-wrzesień) w latach 1781-2018 w Polsce. Okres referencyjny 1981-2010.

Na podstawie powyższego wykresu można wskazać jeszcze jedną bardzo interesującą rzecz – otóż znany nam bardzo chłodny okres (IV-IX) panujący na przełomie lat 70. i 80. XX w. do lat 30. XX w. był stanem normalnym.

Co dalej

Naszym zdaniem, nawet jeśli bardzo szybko ograniczymy antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych, tak jak to proponuje ostatnio IPCC, to świat i tak ociepli się o kolejne 0.5°C, jako że nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu równowagi dla obecnego stężenia GHG. Mówimy o temperaturze globalnej i jasne jest, że półkula północna ociepli się bardziej – być może nawet bliżej 1.0°C w porównaniu do stanu obecnego. W Polsce, niezależnie od podjętych działań, do roku 2050 klimat ociepli się co najmniej o kolejne 0.6°C, przy czym mówimy tu o bardzo optymistycznych prognozach. Oczywiście, niewykluczone są lata chłodniejsze (jak np. część roku 2017), jednak wbrew artykułom Zbigniewa Jaworowskiego, ochłodzenia klimatu nie widać.

 

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

81 Replies to “Dwadzieścia lat później”

  1. Myślę że ludzi którzy żyli jeszcze w latach 80-ych a już ich nie ma przeżyli by totalny szok gdyby doświadczyli tego czego my doświadczamy teraz szczególnie między kwietniem a wrześniem a także inne rekordowo ciepłe miesiące w ostatnich latach i brak bardzo zimnych zimnych ( od 2010 były 3 zimne bardzo zimne miesiące – styczeń, grudzień 2010 i marzec 2013- ale żaden ni zbliżył się do wartości rekordowych w skali kraju). O ociepleniu klimatu jeśli dobrze pamiętam to co czytałem zaczęło się zaś mówić w już latach 80-ych. Tu przełomem był chyba rok 1987 ( wtedy jednak jeszcze w Polsce zanotowano rekordowo zimny styczeń, blisko rekordowo zimny marzec, oraz rekordowo zimny sierpień licząc od roku 1951 roku i wyłączając lata przedwojenne). W latach 90-ych było już głośno o ociepleniu klimatu. W Polsce miały się skracać i ocieplać szczególnie zimy. Tymczasem to lato i wiosna wykazuję największą dynamikę ocieplenia przynajmniej do tej pory. Niemniej wkrótce może się to zmienić. Ostatnia naprawdę chłodna zima miała miejsce na przełomie 2012/2013 roku ( niebyt ciepła w roku 2016/2017 szczególnie styczeń, luty ale też bez “fajerwerków”). Najciekawsze jest to że na naszej szerokości geograficznej w tym miejscu gdzie leży Polska klimat należy do najcieplejszych na świecie a i tak się dalej ociepla co wcale nie jest takie oczywiste bo globalnie temperatura może rosnąć ale lokalnie spadać.

    1. jeszcze bym luty 2012 dołożył do tych bardzo zimnych miesięcy. Tamte mrozy się jeszcze w styczniu zaczęły i to był najdłuższy okres takich mrozów w całym XXI wieku. Na wschodzie kraju nocy z mrozem poniżej -20 było więcej niż nawet w styczniu 1987.

      Luty 2012 jest o tyle ciekawy, że wystąpił on w zimie która zimą była tylko z nazwy w większości swych dni. Grudzień 2011 jesienny z anom ponad +3K, styczeń też bez zimy w pierwszych dwóch dekadach (do 13.01 to nawet nocami bez mrozu). Zima zjawiła się dopiero 14 stycznia a zasadnicza fala mrozów zaczęła się 26 stycznia. Po 14 lutego wróciła pogoda sprzed fali mrozów czyli jesienno-przedwiosenna z dodatnią temperaturą nawet w nocy. Marzec 2012 też był bez incydentu zimowego, raz temperatura spadła do -11 stopni ale to było w bezchmurny dzień z tmax dodatnim. Całodobowego mrozu w tamtym marcu nie było w ogóle a w II połowie było 7 dni powyżej 15*C. Był to dość typowy marzec, słoneczny z przedwiośniem w I połowie i wiosną w II.

      Mróz w 02.2012 był spowodowany przede wszystkim utworzeniem się bardzo rozległego i stabilnego wyżu o ciśnieniu w centrum powyżej 1060 hPa. Przy takim potworze nawet dodatnie NAO na niewiele się zda. Przez pozostałe 70% zimy mrozów nie było prawie wcale więc była to zima ciepła, zdominowana przez typową dla dodatniego NAO aurę.

      1. Końcówka stycznia i I połowa lutego 2012 r., spora część marca i początek kwietnia 2013 r., czy część lutego i marca 2018 r. (itp.) są symptomatyczne dla obecnych zmian klimatycznych. Tzn. mamy coraz mniej sezonów (wyraźnie) chłodnych przez zdecydowaną ich część trwania, nawet w porze chłodnej. Ale i też częstsze niespodzianki w postaci okresowych większych ochłodzeń (fal silniejszego mrozu) przerywających nieoczekiwanie dłuższe wyraźnie ciepłe “maratony” – a przez co są trudne do przewidzenia przez sezonówki. W ogóle, wbrew temu co często piszą np. na TP, nadal mamy większe prawdopodobieństwo jakieś kolejnej chłodniejszej zimy (przynajmniej względem Tavg z 3-4 ostatnich dekad), niż chłodniejszego lata. Rzecz nie w tym, że chłodniejszego lata od dłuższego czasu nie mieliśmy, lecz w tym, że porze chłodnej (zwłaszcza zimą) nadal będzie łatwiej o wyraźnie chłodne (zimne/mroźne) okresy – na tle ogólnego trendu ocieplenia klimatycznego.

    2. Podejrzewałam, że ludzie nie bardzo by się tym przejęli, ot zwykła ciepła wiosna i lato, +3 st. do polskiej normy to naprawdę nie jest świat, takie warunki występują już 200 km na południe od Krakowa.

    3. Anonim ostatnie Twoje zdanie polecam tym wszystkim, którzy twierdzą że w Polsce jeszcze dużo, długo i stale będzie się ocieplać oraz że nie jest możliwe gwałtowne załamanie obecnego trendu ociepleniowego bądź jego mocna, wieloletnia korekta.

      1. @RadomirW Do 2050 roku na terenie Polski ociepli się o 0,6 do 0,9 stopnic I to jest pewne na 100 procent. Wszystkie symulacje i obecny trend to potwierdza. Liczę na to ,że tak ciepły okres jaki mamy od kwietnia do września 2018 nie powtórzy się przynajmniej przez 8 lat bo nie aż takiego (skokowego o 1,5 stopnia C) ocieplenia można oczekiwać. Liczę na ,,zejście” dużych dodatnich anomalii 2018 roku po chłodnym listopadzie i mroźnym grudniu 2018.

        1. na szczęście szanse na miesiące listopad i grudzień poniżej normy są niewielkie. Nie zamierzam ściemniać, ujemne anomalie w takich miesiącach to byłaby bardzo nieciekawa rzecz – nawet sobie nie chcę tego wyobrażać. Dodam, iż byłoby to już najbardziej złośliwe ze strony pogody w tym roku, że te miesiąca, w których norma całkowicie wystarczy do szczęścia przyniosły tak wysokie anomalie na plus, a te w których aby się dało jakoś sensownie żyć musi być anomalia na plus okazałyby się… zimne. Na razie tak było z lutym i marcem, oby z listopadem i grudniem nie było.
          Natomiast co do 2019 roku, to liczę na to, że “obiecanki cacanki” z TP się w końcu sprawdzą i będziemy mieli najchłodniejsze w tym wieku lato. A przynajmniej pierwszy chłodny letni miesiąc od kilkunastu lat względem normy 1961-1990. O ile coś takiego w ogóle jest możliwe…

          1. Chłodne lato? Chcesz, żeby winogrona mi się w przyszłym roku nie udały?

          2. A w jaki sposob chłodne lato zaszkodzi winogronom?
            Swoja droga chłodne lato i ciepła zima to bardzo głupie określenia… lepsze to po prostu mniej męczące lato/mniej męcząca zima. Powyżej 20 (maxy) jest tak czy tak ciepło, ponizej 10 (maxy) jest tak czy inaczej zimno
            Gdyby lato było faktycznie CHŁODNE czyli ponizej 10 w dzień to tak- zaszkodziłoby winogronom.

          3. Przy t. maks. <10 st. winorośl nawet nie zaczęłaby wegetacji :D :D :D Winogrona najlepsze są gdy lato jest ciepłe i mega słoneczne, tegoroczne było idealne.

          4. no tegoroczne lato nie było jakieś megasłoneczne (chyba, że kwiecień, maj i wrzesień ze względu na panujące temperatury uznamy za lato :) ) – na Mazowszu takim sezonom jak 2013 czy 2015 to nawet do pięt nie dorasta. Wspomiane sezony letnie były w naszym województwie ekstremalnie pogodne i przy tym ciepłe, chociaż nie tak ekstremalnie jak tegoroczny. W obu przypadkach wysoką anomalię sprawiła przede wszystkim 2-3 tygodniowa fala ekstremalnych upałów, w podobnym okresie. (w 2015 roku sama pierwsza połowa sierpnia miała chyba anomalie około 5-7K na plus). Pamiętasz może jak w tamtych sezonach wyglądały u Ciebie zbiory winogron??

            Co do tych 10 stopni nie miałem na myśli winogron, tylko po prostu komizm sytuacji – że na 20 stopni się mówi zimno w pewnym okresie roku, a na 5 stopni w innym okresie roku ciepło. A przecież oczywiste, że przy 20 stopniach będzie cieplutko, a przy +5 zimno – niezależnie od pory roku (no, chyba, ze ktos sie ubiera do kalendarza i zimą przy +5 jest w grubym futrze, a latem przy +20 w samych szortach xd)

          5. No nie koniecznie, po takim okresie 20.07-10.08 20 st. odczuwało się jako chłód, a po mroźnej i długiej zimie 2009/10 5 st. to było duże ciepło. Pamiętam jak w 2010 roku pewnego lutowego dnia po silnych mrozach nadeszła słaba, atlantycka odwilż i 1 st. odczuwałem jak 8-10 st. zazwyczaj w tym momencie roku.

      2. Klimat to nie jest rzecz zero-jedynkowa, nie idzie wg żadnych schematów, równie dobrze w roku 2019 może być powtórka z rozrywki albo i cieplej.

  2. Przeczytałem cały artykuł. Bardzo dobrze, że o tym piszecie. Pozwolę sobie na kilka, filozoficznych spostrzeżeń grzybiarza, pasjonata przyrody, meteorologii, ale w żadnym wypadku nie naukowca. Naukowcom mogę jedynie zaparzyć herbatę lub kawę ponieważ mają ode mnie tysiąckrotnie większą wiedzę.

    Niemniej, cała przyroda, ludzie i Ziemia podlegają pewnym prawom, czy nam się to podoba czy nie. Jeżeli ktoś zapali jednego papierosa to jego organizm nie dozna szczególnego uszczerbku na zdrowiu. Jeżeli wypije butelkę wódki, upije się, ale mu przejdzie, a organizm szybko wróci do formy. Jeżeli natomiast ktoś będzie palił lub pił przez 20 i więcej lat to na pewno to wpłynie negatywnie na jego organizm, choćby nie wiem, jakim był twardzielem.

    Tak samo jest z Ziemią i klimatem. Jak wytniemy 100 hektarów lasów, zabijemy 200 zwierząt i wypuścimy kilka ton gazów cieplarnianych w powietrze to natura szybko się zregeneruje i uzupełni straty/niedobory. Natomiast jak będziemy wycinać miliony hektarów lasów, zamordujemy miliony zwierząt, a w powietrze wypuścimy miliardy ton gazów cieplarnianych, co więcej – będziemy to robić systematycznie przez dziesiątki i setki lat to na pewno to się odbije na organiźmie Ziemi i jej klimacie. Już kiedyś o tym wspomniałem – człowiek dysponuje zbyt duża siłą destrukcji i nie można stwierdzić, że nie mamy wpływu na to, co się dzieje w klimacie Ziemi. Część ludzi uporczywie jednak twierdzi, że nie mamy wpływu. To bardzo zgubne myślenie i stąd mamy bezkarną i bezprecedensową dewastację planety. Mam znajomych z Opola, którzy większą część roku przebywają w Azji i przekazują mi informacje oraz fotografie tego, co się tam wyrabia. Mordowanie zwierząt, przemyt, handel narkotykami, barbarzyńskie niszczenie lasów na niespotykaną skalę, itp. W telewizji mamy dosłownie “echo” tej tragedii.

    Dlatego rozregulowywanie się klimatu to główna zasługa naszego gatunku, co przez wielu jego przedstawicieli, nadal jest negowana i tym samym usprawiedliwia się wszechobecne barbarzyństwo.

    Co do klimatu lat 90-tych. Doskonale go pamiętam i potwierdzam, że było inaczej. Niby 20 lat wstecz, ale było po prostu inaczej. Rzekłbym – normalniej. Powódź 1997 roku przeżyłem we Wrocławiu i mało nie przepłaciłem życiem. Nie wspominając, że pobiłem rekord w niespaniu – równe 70 godzin, z czego ponad 50 to była harówka na workach. Z sześciu miejsc, gdzie pracowałem przy workach, 4. kompletnie zalało, ale Zoo i Biskupin udało się uratować. Popłynęło za to Podwale, Nadodrze, Piłsudskiego i tzw. Trójkąt Bermudzki.

    Dużo wspomnień przy tym artykule, ale dziękuje Gospodarzom za podniesienie tego ważnego problemu. ;)

    1. Kiedyś myślałem że to kanał tylko o teoriach spiskowych ale po dokładniejszym przeglądnięciu mam wrażenie że propagandowy tylko nie wiem jeszcze jakie instytucji.- Obcemu Państwu byłby na pewno taki na rękę do siania zamętu i skłócaniu ludzi …

  3. model gem po 20.10 widzi powstanie niezwykle potężnego wyżu na wschodzie atlantyku
    od grenlandii aż po azory, jeśli się to sprawdzi kto wie czy akcenty zimowe nie zawitają jeszcze w październiku

    1. w 1929 był potwornie zimny kwiecień, w Gdańsku miał on średnią miesięczną ledwo przekraczającą 1*C. W porównaniu do kwietnia tego roku to wygląda jak inna strefa klimatyczna.

      Ale za to maj był wtedy b. ciepły. Dużo powyżej normy z letnimi temperaturami.

      1. Ale w przypadku najdłuższych zim to one zawsze wychodzą poza ramy 3 miesięcy kalendarzowej zimy. Zima 2012/13 trwała od początku grudnia do 10 kwietnia.

      2. Niektórzy sądzą nawet, że grudzień to nie zima, bo w końcu większość dni grudnia w kalendarzu należy do jesieni.
        Oczywiście, ja jestem bardziej za meteorologicznym podziałem pół roku, czyli za początek zimy uznaję 1 grudnia.

  4. Powódź z 1997 doskonale pamiętam bo sam w niej ucierpiałem , ale nie o tym. Nigdy nie zrozumiem części komentujących Tutaj twierdzących, że ocieplenie o 2 stopnie klimatu Polski (najlepiej skokowo) jest korzystne dla Polski. Już ten rok dobitnie pokazał ,że nie a duża powódź ,podobna do tej z 2010 ,albo nawet 1997 może wystąpić a ciągu 1-3 lat bo opady kompletnie się w ostatnich 20-tu latach rozregulowały a na poł.-zach. średnia suma mocno spadła. W tej chwili to problemy z suszą nas dotyczą. Wstawiam materiał IMGW o suszy i w ogóle pogodzie w tym roku http://www.imgw.pl/2018/10/11/susza-2018-podsumowanie-okresu-wegetacyjnego/

    1. Wiem ,że Tutaj mało kto przeczyta profesjonalny materiał IMGW to skopiowałem malutki fragment, który dowodzi ,że w Polsce ten rok aż tak rewelacyjny w pogodzie, dla wszystkich nie był. Cytuję :,, Trwająca od kwietnia susza odbiła się niekorzystnie na plonach i tym samym – na zbiorach podstawowych płodów rolnych. We wrześniu Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi szacowało szkody wywołane przez suszę na ponad 3,6 miliarda złotych. W samej Wielkopolsce przez suszę zostało poszkodowanych blisko 54 tys. gospodarstw rolnych. Straty wywołane przez suszę w regionie szacowane są na 1 mld 163 mln zł. Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) zbiory zbóż w Polsce ogółem zmniejszyły się w tym roku o około 16 procent w porównaniu do roku 2017, a rzepaku o około 20 procent. Zbiory ziemniaków szacuje się na poziomie niższym o 19 procent, natomiast buraków cukrowych – nieco niższym od ubiegłorocznych. Niekorzystne warunki pogodowe wpłynęły również na uprawę warzyw. Warzywa pod osłonami ucierpiały z powodu upałów, natomiast uprawy polowe odczuły niedobór wody. Znalazło to odzwierciedlenie w wyższych cenach niż w latach ubiegłych. Natomiast tegoroczna susza znacznie mniejszy wpływ wywarła na zbiory owoców – notuje się nawet nadmiar jabłek i śliwek”.

      1. “Znaczne dodatnie odchylenie temperatur (począwszy od kwietnia) wpłynęło w istotny sposób na przyspieszenie wegetacji w bieżącym roku, początkowo nieco opóźnionej w wyniku bardzo chłodnego lutego i marca. Obserwacje fenologiczne roślin dziko rosnących (tj. obserwacje rozwoju ich kolejnych faz) prowadzone przez IMGW-PIB na stacjach w całej Polsce wskazują, że kilkudniowemu przyspieszeniu w stosunku do przeciętnej uległ początek fenologicznej pełni wiosny, natomiast fenologiczne wczesne lato oraz lato rozpoczęły się na znacznych obszarach kraju nawet o miesiąc wcześniej niż zwykle.”
        Jak widać są też pozytywy. Wczesna wegetacja, brak przymrozków na wiosnę + duże nasłonecznienie i mamy bardzo dorodne owoce w tym roku.

      2. Trochę inaczej wyglądają te dane kiedy połączymy to z faktem, że na świecie ok 1/3 nadającej się do użycia żywności jest wyrzucana. Co najmniej drugie tyle zostaje na polach i sadach, bo produkt posiada inny od idealnego kształt, kolor bądź rozmiar. Tegoroczna posucha nie odbiega poza ramy tego co już w przeszłości na terenie Polski występowały. To nie są susze o skali znanej np. z Afryki, Azji czy z Kalifornii, gdzie lata wyjątkowo suche potrafiły występować w seriach trwających po dobrych kilka lat. Susza w Europie nigdy nie była (i raczej nie będzie) takim problemem jakim są tutaj okresowe powodzie.

    2. Widac ze Zielona gora otrzymala najmniej opadow podczas okresu wegetacyjny. A teraz znowu many juz dwavtygodnie zupelnie bez deszczu

  5. 21 lat temu powódź stulecia, a mimo to nie trąbiono wtedy masowo o AGW. Nie było internetu i w mediach był spokój na ten temat. A teraz mało wiele jakaś ulewa i już wina globalnego ocieplenia, jak nie pada, to też wina AGW.

    1. @Marcin. AGW spowoduje w ciągu 100-150 lat zagładę gatunku ludzkiego, jak nie zredukujemy emisji co2 do zera, to trzeba o tym trąbić!!!

      1. Oliver, sam w pełni wspieram ograniczanie śladu węglowego, ale informacje o zagładzie gatunku ludzkiego w ciągu 100-150 to jest delikatnie mówiąc duża przesada. Ziemia musiałby się ocieplić o co najmniej kilkanaście stopni (o ile nie jeszcze więcej), byśmy mogli pisać o zagładzie ludzkości. A do takiego scenariusza mogłaby prowadzić prawdopodobnie jedynie polityka zerowej redukcji emisji, wraz ze sprzężeniami zwrotnymi. Tymczasem obecnie mówi się o ograniczeniu ocieplenia do 1,5-2C. Wbrew pozorom – człowiek dość dobrze potrafi się dostosować do zmian klimatu, w odróżnieniu od bardzo wielu gatunków zwierząt. W ograniczeniu ocieplenia nie chodzi o uniknięcie kompletnej zagłady (nie jesteśmy aż tak głupi, by do tego doprowadzić), co bardziej na utrzymaniu warunków na planecie podobnych do obecnych.

        1. @Chochlik. Mam inne zdanie na temat przyszłości gatunku ludzkiego, bardziej można rzecz pesymistyczne i tego będę się trzymał. Bez radykalnych działań ludzkości grozi zagłada w skutek zapanowania klimatu uniemożliwiającego przeżycie ,jak nie za 100 to za 150 lat!

          1. Co to znaczy uniemożliwiającego przeżycie? W najcieplejszych regionach Ziemi – owszem. Ale nie na całej planecie! Dajmy na to, gdyby w Polsce (nowej “Polsce”, bo część najniższych ziem uległoby zatopieniu) ociepliłoby się tak, że Tmax sięgałyby nie 40, a astronomicznego 50C (tak jak w najcieplejszych obecnie miejscach Europy). Czy to byłyby warunki uniemożliwiające przeżycie? Częściowo dla ciężko chorych i starszych pewnie tak, podobnie jak na zach. Europy. Latem często niekomfortowe? Zapewne. Ale na pewno nie takie, że Polska nie nadawałaby się do życia! A Polska wcale nie leży jakoś mega daleko na północ od zwrotnika – jest jeszcze mnóstwo ziem dalej na północ, gdzie klimat byłby łagodniejszy. Wbrew pozorom – do wyginięcia gatunku ludzkiego dużo łatwiej byłoby doprowadzić gwłatownie ochładzając klimat, np. w wyniku b. silnej erupcji superwulkanu.

          2. @chochlik
            też uważam, że ocieplenie klimatu, doprowadzi do tego, że normą będzie taka ciepła pora jak w tym roku (bywało bardzo ciężko, 20.07-10.08 to najpotworniejszy okres w moim życiu pogodowo, ale żyć-żyję) i o wiele klas lepsza do życia pora chłodna.
            Problemem będzie co innego… masowe migracja z Afryki oraz potencjalnie możliwe podniesienie wód. Ale tak, gdyby klimat się (co jest niemożliwe) mocno ocieplił tylko u nas to byłoby DUŻO lepiej.
            PS własnie w tegorocznym lecie średnia była bardzo wysoka ale warto zauważyć, że doprowadzały do niej skrajnie ekstremalne okresy jak 20.07-10.08, czy 27.05-20.06 czy jeszcze pare innych, ale były też okresy dużo chłodniejsze (normalne dla klimatu sprzed 20-30 lat, czyli ogółem używana tutaj NORMA), sama średnia nie była tak straszna (mimo, że mocno odstająca od jakiegokolwiek innego roku). Swoją drogą ciekawe w którym miesiącu okres kwiecień 2018- (ten miesiąc) przestanie być rekordowy – czy to się stanie przed marcem 2019 (?)

          3. Podniesienie temp. o 2 stopnie samo w sobie nie spowoduje wyginiecia ludzkości. Niestety sprawi coś o wiele gorszego, a mianowicie najazd na cywilizowany świat inżynierów i lekarzy (tych od religi pokoju) czyli całkowita islamizacja Europy, a to jeszcze gorsze niż koniec świata z przyczyn klimatycznych. Niestety Guj, pijany Żan Klod i ten od dziadka z Wehrmachtu razem z CDU, CDUPO i całym nawiedzony lewactwem chcą to jeszcze przyspieszyć…

          4. Inżyniery idą nie dla tego. Mi się wydaje, że podążają za zapachem zachodnioeuropejskiego socjalu, ale co ja tam wiem.

          5. FKP na razie tak, ale jak się dalej tak będzie ocieplać to aż strach pomyśleć…

          6. Na razie to w sumie prawda, bo po co ktoś miałby się pakować w takie kraje jak Szwecja, Norwegia czy Finlandia (choć ta ostatnia jest dość konserwatywna jeśli o imigrację chodzi). Mało słońca, zimą ciemnica prawie całodobowa, mrozy 5 miesięcy w roku, a latem 25 stopni to WOW JAK GORĄCO!

            Jakby to od klimatu zależało to fala migracyjna by się zatrzymała na Grecji, Włochach i Hiszpanii. Te kraje są ich pierwszym przystankiem w Europie, niestety nie ma w nich tak bogatego socjalu jak dalej na północy więc idą dalej.

    2. Dokładnie Marcin. Nie ma żadnego awg i innych bzdur. Powodzie, susze, huragany były, są i będą. Chociaż z tego co widać, to klimat raczej w końcu się stabilizuje i gwałtownych zjawisk będzie coraz mniej.

      1. “klimat raczej w końcu się stabilizuje”

        ->>> Ciekawe. Jak może się stabilizować przy takim bezprecedensowym dodatkowym (nienaturalnym) zaburzeniu? A jeżeli już analizować stabilizację to trzeba byłoby to robić już PO USTĄPIENIU tego zaburzenia (jak w układach regulacyjnych) – a co wiązałoby się w tym wypadku z redukcją emisji gazów (tych pochodzenia antropogenicznego) właściwie do zera (ew. do poziomu sprzed VIII wieku).

      2. Dziwnym trafem denialiści są skrajnymi ciepłolubami. Podejrzewam też, że ultrakatolikami, albowiem Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo jako istotę niezdolną zniszczyć boskie dzieło…

        1. A każdy Żyd jest komuchem, a gej zbokiem… Pewnie na to się oburzasz, bo to zaściankowe i zacofane. I słusznie, bo jest, ale sam generalizujesz i mieszasz preferencje pogodowe z denialistami. Już nie wspominając o mieszaniu w to poglądów religijnych. Ludzie są różni, mają rożne preferencje. Nie każdy negujący globalne ocieplenie jest ciepłolubem czy ultrakatolikiem i odwrotnie, nie każdy ciepłolub denialistą czy ultrakatolikiem…

          1. Nie napisałem, że każdy ciepłolub jest denialistą. Wyciągasz pochopne wnioski. Tak jak nie każdy prostokąt jest kwadratem. Po prostu nie znam zimnolubnego denialisty. Apropo oburzenia zauważyłem, że mój post Cię nieźle oburzył. Nie chciałem mieszać w to religii, ale wyznawcy prawicowych ideologii, wspierani i we współpracy z kościołem, nie dali mi wyboru. Całe te ocieplenie to tylko lewacka propaganda, co nie?

          2. @Ślązak Ja bynajmniej nie należy do denialistów a i do ultrakatolików mi daleko. Jedyne co to zaklasyfikowałbym się jako “ciepłoluba”, ale i to w granicach rozsądku. Po prostu chciałem zwrócić uwagę, że ciężko łączyć to czy ktoś neguje ocieplenie i jego antropologiczną przyczynę z wyznawanymi na codzień poglądami. Przynajmniej nie spotkałem się nigdy z potwierdzonymi wynikami jakiś badań, które wskazałyby na jakąś istotnie statystycznie korelację pomiędzy wyznawanymi poglądami od poglądu na AGW. Być może i jest tak, że częściej osoby określające się jako “prawicowe” czy “ultrakatolickie” będą je negować, ale nic nie jest zero- jedynkowe
            PS: Nie oburzył mnie, spokojnie, mam dystans do wszystkiego co czytam w internecie :P
            Pozdrawiam :)

    3. Trąbiono. To, że internet był mniej powszechny niż dzisiaj, nie znaczy, że niczego na tym świecie nie było. A przy okazji, jedną z pierwszych osób, które zaczęły trąbić, była Margaret Thatcher. Pewno dlatego, że była chemikiem.

      1. Ona trąbiła głównie dlatego, że nie nawidziła przywilejów górników jakie wówczas miała ta grupa pracowników w Wlk. Brytanii i globalne ocieplenie pasowało do jej wizji niszczenia przemysłu górniczego w tym kraju. Dziś górnictwo w Wlk. Brytanii praktycznie nie istnieje. Oczywiście górnicy nie byli jej dłużni. Nawet po 30 latach tak jej nienawidzili, że byli jedną z tych grup, która urządzała parady radości na ulicach, kiedy parę lat temu Thatcher zeszła z tego świata.

        1. patrząc po poziomie agw, a także lokalnym problemom (moim zdaniem dużo groźniejszym niż agw dla przynajmniej ludzi żyjących obecnie) – zanieszczyszczenia powietrza, ewidentnie przydałby się ktoś, kto by podobnie rozprawił się raz a dobrze z polskimi górnikami.

          1. Niemcy się rozprawią i otworzą swoje kopalnie odkrywkowe w naszych puszczach, niech tylko PO znów wygra ;)

          2. Z naszymi puszczami i w ogóle z drzewami dużo lepiej i skuteczniej sobie radzi obecna ekipa. Ze wymienię lex Szyszko i lex developer – efekty widać gdzie tylko się da – tnie się drzewa gdzie tylko się da i bez względu na to czy jest potrzebne. Koło mnie jest kilka pustych parceli, gdzie właściciele co roku czyszczą je z wszelkiego rodzaju roślinności (bo mogą) mimo że nic tam od kilku lat nie wybudowali. Co tym baranom przeszkadzają krzaki tego nie wiem.

          3. Akurat w Warszawie najwięcej drzew wycięto za kadencji PO-PSL. Jeśli chodzi o wycinkę w Puszczy Białowieskiej to wielkiej szkody tam nie narobili, wręcz przeciwnie przyśpieszyli degradacje sztucznego monolitu świerkowego, sadzonego w czasach, kiedy klimat był dużo chłodniejszy niż obecnie. W 2012 roku rząd PO-PSL zabronił tamtejszym leśnikom wykonywania niezbędnych w sztucznych drzewostanach zabiegów pielęgnacyjnych m.in. usuwania chorych i osłabionych drzew, będących źródłem rozprzestrzenienia się kornika drukarza na inne drzewa i w ten sposób “las pierwotny” zaczął szybko zamierać. Szyszko widząc, że ten okręt tonie postanowił wyeksplorować monokultury świerkowe ile się i stąd ta rabunkowa wycinka. Na miejscu dawnych upraw mają szanse wykształcić się naturalne zbiorowiska leśne (takie jak w BPN) o ile leśnicy na to pozwolą.

          4. Kmroz po twojej wypowiedzi na Kremlu otwarła się butelka szampana. Uzależnijmy się jeszcze bardziej od rosyjskich surowców. Zrozumcie ludzie, że Polski póki co nie stać na rezygnację z węgla, a ludziom którzy narażają życie abyś miał ciepło w swoim mieszkaniu powinieneś szanować. No chyba, żeś moskiewski pachołek

          5. Nie broniłbym żadnych ekip. Bo za obecnej też przy drogach widziałem wiele ścinek i to takich, gdzie nic nowego nie powstało. Bez względu na ekipę jak ktoś ma interes i wpływy to wycina (wiele da się załatwić).

          6. @Ślązak
            Myślę, że sie mylisz, chociaz rozumiem twój regionalny punkt widzenia, czytaj – interes.
            Jednak Polska musi skończyć z uzależnieniem od węgla i nie ma żadnej innej opcji. Aletrnatywą jest koniec rozwoju gospodarczek i zaścianek technologiczny. Świat juz to zrozumiał i wyegzekwuje od trucicieli reformy w modelu energetycznym

          7. Ludzi, których interes doprowadza do tego, ze nie moge po zmroku przy dowolnym jesienno-zimowym wyżu przebywać bezpiecznie na dworze, mam szanować?
            Podziękuje jednak.
            Wole zeby na Kremlu otwierały sie butelki szampana, niż otwierały kolejne trumny na ludzi, którzy padają ofiarą samolubnego i morderczego lobby.
            Jeśli chodzi o to kto wycina wiecej drzew- nie ma znaczenia. Obie strony wycięły ich za duzo- to jest pewne.

          8. A i żaden polski górnik nigdy nie odpowiadał i nigdy nie bedzie odpowiadał za ciepło w moim domu, bo używam pieców gazowych i wszystkim, których chociaż odrobine obchodzą własne i cudze życia, radzę to samo.

          9. @kmroz
            Nie zapominaj, że w miejscu w którym mieszkasz powinien rosnąć las. Polska jest krajem dość słabo zróżnicowanym orograficzne, co wyklucza elektrownie wodne, mało wietrznym, elektrownie wiatrowe również wykluczone, energia słoneczna?, również niewypał. Energi jądrowej również jestem przeciwny, mogłyby one hipotetycznie doprowadzić do zagłady środowiska a więc i Nas. Więc nie mamy wyboru, Polska węglem musi na razie stać, chyba, że chcesz żyć tak jak nasi przodkowie 1000 lat temu.

          10. @FKP
            Geotermia, biomasa, pompy ciepła, itd.
            Trzeba szukać rozwiązań proekologicznych i je rozwijać/doskonalić. W przeciwnym razie “rozwój” będzie równoznaczny z mimowolnym ukatrupianiem się.

        2. Tym większą rodzi moją ciekawość najbliższy szczyt klimatyczny, który ma się odbyć w grudniu w.,. Katowicach.
          Wystarczy, że – w kolebce węgla kamiennego – główny ton nadadzą obecne władze, wesprze je jeszcze D.T. (ale ten z Ameryki) i mamy odpowiedź na kolejny coraz bardziej alarmistyczny raport ONZ.

          A ja powiem tak: z perspektywy krótkoczasowej może i przesada z “nakręcaniem” kwestii AGW – bo w końcu niejeden kataklizm już przeżywaliśmy (my lub inne nacje). Jednak z tej dłużej już nie. Nie zapominajmy, że tu nie chodzi o same zmiany klimatyczne (które to zawsze miały miejsce) tylko o ich kosmiczną obecną szybkość względem tych dotychczasowych (o podłożu naturalnym).

      2. Po dziś dzień to chyba jedyna wysoko postawiona persona z prawej strony sceny politycznej, która wspierała kwestię Global Warming.

    1. Nadal nie przedstawiłeś żadnego argumentu na poparcie swojej tezy. Dyskusja to głównie przedstawianie argumentów, więc jeśli ich nie dostaniemy, to się raczej pożegnamy.

  6. Szkoda ze na tym forum zrobiła sie dyskusja polityczno-społeczna, zamiast merytorycznej o pogodzie i klimacie. Ja przepraszam za mój komentarz o górnikach (jakże słuszny, ale nie na to miejsce tutaj) i apeluje do innych by tez nie politykowali tu za wiele… od tego typu rozmów są inne fora :)
    Wracając do tematów meteo- dzisiaj u mnie pierwsza od 5 dni naprawde zimna noc. Nawet na Okęciu jest o 22:00 jest +8.2 stopni a moj domowy termometr pokazuje juz ponizej +5. Do rana spokojnie może być jeszcze o 3-5 stopni chłodniej biorąc pod uwagę dobre warunki do spadku…

    1. @kmroz
      Nie masz za co przepraszać, taki rozmowy są nieuniknione i będą coraz częstsze.
      Dotychczas kwestie klimatu i pogody mogły kojarzyć się z udanym bądź mniej udanym urlopem. Te czasy się skończyły. Klimat to kwestia życia bądź jego poważnego zagrożenia – olbrzymia zmiana rangi tego czynnika.

  7. Zalecam daleko posuniętą ostrożność autorowi artykułu odnośnie do szacowania średniej rocznej temperatury w Zielonej Górze. Na co dzień mam dostęp do kilkunastu czujników temperatury zlokalizowanych po przeciwnej stronie Polski (Lubelszczyzna) i na tych będących w odległości od kilku do kilku kilometrów od siebie nigdy nie było (poza sytuacjami gwałtownego ochłodzenia po przejściu frontów chłodnych) tak dużych różnic temperatur, jakie wczoraj zaobserwowałem pomiędzy otaczającymi stacjami synoptycznymi, a stacją w Zielonej Górze, ba pomiędzy danymi właśnie z tej stacji a danymi ze stacji na lotnisku w Babimoście. O 22.00 w Lesznie było 9,1, w Słubicach 9,9 a w Zielonej Górze 15,9 st.C. Godzinę później odpowiednio 8,6 st.C i 8,9 st. C – czyli spadek, a zielonej Górze wzrost do 16,1 st.C. O północy (czas lokalny) na lotnisku było 7 st. C, a w mieście prawie 16 st. C; o 7. rano odpowiednio 2 i prawie 12 st. Albo na termometr działają dodatkowe czynniki, albo jest uszkodzony, albo stacja jest zlokalizowana w bardzo dziwnym miejscu i jej dane nie są reprezentatywne . Tak czy inaczej, mimo że różnice są możliwe, to przyjrzałbym się baczniej danym z tamtego miejsca. Piszę, jako osoba, która pogodę obserwuje profesjonalnie już prawie 40 lat.

    1. Niestety ze stacja Warszawa-Okęcie jest niewiele lepiej. Zaczęło sie to około 10 lat temu i dość stopniowo sie pogarszało (chodzi o temperatury nocne, bo dzienne absolutnie nie odstają).

    2. Autor artykułu miał okazję część życia spędzić właśnie w Zielonej Górze i już nie raz opisywał tutaj dlaczego tak się dzieje, że Zielona Góra ma najwyższe w Polsce średnie temp. nocne. Miasto oraz okolice położone są na wzgórzach i sama stacja również została zlokalizowana na jednym z takich pagórków co przy okazji pogody wyżowej prowadzi do faktu, że stacja bywa powyżej granicy inwersji i nie jest narażona na silne nocne wychłodzenie. Stacja nie jest źle zlokalizowana, bo taka jest po prostu specyfika tych okolic. Nie ma mowy o uszkodzeniu sprzętu – takie różnice często występują przy jesienno-zimowej inwersji. Jeśli sytuacja utrzymuje się odpowiednio długo to niektórych przypadkach bywa tak, że jedna stacja bije rekordy, a niżej jest w normie lub poniżej niej. Tak było przykładowo w listopadzie 2011. kiedy rekord śr. temp pobiła stacja na Śnieżce, choć w skali Polski miesiąc ten miał ujemną anomalię.

    3. Po 27 latach spędzonych w Zielonej Górze mogę się tylko zgodzić z @chochlik. Miasto położone na wzgórzu, często ponad inwersją. Spadki temperatury wyjątkowo słabe. Często przy Tmax = 23 st. C jeszcze późnym wieczorem bywało ciepło. Inaczej jest tylko w niżej położonych dzielnicach, kiedyś sam stwierdziłem 5 stopniową różnicę pomiędzy os. Zacisze, a miejscami położonymi 300-500 m. dalej. Taka charakterystyka tego miejsca. Tam jest tak “od zawsze”.

      Przenosząc się do Wrocławia przeżyłem wręcz “wieczorowy szok termiczny” ;) Wystarczy se zresztą porównać liczbę dni z Tmin >= 20.

      https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=351150400&par=tn20&max_empty=2
      https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=351160424&par=tn20&max_empty=2

    4. Samo szacowanie Tavg rocznej (i innych parametrów również) dla danej lokalizacji nie jest pozbawione sensu – w końcu różne miejsca mają różną specyfikę. Istotna jest tu właściwa interpretacja wyników (da się wytłumaczyć jakimiś specyficznymi warunkami, czy też są to tzw. niepożądane “obciążenia”) i oczywiście ich odniesienie do wartości z innych lokalizacji w regionie przy wyciąganiu bardziej dalekosiężnych wniosków dot. warunków klimatycznych (i ich zmian).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com