Artykuł zrozumiany (znowu) na opak

Artykuł zrozumiany (znowu) na opak

Wielokrotnie w ciągu roku zdarza się tak, że grono naukowców opublikuje jakiś artykuł, a jego wnioski pojawią się w mediach, często skrócone, lub co gorsza przeinaczone. Równie często czytający medialne doniesienia wyciągną wnioski odpowiadające własnemu światopoglądowi, nawet jeśli wnioski takowe nie wynikają ani z artykułu źródłowego, ani z doniesień medialnych. Taki proces obserwujemy (póki co na dosyć niewielką skalę) w chwili obecnej.

“Winnym” zamieszania jest m.in. H. Svensmark, którego ostatni artykuł w Nature Communications [1] spekuluje na temat roli promieniowania kosmicznego (GCR) oraz/lub zwiększonej aktywności supernowych w bliskim sąsiedztwie Układu Słonecznego (a co za tym idzie zwiększonej jonizacji niższych warstw atmosfery) na tworzenie się jąder kondensacji (CCN). To wg autorów ma prowadzić do zmian zachmurzenia i w istotny sposób wpływać na klimat globalny. Abstrahując już od wniosków autorów artykułu na temat roli GCR na wzrost CCN (wyniki eksperymentu CLOUD nie wskazywały na to, by grały one istotną rolę), do mediów przedostała się głównie informacja na temat tego, że “Supernowe zmieniają klimat”. Od tego była już prosta droga do “Supernowe odpowiedzialne za Globalne Ocieplenie”.

Tymczasem teza taka w ogóle w artykule się nie pojawia. Owszem, Svensmark et al. sugerują, jakoby w dawniejszych czasach (miliony lat temu) takie sytuacje się zdarzały:

On astronomical timescales, as the solar system moves through spiral-arms and inter-arm regions of the Galaxy, changes in the cosmic ray flux can be much larger. Inter-arm regions can have half the present day cosmic ray flux, whereas spiral arm regions should have at least 1.5 times the present day flux. This should correspond to a ~10% change in aerosol growth rate, between arm and inter-arm regions. Finally, if a near-Earth supernova occurs, as may have happened between 2 and 3 million years ago, the ionization can increase 100 to 1000 fold depending on its distance to Earth and time since event.

Mówimy jednak o “astronomicznych skalach czasu”, dodatkowo w ostatnich 100 latach żadna supernowa w bezpośrednim sąsiedztwie Układu Słonecznego nie wybuchła (Betelgezo, wciąż czekamy!). W istocie od 1604 roku nie obserwowano wybuchu supernowej w Drodze Mlecznej (co nie jest jednoznaczne z tym, że takowego nie było).

Oczywiście supernowe nie są jedynym źródłem zmian GCR. Mniejsza aktywność słoneczna w ostatnim cyklu również prowadzi do wzrostu natężenia GCR (i istotnie taki wzrost obserwujemy). Problem polega na tym, że jeżeli GCR ma wpływać na wzrost CCN, a to z kolei zwiększa zachmurzenie, powinno to prowadzić w konsekwencji do ochłodzenia, nie ocieplenia klimatu, jak zwrócił ostatnio uwagę Zeke Hausfather:

Reasumując: w ostatnich 300 latach nie wystąpił żaden bliski (w astronomicznych skalach odległości) wybuch supernowej, który mógłby wpłynąć na zmiany natężenia GCR. Jego zmiany obserwowane w ciągu ostatnich 60 lat sugerują, że powinno ono wpływać raczej na ochłodzenie klimatu, aniżeli jego ocieplenie. Wieloletni trend jest jednak tak niewielki (chociażby na tle zmian w 11-letnim cyklu), że jakikolwiek wpływ GCR na obserwowane zmiany klimatu jest cokolwiek dyskusyjny.

[1] H. Svensmark, M. B. Enghoff, N. J. Shaviv, J. Svensmark. Increased ionization supports growth of aerosols into cloud condensation nuclei. Nature Communications, 2017; 8 (1) DOI: 10.1038/s41467-017-02082-2

Print Friendly, PDF & Email

41 Replies to “Artykuł zrozumiany (znowu) na opak”

  1. Witajcie,
    a propos nierozumienia. Proszę wytłumaczcie mi dlaczego na ICMie całymi latami jest róznica między modelem UM a modelem COAMPS, to różnica przesunięcia 3-5 stopni model COAMPS jest chłodniejszy (dobrze to widac w zimie) od modelu UM, ktory jest bliższy zresztą rzeczywistości.

    Nie potrafię tego pojąć. Czy naukowcy nie chcą skalibrować tego modelu. Bo rzeczywistość jest jedna i widać że gdyby do modelu COAMPS dołożyc na twardo 3 stopnie to miałby dużo mniejszy bład odchyłu od rzeczywistości. Ale nie, uparcie jest o tę liniową wielkość paru stopni umniejszony.
    Wyjaśnijcie mi skąd i po co ten upór, o co chodzi?

      1. Powstaje pytanie po co w ogóle zajmować czas obliczeniowy na COAMPS-a, skoro jego wyliczenia delikatnie mówiąc rozmijają się z rzeczywistością. Można by zamiast tego puścić coś ciekawszego.

        1. Ciekaw jestem czy oni utknęli na wersji 3 COAMPSa. Jest już 4.2.2, ale czy liczy nasz rejon świata z sensem – tego nie wiem. Bo to czego używa ICM to rzeczywiście żart. Nad Bałtykiem to chmur chyba nigdy nie produkuje. Widać efekty tego do czego US Navy potrzebuje tego modelu (Pacyfik i ogólnie tropiki).

        2. A to dziękuję za informację. Czyli jest to model “porzucony”, a po co w takim razie go wystawiają?
          Ja tego co piszecie nie wiedziałem i zawsze patrzyłem z pewnym zaufaniem, ale irytowała mnie ta stała rozbieżność.

    1. Obserwuję oba modele z ICM od lat…
      i to nie jest tak, że COAMPS jest zupełnie błędny. Spoglądam z reguły na obydwa modele. Dobrze sprawdza się temperatura przy ‘klimatach’ przymrozkowych, których dla odmiany nie widać na modelu UM.

      Z pozdrowieniami międzyświątecznymi :-)
      Tumi

        1. hmmm… no nie to miałem na myśli ;-)
          ale co do modelu, niestety nie pamiętam uzasadnień speców z ICM, nie podam źródła, a jest opcja że po prostu tylko mi się tak kojarzy, to wydaje mi się, że uwzględnia prognozowanie przymrozkowe. Na pewno pod tym kątem oglądam prognozy tego modelu, znaczy dla mnie działa ;-)

  2. Co do supernowych – mieliśmy jedną w okolicach lat 90 XIX wieku, zdarzyła się w obszarze obłoków pyłowych przy centrum galaktyki, to podobna odległość co supernowa Keplera. Z powodu tego pyłu nie była obserwowana, pozostałości odkryto w falach radiowych.

      1. OK, sam znalazłem (umiem to robić). Np. tu:
        https://www.forbes.com/sites/startswithabang/2016/03/30/the-milky-ways-most-recent-supernova-was-hidden-until-now/
        albo tu
        https://www.nasa.gov/mission_pages/chandra/trigger-for-milky-way-s-youngest-supernova-identified.html

        Chodzi o obiekt radiowy z okolic centrum Galaktyki G1.9+0.3, który rozszerza się tak szybko, że musi być pozostałością po supernowej, datowanej na 1880-1908.

        OK, ale kiedy dokładnie? Klimatu ona pewnie nie zmieniła ale powinna być widoczna w izotopach produkowanych przez promienie kosmiczne (C14 oraz Be10). Z ich pomocą rekonstruuje się dawną jasność Słońca, która koreluje się on z jego polem magnetycznym, odchylającym promieniowanie kosmiczne od centralnej części Układu Słonecznego, obejmującej Ziemię. No to zobaczmy rekonstrukcje jasności słonecznej obejmujące przełom XIX/XX wieku, a może zobaczymy supernową?

        Oto taka rekonstrukcja z artykułu Lean, Beer & Bradley (1995):

        https://meteomodel.pl/BLOG/wp-content/uploads/2017/12/LeanBeerBradley1995_Fig3.png

        Jest jak byk podwyższony poziom Be10 gdzieś w połowie lat 1890-ch (na wykresie minimum bo skala jest odwrócona dla porównania z jasnością słoneczna anty-korelującą się z Be10). Tzn. Słońce pewnie nie było wtedy jaśniejsze bo wzrost produkcji berylu 10 nie był spowodowany zmniejszeniem słonecznego pola magnetycznego ale rzeczywistym wzrostem intensywności promieniowania kosmicznego.

        Co ciekawe poprzedni taki “wyskok” Be10 pod koniec XVII wieku mniej więcej zgadza się czasowo z poprzednią supernowa z naszej Galaktyki, także wykrytą jedynie na podstawie jej resztek (nieobserwowaną w czasie gdy jej światło powinno dojść do Ziemi), czyli Cassiopea A. Natomiast maksimum produkcji Be10 w połowie XX wieku może być (choć to tylko mój domysł) nie do końca odfiltrowanym efektem wybuchów jądrowych w atmosferze (wydaje mi się, ze odfiltrowano go w serii C14 bo to dobrze znane zakłócenie datowania tą metodą).

        1. W takim razie potencjalnie badania zawartości berylu mogłyby być środkiem do oszacowania ilości niewykrytych supernowych w ostatnich kilkudziesięciu tysiącach lat i przetestowania symulowanej częstości takich zjawisk w galaktyce. Czytałem o próbach wykrywania takich zdarzeń w dennych osadach oceanicznych, znaleziono ślady kilku dość silnych zdarzeń.

          Gdyby nie wybuch Krakatau może dałoby się w pomiarach z tych lat sprawdzić, czy jakikolwiek wpływ supernowej na średnie temperatury faktycznie zaszedł (a więc przetestować hipotezę Svensmarka), tymczasem jednak w tej dekadzie następowało dużo różnych czynników zakłócających.

          1. @zaciekawiony

            Musze to dziś przeczytać bo jestem szczerze zdumiony, że po wynikach projektu CLOUD im to w ogóle przepuścili przez recenzje i to w tak dobrym czasopiśmie. Tzn. oni twierdzą, ze mają wyniki doświadczalne z własnej (?) komory, ale trudno mi sobie wyobrazić czym oni mogą przebić CLOUD, który był projektem na większa skalą i ze znacznie lepszą obsadą naukową prawdziwych specjalistów od aerozolu.

          2. Mam na myśli ten artykuł:

            Dunne i inni, 2016, Global atmospheric particle formation from CERN CLOUD measurements, Science, https://doi.org/10.1126/science.aaf2649

            z obsadą tak mocną jak tylko można sobie wymarzyć (mieli nawet “cara aerozolu”. Markku Kulmalę z Helsinek). Biorąc pod uwagę, że projekt CLOUD był stworzony dokładnie po to aby zbadać wpływ promieni kosmicznych na produkcję jąder kondensacji chmur to takie zdanie z abstraktu pracy Dunne i inni (2016):

            Furthermore, in the present-day atmosphere, cosmic ray intensity cannot meaningfully affect climate via nucleation.

            powinno być mocnym ostrzeżeniem. Jeszcze większym reputacja Svensmarka po jego poprzednich artykułach zawierających fundamentalne błędy. Ten tez zawiera. Jak zauważył Leif Svalgaard w komentarzach na Wattsupp:

            “Think about this:
            “TSI over a solar cycle causes a variation of 0.05-0.10 degrees C. If GCRs as per Svensmark has 5-7 times the effect of TSI, that would translate to a temperature variation of 0.35-0.50 C over a cycle, which is simply not observed, hence the paper can be dismissed out of hand.“

            Czyli inaczej jeśli efekt klimatyczny zmian jasności słonecznej (TSI) w cyklu słonecznym to jest mniejszy niż 0.10 C to dlaczego nie widzimy efektu galaktycznych promieni kosmicznych (GCR), modulowanych zmiennym polem magnetycznym słońca, który rzekomo jest 5-7 razy silniejszy. Od siebie dodam, że widzimy tak naprawdę sumę tych dwóch efektów i jest to nadal mniej niż 0.10 C.

            I jeszcze jedno. Silnym sygnałem ostrzegawczym, pokazującym raz nieuczciwość naukową (nie boję się tego określenia), a dwa niekompetencję recenzentów (zgaduję, ze raczej astronomów tak jak Svensmark, a nie specjalistów od aerozolu i klimatu) jest silna wybiorczość prac które Svensmark i koledzy cytują:
            https://www.skepticalscience.com/analysis_of_svensmark_reference_list.html

            Cytują np.wczesne prace projektu CLOUD, gdy jeszcze im się wydawało, że wykryją wpływ promieni kosmicznych na klimat, a nie cytują późniejszych, gdy okazało się, ze nic z tego. To samo w sobie pokazuje, że manipulują.

        2. “OK, ale kiedy dokładnie? Klimatu ona pewnie nie zmieniła ale powinna być widoczna w izotopach produkowanych przez promienie kosmiczne (C14 oraz Be10). Z ich pomocą rekonstruuje się dawną jasność Słońca, która koreluje się on z jego polem magnetycznym, odchylającym promieniowanie kosmiczne od centralnej części Układu Słonecznego, obejmującej Ziemię. No to zobaczmy rekonstrukcje jasności słonecznej obejmujące przełom XIX/XX wieku, a może zobaczymy supernową?

          Oto taka rekonstrukcja z artykułu Lean, Beer & Bradley (1995):

          https://meteomodel.pl/BLOG/wp-content/uploads/2017/12/LeanBeerBradley1995_Fig3.png

          Jest jak byk podwyższony poziom Be10 gdzieś w połowie lat 1890-ch (na wykresie minimum bo skala jest odwrócona dla porównania z jasnością słoneczna anty-korelującą się z Be10). Tzn. Słońce pewnie nie było wtedy jaśniejsze bo wzrost produkcji berylu 10 nie był spowodowany zmniejszeniem słonecznego pola magnetycznego ale rzeczywistym wzrostem intensywności promieniowania kosmicznego.”

          Chłopie!
          Klimat jak klimat, ale TO co zauważyłeś, może być bardzo istotne dla datowania TEJŻE supernowej.

          Artykuł o datowaniu tej supernowej jest tu: http://adsabs.harvard.edu/abs/2008MNRAS.387L..54G

          Lista referencji tu: http://adsabs.harvard.edu/cgi-bin/nph-ref_query?bibcode=2008MNRAS.387L..54G&refs=CITATIONS&db_key=AST

          Pobieżnie patrząc, nie znalazłem żadnego papieru odnośnie datowania tej supernowej na podstawie Be10. Trzeba by jeszcze dokładniej poszukać, ale jeśli nikt tego nie zauważył wcześniej, to TO koniecznie trzeba rozgłosić (letter?).

          1. @Oskar

            Masz mnie za nierozgarniętego? Ja tego szukałem właśnie po to aby wydatować tę supernową! Pamiętaj jednak, że wartości berylu 10 z rdzeni lodowych mogły same mieć błędy datowania – przynajmniej w latach 1990-ch. Szukałem jakichś nowszych danych o berylu z ostatnich 100-200 lat ale nie znalazłem.

          2. “@OskarMasz mnie za nierozgarniętego? Ja tego szukałem właśnie po to aby wydatować tę supernową! Pamiętaj jednak, że wartości berylu 10 z rdzeni lodowych mogły same mieć błędy datowania – przynajmniej w latach 1990-ch. Szukałem jakichś nowszych danych o berylu z ostatnich 100-200 lat ale nie znalazłem.”

            Sama jednak dokładna datacja jest tu czymś istotnym (przynajmniej dla niektórych), pomijając wpływ na klimat.
            Jak na tym tle mają wcześniejsze supernowe -SN1604 i Cassiopeia A. Wykres wykazuje pik dla Be10 około 1610 roku, natomiast w drugiej połowie XVII wieku, kiedy wybuchła Cassiopeia A, mamy silne wahania wartości.

            Co ciekawe, istnieje kontrowersyjna hipoteza że Cas A mógł dostrzec w sierpniu 1680 John Flamsteed, katalogując ją jako później zaginioną gwiazdę 3 Cas.

            W każdym bądź razie potencjalny ślad G1.9+0.3 to coś, czego nie powinno się ot tak zostawić gdzieś w kącie.

          3. Nie zamierzam tego zostawić. Napisałem już mail do Prof. Jurga Beera z Zurichu. Jest emerytowany ale mam nadzieję, że czyta maile i ma jeszcze te dane o Be10 z rdzenia Dye-3 na Grenlandii. Są chyba nadal jedne z lepszych bo mają roczna rozdzielczość.

            PS. Już też wiem kim jesteś i skąd (widzę adres email). Jeśli to opublikuję to dostaniesz przynajmniej podziękowanie za zachęcanie mnie do działania.

          4. “Nie zamierzam tego zostawić. Napisałem już mail do Prof. Jurga Beera z Zurichu. Jest emerytowany ale mam nadzieję, że czyta maile i ma jeszcze te dane o Be10 z rdzenia Dye-3 na Grenlandii. Są chyba nadal jedne z lepszych bo mają roczna rozdzielczość.”

            Świetnie!

            Czy będzie można wysłać ewentualną odpowiedź również do mnie? Co prawda supernowe to nie moja bezpośrednia działka, ale byłbym naprawdę zaciekawiony, czy coś z tego wyjdzie. Przegrzebię jeszcze może referencje odnośnie śladów supernowych w rdzeniach lodowych i osadach błotnych, bo ponoć takie ślady dla paru wcześniejszych supernowych stwierdzono.

            Jaka jest Twoim zdaniem ocena danych z wykresu dla wcześniejszych supernowych (SN1604 i Cassiopeia A)?

            Pozdrawiam

          5. @Oskar

            Znalazłem już dane z rozdzielczością jednoroczną i mogę śmiało powiedzieć, że o ile wiem jestem jedynym mieszkańcem tej planety, który wie kiedy zdarzyła się ostatnia supernowa w Drodze Mlecznej. Na razie tu tego nie napisze bo jednak chodzi o pierwszeństwo odkrycia.

            Ale Tobie wyślę to już niedługo. Niepokoi mnie tylko pewność datowania tego rdzenia z Grenlandii. Szkoda, że nie ma jakiejś supernowej z pewną data po tej Keplera bo prawie a pewno jest ona datowana w tym rdzeniu na 1620, zamiast 1604. Znak błędu jest typowy dla datowania warstw rocznych w rdzeniach lodowych: łatwiej nie zauważyć roku z małą akumulacja sniegu niż “podzielić” rok na dwa. Z tym, że teraz jest problem czy ten błąd narastał liniowo czy tylko w głębszej części rdzenia, poniżej np 200 lat temu. Ta supernowa z okolic roku 1680 (Cassiopeia A) jest w rdzeniu datowana na 1695. Jeśli zastosować te same 16 lat różnicy to byłoby to 1679, a jeśli korygować proporcjonalnie do odległości od szczytu rdzenia to 1682. Blisko ale nie tak dokładnie jak lubią astronomowie 😏

            Dlatego również nie podaję daty najnowszej supernowej, że muszę jeszcze przemyśleć kwestię korekty datowania.

          6. >Blisko ale nie tak dokładnie jak lubią astronomowie

            Astronomowie często mierza z dokładnością do rzędu wielkości.

            Wyślij co masz, ja postaram się w zamian dorzucić co ja mam o supernowych. Choć to nie moja działka, to ostatnio trochę na ten temat poczytałem.

          7. Wyślę ale najpierw muszę zrobić nowy “age model” dla tej serii na podstawie korelacji z 11-letnim cyklem słonecznym.

            Na razie mam dla Ciebie dobrą wiadomość, ze dla samego początku serii danych o plamach słonecznych (od 1700 roku) pierwsze maksima i minima wydaja się przesunięte o 14 lat. A ponieważ Kepler przesunięty jest o 16 lat to daje datowanie Casiopei A,która jest pomiędzy nimi na 1680 ± 1 rok.

          8. Wyślij cokolwiek, tylko po to, bym miał Twój e-mail.

            Co do Cassiopeia A, to jest o tyle ciekawe, że rzeczywiście Flamsteed mógł ją dostrzec w sierpniu 1680 r. Gdyby pik wypadł powiedzmy około 1660 roku, to byśmy wiedzieli że ‘3 Cas’ Flamsteeda nie może być Cas A.

          9. Gdyby dane izotopowe sięgały nieco dalej, tak aby objąć jeszcze daty starszych supernowych, możnaby tym sposobem lepiej wykalibrować datowanie warstw (oprócz oczywiście takich metod jak szukanie warstw popiołów ze znanych erupcji wulkanicznych). Tyle ciekawych rzeczy wynika z połączenia dwóch rzeczy dawno znanych naukowcom.

          10. @Oskar

            Podszedłem dość poważnie do tego artykułu i stąd ta cisza radiowa. Nie wyślę go (przynajmniej w pierwszej kolejności) do czasopisma stricte astronomicznego, a raczej do multidyscyplinarnego. Tam moja afiliacja będzie pomagać, nie przeszkadzać.

            PS. Ale wrócę do tego za parę dni bo mam “na głównym palniku” coś z czymś celuję jeszcze wyżej.

          11. Obiecałeś, że coś mi tam wyślesz, więc się pytam, jak sprawa stoi. Ze swojej strony zacząłem trochę gromadzić literatury, może być przydatna.

          12. @Arctic Haze

            To jak z tymi danymi z rdzenia?

            Chciałbym się spytać, czy zamierzasz mi coś (cokolwiek) wysłać, chocaiżby tylko po to żebyśmy mieli ze sobą bezpośredni kontakt.

          13. Myślę, że skoro Arctic Haze powiedział, że się skontaktuje, napiszę, odpowie bądź inne to zrobi to w odpowiednim czasie, a ciągle jęczenie, przypominanie się po raz X jest nudne i męczące.
            Gwarantuje, że Arctic jeśli będzie chciał to się odezwie.

  3. Zaraz, zaraz. Supernowe zwiększają strumień promieniowania kosmicznego, czyli zwiększają (wg. mechanizmu, który wbrew wynikom pomiarów CLOUD postulują Svensmarkowie) liczbę jąder kondensacji w chmurach, czyli oziębiają klimat.

      1. Piotr o tym pisze, ale mam na myśli ten fragment:

        Od tego była już prosta droga do “Supernowe odpowiedzialne za Globalne Ocieplenie”.

        Tymczasem teza taka w ogóle w artykule się nie pojawia. Owszem, Svensmark et al. sugerują, jakoby w dawniejszych czasach (miliony lat temu) takie sytuacje się zdarzały:

        Mowa o okresach większego o 50% strumienia promieni kosmicznych. Gdyby Svensmark miał rację to byłyby okresy oziębienia, nie ocieplenia.

    1. Gdyby dawniej częstość supernowych była większa, to obecne ocieplenie można by równie dobrze tłumaczyć powrotem klimatu do stanu równowagi sprzed ochładzania generowanego supernowymi. Oczywiście pod warunkiem, że mechanizm Svensmarka by działał tak jak myślał, a z tym po dwudziestu latach doświadczeń jest krucho.

      1. @zaciekawiony

        Supernowe zdarzają się w naszej galaktyce rzadziej niż raz na stulecie. Nawet gdyby ten mechanizm działał (a wiemy z wyników projektu CLOUD, że nie działa) byłyby to chłodne epizody o podobnej jeśli nie mniejszej długości jak efekty dużych erupcji wulkanów.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com