Kilauea

Kilauea

Od 3 maja trwa erupcja wulkanu Kilauea na Hawajach, która poprzedzona była trzęsieniem ziemi o magnitudzie Mw5.0. Erupcja spowodowała konieczność ewakuacji około 2000 mieszkańców wyspy, głównie z Leilani Estates leżących w dystrykcie Puna. 4 maja wyspę nawiedziło jeszcze silniejsze trzęsienie ziemi o magnitudzie Mw 6.9. Erupcji towarzyszyły fontanny lawy tryskające na wysokość 90 m, a także znacznie bardziej niszczące wylewy lawy, które do 9 maja zniszczyły w dystrykcie Puna 27 budynków. 7 maja zarządzono ewakuację 1700 osób.

Wylewy lawy związane z erupcją “lower Puna 2018” na tle zdarzeń wcześniejszych. Źródło: Wikipedia/USGS.

Do 16 maja liczba szczelin, z których wydobywała się lawa wzrosła do 20, a kolejnego dnia erupcja wyrzuciła chmurę popiołu na wysokość ponad 9 km. 22 maja lawa zagroziła elektrowni geotermalnej, która musiała zostać zamknięta. Na szczęście na chwilę obecną obyło się bez ofiar w ludziach, ranna została tylko jedna osoba uderzona przez bombę wulkaniczną.

Mówiąc o erupcji lower Puna musimy pamiętać, że de facto od 3 stycznia 1983 Kīlauea jest w stanie niemal ciągłej erupcji i spowodowała w tym czasie poważne zniszczenia włączając w to zniszczenie miasta Kalapana.

kalapana
Jeden ze 100 domów zniszczonych w 1990 r. w Kalapana. Źródło: Wikipedia.

Poniżej: filmy z erupcji lower Puna.



 

Trudno powiedzieć jak długo będzie trwała bieżąca erupcja z tytułu której wyspa ponosi duże straty (nie tylko materialne, ale i w branży turystycznej). Wg ekspertów można się spodziewać paru kolejnych erupcji.

Postępy globalnego ocieplenia

Postępy globalnego ocieplenia

Za każdym razem gdy w Polsce zrobi się zimno możemy obserwować wysyp wszelkiej maści ekspertów, którzy na podstawie tego co widzimy aktualnie za oknem lekką ręką ekstrapolują sobie to na cały świat. Jeśli w Polsce jest zimno, to jakim cudem możemy mówić o Globalnym Ociepleniu (tym bardziej – o zgrozo – o Antropogenicznym Globalnym Ociepleniu)? Przecież skoro się ociepla, to powinno być cieplej, a jest zimno. Ba, nawet tutaj w komentarzach znalazł się ktoś, kto twierdzi, że w zasadzie w stosunku do lat 50. XX w. klimat w centralnej części Polski nie uległ zmianie.

Oczywiście takie podejście nie ma większego sensu. Terminem Globalne Ocieplenie określamy wzrost średniej temperatury naszej planety, a jej wzrost nie wyklucza tego, że na niektórych jej obszarach będziemy mieli do czynienia z okresami (czasem nawet dłuższymi) temperatury niższej od normy. W lutym i marcu (przede wszystkim ten marzec wielu zabolał, bo choć jego anomalia była zbliżona do lutowej, to w marcu ma być ciepło i już) chłodniej niż przeciętnie było w Polsce, co zaczęło stanowić podstawę twierdzenia, że:

  • Globalne ocieplenie nie istnieje
  • Klimat od października 2015 ewidentnie się ochładza
  • Będzie coraz zimniej

Oczywiście wraz z rekordowo ciepłym kwietniem głosy te wstydliwie ucichły (zapewne najpóźniej do najbliższego większego ochłodzenia), jednakże warto może przyjrzeć się danym globalnym z ostatnich lat (a nie tylko temu, czy krzaki za oknem w marcu pokryły się śniegiem). A wyglądają one tak:

Powyższy wykres przedstawia przebieg miesięcznych anomalii temperatury globalnej od 1981 r. wraz z 13. i 37. miesięczną średnią ruchomą. Od roku 2015 temperatury globalne przyjęły wartości rekordowo wysokie, czemu poza Globalnym Ociepleniem pomogła dodatnia faza ENSO: El Niño. Od tego czasu temperatury globalne spadły (co związane jest z nieco rachityczną ujemną fazą ENSO – La Niña). Pomimo wszystko, mimo braku El Niño, mimo obecności słabej La Niña, temperatury globalne spadły jedynie do poziomu najwyższych wartości, jakie występowały przed 2015. To oznacza, że obecny globalny “chłód” odznacza się takimi samymi wartościami temperatury (globalnej), jak “wyjątkowe ciepło” przed 2015. Znacznie silniejsza La Niña najprawdopodobniej sprowadziłaby te anomalie do niższego poziomu, jednakże nadal znacznie wyższego, niż w czasie silnych La Niña przed 2015.

Ciekawą prezentację danych mamy poniżej:

Na powyższym wykresie (źródło: http://www.columbia.edu/~mhs119/Temperature/T_moreFigs/ za NASA/GISS) mocno rzucają się w oczy pierwsze w historii pomiarów instrumentalnych przekroczenia wartości globalnej temperatury rzędu 1.0, a nawet 1.2°C powyżej normy z lat 1951-1980. Od 2001 r. wartości, które w latach przed 1995 określilibyśmy jako “bardzo wysokie”, stały się nagle wartościami niskimi. Warto również rozważyć liczbę miesięcy z anomalią wyższą od 0.8°C przed i po roku 2015.

 

Powyższe mapy (źródło jak wyżej) przedstawiają rozkład anomalii temperatury w kolejnych dekadach. Wyjątkowość lat po 2001 rzuca się tu w oczy aż nadto.

Niestety – Globalne Ocieplenie postępuje. Każda kolejna dekada jest cieplejsza od poprzedniej i nie wygląda na to, żeby proces ten miał ulec szybkiemu zahamowaniu. Chciejstwo niektórych, poparte obserwacjami krzaka za oknem, na niewiele się tu zda, bowiem zmienność pogody na małym wycinku planety jakim jest Polska, jest na tyle duża, że w krótszych (dekadowych) skalach czasowych potrafi doskonale przykryć efekt ocieplenia, który mimo że w sensie klimatycznym jest duży i wynosi ostatnio ok. 0.2°C/dekadę, to jest jednocześnie na tyle mały, żeby przeciętny człowiek nie zajmujący się klimatem nie potrafił go uchwycić. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego – większość  nas ma blade pojęcie na temat tego, jaka zima była w Polsce trzy lata temu, trudno więc oczekiwać że będą potrafili dokonać obiektywnej oceny zmian klimatu w naszym kraju.

Są też tacy, którzy te braki w ludzkiej pamięci doskonale wykorzystują, co widać doskonale w różnorakich komentarzach, chociażby w serwisie Twoja Pogoda. To tam właśnie lansowano hipotezę o postępującym ochłodzeniu klimatu Polski, jaki miał się rozpocząć w październiku 2015. Zapominano przy tym dodać, że wielokrotnie wcześniej z takimi ochłodzeniami mieliśmy do czynienia, mimo iż od lat 70. XX w. klimat w Polsce ulega gwałtownemu ociepleniu (ocieplał się i wcześniej, ale zdecydowanie wolniej).

Doskonale sytuację tę prezentuje powyższy wykres, przedstawiający średnie roczne anomalie temperatury w Polsce (odniesione do okresu referencyjnego 1981-2010). Widać na nim, że o ile zmienność międzyroczna jest duża i na przestrzeni kilku lat anomalie roczne mogą się różnić nawet o 3°C. Proszę to teraz odnieść do Globalnego Ocieplenia, które odznacza się tempem rzędu 0.2°C/dekadę. Staje się oczywiste, że międzyroczna temperatura w Polsce odznacza się dużo większą zmiennością, niż trend wynikający z globalnego ocieplenia. Często chłodniejszych od (bieżącej) normy może być nawet parę kolejnych lat. I to właśnie jest nagminnie wykorzystywane przez wspomnianych wyżej komentatorów, którzy słowem nie wspomną, że chłodny skądinąd rok 2010 w Polsce (patrz wykres) w połowie naszego wieku byłby uznany za normalny. Przede wszystkim jednak ekstrapolowanie danych z Polski na cały świat mija się z celem. Dla przykładu: wyjątkowo ciepłe w Polsce lato 1992 (w latach 1781-2017 był tylko jedno cieplejsze) przypadło na okres w którym temperatury globalne były wyjątkowo niskie w związku z mającym miejsce rok wcześniej wybuchem wulkanu Pinatubo. Tak na przykład wyglądało 22 sierpnia 1992 Great Falls w USA (Montana, nie tak dawno temu niektórzy dziwili się tam śniegowi w październiku). Tego dnia spadło tam ponad 21 cm śniegu, wcześniej w czasie 100 lat obserwacji nigdy nie zaobserwowano pokrywy śnieżnej w sierpniu. W Polsce zaś zmierzaliśmy w stronę skrajnie upalnej końcówki sierpnia – w ostatnich dniach tego miesiąca temperatura maksymalna wzrosła miejscami znacznie powyżej 35°C, najpóźniej w historii pomiarów (aż do 2015).

W rzeczywistości anomalia temperatury w środkowej Europie była w zasadzie jedyną anomalią dodatnią w zamieszkałej, kontynentalnej części świata (jeden punkt siatki wypada jeszcze nieźle w Australii):

Dla porównania rzekomo chłodne ostatnie lato w Polsce globalnie wyglądało tak.

A czy 0.2°C na dekadę to dużo? Gdyby w latach 50. XX w. zamiast się ocieplać, zaczęło się w tym tempie ochładzać, to obecnie byłoby znacznie zimniej, niż w najzimniejszym okresie Małej Epoki Lodowej, a w okolicy roku 2150 średnia temperatura globalna byłaby niższa od tej z połowy zeszłego wieku o 4°C. Mniej więcej tyle co w maksymalnej fazie ostatniego glacjału. Sami więc oceńcie, czy to dużo.

E-OBS 17.0 vs. POLTEMP

E-OBS 17.0 vs. POLTEMP

Przynajmniej część z was zastanawia się na pewno, na ile nasza seria pomiarowa (Poltemp v1.0H4) jest zgodna z rzeczywistością. Można bez żadnego problemu sprawdzić to samemu, chociażby porównując naszą serię z serią E-OBS stworzoną przez European Climate Assessement & Dataset (ECA&D). Zrobiliśmy takie porównanie na podstawie dostępnych na stronie projektu plików netCDF. W celu dokonania rzetelnego porównania, wycięliśmy z danych tylko te należące do obszaru Polski. Ponieważ dane dostępne są w rozdzielczości dobowej, zagregowano je do średnich miesięcznych, policzono normy wieloletnie (1981-2010) dla poszczególnych miesięcy i wyciągnięto anomalie miesięczne. Porównanie 11. letniej (a dokładniej 132. miesięcznej) średniej ruchomej anomalii wygląda następująco.


Zgodność jest niemal stu procentowa. Różnice z reguły nie przekraczają 0.02°C (w 11-letnich średnich ruchomych), co oznacza, że nasza seria doskonale odzwierciedla rzeczywiste zmiany naszego klimatu (pod względem temperatury). Ciekawiej wygląda przebieg różnic między serią Poltemp a E-OBS 17.0, bo przyjmuje zastanawiający przebieg.

Przyczyna takiego, a nie innego przebiegu różnic w 11. letniej średniej ruchomej anomalii temperatury jest dla nas póki co niejasna. Gwałtowny spadek wartości przy końcu wykresu jest wynikiem chłodniejszego roku 2017 w serii Poltemp.

Nieco gorzej wychodzi porównanie poszczególnych anomalii miesięcznych, które w niektórych przypadkach różniły się o 0.2 i więcej stopnia. Do grudnia 2016 najwyższą różnicę pomiędzy Poltemp-em a E-OBS 17.0 notowaliśmy w grudniu 1950 r.: -0.37°C.

Sytuacja zmienia się diametralnie w 2017, kiedy wartości z serii Poltemp są sporo niższe od wartości z serii E-OBS 17.0. Gdybyśmy mieli zgadywać, to ponieważ w naszej serii nic się względem lat wcześniejszych nie zmieniło, problem leży najprawdopodobniej po stronie serii E-OBS, która może dysponować niepełnymi danymi.

W latach 1950-2016 jednakże mediana różnicy pomiędzy tymi seriami wynosiła zaledwie 0.04°C, a 99 percentyl zaledwie 0.17°C. Poniżej histogram różnic pomiędzy seriami (do 2016).

Jak więc widać na powyższych wykresach, nie ulega wątpliwości, że nasza seria jest poprawna. Większe rozbieżności, które pojawiają się w 2017 r. są naszym zdaniem wynikiem niepełnych danych w serii E-OBS 17.0.Przede wszystkim jednak wyniki te dowodzą, że nasze podejście co do zebrania, homogenizacji i metod interpolacji okazało się poprawne. Należy pamiętać również, że najpewniej znacznie gorszej jakości są dane sprzed roku 1950. Po pierwsze część danych pomimo prób ich homogenizacji nadal wydają się niejednorodne. Po drugie we wcześniejszych latach liczba stacji pomiarowych jest zdecydowanie za mała.

Zgodność tych serii powoduje, że przynajmniej do 2016 roku włącznie można stworzyć serie dodatkowe: Tmax, Tmin, Tamp, oparte już tylko i wyłącznie o E-OBS (pewne wątpliwości istnieją co do Tmin, która może być przestrzennie mocno zróżnicowana).

Wyliczone wartości średnich miesięcznych anomalii temperatury w serii E-OBS 17.0 pobrać można tutaj.

 

“We acknowledge the E-OBS dataset from the EU-FP6 project ENSEMBLES (http://ensembles-eu.metoffice.com) and the data providers in the ECA&D project (http://www.ecad.eu)”
“Haylock, M.R., N. Hofstra, A.M.G. Klein Tank, E.J. Klok, P.D. Jones, M. New. 2008: A European daily high-resolution gridded dataset of surface temperature and precipitation. J. Geophys. Res (Atmospheres), 113, D20119, doi:10.1029/2008JD10201″ Download as PDF

Rekordowy kwiecień i co dalej?

Rekordowy kwiecień i co dalej?

Tegoroczny kwiecień pobił wszelkie rekordy ciepła. Na historycznej stacji w Krakowie jego średnia temperatura osiągnęła 15.4°C i była o 0.5°C wyższa od rekordu z 1800. Wiele osób zdaje się sugerować, że za tak niezwykły kwiecień przyjdzie nam zapłacić chłodnym latem i tutaj przywołują przykład chociażby roku 2000, w którym po wyjątkowo ciepłym kwietniu pod koniec czerwca “lato się skończyło”. Lipiec 2000 był wyjątkowo chłodny (-2.19°C, 43. najzimniejszy lipiec w latach 1781-2018), sierpień niemal dokładnie w normie dla lat 1981-2010, a wrzesień ponownie zimny. Zdecydowanie od końca czerwca aura nas nie rozpieszczała (przynajmniej do jesieni, która okazała się wyjątkowo ciepła, co spowodowało, że rok 2000 okazał się być rekordowo ciepły, a pobił go dopiero rok 2014, a później również 2015). Taki przebieg temperatur w okresie wiosenno-letnim spowodował, że wśród wielu pokutuje teza, że tak ciepła wiosna oznacza, że niechybnie lato będzie kiepskie i tu przywołują różne lata z historii. Taką narrację prowadzi między innymi znany negacjonistyczny serwis “NoTricksZone“.

I tu pojawia się poważny problem natury statystycznej. Do końca XX w. bardzo ciepłe kwietnie były rzadkością. Zaledwie 22 kwietnie w latach 1781-2000 charakteryzowały się anomalią temperatury wyższą od +1°C (w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010). Natomiast kwietni bardzo ciepłych, których anomalia przekraczała +2°C było zaledwie 5, a lata 2001-2017 dodały kolejne dwa: 1800, 1918, 1920, 1934, 2000, 2009, 2011 (obecnie dochodzi właśnie trzeci). To zaś oznacza, że tak ciepłe kwietnie stanowią zaledwie 3% wszystkich kwietni z lat 1781-2017. W sposób oczywisty tak mała próbka danych nie da nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy po tak ciepłym kwietniu mamy zwiększone szanse na chłodne lato. Przed rokiem 2000 większość sezonów letnich charakteryzowała się anomalią ujemną: takich sezonów było aż 167, a więc 76%. To oznacza, że w tym okresie szansa, że okres czerwiec-sierpień będzie się charakteryzował ujemną anomalią w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010 jest bardzo duża. W latach 1951-1999 aż 35 z 49 lat charakteryzowało się sezonem letnim poniżej średniej z lat 1981-2010, co oznacza że nawet w bliskiej nam przeszłości (którą może pamiętać jeszcze wiele osób) szanse na zimne lato były duże. Równie rzadkie były też bardzo ciepłe kwietnie, co oznacza, że pojawienie się pary ciepły kwiecień – ciepłe lato było wyjątkowo mało prawdopodobne. To zaś prowadzić może do wniosku, że jeśli już nawet pojawił się ciepły kwiecień, to z dużym prawdopodobieństwem lato i tak będzie chłodne, zwyczajnie z uwagi na panujący wówczas chłodny klimat.

Za tezą o wpływie ciepłego kwietnia na chłodne (lub “normalne”) lato przemawia jednak pewien fakt. Otóż od II połowy kwietnia do jesieni za silnie dodatnie anomalie temperatury powietrza odpowiada podobny rozkład układów barycznych nad Europą. O ile zimą wysokie temperatury są związane z adwekcją atlantyckich mas powietrza (dodatnie NAO), o tyle w okresie od kwietnia do października żadnego wpływu NAO pokazać się nie da. Jeśli dołożymy do tego wszystkiego fakt, że nad Europą dana sytuacja baryczna nie lubi pozostawać zbyt długo, można dojść do wniosku, że przewaga sytuacji dających wysokie anomalie temperatury w okresie wiosenno-letnim nie może trwać wiecznie. To zaś oznacza, że prędzej czy później dojdzie do trwalszej przebudowy pola ciśnienia nad Europą, co znacznie zredukuje anomalie temperatury, lub nawet spowoduje że przyjmą one wartości ujemne. Stąd, jeśli sytuacja taka panuje w kwietniu (i powiedzmy w maju), można oczekiwać, że w czerwcu ulegnie ona co najmniej osłabieniu.

W naszej opinii nie można powiedzieć jakie będzie nadchodzące lato opierając się na fakcie pojawienia się rekordowo ciepłego kwietnia. Istnieje szansa, że zmiana dominującej ostatnimi tygodniami sytuacji barycznej nastąpi na przełomie maja i czerwca, a od lipca temperatury ponownie wzrośnie. Może być również tak, że lato będzie w pobliżu normy. Czas pokaże.

Rekordowo ciepły kwiecień w Polsce

Rekordowo ciepły kwiecień w Polsce

Anomalia temperatury kwietnia 2018 (średnia obszarowa) osiągnęła +4.70°C (okres referencyjny 1981-2010) i była wyższa od rekordowej wartości z roku 1800 aż o 0.62°C. Tym samym padł 218. letni rekord, który wydawał się jak do tej pory niemal nie do pobicia. W tym miejscu należy jednak zauważyć, że średnia anomalia kwietnia 1800 była najprawdopodobniej nieco przeszacowana. Problem nie polega na niejednorodności pomiarów, ale na zbyt małej ich liczbie. W roku 1800 najwyższe wartości anomalii temperatury padły w południowej części kraju: we Wrocławiu średnia temperatura kwietnia wyniosła wówczas 15.0°C, w Krakowie 14.9°C (należy przy tym zaznaczyć, że są to średnie odniesione do historycznego położenia tych stacji). Im dalej na północ, tym anomalie były niższe i już w Warszawie średnia temperatura miesięczna wynosiła tylko 12.3°C i nie była nawet rekordowo wysoka dla tej serii pomiarowej. W Suwałkach średnia temperatura powietrza osiągnęła zaledwie okolice 9.0°C, podobnie było w Gdańsku. To właśnie taki rozkład anomalii spowodował, że o ile w roku 1800 nieco cieplej (ale niewiele) było w południowej części kraju, o tyle w północnej części Polski znacznie cieplejszy był kwiecień tegoroczny. To zaś przeważyło na tym, że obszarowo obecny kwiecień okazał się być rekordowo ciepły.

Najwyższą średnią temperaturę miesięczną w kwietniu 2018 (obliczoną wg średniej synoptycznej) odnotowano w Libertowie: 15.0°C. W Przemyślu było to 14.8°C, a w Tarnowie 14.7°C. Na pojedynczych posterunkach pomiarowych wartość średniej temperatury kwietnia nawet w południowej Polsce dorównała więc rekordom z 1800. Poniżej lista średnich temperatur miesięcznych w latach 1800, 1918, 2000, 2009 i 2018 (dane nieostateczne).

1800 1918 2000 2009 2018
Warszawa-Okęcie 12,4 11,3 13,7
Warszawa-Obs 12,3 13,2 12,8 14,1*
Warszawa-Obs II 10,9
Wrocław-Obs 15,0 12,7 12,4 12,5 14,3
Wrocław 12,1 12,2 14,0
Opole 12,3 12,1 14,3
Poznań 12,9** 12,1 12,1 13,4
Tarnów 12,3 12,1 14,7
Przemyśl 11,7 11,4 14,8
Suwałki 9,2* 10,0* 11,1 8,4 10,6
Hel 8,9 8,0 8,7
Łeba 9,9 8,5 9,5
Szczecin 11,3 11,0 11,9 12,3
Zielona Góra 11,9 11,9 12,7 13,6
Gorzów Wlkp 11,5 11,7 12,4 13,2
Gdańsk 9,4 9,7 10,0*
Kraków-Balice 12,2 11,4 13,8
Kraków-Obs (UJ) 14,9 12,9 13,1
Kraków-Obs (IMGW) 12,2 12,1
Zakopane 9,4 8,3 8,8 11,5
Łódź 12,2 12,5 11,5 13,0
Śnieżka 2,7 2,8 4,0 4,6
Wilno 9,0 10,3 11,3 8,7 10,3
Berlin 13,9 11,8 12,3 13,7 13,9
Praga-Klementinum 16,2 11,4 13,5 15,1
Budapeszt 17,1 12,9 14,6 15,5 16,4
Praga 14,6 10,0 11,0 13,0 13,1
Kopenhaga 8,9 7,4 9,5 10,5 8,6
Ryga 7,6 8,9 10,7 8,4 8,3*
Trondheim-Vaernes 5,3 5,3 6,7 6,9 5,6
Uppsala-Univ 4,9 3,2 6,0 7,7 6,5
Sztokholm-Bromma 5,2 3,7 6,0 7,9 6,3

*Dane oszacowane

**Wartość z serii historycznej (Smosarski, 1925)

Poniżej: wstępne oszacowanie rozkładu anomalii temperatury w roku 1800 (z roku 2012).

W powyższym oszacowaniu (uwaga, okres referencyjny 1961-1990!), z uwagi na brak danych z Wielkopolski i Pomorza, izoanomala 6°C położona jest zbyt daleko na północ. Najprawdopodobniej również dane z Wrocławia są nieco zawyżone, a izoanomala ta powinna przechodzić przez Dolny Śląsk, Małopolskę i (być może) Podkarpacie. To samo dotyczy izoanomali 5°C, która powinna przechodzić przez Wielkopolskę. Taki układ izoanomali, jak powyżej, jest artefaktem związanym z brakiem danych. Centrum najwyższych anomalii w Europie znajdowało się wówczas w południowej części Niemiec, Czechach, Austri i na Węgrzech. W porównaniu do 1800, w minionym kwietniu w centrum anomalii panowały temperatury nieco niższe, była ona jednak bardziej rozległa (przynajmniej w kierunku północnym).

Miniony kwiecień był zdecydowanie najbardziej niezwykłym miesiącem ostatnich lat. Średnia temperatura maksymalna w Tarnowie osiągnęła aż 21.9°C, a w Przemyślu 22.1°C. Są to wartości charakterystyczne raczej dla bardzo chłodnego lipca (w Tarnowie w Lipcu 2000 średnia temperatura maksymalna wynosiła 22.1°C, w lipcu 1984 było to zaledwie 20,8°C, a w 1979 20.7°C). Kwiecień ten był w tym regionie zbliżony wręcz do przeciętnego czerwca (1951-1980 = 22.1°C, 1981-2010 = 22.6°C) i około o 2°C cieplejszy, niż przeciętny maj. Na uwagę zasługuje fakt, że wysokie temperatury panowały niemal od początku miesiąca. Zwykle ciepłe kwietnie (2000) charakteryzowały się nieco chłodniejszą pierwszą połową miesiąca i silnym uderzeniem ciepła w jego trzeciej dekadzie. W tym roku wartości temperatury maksymalnej nie osiągnęły, ale wyjątkowo ciepło zrobiło się już 3 kwietnia. Dzięki temu kwiecień ten “wypracował” wyjątkowo dużą liczbę dni z temperaturą maksymalną >= 20.0°C. Przeciętnie w latach 1951-2017 takich dni mieliśmy 4.2 we Wrocławiu (42 przypadki na dekadę) i 4.8 w Tarnowie. Najwięcej dni z Tmax >= 20.0°C w Tarnowie wystąpiło w roku 2000 (15), zaś we Wrocławiu w 2000 i 2009 (12). Zdarzały się też nierzadko lata w których w kwietniu temperatura w ogóle nie osiągała 20°C. W Tarnowie było tak aż przez trzy lata z rzędu między 1978 a 1980, ogólnie zaś takich lat w okresie 1951-2018 notowano 7. We Wrocławiu było ich znacznie więcej, bo 12 (18%). W 1954 roku najwyższa temperatura maksymalna odnotowana w kwietniu we Wrocławiu wyniosła jedynie 16.8°C, w 1958 w Suwałkach było to zaledwie 13.8°C. Jeszcze niższe absolutne Tmax kwietnia notowano w 1965 na Rozewiu, gdzie przez cały miesiąc temperatura nie wzrosła wyżej, niż do 10.8°C. W latach 1958 i 1965 temperatury wyższej od 20°C nie notowano w kwietniu nigdzie w Polsce. W 1958 pierwsze przekroczenie tego progu w Polsce miało miejsce 1 maja, a w 1965 dopiero 15 maja (Zgorzelec 20.7°C). Jeszcze później pierwsze przekroczenia progu 20°C miały miejsce w 1965 na Wybrzeżu: w Łebie 8 czerwca, na Rozewiu i Helu 16 czerwca 1965.

W tym roku padł rzecz jasna kwietniowy absolutny rekord liczby dni z Tmax >=20.0°C: w Tarnowie notowano 23 takie dni, we Wrocławiu było ich 20.

 

Burze i śnieg

Burze i śnieg

W Polsce kończy się ostatnia doba wieńcząca rekordowo ciepły kwiecień, a tymczasem wczoraj, głównie w zachodniej Europie w wielu miejscach zagrzmiało. Ogólnie w Europie odnotowano w ciągu ostatnich 24 godzin ponad 300 000 wyładowań atmosferycznych.

Zgodnie z wcześniejszymi prognozami, układ niżowy panujący na zachodzie kontynentu przyniósł znaczne ochłodzenie w północnej Francji. Miejscami temperatura spadła tam poniżej +1°C i spadł śnieg.

 

Nadal wyjątkowo ciepło

Nadal wyjątkowo ciepło

Wczoraj temperatury maksymalne w Polsce zbliżyły się do 28°C – 27.6°C notowano Cieszynie i Tarnowie, nieco cieplej (27.8°C) było w Krakowie-Woli Justowskiej. Były to temperatury wysokie, jak na kwiecień. W okresie 1951-2017 wyższe temperatury maksymalne w kwietniu notowano w 20 latach (30%), przy czym najcieplej było oczywiście w 2012, kiedy w Słupcy notowano 32.5°C.

Wysoka była również wczorajsza dobowa anomalia temperatury: osiągnęła ona +7.25°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010.

Prawdopodobnie była to ostatnia tak wysoka anomalia dobowa w tym miesiącu, ponieważ od dziś mamy do czynienia z ochłodzeniem (które do około 25 kwietnia nie powinno być jakieś znaczące), a dodatkowo wchodzimy w okres, w  którym przeciętne temperatury dobowe mocno rosną, stąd trudniej będzie o wysokie anomalie.

Do dnia wczorajszego włącznie anomalia temperatury kwietnia wynosiła +5.22°C i była wyższa od rekordowej wartości z roku 1800 o 1.14°C. Pozostaje pytanie, czy jest to wystarczający zapas, aby nadchodzące ochłodzenie nie obniżyło tej anomalii poniżej wartości rekordowej. Tu sprawa nadal jest otwarta, szczególnie że model ECMWF sugeruje mniejsze ochłodzenie, niż prognozowano to dotychczas, dodatkowo od ostatnich paru odsłon sugeruje kolejną adwekcję ciepła od 28-29 kwietnia.

A te ostatnie dni kwietnia mogą być decydujące. Panująca w nich dodatnia zamiast ujemnej anomalia temperatury może zaważyć nad tym, czy obecny kwiecień rekord pobije, czy nie. Widać na tym przykładzie również, jak niepewna jest sytuacja – jeszcze przedwczoraj wydawało się, że nie ma na to większych szans, dzisiaj takiej pewności już nie ma. Aby kwiecień był rekordowy, anomalia pozostałych 9 dni (z dniem dzisiejszym włącznie) musiałaby osiągnąć już zaledwie +1.44°C. Jeszcze przedwczoraj wymagana wartość wynosiła +2.44°C. Najbliższe dni (najprawdopodobniej do środy włącznie) jeszcze tę wartość obniżą, najpewniej poniżej 1.0°C.̣

Należy jednak nadal pamiętać, że dane wyliczane na bieżącą są danymi szacowanymi. Podstawą dla serii Poltemp jest anomalia wyliczona na podstawie średnich miesięcznych temperatur, a wyniki takie mogą się różnić od wcześniejszych oszacowań zarówno na plus, jak i na minus. Przeważnie jednak różnice te nie przekraczają 0.1°C (zwykle są na poziomie do 0.05°C). Wartością kwietniowej anomalii “bezpieczną” dla uznania rekordu mogłoby tu być więc około 4.2°C. Aby tak się stało, pozostałe dni musiałyby się odznaczać anomalią na poziomie 1.82°C.

Imponujące są wykresy temperatury kwietnia na tle wartości wieloletnich:

Jak widać 11 dni z rzędu biło wartości rekordowe dla 10. dniowej średniej ruchomej temperatury powietrza. Oznacza to, że wszystkie 10-dniowe przedziały od 2-12 kwietnia do 12-21 kwietnia były rekordowo ciepła dla okresu 1951-2018. Na początku marca były bite rekordy zimna 10. dniowych średnich ruchomych anomalii temperatury, jednakże były to tylko dwa przypadki. Sytuacja z kwietnia przypomina zaś tą z sierpnia 2015, kiedy takich przypadków było również ponad 10.

O ile nie mamy jeszcze pewności, co do tego czy kwiecień będzie rekordowo ciepły, o tyle już teraz możemy powiedzieć, że niemal na pewno będzie on najcieplejszy od co najmniej 218 lat. Dalsze w kolejce są kwietnie 1918 (+3.49°C) i 2000 (+3.47°C). Wymagana anomalia pozostałych dni dla osiągnięcia anomalii miesięcznej równej 3.5°C wynosi -0.51°C i jest niemal wykluczone, żeby w rzeczywistości okazała się niższa (choć jak wiadomo w pogodzie zdarzają się niespodzianki).

Wysokie jest również usłonecznienie, które na przykład we Wrocławiu wynosi już 192.9h. Dla porównania na 67 kwietni z lat 1951-2017 wyższe sumy miesięczne wystąpiły zaledwie w 16 latach (24%). A miesiąc się jeszcze nie skończył – dziś suma miesięczna z pewnością przekroczy tu 200h. Najwyższe kwietniowe usłonecznienie odnotowano we Wrocławiu w roku 2007: 301.3h.

 

Nagły atak chemtraili

Nagły atak chemtraili

Na szczęście nie chodzi o żadne “pryskanie” nas z samolotów bliżej niezidentyfikowanymi substancjami (co jest oczywiście bzdurą), a o dyskusję jaka powstała na prywatnym facebookowym profilu prof. Szymona Malinowskiego (Instytut Geofizyki UW).  Na ten temat z prof. Malinowskim rozmawiał Tomasz Ulanowski, a rezultatem jest artykuł w Gazecie Wyborczej. Dla nieklikających i nie chcących szczególnie przekopywać obcych profili na Facebooku wyjaśnienie sytuacji.

Jeden (a właściwie dwóch) wyznawców chemtraili weszło w żywiołową dyskusję z prof. Malinowskim (i nie tylko). Jednocześnie przedstawili oni wyniki analizy próbek, jakie zebrali 20 marca (woda z roztopionej świeżo spadłej pokrywy śnieżnej). I tu dyskusja zaczęła być i trochę śmieszna i trochę straszna. Otóż próbki były dwie, w każdej z nich oznaczono stężenia tych samych metali/związków chemicznych/pierwiastków. Jedna z próbek została pobrana w mieście (Września), druga kilkanaście kilometrów poza miastem. W pierwszej oznaczone stężenie glinu wyniosło 0.35 mg/l, w drugiej 0.037 mg/l. Śmieszne jest to, że wyższe stężenie glinu w próbce “miejskiej” (choć tak naprawdę to, że to próbka miejska jedynie zgadujemy, bo nie zostało to w jednoznaczny sposób potwierdzone) zostało uznane za niepodważalny dowód, że “coś jest na rzeczy” – czyli, że długotrwałe smugi kondensacyjne nie mogą powstawać w sposób naturalny i są jednoznacznym dowodem na to, ze jakiś bliżej nie sprecyzowany “rząd światowy” rozmyślnie truje nas substancjami rozpylanymi z samolotów.
Przejdźmy do samego aluminium. Jego stężenie w jednej z próbek przekracza dopuszczalne stężenia dla wody pitnej. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego – generalnie roztopionego śniegu raczej rzadko używa się jako źródła pitnej wody. Ba, znacznie więcej aluminium zawierać może pospolita herbata, jako że roślina ta jest jego całkiem niezłym źródłem. W artykule “Glin w otoczeniu i jego wpływ na organizmy żywe “ panie Justyna Zuziak i Małgorzata Jakubowska wskazują, że ta właśnie pospolita herbata może zawierać od 2 do 6 mg/l glinu, a więc przeciętnie około 10 razy więcej, niż w wskazanych wyżej próbkach. Z tego samego artykułu wyczytamy, iż:

Według WHO dopuszczalna dawka glinu wynosi 7 mg/kg masy ciała/tydzień, co w przeliczeniu na dzień daje 1mg glinu na 1 kg masy ciała dziennie. Człowiek o średniej masie 70 kg mógłby zatem bez szkodliwego wpływu na zdrowie człowieka przyjąć ok. 70 mg glinu.

Oznacza to, że aby przekroczyć tę normę dziennej dawki glinu, dorosły człowiek musiałby wypić około 200 litrów wody, w której wystąpiło stężenie oznaczone w “próbce miejskiej”.

Wskazanie tego faktu jakoś nie przemówiło do rozsądku wyznawcom chemtraili, zaczęli się oni raczej nabijać  z “aluminiowej herbaty”. Najwyraźniej wydaje im się, że w swej naturalnej postaci świat jest w ogóle pozbawiony metali, nawet jeśli wskaże się, że glin stanowi 8% składu skorupy ziemskiej.

W dyskusji pojawia się również kilka pytań, m.in.:

jak bardzo zmieniły się warunki w atmosferze ziemskiej przez 15 lat. 15 lat temu homomutatusy nie powstawaly (przynajmniej w Polsce). Zaczęly się stopniowo (oswajano ludzi z tym zjawiskiem) pojawiać około 12 lat temu a ostatnie 2-3 lata i ubiegła zima to już jest apogeum.

Trzeba przyznać, że ciężko odpowiedzieć na pytanie, które już w swoim założeniu jest błędne. Otóż bowiem owe homomutatusy jak najbardziej pojawiały się i 30 lat temu. “Instrukcja dla stacji meteorologicznych” z 1988 roku wskazuje na to jednoznacznie:

Cytat:

“Do zachmurzenia ogólnego wliczamy również utrzymujące się smugi kondensacyjne wywołane przez samoloty i ławice chmur, które wyraźnie utworzyły się z tych smug”.

Jasne jest więc, że trwałe smugi kondensacyjne pojawiały się nad Polską nawet 30 lat temu (a także i dawniej). Co ciekawe, właściwie teza o ich nie występowaniu jest główną podstawą tej teorii spiskowej – otóż mamy w tej chwili obserwować coś, co dawniej obserwowane nie było, co jest nowe i do tej pory niespotykane, a więc podejrzane. Jak widać na wyżej załączonym obrazku, nie jest to prawda i tym samym cała teoria powinna legnąć w gruzach. Oczywiście nie stało się tak z prostej przyczyny – znaczna część wyznawców tej teorii za nic sobie ma jakiekolwiek dowody. Wszelkie dowody przeczące tej teorii są wg nich sfałszowane, niezależnie skąd by pochodziły. Zaś każdy, kto choćby odrobinę ją podważa z pewnością współpracuje z spiskującymi.

Można się zapytać, czy rzeczywiście nie ma czegoś na rzeczy, jako że “nie pamiętam takich smug z dzieciństwa”. Nic dziwnego – po pierwsze dzieci (a także młodzież) mają z reguły na głowie inne rzeczy, niż obserwowanie nieba w poszukiwaniu smug kondensacyjnych, a po drugie oddajmy głos prof. Malinowskiemu:

Wszyscy widzimy, ile smug kondensacyjnych jest na niebie.
– No widzimy, bo mocno wzrósł ruch lotniczy. Sam pamiętam jeszcze czasy, kiedy w całej Polsce było ok. trzech milionów pasażerów samolotów rocznie. Dzisiaj każdego roku samo Okęcie obsługuje ich blisko 15 mln, a ich całkowita liczba w Polsce dochodzi do 40 mln.

Istotnie, w ostatnich 20-30 latach natężeniu ruchu lotniczego wzrosło drastycznie. Oczywistym jest, że jeśli mamy 10 razy więcej lotów, smugi mogą się pojawiać nawet 10 razy częściej, niż dawniej. Są one dzięki temu zdecydowanie częstsze i bardziej zwracają uwagę, niż dawniej. Ot i cała tajemnica.

W dalszej części artykułu wspomina się również o zamknięciu się zwolenników chemtrails na argumenty naukowe oraz o braku zaufania do samej nauki. Patrząc na jednego z wyznawców tej teorii, który dyskutował pod postem prof. Malinowskiego trudno się z tym nie zgodzić. Nie wierzycie? Oto jedna ze stron (publiczna), które osoba ta prowadzi: klik. I niestety to raczej nie trolling.

Wzrost globalnej anomalii temperatury

Wzrost globalnej anomalii temperatury

W najbliższych dniach czeka nas wzrost globalnej anomalii temperatury powietrza. Wg ostatnich prognoz najbliższy tydzień będzie się charakteryzował anomalią temperatury rzędu +0.7K w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010.

Źródło: http://www.karstenhaustein.com/climate.php

W dalszym ciągu zimne będą znaczne obszary USA, gdzie anomalia temperatury spadnie do -8K. Do +13 – +14K wzrośnie lokalnie anomalia temperatury na Antarktydzie.

Źródło: http://www.karstenhaustein.com/climate.php

Wg pomiarów NASA GISS tegoroczny marzec był globalnie bardzo ciepły i mimo panujących miejscami (m.in. w Polsce) chłodów uplasował się na 6 miejscu pod względem anomalii temperatury. Gdyby rok zakończył się anomalią taką, jaka miała miejsce w miesiącach od stycznia do marca, to byłby najcieplejszy w latach 1880-2014. Jest to sytuacja o tyle ciekawa, że ostatnie El Niño zakończyło się już 2 lata temu, a ubiegły rok upłynął pod znakiem niezbyt silnej anomalii La Niña.

Patrząc na historyczne wartości indeksu ONI, trudno się oprzeć wrażeniu, że powinniśmy mieć obecnie anomalie będące na poziomie tych z początków lat 2009, czy 2006. Te są jednak o około 0.2 – 0.3K wyższe. Być może nie ma już powrotu do wartości sprzed roku 2014, takie mogłaby nam jeszcze zafundować co najwyżej wyjątkowo silna La Niña, lub odpowiednio silne erupcja wulkaniczna.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com