410.3 ppm

410.3 ppm

Tyle osiągnęło w ostatnich dniach dobowe stężenie CO2 na Mauna Loa. Mniej więcej 4 lata po moim wpisie na temat pierwszego przekroczenia dobowej wartości 400 ppm.

Źródło: Climate Central

Print Friendly, PDF & Email

80 Replies to “410.3 ppm”

    1. Pamiętajmy jednocześnie, że obecne tempo przyrostu naszej ziemskiej populacji to ok. 250tys ludzi DZIENNIE. Czyli zaledwie co 4 dni żyje na tej planecie o milion osób więcej niż poprzednio. A przecież każdy milion tych osób coś musi zjeść, w coś się ubrać, ogrzać się lub na czymś przygotować posiłek. Każda dodatkowa osoba to dodatkowe od 100kg (biedne kraje Afryki) do 40 ton CO2 (Katar) rocznie.

        1. Depopulację rzecz jasna nie. Ale zakrojoną na szeroką skalę promocję antykoncepcji to już jak najbardziej – szczególnie w biednych regionach świata, w których przyrost naturalny jest obecnie największy. Miliard dofinansowywanych lub wręcz darmowych prezerwatyw zrobi w takich Indiach/Pakistanie/Bangladeszu/większości krajów Afryki itp. dużo więcej dobrego niż wszelka inna udzielana tym krajom pomoc.

          1. OK, można edukować, ale czy uważamy ludzi z Pakistanu gorszych od siebie, że chcemy decydować za nich ile mają mieć dzieci? Takie traktowanie Pakistańczyków i innych narodów to zwykły rasizm. To ich decyzja, a nie ludzi Zachodu, którzy by utrzymać swój poziom życia znowu chcą to uczynić kosztem innych ras. Najpierw handlowaliśmy Afrykańczykami, potem zabijaliśmy ich np. w Kongo a teraz traktujemy ich jak zwierzęta niezdolne do samodzielnego myślenia. Może zacznijmy od siebie, a nie wakacje w Egipcie, zakupy w Londynie i weekend w Paryżu tanimi liniami lotniczymi.

          2. @naczelny hejter
            Nie uważam, by taka pomoc uwłaczała ich godności i prawu do samostanowienia.
            – biedy, jeszcze 50 lat temu ogromna większość tych ludzi mieszkała na wsi, gdzie większa liczba dzieciaków oznaczała potencjalnie większą liczbę rąk do pracy przy uprawie roli
            – tradycji – niegdyś, kiedy podstawowa opieka zdrowotna praktycznie nie istniała, rodzono dużo dzieci, z przeświadczeniem, że większość z nich i tak nie przeżyje pierwszych lat życia
            – miernej edukacji seksualnej – seks w piramidzie potrzeb człowieka leży tuż nad jedzeniem i piciem, ale część z tych ludzi zwyczajnie nie wie, że można to robić bezpiecznie i bez konsekwencji ciąży
            Dziś w wyniku mechanizacji rolnictwa i b. szybko rosnącej populacji większość z tych ludzi (nawet w najbiedniejszych regionach) migruje do miast, gdzie albo nie ma pracy albo istnieje b. ciężka (wręcz wyniszczająca), na dodatek koszmarnie opłacana. Dzieci biedaków nie mają żadnych szans na uzyskanie edukacji, bo już od najmłodszych lat muszą imać się wszelkich aktywności, by mieć co włożyć do ust. To rodzi wszelkie patologie i tylko pogłębia ubóstwo. Nawet ci z tej biedoty, którzy wiedzą o prezerwatywach nigdy ich nie kupują, bo priorytetem jest woda i żywność.
            Jeśli to jest praca, która przez nich traktowana jest jako coś lepszego to chyba trudno sobie nawet wyobrazić praca w jakich warunkach (i za jaką pensję) jest dla nich nie do zaakceptowania:

          3. Sorry, przed drugim zdaniem coś mi wycięło:
            Uważam, że nadmierne tempo przyrostu naturalnego w tych krajach wynika przede wszystkim z:

    2. Trzeba zacząć od siebie i zmniejszyć własne zużycie energii.

      – Przestać jeździć samochodem, wybrać rower lub komunikację miejską.
      – Ocieplić chałupę i grzać oszczędnie.
      – Zmienić oświetlenie z halogenów na LED z wysokim CRI.
      – Używać energooszczędnych komputerów.

      1. @Jan Górski
        Do powyższych dodałbym jeszcze:
        – zrezygnować lub minimalizować wkład potraw mięsnych w menu – z korzyścią dla zdrowia, zwierząt oraz środowiska

        1. @Chochlik: Jak wytłumaczysz fenomen, że w krajach, gdzie ludzie spożywają najwięcej mięsa (Skandynawia, Europa w ogóle, Stany Zjednoczone), zarazem średnia życia i poziom zdrowia są najwyższe?

      2. Większość tych rzeczy jest nierealna do wykonania. Z powyższych punktów jedynie środkowe punkty mam spełnione – blok mam ocieplony, zimą mało grzeję, a całe oświetlenie w domu mam zmienione na diody LED.

        Co do pierwszego i czwartego punktu. Lubię jeździć na rowerze, ale jak chcę gdzieś specjalnie podjechać to używam samochodu. Natomiast nienawidzę komunikacji miejskiej. Czwarty punkt – jakie to są niby energooszczędne komputery? Laptopy? Z tego co wiem najnowsze desktopy zużywają coraz więcej energii z powodu nowoczesnych kart graficznych, potężnych procesorów itd.

        1. Niestety samochód odpowiada za dużą część emisji.
          Energooszczędne to takie ze zintegrowaną grafiką i procesorem o niskim TDP. Nie muszą być lapopowe :)

      3. Janie, może prościej sobie w łeb strzelić? Ludzie, jak wy chcecie żyć nie emitując CO2? Przecież tak się nie da!

        1. Chodzi o to, żeby życie nie traciło wiele na jakości, ale jednocześnie, żeby uwzględniać w swoich decyzjach ekologię.
          Moim zdaniem da się to zrobić.

          1. Moim zdaniem jak tak wszyscy zaczną być eko, to górnicy dostaną po kieszeni. Jak spadnie zużycie prądu, to spadnie również wydobycie węgla, a przecież Polska gospodarka węglem stoi.

          2. @Michał
            Co to za różnica? Węgiel i tak kiedyś się skończy i musimy mieć wówczas gotową alternatywę. Im szybciej do tego dojdzie tym lepiej. Zresztą nie tylko węgiel się skończy – ropa, gaz i uran również. Tak czy siak jedyną alternatywą są wyłącznie odnawialne źródła energii, w tym przede wszystkim energia słoneczna, gdyż pokłady tej są praktycznie nieograniczone z naszego punktu widzenia.

        2. Nikt nie mówi, że mamy ograniczyć do zera. Tak to nawet buszmeni z Kalahari nie potrafią. Ale można robić małe codzienne kroki, które nie wymagają dużo wysiłku. Oprócz wspomnianych powyżej – kupić filtr do wody i pić kranówkę (nawet bez filtra jest zupełnie zdatna do picia), zamiast butelkowanej źródlanej z marketu, która nomen omen jest niczym innym jak butelkowaną kranówką. Sortować jak najwięcej śmieci, używać siatek wielokrotnego użytku, a gdzie się tylko da odmawiać plastikowych siatek, preferować produkty lokalnych producentów i dostawców. W pracy nie drukować zbędnych dokumentów – niektórzy przykładowo zwykli drukować co ważniejsze e-maile, “ot tak, na wszelki wypadek”. To wszystko drobnica, nie wymagająca więcej niż odrobiny “chcenia”, ale przy odpowiednio dużej liczbie osób przynosząca zaskakująco sporo korzyści.

        3. Nie emitować na razie jest ciężko-Ale ograniczając emisje jest realne i daje więcej czasu zanim straty związane z globalnym ociepleniem będą problemem na skalę światową. A choćby podniesienie poziomu morza o metr jak jest prognozowane do końca stulecia ciężko nie nazwać problemem światowym jeśli duża cześć ludzi mieszka na wybrzeżu.
          Jeśli rozwiążemy problem z magazynowaniem energii energetykę konwencjonalną można zastąpić lokalnymi źródłami energii.

    3. Na rowerze jeżdżę bez przerwy, schabowych jem mało, ledy wkręcone, bloki ocieplone 20 cm styropianu a na dachu jakaś supernowoczesna papa ocieplająca. Kotłownia gazowa sterowana elektronicznie, w najgorsze mrozy z małego komina tylko parę wodną widać a kotłownia ogrzewa 5 bloków. Za to obok na wiosce jeden mały domek z piecem węglowym potrafi skutecznie zaczadzić całe nasze osiedle. :evil:

      1. Pozostaje tylko mieć nadzieje na zwiększenie skuteczności takich, czy innych działań anty-smogowych, o których tak dużo było mowy chociażby ostatniej zimy, w okresie “suchych” mrozów.

  1. Jak zaczynałem o tym wykładać jakieś 10 lat temu to mówiłem, ze rocznie zwiększa się o 2 ppm. Potem, ze o 2,5 ppm. A ostatnio już trzeba uczyć, że o 3 ppm na rok…

          1. g’woli prawdziwych danych średnia wzrostu w latach

            2001-2010 wynosiła 2.03 ppm/y
            2011-2016 wynosiła 2.45 ppm/y

      1. Bierzesz za długi okres. Gdybyś czytał ze zrozumieniem to byś zauważył, że mówię tak od niedawna. I mówię o aktualnych przyrostach, a nie wieloletnich średnich:

        Te wartości to różnice między stężeniem CO2 na końcach lat kalendarzowych. Czyli ostatni słupek to pełny rok 2016. Następny będzie dopiero za 7 miesięcy. I wtedy zobaczymy czy te 3 ppm/rok to efekt li tylko El Nino, czy jednak nowa norma emisji. A liczbowo wygląda to tak:

        2015 3.03
        2016 2.98

        1. Myślę, że pleciesz po prostu bzdury i dorabiasz filozofię(dobrą minę do złej gry) do swoich pomyłek.

          Twoje “branie ostatniego słupka” to typowa kazuistyka nie mająca nic wspólnego z nauką.

          Posługując sie twoimi zasadami można wziąć ostatnie (sic!) dane, oto najostaniejszy słupek i :

          April 2017: 409.01 ppm
          April 2016: 407.42 ppm
          https://www.esrl.noaa.gov/gmd/ccgg/trends/index.html

          i oświadczyć że wzrost rok do roku wynosi 1.59 ppm
          I będzię to ‘tys prowdo’ jak powiadał Tischner.

          Gdyby posługiwać się twoimi metodami można też powiedzieć “ludzie w Warszawie mierzą 2,10” bo sie widziało dwu dryblasów w metrze. Ale co to ma wspolnego z nauką? Nic.

          Średnia to średnia! I tylko ona jest realnym wskażnikem wzrostu. (zaś zeszły i ten rok podskoczył bo było El Nino, teraz spada co widać na przytoczonych danych z kwietnia) Ergo wzrost za ostatnie 4 lata będzie mniejszy niż 2.5 wiec z czym do ludzi – kiedy mówisz “3”. To jest 20% pomyłki, oj grubo, grubo.

          1. @Arctic Haze
            >>”Jak zaczynałem o tym wykładać jakieś 10 lat temu to mówiłem, ze rocznie zwiększa się o 2 ppm. Potem, ze o 2,5 ppm. A ostatnio już trzeba uczyć, że o 3 ppm na rok…”

            Chodzi mi o to, że takich wypowiedzi (notabene nieprawdziwych) nie może (a tym bardziej naukowiec) rzucać lekką rączką. Przecież to co napisałeś oznacza że w ciągu 10 lat tempo wzrostu (druga pochodna) czyli dynamika przyrostu stężenia C02 w atmosferze wzrosła uwaga bagatelka … o 50% z 2ppm/y na 3ppm/y.

            Przeciez dobrze sam wiesz, że to jest nieprawda i że nie ma nawet czym uzasadnić takiej dynamiki wzrostu w bilansie emisji i absorbcji C02.

            Realne wartości to :
            ok 0.6 % wzrostu stężenia C02 z dynamiką wzrostu rzędu kilku procent.
            Oczywiscie uklad może stracić tę liniową stabilność wzrostu z powodu jakichś kataklizmy (susze, pożary, nagłe uwalnianie metanu z klaratów i zmarzliny ktory w końcu zamienia sie w C02 ) ale na razie w perspektywie tego stulecia mamy ok 2.1-2.2 ppm/y.
            Co i tak z nawiązką wystarcza na katastrofalne GO.

  2. Bez zbędnego filozofowania – to jest bardzo ponure. Ludzie mają coraz większe potrzeby i zwłaszcza najbiedniejsi, normalnie uzasadnione.

    1. @martin87

      Pomiary dokonywane są na setkach stałych stacji (w Polsce mamy jedna pod Poznaniem) i mnóstwie innych mających mierniki stężenia CO2.

      Mauna Loa jest po prostu najdłuższą serią jaką mamy i stąd jej “ikoniczna” wartość. A miejsce jest wybrane nieprzypadkowo z daleka od miast i przemysłu, aby to była mniej więcej średnia wartość dla północnej półkuli.

  3. Tempo jest szalone i może być jeszcze gorzej(nawet bez zwiększenia emisji).- Wystarczy że tylko ocean przestanie pochłaniać tyle CO2.-A sytuacja w rejonach polarnych(nie wiem jak to wygląda w liczbach ale patrzeć po rozpuszczalności to rejony gdzie najwięcej CO2 trafia do Oceanu)nie jest ciekawa.Szczególnie że te rejony się wysładzają co utrudniać będzie Downweeling (a wiec zatapianie wód z duża zawartością CO2(duża rozpuszczelność w niskiej temperaturze)).

  4. I pomyśleć, że denialiści tak potrafią deprecjonować wpływ emisji zwłaszcza CO2 na wzrost Tśr globalnej, skoro trzy kwestie są ewidentne:
    – spalając emitujemy CO2, którego stężenie w atmosferze cały czas rośnie (a nawet mamy eskalację tego wzrostu),
    – CO2 to bezsprzecznie gaz cieplarniany,
    – nie ma żadnej innej tak klarownej zależności jak między obecnym trendem wzrostu Tśr globalnej a stężeniem CO2 (ew. wespół z innymi gazami cieplarnianymi).

    “Fanatyk AGW”…???
    Nie, po prostu już same te 3 podstawowe kwestie jednoznacznie przekonują mnie do tego, że AGW to nie żadne tylko i wyłącznie mrzonki jakieś grupy badaczy uwikłanej w jakieś teorie spiskowe, albo tzw. eurokouchoz, itd.

    %%%

    Co do ograniczenia zużywania energii (a nie tylko zmian jej pozyskiwania)… W tym względzie nie mamy na szczęście konfliktu ekonomiczno-klimatycznego. Mniejsze zużywanie energii przez “zwykłego Kowalskiego” to zarówno korzyści dla środowiska, także w kontekście emisji CO2, jak i dla każdego naszego portfela. Wysiłki żmudne, ale i bezsprzeczne korzyści.
    A mniejsza energochłonność naszych urządzeń – w tym np. budownictwo “inteligentne” i zarazem bardziej pro-ekologiczne rozwiązania – to jeden z głównych priorytetów przy tworzeniu nowoczesnych technologii.

    1. Nie mamy konfliktu ekonomiczno-klimatyczego
      przy ograniczeniu zużycia energii ?
      Nie wszystko jest takie pozytywne- Załóżmy że w celu ograniczenia emisji sprzedajesz samochód – Jesteś mniej mobilny,trudniej Ci zmienić pracę oraz często jak mieszkasz daleko od centrum to nie masz czasu na nic innego niż praca.Po za tym pracujesz mniej efektywniej bo mniej odpoczywasz niż reszta osób dojeżdżająca do pracy.A przemieszczając się np rowerem Twoje zdrowie zdrowie jest bardziej zagrożone niż jakbyś przemieszczał się autem.

      1. Oczywiście nie na każdym polu tego konfliktu brak. Mi chodziło tu o konkretną kwestię, tzn. o inwestowanie (na różnych płaszczyznach, także gospodarstwa domowego) w mniej energochłonne urządzenia i dalsze dopracowywanie technologii w tym kierunku.

        1. Dlaczego tyle osób neguje AGW a np trudno znaleźć osoby negujące dziurę ozonową (a kto tak naprawdę widział dziurę ozonową :)- AGW można sprawdzić są ogromne ilości badań dostępnych;o dziurze ozonowej nie wiem czy jest 1% tego . Jakoś to wzrost temperatur się neguje-Dlaczego?-Bo problem AGW ingeruje w cały system-ekonomiczno-społeczno-gospodarczy. Nawet no. ocieplając budynek zmieniasz przepływ środków w gospodarce (komu innemu zapłacisz zamiast za węgiel zapłacisz za ocieplenie budynku firmie budowlanej wiec straci na tym firma sprzedająca węgiel oraz kopalnia a że były to do tej pory najlepiej firmy nie będzie to po ich myśli. Przykłady można mnożyć.
          Może na pierwszy rzut oka nie widać ale konfliktów w związku z AGW czy nowymi technologiami w energetyce jest cała masa. Energetyka zawsze była tematem polityki a teraz przy problemie AGW polityka praktycznie decyduje o o energetyce(a wiemy jak wszyscy politycy są racjonalni ;))
          Zresztą dlatego cenię tego bloga bo nie ma polityki jak na podobnych stronach (“Lz”,”ZnR”czy “Cire”)

      2. Samochód? Na zachodzie Europy sukcesywnie się od niego odchodzi. W Warszawie mamy prawie 700 aut na 1000 mieszkańców. Dla porównania w Kopenhadze 250, Berlinie 300, a w Wiedniu czy Paryżu niespełna 400 – na dodatek z tendencją malejącą. W Kopenhadze czy Amsterdamie już obecnie większość podróży w mieście wykonywanych jest rowerem. U nas jest jednak wciąż odwrotnie – aut tylko przybywa, głównie 15-20 letnich kopcących rzęchów. Łódź jest obecnie najbardziej zakorkowanym miastem w całej Europie i 5 na świecie. A w pierwszej 50 najbardziej zakorkowanych miast świata mamy aż 5 polskich. A potem zimą wielkie zdziwienie jak tylko przestaje wiać, że stajemy się drugimi Chinami, jeśli chodzi o smog. Oczywiście nie samochody są tu głównym winowajcą, ale swoją cegiełkę teź dorzucają. Znam przynajmniej kilka osób co do pracy mają ledwo 2-3 km, a i tak jeżdżą samochodem. Są jednak i sygnały pozytywne – przykładowo łódzki rower publiczny już w pierwszym roku funkcjonowania systemu wypożyczony był przeszło 1,5 mln razy przy 60 tys zarejestrowanych użytkowników, co daje jeden z najlepszych wyników w Europie.

        1. Ja jeżdżę głównie komunikacją miejska ale niestety wymaga ona rozwoju bo przykładowo ja dziennie spędzam w podróżny 4 godz osoba która wybiera samochód 1,5-2. I tylko różnica jest taka mała bo dojeżdżam do centrum (z przedmieść). A do rozwoju transportu zbiorowego wymagana jest zgoda na ograniczenie ruchu aut- dopóki nie będzie zgody to ciężko będzie poradzić sobie z korkami oraz ograniczyć emisje z transportu (a na to składa się produkcja aut i użytkowanie).
          Osobiście mam nadzieję że samochód przestanie być potrzebny na zurbanizowanych terenach ale póki będzie on kupowany tylko dla tych “2-3km” dla szpanu a będzie tylko narzędziem na trasach gdzie komunikacja zbiorowa jest nie możliwa.

        2. Znam ludzi którzy dojeżdżają do pracy 700m samochodem. Dla nich samochód to wyznacznik statusu społecznego. Ma stać na parkingu i błyszczeć. Podobno na zachodzie mniej jest tak myślących ludzi. Wolą wydawać na inne rzeczy. Przynajmniej tak opowiadają Ci co tam mieszkają.

        3. U nas samochód to prestiż, nawet rowerowi aktywiści wszędzie jeżdżą autem, a rowerkiem tylko czasem selfiki. Jestem nieco w środowisku, to wiem jak to wygląda “realnie”. Bo przecież trzeba jakoś pojechać na wakacje, bo trzeba zawieźć dziecko do żłobka, odwiedzić rodzinę na wsi – wymieniać można długo i namiętnie. Niech inni rezygnują z auta, ja muszę. Tak daleko nie zajdziemy. Na informację, że przecież można zbiorkomem, pociągiem, samolotem, a auto wypożyczyć raz na jakiś czas, zamiast używać co drugi dzień – reagują wzruszeniem ramion, a ja zostaję rowerowym Talibem. :)

      3. @grzeg8
        Ale wytłumacz mi czy jak masz do wyboru jakiekolwiek urządzenie zużywające na ten sam cel mniej energii to nie chciałbyś takiego właśnie wybrać, tylko to co zużywa jej więcej?
        Albo w nowo projektowanym domu zaimplementować takie, czy inne systemy pozwalające na ograniczanie zbędnie zużywanej energii?
        Albo wykorzystać takie materiały, które poprawiają komfort użytkowników, a przez to wymagają mniejszego/rzadszego grzania, czy latem chłodzenia?

        1. Ja tak :) Choć bardzo ogólne pytanie bo do odpowiedzi potrzeba było by wziąć pod uwagę trwałość , cenę w stosunku do okresu użytkowania, choćby gabaryty, hałas, czy uciążliwość dla środowiska( ew utylizacja)itp.
          Niestety w Polsce ograniczenie zużycia energii ma zrobiony zły pijar “bo … nam narzucają..Ci eko”;” Dobrze że zdążyliśmy przed zmiana przepisów… bo potrzeba było by zwiększyć grubość styropianu”
          – cytaty z ostatnich kilku dni które słyszałem.(trochę cenzurowałem)
          A dlaczego tak się dzieje to już pisałem- niektóre osoby mogą dużo stracić ;a cześć ludzi bo zawsze tak było wiec nowość w tej dziedzinie jest dla nich nie do zaakceptowania

        2. Najpierw trzeba sprawdzić, czy licznik energii je wykrywa. Bo sporo liczników ma problem z energooszczędnymi urządzeniami i pobór prądu liczy jak za zwykłe. Pakujemy dziś mnóstwo elektronicznego stuffu do mieszkań, rezygnujemy z gotowania na gazie, dajemy cztery światełka zamiast jednego w łazience, suma summarum prądu i tak zużywamy więcej.

      1. 1% -10000ppm
        0,2% – u osób osłabionych, z chorobami układu oddechowego pojawia się kasłanie, a niekiedy występują zasłabnięcia lub omdlenia,
        1,5% – wdychanie powietrza przez dłuższy czas powoduje łagodny stres metaboliczny
        7–10% – w ciągu kilku minut następuje utrata przytomności;
        10% – szybka utrata przytomności, stężenie to jest uważane za śmiertelne.

    1. Uduszenie nam nie grozi, ale jest wiele innych zagrożeń związanych z CO2. Wiele gatunków grzybów przy stężeniach rzędu 1000 ppm wykazuje sporo zakłóceń we wzroście, łącznie z brakiem fruktyfikacji itp. A wiadomo, że grzyby to główni destruenci niezbędni dla prawidłowego obiegu energii w przyrodzie, no i są to organizmy ważne również z innych powodów, chociażby tworzenie mikoryz itp. Chociaż do 1000 ppm też nam dużo dużo jeszcze brakuje ;)

  5. Nie wszystkim zalezy na redukcji .To tez jest interes.A tam gdzie sa pieniadze tam niema sentymentów.

  6. Zrozumcie, że redukcja CO2 oznacza dla nas uwstecznianie się, cofanie w rozwoju. Zapętliliśmy się i nie ma już odwrotu. Im więcej masz, tym więcej potrzebujesz. Tu nie chodzi o to, że spadną słupki, zwolni gospodarka, załamie się konsumpcja. Tu chodzi o nasze życie. Najmniej emitują jacyś buszmeni w Afryce, ale tak się już żyć nie da! Nasze zapotrzebowanie na energię i tak będzie stale rosło, wrzucanie na rynek ekośmieci tylko spowolni ten proces. Co wam da stawianie pasywnych domków obłożonych styropianem? W Katarze mają gorąco, dużo słońca a zobaczcie jak dużo emitują. Klima, która kiedyś była luksusem i fanaberią dziś staje się standardem nawet w Polsce. A na co to wszystko ma chodzić jak nie na prąd?

    1. To, co postulujesz prędzej czy później (raczej prędzej) prowadzi w prostej linii do upadku cywilizacji. I to nawet nie ze względu na globalne ocieplenie.

      1. Mówisz jak Papież!

        Zabawne jest jak w kraju, którym władza powołuje się nieustannie na tradycje katolickie i “społeczną naukę” Kościoła, a prawie każdy twierdzi, że jest wierzący, powszechnie ignoruje się nauczanie tegoż kościoła w większości spraw. Dotyczy to nie tylko klimatu, ale też kwestii uchodźców czy kary śmierci (jej powszechne zniesienie było tak ważne dla Jana Pawła II).

        Ale wracając do tematu, oto co mówi encyklika Laudato si w tej dokładnie sprawie:

        Istnieje większa wrażliwość ekologiczna ludności, chociaż nie wystarcza, by zmienić szkodliwe nawyki konsumizmu, które nie wydają się ustępować, lecz nasilają się i rozwijają. By podać tylko prosty przykład, dzieje się tak ze wzrostem użycia i mocy klimatyzatorów. Rynki, starając się o doraźne zyski, tym bardziej pobudzają popyt. Jeśli ktoś spoglądałby z zewnątrz na globalne społeczeństwo, to zadziwiłby się takim zachowaniem, które czasami wydaje się samobójcze.

          1. Powiedzmy szczerze: część (i to niemała) polskich katolików swoim zachowaniem zaprzecza temu na co tak lubią się powoływać…

          2. Oni uważają papieża Franciszka za lewaka. Dowcip w tym, że gdyby zapoznali się z nauczaniem JP2 to też by go do lewaków dopisali. Nie przypadkiem encyklika Laudato si zawiera tyle cytatów z nauczania Jana Pawła II.

            A przede wszystkim gdyby ci “katolicy” sięgnęli choć raz do Ewangelii to musieliby do lewactwa dopisać i Jezusa. Już choćby za jego poglądy na bogacenie się.

          3. Słowo “lewak” to prymitywny stereotyp współczesnej polskiej polityki. Na bieżący użytek wyborczy. W zasadzie każdy weganin jest postrzegany jako “lewak” na ten przykład. Pomijając piękny aspekt etyczny, ma to swoje realne uzasadnienie ekonomiczne.

    2. A czy na własnym przykładzie nie dostrzegasz, że można podejmować takie, czy inne decyzje lub działania bardziej lub mniej proekologiczne (lub inaczej bardziej lub mniej ingerujące w Naturę)…?
      Spójrz chociażby na to co jesz, jak/czym się poruszasz, czym się dogrzewasz/chłodzisz, skąd czerpiesz energię, jakiego używasz oświetlenia, z jakich materiałów masz izolacje lub w ogóle w jakiej technologii masz wykonane takie, czy inne elementy, itd.
      Oczywiście nie wszystko da się zmieniać ot tak, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – ważne jednak, aby na problemy egzystencjalne nie patrzeć krótkowzrocznie (jak w kwestii wydobywania np. węgla) i zarazem żyć w sposób coraz mniej “agresywny” względem Natury.
      W przeciwnym razie ludzkość będzie szybciej eliminowana z tej planety, niż się tu narodziła…

    3. @Michał

      To co piszesz to świetne potwierdzenie prawa Poe’go: nie da się napisać parodii poglądów ekstremalnych tak aby postronny był w stanie poznać, ze to parodia. Inaczej mówiąc poglądy ekstremalne są swoją własna parodią.

      A ta konsumpcja dla konsumpcji (produkujmy coraz więcej energii i emitujmy coraz więcej CO2, aby było coraz goręcej i trzeba będzie więcej energii na klimatyzację), to coś czego bym nawet w parodii nie wymyślił. To przekracza wszelkie granice głupoty. Bo stawia to moralnie producentów energii z paliw kopalnych obok dealerów narkotyków: uzależnijmy klientów aby musieli od nas kupować jeszcze więcej.

  7. W firmie w ktorej pracuje liczą sie tylko slupki wydajności .Pracujemy na 3 zm i ciągle malo .Zastanawiam się gdzie jest kres tego szaleństwa biznesowego.

  8. Mimo tych 410 ppm globalna anomalia spadła do dawno nie notowanego poziomu +0,2K. Uwzględniając GO, to można powiedzieć, że zrobiło się wręcz zimno… Gdzie się podziało to ciepło? Czyżby skończyła się seria miesięcy z anomaliami +1K i więcej?

    1. Nie mamy El Nino teraz, to anomalia mogła trochę spaść. Tym bardziej, że niedawno odnotowaliśmy wiele rekordowo ciepłych miesięcy w skali całego świata. Rekordy nie muszą być bite z roku na rok. Jest to bardzo wybiórcze spojrzenie – jedynie w momencie, gdy globalna anomalia trochę spadła.

    2. To podstawowa ‘skuśka’ i zarazem błąd denialistów – tzn. wybiórcza analiza danych przy ocenie procesu, który wymaga oceny długoczasowego trendu i to na całej Ziemi.

    3. Odpowiem Ci na fizyczną część pytania: “gdzie podziało się ciepło” (nawet jeśli traktowałeś je li tylko retorycznie. Bo jest to łatwe do odpowiedzenia.

      Mówimy o temperaturach powietrza. Wiesz jaką pojemność cieplną ma atmosfera? W stosunku do wielkości strumieni energii dochodzących od słońca i wypromieniowanych w kosmos bardzo małą. Czyli jej temperatura może zmienić się z dnia na dzień, jeśli tylko zmienią się warunki synoptyczne (np. zachmurzenia). Możesz tu odpowiedzieć, ze zjawiska synoptyczne są lokalne, a mówimy o średniej globalnej. Jednak i tu odpowiedź jest łatwa: w skali dni czy nawet tygodni kilka równoczesnych zmian w różnych częściach Ziemi może obniżyć czy podwyższyć średnią temperaturę o np. pół stopnia. Jednak trudniej to osiągnąć w skali miesiąca, a w skali roku to niemożliwe bez czegoś bardziej wielkoskalowego (jak El Nino).

      Dlatego właśnie klimatologów interesują trendy wieloletnie, nie zmiany temperatur z dnia na dzień, czy nawet z tygodnia na tydzień. Bo inaczej mówimy o pogodzie, a nie klimacie.

    4. >>Gdzie podziało się cieplo?

      Oczywiście nie poszło w kosmos i Ziemia sie nie wystudziła, bo gdyby tak był to nie mielibyśmy już problemu GO.

      Poszło w głębie oceanu. I oczywiscie widać je na też powierzchni. Ale po przegrzaniu zbyt obżarty ciepłem ocean beknął – El Nino, i jeszcze raz połknął tyle ile mógł, a może coraz mniej …

      1. Ogólnie masz rację gdzie idzie 90% nierównowagi radiacyjnej (różnicy między tym co Ziemia dostaje i emituje) idzie do oceanu. A samo istnienie tej nierównowago oznacza, że Ziemia nie jest jeszcze w równowadze ze zmienioną ilością gazów cieplarnianych.

        Ale jednak to “nadliczbowe” ciepło z poprzedniego miesiąca było głównie nad Rosją, więc do oceanu na pewno nie trafiło. Moim zdaniem zostało jednak wypromieniowane w kosmos.

  9. Zamykam dyskusję w tym wątku. Jeden obłędny atak na mnie mi na razie wystarczy.

    Bo atakować mnie za to, że od dwóch lat mówię studentom, że stężenie CO2 wzrasta od poprzedniego roku o 3 ppm, gdy… wzrasta o 3 ppm to zupełny odjazd.

    Oczywiście uczę ich, że to stężenie przyrasta szybciej podczas El Nino, a wolniej podczas La Ninii z powodu zmian wilgotności rejonów tropikalnych (głównie Amazonii) i związanych z tym zmian biomasy roślinności lądowej.

    Mieliśmy dwa lata El Nino więc na pewno miało ono swój udział w tych 3 ppm/rok. Jednak jak duży? Tego się nie da stwierdzić bez śledzenia zmian stężenia w atmosferze w następnych latach. Już 2017 rok powinien nam wiele powiedzieć.

    A jest tak ponieważ wzrost stężenia tym się różni od trendu zmian temperatury, że nie trzeba go liczyć z parunastu lat aby był istotny statystycznie. Wynik z jednego roku jest sam w sobie ważną informacją, bo jest to po prostu różnica strumieni węgla w danym roku (i dlatego co roku publikuje się nowy artykuł o bilansie węgla w poprzednim [1]). A czekać 10 lat na średnią nie ma sensu gdy o wzroście stężenia w atmosferze decydują procesy o skali jednego roku, zarówno naturalne (zmiany znaku cyklu ENSO) jak i antropogeniczne (np. ceny paliw kopalnych). Dlatego przyrost z ostatniego roku jest tak ważny dla zrozumienia co w cyklu węgla się aktualnie zmienia.

    Zatem z tym wątkiem kończymy ale jestem pewny, że do stężenia CO2 w atmosferze jeszcze wrócimy w innych.

    [1] Najnowszy z nich można znaleźć tu:
    http://www.earth-syst-sci-data.net/8/605/2016/

Comments are closed.