Globalne anomalie temperatury wg reanalizy ERA-Interim

Globalne anomalie temperatury wg reanalizy ERA-Interim

Po ostatnim wzroście związanym nie tylko z globalnym ociepleniem, ale i z El Niño z lat 2015/6, temperatury nie opadły do poziomu tych z lat poprzedzających owe zdarzenie. Co prawda La Niña, która wystąpiła w latach 2016-2018 była cokolwiek rachityczna, ale mimo wszystko powinna skutkować większym spadkiem temperatur globalnych.

Tymczasem ostatnie miesiące zdają się już odzwierciedlać zmiany w fazie ENSO – przed nami umiarkowanie silne El Niño i należy się spodziewać, że początek roku 2019 ponownie zapisze się nieco wyższymi temperaturami globalnymi.

Globalne anomalie temperatury w latach 2011-2018 wg reanalizy ERA-Interim. Okres referencyjny 1981-2010.

Średnia anomalia temperatury w ciągu ostatnich 13 miesięcy jest wciąż o 0.1°C wyższa, niż w czasie dowolnych 13 miesięcy sprzed El Niño 2015/6 i należy się spodziewać, że o wiele niższa już nie będzie (chyba że w niedługim czasie wystąpi silna erupcja wulkaniczna, lub wyjątkowo silna La Niña.

 

Globalne i europejskie anomalie temperatury w latach 1979-2018. Źródło: Copernicus/ECMWF.


Warto zwrócić uwagę, że obecne “ochłodzenie” przynosi już znacznie wyższe temperatury, niż najwyższe temperatury notowane w czasie “Mega El Niño 1997/8”. Najprawdopodobniej za 20 lat szczyt temperatur z lat 2015/6 będzie się wydawał równie nieistotny.

Ostatnie odkrycie na Antarktydzie NIE podważa teorii o globalnym ociepleniu

Ostatnie odkrycie na Antarktydzie NIE podważa teorii o globalnym ociepleniu

A dokładnie taką tezę starali się postawić autorzy artykułu opublikowanego na Geekweek.

Wersja skrócona: praca “Anomalously high geothermal flux near the South Pole”  opublikowana w Scientific Reports opisuje  odkrycie anomalnie wysokiego strumienia ciepła geotermalnego pod lodami Antarktydy. Przy czym anomalnie wysokie oznacza tutaj 0.12 ± 0.02 W/m². Geekweek stawia więc tezę, że “może podważać teorię o szybko postępującym globalnym ociepleniu:

Najbardziej widocznym i namacalnym efektem globalnego ocieplenia ma być szybsze topnienie lodu na obszarach Arktyki i Antarktydzie, tymczasem w obu przypadkach źródłem tego zjawiska wcale nie musi być działalność człowieka, tylko naturalne procesy determinowane przez samo wnętrze naszej planety, na co my nie mamy żadnego wpływu.

Nie wiadomo za bardzo w jaki sposób na podstawie pracy Jordan et al. 2018 autor artykułu na Geekweek wyciągnął wnioski dotyczące Arktyki. Arktyka jest środowiskiem skrajnie różnym od Antarktydy – po pierwsze nie mamy tam kontynentu, pod drugie nie mamy kilkukilometrowej czapy lodowej. Pod cienkim lodem dryfującym łatwo przepłynąć, stąd badanie strumieni ciepła geotermalnego jest tu z pewnością o wiele prostsze.

Co do wpływu na zmiany w samym lądolodzie Antarktydy główny autor pracy wypowiada się jednoznacznie w notce prasowej (podkreślenia moje):

The process of melting we observe has probably been going on for thousands or maybe even millions of years and isn’t directly contributing to ice sheet change. However, in the future the extra water at the ice sheet bed may make this region more sensitive to external factors such as climate change.

Nie bardzo więc wiadomo skąd autor artykułu na Geekweek wziął swoje rewelacje. Dalsza część artykułu również niema za wiele wspólnego z rzetelnością. Więcej na ten temat można przeczytać na blogu Doskonale Szare.

Ocieplenie klimatu w Polsce

Ocieplenie klimatu w Polsce

Przedstawione w nieco odmienny sposób, niż do tej pory.

Wykres przedstawia anomalie temperatury powietrza w kolejnych przedziałach o różnej długości. Długość tych przedziałów przedstawiona jest na osi X. najniżej położony jest przedział 13 miesięczny (średnia anomalia za 13 miesięcy, centrowana, tj. dla danego miesiąca ± 6 miesięcy). Wyżej znajduje się przedział 15. miesięczny, a na samym szczycie 35. miesięczny.

Widać, że w ostatnich latach dominują “ciepłe” barwy, co ma związek z coraz wyższymi temperaturami notowanymi w naszym kraju. Pierwsze czerwone odcienie (reprezentujące anomalie od +0.5°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010) pojawiają się w roku 1961, trwają jednak krótko, co najwyżej 15 miesięcy. Jeszcze krótszy pik mamy w 1967. Większa anomalia dodatnia pojawia się w 1975, a o naprawdę długiej i wyraźnej anomalii dodatniej możemy mówić dopiero w 1983. Na okres co najmniej trzyletni rozciąga się ona po raz pierwszy na przełomie lat 80. i 90. XX w, jeszcze większa jest ona po roku 2000. O najintensywniejszej anomalii 1-2 letniej możemy mówić w okolicach lat 2006-2007. Aktualnie trwający okres ciepły w krótszych przedziałach jest chłodniejszy od lat 2006-2007, jednakże anomalia dodatnia trwa obecnie o wiele, wiele dłużej. W przypadku przedziałów 35. miesięcznych od niemal 5 lat. Nie jest również powiedziane, że nie zostanie pobity rekord z lat 2006/7 w krótszych przedziałach czasowych, wszystko zależy od nadchodzących miesięcy zimowych.

Inny los czekał za to okresy wyraźnie chłodne. Najintensywniejszy z nich pojawił się w okolicy roku 1963 (obejmował zimny rok 1962 i wyjątkowo mroźną zimę 1962/3). Do 1987 r. włącznie długie, chłodne okresy pojawiały się dosyć często, po tym roku tylko okolice roku 1996 były wyraźnie zimne. Ostatnie, bardzo niemrawe przypadki ochłodzeń, to lata 2005/6 i 2010. W tym kontekście, to bardzo zabawne, że w pewnych kręgach okresy te były w trakcie ich trwania postrzegane jako “bezpośredni dowód na ochłodzenie klimatu”. Widać to jeszcze wyraźniej, gdy zamiast normy z lat 1981-2010 użyjemy normy z lat 1951-1980, tak jakbyśmy próbowali sobie odpowiedzieć na pytanie, jak ten wykres mógłby wyglądać dla ludzi 30 lat temu. A wyglądałby tak (uwaga, poniższe wykresy są sporządzone właśnie w oparciu o okres referencyjny 1951-1980!):

Oczywiście, jak ktoś mógłby słusznie zauważyć, w roku 1988 nie mielibyśmy danych za lata po 1988. Gdyby ten post był pisany w listopadzie 1988, ten wykres mógłby więc wyglądać tak.

Gdyby wówczas istniało coś takiego, jak Internet, to zapewne za sprawą Hansen et al. 1988 rozgorzałaby właśnie dyskusja na temat prognozowanego ocieplenia klimatu (tyle, że w odróżnieniu do czasów obecnych liczba dowodów naukowych potwierdzających ocieplenie związane z antropogeniczną emisją gazów cieplarnianych byłaby znacznie mniejsza). Trzeba przyznać, że ktoś próbujący pokazać, że i w Polsce klimat się ociepla, miałby w 1988 niełatwe zadanie. Oto jesteśmy jeszcze przed większością wyjątkowo ciepłych zim z przełomu lat 80. i 90., zaledwie rok wcześniej mieliśmy skrajnie mroźny styczeń, szczególnie w Polsce północno-wschodniej, za nami jest raczej chłodny październik i doświadczamy wyjątkowo chłodnego listopada. Mamy 21 listopada 1988, temperatura maksymalna miejscami wyniesie dziś -5°C, a na znacznym obszarze kraju zalega pokrywa śnieżna. Jutro jeszcze chłodniej, a we Wrocławiu pokrywa śnieżna osiągnie 12 cm. I o to jakiś bloger rzuca czytelnikom w twarz artykuł Hansena o rychłym ociepleniu klimatu. Z pewnością zostałby wyśmiany, a podzielających jego zdanie komentatorów można by policzyć na palcach jednej ręki. Na powyższym wykresie widać cykliczność anomalii temperatury w Polsce i z pewnością cykliczność ta będzie przywoływana w kontekście nadchodzącej ciepłej zimy 1988/89. Mamy rok 1988 i większość danych historycznych nie jest jeszcze poddana procesowi homogenizacji. Opieramy się więc na danych IMGW od 1951 r. 11. letnia średnia ruchoma temperatura również nie pozwala nam stwierdzić ocieplenia w naszym kraju. Ba, pokazuje, że ostatnie 11 lat w Polsce było raczej chłodne.

Nie będzie też żadnej pomocy ze strony polskich badaczy klimatu – jedyna praca mająca na celu prognozowanie dalszych zmian temperatury w Polsce (Boryczka 1984) wskazuje raczej na to, że za zmiany klimatu odpowiadają raczej czynniki naturalne. W jego dalszych pracach średnia roczna temperatura powietrza w Warszawie osiąga maksimum na przełomie lat 80. i 90., a następnie spada, co ostatecznie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Zdecydowanie więc ktoś, kto miał ambicję dzielenia się najnowszymi doniesieniami naukowymi zza oceanu, miałby dość karkołomne zadanie. Zapewne nikt by nie uwierzył, że kontynuacja wstawionego nieco wyżej wykresu będzie wyglądać tak:

Tymczasem w ostatnich dziesięcioleciach mieliśmy w Polsce dwie dość nagłe zmiany, nazwijmy to, reżimu klimatycznego. Pierwsza rozpoczęła się na przełomie lat 1987/88 – wówczas pojawiły się wyraźnie cieplejsze sezony zimowe (z najcieplejszą do tej pory zimą 1989/90). Było to wynikiem nie tylko bezpośredniego ocieplenia klimatu (choć dołożyło ono zapewne sporą cegiełkę), ale również skrajnie wysokim indeksem NAO w tych latach. Warto jednak zwrócić uwagę, że wraz z sezonami zimowymi ocieplił się również np. sezon wiosenny, a w 1992 mieliśmy jedno z najcieplejszych lat w historii pomiarów instrumentalnych na ziemiach polskich (najcieplejsze od 1811).  Jeszcze w połowie lat 90. XX w. można było mieć wątpliwości, czy jest to zmiana trwała, szczególnie w roku 1996, który na wykresie jest ostatnim wyraźnym okresem chłodnym. Nie trudno sobie wyobrazić, że wielu badaczy polskiego klimatu (tak i zawodowych, jak i amatorskich) mogło mieć wówczas wątpliwości, czy oto ciepły okres nie dobiegł właśnie końca i nie mamy do czynienia z kolejnym cyklem, tak wyraźnie widocznym w poprzednich dekadach. Ja sam miałem wówczas spore wątpliwości, chociaż główną ich przyczyną był brak dostępu do zagranicznych prac związanych ze zmianami klimatu. Ostatecznie rzeczywiście można powiedzieć, że ów cykl się pojawił. Był jednak znacznie krótszy i słabszy od poprzednich minimów. Kolejne minimum przypadło na okolice roku 2003-2005 (wraz z zima 2005/6) i tym razem próżno już szukać tu niebieskich kolorów. Oznacza to, że w dłuższych skalach czasowych (od 13 miesięcy) anomalie temperatury cały czas oscylowały w pobliżu normy z lat 1951-1980. Jeszcze mizerniej wygląda to w ostatnim minimum z lat 2010-2013, tutaj nawet okres “normalny” robi się krótki, a przeważają anomalie o co najmniej 0.5°C przekraczające średnią z okresu referencyjnego 1951-2010.

Ostatni okres ciepły jest na tle pomiarów z lat 1951-2010 nienormalnie długi. Jeśli to, co widać na wykresie w okolicy roku 2017 to kolejne minimum, to jesteśmy w poważnych tarapatach. Właściwie obecnie również wiele komentujących osób mocno sceptycznie będzie podchodzić do takiej tezy. Wydaje się nie do pomyślenia, że klimat naszego kraju może się zmienić tak szybko, że to, czego doświadczyliśmy w 2017 r. okaże się “okresem chłodnym” i w najbliższych latach będzie już tylko cieplej. Podobnie, jak w 1988 wydawałoby się niemożliwe, żeby zaprezentowany wykres anomalii po 1988 wyglądał tak, jak wygląda. Osobiście więc pozostanę ostrożny w swoich tezach, choć osobiście mam jednak nadzieję, że ten właściwy okres chłodny jest jeszcze przed nami, co by oznaczało, że klimat nie ociepla nam się szybciej, niż te 0.3°C na dekadę.

Dziwi mnie jednocześnie sugestia pojawiająca się w komentarzach, że jeśli nadchodzące miesiące będą wyraźnie chłodniejsze, to “zahamują nieco ocieplenie klimatu”. Jest to oczywiście kompletna bzdura, bo to jaki będzie pojedynczy miesiąc zależy głównie od aktualnej cyrkulacji atmosferycznej, a ocieplenie klimatu napędzane jest przez emisję gazów cieplarnianych. W Polsce sytuacja synoptyczna sprzyjająca chłodnej zimie będzie jednocześnie sprzyjała bardzo ciepłej zimie w innej części naszej planety. Skutkiem ocieplenia jest to, że w uśrednieniu, globalnie, temperatury są coraz wyższe – ujemna anomalia w Europie Środkowej nie będzie niwelować dodatniej anomalii pojawiającej się po drugiej stronie układu, który ją spowodował. Co prawda zdarzają się przypadki takie, jak w lutym 2012:

Autor: Karsten Haustein, Źródło.

 

Trzeba jednak sobie wyraźnie powiedzieć, że konsekwencją takiej sytuacji była wyjątkowo ciepła Arktyka, a kilka mroźnych tygodni w lutym 2012 w żaden sposób nie wyhamowało globalnego ocieplenia.

Ostatnie wykresy przedstawiają mocno skategoryzowane wartości anomalii.

Wg normy 1981-2010:

I wg normy 1951-1980.

Wnioski można wyciągnąć samemu.

 

Globalne ochłodzenie po raz n+1

Globalne ochłodzenie po raz n+1

Ostatnimi dniami serwis “Twoja Pogoda” ponownie straszy nas rychłym nadejściem Małej Epoki Lodowej. Czas więc chyba na przegląd doniesień “prasowych” z ostatnich lat, również zapowiadających rychłe nadejście globalnego ochłodzenia. Z obowiązkowym komentarzem na końcu.

 

09.12.2008: Nadchodzi wielkie ochłodzenie
https://www.tvn24.pl/pogoda,7/nadchodzi-wielkie-ochlodzenie,79173.html

Za 10 lat Polska może zmienić się w syberyjską tundrę.

 

24.07.2009: Czeka nas globalne ochłodzenie.
https://polskatimes.pl/czeka-nas-globalne-ochlodzenie/ar/144878

 

31.01.2010: Nadchodzi epoka lodowcowa?

http://www.fakt.pl/Nadchodzi-epoka-lodowcowa-,artykuly,63136,1.html

 

12.09.2010: Idzie zima tysiąclecia!

http://www.fakt.pl/Idzie-zima-tysiaclecia-,artykuly,82085,1.html

 

12.10.2011: Nadchodzi “mała epoka lodowcowa”.

http://www.fakt.pl/Nadciaga-mala-epoka-lodowcowa-Zima-bedzie-,artykuly,133387,1.html

 

21.02.2012: Nadchodzi epoka lodowcowa. Już za 2 lata.

http://www.fakt.pl/Nadchodzi-epoka-lodowcowa-Juz-za-,artykuly,146388,1.html

 

22.02.2012: Rosyjski naukowiec: Epoka lodowcowa za dwa lata.

https://natemat.pl/1825,rosyjski-naukowiec-epoka-lodowcowa-za-dwa-lata

 

06.04.2013: Słońce wyhamowuje. Już niedługo “mała epoka lodowcowa”?

https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/prognoza,45/slonce-wyhamowuje-juz-niedlugo-mala-epoka-lodowcowa,82583,1,0.html

 

20.09.2013: Zima będzie sroga!

http://www.fakt.pl/to-bedzie-sroga-zima-prognoza-pogody-na-wrzesien,artykuly,419368,1.html

 

19.09.2013: Czeka nas zima stulecia!

http://pogoda.wp.pl/kat,1034985,title,Czeka-nas-zima-stulecia-Rosjanie-nie-maja-watpliwosci,wid,15993414,wiadomosc.html?ticaid=112f3b

 

13.07.2015: Zaskakujące wyliczenia. Już za 15 lat w Polsce będzie niczym w Norwegii

https://pogoda.wp.pl/gid,17705076,kat,1035571,title,Zaskakujace-wyliczenia-Juz-za-15-lat-w-Polsce-bedzie-niczym-w-Norwegii,galeria.html

 

26.12.2015: Nadchodzi kolejna epoka lodowa?

https://pogoda.wp.pl/gid,18069116,kat,1035571,title,Nadchodzi-kolejna-epoka-lodowa,galeria.html?ticaid=11c5f7

 

28.08.2016: Nadchodzi globalne ochłodzenie.

https://pogoda.wp.pl/gid,18483114,kat,1035571,title,Nadchodzi-globalne-ochlodzenie,galeria.html

 

25.05.2017: Nadchodzi globalne ochłodzenie.

http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2017-05-25/rosyjscy-naukowcy-sa-pewni-nadchodzi-globalne-ochlodzenie_1556840/

Rosyjscy naukowcy są pewni. Nadchodzi globalne ochłodzenie. Globalne ocieplenie dobiega końca, a jego miejsce już za 5 lat zajmie globalne ochłodzenie – takie rewelacje głosi jeden ze znanych rosyjskich naukowców.

 

14.11.2018: Słońce coraz słabsze. Nadchodzi mała epoka lodowa.

http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2018-11-14/slonce-coraz-slabsze-nadchodzi-mala-epoka-lodowa-ktora-wywola-globalna-kleske-glodu/

 

Przed 2008 rokiem ciężko coś znaleźć, wiemy jednak, że przynajmniej w zachodniej prasie temat i wówczas od czasu do czasu się pojawiał. Znane są też prognozy prof. D. Easterbrooka, który z godnym podziwu zapałem globalne ochłodzenie przepowiada już od niemal 20 lat, cały czas przesuwając je w czasie. Kilka lat temu również David Archibald prognozował, że do 2017 r. średnia temperatura całej półkuli północnej obniży się o 1°C. Nie dość, że ostatecznie nie miało to miejsca, to dodatkowo temperatura półkuli północnej znacznie wzrosła, w 2016 notowano wartości rekordowo wysokie. W 2015 rekordowo ciepło było również w Polsce, a rok 2018 ponownie ma szanse ów rekord pobić.

W tego typu prognozach cały czas pojawia się motyw słabnącej aktywności słonecznej. Aktywność ta istotnie słabnie, tyle że dzieje się to nie od kilku lat, ale od kilkudziesięciu – szczyt aktywności słonecznej przypadł na lata 50. XX w. 11. letnia średnia ruchoma liczba plam słonecznych jest obecnie najniższa od ponad 100 lat.

Porównanie trendu liczby plam słonecznych z globalną temperaturą również każe wątpić w to, że obecne osłabienie aktywności słonecznej będzie miało jakiś większy wpływ.

Tym bardziej, że już obecnie aktywność ta jest znacznie niższa, niż przez większość lat po roku 1750.

Równie smutny los czekał hipotezę H. Svensmarka, który postulował wpływ zmian strumienia promieniowania kosmicznego na klimat naszej planety (co także przewija się w niektórych z powyższych artykułów). Na uwagę zasługuje również prognoza wspomniana przez Arlettę Unton-Pyziołek z TVN Meteo, autorstwa prof. Jerzego Boryczki. Tutaj wypada tylko zacytować poprzedni wpis na ten temat, wraz z obowiązkowym wykresem przedstawiającym prognozę zmian temperatur dla Warszawy.

Dane pomiarowe kończą się jak widać na silnym skoku temperatur pomiędzy 1975 a 2000. Najprawdopodobniej jest to rok 1989 albo 1990, który istotnie był wyjątkowo ciepły. Co ciekawe po tym ekstremum prognoza wskazuje na ochłodzenie, szczególnie silne w pierwszych latach XXI w. Od okolic 2005 do końca prognozy przebieg temperatur nie wykazuje już żadnego trendu i trzyma się na średnim poziomie około 7.1°C, wg pomiarów w latach 2005-2013 było to 9.0°C.

W rzeczywistości więc z niczym takim do czynienia jak na razie nie mieliśmy, w Warszawie od przełomu lat 80-tych i 90-tych cieplej było chociażby w 2000, 2007 i 2008. Średnia temperatura w latach 2001-2013 była tam o 0.3°C wyższa, niż w poprzednich 13 latach, tj. 1988-2000. W skali kraju różnica ta była nieco niższa i wyniosła 0.2°C. Należy zwrócić jeszcze uwagę na to, że wykres ten najprawdopodobniej nie przedstawia pomiarów z Okęcia, tylko z homogenizowanej serii H. Lorenc. Świadczy o tym pik temperatury na samym końcu pomiarów rzeczywistych na wykresie o wartości około 9.8°C. Tyle właśnie wg rekonstrukcji H. Lorenc miał rok 1989, podczas gdy wg pomiarów na Okęciu było to 9.5°C. Należy więc uznać, iż prognoza odniesiona do Okęcia wskazywała na spadek temperatur średnich rocznych po roku 2005 do wartości niższych od 7.0°C.

Powyższe słowa pochodzą z roku 2014. Jak się później okazało, lata 2014 i 2015 były w Warszawie jeszcze cieplejsze. W 2015 po raz pierwszy w historii pomiarów średnia temperatura roczna przekroczyła 10.0°C i wyniosła 10.3°C. Lata 2014-2015 były zresztą rekordowo ciepłe w zasadzie w całym kraju, niezależnie od tego, czy pomiary prowadzono w terenie zurbanizowanym, czy z dala od większych miast – np. na Śnieżce, czy Kasprowym Wierchu. Jest więc oczywistym, że prognoza sugerująca znaczny spadek średnich rocznych temperatur po roku 2000 zwyczajnie się nie sprawdziła. Co ciekawe, inaczej twierdzi sam autor prognozy, który w 2012 wystawił swym prognozom “ocenę pozytywną”. Zastanawiający jest tu np. rys. 11, przedstawiający “średnie konsekutywne 3-letnie”:

Warto zwrócić uwagę, że rysunek ten ma dwie skale w osi Y. Ponieważ “3-letnie konsekutywne” średnie temperatury lipca w okresie po 2000 wielokrotnie przekraczały 20.0°C, wydaje się, że dla pomiarów rzeczywistych właściwa jest tu prawa oś Y. Istnienie drugiej osi wskazuje, że tyczy się ona prognozy. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale moim skromnym zdaniem takie przedstawienie weryfikacji prognozy jest co najmniej mylące.

Jak widać, częste i zwykle sensacyjne w tonie prognozy nadchodzącego globalnego ochłodzenia nadal nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Czy rok 2018 okaże się rekordowo ciepły?

Czy rok 2018 okaże się rekordowo ciepły?

Wyjątkowo wysokie temperatury panujące nie tylko w ostatnich dniach, ale z niezbyt długimi przerwami od kwietnia, powodują że niektórzy powoli zaczynają się zastanawiać, czy obecny rok nie pobije rekordu z 2015.

Rzeczywiście – szanse na to są i to całkiem spore, co pokazuje we wpisie na Twitterze @DoskonaleSzare:

Jak widać, mimo że rok ma się już ku końcowi, w dalszym ciągu sprawa rekordu nie może być rozstrzygnięta. Jak słusznie wskazuje @DoskonaleSzare, główną przyczyną jest duża wariancja temperatury w okresie zimowym – przy czym nas interesuje tu głównie grudzień. Jeśli założymy sytuację, w której pierwsza połowa listopada będzie (zgodnie z obecnymi prognozami) wyjątkowo ciepła, a druga połowa w okolicy normy termicznej, listopad 2018 zamknie się anomalią równą +2.0 – +2.5°C  w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010. Wg najnowszych wyliczeń (aktualizacja na stronie w tym tygodniu), suma anomalii miesięcznych do października włącznie wynosi 15.89°C (średnia 1.59°C). Jest to oczywiście już więcej, niż w roku 2015 (+1.53°C). Jeśli założymy ostrożnie listopad z anomalią równą +2.0°C (pamiętajmy jednak, że może być ona niższa, nie można wykluczyć ataku zimy w III dekadzie miesiąca), to średnia roczna do listopada włącznie wyniesie +1.63°C, zaledwie o 0.1°C więcej, niż w 2015. To zaś powoduje, że aby rok był rekordowo ciepły, również i grudzień powinien odznaczać się anomalią dodatnią, wynoszącą co najmniej +0.53°C.

Nie jest to może jakieś szczególnie trudne do osiągnięcia, w ciągu ostatnich 20 lat, tylko w siedmiu przypadkach mieliśmy grudzień chłodniejszy, jednakże jest spora szansa że jednak będzie chłodniej. Faktem jest również, że nawet jeśli grudzień będzie ciepły w pierwszych dekadach, to i tak do około 20 grudnia nie będziemy pewni rekordu. Załóżmy, że do 20 grudnia średnia anomalia miesięczna wyniesie bardzo dużo: +4.0°C – jeśli wówczas od 21. grudnia będziemy mieli ochłodzenie, a od 26 uderzy fala mrozu z anomaliami dobowymi w skali kraju spadającymi poniżej -10°C (co w III dekadzie grudnia nie jest niczym nadzwyczajnym), to te ostatnie 10 dni miesiąca może zrzucić całą średnią miesięczną poniżej +0.5°C.

Oczywiście – może być też tak, że obecna fala ciepła będzie dłuższa i spowoduje, że średnia anomalia listopada będzie znacznie wyższa – np. +3.5°C. Ale po pierwsze – nie liczylibyśmy na to, po drugie nawet wówczas rekord roczny nie będzie przesądzony.

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat temu Polska dopiero co lizała rany po “powodzi tysiąclecia”, zaledwie rok wcześniej wynegocjowano Protokół z Kioto. Wspomagana “Super-Niño 1997/8” temperatura globalna poszybowała do góry.  Był to jednocześnie okres, w którym wielu z nas nie miało jeszcze dostępu do Internetu, albo było jeszcze zbyt młodych by z niego korzystać. Ba, części z tu komentujących mogło jeszcze nie być nawet na świecie. Z pewnością dostęp do danych klimatologicznych i meteorologicznych był wówczas (1998) delikatnie mówiąc utrudniony. Dane meteorologiczne z Polski były dostępne głównie w Rocznikach Statystycznych. Co by zobaczył ktoś, kto wówczas policzyłby coś na kształt aktualnego “Poltempa” (zakładając, że miałby dostęp do danych historycznych z końca XVIII i XIX w.)?

Po pierwsze oparłby się pewnie na stosowanym wówczas nagminnie okresie wieloletnim 1951-1980 (1961-1990 jakoś nie zyskał jeszcze na popularności). Dyskusję wywołałyby zapewne całkiem niedawne wyjątkowo ciepłe lata na przełomie dekad, szczególnie 1989 i 1990 (+1.70 i +1.58°C). Potencjalne dyskusje o ociepleniu naszego klimatu z pewnością byłyby bardzo szybko zdominowane przez przeciwników takiej tezy – wskazywaliby oni, że w roku 1934 anomalia temperatury rocznej w Polsce była niemal równie wysoka i wyniosła +1.66°C, poza tym okres ciepły trwał zaledwie kilka lat: ostatnim ciepłym rokiem był 1994, zaś od tego roku anomalie mocno spadły, szczególnie w 1996. Co prawda 11. letnia średnia ruchoma anomalia temperatury powietrza jest obecnie na najwyższym poziomie w historii pomiarów, ale niewiele wyższym, niż na przełomie lat 40. i 50. XX w. Ba, nawet szczyt temperatury z końca XVIII w. jest na poziomie normy z lat 1951-1980 i zaledwie o 0.5°C niżej, niż temperatury obecne.

Tak widzielibyśmy serię Poltemp w 1998 r.

Mielibyśmy również wiele “przesłanek” za tym, że ciepły okres dobiega już końca. Ekstremalnie wysoki indeks NAO z przełomu dekad należy już do przeszłości. Zima 1995/1996 była najdłuższą zimą XX w., lato 1996 zapisało się wyjątkowo zimnym i deszczowym lipcem (głównie w zachodniej części kraju). Cały rok 1996 obok 1987 i 1956 był jednym z najzimniejszych w czasach powojennych. W grudniu 1996 w Stuposianach padł rekord zimna: temperatura spadła do -37.1°C. Kolejny rok przyniósł chłodny styczeń, wyjątkowo zimny kwiecień, a latem “powódź tysiąclecia”. Ciekawe, o czym by pisano na blogach i forach związanych z meteorologią i klimatologią, gdyby takowe wówczas u nas istniały. Właściwie po tym, co mogliśmy czytać w latach 2016-2017, można się tego domyślać. Z pewnością wszelkie próby informowania o globalnym ociepleniu byłyby z góry skazane na niepowodzenie. Przysłowiowy nóż w plecy wbiłaby tu nam “Wiedza i Życie”, gdzie w maju 1998 r. pojawia się pełen niedomówień, półprawd i zwyczajnie nieprawdziwych informacji artykuł Z. Jaworowskiego pod wiele mówiącym tytułem “Czy człowiek zmienia klimat”. Proszę zwrócić uwagę, że statystyczny czytelnik w tamtych czasach nie miał najmniejszych możliwości zweryfikowania podawanych tam informacji. W artykule czytamy na przykład:

Po 1988 roku utrzymuje się stały spadek tempa przybywania atmosferycznego CO2, podczas gdy jego emisja ze spalania paliw kopalnych równomiernie wzrasta. Wreszcie w 1992 roku, okresie najwyższego wzrostu emisji “ludzkiego” CO2, wystąpił jeden z najgłębszych spadków przyrostu masy CO2 w atmosferze oraz ochłodzenie powietrza.

Dzisiaj oczywiście wiemy, że zarówno spadek przyrostu CO2, jak i spadek temperatury w roku 1992 był związany z erupcją wulkanu Pinatubo. Z pewnością wiedział to wówczas Jaworowski (szczególnie, jeśli chodzi o temperaturę), jednakże z jakichś przyczyn nie uznał za stosowne o tym wspomnieć.

Ciekawe jest, że nawet biorąc pod uwagę wszystkie pomiary z lat 1780-1989 z 9 stacji europejskich (łącznie z Warszawą) nie obserwuje się wzrostu temperatury, który można by przypisać podwyższaniu stężeń gazów cieplarniach w atmosferze. Z wyjątkiem wzrostu około 1940 roku, klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu.

Powyższy akapit jest zaś prawdziwy jedynie, jeśli pod uwagę weźmiemy surowe, niezweryfikowane dane i utniemy je przed ociepleniem z końca lat 80. XX w. (Z. Jaworowski pisał swe słowa aż 10 lat później). Przede wszystkim obecnie wiemy, że żadne dane europejskie nie wskazują na to, iż “klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu“. Jest to zwyczajnie nieprawda.  Problem polega na tym, że – ponownie – ówczesny czytelnik nie jest w stanie tego zweryfikować. Obecnie powstałaby na ten temat dyskusja. Wskazano by błędy, zażądano danych na podstawie których takie, a nie inne wnioski się pojawiły. O ile autor pewnie by się przekonać nie dał, o tyle być może część z tych, którzy tę dyskusję by obserwowali już tak.

Obecnie “ikoną” globalnego ocieplenia jest najszybciej ocieplająca się Arktyka. Jednak na końcu lat 90. XX w. i to nie było takie oczywiste, o czym wspomina również Z. Jaworowski w w/w artykule, zapewne śmiejąc się pod nosem z “alarmistycznych” prognoz ocieplenia (i znowu pisząc nieprawdę o trendzie spadkowym w ciągu ostatnich 120 lat). Tak czy siak, w 1998 r. wykres przebiegu temperatury w Arktyce może niepokoić, ale jeszcze szalonego wrażenia nie robi.

Przebieg anomalii temperatury w Arktyce (GISTEMP 64N+) w latach 1880-1997 – 11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Należy mieć też na uwadze, że autorzy artykułów popularnonaukowych w tych czasach najpewniej opierali się na danych z innych artykułów, nierzadko poddających analizie krótsze szeregi czasowe (np. kończące się w 1990, czy 1995). Najprawdopodobniej większość autorów w 1998 r. było przekonanych, że Arktyka jeszcze nie doścignęła ocieplenia z lat 40. XX w. A nawet jeśli, to mogli to zwalać na “naturalną cykliczność”.

Z. Jaworowski przez cały artykuł stara się tu nie straszyć swoimi opiniami na temat dalszego przebiegu zmian klimatu, jednak na koniec nie wytrzymuje:

Nie wiemy, kiedy zawita z podobną nagłością nowy cykl lodowcowy – może za tysiąc, za pięćset, za sto, a może już za dwadzieścia lat? Znany klimatolog amerykański W.S. Broecker sądzi, że najprawdopodobniej czeka nas to za 50-150 lat.

Minęło dwadzieścia lat. Wiemy już, że jedna z tych liczb nie jest prawdziwa. Bez problemu możemy dokleić do wcześniejszego wykresu ostatnie 20 lat pomiarów, by zobaczyć jak wyglądał dalszy przebieg anomalii temperatury w Polsce.

Anomalie temperatury w Polsce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Daje do myślenia? Mimo wszystko z pewnością nie wszystkim. Ci, którzy doskonale pamiętają tamte czasy i tak wówczas, jak i teraz interesowali się meteorologią, czy klimatologią z pewnością powiedzą, że obecny klimat naszego kraju różni się od tego sprzed zaledwie 20 lat. Nie jest to może różnica wybitna (klimat nie zrobił się nam śródziemnomorski), ale zauważalna. Dokładnie w tych latach piszący te słowa zastanawiał się, kiedy w Zielonej Górze średnia temperatura roczna osiągnie 10.0°C (dokładnie tyle wynosił rekord z 1934) i czy będzie miał okazję tego doczekać. I trzeba było czekać na to całe 2 lata – w roku 2000 średnia temperatura roczna wyniosła 10.1°C. O ile na “osiągnięcie 10°C” czekaliśmy 66 lat, o tyle na kolejne tego typu zdarzenie już tylko siedem lat (2007 = 10.0°C), a jeszcze siedem lat później takie średnie roczne zdarzyły się rok po roku (2014, 2015 = 10.4°C). Jeśli pozostałe miesiące w roku nie będą jakieś wybitnie chłodne, to i 2018 zapisze się średnią roczną osiągającą 10.0°C (w istocie wystarczy by miesiące październik-grudzień nie były chłodniejsze więcej, niż o 1°C w stosunku do lat 1951-1980).

Bardziej zauważalnie klimat zmienił się w Arktyce, gdzie wspominane przez Jaworowskiego ocieplenie lat 40. XX w. zaczyna obecnie przypominać delikatne wahnięcie klimatu.

Anomalie temperatury w Arktyce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Tak, jak wielu sceptyków globalnego ocieplenia, tak i Zbigniew Jaworowski nigdy swego zdania nie zmienił. Do swojej śmierci w 2011 roku wyznawał dokładnie ten sam pogląd, jaki wyłania się z lektury artykułu w WiŻ z 1998. Niemal dokładnie 10 lat później powtarza go zresztą w “Polityce” (“Idzie zimno”). W dyskusjach na forach i w komentarzach pod artykułami widzimy bardzo podobne postawy. Kilka, czy nawet kilkanaście chłodniejszych miesięcy nie mogą nam nic powiedzieć o tendencjach naszego klimatu, jednakże wielokrotnie czytaliśmy (na przykład pod artykułami w serwisie “Twoja Pogoda”) o tym, jakoby od października 2016 klimat nam się ochłodził. Jak wielka jest to bzdura, widzimy chociażby po tym, co się dzieje w roku obecnym, jednakże mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że sytuacja ta jeszcze niejednokrotnie się powtórzy. Mamy tu do czynienia z pewną formą “efektu potwierdzenia” i kilku innych błędów poznawczych. Ludzie mają zwykle silne tendencje ku temu, by dostrzegać w danych wzory zgodne z ich światopoglądem. Jeśli zaś wg nich globalne ocieplenie nie istnieje, lub nie będzie przebiegało tak, jak to się prognozuje, są skłonni w każdym okresie chłodniejszym doszukiwać się jego definitywnego końca. Część z tych mechanizmów omawianych jest w poniższym filmie.

Niewykluczone, że zimna będzie na przykład nadchodząca zima, a dyskusji o “końcu ocieplenia” doczekamy się już za parę miesięcy. I o ile jeszcze można by było zrozumieć taką dyskusję w Polsce w 1998 r., kiedy na temat samego globalnego ocieplenia informacji było niewiele, a ostatnie parę lat nie należało do szczególnie ciepłych. Proszę zwrócić uwagę, że mimo iż ostatnie półrocze (kwiecień-wrzesień 2018) było skrajnie anomalne, sami staramy się unikać bezpośredniego powiązania tego zdarzenia z globalnym ociepleniem, które zapewne miało spory wpływ na ostateczną wartość anomalii, ale nie możemy być pewni w jakim stopniu wpłynęło ono na sytuację baryczną, która panowała od kwietnia w Europie.

Anomalie temperatury półrocza ciepłego (kwiecień-wrzesień) w latach 1781-2018 w Polsce. Okres referencyjny 1981-2010.

Na podstawie powyższego wykresu można wskazać jeszcze jedną bardzo interesującą rzecz – otóż znany nam bardzo chłodny okres (IV-IX) panujący na przełomie lat 70. i 80. XX w. do lat 30. XX w. był stanem normalnym.

Co dalej

Naszym zdaniem, nawet jeśli bardzo szybko ograniczymy antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych, tak jak to proponuje ostatnio IPCC, to świat i tak ociepli się o kolejne 0.5°C, jako że nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu równowagi dla obecnego stężenia GHG. Mówimy o temperaturze globalnej i jasne jest, że półkula północna ociepli się bardziej – być może nawet bliżej 1.0°C w porównaniu do stanu obecnego. W Polsce, niezależnie od podjętych działań, do roku 2050 klimat ociepli się co najmniej o kolejne 0.6°C, przy czym mówimy tu o bardzo optymistycznych prognozach. Oczywiście, niewykluczone są lata chłodniejsze (jak np. część roku 2017), jednak wbrew artykułom Zbigniewa Jaworowskiego, ochłodzenia klimatu nie widać.

 

 

 

 

Październik NIE będzie rekordowo ciepły

Październik NIE będzie rekordowo ciepły

W ostatnim czasie na Interii pojawił się artykuł, który stara się nam sugerować kilka rzeczy, z których żadna nie jest nawet zbliżona do rzeczywistości. Źródłem artykułu jest strona “Zmiany na Ziemi”, ale o tym później. Tytuł artykułu krzyczy do nas tymi słowami:

Rekordowo ciepły październik. To powód do zmartwień?

I naprawdę ciężko nam wypowiadać się merytorycznie na temat artykułu, który błędny jest już w tytule. Październik w Polsce nie będzie bowiem rekordowo ciepły, w chwili obecnej niema na to większych szans. Winą za taki stan rzeczy należy obarczyć chłodniejszą pierwszą dekadę miesiąca oraz prognozowane już ochłodzenie. Do dnia wczorajszego obszarowa anomalia temperatury powietrza wynosiła w Polsce ok. 1.3°C:

Ponieważ najcieplejszym październikiem w historii pomiarów instrumentalnych był ten z roku 1907, mogący pochwalić się imponującą anomalią równą +3.98°C, szybkie obliczenia wskazują, że aby tegoroczny mu dorównał, to anomalia temperatury drugiej połowy miesiąca musiałaby osiągnąć imponującą wartość ok. +6.7°C. Samo w sobie nie jest to jeszcze niemożliwe, jednakże prognozy mówią, że sytuacja będzie zupełnie inne: babie lato powoli dobiega końca i o ile będziemy się jeszcze cieszyć słońcem, o tyle temperatury będą z dnia na dzień niższe. Tyczy się to głównie okresu po 20 października, kiedy to pojawić się mają anomalie ujemne. Jednak nawet jeśli do nich nie dojdzie, to kolejne anomalie dobowe będą zdecydowanie za niskie, by w ostateczności doprowadzić do tego, by tegoroczny październik przebił ten z 1907 r.

Tytuł jest więc nieprawdziwy: po pierwsze październik się jeszcze nie skończył, nie można więc powiedzieć, że był rekordowy. Po drugie: prognozy na najbliższe dni i chłodniejsza pierwsza dekada miesiąca wykluczają, że tak się stanie. Kolejną kwestią jest wskazanie w artykule metanu (a nie CO2) jako “tego winnego” takiego, a nie innego stanu rzeczy:

Zwolennicy teorii antropogenicznego globalnego ocieplenia uważają, że aktualna aura to dowód na to, że ich twierdzenia są prawdziwe. Niektórzy twierdzą jednak, że obecnego ocieplenia najprawdopodobniej nie wywołuje dwutlenek węgla, lecz metan uwalniany w Arktyce.

Metan: w domyśle nie CO2, w Arktyce: w domyśle “nie mający pochodzenia przemysłowego/antropogenicznego”. Co więcej – autor artykułu sugeruje, że emisji tych nie możemy oszacować. I rzeczywiście, emisje CH4 z “wiecznej” zmarzliny są może i trudne do oszacowania, ale możemy bardzo dokładnie oszacować wzrost stężenia CH4:

Nie cały widoczny na wykresie wzrost ma pochodzenie stricte antropogeniczne, część jest pochodzenia “naturalnego”, np. właśnie z topnienia wiecznej zmarzliny. Problem jednak polega na tym, że żeby do tego topnienia doszło, to klimat musi się ocieplić najpierw. To ocieplenie jest już pochodzenia antropogenicznego, wynikającego z antropogenicznych emisji GHG (nie tylko CO2).

Artykuł stara się również przemycić tezę, że rola CH4 jest mocno umniejszana, a dyskutuje się głównie o CO2. Gdyby autor artykułu wczytał się nieco w temat, to wiedziałby, że owszem – CH4 jest o wiele silniejszym gazem cieplarnianym, niż CO2, jednakże jego stężenie w atmosferze jest znacznie mniejsze. I jak najbardziej bierze się go pod uwagę, tak pod względem emisji, jak i problemów, jakie mogą powodować dodatkowe emisje wywołane już postępującym ociepleniem (wspomniane już emisje z topniejącej zmarzliny, ale i stabilność klatratów metanu). Udział metanu znajdziemy również w każdym oszacowaniu wymuszeń radiacyjnych, np. w polskiej Wikipedii (wykres pochodzi z IV raportu IPCC).

Prawdziwym więc powodem dla którego mówi się głównie o CO2 jest fakt, że to głównie jego emisja wpływa na rosnące temperatury, dodatkowo przyczyniając się do dodatkowej emisji CH4 ze źródeł, nazwijmy to, naturalnych.

Wróćmy jednak do źródła, czyli serwisu “Zmiany na Ziemi”. Prawdopodobnie tzw. “źródłem właściwym” jest poniższy film:


Oczywiście jest to słowo w słowo to samo, co w artykule, więc dodatkowa polemika z tymi tezami nie jest konieczna.

 

W Arktyce nadal bardzo ciepło

W Arktyce nadal bardzo ciepło

Zgodnie z ostatnimi prognozami temperatury w Arktyce w ostatnich dniach znacznie wzrosły. Miejscami odnotowano rekordy ciepła października – tak było np. na Wyspie Kotielnyj, gdzie wczoraj temperatura wzrosła do +2.4°C, bijąc tym samym dotychczasowy rekord z 1 października 1947 (+1.8°C, wyrównany przedwczoraj). Jeszcze bardziej niezwykły rekord padł na Wyspie Wrangla, gdzie 2 października temperatura wzrosła do +9.3°C. Jak do tej pory bardzo rzadko zdarzało się, by temperatura maksymalna w październiku wzrastała tam powyżej +5°C, tymczasem średnia temperatura dobowa pierwszych trzech dni osiągnęła tam aż +6.5°C (9.5°C powyżej normy). Dziś na Wyspie Wrangla mieliśmy również ekstremalnie ciepły dzień: temperatura wzrosła tam do +8.8°C. Wszystko to spowodowało (zgodnie z przypuszczeniami) spadek tempa przyrostu pokrywy lodowej Arktyki.

Powyżej: stan zasięgu lodu dryfującego Arktyki z dnia 3 października (Źródło: Uniwersytet w Bremie).

Szczególnie ciekawie (i zarazem niepokojąco) rysują się zmiany zasięgu pokrywy lodowej w poszczególnych regionach Oceanu Arktycznego:

Autor: Wpineus

Całkiem znaczne wartości zasięgu lodu dryfującego Arktyki (przynajmniej na tle ostatnich lat) obserwujemy na przykład na Morzu Beauforta, gdy tym czasem nie jest wykluczone że centralna cześć Oceanu Arktycznego odnotuje wyjątkowo późne jego minimum. Od strony Morza Karskiego krawędź lodu dryfującego znajduje się aż na 84° szerokości geograficznej, co o tej porze roku nie jest częste.

Co gorsza, prognozy anomalii temperatury wcale się nie poprawiły i w dalszym ciągu miejscami przekraczać one będą 10-12°C. Poniższe mapy przedstawiają: prognozowaną anomalię temperatury względem okresu referencyjnego 1981-2010, normę dla tego okresu i prognozowaną temperaturę średnią w ciągu najbliższych 10 dni.

Najwyższy Czas na Katlę

Najwyższy Czas na Katlę

W ostatnich dniach pojawił się na Geophysical Research Letters artykuł (Ilyinskaya et al. 2018) o emisjach CO2 z wulkanu Katla. Autorzy artykułu oszacowali dobową emisję CO2 na 12-24 kt/dobę, co wg nich stanowiło w tym czasie około 4% całkowitej emisji z źródeł wulkanicznych (nie pochodzących z erupcji). Wyniki te podchwycił trzy dni temu brytyjski brukowiec Daily Mail, gdzie również czytamy:

(…) we show that Katla, a highly hazardous subglacial volcano which last erupted 100 years ago, is one of the largest volcanic sources of CO2 on Earth, releasing up to 5% of total global volcanic emissions

A także w The Sun:

In the journal, the team wrote: “Through high-precision airborne measurements and atmospheric dispersion modelling, we show that Katla, a highly hazardous subglacial volcano which last erupted 100 years ago, is one of the largest volcanic sources of CO2 on Earth, releasing up to five per cent of total global volcanic emissions.”

Obie gazety jednoznacznie określiły emisje CO2 z wulkanu Katla jako “olbrzymie”, jednakże w odniesieniu do całkowitej sumy emisji pochodzenia wulkanicznego. Nie wiadomo więc za bardzo z jakiego powodu informacja ta znikła z artykułu, który na ten temat opublikował “Najwyższy Czas”. Czytamy tam m.in.:

Obecnie Katla emituje nawet 24 kilotony dwutlenku węgla dziennie i jest pod tym względem trzecim wulkanem na świecie. Odpowiada za 5 procent światowej emisji dwutlenku węgla, co opisano na łamach „Geophysical Research Letters”.

Trudno się nie oprzeć wrażeniu, że z powyższego zdania wynika iż Katla odpowiada za 5% całkowitej emisji CO2, zarówno tej pochodzenia wulkanicznego, jak i antropogenicznego.  Oczywiście jeśli ktoś choć przez chwilę się nad tym zastanowi, uzna że to całkowita bzdura. I rzeczywiście – ostatnie dane dotyczące tylko i wyłącznie elektrowni Bełchatów mówią o tym, że w skali roku wyemitowała ona 37 milionów ton CO2, ok 100 kt CO2/dobę. Nawet zakładając górną granicę emisji oszacowanej przez Ilyinskaya et al. (24 kt/dobę) oznacza to, że wulkan ten emituje 25% tego, co dziennie wypluwa z siebie tylko i wyłącznie Bełchatów.

Rzecz jasna nie wszyscy podchodzą na trzeźwo do tego tematu, swoje zdanie zdążył już wygłosić Naczelny Klimatolog Kraju, Janusz Korwin-Mikke, a zanim część osób sceptycznie (delikatnie rzecz ujmując) podchodzących do globalnego ocieplenia.

Pozostaje pytanie, czy redakcja “Najwyższego Czasu” pominęła tak istotną informację przypadkiem, czy był w tym jakiś cel. Światowe antropogeniczne emisje CO2 sięgają 35 miliardów ton rocznie, co daje w przybliżeniu 100 milionów ton dziennie. W tym kontekście owe olbrzymie emisje z wulkanu Katla stanowią co najwyżej 0.024% emisji antropogenicznej. W geologów z USGS i British Geological Survey całkowita emisja CO2 pochodzenia wulkanicznego stanowi zaledwie około 1% emisji antropogenicznej.

Mimo problemów z rzetelnością redaktorów artykułu opublikowanego w “Najwyższym Czasie”, Katla jest potencjalnie bardzo groźnym wulkanem i należy go monitorować. Jego erupcja mogłaby doprowadzić do nieporównanie większych problemów, niż miało to miejsce w przypadku wulkanu Eyjafjallajökull z 2010 r.

Kwiecień – wrzesień 2018 w Europie

Kwiecień – wrzesień 2018 w Europie

Pojawiają się już pierwsze podsumowania tego, jak niezwykle ciepła był miniona połowa roku w Europie. Poniższy wykres (źródło) pokazuje anomalie temperatury (okres referencyjny 1901-2000) w Austrii.

Dane z serii HISTALP potwierdzają krótkie ocieplenie z przełomu XVIII i XIX wieku, skąd pochodzi też dotychczasowy rekord Polski dla miesięcy kwiecień-wrzesień. Jasne jest jednak, że okres od lat 80. XX w. do teraz jest pod względem temperatur w sezonie ciepłym bezkonkurencyjny. W tym roku rekordowo ciepło było także w innych krajach Europy Środkowej, a wykres dla miesięcy kwiecień-sierpień dla całego kontynentu (NOAA) nie pozostawia wątpliwości, że rok ten był w Europie naprawdę niezwykły.

Nawet biorąc pod uwagę miesiące styczeń-marzec, rok 2018 jest jak do tej pory w Europie rekordowo ciepły, mimo że przecież zarówno luty, jak i marzec, były miesiącami raczej chłodnymi w skali kontynentalnej.

Nie jest jeszcze jasne, czy nadchodzące ochłodzenie przerwie ciąg ciepłych miesięcy, czy będzie raczej przerywnikiem podobnym do tego, z jakim mieliśmy do czynienia na przełomie czerwca i lipca. Model GFS uparcie sugeruje ocieplenie od okolic 27 września, jednakże nie jest wiadome ani to, czy do niego dojdzie, ani jego potencjalna skala.

 

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com