Wyjątkowo ciepły początek listopada

Wyjątkowo ciepły początek listopada

Wszystko wskazuje na to, że pierwsza dekada listopada zapisze się wyjątkowo wysokimi temperaturami, szczególnie w Polsce południowo-zachodniej. Wg prognozy GFS z 00UTC anomalia temperatury za okres od 30 października do 7 listopada włącznie będzie sięgać tam niemal +8°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010.

Warto zwrócić jednak uwagę, że był w historii listopad, który mimo aż tak niezwykłych prognoz, trudno będzie przebić. Chodzi tu mianowicie o listopad 1926 – jedyny listopad w całej serii pomiarowej (od 1781 r.!), który może się pochwalić średnimi temperaturami miesięcznymi lokalnie przekraczającymi 10°C. Tak to wyglądało w Krakowie:

Wg ówczesnej metody wyliczania średniej dobowej temperatury powietrza, średnia temperatura miesięczna w Krakowie osiągnęła aż +9.5°C. Do 23. listopada włącznie każdy dzień charakteryzował się temperaturą maksymalną przekraczającą +10°C. W dziesięciu z tych dni temperatura przekraczała +15°C.

W skali całego kraju średnie temperatury charakteryzowały się dużym zróżnicowaniem. W Bydgoszczy średnia temperatura miesięczna wyniosła 6.4°C, 7.4°C było w Białymstoku. W Puławach było to aż 8.7°C, ale najwyższe średnie notowano w Małopolsce, na Śląsku i na Podkarpaciu: Tarnów 11.0°C, Cieszyn 10.8°C, Żywiec 10.0°C.

Zimniej było na północy: w Koszalinie średnia temperatura listopada wyniosła 5.8°C, co przełożyło się również na najniższą anomalię: +1.5°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010. Dzięki temu anomalia w skali całego kraju nie była aż tak imponująca, jak na południu i wyniosła +3.85°C (1981-2010). Pozostawia ona jednak wyraźnie w tyle drugi na liście listopad 1963 (+3.36°C).

Wczorajsza anomalia temperatury dobowej

Wczorajsza anomalia temperatury dobowej

Rozkład anomalii temperatury dobowej w dniu wczorajszym doskonale odzwierciedla różnice termiczne, jakie mieliśmy pomiędzy wyjątkowo ciepłym południowym wschodzie Polski, a resztą kraju. Dzisiaj dodatnie anomalie “rozleją się” już na cały obszar Polski, osiągając wg prognoz lokalnie aż 11.0°C względem okresu referencyjnego 1981-2010.

Poniżej: wartość anomalii temperatury dobowej 29.10.2018.

Poniżej: prognozowany rozkład anomalii temperatury dobowej dzisiaj.

W południowej części kraju spodziewamy się miejscami bardzo wysokich średnich temperatur dobowych. Wynika to głównie z faktu, że miejscami przez całą noc temperatura utrzymywała się w przedziale 18-20°C. Co prawda w dzień ma być niewiele więcej, ale wystarczy to do utrzymania średniej temperatury dobowej powyżej 18°C. Miejscami wartości anomalii dobowej mogą być więc wyższe, niż maksimum prognozowane przez model GFS. Chodzi tu głównie o południowy wschód kraju, gdzie temperatura w dzień wzrośnie do 22-23°C, a wieczorem ma spaść do 14-16°C.

Wyjątkowo ciepło nadal rysuje się 1 listopada. Wg modelu ALARO temperatura w Polsce ma wzrosnąć do 22.8°C, co oznacza, że przy wsparciu zjawisk fenowych nie można wykluczyć temperatur o 1-2°C wyższych, aniżeli prognozowane. Jeśli tak się stanie, to będzie to atak na rekord temperatury listopada – ten należy do stacji Kraków-Obserwatorium, gdzie 2 listopada 1968 r. notowano 24.0°C. Stacja ta jest jednak pod silnym wpływem Miejskiej Wyspy Ciepła, więc być może za bardziej miarodajny należałoby uznać wynik z Makowa Podhalańskiego, gdzie tego samego dnia temperatura wzrosła do 23.5°C.

 

Wyjątkowo ciepły poranek

Wyjątkowo ciepły poranek

Wysoka temperatura na południu kraju utrzymywała się całą noc, wzrastając miejscami aż do 21.0°C – tyle notowano w Katowicach o 5:20 rano czasu lokalnego (4:20 UTC). Jest to z pewnością jeden z najcieplejszych poranków odnotowanych w końcówce października w całej historii pomiarów meteorologicznych. Na stacji Radziechowy temperatura minimalna od 18:00 do chwili obecnej wyniosła… +18.6°C, nie było więc tak całkiem daleko od… nocy tropikalnej. Do tej pory najwyższą temperaturę minimalną po 15 października notowano 22.10.1989 w Inwałdzie (+18.0°C).

Poniżej: rozkład temperatury na wysokości 2m o 5UTC (6:00 czasu lokalnego).

Wyjątkowo ciepły wieczór

Wyjątkowo ciepły wieczór

Oczywiście nie wszędzie. Najcieplejszym wieczorem obecnie pochwalić się mogą mieszkańcy Beskidu Żywieckiego, gdzie miejscami (Radziechowy) temperatura osiąga 20°C – dokładnie taką temperaturę notuje się tam w chwili obecnej. Jest to zdecydowanie rzadka temperatura o tej porze roku nawet w ciągu dnia, co dopiero późnym wieczorem. Bywało jednak, że wyższe temperatury notowaliśmy jeszcze później: w nocy z 16 na 17 listopada 2002 w Krakowie na pewien czas temperatura wzrosła do 20.5°C.

 

Kontrast termiczny

Kontrast termiczny

Zgodnie z wcześniejszymi prognozami, mamy obecnie nad Polską spory kontrast termiczny. W Gołdapi jest w tej chwili +0.1°C, a w regionie pojawiły się opady śniegu i śniegu z deszczem. W tym samym czasie w Przemyślu mamy niemalże letni poranek: temperatura wynosi +15.5°C.

Poniżej: stan obecny wg prognozy modelu AROME.

W ciągu dnia ciepłe powietrze obejmie nieco większy obszar. Warto zwrócić uwagę na temperaturę w Wielkopolsce: w czasie, który powinien normalnie być najcieplejszym momentem dnia, ma tu być zaledwie 3 – 4°C (Poznań).

W tym samym czasie w Małopolsce ok. 19°C, na Suwalszczyźnie zaledwie 2°C.

Postępująca od południowego wschodu adwekcja ciepła spowoduje, że temperatura we wspomnianym Poznaniu będzie rosnąć. Ok. 21:00 czasu lokalnego ma być już 6°C, a o północy +10°C. To nie koniec – nad ranem temperatura wzrośnie aż do 13-14°C, a na Dolnym Śląsku nawet do 17°C!

W ciągu jutrzejszego dnia również bardzo ciepło, szczególnie na południu i północnym zachodzie kraju, gdzie temperatura ma wzrosnąć powyżej 20°C.

Kolejne dni również bardzo ciepłe. Interesująco rysuje się sytuacja na 1 listopada, kiedy wg modelu GFS temperatura maksymalna na południu kraju sięgnąć by miała 23°C. Wg innych modeli (ICON, ECMWF) ma to być 21°C. Takie wartości temperatur prognozowane przez modele globalne na stosunkowo niedaleki okres stwarzają szanse na atak na rekord temperatury listopada.

Duże kontrasty termiczne i znaczne ocieplenie

Duże kontrasty termiczne i znaczne ocieplenie

Opisywane wcześniej ochłodzenie powoli ma się ku końcowi. Na znacznym obszarze kraju jego apogeum będzie miało miejsce w niedzielę 28 października, kiedy miejscami w ciągu dnia temperatura nie przekroczy 5°C, dodatkowo sporo popada. O sporym szczęści mogą tu mówić mieszkańcy Podkarpacia – na same południowo-wschodnie krańce kraju napłynie już znacznie cieplejsze powietrze, a temperatura może wzrosnąć nawet do 18°C.

Adwekcja ciepłego powietrza związana z wzajemnym położeniem ośrodków barycznych w Europie nie będzie na razie przebiegała zbyt szybko, dodatkowo na znacznym obszarem Polski zalegać będą jeszcze chmury i związane z nimi opady, stąd w poniedziałek (29 października) kontrast termiczny znacznie wzrośnie i wg modelu GFS w ciągu dnia będzie od 3°C w okolicy Suwałk do 21°C w Krakowie. Dojdzie tego dnia zresztą do bardzo ciekawej sytuacji – postępująca adwekcja ciepłego powietrza w niektórych rejonach kraju (np. w Wielkopolsce) spowoduje, że noc z 29 na 30 października będzie znacznie cieplejsza od poprzedzającego ją dnia. O ile np. w Poznaniu o 12UTC (13:00 czasu lokalnego) 29 października ma być zaledwie 6°C, o tyle o 3UTC (4:00 czasu lokalnego) 30 października ma być aż 15°C. Z pewnością poranek 30 października zaskoczy tu wiele osób.

Jak już się można domyśleć, wtorek 30 października będzie miejscami wyjątkowo ciepły. Wg modelu GFS temperatura wzrośnie do 23°C (Mazowsze, łódzkie, podkarpackie). Wczorajszy model ECMWF prognozował na ten dzień do 22°C.

Ciepła pogoda będzie panować również 1 listopada. Tego dnia spodziewamy się od 13°C w zachodniej i północnej części kraju, do nawet 18°C na Śląsku i w Małopolsce. Wg modelu GFS będzie jeszcze cieplej, nawet powyżej 20°C.

 

Na horyzoncie znaczne ochłodzenie

Na horyzoncie znaczne ochłodzenie

Dzisiejszy dzień będzie najprawdopodobniej w wielu miejscach ostatnim dniem, w którym temperatura maksymalna przekroczy 20°C. Od jutra zdecydowanie chłodniej, a co jakiś czas pojawia się koncepcja, że pod koniec miesiąca przyjdzie nam się zmierzyć z opadami o innym niż do tej pory stanie skupienia.

Poniżej prognoza temperatury na dziś, 14:00 czasu lokalnego.

Zdecydowanie ciepło, jak na tę porę roku. Jednak już jutro na przeważającym obszarze kraju poniżej 20°C, takie temperatury są możliwe już tylko lokalnie, a w kolejnych dniach ochłodzenie będzie się tylko pogłębiało.

W sobotę już chłodno, szczególnie w północnej części kraju, gdzie temperatura ledwo przekroczy 10°C.

Jednocześnie zrobi się zdecydowanie mniej słonecznie i pojawią się tak przez wielu wyczekiwane opady. Te jednak póki co nie będą jakoś szczególnie wysokie, dodatkowo ich największe sumy nie wystąpią tam, gdzie panuje ich największy niedobór.

Większe ochłodzenie możliwe jest po 23 października, kiedy w wielu miejscach, szczególnie zaś w Polsce północnej, temperatury w ciągu dnia spaść mają grubo poniżej 10°C. Przy końcu prognozy 10. dniowej model GFS sugeruje nawet takie atrakcje, jak opady śniegu i deszczu ze śniegiem, przy temperaturze w ciągu dnia oscylującej w okolicach 5°C.

 

Wszystko więc wskazuje na to, że babie lato ma się definitywnie ku końcowi. Nie znaczy to oczywiście, że w tym roku nie ujrzymy już temperatur sięgających 20°C – te zdarzają się nawet w listopadzie, a parę razy zdarzyły się nawet w grudniu.

Październik NIE będzie rekordowo ciepły

Październik NIE będzie rekordowo ciepły

W ostatnim czasie na Interii pojawił się artykuł, który stara się nam sugerować kilka rzeczy, z których żadna nie jest nawet zbliżona do rzeczywistości. Źródłem artykułu jest strona “Zmiany na Ziemi”, ale o tym później. Tytuł artykułu krzyczy do nas tymi słowami:

Rekordowo ciepły październik. To powód do zmartwień?

I naprawdę ciężko nam wypowiadać się merytorycznie na temat artykułu, który błędny jest już w tytule. Październik w Polsce nie będzie bowiem rekordowo ciepły, w chwili obecnej niema na to większych szans. Winą za taki stan rzeczy należy obarczyć chłodniejszą pierwszą dekadę miesiąca oraz prognozowane już ochłodzenie. Do dnia wczorajszego obszarowa anomalia temperatury powietrza wynosiła w Polsce ok. 1.3°C:

Ponieważ najcieplejszym październikiem w historii pomiarów instrumentalnych był ten z roku 1907, mogący pochwalić się imponującą anomalią równą +3.98°C, szybkie obliczenia wskazują, że aby tegoroczny mu dorównał, to anomalia temperatury drugiej połowy miesiąca musiałaby osiągnąć imponującą wartość ok. +6.7°C. Samo w sobie nie jest to jeszcze niemożliwe, jednakże prognozy mówią, że sytuacja będzie zupełnie inne: babie lato powoli dobiega końca i o ile będziemy się jeszcze cieszyć słońcem, o tyle temperatury będą z dnia na dzień niższe. Tyczy się to głównie okresu po 20 października, kiedy to pojawić się mają anomalie ujemne. Jednak nawet jeśli do nich nie dojdzie, to kolejne anomalie dobowe będą zdecydowanie za niskie, by w ostateczności doprowadzić do tego, by tegoroczny październik przebił ten z 1907 r.

Tytuł jest więc nieprawdziwy: po pierwsze październik się jeszcze nie skończył, nie można więc powiedzieć, że był rekordowy. Po drugie: prognozy na najbliższe dni i chłodniejsza pierwsza dekada miesiąca wykluczają, że tak się stanie. Kolejną kwestią jest wskazanie w artykule metanu (a nie CO2) jako “tego winnego” takiego, a nie innego stanu rzeczy:

Zwolennicy teorii antropogenicznego globalnego ocieplenia uważają, że aktualna aura to dowód na to, że ich twierdzenia są prawdziwe. Niektórzy twierdzą jednak, że obecnego ocieplenia najprawdopodobniej nie wywołuje dwutlenek węgla, lecz metan uwalniany w Arktyce.

Metan: w domyśle nie CO2, w Arktyce: w domyśle “nie mający pochodzenia przemysłowego/antropogenicznego”. Co więcej – autor artykułu sugeruje, że emisji tych nie możemy oszacować. I rzeczywiście, emisje CH4 z “wiecznej” zmarzliny są może i trudne do oszacowania, ale możemy bardzo dokładnie oszacować wzrost stężenia CH4:

Nie cały widoczny na wykresie wzrost ma pochodzenie stricte antropogeniczne, część jest pochodzenia “naturalnego”, np. właśnie z topnienia wiecznej zmarzliny. Problem jednak polega na tym, że żeby do tego topnienia doszło, to klimat musi się ocieplić najpierw. To ocieplenie jest już pochodzenia antropogenicznego, wynikającego z antropogenicznych emisji GHG (nie tylko CO2).

Artykuł stara się również przemycić tezę, że rola CH4 jest mocno umniejszana, a dyskutuje się głównie o CO2. Gdyby autor artykułu wczytał się nieco w temat, to wiedziałby, że owszem – CH4 jest o wiele silniejszym gazem cieplarnianym, niż CO2, jednakże jego stężenie w atmosferze jest znacznie mniejsze. I jak najbardziej bierze się go pod uwagę, tak pod względem emisji, jak i problemów, jakie mogą powodować dodatkowe emisje wywołane już postępującym ociepleniem (wspomniane już emisje z topniejącej zmarzliny, ale i stabilność klatratów metanu). Udział metanu znajdziemy również w każdym oszacowaniu wymuszeń radiacyjnych, np. w polskiej Wikipedii (wykres pochodzi z IV raportu IPCC).

Prawdziwym więc powodem dla którego mówi się głównie o CO2 jest fakt, że to głównie jego emisja wpływa na rosnące temperatury, dodatkowo przyczyniając się do dodatkowej emisji CH4 ze źródeł, nazwijmy to, naturalnych.

Wróćmy jednak do źródła, czyli serwisu “Zmiany na Ziemi”. Prawdopodobnie tzw. “źródłem właściwym” jest poniższy film:


Oczywiście jest to słowo w słowo to samo, co w artykule, więc dodatkowa polemika z tymi tezami nie jest konieczna.

 

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat później

Dwadzieścia lat temu Polska dopiero co lizała rany po “powodzi tysiąclecia”, zaledwie rok wcześniej wynegocjowano Protokół z Kioto. Wspomagana “Super-Niño 1997/8” temperatura globalna poszybowała do góry.  Był to jednocześnie okres, w którym wielu z nas nie miało jeszcze dostępu do Internetu, albo było jeszcze zbyt młodych by z niego korzystać. Ba, części z tu komentujących mogło jeszcze nie być nawet na świecie. Z pewnością dostęp do danych klimatologicznych i meteorologicznych był wówczas (1998) delikatnie mówiąc utrudniony. Dane meteorologiczne z Polski były dostępne głównie w Rocznikach Statystycznych. Co by zobaczył ktoś, kto wówczas policzyłby coś na kształt aktualnego “Poltempa” (zakładając, że miałby dostęp do danych historycznych z końca XVIII i XIX w.)?

Po pierwsze oparłby się pewnie na stosowanym wówczas nagminnie okresie wieloletnim 1951-1980 (1961-1990 jakoś nie zyskał jeszcze na popularności). Dyskusję wywołałyby zapewne całkiem niedawne wyjątkowo ciepłe lata na przełomie dekad, szczególnie 1989 i 1990 (+1.70 i +1.58°C). Potencjalne dyskusje o ociepleniu naszego klimatu z pewnością byłyby bardzo szybko zdominowane przez przeciwników takiej tezy – wskazywaliby oni, że w roku 1934 anomalia temperatury rocznej w Polsce była niemal równie wysoka i wyniosła +1.66°C, poza tym okres ciepły trwał zaledwie kilka lat: ostatnim ciepłym rokiem był 1994, zaś od tego roku anomalie mocno spadły, szczególnie w 1996. Co prawda 11. letnia średnia ruchoma anomalia temperatury powietrza jest obecnie na najwyższym poziomie w historii pomiarów, ale niewiele wyższym, niż na przełomie lat 40. i 50. XX w. Ba, nawet szczyt temperatury z końca XVIII w. jest na poziomie normy z lat 1951-1980 i zaledwie o 0.5°C niżej, niż temperatury obecne.

Tak widzielibyśmy serię Poltemp w 1998 r.

Mielibyśmy również wiele “przesłanek” za tym, że ciepły okres dobiega już końca. Ekstremalnie wysoki indeks NAO z przełomu dekad należy już do przeszłości. Zima 1995/1996 była najdłuższą zimą XX w., lato 1996 zapisało się wyjątkowo zimnym i deszczowym lipcem (głównie w zachodniej części kraju). Cały rok 1996 obok 1987 i 1956 był jednym z najzimniejszych w czasach powojennych. W grudniu 1996 w Stuposianach padł rekord zimna: temperatura spadła do -37.1°C. Kolejny rok przyniósł chłodny styczeń, wyjątkowo zimny kwiecień, a latem “powódź tysiąclecia”. Ciekawe, o czym by pisano na blogach i forach związanych z meteorologią i klimatologią, gdyby takowe wówczas u nas istniały. Właściwie po tym, co mogliśmy czytać w latach 2016-2017, można się tego domyślać. Z pewnością wszelkie próby informowania o globalnym ociepleniu byłyby z góry skazane na niepowodzenie. Przysłowiowy nóż w plecy wbiłaby tu nam “Wiedza i Życie”, gdzie w maju 1998 r. pojawia się pełen niedomówień, półprawd i zwyczajnie nieprawdziwych informacji artykuł Z. Jaworowskiego pod wiele mówiącym tytułem “Czy człowiek zmienia klimat”. Proszę zwrócić uwagę, że statystyczny czytelnik w tamtych czasach nie miał najmniejszych możliwości zweryfikowania podawanych tam informacji. W artykule czytamy na przykład:

Po 1988 roku utrzymuje się stały spadek tempa przybywania atmosferycznego CO2, podczas gdy jego emisja ze spalania paliw kopalnych równomiernie wzrasta. Wreszcie w 1992 roku, okresie najwyższego wzrostu emisji “ludzkiego” CO2, wystąpił jeden z najgłębszych spadków przyrostu masy CO2 w atmosferze oraz ochłodzenie powietrza.

Dzisiaj oczywiście wiemy, że zarówno spadek przyrostu CO2, jak i spadek temperatury w roku 1992 był związany z erupcją wulkanu Pinatubo. Z pewnością wiedział to wówczas Jaworowski (szczególnie, jeśli chodzi o temperaturę), jednakże z jakichś przyczyn nie uznał za stosowne o tym wspomnieć.

Ciekawe jest, że nawet biorąc pod uwagę wszystkie pomiary z lat 1780-1989 z 9 stacji europejskich (łącznie z Warszawą) nie obserwuje się wzrostu temperatury, który można by przypisać podwyższaniu stężeń gazów cieplarniach w atmosferze. Z wyjątkiem wzrostu około 1940 roku, klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu.

Powyższy akapit jest zaś prawdziwy jedynie, jeśli pod uwagę weźmiemy surowe, niezweryfikowane dane i utniemy je przed ociepleniem z końca lat 80. XX w. (Z. Jaworowski pisał swe słowa aż 10 lat później). Przede wszystkim obecnie wiemy, że żadne dane europejskie nie wskazują na to, iż “klimat Europy, w tej skali czasu, faktycznie ulegał ochłodzeniu“. Jest to zwyczajnie nieprawda.  Problem polega na tym, że – ponownie – ówczesny czytelnik nie jest w stanie tego zweryfikować. Obecnie powstałaby na ten temat dyskusja. Wskazano by błędy, zażądano danych na podstawie których takie, a nie inne wnioski się pojawiły. O ile autor pewnie by się przekonać nie dał, o tyle być może część z tych, którzy tę dyskusję by obserwowali już tak.

Obecnie “ikoną” globalnego ocieplenia jest najszybciej ocieplająca się Arktyka. Jednak na końcu lat 90. XX w. i to nie było takie oczywiste, o czym wspomina również Z. Jaworowski w w/w artykule, zapewne śmiejąc się pod nosem z “alarmistycznych” prognoz ocieplenia (i znowu pisząc nieprawdę o trendzie spadkowym w ciągu ostatnich 120 lat). Tak czy siak, w 1998 r. wykres przebiegu temperatury w Arktyce może niepokoić, ale jeszcze szalonego wrażenia nie robi.

Przebieg anomalii temperatury w Arktyce (GISTEMP 64N+) w latach 1880-1997 – 11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Należy mieć też na uwadze, że autorzy artykułów popularnonaukowych w tych czasach najpewniej opierali się na danych z innych artykułów, nierzadko poddających analizie krótsze szeregi czasowe (np. kończące się w 1990, czy 1995). Najprawdopodobniej większość autorów w 1998 r. było przekonanych, że Arktyka jeszcze nie doścignęła ocieplenia z lat 40. XX w. A nawet jeśli, to mogli to zwalać na “naturalną cykliczność”.

Z. Jaworowski przez cały artykuł stara się tu nie straszyć swoimi opiniami na temat dalszego przebiegu zmian klimatu, jednak na koniec nie wytrzymuje:

Nie wiemy, kiedy zawita z podobną nagłością nowy cykl lodowcowy – może za tysiąc, za pięćset, za sto, a może już za dwadzieścia lat? Znany klimatolog amerykański W.S. Broecker sądzi, że najprawdopodobniej czeka nas to za 50-150 lat.

Minęło dwadzieścia lat. Wiemy już, że jedna z tych liczb nie jest prawdziwa. Bez problemu możemy dokleić do wcześniejszego wykresu ostatnie 20 lat pomiarów, by zobaczyć jak wyglądał dalszy przebieg anomalii temperatury w Polsce.

Anomalie temperatury w Polsce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Daje do myślenia? Mimo wszystko z pewnością nie wszystkim. Ci, którzy doskonale pamiętają tamte czasy i tak wówczas, jak i teraz interesowali się meteorologią, czy klimatologią z pewnością powiedzą, że obecny klimat naszego kraju różni się od tego sprzed zaledwie 20 lat. Nie jest to może różnica wybitna (klimat nie zrobił się nam śródziemnomorski), ale zauważalna. Dokładnie w tych latach piszący te słowa zastanawiał się, kiedy w Zielonej Górze średnia temperatura roczna osiągnie 10.0°C (dokładnie tyle wynosił rekord z 1934) i czy będzie miał okazję tego doczekać. I trzeba było czekać na to całe 2 lata – w roku 2000 średnia temperatura roczna wyniosła 10.1°C. O ile na “osiągnięcie 10°C” czekaliśmy 66 lat, o tyle na kolejne tego typu zdarzenie już tylko siedem lat (2007 = 10.0°C), a jeszcze siedem lat później takie średnie roczne zdarzyły się rok po roku (2014, 2015 = 10.4°C). Jeśli pozostałe miesiące w roku nie będą jakieś wybitnie chłodne, to i 2018 zapisze się średnią roczną osiągającą 10.0°C (w istocie wystarczy by miesiące październik-grudzień nie były chłodniejsze więcej, niż o 1°C w stosunku do lat 1951-1980).

Bardziej zauważalnie klimat zmienił się w Arktyce, gdzie wspominane przez Jaworowskiego ocieplenie lat 40. XX w. zaczyna obecnie przypominać delikatne wahnięcie klimatu.

Anomalie temperatury w Arktyce (11. letnia średnia ruchoma, okres referencyjny 1951-1980.

Tak, jak wielu sceptyków globalnego ocieplenia, tak i Zbigniew Jaworowski nigdy swego zdania nie zmienił. Do swojej śmierci w 2011 roku wyznawał dokładnie ten sam pogląd, jaki wyłania się z lektury artykułu w WiŻ z 1998. Niemal dokładnie 10 lat później powtarza go zresztą w “Polityce” (“Idzie zimno”). W dyskusjach na forach i w komentarzach pod artykułami widzimy bardzo podobne postawy. Kilka, czy nawet kilkanaście chłodniejszych miesięcy nie mogą nam nic powiedzieć o tendencjach naszego klimatu, jednakże wielokrotnie czytaliśmy (na przykład pod artykułami w serwisie “Twoja Pogoda”) o tym, jakoby od października 2016 klimat nam się ochłodził. Jak wielka jest to bzdura, widzimy chociażby po tym, co się dzieje w roku obecnym, jednakże mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że sytuacja ta jeszcze niejednokrotnie się powtórzy. Mamy tu do czynienia z pewną formą “efektu potwierdzenia” i kilku innych błędów poznawczych. Ludzie mają zwykle silne tendencje ku temu, by dostrzegać w danych wzory zgodne z ich światopoglądem. Jeśli zaś wg nich globalne ocieplenie nie istnieje, lub nie będzie przebiegało tak, jak to się prognozuje, są skłonni w każdym okresie chłodniejszym doszukiwać się jego definitywnego końca. Część z tych mechanizmów omawianych jest w poniższym filmie.

Niewykluczone, że zimna będzie na przykład nadchodząca zima, a dyskusji o “końcu ocieplenia” doczekamy się już za parę miesięcy. I o ile jeszcze można by było zrozumieć taką dyskusję w Polsce w 1998 r., kiedy na temat samego globalnego ocieplenia informacji było niewiele, a ostatnie parę lat nie należało do szczególnie ciepłych. Proszę zwrócić uwagę, że mimo iż ostatnie półrocze (kwiecień-wrzesień 2018) było skrajnie anomalne, sami staramy się unikać bezpośredniego powiązania tego zdarzenia z globalnym ociepleniem, które zapewne miało spory wpływ na ostateczną wartość anomalii, ale nie możemy być pewni w jakim stopniu wpłynęło ono na sytuację baryczną, która panowała od kwietnia w Europie.

Anomalie temperatury półrocza ciepłego (kwiecień-wrzesień) w latach 1781-2018 w Polsce. Okres referencyjny 1981-2010.

Na podstawie powyższego wykresu można wskazać jeszcze jedną bardzo interesującą rzecz – otóż znany nam bardzo chłodny okres (IV-IX) panujący na przełomie lat 70. i 80. XX w. do lat 30. XX w. był stanem normalnym.

Co dalej

Naszym zdaniem, nawet jeśli bardzo szybko ograniczymy antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych, tak jak to proponuje ostatnio IPCC, to świat i tak ociepli się o kolejne 0.5°C, jako że nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu równowagi dla obecnego stężenia GHG. Mówimy o temperaturze globalnej i jasne jest, że półkula północna ociepli się bardziej – być może nawet bliżej 1.0°C w porównaniu do stanu obecnego. W Polsce, niezależnie od podjętych działań, do roku 2050 klimat ociepli się co najmniej o kolejne 0.6°C, przy czym mówimy tu o bardzo optymistycznych prognozach. Oczywiście, niewykluczone są lata chłodniejsze (jak np. część roku 2017), jednak wbrew artykułom Zbigniewa Jaworowskiego, ochłodzenia klimatu nie widać.

 

 

 

 

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com