Czy w grudniu 2016 modele sezonowe zapowiadały ciepły styczeń?

Czy w grudniu 2016 modele sezonowe zapowiadały ciepły styczeń?

W sieci panuje powszechna pogarda odnośnie modeli sezonowych. W ogólnej opinii są one nic nie warte i zwykle się nie sprawdzają. Tymczasem z naszych obserwacji wynika, że przykładowy model CFSv2 całkiem nieźle prognozował rozkład globalnych anomalii temperatur na miesiąc do przodu – tj. w III dekadzie grudnia całkiem nieźle sprawdzała się prognoza na styczeń.

Po to właśnie umieściliśmy prognozy miesięczne CFS – żeby każdy mógł sprawdzić, jak prognozowany jest dany miesiąc i czy prognoza była sensowna. Należy pamiętać, że to co widzimy jako prognozę anomalii jest tak naprawdę średnią z wielu realizacji całej wiązki prognozy CFS. Nie wiemy dokładnie co przedstawiają poszczególne z nich, a tym samym ile procent z nich opowiada się np. za styczniem zimnym, a ile za styczniem ciepły. To bardzo utrudnia oszacowanie na ile dany miesiąc naprawdę ma szanse być ciepły, a na ile zimny.

Rozważmy bowiem taką sytuację: mamy 40 realizacji wiązki prognozy, z których 20 prognozuje anomalię -5°C a 20 prognozuje anomalię +5°C. Średnia wyniesie oczywiście dokładnie 0°C, ale nie znaczy to w żadnym razie, że model prognozował styczeń “w normie”. Oznacza to, że jest on rozchwiany między wariantem ciepłym, a zimnym – informacja ta jednak nam umyka. Oczywiście w przypadku prognozowanych wysokich anomalii (>+2°C) możemy z góry założyć, że większość realizacji optuje za styczniem ciepłym, jednak w innych przypadkach nie jest to takie oczywiste. Podobny problem może występować (i czasem występuje) w zwykłych prognozach średnioterminowych. Wyobraźmy sobie 20 realizacji GFS w których 19 daje sumę opadu równą 0 mm, a dwudziesta z nich daje 200 mm. średnia wyniesie 10 mm. Czy to oznacza, że model prognozuje średnio 10 mm? Oczywiście nie. Model prognozuje, że istnieje 95% szans, że suma opadu wyniesie… 0 mm.

Prawdą jest natomiast to, że na kolejny miesiąc (np. w chwili obecnej na luty 2018) sprawdzalność jest znacznie gorsza. Dlatego nie zajmujemy się prognozami odleglejszymi, gdyż zwyczajnie ma to niewielki sens. Wróćmy jednak do tytułowego pytania. Czy w grudniu 2016 można było prognozować zimny styczeń? Czy modele jednak widziały styczeń ciepły? Dziwnym trafem panuje powszechna opinia, że modele sezonowe prognozowały w grudniu 2016 bardzo ciepły styczeń 2017. I szczerze mówiąc nie wiemy na jakiej dokładnie podstawie taka opinia się opiera.

Zobaczmy co prognozował model CFSv2 w II dekadzie grudnia 2016:

Okazuje się, że już w II dekadzie grudnia model nie był zdecydowany co do tego, jaki w istocie będzie styczeń 2017, przede wszystkim nie prognozował stycznia ciepłego. Średnia z kilkudziesięciu realizacji modelu wahała się w pobliżu zera – można więc założyć, że model dawał wiele realizacji na styczeń ciepły, ale też równie wiele na styczeń zimny. Nie można jednak powiedzieć, że była to prognoza “ciepła”.

Sytuacja zmieniła się znacznie w III dekadzie grudnia 2016:

Już w ostatniej dekadzie grudnia widzieliśmy spore szanse na zimny styczeń. W rzeczywistości więc model poradził sobie doskonale, nie tylko z faktem że styczeń będzie chłodniejszy, ale i z rozkładem anomalii preferującym cieplejszą północ i chłodne południe.

Jak wiec widać, model CFS ciepłego stycznia 2017 w grudniu 2016 w żadnym wypadku nie przepowiadał, było dokładnie odwrotnie: juz od połowy grudnia można było mieć podejrzenie, że styczeń wcale taki najcieplejszy nie będzie, a od 21-22 grudnia model zaczął widzieć często styczeń bardzo chłodny. Tym bardziej dziwi nas teza @anonim, który w komentarzach twierdził iż:

Ja doskonale pamiętam że w grudniu zeszłego były zapowiedzi bardzo ciepłego stycznia a okazuję się że styczeń 2017 jako jedyny w tym roku zapisze się poniżej normy (luty i kwiecień były w normie, reszta powyżej. Grudzień jeszcze trwa ale tu już wszystko jest jasne). Natomiast o ile się nie mylę pewność że zaatakuje zima w styczniu była na przełomie roku, albo końcówka grudnia 30-31 gruddzień albo już 1 styczeń, wcześniej modele pokazywały późną jesień albo bardzo lekką zimę na termin. Przypomnę że zima zaatkowała 6 stycznia. Także widać ile warte są prognozy długoterminowe.

Jak widać, twierdzenie to w żadnym wypadku nie jest prawdziwe. Prognozy, na których się zwykle opieramy prognozowały styczeń chłodny, szczególnie w III dekadzie grudnia i ani razu nie prognozowały stycznia ciepłego. Prawdą jest, że miesięczne prognozy CFS często są chybione – to nie dziwne, skoro rozmawiamy o prognozie na miesiąc w przód, Jednakże w zadziwiający sposób są one znacznie bardziej trafne, niż zwykła prognoza średnioterminowa na okres powyżej 8 dni. Nie oznacza to, że styczeń 2017 będzie z pewnością ciepły, jedynie że jest to obecnie wariant najbardziej prawdopodobny (szanse tego ocenilibyśmy na ponad 70%).

Poniżej porównanie prognozy na styczeń z połowy grudnia 2017 i połowy grudnia 2016.

Poniżej: prognoza na luty 2012 z III dekady stycznia 2012:

Prawdą nie jest również to, że jeśli CFS się myli to zawsze “na plus”. Poniżej prognozy na sierpień 2015 z lipca 2015.

Do III dekady lipca model uparcie prognozował raczej chłodny sierpień 2015. Dlatego też prognozę na przyszły miesiąc należy sprawdzać dopiero w III dekadzie miesiąca poprzedniego, a prognozy na kolejne miesiące są sskrajnie niepewne.

Print Friendly, PDF & Email

562 Replies to “Czy w grudniu 2016 modele sezonowe zapowiadały ciepły styczeń?”

    1. Ogólnie aż 3 miesiące były w 2017 “pod kreską”.
      Styczeń -1,97
      Luty +0,62
      Marzec +3,06
      Kwiecień -0,96
      Maj +0,17
      Czerwiec +1,43
      Lipiec -0,28
      Sierpień +1,16
      Wrzesień +0,26
      Październik +1,35
      Listopad +1,39
      Grudzień (aktualnie) +2,38

  1. Jak widać dopiero w 3 dekadzie miesiąca model CFS jest w stanie w przybliżeniu przewidzieć jaki będzie przyszły miesiąc. Wynika to najczęściej z utrzymania cyrkulacji z końcówki danego miesiąca. Jednak jeśli cyrkulacja w trakcie przyszłego miesiąca nagle, nieoczekiwanie się zmieni, to prognozy długoterminowe i tak mogą się nie sprawdzić. Swoją drogą ciekawy jestem, jak CFS prognozował styczeń 2014 pod koniec grudnia.

  2. Czasem o prognozie na kolejny miesiąc decydują takie detale, że nawet modele średnioterminowe nie są sobie w stanie z nimi poradzić. Koronny przykład to styczeń 2016. Chyba większość z nas pamięta jak prognozy średnioterminowe praktycznie do samego końca lawirowały z tym jak ma wyglądać III dekada tego miesiąca. Jedna prognoza mówiła , że władzę przejmie schodzący z pogranicza Oceanu Akrtycznego i Syberii potężny wyż, a kolejna po kilku godzinach sugerowała, że władzę nad Skandynawią przejmą głębokie niże atlantyckie. W tym pierwszym przypadku prognozy mówiły o nawet 30-stopniowych mrozach, w drugim mieliśmy 2-cyfrowe temperatury na początku lutego 2016. Sprawdziły się ostatecznie ciepłe wizje, ale szanse były niemal 50-50. Gdyby zrealizował się I wariant mielibyśmy powtórkę ze stycznia 2006, która zapewne przedłużyłaby się na mroźną I dekadę lutego.

  3. A ja cały czas uważam, że prawdziwym sprawdzianem dla CFS będzie trafna predykcja co najmniej na pół miesiąca (a tym bardziej co najmniej 1-2 miesiąc) naprzód jakiś miesięcy/okresów bez dominacji cyrkulacji “atlantyckiej”, czyli w porze chłodnej de facto chłodniejszych.

  4. Szczerze to nie pamiętam prognoz CFS, pamiętam tylko artykuły w innych portalach pogodowych nt prognoz dot. stycznia 2017 a także zapowiedzi. Tak czy inaczej wszystkie modele bazują na aktualnej sytuacji i prawdopodobnym przebiegu z rozkładu ciśnienia nad Europą, wyskość aktywność niżów atlantycki i niską wyżów rosyjskich. Jak napisał jednak pow.Robert 93 prognoza może okazać się porażką gdy nagle z powodu zmiany układów wyżów i niżów nastpi nagła zmiana cyrkulacji a tego nigdy nie da się przewidzieć w 100% dlatego też nie biorę takich prognoz zbyt poważnie

  5. Ciekawie zapowiada się 30.12. Na 2 km ma być na D.Śl. max plus 1-2 C, a do tego silny halny. Może na nizinach osiągnie 14-15 C? 31.12. też ciepło: na 2 km -1/0 C, ale już słabszy halny, więc max będą niższe.

  6. tak nawiązując do pierwszego zdania w artykule. Nie jest to prawdą, że my gardzimy sezonówkami. Ich sprawdzalność i tak jest generalnie niezła, biorąc pod uwagę szanse sprawdzenia się. W tym roku w dużej mierze poległy, np jesien miala byc chłodna i sucha, była ciepła i deszczowa…, kwietnia i stycznia na przykład też dobrze nie przewidziały… ale w poprzednich latach sprawdzały się dużo lepiej. Problemem są zapowiedzi na zimę, które zawsze mówią o silnie dodatniej anomali, atlantyckich orkanach – czyli wichurach i deszczu itd. Trzy razy im się sprawdziło, że będzie ciepła zima, ale za czwartym polegli. Co do kwesti atlantyckiej zimy to jeszcze słabiej z tą sprawdzalnością wg mnie. Nic dziwnego, że wiele ludzi patrzy sceptycznie na piąte z rzędu sezonówki, które wyglądają jak skopiowane (oczywiście JA nie mówię, że takie są, jestem świadomy, że tak mówią najlepsze z możliwych algorytmów, co więcej gdybym sam miał przepowiedzieć pogode na zimę, TEŻ bym mówił o ciepłej zimie). I to sprawia, że zaufanie jest coraz mniejsze, a wielkie fiasco sezonówek na styczeń 2017 (może i w grudniu mówiły już o silnym ochłodzeniu, ale z pewnością na jesieni zima miała być cytując TP “równie ciepła jak trzy poprzednie, a może wyraźnie od nich wszystkich cieplejsza nawet”) całkowicie już to zaufanie zrujnowało.
    Mimo wszystko, sezonówki to nie są fusy, a ich sprawdzalność jest wysoka i wydaje mi się że nikt przynajmniej z osób wypowiadających się na tym forum nimi “nie gardzi”. Co innego przecietni ludzie, którzy często uważają nawet, że prognoza na jeden dzień to wróżby z fusów ;)

  7. Ciekawostka, że prognozy sezonowe nadal są za ekstremalnie ciepłym styczniem 2018. Jak na razie są bardzo stabilne. Ciekawe czy wszystkie miesiące zimy 2017/2018 będą powyżej normy? Bo grudzień 2017 to już na 100% -ciekawe któremu swojemu poprzedni kiwi dorówna? Grudniowi 2011 czy 2013? Bo do grudni 2006 i 2015 to mu daleko. Ostatnia ciepła zima ze wszystkimi miesiącami powyżej normy to zima 2014/2015, ale i tak była chłodniejsza od ciepłych zim 2013/2014 i 2015/2016 gdzie trafił się rodzynek w postaci chłodniejszego stycznia, a grudnie i lute były ekstremalnie(anomalnie) ciepłe.

    1. grudzien 2013 miał odchylenie od 1961-1990 +3.11 a w 2011 odchylenie +3.39. obecny ma odchylenie +2.38 wzgledem 1981-2010, czyli około 2.7 wzgledem 1961-1990. Patrząc na prognozy to myśle ze spokojnie może nawet 2011 dogonić :) aby tak sie stało anomalia za ostatnie 6 dni musi wyniesc około 6,2 stopni Celsjusza.
      Obecna zima coś czuje, że będzie bardziej w stylu 2014/15. czyli zaden miesiac nie bedzie totalnie niezimowy, jak grudzien 2015 czy luty 2014, ale zaden tez nie przyniesie prawdziwej zimy na dłuzej niz 2-3 dni. w grudniu mielismy juz kilka epizodów zimowych. Osobiscie wole taką z 2013/14 i 2015/16 czyli ze mamy jasny podział na 3-4 tygodnie zimy a reszta to późna jesien i wczesna wiosna, bez pluchy okołozerowej, której najbardziej nie znoszę. w tym roku było już niestety troche okołozerowej pluchy, ale w grudniu ogółem rzadko padało, więc te przejścia przez zero przy suchej pogodzie też łatwiej było znosić.

      1. Do wczoraj jest +2,65°C względem 1961-1990, czyli potrzeba +6,47°C dziennie do +3,39°C z roku 2011. Mocno trzymam kciuki, aby się udało.

      2. Jeśli chodzi o zimę 2014/2015 to najdłuższy i najbardziej intensywniejszy atak zimy wystąpił u mnie w grudniu 2014 między 26-31 dniem tego miesiąca. W styczniu 2015 był krótki epizod zimowy 6-8 stycznia z mrozem i śniegiem, a później w II połowie miesiąca owszem nawaliło śniegu ale przy tmax ok 0°C. Lutym 2015 miałem tylko też 2-3 dni z mrozem i może 2-3 dni z opadami śniegu -ostatni raz padał wtedy śnieg 9 lutego i nie pojawił się do końca miesiąca. Wszystkie miesiące zimy 2014/2015 były ciepłe. Nie zgadzam się z tobą że są jakieś miesiące totalnie niezimowe jak grudzień 2015 czy luty 2014. Każdy miesiąc zimy nawet najcieplejszy przyniesie jakieś króciutkie akcenty zimowe np rekordowo ciepły styczeń 2007 też takie przyniósł. Ostatnie 2 dni grudnia 2015 przyniosły całodobowy mróz w większości Polski a w nocy przy rozpogodzeniach temperatura spadła poniżej minus 10 stopni. W I dekadzie lutego 2014 były akcenty zimowe -całodobowe mrozy, temperatura w nocy i nad ranem spadała jeszcze nawet poniżej minus 15 stopni i pojawiały się miejscami opady śniegu. Szkoda że tego nie zauważyłeś.

        1. akurat to jest bulszit, ze kazdy luty czy grudzien musi przyniesc cokolwiek z zimy, na TP piszą co roku, że to jest reguła, ale tak nie jest – jest to po prostu bardzo mało prawdopodobne.
          co do grudnia 2015 i lutego 2014 masz racje, chociaż ten drugi w większości realną zimę przyniósł tylko przez pierwsze 2-3 dni, potem było już bez żadnych opadów śniegu i bez całodobowego mrozu. W grudniu 2015 trafiły się dwa drobne epizody ze śniegiem miejscami 1 oraz 15 grudnia ale przy dodatnich temperaturach, mocniejszy mróz u mnie pojawił się u mnie 8 i 11 grudnia. Zresztą, w lutym 2014 też nie brakowało dni z mocniejszym mrozem z powodu pogodnego nieba. Ale te miesiące nie były w żadnym stopniu zimowe i o to mi raczej chodziło.
          a miesiące zimy 2014/15 jednak aż tak anomalne nie były, co zresztą widać po fakcie iż mimo że zaden dłuzszej zimy nie przyniosl (chociaz to co sie działo od 25 listopada do 10 grudnia w 2014 smiałbym nazwac dłuzszym epizodem zimowym) to cała zima wypadła jako nieco chłodniejsza niż jej poprzednik i następnik. Był to dziwny sezon, gdyz ciezko stwierdzic, ze realna zima zagosciła na dłużej, ale jednak jesien jako taka się skonczyła jasno jeszcze w listopadzie a o prawdziwym pochodzie wiosny moglismy mowic dopiero w ostatnich dniach lutego. Były trzy miesiące nieprzyjemnego przedzimia. i to się mi osobiście niezbyt podobało. Prawdziwa ciepła wiosenno-jesienna zima to było 1989/1990 – aczkolwiek i wtedy spadł jakiś tam śnieg i pojawił się pewnie całodobowy mróz.

          1. @kmroz
            “akurat to jest bulszit, ze kazdy luty czy grudzien musi przyniesc cokolwiek z zimy, na TP piszą co roku, że to jest reguła, ale tak nie jest – jest to po prostu bardzo mało prawdopodobne”
            Tutaj idealnie pasuje stwierdzenie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo u Ciebie w okolicach Warszawy może przykładowo nie być mrozu i śniegu w grudniu, ale w innych regionach Polski będą. Zdarzają się słabe, krótkie incydenty zimowe nawet w najcieplejszych miesiącach – tutaj jest słuszna. Każdy ma swoją wizję zimę zależy jak się patrzy – niektórzy uznają zimę dopiero od minus 5 stopni czy minus 10 stopni w dół z opadami śniegu, a niektórzy lekki mróz w ciągu dnia czy tmax ok 0 stopni z opadami mokrego śniegu. Obydwa typy pogody to zima ale o różnej intensywności (w wersji umiarkowanej, soft, bardzo lekkiej, itd).
            Luty 2014 przez swoje 2-4 dni przyniósł całodobowy mróz, miejscami z opadami śniegu. Ale przypomnę ci, że przez większość I dekady lutego przede wszystkim na wschodzie Polski leżały jeszcze duże ilości śniegu ze stycznia 2014.
            W grudniu 2015 widziałeś tylko 2 epizody zimowe ze śniegiem 1 i 15 grudnia? Zapomniałeś o 30, 31 grudnia – kiedy w większości Polski także w Warszawie panował całodobowy mróz przy słonecznej pogodzie bez śniegu (ale jednak to był jakiś akcent zimowy).
            Mocniejszy mróz pojawił się u Ciebie 8 i 11 grudnia 2015? To było raptem ok minus 3 stopnie nad ranem. Natomiast 30 i 31 grudnia 2015 w Warszawie było u Ciebie w nocy i nad ranem odpowiednio minus 7 i minus 8 stopni – to wtedy był ten mocniejszy mróz. :D
            http://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12375&ndays=31&ano=2015&mes=12&day=31&hora=23&ord=REV&Send=Send
            “Zresztą, w lutym 2014 też nie brakowało dni z mocniejszym mrozem z powodu pogodnego nieba.
            No nie brakowało takich dni z silnym mrozem poniżej minus 10 stopni w innych regionach Polski, bo u Ciebie tylko minus 10 stopni.
            Jednak wiesz ja takie dni z tmax lekko na plusie np. 1-3 stopnie na kilka godzin i przez większość dnia z mrozem z kulminacją w nocy np. minus 10-15 stopni uważam za zimowe, bo wychodzi termiczna zima. :)
            Może inaczej – luty 2014 i grudzień 2015 były ze zdecydowaną przewagą wiosennej ciepłej pogody.
            Ja gdzieś stwierdziłem, że któreś miesiące zimy 2014/2015 były anomalne (ciepłe?)? Nie. Żaden miesiąc zimy 2014/2015 nie był anomalnie ciepły – grudzień 2014 i luty 2015 zostały sklasyfikowane jako lekko ciepłe, a styczeń 2015 jako bardzo ciepły. :D
            “to co sie działo od 25 listopada do 10 grudnia w 2014 smiałbym nazwac dłuzszym epizodem zimowym”
            No od 27 listopada-6 grudnia i 9-10 grudnia były dni z termiczną zimą w Warszawie (w tym 6 dni z całodobowym lekkim mrozem) bez opadów śniegu. Mimo tego i tak to był akcent zimowy o mniejszej intensywności niż ten z 26-31 grudnia 2014 kiedy mróz w dzień był trochę większy i w nocy było nawet minus 10-11 stopni przy opadach śniegu i jakieś pokrywie śnieżnej (chodzi o Warszawę).
            Wiem, że zima 1989/1990 była wyjątkowo ciepła – Ciebie wtedy prawdopodobnie jeszcze na świecie nie było. Ja wtedy miałem 5 lat.

          2. Oczywiście mowiac o pozostałych epizodach zimowy h w grudniu 2015 miałem na mysli ze były takowe OPRÓCZ tego z końca miesiąca. Tamten z końca to myślałem ze oczywiste dla nas obu i wszystkich innych ze był, natomiast te wcześniejsze dotyczyły np nie całej Polski i były duzo mniej wyraźne/istotne/oczywiste.
            Co do kwesti leżącego śniegu w lutym 2014 to śnieg sie owszem topił długo bo było go duzo, miejscami na NE blisko pol metra jak nie wiecej. Ale i tak wystarczyło tydzien cieplej pogody by stopniał całkowicie. Jednak fakt leżących resztek śniegów nawet miejscami jeszcze 10 lutego nie oznacza ze była wtedy aura zimowa- jak mowię, topił sie długo bo pokrywa była bardzo duża.
            Co do mrozow -10 stopni czy wyższych to takie tez były tylko na początku lutego 2014. Potem juz były duzo słabsze (w niektórych regionach mogła sie i w 2 połowie lutego trafić noc z -10 stopni, ale to raczej pojedynczy przypadek), a za dnia tez nie było 1-2 tylko tez duzo wiecej. Ale ogółem były duże roznice miedzy dniem i nocą i bez wątpienia mocno minimalne temperatury zaniżały średnia.
            Prawdopodobnie jakis śnieg by jednak w lutym czasem padał przy takich warunkach termicznych, ale po prostu nie padało nic to śnieg tez nie :)
            Co do epizodu zimowego w grudniu 2014 to wg mnie i ten z początku grudnia i ten z końcówki był wyraźny (tylko ten drugi przyniósł wiecej śniegu), natomiast ten z początku grudnia był wyraźnie dłuższy. W ogólnopolskiej skali w czasie tego pierwszego najzimniej było bodajże 30 listopada w Białymstoku – czyli minus 15 stopni.
            Zima 2014/15 takich krótkich epizodów nie brakowało rowniez w styczniu i lutym, chociaz te poważniejsze były w grudniu.
            A i najważniejsze- mysle ze jednak w całej Polsce (poza górami oczywiście) jest możliwy totalny brak zimy w grudniu czy lutym. W styczniu pewnie juz nie. Na W kraju z cała pewnością, im dalej na wschód tym oczywiście mniejsza szansa.

          3. @kmroz
            “Oczywiście mowiac o pozostałych epizodach zimowy h w grudniu 2015 miałem na mysli ze były takowe OPRÓCZ tego z końca miesiąca. Tamten z końca to myślałem ze oczywiste dla nas obu i wszystkich innych ze był, natomiast te wcześniejsze dotyczyły np nie całej Polski i były duzo mniej wyraźne/istotne/oczywiste.
            To dobrze, że pamiętałeś o tym epizodzie zimowym z końca grudnia 2015, ale mimo tego i tak zapomniałeś że najniższe tmin m.in. u Ciebie odnotowano właśnie 30-31 grudnia, a nie 8 i 11 grudnia. :)
            “Co do kwesti leżącego śniegu w lutym 2014 to śnieg sie owszem topił długo bo było go duzo, miejscami na NE blisko pol metra jak nie wiecej. Ale i tak wystarczyło tydzien cieplej pogody by stopniał całkowicie. Jednak fakt leżących resztek śniegów nawet miejscami jeszcze 10 lutego nie oznacza ze była wtedy aura zimowa- jak mowię, topił sie długo bo pokrywa była bardzo duża”.
            Wiem to.
            “Co do mrozow -10 stopni czy wyższych to takie tez były tylko na początku lutego 2014. Potem juz były duzo słabsze (w niektórych regionach mogła sie i w 2 połowie lutego trafić noc z -10 stopni, ale to raczej pojedynczy przypadek)”
            Tak to też wiem tak było. :D
            “(..) a za dnia tez nie było 1-2 tylko tez duzo wiecej.”
            Nie twierdziłem, że tyle stopni w dzień tyle było przy mrozach ponad 10-stopniowych w nocy w lutym 2014 tylko podałem ogólnie dla przykładu.
            “Co do epizodu zimowego w grudniu 2014 to wg mnie i ten z początku grudnia i ten z końcówki był wyraźny (tylko ten drugi przyniósł wiecej śniegu), natomiast ten z początku grudnia był wyraźnie dłuższy”
            Zależy czy patrzysz pod względem ilości dni z termiczną zimą czy całodobowym mrozem bo właśnie były i takie i takie w I dekadzie grudnia 2014. Pod koniec grudnia 2014 w wielu regionach panował ok 5 stopniowy mróz i niższy w ciągu dnia i były opady śniegu. Tam gdzie się rozpogodziło w ostatnich dwóch dniach grudnia 2014 temperatura minimalna spadła do nawet minus 19 stopni w Lesku czy Zamościu – ja bym napisał, że ten incydent zimowy z końca grudnia 014 był intensywniejszy, ale krótszy niż w I dekadzie tego miesiąca.
            Tak wiem, że każdy miesiąc zimy 2014/2015 przyniósł jakieś incydenty zimowe.
            “A i najważniejsze- mysle ze jednak w całej Polsce (poza górami oczywiście) jest możliwy totalny brak zimy w grudniu czy lutym. W styczniu pewnie juz nie. Na W kraju z cała pewnością, im dalej na wschód tym oczywiście mniejsza szansa”.
            Widzę, że jesteś bardzo pewny siebie. Niestety nie mogę się zgodzić z tak postawioną hipotezą, że w całej Polsce w grudniu i w lutym jest możliwy totalny brak zimy (mrozu i śniegu). Nie jest to możliwe. Lokalnie na zachodzie Polski (np. Wrocławiu, Słubicach) tak, ale po za tym już nie.
            W styczniu wiadomo, że należy się spodziewać epizodów zimowych, bo praw podobieństwo ich wystąpienia jest bardzo duże. Znowu się nie zgodzę z dość szaloną tezą, że na zachodzie Polski w styczniu może nie być w ogóle opadów śniegu czy może nie zdarzyć się jakiś słaby mróz w ciągu dnia. Pisałem ci już, że nawet rekordowe ciepłe miesiące jak styczeń 2007, grudzień 2015, (poprzednio grudzień 2006), luty 1990 te bardzo ciepłe lute z 2016, 2014, 2008, 2002 przyniosły w jakiś regionach Polski mróz lub śnieg albo jedno i drugie. :) Także według mnie no nie ma szans aby gdzieś w grudniu, lutym śnieg i mróz w Polsce się nie zdarzyły tym bardziej na NE, całym wschodzie, południu.

  8. Święta B.N. w Łodzi chyba ciut cieplejsze od tegorocznych Wielkanocnych. W tamtym roku chyba był wpis o tym, że średnia temp. z ostatnich 5 lat świąt B.N. jest w skali kraju wyższa, niż świąt Wlkn. Czyżby w tym roku również tak było?

  9. Dzisiejszy pogodny i spokojny dzień m.in. w Warszawie (26.12.2017) po wielu pochmurnych, nierzadko wilgotnych, czasami wietrznych, będę mile wspominał – to wersja ciepłej zimy, którą naprawdę lubię.

    A tymczasem prognozy nie tylko na końcówkę grudnia, ale i 1. dekadę stycznia niezmiennie za zdecydowanie częściej “łagodnym” obliczem zimy. Gdyby styczeń i luty miały być naprawdę bardzo ciepłe, dobrze gdyby w obu kolejnych miesiącach przez przynajmniej 10-15 dni aura była podobna do dzisiejszej (a jeszcze lepiej z okresowo dwucyfrowym ciepłem za dnia).

    1. jesli wierzyc prognozom takich dni nie zabraknie. jeszcze w tym tygodniu szansa na podobną aurę jest jutro i w sobote, w czwartek też szansa na większe rozpogodzenia do południa.
      Na początku stycznia też widać nieco pogodniejszych dni występujących 50/50 z pochmurnymi i czasem deszczowymi. Ale znając życie druga połowa tej prognozy akurat ulegnie załamaniu.
      Dzisiejszy dzień mi natomiast uświadomił, że nie potrzeba silnego wyżu, i na pewno nie potrzeba mrozu, by było bezchmurnie zimą. Nie dość, że było pięknie to jeszcze dużo cieplej niż przykładowo 27.01.2017 roku, gdy było owszem bezchmurnie ale nad ranem -10 a w pełni dnia +2. Oprocz tego nie było prawie w ogóle smogu, który we wspomnianym dniu, co tu dużo mówić, był i to w bardzo groźnej skali. Zeszłej zimy brakowało dni jednoczesnie ciepłych i słonecznych, co mogło zachęcić do mroźnej zimy, ale np zimą 2015/16 było wiele takich dni, nie tylko w grudniu, ale też pojawiły się pod koniec stycznia i wbrew pozorom nierzadko w lutym.

  10. wg accuweather jest tymczasem szansa na drobny epizod zimowy w drugim tygodniu stycznia- ze sporą ilością słońca co powinno cieszyć, ale śnieg też może spaść. Odległość zbyt długa by poważnie traktować, ale mimo wszystko pierwszy raz w prognozach od tygodnia widze gdzieś jakiś zalążek zimy i światełko nadziei dla zimolubów ;)

  11. Szykuje się u mnie jakieś 16 godzin zimy po jutrze, a potem znowu jesień. Tragiczna jest ta pogoda od kilku miesięcy. święta wiadomo, standardowo jak co roku bardziej przypominały święto zmarłych niż Boże Narodzenie, ale to już się człowiek “zaaklimatyzował”. Ciekawe czy za swojego życia zobaczę jeszcze chociaż 30-35cm, o więcej to nawet nie myślę. Coś co jeszcze nie dawno było normą, dziś stało się już tylko historią. Moim zdaniem to właśnie na zimie najbardziej widać jak ekstremalnie szybko ociepla się u nas klimat, to w ostatnich latach padły u mnie wszystkie niechlubne rekordy zimowe jak: najmniejsza pokrywa śnieżna, najmniej dni ze śniegiem, najmniej opadów śniegu, najwyższy tmin zimy, etc. W takim tempie za kilka lat zima przepadnie już całkowicie. Już teraz śnieżny niż prawie w 90% przypadków oznacza od razu odwilż i ciapę.

    1. Ocieplenie klimatyczne trzeba oceniać z perspektywy globalnej i w skali wielu lat – tu konsekwencje mogą być o wiele poważniejsze, niż oceniając je np. w kontekście zim w Polsce w skali kilku ostatnich i kilku kolejnych dekad.

      Poza tym, nie wiem czy zauważyłeś jak dobrze da się zauważyć korelację (nie)zimowości zim ze zmiennością NAO. Widać wyraźnie jak wyraźnie „łagodniały” zimy po 1988 r. wraz z częściej dodatnim NAO, by w niektórych sezonach po 2000 r. były one ponownie częściej zimowe, gdy NAO częściej było ujemne. Pozostaje jeszcze kwestia blokad skandynawsko-rosyjskich, nawet przy dodatnim NAO. Póki co absencję zimowej aury zawdzięczamy przede wszystkim cyrkulacji atlantyckiej, zwłaszcza gdy ta występuję z częstszą komponentą S – a o czym od razu byśmy się przekonali gdyby nagle cyrkulacja w ogóle ustała, z jakiegokolwiek kierunku, w promieniu co najmniej 2000-3000 km wokół Polski.

      Oczywiście sam trend zmiany Tśr też się będzie ujawniał, ale głównie przy temperaturach blisko ‘normy’ lub nieznacznie powyżej niej – gdyż coraz częściej mamy wówczas temperatury na lekkim plusie, niż na lekkim minusie. I tak naprawdę ta właśnie perspektywa najmniej mnie cieszy – zwłaszcza przy bardziej mokrej aurze (deszcz ze śniegiem, mokry topiący się wolno śnieg, gołoledź, itp.) – a o czym mogłem przekonać się na przełomie listopada i grudnia b.r. w Warszawie. Natomiast osobiście nie przeszkadza mi zupełny brak zimowych elementów pogodowych, zwłaszcza przy aurze pogodniejszej, o czym mogłem przekonać się chociażby dzisiejszego dnia. Ba, taka właśnie wersja zimy niesie ze sobą sporo korzyści.

      Mam swoją ulubioną wersję zimowej zimy i wiem, że przy sprzyjającej cyrkulacji takowa będzie okresowo miała nadal miejsce. Jednak ostatnie roczniki coraz bardziej przekonują mnie do tego, że łagodniejsza wersja zimy nie zawsze musi oznaczać późnojesiennej szarugi. I w tym kierunku zmian wiążę głównie nadzieje na poprawę aury o tej porze roku (wraz z postępującymi zmianami klimatycznymi).

  12. U mnie szykuje się nawet jeden stopieniek mrozu w nocy z piątku na sobotę! Straszne! 😵 To będzie pierwszy jakikolwiek zimowy akcent od tygodnia i jedyny prognozowany na następne 7 dni. Normalnie zima stulecia! 😁

      1. Środowa Tmin w Warszawie blisko -2*C.
        Do lekkiego mrozu (zwłaszcza nocą) zimą nie potrzeba wiele. Wystarczyło, że pojawił się klin wyżu (nawet z sektora S), cyrkulacja strefowa (atlantycka)osłabła, noc była przeważnie pogodna, a wiatr osłabł, a przy tym z S/W lekko wykręcił na S/E.
        Trudno oczywiście mówić o zimie, ale głównie dlatego, że od W zbliża się kolejna zatoka niżowa, przed którą ma się ocieplić. Natomiast kolejny przymrozek możliwy w sobotę 30.12, za strefą opadową prognozowaną na piątek 29.12.

        1. U mnie jednak też wbrew prognozom przy pogodnym niebie zaatakował dzisiaj rano jednostopniowy mróz. I nawet szron był! Szok!

  13. Jeszcze apropo zimy. Ciekawe że znaczną część Kanady i Stanów Zjednoczonych atakują już po raz kolejny bardzo duże mrozy z rzędu. Właściwie od roku 2014 przynajmniej w jednym zimowym ( ale bywa że w dwóch albo nawet 3-ech) notuję się wyjątkowo niskie temperatury padają tam lokalne rekordy zimna

    1. @anonim

      To widać nawet z dzisiejszej trajektorii wstecznej. Jeśli prąd strumieniowy 4 dni temu był w połowie USA to co było na północ od niego?

      Z tym, że jak zwykle ten atak powietrza arktycznego atakuje głównie środek USA. Zachód i częściowo południe (Floryda) ma dodatnie anomalie.

      I nie jest to żaden atak “wiru polarnego” bo cyrkulacja stratosferyczna jest w normie, a temperatury nawet niższe niż norma. A to jest przeciwieństwem “nagłego ocieplenia stratosfery”, wieszczącego załamanie cyrkulacji strefowej.

          1. W USA taką zatokę górna nazywają wirem polarnym. Tylko pytanie, czy kreują to media czy meteorolodzy.

          2. Nabroili pewnie autorzy tego artykułu cytowanego w słowniczku AMG (Frauenfeld i Davies, 2003):
            http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1029/2002JD002958/abstract

            To oni zmiany geopotencjału górnej troposfery zaczęli nazywać “circumpolar vortex”. Potem zgubiono to “circum” (“wokół”) i zaczęto nazywać to “polar vortex”, tak jak ten stratosferyczny. A jest to mało “polarny” wir, jeśli jego zewnętrzy brzeg występuje na szerokości 40-50 N.

          3. PS. Nie wiem czemu Ty to nazywasz zatoką górną. Moim zdaniem to po prostu powietrze “polarne”, na północ od prądu strumieniowego (dawniej “frontu polarnego”).

          4. Wytłumaczę jeszcze o co mi chodzi. Wiem co to jest “upper-level trough” i oczywiście da się tę cześć wiru polarnego górnej troposfery tak nazwać (chociaż już chyba lepszy byłby górny niż). To jednak nie oznacza absolutnie, że Amerykanie myślą o pojedynczej górnej zatoce czy niżu, mówiąc “polar vortex”. Bo wir polarny, obojętnie czy stratosferyczny czy troposferyczny to zjawisko wokół-arktyczne. Ot coś takiego:

            http://wxmaps.org/pix/NHanim.html

  14. Boże Narodzenie jak Wielkanoc! Średnia temperatura za dni 24-26.12 wyniosła w Polsce +6,24°C. Dla porównania norma dla najbliższej Wielkanocy (31.03-02.04) wynosi +6,47°C.

    1. Czyli było jeszcze cieplej, niż średnio w latach 2009-2016. Ja już powoli zaczynam doszukiwać się w tym ponadziemskiego spisku…!:-)))
      A na poważniej… ciekawe kiedy ten stan się odmieni i czy np. w okresie 2001-2030 różnice w anomaliach między okresem bożonarodzeniowym a pozostałą częścią grudnia zmniejszą się po poziomu poniżej +/-1K, albo przynajmniej +/-2K?

    2. nie tylko temperatura “wielkanocna”, doznania organoleptyczne również. Na Muchowcu wczoraj tłumy ludzi jakby to czerwiec był. Dzieci jeżdżą na rolkach i hulajnogach. Trawa zielona jak wiosną. Było ok. 7*C przy słońcu.

      Taką ciepłą zimę to ja też “biere” bez gadania, ale rzeczywistość jest nieco smutniejsza – takie dni jak wczoraj i dzisiaj to rodzynki wśród potężnych ciągów szarej deprechy. Od czterech miesiecy na niebie widzę przede wszystkim szare chmury. Ten rok miał tych chmur naprawdę za dużo. Pogoda zebździła się do późnojesiennej słoty jeszcze szybciej niż w 2016r. (nikt nie sądził że to nawet możliwe, a jednak możliwe i to o cały miesiąc) i ciągnie się taka smętna żałoba do dzisiaj. Pierwsze 25 dni grudnia dały u mnie 16 godzin słońca, wcześniejsze miesiące też go przynosiły mniej, niż zwykle w ostatnich 15 latach (oprócz listopada, ten był raczej w normie, może nawet lekko ponad nią)

      Przed nami jeszcze dwa dziadowskie miesiące, czyli styczeń i luty. Od marca już wygląda to nieco lepiej. Wciąż może być brzydko (ostatni brzydki marzec to 2016 a naprawdę patologiczny to w 2009) ale tego słońca często jest ponad 100 godzin. W marcu takim jak 2011 to nawet blisko 200.

      Prognozy na styczeń są bardzo ciepłe (i to nawet jak na te modele, dawno nie widziałem prognoz wchodzących w “brązowe” kolory), a b. ciepły styczeń to zwykle dziadowska, słotna aura. Plusem brak smogu, choć tutaj trudno mówić o plusie bo to nam powinno zależeć na dbaniu o jakość powietrza, a nie modleniu się o pomyślną aurę.

      1. Luty już nie jest taki zły, bo do wiosny masz rzut beretem, wiec nawet w przypadku mrozów przy wyraźnie dłuższym dniu nie jest już tak źle. Najgorszym miesiącem w roku po styczniu jest listopad.

        1. A jakbyś trafił luty 2012 połączony z marcem i kwietniem 2013 to byś miał prawie 2 i pół miesiąca zimy licząc od lutego i pewnie byś tu płakał dzień w dzień.

        2. Wystarczy, że takie ochłodzenie jak w kończącym się roku w II dekadzie kwietnia miałoby miejsce w lutym, a nawet jeszcze i marcu, i możemy mieć konkretną zimę aż do początku kwietnia.
          Czy ktoś podczas ciepłego marca i początku kwietnia b.r. takiego obrotu spraw się spodziewał? Jestem więcej niż pewien, że w większości przypadków CFS takich sporych zmian jak wówczas nie wychwyci w okresie, kiedy średnia anomalia tydzień w tydzień waha się na ogólnym poziomie +2/+5 K (co ma zresztą miejsce obecnie).

          1. “Najgorszym miesiącem w roku po styczniu jest listopad”

            >>> Ciekawe, w czym jest od nich lepszy grudzień? – zwłaszcza jak dominuje taka wilgotna, pochmurna i późnojesienna aura (poza 2-5 dniami) jak w tym roku?

          2. Pod względem zachmurzenia, wilgotności powietrza, usłonecznienia i dni z opadami to najgorszy w roku jest grudzień. I to prawie w każdym klimacie umiarkowanym europejskim, nie tylko w Polsce. Nie jest to najzimniejszy miesiąc roku (dopiero trzeci) ale jest najgorszy jeśli chodzi o ilość wilgotno-smętnej pogody.

          3. Lucas, Daniel – co do zimnej wiosny to niestety to jeden z wielu minusów naszego klimatu, czyli u nas nigdy nie wiadomo, kiedy kończy się zima. Może zarówno kończyć się jak w tym roku w maju, ale w lutym. A jeśli chodzi o najzimniejsze miesiące, to grudzień ostatnio jest ciepły, a poza tym masz w perspektywie święta i Nowy Rok. W listopadzie za to nie masz nadziei na nic, bo do wiosny daleko, dzień się skraca itd. Dlatego najgorszym miesiącem jest listopad, a po nim styczeń, bo rzadko kiedy bywa ciepły. Najbardziej nielubiane miesiące to w kolejności listopad, styczeń, październik (ostatnio), grudzień, luty i o dziwo lipiec (też ostatnio).

          4. zima kończąca się w maju… mógłbyś rozwinąć myśl @ert ?
            bo czegoś takiego nie pamiętam za mojego życia. najpóźniejszy koniec zimy był w 2013- coś koło 7 kwietnia.

          5. Kmroz – mówiąc zima, miałem na myśli chłody, ochłodzenia, oczywiście nie zimę w znaczeniu astronomicznym. Ale generalnie jeśli wiosną na przełomie kwietnia/maja jest w dzień 4-5 stopni to trudno nazwać to wiosną.

          6. w sumie w tym co ert gada jest ziarno prawdy. bo w tym roku mimo że w kwietniu pizgało, to u mnie w połowie miesiąca było już super zielono (po tym ciepłym marcu i I połowie kwietnia). a na północy wciąż same gołe badyle, każdy co ma rodzinę na Mazurach tak gadał, ze to jest bez porównania.

            tak więc u mnie nawet jak się jakiś tam śnieg zdarzył 27 kwietnia czy 9 maja (co samo w sobie występuje raz na kilka lat) nie oznacza, że zapanowała zima, bo krajobraz był zdecydowanie wiosenny.

            Ale u niego jak były gołe badyle i do tego zrobiło się ledwo kilka stopni powyżej zera w dzień, to można było się poczuć jakby wciąż była ciepła zima.

        3. Ale grudzień różni się tym, że już na wielu ulicach są iluminacje świąteczne, które sprawiają, że jest od razu inna atmosfera. I ogólnie bliżej Świąt. No – teraz już dalej. Ale do Sylwestra jest jeszcze klimatycznie. :)

          1. Ale iluminacje są też w styczniu, kiedy to mamy karnawał i zarazem podczas którego wydłuża się nam już dzień.
            Jeżeli już brać pod uwagę te wszystkie czynniki ja bym powiedział, że statystycznie najgorsza w skali roku jest końcówka listopada.

      2. Co do problemu smogu – ja właśnie uważam, że dobrze, że okresowo mamy aurę suchą (a wręcz pogodną) i/lub mało wietrzną i/lub mroźną, bo…
        Temu toksycznemu problemowi trzeba nareszcie zacząć skutecznie przeciwdziałać, ponad wszelkimi podziałami – a nie liczyć cały czas na aurę sprzyjającą “zamiataniu jego pod dywan”. Wyobraźmy sobie, że wyrzucam śmieci na ulicę i się cieszę jak zaczyna wiać wiatr, bo je przedmucha. Albo wylewam toksyczne substancje na ulicę i cieszę się jak spłukuje je padający deszcz. Prymitywne podejście, nieprawdaż?

        Już dzisiaj mieliśmy spore zanieczyszczenie m.in. pyłami zawieszonymi, gł. na bardziej zurbanizowanych terenach Śląska, Małopolski (w tym zapewne także w kotlinach górskich) i Mazowsza. Ale jak stwierdzono, sytuacja na szczęście zacznie się poprawiać z uwagi na coraz silniejszy wiatr (który im bliżej gór, tym ma wiać coraz mocniej – w nocy i jutro do 70-80 km/h) i kolejne opady, zwłaszcza z czwartku na piątek. I w ten oto sposób “długo” nacieszyliśmy się długo oczekiwaną poprawą pogody – i to przy przewadze temperatur dodatnich…

  15. A na TP dywagacje/spekulacje, czy grudzień to miesiąc (jeszcze) zimowy, czy (już) wiosenny! Oto one:
    http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2017-12-27/grudnie-coraz-bardziej-wiosenne-kwitna-kwiaty-lataja-pszczoly/

    Jak dla mnie jest to robienie ludziom przysłowiowej wody z mózgu. Dlaczego?

    1) Jeżeli już szukać podobieństw do jakiś innych pór roku, to raczej nadal do jesieni, niż już do wiosny. Zresztą tak naprawdę, jeżeli już się do tego odwoływać, to w sensie termicznym graniczną temperaturą jest próg 5*C, a nie 0*C. Poza tym, aby mieć do czynienia z autentyczną wiosną termiczną i fenologiczną to trzeba do tego nie tylko odpowiednich temperatur, ale i nasłonecznienia również.

    2) Przypisywanie całych miesięcy do danych pór roku ma sens tylko w kontekście takim jak obecnie przy porach meteorologicznych – a te wiadomo, że nie zależą od bieżących warunków pogodowych. Nie wiem, czy ktoś z piszących takie artykuły wziął pod uwagę, że nawet na terenie samej Polski (i to pomijając góry) możemy mieś różnice Tśr np. 3-6 st. I co wówczas? Poza tym, możemy mieś spore różnice w ramach danego miesiąca i między poszczególnymi rocznikami. Czy ktoś z formułujących takie oceny miał na względzie, że np. ostatnie grudnie naznaczone są dodatnim NAO i dominacją cyrkulacji “atlantyckiej”? Natomiast przy ujemnym NAO i/lub blokadzie skandynawsko-rosyjskiej możemy mieć nadal solidną zimę. Ale jest to zmienność pogodowa, która w różnych okresach (dekadach) może być różna.

    3) Jeżeli już odnosić się do zmian klimatycznych i zarazem termicznych pór roku to nie możemy powiedzieć niczego więcej, niż to, że np. statystycznie grudnie z czasem (przy odpowiednio szeroko dobranym okresie analiz – min. 30 lat) będą coraz rzadziej przynosiły aurę zimową, a coraz częściej bez mrozu i śniegu (lub coś podobnego). Natomiast ta nadal będzie podlegała sporym wahaniom.

    A może po prostu lepiej skwitować, że podczas ostatnich grudni mamy zdecydowanie częściej zimę w wydaniu bardziej “atlantyckim” – bez klasyfikowania całego miesiąca jako zimowego lub wiosennego, jak czynione jest to w tym artykule.

    1. Grudzień w Polsce to jeszcze zima (w sensie Tśr<0) ale już ledwo, ledwo… Średnia za okres 1961-1990 to -0,87*C, za 1981-2010 to już -0,60*C, a za 1991-2016 (który wkrótce będzie brany jako bazowy) to zaledwie … -0,31*C. Na razie, bo jak grudnie 2018-2020 się dobrze postarają i będą mieć Tśr=+2*C, to średnia za całe 30 lat wyjdzie na zero. Grudzień 2017 już spełni swoje zadanie.
      Czyli grudzień wkrótce może stać się (oczywiście nie wiosną ani nawet przedwiosną), ale raczej powiedziałbym (biorąc pod uwagę trend spadkowy temperatury) przedzimiem.

      1. Tu raczej chodzi o bezsensowność opatrywania całego miesiąca, w całej Polsce, w różnych rocznikach jakąś jedną etykietką – za podstawę klasyfikacji uznając jakiś parametr, który z natury rzeczy będzie się różnie kształtował w różnych przypadkach (dniach, rocznikach, miejscach). A sama Tśr tu niewiele mówi. Przykładowo, który grudzień będzie bardziej zimowy, jeżeli Tśr wyjdzie lekko ujemna przy przewadze dni z Tśr-dobową dodatnią, czy jeżeli Tśr wyjdzie lekko dodatnia przy przewadze dni z Tśr-dobową ujemną? (nie wspominając już o zróżnicowaniu przestrzennym, czy odnośnie czasu zalegania i wysokości pokrywy śnieżnej).

        1. Jedno jest pewne na 100% grudzień jest miesiącem zimniejszym zarówno od marca jak i listopada. Jest 3 miesiącem po styczniu i lutym pod względem średniej licząc od najzimniejszego miesiąca. Jeśli grudzień mielibyśmy zaliczyć do jesieni to mielibyśmy 3 miesiące meteorologicznego lata i wiosny, 2 miesiące zimy i 4 miesiące jesieni. W takim wypadku nazywanie marca jako przedwiośnia co TP często czyni jest bez logiki bo jak napisałem wcześniej marzec jest cieplejszy od grudnia a przedwiośnie charakteryzuje się niższą średnią niż jesień. Na siłę można by nazwać grudzień przedzimiem ale tylko w wypadku rozszerzenia nazw pór meteorologicznych ( skróciła by się wtedy wiosna meteorologiczna jak jesień) ale wtedy taka klasyfikacja by nie byłaby najlepsza bo nadal średni marzec ma wyższą średnia od grudnia. Pomimo faktu częstszego występowania pogody atlantyckiej lub de facto przedzimowej w grudniu niż zimowej jak widać nie ma sensu zaliczać grudnia do jesieni, a zaliczenie go do wiosny to już kompletny absurd. Wyobraźmy kończy się jesień na listopadzie w grudniu przechodzimy do wiosny po czym przechodzimy w styczniu i lutym i w marcu ponownie do wiosny. Nawet gdyby zlikwidować nazwę zima ( co też jest absurdalnym pomysłem, pomimo że styczeń i luty też nie zawsze są zimowe) to grudzień musiałby zostać zaliczony do jesieni a styczeń miesiącem przejściowym. Widać więc jakie bzdury są na TP. Że grudzień to miesiąc najlepiej pokazuję przyroda w zimowych miesiącach w tym w grudniu. Oznaki początku wegetacji obserwuje się poza wczesną wiosną w najcieplejsze dni zimowe właśnie w grudniu styczniu czy lutym. Grudzień jest pierwszym miesiącem po zakończeniu wegetacji w listopadzie kiedy można to obserwować, ale zwiastuny jak wiemy są obserwowane podczas najcieplejszych styczniu, nie pisząc już o lutym

          1. Przede wszystkim w naszym klimacie przejściowym możemy mieć tak dużą zmienność pogodową, że tego typu klasyfikacja mija się z celem.

          2. Oczywiście dla tego choćby dlatego najlepszym wariantem choć nie idealnym jest trzymanie się 4 podstawowych pór roku z których każdy składa się z 3 miesięcy. Polska leżąc w strefie umiarkowanej ciepłej w strefie lasów mieszanych jest w strefie gdzie ten podział ogólnie jest równy i ( choć wiadomo że istotną cechą naszego klimatu jest zmienność). Gdybyśmy byli w strefie klimatu umiarkowanego chłodnego ( tajgi-znaczna część np. znaczna cześć Norwegii, Szwecji i Finlandii) to spokojnie np. marzec i listopad moglibyśmy zaliczyć do zimy. Z kolei gdybyśmy byli w strefie klimatu podzwrotnikowego (np. Hiszpania, Portugalia, Grecja) to zimę de facto można byłoby już w ogóle wykluczyć, ponieważ nawet w najzimniejszym miesiącu czyli styczniu śnieg i mroź całodobowy jest normą tylko wysoko w górach zaś na nizinach jest skrajnie rzadki ( np S Hiszpanii: Portugalii czy Grecji właściwie się nigdy nie zdarzył), zdarzają się tam mróz ale tylko nocami

          3. @anonim
            Pory meteorologiczne jest sens stosować niezależnie od warunków pogodowych, bo one są przydatne z punktu widzenia systematyki i klasyfikacji – i tu narzucenie jakiś sztywnych ram czasowych ma sens.
            Natomiast pory termiczne nigdzie nie powinny być wiązane na sztywno z danym miesiącem, bo z natury rzeczy odnoszą się do parametru podatnego na “szum” pogodowy.
            A jeżeli gdzieś w danym miesiącu panuje (niemalże) zawsze zima lub (niemalże) zawsze lato, to lepiej po prostu traktować o miesiącu z aurą w pełni zimową/letnią, niż o miesiącu zimowym/letnim (itp.) [a co zarezerwowane jest dla pór meteorologicznych].

          4. Wraz z ociepleniem klimatu skraca nam się zima, a wydłuża jesień i przedwiośnie. W ciepłych zimach ciężko nawet ocenić granicę między późną jesienią a przedwiośniem, bo jest to w gruncie rzeczy ten sam typ aury. W sezonie 2015/6 mieliśmy chociaż w miarę zimowy styczeń, dzięki czemu ten paskudny wilgotny luty traktujemy bardziej jako przedwiośnie niż jako jesień (wszak przed nim była zima i to przez kilka tygodni) ale w niektórych sezonach czegoś takiego nie ma. Np. 2014/5 przynosił taką aurę na pograniczu typowego listopada i wczesnego grudnia przez kilka miesięcy. Bardzo dużo chmur, wilgotno, dodatnia ale nie jakaś super wysoka temperatura. Dopiero w marcu się tam ładniej zrobiło.

          5. “Np. 2014/5 przynosił taką aurę na pograniczu typowego listopada i wczesnego grudnia przez kilka miesięcy.”
            Mimo wszystko zimą 2014/2015 akcentów zimowych, szczególnie na południu kraju było najwięcej w porównaniu do zim 2013/2014 oraz 2015/2016, gdzie pogoda zimowa ograniczała się do 1-2 dłuższych epizodów, ale nie niosących na ogół dużo śniegu.
            Na przełomie listopada i grudnia 2014 mieliśmy mroźną pogodę, na przełomie grudnia i stycznia 2014/2015 było jeszcze więcej mrozu i trochę śniegu. Następnie 24/25.01 przeszła fala śnieżyc na południu kraju, kolejny niż przeszedł na koniec miesiąca. Początek lutego co prawda bez większych mrozów, ale z regularnymi opadami śniegu, silnymi 8 lutego. Następnie się ociepliło i śnieg stopniowo topniał, ale było wiele słonecznych dni. Oczywiście w cieplejszych regionach kraju śniegu było mało, a niektóre miejsca (m.in. na wschodzie kraju) opady w większości ominęły.

  16. Co raz ciekawsze prognozy na jutrzejszą noc dla południa. Zapowiada się bardzo obfity opad śniegu, GFS daje ponad 10mm, ecmwf podobnie i to wszystko raptem w kilka godzin. GFS daje 7mm opadu w 6h dla Katowic, ale np aż 8mm/3h dla Bielsk0-Białej, biorąc pod uwagę, że będzie to opad przy temperaturze bliskiej zera to śnieg będzie wszystko oblepiał. Jeszcze wczoraj wydawało się, że ledwo poprószy. Rzadko zdarza się, żeby model zwiększał opad śniegu czym bliżej jego wystąpienia.

    Piątkowy poranek na południu Polski może być bardzo trudny, a nad ranem w sobotę może być lokalnie poniżej -10.

  17. Jak ktoś chce sobie zobaczyć mroźne fusy to niech luknie na osłonę GFS z 12:00… bo to tak rzadki widok, że proponuję zrobić screena i zapisać hehe, bo jutro już po tych mroźnych fusach śladu nie będzie…… no chyba, że……..

  18. GFS oszalał. Na północ od Zakopanego daje 11mm/3h i 20mm/6h w postaci śniegu. Przecież to jakiś śnieżny armagedon. 15-25cm śniegu w 3-6h…mam nadzieje, że będą jakieś filmiki/zdjęcia. W górach pewnie też nieźle dosypie. Lokalnie GFS daje ponad 30mm opadu śniegu w niskich partiach gór. Nawet w Katowicach prognozuje 11-12mm opadu, chwilowo bardzo intensywnego(4mm/3h). Natomiast UM nie dość, że daje 3x mniej opadu to jeszcze w postaci samego deszczu. Opad ma wejść za kilkanaście godzin, ciekawe który model zaliczy sromotną porażkę. :)

    1. Także dla Warszawy prognozowane przez UM na jutrzejszy poranek sumy opadowe wzrosły do nieco ponad 10 mm – najpierw w postaci głównie deszczu, później głównie mokrego śniegu. A między wieczorem 29.12 a porankiem 31.12 miałby utrzymać się niewielki mróz.
      A kolejna strefa opadowa (tym razem wraz z ociepleniem) już w Sylwestra.
      Czyli niże nas na dłużej nas nie opuszczają, a przy tym będziemy mieli jeszcze jakieś ostatnie zimowe akcenty w kończącym się pochmurnym i wilgotnym 2017 r.

  19. O, mamy nawet powietrze znad Afryki:

    Trzeba by zawiadomić dziennikarzy 😏

    Tymczasem IMGW z uporem godnym lepszej sprawy wali wszędzie w Europie różne warianty powietrza polarno-morskiego (PPm, PPmc i PPms na zmianę). Drodzy synoptycy, to powietrze po tygodniu krążenia nad Europą nie jest na pewno morskie, a i z polarnym bym dyskutował.

  20. Ciekawie a zarazem niebezpiecznie zapowiada się nocny opad śniegu w Beskidach, w samym bielsku może spaść 10-15cm nawet co na pewno doprowadzi do “paraliżu”, Więcej info jutro :)

      1. Powiedziałbym, że prawdziwej i trwalszej zimy nie widać – bo jej akcenty (przejściowe opady mokrego śniegu, przymrozki) w dwóch kolejnych dniach będą chociażby miejscami na Mazowszu.

        1. Przymrozki i opady przejściowo mokrego śniegu jak pokazał ten rok mogą się zdarzyć również w maju, więc pod koniec grudnia to żadna zima. Nawet nazwanie tego czegoś lekką zimą byłoby nadużyciem. O tej porze to powinna być już stała pokrywa śnieżna i całodobowy mróz, a doszło do tego, że jakieś pojedyncze płatki śniegu czy dwustopniowy przymrozek urastają do rangi wielkiego wydarzenia. Absurd!

          1. “(…) jakieś pojedyncze płatki śniegu czy dwustopniowy przymrozek urastają do rangi wielkiego wydarzenia.”

            >>> Kto tak uważa, bo ja czegoś takiego nigdzie nie zauważyłem?

  21. Dziwne, że żadnego artykułu i ostrzeżenia na blogu nie ma. Przecież na południu kraju w terenach podgórskich szykuje się jakiś śnieżny armagedon w nocy. Bardzo intensywne opady sięgną też większych aglomeracji jak Katowice czy Kraków. Ktoś kto pójdzie spać o 22-23, rano może przeżyć lekki szok. Bardzo prawdopodobne, że ruch w wielu miejscach na południu w godzinach rannych, gdy ludzie będą jechać do pracy, po prostu stanie. Lokalnie może spać do 15cm w kilka godzin, a w terenach podgórskich nawet do 30cm ledwie przez noc.

    1. Bez przesady. Po pierwsze opady mocno ograniczone przestrzennie, po drugie na terenach górskich i pogórza gdzie 15 cm (w grudniu!) to naprawdę nic niezwykłego, po trzecie IMGW wydał ostrzeżenie 1 stopnia, co też pokazuje, że sprawa nie jest poważna, bo to najniższy stopień. A po czwarte w sylwestra i tak to wszystko spłynie… I tyle będzie z tego “wielkiego” ataku zimy…

      1. A jak latem w 1-5h przechodzi burza to też “nic takiego”, bo na drugi dzień już i tak będzie po wszystkim?
        A odnośnie ostrzeżeń… z tego co pamiętam na dzień 11.08 b.r. też nie było wcześniej jakiś “szczególnie niepokojących” ostrzeżeń IMGW dla Kujaw i E Pomorza…

        1. Jeżeli burza nie przynosi jakichś większych szkód i przede wszystkim nie ma ofiar w ludziach to oczywiście, że to “nic takiego” i nie warto się nad nią rozwodzić. A co do 11.08 to nie wiem, ale chyba przewidzieć “coś takiego” co do skali, terminu i przede wszystkim miejsca wystąpienia i to jeszcze z rozsądnym wyprzedzeniem czasowym domyślam się, że raczej nie jest łatwo.

          1. “Jeżeli burza nie przynosi jakichś większych szkód i przede wszystkim nie ma ofiar w ludziach to oczywiście, że to “nic takiego” i nie warto się nad nią rozwodzić”

            >>> Tak, tylko że to wiadomo dopiero po fakcie. Wcześnie lepiej bezwzględnie o takich zdarzeniach informować (ostrzegać).

          2. Z grubsza rejon z możliwością wystąpienia najsilniejszych porywów, został wtedy dobrze przewidziany przez modele, nieźle poradził sobie UM. Pamiętam, że przed 15.08.08 ostrzeżenia od łowców burz pojawiały się dwa dni przed, bo wiele modeli wskazywało na bardzo ryzykowne warunki.

  22. @Marcin
    Na S Polski – i to nie tylko w zasadniczych górach – ma spaść w nocy i o poranku średnio 15-20 cm śniegu. I co z tego, że ten epizod zimowy potrwa raptem ok. 2 doby? Letnie burze i towarzyszące im ulewy też najczęściej nie trwają nieprzerwanie długo.

    A prognozowane sumy jak na grudzień będą na obszarze od W Karpat po Jurę i Góry Świętokrzyskie dość spore i w krótkim czasie. Poza tym, zasadnicze opady – przeważnie mokrego (a więc i ciężkiego) śniegu – pojawią się niewiele przed porannym szczytem komunikacyjnym (a jutro mamy piątek). A przecież jest to obszar dość mocno zaludniony i zurbanizowany.

    Oczywiście, że nie ma co usensacyjniać ocen dot. tej strefy opadowej, ale i traktowanie jej na zasadzie (cytuję):
    “(…) jakieś pojedyncze płatki śniegu czy dwustopniowy przymrozek urastają do rangi wielkiego wydarzenia.”
    jest niepoważne.

    1. Nie umniejszam znaczenia tych opadów, ale jestem też przeciwnikiem niepotrzebnego bicia na alarm. Weźmy poprawkę, że to tereny górskie i wyżynne, a tam opad 15 czy nawet 20 cm śniegu i to pod koniec grudnia! to naprawdę nic wyjątkowego. I mówimy tu przecież o opadach, bo realna pokrywa będzie niższa. GFS daje tylko kilka cm pokrywy w Krakowie i Katowicach. Poza tym raczej każdy rozsądny kierowca ma założone opony zimowe, a służby będą działać. A te przymrozki i płatki śniegu odnosiłem oczywiście do pogody na nizinach, czyli braku realnej zimy, a nie tej strefy opadowej.

      1. Nie każde pisanie o czymś musi od razu oznaczać “bicie na alarm”.
        Równie dobrze można było skwitować, po co pisać w kółko o bardzo ciepłych Świętach BN? Czy to też było biciem na alarm?

        1. Oczywiście, ale pisanie o jakimś śnieżnym armageddonie w zestawieniu z tymi 10-15 cm brzmi (jak dla mnie) jednak trochę niepoważne, zwłaszcza kiedy rzecz dotyczy pogórza…

          1. Jako, że pochodzę z pogórza wypowiem się.. Oczywiście 10-15cm to nic strasznego, ale w takim Bielsku wystarczy to do powstania bardzo dużych korków i małego ( lub większego ) paraliżu na drogach, tym bardziej, że tak jak Lukas pisał rano będzie najgorzej.

          2. 10-15cm to ogólnie mała wartość, ale człowieku rozumiesz, że te 15cm ma spać w 4-5h przy temperaturze około 0st? A np w rejonie Zakopanego gfs prognozuje nawet ponad 20cm w te 4-5h. A wszystko przed szczytem komunikacyjnym rano. To jest bardzo poważna sprawa. Oczywiście o ile się sprawdza prognozy

          3. Rację ma i jedna i druga strona.
            Nawet w zimie jak dłużej nie ma śniegu a gadasz przyjaciołom
            że jutro będzie biało – wart to powiedzieć by spojrzeć w szeroko rozdziawione oczy ;-)
            Opady takie sobie http://pogodynka.pl/polska/snieg/
            rekord? na 7CET to 22 cm Istebna , niziny zabielone , Katowice 4cm. W noc sylwestrową ciekawie bo w miarę pogodnie i ciepło na maxa w sporej części RP. Najlepszego w Nowym Roku.

          4. A Bielsko-Biała raptem 7 cm, Kraków to już w ogóle zasypany na maksa, aż (uwaga) 1 cm !!! Śmiechu warta taka zima… Równie dobrze można by ostrzegać przed jutrzejszym porannym przymrozkiem, tylko czy w grudniu ma to sens?

          5. @Marcin
            A co nie można normalnie pisać o bieżącej sytuacji pogodowej – tylko pogodę przeklinać, albo z niej drwić?

        2. Zresztą ja uważam, że jest sens przestrzegać przed przymrozkiem w nocy i o poranku 29/30.12 – bez względu na to jaki mamy miesiąc i dzień w kalendarzu. Dlaczego? Nie z uwagi na niebezpiecznie niski poziom temperatury, lecz z uwagi na możliwe oblodzenie – tam, gdzie dzisiaj przechodzą lub przechodziły strefy opadowe. Słusznie zresztą IMGW ostrzega przed oblodzeniem (a nie samymi przymrozkami, które to jednak mają z tym związek).

          1. Z tego co wiem IMGW ostrzega przed mrozem jako takim tylko poniżej -15. I słusznie, bo inaczej przy normalnej zimie cała mapka Polski musiałaby stale być na żółto, co też nie miałoby sensu.

  23. W tym roku ciepło nie tylko w święta, ale i w sylwka. Na ICM UM widać, że noc sylwestrowa może przynieść temperaturę nawet powyżej +5 stopni, co by było jedną z najwyższych wartości w XXI wieku. Do tej pory najcieplejszy Sylwester to ten z 2006 roku, o północy było u mnie +6 stopni.

    Zauważmy, że akurat Sylwester w ostatnich 18 latach dominował w odsłonie zimowej, zwłaszcza jeśli chodzi o temperatury bo ze śniegiem to bywało różnie. Zimne noce noworoczne pojawiały się nawet w ciepłe zimy, na przykład w noc 2015/16 mróz w dużej części kraju był dwucyfrowy. W Nowy Rok 2016 na wschodzie było aż -9 w dzień. Najzimniejszy sylwester wystąpił u mnie w roku 2002, temperatura spadła do prawie -18 stopni. I w tym roku tak zimno z pewnością nie będzie, ba, ogromna szansa że nie będzie żadnego mrozu.

    1. Przede wszystkim będzie bardzo mokro, bo nie dość, że na S Polski będzie topił się śnieg, to i również w dniach 31.12-01.01 prognozowana jest kolejna porcja deszczu.

      Ciekawi mnie też, czy pierwszy dzień Nowego Roku okaże się najcieplejszym w styczniu, a im bliżej połowy i końca miesiąca tym będzie częściej i bardziej zimowo, czy też “atlantycka” wersja zimy zdominuje także styczeń, a może i luty również? [na razie, w terminie od Trzech Króli naprzód niczego nie można wykluczyć].

  24. Gfs daje 5cm ale weźcie pod uwagę, że przy pluszowe temperaturze, więc jak silny to musi być opad. Rzadko widzę w prognozach opady śniegu rzędu 7mm/3h. To będzie przed szczytem komunikacyjnym, gdzie problem będzie 3cm a co dopiero zapowiadane 10-15 czy wyżej ponad 20cm. To są wartości raptem za 5-6h odpadu. Zobacz na radarze jaka odb wchodzi do Polski. Post do Marcina głównie, bo nie mam jak inaczej odp.

  25. Póki co jest ciepło, ale nieprzyjemnie bo pochmurno i deszczowo. Ostatnie 2 dni były naprawdę przyjemne (26 i 27 listopada).
    Oby w zamian za “ciepłą” zimę nie było powtórki z kwietnia 2017 lub października 2016. Arktyczne powietrze jest pożądane najbardziej teraz. Nie mogę się doczekać słońca i śniegu, przez obecną pogodę czuję się bardzo źle, mam problemy z koncentracją. Nie że się wyżalam ale tłumaczę, czemu nie trawię zimy w wydaniu atlantyckim. Zresztą w porze ciepłej, gdy jest ciepło, wilgotno i pochmurno, taka aura nie sprzyja wysiłkowi umysłowemu.

    1. Rzecz w tym, że kwiecień 2017 wystąpił po mroźnym styczniu 2017 i ogólnie zimie w normie, a październik 2016 tenże styczeń i zimę w normie poprzedził… Jaka więc gwarancja, że po normalnej czy srogiej zimie nastanie ciepła wiosna? Niestety taka sama jak po ciepłej zimie, czyli żadna…

      1. W Polsce wiosna przeważnie jest do bani i bez znaczenia jest czy poprzedzała ją zima mroźna czy ciepła.

          1. A mnie tegoroczny grudzień tylko utwierdza w przekonaniu dlaczego nie przepadam za zimą z Tśr rzędu +2*C, zwłaszcza przy aurze częściej “atlantyckiej”…

  26. Po trochu co do tematu przewidywań modeli na miesiąc do przodu – Pani z Ameryki tłumaczy, czym się określa tam “Polar Vortex”. Sam już myślałem, że nosi on miano blokady cyrkulacji strefowej zimą poprzez stacjonujący mroźny niż, a tutaj chodzi jednak o stały prąd strumieniowy z zimnym powietrzem arktycznym. Osłabnięcie tej cyrkulacji, może powodować większe chwilowe mrozy… jak mówi. W Polsce ten nieszczęsny ich “Wir Polarny” powinien zatem dawać przeważnie cyrkulację atlantycką. Nieszczęsne te nazewnictwo. Powinno się zatem mówić, że “Wir polarny się osłabił i cześć mroźnego powietrza została uwięziona w jakimś okresie nad danym obszarem” zamiast “Nad nami jest arktyczny wir polarny” jak np. w marcu 2013, czy nie? https://www.theweathernetwork.com/us/news/articles/polar-vortex-demystified-bitter-cold-next-week-in-canada/75755/

    1. @Mxn

      Oba znaczenia są używane. Tzn “wir polarny” to cyrkulacja uśredniona południkowo strefowa w stratosferze (np. 60-90 N), a zarazem obszar nad którym znajduje się powietrze biorące udział w tej cyrkulacji. Nie ma możliwości pomyłki bo z kontekstu wynika o czym mowa:

      – “wir polarny osłabł w lutym”
      – “wir polarny objął wschodnie stany USA”.

      I co ciekawe oba te zdania mogą opisywać tę sama sytuację bo słabsza cyrkulacja strefowa oznacza silniejszą południkową (zimne powietrze znad Arktyki się bardziej rozłazi) [1]. Zresztą to samo jest niżej w troposferze, z tym że łatwiej to opisywać bo istnieje do tego powszechnie rozpoznawalna terminologia: granicą jest prąd strumieniowy, a indeks strefowej cyrkulacji to AO.

      [1] Jedynym który tego nie rozumiał był wielki fan “wiru polarnego” o kilku ksywach (w tym “ren”). Zawsze mu się błędnie wydawało, że silny wir polarny oznacza u nas lodowatą zimę. Co prawda u niego wszystko oznaczało lodowatą zimę, więc może niesłusznie się dziwię.

      1. I jeszcze o terminologii. Ktoś tu użył nazwy “górna zatoka” jako rzekomo oczywistą nazwę dla zatoki geopotencjału. Amerykanie mieli rzekomo nazywać górne zatoki wirami polarnymi (o tym, że to co innego, już pisałem). Nie jest taka oczywista bo ona (górna zatoka) też pochodzi z terminologii amerykańskiej (jak zwykle mocno u nas skundlonej). Amerykanie mianowicie słowo zatoka trough używają prawie wyłącznie dla górnej troposfery. Czyli trough to zatoka geopotencjału (najczęściej na 500 hPa). Różnią się od Brytyjczyków, którzy o zatokach mówią dla dolnej troposfery nazywając tym każdą linię zbieżności czyli jakby woleli Amerykanie linię szkwału. Natomiast “trough” to dla nich raczej “upper level low” (niż górny). Do nas to wszystko dochodzi jako wymieszana papka i stąd polska terminologia meteorologiczna to, bądźmy szczerze, jeden wielki śmietnik.

        Na dowód że trough = upper level low mogę podać te stronę:
        http://ww2010.atmos.uiuc.edu/(Gl)/guides/mtr/cyc/upa/trgh.rxml

        1. I jeszcze jedno. Trudne do uwierzenia ale prawdziwe.

          “SŁOWNIK TEMATYCZNY TERMINÓW, WYRAŻEŃ I ZWROTÓW stosowanych w prognozach meteorologicznych”

          produkcji IMGW nie podaje jakiejkolwiek terminologii dla zjawisk w górnej troposferze (nie wspominając o stratosferze). Nie ma tam górnych frontów, górnych niżów ani zatok. Ba, nie ma nawet prądu strumieniowego!

          Czyli synoptyk IMGW przygotowując prognozę meteorologiczną ma pozostawać wyłącznie w kręgu terminów dostępnych jego kolegom sprzed 100 lat gdy nic nie wiedziano o tym co dzieje się wyżej niż podstawa chmur. Jest to chyba najpiękniejszy dowód na to jak bardzo jesteśmy w tej dziedzinie zacofani.

          1. Synoptycy ICM, używają określeń zatoka górna i niż górny. Dośc dobrze opisują pole geopotencjału.
            .

  27. No i tak jak się spodziewałem i pisałem – opad był potężny. Mam filmik nagrany, ale nie wiem czy tu w ogóle da się wstawiać takie rzeczy. Zdecydowanie najsilniejszy opad tego sezonu, a moim zdaniem jeden z silniejszych w ostatnich latach. W ciągu 3-4h spadło 5cm śniegu, a przecież cały czas temperatura była na plusie. Przez ponad godzinę padało z intensywnością ponad 30DbZ, co daje opad o natężeniu 4mm/1h, czyli potężny opad śniegu, który zwykle występuje przy śnieżnej konwekcji i trwa chwilę. Szkoda, że nie było mrozu, bo myślę że dziś w wielu miejscach leżałoby 10-15cm śniegu. Teraz czekamy na poranne przymrozki, jak się wypogodzi to -5/-7 realne.

    1. “Szkoda, że nie było mrozu, bo myślę że dziś w wielu miejscach leżałoby 10-15cm śniegu.”

      >>> Podobne spostrzeżenia miałem podczas ostatnich sporych opadów mokrego śniegu w Warszawie dnia 30.11 przy temperaturze nieznacznie dodatniej i ciepłym jeszcze gruncie. Wówczas o poranku 01.12 “uzbierało” się oficjalnie 8 cm pokrywy przy sumach opadowych rzędu 15-20 mm. Z tym, że później nastał jeden z najbardziej nielubianych przeze mnie zimą typów pogody, czyli z temperaturą 0/+2,5*C, pełnym zachmurzeniem i przez pewien czas jeszcze chlapą lub (poza ulicami/chodnikami) błotem.

      W sumie po dzisiejszych porannych opadach deszczu ze śniegiem i mokrego śniegu (przejściowo mocniejszych) w Warszawie jest niewiele lepiej. Dobrze chociaż, że – poza lokalnym krótkotrwałym zabieleniem się trawników – pokrywa śnieżna nie utworzyła się. Bo taki mokry i topiący się śnieg (przy tak, czy inaczej zimnej, wilgotnej i pochmurnej pogodzie…) to wątpliwa “atrakcja” nawet dla osób preferujących bardziej zimową zimę.

      Niestety – wg prognoz – takiej wilgotnej i tak, czy inaczej zimnej (ale nadal nie w pełni zimowej) pogody nie zabraknie nam także w 1. dekadzie stycznia…

      1. Można odnieść wrażenie, że od 3-4 miesięcy pogoda w ogóle się nie zmienia. Tzn zmienia adekwatnie do danego miesiąca, czyli wiadomo, że np grudzień jest zimniejszy od października, więc zamiast padać przy +15 w październiku to pada przy 3-5+ w grudniu. Pomiędzy był jeszcze listopad i deszcze przy +8-10. Styczeń widzę ma chrapkę, aby to kontynuować, czyli opady przy 0-3+. Ciekawe kiedy się to w końcu odwróci. Pewnie w lipcu przywali wyżem i przez 14 dni znowu nie będzie dało się żyć przy 30+. Liczę jednak na jakiś zimowy wyż w styczniu/lutym, pogodne niebo i nocne spadki do -20/-25 przy chociaż 15cm pokrywie.

  28. Dopiero znalazłem czas, żeby przeanalizować klimatycznie tegoroczną jesień w Białymstoku i trochę mnie to zszokowało, bo okazało się, że była to najcieplejsza jesień od 2006 roku i 5. najcieplejsza od 1973 roku. A zszokowało mnie to dlatego, że odczucia były odmienne niż twarde dane.
    Wynika to z dwóch rzeczy: ciepłych nocy i chłodnych dni w porównaniu do norm oraz niskiego usłonecznienia. Anomalie tmax dla miesięcy (W, P, L) to odpowiednio: -0.5, -0.6, +0,9, a tmin: +2,6, +1.9, +2,2. Usłonecznienie natomiast wyniosło w przybliżeniu odpowiednio: 80%, 45%, 60% normy.
    Podsumowując, to interesujące jak mogą odczucia różnić się od statystyki.

    1. jesień tegoroczna nie była wcale zima – właśnie dlatego, że było bardzo mało przymrozków, w dodatku pierwsze przymrozki pojawiły się dopiero w połowie listopada… jesień na pewno była bardzo mokra i pochmurna :( moim zdaniem wrzesień to była kompletna porażka…oby coś takiego się nie powtórzyło w 2018…

      1. @adek
        Zimna odczuwalnie nie była, zadziwiło mnie to, że w końcowym rozrachunku jesień wyszła aż tak ciepła, jednak bardzo ciepłe noce jak na te miesiące zrobiły swoje.

        1. kontynuacja bardzo ciepłych nocy- przynajmniej w Warszawie nastąpiła również w grudniu. TO pierwszy grudzień od 2006 roku w którym temperatura nie spadła tu ani razu poniżej -5 stopni. Teoretycznie najbliższej nocy może to się zmienić, ale bardzo mało prawdopodobne. Oczywiście mieliśmy skrajnie ciepłą noc “pasterkową” (w Wawie nie spadło poniżej 8 stopni) i szykuje się równie ciepła noc sylwestrowa – a więc dwie najbardziej “aktywne” noce w miesiącu okazują się być z temperaturą typową dla nocy… majowej.

      1. Najcieplejszy styczeń w historii był w 2007. I to pomimo ataku zimy w III dekadzie miesiąca. Czyli potencjał na cieplejszy styczeń jest spory.

        1. tak, ale chodzi też o to by styczeń przyniósł wiele bezopadowych i słonecznych dni. Pod tym względem styczen 2007 nie powalał, ale był i tak lepszy od tych “wspaniałych” zimowych styczni typu 2004,2006,2010,2013

    1. Dlaczego 2014? Chyba chodziło Ci o 2015, bo ten z 2014 był nijaki, a ten z 2015 miał anomalie ponad +4°C, podobnie jak 1990 i 2008.

  29. Podobno 27 maja 1937 było w Zielonej Górze 36,1 st.. Zweryfikuje ktoś prawdziwość tego pomiaru?

  30. muszę przyznać, że nie rozumiem tutaj niektórych… dziś popadało przez 3 godziny po czterech ładnych i suchych dniach i już narzekania jak to jest wilgotno?
    wyraże swoją opinię na temat tegorocznego grudnia, która akurat jest całkiem zgodna ze statystykami. Otóż pogodowo ten grudzień będę wspominać raczej dobrze. Dlaczego? Dlatego, że poza jednym, jedynym aspektem (usłonecznienie) był on bardzo przyjemny. Mieliśmy dwa szczególnie dobre okresy, jeden trwał od 7 do 13 grudnia, drugi od 25 do prawdopobnie końca miesiąca. W tym pierwszym słońca było ok niewiele, ale chmury się często rozrywały, poza tym zamiast brzydkich stratusów przeważały chmury pasma średniego i wysokiego. Oczywiście fakt iż (przynajmniej w centralnej Polsce) było sucho (bezopadowo) i bardzo ciepło jak na grudzień, był kluczowy dla przyjemnego odczucia tego okresu. Drugi wymieniony okres to przede wszystkim dużo słońca (wtorek, środa i jutro) i znowu dłuższe wytchnienie od opadów. dzisiaj nad ranem obudził mnie pierwszy od 4 dni, który jednak szybko zmienił się w śnieg, jednak do południa opady odeszły.
    Pozostała częśc miesiąca była bardziej “standardowa” czyli brzydka, szara, ale też raczej z niewielką ilością opadów. od 16 do 19 grudnia a wczesniej np 2-3 grudnia panowała sucha, aczkolwiek stratusowa, smogowa aura, czyli dość nieprzyjemna, przy temperaturach w okolicy zera. typowej późnojesiennej pluchy mieliśmy bardzo niewiele. co do wilgotności powietrza, również ważnego czynnika to w porównaniu do większości grudniów nie była ona jakaś arcywysoka, na pewno średnio duża niżsża niż rok temu czy w 2014.
    Podsumowując, daleko temu grudniowi do tak przyjemnego grudnia jak w 2015 roku, ale wg mnie był i tak, jak na grudzień, przyjemny. pierwszy miesiac przyjemny jak na swoje standardy od czerwca.
    Oczywiście mowa tutaj wyłącznie o moich obserwacjach i odczuciach i przede wszystkim w dużej mierze o Warszawie. “Warszawa to nie cała Polska, itp….”. Ktoś się może ze mną nie zgodzić, uznać, że gadam głupoty, ale jak mówie – pogodowo dobrze będę wspominał ten miesiąc. Jako nie tylko ciepły ale z wielu innych powodów, przyjemny. Oczywiście dobrze by było jakby styczeń okazał się przyjemniejszy, zwłaszcza pod względem usłonecznienia, które, niestety, czwarty miesiąc z rzędu było na poziomie niesatysfakcjonującym.

    1. Tak, ale zauważmy, że ten grudzień następuje po mokrej jesieni – w sporej części kraju, m.in. na Mazowszu. A to wystarcza, aby utrzymywało się sporo wilgoci (wody), zwłaszcza w lasach i na polach.

      Owszem, nie będzie to grudzień najgorszy, ale “trochę” mu zabraknie do tych jakie będę milej wspominał – zwłaszcza w roku 2015 (rekordowo ciepły grudzień), ale i kilku innych (w tym w 2016, 2013 i bardziej zimowym 2012 r.) również.

      Natomiast kończący się miesiąc kilka dni ładnych i spokojnych na szczęście “zaoferuje” – ostatnio zwłaszcza 26-27.12 i (prawdopodobnie) jutrzejszą sobotę.

      1. owszem, temu nie zaprzecze – jest pełno kałuż, pola i lasy są zalane i w sumie nawet jeśli powtórzą się tak ciepłe, słoneczne i suche styczen oraz luty jak w 1990 roku, to ciezko bedzie by wyschło przed wiosną… jeśli więc nie przyjdzie prawdziwa zima i nie skuje lodem to przyjdzie nam się z tym jeszcze meczyc conajmniej dwa miesiące.
        Jednak dodam od siebie, ze w mojej okolicy najgorszy stan jest wcale nie teraz, lecz był na początku listopada, od tej pory jest tylko “lepiej”, cudzysłów po to by podkreślić, że wciąż tej wody jest pełno, chociaż można spokojnie chodzić bez kaloszy, nie to co w pierwszy weekend listopada, kiedy to korzystając z chwili litości pogody i pięknego weekendu wybrałem się na dłuższy spacer i bez kaloszy się nie obyło… ;)
        Jednak jest to istotny element, który faktycznie może (oczywiście mylnie) dawać do zrozumienia ludziom że grudzień jest wilgotny. a i suma opadów ostatecznie nie wiadomo jaka za grudzień będzie, chociaż zapowiedzi na niedziele coraz bardziej wymiękają na szczęście, a i z dzisiejszych zapowiadnych 10mm wyszły NICI :)
        oczywiście również zgoda, że do 2015 i 2013 nawet nie ma porównania, ten z zeszłego roku był zupełnie o innym charakterze więc cięzko mi porównać (charakter typowy bardziej dla zim, plucha przy cieple, brak opadów i czasami słońce przy zimnie – w tym roku zupełnie odwrotnie, a w tamtym zgodnie z tą konwencją)

      2. natomiast dla typowego studenta i osoby spędzającej większość czasu jednak w mieście fakt iż na polach pod miastem jest woda nie ma większego znaczenia w odczuciu pogody w grudniu, liczy się to co jest tu i teraz :) a nawet jak się idzie na spacer po okolicy i sie widzi tę wodę, a z drugiej strony jest cieplutko i słonecznie (lub sucho z zachmurzeniem dużym, ale chmurami piętra wysokiego, przedzierającymi się) to jednak to drugie bardziej zapada w pamięci. Nie chce jednak umniejszac powagi sytuacji hydrolgicznej, i mam poważne nadzieje, że grudzień rozpocznie trend na przewage suchej pogody, nie zaszkodziło by tak z 3-4 bardzo/ekstremalnie suchych miesięcy pod rząd teraz.

      1. Otóż to. Oceniając mijający rok przez pryzmat sytuacji hydrologicznej, to w wielu przypadkach okazał się być zbawiennym.

        1. Tu u mnie na Mazowszu, z tego że często i dość długo jest na ziemi mokro – na co niejeden narzeka – raczej należy się cieszyć. Jednak w mojej opinii, ta kilkumiesięczna darowana dodatkowo wilgotność to jeszcze za mało by obwieścić koniec wieloletniej, niekorzystnej ewolucji KBW w moim regionie.

          1. A u mnie w ostatnich 5-10 latach jedyny okres kiedy dało się odczuć że jest sucho to sierpień 2015, poza tym zwykle jest zdecydowanie za mokro, a tegoroczny opadowy koszmar przekracza już wszelkie granice…

          2. Do “podlasianin”:
            jako mieszkańcowi regionu, o którego charakterze stanowią m. in. rozległe, zabagnione doliny rzeczne, polecam obejrzenie filmów autorstwa Bożeny i Jana Walencików, np. “Błotniaki”. Spójrz, Drogi Podlasianinie, jak wyglądały miejsca o pierwotnie wysokim poziomie wód gruntowych oraz podatne na podtopienia jeszcze 30, 40 lat wstecz.

          3. “Pierwotnie” to cała Polska była zalesiona… już od 40-50 lat a nawet dłużej moje tereny były bardzo szybko osuszane i obecnie w promieniu 30 km zdecydowanie dominują uprawy zbóż z dobrymi glebami i nigdzie nie ma żadnych bagien.

          4. @LeszekM
            Podtopienia nie są typowe dla grudnia, gdyż albo powinno być wszystko skute lodem, albo przykryte śniegiem, albo jak jest ciepło, takich rozlewisk nie ma, bo deszczu pada jesienią/zimą zazwyczaj stosunkowo niewiele. A nie dość, że w tym roku na Podlasiu spadło prawie 1000l/m2, co jest prawie 2 razy więcej niż wskazuje norma, to w ostatnich 4 miesiącach było bardzo niskie usłonecznienie, co nie pomaga wyparowaniu stojącej wody.
            Dzisiaj znowu, gdy w większości kraju świeci słońce, tutaj znowu wisi stratus. Tak wysokie opady i niskie usłonecznienie nie są typowe dla klimatu Podlasia.

        2. Ale np. to, że ewolucja klimatyczna nie idzie w parze z częściej pogodniejszymi okresami w porze chłodnej (bez względu na temperaturę) to akurat nic dobrego.
          Podobnie jak i to, że określone sumy opadowe są “wyrabiane” w coraz to krótszych interwałach czasowych – tu mowa zwłaszcza o porze ciepłej.

          1. “Ale np. to, że ewolucja klimatyczna nie idzie w parze z częściej pogodniejszymi okresami w porze chłodnej (bez względu na temperaturę) to akurat nic dobrego.”
            >> A to dlaczego?

            “Podobnie jak i to, że określone sumy opadowe są “wyrabiane” w coraz to krótszych interwałach czasowych – tu mowa zwłaszcza o porze ciepłej.”
            >> W tej kwestii zgoda.

          2. Bo w porze chłodnej i tak mamy spore zachmurzenie. Chyba lepiej, aby było ono mniejsze, niż większe?
            Tu jednak mam cichą nadzieję, że – podobnie jak i w porze ciepłej – w szerszym horyzoncie czasowym nastąpi jednak poprawa, wszak pogodniejsze niebo nie musi być domeną tylko bardzo mroźnych wyżów.

          3. “Bo w porze chłodnej i tak mamy spore zachmurzenie. Chyba lepiej, aby było ono mniejsze, niż większe?”

            >> Niekoniecznie. Przy rosnących temperaturach, spadające zachmurzenie dodatkowo nasilałoby parowanie wilgoci w środowisku, jeszcze bardziej pogarszając KBW.
            A poza tym, wieloletnia tendencja zachmurzenia – przynajmniej na Mazowszu – jest spadkowa, a nie wzrostowa. Jeden bardzo pochmurny rok (2017) to jeszcze za mało, by ten trend odwrócić, czy choćby zahamować.

          4. @Ben Wwa
            >>> W porze chłodnej (zwłaszcza zimą) parowanie jest i tak znacznie słabsze, niż w porze ciepłej. Poza tym, o tej porze roku i tak nam opadów przybywa. Spadek zachmurzenia np. z 80-85% do powiedzmy 65-70% na pewno aż tak by w tym względzie sytuacji nie pogorszył, a nastrój wielu rodakom by poprawił:-)

          5. @ben
            zgadza się, usłonecznienie przecież w ostatnim dzisięcioleciu było nieporównywalnie wyższe od tych z norm 1981-2010 o 1971-2000 nawet nie wspominając.

          6. @Lucas:
            “W porze chłodnej (zwłaszcza zimą) parowanie jest i tak znacznie słabsze, niż w porze ciepłej.”
            >> Oczywiście, ale jednak jest silniejsze, niż kiedyś. Poza tym, trzeba je postrzegać w kontekście całorocznym, czyli poważnej intensyfikacji parowania w pozostałych sezonach.

            “Poza tym, o tej porze roku i tak nam opadów przybywa.”
            >> Moim zdaniem, z szeregu przyczyn jest to dodatkowy powód do niepokoju.

            “Spadek zachmurzenia np. z 80-85% do powiedzmy 65-70% na pewno aż tak by w tym względzie sytuacji nie pogorszył, a nastrój wielu rodakom by poprawił:-)”
            >> Przecież spada. Nawet tegoroczny grudzień ostatecznie nie wypadnie w stolicy aż tak tragicznie pod względem usłonecznienia, jak to się zapowiadało.
            Natomiast pogodowe nastroje rodaków – to zupełnie osobny temat.

    2. Zgadzam się z twoją oceną, mało było okresów z utrzymującym się długo stratusem, maksymalnie 2, może 3 dni. Co prawda narzekałem na pojedyncze pochmurne i deszczowe dni, ale to było związane prawdopodobnie z otoczeniem (mieszkanie w otoczeniu bloków mieszkalnych i małej ilości zieleni kontra mieszkanie w domku jednorodzinnym z ogródkiem przy lesistym stoku).

  31. Nieśmiała sugestia…
    Przydałby się chociaż nowy wątek otwarty – jeżeli na tematyczny ze spraw bieżących brak czasu:-)

    1. ciężko się nie zgodzić, bo już 131 komentarzy….
      tematów teraz jest paradoksalnie bez liku, na przykład rozważania czy nadchodząca noc sylwestrowa będzie najcieplejsza w historii (obecnie prawie pewne, że będzie najcieplejsza przynajmniej w tym wieku ;) )

  32. W dużej części USA jest teraz zimno więc znowu będą twierdzili, że nie ma globalnego ocieplenia. Stephen Colbert, prowadzący jeden z najlepszych tamtejszych talk showów, ładnie to podsumował:

    1. W ostatnich dniach korespondent TVN-u Waszyngtonie podkreślał jako coś wielce znaczącego, że do stolicy USA zawitał mróz. Jednak nie przypominam sobie, żeby się tak samo ekscytował, gdy w tymże mieście panowały w tym roku niezwykle wysokie temperatury, a tak tam było np. w lutym, kwietniu czy październiku. O ile wiem, na dzień dzisiejszy średnia temperatura roku 2017 w Waszyngtonie jest wyższa od normalnej.
      W ogóle to coroczne podniecanie się reszty świata faktem, że gdzieś w USA pojawił się mróz i śnieg, jest dla mnie dość dziwne (choć przyznaję, że akurat w tym roku śnieżyca nad jeziorem Erie faktycznie robi wrażenie, trzeba jednak mieć na uwadze, że objęła dość ograniczony obszar tzw. “snow belt”, gdzie tradycyjnie sypie najwięcej z powodu “efektu jeziora”).

      1. @ben wawa

        Zwiększone opady sniegu to jedno z przewidywanych od dawna efektów ubocznych globalnego ocieplenia. W północnych i północno-wschodnich stanach USA, podobnie jak na Syberii zima będzie jeszcze długo poniżej zera, ale cieplejsza Arktyka dostarcza więcej pary wodnej. Musi to oznaczać większe opady śniegu i rzeczywiście oznacza.

        Nawiasem mówiąc ludzie którzy naiwnie używają określenia “spływ arktycznego powietrza” nie zdają sobie sprawy, że stacjonarne zimowe niże wyże nad kontynentami (zarówno nad Kanadą jak i Syberią) są zwykle zimniejsze niż Arktyka (chłodzenie jest radiacyjne bo w takim wyżu jest znacznie mniej chmur niż nad Oceanem Arktycznym).

        Tak jest i teraz:

        1. “(…) stacjonarne zimowe niże nad kontynentami (zarówno nad kanadą jak i Syberią) as zwykle zimniejsze niż Arktyka”

          >>> Chyba wyże, a nie niże?

        2. Fakty są tez takie że na północnej półkuli tylko Europa nie ma takiego sezonowego wyżu Co by było gdyby np nad Skandynawią taki się co roku pojawiał ?
          No do dmuchania medialnej bańki o surowej zimie w USA to ten trend na rzekomy Polar Vortex media podchwyciły zimą 2013/14 kiedy to zamarzł wodospad Niagara Podobnie jak gdybanie że jak u nich zima to w Europie strefówka i wiosna

          Z tym bym się zgodził jeżeli chodzi o spływ chłodu nad Lablador bo to faktycznie jest jedna z przyczyn napędzania niżów atlantyckich i strefówki w Europie

    2. A przy tym zapomniał już o pożarach – połączonych z wysoką temperaturą – w połowie grudnia w Kalifornii?

  33. Dziś kolejne trajektorie wsteczne pokazujące bezsens podawania nazw powietrza wg. klasyfikacji sprzed 100 lat, służącej pierwotnie do czegos zupełnie innego:

    Gdybym wierzył w sens tego nazewnictwa to bym miał problem czy to PPm czy PA. Co prawda to nie jest w ogóle jednolita masa powietrza ale IMGW ma zapewne ustawowy obowiązek podawania codziennie nazwy masy powietrza nad Polską (dokładnie jednej) czy ma to sens czy nie i zapewne jak zwykle ostatnio podaje jakiś wariant PPm.

    1. Tak to już zazwyczaj bywa jak mamy dość wyraźny strumień cyrkulacji W – tylko na krótko “domieszkowany” masami bardziej z S lub z N (i to w różnym stopniu na różnych poziomach) – jak w ostatnich dniach.

      W ogóle ta klasyfikacja ma sens tylko w szczególnych przypadkach, tzn. przy jakieś jednoznacznie wyraźnej cyrkulacji. W przeciwnym razie pojawiają się niejednoznaczności, jak np. obecnie. Tylko co zaproponować w zamian? Nazwy odnoszące się tylko do aspektów fizycznych, bez geograficznych? (co wydawałoby warte rozważenia). Czy może w ogóle ich nie nazywać?

      1. @Lucas wawa

        Problem w tym, że zasadniczo nic w zamian nie jest potrzebne. Kiedyś się pisało że przyjdzie “powietrze polarno-morskie” bo dało się przewidzieć, że nadchodzi niż atlantycki, ale nie dało się przewidzieć dokładnie temperatury, opadów itp. Teraz gdy mamy modele, te nazwy nie służą do niczego bo i tak podaje się prognozę co do stopnia Celsjusza i paru milimetrów opadu. Więc co właściwie wynika z powiedzenia, ze powietrze jest “polarno-morskie”? A już szczególnie co wynika w patologicznej manierze IMGW podawania “polarno-morskiego” praktycznie bez przerwy czy mamy epizod zimowy czy +6 C dodatniej anomalii?

        Jakoś gdzie indziej już się tego prawie nie używa. Może z wyjątkiem UK ale oni są na samym brzegu Atlantyku i tam powietrze “morskie” ma jednoznaczne znaczenie. Z tym, że i tam to odchodzi do lamusa. Wystarczy zobaczyć jak Metoffice pisze swoje prognozy:

        https://www.metoffice.gov.uk/public/weather/forecast

        Po prostu piszą jaka ma być pogoda, bez opisywania sytuacji synoptycznej językiem zrozumiałym jedynie dla synoptyków. Tzn. ja doceniam te komentarze na ICM typu “synoptycy-synoptykom”. Dobrze, ze istnieją. Ale nawet tam lepiej pisać o geopotencjale czy CAPE (czyli obiektywnych parametrach fizycznych), niż próbować dzielić na kilka zgrubnych kategorii to co przechodzi płynnie w siebie.

        1. W ostateczności zawsze można napisać coś w tym stylu:
          “napływa chłodna/mroźna/(bardzo)ciepła wilgotna/sucha masa z … obszar/kierunek” lub “znajdujemy się w … skrócony opis masy” – jeżeli mamy w tym względzie jednoznaczność i jest taka potrzeba.

          1. Dziś jest jeszcze jeden problem dla “klasycznych” meteorologów. W dolnej atmosferze mamy ewidentne powietrze znad Arktyki, ale które napływa… od południa. Jakoś ruchu obrotowego wyżów i niżów zwolennicy “kierunków napływu” ewidentnie nie przewidzieli.

      2. To jak powstaje nazewnictwo poszczególnych mas powietrza wg. synoptyków IMGW bardzo łatwo jest zrozumieć otwierając mapę temperatury ekwiwalentno-potencjalnej ThetaE na poziomie 850hPa (np. w wynikach GFS). I przynajmniej jak dla mnie taka mapa przemawia do mnie bardziej niż mapa trajektorii wstecznych.

        1. @chochlik

          Czyli chodzi o nazywanie mas powietrza na podstawie ich właściwości termodynamicznych. Z tym, że jest tu poważny problem bo IMGW przejęło terminologię służącą do zupełnie czego innego (odróżniania mas powietrza po obu stronach frontu polarnego), stosując ją wg. własnej dokumentacji do kierunków napływu [1] (czyli już czegoś innego), a w praktyce – jak mam też wrażenie – po prostu do określenia czy jest ono ciepłe i wilgotne.

          A terminologia, która próbuje być trzema różnymi rzeczami naraz powinna zdecydowanie pójść do lamusa. Nie prościej mówić po prostu, że napływająca masa powietrza jest np. ciepła i wilgotna?

          [1] Patrz strony 14-15 tego dokumentu http://www.baltyk.pogodynka.pl/ftp/img/meteo/slownik_tematyczny_meteo.pdf

        2. Natomiast z Twoją uwaga co do przewagi pola temperatur nad trajektoriami wstecznymi się nie zgadzam bo jedno i drugie jest ważne i służy do czego innego.

          A fakt, że pola temperatur nijak się maja do kierunków napływu, moim zdaniem nie jest krytyką trajektorii wstecznych, a “klasyfikacji geograficznej opartej na położeniu obszaru źródłowego masy powietrza”, jak ją nazywa w swym słowiczku IMGW, a następnie określa masy powietrza opierając się o ich temperaturę.

  34. Ale tam dzisiaj jest ładnie, od rana bezchmurne niebo, duża widoczność, leży trochę śniegu (wg ogimetu 3 cm), jest mróz ale nie jakiś dziki, raptem -5 stopni rano i -1 obecnie. Od razu da się żyć, nie ma tej dobijającej szarówy.

    Szkoda że sylwek będzie raczej w wersji wilgotnej. Choć będzie ciepło, o północy temp. przekroczy u mnie +5 co dawno nie miało miejsca.

    1. Tak jak dzisiaj mogłoby być przez całą zimę. No, może jest ciut za zimno – pięć stopni więcej by się przydało przy takiej pogodzie :)

    2. Dzisiejsza pogoda super, ale jednak lepsza we wtorek i środe była – nie dość, że tak samo słonecznie to cieplej i czystsze powietrze.

    3. Jak nie ma choć z 5-10 cm śniegu – tak, dla odmiany widoków i aktywności – to zimą też wolę temperatury nieco wyższe (jak np. w 2. dzień Świąt).
      Ale w sumie i tak dzisiejszy dzień jest przyjemny:-)

      Z jednej strony szkoda, że taka pogoda nie utrzyma się w “Sylwka” i Nowy Rok. Z drugiej, jeszcze tej nocy ma dotrzeć m.in. do Mazowsza strefa z opadami śniegu przechodzącymi w deszcz i to blisko północy. Pod tym względem dobrze, że stanie się to tej, a nie kolejnej nocy.

      Natomiast w noc, kiedy szczególnie ważna jest pogoda, strefy opadowe już nad większą częścią kraju mają zanikać. Za to ocieplenie – przeważnie do poziomu +5/+10*C (nocą!)- sprawi, że nie będziemy marzli. De facto aura powinna sprzyjać imprezom “pod chmurką”:-)

      Dodajmy jeszcze, że tym razem przebieg temperatury w dniach 31.12-01.01 bardzo upodobni się tego jaki mieliśmy w świątecznych dniach 24-25.12, tzn. najcieplej będzie właśnie w 2. części Sylwka i 1. części Nowego Roku, a później czeka nas lekkie ochłodzenie.

  35. Ostatnie dni grudnia zmieniły nieco ponury obraz tego miesiąca na lepsze, dzięki temu nie będzie jeszcze najgorszy. Odnosząc się do tytułu tego wątku prognozy na początek przyszłego miesiąca są narazie zgodne CFS. Zimy nie będzie do co najmniej 5 stycznia, zobaczymy jak dalej będzie z realizacją prognoz CFS. Skoro jesteśmy przy zimie ostatni zimny styczeń mieliśmy w 2017 roku (czyli jeszcze w tym), ostatni ciepły w 2015, ostatni zimny grudzień w 2012. Od 2013 do 2017 wszystkie były ( i jeszcze są bo grudzień 2017 wciąż trwa) ciepłe. I luty ostatni zimny 2012 rok. Od 2013-2016 mieliśmy ciepłe a w 2017 w normie. Obstawiam że najbardziej zimowy w 2018 okaże się luty tym razem. Więcej zimy obstawiam też w grudniu 2018 ale do tego czasu pozostało aż rok

  36. Prognozy w realnym terminie są po prostu dobijające, temperatura na poziomie 0-4+ i opady wszystkiego po kolei. Czy to się nigdy nie skończy? Jedynie kilka wiązek GFSa pokazuje spływ chłodu i normalną zimę dopiero gdzieś pod koniec pierwszej dekady stycznia..no ale niestety to tylko kilka realizacji prognozy.

    Dziś rano aż się chciało działać, drzewa lekko oblepione śniegiem, na trawnikach lekka pokrywa i -5. Fajne ostre powietrze i w końcu trochę jaśniej, a nie szaro, brzydko. Przydałoby się coś takiego jak rok temu w styczniu, 20cm śniegu i niemal -30, pamiętam te poranki – bajka, coś idealnego. Szkoda, że na powtórkę będę musiał pewnie znowu poczekać kilka lat(styczeń 2006, styczeń 2010, styczeń 2017).

    1. a ja liczę na taki styczen jak w 2008. Zima nie jest do niczego potrzebna.
      W tym grudniu najwiecej słońca było w czasie ociepleń a w czasie dwoch ataków pseudozimy była plucha/ stratusowa szaruga.
      Bolesny, ale niepodważalny fakt dla zimnolubow jest taki ze najwiecej słońca zima przynoszą miesiące anomalnie i ekstremalnie ciepłe. Przynoszą tez rzadkie opady, co do intensywności to różnie bywa bo wiadomo ze jak cieplej to jest tendencja do mocniejszego opadu.

      1. Wystarczy sobie porównać zimę 2009/10 do zimy 2013/14, ta druga miała zdecydowanie większe usłonecznienie.

        1. wszystkie cieplejsze zimy miały wysokie usłonecznienie – niekiedy BARDZO wysokie – 2006/2007,2007/2008,2013/14,2015/2016. troche lipnie wypadła tu jedna zima – 2014/15 ale i tak miała wyższe usłonecznienie niż te paskudy takie jak 2005/06 i 2009/10. Natomiast ubiegłoroczna zima nie była jakaś szczególnie ciepła a mimo to bardzo ładna. wyjątek potwierdzający regułę

          1. Ale pierdoły. Akurat najwięcej słońca zimą jest podczas największych mrozów, co jest akurat logiczne. Bo, żeby były dobre spadki musi być bezchmurnie. Tak było podczas fali mrozów w 2006, tak było w 2012, 2010, 2017, etc. Ocieplenie w zimie to w większości strefówka, wiatr, deszcz, zamglenia i syf. Ogólnie jak leży śnieg jest przyjemnie, jasno i klimatycznie, a nie +5 i ciemno i brudno, wieczny półroczny listopad.

          2. @daniel, szanuje że uwielbiasz zimę (należysz do 10% społeczenstwa), ale musisz się pogodzić z faktami, że piękna pogoda w miesiącach grudzień-luty może panować też przy mocno dodatnich temperaturach… już nie będę 777 raz podawał tych samych przykładów, przejrzyj sobie ogimet np z grudnia 2015 to sam zobaczysz ;)
            argument, że mroźna zima jest ŁADNA nie jest dla mnie argumentem za mroźną zimą, bo ŁADNA może być też ciepła zima

      2. “Bolesny, ale niepodważalny fakt dla zimnolubow jest taki ze najwiecej słońca zima przynoszą miesiące anomalnie i ekstremalnie ciepłe.”

        >>> Tak naprawdę zimą w tym względzie (tzn. usłonecznienie vs. temperatura) korelacja jest bliska zeru – w styczniu i lutym im bardziej na N/NE nawet lekko ujemna. Nie ma co naginać faktów.

        1. To czemu ciepłe zimy niemal zawsze mają znacznie wyższe usłonecznienie od zim mroźnych?

          1. Przecież nawet na tym blogu z rok lub dwa lata temu był wątek traktujący o tym, że zimą nie mamy w tym względzie istotnej zależności.
            Podam przykład odmienny od Waszych: miniona zima tam gdzie była najmroźniejsza, tam też przyniosła najniższe temperatury i anomalie. A np. ten “znienawidzony” marzec 2013 r. największe usłonecznienie przyniósł najbliżej mroźnych wyżów, czyli na N Polski (ok. 200% normy usłonecznienia).
            Kluczową rolę odgrywa “pogodność” wyżów, bez względu na temperaturę.

          2. @Lucas wawa

            Brałem udział w tamtej dyskusji i na danych pokazałem, że zachmurzenie zimą dodatnio koreluje z NAO (czyli jest go mniej gdy NAO jest ujemne). Natomiast dla usłonecznienia nie ma korelacji ale usłonecznienia zimą jest tyle co kot napłakał (i w dodatku marnie mierzone) więc nie bardzo jest co korelować.

            Bo można lubić ciepłe zimy ale jednak faktem jest, że podczas (ciepłych) niżów jest znacznie więcej chmur niż podczas (zimnych) wyżów.

          3. @lucas statystycznie jednak te ekstremalnie ciepłe miesiące zimowe przynoszą bardzo wysokie usłonecznienie- paradoksalnie jednak rzeczywiście większość ekstremalnie zimnym zimowych miesięcy też przynosi takowe… najgorzej jest z tymi w normie jak nie patrzeć.
            bo rzeczywiście, spójrzmy na wszystkie ekstremalne miesiące zimowe w tym wieku
            ekstr. zimne:
            grudzien 2002- słoneczny
            luty 2003-słoneczny
            styczeń 2006 – pół na pół
            styczeń 2010 – słoneczny
            grudzień 2010 – akurat pochmurny
            luty 2011 – bardzo słoneczny
            luty 2012- słoneczny
            grudzień 2012 – słoneczny (chociaż najwięcej słońca było w czasie odwilży)
            marzec 2013 – bardzo słoneczny (ale to jednak niezimowy miesiąc)
            styczeń 2017 – skrajnie słoneczny
            ekstr. ciepłe
            luty 2002 – bardzo słoneczny
            styczeń 2005 – słoneczny
            grudzień 2006 – słoneczny
            styczeń 2007 – raczej słoneczny
            styczeń 2008 – bardzo słoneczny
            luty 2008 – raczej słoneczny
            grudzień 2011- słoneczny
            grudzień 2013 – słoneczny
            luty 2014 – bardzo słoneczny
            styczeń 2015 – wyjątkowo klapa
            grudzień 2015 – najbardziej słoneczny ever
            luty 2016 – dość pochmurny (ale wcale nie tak bardzo jak wszyscy o nim mówią)
            grudzień 2017 – dość pochmurny, aczkolwiek ze względu na anomalie prawdopodobnie poniżej +3 (nawet względem 1961-1990) nie zaliczałbym go do ekstremalnego/anomalnego
            tak, myśle, że to dobry wniosek, że właśnie im większe skrajności termiczne zimą, tym ładniej. takie najbardziej pochmurne miesiące jak grudzień 2005, grudzień 2007, luty 2009, grudzień 2009, styczeń 2011, styczeń-luty 2013, styczeń 2014, grudzień 2014 charakteryzowały się niewielkimi odchyleniami… dlatego jak już wspominałem preferowałem zawsze bardzo ciepłe grudzień i luty i prawdziwie zimowy mroźny styczeń, aczkolwiek wyraźnie ciepłymi wszystkimi trzema też z pewnością nie pogardzę :)

          4. @arctic haze – czy podczas ciepłych niżów jest więcej chmur niz podczas zimnych wyżów to śmiałbym polemizować. Wyże zimą tak często gniją, że nie ma to większego znaczenia. A ten grudzień to już dobitny przykład że praktycznie JEDYNE słońce pokazywało się przy ciepłych niżach. Podobnie w gruncie rzeczy było też w listopadzie…
            Także to wcale nie jest takie oczywiste… gdyby tak było, to rzeczywiście ciepłe zimy były by pochmurne, a jak się okazuje wcale takie nie są… także ciśnienie nie ma większego wpływu na zachmurzenie zimą, a jak już to mocno pośredni….

          5. @kroz

            Polemizuj sobie ile chcesz ale polemizujesz z faktami. Przecież dopiero co wrzuciłem mapkę korelacji temperatury i zachmurzenia zimą. I widać tam jak byk jak jest naprawdę.

          6. Inaczej wychodzi w pełnej reanalizie NCEP-u (20CR). Ale z danymi przed erą satelitarną byśmy byli raczej ostrożni…

            asddd

            asdadds

          7. Jeszcze dodam, że używam NCEP/NCAR Reanalysis 2 z całą świadomością, że nie ma wg. testów reanaliz z wartościami zachmurzenia lepiej porównującymi się z satelitarnymi (z lidarem, czyli lepiej nie można!). Przynajmniej dla Arktyki co wiem bo szukałem (skutecznie!) potwierdzenia dla używania NCEP/NCAR do tego celu (dokładnie dla Arktyki) gdy recenzent zarzucił mi, że to zły produkt.

            A znalazłem to:

            Liu Y., Key J. R., 2016, Assessment of Arctic Cloud Cover Anomalies in Atmospheric Reanalysis Products Using Satellite Data, J. Clim., https://doi.org/10.1175/JCLI-D-15-0861.1

          8. @kmroz
            Nie ma się co oszukiwać, że – pomijając aspekt adwekcji – zimą łatwiej o większe spadki temperatury przy bardziej pogodnym niebie, bo po prostu sprzyja temu dłuższa noc (od dnia).

        2. @lucas a to apropo czego? ;o
          Oczywiście sie zgadzam, ze spadki temperatur nocnych pojawiają sie głownie przy pogodnym niebie, czego doswiadczylismy w nocy z 26 na 27 grudnia miedzy innymi.

      3. Nie zgodzę się. W Kielcach bardzo słoneczne, a zarazem dość chłodne były 10 grudnia i 30 grudnia. A 26 i 27 grudnia, choć ciepłe – były ochłodzeniem po bardzo ciepłej Wigilii i 1 dniu świąt – choć u mnie pochmurnych.

      1. Tak, a potem zrobi się znowu pochmurne i zimne przedwiośnie do połowy maja. Nie, podziękuję za coś takiego.

        Na przedwiośnie jest czas w marcu właśnie, nie w innych miesiącach.

  37. W sumie tak sobie prześledziłem teraz dane z poprzednich lat i tak np pamiętna zima 05/06, która na południu Polski była najbardziej zimowa w tym wieku, tak na dobrą sprawę poważnie pod względem mrozu zaczęła się dopiero 8go stycznia. Co prawda śnieg spadł w trzeciej dekadzie listopada i praktycznie nie stopniał już w ogóle do końca zimy, ale jednak pierwszy dwucyfrowy mróz pojawił się dopiero 8go stycznia i było to od razu -16.9. Wcześniej w grudniu było tylko -9.9. Także jakaś nadzieja pozostaje, że zima jeszcze pokaże na co ją stać. Rok temu podobnie, w grudniu najmniej -9.0, a potem 6go stycznia pierwszy dwucyfrowy mróz i dzień później -26 i w zasadzie dopiero początek niezłej miesięcznej zimy. Zobaczymy, może coś się urodzi pod koniec pierwszej dekady stycznia.

    1. oj, wątpiłbym. ten artykuł mi uświadomił, że ta zima ze stycznia rok temu wcale nie była tak niespodziewane. sezonówki uparcie twierdziły o ciepłym styczniu dość długo , ale już w połowie grudnia długoterminówki mówiły coraz bardziej o prawdziwej zimie…. tym razem nic na to nie wskazuje, czasem GFS sobie rzuci fusa ale na tym koniec jak nie patrzeć. Accuweather daje szanse na całodobowy mróz obecnie w 3 dekadzie stycznia, wcześniej za bardzo tego nie widać.
      Natomiast cieszy inny fakt, bardziej obecny i przyziemny – że po pierwsze jutrzejsze zapowiadane ulewy zmniejszyły się prawie do zera, i to w dodatku na najblizsza noc, a noc sylwestrowa SUCHA. No i po drugie szansa na suchy i ciepły początek tygodnia, z możliwym, aczkolwiek raczej niepewnym słońcem. Oby takich dni jak dzisiaj a tym bardziej takich jak wtorek/środa tej zimy było najwięcej :)

      1. Realny termin prognozy obecnie nie sięga nawet 5go stycznia, a ty mówisz, że nic nie wskazuje na mrozy w tym miesiącu. :D Sytuacja w fusie pod koniec pierwszej dekady wygląda tak, że może być +5 jak i -20, bo w końcu pojawia się szansa spływu chłodu z NE.

      2. @kmroz
        Wytłumacz mi proszę – skoro “sezonówki” już wszystko “dobrze wiedzą” – jaki czeka nas do końca styczeń, a potem luty, a potem kolejne wiosenne miesiące – dlaczego “skill” nawet co do samego trendu dot. prognoz na 5+ (a tym bardziej 7+) jest tak kiepski.

        Spójrzmy na obecne prognozy, które raz po raz po 04.01 wskazują na zupełnie inny kierunek rozwoju niżów atlantyckich wespół z wyżem po ich N stronie. Wg ostatnich prognoz NAO ma powrócić do poziomu neutralnego, a AO przejść na minusy. I jak w zaistniałej sytuacji wnioskować co będzie po 10.01, a tym bardziej po 20.01, czy w lutym (???).

        1. @Lucas wawa

          Wytłumacz o co pytasz bo trudno to zrozumieć. Dlaczego “sezonówki” zimą działają podczas gdy prognozy z modeli cyrkulacji mają sensowny skill na kilka dni?

          Jeśli o to chodziło to można odpowiedzieć na kilka sposobów. Po pierwsze po prostu dlatego, że… tak jest. Skill to rzecz, którą się mierzy sprawdzając zgodność prognoz z wynikami. I co poradzić, że przewidywania NAO na 3 miesiące naprzód na podstawie modeli statystycznych mają lepszą przewidywalność niż modele cyrkulacji na 7 dni do przodu? A czemu daje się NAO przewidywać tak dobrze z wczesno-jesiennych danych? Bo (to drugie wytłumaczenie) na niego wpływają czynniki oceaniczne (SST Atlantyku i lód Oceanu Arktycznego) oraz cyrkulacja stratosferyczna, a obie te “domeny” mają znacznie większą przewidywalność w skali sezonowej niż troposfera. A czemu tak jest (to trzecie i najdłuższe wytłumaczenie) to dlatego, że ocean ma olbrzymia pojemność cieplną skąd i skale czasowe relaksacji znacznie większe niż atmosfera, a stratosfera jest na tyle słabo związana (coupled) z resztą, że także za szybko nie zmienia cyrkulacji, a nawet jak zmienia to w stratosferze skala dobrego “skillu” jest o wiele większa niż w troposferze. A w dodatku zmiany w cyrkulacji strefowej schodzą “w dół” w przeciągu 4-6 tygodni co jeszcze przedłuża skalę przewidywalności NAO “na dole”

        2. Te prognozy sezonowe tak naprawdę niewiele pokazują, prócz tego, że będzie albo cieplej, albo zimniej niż wskazuje norma, co w kwestii takiej pory roku jak zima mówi niewiele. Wyobraźmy sobie taki scenariusz:

          Dwa tygodnie stycznia mamy +5, a dwa kolejne tygodnie mamy -5, potem dwa pierwsze tygodnie lutego mamy znowu -5, a dwa kolejne mamy +5. Finalnie według prognoz styczeń i luty wyjdą w normie, natomiast faktycznie mamy 30 dni pod rząd ostrej zimy. Tak samo jak ciepły styczeń może oznaczać dużo pochmurnych nocy i częstych opadów śniegu, a zimny słoneczne dość ciepłe dni i duże spadki temp w nocy. To pokazuje tylko trend, nic więcej. Więc pisanie o tym jaki będzie styczeń na podstawie prognozy CFSa jest co najmniej błędny.

          1. Ba, załóżmy, że zima jest ciepła. Ale np. 3-4 tygodnie są bardziej zimowe. Mnie np. interesuje kiedy to wypadnie (np. czy warto i kiedy jechać na “deski”) – a “sezonówka” absolutnie mi o tym nic nie powie.
            Podobnie z latem – choć tu o Tśr powyżej 15*C dość łatwo, to już np. z trafieniem na okres bez częstych opadów i/lub burz może być bardzo różnie.

          2. Po pierwsze: nie wierz w prognozy sezonowe oprócz zimy, a zimą tylko o tyle o ile oparte są o prognozę NAO.

            Po drugie, oczywiscie że nikt Ci nie przewidzi kiedy spadnie śnieg ale to czy zima będzie ogólnie ciepła czy zimna jest ważna dla wielu, sądząc z tego, ze niektórzy próbują żyć ze sprzedawania tego typu prognoz.

        3. “skoro “sezonówki” już wszystko “dobrze wiedzą””
          ależ ja nic takiego nie napisałem! powiedziałem raczej, że prognozy średnio i długoterminowe nie widzą śladu zimy przez najbliższe dwa tygodnie. Co będzie w drugiej połowie, tego tak naprawdę nie wiemy.
          Aczkolwiek stając w obronie sezonówek, chciałbym podkreślić, że stanowią jednak one jedyne źródło tego co może być a ich sprawdzalność jest i tak imponująca – na tyle że warto je czytać, ale już np nie warto układać sobie pod nie życia. w zeszłym roku sezonówka na zime poniosła fiasko, więc wiadomo, że to nie świętość…

          1. “prognozy średnio i długoterminowe nie widzą śladu zimy przez najbliższe dwa tygodnie”

            >>> Aha, czyli uważasz, że nagle “skill” takich prognoz tak gwałtownie się poprawił???

  38. Panie kmroz i co powiesz na to?
    http://modeles.meteociel.fr/modeles/cfs/run/monthly/runs/2017123006/cfs-1-1-2018.png?06
    http://modeles.meteociel.fr/modeles/cfs/run/monthly/runs/2017123006/cfs-8-1-2018.png?06
    Główna realizacja CFS na styczeń 2018, zimny w całym kraju, szczególnie na zachodzie. Odchylenie na 850 dość spore, na 2m mniejsze, ale wiadomo jak jest z 2m. Do tego czym dalej na zachód Europy tym zimniej.

    Zapewne już nie wierzysz tak w 100% w te prognozy, bo już nie jest ciepła, a jak nie jest ciepła to jest automatycznie beee. :)

    1. Daniel, pokazujesz prognozę z pojedynczej realizacji. Rzecz w tym, że CFS nie bazuje na pojedynczych wyliczeniach lecz na uśrednionych danych z wielu kolejnych prognoz.

    2. CFS nie ma czegoś takiego, jak “główna realizacja”. To nie GFS, ani nie ECMWF. W modelu sezonowym liczy się ile realizacji pokazuje to, czy tamto. Dlatego pokazuje się średnią z wszystkich, a nie pojedyncze. Pisaliśmy o tym w powyższym wpisie. Dlatego też MetOffice podaje kategoryzację (prawdopodobieństwo sezonu ciepłego/normalnego/zimnego), a ECMWF prawdopodobieństwo przekroczenia mediany.

      W chwili obecnej szanse na chłodny styczeń wynoszą około 20, maksymalnie 30%.

  39. Dzisiejszy ostatni dzień roku 2017 będzie bardziej pochmurny i cieplejszy od wczorajszej pogodniejszej soboty, która przyniosła Tśr ogólnokrajową nieznacznie poniżej 0*C.
    Tak właściwie naprawdę wyraźne ciepłe będą tylko 2 dni – ze wskazaniem na noc sylwestrową i sam początek Nowego Roku. Już w nocy 01/02.01.2018 w części kraju prognozowane są przymrozki, a potem dominacja temperatur tylko nieznacznie powyżej zera, przy często pochmurnym niebie:
    http://www.meteo.pl/um/php/meteorogram_list.php?ntype=0u&fdate=2017123100&row=406&col=250&lang=pl&cname=Warszawa
    Czyli tak naprawdę czeka nas c.d. pseudo-ciepłej i wilgotnej wersji zimy jaka miała miejsce przez większą część grudnia – na razie mniej więcej do Trzech Króli, a potem zobaczymy (?).

    1. Największe ciepło jak to czasem o tej porze roku bywa, ma byc w środku nocy. Co ciekawe, niby ma przejść wtedy “oko”, czyli epicentrum “cyklonu”, czyli nizu, ale ma przy tym raczej nie padać. Czyli ogółem sucha i jak nie patrzeć, termicznie MAJOWA noc sylwestrowa- bo 8 stopni w nocy to norma dla maja :)
      Na początku stycznia dalej dośćciepło z przewagą chmur ale niewielka ilością opadów.czyli… nic nowego.

    2. U mnie już tej nocy był przymrozek z powodu pogodnej nocy. Przed świtem zaczął padać śnieg i napadało ok. 1cm. Teraz już się powoli topi bo jest lekko na plusie.

      1. U mnie tez był w nocy przymrozek – ale miedzy 19 a 23. Pózniej temperatura zaczęła rosnąć i rano juz było 5 stopni. Śnieg padał około północy, potem zmienił sie w deszcz

  40. Widzę, ze każdy wrzuca prognozy mu pasujące. Ja dla pełnej jasności podam, że nie lubię śniegu, więc możecie mnie też podejrzewać o stronniczość.

    Jednak jak na razie nijak nie widać tego zimnego stycznia. Wygląda na to, że NAO potrzyma stan lekko dodatni jeszcze do połowy stycznia (prognozy cyrkulacji strefowej w skali planetarnej mają dłuższy skill niż prognozy synoptyczne).

    http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/pna/nao.sprd2.gif

    Stratosfera nie szykuje nam żadnej mroźnej niespodzianki (czyli nagłego ocieplenia i osłabienia cyrkulacji strefowej). A wręcz przeciwnie, w stratosferze robi się zimniej:

    http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/stratosphere/strat-trop/gif_files/time_pres_TEMP_ANOM_OND_NH_2017.png

    a cyrkulacja strefowa się wzmacnia:

    http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/stratosphere/strat-trop/gif_files/time_pres_UGRD_ANOM_OND_NH_2017.png

    Czyli gdybym miał stawiać własne pieniądze to stawiałbym na ciepły styczeń. Ufności mi dodaje prognoza długoterminowa NAO, która mówi to samo.

    EDIT. Dodałem linki do rysunków bo wklejane ze stron NOAA rysunki nie działają, lub działają rzadko. Oni maja jakieś problemy z serwerami. Moje skrypty w R używające danych NOAA też w ostatnich dniach nie działały. Teraz zaczęły ale za to rysunki się “timeoutują”. Mam wrażenie, że to nieudane przejście na połączenia przez SSL (https://).

    1. Czyli wniosek, że pogodę da się jednak przewidzieć i to na znacznie dłużej niż 5+ dni naprzód… Hmm…
      A mnie już mniej interesuje jak wypadnie w uśrednieniu cała zima, tylko które tygodnie w styczniu (poza pierwszym) i lutym mają największy potencjał na zimową aurę? (chociaż trochę bardziej niż w grudniu).

      1. Niedowiarku, zimowe NAO przewiduje się na kilka miesięcy naprzód. Dlaczego tak jest (ocean!) już pisałem, ale widocznie nie pofatygowałeś się przeczytać.Jest na to bogata literatura naukowa, którą tez tu juz cytowałem więc możesz z równym powodzeniem zaprzeczać temu jak dowolnemu innemu faktowi naukowemu.

        Co zreszta zrobiło się tu popularne. Kmroz zaprzecza korelacjom temperatury i zachmurzenia, a Lucas wawa wszelkim korelacjom NAO z czymkolwiek (już od dłuższego czasu). Szczerze mówiąc jako naukowiec zaczynam mieć tego dosyć. Można dyskutować o przyczynach korelacji, ale dalibóg jeśli ona istnieje i jest odpowiednio istotna statystycznie, to przyjmijcie to do wiadomości a nie snujcie swoje fantasmagorie.

          1. @Arktic Haze, lukas to zakamuflowany zimolub, stąd takie podejście.Boli go, że styczeń może być ciepły. Niech się sprawdzi, bo to dobry znak, że prognozy długoterminowe idą do przodu i sprawdzalność wzrasta. Co prawda nie przewidzi dokładnej aury, ale ogólny trend. Bo kilkudniowy większy epizod zimowy może się zdarzyć nawet z mrozem do minus 20.

        1. @artic haze- ja nie chce niczemu zaprzeczać. Co wiecej, w pewnym sensie przyznałem sie do błędu, ze nie tylko ekstremalnie ciepłe, ale TEŻ ekstremalnie zimne miesiące zimowe przynoszą wysokie usłonecznienie. Ogółem wiec to co mowię, to zupełnie inny wątek i absolutnie nie wyklucza stwierdzenia, ze korelacja jest dodatnia. Na tle ostatnich 15 lat zdarzało sie tak jak wymieniałem, sporo anomalnie zimnych miesięcy zimowych, ktore swym usłonecznieniem biły czasem wręcz rekordy :)
          A co do kwesti zachmurzenia a usłonecznienia, to warto dodać ze wlasnie kończący sie grudzień przynajmniej u mnie, przynosił duzo rozpogodzeń w nocy ( o wiele wiecej niż za dnia), wiec pod względem zachmurzenia ten grudzień raczej nie jest jakis szczególnie pochmurny.

          1. @kmroz:
            “Co wiecej, w pewnym sensie przyznałem sie do błędu, ze nie tylko ekstremalnie ciepłe, ale TEŻ ekstremalnie zimne miesiące zimowe przynoszą wysokie usłonecznienie. Ogółem wiec to co mowię, to zupełnie inny wątek i absolutnie nie wyklucza stwierdzenia, ze korelacja jest dodatnia. Na tle ostatnich 15 lat zdarzało sie tak jak wymieniałem, sporo anomalnie zimnych miesięcy zimowych, ktore swym usłonecznieniem biły czasem wręcz rekordy :)”
            >> Twoja niezmordowana “krucjata” w kwestii zimowego usłonecznienia chyba mnie zmotywuje, by zbadać ten parametr bliżej. Jestem ciekaw, co wyjdzie.

        2. Ale ja nie zaprzeczam korelacjom NAO z ogólnym trendem pogodowym, który da się tym wytłumaczyć. Jak i temu, że z dużym prawdopodobieństwem da się go przewidzieć.

          Chodzi mi tylko (aż!) o to, na ile np. na podstawie sezonówki mogę wywnioskować coś dla mnie praktycznego, np. kiedy choć z grubsza mogę spodziewać się najbardziej sprzyjających warunków do takiej, czy innej aktywności. A że zimą lubię też tą związaną ze sportami/aktywnościami zimowymi – no, cóż każdy ma prawo do jakiś swoich zapatrywań, pod warunkiem szacunku i tolerancji dla innych.
          I jeszcze jedno – w “łagodnej” zimie też dostrzegam plusy, bo są one dość oczywiste i bezdyskusyjne:-)

    2. NOAA nadal nie pozwala linkować bezposrednio ich obrazków (ciekawe czemu).

      Jednak zaznaczę, że NAO ma być w połowie miesiąca jeszcze bardziej dodatnie niż teraz:

      http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/pna/nao.sprd2.gif

      w stratosferze robi się coraz zimniej:

      http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/stratosphere/strat-trop/gif_files/time_pres_TEMP_ANOM_OND_NH_2017.png

      a cyrkulacja strefowa się jeszcze bardziej wzmacnia:

      http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/stratosphere/strat-trop/gif_files/time_pres_UGRD_ANOM_OND_NH_2017.png

      Mroźni marzyciele będą wysyłali modlitwy do blokady skandynawskiej ale nic im to nie pomoże, bo wszystko wskazuje na ciepły styczeń i prawdopodobnie także luty (to wzmocnienie “wiru polarnego” odczujemy jako dodatnie NAO dopiero w lutym).

  41. Widze ze zaczął sie atak na moją tezę. Ja tylko dokonałem spostrzeżenia ze w ostatnich przynajmniej kilkunastu latach im barfziej ekstremalny miesiąc zimowy, tym statystycznie większe usłonecznienie przynosi. Najsloneczniejszymi zimowymi miesiącami pozostają luty 2012, styczen 2007, grudzień 2002, luty 2011,styczen 2006- a z drugiej strony grudzień 2015, luty 2014, grudzień 2013, grudzień 2006, czy styczen 2008.
    To ze jest brak korelacji/ niewielka korelacja, moze wynikać wlasnie z tego ze te ekstrema sie równoważą.
    I’m just facing facts :)
    Teza jest wiec prawdziwa, można jedynie dyskutować nad wnioskami i nad tym czy ten trend w kolejnych latach sie utrzyma. Ostatnio trafiły sie juz trzy ekstremalnie/anomalnie ciepłe miesiące zimowe z 🌞 poniżej normy, więc kto wie,czy ta teza nie bedzie dotyczyć tylko pierwszych 15 lat obecnego wieku.

    1. Co do usłonecznienia i temperatury korelacja jest faktycznie niewielka (nieistotna).
      Ale już korelacja zachmurzenia z temperaturą jest dodatnia, tzn. im statystycznie bardziej pochmurnie, tym także i statystycznie cieplej – myślę, że jak rozumiemy jakie są proporcje między dniem a nocą o tej porze roku oraz odnośnie skali nagrzewania się / wychładzania lądu, taka zależność nie powinna nas dziwić.

        1. Grudzień 2015 był ekstremalnie słoneczny, styczeń 2017 chyba był w normie, ale i tak niemal ciągle wisiały stratusy…

    2. @kmroz
      A ty patrzysz na pogodę z punktu widzenia własnego miejsca zamieszkania (Warszawy, okolic) czy ogólnie na całą Polskę twierdząc, że podane przez Ciebie miesiące były bardzo słoneczne?

      1. na całą Polskę .ale na całą Polskę nie znaczy na każdy pojedynczy region jak np. PODLASIE, tylko na średnią z całej Polski ;) . kwiecień 2017 też miejscami był słoneczny, nawet bardzo (Terespol), ale w skali ogólnokrajowej był mocno pochmurny.
        @zbgniew, tak z ciekawości, czy ty nie jesteś @ciepło vel Wpadki, prezenterów pogody, portali pogodowych i blogów meteo? bo podobny sposób pisania ;)

        1. Ze styczniem 2007 nie zgodzę się, że był najsłoneczniejszym miesiącem zimowym. Styczeń 2017 miał usłonecznienie 41,5 h w uśrednieniu i to mniej niż w styczniu 2010, 2012, 2014 (odpowiednio 43,9; 49,5 i 44,3), które nie były takie słoneczne nie były. Były z dominacją usłonecznienia w normie.

          1. Może niepotrzebnie dopisałem te h. Ale przecież widać że styczeń 2007 ma mniejszą wartość niż styczeń 2010, 2012, 2014 w tym linku poltemp do usłonecznienia. A te stycznie co podałem były z usłonecznieniem w normie.
            Widzialem i wiem, że styczeń 2017 był bardzo słoneczny od dawna. Nie musisz tego tłumaczyć.
            Nie wydaje ci się, że jesteś zbyt pewny siebie?

          2. A teraz mi się inaczej niż na komputerze wyświetliły wartości usłonecznienia jeśli chodzi o styczeń 2007 wpoltemtp jak otworzyłem link w telefonie.
            Nie zmienia to faktu, że styczeń 2007 miał mniejszą wartość usłonecznienienia od styczniów 2011, 2012, 2014, 2015, które były z usłonecznieniem w normie lub poniżej normy.

          3. @zbigniew zamiast sie przyznać po ludzku do błędu to od razu musisz atakować innych ze sa pewni siebie? Pomyliłeś 2017 z 2007 i stad moja “tyrada”

          4. Oczywiście przepraszam, tez popełniłem ten sam błąd- w powyższym poście chodziło oczywiście o styczen 2017 a nie 2007 ;) dopiero teraz sie zorientowałem. Przez przypadek zaliczałem styczen 2007 do zimnych miesięcy ;)

        2. @Kmroz
          Co ty z tym styczniem 2017? Przecież w poltemp z usłonecznieniem nie ma stycznia 2017. Jest tylko wartość usłonecznienia do maja 2016 roku To tobie co innego się wyświetla i mi? Raczej nie. Tak więc mi się nie pomyliło koleżko. Dobrze widzę wartość usłonecznienia dla stycznia 2007.

          1. “Styczeń 2017 miał usłonecznienie 41,5 h w uśrednieniu”- tak napisałeś.
            Oczywiście juz doskonale rozumiem ze chodziło ci o styczen 2007.

          2. @kmroz
            W ramach kompromisu uznajmy, że obydwoje popełniliśmy ten sam błąd – czyli pomyłka cyfr 2007 na 2017. Jedna cyfra wszystko zmienia podobnie jak litera w jakimś słowie, wyrazie. Ja ten błąd w roku nazwę “cyfrówką”, bo pomyliło nam się 0 z 1. :)

          3. Dokładnie tak było :)
            Szczęśliwego nowego roku i zeby styczen i luty znalazły sie tez na tej liście :)

  42. Jeszcze o trajektoriach wstecznych i ich przydatności. Myślałem o tym po wczorajszej dyskusji typu “o wyższości Wielkanocy nad…”. Pola temperatur potencjalnych są przydatne ale niewiele mówią o dynamice. Oczywiście można patrzeć na dynamikę porównując kolejne prognozy GFS ale trajektorie to nie prognoza, a przetworzone przez model zasymilowane dane meteo.

    Z trajektorii na różnych wysokościach często od razu widać czy atmosfera jest stabilna (w zależności od tego skąd przybyło powietrze dla różnych wysokości). Widać też z ich obrotu właściwie także ciśnienie (wyż czy niż) . A w dodatku widać też gdzie jest prąd strumieniowy. Oczywiście to wszystko jest w polach parametrów fizycznych z różnych wysokości, ale z samych temperatur potencjalnych na jednej wysokości się tego nie zobaczy. A z trajektorii wstecznych zwykle tak.

    Na przykład czemu dziś jest chłodno na północy, a ciepło na południu? Bo mimo ogólnie strefowej cyrkulacji, przy powierzchni północ Polski dostaje powietrze arktyczne, a południe atlantyckie.

    Najpierw południe (nie widziałem jeszcze tak długich 7-dniowych trajektorii):

    Teraz północ:

    Widać różnicę w pochodzeniu mas powietrza poniżej magicznego dla niektórych 850 hPa (czyli 1500 m), której mapa temperatur na tej wysokości pewnie nie wyłapie.

    1. Masz rację A.H. Powietrze przezroczyste jest, za mało warstw w modelach za duzo czasu i obrazków by to śledzić. Powinna być – choćby w celach edukacyjnych -wycentrowana w kolorach tęczy ( kolor w zależności od poziomu) dostępna w necie mapa tarjektorii wstecznych nie tylko 3 poziomów.

  43. Z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę nam wszystkim, aby w każdym miejscu w Polsce 2018 rok przyniósł usłonecznienie powyżej 1800 godzin ;)

    1. A ja życzę sobie i innym, aby ten rok przyniósł spektakularne rekordy usłonecznienia. Najlepiej 4380 godzin.😁

  44. Mnie dzisiaj poranek zaskoczył. Biało wszędzie, w nocy z 5 cm spadło, najgorsze jest to że wszystko się rozpływa i w dodatku teraz pada deszcz, więc chlapa niemiłosierna czeka.

  45. Ocieplenie już dotarło na Dolny Śl. Wrocław plus 9; dodatnie t. nawet w Jakuszycach plus 3 i Śnieżka plus 1. Jutro też ciepło, więc zniknie nawet te symboliczne kilka cm np. Szklarska Poręba. Jakuszyce z 37 cm przetrwają te 2 dniowe ocieplenie, ale Zieleniec z 12 cm raczej nie. Z dzisiejszych prognoz wynika, że na nizinach W Polski i przedgórzach nie ma co liczyć na pokrywę śnieżną w pierwszej dekadzie.

  46. Pięknie. Ostatni dzień 2017 wbrew prognozom,które mówiły że cały dzień będzie pochmurno deszczowo i wietrznie przynosi u mnie rozpogodzenia i przejaśnienia przy temperaturze ok 7-8°C. U kogo jeszcze wbrew prognozom tak jest?

    1. u mnie ostatni dzień grudnia kopią całego miesiąca. nie pada, chmury i ciepło (5 stopni). wszystko zgodnie z prognozami, bo padac miało nad ranem i padało.
      Nad Polską jest wąska strefa rozpogdzeń, która obecnie znajduję się od Kujaw, przez Ziemię Łódzką i Świętokrzyską i przemierza powoli na NE, ale szanse na to ze dojdzie do Wawy przed zachodem słońca są zerowe :(

  47. Zapytam was o subiektywne odczucia 2017 roku
    Który okres (miesiące, tygodnie, itd.) w 2017 roku był dla was udany (najładniejszy), a który nieudany (najpaskudniejszy)? Co was zaskoczyło w pogodzie w 2017 roku?

    1. Ten rok był najgorszy pogodowo, jaki pamiętam w życiu. Miesiące paskudne od najgorszego: październik, listopad, wrzesień, grudzień, marzec, luty. Miesiące ładne od najlepszego: czerwiec, sierpień, lipiec i częściowo maj…. Zaskoczyło mnie to, że były aż 4 miesiące z rzędu z usłonecznieniem poniżej normy, co dało ciepłe noce. Ale co mi z ciepłych nocy, skoro w dzień nie było jak od września nacieszyć się dobrą pogodą…

      1. właśnie, jak pisałem już wyżej, kwiecień na wschodnich krańcach taki tragiczny nie był, bo przyniósł dużo słońca…

        1. Zgadza się, choć ze względu na “kolizję” odczuć pierwszej dekady kwietnia z resztą miesiąca ciężko ten miesiąc zakwalifikować jednoznacznie. Na pewno dla sadowników był to miesiąc bardzo zły.

          1. Lipiec i sierpień? Bez jaj, na północy Polski były tak samo deszczowe jak reszta roku, szczególnie lipiec był paskudny.

        2. 10-20 h więcej usłonecznienia to jest dużo słońca? Był to pierwszy kwiecień od dawna, który nigdzie w Polsce nie przyniósł usłonecznienia co najmniej 50 h więcej ze słońcem w przeciwieństwie do swoich poprzedników z lat 2009-2016.

        1. Nie wiem, jak było przed 1999 rokiem (nie wiem, jak sprawdzić), oo tego okresu jest to zdecydowanie najbardziej pochmurny rok.

    2. No więc tak: najlepsze miesiące w roku wg mnie to 1.sierpień, 2 styczeń, najgorsze miesiące: 1 wrzesień, 2.kwiecień, 3. październik, 4.marzec, 5.listopad, 6 grudzień. ( miesiące przeciętne: luty, maj, czerwiec i lipiec). Najładniejsze okresy: 1 połowa stycznia oraz cześć pierwszej i 3 dekady sierpnia. Były też okresy w nieudanych okresach tj część kwietnia, oraz końcówka września. Reszta to pojedyncze dni jak grudzień. Największe zaskoczenie to spadek do bardzo niskich wartości temperatura maksymalnych dobowych w maju, oraz oczywiście śnieg, na drugim miejscu bardzo długi wilgotny okres ciągnący się od początku września do końca roku i bardzo niskim usłonecznieniem ( z jednym zaledwie dłuższym okresie 2 dni+ pod rząd dni słonecznych pod koniec września). Na in plus wg mnie żadnego zaskoczenia nie było. Były pozytywne okresy wg mnie ale bez zaskoczeń

    3. Najładniejszy okres na północy Polski to przełom maja i czerwca i końcówka sierpnia. I to właściwie wszystko co dobrego można powiedzieć o pogodzie w 2017 u nas. Reszta miesięcy to chmury, deszcz, deszcz i deszcz. Ponad 300 dni z deszczem mówi samo za siebie. Bardzo słaby rok pogodowo, jeszcze gorszy niż 2016.

    4. Na środkowym południu przeciętny był, niczym nadzwyczajnym się nie wyróżnił.
      Brakowało trochę stabilnych silnych klinów wyżowych od pd – czyli dłuższych słonecznych ciepłych okresów.
      Trawa była nadzwyczaj zielona prawie cały rok i te Bożonarodzeniowe stokrotki tak dorodne i w takich ilościach…
      Pomysł dobry na podsumowanie może Admin znajdzie chwile czasu na taki artykuł ( moje szczytowe życzenie to zachowanie równowagi między statystyką a momentami naprawdę ekstremalnymi i ciekawymi postrzegalnymi z naszego pkt siedzenia.

    5. styczeń – miesiąc bardzo przyjemny z wysokim usłonecznieniem, szczególnie dobrze wspominam ostatnią dekadę, która nie była już tak mroźna i przyniosła 7 dni na 11 bezchmurnej pogody. Jakoś wogóle nie czułem tego odchylenia od normy, bo nawet największa fala mrozów też upłynęła w słońcu. Ocena 5/6
      Luty 2017 – miesiąc pełny chmur, wogóle nie czuło się, że dnia przybywa. Miesiąc ratuje piękny okres w połowie miesiąca i jego ostatnie dwa dni z 14 stopniami na plusie. Moja ocena 3/6
      Marzec 2017- miesiąc anomalnie ciepły, ale co z tego, skoro z powodu wszechobecnych chmur nie czuło się wiosny. Naprawdę ładny tylko początek i końcówka. Ocena 3/6
      Kwiecień 2017- początek letni, a potem powrót zimy, jesieni, cokolwiek to było. Od 11 kwietnia tragedia, raptem jeden w pełni pogodny dzień (20 kwietnia) i prawie cały czas poniżej 10 stopni. Ocena 2/6
      Maj 2017- pierwsza dekada pochmurna i chłodna, ale od 12 maja pogodowy ideał, ciepło, słonecznie i bardzo sucho i tak do końca maja. Ocena 5/6
      Czerwiec 2017- miesiąc bardzo przyjemny ze stabilną i dość wysoką temperaturą, przez dłuższy czas słonecznie i bardzo sucho. Wszystko zmieniła jego końcówka gdy spadło 60mm w 3 dni…. Ocena 5/6
      Lipiec 2017- temperatury stabilne i przyjemne, ale dużo chmur, deszcz też dość częsty. Za mało prawdziwie letniej pogody, chociaż było kilkanaście przyjemnych dni. Ocena 3/6
      Sierpień 2017 – na początku silne upały, do 18 sierpnia pogoda bardzo sucha ale nie za słoneczna…. Później prawdziwa jeiseń przez tydzień i na koniec powrót dobrej pogody. Ocena 4/6
      Wrzesień 2017 – brutalny i nagły koniec lata, usłonecznienie do 25 września jak w grudniu, ulewne deszcze i nie za ciepło (chociaż też nie za zimno). Końcówka miesiąca podniosła go z dna,ale i tak fatalny miesiąc. Ocena 2/6
      Październik 2017- początek i ostatnia dekada ulewne i pochmurne. Jednak druga dekada przyniosła pogodę suchą, niezwykle ciepłą i przynajmniej trochę słońca. Przy październiku 2016 niebo a ziemia. Ocena 3/6
      Listopad 2017 – niby ciepły, ale bez prawdziwego babiego lata. Sporo chmur, ale opadów niewiele, co pozwoliło chociaż odrobinę ustabilizować sytuacje po ulewach z końca października. Niestety, zdecydowanie za mało słońca. Ocena 3/6
      Grudzień 2017 – bardzo ciepły miesiąc bez prawdziwej zimy, bardzo mało pluchy i opadów, ale niestety było trochę nieprzyjemnych dni. Oczywiście znowu brak słońca, chociaż końcówka trochę podciągnęła i ten parametr. Jednak ciepło chwilami było naprawdę przyjemne i pogodę ogółem odczuwałem dość dobrze. Ocena 4/6

      1. I to jest wlasnie cecha charakterystyczna tego roku- sporo było takich pięknych okresów ale jakże krótkich przy tym…

    6. Styczeń – prawdziwie zimowy miesiąc, z dużą ilością słońca, z mrozem oraz śniegiem (choć mogłoby go być więcej) 5/6
      Luty – pierwsza połowa to kontynuacja zimy, co prawda w wersji pochmurnej, ale z dużą ilością śniegu. W drugiej połowie nadeszła odwilż w wersji przeważnie słonecznej i suchej. 4/6
      Marzec – miesiąc według mnie w normie, z akcentami zarówno wiosennymi jak i zimowymi, słońca nie brakowało, ostatnie 10 dni były naprawdę przyjemne. 5/6
      Kwiecień – o ile pierwsze kilka dni tego miesiąca były całkiem ciepłe, a jak chłodne to przynajmniej słoneczne, to reszta tego miesiąca upłynęła pod znakiem upiornej, pochmurnej, deszczowej i chłodnej atlantyckiej aury rodem z Bożego Narodzenia. 2/6
      Maj – pierwsze 10 dni nie były jakoś specjalnie zachwycające, kontynuacja kwietnia. Najciekawszy był okres 10-14 maja, gdzie nastąpiło przejście z zimy do niemalże lata. Póżniej aura już była przeważnie przyzwoita, ciepła sucha i słoneczna. 4/6
      Czerwiec – kontynuacja maja, było ciepło (czasami też gorąco) i słonecznie, lecz pod koniec czerwca aura zmieniła się na bardziej pochmurną, wilgotną, ale dosyć ciepłą. 4/6
      Lipiec – miesiąc przeważnie pochmurny, deszczowy, ale dosyć ciepły, bez wyraźnych ekstremów jak spadki t max poniżej 20 stopni w dzień, jak i z nielicznymi wzrostami t max powyżej 25 stopni. 3/6
      Sierpień – zdecydowanie najlepszy miesiąc letni, przyniósł on optymalną ilość słońca, ciepła, deszczu i burz. Mankamentem były jednak baranki zanieczyszające niebo w dużym stopniu, jak i krótkie ochłodzenia. 5/6
      Wrzesień – koniec lata, dominacja pogody pochmurnej, deszczowej, choć nie było jakoś strasznie chłodno, w północno-zachodniej Polsce miesiąc ten potrafił przynieść w miarę ciepłe dni. Ostatnie kilka dni przyniosły dużą ilość słońca, choć mogły by być cieplejsze. 4/6
      Październik – nie był najgorszy, był zdecydowanie cieplejszy niż poprzedni, miłym akcentem było krótkie babie lato, choć szkoda że nie przyniosło znacznie wyższych temperatur. Usłonecznienie było lepsze niż w 2016 roku, ale czuję pewien niedosyt 4/6
      Listopad. Ten miesiąc oceniam dosyć wysoko, głównie ze względu na brak okresów ze stratusami (max 1-2 dni). Najbardziej w pamięć zapadł mi 1 ciepły i słoneczny weekend, tak ciepły że nie musiałem chodzić w kurtce, jak i zimowy epizod. 5/6
      Grudzień – brak wyraźniejszych akcentów zimowych (poza mrozami w nocy, które utworzyły szadź i szron), ze słońcem było nie najgorzej, zarówno podczas aury cieplejszej, jak i chłodniejszej, z drugiej strony we znaki dawały się pojedyncze dni z aurą pochmurną i deszczową. 3/6

      1. Ciekawy paradoks. Fan klimatów KONTYNENTALNYCH pozytywnie ocenia rok o klimacie skrajnie morskim ( zwłaszcza w Gdańsku)
        :o

        1. Dosyć wysoka ocena miesięcy jesiennych wynika z usłonecznienia. W listopadzie nie oczekuję skrajnie wysokich temperatur. Klimat kontynentalny nie oznacza że pada mało, ale to że poszczególne pory roku są wyraźniej zaznaczone, pogoda jest zazwyczaj stabilniejsza (latem nie ma mocnych ochłodzeń, a zimą nie ma odwilży) i jest więcej słońca. Dużo lepiej, jeżeli chodzi o porę ciepłą bym ocenił rok 2014 który na dużym obszarze kraju przyniósł 2000 i więcej godzin ze słońcem, co jest NAPRAWDĘ przyzwoitą wartością.

  48. Styczeń – 1/6
    Luty – 2/6
    Marzec – 2/6 (ze względu na masakryczne niskie usłonecznienie)
    Kwiecień – 1/6
    Maj – 3/6
    Czerwiec – 5/6
    Lipiec – 2/6
    Sierpień – 3/6
    Wrzesień – 1/6
    Październik – 2/6
    Listopad – 3/6
    Grudzień – 4/6

    1. Styczeń -3/6
      Luty – 3/6
      Marzec – 5/6
      Kwiecień – 2/6
      Maj – 4/6
      Czerwiec – 5/6
      Lipiec – 3/6
      Sierpień – 5/6
      Wrzesień – 3/6
      Październik – 4/6
      Listopad – 3/6
      Grudzień – 5/6

    2. o patrz ja mam tabelke w exelku gdzie miesiące oceniam od 1 do 10 od kilkunastu lat już chyba i w tym roku wyszło mi tak:

      I – 10
      II – 8
      III – 7 (na południu słońca sporo więcej niż rok temu!)
      IV – 2
      V – 7
      VI – 9
      VII – 8
      VIII – 9
      IX – 1
      X – 4
      XI – 5
      XII – 3
      Rok 6,17

      Najładniejszy rok to 2003 (średnio 7,92) a najbrzydszy to zaraz następny czyli 2004 (4,17).

      Oceny czysto subiektywne według moich preferencji, czyli faworyzowanie przede wszystkim ilości słońca, zimą im zimniej tym lepiej, w pozostałe pory roku im cieplej tym lepiej.

  49. @Arctic Haze – jeszcze raz, w woli wyjaśnienia…

    Ja nie zaprzeczam korelacjom NAO z ogólnym trendem pogodowym, który da się tym wytłumaczyć. Jak i temu, że z dużym prawdopodobieństwem da się go przewidzieć (skoro przekonałeś mnie, że tak jest faktycznie).

    Chodzi mi tylko (aż!) o to, na ile np. na podstawie sezonówki mogę wywnioskować coś dla mnie praktycznego, np. kiedy choć z grubsza mogę spodziewać się najbardziej sprzyjających warunków do takiej, czy innej aktywności – o różnych porach roku. A że zimą lubię też tą związaną ze sportami/aktywnościami zimowymi – no, cóż każdy ma prawo do jakiś swoich zapatrywań, dobrze jak przy tym potrafi okazywać szacunek i tolerancję wobec innych (o innych preferencjach).

    I jeszcze jedno – w “łagodnej” zimie też dostrzegam plusy, bo są one dość oczywiste i bezdyskusyjne:-)

    1. @Lucas wawa

      To, że prognoza sezonowa NAO ma skill 0.8 oznacza dokładnie tyle, że korelacja wartości przewidzianych i rzeczywistych wynosi 0.8. Czyli oczywiście nie udaje się jego przewidzieć w 100%. Trzeba tez pamietać, że NAO dobrze koreluje się z temperaturą zimową Polski w skali miesięcznej z wartościami r=0.6, czyli nawet gorszymi niż skill prognozy NAO. W dodatku ta prognoza NAO jest dla całej zimy, więc nic nie mówi o zmienności w mniejszej skali.

      Jest to wszystko prawdą oczywistą dla mnie i mam nadzieję, że nie tylko. Z tym, że należy pamiętać, że prognozy cyrkulacji czy temperatury mają taki sam skill w skali czasu odpowiednio 6 i 5 dni (dla GFS). Zatem nie można z poważną twarzą dyskutować o pogodzie za 10 dni, a ignorować dodatnie projekcie NAO dla obecnej zimy. A to dlatego, że to drugie ma stanowczo większą szansę sprawdzenia się niż “fusy”.

      1. Dziękuję jeszcze raz za wyjaśnienia, które – nawet jak początkowo (z pozoru) tego nie widać – trafiają także do mnie:-)
        A czego byśmy sobie mogli myślę, że wszyscy życzyć? Na pewno z roku na rok coraz to bardziej trafnych prognoz:-)

  50. Trzeba też pamiętać, że nie każdy jest fanem słońca, szczególnie w zimie. Np dla mnie idealna zima to zima śnieżna, równie dobrze dla mnie mogłoby nie być słońca w ogóle od grudnia do lutego, jeśli cały czas padałby śnieg. Dlatego tak miło wspominam zimę 05/06, gdzie śnieg padał praktycznie co kilka dni od listopada do marca, a łączna suma pokrywy śnieżnej wyniosła +/- 3000cm. Słońce zimą podoba mi się tylko wtedy, kiedy jest siarczysty mróz, kiedy rano o poranku robi się szadź, jest delikatna mgła i przebija się słońce przy -20/-25. Za to bardzo pasują mi słoneczne dni w kwietniu i maju, kiedy wszystko zakwita, wtedy faktycznie bezchmurna pogoda z lekkim wiaterkiem dają większą motywację do działania. W lato słońce okej, pod warunkiem że nie jest cieplej niż 28st. Słoneczne, bezwietrzne dni przy 30+ to katorga i największa męczarnia jaka może być. Od upałów wolę już nawet +3 i deszcz, bo chociaż oddychać się da normalnie. Dlatego to lato nie było najgorsze, bo wiele upalnych dni nie miałem.

    1. Poza kwestia zimy sie zgadzam. Słońce bardzo przyjemne jest na wiosnę a latem meczy jak jest upał. Natomiast przy 20-25 i latem bardzo przyjemne jest słońce.

    2. Na szczęście tak hardcorowe zimy jak ta z 2005/06, a których powtórki się Tobie marzą, wraz z postępem globalnego ocieplenia będą występować coraz rzadziej ustępując miejsca zimom atlantyckim, które to może szczególnie ładne nie są, ale przynajmniej zdatne do życia. Zima 2005/06 jest dobra w górach albo dla kogoś kto ma dużo kasy i nie musi z domu wychodzić do roboty. Dla pracujących oznacza same kłopoty i wydatki. Po 4 miesiącach solenia podłoga w aucie nadaje się do wymiany, że już nie wspomnę o wielkiej tragedii na terenie MTK. Nigdy więcej tak ciężkich zim!

  51. Odnośnie zimowego usłonecznienia. Nie trzeba być ekspertem do spraw klimatu aby zauważyć jedno (wystarczy zaglądać na sat 24). Klimat morski (np. Anglia) ma to do siebie, że pogoda jest zmienna. Fronty przechodzą jeden po drugim ( w uproszczeniu), ale pomiędzy nimi często jest dużo pogodnego nieba. Jak ktoś słusznie zauważył nasze wspaniałe wyże często gniją przez wiele dni nie dając szans na choćby minutę ze słońcem (często widać rozlane jak mleko stratusy na dużej europejskiej części Rosji).
    Na stronie metoffice można sprawdzić usłonecznienie dla Anglii. Aby porównać z IMGW weźmy okres 1971-2000.
    grudzień: 45-50 godzin na południu ponad 50 godzin, w Polsce jest to 30-40 godzin na przeważającym obszarze kraju. Tylko w w górach ponad 50.
    Styczeń: 50 – 55 godzin, w Polsce natomiast 40-50 godzin, tylko skrawki południowe ponad 60 godzin.
    Luty: 65-70 godzin, na południowym wybrzeżu nawet 80 godzin (!), Polska 60-70 godzin. Ponad 80 godzin ma Małopolska w lutym, czyli tyle ile południowe wybrzeże Anglii.
    Morski klimat Anglii nie jest przeszkodą do tego aby w zimę osiągać usłonecznienie podobne do tego w Polsce a czasem nawet wyższe. W lipcu jest nieco gorzej 190-200 godzin Anglia, 220-240 Polska.
    Suma roczna w Anglii 1400 -1600 godzin. Nieźle, jak na krainę frontów i wstrętnych niżów atlantyckich.

    1. Jeśli popatrzysz na mapę korelacji zachmurzenia z temperaturą zimą to najbardziej rzuca się w oczy, ze nad lądami jest ono dodatnie (cieplej = bardziej pochmurnie) ale nad oceanami i morzami praktycznie zerowe. A UK jest na tyle otoczona morzami, że ma klimat bardziej morski niż lądowy.

  52. Rozumiem, że ktoś jest fanem ciepłych zim, ale żeby zakłamywać rzeczywistość i wymyślać bzdury, że przy cyrkulacji strefowej jest więcej słońca niż przy mroźnych wyżach to już naprawdę przegięcie. 90% przypadków dużych spadków mrozu występuje przy bezchmurnym niebie, reszta to jakieś mgły lodowe. Ile razy mieliśmy zgniły wyż rosyjski i stratusa przy -20? Raz na 10 lat? A ile mamy opadów i wichur przy strefówkach? 5-10 razy na zimę? W tym tylko roku miałem tyle wichur i ulew dzięki kochanej cyrkulacji zachodniej.

      1. “Ale już przy cyrkulacji południowej jest znacznie więcej słońca”

        >>> W tym względzie mamy różnice między N a S kraju. Im bardziej na N, tym ta reguła rzadziej się sprawdza.

  53. Nie o to chodzi. Nikt nie neguje tego, że mroźny wyż potrafi być słoneczny. Fakty są jednak takie, że średnie usłonecznienie zimą w południowej Anglii (klimat wybitnie morski) jest wyższe od tego w centralnej Polsce. Nie mam czasu analizować teraz norm usłonecznienia dla naszej szerokości na terenie Rosji. Być może są gdzieś słoneczne miejsca zimą. Sprawdziłem na szybko grudzień 2017 w Kazaniu. 1 dzień słoneczny. Słoneczny kontynentalny zimowy klimat? Być może, ale trzeba chyba poczekać na ciśnienie 1050hpa i -35c.
    https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ord=REV&ndays=30&ano=2017&mes=12&day=31&hora=18&ind=27595

    Dużo lepiej było w pierwszym lepszym angielskim mieście.
    https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=03391&ndays=30&ano=2017&mes=12&day=31&hora=18&ord=REV&Send=Send

    1. W Kazaniu to chyba mieli w tym grudniu wyjątkowego pecha bo statystycznie tam są 33 godziny ze słońcem w porównaniu do 44 we Wrocławiu. Do tego we wszystkich miesiącach prócz listopada i grudnia mają prawie zawsze znacznie większe usłonecznienie niż dowolne miasto w Polsce – rocznie 1930 godzin.

      1. Masz rację. Mieli pecha w tym roku. Ale w 2015 było podobnie, więc tam tak bywa.
        Jeżeli dane, które przedstawiasz są prawdziwe (mile widziane źródło), to średnie usłonecznienie grudnia jest tam na szkockim poziomie. Na dodatek moje zdanie jest prawdziwe tylko jeżeli weźmiemy pod uwagę tereny położone wyżej. Na szkockim wschodnim wybrzeżu usłonecznienie przekracza 45 godzin.
        https://www.metoffice.gov.uk/public/weather/climate

        1. Ja wolę mieć bardziej słoneczne lato, za cenę bardziej pochmurnej zimy. Dlatego warszawski wzorzec usłonecznienia (w skali całorocznej) odpowiada mi bardziej, niż londyński. Już nie mówiąc o szkockim.

  54. Mamy jedną z najcieplejszych nocy sylwestrowych w ciągu ostatnich latach. Nie pamiętam kiedy było tak ciepło tzn. o północy w Nowy Rok termometry wskazywały 10-11 st.C jak aktualnie na Dolnym Śląsku, Ziemi Lubuskiej, Pomorzu Zachodnim. A na Podlasiu jest tylko 1-2 st.C czyli mamy dość spory kontrast termiczny. Trzeba przyznać, że weszliśmy bardzo ciepło (z przytupem) w 2018 rok.

  55. Szczerze mówiąc nie pamiętam tak ciepłego i jednocześnie udanego pogodowo “wejścia w nowy rok”. 2018 powitał nas z przytupem, u mnie +8°C, a w takim Szczecinie nawet +11°C. Temperatury o północy bez wątpienia były jednymi z najwyższych w historii (miejscami być może nawet najwyższymi) i to w dodatku przy umiarkowanym zachmurzeniu oraz braku opadów oraz wiatru, co jak nigdy sprzyjało zabawie pod nomen omen gołym niebem. Warto by przeanalizować jak noce sylwestrowe wyglądały na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, bo jeśli chodzi o XXI wiek to chyba tylko 2006/07 może się mierzyć z obecnym, choć wydaje mi się, że wtedy było jednak ciut chłodniej.

    1. W Warszawie akurat pod wieczór nasunął się front ciepły i temperatura z poniżej +2*C wzrosła do ok. +8*C. Jednakże jest bardzo pochmurnie (a nawet z zamgleniem) i dżdżyście. Owszem mniej się marznie, ale trudno to nazwać w pełni udaną aurą.
      Dodajmy jeszcze, że to ocieplenie jakby było “wymierzone” w tą sylwestrową noc, bo poprzedniej nocy był lekki przymrozek, a potem opad śniegu (który nad ranem zaczął się topić), a i w kolejną noc (tzn. 01/02.01) model UM nie wyklucza ponownie przymrozku.

  56. Szczęśliwego Nowego Roku !!!
    Skoro zaś podsumowujemy ten, który minął, napiszę coś od siebie, mieszkańca Nowego Sącza:
    – Styczeń – niezwykle słoneczny, ale również mroźny. Temperatury kilkakrotnie spadły poniżej -20 stopni, zaś spadki poniżej -10 nie były niczym niezwykłym. Po obfitych opadach śniegu z wieczoru 2 stycznia, oraz 5 stycznia, pokrywa śnieżna utrzymała się do końca miesiąca. Opadów było bardzo mało.
    Luty – już na początku lekko się ociepliło, choć wciąż aura była zimowa i nawet trochę posypało. Od 13 lutego zaczęło wiośnieć. Śnieg stopniał, a ilość słońca pozostała bardzo przyzwoita. Ostatnie dwa dni lutego były iście wiosenne.
    – Marzec 2017 – początek tego miesiąca był bardzo ciepły, lecz gdzieś po 5. dniu nadeszło więcej szarugi. Średnią temperaturę przedwiosennych dni podbijały ciepłe dni. Ostatni tydzień marca przyniósł piękną wiosnę z pierwszym przekroczeniem 20 stopni.
    – Kwiecień 2017 – na początku wydawało się że miesiąc pójdzie na rekord. Początek był wręcz letni. Temperatura 2 kwietnia wzbiła się do 24.9 stopnia, bardzo ciepło było też 5 i 10 kwietnia. Właśnie od 10 kwietnia temperatury zaczęły lecieć w dół. Po zimnej Wielkanocy, kiedy padał deszcz ze śniegiem, trzecia dekada przypominała swoją odpowiedniczkę z 1997 roku. Padał śnieg, a wegetacja roślin, zwłaszcza drzew, która ostro ruszyła na początku miesiąca, zatrzymała się.
    – Maj 2017 – ogólnie miesiąc bardzo ładny. 1 maja temperatura wyniosła zaledwie 16 stopni, jednak niebo było tego dnia wyjątkowo pogodne i czyste. Później było już gorzej. Wprawdzie 6 maja było ponad 20 stopni, ale w następnych dach nadeszło bardzo głębokie ochłodzenie. 9 maja widziałem po raz pierwszy w życiu padający śnieg w maju. O pokrywie śnieżnej nie było mowy, lecz odczuwalne było przenikliwe zimno.
    – Czerwiec 2017 – najpiękniejszy miesiąc ubiegłego roku. Masa słońca i temperatury najlepsze z możliwych – gorąco ale nie upalnie. Przez cały miesiąc był jeden dzień bez 20-stki. 28 czerwca 2017 był najcieplejszym dniem od 8 sierpnia 2013 roku za sprawą nocy tropikalnej.
    – Lipiec 2017 – ładny, słoneczny i średnio mokry, oraz przeciętny termicznie, lecz odczuwalnie przyjemny. Nawet jeśli rano wydawało się, że dzień będzie ponury, na wieczór przychodziło rozpogodzenie. Były 3 upalne dni.
    – Sierpień 2017 – na początku nieznośna fala upałów, którą było znieść trudniej niż tą pierwszą z sierpnia 2015 roku. Jeszcze jeden solidny rzut ciepła przyszedł ok. 10 dnia miesiąca, zaś później było kilka zimnych dni, przeplatanych z “normalnym” latem. Końcówka była piękna, najlepsza część miesiąca.
    – Wrzesień 2017 – paskudny, początek oprócz 1 września był bardzo deszczowy i przyniósł brutalne pożegnanie z latem. Na przełomie 1 i 2 dekady nadszedł jeszcze jeden letni akcent, który również został szybko przerwany. W moim mieście ogłoszono stan alarmowy. Miesiąc nieco uratował lekko chłodny, ale słoneczny okres na jego końcu. O temperaturze powyżej średniej zaważyły noce, które potrafiły być o 2 stopnie chłodniejsze od dni, i sposób podziału doby, przez co raz TMax wyniosła grubo ponad 20 stopni, choć w rzeczywistości nie było nawet 15.
    – Październik 2017 – pierwszych parę dni bardzo się udało, ale po krótkim czasie wróciły typowe dla września szarugi. Na szczęście natura była hojna i na początku drugiej połowy miesiąca nadeszło duże, choć niedługie, ocieplenie do niemal 25 stopni, dzięki czemu można było cieszyć się babie latem. Pierwszy śnieg spadł 31 października.
    – Listopad – najmniej ciekawy miesiąc roku. Pochmurno, a temperatury były niemal zawsze powyżej normy, ale niczym się nie wyróżniały.
    – Grudzień – na początku przyszła piękna śnieżna zima, która dość prędko uległa jednak niżowej pogodzie. Wciąż było mało słońca, a temperatury kontynuowały trend z listopada, aż nadeszło typowe dla Polski ocieplenie przed świętami Bożego Narodzenia. Ostatni tydzień roku, od pierwszego dnia Świąt, aż do 30 grudnia, był słoneczny i jesiennie/wiosennie ciepły, co nastrajało do spacerów. Sylwester stanowił kwintesencję roku – pochmurny, ciepły, z ciepłą nocą i przelotnymi opadami, kiedy prognozy się ich nie spodziewały.

    1. Poruszyłeś kolejny ciekawy temat – mianowicie 1 maja. Trzeba przyznać ze ten dzień (razem z 30.04 i 2.05) to był taki rodzynek pośród paskudnego i zimnego okresu 11.04-10.05. Z ta majówka mieliśmy naprawde szczescie w nieszczęściu.

      1. Też pamiętam że było wtedy zimno, ale ładnie. Tylko +12 w dzień do tego z wiatrem. Anomalie były wtedy rzędu -4 / -6, było naprawdę zimno, ale jednak pogodnie.

  57. Na dobry początek roku prognoza na najbliższe pięć dni, ale taka z trochę szerszymi horyzontami niż zwykle:

    Rzuca się w oczy typowy dla dodatniego NAO łuk dodatniej anomalii w Eurazji. Wprawionym w wypatrywanie go rzuci się tez w oczy, ze nie ma jego dopełnienia w południowo-wschodnim USA, gdzie “wir polarny” ma dojść aż do Florydy.

    Prognoza jest jedynie na 5 dni ale jest ciekawa jako symptom bo to nie zdarza się pierwszy raz: dodatnie NAO, ale nie AO i zimne wschodnie wybrzeże USA. W sumie może to pokazywać, że efekt ubywania lodu arktycznego na zimowe ujemne AO (ulubiony konik Cohena) istnieje, ale nie obejmuje NAO (czyli Europy). Może dlatego jego prognozy czasem sprawdzają się w USA ale ani razu po roku 2010 w Europie.

    1. Czy IMGW ma dane, ile w 2017 było dni deszczowych na północy? Na moje około to cos koło 310, ale chce dokładne dane.

    2. Ale bywa i tak, że mocniej “mrozi” Eurazję, niż Amerykę N. Za krótki czas, aby widzieć w tym jakąś jednoznaczną regułę.

      1. Bywa różnie, ale w tej chwili Nowy Orlean może pozazdrościć Warszawie. Nad Zatoką Meksykańską -3 C. Pewnie nie jest to rekordowy chłód w tym mieście, ale dla nich z pewnością dotkliwy.

      2. @Lucas wawa

        Określeniem kluczowym jest tu “przy dodatnim NAO”. NAO jest co prawda ślepe na blokady skandynawskie, ale one aż takiej anomalii w Europie nie powodują jak to co się teraz dzieje w Ameryce Północnej. Tam co co się teraz dzieje jest raczej typowe dla ujemnego NAO.

          1. Mamy, mamy. A jak to świetnie widać z trajektorii wstecznych!

            Widać dodatkowo czemu jest tak ciepło. Przy ziemi mamy domieszkę subtropikalnego powietrza atlantyckiego z wyżu azorskiego (powinno być PZm, gdyby synoptycy IMGW wierzyli we własne “słowniczki”, ale widać nie wierzą).

    3. ArcticHaze jak sądzisz czy taki trend jaki występuję od 2013 roku czyli ciepła Eurazja i wir polarny w USA już tak zostanie co powoduję takie blokowanie prądu strumieniowego zimą ?

      Jak ty to widzisz w kolejnych latach ?

      1. @Patryk

        To za krótko aby coś powiedzieć. Kupa ludzi bada wpływ ogrzewania Arktyki na destabilizację fal planetarnych (zasadniczo ciągłości prądu strumieniowego) i kontuzje są jak na razie takie, że w modelach to widać ale dane obserwacyjne tych zmian (ostatnich kilka lat) to za krótko aby coś dało się powiedzieć. Ale właśnie dlatego każda kolejna zima dodaje istotności trendom i może już niedługo będzie widać czy ten mechanizm naprawdę działa. I gdzie, bo to nie musi być wszędzie wokół Arktyki tak samo.

        1. Mnie osobiście to bardzo intryguje dlaczego tak trudno o normalną zimę w Europie Przecież nikt nie powiedział że jak w USA sroga zima to w Europie nie ma prawa się pojawić w 2005 i 2010 roku było wszystko w porządku od Jesieni 2013 coś się dziwnego stało i nie chcę się to zmienić O ile wiem w naszym klimacie potrafi być aż 8 lat z rzędu bez zimy w Europie

          dziwne to :(

          1. Nie dziwne, gdyż żyjemy nad oceanem, a przeważający kierunek wiatru to zachodni, tam wiatry niosą zimno znad lądu. Dodatkowo bariera górska, sprzyja napływom z północy.

          2. @Patryk

            Nie jest to dziwne jeśli się wie, że NAO ma bardzo dużą autokorelacje w skali dekadalnej. Tzn. lubi mieć podobne (dodatnie lub ujemne) wartości przez szereg lat z rzędu. Teraz nam popadło na dodatnie. Jeśli chodzi o mechanizm to prawie na pewno jest to efekt zależności NAO od SST atlantyckich. Po prostu temperatury Atlantyku nie da się poważnie zmienić w ciągu roku czy dwóch. Zatem i zimowe NAO będzie rok po roku powtarzało podobne wartości póki sytuacja na oceanie się nie zmieni.

          3. Arctic Haze napisał:
            “Nie jest to dziwne jeśli się wie, że NAO ma bardzo dużą autokorelacje w skali dekadalnej. Tzn. lubi mieć podobne (dodatnie lub ujemne) wartości przez szereg lat z rzędu. Teraz nam popadło na dodatnie. Jeśli chodzi o mechanizm to prawie na pewno jest to efekt zależności NAO od SST atlantyckich. Po prostu temperatury Atlantyku nie da się poważnie zmienić w ciągu roku czy dwóch. Zatem i zimowe NAO będzie rok po roku powtarzało podobne wartości póki sytuacja na oceanie się nie zmieni.”
            AH, czy są już widoczne symptomy odwrócenia trendu zimowego NAO, np. już od przyszłej zimy? Czy raczej zimowe NAO będzie dodatnie jeszcze przez kilka następnych zim?
            Pozdrawiam.
            Tadek

          4. @Tadeusz T

            Autorzy z Metoffice twierdzili, ze potrafią przewidywać zimowe NAO na ponad rok z góry, ale nie podali współczynników do wzoru więc ja się nie podejmę powtórzenia ich obliczeń (już o tym pisałem, że jako recenzent bym im tego nie puścił bo nauka o nie alchemia i nie ukrywa się tego co się rzekomo odkryło). Czyli mówiąc krótko, nie wiem co będzie za rok.

          5. Mam wrażenie, że oni jako pracownicy służby meteorologicznej nie mają prawa robić prognoz niezależnych od firmy, a w szczególności w dłuższej skali czasu niż kierownictwo pozwala. Widać to wyraźnie między wierszami wypowiedzi autorów w tym artykule prasowym “mamy nadzieję, że będzie to używane”:

            http://www.telegraph.co.uk/science/2016/10/17/met-office-can-now-predict-winter-weather-one-year-in-advance/

            A odtworzyć ich metody dla drugiej zimy i tak nie bylibyśmy w stanie bo do tego celu używają oni prognoz ENSO i zasięgu lodu na Morzu Kara ze swojego modelu cyrkulacji DePreSys3, a nie z obserwacji jak dla pierwszej (w artykule nie jest jasno napisane czego używają dla pierwszej zimy ale byłoby masochizmem używać w listopadzie wartości EMSO, SST czy zasięgu lodu dla października z prognoz, gdy już się ma dane obserwacyjne).

      1. No czyli temperatura była ona w normie
        Niestety poza Styczniem nie odczuliśmy tego bo ze śniegiem było krucho

        1. Śniegu było bardzo mało, bo niemal wszystkie okresy termicznie zimowe – druga dekada grudnia, cały styczen i pierwsza połowa lutego były skrajnie suche. W czasie odwilży zaś potrafiło lac niemiłosiernie.
          A ten grudzień? Zupełnie odwrotnie. Najwiecej padało wlasnie przy ochłodzeniach. Mimo ze grudzień bardzo ciepły to śnieg padał u mnie 7 razy, za każdym tworząc pokrywę śnieżna. Cześciej padał wręcz śnieg niż deszcz w minionym miesiącu w Wawie :)

      1. Kmroz – oczywiście należy pamiętać, że mocno dla poprzedniej zimy temp mocno zawyżył grudzień, a styczeń to wszyscy wiedzą jaki był. Co prawda w Polsce luty wyszedł normalny, ale w moim regionie był lekko chłodny, więc tamtą zimę u siebie mogę uznać za chłodną.

        1. 1. Dostałem prośbę by podać anomalie całej zimy a nie pojedynczych miesięcy. Nikt nie zaprzecza ze mieliśmy 6 tygodni prawdziwej zimy, co jak na ostatnie lata było sporym osiągnięciem zimy. ;)
          2. Akurat w mojej opinii to bardziej druga połowa lutego a nie grudzień zawyżyły anomalie. Można równie dobrze powiedziec ze silne mrozy na trzech króli zanizyly…

      1. Mimo iż każdy mnie zna jako cieploluba to tamten weekend wspominam bardzo dobrze. Piękne słońce zachęcało do spacerów, całe trzy dni spędziłem na wycieczkach po lesie- pięknie było w puszczy Kampinowskiej i Bolimowskiej. Tylko za mało śniegu na biegówki, na których tak swoja droga w swoim całym zyciu najwiecej sie najeździłem w marcu i kwietniu 2013 … 😂

  58. Patrząc w prognozy I dekada tegorocznego stycznia ma szansę zapisać się jako najcieplejsza od 4 lat (od 2014 roku). Wtedy w I dekadzie stycznia 2014 w ogóle nie było całodobowego mrozu czy opadów śniegu i temperatury przekraczały dość często 10 stopni zwłaszcza na zachodzie. Podobnie czy nawet cieplej było w I dekadzie stycznia 2007 roku. Jest duże prawdopodobieństwo, że Święto Trzech Króli (6 stycznia) tym razem w odsłonie jesiennej (wiosennej) – właśnie po praz pierwszy od 2014 roku, bo w latach 2015-2017 6 stycznia był w odsłonie zimowej.
    Czytałem różne domysły i spekulacje jaka będzie tegoroczna zima (w szczególności jej II połowa, bo do ok. połowy stycznia nie widać zimy) – niektórzy twierdzą, że jest analogia do zimy 2011/2012 kiedy zima była ciepła do III dekady, a później od końcówki stycznia aż przez 2-3 tygodnie lutego przyszedł silny atak zimy z tmax poniżej minus 10 st. C i częstymi spadkami poniżej minus 20 stopni, a później nadeszły śnieżyce.
    A może będzie podobna do zimy 2013/2014 albo 2014/2015 albo 2006/2007 albo będzie jakieś mieszanka. Jak będzie dalej? Zobaczymy. Czas pokaże.

    1. zima 2011/12 była rzeczywiscie dość niesamowita. Niezwykłe ciepło cały grudzień, dużą częśc stycznia i całą drugą połowe lutego a anomalia tylko 0.47 i to względem 1961-1990…

      1. Niezwykła, choć zupełnie inna, była też zima 2001/2002. Grudzień 2001 był anomalnie chłodny i bardzo śnieżny, gdzieniegdzie zimniejszy od grudni 2002 i 2010. Na początku stycznia 2002 przyszła krótka fala mrozów ze spadkami temperatury poniżej -20 stopni, zaś w drugiej połowie miesiąca przyszła gwałtowna odwilż ze wzrostami temperatury powyżej 10 stopni. Luty 2002 roku był zaś ekstremalnie ciepły i stanowił preludium do jednej z najcieplejszych wiosen w dziejach pomiarów.

    2. W 2018 roku mija 6 rocznica fali siarczystych mrozów z lutego 2012. Co ciekawe odstęp między intensywną falą siarczystych mrozów z lutego 2012 i stycznia 2006 również wynosił 6 lat. Oby nie było “do trzech razy sztuka”. :_

      1. Mamy już poza sobą osiem miesięcy powyżej normy. Mamy za sobą ciepły grudzień i póki co ciepłe prognozy na styczeń. A ostatni zimny luty wystąpił w 2012 roku w związku z tym obstawiam że w tym roku to w lutym nadejdzie prawdziwa zima. Nie będę ukrywał że preferuję najbardziej zimową pogodę, ale staram się być obiektywny dlatego jeśli chodzi o styczeń 2018 to zgodnie z prognozami cfs obstawiłbym ten miesiąc jako ciepły.

          1. Od dawna, czyli od 2011 roku, wtedy był jeszcze chłodniejszy lipiec. Jednak norma 1981-2010 jest już dość mocno “skażona” globalnym ociepleniem i względem pozostałych lipiec ten był już powyżej. Nowe normy lepiej obrazują obecny klimat, ale ich używanie może być niebezpieczne, bo dają pożywkę dla denialistów, że klimat się nie ociepla.

          2. @anonim
            norma 1971-2000 a 1981-2010 to w przypadku lipca naprawdę niebo i ziemia. W Warszawie jest to różnica ponad 1 stopień. Nie wiem jak to wygląda w skali ogólnokrajowej, ale wydaje mi się ze jest to również bliskie 1 stopnia

        1. W listopadzie też mówili, że ostatni zimny grudzień był w 2012 i w tym roku musi przytrafić się chłodny… :-)

  59. 3.01. sypnie śniegiem w Sudetach powyżej ok 600-700 m npm, nawet kilkanaście cm, wg norweskiego https://www.yr.no/ Czy to się utrzyma do weekendu, aby sobie tam pojechać i poszusować na biegówkach – zobaczymy, gdyż dzisiejsze prognozy nie dają większych szans, aby utrzymała się sensowna ( min.10 cm) pokrywa w tym okresie.

  60. Ciekawe jaka sytuacja będzie od kolejnego weekendu. Będzie nad Polską przechodził front oddzielający PPMc od PA. Na południu może być ponad 10 stopni, a na północy zero. Ale wystarczy, że front przesunie się w tą lub w tą stronę i będziemy mieli albo zimę w całym kraju, albo jesień na większym obszarze.

    1. ECMWF i GEM już od pewnego czasu za większym ochłodzeniem za tydzień (choć na pewno nie takim jak przed rokiem), niż GFS który cały czas się “buja”. Gdyby jednak sprawdziły się trendy grudniowe, to ponownie mielibyśmy jedynie podryg mizernej zimy i szybki powrót do klimatów “brytyjskich”. Chyba, że tym razem wyż skandynawski faktycznie się utworzy i to na dłużej, niż 1-2 dni…(?)

      Jednak ten tydzień to już pewna aura późnojesienna w przeważnie wilgotnym/mokrym, okresowo wietrznym wydaniu. A przy tym cały czas średnio 3-5 st. powyżej ‘normy’ – czyli właściwie nic nowego wobec minionych dni…

      1. Pożyjemy zobaczymy bo jakiś tam wyzyk nad Skandynawią się pojawia ale co z tego będzie dalej ??? Czy tylko na chwilę czy zagości na dłużej??? Zobaczymy w którą stronę pójdzie GFS czy dołączy do kolegów.

        1. Czyli tak jak przypuszczałem. Po 6 stycznia wejście mrozu, który będzie trzymał do 20 lutego. Nudny jest już ten wrzorzec pogodowy.

          1. Dla mnie nudna jest aura jak przeważnie ostatnio, gdy przeciąga się na 4-5 miesięcy roku.

          2. @ert- mróz trzymający do 20 lutego… ciekawa teoria zwłaszcza, ze wszystkie mozliwe modele jej przeczą

          3. @Ert
            Skoro tak dużo wykazujesz “troski” o brak smogu to powinieneś “modlić” się o wiatr i opady (a nie poprawę pogody)… Tym bardziej, że zanieczyszczenia powstają nie tylko przy aurze mroźnej.
            A ja właśnie chcę okresowo pogody, która to będzie jeszcze bardziej skłaniała decydentów do walki z tym naszym niechlubnym “towarzyszem”.

  61. Zauważyłem niesamowitą zbieżność dotyczącą mrozów w styczniu.

    Styczeń 1987, potężny mróz zaczyna atakować 7go stycznia.
    Styczeń 1985, potężny mróz zaczyna atakować 6go stycznia.
    Styczeń 2006, pierwszy duży mróz atakuje 8go stycznia, choć ten największy 22go.
    Styczeń 2017, potężny mróz atakuje 6go stycznia.
    Styczeń 2003 i znowu największy mróz atakuje 6go stycznia.

    We wszystkich tych zimnych styczniach mróz atakował praktycznie w tym samym momencie. Co ciekawsze w tym roku też spływ chłodu w prognozach pojawia się w okolicach 7-10 choć oczywiście dalej nie wiadomo czy coś z tego będzie, ale sam fakt.

    Jak widać, w zimie więcej jest takich “zbiegów okoliczności” jak wieczne ocieplenie na 24 grudnia. Ciekawe ile takich zależności by się jeszcze znalazło.

    1. @Daniel

      To numerologia, nie nauka. Wybrałeś 5 lat z z 30 jakie minęły od 1987 roku (a może i z dłuższego okresu tylko wcześniej nic Ci nie pasowało). To, że to bzdura to widać z przebiegu dziennych temperatur w latch 1981-2100 (czyli praktycznie tego samego okresu bez paru ostatnich lat):

      Jest tu wprawdzie minimum 8 stycznia, ale bardzo płytkie i krótkie.

      Styczeń jest najzimniejszym miesiącem w roku, więc normalne jest, ze w styczniu często zdarzają się mrozy. I czasem (5 razy na co najmniej trzydzieści kilka lat) oziębienie następuje 6-8 stycznia (czyli w 10% procentach miesiąca). To nie wygląda mi na niezwykły zbieg okoliczności, szczególnie, ze ze względu na typową długość trwania wyżów i niżów, “ataków zimy” może być w styczniu więcej niż jeden.

      1. Wziąłem najzimniejsze stycznie naszych czasów, a nie wybrane 5. Chyba, że jakiś pominąłem to przepraszam. Chodziło o stycznie ekstremalnie lub bardzo zimne, które utkwiły w pamięci z powodu dużych mrozów i akurat tak się zdarzyło, że każdego z nich mróz wchodził do Polski mniej więcej w tych samych dniach. Jeśli masz możliwość zrobić wykres z np 5-10 najzimniejszych styczniów ostatnich 100 lat w takim stylu jak ten powyżej to byłbym wdzięczny.

        1. Ale tak czy siak ten efekt nie może być znaczący bo pokazałem wykres średniej dziennej temperatury stycznia z 30 lat (z których było 4 z tych 5 przykładów) i “dip” koło 8 stycznia to ledwie 0,2 C, a to niewiele przy odchyleniu standardowym rzędu kilku stopni (zasadniczo szum statystyczny).

  62. Bieżący tydzień w pogodzie już bez większych zmian wobec tego co przeważało w grudniu.

    Natomiast przełom tygodni może przynieść zmianę w kierunku bardziej zimowym, za czym dość regularnie optują już ECMWF i GEM. Przy czym w stanie przejściowym moglibyśmy mieć 1-2 dni z kontrastem termicznym nad Polską, a co za tym idzie także potencjalnymi opadami, różnego typu, docelowo śniegu (o ile ten scenariusz się sprawdzi).

    Wiary w zmianę w kierunku bardziej zimowym nie daje cały czas GFS. Z tym, że w grudniu (a nawet już częściowo listopadzie) najczęściej było tak, że to GFS najczęściej “wypluwał” wyraźnie zimowe opcje pogodowe, podczas gdy ECMWF i GEM były bardziej “wstrzemięźliwe” i z czasem zaczynał dołączał do nich GFS – oczywiście przy ziszczaniu się ciepłych lub bardzo ciepłych zapowiedzi. Czy tym razem będzie podobnie (w kontekście modeli) i zarazem odwrotnie (w kontekście trendu termicznego) – pożyjemy, zobaczymy?

    Na dzisiaj rozrzut realizacji dla Warszawy wygląda następująco:
    http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html?eps=warsaw
    czyli trend ku ochłodzeniu po 07.01 się zaznacza, choć i rozrzut rośnie… Pogodowe karty w grze.

    PS.
    A dzisiejszy poranek w sporej części kraju ponownie z lekkim przymrozkiem. Wystarczyło, że do nieco chłodniejszej masy nadal znad umiarkowanych szerokości N Atlantyku dołączyły nocne rozpogodzenia.

    1. Czyli żarty się kończą, zaczyna się zima.😯 Trzeba przyznać, że obecna obchodzi się z nami do tej pory bardzo łagodnie, nie można narzekać. Możliwe, że w przyszłym tygodniu wreszcie zaatakuje, bo jakieś ochłodzenie jest już niemal przesądzone. W końcu to styczeń, statystycznie najzimniejszy miesiąc w roku. Jeszcze się chyba tak nie zdarzyło (może poza 1990?), aby zimy w styczniu nie było… Nawet w 2007 i 2012 mocno spóźniona zima w końcu przyszła w 3. dekadzie stycznia.
      Tymczasem po wczorajszym ciepłym dniu mamy (póki co) “fajną” anomalię +8.06°C dla stycznia i nowego roku.😀 Z grubsza było tak ciepło jak powinno być w pierwszej dekadzie kwietnia. I średnia ruchoma 10-dniowa też nieźle wygląda.

      1. Przez Polskę wg. fusów ma przejść koło 9 stycznia wyż, który (wbrew teoriom tu snutym) będzie oznaczał słońce i lekki mróz. Jednak wg. tych samych fusów za nim postępuje kolejny niż czyli wszystko wróci do (ciepłej) normy XXI wieku.

          1. Owego wyżu. Dopełniacz.

            Za czepianie się z góry przepraszam, ale jestem wyjątkowo uczulony akurat na ten błąd.

          2. Przecież ja nie uważam, że każdy wyż oznacza blokadę. Wskazuję tylko na inne scenariusze rozwoju wyżu na N od Polski (po 07.01) przez różne modele (GFS vs. GEM i ECMWF).

      2. Nie mamy innych opcji – albo co jakiś czas także ujemne anomalie, albo mega-ocieplenie klimatyczne. A, że ja akurat potrafię patrzyć nań przez pryzmat nie tylko “tu i teraz” to raczej mnie to niepokoi, niż cieszy…

      3. co do mnie – widze mimo wszystko dużo pozytywów w wyżu. wprawdzie ochłodzi się, ale w końcu mamy zimę i to że dzisiejsze +4 w pełni dnia było postrzegane jak zimno jest dość śmieszne. nie może być cały czas ciepło, bo w końcu ludzie zapomną co to zima i gdy taka w końcu przyjdzie jak np 5 czy 7 lat temu to będzie podobny skowyt jak w lipcu 2017 roku.
        Po drugie, ważniejsze, w końcu na północy przestanie padać- oczywiscie zanim to się stanie to całkiem prawdopodobne że miejscami spadnie norma miesięczna, a w jakimś Lęborku czy Gdynii to może nawet więcej do 7 stycznia. Ale później jest nadzieja, że wreszcie to północ stanie się na jakiś czas tym suchszym regionem, a południe dla odmiany dostanie troche opadów.
        Po trzecie… nie ma trzeciego. Chciałoby się napisać, że prognozy mówią że zwłaszcza w N połowie Polski (w tym na Mazowszu) będzie mnóstwo słońca, ale nie trzeba być Kolumbem, żeby zdawać sobie sprawę, że będą stratusy, które przyniosą może jakieś wyrwy w chmurach, ale tylko lokalne… chciałbym się mylić, ale tak wyże ostatnimi czasy wyglądają w chłodnej porze roku….. Oczywiście jeśli się mylę, to bardzo mnie to ucieszy.

  63. Czy ktoś wie, czemu już na tym blogu nie ma nowych artykułów? Albo może są, tylko w jakimś innym miejscu (?)

  64. Aktualnie brakuje 2 mln km kw. powierzchnie pokrytej śniegiem w Eurazji w porównaniu do danych do roku 2005[1] . Ciekawe jak sytuacja będzie się rozwijać dalej – Aktualnie chyba to nie wpływa znacząco na ilość energii absorbowanej (słońce świeci bardzo nisko) ale jakby taki stan utrzymał się do lutego kiedy powinno być maksimum powierzchni pokrytej śniegiem mogło by zwiększyć szanse na szybko wiosnę w Eurazji
    [1] https://meteomodel.pl/BLOG/snieg/

    1. Też jestem ciekaw czy ta anomalia się utrzyma i jaki efekt będzie mieć. W 2015 i 2016 śnieg chyba też dość szybko topniał w lutym, tak jak i lód w Arktyce potem latem.

  65. Na mapie anomalii temperatury rocznej brakuję skali, proszę administratorów portalu o wzięcie kredki i domalowanie.

    1. Na klasyfikacji termicznej też nie ma aktualizacji od listopada 2016. Usłonecznienie i suma opadów poltemp też dawno nie aktualizowana…

    2. Tak, tylko jakie kolory proponujesz jako cieplejsze od ciemnobrązowego?😂😀 Bo ja już nie mam pomysłu. Można by co najwyżej przeskalować, tylko po co, skoro wiadomo, że anomalia z czasem spadnie. Zresztą któż mógł się spodziewać aż tak wysokiej anomalii?

  66. Rok temu pierwszy weekend stycznia przyniósł tęgi mróz, przynajmniej we wschodniej połowie kraju (u mnie średnia dobowa spadła nawet do -19*C w dniu 7 stycznia). A w tym będzie tęgie…ciepło. Temperatura może przekroczyć +10, a średnia dobowa bez większego problemu przekroczy +5. Będzie raczej jesienna smęcizna, ale rozpogodzenia też jakieś mogą się pojawić.

    W tym roku nie nastawiam się na żadną porządną zimę. Będzie brzydka wydłużona do oporu jesień, może chociaż wynagrodzi nam to wiosna, która po tak ciepłych zimach często nadchodziła wcześnie i była bardzo ciepła (np. w roku 2000, 2002, 2007, 2014)

    1. Ostatnie zdanie sama prawda- tylko wez to przetłumacz innym użytkownikom, czy komentującym obecnie fejzbukowiczom na TP ;)
      Jakby nie patrzeć- najcieplejsze i najszybsze wiosny nadchodziły niemal zawsze po cieplej zimie- 2016,2015,2014,2012,2008, 2007,2002 czy 2000. W niektórych z tych przypadków to cieżko stwierdzić kiedy sie zaczęła wręcz, na upartego można powiedziec ze juz w styczniu :)
      Oczywiście trafiały sie ciepłe i bardzo ładne wiosny rowniez po mroźnych zimach jak w 2011 na przykład. Ale nie była to na pewno wczesna wiosna…

      1. @alewis – wyżej napisałeś gdzieś, ale dopiero teraz doczytałem, że masz tabelke twoich subiektywnych ocen miesiecy z ostatnich kilkunastu lat- mógłbyś się podzielić? :)

  67. Około połowy grudnia pisałem, że albo czeka nas najmroźniejsza końcówka grudnia od wielu lat, albo GFS poniesie sromotą porażkę (i oczywiście poniósł).
    Dzisiaj patrząc na ostatnie aktualki różnych modeli należałoby poddać pod wątpliwość: albo za tydzień czeka nas kontynuacja ciepła, albo GFS ponownie poniesie porażkę – modele GEM i ECMWF już od 2-3 dni za znacznie wyraźniejszym ochłodzeniem po 07.01.

    1. aż się zdziwiłem, ale jednak faktycznie ECMWF zapowiada całodobowe mrozy…..
      ciekawe czy sie sprawdzi, bo ze wszystkich prognoz które dotychczas sprawdzałem nie było cienia nawet szans na całodobowy mróz, co najwyżej średnia dobowa lekko poniżej zera…

        1. @konrad
          gdzie ty widzisz silny wiatr?
          ja stawiam raczej na standardowe stratusy i mnóstwo smogu w czasie ochłodzenia…. ;(

          1. ECMWF daje przy kilkustopniowym mrozie jednego dnia wiatr w Wielkopolsce nawet do 11 m/s czyli strong.

      1. Podczas grudniowych (a nawet listopadowych) “ochłodzeń” – niedoszłych lub mocno zredukowanych – moją uwagę zwracał fakt, że nawet w terminie 5-10 dni prognozował je często GFS, a pozostałe dwa modele (ECMWF i GEM) albo nie, albo tylko jako krótkotrwałe i niezbyt wyraźne. Tak było m.in. z rzekomym przedświątecznym ochłodzeniem – a przez co “wtopiły” niektóre kanały TV i pop-serwisy pogodowe.

        Teraz z zapowiedzią tego ochłodzenia jest odwrotnie – tzn. znacznie bardziej redukuje je GFS i stąd moje zaciekawienie, czy po raz kolejny “zwycięży ciepło”, czy też po raz kolejny “przegra GFS”.

        Zastanawiam się też nad tym w innym kontekście – a mianowicie, widzę jakby fala planetarna i towarzyszący jej zagon chłodu znad Ameryki N cały czas ewoluował w kierunku W, tzn. teraz już także od Grenlandii przez sporą część N Atlantyku, zahaczając powoli o N/W skrawki Europy. I w tej coraz chłodniejszej masie niebawem zacznie rozwijać się wyż wchodzący znad Grenlandii nad Skandynawię. Może on oczywiście okazać się wyżem mobilnym (co zmieniłoby nam pogodę tylko na krótko), ale przecież może – jak w Ameryce N – zatrzymać się nad danym obszarem i sprowadzać na dłużej niż 1-3 dni chłód z NW/N/NE. Ta kwestia na razie stoi jeszcze pod znakiem ‘?’, choć sam rozwój wyżu znad Morza Norweskiego nad Skandynawię za 3-5 dni jest już kwestią przesądzoną.

        1. po raz pierwszy widać realną zmiane cyrkulacji i wyż na północy (a nie na południu jak koło 20.12) a co za tym idzie, całkiem możliwe, że coś się zmieni. Tak jak mówisz, fakt ochłodzenia jakiegoś tam jest już przesądzony, ale mimo wszystko uważam za wątpliwe, by się to miało dłużej utrzymać… tak czy inaczej “marzenia” by ten styczeń był powtórką z 2007 kiedy do 23 stycznia nie było śladu zimy, a w Warszawie nawet żadnego przymrozku (!) runęły jak z domek kart.
          Teraz najbardziej ciekawe jest jak silny będzie ten mróz, czy ograniczy się tylko do nocy i poranków oraz dla większości społeczeństwa nawet ważniejsze- czy wraz z ochłodzeniem spadnie śnieg, który, chociaż tej zimy pada w miarę regularnie, to nie zdołał się poza jednym przypadkiem utrzymać dłużej niż kilkanaście godzin.

          1. Odnośnie ewentualnych opadów ok. 07-09.01 mamy kolejną niewiadomą, tzn. jak będzie kształtował się front oddzielający obie masy powietrza – ciepłą z S i mroźną z N (?), w tym czy zafaluje, kiedy i jak? Nie można wykluczyć zarówno zafalowania i wyraźniejszych opadów (im bardziej na N tym szybciej śniegu), jak i ochłodzenia bez poprzedzającego go opadów.

  68. Piękne prognozy ecmwf…-4, śnieżyce i wiatr ze wschodu, zima w najlepszym wydaniu, taka prawdziwa syberyjska :) Co jest pocieszające? Że w tym roku(jak co roku w sumie) ECMWF bije GFS w średnioterminowych prognozach na głowę, więc mam nadzieje, że teraz będzie podobnie i znowu sprawdzi się prognoza ECMWFa. :)

  69. Kij z wyżem, tego co najbardziej szkoda to nadchodzący weekend, który jeszcze 2-3 dni temu jawił się w prognozach niczym wiosna, z dużą ilością słońca, stosunkowo słabym wiatrem i temperaturami sięgającymi 13-14 stopni na południu Polski. I choć sporo wiązek nadal wskazuje na dwucyfrowe temperatury to jednak przebiegi deterministyczne coraz bardziej się z nich wycofują, bądź limitują je tylko do części południowej Polski. Szkoda, bo szykował się jeden z najlepszych styczniowych weekendów, jakie tylko są w naszym klimacie możliwe.

    1. Wygląda na to, że apogeum kolejnej fali większego ciepła (ostatnie z tej serii?) przytrafi się nam ponownie w dzień świąteczny – tym razem na Trzech Króli – jakby 24-25.12, 31.12-01.01, 06.01 tym razem w tej kwestii się “dogadały”:-)

      Natomiast niedziela 07.01 to już przełom i pierwsza w tym sezonie realna szansa na znacznie bardziej zimową aurę, niż do tej pory – zwłaszcza, jeżeli sprawdzą się prognozy ECMWF i GEM, które (inaczej niż GFS) od ok. 3 dni jednoznacznie za większym ochłodzeniem. Nie wiadomo jednak jeszcze, czy będzie ono poprzedzone strefą opadową – deszczu przechodzącego w śnieg – czy też zmiana nastąpi w wersji suchej (?). Jeżeli front choć na trochę zafaluje szanse na opad będą większe, a jak przejdzie płynnie (z N na S), to opady będą prawdopodobnie niewielkie [PS. Osobiście wolałbym, aby przed tym mrozem spadło chociaż z 3-5 cm śniegu, jeżeli nie trochę więcej].

      1. Miałem się nie odzywać z powodu mętlika w głowie odnośnie prognoz..
        nie wytrzymałem- przyjmę wygodną rolę sędziego i sprawozdawcy :-) :
        mamy arcyciekawą syt na szachownicy – na ringu ECMWF, GFS, GEM
        w narożnikach Daniel, A.H. ,Lucas
        Nic mądrzejszego nie mam do przedstawienia, sorry, pozdrawiam chwilowo z ławy szyderców .

        1. @Tytus

          Pośmiejemy się gdy już będzie anomalia temperatury całego stycznia.

          PS. Pamiętaj, że ja nie optuję ani za GFS, ani ECMWF, ani nawet za GEM (nawet nie patrzyłem za bardzo co prognozował), ale za prognozą dodatniego NAO przez całą zimę. Epizody zimowe nie są z tym sprzeczne ale ogólna anomalia termiczna zimy powinna być silnie dodatnia. Ostatnio przytoczyłem dodatkowe argumenty (prognozy NAO na 2 tygodnie i siła cyrkulacji strefowej w stratosferze), wszystkie wskazujące na ciepłą zimę, w różnej skali czasowej).

          1. zgadza się, świetnie wpisujemy się z dyskusją w tytuł artykułu który ma już 408 komentarzy (rekord?)
            Wytoczyłeś grube działa , sytuacja jest zagadkowa, będziemy mądrzejsi za 28 dni i to jest budujące.

          2. Na razie za dni 01-07.01 będzie sporo dodatnia, bo rzędu ok. +5K (a kto wie, czy nie nawet +6/+7K…?). A później? Zobaczymy – przynajmniej ja na razie daleki od spekulacji co do całego miesiąca, a zwłaszcza jakoby mógł być jednak “pod kreską”…

        2. “mamy arcyciekawą syt na szachownicy – na ringu ECMWF, GFS, GEM
          w narożnikach Daniel, A.H. ,Lucas”
          Jako że nie tylko dywagujemy ale też weryfikujemy:
          jest pięć dni później , patrząc na obecną syt i prognozy
          proponuje po jednym punkciku dla GFS i A.H.

  70. Niesamowite jaką zimę daję ECMWF i GEM. Równocześnie GFS widzi w tym samym terminie kontynuacje jesieni, a przecież cała “akcja” zaczyna się na 130-140h. Ciekawe, który model wygra. Mam nadzieje, że tak jak do tej pory ECMWF bił na gowę GFSa, tak samo będzie teraz.

    1. Biorąc pod uwagę pogode jaka panuje od ponad tygodnia powiedziałbym raczej kontynuacja wiosny i jesieni. Tak długiego słonecznego okresu nie było od września

      1. No, sytuacja z usłonecznieniem faktycznie się znacząco zmieniła, od 26 grudnia stacja reprezentująca Kielce zanotowała już 29,2 h ze Słońcem i dziś też świeci. Natomiast za cały grudzień było 33,2 h (do 26.12 ledwie 11,7 h).

      2. Bo ogólnie dominuje cyrkulacja “atlantycka” – ale zauważmy, że pogodniejsze okresy trafiają się częściej jak napłynie masa nieco chłodniejsza (a konkretnie w zbudowanych w niej klinach, zasadniczo na S od Polski), niż jak napłynie masa cieplejsza (polarnomorska).

      3. Poza tym, chyba dłuższy (niż teraz) okres słoneczny mieliśmy w tygodniu z babim latem, tuż po połowie października. Ale to można jeszcze zaliczyć na poczet pory ciepłej.

        Zobaczymy, na ile pogodny (a na ile pochmurny) okaże się wyż jaki ma rozbudować się nad Skandynawią na początku kolejnego tygodnia? W każdym razie byłby to pierwszy od dłuższego czasu wyż z większą szansą na pogodniejsze niebo na N, niż S kraju.

        1. ja bym spróbował iść o kroczek dalej , gadanie o wyżach mniej czy bardziej mobilnych i czy Skandynawskich ( dla RP rzeczywiście decydujących o pogodzie) jest jakby wtórne w porównaniu do niebiesko-fioletowych oczek “pawia” nad north hemispherą.
          Tak samo NAO (być może łatwiejszy w przepowiadaniu) i jet streams
          pachną mi pochodnymi.. Ale to chyba tylko takie moje chwilowe odczucie :-)

          1. Nie ma to jak pozytywne skojarzenia – bez względu na taką, czy inną układankę pól, fal, faz, cykli, itd.:-)))

          2. Lucas jesteś odpowiedzialny za moje dzisiejsze gadulstwo:
            Bawię się z 30 lat w te synoptyczne szlaczki.
            Jedna ze spraw które poprawia mi nastrój to sposób “nawracania się modeli”. Sztuczna inteligencja (tu modele matematyczne) zachowują się podobnie jak prawdziwy facet – po wejściu w bagno próbują się godnie wycofać. Na synoptycznych mapach pojawiają się wtedy niewiarygodne wręcz akrobacje :-)

          3. @Tytus

            To, że znak NAO jest skutkiem innych procesów to chyba nie ulega wątpliwości. Inaczej nie dałby się przepowiadać w skali sezonowej.

            Natomiast jestem ciekaw jakie Ty procesy sugerujesz jako przyczynę znaku NAO?

          4. @ Arctic Haze “jakie procesy sugerujesz”
            szukamy ich razem, cóż ja mogę przypuszczać jako wieloletni obserwator: ta temp. “odwleczona” wód Atlantyku ma znikomy wpływ nawet na NAO. Teorie z terminem zaśnieżenia Syberii i ich wpływem na zimowe położenie “głównych wirów polarnych” też mi się jakoś nie składają. Jak najszybciej rozwiązać rebus ostatnich lat (dziesięciolecia?) ile przypadku a ile reguły w tym że fiolet spływa nad NE Kanady implikując u nas takie wysokie + anomalie a w sporej części PN Ameryki –
            To się pogłębi jak lód w Arktyce całkiem zniknie?
            Wracając do meteoprognoz to ustawiłeś się na pewnej wygodnej pozycji – anomalia stycznia na + u nas jest IMHO przesądzona.
            Ciekawa jest asymilacja ECMWF i GFS (obydwa łagodnieją idą na kompromis ;-) )Dołączę wiązki z GFS na 850 – od 11 stycznia zniżają się do wieloletniej normy http://old.wetterzentrale.de/pics/MS_1950_ens.png

          5. @Tytus

            Ustawiłem się na wygodnej pozycji bo mnie zmagania GFS i ECMWF interesują mniej niż zeszłoroczny śnieg (ten ostatni jest przynajmniej faktem naukowym!). Widzę jak NAO we wszystkich prognozach ma iść w górę w skali 2 tygodni i jestem spokojny, że będzie ciepło cokolwiek modele wróżą poza skala swojego skillu (a czasem i wewnątrz niej bo korelacja 80% to nie 100%). I to mimo, że ta prognoza NAO tez pochodzi z modeli cyrkulacji. Po prostu wiem co im wychodzi lepiej, a co gorzej.

            No i doszliśmy do NAO. Moje pytanie do Ciebie, przyznam, było dość podstępne. Bo z wielu artykułów o tym co wpływa na NAO w skali sezonowej wiemy dokładnie jakie czynniki wpływają, a jakie nie. Zasadniczo te wpływające to głównie rozkład przestrzenny temperatur Pn. Atlantyku, ENSO (czyli tez ocean ale Pacyfik), lód na Oceanie Arktycznym (znowu ocean!) i cyrkulacja stratosferyczna. Oczywiste jest, ze w skali wieloletniej ten ostatni czynnik nie będzie miał znaczenia (za mała autokorelacja między kolejnymi latami, czyli jak ja to wolę nazywać “pamięć układu”). Czyli co zostaje? Ocean, ocean i ocean. I ma to sens bo tylko on ma wystarczająco dużą pojemność cieplną, która może stanowić tę pamięć w skali wieloletniej.

        1. U mnie wczoraj i dzisiaj pogodnie, w poniedziałek tylko wysokie chmury, wiec jasno.
          Wczesniej pogodnie przez cały dzień było we wtorek, srode i sobote w ubiegłym tygodniu

  71. Nie jestem przekonany jakoś do tak drastycznej zmiany z dnia na dzień w kontekście Górnego Śląska. 08.01 ma być max +7 stopni a dzień później już -2. Różnica nie jest duża ale uważam, że to zbyt duży przeskok.

    1. optujesz za jedną ze stu wersji , blog jest o modelach , podaj źródełko , daj się pośmiać albo pozwolić Nam to rozłożyć to na czynniki pierwsze ;-)

  72. Mam nadzieję, że pojedyncze fusy zimowe się nie sprawdzą i dalej będziemy mieć atlantycką zimę, która jako jedyna daje to, że można normalnie funkcjonować. Nie wiem jak dorosły facet może się cieszyć z nadejścia ruskiego mrozu, smogu i śniegu? Na szczęście NAO w połowie miesiąca ma iść ostro do góry, więc raczej zima poza incydentami nam nie będzie groziła i w miarę dobrze przejdziemy do wiosny.

    1. Może zapadnij w sen zimowy, albo pojedź sobie do Włoch. Ja pierniczę…najgorzej to marudzą ci nie lubiący zimna. Urodzili się na południu czy jak? Kurde…ja mam prawie cztery dychy i jakoś jestem z zimnem w naszym kraju nieźle zaznajomiony.

      1. Myślałem, żeś półwieczny chwat, a tu młody róży kwiat, Krajanie:)
        Będzie (jakaś) zima, znak jej: jemiołuszka – azali to tylko bajanie staruszka?

      2. Żyjąc w naszym kraju bez cienia wątpliwości trzeba być zaznajomionym z zimnem, nie znaczy to jednak, że trzeba to zimno lubić.

        1. Dla mnie największą “nagrodą” za tak, czy inaczej zimną aurę w porze chłodnej jest właśnie mróz i docelowo śnieg (zasadniczo zimą). Poza tym, zdecydowanie najbardziej lubię – w skali całego roku – ciepło rzędu 20/25*C za dnia (nocą 12/15*C).

          1. Dlatego w styczniu ja nic nie będę miał przeciwko prawdziwej zimie, ale od połowy lutego oczekuje już przyjścia prawdziwej wiosny, z wysokim usłonecznieniem i przewagą temperatur maksymalnych powyżej 10 stopni. Najbardziej licze na anomalie cieplne w marcu (ale nie w takiej formie jak rok temu ) i przede wszystkim kwietniu. Ale nie takie że przez cały miesiąc 10 stopni i deszczowo a pod koniec upał jak w 2012 ;) tylko stabilne wiosenne 15-20 stopni z okresowymi wzrostami powyżej 20 i pierwszymi wiosennymi burzami. Do przymrozków nie mam nic, o ile od wschodu słońca (około 5) temperatura pnie się przy bezchmurnym niebie do góry z prędkością 3-4 stopnie na godzinę, i gdy wstaje jest już co najmniej 10 stopni. W takich warunkach przymrozki do końca kwietnia nie będą mi straszne.

    2. Wyż ma być niby skandynawski, więc trochę łagodniejsza wersja zimy. Ale i tak mam poważne obawy, że skończy się na stratusach i smogu i tyle będzie “pożytku” z tej zimy. Obym się mylił.

    3. Po prostu ludzie są różni (mają różne gusta), a niektórzy lubią zimą odmianę widoków i form aktywności – pomimo trudności jakie ona ze sobą niesie. Miejmy na względzie, że (zimowa) zima nie zaczyna się dopiero od co najmniej pół metra śniegu i co najmniej 15-20 st. mrozu…

  73. No i dzisiaj każdy model wtopa. U mnie miało być 7 stopni i deszcz, a jest 3 i sypie śnieg tak jakby go ktoś z dachu zrzucał. Płaty nawet 5 cm i tak sobie pada od 2 godzin. To sobie poszedłem pobiegać skoro taka fajna pogoda.
    Będą siupy, jak się okaże, że jednak w styczniu przyjdzie mróz i to srogi jak to obecnie widzi ECMWF. A niektórzy byli tak pewni siebie. Dziwi mnie, gdy ludzie parający się nauką nie mają w sobie krzty pokory przed nią i naturą(fizyką, chemią, biologią). Bardziej mi to przypomina podejście religijnych apologetów, bo z tego co widzę naukowcy nigdy nie są niczego w 100% pewni. Jeden tu taki mający się za naukowca (wierzący jednak głęboko -co sam wspominał kiedyś – w bajki…co już mu nie przeszkadza przy dowodzeniu naukowym) już wie jaka będzie pogoda na miesiąc naprzód, bo przecież modele komputerowe są nieomylne…niczym prawda objawiona…jak pismo święte ;) Bo akurat prognozy modelu pasują mu do jego wizji pogody. Nie lubi śniegu, to model jest cacy.
    Jak zwykle będzie jednak jak będzie i jak ktoś tu już zaznaczał(chyba Lukas Wawa) model CFS może zaliczyć wtopę…jak to już bywało nie raz. Może trafi…ale to na dwoje babka wróżyła: będzie tak, albo będzie siak.
    A u mnie jak sypało tak sypie sobie nadal.
    Bez odbioru.

    1. Piszecie buńczucznie Waszmości: “modele zaliczyły wtopę”. A na UM-a patrzył wczoraj, chę? Ja patrzył i sprawdził się dla nas co do joty. Dla Milicza podobnie. Lubię ten model.

  74. Do 7 stycznia jeszcze kupę czasu, zaraz ten wstrętny wyż skandynawski zniknie i tyle będziecie mieli z zimy.

    1. Na szczęście (według prognoz) ten wyż nie przyniesie zimy w południowej Polsce. W ciągu dnia ma być najmniej 5 stopni, a nocami pojawią się tylko niewielkie przymrozki.

    2. Wyż ma się zacząć tworzyć już za 2-3 dni – to już pewne.
      Natomiast może być jeszcze różnie ze skalą i trwałością ochłodzenia – choć po 07.01 takowe na pewno już nastąpi (im bardziej na NE tym będzie większe).

    3. ale ten wyż wcale nie musi przynieść prawdziwej zimy, według wielu prognóz możemy liczyć na wciąż dodatnią temperaturę przy pogodnym niebie… jak nie przyjdą stratusy, to pogoda może być naprawdę całkiem przyjemna

  75. Niektórzy, tutaj przeżywają emocje związane z ochłodzenie jakby co najmniej ich życie od tego zależało. A wyż w prognozach jeszcze niezbyt zimny wywołuje ekstazę, a to styczeń w końcu.

      1. Cały czas jest normalna, nie wiem czemu wszyscy mają w głowie zapisany obraz mroźnej zimy. Średnia stycznia -2-3 w okresie 1960-90 nie wzięła się z księżyca. Musiały występować i wtedy ciepłe okresy w styczniu.

          1. A co to według Ciebie normalność, co było nienormalne??
            Śnieg w grudniu? Ciepłe święta?

          2. Nic nie jest nienormalne w sensie nietypowości. Chodzi o choć jakieś częściowe obniżenie średniej anomalii, zwłaszcza za okres od września 2017 r.

        1. @realista
          lucasowi bardziej chyba nie chodzi o temperature, tylko o niskie usłonecznienie i przewage atlantyckiego typu pogody, który od czerwca przynosi na N kraju coraz to bardziej kosmiczne sumy opadów… może i w dużej cześci kraju od listopada jest już coraz mniej mokro, ale na N nadal miejscami spada 3krotność normy miesięcznej…..

          1. sama w sobie może i tak, ale nie w takiej formie że ciągle sprowadza ulewy na północ. 7 miesięcy z rzędu z sumą opadów powyżej 100mm? co się tam do diabła, dzieje?! Lębork, Cewice, Elbląg, Darłówek i przede wszystkim Kościerzyna… jak ci ludzie tam żyją z taką sumą opadów to się aż boję pytać. Przydały by się trzy miesiące bez opadów w tamtych regionach jak wiosną 2016 ostatnio chociażby. Wtedy to nawet @Ert narzekał na suszę ;)

          2. @realista
            Ale gdyby ona w takich proporcjach zawsze była, to zimy w minionych dekadach przynosiłyby nam Tśr w widełkach 0/+5*C, a nie -5/0*C (przeważnie).

            Co do pogodności i usłonecznienia – tu też myślę, że z ostatnich tygodni/miesięcy mamy spore zaległości do nadrobienia. Oczywiście nie chodzi tu o to, że to coś nietypowego – tylko, że po takim bardziej wilgotnym i/lub pochmurnym okresie oczekuje się (w ramach ‘normalności’) jakiegoś odbicia w kierunku aury częściej pogodniejszej i bez opadów.

          3. @kmroz
            A co się działo na południu w 2010 roku, gdzie miejscami w nie całe pól roku spadło prawie 1200mm?

          4. @ Lukas
            Masz chyba krótką pamięć, a zeszłoroczne średnie-4-6 w styczniu to się nie liczy?

          5. @realista a działo się to, że były powodzie o których media trąbiły całą wiosnę i lato. Teraz media trąbią o każdym minimalnym spadku poniżej zera i o tym, że już zaraz, za chwilę, będzie ta wielka zima stulecia, poczekajcie jeszcze tydzień, a o tym co sie dzieje na północy się nie wspomina wogóle…
            w mojej opinii i rok 2010 na południu i rok 2017 na północy to patologia opadowa.

          6. @realista
            Tyle, że od października mamy średnią anomalię już ok. +2K (ref. 1981-2010) – chodzi o ‘normalność’ w sensie choć lekkiego obniżania tej anomalii w kierunku neutralnym.
            Podobnie ma się rzecz w proporcjach w kształtowaniu aury przez niże (ostatnio całe multum) oraz przez wyże (ostatnio znacznie rzadsze).

          7. Mnie te 2 k jest na rękę,mniej smogu, mniej opału idzie i mniej CO2. Rachunek jest prosty.

          8. @realista
            Zalety “łagodnej” wersji zimy są niepodważalne. Dla mnie aura o tej porze roku to kompromis między ciekawszą odmianą a łatwiejszym życiem:-)

          9. tu się wtrącę do dyskusji nt lamentu osób z pn połowy RP dotyczącego dużego zachm. i nadmiernej liczby dni opadów:
            zostaliście rozpieszczeni ostatnimi laty anormalnie dodatnią liczbą dni suchych słonecznych spowodowanych nadmierną bytnością wyżów skandynawsko-bałtyckich – tu by się przydały uśrednione mapy geopotencjału.
            Faktem jest że ta zeszłoroczna odchyłka w drugą stronę
            była tym bardziej bardzo bolesna ale pocieszyć się można że gorzej już chyba nie będzie :-)
            Zastanawiające jest natomiast i pozostaje bez na razie odpowiedzi co spowodowało taką syt. że rząd miesięcy w tym miejscu był tak wilgotny, przewidział to ktoś?

    1. mnie najbardziej dziwi i trochę śmieszy, jak media i niektórzy ludzie jarają się jaka to zima idzie, a tymczasem wszystko wskazuje na to, że ten wyż nie przyniesie nawet całodobowych mrozów. To będzie taka sama”zima” jak w końcówce stycznia w zeszłym roku… O takiej jak na trzech króli rok temu raczej możemy do 15 stycznia zapomnieć, bo co potem to oczywiście fusy

  76. w końcu panuje pogoda w Wawie taka jak powinna panować! W ciągu jasnych godzin dnia zarówno wczoraj jak i dziś pełne słońce (ogimet podaje 2.2 h słońca za wczoraj, co z całym szacunkiem jest bzdurą bo pierwsze chmury nadeszły dopiero po 13, a dzień zaczyna chyba się trochę wcześniej niż o 11). A po zachodzie słońca nadciągają chmury i pojawia się słaby, symboliczny deszcz. W nocy troche pada i o poranku znowu ładnie – jutro już trzeci dzień z rzędu się tak zapowiada. No, z tą różnicą, że tym razem w nocy ma trochę bardziej niż symbolicznie popadać. Miła to odmiana, od ciągnącego się od października trendu na rozpogodzenie tuż przed/ tuż po zachodzie słońca.
    I, bez urazy dla ludzi z innych części kraju, miło było popatrzeć na zdjęcie satelitarne pokazujące chmury nad większą częścią kraju a tutaj nad Wisłą rozpogodzenia i czyste niebo. Przez ostatni kwartał bardzo często było tak że jedynie na Mazowszu czy Podlasiu były chmury, a nad resztą Polski przejaśnienia. A więc, całkowicie odwrotnie. Te dwa dni przywróciły moją wiarę w pogodową sprawiedliwość. Oby tak dalej :D chociaż najlepiej jakby w całej Polsce było słonecznie, jak np w drugi dzień Świąt ;)

    1. , bez urazy dla ludzi z innych części kraju, miło było popatrzeć na zdjęcie satelitarne pokazujące chmury nad większą częścią kraju a tutaj nad Wisłą rozpogodzenia i czyste niebo. Przez ostatni kwartał bardzo często było tak że “jedynie na Mazowszu czy Podlasiu były chmury, a nad resztą Polski przejaśnienia. A więc, całkowicie odwrotnie. Te dwa dni przywróciły moją wiarę w pogodową sprawiedliwość. ”
      panie warszawski niech Pan nie pitoli ludziom z Pomorza czy z Kujaw o pogodowej sprawiedliwości, kiedy od ponad roku z wyjątkiem krótkich okresów ,pada tam ciągle deszcz.

  77. Zimy nie budiet? Ale chyba na nizinach, bo na przykład na Kasprowym jest wciąż powyżej 200 cm śniegu! Naprawdę sporawo! Czy tej zimy będą tylko nieliczne “incydenty zimowe”, jak mawiał śp. red. Andrzej Zalewski? Któż to wie? Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć.

    Bardzo ciekawe informacje są na tym forum, ale, jeśli można, to prosiłbym o jedno: jak piszecie “u mnie jest tak”, “u mnie dziś słońce” itepe itede, to nie ma się do czego odnieść. Piszcie proszę jaki region, mezoregion, whatever. No może nie oczekuję podawania pomiarów rodem z Exatherma, ale niech będzie przynajmniej wiadomo skąd płyną Wasze obserwacje.

    1. ja zawsze staram się pisać z jakiego regionu jestem (chociaż i tak 90% użytkownik aż za dobrze to wie…), jak czasami zapominam to przepraszam. Ostatnie dwa dni u mnie w WARSZAWIE przyniosły słoneczną pogodę. Oglądając na bieżąco zdjęcie satelitarne oraz sprawdzając dane z różnych stacji na Ogimecie, zauważyłem, że byliśmy rodzynkiem na tle kraju, co zresztą opisałem w poprzednim poście.

  78. ECMWF dalej mroźny, ale już w wersji bezśnieżnej, a mróz bez śniegu jest bezsensu. GFS natomiast dalej swoje ciepełko pokazuje..

    1. Któryś model się w końcu zreflektuje i oba będą pokazywać mniej więcej to samo. Pytanie tylko który i kiedy?

      1. W zasadzie zostało 4 dni, ECMWF raczej zbyt “rozchwianym” modelem nie jest, a GFS potrafi zmienić scenariusz o 180st w ciągu 12h, więc stawiam że to GFS zmieni swoje prognozy.

    2. Nic nowego. Bezśnieżne ochłodzenia to ostatnio zimowy standard. Śnieg jak już pada, to po to, aby za chwilę się topić, bo zwiastuje nadchodzącą odwilż, a jak chwyta mróz, to z kolei brakuje śniegu. Efekt jest taki, że jak już zima jakimś cudem przyjdzie, to tylko połowiczna, a pokrywa śnieżna utrzymuje się nie dłużej jak kilka, kilkanaście (w porywach kilkadziesiąt) godzin.
      ECMWF nie widzi w centralnej Polsce ani opadów śniegu ani nawet całodobowego mrozu (codziennie Tmax dodatnie). Zostają więc tylko ujemne Tmin jako namiastka zimy w styczniu.
      Obawiam się powtórki scenariusza z dn. 18-20 grudnia, czyli zgniły wyż+stratus+smog, a taka wersja zimy nie zadowoli chyba nikogo…

      1. Narazie w prognozach nic nie wskazuje na stratus ale ta kur*a jest tak nie przewidywana, ze niczego nie mozemy byc pewni…

    3. W prognozach na dni po 07.01 cały czas “zmagania” między wyżami od N/NE a niżami od SW/S – stąd takie rozbieżności prognostyczne teraz już nawet w terminie do 120-144h, z niewykluczonym kontrastem termicznym nad Polską. Może przeważy wyż, a może i niż – a może ta “hybryda” doprowadzi do jakieś strefy opadowej? – im bardziej na N/NE, tym z większym prawdopodobieństwem śniegu.

      Tam jednak, gdzie będzie oddziaływał wyż niewykluczona opcja z samym mrozem (choć nie jakimś szczególnie dużym) i bez śniegu – chyba, że z niedzieli na poniedziałek (07/08.01) z frontu chłodnego trochę poprószy. Ja obstawiam wyż tym razem w wersji pogodniejszej, choć – niestety – statusy są nieprzewidywalne i mogą (niemiło) zaskoczyć… Oby nie.

      Tak, czy inaczej jakieś tam osłabienie (blokada) “strefówki” się szykuje, choć być może tylko kilkudniowa. Zobaczymy (?).

  79. Wtedy kiedy ECMWF i GEM dają mróz i śnieg, czyli 9go stycznia to GFS w nowej odsłonie wywalił +10 na 850 i pełnie wiosny, a dodam że to termin już tylko na 130h. :DD

    1. U mnie w centrum Polski zapowiadana pokrywa śnieżna wg. wiązki ECMWF waha się między 1 a 2 cm do 13 stycznia. I nawet mnie to cieszy – zabieli się w krajobrazach, ale za to nie będzie specjalnie uprzykrzać życia. Mróz też akceptowalny, bo Tmin to -8,3C (wg. deterministycznej) lub -5,8C (wg. wiązki). Taka zima to rozumiem.

      1. GEM jest statystycznie słabszy, choć w ostatnich tygodniach był nierzadko bardziej ustabilizowany niż GFS (mowa o terminie 120-240h).

    2. Czwartkowe poranne odsłony różnych modeli w prognozach na dni po 07.01 również rozbieżne, choć w pewnym aspekcie już zgodne. Otóż wielce prawdopodobna jest “rywalizacja” między nowo powstałym układem wyżowym z N/NE, a układem niżowym z S/SW. O ile ten pierwszy będzie kierował do nas bardziej mroźne i suche powietrze (początkowo z N, później głównie ze E), o tyle ten drugi cieplejsze i wilgotniejsze (ale już bardziej ze składową S, niż jak dotąd W). Zobaczymy co z tego wyniknie, która strona “przeważy” i jak długo taki układ się utrzyma (?).

      1. W takiej sytuacji ponownie rośnie ryzyko jakiś opadów marznącego deszczu, gdyby ten niż przerzucił nad Polskę jakieś opady.

        1. W takiej sytuacji niestety tak. Choć tu trzeba śledzić też różnicę między temperaturą T2M a np. T850h – bo najgorzej jak dołem jest chłodniej (minus), niż górą (plus). Przy frontach ciepłych z takich niżów (tzn. zza gór) zimą dość często ma to miejsce, inaczej niż z frontów okluzji, z których pada już głównie śnieg.
          Zobaczymy jak będzie tym razem, w tym jak bardzo na S rozwinie się wyż (?) – sytuacja jest rozwojowa.

    1. Otóż to, ani ECMWF ani GEM nie widzą już swoich mrozów i tym razem to one poszły w stronę GFSa i kontynuacji jesieni do 10go stycznia co najmniej, szkoda.

      Zauważyłem, że lepiej dla modeli jak idą w stronę ciepła, wtedy mają większą szansę trafić. ;)

        1. Dla mnie – w zaistniałej sytuacji – większą sztuką jest trafnie przewidywać ochłodzenia (choć z grubsza), niż cały czas ślepo trafiać na zasadzie “ciepło i tak zwycięży”:-)
          A w pewnych okresach na pewno będziemy mieli też jakiś chłodniejsze przerywniki (czasami niewielkie, czasami wyraźniejsze), nawet jak ciepło będzie dominowało.

          1. @Lucas wawa

            Najczęściej pudłujecie. A jak ktoś konsekwentnie przewiduje blokadę co dzień czy dwa to w końcu kiedyś trafi. I co będzie z tego wynikało?

            Mnie interesuje zrozumienie procesów, a nie prognoza na np. 13 stycznia. A stawiając prognozę że zima będzie ciepła na podstawie tego co wiem o NAO, testuję właśnie tę wiedzę.

          2. @Arctic Haze
            Myślę, że nie jesteśmy ze sobą w “klimatycznej” opozycji – wiele Twoich argumentów do mnie przemawia – docelowo może i wszystkie:-)
            Po prostu (czasami) mamy nieco inne oczekiwania prognostyczne. Ty patrzysz nań głównie w aspekcie klimatycznym i zarazem “eksperymentu” fizycznego. Mnie natomiast często interesuje sprawdzalność prognoz w terminie kilku/kilkunastu dni naprzód. Wiem, że sensowny “skill” to często nie więcej niż 5-6 dni, ale przecież – chyba nikt z nas – nie miałby nic przeciwko temu, aby za dekadę, czy dwie, wzrósł on już np. do 7-8 dni:-) [bez względu na to jakich scenariuszy będzie on dotyczył].

    2. Bo prognozy zmierzają ku bardziej pośrednim scenariuszom. Kluczową sprawą wydaje się strefa i trwałość oddziaływania układu wyżowego z N/NE (który tak, czy inaczej jest już przesądzony) oraz zatoki niżowej z S/SW, w tym przebieg izotermy 0*C – tak na poziomie T2M, jak i wyższych. W zaistniałych okolicznościach może być i tak, że prognozy będą się jeszcze zmieniały nawet w terminie do 3 dni – chyba, że wcześniej okaże się, że któryś z układów wyraźnie przeważy (możliwa też “hybryda”).

  80. Ja się już nie ekscytuję prognozami na powyżej 5 dni, zobaczymy jak będzie. Póki w styczniu nie mamy prawdziwej zimy. Temperatury są dość wysokie ale również nie na tyle żeby się ekscytować. Na plus na pewno zaliczyć dni ze słońcem ( choćby częściowo) w tym sensie styczeń zaczął się nieźle, niemniej początek tego okresu z lepszą pogodą nastąpił pod koniec grudnia. Mamy również opady, ale i więcej dni słonecznych dni. Tymczasem mamy już podsumowanie wszystkich miesięcy meteorologicznej jesieni. Pomijając temperatury ( wszystkie miesiące były powyżej normy) obraz jesieni 2017 rysuję naprawdę ponury, było wietrzenie, pochmurno i mokro i to we wszystkich miesiącach. Stosunkowo najlepszy listopad i tak okazał się kiepski. Na większości terytorium Polski suma opadów przekroczyła normę. Na krańcach zachodnich i północnych przekroczyła miejscami 160% normy. Tylko na niewielkim obszarze na W i SW oraz krańcach wschodnich było to 90%. Usłonecznienie było w okolicach normy w większości kraju, ale znacznej części Polski (E, NE) w tym min w Warszawie było poniżej normy. Na mniejszym obszarze było wyższe dotyczy to Polski S i SW. Za mapki IMGW wynika że najwięcej szczęścia do słońca mieli mieszkańcy Śląska. Tak wypadł najlepszy miesiąc meteorologicznej jesieni. Podsumowując w przeważającej części kraju w listopadzie i tak było bardziej mokro i pochmurno niż norma. W Październiku suma opadów w całym kraju przekroczyła 100% dochodząc do 350% w rejonie Kętrzyna. Usłonecznienie w centralnej, wschodniej oraz północnej/północno-wschodniej i południowo-wschodniej części Polski poniżej normy miejscami znacznie ( -40h), w zachodniej części Polski w normie, zaś w małym pasie znów Śląska niewiele powyżej. Patrząc na te dane to nie wrzesień był stosunkowo najgorszy tylko znów październik. Choć wrzesień też wypadł bardzo kiepsko to nieco lepiej niż październik, zapewne dzięki temu co się działo w ostatnich tego miesiąca. Wrzesień wypadł tak: Opady w zdecydowanej części kraju powyżej normy, ale już nie do 350% tylko do 300% maksymalnie, a lokalnie na Nizinie Szczecińskiej nawet poniżej 90% ( normy). Usłonecznienie w większej części kraju poniżej normy ale już nie -40 h tylko maksymalnie -30 ( znalazła się min Warszawa ), ale w okolicach Pobrzeża Słowińskiego, Świnoujścia i Rzeszowa były nawet lekko powyżej normy. Przypomnę że temperatur nie brałem pod uwagę. Żaden miesiąc nie można uznać za pogodowo udany i ja osobiście nie pamiętam w swoim życiu tak ponurej i mokrej jesieni, mieszkając w Warszawie w części Polski gdzie pogoda była najgorsza. W skali całej Polski (żeby było sprawiedliwie) najgorszym miesiącem okazał się nie wrzesień ale ponownie październik, najlepiej ale i tak kiepsko listopad w stosunku do średnich miesięcznych

    1. Dla mnie wrzesień był duzo gorszy od października. We wrześniu słońca było moze i wiecej, ale to chyba normalne, we wrześniu jest dłuższy dzień. Sprzyjającej pogody we wrześniu w Warszawie były 3 dni pod koniec pierwszej dekady i ostatnie 5-6 dni miesiąca.
      W października natomiast mieliśmy cała druga dekadę niezwykle ciepła, bezopadowa i słoneczna. Można było poczuć babie lato.
      Poza tym moja względnie pozytywna ocena tegorocznego października prawdopodobnie wynika z porównania do tego z 2016…. pamietam jak sobie mówiłem, nieważne jaki październik 2017 bedzie- i tak bedzie lepiej niż rok temu :)

      1. To są już odczucia subiektywne ze statystki ewidentnie wynika że październik był gorszy i tego babiego lata nie widać ( zresztą ja sobie go przypominam)- były wyższe temperatury przez kilka dni, ale dni słonecznych w Warszawie były może ze 2 pod rząd w tym okresie czyli w II dekadzie. Obiektywnie październik wypada najgorzej i jest wręcz porównywalny do tego z 2016 roku pod względem sumy opadów i usłonecznienia ( może minimalnie lepszy), tyle tylko że był cieplejszy tak wynika z danych w skali kraju. Regionalnie oczywiście mogło być różnie

        1. A dodam jeszcze że końcówka września uratowała ten miesiąc prawdopodobnie że ni był gorszy od października, ale też na marginesie bo nie ma co się rozmieniać na drobne. Dodam że jest to percepcja porównujemy wrzesień 2017 np. do tego z 2016 roku poza tym wrzesień już dawno tak kiepski, zaś październik 2017 porównujemy z 2016 dlatego może wydawać nam się nie najgorszy, ale jeszcze raz napiszę statystyka mówi wszystko który był najgorszy, reszta to subiektywne odczucia

        2. @anonim- w Warszawie było 5 dni pod rząd słonecznych w październiku, trzy z nich przyniosły powyżej 20 stopni. Jak to nie jest babie lato, to juz naprawde nie wiem co ;)

        3. Natomiast twoje porównanie października z 2016 do 2017 to juz gruba przesada :) w październiku 2017 w Warszawie do końca drugiej dekady codziennie (poza moze dwoma dniami) pojawiało sie słońce i codziennie było powyżej 10 stopni. A rok wczesniej? Po 5 października był cud jeśli pojawiło sie słońce chociaż na chwile i było powyżej 10…
          suma opadów w październiku 2017 była bardzo wysoka ale nie zapominaj ze norma miesięczna po raz pierwszy spadła od 3 do 6 października, a po raz drugi w ostatniej dekadzie. Po za tym nie padało praktycznie… wcale.

          1. Dobra to zróbmy tak: wejdź na stronę biuletyn klimatu Polski oraz wejdź na dane ogimetu i sam sprawdź jak to wygląda. Zaznaczam też że ja pisałem o skali całej Polski o czym pisałem wcześniej żeby być sprawiedliwy. Ale niech Ci będzie skupmy się narazie na Warszawie. Tu fakt wrzesień w Warszawie i okolicach był gorszy od października- anomalia usłonecznienia we wrześniu 2017 w Warszawie -30h, w październiku -20h, suma opadów w październiku w Warszawie między 225% normy a 250% we wrześniu ponad 250% normy a teraz październik 2016 z październik 2017 ( październik 2017 już opisałem), w październiku 2016 usłonecznienie w stosunku do normy wyniosło aż -40h i tu też się zgadza październik 2016 był gorszy od października 2017, mało tego na zachodzie kraju było nawet -50h, suma opadów w Warszawie to ok 275% normy. To prawda. Ale z tymi 5 dniami słonecznymi pod rząd to przesadziłeś możesz sprawdzić na ogimet między 16a 20 października był zaledwie 1 cały dzień słoneczny, kolejne 4 tylko częściowo. Ale wracam do tego co na napisałem na początku tego wątku pisałem o skali kraju ( poza tym Warszawa wypada bardzo kiepsko jeśli weźmiemy pod uwagę całą jesień meteorologiczną) a tu widać że wrzesień 2017 wypada lepiej niż październik 2017. Przyznaję się tylko że przesadziłem z porównaniem października 2017 do października 2016 ten z 2016 roku wypada jednak znacznie gorzej od tego 2017 co nie oznacza że ten z 2017 nie wypadł bardzo kiepsko. Na koniec proponuję porównać sumę opadów i usłonecznienie bardzo zimnego października 2010 do ciepłego października 2017. Nie ma to jak siła słońca

          2. @anonim w skali całego kraju to tylko na N i NE był gorszy październik 2017 od tego z 2016.
            Co do kwesti słonecznych dni to w pełni słoneczny (bezchmurny) moze faktycznie był jeden bo sie pojawiały mgły, ale ogółem za słoneczne w większości (>50% nasłonecznienia) można uznać cztery dni 16-19.10 a i 20.10 do południa był słoneczny i wciąż bardzo ciepły, chcoiaz nie aż tak jak jego poprzedniki.
            Subiektywne odczucie jest takie ze pamiętam 23 stopnie w połowie października i piękne babie lato: zgadza sie ze poza tym kilkudniowym epizodem przeważała duzo gorsza pogoda, ale na pewno wciąż nie tak jak rok wczesniej.

          3. Zgadza sie ze wrzesień w wielu miejscach wypada lepiej bo na NW i W była całkiem ładna druga połowa miesiąca (zwłaszcza skrajnie szary i pluchowaty okres w Warszawie 20-22 września) natomiast na SE było bardzo przyjemnie do połowy wrzesnia dla odmiany. Z punktu widzenia wielu regionów Polski rzeczywiście październik był gorszy od wrzesnia

          4. Kończąc już wątek ostatecznie. Jesień 2017 roku w Polsce ( cały kraj) była wyjątkowo brzydka( pomijając temperatury), żadnego miesiąca nie można zaliczyć nawet do przeciętnych pod względem usłonecznienia i sumy opadów ( większość chyba jednak woli suchą pogodę z dwojga złego). Najbliżej przeciętności był listopad ale ponieważ suma opadów była w większości kraju powyżej normy a anomalia usłonecznienia była ujemna niewiele ale jednak był to miesiąc też kiepski. W 2016 roku mieliśmy fatalny październik gorszy niż ten z zeszłego roku, ale rewelacyjny był wrzesień a i listopad był całkiem udany

  81. A obecny miesiąc w skali globalnej już chyba nie będzie aż tak ciepły, z powodu lodowatej Ameryki Północnej. No ale za to Antarktyka (w tym Antarktyda) jest teraz ciepła.

    1. @Lukasz160391

      Nie byłbym taki pewny. Zimowe ekstrema związane z przesuwaniem “wiru polarnego” maja minimalny wpływ na temperaturę nawet jedynie półkuli północnej, a co dopiero globu. Nawet bardzo zimna zima 2010 na większości kontynentów półkuli północnej (efekt rekordowo niskiego NAO), była na tejże półkuli (wówczas) 3-cią najcieplejszą w historii pomiarów. Zobacz zresztą jak ta zimna Ameryka Północna jest ona obecnie wyrównywana przez ciepłą Eurazję:

      http://pamola.um.maine.edu/wx_frames/gfs/ds/gfs_world-ced_t2anom_1-day.png

      PS. A jeśli spojrzysz na liczby pod mapką to widać, że mimo zimnej Ameryki Północnej, północna półkula (NH) jest cieplejsza niż południowa (SH) – w sensie anomalii bo oczywiście oni mają teraz lato, a my zimę. I to o ile!

    1. Za to GFS powoli ją umacnia (zwłaszcza w Polsce N/E/C) – na razie mowa o dniach 08-11.01.
      Zresztą ECMWF wcale zupełnie się z niej nie wycofał, a po prostu złagodził skalę ochłodzenia (bo czasami dawał dwucyfrowy mróz).
      Tak, czy inaczej wyż skandynawski (skandynawsko-rosyjski) ma się utworzyć.

      1. @Luczs wawa

        Nie zapominaj, że w styczniu można mieć dodatnią anomalię nawet przy ujemnej temperaturze!

        Zresztą, jak już pisałem, ja nie zaprzeczam możliwości wystąpienia epizodów zimowych. Sądzę jednak, że anomalie zarówno stycznia jak i lutego w tym roku będziemy mieli dodatnie. Oczywiście luty jest mniej pewny niż styczeń ale i tak zaryzykuje taka prognozę.

        1. Ja – wbrew pozorom – też bardziej optuję za przewagą dodatnich anomalii (do końca stycznia, a nawet i lutego) z chłodniejszymi (bardziej zimowymi) przerywnikami, niż za trwalszą zimową pogodą przez kolejnych 7-8 tygodni.
          Utwierdził mnie w tym “rozwój spraw” w grudniu, jak i prognozy NAO – w tym Twoje argumenty:-)

        1. Generalnie prognozy różnych modeli – na razie na dni 08-11.01 – jakby coraz bardziej schodziły się ku wariantom pośrednim (im bardziej na N/E tym nieco bardziej zimowym).

      2. jak będą kasowane takie komentarze to ja z tego blogu znikam bo będzie tu za bardzo buro szaro. Dawne forum blogu https://meteomodel.pl/forum2/
        umiera śmiercią naturalną – trochę szkoda bo panował tam lepszy ład i porządek ( np patrz podział – wyskoki modeli numerycznych)
        Teraz wśród tych 500 komentarzy ciężko się jest merytorycznie czegoś doszukać jak masz przykładowo np tydz. absencji.
        Niestety moje wrażenie jest takie że lata świetności danych fachowych grup na necie mamy już za sobą, trochę szkoda ale może coś dobrego z takiej reorganizacji też wyniknie, czas pokaże.

          1. @Tytus

            Gdybyśmy nigdy nic nie kasowali to miałbyś taka “fachową” dyskusję, ze na pewno byś uciekł. Czasem kasujemy komentarze, które są tylko na to nastawione aby kogoś wkurzyć i wywołać awanturę. Dlatego moje pierwsze wrażenie przy komentarzu Daniela było “natychmiast skasować, zanim się zacznie” ale doczytałem do końca i stwierdziłem, ze jest jednak merytoryczny (chociaż się z nim nie zgadzałem, ale to już nie powód do kasowania).

          2. @Tytus

            Uwierz mi, że często to trudne decyzje. Ja Daniela nie znam. Muszę ocenić czy to głos w dyskusji czy trolling a początek wygląda jak typowy trolling. Podjąłem właściwa decyzję, a jeszcze za to obrywam.

            Ogólne zasady sa proste: żadnych wycieczek osobistych (krytykować opinie, nie osoby) i nie wychwalać wniebogłosy pogody ekstremalnej.

          3. @arctic haze- mam nadzieje ze przynajmniej ekstremalnie słoneczna(nie sucha tylko słoneczna) można wychwalać?
            Zwłaszcza zima, gdy nawet ekstremalnie wysokie usłonecznienie jest bardzo niskie obiektywnie.

          4. @kmroz

            Nie ma czegoś takiego jak zimowe ekstremalne usłonecznienie w naszych szerokościach. Tzn bywa tylko małe i bardzo małe. Wynika to z długości dnia i typowego zachmurzenia zimą w naszych szerokościach.

            Natomiast nikt chyba nie wspomniał, że ECMWF nie tylko ocieplił ae tez znacznie usłonecznił swoja prognozę fusową.

        1. Nie widzę, żeby jakiś komentarz był w koszu. Ostatnie w koszu i spamie są z grudnia w dodatku totalnie nie pasujące do bloga.
          Co do forum. Osobiście także wolałabym aby dyskusje toczyły się właśnie tam, ale… Jak widzisz- ludzie nauczyli się dyskutować pod postami

          1. A.H. owszem ma uprawnienia, bo bardzo często kiedy ja nie mogę (4 dzieci, dom itd), wtedy A.H. pilnuje porządku. Zdarzało się, że gdyby nie On to byłyby ładne wojny już tu :)

          2. Ostatnio skasowałem tylko jeden komentarz – własny, gdy po minucie od jego wysłanie zrozumiałem, że opacznie zrozumiałem to na co odpowiedziałem.

            A Daniela miałem ochotę skasować nie za to co prognozował ale za pewność siebie i bezsensowna radość z “syberyjskiej pogody”. Gdyby takowa naprawdę miałaby przyjść to nie byłoby nic do śmiechu.

        2. Szkoda też, że zrezygnowano z wątków otwartych (dla luźniejszych dyskusji, ale bez trollowania i “gwary podwórkowej”…), obok tych tematycznych.

  82. Do historii porażek synoptycznych powinny wejść dwa komentarze tego samego autora, Daniela, w przeciągu 48 godzin:

    2 stycznia:

    Piekne prognozy ecmwf…-4, sniezyce i wiatr ze wschodu, zima w najlepszym wydaniu, taka prawdziwa syberyjska :) Co jest pocieszajace? Ze w tym roku(jak co roku w sumie) ECMWF bije GFS w srednioterminowych prognozach na glowe, wiec mam nadzieje, ze teraz bedzie podobnie i znowu sprawdzi sie prognoza ECMWFa. :)

    4 stycznia:

    Otóz to, ani ECMWF ani GEM nie widza juz swoich mrozów i tym razem to one poszly w strone GFSa i kontynuacji jesieni do 10go stycznia co najmniej, szkoda.

    Ten pierwszy napisany był w takim tonie, że miałem ochotę go skasować. Na szczęście się powstrzymałem bo sama natura pokazała skuteczniej jego bezsens niż ja mogłem.

    1. A co w tym komentarzu było takiego, żeby go skasować? Napisałem, że ECMWF optuje za zimą – napisałem prawdę. Napisałem, że bije na głowę GFSa co roku w okresie zimowy – napisałem prawdę. I na koniec, że mam wielką nadzieje, że ta prognoza się sprawdzi. To jest komentarz na usunięcie? Albo na jakąś porażkę? Hahaha, teraz to się lekko ośmieszyłeś. :)

      1. Po prostu @Arctic Haze nie przepada za komentowaniem dynamicznych zapowiedzi, zwłaszcza jak nacechowane są emocjonalnie, tzn. czemuś “kibicujemy” (zimą zwłaszcza zimowym opcjom), a coś innego byśmy mniej chętnie widzieli – a przy tym nie wynikają z tego jakieś przesłanki klimatyczno-fizyczne.

        Ale czy dlatego sugerować spam? Moim skromnym zdaniem, przynajmniej jak w tych Twoich tu wpisach, byłoby to “przyciśniecie o guzik za dużo” (jak to mawia Gospodyni) – wszak nie trolujesz, wyrażasz się kulturalnie i na tematy związane z blogiem. Zauważmy przy tym, że mamy pierwszą co najmniej od 20.12 realną sytuację na przerwanie strumienia dominującej cyrkulacji W (WSW) – a w takim przypadku prognozy mogą rodzić większe emocje.

      2. Treść była OK (uważałem, że nie trafisz z prognozą ale to nie powód do kasowania). Jednak ton pierwszego zdania sprawił, że złapałem za mysz ale potem było już OK. Zbyt emocjonalne pisanie o pogodzie zawsze wywołuje awantury i takie wypowiedzi były i będą kasowane.

  83. @kmroz
    Wiedziałeś, że u nas w stolicy w zeszłym roku niemal padł rekord najniższej liczby dni z ujemną Tmin? Trudno nadążyć za kolejnymi efektownymi wynikami “cieplnych” parametrów.

    1. w grudniu pierwszy raz od 11 lat temperatura nie spadła ponizej -5 stopni.
      Mieliśmy najpóźniejszy pierwszy przymrozek w historii.
      Trzeba przyznać, bardzo ciekawa sytuacja.
      fakt, ze prawie padł ten rekord co mowisz pomimo w pełni zimowego stycznia i późnych przymrozków w kwietniu i maju, jest jeszcze bardziej zaskakujący.

      1. @kmroz
        Może nie zaskakuje aż tak bardzo, gdy się popatrzy na wieloletnią (już) tendencję w zakresie tego parametru (szerzej piszę o tym w innym miejscu).
        To prawda, że 21/11 to (oficjalnie) najpóźniejszy pierwszy przymrozek w historii obserwacji stołecznych. Wiedziałem o tym, ale wyleciało mi z głowy; po prostu ten ociepleniowy kołowrotek kręci się tak szybko, coraz szybciej, że trudno to ogarnąć.

        1. Rekord bije rekord.
          Teraz niewykluczone, że będziemy mieli dość wyraźny limit tej zimy w dwucyfrowym mrozem.

  84. Abstrahując od prognoz…

    W sumie to na pogodę w ostatnich dniach w Warszawie ma dużo mniej powodów do narzekania. Przed wszystkim, za sprawą okresowych częstszych przejaśnień (także/zwłaszcza za dnia) “łagodne” oblicze zimy od razu stało się dla mnie przyjemniejsze:-) A i okresowe przejściowe opady (z sumami przeważnie nie większymi niż 5 mm) mi wówczas aż tak nie przeszkadzają. Podobnie z wiatrem, który wieje co najwyżej umiarkowanie (okresami też słabo) zaciągając ŚWIEŻĄ masę powietrza:-) Także okresowe niewielkie nocno-poranne przymrozki, przy pogodniejszym wschodzie Słońca nie są zbyt dokuczliwe.

    Co prawda na niektórych obszarach leśnych jest błotniście i grząsko, ale już po twardszych duktach (zwłaszcza parkowych), nie wspominając o “zwykłych” chodnikach i drogach zupełnie bezproblemowo się porusza.

    Generalnie ta – rodząca konotacje z zimą “brytyjską” – pogoda w okresie między Bożym Narodzeniem a Trzema Królami – jak dla mnie jest nawet dość przyjemna. A w każdym razie dużo lepsza, niż mokry topiący się śnieg na przełomie listopada i grudnia, czy non-stop pochmurne niebo przy zerowym wietrze (smog).

  85. Jaką anomalię miał rekordowo ciepły styczeń 2007 jest chodzi o Polskę? Mam na myśli zakres referencyjny 1981-2010.
    Pytam, bo chcę porównywać jego anomalię z obecną anomalią stycznia z tego obrazka –
    https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/akt_mon/synanom_total.png

    Szansa na rekordowy styczeń nadal jest, ale tylko na południu. Na północny szanse na to popsuje nadchodzące ochłodzenie. które będzie już w niedzielę. A na południu nadal temperatura ma wzrastać powyżej zera, nawet nocami nie będzie znacznego mrozu.

          1. JG to w zasadzie mrozowisko przy wyżu i pogodnym niebie. W grudniu 2017 też tam było najzimniej jeśli dobrzę kojarzę, -14 stopni. A w styczniu 2007 pamiętam że najzimniej było właśnie na zachodzie kraju wtedy, bo się rozpogodziło po opadach śniegu i temp spadła poniżej -15. U mnie było ca. -10.

    1. Względem 1981-2010 styczeń 2007 miał anomalię +5,12*C, bo różnica między okresem 1961-1990 a 1981-2010 wynosi dla stycznia 1,31*C.

      1. Zauważyłem ze ostatnio zaczęto sie mocno przerzucać z 1961-1990 na 1981-2010 i efekt jest taki, ze przez to słabiej widać poziom tego całego ocieplenia klimatu…
        A różnica gigantyczna jest miedzy tymi dwoma okresami bazowymi

        1. WMO zaleca takie przejście właśnie z tego powodu, że klimat się szybko zmienia. Im nowszy okres referencyjny tym lepiej. Oczywiście jeśli chcemy go używać jako średnią klimatyczna. Jeśli chcemy zobaczyć ile się zmieniło to wybieramy jak najstarszy okres bazowy.

          1. Problemy jednak sa z tego powodu niemałe, ludziom sie po prostu myli widza ze np taki marzec 2017 był niby rownie ciepły jak marzec 2012-zgadza sie, oba miały podobne odchylenie ale jeden względem normy 1961-1990 a drugi 1981-2010. A potem negowanie globalnego ocieplenia…
            podałem jeden przykład z wielu, pierwszy jaki znalazłem w pamięci.

          2. @kmroz

            Ja już od dawna jestem za pomysłem (nie moim) aby jako normę klimatyczną stosować trend wieloletni (w sensie czy mamy zimny czy ciepły miesiąc), czyli globalne ocieplenie niejako “wbudować” w definicję średniej klimatycznej.

          3. W sumie taki współczynnik dałoby się z grubsza określić na podstawie zmian w minionych kilku dekadach – w Polsce mniej więcej +0,3/+0,4 st. na dekadę. Czyli np. dla sytuacji bieżącej ‘normą’ byłyby obecnie wartości ok. 0,7*C wyższe, niż średnio w okresie 1981-2010.
            Oczywiście później, co jakiś czas, można byłoby dokonywać korekty takiego współczynnika.

            Natomiast trend klimatyczny można byłoby pokazywać niezależnie, na osobnych charakterystykach, wykazując zmiany Tśr dla danych dni/miesięcy/pór/roczników (w uśrednieniu za ostatnich np. 10 lat, czy 30 lat).

  86. Jakże pięknie wygląda prognoza dla północnej Polski na najbliższe półtora tygodnia. Gdyby taki typ pogoda był rzeczywiście byłby to pierwszy suchy okresu u nas od połowy czerwca 2017 :).

    1. To wszystko dzięki dawno nie widzianemu wyżowi na N/NE od Polski – który nie zawsze zimą musi oznaczać od razu siarczysty mróz (może, ale nie musi – co zależy od sytuacji w szerszych ramach czasowych i przestrzennych).

      Mnie, obok opadów, do tej pory nurtowała jeszcze inna kwestia. A mianowicie trwałość i powtarzalność sytuacji, kiedy w porze chłodnej (bieżącej, ale i minionej również) S kraju notuje znacznie częściej niższe temperatury (a przy tym także i większą pokrywę śnieżną), niż NE? A co na pewno nie jest naszą ‘normą’ klimatyczną…