Na horyzoncie znaczne ochłodzenie

Na horyzoncie znaczne ochłodzenie

Dzisiejszy dzień będzie najprawdopodobniej w wielu miejscach ostatnim dniem, w którym temperatura maksymalna przekroczy 20°C. Od jutra zdecydowanie chłodniej, a co jakiś czas pojawia się koncepcja, że pod koniec miesiąca przyjdzie nam się zmierzyć z opadami o innym niż do tej pory stanie skupienia.

Poniżej prognoza temperatury na dziś, 14:00 czasu lokalnego.

Zdecydowanie ciepło, jak na tę porę roku. Jednak już jutro na przeważającym obszarze kraju poniżej 20°C, takie temperatury są możliwe już tylko lokalnie, a w kolejnych dniach ochłodzenie będzie się tylko pogłębiało.

W sobotę już chłodno, szczególnie w północnej części kraju, gdzie temperatura ledwo przekroczy 10°C.

Jednocześnie zrobi się zdecydowanie mniej słonecznie i pojawią się tak przez wielu wyczekiwane opady. Te jednak póki co nie będą jakoś szczególnie wysokie, dodatkowo ich największe sumy nie wystąpią tam, gdzie panuje ich największy niedobór.

Większe ochłodzenie możliwe jest po 23 października, kiedy w wielu miejscach, szczególnie zaś w Polsce północnej, temperatury w ciągu dnia spaść mają grubo poniżej 10°C. Przy końcu prognozy 10. dniowej model GFS sugeruje nawet takie atrakcje, jak opady śniegu i deszczu ze śniegiem, przy temperaturze w ciągu dnia oscylującej w okolicach 5°C.

 

Wszystko więc wskazuje na to, że babie lato ma się definitywnie ku końcowi. Nie znaczy to oczywiście, że w tym roku nie ujrzymy już temperatur sięgających 20°C – te zdarzają się nawet w listopadzie, a parę razy zdarzyły się nawet w grudniu.

Październik NIE będzie rekordowo ciepły

Październik NIE będzie rekordowo ciepły

W ostatnim czasie na Interii pojawił się artykuł, który stara się nam sugerować kilka rzeczy, z których żadna nie jest nawet zbliżona do rzeczywistości. Źródłem artykułu jest strona “Zmiany na Ziemi”, ale o tym później. Tytuł artykułu krzyczy do nas tymi słowami:

Rekordowo ciepły październik. To powód do zmartwień?

I naprawdę ciężko nam wypowiadać się merytorycznie na temat artykułu, który błędny jest już w tytule. Październik w Polsce nie będzie bowiem rekordowo ciepły, w chwili obecnej niema na to większych szans. Winą za taki stan rzeczy należy obarczyć chłodniejszą pierwszą dekadę miesiąca oraz prognozowane już ochłodzenie. Do dnia wczorajszego obszarowa anomalia temperatury powietrza wynosiła w Polsce ok. 1.3°C:

Ponieważ najcieplejszym październikiem w historii pomiarów instrumentalnych był ten z roku 1907, mogący pochwalić się imponującą anomalią równą +3.98°C, szybkie obliczenia wskazują, że aby tegoroczny mu dorównał, to anomalia temperatury drugiej połowy miesiąca musiałaby osiągnąć imponującą wartość ok. +6.7°C. Samo w sobie nie jest to jeszcze niemożliwe, jednakże prognozy mówią, że sytuacja będzie zupełnie inne: babie lato powoli dobiega końca i o ile będziemy się jeszcze cieszyć słońcem, o tyle temperatury będą z dnia na dzień niższe. Tyczy się to głównie okresu po 20 października, kiedy to pojawić się mają anomalie ujemne. Jednak nawet jeśli do nich nie dojdzie, to kolejne anomalie dobowe będą zdecydowanie za niskie, by w ostateczności doprowadzić do tego, by tegoroczny październik przebił ten z 1907 r.

Tytuł jest więc nieprawdziwy: po pierwsze październik się jeszcze nie skończył, nie można więc powiedzieć, że był rekordowy. Po drugie: prognozy na najbliższe dni i chłodniejsza pierwsza dekada miesiąca wykluczają, że tak się stanie. Kolejną kwestią jest wskazanie w artykule metanu (a nie CO2) jako “tego winnego” takiego, a nie innego stanu rzeczy:

Zwolennicy teorii antropogenicznego globalnego ocieplenia uważają, że aktualna aura to dowód na to, że ich twierdzenia są prawdziwe. Niektórzy twierdzą jednak, że obecnego ocieplenia najprawdopodobniej nie wywołuje dwutlenek węgla, lecz metan uwalniany w Arktyce.

Metan: w domyśle nie CO2, w Arktyce: w domyśle “nie mający pochodzenia przemysłowego/antropogenicznego”. Co więcej – autor artykułu sugeruje, że emisji tych nie możemy oszacować. I rzeczywiście, emisje CH4 z “wiecznej” zmarzliny są może i trudne do oszacowania, ale możemy bardzo dokładnie oszacować wzrost stężenia CH4:

Nie cały widoczny na wykresie wzrost ma pochodzenie stricte antropogeniczne, część jest pochodzenia “naturalnego”, np. właśnie z topnienia wiecznej zmarzliny. Problem jednak polega na tym, że żeby do tego topnienia doszło, to klimat musi się ocieplić najpierw. To ocieplenie jest już pochodzenia antropogenicznego, wynikającego z antropogenicznych emisji GHG (nie tylko CO2).

Artykuł stara się również przemycić tezę, że rola CH4 jest mocno umniejszana, a dyskutuje się głównie o CO2. Gdyby autor artykułu wczytał się nieco w temat, to wiedziałby, że owszem – CH4 jest o wiele silniejszym gazem cieplarnianym, niż CO2, jednakże jego stężenie w atmosferze jest znacznie mniejsze. I jak najbardziej bierze się go pod uwagę, tak pod względem emisji, jak i problemów, jakie mogą powodować dodatkowe emisje wywołane już postępującym ociepleniem (wspomniane już emisje z topniejącej zmarzliny, ale i stabilność klatratów metanu). Udział metanu znajdziemy również w każdym oszacowaniu wymuszeń radiacyjnych, np. w polskiej Wikipedii (wykres pochodzi z IV raportu IPCC).

Prawdziwym więc powodem dla którego mówi się głównie o CO2 jest fakt, że to głównie jego emisja wpływa na rosnące temperatury, dodatkowo przyczyniając się do dodatkowej emisji CH4 ze źródeł, nazwijmy to, naturalnych.

Wróćmy jednak do źródła, czyli serwisu “Zmiany na Ziemi”. Prawdopodobnie tzw. “źródłem właściwym” jest poniższy film:


Oczywiście jest to słowo w słowo to samo, co w artykule, więc dodatkowa polemika z tymi tezami nie jest konieczna.

 

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat temu Polska dopiero co lizała rany po “powodzi tysiąclecia”, zaledwie rok wcześniej wynegocjowano Protokół z Kioto. Wspomagana “Super-Niño 1997/8” temperatura globalna poszybowała do góry.  Był to jednocześnie okres, w którym wielu z nas nie miało jeszcze dostępu do Internetu, albo było jeszcze zbyt młodych by z niego korzystać. Ba, części z tu komentujących mogło jeszcze nie być nawet na świecie. Z pewnością dostęp do danych klimatologicznych i meteorologicznych był wówczas (1998) delikatnie mówiąc utrudniony. Dane meteorologiczne z Polski były dostępne głównie w Rocznikach Statystycznych. Co by zobaczył ktoś, kto wówczas policzyłby coś na kształt aktualnego “Poltempa” (zakładając, że miałby dostęp do danych historycznych z końca XVIII i XIX w.)?

Po pierwsze oparłby się pewnie na stosowanym wówczas nagminnie okresie wieloletnim 1951-1980 (1961-1990 jakoś nie zyskał jeszcze na popularności). Dyskusję wywołałyby zapewne całkiem niedawne wyjątkowo ciepłe lata na przełomie dekad, szczególnie 1989 i 1990 (+1.70 i +1.58°C). Potencjalne dyskusje o ociepleniu naszego klimatu z pewnością byłyby bardzo szybko zdominowane przez przeciwników takiej tezy – wskazywaliby oni, że w roku 1934 anomalia temperatury rocznej w Polsce była niemal równie wysoka i wyniosła +1.66°C, poza tym okres ciepły trwał zaledwie kilka lat: ostatnim ciepłym rokiem był 1994, zaś od tego roku anomalie mocno spadły, szczególnie w 1996. Co prawda 11. letnia średnia ruchoma anomalia temperatury powietrza jest obecnie na najwyższym poziomie w historii pomiarów, ale niewiele wyższym, niż na przełomie lat 40. i 50. XX w. Ba, nawet szczyt temperatury z końca XVIII w. jest na poziomie normy z lat 1951-1980 i zaledwie o 0.5°C niżej, niż temperatury obecne.

Tak widzielibyśmy serię Poltemp w 1998 r.

Mielibyśmy również wiele “przesłanek” za tym, że ciepły okres dobiega już końca. Ekstremalnie wysoki indeks NAO z przełomu dekad należy już do przeszłości. Zima 1995/1996 była najdłuższą zimą XX w., lato 1996 zapisało się wyjątkowo zimnym i deszczowym lipcem (głównie w zachodniej części kraju). Cały rok 1996 obok 1987 i 1956 był jednym z najzimniejszych w czasach powojennych. W grudniu 1996 w Stuposianach padł rekord zimna: temperatura spadła do -37.1°C. Kolejny rok przyniósł chłodny styczeń, wyjątkowo zimny kwiecień, a latem “powódź tysiąclecia”. Ciekawe, o czym by pisano na blogach i forach związanych z meteorologią i klimatologią, gdyby takowe wówczas u nas istniały. Właściwie po tym, co mogliśmy czytać w latach 2016-2017, można się tego domyślać. Z pewnością wszelkie próby informowania o globalnym ociepleniu byłyby z góry skazane na niepowodzenie. Przysłowiowy nóż w plecy wbiłaby tu nam “Wiedza i Życie”, gdzie w maju 1998 r. pojawia się pełen niedomówień, półprawd i zwyczajnie nieprawdziwych informacji artykuł Z. Jaworowskiego pod wiele mówiącym tytułem “Czy człowiek zmienia klimat”. Proszę zwrócić uwagę, że statystyczny czytelnik w tamtych czasach nie miał najmniejszych możliwości zweryfikowania podawanych tam informacji. W artykule czytamy na przykład:

Po 1988 roku utrzymuje się stały spadek tempa przybywania atmosferycznego CO2, podczas gdy jego emisja ze spalania paliw kopalnych równomiernie wzrasta. Wreszcie w 1992 roku, okresie najwyższego wzrostu emisji “ludzkiego” CO2, wystąpił jeden z najgłębszych spadków przyrostu masy CO2 w atmosferze oraz ochłodzenie powietrza.

Dzisiaj oczywiście wiemy, że zarówno spadek przyrostu CO2, jak i spadek temperatury w roku 1992 był związany z erupcją wulkanu Pinatubo. Z pewnością wiedział to wówczas Jaworowski (szczególnie, jeśli chodzi o temperaturę), jednakże z jakichś przyczyn nie uznał za stosowne o tym wspomnieć.

Ciekawe jest, że nawet biorąc pod uwagę wszystkie pomiary z lat 1780-1989 z 9 stacji europejskich (łącznie z Warszawą) nie obserwuje się wzrostu temperatury, który można by przypisać podwyższaniu stężeń gazów cieplarniach w atmosferze. Z wyjątkiem wzrostu około 1940 roku, klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu.

Powyższy akapit jest zaś prawdziwy jedynie, jeśli pod uwagę weźmiemy surowe, niezweryfikowane dane i utniemy je przed ociepleniem z końca lat 80. XX w. (Z. Jaworowski pisał swe słowa aż 10 lat później). Przede wszystkim obecnie wiemy, że żadne dane europejskie nie wskazują na to, iż “klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu“. Jest to zwyczajnie nieprawda.  Problem polega na tym, że – ponownie – ówczesny czytelnik nie jest w stanie tego zweryfikować. Obecnie powstałaby na ten temat dyskusja. Wskazano by błędy, zażądano danych na podstawie których takie, a nie inne wnioski się pojawiły. O ile autor pewnie by się przekonać nie dał, o tyle być może część z tych, którzy tę dyskusję by obserwowali już tak.

Obecnie “ikoną” globalnego ocieplenia jest najszybciej ocieplająca się Arktyka. Jednak na końcu lat 90. XX w. i to nie było takie oczywiste, o czym wspomina również Z. Jaworowski w w/w artykule, zapewne śmiejąc się pod nosem z “alarmistycznych” prognoz ocieplenia (i znowu pisząc nieprawdę o trendzie spadkowym w ciągu ostatnich 120 lat). Tak czy siak, w 1998 r. wykres przebiegu temperatury w Arktyce może niepokoić, ale jeszcze szalonego wrażenia nie robi.

Przebieg anomalii temperatury w Arktyce (GISTEMP 64N+) w latach 1880-1997 – 11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Należy mieć też na uwadze, że autorzy artykułów popularnonaukowych w tych czasach najpewniej opierali się na danych z innych artykułów, nierzadko poddających analizie krótsze szeregi czasowe (np. kończące się w 1990, czy 1995). Najprawdopodobniej większość autorów w 1998 r. było przekonanych, że Arktyka jeszcze nie doścignęła ocieplenia z lat 40. XX w. A nawet jeśli, to mogli to zwalać na “naturalną cykliczność”.

Z. Jaworowski przez cały artykuł stara się tu nie straszyć swoimi opiniami na temat dalszego przebiegu zmian klimatu, jednak na koniec nie wytrzymuje:

Nie wiemy, kiedy zawita z podobną nagłością nowy cykl lodowcowy – może za tysiąc, za pięćset, za sto, a może już za dwadzieścia lat? Znany klimatolog amerykański W.S. Broecker sądzi, że najprawdopodobniej czeka nas to za 50-150 lat.

Minęło dwadzieścia lat. Wiemy już, że jedna z tych liczb nie jest prawdziwa. Bez problemu możemy dokleić do wcześniejszego wykresu ostatnie 20 lat pomiarów, by zobaczyć jak wyglądał dalszy przebieg anomalii temperatury w Polsce.

Anomalie temperatury w Polsce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Daje do myślenia? Mimo wszystko z pewnością nie wszystkim. Ci, którzy doskonale pamiętają tamte czasy i tak wówczas, jak i teraz interesowali się meteorologią, czy klimatologią z pewnością powiedzą, że obecny klimat naszego kraju różni się od tego sprzed zaledwie 20 lat. Nie jest to może różnica wybitna (klimat nie zrobił się nam śródziemnomorski), ale zauważalna. Dokładnie w tych latach piszący te słowa zastanawiał się, kiedy w Zielonej Górze średnia temperatura roczna osiągnie 10.0°C (dokładnie tyle wynosił rekord z 1934) i czy będzie miał okazję tego doczekać. I trzeba było czekać na to całe 2 lata – w roku 2000 średnia temperatura roczna wyniosła 10.1°C. O ile na “osiągnięcie 10°C” czekaliśmy 66 lat, o tyle na kolejne tego typu zdarzenie już tylko siedem lat (2007 = 10.0°C), a jeszcze siedem lat później takie średnie roczne zdarzyły się rok po roku (2014, 2015 = 10.4°C). Jeśli pozostałe miesiące w roku nie będą jakieś wybitnie chłodne, to i 2018 zapisze się średnią roczną osiągającą 10.0°C (w istocie wystarczy by miesiące październik-grudzień nie były chłodniejsze więcej, niż o 1°C w stosunku do lat 1951-1980).

Bardziej zauważalnie klimat zmienił się w Arktyce, gdzie wspominane przez Jaworowskiego ocieplenie lat 40. XX w. zaczyna obecnie przypominać delikatne wahnięcie klimatu.

Anomalie temperatury w Arktyce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Tak, jak wielu sceptyków globalnego ocieplenia, tak i Zbigniew Jaworowski nigdy swego zdania nie zmienił. Do swojej śmierci w 2011 roku wyznawał dokładnie ten sam pogląd, jaki wyłania się z lektury artykułu w WiŻ z 1998. Niemal dokładnie 10 lat później powtarza go zresztą w “Polityce” (“Idzie zimno”). W dyskusjach na forach i w komentarzach pod artykułami widzimy bardzo podobne postawy. Kilka, czy nawet kilkanaście chłodniejszych miesięcy nie mogą nam nic powiedzieć o tendencjach naszego klimatu, jednakże wielokrotnie czytaliśmy (na przykład pod artykułami w serwisie “Twoja Pogoda”) o tym, jakoby od października 2016 klimat nam się ochłodził. Jak wielka jest to bzdura, widzimy chociażby po tym, co się dzieje w roku obecnym, jednakże mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że sytuacja ta jeszcze niejednokrotnie się powtórzy. Mamy tu do czynienia z pewną formą “efektu potwierdzenia” i kilku innych błędów poznawczych. Ludzie mają zwykle silne tendencje ku temu, by dostrzegać w danych wzory zgodne z ich światopoglądem. Jeśli zaś wg nich globalne ocieplenie nie istnieje, lub nie będzie przebiegało tak, jak to się prognozuje, są skłonni w każdym okresie chłodniejszym doszukiwać się jego definitywnego końca. Część z tych mechanizmów omawianych jest w poniższym filmie.

Niewykluczone, że zimna będzie na przykład nadchodząca zima, a dyskusji o “końcu ocieplenia” doczekamy się już za parę miesięcy. I o ile jeszcze można by było zrozumieć taką dyskusję w Polsce w 1998 r., kiedy na temat samego globalnego ocieplenia informacji było niewiele, a ostatnie parę lat nie należało do szczególnie ciepłych. Proszę zwrócić uwagę, że mimo iż ostatnie półrocze (kwiecień-wrzesień 2018) było skrajnie anomalne, sami staramy się unikać bezpośredniego powiązania tego zdarzenia z globalnym ociepleniem, które zapewne miało spory wpływ na ostateczną wartość anomalii, ale nie możemy być pewni w jakim stopniu wpłynęło ono na sytuację baryczną, która panowała od kwietnia w Europie.

Anomalie temperatury półrocza ciepłego (kwiecień-wrzesień) w latach 1781-2018 w Polsce. Okres referencyjny 1981-2010.

Na podstawie powyższego wykresu można wskazać jeszcze jedną bardzo interesującą rzecz – otóż znany nam bardzo chłodny okres (IV-IX) panujący na przełomie lat 70. i 80. XX w. do lat 30. XX w. był stanem normalnym.

Co dalej

Naszym zdaniem, nawet jeśli bardzo szybko ograniczymy antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych, tak jak to proponuje ostatnio IPCC, to świat i tak ociepli się o kolejne 0.5°C, jako że nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu równowagi dla obecnego stężenia GHG. Mówimy o temperaturze globalnej i jasne jest, że półkula północna ociepli się bardziej – być może nawet bliżej 1.0°C w porównaniu do stanu obecnego. W Polsce, niezależnie od podjętych działań, do roku 2050 klimat ociepli się co najmniej o kolejne 0.6°C, przy czym mówimy tu o bardzo optymistycznych prognozach. Oczywiście, niewykluczone są lata chłodniejsze (jak np. część roku 2017), jednak wbrew artykułom Zbigniewa Jaworowskiego, ochłodzenia klimatu nie widać.

 

 

 

 

Rekord ciepła w Finlandii

Rekord ciepła w Finlandii

Wczoraj, 14 października, maksymalna temperatura powietrza w Finlandii lokalnie osiągnęła 20.0°C, bijąc tym samym dotychczasowy rekord ciepła października (19.4°C) z 02.10.1985.

Źródło.

Dziś temperatury w Finlandii mają być nieco niższe, ale niewykluczone że osiągną 18°C. W Polsce nadal ciepło, wczoraj najwyższą temperaturę (25.3°C) odnotowano we Wrocławiu, dziś spodziewamy się wartości podobnych, od jutra temperatury o 1-2°C niższe.

Babie lato

Babie lato

W ciągu najbliższego tygodnia czeka nas pogoda, jakiej w październiku nie doświadczyliśmy od dawna. Temperatury, szczególnie w zachodniej i południowej części kraju, będą codziennie przekraczać 20°C, nie mamy też co liczyć na deszcz. Już wczoraj miejscami temperatury były bardzo wysokie: w Dobrogoszczu temperatura wzrosła do 24.4°C. Bardzo wysoka była również temperatura minimalna (choć jedynie w południowo-zachodniej Polsce): W Jeleniej Górze wyniosła ona 15.8°C, a w Bogatyni 16.1°C. Do absolutnego rekordu temperatury minimalnej w październiku jednak sporo zabrakło – najcieplejsza październikowa noc wystąpiła 8 października 2009, kiedy w Inwałdzie temperatura minimalna spadła do 19.5°C, a w Bielsku Białej do 19.3°C. Ostatni raz temperatura minimalna przekroczyła 16°C 27 października 2013 w Bogatyni (16.1°C).

Tak wysokie temperatury minimalne były przewidziane przez modele mające wysokie rozdzielczości. Tak to na przykład wyglądało w modelu AROME:

Dzisiaj czeka nas jeszcze gorętszy dzień – temperatury maksymalne przekroczą miejscami 25°C, model AROME daje nawet 26°C.

Nadchodząca noc ponownie ma być wyjątkowo ciepła na Dolnym Śląsku. Nie wykluczone, że temperatura minimalna wyniesie (np. w Bogatyni) ok 17-18°C. Najchłodniej najprawdopodobniej na Podlasiu (a także we wschodniej części Lubelszczyzny) – tu temperatura lokalnie spadnie do ok 3°C.

Wg prognoz tak ciepło ma być nawet do 17 października, zaś wg modelu ALARO za dwa dni zobaczymy nawet ok. 27°C. Inne modele są nieco bardziej powściągliwe w tej kwestii.

Znaczne ocieplenie

Znaczne ocieplenie

Przed nami znaczne ocieplenie i zdecydowanie większa liczba dni słonecznych. Temperatury w niedzielę miejscami mogą wzrosnąć nawet do 24°C.

Tymczasem nadchodząca noc jeszcze zimna, miejscami temperatury spadną do ok. 0°C, ponieważ model AROME wskazuje minimum równe ok. +0.7°C, nie wykluczamy że miejscami spadnie ona znacznie niżej, szczególnie w miejscach gdzie sprzyja ku temu orografia terenu. W takich przypadkach temperatura minimalna może spaść nawet do -1 – -2°C. Łaskawszy pod tym względem jest model niemiecki (ICON-EU). Wg niego temperatura spadnie przeważnie do 4-5°C, jedynie na Podkarpaciu będzie nieco chłodniej.

Jutro już znacznie cieplej, niż w ostatnich dniach, przynajmniej w zachodniej i południowo-zachodniej części kraju, gdzie spodziewamy się temperatur przekraczających 20°C.

Wg modelu ALARO bardzo ciepło – do 23-24°C – będzie w sobotę. Inne modele są nieco bardziej pod tym względem powściągliwe.

Miejscami bardzo ciepłe, jak na początek października będą także noce, z temperaturami przekraczającymi 10°C. Niektóre modele sugerują zjawiska fenowe – w takich przypadkach temperatura minimalna może nie spaść poniżej 14-15°C.

Niektóre z prognoz długoterminowych zdają się sugerować, że ciepło będzie co najmniej do 13 października. Należy się jednak liczyć z tym, że o tej porze roku z niemal letnich temperatur maksymalnych możemy bardzo łatwo przeskoczyć do temperatur niemal zimowych. W połowie października zdarzały się już dość obfite opady śniegu i temperatury maksymalne bliskie 0°C.

 

Kolejne przymrozki

Kolejne przymrozki

Dzisiejsze temperatury minimalne ponownie zbliżyły się miejscami do okolicy 0°C. Tak było m.in. w Krzyżu, gdzie notowano minimalnie zaledwie +0.1°C, w Wierzchowie było nieco cieplej: +0.7°C, a w Miastku notowano +0.2°C. Zimniej było na nieco wyżej położonych terenach: w Jeleniej Górze temperatura spadła do -1.2°C.

Powyżej: dzisiejszy poranek w Górach Izerskich był wyjątkowo urokliwy.

Dzisiaj temperatura maksymalna ledwo co (i nie wszędzie) przekroczy 15°C. Wg modeli ICON-EU i GFS o 12UTC taką temperaturę będziemy notować tylko lokalnie. Bardziej łaskawe są modele ALARO i AROME, model ECMWF sugeruje jednak że o 12UTC będziemy notować raczej poniżej 15°C.

Kolejna noc może być nieco chłodniejsza od minionej i spodziewamy się, że w nizinnych regionach, których orografia sprzyja silnemu nocnemu radiacyjnemu wychładzaniu temperatury spadną nawet do -1°C na wysokości 2m.

Za to w dzień będzie jutro nieco cieplej, niż dziś i niewykluczone, że lokalnie temperatura wzrośnie do 18°C. Tak wysokie temperatury panować będą jednak głównie w zachodniej i południowo-zachodniej części kraju.

Ciepła Arktyka

Ciepła Arktyka

Nadchodzi zima i w rejonach arktycznych tradycyjnie już rosną anomalie temperatury. Miejscami najbliższe 10 dni ma się charakteryzować temperaturami aż o 10°C przekraczającymi normę!

Tak wygląda przeciętna temperatura w Arktyce w okresie od 28 września do 8 października:

Zwykle niemal w całym basenie Oceanu Arktycznego średnie temperatury spadają już znacznie poniżej -2°C (kolor zielony na powyższej mapie). Oznacza to, że wody uwolnione od lodu w czasie krótkiego arktycznego lata ulegają zwykle ponownemu zamarzaniu. Wyjątek o tej porze stanowi Cieśnina Beringa, a także część Morza Karskiego i Morza Barentsa.

Tymczasem w ciągu najbliższych 10 dni średnie temperatury prezentować się mają następująco:

Jak widać, prognozowany obszar temperatur niższych od -2°C jest znacznie mniejszy, niż miało to miejsce przeciętnie w okresie referencyjnym 1981-2010. Znaczna część Oceanu Arktycznego będzie wręcz miała dodatnie średnie dobowe temperatury powietrza, co z pewnością wpłynie na zahamowanie tempa zamarzania. Anomalie temperatury prezentują się następująco:

Odmienna sytuacja ma miejsce w Antarktyce, gdzie (przeważnie) panują temperatury znacznie niższe od normy.

Mimo to zasięg pokrywy lodowej Antarktyki jest wyjątkowo niski, a w połowie września był wręcz rekordowo niski. Potwierdza to, że panujące tam anomalie temperatury nie są jedynym czynnikiem decydującym o zasięgu pokrywy lodowej.

Trzęsienie ziemi i tsunami

Trzęsienie ziemi i tsunami

Dwa silne trzęsienia ziemi nawiedziły dziś okolice indonezyjskiej wyspy Celebes. Wg USGS hipocentrum pierwszego trzęsienia ziemi (mag 6.1) miało miejsce na głębokości 18 kilometrów, drugie trzęsienie miało magnitudę aż 7.5 i wystąpiło na głębokości 10 km.

Źródło: USGS

Źródło: USGS

W mediach pojawiły się informacje o silnym tsunami, jednakże na tę chwilę nie wiadomo, czy są one wiarygodne. Jeśli istotnie tsunami miało miejsce, liczba ofiar z pewnością ulegnie zwiększeniu, tym bardziej, że wg oficjalnych źródeł wcześniej ostrzeżenie przed tsunami odwołano.

 

 

Kolejne ochłodzenie

Kolejne ochłodzenie

Jeszcze dziś będzie ciepło, szczególnie w południowej części kraju, gdzie spodziewamy się temperatur maksymalnych osiągających 22-23°C. Rozkład temperatur wg czterech różnych modeli zaprezentowano na poniższych mapach.

Na mapach pola temperatury powietrza na 2m widać wyraźnie efekt frontu atmosferycznego, który będzie oddzielał Polskę północną, do której napłynie już wyraźnie zimniejsze powietrze, od południowej. Noc już zdecydowanie chłodniejsza od poprzednich, z możliwością wystąpienia przymrozków (nie tylko przygruntowych).

W kolejnych dniach temperatury maksymalne już z trudem i nie każdego dnia osiągać będą 15°C, w nocy zaś spodziewać się możemy coraz liczniejszych przymrozków.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com